Dodaj do ulubionych

Bo idzie jesień

06.09.06, 11:58
-Dorota ma palto, palto, rozumiesz? A wiesz dlaczego: ma palto a nie : ma
jelito?
- Bo idzie jesień - odparł Tomcio ze zniechęceniem.
W ciągu dwoch miesięcy nauki szkolnej przekonal się, że ilekroć pytano go o
przyczynę jakiegoś zjawiska, zawsze miała ona związek z nadejściem jesieni.


Pamiętacie, jakie fajne rzeczy robilo się jesienią w podstawówce? Wyklejanki
z liści i ludziki z kasztanów? I te wierszyki w podręcznikach, niektóre
pamiętam do dzisiaj: "Rano mgła w pole sła, wiatr ją rwał i ziębił, opadaly
ciężkie grona kalin i jarzębin".
Ech, nostalgia mnie naszła...
Obserwuj wątek
    • the_dzidka Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 12:02
      A dzisiaj nikt nie zbiera kasztanów...
      • meduza7 Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 12:16
        tylko szrotówek je obgryza...
        • verdana Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 12:24
          Jak to nikt? Ja zawsze zbieram! Nie wiem po co, ale nie moge sie oprzeć.
          • morkub Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 12:34

            Ja też zbieram. I wiem, po co :) Żeby mieć coś w kieszeni, żeby włożyć je pod poduszkę, żeby położyć obok szyszek na parapecie :)
            • justyna302 Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 13:41
              A Laura w Tygrysie i Róży robiła na lekcji gobelinek na drewnianej ramce
              popychany widelcem.. Robiliście takie? Och, jakie to we mnie wspomnienia
              wzbudziło! Jak żywo stanął mi przed oczami mój gobelinek z podstawówki, choć to
              juz 20 lat temu było :) Domek i zachodzące słońce :)
              Z tych czasów pamiętam jeszcze praktyczną szkatułkę z widokówek, gdzie każda
              widokówka była obrębiana kordonkiem a potem to wszystko zszywane w pudełeczko z
              wieczkiem..
              Na zajęciach praktyczno - technicznych szyło się też fartuszki z kretonu, no i
              robiło na drutach ( w większości szaliki ). Coś jeszcze?
          • judytak Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 12:11
            my wszyscy zbieramy, namiętnie, w hurtowych ilościach
            bo świeże kasztany są piękne ;o)
            tylko potem walają się po całym mieszkaniu, i muszę polować na moment, kiedy
            nikt nie widzi, zeby wrescie wywalić to cholerstwo
            bo zeschniete kasztany już żadnej urody nie mają...

            pozdrawiam
            Judyta
          • ready4freddy Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 12:31
            ja tez! i tez nie wiem po co :) takie sa fajne jakies, no. a na zdjeciach z
            bliska takie kolczaste zielone, albo juz zbrazowiale wygladaja jak jakies
            kosmiczne poczwary, albo mikroby spod mikroskopu ;) musze sie rozejrzec, czy nie
            mam tu gdzies kasztanowca na podoredziu.
            aha, i zoledzie tez lubie (zbierac oczywiscie, nie chrupac jak jakis dzik :)
          • the_dzidka Kasztany i kwiaty akacji 13.09.06, 00:03
            > Jak to nikt? Ja zawsze zbieram! Nie wiem po co, ale nie moge sie oprzeć.

            Oj no!! Ja też nie mogę się oprzeć :) Ale pamiętam, jak to drzewiej było, kiedy
            do parku wyruszały całe zastępy bardzo młodych ludzi, którzy wręcz atakowały
            kasztanowce kijami, żeby jak najwięcej nagarnąć do torby. Jak się poszło za
            późno, to się guzik zebrało.
            Ale a propos!! Kto z was w dzieciństwie objadał się kwiatami akacji?
            Pamiętacie, co się robiło, żeby taką kiść zdobyć?
            Niezorientowanym mogę opowiedzieć...
            A dzisiaj nikt nie zżera akacji.
            • jottka Re: Kasztany i kwiaty akacji 13.09.06, 10:41
              eno, zajrzyj na forumkuchnia w stosownej porze:) nawet chyba w galerii potraw
              były zdjęcia kwiatów akacji w cieście

              natomiast pod moim domem młodzi zdolni dalej walą co roku kijami w nieszczęsne
              drzewa, no ale być może tu czas sie zatrzymał, a ja nic o tym nie wiem
      • nchyb Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 17:04
        > A dzisiaj nikt nie zbiera kasztanów...
        o wypraszam to sobie...
        ja zbieram, dzieci zbierają, moja mama zbiera...
        i ludziki tworzymy czasem, a czasem nie... a do tapczanu kasztany co roku
        wrzucamy...
        • jedynataka Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 18:14
          z prac ręcznych, to ja najfajniej wspominam te z pierwszych klas podstawówki,
          czyli włąśnie ludziki z kasztanów. Całą resztę chromoliłam serdecznie
          (zwłaszcza tam, gdzie trzeba było posługiwać się igłą denerwowała mnie bardzo i
          albo wykonywałam zadania byle jak, albo moja mama je za mnie wykonywała. Jakoś
          nie cierpię szczególnie, że nie umiem uszyć fartuszka). A najbardziej na swiecie
          chiałam się bawić prawdziwym młotkiem, śrubokrętem i imadłem, ale tego to nawet
          chłopcom nie dawali, mimo że szkoła miała to na wsyposażeniu. Do teraz nie
          potrafię się nimi posługiwac, ale w przciwieństwie do igły i nitki, znacznie
          bardziej mnie pociągają :)
          • mist3 Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 21:41
            My robiliśmy ostrzałkę do ołówków (czy jak to nazwać), karmniki (w większości
            robili to ojcowie), piórniki - techniką podobną jak pudełka z widokówek (które
            też były na tapecie) - to było w klasie 'drewnianej' - chyba IV
            V klasa - wełna i szycie - szaliki, fartuszki, spódniczki, czapeczki, itd.
            VI klasa - gotowanie - różne dziwne potrawy i pasty, zazwyczaj nienadające się
            do niczego.
            VII klasa - metal oraz prąd. Było to tak traumatyczne (nie cierpię tego działu
            fizyki, który się zajmuje prądem), że nawet nie pamiętam.
            Wszystko to działo się w czasach niedoborów, gdzie zdobycie desek, wełny,
            produktów żywnościowych nie było łatwe, ale nauczyciele nie przyjmowali tego do
            wiadomości.
            VIII klasa - polskie 'komputery' - rysowalismy kwadraty białym żółwiem na
            zielonym ekranie, a pod koniec to nawet program rysujący zegary umieliśmy
            stworzyć ;)

            Łza się w oku kręci ;)))
            • tennesee Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 22:05
              miałam dwie lewe rece do tego typu prac. Koszmarem początków podstawówki były
              zeszyty z wyklejankami, gdzie trzeba było wklejać jakieś literki i obrazeczki.
              Byłam cała umazana klejem, a że używałam go dość niedokładnie i gorliwie, po
              kilku tygodniach zeszycik był od niego gruby, tak,ze sie nie zamykał, a kartki
              oczywiście posklejane. Uwielbiałam natomiast robic poczwarne laurki, pudełka z
              pocztówek i domki z zapałek klejonych klejem wicol.
              • the_dzidka Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 22:35
                Byłam w pierwszej klasie szkoły podstawowej, kiedy matka przyszła po mnie do
                szkoły i zastała mnie zaryczaną, zasmarkaną, i w stanie absolutnej dziecięcej
                rozpaczy i histerii.
                Na przerażone pytanie, co się stało, odpowiedziałam - podobno - głosem
                przerywanym szlochem, czkawką i kreskowym "i-ik!!" w te słowa: "Mamusiu, a
                jakbyś ty musiała wyciąć takie malutkie kółeczko (tu pokazany palcami rozmiar
                kółeczka) i by ci nie wychodziło, to co byś zrobiła?!"
                Matka pofatygowała się do pani wychowawczyni, żeby zrozumieć, o co chodzi, a
                wyrażnie skrępowana pani powiedziała, że to moje kółeczko naprawdę w żadnym
                stopniu kółeczka nie przypominało, więc postawiła mi za nie trójkę z minusem...
                Dzisiaj to jest rodzinna anegdota, ale na dobrą sprawę matka powinna była
                wówczas zdrowo panią wychowawczynię opieprzyć. Bo kurna, co to znaczy postawić
                dziecku z łaski trzy minus, bo nie umiało wyciąć kółeczka?! Tak, rozumiem, nie
                postawiła mi dwói - i za to powinnam być jej wdzięczna. Do diabła, jeśli
                siedmioletnie dziecko nie daje sobie z czymś rady na plastyce, to wychowawczyni
                powinna mu pomóc, stanąć obok i tłumaczyć, pokierować, ale nie robić mu tego
                świństwa stawiając z łaski ocene tylko o pół oczka wyższą od niedostatecznej.
                To było straszne świństwo, i nigdy tego nie zapomnę, choć wychowawczyni pewnie
                już nie żyje, bo już wtedy była to starsza pani. Tak samo do dziś nie kłaniam
                się spotkanej wuefistce, bo lata pod jej "opieką" były dla mnie pasmem
                upokorzeń. Ale kilka lat temu miałam okazję się na tej wstrętnej małpie
                odegrać :-P
                • tennesee Re: Bo idzie jesień 06.09.06, 22:45
                  byłam dzieckiem całkowicie niezdolnym do działań manualnych- plastyka, technika
                  i WF równiez były dla mnie niezbyt miłe. i zapewne nie tylko dla mnie. Doszłam
                  do wniosku, ze sposób w jaki te zajęcia były przeprowadzane były skutecznym
                  zniechęcaczem do sztuki czy sportu. Nie wiem jak jest teraz, ale mam wrazenie,
                  ze uczenie dzici plastyki nie powinno polegać na odbębananiu rysunków na wybrane
                  tematy, a robienie wyklejaniek z różnej wielkości literek A nie ma nic wspólnego
                  z uczeniem dzieci języka polskiego.
                  Nie mam tu wielkich pretensji do nauczycieli, bo sie nie rozerwą, ale mam
                  pretensje do tego, że zwłaszcza na te przedmioty są w zasadzie dla tych, którzy
                  umieją, a nie dla tych którzy mają problemy np. manualne albo motoryczne. I aby
                  uprzedzić pretensje: na lekcji matematyki najpierw mówią ile jest 2+2, a potem
                  wymagaja tej wiedzy, a na wf nikt nie uczy jak robić fikołka- trzeba go zrobić i
                  tyle.
                  • laura-gomez Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 09:06
                    Ja kocham jesień! Zbieranie kasztanów tudzież liści, w miłym towarzystwie,
                    zawsze sprawiało mi dużo radości, a jeszcze więcej obrzucanie się tymi
                    ostatnimi, ale z tego już wysrosłam. Kiedyś w szkole robiłam naszyjnik z
                    jarzębiny..
                  • jedynataka Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 10:39
                    Moją największą traumą związaną z plastyką są pierwsze zającia w liceum.
                    mielismy do wyboru albo muzyka albo plastyka, a ponieważ krążyła fama, że
                    plastyka fajniejsza, to zdecydowałąm się jak większość klasy na plastykę. Było
                    nas za dużo i trzeba było zrobić odsiew. Zaczęliśmy rysować i gdzieś w połowie
                    pani podeszła do mnie i powiedziała (głośno i na całą klasę): "nie, Ty sobie nie
                    poradzisz później". Musiałam się spakować i pójść na równoległe zajęcia z
                    muzyki. Takiego upokorzenia nie przeżyłam nigdy wcześniej ani później w szkole.
                    Nowa klasa, jakaś w sumie dziesiata wspólna lekcja, a ta kobieta mnie
                    psychicznie sponiewierała. Do dziś nie mówię jej dzien dobry. A tak na prawdę
                    bardzo załuję, bo najbardziej lubię historię sztuki. Potem się okazało, że te
                    idiotyzmy, które trzba było robić na plastykę też były głupie i niepotrzebne,
                    ale przeplatano to chociaż jakąś wiedzą teoretyczną.
                    Ps. muzyka w wersji licealnej też mi do szczętu obrzydła = wcale nie
                    śpiewaliśmy, a dzieciaki po szkole muzycznej i z chóru były nagminnie faworyzowane
                • nchyb Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 11:01
                  >Dzisiaj to jest rodzinna anegdota, ale na dobrą sprawę matka powinna była
                  > wówczas zdrowo panią wychowawczynię opieprzyć. Bo kurna, co to znaczy
                  postawić
                  > dziecku z łaski trzy minus, bo nie umiało wyciąć kółeczka?! Tak, rozumiem,
                  nie
                  > postawiła mi dwói - i za to powinnam być jej wdzięczna. Do diabła, jeśli
                  > siedmioletnie dziecko nie daje sobie z czymś rady na plastyce, to
                  wychowawczyni
                  >
                  > powinna mu pomóc, stanąć obok i tłumaczyć, pokierować, ale nie robić mu tego
                  > świństwa stawiając z łaski ocene tylko o pół oczka wyższą od niedostatecznej.

                  Ha, i to jest to, co mnie doprowadza do szału. Nie licza się na cholernych
                  lekcjach plastyki, wf i muzyki chęci, tylko pieprzone zdolności. A to mi się
                  nie podoba i uważam za bardzo odstręczające od nauki danych przedmiotów.
                  Współczuję serdecznie, mając nadzieję, że to wielkiej traumy u Ciebie nie
                  zostawiło. Więcej nie napiszę, bo mnie się wszystko, a ie tylko nóż w kieszeni
                  otwiera. Ale przyznaję, twoja nauczycielka była wielką głupią idiotką, skoro
                  tak się zachowała... Użyłam najłagodniejszych określeń, które mi przyszły do
                  głowy...
                  • mama_szefusia Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 15:03
                    Ha, i to jest to, co mnie doprowadza do szału. Nie licza się na cholernych
                    > lekcjach plastyki, wf i muzyki chęci, tylko pieprzone zdolności. A to mi się
                    > nie podoba i uważam za bardzo odstręczające od nauki danych przedmiotów.

                    No ale na innych przedmiotach w szkole też liczą się głównie pieprzone
                    zdolności, a nie chęci :-)). Z tego co pamiętam za żle rozwiązane zadanie z
                    matematyki była pała niezależnie od tego jak bardzo chciało się je dobrze
                    rozwiązać.
                    • ready4freddy Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 15:12
                      a to juz jest dyskusyjne. dobrzy matematycy (i inni "scislowcy") punktuja
                      rowniez tok myslenia, o ile jest prawidlowy - nawet jesli nie dojdziesz do
                      koncowego wyniku.
                    • the_dzidka Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 15:59
                      > No ale na innych przedmiotach w szkole też liczą się głównie pieprzone
                      > zdolności, a nie chęci :-)). Z tego co pamiętam za żle rozwiązane zadanie z
                      > matematyki była pała niezależnie od tego jak bardzo chciało się je dobrze
                      > rozwiązać.

                      Tylko że takie zadanie pani nauczycielka najpierw uczyła Cię rozwiązywać, a
                      dopiero potem egzekwowala to w formie klasówki albo odpytki przy tablicy. A
                      mnie mojego kółeczka nikt wycinać nie uczył.
                    • nchyb Re: Bo idzie jesień 07.09.06, 19:06
                      > No ale na innych przedmiotach w szkole też liczą się głównie pieprzone
                      > zdolności, a nie chęci :-)).
                      Tak, ale są zdolności, które można rozwijać. Można pogłębiać wiedzę, można
                      wykuć coś na blachę. Jednak jak nie masz słuchu dobrze nie zaśpiewasz,
                      chociażbyś się starała. Będąc najniższa w klasienie przeskoczysz poprzeczki
                      przy skoku wzwyż wyżej niż to możliwe, a nie mając kompletnie talentu nie
                      będziesz szkicować na miarę przyszłego Matejki, tylko wczesnego Picassa, a to
                      już uznania nie znajduje :-)

                      Z matmy czy masz zdolności czy nie - nauczyć się możesz, że dwa i dwa to
                      cztery, a z historii datę możesz wykuć. Przy przedmiotach artystycznych i
                      sprawnościowych liczą się niestety zdolności wrodzone, które jeżeli sa można je
                      rozwijać, jak ich nie ma - dupa blada. Nie ma co rozwinąć. Pozostają chęci i
                      zapał. I jeżeli nauczyciel zniechęca... To jest dupa a nie nauczyciel. Po
                      prostu...
                      • tennesee Re: Bo idzie jesień 08.09.06, 12:24
                        Według mojej koncepcji osobistej problem nie tyle tkwi w braku wrodzonych
                        zdolności, ile w dobrej woli ich poszukania. Bo nie jest sztuką kazac dzieciom
                        narysowac rysunek pt. sporty zimowe, sztuką jest pokazywac jak na zajęciach
                        plastycznych można bawić się np. kolorami, robić kolaże, łączyć różne faktury-
                        no po prostu rozbudzac pewną wrażliwość estetyczną. To samo zresztą dotyczy
                        muzyki. Technika z kolei nie powinna być rywalizacją o to, który tatuś lepiej
                        robi karmik, a która mamusia ładniej wyhaftuje dziecku monogram na serwetce, a
                        raczej powinna być rozbudzaniem wyobrażni technicznej właśnie- od żarówki do
                        komputera, od latawca do szybowca itp. Zajęcia sportowe w szkole nie powinny być
                        wyścigiem kto dalej, lepiej, wyżej, szybciej, tylko nauką współpracy w grupie,
                        mobilizowaniem i zachęcaniem do sportu.
                        Do tego niestety potrzeba nieschematycznie myślących nauczycieli (wierzę, ze
                        istnieją), mniejszych grup i wiekszej ilości czasu.
                        Mi osobiście jest przykro, że szkoła zniecheciła mnie do plastyki, że dałam
                        sobie wmówić brak zdolności manualnych, że zniechęcano mnie skutecznie do
                        sportu.Miałam w szkole swoje sukcesy na przedmiotach merytorycznych, a ile było
                        osób, które spotykały przykrości na każdej lekcji i również na arytstycznych, bo
                        nie umiały kółeczka wyciąć!
    • berek_76 Re: Bo idzie jesień 09.09.06, 22:12
      Kasztany zbieram wręcz maniacko. Moje dzieci już nie chcą, a ja jakiś przymus
      mam :) I liście - całe stosy liści, układamy w bukiety, suszymy, wijemy wianki...

      Ale ja po prostu uwielbiam jesień, dla mnie to najwspanialsza pora roku. I tu
      się nie zgadzam, ze "człowiek tylko leżałby i spał..."
      Aczkolwiek sytuacja w moim nowym miejscu pracy podpada pod "plan tymczasowości
      na wrzesień" :D Nikt nic nie wie, czeski film.

      Jesień jest super :)

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • biljana Re: Bo idzie jesień 10.09.06, 22:14
      To smieszne i smutne zarazem - te nasze szkolne wspolne traumatyczne:)
      przezycia. Hehe mi sie jesien kojazy tez z .... rosyjskim:)) w podstawowce, gdy
      musielismy pisac jakies glupie wypracowania o jesieni. Do dzis pamietam swoj
      inteligentny speach na temat tej pory roku zaczynajacy sie mniej wiecej w ten
      desen: Osen mozet byc charoszaja ili płochaja :))) coz za odkrycie:)

      a co do plastyki i wf'u - istny koszmar:))) Pamietam jak w drugiej klasie
      chodzilismy na basen i jakas idiotka sadystka kazala mi stac nad basenem cala
      lekce bo.... nie chcialam wskoczyc do wody na glowke!!! 9 letnie dziecko:)
      Oczywiscie do dzisiaj pamietam ten wstyd i upokorzenie, a skakac na glowke
      nadal sie boje, chociaz dobrze plywam. To samo bylo z fikołkiem do tylu. Nie
      chcialam go za nic zrobic i co lekcje wracalam do domu z dwoja;))) Az w koncu
      moj ojciec poszedl do nauczycielki i jakos to zalatwil. Ale trauma dla malego
      dziecka byla ze hohoho.
      • justyna302 Re: Bo idzie jesień 11.09.06, 11:38
        Stawiane tej samej poprzeczki dla dzieci lepiej i gorzej rozwiniętych fizycznie
        na wf widze teraz jako jawną niesprawiedliwosc dawnego ( a moze i
        dzisiejszego ) szkolnictwa. Ja zawsze należałam do dzieci słabszych, drobnych,
        byłam jedną z mniejszych w klasie, w dodatku miałam krótki wzrok, nienawidziłam
        wf. W dwa ognie zawsze byłam "zbita" na początku, biegałam wolno, skakałam
        blisko, skoku przez kozła nauczyłam sie jako jedna z ostatnich, nie umiem do
        dzis zrobić ani 1 pompki, istna łamaga. Normalnie powinnam mieć ze 3 minus z
        wuefu, ale jako uczennicy piątkowej zeby nie popsuć świadectwa zawsze
        podciągano ocenę co najmniej do czwórki. I to było znowu niesprawiedliwe wobec
        innych, zwinnych, wysportowanych dzieci.
        • meduza7 Re: Bo idzie jesień 12.09.06, 23:30
          ale nam się wątek rozwinął...
          Dzidka, jak się odegralaś, powiedz!!!!!!
          • the_dzidka Jak się odegrałam 13.09.06, 00:37
            > Dzidka, jak się odegralaś, powiedz!!!!!!

            Hehe :)
            Kilka lat temu pracowałam w firmie produkującej rowery. Pewnego dnia przyszedł
            do nas ksiądz z naszej parafii z prośbą o podarowanie roweru jako głównej
            nagrody w lokalnej parafiadzie, czy czymś takim. Załatwiłam, żeby Firma
            sprezentowała ten rower, po czym ksiądz zaprosił mnie na finał imprezy, jako
            honorowego gościa, żebym uroczyście wręczyła ten rower (i dyplom od Firmy)
            zwycięzcy.
            Tak się składa, że ta parafia znajduje się blisko mojej podstawówki, więc na
            imprezę przyszło wiele dzieci i nauczycieli ze szkoły, w tym nauczycieli,
            których jeszcze pamietałam. Na finał imprezy ksiądz poprosił mnie na scenę,
            przedstawiając mnie z imienia i nazwiska, i opowiadając kwieciście, jak to go
            miło przyjęłam w Firmie, jak potraktowałam gobardzo poważnie, jak poszłam z nim
            do fabryki, i jak powiedziałam mu, że ma sam wybrać rower, i że dostanie ten,
            który wskaże palcem, nawet jeśli będzie to bardzo drogi model ;) I faktycznie
            ksiądz dostał to co wybrał, a koszt nie miał znaczenia :)
            Kiedy ksiądz odbębnił swoje, zwycięzca został ogłoszony i poproszony na scenę,
            a ja "wręczyłam" mu rower, i dyplom od firmy z gratulacjami, nagle zobaczyłam,
            że w moim kierunku zmierza wstrętna małpa-wuefistka, szeroko uśmiechnięta, z
            rozpostartymi ramionami, i z ustami już otwartymi, zapewne w celu wygłoszenia
            coś w stylu "Dzidko!!! Jak mi miło..." A ja spojrzałam na nią, odwróciłam się i
            odeszłam.
            Szczeniackie zachowanie? Może ktoś tak uzna. Ja, wciąż pamiętając
            jej "serdeczny" śmiech, na tle śmiechu moich koleżanek i kolegów z klasy, kiedy
            potknęłam się i przewróciłam przy przeskakiwaniu ławeczki - czułam dziki triumf.
            Dodam tylko, że przez wiele lat miałam problemy ruchowe z powodu chorej nogi
            (operacje, szyna, kuśtykanie) i bardzo z tego powodu cierpiałam. Nabijanie się
            nauczycielki, która wie, że uczennica ma wieksze problemy motoryczne niż inne
            dzieci, uważam już nie za świństwo, ale za podłość. I właściwie na tej
            parafiadzie powinnam była dać jej kopa w zadek ;))))
            • meduza7 Re: Jak się odegrałam 13.09.06, 10:36
              I właściwie na tej
              > parafiadzie powinnam była dać jej kopa w zadek ;))))

              Trzeba było. Podejrzewam, że osoba o tak wrażliwej psychice jak twoja wuefistka
              subtelnej aluzji typu "odwróciłam się i poszłam" po prostu nie paniała.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka