nula8
18.07.06, 11:22
Ten temat rusza mnie szczególnie, bo uważam, że promowanie tzw. honorowej
postawy porzuconych matek z dziećmi jest szkodliwe, zwłaszcza w powieściach
dla nastoletnich dziewcząt. Chodzi mi konkretnie o postawę: odszedł, to niech
zniknie z naszego życia, same sobie poradzimy. Łącznie z gestami typu wizyta
panien Pyziakówien w domu Schoppe połączona ze zwrotem pierścionka.
Co jest z tym tematem, kurcze blade? Dlaczego "szlachetna" i "honorowa"
kobieta ma nie dochodzić alimentów od faceta, który ją porzucił, ojca jej
dziecka! Dlaczego alimenty są traktowane jako zemsta kobiety za porzucenie? I
to w książkach, które są pisane przez kobietę inteligentną i wykształconą.
Moim zdaniem odrzucenie wkładu materialnego ojca w wychowanie dziecka dowodzi
raczej tchórzostwa i głupoty matki, a przede wszystkim szkodzi dziecku.
Od biedy mogę zrozumieć Gabrysię, że nie dochodziła alimentów - nie
wiedziała, gdzie jest Janusz (pomijam fakt, że gdyby wytoczyła sprawę o
alimenty, to Alma musiałaby podać Sądowi jego adres). Ale to skandal, że ani
Pyza, ani nikt rozsądny w tej skądinąd tak inteligentnej rodzinie nie
pomyślał, żeby zapewnić Różyczce alimenty, dzięki którym nie musiałaby smażyć
kurczaków, żeby sie utrzymać (jak to deklaruje), tylko mogłaby sobie
spokojnie skończyć studia i uzyskać tak niezbędne w jej familii wyższe
wykształcenie... Alimenty należą się dziecku jak psu zupa!