18.07.06, 11:22
Ten temat rusza mnie szczególnie, bo uważam, że promowanie tzw. honorowej
postawy porzuconych matek z dziećmi jest szkodliwe, zwłaszcza w powieściach
dla nastoletnich dziewcząt. Chodzi mi konkretnie o postawę: odszedł, to niech
zniknie z naszego życia, same sobie poradzimy. Łącznie z gestami typu wizyta
panien Pyziakówien w domu Schoppe połączona ze zwrotem pierścionka.
Co jest z tym tematem, kurcze blade? Dlaczego "szlachetna" i "honorowa"
kobieta ma nie dochodzić alimentów od faceta, który ją porzucił, ojca jej
dziecka! Dlaczego alimenty są traktowane jako zemsta kobiety za porzucenie? I
to w książkach, które są pisane przez kobietę inteligentną i wykształconą.
Moim zdaniem odrzucenie wkładu materialnego ojca w wychowanie dziecka dowodzi
raczej tchórzostwa i głupoty matki, a przede wszystkim szkodzi dziecku.
Od biedy mogę zrozumieć Gabrysię, że nie dochodziła alimentów - nie
wiedziała, gdzie jest Janusz (pomijam fakt, że gdyby wytoczyła sprawę o
alimenty, to Alma musiałaby podać Sądowi jego adres). Ale to skandal, że ani
Pyza, ani nikt rozsądny w tej skądinąd tak inteligentnej rodzinie nie
pomyślał, żeby zapewnić Różyczce alimenty, dzięki którym nie musiałaby smażyć
kurczaków, żeby sie utrzymać (jak to deklaruje), tylko mogłaby sobie
spokojnie skończyć studia i uzyskać tak niezbędne w jej familii wyższe
wykształcenie... Alimenty należą się dziecku jak psu zupa!
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Alimenty 18.07.06, 11:30
      Całkowicie się z tobą zgadzam. Dochodzenie alimentów to nie fanaberia matki,
      ale jej obowiązek wobec dziecka, zwłaszcza jeśli matka ma taką sytuację jak
      Róża. A ojciec musi ponosić koszty opieki nad dzieckiem, i to jest to minimum,
      jakie powinien zrobić. Wiadomo, że ideałem byłoby uczestniczenie w wychowaniu
      dziecka.

      Swoją drogą, zawsze myślałam, że psu należy się buda, a chłopu zupa;-)))
      • nula8 Re: Alimenty 18.07.06, 11:34
        Myślę, że ojcu, który chociaż płaci alimenty łatwiej jest nawiązać jednak
        kontakt z dzieckiem niż takiemu, który nie płaci. Wyrzuty sumienia w takiej
        sytuacji są niewątpliwie mniejsze i łatwiej je pokonać.

        Psu się należy zupa za samo istnienie, a chłop sobie na zupę musi zapracować :)
    • bluejanet Re: Alimenty 18.07.06, 12:04
      tez tak mysle, zrobil dziecko, niech ponosi finansowe konsekwencje, nie musi
      sie zenic od razu,
    • k_linka Re: Alimenty 18.07.06, 12:33
      Ale to skandal, że ani
      > Pyza, ani nikt rozsądny w tej skądinąd tak inteligentnej rodzinie nie
      > pomyślał, żeby zapewnić Różyczce alimenty, dzięki którym nie musiałaby smażyć
      > kurczaków, żeby sie utrzymać (jak to deklaruje), tylko mogłaby sobie
      > spokojnie skończyć studia i uzyskać tak niezbędne w jej familii wyższe
      > wykształcenie...


      Chyba przeceniasz wysokosc alimentow zasadzanym przez polskie sady... Niemniej
      jednak jasne jest, ze alimenty sie naleza (tylko bardziej dziecku niz matce).
      Jesli Rozyczka chce byc taka "honorowa" niech zasadzona kwote sklada dla Mili
      na koncie jako posag...
      • dakota77 Re: Alimenty 18.07.06, 12:44
        No racja, alimenty są zwykle żenująco niska kwotą, zupełnie nie wystarczającą
        na potrzeby dziecka. Ale one się dziecku należą i matka powinna o nie zabiegac,
        zamiast unosić się źle pojętym honorem.
        • jottka trutnie 18.07.06, 13:36
          ja myśle, że w tym określeniu streszcza się zasadniczy pogląd pani mm na
          mężczyzn, co również częściowo tłumaczy sprawę rzekomo honorowego zrzekania się
          alimentów:)


          jak już po wielekroć pisano, 'jeżycjada' to de facto niemal samowystarczalny
          świat kobiet, mężczyźni zasadniczo potrzebni są w celu mania dzieci (wcześniej
          trzeba doznać szału uczuć, no ale ma on swój jeden i konkretny cel, stąd też
          turbośluby:), potem własciwie są zbędni, do wychowania sie w swej masie niemal
          nie wtrącają, nawet jeśli po bożemu gdzieś tam tkwią na horyzoncie jako element
          mieszkania - no taka seksmisja pod przykrywką katolickich stadeł:)


          alimenty nie tylko powieściowo skomplikowałyby sprawę, facet wyszedłby poza ramy
          trutnia, miałby prawa i zapewne uczucia, tak jest dużo prościej i światopoglądu
          nam nie burzy - czyli dogmatu, że dzieci są sprawą li i jedynie kobiet. to
          popularny zresztą pogląd w naszym kraju, chyba nie musze pisać, jak w istocie
          groźny.
          • jottka Re: trutnie 18.07.06, 13:42
            tu przyszedł mi do głowy jedyny chyba nietruteń, czyli mamert:) człowiek
            pracujący, a zarazem jednakowoż (w 'kłamczusze') w domu bywał, problemami dzieci
            sie przejmował (od podziwiania popisów teatralnych tomcia i romci po lanie w
            chwili krytycznej - tego ostatniego nie popieramy, ale odnotowujemy czynny
            udział ojca w wychowaniu:), z żoną rozmawiał nie tylko o cenie masła (albo
            platonie), tylko jak człowiek

            skądinąd dziwne, że akurat jego dzieciom pani mm kazała sie trwale zbuntować
            przeciwko ojcu na bazie nieporozumień itp. - bym sądziła, że właśnie on miał
            (razem z tosią) największe szanse na dogadanie sie z dziećmi, jak już przejdą
            fazę burz i sztormów, bo jednakowoż jego zasady typu uczciwość, solidność,
            lojalność przejęły (tzn. tomcio, o romci nic nie wiemy)
            • verdana Re: trutnie 18.07.06, 14:19
              Buntowała się też Kłamczucha. Zasada jest taka - jak ojciec wychowuje, to
              wychowuje źle (nawet jeśli z tekstu wynika, że całkiem przyzwoity człowiek z
              niego). Taki Mamert na przykład, opisywany jako toksyczny, nadmiernie krytyczny
              ojciec - bo obchodzi go co syn będzie robił, na kogo wyrośnie. Ma rację czy
              nie - to sprawa dyskusyjna. Ale lepiej wypada w opisie Grzegorz, ktory po
              prostu dzieckiem sie nie interesuje. Czyli lepiej dziecko olać, niż wykazywać
              zainteresowanie. Jedyny normalny to Żaczek, ale znikł w pomroce dziejów.
              A w sprawie alimentów - rozumiem, że można ująć się honoem i alimentów nie
              brać. Nie bierze się ich po to, żeby dziecko nie miało ojca, nie miało z nim
              kontaktu. Gdy chodzi o zdeklarowanego sukinsyna czy psychopatę - popieram.
              Tymczasem Pyza uwaza, ze lepiej, aby jej dziecko wcale nie miało ojca, niz
              miało ojca, z którym matka się pokłóciła. To odwzorowanie przykładu Gabrysi.
              Ojcec, który porzucił matkę nie nadaje się także na ojca, a dziecko ojca miec
              nie musi. Ojcec ma być w cieniu, wykonywać polecenia matki, a przede wszystkim
              być dla niej dobry. Tylko wtedy daje mu sie ograniczony kontakt z dzieckiem
              (Grzegorz znowu...).
              To jakis absurd. Mam wrazenie, ze odbijaja sie tu osobiste kompleksy autorki.
              • dakota77 Re: trutnie 18.07.06, 14:44
                Faktycznie, ciekawe, że autorka woli model ojców niewtrącających się w
                wychowanie dzieci. Przecież Mamert był dobrym ojcem, nawet jeśli surowym.
                Szkoda, że autorka w końcu zrobiła z niego tyrana. Ojciec Anieli nie rozumiał
                jej może za dobrze, ale był porządnym facetem. No i w końcu pozwolil jej
                realizowac jej plany.
                Macie rację, u MM mężczyźni tylko stoją kobietom na drodze. jak już zrobią
                swoje, nie są potrzebni.
                • verdana Re: trutnie 18.07.06, 14:52
                  No zwróć uwagę chocby na Robrojka. O ile pamiętam, po pewnym czasie zostawia
                  córkę całkiem samą. Na Ignacego Borejko, który nie wie, w której klasie jest
                  córka.
                  Jak kobieta jest w ciąży rodzi, albo ma noworodka to "dobrzy" ojcowie sa gdzie
                  indziej. Wychwalany tu Maciek, mąż Cesi (stypendium), Grzegorz (stypendium).
                  Niedobry jest tylko Fryderyk, bo nie wziął ślubu i wyjechał - poslubie i
                  uczynieniu z panny porzadnej kobiety, zostawienie jej z niemowlęciem jest OK.
    • verdana Re: Alimenty 18.07.06, 14:51
      No zwróć uwagę chocby na Robrojka. O ile pamietam, po pewnym czasie zostawia
      córkę całkiem samą.
      Jak kobieta jest w ciąży rodzi, albo ma noworodka to "dobrzy" ojcowie sa gdzie
      indziej. Wychwalany tu Maciek, mąż Cesi (stypendium), Grzegorz (stypendium).
      Niedobry jest tylko Fryderyk, bo nie wziął ąlubu i wyjechał - poslubie i
      uczynieniu z panny porzadnej kobiety, zostawienie jej z niemowlęciem jest OK.
      • verdana Re: Alimenty 18.07.06, 14:53
        Dlaczego dwa razy się wysłało?
        • dakota77 Re: Alimenty 18.07.06, 15:00
          No i zobaczcie, kiedy tak zaczynamy rozważać pewne sprawy dokładnie i chłodno, piękny świat
          Jeżycjady ujawnia wcale nie takie piękne drugie dno. Niektóre jego aspekty stają się nawet, choć to
          mocne słowo, patologiczne:)
          • magda_b Re: Alimenty 18.07.06, 16:16
            oj tak, im dłużej czytam forum tym bardziej się zastanawiam nad Jeżycjadą, te
            Wasze drobiazgowe analizy postaci i sytuacji zaczynają mnie wybijać z rytmu :)
            i sprawiają, że zaczynam myśleć o z rzuceniu różowych okularów...
            Z drugiej jednak strony wolę nie brac pewnych rzeczy zbyt dosłownie i
            analitycznie, tylko traktować Jeżycjadę tak jak to czym ona jest-WYMYŚLONĄ
            powieścią :)
            • dakota77 Re: Alimenty 18.07.06, 16:25
              Ale to własnie powieści się szczegółowo analizuje:). Mysle, że my caly czas
              pamiętamy o tym, źe to świat wykreowany, tylko wiesz, tu jeden czynnik jest
              kluczowy- ten świat z jakiegos powodu wygląda tak a nie inaczej. Autor zawsze,
              często świadomie, czasem nie, coś nam przekazuje. No i własnie mnie interesuje
              nie tylko to, jak cos wygląda u MM, ale i dlaczego:)
    • azanna Re: Alimenty 18.07.06, 15:09
      To jest coś co mnie zawsze doprowadzało do szału - właśnie te alimenty. Ja
      rozumiem, że kobieta, którą facet zostawia z dzieckiem czuje dumę i niechęć do
      proszenia go o cokolwiek. Ale jest dziecko! I przyjmując postawę urażonej
      księżniczki robi krzywdę swojemu dziecku. Dziecka nie robi się w pojedynkę i
      facet jest za nie odpowiedzialny. Jeśli jest bubkiem to emocjonalnie nie czuje
      sie tatusiem, ale prawnie nim jest i musi płacić. I tyle. I matka powinna o to
      walczyć - dla swojego dziecka, bo nie walcząc o to pozbawia dziecko należnych
      praw.

      Znam przypadek kobiety porzuconej, dzwoniącej do swojego eks i proszącej go aby
      odebrał córkę ze szkoły - żeby dzieci zobaczyły, że ma tatę, bo się z niej
      śmieją. Po tym telefonie poszła zwymiotować, bo tyle ją to kosztowało. Ale
      postawiła dobro dziecka ponad swoją dumę.
      • liliaweneda Re: Alimenty 18.07.06, 17:19
        Moim zdaniem Róża stwierdzająć, że nie chce od Fryderyka żadnych pieniędzy, po
        raz kolejny udowodniła, że jest dziecinną, niedojrzałą, a w dodatku egoistyczną
        osobą - unosi się honorem i myśli tylko o sobie, a nie o dobru dziecka.
        Co do "jeżycjadowych" ojców:
        - Żaczek był w porządku, nawet bardzo
        - ojciec Anieli - choleryk, ale starał się jak mógł wychować córkę na ludzi,
        interesował się nią; też w porządku
        - Mamert - tu moim zdaniem też w porządku, mimo że w "Noelce" mamy jego
        konflikt z Tomciem; nie uważam, żeby był toksycznym rodzicem, w jego przypadku
        mamy prostu do czynienia z prawidłowością mężczyzn, którzy odnieśli sukces -
        jestem dobrym chirurgiem, chce, zeby mój syn też był. Taki ojcem jest
        toksycznym rodzicem dopiero wtedy, kiedy zmusza dziecko do pójścia na takie
        studia, które on kończył. Mamert pozwolił Tomciowi wybrać, martwił się tylko,
        co będzie on jako filozof robić - troszczył się o niego.
        Ignacy - tu sprawa bardziej skomplikowana, bo mimo, ze kochał córki, faktycznie
        poświecał im mało czasu i uwagi
        ojcowie Bebe i Kozia oraz Baltony - rozwodnicy, wcale się dziećmi nie
        interesujący
        Grzegorz - wiadomo
        Eugeniusz - taki sobie, na końcu się zrehabilitował
        Robrojek - jego uważam za świetnego ojca: kochający, troskliwy, potrafiący
        wychować dziecko na osobę zaradną i samodzielną, czasem nadopiekuńczy, ale
        kiedy trzeba wycofuje się i pozwala dziecku żyć swoim życiem.
        Helmut - super tata!
        Marek - to samo

        Ten bilans nie wypada wcale tak źle
        • nchyb Re: Alimenty 18.07.06, 18:06
          > Marek - to samo
          Marek nie ma czasu być dobrym ojcem. On wiecznie śpi... :-)
          • liliaweneda Re: Alimenty 18.07.06, 18:09
            ale bardzo mi się spodobała jego rozmowa z Józinkiem w JT.
            • veteranka2 Re: Alimenty 18.07.06, 22:36
              ta jest, Marek zrehabilitowal sie w JT - lagodzi wybuchowy charakter zony,
              wychowuje syna na dzielnego faceta, nawet do zoo z Lusia poszedl:))
              • biljana Re: Alimenty 19.07.06, 13:19
                ja też uważam, że Marek jest dobrym ojcem. Moze jest zapracowany i zaspany
                czasami ale moim zdaniem liczy sie nie to ile czasu spedza sie z dzieckiem ale
                jak go sie spedza. Mam wrażenie, że Marek mądrze wpływa na swoje berbecie, ma z
                nimi dobry kontakt - a to podstawa.
    • mmoni Re: Alimenty 19.07.06, 21:04
      Amen, siostry i bracia. Też mnie to wkurzyło, jak czytałam "Żabę", ale ze
      robiłam to z dala od Internetu, to nie mogłam się na gorąco wywnętrzyć, a potem
      wyleciało mi to z głowy.

      Przypomina mi się XIX-wieczna anegdota o szlachcicu z prowincji, który przy
      okazji odwiedzin w stolicy poszedł na "Halkę" i po przedstawieniu skomentował
      "Było dziewusze dać krowę i by nie było tragedii".

      "Żaba" jakby rozgrywała się właśnie w takim XIX-wiecznym świecie, gdzie kwestia
      łożenia na dziecko zależy od dobrej woli ojca lub jego rodziny (stąd konkurs
      szlachetności, kiedy Żaba podrzuca pierścionek po babci, a Róża go szlachetnie
      oddaje). Nie mam w tej chwili czasu czytać ją słowo po słowie, ale czy tam w
      ogóle pada słowo "alimenty"? A wszakże już cytowana w słynnej scenie z panią
      Schoppe prosta służąca Hanka z "Moralności pani Dulskiej" wiedziała, ze "są sądy
      i alimenta", czego przerzucajaca się łacińskimi maksymami z siostrą Różyczka
      zdaje się nie wiedzieć. Reaguje na (przyznaję niezręczną) ofertę mamy Schoppe,
      jakby właśnie ta robiła to z łaski, gdy tymczasem biedna kobieta próbuje spełnić
      swoje obowiązki i być może dogadać się w jakiś cywilizowany sposób na temat
      kwestii łożenia na dziecko (przypominam, że gdy ojciec uchyla się od płacenia,
      można zasądzić dziadków).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka