Dodaj do ulubionych

Dobra matka wg MM

25.08.06, 00:18
OK, zbieram swoje żale i kwasy z róznych wątków.

jaki jest, do jasnej Anielki, wg MM ideał matki? Bo rzumiem, że Gabrysia jest
świetną matką (tak nam sie mówi). I Mama Borejko (tak nam się mówi). I Pyza,
oczywiście, też będzie. Pani Lewandowska, chyba też była dobrą matką. Pani
Lelujkowa.

Ja już nie chcę wymieniać po raz kolejny idiotyzmów, które panie z rodziny
Borejko popełniają non stop w kwestii nieobecnych tatusiów. I tak wiaodmo, o
co mi chodzi. Ale powiedzcie mi, do licha, po czym ja mam poznać, że one sa
takimi super matkami? No po czym? Które ich cechy na to wskazują?

-----------------------
Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
Obserwuj wątek
    • madame-bovary Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 05:00
      Juz wskazuje te cechy: ciepło, tolerancyjość, wyrozumiałość, wrażliwość, intuicja, wyczulenie na potrzeby dziecka (nie zawsze, ale to nie anioły tylko ludzie - z własnymi sprawami), gotowość do poświęceń, poczucie humoru, lojalność, czułość, duma z bycia matką, zaufanie. To mało?.. Ja mam bardzo skpmplikowane relacje z moją matką i niestety muszę przyznać, że skakałabym z radości mając matkę chociażby jak pani Lewandowska.Ot co.
      • berek_76 Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 15:06
        > Juz wskazuje te cechy: ciepło, tolerancyjość, wyrozumiałość, wrażliwość, intuic
        > ja, wyczulenie na potrzeby dziecka (nie zawsze, ale to nie anioły tylko ludzie
        > - z własnymi sprawami), gotowość do poświęceń, poczucie humoru, lojalność, czuł
        > ość, duma z bycia matką, zaufanie. To mało?.. Ja mam bardzo skpmplikowane relac
        > je z moją matką i niestety muszę przyznać, że skakałabym z radości mając matkę
        > chociażby jak pani Lewandowska.Ot co.

        No więc o pani Lewandowskiej to ja niewiele wiem, poza tym, że jej syn Sławek co
        roku stawiał pod oknem Idy coraz to nowy samochód, żeby jej zaimponowac. To
        zapewne był efekt znakomitego wychowania ;)

        Żartuję, zartuję, nie o panią Lewandowską mi chodzi.

        Mama Borejko:
        Wyjmuje córkom z rąk wszelką robotę
        Wpędza Gabrysię w ramiona Pyziaka ( o ile zrozumiałam, to głównie Mila była
        motorem małżeństwa)
        Aprobuje utrzymywanie Laury i Róży w totalnej niewiedzy nt ojca
        Skandalicznie faworyzuje Różę na niekorzyśc Laury (OK, to już jako babcia, ale
        jednak)
        Notabene, to "ciepło" w jej wykonaniu wydaje mi się mocno powierzchowne, tzn
        pogłaszczę Cię po głowie, ale guzik mnie obchodzi, co naprawdę myślisz i czujesz

        Gabrysia:
        Kompletnie nie radzi sobie z dziećmi i pozwala się terroryzować Laurze
        Z totalnym brakiem odpowiedzialności wysyła córki na wakacje z łamagowatą ciotką
        (nie wiem, czy to gorsza nieodpowiedzialnośc względem córek czy okrucienstwo
        wobec siostry)
        Odcina dzieci od informacji o ojcu i utrzymuje Laurę w poczuciu winy z powodu
        chęci kontaktów z tymże
        Aprobuje tę samą postawę u swojej córki
        Skandalicznie faworyzuje juniora Ignasia, zaniedbując całkowicie córki
        Juniora rozpuszcza jak dziadowski bicz, zachwycając się jego geniuszem

        Pyza:
        na wstępie podejmuje decyzję, że jej dziecko tatusia nie potrzebuje, bo ona mu
        wystarczy
        Zakłada rączki na pekatym brzuchu i "jest dzielna", porzucając jakiekolwiek
        działania na rzecz jakże zdrowych w ciąży spacerów

        najlepszy tort można przesłodzić. Ciepło, tolerancyjnośc, wyrozumiałość i
        poświęcenia nie zastąpią zrozumienia, wytyczania granic, wsparcia... To, że ktoś
        się miło uśmiecha, nie znaczy, że jest dobrą matką. A u pani MM taka jest
        granica - miła matka ma miłą minę i mówi łagodnym głosem. Zła matka się nie
        uśmiecha i ma marsa na czole.

        He he, panie, he he.

        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • oja83 Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 18:28
          co do Ignasia to przesada-nie jest glupim rozwydrzonym bachorem
          bardziej irytują mnie jej córki,którenie znają umiaru-np. sprawa nachodzenia
          Marka i Idy tuz po ich ślubie czy też wrzaski Laury w pKs-ie
          • anutek115 Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 19:06
            Ależ jest! Ma tylko inny temperament niż Tygrys (bo to on był autorem
            nachodzenia Idy po ślubie - swoją drogą, to coś, co też doprowadzało mnie do
            białej gorączki). Ale tak jak Tygrysowi mamunia nigdy nie zwróciła uwagi, że
            może jednak nie należy spędzac nocy poślubnej w pokoju nowożeńców, tak i Ignaś
            nigdy złego słowa nie usłyszał na temat swojego donosicielstwa. Takie same
            "metody wychowawcze", po prostu, na każde z dzieci zadziałały inaczej.
          • berek_76 Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 21:11
            > co do Ignasia to przesada-nie jest glupim rozwydrzonym bachorem

            Nigdzie nie pisałam, że głupim. Ani nawet, że rozwydrzonym. Natomiast
            rozpuszczony jest jak dziadowski bicz, a mamusia widzi w nim same zalety i
            niemal modli się do niego. Co żadnemu, ani genialnemu, ani przeciętnemu, dziecku
            nigdy nie wyjdzie na zdrowie.

            Ja kocham moje dzieci i gotowa jestem całować ziemię, po której stąpają, ale z
            nahajem w garści zmuszam je także do sprzątania tejże :D
            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • laura-gomez Re: Dobra matka wg MM 27.09.06, 19:46

          > Gabrysia:
          > Kompletnie nie radzi sobie z dziećmi i pozwala się terroryzować Laurze
          > Z totalnym brakiem odpowiedzialności wysyła córki na wakacje z łamagowatą
          ciotk
          > ą
          > (nie wiem, czy to gorsza nieodpowiedzialnośc względem córek czy okrucienstwo
          > wobec siostry)
          > Odcina dzieci od informacji o ojcu i utrzymuje Laurę w poczuciu winy z powodu
          > chęci kontaktów z tymże
          > Aprobuje tę samą postawę u swojej córki
          > Skandalicznie faworyzuje juniora Ignasia, zaniedbując całkowicie córki
          > Juniora rozpuszcza jak dziadowski bicz, zachwycając się jego geniuszem
          >
          dodam jeszcze, że ważniejsza jest dla niej wizyta u siostry na wsi niż rozmowa
          z córką o zbyt szybkim, pochopnym zamążpójściu.

    • justyna302 Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 08:34
      Może będzie łatwiej odpowiedzieć jakie cechy posiada wg. MM zła matka. Przede
      wszystkim stawia karierę ponad macierzyństwo. Po drugie nie interesuje się co
      robi jej dziecko, podczas gdy ono łazi samopas ( Lisieccy, Aurelia ) bo jak
      wspomniałam robi karierę, woli ploteczki czy tam co innego. Nie umie lub nie
      chce złapać kontaktu z dzieckiem ( Jedwabińska ). Jest chłodna, nie obdarza
      dziecka promiennymi, pełnymi ciepła i otuchy uśmiechami, nie nadaje mu
      pieszczotliwych przydomków, a nawet czasem krzyczy ( nie daj Boże bije! -
      Lisiecka ).
      Najgorszą jednak cechą złej matki jest wpajanie dziecku złych wartości,
      zwłaszcza wychowywanie go w kulcie pieniędzy. Stąd Lisiecka ma mieszkanie
      urządzone w stylu nowobogackim, gdzie prawdopodobnie za nabłocenie w
      przedpokoju grożą baty. Klasycznym przykładem jest dla mnie wytworna do
      niemożliwości pani Stągiewkowa której mieszkanie było "obrazem luksusu w dobrym
      stylu" i która nauczyła Matyldę że najważniejszy jest wygląd, a mieszkanie
      świadczy o człowieku. Stąd Matylda wyrosła na pustą i głupią dziewuchę.
      Zawuważcie zresztą, że u MM im wyższe walory duchowe człowieka tym w gorszych
      warunkach mieszka. Maciek mieszkał kątem u brata w suterenie, Kreska u dziadka
      za kotarą, u Borejków przynajmniej na początku meble były ubogie i podniszczone
      a suszarka do włosów pamiętała czasy Beatlesów. Itd., itp.
      • jottka Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 11:41
        a ja mam wrażenie, że dobra matka jest zawsze pod ręką i to jest jej podstawowy
        wyróżnik:) idealna matka nr 1, czyli mila, właściwie nie opuszcza domu (nawet na
        urlop albo jedzie z całą rodziną, albo rodzina jedzie, ona zostaje i strzeże
        gniazda) i dlatego, jak trafiła do szpitala, to rozegrała sie wieloraka
        apokalipsa:) idealna matka nr 2 (wg pani mm), czyli gaba, taka sama, wyjazd po
        nutrię do warszawy rodzina przeżywa jako ciężki szok

        no taki twór żyjący wyłącznie światłem odbitym, funkcjonujący po to, by
        zaspokajać potrzeby innych (w tym dorosłych niemowlaków typu ignac:) zresztą
        pewnie dlatego twórczość mili czy praca naukowa gaby sprawiają wrażenie
        sztucznie doczepionych, to są cechy im kompletnie zbędne
        • verdana Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 12:53
          Dobra matka przede wszystkim nie ma własnego życia - przy najmniejszym
          zderzeniu jej potrzeb i potrzeb dzieci wygrywaja zawsze potrzeby dzieci, nawet
          gdy jej sa o niebo wazniejsze (dla mnie szczytem wszystkiego było, gdy
          cięzarnej Gabrysi nie starczyło jedzenia na kolację dla niej...). Dobra matka
          niczego, nawet pomocy, od dzieci nie wymaga i nie oczekuje - wszystko nalezy do
          niej. Dobra matka, jak już pisałam, "pracuje chyłkiem", z osiagnięć nie jest
          dumna, jej dzieci również maja te osiagnięcia za nic, albo wręcz o nich nie
          wiedzą. Jedynym powodem do dumy jest wychowywanie dzieci.
          • jottka Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 13:02
            a tak poza wszystkim to taki obraz matki jest silnie mizoginiczny -
            skodyfikowany, zdaje sie, przez freuda. niema, czyli nietwórcza kobieta jako
            projekcja wyobrażeń i potrzeb innych, niezdolna do samodzielnego istnienia, a
            pełną samorealizację znajdująca dopiero w dziecku płci męskiej (bo ono ma to, na
            brak czego ona cierpi boleśnie:)

            ooo, to by i stosunek do genialnego ignasia pasował:) no ale czysty freudyzm
            zakwestionowano w nauce dawno temu, widać pani mm nie jest na bieżąco
    • agnieszkagosia Re: Dobra matka wg MM 25.08.06, 14:50
      Dobra matka jest istotą całkowicie aseksualną. Z chwilą pojawienia się dzieci
      to na nich koncentruje się całe życie. Od pojawienia się dzieci dobra matka
      jest wyłącznie matką a nie żoną czy (tfu, tfu) kochanką. I dlatego albo tak jak
      Mila matkuje staremu niemowlęciu Ignacemu, albo tak jak Gabrysia śpi w jednym
      łóżku z mężem ale pomiędzy nimi duży synek.
      Dobra matka mówi wiele o mędrcach greckich ale ani słowa o antykoncepcji (i
      dlatego natura sama działa i córka powiela los mamy zachodząc w nieplanowaną
      ciąże) czy też o praktycznych aspektach życia (dlatego uwielbiany synek Ignacy
      bez wątpliwości donosi, szpieguje - chociażby na Laurę w Żabie)
      Agnieszka
    • the_dzidka Ście pojechały :D 25.08.06, 15:06
      Stwierdzam, moje panie, że robicie się ździabuchnę złośliwe :))
      • anutek115 Re: Ście pojechały :D 25.08.06, 19:15
        Ale mają dużo racji, co nie?
        A dla mnie najlepszą matką w Jeżycjadzie jest mama Żakowa (chociaż im dłużej
        popisuję na tym forum, tym wyraźniej widzę, że jestem nieopanowaną fanką rodziny
        Żaków) - mająca własne życie i własne zainteresowania, pracę zawodową, którą
        wyraźnie lubi, nie mająca nabożeństwa do gotowania, potrafiąca markowac
        zmywanie, bo się od książeczki nie mogła oderwac, a przy tym majaca przecież
        dobry kontakt z obiema córkami...
        I Tosia - zaraz potem.
        Tylko, w obliczu tego, co przed chwilą przeczytałam, a czemu nie sposób odmówic
        słuszności - czy one NADAL byłyby przedstawiane jako dobre matki?
        • jedynataka Re: Ście pojechały :D 25.08.06, 22:16
          Anutku! W stu procentach się zgadzam, też jestem nieuleczalną fanką Żaków i
          również mama Żakowa jest, moim zdaniem, najlepszym przykładem matki w
          Jeżycjadzie. Jej radość życia, pasja tworzenia, z jednoczesnym "nieudomowieniem"
          jest urocza i prawdziwa zarazem.
          A co do złośliwości forumowiczek to jest ona chyba wprost proprcjonalna do
          wzrostu niecierpliwości w oczekiwaniu na "Czarną Polewkę" :-)
        • mankencja Re: Ście pojechały :D 25.08.06, 22:32
          a najlepszym ojcem inżynier Żak. serio mówię. bo reszta, może za wyjątkiem
          mamerta, pojawia się tylko jako tło.
          • mankencja Re: Ście pojechały :D 25.08.06, 22:48
            no, jeszcze Marek, bądźmy uczciwi, Józinkowi poświęca czas i uwagę, nie wiem,
            jak z Łusią
            • jottka śmy nie! 26.08.06, 01:02
              to znaczy co najmniej ja nie! z ręką na sercu i gdziekolwiek indziej - żadnych
              złośliwości w planie nie miałam, szczerze sie zastanowiłam i na pytanie tytułowe
              postarałam sie znaleźć odpowiedź w oparciu o dzieła wszystkie

              a że wypadła jak wypadła, to jest insza inszość, uczciwie nie lubie tych
              nadętych swą słusznością ideową matek-herosów i całkowicie sie zgadzam z
              aniutkiem, że prawdziwy ideał oraz kobieta z klasą to mama żakowa, już zresztą
              dawałam temu wyraz na forumie:)


              natomiast co do tosi tknęła mnie niesprecyzowana myśl - otóż właściwie nie wiem
              czemu pani mm zrobiła z tosi i mamerta toksycznych rodziców, a z romy
              odepchniętą outsiderkę, w końcu sądząc po 'kłamczusze' i okolicy oni mieli duze
              szanse na dochowanie sie wdziecznych i dogadujacych sie z nimi dzieci, jak juz
              wyjda z fazy nastoletnich burz i zamieci.
              • kosheen4 wcale nie 26.08.06, 13:07
                tosia i mamert nie są toksycznymi rodzicami! to roma przez pryzmat buntu tak ich
                postrzega - cała scena zresztą podczas której roma czyta popularną książeczkę
                'toksyczni rodzice' wydaje mi się nakreślona z humorem i dystansem do tego
                rodzaju psychologicfznych dziełek :)
                • jottka Re: wcale nie 26.08.06, 13:34
                  nieno, wspomnianą scenkę rozumiem, tzn. mam nadzieje:) ale nie chodziło mi o ten
                  kawałek, tylko o całość losów rodziny kowalików - bezustanne żale i furia
                  mamerta na syna, który nie tylko jest leniem i marnuje swe zdolności, ale z
                  którym sie w ogóle dogadać nie idzie. to sie powtarza w kilku tomach, a tomcio
                  nie jest już wtedy odjechanym 16latkiem, no i teoretycznie powinien sie umieć z
                  ojcem, a ojciec z nim dogadać, zwłaszcza sądząc po zdolności empatii tomcia z
                  innych fragmentów.


                  poza tym nie pamiętam skąd to, ale majaczy mi sie obraz tosi, która też siedzi
                  sobie na kanapie i nie jest w stanie nawiązać kontaktu z romą, sama postać tej
                  ostatniej nie pasuje do tosi i mamerta:) no wychodzenie za mąż, żeby sie tylko
                  od rodziny oderwać i jakieś potwierdzenie samej siebie znaleźć (a tak sugeruje
                  którys tekst), to jest głęboka patologia, żadnych dzieł o toksykach już nie trzeba


                  a te dzieci były akceptowane i akceptowały siebie, rodzice poświęcali im sporo
                  czasu i to z radością, a nie z poczucia obowiązku - ja bym prędzej zrozumiała
                  postać zbuntowanej i niepewnej siebie romy jako dziecka borejków:) tzn.
                  doświadczające pewnych braków uczuć rodzicielskich, bo to sporo rodzeństwa,
                  matka zaganiana po uszy, wiecznie nieobecny (duchem lub ciałem albo i to, i to)
                  ojciec, pewna hipokryzja, że tak powiem, widoczna w czynach i słowach


                  w pewnym momencie u pani mm pojawia sie sugestia, że to mamert taki dorobkiewicz
                  sie zrobił, pieniądze są, a dziecko, panie, tragicznie samotne, ale cuś w to nie
                  wierzę - chirurg za peerelu wprawdzie pieniędzy nie miał, o ile łapówek nie
                  brał, ale czasu za to nie miał tym bardziej:) dzieci lekarskie do obecności
                  rodzica w kratke przyzwyczajone i nie to stanowi o jakości kontaktów, no bez
                  sensu ta roma poprowadzona jak dla mnie
                  • verdana Re: wcale nie 26.08.06, 17:15
                    A mnie rozśmieszyło ze to tragicznie samotne dziecko, to juz zdaje sie
                    student...
                    Jeszcze jedna zaleta dobrej matki - nigdy nie przestaje dzieciom matkować,
                    nigdy nie przestaje wtrącać się do ich życia i decydować, co dla nich dobre.
                    Odprawienie Janusza, przejęcie całkowitej opieki nad córką w ciąży i
                    oczywistość utrzymywania jej z dzieckiem, opieka nad wnukami na pełen etat,
                    ciągłe rady i porady, które sa tak jednoznacznie cenne, ze "dziecko" się
                    podporządkowuje - choćby dezaprobata babci Aurelii, ktora doprowadziła do
                    szczęśliwego zerwania jej syna z druga żoną i skazała na samotność przez resztę
                    życia.
                    • agnieszka_azj Re: wcale nie 26.08.06, 17:43
                      verdana napisała:

                      > ciągłe rady i porady, które sa tak jednoznacznie cenne, ze "dziecko" się
                      > podporządkowuje - choćby dezaprobata babci Aurelii, ktora doprowadziła do
                      > szczęśliwego zerwania jej syna z druga żoną i skazała na samotność przez
                      resztę
                      >
                      > życia.

                      Gwoli sprawiedliwości - pani Monika nie była drugą żoną Eugeniusza. Babcia
                      Jedwabińska jako osoba bądź co bądź starej daty i w dodatku mocno wierząca nie
                      akceptowała faktu porzucenia przez syna ślubnej małżonki i dziecka. Za Ewą nie
                      przepadała, ale uznawała ja jako synową.
                      W tym drugim związku Eugeniusz zresztą też nie był szczęśliwy i nie było w tym
                      winy jego matki, z którą kontaktów nie utrzmywał.
                      • verdana Re: wcale nie 26.08.06, 17:59
                        Hmm, ale akceptacja mamusi nie powinna być dorosłemu facetowi potrzebna do
                        urzymania związku. I rzeczywiscie był nieszczęśliwy, czy tylko Aurelia widziała
                        go jako nieszczęśliwego? Bo ja mam takie wrazenie, ale przyznam sie, ze nie
                        pamietam dokładnie.
                        • agnieszka_azj Re: wcale nie 26.08.06, 18:23
                          Raczej był - to była też obserwacja pana Jankowiaka (czyli późniejszego
                          ojczyma ;-), kiedy przyszedł ze świadectwem Aurelii.
                          Powodem nie był brak akceptacji Matki, tylko wyrzuty sumienia z powodu
                          zostawienia chorej (jak sie później okazało) żony.
                    • laura-gomez Re: wcale nie 27.09.06, 19:53
                      verdana napisała:

                      > Jeszcze jedna zaleta dobrej matki - nigdy nie przestaje dzieciom matkować,
                      > nigdy nie przestaje wtrącać się do ich życia i decydować, co dla nich dobre.
                      >
                      czyli ideał mamy to włoska mamma? bo we Włoszech dzieckiem jest nawet 60-letni
                      mężczyzna, a jego 90-letnia mamusia nadal pierze mu skarpetki
                  • anutek115 Re: wcale nie 27.08.06, 19:10
                    W ramach rewanżu :-) teraz ja zgodzę się z Jottką, Mamertowie poprowadzeni sa co
                    najmniej dziwacznie. Jasne, że fragment o toksycznych rodzicach jest ironiczny,
                    czytałam wzmiankowaną książeczkę i z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że nie
                    wierzę w nastolatka, który nie uznałby w jej świetle własnych rodziców za
                    toksycznych. Poważnie traktowac tego nie sposób.
                    Ale potem dośc często pojawiają się mimochodem stwierdzenia, że Tomciowi się w
                    domu z ojcem nie układa, dogadac się nie idzie, Roma postępuje, jakby jej
                    rodzice faktycznie byli toksyczni, a przy tym Mamert jest przedstawiony z czymś
                    w rodzaju rozdwojenia jaźni - u Borejków to ciągle ten sam, ulubiony doktor
                    Kowalik, a w domu ponury typ, któremu świat się zawalił, bo jego syn nie został
                    chirurgiem. Za to z ułamków tekstu można wywnioskowac, że Kowalikowie to bardzo
                    lubiące się małżeństwo, tylko z dziecmi im nie wyszło. No, z córką, bo z synem
                    chociaż Tosia dogaduje się dobrze.
                    Jakies to skomplikowane wszystko i niespójne.
                    • lena36 Re: wcale nie 27.09.06, 20:52
                      "u Borejków to ciągle ten sam, ulubiony doktor
                      > Kowalik, a w domu ponury typ, któremu świat się zawalił, bo jego syn nie
                      został
                      > chirurgiem. -napisała Anutek115
                      Ja przepraszam że się wtrącam:)nigdy do tej pory się nie wypowiadałam na tym
                      forum ale czytam je namiętnie tak samo jak książki MM i tu musze się nie
                      zgodzić z Anutek- otóż mój ojciec właśnie dokładnie taki jest. Na zewnątrz
                      uroczy i ciepły pan doktor w domu ponury i toksyczny typ. Tacy ludzie istnieją!
        • baba67 Re: Ście pojechały :D 27.09.06, 21:31
          Zakowa jest swietna! Chyba najblizsza mi jesli chodzi o kompletny brak
          nabozenstwa do sprzatania(bo gotowac lubie, ale na pewno nie obiadek z trzech
          dan), wlasne zainteresowania, ale jednak pewna orientacja w problemach corek.
          Niechec do poswiecania sie , ale zyczliwosc wobec swiata(tu mi do niej brakuje
          niestety).
          Ja jestem podona wyemancypowana matka, nie pozbawiona wad, ale szczesliwa.
    • agnieszka_azj Re: Dobra matka wg MM 26.08.06, 17:50
      Ten watek uświadomił mi, że rzeczywiście najsympatyczniejszą rodziną
      w "Jezycjadzie" byli Żakowie.

      A co do stosunku do aktywności zawodowej czy twórczej modelowej Matki, to
      ciekawa jestem jak jest w domu pani M., jak jej rodzina traktuje jej twórczość.
      Zauważyłam tylko, że Ona sama nigdy (w wywiadach, które czytałam i w "TYm razem
      serio") nie demonstrowała dumy z wysokiej pozycji zawodowej, jaką osiągnęła jej
      własna Mama. O tym, jak jest Ona ceniona w środowisku, wiem od mojej Mamy - też
      stomatologa.
      • anutek115 Re: Dobra matka wg MM 27.08.06, 19:17
        A też mnie to zawsze interesowało. Lubiana pisarka, również lubiąca, jak sądzę
        to, co robi - nie poświęciła tego dla dzieci, i jakoś jej te dzieci ani na złą
        drogę nie zeszły, ani w karierze nie przeszkodziły...
        Zawsze mam to samo również wtedy, gdy widzę jakąś aktorkę, pisarkę czy panią
        reżyser (Krystyna Janda mi utkwiła zwłaszcza, ale na pewno nie ona jedna się tak
        wypowiedziała), zaczynającą jakąś wypowiedź od :"... ja nie jestem feministką,
        uważam, że dla kobiety dom jest najważniejszy." Taaa, a znana jestem tylko z
        mojego od pokoleń przekazywanego przepisu na naleśniki? Jasne.
        Przez takie wypowiedzi (między innymi, rzecz jasna) ja właśnie twierdzę, że
        jestem feministką!
        • berek_76 Re: Dobra matka wg MM 27.08.06, 22:49
          > A też mnie to zawsze interesowało. Lubiana pisarka, również lubiąca, jak sądzę
          > to, co robi - nie poświęciła tego dla dzieci, i jakoś jej te dzieci ani na złą
          > drogę nie zeszły, ani w karierze nie przeszkodziły...

          No jak to, bo alter ego MM to Mila Borejko :) Pani MM tworzy ukradkiem, w
          starych zeszytach dzieci, po północy, piekąc ciasta i baranie udźce :D :D :D A
          ta, co to niby ona, to podstawiona dublerka, żeby rodzina się nie dowiedziała,
          że ta przykładna żona, matka, a może i babka, gospodyni i pani domu w jednym to
          gwiazda polskiego pisarstwa ;)
          -----------------------
          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
          • jedynataka Re: Dobra matka wg MM 28.08.06, 19:04
            No moje Drogie to już wiemy dlaczego tyle czekamy na kolejne ksiazki, pani MM
            musi uprać, umyć i przede wszystkim ugotować, a dopie,ro potem "po tajniacku"
            pisać kolejne powieści :)

            ps. do Anutka: po raz kolejny w stu procentach się zgadzam! Właśnie dlatego
            powtarzam, że jestem feministką, gdyż panie, które postępują bardzo
            feministycznie, z radością i satysfakcją się tego wypierają. O ile mogę sobie
            przypomnieć, to jedna Renata Dancewicz miała odwagę powiedzeć o sobie "jestem
            feministką" (nawet bez żadnego"ale") i za to bardzo ją cenię :)
            • jedynataka Re: Dobra matka wg MM 28.08.06, 19:28
              A! i jeszcze jedno :-)
              Jeśli Róży przyszło do głowy, że seks zbliży ich jako parę, to dowodzi to tylko,
              że ten związek "dupny" był. Żadne z nich nie potrafiło rozmawiać o sobie, swoich
              potrzebach i wyobrażeniach własnego związku. Róża pomyślała i zrobiła, a nie
              pomyślała i przegadała z PARTNEREM. Oparcie wzajemnych kontaktów li i jedynie o
              korepetycje z fizyki, astrofizyki, matematyki i astronimii okazuje się
              niewystarczające nawet przy wymianie pieknych kawałku z poezji polskij i
              światowej. Jeśli chodzi zaś o to czy ona go wrobiła w to dziecko czy nie, to
              uważam, że do dziecka trzeba dwojga. I tyle. Ale skoro oni ze sobą w ogóle nie
              rozmawiali, to co się dziwić, że dogadanie tak prostej kwestii jak "jak się
              zabezpieczymy" wykracza poza możliwości tych intelektualnie wybujałych, ale
              psychologicznie upośledzonych postaci. Wina jednakowoż spada zarówno na Pyzę,
              jak i na Frycka. I nie chodzi tu o umiejętność wypowiedzenia słowa seks, tylko o
              umiejętność wypowiedzenia go we właściwym czasie i miejscu, a fakt czy jest ono
              poprzedzone słowem miłość, to zupełnie inna historia.
              • anutek115 Re: Dobra matka wg MM 29.08.06, 19:37
                Kasztannova! Ty zła dziewczynka jesteś!!! :-)
    • kasztannova Re: Dobra matka wg MM 28.08.06, 20:43
      Hehe :)
      Dobra matka wg MM to "kariatyda" kuchenna, o sześciu - minimum - ramionach.
      Każda z jej rąk wykonuje inne czynności w tym samym czasie - pierwsza miesza
      zupę w garnku na kuchence, druga ugniata ciasto na pierogi, trzecia zaparza
      herbatkę dla domowników /każdemu jego ulubioną/, czwarta wyjmuje z piekarnika
      upieczone już ciasto drożdżowe, piąta dzierga szydełkiem ciepłe szaliki, szósta
      podtrzymuje niemowlę na ramieniu, ewentualnie podciera nos zasmarkanemu
      dziecku, czy też, w ramach odpoczynku machinalnie głaszcze po głowie co się
      nawinie. Jest też opcja współpracy 2 rąk - to przy robieniu na drutach /jedną
      ręką nawet supermatka nie da rady/. Jednocześnie Dobra matka rozsyła uśmiechy
      przez łzy i prywatne cierpienia, o których nigdy nikomu nie wspomina - chyba że
      sprawa sama wychodzi na jaw przez przypadek /tak jak u bohaterskiej Mili
      Borejko, kiedy trafia ją szlag na polu bitwy, pośród garnków, czy ze szczotką
      do czyszczenia toalety w dłoni, albo, przy którejś z innych wwym czynności, lub
      robieniu pożywnych kanapek z niczego/. Tu podnoszę fakt, że Dobra matka gotuje
      doskonale i właśnie z niczego potrafi wykonać cudo kulinarne. A żeby nie
      pomijać niczego w trakcie wykonywania tych - że czynności, dobra matka może
      jeszcze zająć swój umysł na tysiące sposobów, np o tym jaką też radosną
      czynność będzie wykonywała za chwilę, projektować ubrania z zasłon dla swoich
      dzieci, w myślach układać: swoją pracę doktorską, lub książkę - co będzie mogła
      sobie pozwolić zapisać, kiedy wszyscy pójdą spać. Oczywiście spisywanie złotych
      myśli nie zakłóci wykonywania innych czynności - cerowania dziecięcych
      rajstopek, prania ręcznego /bo to jest pranie prawdziwe i szczere, z miłością
      do każdej brudnej pary skarpet przekazywaną poprzez tarcie w mydlinach, do bólu
      zdartego naskórka! a nie jakąś tam beznamiętną pralką, którą posiadają tylko
      złe kobiety, które nie czują "zewu poświęcenia życia dla rodziny"/. Ach byłabym
      zapomniała, że jednocześnie dobra matka piecze bułki na śniadanie dla rodziny -
      rozumiecie, budzą się a tu o 6 rano gorące bułeczki pachną...
      Kolejne czynności - to już w ramach totalnej rozrywki - latanie nocą i
      przykrywanie dzieci, kiedy się rozkopią, dorzucanie węgla do tych bajecznych
      secesyjnych pieców, sprawą oczywistą jest, że uśmiech pokrzepiający nadal nie
      znika z twarzy dzielnej kobiety...o tfu, przepraszam - matki.
      Bo prawdziwie dobra matka jest kobietą, o tyle, by wydać na świat liczne
      potomstwo - oczywiście najlepiej żeby rodzaju męskiego i wtedy to sami
      geniusze, a ewentualne córki...no cóż...matka praktyczna zawsze znajdzie pomysł
      aby z bezużytecznej rzeczy zrobić coś co się przydaje - więc: dziewczynki
      choduje się aby i one kiedyś zostały dobrymi matkami z mnóstwem dzieci, w
      międzyczasie mogą się przyuczać posłusznego służenia...
      Zastanawiamy się nad kobiecością dobrej matki - a ja powiem tak, gdybyście tak
      harowały pichciły, obszywały, myły, a nad ranem jeszcze piekły, prały,
      jednocześnie rozwiązując krzyżówke typu Jolka z GW, zapisywały pracę doktorską
      i latały dosypywać węgla, to kiedy byłby czas żeby poczuć się kobietą?
      Oczywiście dobra matka wie że jest kobietą - inaczej nie wykonywała by tych
      wszystkich czynności, z cholera jasna /psiakrew/ uśmiechem i pieśnią na ustach.
      Ale tu kobiecość się kończy.
      Dobra matka to właściwie robot kuchenny, z tym, że dążący do samodestrukcji z
      bohaterskim uśmiechem nie do zdarcia.
      Hehe - a poza tym, czy pociągał by Was Ignacy Borejko vel rozmemłana breja?
      Bo mnie jakoś nie.
      Może jestem złośliwa, ale czy nie ma tu ziarnka prawdy wielkości główki
      kapusty??
      Pozdrawiam
    • anutek115 Re: Dobra matka wg MM 29.08.06, 20:06
      Oczywiście to o złej dziewczynce miało się napisac pod Kasztannovą, a nie pod
      Jedynątaką, która złą dziewczynką jest, byc może, ale na razie tego nie widac
      ;-). Coś mi to medium XXI wieku, jakim jest komputer, wyraźnie nie leży.

      Przy okazji nie na temat (za łaskawym pozwoleniem) do Jedynejtakiej - kiedyś
      odpowiadając na twój post napisała "jednataka". Wybacz!!! Oczywiście wiem, że
      "jednataka" to nie "jedynataka", która jest jedyna :-))).
      • jedynataka Re: Dobra matka wg MM 30.08.06, 16:24
        Anutku! Wybaczam jakem Jedynataka :-)
        ps. ja też nie jestem bardzo dobrą dziewczyną :)
    • lambaluna Re: Dobra matka wg MM 28.09.06, 17:24
      dla dobrej matki według mm jedynym uzasadnieniem istnienia człowieka płci
      żeńskiej jest posiadanie dzieci w domyśle "ile Bóg da" a jedyną ambicją i sensem
      działania "wychować dzieci na porzadnych ludzi" cyt. z kwiatu kalafiora.
      • ginestra Re: Dobra matka wg MM 29.09.06, 00:21
        Przepraszam, ze moze to troche (ale tylko troche) nie na temat, ale wlasnie
        kiedy czytalam przed chwila o tym jak mowicie do siebie "zla dziewczyna"
        czy "dobra dziewczyna", to przypomniala mi sie ksiazka o tytule wlasnie "Zla
        dziewczyna", ktora chyba nawet dosc niedawno sie ukazala. Autorka jest (chyba)
        Beata Ostrowicka.
        Wspomniec te ksiazke na tym forum jest jednak jak najbardziej, mysle, na
        miejscu, bo jest ona przeznaczona tez dla mlodziezy, opisuje wspolczesne
        polskie realia i przezycia mlodej dziewczyny (licealistki przed matura) i jej
        przyjaciol oraz jej problemy uczuciowe. A wiec tlo wydarzen i temat jakby w
        zalozeniu podobny jak w Jezycjadzie. A jednak ksiazka ta jest bardzo odmienna.
        Jestem bardzo ciekawa czy ktos z Was te ksiazke czytal? Mi ona podobala sie
        ogromnie i ja oceniam ja jako bardzo prawdziwa - jesli chodzi o psychologie i
        realia. Przy tym czytala sie jednym tchem i czesto wracam do niej myslami.
        Slowem - moze ktos z Was ja czytal? I co sadzicie o postaciach z tej ksiazki i
        o zyciu wewnetrznym bohaterki? Czy wydaja sie prawdziwsze od tych z ksiazek MM?
        Wiadomo, takiej specyficznej natury i tego co w ksiazkach pani MM najbardziej
        kochamy, nie znajdziemy nigdzie indziej, zatem wspominam o tej "Zlej
        dziewczynie" nie zeby przeciwstawiac te ksiazke Jezycjadzie jako cos lepszego,
        ale po prostu tak mi sie skojarzylo i ciekawa jestem co o niej sadzicie.
        Pozdrawiam serdecznie!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka