Dodaj do ulubionych

A mnie żal Ignacego Grzegorza...

22.11.06, 16:47
Uważam, że Ignacy Grzegorz został bardzo skrzywdzony przez MM, rozumiem że
może potrzebowała jakąś mniej sympatycznej postaci w rodzinie B. ale nie
podoba mi się że użyła do tego celu dziecka. Pogardliwie nazywa go Miągwą,
jest ciągle obijany przez Józinka, ubierany w garniturek na codzień, robi z
niego donosiciela. Przy czym jego wychowaniem zajmuje się głównie dziadek,
który ćwiczy go we wdzięcznej sztuce donosicielstwa, a NIKT dosłownie NIC nie
usiłuje z tym zrobić! gdzie są jego rodzice? do jasnej anielki! a najbardziej
dobiła mnie scena z szerszeniami, gdyby moja rodzina zachowywała się tak
względem mojego dziecka to bym im powiedziała parę słów. Gdzie była Gaba jak
wyśmiewali się z Ignacego Grzegorza? dziecko może się w ten sposób nauczyć
tylko jednego, że nie warto wchodzić w bliższe związki z rodziną bo jak nie
dostosujesz się do ich widzenia świata to cię nie zaakceptują.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 16:53
      Wszystkim chyba żal.
      Ignacy Grzegorz wychowuje się w patologicznej rodzinie. Dla niego
      patologicznej. Dziecko jest pozostawione bez opieki, nikt nie interesuje sie
      gdzie chodzi i co robi, nikogo nie interesuje, czy dziecko jest bezpieczne czy
      nie.
      Dziecku przekazywane sa spaczone wartości, pozbawione autorytetu ojca,
      zaniedbane przez matkę, nie kochane przez siostry. Samo też chyba nikogo nie
      kocha.
      To maja być Borejkowie?
      • magda_b Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 16:59
        niepotrzebnie Ignacy G. od niemowlęctwa był przedstawiany jako geniusz,
        chrząkający i śliniacy się na dźwięk czytanych mu lektur (zboczenie czytac
        dziecku takie akurat lektury), rysujący idealne kółka itd.
        Tak jakby Gaba chciała sobie"odbić" to, że jej pierwsze dzieci były z innego
        związku, z niedopowiednim facetem i bynajmniej nie były genialne, tylko
        normalne, co było z korzyścią dla innych:)
    • onion68 Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 17:31
      A już najgorsze, co zrobiła Ignasiowi MM za pośrednictwem reszty Borejków, to
      przeciwstawianie go i stawianie (o rany, ile tego stawiania) za wzór Józinkowi.
      Który jest fajnym dzieciakiem, ale o zupełnie innym charakterze i temperamencie.
      Mimo to, mogłoby się jakoś kuzynom układać, gdyby nie ten błąd wychowawczy.
      Zadziwiający błąd u tak wyrobionych intelektualnie i rzekomo wykazujących
      empatię dla bliźnich osób. Naprawdę, jest to jedna z gorszych rzeczy jakie można
      zrobić dziecku. Pamiętam, jak nie cierpiałam swojej kuzynki, którą stawiano za
      przykład pozostałym dzieciom w rodzinie jako niebrudzącą się, dobrze uczącą,
      grzeczną i nie obżerającą słodyczami. I z perspektywy czasu stwierdzam, że nie
      cierpiałam jej tylko dlatego.
      W ogóle moim zdaniem w nowszych częściach Borejkom zdarzają się zachowania
      charakterystyczne raczej dla zupełnie innych warstw społecznych niż ta, którą
      reprezentują. Ta niefrasobliwość wobec uczuć dzieci, jakieś wypominanie sobie
      nawzajem, że latorośle niedożywione, wyścigi do terminu porodu,no ja nie mogę...
      • laura-gomez Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 06.02.07, 15:11
        onion68 napisała:

        > A już najgorsze, co zrobiła Ignasiowi MM za pośrednictwem reszty Borejków, to
        > przeciwstawianie go i stawianie (o rany, ile tego stawiania) za wzór
        Józinkowi.
        > Który jest fajnym dzieciakiem, ale o zupełnie innym charakterze i
        temperamencie

        rodzice często popełniają ten błąd, w jednej rodzinie Borejków wystąpił dwa
        razy: vide Róża (grzeczna córka i wnuczka, rodzinny promyczek) oraz Laura (ta
        przez którą mama płacze i która robi wszystkim na złość)
    • ready4freddy Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 18:16
      to prawda. z Ignac-Grzegorza autorka zrobila postac wielce nieciekawa, chyba jej zreszta nie lubi. co dziwi, zwazywszy ze w "Imieninach" byl raczej sympatyczny. w "JT" najbardziej podobala mi sie chyba scena, w ktorej niespodziewanie dolozyl Jozinkowi podczas kolejnego starcia. ale, jak widac w "Zabie", gdzies te nowa przyjazn i normalnosc miedzy kuzynami diabli wzieli, a szkoda.
    • anutek115 Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 18:36
      Ja się od przeczytania CzP nieustannie zastanawiam, jaki był CEL takiego a nie
      innego przedstawienia tej postaci? Bo jakiś chyba byL? Nie sądzę, ze chodziło o
      kogoś mniej miłego w świętej rodzinie B. - taką potrzebę zaspokajała Laura, jak
      na nastolatkę i tak nie tak zbuntowana jak by mogła. Ale TO? Samo tak wyszło?
      Miły niemowlak, sympatyczny chłopczyk z "Imienin" zamienia się w jakąś
      niezrozumiałą (dla mnie przynajmniej, może mało rozgarnięta jestem) karykaturę
      dziecka, i co dalej? Jak to się skończy? Tak zostanie? Psychopatyczny nastolatek
      z fobiami? Czy dokona się cudowne uzdrowienie - niewiarygodne totalnie po tym,
      co już zostało namotane? Dużo tych znaków zapytania, ale naprawdę jest to dla
      mnie najdziwaczniej poprowadzona postać "Jeżycjady", zmierzająca w dodatku w
      niezrozumiałym kierunku. Czy autorce chodziło o to, by czytelnicy gremialnie nie
      znosili (ewentualnie współczuli, choc jedno drugiego nie wyklucza, nie w moim
      przypadku przynajmniej) syna jej sztandarowaej bohaterki? Nawet przemiana
      starego Ignacego z uroczego, roztargnionego intelektualisty w tyrana domowego da
      się wytłumaczyć (demencją starczą, z braku czegoś lepszego), ale to, co
      uczynione zostało I.G. jest dla mnie zdumiewające.
      • verdana Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 18:45
        A ja się obawiam, ze to po prostu miało być śmieszne.
        A wyszło tragicznie.
        • anutek115 Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 19:06
          Mam nadzieję, że sie jednak mylisz, Verdano, bo sama myśl, że pani MM mogłaby
          okaleczanie postaci w ten sposób uznać za dowcip kazałoby mi zwątpic w jej
          inteligencję. O sympatii dla ludzi i szacunku dla czytelników nie wspominając.
          • verdana Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 19:30
            Boję się, ze się nie mylę, choc naprawdę - chciałabym.
            • wierszyk-pana-leara Borejkowie -bohaterowie idealni? 22.11.06, 23:23
              No zaraz,zaraz. Może nie łammy tak rączek nad patologicznością rodziny
              Borejków. Jakoś bawią mnie( a czasem i irytują- jak ktos mocniej tą parasolką
              mentalną wywija ) takie obawy. Harry Potter skłoni dzieci do służby szatanowi,
              Pippi zdemoralizuje, a Jeżycjada wypaczy widzenie świata.

              Mało co, ma taki wpływ na człowieka, jak pierwsza książka, która zapadnie mu w
              serce.Na to zgoda.
              Ale czy bohaterowie Jeżycjady mają być dla nas wzorem?
              Ich poglądy naszymi poglądami?

              Sądzicie,że MM ,popełniła by, takie szkolne błędy?
              Stworzenie powieści młodzieżowej z bohaterem - IDEAŁEM, było by samobójstwem
              zawodowym. Nic bardziej irytującego, niż taki grzeczny kuzyn stawiany za wzór.


              No ale teraz na temat:
              Ignacy Grzegorz a Józinek.
              Taki zabieg literacki zestawienia kontrastowych charakterów, jest stary jak
              świat, a raczej jak powieść młodzieżowa .Weźmy dla przykładu: Podróż za jeden
              uśmiech. Mamy Dudusia -pedancika, mieszczanina, strachobździela w parze z
              normalnym, trochę niegrzecznym chłopcem. Autor wyśmiewa Dudusia? Gardzi nim?
              Chce,go przed nami ośmieszyć? Przyszło by Wam coś takiego do głowy?
              Przemądrzałość Duduszy- nudziarza mamy odczytywać jako cechę Autora?
              A podobne wolty mają miejsce, przy biadaniu nad nad snobizmem Pani Musierowicz,
              jej pogardą dla niewykształconych, lub w blokach mieszkających.
              Kiedy czytam coś takiego, z nozdrzy wydobywa mi się dym o zapachu siarki.



              Mała Nutria też donosiła i kłamała.
              Dlaczego? Bo jeśli koleżanki, nie lubią jej już, to niech chociaż zwrócą na nią
              uwagę. Ten sam mechanizm kieruje Ignacym Grzegorzem. Walczy o uwagę
              Rodziców ,którzy poświęcają mu zbyt mało czasu,o uznanie Dziadka, ciotecznego
              brata.
              Normalka, a nie żadna patologia.

              ŻADNA, moim zdaniem postać Jeżycjady nie jest kreowana na ideał. Gabrysia,
              uznawana TU NA FORUM, za podstawiany nam pod nos wzór z Sevres Jeżyckich -
              ZAWSZE miała kłopoty wychowawcze i odkąd pamiętam popełniała błędy. To Gaba
              potrafiła przyrżnąć w złości klapsa młodszej siostrze, to Gaba nie potrafiła
              rozmawiać z Laurą o Pyziaku, to Gaba nie umiała być stanowcza i wymagająca.
              Co nie jest dla mnie dowodem na to, czy pani MM lubi Gabrielę, czy nie ,tylko
              na to ,że potrafiła stworzyć skomplikowaną i wiarygodną postać literacką. Gaba
              w oczach Elki jawi się jako ideał mamy , Bernard zachwyca się jej urokiem,
              siostry kochają ją i szanują, Rodzice mają w niej oparcie. No ale, to tylko
              wyjątkowo zgodne OPINIE BOHATERÓW, a nie komentarz odautorski.

              Dla mnie przekaz Cz.Polewki polega na pokazaniu właśnie,że nikogo skreślić nie
              można, ani Dziadka, który z wiekiem staje się nieznośny, ani dziecka, które
              wywija choćby najpaskudniejszy numer.
              Poza tym ,jasna opinia o szpiegowaniu i donosicielstwie została Ignacemu G.
              przekazana przez Józinka i Idę, przy aplauzie reszty rodziny na stronie 222.

              • zgred1967 Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? 23.11.06, 10:54
                Podpisuję się wszystkim czterema kończynami
                pod opiniami Wierszyka.
                • magda_b Re: Borejkowie -bohaterowie idealni? 23.11.06, 11:30
                  yhy, ja też :)
      • laura-gomez Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 06.02.07, 15:24
        anutek115 napisała:

        > Ja się od przeczytania CzP nieustannie zastanawiam, jaki był CEL takiego a nie
        > innego przedstawienia tej postaci? Bo jakiś chyba byL? Nie sądzę, ze chodziło
        o
        > kogoś mniej miłego w świętej rodzinie B. - taką potrzebę zaspokajała Laura,
        jak
        > na nastolatkę i tak nie tak zbuntowana jak by mogła. Ale TO? Samo tak wyszło?
        > Miły niemowlak, sympatyczny chłopczyk z "Imienin" zamienia się w jakąś
        > niezrozumiałą (dla mnie przynajmniej, może mało rozgarnięta jestem) karykaturę
        > dziecka, i co dalej? Jak to się skończy? Tak zostanie? Psychopatyczny
        nastolate
        > k
        > z fobiami? Czy dokona się cudowne uzdrowienie - niewiarygodne totalnie po tym,
        > co już zostało namotane? Dużo tych znaków zapytania, ale naprawdę jest to dla
        > mnie najdziwaczniej poprowadzona postać "Jeżycjady", zmierzająca w dodatku w
        > niezrozumiałym kierunku. Czy autorce chodziło o to, by czytelnicy gremialnie
        ni
        > e
        > znosili (ewentualnie współczuli, choc jedno drugiego nie wyklucza, nie w moim
        > przypadku przynajmniej) syna jej sztandarowaej bohaterki? Nawet przemiana
        > starego Ignacego z uroczego, roztargnionego intelektualisty w tyrana domowego
        d
        > a
        > się wytłumaczyć (demencją starczą, z braku czegoś lepszego), ale to, co
        > uczynione zostało I.G. jest dla mnie zdumiewające.

        też się nad tym zastanawiałam i doszłam do wniosku, że Autorka chciała
        przedstawić konflikt braci ciotecznych i w tym celu stworzyła dwie całkiem
        odmienne postaci: mola ksiązkowego i sportowca, mającego łeb na karku.
        ja myslę, że Józinek i Ignaś będą kiedyś naprawdę bardzo zżyci, zwłaszcza, ze
        już teraz widać, iż mimo dzielących ich różnic sa sobie bliscy
    • julki6 Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 21:32
      myślę Verdano że masz rację i to jest po pierwsze smutne, a po drugie
      uwłaczające dla wrażliwego czytelnika bo ta nieszczęsna scena z szerszeniami
      miała na celu poniżenie i ośmieszenie tego nieszczęsnego dzieciaka i my mamy
      się z tego śmiać! to mi przypomina jakiś sitcom
      • mab1 Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 22:00
        To co, zakładamy Ligę Obrony Miągwy? Też mi go szkoda. Pamiętacie, jaki był
        fajny jako małe dziecko, np. kiedy w "Córce Robrojka" rysował sobie cichutko
        jak myszka? A to, co wyczynia z nim podmiot czynności twórczych;) w ostatnich
        tomach, jest dziwaczne i mało zabawne. Robi z niego donosiciela z domieszką
        dewianctwa. Jak dla mnie postać Ignacego G. mogłaby być mniej wyrazista, za to
        bardziej sympatyczna. No.
        • the_dzidka Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 22:43
          Ja nie lubiłam Miągwy od początku, choć oczywiście "dzięki" MM, która pisała,
          że przemądrzały niemowlak torpedował bekaniem Plauta, a uważnie słuchał
          Platona. I to histeryzowanie nad nim całej rodziny tez mi nie pomogło go
          polubić ;) W każdym razie - do LOM nie wstapię :-)
          • ready4freddy Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 22:53
            a do Anty-Pyziak Front? Liga Przyjaciol Tygrysa? Front Jednosci Borejkow? :D
            • ready4freddy Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 22.11.06, 22:57
              ze juz nie wspomne o Pulpa Original Hardcore Fanatics, do ktorego to skladu od dawna jednoosobowo naleze? :)
      • zgred1967 Re: A mnie żal Ignacego Grzegorza... 25.11.06, 00:33
        julki6 napisała:

        > myślę Verdano że masz rację i to jest po pierwsze smutne, a po drugie
        > uwłaczające dla wrażliwego czytelnika bo ta nieszczęsna scena z szerszeniami
        > miała na celu poniżenie i ośmieszenie tego nieszczęsnego dzieciaka i my mamy
        > się z tego śmiać! to mi przypomina jakiś sitcom

        Ta scena miała cel dokładnie przeciwny - umożliwienie mu ponownego spotkania
        z kobitką, przy której staje się mężczyzną.
        Ale rzeczywiście - nie za ładnie z nim rodzina postąpiła.
        Ja bym im zlał nachajem gołe plecy za takie potraktowanie IG.
    • martina.15 a mnie przeraza to 22.11.06, 23:07
      ze IG jest synem kochanej cieplej Gabrysi...

      coz jak dla mnie IG sam sie ubiera w garniturek a jako ze dziadzius jest jego
      idoooolem to ta inwigilacja jest dla niego wprost dobra. bo czego wymagac od 11
      latka? sama wtedy z checia dalabym sie wciagnac w taka inwigilacje, raz dla
      pochwaly osoby ktora go docenia (dziadzius) dwa ze to wspaniala i "dorosla"
      zabawa :)
      • wierszyk-pana-leara nastawienie i widzenie 23.11.06, 02:21
        Gdyby przyłożyć równie krytyczne szkiełko i oko do wczesnych tomów Jeżycjady,
        też znaleźlibyśmy tam wątki, równie bulwersujące jak te nieszczęsne
        szerszenie , czy foteliki samochodowe.
        W Kwiecie Kalafiora :Gaba wrzeszczy na dzieci, trzepie je po tyłkach, Ojciec
        zostawia nocą trójkę dzieci i jedzie z żoną do szpitala, Ida wywiesza się(
        mroźną zimą) w oknie do połowy, Pulpa skacze Gabie po brzuchu i wyzywa od gór
        mięsa i samic słonia, Nutria donosi na szkolne przyjaciółki i świetnie bije.
        Skandal za skandalem.
        Gdyby ta ksiażka ukazała się dzisiaj,zapewne czołowe zwolenniczki poprawności
        politycznej, opłakały by ja solennie, kiwając smutno główkami, a reszta
        przyłączyła się do chóru.
        • onion68 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 08:56
          W moim odczuciu, różnica między "starą" a "nową" Jeżycjadą jeżeli chodzi o
          różnorakie błędy i wypaczenia jest taka, że we wcześniejszych tomach bohaterowie
          nie byli bez wad, ale analizowali swoje zachowanie, relacje z otoczeniem i
          pracowali nad sobą, a co więcej, brak w nich było tego zadęcia, przekonania o
          własnej nieomylności. W końcu w przywołanym "Kwiecie kalafiora" wszystkie
          poruszone przez Ciebie problemy znalazły szczęśliwy finał, no może z wyjątkiem
          lenistwa Ignacego, ale to przypadłość tak powszechna i w sumie łatwa do
          pogodzenia się z nią, że z nią akurat nie musiała autorka się rozprawiać.
          Mimo, że w starszych częściach widzę wady bohaterów, nie wywołują one we mnie
          irytacji, w przeciwieństwie do nowszych. Myślę, że właśnie z powyższych przyczyn.
          • verdana Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 09:11
            We wczesnych tomach rodzina Borejków była normalna. W normalnej rodzinie
            zdarzają się klapsy,nieprzytomny ojciec, kłótnie i przepychanki oraz mnóstwo
            innych rzeczy. Autorka pokazywala nam sympatyczna rodzinę, w której nie
            wszystko jest idealne, ale wszyscy się kochają.
            Tymczasem w CP znajduje się pean na cześć Gabrysi jako matki idealnej. I matka
            idealna jak widać może kompletnie nie zwracać uwagi na potrzeby, moralność i
            bezpieczeństwo własnych dzieci. Moze pozwalać na demoralizowanie dziecka nawet
            tego nie dostrzegając. Moze nie pomagać córce w wychowaniu noworodka. Może
            pozwolić dziadkowi na terroryzowanie całego domu. Może przedkladać konfitury
            nad poważne problemy córki.
            I to jest patologia - z jednej strony narzucenie własnym dzieciom przekonania ,
            że maja do czynienia ze świetą, której krytykować nie można, która wszystko
            robi dobrze, wyłącznie z myslą o dzieciach, nigdy o sobie, której sprzeciwianie
            sie jest zakazane - z realna sytuacją, w ktorej taż świeta nie jest nawet
            przeciętnie dobrą matką. Dla najmłodszego dziecka jest po prostu matką złą. Na
            pograniczu patologii.
            • mmk9 a ojciec ? 23.11.06, 09:57
              chyba będę znow czytać, a to w poszukiwaniu scen, gdzie Grzegorz zajmuje się
              synem. Nie wykluczam, że przegapiłam, ale cóż, szerszeni nikt nie przegapil...
              • ready4freddy Re: a ojciec ? 23.11.06, 11:17
                ojciec? ojciec siedzi z tylu, tak powiedzial! rzeczywiscie, cos ten Grzegorz
                kiepsko "ojcuje" Miagwie. pewnie sie boi Ignaca.
              • laura-gomez Re: a ojciec ? 27.11.06, 09:57
                mmk9 napisała:

                > chyba będę znow czytać, a to w poszukiwaniu scen, gdzie Grzegorz zajmuje się
                > synem. Nie wykluczam, że przegapiłam, ale cóż, szerszeni nikt nie przegapil..

                chyba chodzi o scenę, w której Grzegorz daje synowi do przeczytania kryminał,
                bo uważa, że Ignaś nie powinien czytać li i jedynie dzieł starożytnych :)
                • the_dzidka Re: a ojciec ? 28.11.06, 22:18
                  > chyba chodzi o scenę, w której Grzegorz daje synowi do przeczytania kryminał,
                  > bo uważa, że Ignaś nie powinien czytać li i jedynie dzieł starożytnych :)

                  ... oglądając sie trwożliwie na drzwi pokoju dziadka, i zniżając głos zresztą.
                  Jakbym ja miała w domu takiego satrape, który terroryzuje rodzine nawet pod
                  kątem doboru lektur... O Ignacu mówię oczywiście.
                • zieleniack Re: a ojciec ? 06.02.07, 12:50
                  laura-gomez napisała:

                  Grzegorz daje synowi do przeczytania kryminał,
                  > bo uważa, że Ignaś nie powinien czytać li i jedynie dzieł starożytnych :)

                  tyle to może zrobić pani w bibliotece
            • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 11:00
              verdana napisała:

              > Tymczasem w CP znajduje się pean na cześć Gabrysi jako matki idealnej.

              Chyba czytaliśmy inne ksiązki. Możesz podać, na której stronie zaczyna się
              ów jakoby pean?

            • laura-gomez Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:33
              >Tymczasem w CP znajduje się pean na cześć Gabrysi jako matki idealnej

              gdzie???
        • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 10:14
          wierszyk-pana-leara napisała:

          > Gdyby ta ksiażka ukazała się dzisiaj,zapewne czołowe zwolenniczki poprawności
          > politycznej, opłakały by ja solennie, kiwając smutno główkami, a reszta
          > przyłączyła się do chóru.

          Czyli nasze narzekanie, ze rodzina przedstawiana przez autorke jako idealna,
          choc bardzo latwo wskazac jej konkretne bledy, to dazenie do poprawnosci
          politycznej? Ciekawa teoria.
          pl.wikipedia.org/wiki/Poprawno%C5%9B%C4%87_polityczna
          jak to sie ma do naszej dyskusji?

          Nie ma nic zlego w bledach, kazdy je popelnia. Borejkowie kiedys popelniali ich
          mase. Ale wtedy MM nie kreowala ich na ideal absolutny, co teraz niestety robi.
          Borejkowie nie maja czasu dla dzieci, by je wyhowywac ( IG), porozmawiac, gdy
          maja problemy ( Laura), zareagowac, gdy dzieci sa w niebezpieczenstwie ( znow
          Miagwa). Moze jestem dziwna, ale mam inne wyobrazenie o dobrej rodzinie.
          • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 11:04
            dakota77 napisała:

            > rodzina przedstawiana przez autorke jako idealna

            A niby gdzie?

            > Ale wtedy MM nie kreowala ich na ideal absolutny, co teraz niestety robi.

            No właśnie, tego też nie widzę. Gdzie niby ich kreuje?
          • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 11:28
            troche off-topic: poprawnosc polityczna to takie slowo-klucz, ktore wiecej
            narobilo zlego niz dobrego. zazwyczaj bywa uzywane do dyskredytowania oponentow
            (ze niby "w imie _Falszywie pojmowanej_ 'poprawnosci politycznej'" robia/mowia
            to czy owo), albo - w najbardziej obrzydliwej wersji - wykorzystywane przez
            rozmaitych podlecow jako alibi. w bardzo prosty sposob mozna rzygnac
            ksenofibicznym belkotem, zaslaniajac sie potem ironia i nabijaniem sie z
            polit-poprawnosci. ale to takie moje rozwazania w temacie, a..

            co do naszej dyskusji, to tez nie widze, gdzie
            mialaby tu byc owa polityczna poprawnosc lub jej brak. cala rzecz w tym, ze
            obecna tworczosc pani Musierowicz jest nieco nizszych lotow, niz dawniej
            (chociaz akurat wysoko tu cenionego Kwiatu Kalafiora wcale sobie nie powazam, do
            Klamczuchy czy Klepki ma sie jak maluch pani Sznytek do Lexusa - tez jezdzi :)
            a niektore postaci sa kreowane na niezbyt - oglednie mowiac - niesympatyczne, i
            to postaci, ktore na takowe sie nie zapowiadaly.
            • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 11:32
              Swiete slowa co do poprawnosci politycznej, ready4freddy, w pelni sie z toba
              zgadzam. A w naszej dyskusji polityczna poprawnosc pojawila sie tylko dlatego,
              ze niestety uzywanie wyrazen, ktorych sie nie rozumie bywa tez domena ludzi
              doroslych, nie tylko dzieci.
              • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:18
                dakota77 napisała:

                > wierszyk-pana-leara napisała:
                >
                > > Gdyby ta ksiażka ukazała się dzisiaj,zapewne czołowe zwolenniczki poprawn
                > ości
                > > politycznej, opłakały by ja solennie, kiwając smutno główkami, a reszta
                > > przyłączyła się do chóru.
                >
                > Czyli nasze narzekanie, ze rodzina przedstawiana przez autorke jako idealna,
                > choc bardzo latwo wskazac jej konkretne bledy, to dazenie do poprawnosci
                > politycznej? Ciekawa teoria.

                Tylko, że jest to tylko Twoja teoria.
                To Ty nie potrafisz udokumentować swoich opinii,
                jakoby Borejkowie byli przedstawiani jako idealni.

                I radziłbym nie czytać pirackich wydań książek, bo się czyta
                zupełnie co innego niż inni.
                • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:56
                  zgred1967 napisał:

                  > dakota77 napisała:
                  >
                  > > wierszyk-pana-leara napisała:
                  > >
                  > > > Gdyby ta ksiażka ukazała się dzisiaj,zapewne czołowe zwolenniczki p
                  > oprawn
                  > > ości
                  > > > politycznej, opłakały by ja solennie, kiwając smutno główkami, a re
                  > szta
                  > > > przyłączyła się do chóru.
                  > >
                  > > Czyli nasze narzekanie, ze rodzina przedstawiana przez autorke jako ideal
                  > na,
                  > > choc bardzo latwo wskazac jej konkretne bledy, to dazenie do poprawnosci
                  > > politycznej? Ciekawa teoria.
                  >
                  > Tylko, że jest to tylko Twoja teoria.
                  > To Ty nie potrafisz udokumentować swoich opinii,
                  > jakoby Borejkowie byli przedstawiani jako idealni.
                  >
                  > I radziłbym nie czytać pirackich wydań książek, bo się czyta
                  > zupełnie co innego niż inni.


                  Mam cala Jezycjade na polce, co to za insynuacje? Nie mam za to czasu przejrzec
                  jej calej, zeby znalezc te fragmenty. Moze patia narzekajaca istotnie przesadza
                  z czarnowidztwem, ale po to sa dyskusje, by dzielic sie swoim zdaniem. I bardzo
                  przperaszam, co jest moja teoria? Polityczna poprawnosc? Bo juz kompletnie nie
                  wiem do czego zmierzasz. Co do czego ma polityczna poprawnosc?
                • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 14:08
                  > To Ty nie potrafisz udokumentować swoich opinii,
                  > jakoby Borejkowie byli przedstawiani jako idealni.

                  jesli chodzi ci o "dokumentacje" w rodzaju "na stronie tej-i-tej w tomie
                  tym-a-tym MM pisze wyraznie 'Gabriela Borejko byla chodzacym idealem' albo
                  'rodzina Borejkow byla rodzina idealna'", to istotnie bedzie trudno. natomiast
                  jest cos takiego jak odczucie i nasze odczucie jest takie, ze Borejkowie
                  ostatnimi czasy sa kreowani (w opisach odautorskich) na znacznie lepszych, niz
                  to w istocie wynika z ich postepowania. dokumanteacji takowej jest na forum cala
                  masa.

                  > I radziłbym nie czytać pirackich wydań książek, bo się czyta
                  > zupełnie co innego niż inni.

                  a to niby do czego bylo i po co? nawiasem mowic jeszcze nie widzialem pirata,
                  coby byl niezgodny z oryginalem, hihi :)
                  • jottka of te 23.11.06, 14:24
                    ready4freddy napisał:

                    > nawiasem mowic jeszcze nie widzialem pirata, coby byl niezgodny z oryginalem,
                    hihi :)


                    bo to przypadki znane w dawniejszych wiekach, ale też jeszcze na początku
                    ubiegłego:) w 'kartkach z kalendarza' makuszyński wspomina, jak to w jakiejś
                    polskiej gazecie wacław sieroszewski wydawał jedną ze swych powieści w
                    odcinkach. powieść rżnęli amerykańscy wydawcy prasy polonijnej (a z usa wtedy
                    nie mieliśmy żadnej umowy o prawach autorskich itp.), no ale zdarzyło się, że
                    sieroszewski czemuś tam zawiesił na kilka tygodni 'emisję' kolejnych odcinków -
                    w kraju spokojnie poczekano na ciąg dalszy, ale klient amerykański czekać nie
                    lubi, więc lokalny jankes dopisywał po prostu brakujące kawałki, póki
                    sieroszewski znów nie podjął dzieła.

                    jak to puentował makuszyński - 'gdy autor większej części swojej powieści
                    dowiedział się o tym, o mało nie zemdlał z wrażenia':)
                    • ready4freddy Re: of te 23.11.06, 14:29
                      ROTFLMAO! :) zaiste obrany z rozumu bylby srogi pirat (zeby trzymac sie klimatow
                      Makuszynskiego), aby do zeskanowanej w polowie Polewki dopisywac wlasne tresci
                      :) swoja droga coz za wspaniala wymowka dla kiepskich pisarzy: "panska ksiazka
                      to knot! panie, oryginal pan przeczytaj - nie odpowiadam za to, co mi piraci
                      dopisali" :)))
                    • dakota77 Re: of te 23.11.06, 14:31
                      Jottko, cudna historia:). ja chyba bylabym dosc zadowolona, gdyby okazalo sie,
                      ze CP zostala w sporej czesci napisana przez kogos innego, nie MM:). Ale nie ma
                      tak dobrze, obawiam sie.
                      • jottka Re: of te 23.11.06, 14:35
                        no 'kartki z kalendarza' w ogóle dobrze sie czyta:) to wybór felietonów
                        makuszyńskiego na przeróżne tematy, wydane bodaj raz na początku lat 80., ale na
                        allegro można zwykle dostać za grosze. w 'kartkach' znalazłam też przepiękne
                        określenie 'koziołka matołka' - 'mój traktat filozoficzny dla dzieci do lat
                        pięciu':)

                        do er end ef - ja też umiem 'szaleństwa panny ewy' na pamięć:)
                        • ready4freddy OT 23.11.06, 14:46
                          > do er end ef - ja też umiem 'szaleństwa panny ewy' na pamięć:)

                          no, bo to jest swietna ksiazka! :)

                          tam do kata, przypomnialas mi o czyms... mialem napisac do tych
                          obrazow-slow-dzwiekow, czy jak sie to wydawnictwo nazywa, w sprawie "corki
                          rzezbiarza"..:O
            • magda_b Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 11:34
              taki Pyziak np., prawda?:) Kto w KK i Idzie przewidywał, że to będzie
              krymiminalista, pijak i burak? Błe. Ja tam Pyziaka będę bronić, bo nie podoba
              mi się, to, co MM z nim zrobiła.
              • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 11:41
                Ja tez nie rozumie, czemu autorka tak bardzo chciala nam go obrzydzic. Dobrze,
                opuscil rodzine, czy to by nie wystarczylo? Po co robienie z niego chama i
                kryminalisty? Bo tylko tak zly czlowiek moglby zostawic Gabrysie? Ludziom nie
                uklada sie w malzenstwie z bardzo wielu powodow, nie trzeba byc kryminalista,
                by sobie zniszczyc rodzine.
                • verdana Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:33
                  Pean na cześć Gabrysi, o ile pamietam, wygłasza Laura. W Śmiełowie.
                  Na 100% nie jestem pewna, bo nie mam ochoty czytać po raz drugi.
                  • magda_b Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:40
                    a ja chyba przeczytam, bo też owego peanu nie pamiętam. Pamiętam natomiast, jak
                    żali się Wolfiemu, że prawdziwa matka bylaby z nią w tak waznej chwili, że
                    porozmawiałaby itd.
                  • laura-gomez Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:47
                    jedyne wypowiedzi/mysli Laury na temat marki w CP, jakie udało mi się znaleźć,
                    to:
                    - "porozmawiać poważnie o oświadczynach, ale najpierw pojechac na maliny! - oto
                    jak, w skrócie, przedstawiały się dzisiaj mamine priorytety"
                    - "nie chodzi o to, ze mogłabym jej coś konkretnego zarzucić, poza oczywiście
                    faktem, że wybrała niewłaściwego mężczyznę na mojego ojca i w dodatku pozwoliła
                    mu odejść. Nie jest nadopiekuńcza i nie jest niedbała, nie jest wścibska i nie
                    jest obojętnia, nie jest autorytarna i nie jest bezwolna, nie! - ona po prostu
                    chodzi swoimi drogami i kompletnie ze mną nie kooperuje."

                    za błedy przepraszam!

                    a peanu nie znalazłam
                  • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:49
                    verdana napisała:

                    > Pean na cześć Gabrysi, o ile pamietam, wygłasza Laura. W Śmiełowie.
                    > Na 100% nie jestem pewna, bo nie mam ochoty czytać po raz drugi.

                    No to nie wysuwajcie zarzutów, jak nie jesteście pewne.
                    Sprawdzę to. Dziś. W księgarni. Odpowiem jutro do północy.

                    Po kilku dniach z Bodziem też wygłosiłbym pean
                    i to nawet na cześć Verdany i Dakoty.
                    • magda_b Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:54
                      o, Zgredku już nie musisz szukać :) Ja też mialam na myśli ten frament, który
                      Laura-g :) zacytowała o Laurze P. Ale i tak zerknę dzis do CzP :)
                    • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:54
                      Po przeczytaniu wypowiedzi Laury Gomez
                      nie muszę już sprawdzać, skoro ona to zrobiła.

                      W tym kontekście za poprawność polityczną
                      uznałbym unikanie polemiki z osobami
                      o odmiennych poglądach, które jednak nie oparte
                      są na faktach, lecz są produktem wyobraźni,
                      bo chyba nie zawiści?
                      (Takj, to była insynuacja bez insynuacji - szkoła Dzidki i Ignacego B.)
                      • the_dzidka Re: nastawienie i widzenie 24.11.06, 10:54
                        > (Takj, to była insynuacja bez insynuacji - szkoła Dzidki i Ignacego B.)

                        Słucham?!
                    • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:57
                      zgred1967 napisał:

                      > > Po kilku dniach z Bodziem też wygłosiłbym pean
                      > i to nawet na cześć Verdany i Dakoty.

                      Alez jad komus tu cieknie po klach... Dziekuje serdecznie, nie interesuja mnie
                      peany wyglaszane przez ciebie, jakos sie bez nich obejde.
                      • magda_b Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 12:59
                        hyhy, nareszcie forum ożywa :)))
                        • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 13:03
                          Szkoda ze w taki sposob, nie jest to najlepszy kierunek. Ale co kto lubi. Moze
                          faktycznie bedzie ciekawiej.
                          • verdana Znalazłam 23.11.06, 13:29
                            Dobrze. Zdanie o Gabrysi wygłasza parokrotnie Laura - przy czym Laura Gabrysię
                            gani, ale dla czytelnika ma być oczywiste, ze gani, bo wyrodna jest. I nie
                            docenia.
                            "A moze mama swiadomie zamotała wokół niej sieci, oplotła jej dusze swoim
                            Seneką, swoim Mickiewiczem, swoją ulubioną muzyką, swoim schodzeniem z drogi i
                            swoją dyskrecją, i tymi swoimi spojrzeniami pełnymi cichego wyrzutu (...).
                            Innym matkom przynajmniej wyraźnie zależy na córkach: robia awantury,
                            wrzeszczą, bija, wydaja zakazy i nakazy, wyrzucaja z domu - a ta nic.(...) Sama
                            tylko nagle pobudzi maciejkę, obudzi wspomnienia, wzbudzi watpliwości, albo
                            podsunie książkę, a wszystko- na odległość".
                            Wcześniej zaś autorka pisze "Mama była pogodna i zrównowazona, optymistyczna i
                            racjonalna. Czasem - zwykle z powodu Laury, oczywiscie - pojawiał sie w jeje
                            oczachwyraz cierpienia. To było nieznosne i meczące, utrudniało kontakt,
                            skłaniało do uczieczki albo przynajmniej - do szorstkich słów. Niezwykle trudno
                            było ta chodzacą doskonałość wyprowadzić z równowagi (...). Po namyśle Laura
                            musiała przyznać, że mama w ogóle nie mowiła o sobie. Mówiła o innych. Myślała
                            o innych. Zajmowała się innymi, nie sobą."
                            I co - nie pean?
                            • laura-gomez Re: Znalazłam 23.11.06, 13:48
                              mój poprzedni post odnosi się do słów o ożywieniu na forum;
                            • dakota77 Re: Znalazłam 23.11.06, 13:52
                              Dla mnie pean. Najlepsze jest to "Po namyśle Laura musiała przyznać, że mama w
                              ogóle nie mowiła o sobie. Mówiła o innych. Myślała o innych. Zajmowała się
                              innymi, nie sobą.". Moze soba faktycznie sie nie zajmuje, ale innymi ostatnio
                              tez cos nie bardzo, skoro odklada wazna rozmowe z corka, nie przejmuje sie
                              slynnymi tu juz szerszeniami. A chodzi yo o najblizsze jej osoby, dla ktorych
                              ponoc zawsze sie poswiecala.
                              Dzieki za znalezienie tych cytatow, Verdano.
                              • magda_b Re: Znalazłam 23.11.06, 14:12
                                Nie wiem, ale jak dla mnie to zaczyna się już mieszanie fikcji literackiej z
                                rzeczywistością. Oczywiście wszyscy wiemy, że Jezycjada to li i jedynie WYMYSŁ,
                                więc pewne działania i postawy są wynikiem takiej a nie innej koncepcji
                                Autorki. Skoro MM wprowadziła np. postać Dianki, to widocznie szerszenie i
                                późniejsza ucieczka Ignacego G. były potrzebne, by nawiązała się bliższa
                                znajomośc między dzieciakami. Gdyby rodzina zareagowała tak, jak wszyscy tego
                                tu na forum oczekują (brak kąśliwych uwag Babi, pobiegnięcie za IG), nie byłoby
                                przecież następnych scen.
                                Albo uwagi, że Gaba woli porzeczki od córki i wnuczki. Cała akcja CzP to raptem
                                klika dni, no i akurat pech złośliwy,że ta idealna Gaba jedzie akurat zbierać
                                owoce, zamiast siedziec przy Pyzie. A skąd wiadomo, ze przez cały poprzedni
                                miesiąc tego własnie nie robiła i nie pomagała Róży w opiece?
                                Nie uważam, że Gaba jest ideałem, ale tak samo nie uważam, że MM usiłuje nam
                                to "wcisnąć", że robi to w jakiś pokrętny sposób-konkretnie przez usta innych
                                osób i ich komentarze, kiedy niby to jej (Gaby) czyny mówią całkiem coś innego.
                                • ready4freddy Re: Znalazłam 23.11.06, 14:21
                                  wiesz co, magdo_b? mnie sie marzy jezycjada-director's cut :) chociaz raczej nie
                                  director's, a fan cut. niektorych ksiazek (Klepka, Klamczucha, Ida Sierpniowa,
                                  Kalamburka) w ogole bym nie dotykal, natomiast z pozostalych chetnie bym
                                  usunal/zmienil niektore zdania, a nawet sceny. z korzyscia dla stylu. to co mnie
                                  drazni najbardziej, to poslizgi stylistyczne i to denerwujace, objawiajace sie
                                  chwilami obsuwanie w topornosc i przyciezkosc :) np. product placement
                                  (niezamierzony przeciez chyba), czy oslawione "chamsko kraczace wrony". z kazdym
                                  kolejnym tomem byloby wiecej do tego usuwania, podejrzewam. celowo pominalem
                                  Kwiat Kalafiora, bo zupelnie go nie lubie - postaci sa mi zgola obojetne, akcja
                                  ne wciaga, Ignac drazni, podobnie jak i Pyziak - pozostawiam to innym.
                                  prawdopodobienstwo postaci przeszkadza mi nieco mniej, chociaz tez zdarza mi sie
                                  dostrzec spore rozbieznosci miedzy deklaracjami a rzeczywistoscia :) no i
                                  ewolucje niektorych bohaterow w osobliwych kierunkach - Pyza na ten przyklad.
                                  • magda_b Re: Znalazłam 23.11.06, 14:46
                                    tak tak Michale, też bym pewne rzeczy zmieniła :)
                                    Małomównego kiedyś MM poprawiła czy nawet przepisała, nie wiem dokładnie na
                                    czym te zmiany polegają, bo czytałam tylko tę drugą wersję. Części Jeżycjady,
                                    zwłaszcza tej nowszej, też by się taki lifting przydał :)
                                    Gdzieś kiedyś czytałam, że MM pisała czy pisze kilka wersji, czasem nawet
                                    kompletnie zmieniając pierwotną. Odnoszę wrażenie, że teraz przy każdej
                                    zapowiedzi i podaniu tytułu Autorka ma jakiś szkielet, zamysł. Potem to się
                                    rozmywa w czasie (wydanie książki) i wychodzą rzeczy jakby niekompatybilne,
                                    sceny naprędce wrzucane, niedopracowane.
                                  • zgred1967 Re: Znalazłam 23.11.06, 17:01
                                    ready4freddy napisał:

                                    > prawdopodobienstwo postaci przeszkadza mi nieco mniej, chociaz tez zdarza mi si
                                    > e
                                    > dostrzec spore rozbieznosci miedzy deklaracjami a rzeczywistoscia :) no i
                                    > ewolucje niektorych bohaterow w osobliwych kierunkach - Pyza na ten przyklad.

                                    Obie te sprawy ogniskuje cytat z pamięci "Idę na astronomię".
                                    Jest tu i rozbieżność i dziwna ewolucja.
                                    Tylko, że IMHO w Szóstej klepce.
                                    • ready4freddy Re: Znalazłam 23.11.06, 23:15
                                      chcialbym niesmialo zauwazyc, ze miedzy stwierdzeniem "ide na astronomie" a rzeczywistwym pojsciem na astrofizyke za Fryckiem jest spora przepasc. rownie dobrze spokojny, nikomu nie wadzacy (poza forumowiczami, hihi :) Grzegorz Stryba moglby w gniewie krzyknac "mam to gdzies, zaciagne sie na statek piracki", albo ni z tego, ni z owego spakowac sie i.. zaciagnac na statek piracki. w tym drugim przypadku osmielilbym sie mowic o braku konsekwencji w kreowaniu postaci i braku prawdopodobienstwa, albo - gdyby pani MM byla Borisem Vianem - o kolejnym fenomenalnym zwrocie akcji :)
                                      • zgred1967 Re: Znalazłam 25.11.06, 01:02
                                        No tak, jest przepaść. Ale jest też przepaść miedzy zaciągnięciem
                                        się przez Grzegorza Strybę na statek piracki, a kontrowersyjnym
                                        wyborem zakochanej kobiety. Ona wcześniej nie była kreowana na
                                        osobę apodyktyczną i można się z jej wyborem kierunku studiów nie
                                        zgadzać, ale nie sposób odmówić jej determinacji. Na Frycku jej
                                        tak bardzo zależało. Bywa.

                                        Moje porównanie z 6K odnosi się do stwierdzenia Pyzy, że jej
                                        życie przed macierzynstwem nie miało sensu. Nie można brać go dosłownie.
                                        Bo by się np. okazało, że większość np. mojego życia była bez sensu :)
                                        • dakota77 Re: Znalazłam 25.11.06, 01:26
                                          zgred1967 napisał:

                                          Ona wcześniej nie była kreowana na
                                          > osobę apodyktyczną i można się z jej wyborem kierunku studiów nie
                                          > zgadzać, ale nie sposób odmówić jej determinacji. Na Frycku jej
                                          > tak bardzo zależało. Bywa.
                                          >
                                          I dalej nie jest kreowana na apodyktyczna, nigdy nie byla zdolna do narzucania swojego zdania czy
                                          chocby stanowczosci. Moze decyzja o wyborze takich studiow to przejaw determinacji, ale dla mnie byl
                                          to dziecinny upor:). Gdyby nie poszla na takie studia jak Fryderyk ich zwiazek by sie rozpadl? Jakos mi
                                          sie nie wydaje. To byla niedojrzala decyzja i tyle.
                                          • zgred1967 Re: Znalazłam 25.11.06, 02:03
                                            dakota77 napisała:

                                            > To byla niedojrzala decyzja i tyle.

                                            Można i tak na to patrzeć.
                                            Ale nie widzę tu niekonsekwencji w kreowaniu postaci.
                                • zgred1967 Re: Znalazłam 23.11.06, 16:56
                                  Zgadzam się z postem Magdy_b z 23.11.06, 14:12
                            • zgred1967 Re: Znalazłam 23.11.06, 16:53
                              verdana napisała:

                              > Dobrze. Zdanie o Gabrysi wygłasza parokrotnie Laura - przy czym Laura Gabrysię
                              > gani, ale dla czytelnika ma być oczywiste, ze gani, bo wyrodna jest. I nie
                              > docenia.

                              To jest tylko jedna z możliwych interpretacji. Nie wiem dlaczego miałaby być
                              lepsza od takiej interpretacji: Laura myśli, co myśli, a autorka myśli
                              co innego.

                              > Po namyśle Laura
                              > musiała przyznać, że mama w ogóle nie mowiła o sobie. Mówiła o innych. Myślała
                              > o innych. Zajmowała się innymi, nie sobą.
                              > I co - nie pean?

                              Nie, nie pean. Zajmowanie się innymi, a nie sobą nie jest dobre
                              samo w sobie. Może być nawet złe, bo żeby zająć się porządnie innymi,
                              trzeba najpierw zająć się sobą. Pani Sznytek też pewnie zajmowała się
                              innymi, a nie sobą. A już lepszym przykładem jest mama Gieniusi.
                              Też wykazywała szczerą troskę o innych i wiemy, że niestety nie umiała
                              robić tego właściwie.
                              • the_dzidka Re: Znalazłam 24.11.06, 11:05
                                > Nie, nie pean. Zajmowanie się innymi, a nie sobą nie jest dobre
                                > samo w sobie.

                                Ale Gaba NIE zajmuje się innymi, mimo że tak nam - ustyma Laury ;) - wmawia
                                autorka. Na tym wic polega, nie tylko w CP, o czym tu już wielokrotnie...
                                A co do tego, że zajmowanie sie innymi zamiast soba, nie jest dobre - pełna
                                zgoda. Złoty srodek znajdź.
                                • zgred1967 Re: Znalazłam 25.11.06, 01:12
                                  the_dzidka napisała:

                                  > Ale Gaba NIE zajmuje się innymi, mimo że tak nam - ustyma Laury ;) - wmawia
                                  > autorka. Na tym wic polega, nie tylko w CP, o czym tu już wielokrotnie...

                                  Autorka mówi, że Laura myśli, że Gaba jednak jakoś się zajmuje.
                                  I skoro nigdzie nie jest napisane, że było inaczej, to wypada
                                  przyjąć taką wersję. MM nie pisze, że Laura myśli, że Gaba zajmuje
                                  się w sposób wystarczający. Więc pewnie i to prawda.
                                  Ten niby pean, to może pretensja o nieokazywanie uczuć???
                            • laura-gomez Re: Znalazłam 27.11.06, 10:49
                              "A moze mama swiadomie zamotała wokół niej sieci, oplotła jej dusze swoim
                              > Seneką, swoim Mickiewiczem, swoją ulubioną muzyką, swoim schodzeniem z drogi
                              i
                              > swoją dyskrecją, i tymi swoimi spojrzeniami pełnymi cichego wyrzutu (...).
                              > Innym matkom przynajmniej wyraźnie zależy na córkach: robia awantury,
                              > wrzeszczą, bija, wydaja zakazy i nakazy, wyrzucaja z domu - a ta nic.(...)
                              Sama
                              >
                              > tylko nagle pobudzi maciejkę, obudzi wspomnienia, wzbudzi watpliwości, albo
                              > podsunie książkę, a wszystko- na odległość".
                              > Wcześniej zaś autorka pisze "Mama była pogodna i zrównowazona, optymistyczna
                              i
                              > racjonalna. Czasem - zwykle z powodu Laury, oczywiscie - pojawiał sie w jeje
                              > oczachwyraz cierpienia. To było nieznosne i meczące, utrudniało kontakt,
                              > skłaniało do uczieczki albo przynajmniej - do szorstkich słów. Niezwykle
                              trudno
                              >
                              > było ta chodzacą doskonałość wyprowadzić z równowagi (...). Po namyśle Laura
                              > musiała przyznać, że mama w ogóle nie mowiła o sobie. Mówiła o innych.
                              Myślała
                              > o innych. Zajmowała się innymi, nie sobą."
                              > I co - nie pean?

                              pean to słowa uwielbienia, a Laura nigdy swojej matki nie wielbiła; jako jedna
                              z nielicznych osób dostrzegała jej wady.
                              gdyby Gaba od czasu do czasu potrafiła ukarać swoją córkę za złe zachowanie,
                              Laura nie wyrosłaby na taką rozkapryszoną panienkę. słowa "inne robią awantury,
                              wrzeszczą, bija, wydaja zakazy i nakazy, wyrzucaja z domu - a ta nic" nie są
                              wcale dla Gaby pochlebne, bo czasem matka musi umieć się postawić
                              • ginestra Re: Znalazłam 27.11.06, 12:39
                                Bardzo podoba mi się to Twoje spostrzeżenie lauro-gomez, ja też tak myślę, że W
                                ISTOCIE, to zachowanie Gaby nie było właściwe. Myślę i ja, że powinna była też
                                czasem postawić córce granice, pokazać jej też WŁASNE granice, być tym
                                kochającym, ale jednocześnie stanowczym rodzicem, który stara się (wszak nikt
                                nie jest doskonały i może tylko się starać, ale ważne by to robił!) pokazywać
                                świat i dawać dziecku poczucie bezpieczeństwa przez dawanie zakazów i
                                okazywanie stanowczości i czasem, w sytuacjach kiedy dziecko bada gdzie jest ta
                                granica i przeciąga strunę coraz bardziej, to matka nawet musi wręcz ryknąć lub
                                zrobić coś naprawdę bardzo zdecydowanego, żeby pokazać: "niestety, ale TU jest
                                ta granica, której szukałaś i niezależnie od tego co sobie o tym myślisz, ta
                                granica tu JEST i tyle, a ja Cie wciąż kocham mimo Twojego okropnego zachowania
                                i Twoje bezpieczeństwo i dobrostan są mnie najważniejsze, i właśnie dlatego tę
                                granicę stawiam, bo kocham Cię nad życie". Tego naprawdę brakowało Laurze -
                                takiej kochającej całą sobą matki, określonej, nie rozmytej, okazującej uczucia
                                (wszelkie!), i stawiającej granice. A już NAJGORSZĄ rzeczą, którą robiła Gaba
                                były te "spojrzenia pełne cichego wyrzutu", "wyraz cierpienia w oczach z powodu
                                córki" - czyli karanie Laury właśnie wzbudzaniem w niej poczucia winy, które
                                magazynuje się w psychice dziecka i w dorosłym życiu staje się przyczyną
                                poważnych jego problemów. Czyli: wzbudzanie poczucia winy, zamiast
                                wytłumaczenia, pokazania granic, pokazania swoich uczuć (też złości,
                                rozczarowania itp.), zamiast mówienia otwartym tekstem dziecku o danej sytuacji
                                i zamiast przekazu: "zachowujesz się źle i to Twojemu zachowaniu (konkretnie
                                opisanemu) teraz się sprzeciwiam, ale Ty sama jesteś dobra i Ciebie kocham", a
                                ten "wyraz cierpienia w oczach" jest takim komunikatem, że matka przez dziecko
                                cierpi, więc ono jest złe i czuje się ono (nie umiejąc nawet tego nazwać,
                                nieświadomie) najgorszym potworem świata, dla którego nie ma nadziei. To było
                                moim zdaniem najgorsze, plus pokazywanie siebie = wzorca matki, wzorca kobiety,
                                jako osoby "unicestwiającej się", "poświętliwej", żyjącej w imperatywie, że
                                inni są ważniejsi niż ona sama! Jest to, na głębszym poziomie, też przyzwolenie
                                na to, by inni nas krzywdzili i toruje to drogę do "syndromu wyuczonej
                                bezradności" czyli czegoś takiego, że ktoś nie broni się, choć może. I
                                dostosowuje się do innych, i cierpi, ale pozwala innym na wszystko. Oczywiście
                                w chwili obecnej, Gaba nie trafiła na kogoś kto by ją krzywdził, ale kto wie
                                jak potoczą się losy jej córek i dobrze by było gdyby mogły się identyfikować w
                                sobie samych z postawą kobiety określonej, potrafiącej zauważać swoje potrzeby
                                i uczucia i robić coś też w swoim interesie, potrafiącej odmawiać i nie
                                przywiązanej do swojego "świętego" wizerunku.

                                Natomiast, lauro-gomez, ja ten fragment refleksji Laury w Śmiełowie mimo
                                wszystko odebrałam tak, że Laura mówi to bez świadomości tej "patologiczności"
                                matki, tylko jeszcze wciąż z pozycji takiego dziecięcego rozżalenia i poczucia
                                winy, że ta matka naprawdę jest wspaniała i jest - denerwującym, ale
                                niekwestionowanym - ideałem, że oto objawiała w tych wszystkich zachowaniach
                                mądrość i potrafiła Laurę tym "podejść" nic jej nie narzucając tylko "oplatając
                                maciejką i poezją". I Laura złości się, ale jakby bez kontaktu z tą częścią
                                siebie, która potrafiłaby Gabę prawdziwie ocenić. I czytając CP mam nieodparte
                                wrażenie, że o tej "subtelnej mądrości" i idealności Gaby przekonana jest też
                                Autorka, i że jest to niestety "pean"...
                                Takie mam wrażenie.. Pozdrawiam!
                                • anutek115 Re: Znalazłam 27.11.06, 18:27
                                  Zgadzam się z każdym słowem, Ginestro! Zwłaszcza ze spostrzeżeniem, że
                                  najgorsze, co mogła Gaba zrobić dziecku to spojrzenia pełne wyrzutu, i to
                                  milknięcie z oczami pełnymi łez - a jest to jej standardowe postępowanie.
                                  Dodam tylko, że mnie bardzo zdenerwowało zestawienie - albo Gabrysia, do obłędu
                                  dyskretna, oplatająca maciejką, podsuwająca lektury, wszystko mimochodem, albo
                                  "normalna matka, która wrzeszczy, zakazuje i bije". Niby wiem, że to myśli
                                  rozżalonej Laury, ale i tak nie podoba mi się to zestawienie, tak jakby nic nie
                                  było pomiędzy, jakby matki nie tak dyskretnie nieobecne jak Gabrysia musiały lać
                                  swoje pociechy, żeby okazać swoje matczyne zaangażowanie!
                                  I równiez mam wrażenie, że Laura nie krytykuje swej matki - ona chyba powoli
                                  poddaje się myśli, że Gabrysia czyniła dobrze, tylko ona, Laura, pojmowała to
                                  nie tak, jak trzeba. Że skoro WSZYSCY widzą Gabę inaczej niż Laura, to przecież
                                  niemożliwe, że ci wszyscy się mylą...
                                  • dakota77 Re: Znalazłam 27.11.06, 18:59
                                    anutek115 napisała:

                                    > I równiez mam wrażenie, że Laura nie krytykuje swej matki - ona chyba powoli
                                    > poddaje się myśli, że Gabrysia czyniła dobrze, tylko ona, Laura, pojmowała to
                                    > nie tak, jak trzeba. Że skoro WSZYSCY widzą Gabę inaczej niż Laura, to przecież
                                    > niemożliwe, że ci wszyscy się mylą...

                                    Ja tez tak odebralam ten fragment. Laura dojrzewa do zrozumienia, jak cudowna istota jest jej matka, i
                                    ze ona tego po prostu wczesniej nie rozumiala.
                                    • ginestra Re: Znalazłam 27.11.06, 20:05
                                      Jakie to szczęście, że Laura wybiera się na psychologię - może to ją zawróci w
                                      dobrym kierunku i pomoże dostrzec i przepracować to co w rodzinie było nie tak
                                      i uwolnić się od tego, a tym samym zawalczyć o samą siebie. Tak by można było
                                      przynajmniej powiedzieć gdyby była żywą osobą, a tak, to nie wiem czy pani MM
                                      jej na to pozwoli.. :(

                                      Pozdrawiam!

                        • laura-gomez Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 13:43
                          ale nie w ten sposób, w jaki powinno
                          • verdana Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 14:15
                            A ja się zastanawiam, jak MM moze nie widzieć sprzeczności opisu postaci
                            (Gabrysia myślaca i żyjaca tylko dla innych) z tym, co dzieje się w książkach.
                            Gabrysia, ktora dbając o siebie i tylko siebie nic nie mowi dziecku o jego
                            ojcu. Gabrysia, która problemy Laury rozpatruje wyłącznie ze swego punktu
                            widzenia (nie Laura ma kłopoty - tylko ja mam kłopoty z Laurą). I wreszcie
                            Gabrysia, ktora zaniedbuje syna, zajmując się - no własnie...
                            Co własciwie robi Gabrysia, oprócz myślenia i martwienia się? Bo tak, jak teraz
                            myślę - to ona nic nie robi!
                            • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 17:10
                              verdana napisała:

                              > A ja się zastanawiam, jak MM moze nie widzieć sprzeczności opisu postaci
                              > (Gabrysia myślaca i żyjaca tylko dla innych) z tym, co dzieje się w książkach.

                              Mylisz pojęcia. To nie był opis Gabrysi. To był opis myśli Laury.

                              > Gabrysia, ktora dbając o siebie i tylko siebie

                              Na jakiej podstawie wysuwasz ten absurdalny zarzut?
                              Sprzeczny w dodatku z zarzutem, że Gaba dbała tylko o innych.

                              > nic nie mowi dziecku o jego ojcu.

                              Bo nie ma nic dobrego do powiedzenia.
                              A co Ty byś dobrego o Pyziaku powiedziała?

                              > Gabrysia, która problemy Laury rozpatruje wyłącznie ze swego punktu
                              > widzenia (nie Laura ma kłopoty - tylko ja mam kłopoty z Laurą).

                              Cytat, poproszę.

                              > I wreszcie
                              > Gabrysia, ktora zaniedbuje syna, zajmując się - no własnie...
                              > Co własciwie robi Gabrysia, oprócz myślenia i martwienia się? Bo tak, jak teraz
                              >
                              > myślę - to ona nic nie robi!

                              Jak byś miała troje dzieci, to byś wiedziała.
                              • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 17:35

                                > verdana napisała:

                                > > nic nie mowi dziecku o jego ojcu.

                                zgred1967 napisał:

                                > A co Ty byś dobrego o Pyziaku powiedziała?

                                Dziecku nalezalo sie troche informacji o ojcu, niezaleznie od tego, czy byl
                                dobry czy zly. Laura po prostu miala prawo do tej wiedzy. Decyzja Gabrysi, zeby
                                nic nie mowic o Pyziaku nie byla madra. Wynikala chyba tylko z urazonej dumy,
                                ale na pewno nie brala pod uwage dobra dziecka.
                                • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 25.11.06, 01:22
                                  Trochę informacji o ojcu?
                                  Jakich, przepraszam, bo to ważne?
                                  Moim zdaniem to właśnie było dla dobra dziecka!
                                  Lepiej, żeby nic nie wiedziało, niż żeby wiedziało
                                  o nim złe rzeczy, bo wtedy mogłoby czuć się gorsze.
                                  Nawet od tych, których ojciec też zostawił, ale w sposób
                                  bardziej cywilizowany.
                                  Urażonej dumy absolutnie nie podejrzewam.
                              • elwinga Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 18:18
                                > Jak byś miała troje dzieci, to byś wiedziała.

                                :)))
                                Gdybyś był na tym forum nieco dłużej, wiedziałbyś, że Verdana ma troje dzieci.
                                Oraz habilitację.
                                Jak Gabrysia.
                              • verdana Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 18:29
                                Pudło!!!
                                Mam TROJE dzieci i jestem docentem. Więc naprawdę wiem.
                                • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 25.11.06, 01:28
                                  No to trafiłem, jak kulą w płot.
                                  Gratuluję dzieci i stanowiska.
                                  Tylko skąd w Tobie tyle zaciekłości w krytykowniu
                                  Gaby. Jak można zarzucać jej, że nic nie robi?
                              • dakota77 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 19:27
                                Zgredzie, czepiasz sie tak mocno, ze przestajesz czytac ze zrozumieniem. Nikt tu nie zarzuca Gabrysi,
                                ze dbala o innych. Tak kaze nam ja postrzegac autorka, tak o niej mysla Borejkowie, lacznie z Laura,
                                jak widac po cytowanym wczesniej fragmencie. I na tym wlasnie polega problem- na rozbieznosci
                                miedzy tym, co mamy o niej myslec, a tym, co Gabrysia robi. W ostanich tomach niespecjalnie mysli o
                                innych, na pewno nie o wlasnych dzieciach.
                                No i jak ci juz wykazano- zarzut pod adresem Verdany, ktora jakoby nie ma pojecia jak to jest byc
                                matka trojki dzieci mocno nietrafiony. A Gabrysia na pewno nie spedza ostatnio czasu zajmujac sie
                                dziecmi ( jakos nie szukala IG, gdy uciekal przed szerszeniami, na przyklad)
                                • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 25.11.06, 01:36
                                  Autorka nam nic nie każe.
                            • wierszyk-pana-leara Re: nastawienie i widzenie - post verdany 23.11.06, 22:16
                              Wydaje mi się,że wiem dlaczego nie możemy się porozumieć- interpretujesz
                              wypowiedzi bohaterów, jako poglądy Autorki. Wg. mnie MM nigdy nie opisywała
                              RODZINY WZORCOWEJ
                              ani nie stawiała przed oczy jakiejś, psia kostka MATRYCY MATKI IDEALNEJ

                              jeśli sie mylę - zacytuj proszę opinię głoszoną przez NARRATORA
                              WSZECHWIEDZĄCEGO ( nie postać! ) , z której dowiadywalibyśmy się, że -rodzina
                              Borejków , Mila albo Gabrysia to chodzacy wzór cnót .

                              Ta niespójność w przedstawianiu postaci,o której piszesz, wynika z zabiegu
                              literackiego, przedstawiania człowieka z różnych perspektyw. Widzimy np. Gabę w
                              oczach córki, siostrzeńca, mamy, siostry, przyjaciela. Moim zdaniem taka
                              perspektywa z różnych ujęć wzbogaca obraz.
                              • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie - post verdany 23.11.06, 23:29
                                a tak, od czapy, a raczej od "Zaby":

                                "– Inna rzecz – zauwazyla Gabrysia, jak zwykle sprawiedliwa niczym matka Grakchów – ze w istocie Fryderyk znalazl sie miedzy Scylla a Charybda. Tu stypendium, tam ciaza."

                                czy wyrazona przez NARRATORA _OPINIE_ o Gabie mozemy uznac za Opinie Narratora? i czy jest to opinia wielce pozytywna?

                                z tej samej Zaby, akapit wczesniej:

                                "– Nie chce mi sie wstac. Jestem skonana. (Ida)
                                – Moge ci podac noge. Najwyzej noge - wyglosila Gabrysia i juz sie krzatala przy kuchence: odruchowo gotowa do pomocy, nieustajaco troskliwa najstarsza siostra - wysoka, szybka, zawsze usmiechnieta i nieuczesana"

                                to tak a propos tego narratora, co to opinii nie wyglasza. chyba ze znow nie pamietam, kto to taki narrator, co tez byc moze.
                                • dakota77 Re: nastawienie i widzenie - post verdany 24.11.06, 08:53
                                  To chyba ja tez nie paamietam, kim jest narrator, bo podane przez ciebie cytaty dla mnie zdecydowanie
                                  sa wyglaszane przez narratora:). I wcale nie wychwalaja Gaby pod nibiosa, prawda?:)
                                • wierszyk-pana-leara Re: nastawienie i widzenie - post verdany 24.11.06, 18:23
                                  EEEe, no! Nie pisałam przecież, że narratora w Jeżycjadzie nie ma. Jest, a jego
                                  opinie są bardzo dla Gabrieli pochlebne.

                                  Co moim zdaniem nie oznacza, że osoba uczynna, troskliwa i empatyczna jak Gaba,
                                  NIE MOŻE MIEĆ TRUDNOŚCI W MÓWIENIU O SWOICH UCZUCIACH.

                                  Gaba o swojej zawiedzionej miłości , o sercu, które zostało jej zwrócone, po
                                  wytarciu w nie butów, nie potrafiła mówić z nikim, ani z siostrami, ani
                                  rodzicami , ani z córkami.
                                  A poza tym, czy osoba posiadająca szereg cnót, nie ma prawa do błędu? Mylić się
                                  nie może? Nawet w bajkach nie występują takie postacie. Co ja mówię w bajkach?
                                  nawet James Bond popełnia czasem błędy, na szczęście na tyle małe,że zdąży po
                                  raz kolejny uratować naszą planetę.
                                  Dajmy wiec szansę popełniania błedów i bycia patologiczną( he,he) matką
                                  Gabrieli Borejko. Co będziemy dziewczynie żałować!
                                  • the_dzidka Re: nastawienie i widzenie - post verdany 24.11.06, 22:36
                                    > A poza tym, czy osoba posiadająca szereg cnót, nie ma prawa do błędu? Mylić
                                    się nie może? Nawet w bajkach nie występują takie postacie. Co ja mówię w
                                    bajkach?
                                    (...)
                                    > Dajmy wiec szansę popełniania błedów i bycia patologiczną( he,he) matką
                                    > Gabrieli Borejko. Co będziemy dziewczynie żałować!

                                    Wierszyku :)
                                    Cały czas rozmawiamy IMHO o dwóch różnych sprawach. I to a dodatek ta kwestia
                                    przewija się tutaj już od niepamiętnych czasów, chyba od JT.
                                    Nie chodzi o to, ze Gaba nie ma prawa do błędów. I nie o to, ze nie umie mówić
                                    o swoich klęskach (ja tez nie umiem - inna sprawa, że źle na tym wychodzę).
                                    Nawet nie o to, że bywa niesprawiedliwa i egocentryczna. To wszystko jej wolno,
                                    jak każdej i każdemu z nas.
                                    Chodzi natomiast o to, że mimo, że wiemy, że Gaba nie jest wzorem cnót i
                                    doskonałości, to właśnie jako wzór cnót i doskonałości jest przedstawiana
                                    opinią narratora. Chodzi o to, o czym mowa była wielokrotnie, także w tym
                                    wątku: Gaba, jaka jest, każdy widzi - a jednoczesnie Gaba wg MM jest czuła,
                                    troskliwa, "uważająca", chętna do pomocy, rodzinna, ukochana, tolerancyjna,
                                    mądra, dobra, zrównoważona... etc. No jak jest, jeśli nie jest?
                                    Gaba, kochająca swojego synka, która jednocześnie lekceważy (do znudzenia już
                                    wałkowaną tutaj) sprawę z szerszeniami? Która w ogóle nie przejmuje się tym, że
                                    jej syn ucieka w siną dal, rycząc z przerażenia i ginie na resztę dnia? Wiesz
                                    co, ja nieprzepadam za dziećmi, własnych nie mam - ale kiedy oddano mi pod
                                    opiekę rodzinnego siedmiolatka, który skąpał się w fontannie w środku dnia,
                                    natychmiast poleciałam go wysuszyć, dać mu coś ciepłego do picia, skombinowac
                                    zamienne gatki i bluzeczkę...
                                    OK, powiesz, ze to dlatego, że on nie był mój, i czułam się za niego podwójnie
                                    odpowiedzialna. Ale nie wyobrażam sobie, zeby w analogicznej sytuacji jego
                                    własna matka go olała.
                                    A już w takiej sytuacji, jak ta z Ignacym Grzegorzem...
                                    • wierszyk-pana-leara Re: nastawienie i widzenie - post verdany 24.11.06, 23:20
                                      Dzidko!
                                      Jestem, tu rzeczywiscie od niedawna i zanim się włączyłam do rozmowy
                                      przeczytałam tylko ostatnie kilkaset postów, nie wiedziałam, że niegodziwcy,
                                      męczycie tu Gabrielę od dwóch lat!

                                      Sytuacja z szerszeniami rzeczywiscie jest do Gaby zupełnie niepodobna, ale
                                      mogło być tak (kombinując z psychologicznego punktu widzenia ):
                                      *Gaba chciała, za małym lecieć, ale rodzina ją powstrzymała - w ramach
                                      hartowania histeryka .
                                      *Gabriela jednak porzuciła ciepłe naleśniki i mitygującą ją rodzinę i za
                                      synkiem pobiegła, ale sie rozminęli, o co w lesie nie tak trudno. Zanim
                                      dobiegła do jeziora,
                                      on ci już był użądlon
                                      i do Tatusia Dianki odwiezion.
                                      Potem, Ignaś wysłała uspokajającego SMSa. Gaba dzwoni do domu i upewnia się,
                                      czy z małym wszysko OK. Pyta- zauważ NIE WIEDZĄC, że go jednak ten szerszeń
                                      ugryzł.
                                      Poza tym,jeśli chłopina wpadał w wibrację ze strachu i obrzydzenia na widok
                                      KAŻDEGO owada- to jego lek przed szerszeniami, nie robi już na rodzinie zbyt
                                      mocnego wrażenia.
                                      • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie - post verdany 24.11.06, 23:29
                                        > Poza tym,jeśli chłopina wpadał w wibrację ze strachu i obrzydzenia na widok
                                        > KAŻDEGO owada- to jego lek przed szerszeniami, nie robi już na rodzinie zbyt
                                        > mocnego wrażenia.
                                        dowodzi to jednakowoz wielkiej wrazliwosci owej rodziny, tudziez glebokiego zrozumienia dla biednego Miagwy. lek przed owadami nie bierze sie z niczego - ma chyba podloze biologiczne, jak mniemam. bezkregowce (zeby nie zawezac do owadow) bywaja niebezpieczne. nie sadze, coby sie Miagwa bal muchy, ale lek przed pszczola wydawa mie sie zrozumialy :) wiec jesli Bominki/Murejki maja w dupiu Ignasiowe strachy, to niezbyt ladnie z ich strony. a niech im skolopendra wylezie z koszyczka piknikowego, a obaczym, jakie z nich gieroje.
                                        • wierszyk-pana-leara Re: nastawienie i widzenie - post verdany 24.11.06, 23:37
                                          chłopie! on się bał/brzydził nawet motyla!
                                          • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 00:51
                                            and your point is..? :) tzn. gdyby sie bal nawet najmniejszego, najbardziej milusiego szczeniaczka, nikt by okiem nie mrugnal w razie ataku pitbulla? :)

                                            ja tam osobiscie uwielbiam motyle, ale to gra slow zrozumiala tylko we wloskim ;)
                                            • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 01:47
                                              Makaron kokardki?
                                              • ginestra Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 14:59
                                                A może reddy4freddy miał na myśli kobiety? Tak się o nich mówi we Włoszech w
                                                sensie żartobliwym i w tymże sensie określenie to jest nawet sympatyczne, choć
                                                raczej aluzyjne (synonimem byłaby "dziewczyna mało poważna" = "ragazza poco
                                                seria" jak mówią Włosi, żeby było bez urazy i eufemistycznie / lub słownikowo
                                                definicja "motyla" (farfalla), to osoba beztroska i zmienna, taka "z kwiatka na
                                                kwiatek"). To piszę dla forumowiczów. :) Ale gdzieś w tle w tym słowie wyczuwa
                                                się znaczenie bardziej dosadne.

                                                No i sama nie wiem czy chodzi o te dziewczyny czy o ten pyszny makaron :) Jedno
                                                i drugie super.. :)



                                                • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 23:32
                                                  zdecydowanie mial na mysli kobiety ow niepoprawny r4f :) aluzje wyczuwasz bezblednie, ale nie bede sie tu zapuszczac na lingwistyczne manowce :) natomiast co do farfalla=una tipa poco seria to az spytam, nie spotkalem sie z tym jeszcze, moze wyszlo z obiegu, albo rozmawiam o dziewczynach z niewlasciwymi osobami :) na wszelki wypadek przyjmijmy, ze chodzi o makaron ;)(chociaz, jak slusznie stwierdzil zgred, w Polsce przyjelo sie nazywac go "kokardki")
                                                  • ginestra Re:farfalle, makarony i inne owady 26.11.06, 23:10
                                                    :))

                                                    Fajna odpowiedz :) Kobiety zatem, makaron tez!
                                                    Co do manowców lingwistycznych, to ja ubolewam nad brakiem kontaktów z żywym
                                                    językiem :(, jeśli nie liczyć telewizji włoskiej, ale niestety nie jest zbyt
                                                    zachęcająca i trudno przy niej wytrzymać za długo. O tej "ragazza poco seria"
                                                    powiedziała mi kiedyś (ale nie tak znów dawno) koleżanka od wielu lat zamężna z
                                                    Włochem, że oni tak mówią. A z kolei z luźnej korespondencji z Włochem bardzo
                                                    niedawno dowiedziałam się, że farfalla (motyl - przyp.dla forumowiczów), a
                                                    raczej: farfallone, mówi się też na faceta (niestałego w uczuciach). Zerknęłam
                                                    do słownika Zingarelli i on podał ogólnie "farfalla - persona leggera e
                                                    volubile". Jestem bardzo ciekawa aktualnych, żywych rozwiązań językowych
                                                    (wszelkich, nie tylko motylich), no cóż, nie ma wyjścia, muszę się tam chyba
                                                    znów wybrać.. :) Nie chcąc zanudzac forumowiczów mam nadzieję, że jednak mi
                                                    wybaczą te italianistyczne dygresje..
                                                    Pozdrawiam serdecznie i ja też solidaryzuję się z biednym Ignacym Grzegorzem
                                                    nie lubiącym owadów. (Nie jest w tym odosobniony - mam koleżankę, która
                                                    powiedziała mi kiedyś, że motyle mają piękne skrzydła, ale
                                                    obrzydliwy "środek".. [ciekawe co by na to powiedział sam motyl?!], a ja motyle
                                                    to jeszcze lubię, ale usunięcie leżącej zdechłej ćmy, nawet przy użyciu
                                                    szufelki i szczotki czy innych papierów to dla mnie nie lada wyczyn - wstrząsa
                                                    mnie organicznie i w ogóle - brr)
                                                    Pozdrawiam zatem!!
                                                  • ready4freddy Re:farfalle, makarony i inne owady 28.11.06, 12:58
                                                    odpowiedzialem Ci rowniez na maila gazetowego, zeby nie nudzic innych tymi rozwazaniami :) ale nie wiem czy doszlo (za pierwszym razem nie doszlo, na ten przyklad). daj znac :)
                                                  • ginestra Re:farfalle, makarony i inne owady 28.11.06, 16:06
                                                    Dzieki bardzo, doszło! :)
                                                    Odpisałam nawet, ale ponieważ mam niewielką wprawę z tą konkretną skrzynką
                                                    (rzadko do niej zaglądałam), to nie wiem czy z kolei Ty otrzymałeś moją
                                                    odpowiedź, bo nie mam jej w wysłanych.
                                                    Ale tak czy owak będziemy w kontakcie. Pozdrawiam!
                                    • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 01:43
                                      the_dzidka napisała:

                                      > Nawet nie o to, że bywa niesprawiedliwa i egocentryczna.

                                      A czy jest na to inny przykład, niż wpadka z szerszeniami?
                                      Bo jeśli nie, to nie bywa.
                                • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 01:40
                                  Odpowiedź na post R4F z 23.11.06, 23:29

                                  Można być "zwykle sprawiedliwą"
                                  i "odruchowo gotową do pomocy, nieustajaco troskliwą"
                                  i nie umieć wychować dzieci. Vide wczesna mama Gieni.
                                  • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie - post verdany 25.11.06, 09:54
                                    > Można być "zwykle sprawiedliwą"
                                    > i "odruchowo gotową do pomocy, nieustajaco troskliwą"
                                    > i nie umieć wychować dzieci. Vide wczesna mama Gieni.

                                    no pewnie, ze mozna. tylko ja nie o tym. zacytowalem te akurat fragmenty, zeby pokazac, w jaki sposob postaci opisywane sa przez narratora, zeby zadac klam twierdzeniom o braku takowych (pozytywnych wielce) opisow?
                    • ready4freddy Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 14:12
                      > Sprawdzę to. Dziś. W księgarni.

                      przepraszam, wy tu kolego po lini ZAiKSu czy wydawnictwa Akapit, ze tak
                      nachalnie z ta "ksiegarnia"? w zadnej ze znanych mi sieci p2p nie widzialem CP
                      (co swoja droga powinno byc jakims wyznacznikiem - knotow nigdy nie piraca, hi
                      hi), jesli to cie to uspokoi, wiec ani chybi wszyscy jej czytelnicy posiadaja
                      ksiazke, badz tez ja wypozyczyli/znalezli/odebrali miagwopodobnemu kuzynowi.
                      chillax, maaan...
                      • zgred1967 Re: nastawienie i widzenie 23.11.06, 16:42
                        :))))))))))))
                        Ale nieporozumienie...
                        Ja po prostu mam większe szanse wyrwać 2 minuty
                        nad książką, jak i tak będę w księgarni, niż w domu,
                        niestety. Ale chyba nie muszę.
                        A teraz udaję się czytać, co tam Koleżanki
                        za peany znalazły.


                        ====
                        Ja się na tym nie znam i dlatego mogę być obiektywny.
    • wierszyk-pana-leara o politycznej poprawnosci i nie tylko 23.11.06, 21:43
      Z całej interesującej wypowiedzi kaliny_81, która pisze w przyszpilonym wątku
      o swoim odbiorze ksiażek Musierowicz, o tym jak zachwyca ją niejednoznaczność
      postaci kreowanych przez MM, co sądzi o sposobie opisu bohatera z różnych
      perspektyw, wyciąga się jedną rzecz:
      kalina_81 pisze, że gardzi dysmózgowcami( ujmując rzecz w skrócie)

      Tu włącza się w głowie alarm wielu osobom. Mnie też. W imię poprawności
      politycznej - ochrony grup mniejszości przed uogólniającymi ocenami ( nie każdy
      dyslektyk, to przecież leń i oszust)- kalina_81 zostaje surowo skarcona .

      Te same osoby, które tak bronią honoru hipotetycznego dyslektyka, posądzają
      Panią Musierowicz o snobizm i pogardę dla ludzi niewykształconych.

      Czasem bywa to zabawne - np. wtedy gdy szprota cieszy sie,że ona (szprota )
      wie,że łysoczaszki mogą być wartosciowymi ludźmi i mają swoją opowieść, a MM,
      tego biedula nie wie...

      albo zaczyna być groźne, kiedy verdana autorytatywnie stwierdza:
      >książki MM przesiąknięte są pogardą i pisane dla czytelników, którzy gardzą
      ludźmi,którzy nie obracają się w kregach kultury wyższej. Nie ważny jest
      charakter, ważna jest erudycja<

      ta wypowiedź, za jednym zamachem obraża Autorkę Jeżycjady i mnie -czytelnika.

      Po tym brutalnym dorobieniu gęby MM, która jakoby była snobką i gardziła tymi,
      co Mickiewicza nie czytają, część ludzi - choćby tych , którzy przedstawiają
      się w przyszpilonym wątku, natychmiast zaczeła WIEDZIEĆ ( cud jakiś, czy co?)
      co też, pani MM ,by o nich pomyślała, co by Jej się w nich spodobało, a co nie.

      Dla mnie to groźniejsze, niż wszystkie szerszenie literackiego świata.
      • verdana Re: o politycznej poprawnosci i nie tylko 23.11.06, 22:04
        A pani Musierowicz nie gardzi tymi, którzy Mickiewicza nie czytaja?
        Gardzi. Exemplum - Bodzio.
        I patrz dialog strona 17o-171.
        • verdana Pan Lear 23.11.06, 22:13
          "Jak miło jest znać Pana Leara,
          co tyle nabazgrał bazgranin.
          Niektorzy niezmiernie go cenią,
          a inni zas maja go za nic".
          Szczególnie miłośnicy pana Leara powinni wiedziec, ze tak wlasnie wyglada
          krytyka. Niektorzy niezmiernie cenią. A inni nie cenią. A jeszcze inni cenią,
          ale maja za złe.
          Tak to już jest.
          • wierszyk-pana-leara Re: Pan Lear 23.11.06, 22:19
            Naprawdę uważasz Laurę, za alter ego autorki????
            • dakota77 Re: Pan Lear 23.11.06, 22:25
              Czasem przeciez nie jest tak, ze zawsze jedna postac przedstawia calosc pogladow autorki. Normalnie
              Laura nie jest alter ego czy porte parole autorki, ale tutaj, w Smielowie, gdy docenia to, co o
              Mickiewiczu przekazala jej matka- moim zdaniem jest.
            • dakota77 Re: Pan Lear 23.11.06, 22:25
              Cztery wykrzykniki? Powaznie?:)
              • wierszyk-pana-leara Re: Pan Lear 24.11.06, 21:48
                no, zasadniczo miały być czterdzieści i cztery, ale jak mi się beret mohairowy
                za nisko na oczy nasunie, to są takie właśnie skutki.
          • ready4freddy Re: Pan Lear 23.11.06, 22:49
            ooo! inne tlumaczenie! ja znam to z "antologii poezji niepowaznej" St. Baranczaka:
            Jakze milo jest znacz pana Leara,
            ktory tworczosc swa tworzy tak tworczo!
            Choc niektorzy go maja za zbira,
            inni rzadziej nan burcza lub furcza :)
            • zgred1967 Re: Pan Lear 25.11.06, 01:54
              Wujek Staszek rulez!
          • zgred1967 Re: Pan Lear 25.11.06, 01:53
            verdana napisała:

            > "Jak miło jest znać Pana Leara,
            > co tyle nabazgrał bazgranin.
            > Niektorzy niezmiernie go cenią,
            > a inni zas maja go za nic".
            > Szczególnie miłośnicy pana Leara powinni wiedziec, ze tak wlasnie wyglada
            > krytyka. Niektorzy niezmiernie cenią. A inni nie cenią. A jeszcze inni cenią,
            > ale maja za złe.
            > Tak to już jest.

            Krytyka nie polega na przypisywaniu pogardy.
        • zgred1967 Re: o politycznej poprawnosci i nie tylko 25.11.06, 01:51
          verdana napisała:

          > A pani Musierowicz nie gardzi tymi, którzy Mickiewicza nie czytaja?
          > Gardzi. Exemplum - Bodzio.

          Implikacja nie w tę stronę, siostro.
          To, że Bodzio nie czyta, to najmniejszy problem.
          Jak gardzi, kiedy nie gardzi?
          • verdana Re: o politycznej poprawnosci i nie tylko 25.11.06, 15:09
            Ale że Wolfi nie czyta, to już problem, czyż nie?
            No i poczytaj sobie, co Laura myśli i mówi o nieczytających Mickiewicza.
            szacunku tam nie znajdziesz.
            • wierszyk-pana-leara co Lura myśli i mówi , a o czym pisze verdana 25.11.06, 23:10
              Ciągle jesteśmy w tym samym miejscu, że aż chce mi się strawestować Szymborską,
              a jak już mi sie chce strawestować Szymborską, to sobie strawestuję:

              NIE- krzyczy Wierszyk i tupie tyloma nogami
              iloma rozporzadza- w tak wielkiej rozpaczy,
              że mało by tu było i sześciu nóg chrabąszcza.
              • wierszyk-pana-leara Lura=Laura 25.11.06, 23:11
                • ready4freddy Re: Lura=Laura 25.11.06, 23:49
                  wydaje mi sie, ze wlasnie niechcaco ukulas doskonaly przydomek dla mojej "ulubionej" bohaterki :) od dzis konsekwentnie bede ja nazywac "Lura" :)))
        • laura-gomez Re: o politycznej poprawnosci i nie tylko 27.11.06, 10:58
          verdana napisała:

          > A pani Musierowicz nie gardzi tymi, którzy Mickiewicza nie czytaja?
          > Gardzi. Exemplum - Bodzio.
          > I patrz dialog strona 17o-171.

          a może to raczej Laura gardzi, a nie MM? wątpię, żeby Autorka utożsamiała się
          ze swoimi bohaterami, a juz napewno nie z Tygrysem
      • ready4freddy Re: o politycznej poprawnosci i nie tylko 23.11.06, 22:51
        co to sa lysoczaszki? i czy aby analiza tworczosci pani M. nie przeksztalca sie w analize analizy na forumie, tudziez walke klas?
    • wierszyk-pana-leara co myśli MM 23.11.06, 22:43
      Wiesz, gdybyśmy dyskutowały sobie na temat tego JAK pisze Małgorzata
      Musierowicz, to rzeczywiście odmienne zdanie inteligentnej, wyrobionej osoby
      byłoby dla mnie bardzo ciekawe , z chęcią rozmawiam/klikam na takie tematy.
      Jeśli jednak ,wystepujesz tu na forum jako ekspert od tego
      CO MYŚLI PANI MUSIEROWICZ,
      no to wybacz, ale przy głebokim ukłonie dla Twojej erudycji i wykształcenia
      nie jesteś dla mnie wiarygodna.
      Dlatego, jesli pozwolisz,
      będę jak ten pan, co ze zmartwienia
      zakupił sobie jelenia
      i pewnym pięknym ranem
      ujechał na nim w nieznane,
      by nie czuć już więcej zmartwienia.

      • verdana Re: co myśli MM 23.11.06, 23:01
        Wybacz, nikt nie wie CO MYŚli pani MM.
        Ale wszyscy widzimy, co pisze. A z kolei czytać to co pisze autor i nie
        zastanawiać się, co myśli i co chciał przekazać?
        To po co czytać? Nie lepiej obejrzeć Familiadę?
        • dakota77 Re: co myśli MM 23.11.06, 23:25
          Prawdziwi fani nie czytaja miedzy wierszami:). Prawdziwi fani kupuja to, co im sie stara opchnac.
          Widocznie wszelkie refleksje sa nie ma miejscu, a dyskusje na forum powinny zawierac li i jedynie
          peany pochwalne na czesc autorki:]
          • meduza7 Re: co myśli MM 24.11.06, 10:45
            Pozwolicie, że powrócę na chwilę do wątku Gabrysi, która myśli tylko o innych.
            Dziecko piątku, str. 98-99. Późna kolacja u Borejków, składająca się częściowo
            ze smażonych ziemniaków, a częściowo z grzanek zwanych cyklopami.
            "Wpadła Kreska, przyjaciółka i sąsiadka, pragnąc pożyczyć prasowalnicę do
            bielizny i wołając,że co prawda jadła już w domu, ale tutaj pachnie tak
            smakowicie, że chyba nie wytrzyma i pozwoli zaprosić się na coś ciepłego.
            Gabrysia rzuciła książkę na kredens, wyłączyla magnetofon, usmażyła Kresce
            jeszcze jednego "Cyklopa", po czym nagle zgłodniała i usmażyła sobie
            następnego, a w chwili, gdy go właśnie zdejmowała z patelni - do kuchni wszedł
            Grzegorz, z rozwianym włosem i oczami lśniącymi zza szkieł szlachetnym ogniem
            naukowym. Najpierw się schował na widok obcej kobiety, albowiem był tylko w
            spodniach i podkoszulku, a potem zaraz rozpoznał w obcej kobiecie Kreskę i
            wszedł do kuchni z powrotem, oznajmiając, że chyba zjadłby coś smażonego.
            Gabrysia podała mu swojego "Cyklopa", uspokajając go, że może jeść śmialo, bo
            ona może sobie przecież usmażyć następne jajko na grzance - po czym zajrzała do
            lodówki i stwierdziła, że jajek już nie ma, ani jednego, i odtąd jej
            największym zmartwieniem było: jak nie ujawnić przed mężem i resztą
            zgromadzenia, że dla niej nic już nie ma na kolację."
            • magda_b Re: co myśli MM 24.11.06, 11:05
              i? bo nie rozumiem czy to jest na inplus czy na inminus? :)
              • ready4freddy Re: co myśli MM 24.11.06, 14:09
                na plus oczywiscie, Gaba z glodu padnie, a innych napasie :)
                • nikadaw1 Re: co myśli MM 24.11.06, 16:05
                  będąc w ciąży.
                • the_dzidka Re: co myśli MM 24.11.06, 22:26
                  > na plus oczywiscie, Gaba z glodu padnie, a innych napasie :)

                  I co przyjdzie z tego jej, i rodzinie? :) Toż to egocentryzm ;) - takie
                  poświęcenie się niepotrzebne dla tych, którzy z efektów tego poswiecenia tylko
                  cierpieć będą :)
                  • wierszyk-pana-leara Re: co myśli MM 24.11.06, 23:25
                    >cierpieć będą < mając dodatkowe oko cyklopa odłożone w okolicy bioder na wieki?
                    • the_dzidka Re: co myśli MM 28.11.06, 22:11
                      > >cierpieć będą < mając dodatkowe oko cyklopa odłożone w okolicy bioder
                      > na wieki?

                      Nie, ale jak im się Matka Gracchów zagłodzi w imie robienia im dobrze? To jak
                      na tym wyjdą?
                      • wierszyk-pana-leara Re: co myśli MM 28.11.06, 23:56
                        Źle wyjdą, wiadomo. Zgred juz o tym pisał(o poświęcaniu się, bez troski o
                        siebie), ja tylko niecnota , zażartowałam, o tym obwodzie bioder.
                        Nie cierpię emotikonów, ale chyba się do nich przekonam, bo często jestem źle
                        zrozumiana.

                        No ,ale wydaje mi się, że największy problem Gabrieli ( prowadzony przez MM,
                        równiutko przez wszystkie tomy) to to, że nie umie Ona rozmawiać o swoich
                        uczuciach . Już Ida stawiała diagnozę, że to chore - mówiła to i jako lekarz, i
                        jako kobieta:) ( nie bolało, ale uczucie dziwne- o emotikonie mówię)
                        No i ta Gabina osławiona dyskrecja, kiedy nie chce wściubiać nosa, w nie swoje
                        sprawy- na pozór fajna, bo oznaczająca szacunek dla własnych dzieci i ich
                        tajemnic, ale praktycznie jakoś ją od tych dzieci odgradzająca.
                        Amen.
          • wierszyk-pana-leara do dakoty77 24.11.06, 21:58
            aleś nas prawdziwych fanów rozgryzła!(x44)
            już tak sie bałam demaskacji, kiedy annuszka_ zauważyła na targach w Krakowie,
            że ustawiamy się w kolejkę do MM, dyżurną przebieramy za Starszego Pana i
            uniemożliwiamy w ten sposób innym klientom kupowanie wartościowej literatury.
            Musimy zmienić strategię, cholerka!
            • uccello no, no... 25.11.06, 14:37
              no, sierść i pierze lata. Pooglądam sobie z boczku ( ciesząc się niczym
              Dmuchawiec oglądający narciarzy w telewizji), że nie przychodzi mi do głowy
              narażać sie tak okropnie. Narażać w sensie skoku ciśnienia krwi tętniczej.
              Ale czytam z przyjemnością i czułam niedpartą pokusę, żeby Wam to
              zakomunikować.
    • mama_kotula Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 27.11.06, 23:51
      Bo mam takiego Miągwę w domu.
      Mój osobisty Miągwa również wcześnie nauczył się czytać (2,7 roku), jego
      umiejętności społeczne są na poziomie zerowym, rozmawia wyłącznie na tematy jego
      interesujące i językiem dość specyficznym, tak jak I.G. ma pewne fobie
      jedzeniowe (makrogamety owszem jada, ale są rzeczy, których nie tknie - bo budzą
      w nim lęk), owady przyprawiają go o palpitacje serca.
      Mój Miągwa jest ciągle obijany przez swoją o rok młodszą siostrę.
      Mój Miągwa jest postrzegany jako dziecko starsze od swoich rówieśników, bardziej
      uzdolnione. Z drugiej strony jest często wyśmiewany za swoje specyficzne
      socjopatyczne zachowania.
      Nie potrafi grać w piłkę, jeździć na rowerze - nie interesuje go to. Mój Miągwa
      nie ma znajomych wśród rówieśników, bo nie potrafi z nimi rozmawiać, toleruje
      jedynie młodszą siostrę.
      Mój Miągwa ma bardzo duże zadatki na to, aby stać się kimś w rodzaju Ignacego
      Grzegorza, wyprostowanie go będzie wymagać bardzo wiele wysiłku.

      Mój Miągwa ma Zespół Aspergera.
      • ginestra Re: Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 28.11.06, 10:24
        Pozdrawiam Cie serdecznie, oraz Twojego synka! :)
        Przeczytalam troche o zespole Aspergera w necie (otworzyla mi sie wikipedia).
        Wyglada na to, ze jest bardzo wiele odcieni tej przypadłości i - na szczęście -
        ogromne mozliwosci uzupelnienia braków i przezwyciężenia tych specyficznych
        trudności, jakie z niej wynikają, też przy współudziale intelektu osoby nią
        dotkniętej, który to intelekt jest przecież ogromny. Są to bardzo ciekawe
        osoby, piękne umysły, jednym z nich był Albert Einstein, a zatem dostałaś w
        swoje ręce jako mama niezwykły i piękny klejnot, tylko trzeba mu pomóc trochę,
        by był tak szczęśliwy wśród ludzi, w życiu, jak tylko to możliwe. Ale sama
        wiesz o wiele lepiej co i jak. Trzymam mocno kciuki !! Dziękuję Ci za ten post -
        myślę, że otwiera on oczy na takie bardzo szczególne dzieci, które są niestety
        często niezrozumiane i wręcz wyśmiewane. Będę teraz z większą jeszcze uwagą
        patrzeć na różne dzieci (i osoby dorosłe).

        Co do musierowiczowskiego Ignacego Grzegorza - to myślę jednak, że został tak
        opisany trochę przypadkiem, tj. ze nie ma on jednak zespołu Aspergera, bo on
        jest kontaktowy i garnie się do ludzi, do Józinka, do rodziny, do poznanych
        osób typu Trolla, Czekoladka i jej babcia, tylko niestety to otoczenie (z
        wyjątkiem niektórych, np. Czekoladki) nie jest na tyle wrażliwe, by go dostrzec
        i chcieć znaleźć z nim jakąś płaszczyznę kontaktu, coś mu dać i coś od niego
        czerpać. No i rodzice w ogóle nie ułatwiają mu życia i wejścia w te społeczne,
        tak ważne dla niego na jakimś poziomie, mimo pozornego samotnictwa, kontakty.

        Pozdrawiam!
        • wierszyk-pana-leara Re: Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 28.11.06, 23:01
          Dzięki Ci ginestra!
          wczoraj wieczorem przeczytałam post kotuli, zajrzałam też do wikipedii,
          próbowałam chyba trzy razy coś napisać i kasowałam - nie umiałam po prostu tego
          zrobić. Dobrze,że Ty umiałaś.

          • ginestra Re: Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 28.11.06, 23:06
            Dzieki :), jak milo, pozdrawiam!
            • dakota77 Re: Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 28.11.06, 23:36
              Ja mialam podobnie:). Pieknie to ujelas. Z tym ze cos niecos o Syndromie Aspergera wczesniej czytalam.
              Co wcale nie ulatwilo napisania posta do mamy dziecka z takim problemem. Dziekuje ci!
      • anutek115 Re: Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 28.11.06, 16:13
        Twój Miągwa ma też mądrą i troskliwą mamę, która rozpoznała (lub ktoś pomógł jej
        rozpoznać) problem i wie, ze trzeba będzie poświęcić mu wiele pracy i wiele miłości.
        Z całym szacunkiem dla autorskich kreacji MM, nie wydaje mi się, by borejkowski
        Miągwa mógł to o sobie powiedzieć.
      • yowah76 Re: Mnie też żal Ignacego Grzegorza... 28.11.06, 23:58
        Ech, 80% tego, co napisalas, pasuje i do mnie kiedy bylam dzieckiem, tylko te
        dwadziescia pare lat temu nikt mi nic by nie stwierdzil;-); poradzi sobie maly,
        nie przejmuj sie. To jest tak jak z dysleksja i innymi problemami, kiedys tego
        nie diagnozowano, a ludzie jakos z tym zyli i moze rodzice mieli troche mniej
        zmartwien.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka