Dodaj do ulubionych

MM a Harry Potter

30.07.07, 08:52
Tak, tak!
Jako, że szaleństwo potterowe dosięgło i mnie, zwracam się z takim luźnym
wątkiem. Aż dziw, że w Jezycjadzie, nie było jeszcze komentarza do fenomenu
jakim jest HP. :) Pamiętacie duskusje nad "ogniem i Mieczem" Hoffmana, o
upadzie wielkiej sztuki, o przerabianiu wszystkiego przez maszynkę do robienia
pieniędzy.


Ciekawe, czy MM Harry się podoba? Coś mi świta, ze chyba nie. Za dużo w nim
magii, ciemnej mocy,tego i owego. Nastolatki też takie żywsze, zaczynają się
pierwsze ( nie platoniczne) uczucia, pocałunki, czy związek tylko cielesny,
dla wyładowania hormonów. Hehe.

Jedynie borejkowska jest rodzina Weaslejów:dużo dzieci, wszyscy na kupie, mało
pieniędzy i rozwalająca się Nora...
Obserwuj wątek
    • ginestra Re: MM a Harry Potter 30.07.07, 09:53
      Nie wiem jak pani MM, ale ja Harego u-wiel-biam! (to znaczy książki o Harrym).
      Właśnie dziś lub jutro zamierzam kupić ostatnią siódmą część, bo wszystkie
      poprzednie mam i przeczytałam na pniu i uważam, że są to naprawdę dobre książki,
      w sensie nawet "psychologicznym" - wiarygodne są te wątki o przyjaźni, miłości,
      rodzinie, odkrywaniu różnych rzeczy w sobie samym, pokonywaniu trudności, o
      wpływie rodziny pierwotnej na życie człowieka itp. Mi osobiście dostarczyły
      wielu dobrych refleksji i były pomocne - poza ich walorem
      rozrywkowo-czytelniczym, oczywiście.

      Jest też w nich dużo fajnego humoru (ja czytam te książki po angielsku, nie wiem
      jak to wychodzi w przekładzie), sugestywna i ciekawa w czytaniu jest też
      atmosfera w opisach życia w Hogwarcie, super - według mnie - przedstawiony jest
      "realizm" świata magii na styku ze światem niemagicznym. I w ogóle, i w ogóle! :)

      Ja też bardzo się dziwię, że nie ma w Jeżycjadzie wzmianki o Harrym - nawet jako
      o takim typowym elemencie realizmu czasów, w których żyjemy. Przecież
      __przynajmniej__ taki Ignaś czy mój anty-faworyt Józinek mogliby się tymi
      książkami zaczytywać. Żaba i Żeromscy też, jakby się uprzeć to parę lat temu gdy
      byli młodsi, jeśli przyjąć, że teraz są starsi i stracili zainteresowanie nimi.
      Ale pewnie bliskie realiom jest też to, że ludzie __w każdym wieku__ czytają te
      książki, nawet tacy mocno dorośli. (Daję głowę, że przynajmniej Bernard by
      czytał. I Natalia.) I nie mogą się od nich oderwać! - to jest właśnie takie
      bardzo Borejkowe - czytanie książki jak w transie. (Przypomina mi się również
      pani Żakowa zmywająca naczynia z książką o tryfidach opartą o zlewozmywak). Ja
      literalnie tak czytałam Harrego - z nosem w książce gdziekolwiek jestem, nawet
      na ulicy i właściwie żeby wykonywać jakieś potrzebne prace domowe i zawodowe to
      musiałam tę książkę przed sobą chować (najlepiej by było związać sobie na
      przykład ręce, to byłby ideał, ale nie do wykonania, bo te prace...), ale i to
      na niewiele się zdawało.

      Dlatego właśnie mam teraz tremę przed kupieniem tego tomu, który właśnie wyszedł
      (a nie kupiłam go dotąd z uwagi na wyjazd - chcę go kupić w konkretnej księgarni
      gdzie mam zniżkową kartę). Mam tremę, bo pewnie wszystko inne będzie teraz
      leżało odłogiem... :]] Ale może parę lat minęło i moja siła woli i dojrzałość
      się zwiększyła..? (he, he, zobaczymy)

      Jestem ciekawa BARDZO co myślicie i co napiszecie w tym wątku.
      Pozdrawiam!

      PS. A może pani MM nie pisała o Harrym, bo Kościół miał do niego negatywny
      stosunek? Teraz słyszałam, że Watykan ostatnio wypowiedział się, że HP jest
      pełen dobrych treści i wartości, na temat walki dobra ze złem itp., że nie ma
      złego wpływu na młode dusze itp. Coś o tym wiecie może? Pozdr

      • zieleniack Re: MM a Harry Potter 30.07.07, 10:26
        > PS. A może pani MM nie pisała o Harrym, bo Kościół miał do niego negatywny
        > stosunek? Teraz słyszałam, że Watykan ostatnio wypowiedział się, że HP jest
        > pełen dobrych treści i wartości, na temat walki dobra ze złem itp., że nie ma
        > złego wpływu na młode dusze itp. Coś o tym wiecie może? Pozdr
        >


        JPII pochwalał książki o HP przez wzgląd na wartosci własnie, ale juz Benedykt
        XVI twierdzi, ze to samo zuo ;P
        • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 30.07.07, 13:29
          > JPII pochwalał książki o HP przez wzgląd na wartosci własnie, ale juz
          Benedykt
          > XVI twierdzi, ze to samo zuo ;P

          Serio?
          Pytam dlatego, bo o tym nie słyszałam. Nie znam jakichkolwiek wypowiedzi JPII
          czy Benedykta na temat HP (nie neguję, że takich nie było, oczywiście). Wiem,
          że wiele osób w Kościele miało do tej książki negatywny stosunek, ale nie wiem
          jakie stanowisko przyjęli sami papieże.
          Jeśli opierasz się tylko na tym, co mówią księża, to książa mówię wiele różnych
          rzeczy, niekoniecznie zgadzających się ze stanowiskiem Kościoła. Np. dobrych
          parę lat temu słyszałam kazanie na Krzeptówkach o tym jak to Kościół katolicki
          zna jedyną prawdę, bo popowie troszczą się jedynie o swoje brody, protestanci
          są be, żydzi są be. Ponieważ Kościół pielęgnował wówczas szczególnie
          intensywnie dobre stosunki z innymi wyznaniami i przyświecała mu zasada
          ekumenizmu, na pewno pan ten nie czerpał natchnienia i wiedzy z tego, co głosi
          Kościół.
          • zieleniack Re: MM a Harry Potter 30.07.07, 22:13
            o ile pamietam, to wiem to z prasy, albo tylko o JPII z pracy, a o Benedykcie z
            telewizji lub radia
            • verdana Re: MM a Harry Potter 30.07.07, 23:25
              Nie sądzę, abu MM HP sie podobał - wystarczy, ze jest popularny. Mam wrazenie,
              ze ostatnio to wystarczy, by zdyskredytować film, ksiązkę, program. Bohaterowie
              MM czytaja i oglądaja to, do czego zwykły śmiertelnik nie zajrzy, albo uśnie w
              polowie. We wczesniejszych ksiązkach tego nie było.
              Pottera uwielbiam. Uwielbiam do tego stopnia, ze po raz pierwszy w życiu
              popelniłam przestępstwo i sciągnęłam go z sieci. A z zasady nie ściągam muzyki,
              filmów, absolutnie niczego.
              Ale wścieklam się, bo data wydania jest pod koniec stycznia - najpóźniej w
              Europie. Nie wierzę, ze to musi aż tak dlugo trwać. Do października-istopada,
              gdy wychodzi w innych krajach lojalnie bym poczekała, do stycznia - jednak nie.
              A i tak kupię...
              • lezbobimbo Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 01:42
                verdana napisała:
                > Nie sądzę, abu MM HP sie podobał

                Podobnie sadze, gdyz nie jest to 100-letnia lektura z mistycznej "wyzszej pólki".
                Teraz dzieci w Jezycjadzie czytaja jedynie Muminki i chyba ..Narnie? (jesli tak,
                to nader znaczaco w obliczu powyzszej dyskusji;) a zaraz potem robia docenta z
                literatury antycznej, a dla rozrywki Dumasa, do krocset ;)
                • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 01:53
                  Dumas jest fajny, czemu nie, ale chyba po klasyki sięga się później, w liceum i
                  na studiach. W gimnazjum i podstawówce z reguły chwyta się za inne książki.

                  Co do Harry'ego to czytają go ludzie w różnym wieku :)

                  • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 01:54
                    Szkoda, że tak mało jest świeżości w lekturach Borejkówien :)
                  • lezbobimbo Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 02:35
                    tygrys2112 napisała:
                    > Dumas jest fajny, czemu nie, ale chyba po klasyki sięga się później, w liceum
                    i na studiach. W gimnazjum i podstawówce z reguły chwyta się za inne książki.

                    Ale dzieci jezyckie chodza do swej wlasnej wersji podstawówki i zyja we wlasnym
                    swiatku literatury powaznej i rodziny cieplej.. ;)

                    > Co do Harry'ego to czytają go ludzie w różnym wieku :)

                    Przekrój realnych gustów spoleczenstwa raczej nie ma miejsca w J ;)
                    • jamniczysko Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 08:19
                      Pamiętam wypowiedź MM, dotyczącą Henia Portiera, której oczywiście nie
                      przytoczę dosłownie, ale mniej więcej było tak, że zapytana przez dziennikarza
                      o "fenomen popularności" Tolkiena i Rowling MM odpowiedziała (z niesmakiem
                      jakby), jak można te dwa rodzaje literatury wrzucać w jeden worek? Że Tolkien
                      to wielka twórczość, a Heniu Portierze już nie.
                      • lezbobimbo Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 08:32
                        jamniczysko napisała:
                        > Pamiętam wypowiedź MM, dotyczącą Henia Portiera, której oczywiście nie
                        > przytoczę dosłownie, ale mniej więcej było tak, że zapytana przez dziennikarza
                        > o "fenomen popularności" Tolkiena i Rowling MM odpowiedziała (z niesmakiem
                        > jakby), jak można te dwa rodzaje literatury wrzucać w jeden worek? Że Tolkien
                        > to wielka twórczość, a Heniu Portierze już nie.

                        Czyzby o wartosci dziela stanowila grubosc tomów czy ilosc bohaterów?
                        A moze specjalne narzecza wymyslone przez autora? Ewentualnie okrzeplosc
                        historyczna? ;)
                        W St. Zmarlych Poetów byla taka absurdalna wykladnia, traktowana przez
                        profesorów literatury calkiem powaznie: bierzemy linijke i mierzymy sonetowi
                        wysokosc i szerokosc w centymetrach. Wielkosc sonetu Szekspira w centymetrach
                        kwadratowych dowodzila, ze byl Wiekszym Poeta niz inni! :D
                        • ginestra Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 12:31
                          Raczej, moim zdaniem, chodzi o tę "historyczną okrzepłość" niż o grubość w
                          wypadku Harrego. ;)
                          Te tomy są naprawdę milutko opasłe, od bohaterów się roi, neologizmów
                          "magicznych" i opisujących świat przedstawiony też jest sporo.
                          No nie wiem, nie wiem zaiste dlaczego pani MM tych książek nie lubi?!

                          Może uderzę w taki większy dzwon, ale celowo. Otóż, moim zdaniem, jest tam wiele
                          takich naprawdę mocnych psychologicznych kawałków, bardzo __prawdziwych__,
                          według mnie, świadczących o wyczuciu tego co dzieje się w człowieku __w
                          prawdziwym życiu__, wręcz niektóre sprawy zahaczają o takie prawdy o człowieku,
                          które możemy napotkać w książkach poważniejszych, faktograficznych, typu nawet
                          lektury obozowe (chodzi mi, na przykład, o Syriusza Blacka opowiadającemu o
                          pobycie w więzieniu w Azkabanie i o tym co go trzymało przy życiu i przy
                          zdrowych zmysłach, jak tam przetrwał psychicznie). Bardzo przejmująca i
                          prawdziwa jest też - jak dla mnie - historia matki Toma Riddle'a (późniejszego
                          Lorda V. - no, Sami Wiecie Kogo, nie będę mówić z imienia) oraz historia samego
                          Toma. I nie jest to, moim zdaniem, opisane typowo, łzawo, w uproszczeniu itp.,
                          tylko ze znajomością rzeczy. Też na przykład dobrze opisane są mechanizmy
                          "oddawania" światu nagromadzonej, niewyrażonej złości, cynizm, chęć zadawania
                          innym bólu, gdy samemu doświadczyło się opuszczenia, braku miłości, braku
                          poczucia bezpieczeństwa, agresji i psychicznego "gwałtu" - zwłaszcza u
                          wrażliwego dziecka. Przypadek Toma Riddle'a pokazuje właśnie jak ważne są te
                          pierwsze godziny, dni, tygodnie i miesiące życia dziecka: jeśli wtedy nie
                          dostanie ono miłości i poczucia, że jest mile widziane na świecie, to z tym
                          człowiekiem dzieje się potem coś strasznego, w sensie jak on źle o sobie myśli i
                          jak źle się na świecie czuje i jeśli nie doświadczy on potem trochę tej miłości,
                          jeśli nie podejmie wysiłku takiego jakby "terapeutycznego" żeby w swoją historię
                          wniknąć, przeżyć ją raz jeszcze i opłakać, to może być z nim potem jeszcze
                          gorzej - o tym pisała cytowana przeze mnie wiele razy Alice Miller i mówiliśmy o
                          tym w innych wątkach (przynajmniej mówiłam ja, pamiętam, że nie wszyscy się
                          zgadzali). Harry natomiast miał to szczęście, że jego pierwszy rok życia upłynął
                          w bardzo kochającej rodzinie i potem zimny wychów u Dursley'ów nie zdołał
                          zniszczyć tej "bazy" poczucia wartości i tej jego zdolności do kochania,
                          przywiązywania się, tworzenia relacji z innymi itp.

                          Dobrze pokazane jest też, moim zdaniem, rozszczepianie osobowości człowieka gdy
                          się "wejdzie na drogę zła" itp. (toż o tym pisał też bardzo trafnie i
                          przejmująco Dostojewski (!), choćby w opowiadaniu Sobowtór czy w Biesach, a
                          Rowling również opisuje to bardzo prawdziwie, choć na takim trochę innym
                          poziomie i trochę "przez analogię", bajkowo (horcruxy), bo te książki są dla
                          młodzieży przecież). W ogóle przeżywanie __wszystkich__ emocji jest tam pokazane
                          trafnie i z empatią od-autorską i wiele młodych (i nie tylko) osób może odczuć z
                          bohaterami pewne pokrewieństwo doświadczeń i przeżywania, może czerpać też sporo
                          otuchy i wsparcia z tych książek. Jest tam na przykład mowa o przemocy wśród
                          rówieśników, o uprzedzeniach rasowych, o różnych sytuacjach rodzinnych, o
                          przeżywaniu żałoby i straty, o zazdrości, o tych stanach typowych dla dorastania
                          typu "nie wiem co się ze mną dzieje", o konfliktach z przyjaciółmi, o szukaniu i
                          obalaniu autorytetów, o poszerzaniu wiedzy o "świecie dorosłych", która to
                          wiedza jest często bardzo niefajna, o pierwszych zakochaniach, o przyjaźni,
                          odwadze - też cywilnej odwadze itp. I można by tak jeszcze długo pisać.

                          Wczoraj szukałam chwilę w googlu jakichś wzmianek o stanowisku Kościoła wobec HP
                          i nic dosłownego nie znalazłam, natomiast zniesmaczyły mnie niektóre artykuły,
                          na które się przy okazji natknęłam, krytykujące Harrego. Mam dojmujące wrażenie,
                          że ich autorzy NIE CZYTALI tych książek!! Nie wiem co Wy o tym sądzicie. Nie
                          mogłam czytać po prostu takich kłamstw, że na przykład świat Mugoli (czyli nasz)
                          opisany jest jednoznacznie negatywnie, że tylko ten świat magii jest kuszący, i
                          że on wciąga tych bohaterów, że w świecie magicznym są w ciągłym zagrożeniu i
                          przeżywają ciągle przygody i jednym słowem "ciągną na adrenalinie", że książki
                          te namawiają do wejścia właśnie w inny wymiar i odżegnania się od realnego
                          świata itp. Smutne to, jak można krytykować nie poznawszy czegoś? Gdyby bez
                          uprzedzeń i __normalnie__ to przeczytali, to poznaliby wartość tych książek i
                          też tę wartość fajnego czytania, rzucania się na fale wyobraźni itp.

                          Mam taką też nieśmiałą obawę, że może ludzie z ramienia Kościoła też nie czytali
                          a krytykują i zakazują? Ale słyszałam, że Watykan jakoś złagodził swoje
                          stanowisko.. to może w sumie nie?
                          Oczywiście nie jestem ślepa na pewne wątki magiczne, w których można by się
                          dopatrywać czegoś niby złego, ale nie są one moim zdaniem ani satanistyczne, ani
                          okultystyczne ani w żadnym razie niebezpieczne. No i cały ten magiczny świat
                          jest wzięty w ogromny nawias w tych książkach, naprawdę. Tam nikt nie sugeruje
                          "tak jest naprawdę, światem rządzą czarodzieje/ masoni" itp. :/
                          No, ale może dość już tych moich wywodów.. ;)

                          Pozdrawiam serdecznie, jak fajnie, że tyle tu osób lubi Harrego, Hermionę, Rona
                          i spółkę :)
                          • meduza7 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 12:47
                            Ech Harry... już po trzecim tomie stwierdziłam, że się w nim po prostu zakochałam ;)
                            Ja też uważam, że to wartościowa lektura, wpisująca się doskonale w tradycję
                            świetnej angielskiej literatury dla dzieci, niosąca ze sobą naprawdę ważne
                            przesłanie odnośnie walki dobra ze złem itp. Natomiast jeśli chodzi o stanowisko
                            MM w tej sprawie... podejrzewam, że jest raczej milcząco niechętna, a do
                            wzbudzenia tej niechęci wystarczył sam fakt, że powieść jest otoczona bardzo
                            grubą "powłoczką" komercji - szum medialny, filmy, gadżety i WIELKIE PIENIĄDZE.
                            Mnie samą to bardzo zniechęcało, gdy wyszedł pierwszy tom Pottera i długo nie
                            mogłam się przemóc, żeby po niego sięgnąć... aż wreszcie swoim zwyczajem
                            podczytałam kawałek w jakiejś księgarni i chwyciło.
                            Teraz aż mnie skręca, bo nie stać mnie chwilowo na kupno ostatniej części i boję
                            się, że zanim zdążę się sama z nią zapoznać, już ktoś mnie uświadomi jak się
                            skończyło, kto zginął itp.
                            • zieleniack Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 15:43
                              nachalna komercja rzeczywiscie odrzuca... ale tak to jest w dzisiejszym
                              swiecie, ze tworzy sie popularnosc na popularnosci, a z tego wszystkiego-
                              pieniadze. Po prostu wiadomo, ze jesli cos jest lubiane, to mozna na tym
                              zarobic. Gdyby HP stal sie popularny za pomoca jakiegos menadzera, to by mozna
                              bylo zarzucac, ze to zrobienie karierry na sile, ale ksiazka byla bestsellerem
                              ZANIM zajeli sie nia spece od gier komputerowych, filmu i gadzetow dla dzieci.
                          • zieleniack Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 15:38
                            Moze MM czytala jedynie pierwszy tom? Szczerze przyznam, ze dwa pierwsze tomy
                            czytalam na zasadzie "ksiazki na raz", bo nie mialam nic ciekawszego do roboty,
                            a ksiazka akurat byla w bibliotece. Duza sympatia do HP zapalalam dopiero po
                            3ciej czesci. A kazda kolejna czesc jest coraz lepsza: coraz lepiej napisana,
                            zarówno fabularnie, jak i literacko.

                            Byc moze MM przeczytala jedynie pierwsza czesc, albo nawet i jej nie skonczyla,
                            i mysli, ze HP to taka tam sobie "ksiazka o machaniu rozdzka"???
                          • lezbobimbo Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 05:01
                            ginestra napisała:
                            > Raczej, moim zdaniem, chodzi o tę "historyczną okrzepłość" niż o grubość w
                            > wypadku Harrego. ;)
                            > Te tomy są naprawdę milutko opasłe, od bohaterów się roi, neologizmów
                            > "magicznych" i opisujących świat przedstawiony też jest sporo.
                            > No nie wiem, nie wiem zaiste dlaczego pani MM tych książek nie lubi?!

                            Tez nie rozumiem, to nielubienie wydaje mi sie dosc dziwne.
                            Komercja? Alez z Tolkiena tez zrobili gigantyczna maszynke pieniezna, filmy,
                            merchandise i marketing nachalny. Zreszta czy nalezy ganic ksiazke i autora, za
                            to co potem zostanie z nia zrobione?
                            Rozrywka? A co z kryminalami Agaty Christie lubionymi przez pania MM, albo Mili
                            Borejko lektura o mnichu czy Trylogii Ignaca?
                            Zreszta - co najwazniejsze zreszta - czy o literaturze popularnej nalezy sie
                            wypowiadac karcaco, gdy samej sie pisze potoczyste i popularne romansy dla
                            dziewczat i nie tylko?

                            Jak opisalas Ginestro mamy w obu ksiazkach swiat fantasy i magii (w Tolkienie
                            nawet jeszcze bardziej) grube tomiszcza, bohaterów mrowie a mrowie, etc.

                            Czy róznica polega wg. MM na tym, ze Tolkien byl profesorem, a Rowling nie? No i
                            ta historyczna okrzeplosc, a HP do tego wychodzacy z dzisiejszej rzeczywistosci?

                            Czytalam równiez, ze ponoc rózni przedstawiciele kosciola katolickiego ganili HP
                            za rzekome tresci satanistyczne (lol) ;p i jako przeciwwage holubili Narnie, bo
                            tam jest motyw "chrystusowy" tzn. lew Aslan umierajacy za gromade.. Czy pani MM
                            sie tym sugerowala?
                          • emae Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 15:09
                            Już dawno to zauważyłam, zwłaszcza, że wśród rzeszy krytykujących Harry'ego są
                            też osoby mi bliskie. Wokół tych książek jest bardzo silna negatywna
                            propaganda, tak silna, że nie da się właściwie zabrać się do ich czytania bez
                            jakiegoś cienia pogladu na ich temat. Ja też czytałam Harry'ego ze
                            świadomością, że czytam książkę kontrowersyjną, podejrzewaną o hołdowanie
                            czarnej magii i gorszym rzeczom.
                            Taka sama propaganda towarzyszy "Kodowi Leonarda da Vinci"
                            Ja przyznam, że chociaż posiadam własne, a nie cudze zdanie na temat Harry'ego,
                            to zgodzę się, że Tolkien znacznie przewyższa Rowling. Ale Tolkien miał fuksa w
                            postaci schizofrenii, Rowling musiała radzić sobie sama :)))
                          • berek_76 Re: MM a Harry Potter 03.09.07, 10:01
                            na przykład świat Mugoli (czyli nasz)
                            > opisany jest jednoznacznie negatywnie, że tylko ten świat magii jest kuszący, i
                            > że on wciąga tych bohaterów, że w świecie magicznym są w ciągłym zagrożeniu i
                            > przeżywają ciągle przygody i jednym słowem "ciągną na adrenalinie", że książki
                            > te namawiają do wejścia właśnie w inny wymiar i odżegnania się od realnego
                            > świata itp.

                            A ja bardzo lubię Harry'ego, a mimo to powyższe uważam za słuszne. Tzn nie
                            wszystko - nie mam pojęcia, czy one namawiają do odżegnania się od realnego
                            świata, ale faktem jest, że wyraźnie przedstawiają rozdział pomiędzy światem
                            magicznym i niemagicznym. I wyraźnie pokazują, że być niemagicznym jest
                            niefajnie. Samo określenie "muggle" ma zabarwienie pogardliwe. "Mugg" to ofiara,
                            niezgraba. Pada na początku cyklu wyjaśnienie, że świat magii jest ukrywany
                            przed mugolami, bo inaczej oni by ciągle chcieli, żeby za nich magicznie
                            załatwiać różne sprawy. Wieczny podział na my-oni. I tak dalej.

                            Bardzo sobie cenię dziełka pani Rowling za barwny język (zwłaszcza w oryginale,
                            znakomicie poszerza mi horyzonty językowe, bawiłam się kiedyś w pierwsze
                            internetowe tłumaczenie Piątki :D ), za znajomość psychiki nastolatków i za
                            wyobraźnię, ale do głębokiej ana;lizy psychologicznej podchodziłabym jednak z
                            dystansem. Ciągłe napomknienia o tym, ileż to nieszczęsny Harry wycierpiał i jak
                            to nadzwyczajnie na niego wpłynęło, mnóstwo sztampy w rysunkach rozmaitych
                            postaci... No, ja bym powiedziała, że nawet Sienkiewicz to nie jest :) W każdym
                            razie czyta się bardzo sympatycznie i ja głowę dam, że Borejkówny/Pyziakówny też
                            czytają, nawet jeśli w tajemnicy przed Dziadkiem :D
                            -----------------------
                            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                      • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 14:15
                        hm. wiem, że z reguły zwolennicy Talkiena nie lubią Harry'ego i na odwrót, ale
                        żeby od razu jedno to wielka twórczość, a drugie dno? A ja nie lubię w ogóle
                        powieści tego rodzaju i mogę powiedzieć w takim razie, że obydwie powieści nie
                        można nazwać literaturą? ;) Dobre :)
                        • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 14:23
                          obydwu opowieści :)
                          • jamniczysko Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 14:32
                            Tygryśku, cytowałam z pamięci. Mam nadzieję, że nie wyonacyłam treści. Za
                            Tolkienem nie przepadam, i śmiertelnie nudzi on moje nieczytające dziecko. A
                            Henio Portier - nie. ;-)
                        • zieleniack Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 15:43
                          a ja lubie obie powiesci i znam osoby, ktore maja takie samo podejscie. I co? ;)
                          • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 15:51
                            po prostu nie znamy się na prawdziwej literaturze ;))) tj jak odróżnić ziarno
                            od plewów
                        • meduza7 Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 01:07
                          tygrys2112 napisała:

                          > hm. wiem, że z reguły zwolennicy Talkiena nie lubią Harry'ego i na odwrót

                          O, to ja wyjątkiem jestem.
                          A jeszcze bardzo lubię "Diunę". I w ogóle fantastykę wszelką.
                        • jhbsk Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 09:52

                          Odpowiadasz na :

                          tygrys2112 napisała:

                          > hm. wiem, że z reguły zwolennicy Talkiena nie lubią Harry'ego i na odwrót,

                          A ja lubię i Pottera i książki Tolkiena.
                          • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 11:03
                            z reguły. wyjątki od reguły zawsze istnieją ;)
                  • emae :) 01.08.07, 15:00
                    W gimnazjum miałam listę książek do przeczytania i chodziłam z nią do
                    biblioteki. W tym czasie przeczytałam m.in. "Lot nad kukułczym gniazdem" i
                    wszystkie dostępne książki Keseya, "Ulissesa", "Raj
                    utracony", "Fausta", "Kordiana", "Kandyda", "Kubusia Fatalistę", "Prometeusza
                    wyzwolonego", "Frankensteina", "Buszującego w zbożu", wszystkie dostępne
                    dramaty Szekspira i jeszcze wiele innych dzieł, które nie przypominają mi się w
                    tej chwili. I oczywiście Tolkiena, ale to każdy czytał.
              • croyance Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 15:45
                Ja Pottera nie lubie, nie podoba mi sie. Natomiast cala te dyskusje o
                wartosciach, moralnosci, zaangazowaniu KK etc. uwazam za przesade. Ksiazka jak
                ksiazka.
          • a_weasley B 16 a Harry Potter - link 01.08.07, 00:10
            twoj.net/index.php?showtopic=8411
            Tamże m.in. link do artykuły wyjaśniającego, ile w rzeczywistości papież ma
            wspólnego z okrzyczanym paszkwilem na Pottera autorstwa G. Kuby.
            • meduza7 Re: B 16 a Harry Potter - link 01.08.07, 00:58
              "Możliwe że papież zazdrości bo wie, że takiej książki w życiu nie napisze. " -
              komentarz niejakiego Skrzypola z tejże dyskusji.
              Uuuuuumarłam, leżę i kwiczę na podłodze...
              Ja wiem, że "krytykujecie, bo zazdrościcie" należy do tzw. Klasyki Komentarza,
              ale na coś takiego naprawdę bym nigdy nnie wpadła.
              • lezbobimbo Re: B 16 a Harry Potter - link 01.08.07, 04:42
                meduza7 napisała:
                > "Możliwe że papież zazdrości bo wie, że takiej książki w życiu nie napisze. " -
                > komentarz niejakiego Skrzypola z tejże dyskusji.
                > Uuuuuumarłam, leżę i kwiczę na podłodze...
                > Ja wiem, że "krytykujecie, bo zazdrościcie" należy do tzw. Klasyki Komentarza,
                > ale na coś takiego naprawdę bym nigdy nnie wpadła.

                :D
                Jak myslicie, czy tak naprawde... pani MM równiez zazdrosci? HP to grozna bardzo
                konkurencja przeciez :D
      • zieleniack Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 16:03
        co do stosunku Kosciola jeszcze... kilka lat temu, kiedy byłam uczennica
        liceum, na religii ksiadz powiedział, ze HP to ksiazka o zgubnym wpływie i jako
        przykład podał sytuacje: żona zaczytała sie w tej ksiażce i nie zrobiła mężowi
        obiadu (to niby jej grzech jest i zgubny wplyw ksiazki;P). Tak, na prawde tak
        powiedział!!! Szczeka mi opadła, bo:

        a)HP to nie jedyna ksiazka, w ktorej mozna sie zaczytac. Jako, ze gusta sa
        rozne, zaczytac sie mozna w kazdej ksiazce. Ba, jesli ktos jest bardzo
        wierzacy, to zaczyta sie w Biblii. I co, biblia tez zła? O_o' No ale nie,
        trzeba bylo akurat HP podac jako to zło straszliwe, co obiadu czynic zabrania:P
        ha ha=_='

        b)zapachnialo mi to troche stereotypami;P to ten maz sobie sam jedzenia nie
        potrafi zrobic? a gdyby to maz sie zaczytal i nie zrobil obiadu dla zony? he?
        tego pewnie by ksiadz nie powiedzial, bo to taka nietradycyjna kolej rzeczy;P
    • ginestra Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 13:09
      Acha, jeszcze chcę powiedzieć, że ogólnie chodzenia po googlu w sprawie Harrego
      nie polecam. Wczoraj trochę pochodziłam ostrożnie, no i niestety dowiedziałam
      się niechcący paru szczegółów fabuły najnowszej części :-[[[

      To nie fair! Na przykład chciałam zobaczyć jak Włosi chcą przetłumaczyć tytuł
      siódmej części i w NIEWINNYCH artykułach na ich portalach typu: "Hurra, wyszedł
      nowy tom i świetnie się sprzedaje, a przekładu spodziewajcie się 5 stycznia" już
      w drugiej linijce nagłówka (!!!) piszą co się stanie z Harrym i paroma innymi
      osobami oraz odpowiadają na Najważniejsze Pytanie całego cyklu. :((((((((
      Okropni Włosi, jak tak można!
      A jeszcze nie kupiłam książki i tak sobie błogo oczekiwałam zatopienia się w
      lekturze... :(

      Pozdrawiam (z nosem trochę na kwintę)..
      • ginestra Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 13:13
        Mój ostatni post świetnie wyraża solidarność z Tobą Meduzo!

        Uprzedzanie faktów powinno być zabronione pod karą grzywny! To tak jakby ktoś
        napisał - "Wyszedł najnowszy kryminał pana X, ach, jaki fajny i jakie
        zaskakujące ma zakończenie, że zabójcą jest ogrodnik!" (wrrrr)
        Pozdrawiam!
        • the_dzidka Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 14:59
          Tak jest czasami w zajawkach programów TV :-)
          "(...) kobieta nie wie jednak, że mąż próbuje ją zabić."
          Po co? Czy ja bym nie mogła stopniowo się tego domyślać, wyciągając wnioski z
          rozwijającej się fabuły?
          • ready4freddy Re: MM a Harry Potter 23.09.07, 19:30
            a pamietasz zapowiedz Kobry bodajze w "Alternatywy 4"? pani z TV mowi "mistrzowsko poprowadzona fabula trzyma w napieciu i az do konca nie pozwala nam sie domyslic, ze zabojca jest kamerdyner" (z gory przepraszam za niedokladny cytat i - byc moze - pomylenie filmu, w kazdym razie z pewnoscia byl to film Bareji).
            • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 23.09.07, 23:54
              tak, Alternatywy. Nie dam sobie uciąć głowy, ale to jest chyba
              odcinek "Dwudziesty stopień zasilania". zaraz potem pada
              elektryczność, a docent otwiera drzwi przerażonej sąsiadce
              nauczycielce, która twierdzi, że chodzi za nią zboczeniec... a potem
              ona podstępnie wciąga go do łóżka. jak się budzi potem, sam jest
              zdziwiony, że nie jest w nim sam :P
              • ready4freddy Re: MM a Harry Potter 24.09.07, 00:29
                hej, Tygrysie :) wlasnie tez mi chodzilo po glowie, ze to "20ty stopien zasilania", tylko nie bylem pewien, czy podobnej sceny nie bylo np. w Zmiennikach. bo w filmie sploszone dziewcze wpadalo do pokoju, w ktorym siedzial wasaty milicjant, zeby opowiedziec o goniacym ja przestepcy. milicjant nakladal bluze od munduru i wychodzil w noc - to ta scena? :)
                • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 24.09.07, 10:55
                  tak, ta. "Szalik mi zabrał" ;) Ale co było dalej docent się już nie
                  dowiedział... ;)
            • the_dzidka Re: MM a Harry Potter 22.12.07, 12:44
              > a pamietasz zapowiedz Kobry bodajze w "Alternatywy 4"? pani z TV
              mowi "mistrzow
              > sko poprowadzona fabula trzyma w napieciu i az do konca nie
              pozwala nam sie dom
              > yslic, ze zabojca jest kamerdyner" (z gory przepraszam za
              niedokladny cytat i -
              > byc moze - pomylenie filmu, w kazdym razie z pewnoscia byl to film
              Bareji).

              Być może Alternatywy (wyjątkowo nie znoszę tego serialu), ale
              szalenie podobna scena jest w "Brunecie wieczorową porą", jestem
              tego stuprocentowo pewna, bo Kowalewski włącza TV po odjeździe
              żony :-)
      • zieleniack Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 15:47
        w centrum galerii, w której mam takze swoja, z linka w podpisie, takze pelno
        jest tzw "spoilerów", staram sie je omijac, tzn na rysunki o tytule
        nawiazujacym do HP nie klikac, ale przypadkiem kliknelam na jeden, ktory w
        tytule nie mial nic kojarzacego sie z HP, ale juz w tresci mial, co prawda
        niewiele, ale chyba domyslilam sie jednej rzeczy...
        na szczescie jutro kolezanka pozyczy mi ksiazke :)
        • cutsson Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 16:45
          Uwielbiam zarówno Tolkiena, jak i Harry'ego. Oba światy tak naprawde ciężko
          porównać, ale nie dlatego, że jeden stworzył wielki J.R.R.Tolkien, a
          drugi "zaledwie" pani Rowling. To są zupełnie inne światy, również już z
          genezy. Tolkien chciał stworzyć dzieło epickie, mitologię dla Anglików (choć to
          raczej przy "Silmarillionie"), a Rowling początkowo chciała napisać "tylko"
          dobrą książkę dla dzieci. Oba tytuły są znakomite, każdy na swój własny sposób.

          Przeczytałam ostatni tom. Nie będę nikomu spoilować, powiem tylko, że nieco
          mnie pewne rozwiązanie rozczarowało. Ale książka jest przyjemna... No i boski
          Severus.. "the bravest man I ever knew".

          --
          "The Darkness around me...
          Shores of the Solar sea..."
          • meduza7 Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 22:07
            Hmmm, Severus the Bravest? A tak się miotnął, gdy w VI tomie Harry zarzucił mu
            tchórzostwo, że podejrzewałam go o jakiś ukryty a bolesny kompleks na tym tle.
            Ale może nic więcej już nie wyjaśniaj ;)
            • zieleniack Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 08:56
              no, to i tak juz za duzy spoiler;)) ale za kilka godz i tak bede miec ksiazke
              • the_dzidka Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 10:45
                Za chwilę się złamię i pójdę kupić sobie jednak angielskie wydanie, choć
                jeszcze wczoraj się zarzekałam, ze spokojnie mogę poczekać do stycznia :)
                Tyle że pewnie do tego stycznia to już o wszystkim się dowiem przez osmozę :-)
                • zieleniack Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 13:01
                  mimo troche zawalonego zajeciami czasu (sprzatanie, wizyta u babci) jestem juz
                  na 140 stronie;) swietnie sie czyta:)
            • cutsson Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 12:53
              Już nic nie mówię :) Ale fakt, że miotnął się niesamowicie. I nie spoilując
              niczego, wszyscy wiedza, że musiał istnieć jakiś powód, dla którego Dumble mu
              ufał do samego końca.

              Pozdrawiam wszystkie Snaperki :)
              --
              "The Darkness around me...
              Shores of the Solar sea..."
    • ginestra Re: MM a Harry Potter 31.07.07, 22:42
      Ja od kilku ostatnich tomów czułam/ widziałam, że Severus jest "the bravest" i w
      tych wszystkich scenach - opisanych i domniemanych - w których on komunikuje się
      z "ciemną stroną" jako jeden z nich miałam okropne ciarki na plecach. W tomie
      siódmym na pewno takich scen będzie więcej..

      Ale może to dlatego tak przeżywam, że jestem osobą, po pierwsze, bardzo
      uczuciową i "wczuwającą się", a także dlatego, że czytałam w swoim czasie bardzo
      wiele książek o wojnie, opisujących wydarzenia, w których ludzie także, tyle, że
      w prawdziwym życiu, zmuszeni byli do podobnych rzeczy - do funkcjonowania wśród
      "złych", w obcej tożsamości, z pokerową twarzą i aktorstwem, choć pokonując cały
      czas śmiertelny strach itp. To mi się bardzo udziela. Ja wiem, że książka
      __jest__ dziecinna i w ogóle. Ale tak to jakoś przeżywam, zresztą ja okropnie
      też przeżywam horrory i thrillery i nie jest łatwo innym je oglądać w moim
      towarzystwie (wiedzą to dobrze moje córki). Poza tym wielu filmów po prostu nie
      oglądam a priori, a niektóre przerywam w jakimś momencie, bo nie mogę dalej.

      Dygresyjnie, o przeżywaniu książek, to pamiętam też jak czytałam kiedyś książkę
      "Firma" Grishama (to już jest literatura naprawdę z niższej półki w skali
      Borejków, ale fajna i wciągająca, zwłaszcza w oryginale) i tam była taka scena,
      w której bohaterki uśpiły jakiegoś gościa i w międzyczasie błyskawicznie
      kserowały tony bardzo poufnych, mafijnych dokumentów. I to kserowanie i noszenie
      tych ogromnych ilości papierów i segregatorów i odkładanie ich na miejsce,
      spoglądając co chwila na tego faceta, który się wiercił na tym łóżku i prawie
      budził itp., było tak sugestywnie opisane, że ta scena utkwiła mi jako jedna z
      najbardziej emocjonujących (i męczących) jakie czytałam kiedykolwiek - po prostu
      jakbym tam była! (nie mówiąc o tym, że ja przez wiele lat pracowałam jako
      nauczycielka angielskiego i ksero było moim narzędziem bojowym na co dzień, z
      którym byłam jednak w niezbyt wielkiej przyjaźni).

      Pani Rowling też pisze sugestywnie, choć w innym trochę sensie.

      A z innej beczki to: książkę dziś kupiłam i przeczytałam nawet kawałek. :)
      Powoli się rozkręca, a więc mogłam też spokojnie popracować i zająć się domem :)
      Ale jutro pewnie wsiąknę na amen. ;)

      Acha, myślę, że jednak Borejkowie życzliwiej spojrzeliby na ostatni tom, gdyby
      go wzięli do ręki, bo otwiera go fragment z Ajschylosa!!! ;)
      Ale to na pierwszej stronie, nie będę zdradzać nic więcej :)

      Pozdrawiam!
    • a_weasley Borejkowie a Harry Potter 01.08.07, 00:13
      Znam parę osób zaczytujących się zarówno HP jak i Jeżycjadą. Coś w tym musi
      być... Osobiście uważam Borejków za rodzinę magiczną, choć niektórzy mają mocno
      mugolskie zagrania.
      • szprota Re: Borejkowie a Harry Potter 01.08.07, 11:33
        Jest coś na rzeczy. Baśniowość światów przy jednoczesnej realności uczuć i
        charakterów bohaterów :)
        (przyznam się, że piracko pociągnęłam jakieś nieautoryzowane tłumaczenie -
        straszliwe jest! - i już jestem w połowie tomu)
        • verdana Re: Borejkowie a Harry Potter 01.08.07, 13:38
          Dwa dni spedziłam na poprawianiu tego tłumaczenia, zeby w ogole moc dać dziecku
          do przeczytania... dziecko broni sie, ze zaczeka do stycznia, bo nie lubi
          maszynopisu, ale zostalo zmuszone przez pozostałych czterech członkow rodziny,
          którzy chca moc jawnie dyskutowac o ostatnim tomie.
          Terror, innymi słowy.
          • szprota Re: Borejkowie a Harry Potter 01.08.07, 21:27
            Moja angielszczyzna jest niestety nieco za słaba - próbowałam zmierzyć się z
            oryginałem, ale nie dałam rady :(
    • klymenystra Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 13:59
      a ja potteromanii nigdy nie uleglam- przerazila mnie ta masowa popularnosc.
      moze za jakis czas, jak wszystko troche ostygnie...
      • verdana Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 14:03
        Mnie popularność nie przeraziła, bo pierwszy tom kupilam, kiedy ksiegarnie
        jeszcze nie wiedziały, jak się go pozbyć. I zakochalam sie już wtedy.
        • ginestra Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 15:44
          Ja osobiście uważam, że z tym "odstraszaniem popularnością" to jest tak, że jest
          wprost KOLOSALNA różnica pomiędzy tym jaka się ta książka (cykl książek) wydaje
          z zewnątrz kiedy się jej nie czytało, a tym jaka __naprawdę__ jest. Wystarczy
          przekroczyć cienką granicę (jeśli się chce oczywiście) i zacząć czytać -
          "normalnie", bez uprzedzeń, z głębokim, równym oddechem i na luzie.

          Okaże się wtedy, że chociaż potwierdza się to co się słyszało o tej książce,
          (czyli, że owszem jest tam mowa o czarodziejach, o magii, o świecie magicznym,
          który współistnieje z naszym, o chłopcu Harrym itp.), to jednocześnie jest to
          coś tak zupełnie innego, tak panoramicznego rzekłabym i swojskiego i pięknego i
          wciągającego, że żaden opis zewnętrzny do tego nie przystaje.

          Ja najpierw kupowałam te książki dzieciom, tom po tomie, tak gdzieś do ukazania
          się trzeciego tomu i chociaż mi trochę opowiadały (starsza córka zwłaszcza,
          która zaczęła to czytać, bo młodsza była wtedy zbyt mała) i zachwycały się, to
          traktowałam to trochę pobłażliwie - tak, tak, fajnie, że się im podoba nowa
          książka dla dzieci. Wręcz, pamiętam, że byłam trochę sceptyczna, nie
          przypuszczałam, że ta książka może być w ogóle dobra, myślałam, że to trochę
          taka moda, wręcz jak pokemony czy coś, taka masówka. Obiecałam im jednak, że
          przeczytam, i że będziemy mogły o tym sobie rozmawiać itp. Natknęłam się też w
          jakiejś gazecie na artykuł o Joan Rowling i o tym co mówiła ona sama o tych
          książkach i swoim życiu i nabrałam do niej sympatii. No i wpadłam na pomysł,
          żeby połączyć przyjemne z pożytecznym i zacząć to czytać po angielsku. Kupiłam
          sobie pierwszą część w empiku, otworzyłam, po czym wpadłam jak śliwka w kompot
          już od pierwszych stron i w tej chwili jestem nawet bardziej zaangażowaną fanką
          Harrego niż moje córki. ;)

          Pamiętając zatem swoje odczucia sprzed lektury i z perspektywy "wtajemniczenia"
          widzę, że ta przepaść obiegowego opisu i własnego czytelniczego odczucia jest po
          prostu ogromna. Dlatego tych, których temat ciekawi zachęcam do spróbowania.
          Chociaż zdaję sobie sprawę, że gusta są różne i nie każdy się zachwyci tym
          samym. Coś jednak __musi__ w tym być, że te książki tak się podobają - może to
          dotyka jakichś naszych ukrytych tęsknot czy coś.. Pewnie tak.
          Pozdrawiam!
          • nioszka Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 15:56
            Ginestro. Powiem tak-po Twoich wpisach mam wielkę ochotę spróbować "rozgryźć"
            HP :) Wprawdzie czytałam dwa lub trzy tomy, ale to było daaawno temu i niewiele
            z tego pamiętam. Raz nawet kupiłam jeden tom bratowej, która była (jest?)
            fanką, w ramach relaksu po urodzenu dziecka, tzn do poczytania między
            karmieniem a przewijaniem :D
            Nie wiem, czy ona nie ma nawet jakiejś wersji angielskiej, bo też jest
            nauczycielką. Polskie tomy ma na pewno ze cztery, więc mam skąd brać :)
            Czy oryginał nie jest zbyt trudny dla osób o średnim stopniu znajomości? Czy
            polski przekład jest dobry?
            • ginestra Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 16:48
              Nioszko, jak miło :)
              Otóż sama nie wiem co powiedzieć o tej wersji oryginalnej. Najlepiej jakbyś
              spróbowała sama, bez stresowania się, eksperymentalnie, żeby zobaczyć jak to
              idzie. Najprzyjemniejsza lektura jest wtedy kiedy się można w niej zatopić,
              kiedy idzie w miarę gładko i nawet jeśli napotyka się jakieś pojedyncze nieznane
              słówka, to nie przeszkadza to w lekturze, bo wiele się da wyłapać z kontekstu
              albo takie pojedyncze słówko, jeśli człowieka nurtuje, to można sprawdzić potem,
              a póki co czyta się fajnie. Natomiast gdyby trzeba było każde zdanie czytać po
              kilka razy, gdyby było w nim sporo trudnych słówek, to raczej pewnie lepiej
              poczytać dla relaksu po polsku, a najwyżej po angielsku potem, kiedy się ma w
              głowie na świeżo treść, w celach naukowych, pomagając sobie słownikiem itp.

              Z konkretów to powiem, że ci moi studenci, którzy oscylowali wokół poziomu
              egzaminu Advanced lub leciutko ponad First Certificate, czytali Harrego w
              oryginale z wielką przyjemnością.

              Język pani Rowling jak dla mnie jest bardzo piękny, bogaty, jest masa bardzo
              ciekawego i obrazowego słownictwa, sporo dowcipnych zestawień i opisów, dużo
              słówek pochodzi też z takich rejestrów jakby starodawnych - w opisach eliksirów,
              przedmiotów, wnętrz itp. Też sporo jest nazw własnych jakichś zwierząt, drzew,
              elementów przyrody itp. Ciekawe opisy kolorów i pogody - oraz jedzenia.. :)
              Słówka wymyślone ze świata magicznego cudnie się tam wtapiają i brzmią
              naturalnie. Ja lubię też na przykład czytać ichnią korespondencję pisaną takim
              natchnionym urzędowym językiem. :) Są też inne rejestry językowe, bo niektóre
              postaci mówią "dziwnie", z jakimiś naleciałościami dialektowymi (np. Hagrid i to
              też jest oddane w pisowni). Po takiej książce zawsze czuję takie wszechstronne
              przewietrzenie "słówek z całego życia" oraz mam masę nowych ciekawych,
              soczystych, opisowych słówek, na które cieszę się, że się natknęłam. Składnia i
              styl też obfitują w takie perełki, które chciałam wręcz zapisywać, żeby móc
              gdzieś takich zwrotów i zdań użyć, bo to aż korci, ale jakoś zawsze mnie
              wciągała dalej treść i nie zapisywałam.

              Polkowski mówi, że język pani Rowling jest trudny, że jest w nim mnóstwo
              odniesień do kultury brytyjskiej, że składniowo też wymaga od tłumacza sporo
              gimnastyki i polotu. A więc nie wiem czy taka lektura będzie łatwa i
              niestresująca dla osoby ze średniozaawansowaną znajomością języka, trudno mi się
              wczuć.

              Co do przekładu, to ja... nie czytałam polskiej wersji.
              Myślę jednak, że pan Polkowski dał z siebie wszystko, i że jest ona dobra. Ja
              pamiętam tylko, że w części drugiej (Komnata tajemnic) z ciekawości zajrzałam
              jak on przetłumaczył wierszyk walentynkowy, który dla Harrego napisała Ginny.
              Był on (nie wiem czy pamiętacie, taki pełen uczucia i słodki i w ogóle..). No i
              trochę się rozczarowałam. Oczywiście WIADOMO, że tłumacz nie musi wierszyków
              rymowanych tłumaczyć słowo w słowo tylko podobnie, żeby oddać sens, nastrój,
              żeby znaleźć dobre rymy w języku __przekładu__, który ma prymat nad językiem
              oryginału, i jeśli nie jest to ze szkodą dla treści, to może na przykład zmienić
              występujące w wierszyku w języku oryginału zwierzę czy coś, byle tylko w języku
              przekładu wszystko grało i było naturalne i "przezroczyste". No i według mnie on
              trochę nie za dobrze ten wierszyk przetłumaczył i trochę, przede wszystkim,
              odarł z tej słodyczy i nieśmiałej żarliwości. :(

              Jak coś to zaraz pójdę po książki i Wam przytoczę te wierszyki na próbę -
              oceńcie sami.
              Ale może to tylko moje subiektywne zdanie, wynikające z ówczesnego wczucia się w
              postać Ginny. ;)
              To na razie!
              Pozdrawiam!
              • ginestra No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 17:15
                A więc, najpierw oryginał:

                "His eyes are as green as a fresh pickled toad,
                His hair is as dark as a blackboard,
                I wish he was mine, he's really divine,
                The hero who conquered the Dark Lord"

                ..a teraz przekład pana Polkowskiego:

                "Ma oczy zielone jak pikle z ropuchy
                Jego włosy są czarne jak tablica.
                O, gdyby moim został, bohater mych snów,
                Służyłabym mu jak diablica."

                Jak wspomniałam, oceńcie sami.
                Mi mina zrzedła właściwie po ostatniej linijce, wcześniej jest w miarę OK. Choć
                jak wspomniałam, w całym przetłumaczonym wierszyku brakuje mi tego "ducha" :((

                Myślę, że pani MM przetłumaczyłaby to o wiele subtelniej, poetycko i z
                zachowaniem tego specyficznego nastroju walentynki napisanej przez nieśmiałą i
                zakochaną dziewczynkę lat 11.

                Ale mam nadzieję, że tłumaczenie pana Polkowskiego, jeśli chodzi o resztę, o
                ogólny bieg akcji i wszytko inne, jest dobre. Może po prostu nie ma on smykałki
                do poezji.. i wyczucia dziewczęcego serca ;)
                Pozdrawiam!

                • ginestra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 17:29
                  Przepraszam, że jeszcze wtrącę swoje kolejne trzy grosze..
                  Wierszyk może w fabule nie był zbyt istotny, ale mimo wszystko tu bym chętnie
                  zasięgnęła Waszej opinii co do warstwy treściowej... otóż, w wierszyku Ginny
                  wyraża nie tyle to, że Harry jest "bohaterem JEJ snów", ale odwołuje się do
                  _faktów_, to jest do faktu naprawdę dużego kalibru, który czyni Harrego
                  bohaterem uznanym w całym magicznym świecie, a o którym to fakcie mowa w
                  ostatniej linijce. Czy pominięcie tej informacji "ujdzie w tłoku" czy jest jakby
                  nie do końca uczciwe wobec czytelników zdających się li i jedynie na przekład i
                  ufających tłumaczowi?
                  Pozdrawiam nieśmiało..
                  • klymenystra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:14
                    ja, jako zboczona na punkcie wiernosci(ale i piekna) przekladu nie dopuszczam
                    czegos takiego. pan tlumacz, zeby nie stracic rymu, mogl informacje o
                    bohaterstwiego harrego umiescic w przedostatniej linijce, a zamiast tej
                    diablicy, np, ze piekne ma lica (harry znaczy sie) czy cos. poza tym za bardzo
                    odbiega tonem od wersji oryginalnej- ja wiem, ze nie jest to poezja, ale mimo
                    wszystko, w kazdym, nawet urzedowym, tlumaczeniu, ton jest kwestia dominujaca.
                    nie bede wchodzic w to glebiej, bo to tylko moje zboczenie :)
                    pozdrawiam
                    • ginestra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:51
                      Klymenystro, ja też tak czuję jak Ty i też mam takie "zboczenie", zresztą
                      zawodowe.. :)

                      Powinna być zatem i wierność i nastrój - czasem, gdy się już __absolutnie__ nie
                      da nic zrobić, to można poświęcić coś z obrazowania - tu na przykład mniejszym
                      "złem" byłoby napisać, że "ma włosy czarne jak węgiel" (a nie jak tablica), ale
                      przynajmniej przekazać _wszystkie_ informacje, czyli to, że: "ma zielone oczy,
                      czarne włosy, jest cudowny, chciałabym, żeby był mój, jest bohaterem, bo pokonał
                      Czarnego Pana". (nie wiem dokładnie czy u Polkowskiego mówili na Lorda V.
                      "Czarny Pan"?)

                      I jeszcze, najlepiej żeby te informacje były podane w takich słodkich, trochę
                      górnolotnych, pensjonarskich rymach, w których wyczuwa się i zakochanie i
                      nieśmiałość. :)

                      A jeszcze lepiej żeby oddać też _charakter_ Ginny, który wyraża się i w tym
                      zachwycie i w nieśmiałości (ale takiej specyficznej, którą najbardziej widać
                      wtedy kiedy Ginny właśnie zbiera się na odwagę i pokonuje ją w takim dosyć
                      brawurowym stylu - na przykład wyrzuca z siebie takie wyznanie jak to albo, jak
                      w tomie VI... - kto nie czytał nie powiem więcej ;) ), oraz który to charakter
                      Ginny wyraża się także w porównaniach (kulinarnych - echa przytulności domu
                      Weasley'ów i praktyczności odziedziczonej po matce - oraz szkolnych - Ginny
                      bardzo przeżywała swój pierwszy rok w szkole, stąd te "włosy czarne jak
                      tablica"). No i wreszcie Ginny nie była uległa i nie miała absolutnie takich
                      wzorców z domu rodzinnego i takich zapędów, stąd "służyłabym Ci jak diablica"
                      jest według mnie dużym nadużyciem. Ginny nigdy by tak nie powiedziała
                      chłopakowi, ma w sobie __naprawdę__ dużo dumy.

                      A więc trochę się powymądrzałam, a sama nie zaproponowałam lepszej wersji ;)
                      No właśnie..
                      To już znikam, pa! ;)

                      • klymenystra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:53
                        u mnie tez powoli sie staje zawodowe ;) znaczy- mam nadzieje, ze bede mogla
                        mowic, ze zawodowe i ze wydrukuja mi to, co chce.
                        a ten post jeszcze bardziej mnie zachecil do HP :)
                      • zieleniack Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 02.08.07, 13:10
                        poza tym to jest dziewczynka 11-sto letnia, one jeszcze nie kojarzą zakochania
                        z czyms "ostrym", żadne "hot love" (to ta diablica), jak niektore ich starsze
                        kolezanki, a widza to jako cos slodkiego, delikatnego, niesmialego... diablica
                        zas, mowiac dosadnie, to takie zdzirowate troche, nie uwazacie?
                • tygrys2112 Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:37
                  Zaintrygował mnie ten wierszyk, więc spróbowałam przetłumaczyć i wymyśliłam coś
                  takiego:

                  Oczy zielone niczym ropucha,
                  czupryna czarna i potargana
                  Jest naprawdę boski, kocham tego zucha,
                  który pokonał Czarnego Pana.

                  :)
                  Drugą linijkę zmieniłam, ale inaczej nie pasowało do rymu :)
                  • verdana Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:45
                    ja tez jestem najwyraźniej zboczona - i pewna, ze w tłumaczeniu powinno znależć
                    się zdanie o bohaterze (nie zuchu jednak), ktory pokonał Czarnego Pana.
                    • tygrys2112 Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:48
                      ja nie mówię, że jest dobre, wymyślałam je 5 minut :)

                      ale z tym bohaterem mi nic na razie nie przychodzi. Może niech kto inny się
                      pogłowi ;)
                      • verdana Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:54
                        Razem z córka (jej wieksza zasluga) przetłumaczylysmy dwie ostatnie linijki
                        "I na wieki będę oddana
                        Pogromcy Czarnego Pana"
                        • tygrys2112 Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 18:55
                          Boskie :)
                        • ginestra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 19:05
                          Verdano, super! :)
                      • ginestra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 19:01
                        Tygrysie, jesteś wielka! :)))
                        Mi się bardzo podoba Twoja wersja. :)

                        Pisałyśmy chyba równocześnie, odpowiadałam Klymenystrze, a tu widzę, że Ty i
                        Verdana też zainteresowałyście się wierszykiem, jak miło.

                        Jeśli taki fajny wierszyk wyszedł na biegu, to może jeszcze wymyślimy różne inne
                        wersje?

                        Z zajęć z przekładu literackiego na studiach (na Italianistyce) mogę powiedzieć,
                        że to było zapierające dech w piersiach doświadczenie (przynajmniej dla mnie)
                        widzieć jak __różne__ i jakie wspaniałe mogą powstać wersje tłumaczenia tego
                        samego zdania! A co dopiero przy poezji - w takim na przykład wierszyku jak ten
                        można przecież zamieniać kolejność linijek, napisać "zielone jak ropuchy w occie
                        jego oczy" lub "jego oczy zielone jak w occie ropuchy" itp. Możliwości jest
                        wiele. Tylko dobrze by się było przy tym wczuć w autorkę, żeby nie wyszedł nam
                        Mickiewicz ;)
                        Ja nie będę nic już się nic a nic wymądrzać, obiecuję :)
                        Pozdrawiam! :)
                        • tygrys2112 Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 01.08.07, 19:10
                          > może jeszcze wymyślimy różne inn
                          > e
                          > wersje?

                          Jestem za!!! :)

                          > Ja nie będę nic już się nic a nic wymądrzać, obiecuję :)
                          Mam nadzieję, że żartujesz. Bardzo lubię czytać Twoje "wymądrzanie się" :)
                        • zieleniack Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 02.08.07, 13:12
                          mi tez sie bardzo podoba:) niby nie powinien byc "zuch", ale wlasnie to slowo
                          pokazuje, ze wiersz pisala osoba, ktora jeszcze jest dzieckiem, to jeszcze
                          dziewczynka, a nie "juz prawie kobieta"
                          • ginestra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 06.08.07, 20:46
                            Wiecie co...
                            Nie wchodziłam przez weekend na forum, bo dużo się działo, ale w pewnej chwili
                            wymyśliłam swoją wersję wierszyka. I może tak po prostu zapiszę ją, dla ciekawości.

                            "Jego oczy zielone jak ropucha w occie,
                            Włosy jego czarne, jak w klasie tablica.
                            To on Czarnego Pana wielkie skruszył moce,
                            Z nim chcę być - do końca życia!"

                            PS. Harrego podczytuję i bardzo mnie wciąga i podoba mi się! :)))
                            Emocjonujące, a miejscami są takie wzruszające kawałki, że ach!
                            W ogóle, dużo by się chciało powiedzieć! I rzeczywiście czasem "rozpłaszcza mnie
                            na podłodze". ;)
                            • tygrys2112 Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 07.08.07, 11:58
                              Świetnie to prztłumaczyłaś Ginestro :) I do tego naprawdę wiernie,
                              co jest nie lada sztuką.
                              • ginestra Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 07.08.07, 22:21
                                Dzięki, jest mi bardzo miło :)
                                • jamniczysko Re: No, to są te wspomniane wierszyki... ;) 08.08.07, 12:34
                                  No, fakt. To: "...służyłabym mu jak diablica!" wieloznaczne jest i
                                  niesmaczne.
          • klymenystra Re: MM a Harry Potter 01.08.07, 18:08
            zapewne masz racje. wcale nie twierdze, ze to nie sa dobre ksiazki i pewnie
            kiedys po nie siegne.
            tylko mam gdzies zakodowane, ze jak widze takie tlumy, ktore kochaja HP to nie
            moze w tym byc nic wartosciowego, bo, jak wiadomo, tlumy rzeczy wartosciowe
            rzadko wybieraja. ze to cos na wzor coelho, jesli chodzi o poziom. ale chce to
            przemoc, bo takie uprzedzenia nie odnosza sie tylko do literautry, ale tez
            innych sfer zycia- i sama wiem, ze duzo na tym trace.
            • szprota Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 16:31
              Ależ to całkiem naturalne. Ja się łapię na podobnej przekorze w odniesieniu do
              muzyki :)
    • iwoniaw No właśnie, Ignac mógłby czytać 01.08.07, 17:22
      i się zachwycić np. wpływami łacińskimi (zwróćcie uwagę na zaklęcia używane w HP
      - toż to albo czysta łacina albo jej zgrabne "adaptacje"). Że VII tom zaczyna
      się mottem z Ajschylosa to też ktoś słusznie zauważył, Ignac powinien docenić i
      rozwinąć wątek antyczno-polityczny ;-)

      Młodsze pokolenie też powinno się zaczytywać, no tak w ogóle to co ten Józinek
      czyta, Żeromscy, Żaba czy nawet starsi, jak Laura (bo ta ostatnia nie lektury
      szkolne, nawet przed maturą...)?

      > Pamiętacie duskusje nad "ogniem i Mieczem" Hoffmana, o
      > upadzie wielkiej sztuki

      Z tą drobną różnicą, że Ignac uznał za profanację sam film, zaś Sienkiewicz był
      jednym z jego ukochanych pisarzy (co, szczerze mówiąc, dziwi mnie nieco - w
      końcu IB senior był człowiekiem na tyle oczytanym, że aż wierzyć się nie chce,
      że taka pozycja (ogniem i mieczem) do późnej starości była u niego na topie
      ulubionych lektur... No, ale de gustibus...)
      • ginestra Re: No właśnie, Ignac mógłby czytać 01.08.07, 17:34
        Otóż to!
        A ja oprócz Ignaca i młodzieży jako potencjalnych czytelników HP dorzuciłabym
        jeszcze Gabę - pamiętacie co czytała w Imieninach? "Legendy związane z drzewami
        na Wyspach Brytyjskich" czy jakoś tak. A więc... świat legend i fantastyki,
        magiczność, przyroda, tajemnicze moczary, krajobraz Szkocji... stare zamki - toż
        tu już tylko mały krok do Hogwartu :)
        • meduza7 Ściągnęłam sobie... 01.08.07, 20:12
          ... i jestem już przy 14 rozdziale, choć ze dwa to chyba tłumaczył automat, bo
          są OKROPNE!!!
          Muszę skończyć zanim wyjadę na wczasy, a to już w sobotę!
          • verdana Re: Ściągnęłam sobie... 01.08.07, 20:40
            Tlumaczenie tragiczne, ale czego można wymagac po tygodniu... Nie wiem, czy u
            Ciebie to samo - niektore rozdziay zupełnie przyzwoite, z w niektorych nawet
            gramatyka i ortografia szwankuje.
            A oderwac się i tak nie można.
            • the_dzidka Kochane koledzy i koleżanki 01.08.07, 20:52
              Sugeruję omijanie delikatnego tematu. Dobrze?
              • szprota Re: Kochane koledzy i koleżanki 01.08.07, 21:38
                Względem tego, że dysponujemy nieautoryzowanym tłumaczeniem? No może i racja,
                piraci jesteśmy (ja świeżo z wyprawy nadmorskiej, to mi koresponduje ze stanem
                ducha). Ja w każdym razie w styczniu polską wersję nabędę, bo mimo wszystko ma
                wdzięk i charakter. Albo się do tego czasu poduczę angielskiego :)
                • ginestra Re: Kochane koledzy i koleżanki 01.08.07, 23:21
                  No właśnie, szkoda bardzo, że tłumaczenie oficjalne ukaże się dopiero w
                  styczniu. Moje dzieci też nie mogą za bardzo patrzeć jak sobie czytam (choć nie
                  bez poczucia pewnego dyskomfortu wobec nich, z którymi nie mogę tej przyjemności
                  dzielić), ale już się do tego przyzwyczaiły przy poprzednich wychodzących
                  częściach. One uczą się angielskiego, ale nie znają go na tyle, żeby swobodnie
                  czytać, więc nie próbują - lepiej od razu się zatopić w polskiej wersji jak się
                  pojawi. Ale też pochłania je tyle rzeczy w tej chwili, że aż tak nie skręca ich
                  to, że nie mogą jeszcze się do tego tomu dobrać i w miarę cierpliwie to znoszą.
                  Ja osobiście bym nie wytrzymała chyba z ciekawości. Oczywiście mam nie
                  uprzedzać im faktów i w ogóle :(

                  Tymczasem przeczytałam już kawałek (ze 3 rozdziały) i muszę powiedzieć, że akcja
                  bardzo ładnie się rozkręca :) Nie udało mi się więcej, bo miałam dziś sporo
                  pracy. Ale fajnie, że jeszcze tyle książki zostało przede mną :)))

                  A może ktoś z Was był już na filmie (część 5)? (Ja jeszcze nie..)

                  Pozdrawiam!

            • meduza7 Re: Ściągnęłam sobie... 01.08.07, 23:57
              O żesz, jakie to tłumaczenie jest okropne, o ja nie mogę... Pierwsze parę
              rozdzialów jeszcze było calkiem calkiem, ale teraz czytam to ze zgrzytem zębów i
              tylko dlatego, że TAK STRASZNIE CHCĘ WIEDZIEĆ, co było dalej!!!
              • szprota Re: Ściągnęłam sobie... 02.08.07, 01:56
                Straszliwe. Nie dość, że kulawe, to jeszcze z błędami ortograficznymi. Nie
                wytrzymałam i wzięłam się za oryginał - ogólny sens rozumiem, a w razie czego
                mam w domu słowniki, a w sieci translatorki.
                • meduza7 Re: Ściągnęłam sobie... 02.08.07, 02:40
                  Skończyłam. Ojapitolę. Rozsmarowało mnie na podłodze.
                  • the_dzidka Re: Ściągnęłam sobie... 02.08.07, 11:15
                    To ja idę dzisiaj do EMPiKu! jesteście potwory!
                    • nioszka Re: Ściągnęłam sobie... 02.08.07, 12:39
                      mam sporo do nadrobienia. Zaraz jak tylko mogę pożyczam starsze tomy i biorę
                      się za czytanie :)
                    • szprota Re: Ściągnęłam sobie... 02.08.07, 16:19
                      My Ciebie też, kochana Królowo Dzidko :*
      • zieleniack Re: No właśnie, Ignac mógłby czytać 02.08.07, 13:14
        Zaba, jesli miala HP (a byc moze milala, bo przeciez ona nie stroniła od
        kultury popularnej, chociazby miala fotki Brada Pitta xD), to jej sie spalił =PP
        (alee paskuda ze mnie XD)
      • zieleniack Re: No właśnie, Ignac mógłby czytać 02.08.07, 15:59
        wyobrazcie sobie, ze Ignas, dajmy na to, znow za namowa taty (Grzes podsuwal
        synowi lektury chlopiece, aby ten ciagle nie czytał antyków podsuwanych przez
        dziadka), czyta HP. Wyobrazcie sobie, co by sie działo. Skoro Ignas ma taka
        sklonnosc do wczuwania sie w lekture, ze wyobraza sobie siebie jako
        superdetektywa, w pewnym momencie nawet z peleryną supermana (kiedy gonił
        dresiarzy z komórkami bodajże), to co by było, gdyby czytał hp? Ukradłby Mili
        miotłe i probowal na niej latac?? ;D
        • szprota Nie byłoby to w sumie takie najgorsze 02.08.07, 16:24
          Jakkolwiek bardziej go sobie wyobrażam, jak wszędzie widzi Sami-Wiecie-Kogo i
          sieje zamęt tudzież panikę.
          Ewentualnie się wirtualnie zakochuje w Hermionie (i cierpi) (ja w jego wieku
          namiętnie kochałam się w Thorgalu).
          • meduza7 Re: Nie byłoby to w sumie takie najgorsze 02.08.07, 18:04
            No, nie wiem, czy akurat w Hermionie, on lubi błyszczeć, a ta gasiłaby go swoją
            erudycją co krok. Wbrew pozorom, chyba wcale by się za dobrze ze sobą nie
            dogadywali. Może w jakiejś Parvati z jej egzotyczną urodą?
            • ginestra Re: Nie byłoby to w sumie takie najgorsze 02.08.07, 19:07
              Tak, nawet podobna do Czekoladki :)
    • ofortuna Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 16:23
      Obawiam się, że nie będę pasowała do większości wypowiadających się w tej sprawie, a mianowicie sprawie książek Harry'ego Pottera.
      Dlaczego? Bo ja ich po prostu nie zdołałam przeczytać. Sama się nad tym czasem zastanawiam. Tyle innych książek pochłaniam z zapałem. A muszę zaznaczyć, że panią Rowling, a właściwie jej czarodzieja próbowałam czytać. I to nie raz. Nie wiem, cały ten szum wokół tych książek zamiast mnie przyciągać, zniechęca. Dużo osób próbowało mnie przekonać. Z resztą Wy, a zwłaszcza Ginestra nieświadomie też próbujecie, ale ja jakoś nie potrafię się zmusić.
      Chyba wolę po prostu jeden, realistyczny świat niż dwa, całkiem się od siebie różniące.
      Może pani M. ma tak samo, nie każdego musi zachwycać fenomen Harrego, prawda?
      Pozdrawiam;)
      • ginestra Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 19:48
        Ofortuno, no właśnie, każdemu co innego się podoba.
        W tym wątku dominują fani Harrego - podobnie był na naszym forum bardzo
        entuzjastyczny wątek Pratchett'owców. :)

        Jest to bardzo ciekawe i zagadkowe co się komu podoba. Mi przypomina się taki
        dialog z Gombrowicza (czy na pewno? - pewnie znacie lepiej ten cytat) o
        Mickiewiczu, który "wielkim poetą był, jego poezja wzrusza", a ktoś mu na to "a
        mnie nie wzrusza" i odpowiedź była w tym duchu: "jak to nie wzrusza, przecież
        wszystkich wzrusza!". No i właśnie - pewnie nam (czyli zaczarowanym przez
        J.Rowling) trudno sobie wyobrazić, że kogoś może ten magiczny świat nie
        pociągać, ale przecież czasem tak jest, że nie pociąga i nic w tym złego. Ja na
        przykład lubię się wtapiać w taki na maksa fikcyjny świat.. może to naprawdę
        ucieczka od realiów, które są trochę trudne, co by nie mówić, od tego
        "dorosłego" życia?

        No właśnie, uwielbiam te książki, ale pamiętam taki moment parę lat temu, że po
        jakimś długim, długim czasie czytania __wyłącznie__ książek typu Harry,
        Jeżycjada (którą przecież też uwielbiam!) i innych młodzieżowych (plus książek
        nie-beletrystycznych) weszłam do księgarni i zauważyłam, że ukazała się książka
        włoskiego pisarza (z przełomu XIX i XX wieku), Italo Svevo, w przekładzie
        polskim (wydaje mi się, że po raz pierwszy została przełożona na polski, tytuł
        "Starość"). A ponieważ pisarza pamiętałam ze studiów i swoich zainteresowań,
        wzięłam ją do ręki i zaczęłam kartkować i podczytywać. I pamiętam takie uczucie
        jakby wręcz uderzenie obuchem w głowę, że jest to inna literatura, o wiele
        poważniej napisana, o wiele "doroślejsza" i jakoś tak kontaktująca mnie z tym
        czasem kiedy czytałam tak napisanych książek więcej, a __w ogóle__ już na tamtą
        chwilę zapomniałam jakie to jest uczucie. Książkę kupiłam, ale nie o tym jest
        moja wypowiedź. Chodzi mi o to, że naprawdę, jak tak bliżej pomyśleć, to różnica
        jest dojmująca pomiędzy książkami pisanymi "na poważnie", a takimi, w którym
        jest stworzony jakiś fantastyczny, nierzeczywisty świat i tam toczy się akcja..
        Jak dla mnie te drugie wcale nie są gorsze i słabsze, tylko inne. Ja na przykład
        na tę chwilę takie właśnie wolę.

        Pamiętam też taki czas, że __chciałam__ kupować w księgarniach jakieś ukazujące
        się książki "dorosłe", na przykład takie bardziej ambitne kobiece itp., ale co
        taką otworzyłam, to natykałam się na fragment, w którym ktoś kogoś krzywdzi,
        zdradza, albo jakaś kobieta jest w ciąży, a nie chce w niej być, albo w którym
        ktoś przeżywa jakieś bolesne rzeczy w swojej psychice itp. i nie chciałam już
        ich kupować. Jedynie kupowałam i czytałam Grocholę, a ściślej cykl o Judycie
        (Nigdy w życiu itp.), bo wiedziałam, że napisana jest z przymrużeniem oka, że
        się ____dobrze skończy_____, zresztą zachęcił mnie film itp. Jeżycjada też jest
        gwarancją tego, że napotkamy tam miłe ciepło, i że wszystko się dobrze skończy,
        a jednocześnie są to książki dostarczające pewnych refleksji,i napisane ładnym
        językiem.

        Może jeszcze zatęsknię bardziej do książek o tym "prawdziwym" życiu, (mówię o
        powieściach, a nie o dokumentalnych i wspomnieniowych, których też czytałam i
        czytam całe mnóstwo). Powieści bardziej niż książki wspomnieniowe pozwalają nam
        wejść w świat przedstawiony, w intymność bohatera, tak myślę. No i te
        wspomnieniowe też się raczej (względnie) dobrze skończą, bo na przykład ten kto
        opowiada żyje i dzieli się tym co przeżył, choćby były to trudne i smutne
        wydarzenia, ale coś budującego, jakąś nadzieję i wiedzę niosą, z samego założenia.

        Może trzeba po prostu być silniejszym, żeby w taki powieściowy, wciągający, a
        __nieprzewidywalny__ świat się z ufnością zanurzyć...?
        No, nie wiem co sądzicie. Może jakoś namotałam..
        Pozdrawiam!

        • ofortuna Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 20:11
          Harry Potter, Musierowicz, Gombrowicz, do czego te skojarzenia nas prowadzą. :)
          Tak, ten cytat znam dosyć dobrze. Jakoś mi utkwił w pamięci... :) Tam chodziło głównie o Słowackiego, nie Mickiewicza.
          Ale czy się zgodzę z tym, że trzeba być silniejszym.
          Wiesz, czasami silniejszym trzeba być, aby czytać książki o realistycznym świecie. O świecie dzisiejszym niż o tym fikcyjnym...
          • ginestra Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 20:20
            Tak, ja właśnie to miałam na myśli.., że potrzeba więcej siły, żeby czytać o tym
            dzisiejszym świecie, o tym co ludzie przeżywają, jak sobie radzą, gdzie nie jest
            to wszystko wzięte w taki optymistyczny nawias już od początku, od tytułu i okładki.

            Pozdrawiam Cię serdecznie!
            • ofortuna Re: MM a Harry Potter 02.08.07, 20:31
              No to już się rozumiemy. :)
              Tak, bo naszego życia niestety nie można wziąż w taki optymistyczny nawias od początku do końca, bo to by już nie było nasze, prawdziwe życie.
          • szprota Re: MM a Harry Potter 03.08.07, 01:45
            "Wielka poezja będąc wielką i będąc poezją nie może nie zachwycać, a więc
            zachwyca". To z Ferdydurke. Biedne dzieciaki, tylko niektóre będą mogły to
            poznać na lekcjach :(
            I przychylam się do opinii, że to zanurzenie się w powieści to jednak ucieczka
            od rzeczywistości, co nam skrzeczy.
            • lezbobimbo Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 05:11
              Opowiadacie no no :)

              Co do Borejków: uwielbienie lektur anglosaskich posiadaja. Walka dobra ze zlem
              tez im sie podoba, mam wrazenie. Dobre lektury dla dzieci pani MM zawsze chwali
              na lamach Frywolitek...

              Ale nie sadze, ze HP zaistnieje w Jezycjadzie.
              Juz wiele innych oczywistych wydawaloby sie lektur moglo sie tam znalezc, a nie
              ma ich.
              N.p. z wieszczy polskich w Jezycjadzie wymienianych czesto mamy Wyspianskiego,
              Lesmiana i Mickiewicza. Raz Pyza cytuje Norwida. Milosz jest czy go nie ma?
              Z lektur popularnych mamy Sienkiewicza.
              Z autorów zagranicznych - Szekspir, kawal antyku i Dumasa. Na wiadomym
              przystanku autobusowym Bernard wykonuje spektakl ody do radosci (Goethe). Mamy
              tez Charlotte Brönte i LMM. Laura zna skads krój plaszcza, w jakim chodzila
              Emilia Brönte, ale tematy i cytaty z Wichrowych Wzgórz nie wystepuja.
              A - gdzie - cala - reszta?
              Pomijajac kilka cytatów? Gdzie Slowacki, gdzie Kochanowski, Krasicki,
              Kasprowicz, Rej?
              Gdzie Gombrowicz? Gdzie Tuwim, gdzie Witkacy, gdzie Kossakówny obie, gdzie
              Zapolska, Slonimski i inne tuzy dwudziestolecia miedzywojennego? Gdzie powojenne
              Poswiatowska, Szymborska? Juz o technokrate Lema nie smiem dopraszac, ani o
              ciezszego kalibru Hanne Krall, lektury obozowo-lagrowa albo dzisiejsza
              Tokarczuk, ale..
              Gdzie literatura swiatowa jak to pozostali wielcy Francuzi, wszyscy wielcy
              Rosjanie (oprócz Dostojewskiego którego czyta zdaje sie Nutria mala)
              gdzie inni mistrzowie & mistrzynie anglosascy, gdzie wielcy Latynosi, gdzie
              Skandynawia - oprócz Andersena i Muminków Jansson? Czy Astrid Lingren jest
              wymieniana dosc czesto w lekturach dzieciecych Jezycjady czy tylko we
              Frywolitkach? A inne swiatowej slawy ksiazki dla dzieci oprócz Puchatka?

              Ja sie moze czepiam, ale rodzina tak intelektualna i uwielbiajaca ksiazki i
              definiujaca sie przez to, ze czyta, te wszystkie lektury moglaby nie tylko
              cytowac ale i czasem nawet przedyskutowac, jak myslicie? Chyba ze wtedy kazdy
              tom Jezycjady byl grubszy od dwóch Potterów ;)

              A skoro klasyczne lektury nie sa tak cytowane, to nie dziwie sie specjalnie, ze
              te popkulturowe tez nie... nawet Tolkien mimo ze wg. pani MM zacniejszy niz HP,
              tez sie nie doczekal wzmianki..

              Nieletni Józinek za to slucha Rammsteinu i oglada Matrixa :D

              P.S. Z pewnoscia zapomnialam sama o jakichs autorach ;)
              • bunny.tsukino Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 08:51
                Ty to chyba z konia spadłaś;)

                Zapolska w Jeżycjadzie hahaha. Z ciążą, zdradami no i nie zapominajmy jaką
                reputację pani Z. miała, jak na dzisiejsze czas też dość kontrowersyjną.
                Znamienne, że Hanka Zapolskiej w dziedzinie nieplanowanego dziecka jest bardziej
                świadoma swoich praw niż musierowiczowska Róża. Pierwsza wspomina o alimentach,
                druga unosi się honorem.

                Kochanowski się przewinął, ktoś tam wspomina, że to ulubiony poeta Ignacego B.
                Może z zamiłowania do stoików?

                Mnie drażniło, co innego, takie nachalne wciskanie Barańczaka. Wiem, wiem, że
                rodzony brat, znany tłumacz, ceniony poeta, ale wszystkie cytaty z Szekspira
                jego tłumaczenia, bleee
                • lezbobimbo Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 09:04
                  bunny.tsukino napisała:

                  > Ty to chyba z konia spadłaś;)

                  Pomarzylam sobie, nie wolno? ;)
                  No wiem, wiem, pisarze mroczni i negatywnie realistyczni nie pojawia sie
                  zapewne.. ale n.p. Jasnorzewska i Poswiatowska nie pisaly tylko o seksie i cos
                  tam o milosci pieknego mozna bylo znalezc ;)

                  > Zapolska w Jeżycjadzie hahaha.

                  Czekaj, cos mie wlasnie olsnilo... czy ktos we wczesnych tomach nie uniósl sie
                  "dulszczyzna, no dulszczyzna jak kocham" - czy to nie byla mloda krewka Idusia
                  przypadkiem? Albo krewka Gabriela? Ktos pamieta? (nie mam ksiazek przy sobie)

                  > Mnie drażniło, co innego, takie nachalne wciskanie Barańczaka.

                  Mnie bardziej wciskanie Kubiaka ;P Co juz gdzies tu pisalam.
                  W jednym z tomów malo bylo, ze Ignac zasunal cytat z greki o melisach, zaraz
                  potem wtracil sie Ignas Grzegorz i wyszczebiotal formulke: "przelozyl Zbigniew
                  Kubiak." Noz normalnie myslalam, ze cos mnie trafi przez taki nagly plugging -
                  brakowalo jeszcze, zeby cytowali numer ISBN i wydawnictwo! Jak nie przymierzajac
                  raperzy z USA którzy czasem rapuja o swoich wlasnych promocjach :D
                  • jamniczysko Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 09:16
                    "Dulscy, Dulscy wokół mnie", krzyczała Julia.
                    • lezbobimbo Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 09:19
                      jamniczysko napisała:
                      > "Dulscy, Dulscy wokół mnie", krzyczała Julia.

                      Tak to bylo to :D
                      Ale Cesia to byl odwazny literacko tom hihi. Mama Zakowa czytala Tryfidy przy
                      zmywaniu :D
                      • jamniczysko Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 09:28
                        A Cesia o mało nie poszła z Zygmuntem na "Rzym" Felliniego!
                        • anutek115 Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 09:56
                          Zapolska pojawia się jeszcze przy okazji rozmowy Róży i Tygrysa o maturze tego
                          ostatniego (w "Żabie" bodajże, tuż przed akcją uświadamiania pani Schoppe jak to
                          jest, kochać swoje dziecko i poświęcać się dla niego z radością). Ale, o ile
                          pamiętam (a książki pod ręką nie mam i mogłam pokręcić to i owo) Tygrys nawet
                          nie pamięta imienia występnego syna pani Dulskiej. Tak więc nie jest to
                          najwyraźniej lektura, z której warto coś zapamiętać.
                          • emae Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 06.02.08, 12:16
                            Ale nazwiska boskiego adwokata Antonelli (swoją drogą - boski, boski
                            naprawdę) też nie pamiętała. To były braki w tygrysiej pamięci, nie
                            znieważanie literackiego dzieła :)
                  • nikadaw1 Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 12:30
                    ja tam akurat sie ciesze, że Jezycjada nie wymienia całej wartościowej
                    literatury napisanej od zarania cywilizacji śródziemnomorskiej po dzisiejsze
                    czasy. toż wówczas oni by nic innego nie mogli robić tylko siedzieć z nosem w
                    książce.
                    tytuły zwykle sa wspomniane w jezycjadzie mimochodem, np. że ktoś coś sobie
                    czytał do poduszki. no i oczywiście moralizowanie Ignaca (wykład dany Laurze o
                    Brodskim i Marku Aureliuszu).
                    Barańczak - no cóż, powoli wypiera Paszkowskiego. Paszkowski jest zresztą
                    wspomniany w Małomównym przez Munia ("przekład Paszkowskiego") ale wtedy
                    Barańczak jeszcze nie tłumaczył Szekspira.
                    Kubiak - odebrałam to jako "koloryt współczesności" bo akurat wtedy był na topie
                    jako tłumacz antyku (i chyba Nike wonczas dostał, czy cuś).
                    • croyance Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 04.02.08, 12:03
                      No nie, dziewczyny, skoro jej brat przeklada Szekspira i jest
                      cenionym tlumaczem, to mialaby cytowac kogos obcego? Przeciez on by
                      jej dal za to becki :-D
                  • uccello Kubiak 03.08.07, 13:01
                    Słyszałam historyjkę o chłopcu, który każdą bajkę czytaną/opowiadaną przed
                    snem przez mamę, kwitował uroczystą formułą : czytał Lucjan Szołajski. Tego
                    Kubiaka odebrałam tak własnie -jako wypowiedzianą tonem elegijnym regułkę typu:
                    i żyli długo i szcześliwie,lub: i ja tam byłem, miód i wino piłem. Słowem -
                    zamknięcie opowieści, w takim właśnie typowym dla Ignacego G.- mądralińskim
                    stylu.
                    • szprota Re: Kubiak 03.08.07, 15:53
                      To mi przypomina sprzed lat poniedziałkowe seanse, które kończyły się hasłem "wersja polska em kej prodakszyns, tekst Tomasz Beksiński, czytał Janusz Szydłowski"... and so much for pathos.
                      :)
                • szprota Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 12:39
                  bunny.tsukino napisała:
                  Mnie drażniło, co innego, takie nachalne wciskanie Barańczaka. Wiem, wiem, że
                  rodzony brat, znany tłumacz, ceniony poeta, ale wszystkie cytaty z Szekspira
                  jego tłumaczenia, bleee

                  Nie do końca - w Małomównym i Rodzinie zaszyfrowana wiadomość była w przekładzie
                  Paszkowskiego :)
                  • meduza7 Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 13:04
                    Bo w czasach, gdy MM pisała Małomównego, przekłady Barańczaka jeszcze nie istniały.
                    • szprota Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 15:46
                      W tej nowszej, z lat dziewięćdziesiątych wersji pozmieniała tyle, że aż dziw, że jej nie kusiło również pomanipulować z autorem przekładu :)
                      • meduza7 Re: czy Borejkowie mogliby czytac HP 03.08.07, 16:02
                        Wiesz, mogło chodzić o słowo "czapla", które pojawia się w zaszyfrowanym
                        komunikacie, a w przekładzie Barańczaka znika z tej sceny.
                        • szprota Prawda, zapomniałam [nt] 03.08.07, 16:09

    • ginestra Re: MM a Harry Potter 15.08.07, 12:50
      Wczoraj skończyłam czytać!
      Fajne :))))
      I aż mam ochotę przeczytać raz jeszcze, mimo iż z powodu znajomości treści nie
      będę może odczuwać takiego napięcia jak przy pierwszym czytaniu, ale jest tam
      wiele mądrych i prawdziwych treści "o człowieku".
      A przy tym miło być zanurzonym w ten świat...
      Pozdrawiam!
      • anna_klara Re: MM a Harry Potter 15.08.07, 14:44
        Jest to bardzo ciekawe i zagadkowe co się komu podoba. Mi przypomina się taki
        dialog z Gombrowicza (czy na pewno? - pewnie znacie lepiej ten cytat) o
        Mickiewiczu, który "wielkim poetą był, jego poezja wzrusza", a ktoś mu na to "a
        mnie nie wzrusza" i odpowiedź była w tym duchu: "jak to nie wzrusza, przecież
        wszystkich wzrusza!". No i właśnie - pewnie nam (czyli zaczarowanym przez
        J.Rowling) trudno sobie wyobrazić, że kogoś może ten magiczny świat nie
        pociągać, ale przecież czasem tak jest, że nie pociąga i nic w tym złego. Ja na
        przykład lubię się wtapiać w taki na maksa fikcyjny świat.. może to naprawdę
        ucieczka od realiów, które są trochę trudne, co by nie mówić, od tego
        "dorosłego" życia?


        RANY BOSKIE. JESTEM ZGORSZONA. TO BYł SłOWACKI, A NIE MICKIEWICZ. FANTASTYCZNY
        GłOS W SPRAWIE USUWANIA PRZEZ GIERTYCHA "FERDYDURKE" Z LISTY LEKTUR SZKOLNYCH.
        • ginestra Re: MM a Harry Potter 15.08.07, 16:22
          Anno_Klaro :), wcześniej poprawiła mnie Ofortuna (gimnazjalistka, która dobrze
          znała ten cytat w prawidłowym brzmieniu, co pewnie Cię podbuduje). A więc nie
          jest chyba tak źle w narodzie czytelniczym.

          Jeśli o mnie osobiście chodzi, to do szkoły chodziłam bardzo dawno temu (w
          klasie maturalnej byłam np. 17 lat temu) i od tego czasu nie sięgałam do kanonu
          lektur, a czytałam inne książki, za Gombrowiczem zaś nie przepadałam nigdy;
          Ferdydurke w programie szkolnym, zdaje mi się, była wtedy lekturą nieobowiązkową
          i nie czytałam jej, a tylko polonistka do pewnych fragmentów odwoływała się na
          lekcjach - zapamiętałam ten cytat jako ogólnie popularny i dobrze ilustrujący
          pewne rzeczy. Wiem, że jesteś zgorszona, ale nic na to nie poradzę. Ja natomiast
          __wcale a wcale__ nie wstydzę się, że nie pamiętałam dokładnie tego cytatu. I
          jak ktoś inny nie pamięta dokładnie jakiegoś cytatu to też się nie bulwersuję.
          Ale - jak wspomniałam wcześniej - każdy jest inny i każdy na co innego jest
          uwrażliwiony. Natomiast czytałam wiele innych ciekawych książek i wiele cytatów
          z nich mam wciąż w pamięci. Jak większość ludzi zapewne.
          Pozdrawiam
        • tennesee Re: MM a Harry Potter 27.08.07, 12:40
          tak sobie myślę, że sama jestem wrażliwa jak diabli na niewiedzę
          dotyczącą kwestii dotyczącą tzw humanistycznego kanonu. Z drugiej
          wszakże strony myślę sobie także, że każdy sobie po trosze ustawia
          pewien kanon i z całą pewnością jest wiele zagadnień z tego kanonu,
          których nie znam, nie mówiąc już o kwestiach spoza (biologia, nauki
          ścisłe, IT itd) Po drugie myślę sobie, że Gombrowicz obśmiał troche
          to nabożne podejście do kultury narodowej, cytatów itp.

          nie żebym się wcinała między wódkę a zakaskę, tylko raczej sama mam
          tego radzaju rozważania i wątpliwości czasem:) i nie wiem czy
          hamować swoje elitarystyczne zapędy czy nie.
          • berek_76 Re: MM a Harry Potter 03.09.07, 09:54
            Po drugie myślę sobie, że Gombrowicz obśmiał troche
            > to nabożne podejście do kultury narodowej, cytatów itp.

            To wykonam dygresję do dygresji do dygresji i napiszę, że próbowałam ostatnio
            czytać Dzienniki Gombrowicza i odpadłam. On tam generalnie dystansuje się od
            wszystkiego z wyjątkiem siebie i dla mnie jest to lektura być może wysoka, ale
            niestrawna.

            > tak sobie myślę, że sama jestem wrażliwa jak diabli na niewiedzę
            > dotyczącą kwestii dotyczącą tzw humanistycznego kanonu. Z drugiej
            > wszakże strony myślę sobie także, że każdy sobie po trosze ustawia
            > pewien kanon i z całą pewnością jest wiele zagadnień z tego kanonu,
            > których nie znam, nie mówiąc już o kwestiach spoza (biologia, nauki
            > ścisłe, IT itd)

            Otóż to. Ja literacko jestem koszmarnym burakiem, chociaż jako dziecię
            dziesięcioletnie czytywałam Słowackiego :) Za to dzisiaj sobie żyję Pratchettem,
            Trylogią i swoimi naukowymi dziełami, i w sumie mi z tym nieźle. Za to cholery
            dostaję, kiedy ktoś "zielonych" nazywa ekologami i nie odróżnia klonowania owcy
            od klonowania genu. Ekologiem to ja jestem z wykształcenia i w życiu się do
            żadnego drzewa nie przykuwałam :)
            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • emae Re: MM a Harry Potter 06.02.08, 12:34
              O, to, to. Pomysł Gombrowicza na "Dzienniki": wszyscy są do kitu,
              każdemu można coś wytknąć i _jakie_to_wielce_nowatorskie_będzie!!!
              Odpadłam. Doceniam kunszt, błyskotliwość, inteligencję, w sumie też
              krytykiem jestem podłym... Ale podziękowałam Panu Gombrowiczowi
              Wielkiemu za próbę zajęcia mi czasu. Co nie znaczy, że nie podobał
              mi się "Trans-atlantyk".
        • croyance Re: MM a Harry Potter 04.02.08, 12:05
          Nie no, nie mozemy popadac w stereotypy. Ja uwielbiam swiaty
          magiczne i nie ma nikogo, kto by bardziej je uwielbial ... a HP
          jakos mnie nie pociaga. Probowalam, i jakos mi zgrzyta.
          • the_dzidka Re: MM a Harry Potter 04.02.08, 13:11
            > Ja uwielbiam swiaty
            > magiczne i nie ma nikogo, kto by bardziej je uwielbial ... a HP
            > jakos mnie nie pociaga.

            Hehe, a ja własnie wprost NIE TRAWIĘ światów magii i fantasy... a
            Pottery to dla mnie jedna z ulubionych lektur - teraz skończywszy
            tom 7 odswieżam sobie całą serię na nowo. Wyjątki potwierdzają
            regułę :-)
      • zieleniack Re: MM a Harry Potter 15.08.07, 20:33
        Mnie zachwyciło przede wszystkim wiele wątków o cierpieniu czy też
        poświęcaniu się z miłości.:) A wiele takich tu jest, jedne wysunięte
        na pierwszy plan, inne schowane w tle. Oczywisty wątek Lily i
        Snape'a. Ron i Hermiona . Ginny i Harry (uwielbiam fragmenty, kiedy
        on o niej myśli!!!). I postawa Lupina wobec Tonks - wbrew pozorom
        jest w niej ogrom miłości, jednak zauważylam, ze nie wszyscy to
        chwytają - na innym forum musiałam zrobic minianalize psychologiczną
        malzenstwa Lupina i jego postawy wobec żony, bo to było dla jednej
        osoby srednio na jeża zrozumiałe.

        Poza tym wątek kłótni Rona i odejscia od Harry'ego i Hermiony-
        >swietny:) nadaje postaci realizmu:) dzieki temu to nie jest bohater
        bez skazy i zmazy, który rzuca sie na złamanie karku mimo
        niebezpieczeństwa:)
    • onion68 Re: MM a Harry Potter 24.08.07, 20:19
      Ja przeczytałam pierwsze cztery tomy (razem z dziećmi), potem jakoś mnie nie
      ciągnęło do następnych, bo wydawało mi się, że każdy powtarza jeden schemat, z
      coraz tylko większą ilością efektów specjalnych. Drażnił mnie również stosunek
      Harry'ego do Rona, zdaje się ze w "Czarze ognia". Cieszę się jednak
      (dowiedziawszy się ze spoilerów), że Snape okazał się jednak stać po jasnej
      stronie mocy, jakoś go zawsze lubiłam. W pewnym momencie przestałam za to lubić
      głównego bohatera.
      Nie wiem, jak MM, ale mnie osobiście drażnią niektóre aspekty otoczki
      marketingowej, szczególnie te afery co jakiś czas wybuchające ze skradzionym
      jakimś tomem w toku produkcji, strzeżenie tego wszystkiego i trzymanie w
      tajemnicy jak receptury nowej broni (szczegółów nie pamiętam, ale jakieś takie
      wrażenie pozostało z różnych newsów przedpremierowych). Niby jest to zrozumiałe
      ze względu na ochronę praw autorskich, ale dlaczego nie ma takich szopek z
      innymi powieściami?
      Ostatnio przyszło mi do głowy, że część księży potępia książki o Harrym nie ze
      względu na wszechobecną magię (w końcu element ten występuje w wielu
      powieściach, niejednokrotnie jeszcze razem z krytyką religii i kapłanów, choćby
      u Sapkowskiego, Pratchetta czy Zimmer-Bradley), ale na narzucające się
      skojarzenia z mesjaszem?
      • ginestra Re: MM a Harry Potter 27.08.07, 11:21
        Nie, nie, naprawdę - skojarzeń z mesjaszem nie powinno być - i według mnie ich
        nie ma, nie są w ogóle uprawnione. To jest zupełnie, ale to zupełnie inny
        zamysł. Widać to zwłaszcza bardzo wyraźnie w ostatniej części, w której wyjaśnia
        się (w dużym stopniu, bo wciąż jest to rzecz bezprecedensowa i taka, której nie
        sposób stuprocentowo zrozumieć) jak to jest z tym powiązaniem Harrego z Lordem
        V. i z predysponowaniem Harrego do ewentualnego pokonania go. We wcześniejszych
        częściach też jest to, według mnie, tak przedstawione, że nie ma wątpliwości, że
        Harry dość przypadkowo i przez samego Voldemorta został naznaczony pewnymi
        właściwościami, a poświęcenie matki dało mu pewną dodatkową ochronę, bardzo
        realistycznie i dość prosto uzasadnioną w opisanym świecie. Nie jest on osobą,
        która narodziła się z jakimiś szczególnymi cechami, która ma szczególną misję
        itp. - po prostu __tak wyszło__, a Harry faktycznie ma coś takiego w sobie, że
        to co zależy od niego chce realizować, chce pomóc. Ma on taką cechę, którą
        Hermona wyraziła jako "this saving people thing" - taką skłonność do ratowania
        innych, zapominania o względach swojego bezpieczeństwa, taką trochę "gorącą
        głowę" w pozytywnym sensie. I dlatego Harry sam z siebie, z tych swoich cech i
        swojego losu chce robić jakiś pozytywny użytek, chce przy tym pokonać
        Voldemorta, który przecież zrobił wiele zła i zabił jego rodziców, ma więc dość
        silny stosunek emocjonalny do tej sprawy.

        Mi u Rowling podoba się to, że zarówno Harry nie jest idealny, jak i inni
        bohaterowie też mają swoje wady, czasem bardzo duże i nie należy ich umniejszać,
        bo przecież są.
        Bohaterowie są niejednoznaczni - i pozytywni nie są jednoznaczni i negatywni
        też. Jedni negatywni zatracili całą swoją duszę w złu i rzeczywiście są do
        szpiku kości negatywni (nie chcieli skorzystać z ewidentnych możliwości
        wybawienia jakie daje skrucha itp.), a inni nie do końca się zatracili i ta
        mieszanka zła i dobra w człowieku jest też moim zdaniem bardzo dobrze pokazana.

        Również wracając do Snape'a - dramat i prawda tej postaci mieści właśnie i to i
        to: dobrą i złą stronę. Literacko jest to dobrze, według mnie oddane. Faktycznie
        był złośliwy, niesprawiedliwy (dla Harrego zwłaszcza), w jakimś czasie
        zafascynowany też "złą stroną mocy" i złą ideologią. A więc dużo zła i złych
        uczuć w tej postaci. Można rozumieć jednocześnie to co utorowało do tego drogę:
        to, że miał wiele deficytów miłości już od dzieciństwa, że nie doznał prawdziwej
        uwagi i wsparcia tego co w nim cenne, swojej wartości; że musiało być w nim
        bardzo dużo tęsknoty za tym czego nie miał, za miłością przede wszystkim, a przy
        tym musiał uskuteczniać jakieś własne sposoby radzenia sobie z tym, takiego
        radzenia "na smutno" raczej; że dużo złośliwości i mobbingu doświadczył też od
        rówieśników w Hogwarcie itp. - i możemy mu szczerze współczuć, a wręcz z nim
        współodczuwać. Rozumiemy więc dlaczego potem był jaki był, choć trudno by
        konkretne jego zachowania pochwalać. Można zastanawiać się czego zabrakło, czy
        mógł czy nie mógł przezwyciężyć tego stanu, coś zrobić żeby jednak te sposoby
        radzenia sobie były inne, mniej destrukcyjne, ile tam było miejsca na jego
        własną wolę, na jakieś uzdrowienie.
        Ma on jednak (i o tym jest więcej mowy w VII tomie) tę dobrą stronę i ta strona
        de facto ciągnęła cały czas jego osobę i psychikę bardzo silnie w dobrym
        kierunku, choć w sposób także dość poplątany. Mi się to BARDZO podoba i jest
        bliskie życiu i bliskie też mi samej.

        Czytam teraz tę książkę po raz drugi, wolniej i z większym rozsmakowaniem się w
        niej...

        Nie chciałabym spojlować (Zieleniack kochany trochę jakby za śmiało w tym wątku
        nawiązał do pewnych treści z VII tomu), ale przychylam się co do Snape'a. Muszę
        Wam powiedzieć, że poświecono mu tam trochę miejsca (nie za dużo, ale dość
        głęboko) i według mnie te karty o nim są bardzo mocne i prawdziwe, jest
        zwłaszcza jedna scena, od której dosłownie przechodzą człowieka ciarki do szpiku
        kości i do dna duszy - taki bezmiar różnych uczuć w pewnej prośbie o coś...
        zobaczycie sami, może i tak za dużo powiedziałam). Ach, szkoda, że nie możemy
        mówić jaśniej.
        Może wątek ten ożywi się na nowo po ukazaniu się polskiej wersji i wtedy
        będziemy mogli otwarcie pogadać.
        Ciekawa będę bardzo Waszych opinii..

        I jeszcze mam taką refleksję - "dorosły" odbiór tych książek (mówię tu o sobie
        na przykład) ma to do siebie, że wiele scen widzę poprzez swoje własne
        doświadczenia, których przybywa pomiędzy każdym ukazującym się tomem. Widzę więc
        niektóre sprawy inaczej, może prawdziwiej, inaczej rozumiem bohaterów, właśnie
        przez pryzmat tego, że pewne sytuacje, zwłaszcza emocjonalne, sama przeżyłam i
        już mam tę wiedzę jak się czuje ktoś w takim czy innym przypadku, w takim czy
        innym stanie ducha itp. Sama autorka przyznaje, że pisanie tych tomów to 17 lat
        jej pracy i 17 lat jej życia, w którym to czasie wiele rzeczy się działo i
        dlatego opisywanie tych wydarzeń i stanów ducha bohaterów też nasycało się
        prawdziwością tych jej przeżyć.

        Mi bardzo podoba się ten VII tom i cała seria. To tak podsumowując.
        Pozdrawiam!
      • tennesee Re: MM a Harry Potter 27.08.07, 13:28
        skojarzenia z Mesjaszem?

        sama nie czytałam HP, ale sporo czytam o, żeby podsycić apetyt póki
        nie mam czasu zabrać się za właściwą lekturę.

        Na pewnym forum czytałam ,że Harry jest podobny do
        a) Jezusa
        b) Mojżesza
        c) dziecka holokaustu

        myślę, że gama skojarzeń jest ogromna:)
        • anna_klara Re: MM a Harry Potter 08.09.07, 00:07

          jakiego znowu dziecka holocaustu? co to Twoim zdaniem jest dziecko holocaustu?!
          czy ja - jako Żydówka z pochodzenia - tez jestem dzieckiem holocaustu?
          co za ludzie. na litość boska, nie posługujmy się takimi frazesami w rozmowach o
          książkach
          • tygrys2112 Re: MM a Harry Potter 08.09.07, 00:27
            hej, spokojnie Tennesee przytoczyła tylko skojarzenia różnych ludzi
            z jakiegoś forum. Nie mówiła, że jest to jej skojarzenie.
            • anna_klara Re: MM a Harry Potter 08.09.07, 12:07
              ojej. zauwazyłam ze za kazdym razem moje wypowiedzi na pismie sprawiaja wrazenie
              bardziej zapalczywych, namiętnych i prowokacyjnych niz moje autentyczne
              intencje. musze zapanować trochę nad strategią erystyki:) przepraszam za ostre
              słowa, zareagowałam impulsywnie na znienawidzone przeze mnie określenie, mając
              zreszta swiadomosć ze autorka tylko cytuje i nie zwracając sie bezposrednio do
              niej samek:)pozdrawiam
              • ginestra Re: MM a Harry Potter 08.09.07, 21:35
                Mnie na przykład ___nie___ zdziwiło (ani nie zbulwersowało) to, że ktoś
                porównuje Harrego do "dziecka Holocaustu (Zagłady raczej, bo słowo Holocaust nie
                jest dobrze widziane od jakiegoś czasu w piśmiennictwie na ten temat).
                Anno_Klaro, ja to zrozumiałam tak, że "dziecko Holocaustu" to dziecko, które
                przeżyło Holocaust w czasie II wojny światowej, lub na przykład straciło
                rodziców/ rodzinę itp. wskutek właśnie Holocaustu.

                Nie zrozumiałam czemu Ty bulwersujesz się tym, że niby ktoś miałby porównać
                Ciebie do "dziecka Holocaustu", skoro nikt Cię nie porównuje i nikt nie mówi o
                takich dzieciach czy o tym temacie w jakimkolwiek sensie, który mógłby zdradzać
                brak szacunku czy coś.

                Porównanie to w odniesieniu do Harrego jest, moim zdaniem, uprawnione. Reżim
                Lorda Voldemorta i stopniowe nasilanie represji na różnych poziomach (tak jak to
                miało miejsce w czasie II wojny światowej przez Hitlera i nazizm) wobec
                "podludzi", ludzi "nieczystej krwi" opisane jest jak najbardziej czytelnie u
                Rowlnig - o czym najwięcej mowy jest w części VII, ale przedsmak tego mamy też i
                we wcześniejszych tomach. Harry stracił rodziców podczas wydarzeń w pewnym
                sensie podobnych do tych wojennych. Myślę, że jak ktoś chce, to może go porównać
                do takiego dziecka, dlaczego nie.

                Podoba mi się, że zauważyłaś pewną rzeczywiście trochę ostrą formę pisania na
                forum - mam nadzieję, że jeszcze weźmiesz udział w wielu dyskusjach.
                Pozdrawiam!
                • verdana Re: MM a Harry Potter 09.09.07, 18:34
                  Mnie absolutnie nie bulwersuje porownanie HP do dziecka Holocaustu,
                  choć akurat nie jest ono szczególnie trafne. Sa analogie - HP
                  utracił rodziców w wyniku wojny rozpetanej przez ludzi wierzacych,
                  ze wolno im mordować wszystkich "brudnej krwi". jest tu jednak pewna
                  pułapka - rodzice HP nie zostali zamordowani z tego powodu, ze nie
                  byli czystej krwi - i całą analogię szlag trafia.
                  Akurat ja jestem dzieckiem dziecka Holocaustu i nie widzę powodu do
                  oburzenia.....
    • ginestra Re: MM a Harry Potter 09.09.07, 23:10
      Verdana ma podobne zdanie jak ja - i pewnie wiele innych czytających - popieram.

      Co do analogii to dodam tylko, że wprawdzie rodzice Harrego nie zginęli
      __bezpośrednio__ z tego powodu, że byli nieczystej krwi (choć matka Harrego była
      i pewnie znajdowała się na "czarnej liście" osób przeznaczonych na zagładę), ale
      z powodu, głównie, ich uczestniczenia w ruchu oporu, który tę czystkę udaremniał
      i pomagał represjonowanym osobom. (Oczywiście stali się celem Lorda V. również z
      powodu wiadomej przepowiedni, ale przecież w przepowiedni była mowa o tym, że
      chodzi o dziecko rodziców właśnie uczestniczących w tym ruchu oporu). A zatem
      gdyby nie ich sprzeciw wobec "Holocaustu" i ich dostanie się w tryby tegoż
      Holocaustu - nie zginęliby.

      A więc analogię tę można podtrzymać.
      Na poziomie przedstawionych wydarzeń, założeń i rozwoju zbrodniczej ideologii,
      aluzji do symboliki i retoryki tejże itp. - widać wyraźnie, że J.Rowling tę
      analogię z wydarzeniami II wojny światowej kreśliła rozmyślnie - może po to,
      żeby pokazać tej czytającej młodzieży jak takie ideologie powstają i jakie niosą
      skutki, żeby może dzięki takim książkom jak ta świat był lepszy, gdy te dzieci
      dorosną.
      Tak uważam przynajmniej.
      Pozdrawiam!
      • sowca Re: MM a Harry Potter 22.12.07, 00:36
        Podnoszę ciekawy wątek, podając uroczyście datę ukazania się VII
        częsci HP - 26 stycznia! Nie wiem, jak Wy, ale ja już odliczam dni :D
        Teraz do rzeczy, czyli o stosunku MM do HP. Pamiętam, że zawsze mnie
        zastanawiał brak wzmianek na temat tej osobistości, która bądź co
        bądź zawładnęła wyobraźnią setek ludzi, w tym i moją! Stąd wniosek,
        ze MM raczej fanką Harry'ego nie jest, ale i nie wydaje mi się, żeby
        była jakoś szczególnie przeciwna - wtedy taka opinia znalazłaby się
        w którejś częsci Jeżycjady (tak myślę przynajmniej, nie obyłoby się
        bez chocby małych aluzji...)
        Co do mnie: jestem nieuleczalną fanką Harrusia Potterusia (tak mawia
        moja siostra:D). Czytam i czytam, znam na pamięć, a mimo to nie mogę
        oderwać się od tych książek. Mam do nich stosunek bardzo
        emocjonalny - to jedyna rzecz, która odrywała mnie od myśli o
        maturze w gorącym przedmaturalnym okresie. Pomagają mi, kiedy
        ponoszę porażki, poprawiają mi humor - gdyby koło mnie pojawił się
        dementor, moj patronus miałby kształt chudego czarodzieja w
        okularach :D
        Kiedy byłam w gimnazjum, brałam udział w konkursie wiedzy o HP.
        Jedną z konkurencji było rozpoznawanie cytatów (owe cytaty były
        najczęściej opisami różnych postaci) i komisja nie posiadala się ze
        zdumienia, keidy po skonczeniu cytatu gładko dopowiadałam dalszą
        część tekstu :D pochwalę się przy okazji, że konkurs wygrałam :D
        Uważam, że liczne negatywne opinie na temat dzieł J. K. Rowling są
        bardzo niesprawiedliwe. Krytycy dostrzegają w nich głównie magię,
        rytuały, zaklęcia. Tymczasem owa magia i machanie różdżkami to tylko
        powłoka - owszem, bardzo atrakcyjna i szalenie interesująca - pod
        którą można znaleźć to, co naprawdę jest w tych książkach ważne.
        Ciekawa jestem, czy MM, o ile przeczytala HP, dostrzega w nich to,
        co sama umieszcza w swoich powieściach - dydaktyzm! Gloryfikacja
        postaci matki, szerzenie równości i tolerancji, ważność więzów
        przyjaźni, siła śmiechu, potęga miłości, pokazanie, że bardziej
        liczy się wnętrze niż wygląd itp, itp . Trzeba miec dużo złej woli,
        żeby tego nie widzieć! A ja własnie za to kocham te książki, za to
        dobre przesłanie, tak zręcznie wplecione w magię, miotły, księgi z
        zaklęciami.
        I abstrahując już od propagowanych przez J. K. Rowling wartości,
        ksiązki o Harrym Potterze to kawałek naprawdę dobrej literatury.
        Świetnie napisane, z humorem, wspaniała fabuła, zaskakujące zwroty
        akcji, a przy tym pewna lekkość tekstu, która sprawia, że te
        powieści nie tyle czyta, co pochłania.
        Faktem jest jednak, że otoczka komercyjna przeszkadza, przynajmniej
        mi. Po pierwsze, bardzo nie podobają mi się filmy. Nie sięgają do
        pięt tolkienowskiej trylogii w adaptacji Petera Jacksona, są też
        dalekie od literackiego pierwowzoru, widzę "liczne, lecz za to
        poważne błędy obsadowe", a polski dubbing doprowadza mnie do szału.
        Z dotychczasowych filmów ujdzie jeszcze IV część, lecz np. V mnie
        bardzo rozczarowała, a o wcześniejszych nie ma nawet co wspominać.
        Po drugie, Harry na zeszytach, piórnikach, koszulkach, do nabycia
        Fasolki Wszystkich Smaków Bertiego Botta... nie, nie, nie. Ale
        przecież nawet najgorsza komercja nie zaszkodzi Naprawdę Dobrej
        Książce :) Pozdrawiam potteromaniaków!
        • lezbobimbo Re: MM a Harry Potter 22.12.07, 10:46
          sowca napisała:
          > Teraz do rzeczy, czyli o stosunku MM do HP. Pamiętam, że zawsze >mnie>
          zastanawiał brak wzmianek na temat tej osobistości, która bądź >co> bądź
          zawładnęła wyobraźnią setek ludzi, w tym i moją!

          Juz bez przesady, gdyby MM miala odwzorowywac kazda mode literacka i rozrywkowa
          wsród mlodziezy polskiej, to by sie Jezycjady czytac nie dalo, bo opis
          najprostszych czynnosci kazdej bohaterki zajmowalby kilka stron: n.p. Zaba
          obudzila sie ze snów plochych o tym jak byla czarodziejka z Ksiezyca strzelajaca
          do wrogów ze swego miecza swietlnego, a obudzila sie przez piszczenie
          empetrójki, której zabraklo baterii, na to otrzasnela z kilku tomów Harry
          Pottera i Wladcy Pierscieni zalegajacych na lózku, jeszcze lezac sprawdzila jak
          sie ma jej drugie Tamagotchi (pierwsze juz zdazyla haniebnie zaniedbac),
          sprawdzila tez swa srebrna, oblepiona rózowymi cekinami komórke Nokia model
          xr4536zp z kamera i wisiorkiem Hello Kitty czy kolezanki czegos nie napisaly,
          wyslala 3 esemesy konkursowe w sieci Heyah, skoro juz miala promocje, jeszcze
          poprawila smycz Empiku na szyi i wzniosla swe cialo z loza, aby dokonac
          porannych ablucji...
          ...ja chromole.. ;P

          Juz i tak product placement szumi i chlupocze coraz to w Jezycjadzie, po co
          jeszcze wiecej - przeciez za chwile to i tak minie i nastoletnie dusze beda sie
          pasjonowac czyms jeszcze innym.
          A tymczasem klasyczna literatura manent.

          Zreszta nie oczekujesz chyba, ze MM ma zuzywac swe ksiazki na promocje
          konkurencji?! Zwlaszcza, ze konkurencja ta daje sobie jak najbardziej rade, a
          nawet zalewa rynek?

          > Kiedy byłam w gimnazjum, brałam udział w konkursie wiedzy o HP.
          > Jedną z konkurencji było rozpoznawanie cytatów (owe cytaty były
          > najczęściej opisami różnych postaci)

          Odnioslam wrazenie, ze jesli MM promuje jakies cytaty to raczej lacinskie albo z
          literatury klasycznej. Skadinad to pozytywne zjawisko..

          N.B. tez nie jestem fanka Pottera. Raz usilowalam z ciekawosci przeczytac, ale
          zasnelam po pierwszej stronie.. w ogóle nie smieszne ani takie porywajace.
          Sorry, o czarownicach wole klasyke Pratchetta a o perypetiach i rozterkach
          dziwnych bohaterów to cokolwiek innego, chociazby klasyke Muminki ;)
          • sowca Re: MM a Harry Potter 22.12.07, 22:51
            Czy ja pisałam, że MM ma każdą modę literacką odwzorowywać? A akurat
            z Potterem moim zdaniem sprawa jest wyjątkowa, bo HP, ze względu na
            swoją popularność jest niezwykłą postacią :D po prostu ciekawi mnie,
            jaki stosunek ma MM do HP i wydaje mi się, że gdyby był ów stosunek
            był pozytywny, to bym coś o nim napomknęła. Ale to moja prywatna
            opinia, niepoparta żadnymi obserwacjami ani dowodami.

            Odnioslam wrazenie, ze jesli MM promuje jakies cytaty to raczej
            lacinskie albo
            > z
            > literatury klasycznej. Skadinad to pozytywne zjawisko..

            Nie ośmielę się tego negować, jak to mądrze rzekł Ignac :D

            Zreszta nie oczekujesz chyba, ze MM ma zuzywac swe ksiazki na
            promocje
            > konkurencji?! Zwlaszcza, ze konkurencja ta daje sobie jak
            najbardziej rade, a
            > nawet zalewa rynek?

            Nigdzie tego nie pisałam, bo też i absolutnie tego nie oczekuję :D
            • uccello Re: MM a Harry Potter 26.01.08, 17:36
              Już Was widzę Potteromaniacy jak chodzicie z oczami na słupkach,
              rodzinie odpowiadacie monosylabami i czytacie, czytacie, czytacie.
              Pozdrawiam!
              • ginny22 Re: MM a Harry Potter 26.01.08, 20:42
                Jakem potteromaniaczka - nie chodzę i nie czytam, przeczytałam
                bowiem w lipcu oryginał. Tłumaczenie musi poczekać na-po-sesji (ale
                gdybym nie czytała tego wcześniej, chyba zwariowałabym przez ten
                czas).
              • the_dzidka Re: MM a Harry Potter 26.01.08, 21:00
                Czytam :-) Na razie tylko tyle powiem.
                • sowca Re: MM a Harry Potter 26.01.08, 22:46
                  Ja już przeczytałam :)
              • aska90 Re: MM a Harry Potter 27.01.08, 09:58
                Jestem w połowie, ale dziś z czytania nici. Chyba że załatwię zastępstwo na
                zajęcia ze studentami;) Wspólne czytanie raczej nie wchodzi w grę, w sumie szkoda:(
                • ginestra Re: MM a Harry Potter 27.01.08, 23:16
                  Widzę, że książka wciąga :)
                  U mnie w domu też już jest, czytają córki. Ja też może odświeżę sobie lekturę
                  siódemki, bo czytałam ją w lipcu, potem zabrałam się drugi raz, żeby notować
                  ciekawe słówka, ale coś mnie rozproszyło i nie przeczytałam w sumie.
                  Jestem ciekawa Waszych wrażeń. :) Miło będzie pogadać otwarcie, bez obawy o
                  spojlowanie.
                  Pozdrawiam!
                  • szprota Re: MM a Harry Potter 03.02.08, 17:43
                    Obiecuję sobie, że już nigdy nie będę na zaś czytała oryginału, spojlerów i
                    nieautoryzowanych tłumaczeń, bo to im po części przypisuję fakt, że przynajmniej
                    ten fragment do powrotu Rona czytało mi się dość średnio. Jak na HP, rzecz
                    jasna. Skądinąd A_Weasley poniżej słusznie zauważa, że HP i M.M. mają wspólne
                    grono odbiorców (bo fajni ludzie czytają fajne książki, o)
                    • onion68 Re: MM a Harry Potter 04.02.08, 09:03
                      Jestem niefajna, buu ;-)
                      • uccello Re: MM a Harry Potter 04.02.08, 12:03
                        onion68
                        Jestem niefajna, buu ;-)


                        Nas nie oszukasz Onionie!
                        • onion68 Re: MM a Harry Potter 06.02.08, 22:48
                          :-)))
                      • szprota Re: MM a Harry Potter 06.02.08, 21:32
                        onion68 napisała:

                        > Jestem niefajna, buu ;-)
                        Etam. A Pratchett?
                        • onion68 Re: MM a Harry Potter 06.02.08, 22:50
                          :-)))
                          I o tyle nie jest tak źle, że właśnie jestem szczęśliwa, że mój syn czyta to
                          siódme tomiszcze... A on do czytania na ogół tak raczej mniej niż więcej(typ
                          sportowca).
    • a_weasley Dlaczego nie ma tematu i być go nie może 29.01.08, 00:27
      bunny.tsukino napisała:

      > Aż dziw, że w Jezycjadzie, nie było jeszcze
      > komentarza do fenomenu jakim jest HP.

      Mnie to wcale nie dziwi. Nie ma tematu HP u Musierowicz z tego samego powodu, z
      którego nie ma (poza śladowymi dawkami) tematu religii u Rowling: jakkolwiek by
      go ogrywać, komuś by się podłożyła.
      Zwłaszcza że wbrew pozorom twórczość obu pań ma wcale liczną grupę wspólnych fanek.
      • mel_bi Po lekturze ostatniego tomu 08.06.08, 02:11
        Ginestra pisała pół roku temu - wielkie dzięki za wnikliwe analizy
        HP Ginestro, rozsmakowałam się w Twoich opisach niezmiernie i mam
        podobne odczucia, zwłaszcza po lekturze ostatniego tomu..

        Otóż pisałaś:
        "przychylam się co do Snape'a. Muszę
        Wam powiedzieć, że poświecono mu tam trochę miejsca (nie za dużo,
        ale dość
        głęboko) i według mnie te karty o nim są bardzo mocne i prawdziwe,
        jest
        zwłaszcza jedna scena, od której dosłownie przechodzą człowieka
        ciarki do szpiku
        kości i do dna duszy - taki bezmiar różnych uczuć w pewnej prośbie o
        coś...
        zobaczycie sami, może i tak za dużo powiedziałam). Ach, szkoda, że
        nie możemy
        mówić jaśniej.
        "

        I ja uprzejmie proszę o wskazanie tej sceny, która zrobiła na Tobie
        takie wrażenie...długo spać po wątku o Snape nie mogłam...
    • ananke666 Re: MM a Harry Potter 08.06.08, 22:34
      Mnie się wydaje, że jeśli w ogóle HP pojawiłby się w Jeżycjadzie, to z lekką
      nutką protekcjonalnej dezaprobaty. Na pojawienie się jednak są małe szanse. Ta
      książka jest zbyt popularna, za bardzo podniecały się nią dzieciaki, a teraz
      także za dużo wokół niej pieniędzy. Niestety. Poza tym niechętna opinia księży
      to dość, żeby Pottera zignorować. Swoją drogą, gdyby ta książka nie była taka
      poczytna, pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się mnożeniem na jej temat
      wydumań, co jednego to głupszego.

      Ja przyznam się, Pottera bardzo lubię. Do czytania go nie pchałam się
      przesadnie, ponieważ mam opór przed tym, za czym pędzą tłumy, a przy tym po
      prostu brakowało mi forsy na rzeczy niekonieczne. Do przeczytania zostałam
      przymuszona przez siostrę, która nabyła książkę i usiłowała przełamać niechęć
      swojego 11-letniego bodajże syna do słowa pisanego. Ponieważ zdanie czcigodnej
      ciotuni dla owego młodzieńca miało niemałe znaczenie (dziwne, ale prawdziwe),
      zażądano ode mnie przeczytania i umiejętnego zachęcenia. Książka bardzo mi się
      spodobała, uznałam ją za doskonałą rzecz dla dzieciaków, coś pomiędzy baśnią,
      fantasy a wartkim kryminałem. Cel osiągnęłam, dzieciak wsiorbał najpierw
      Pottera, potem podsunęłyśmy mu parę książek fantasy i poszło samo (Tolkiena też
      wciągnął, a jakże), dziś dzieli czas między studia, książki, kumpli i komputer,
      przy czym książki bynajmniej nie są na miejscu ostatnim. Znaczy, Potter naprawdę
      się bardzo przydał i coś mi się zdaje, że nie jemu jednemu.

      Chciałabym stanąć w obronie HP jeśli chodzi o podziały na lepszych i gorszych,
      które zauważyłyście. Tu trzeba zaznaczyć, że świat przedstawiony HP nie jest i
      nie miał być szczególnie realistyczny. Powiedziałabym, że jest to coś w rodzaju
      kompilacji światów alternatywnego i równoległego, trochę zniekształconego
      krzywym zwierciadłem. Za dużo w tej książce jest małych absurdów, za dużo aluzji
      do nieprawdziwości, żeby uznać świat Pottera za tak rzeczywisty, jak jest to np.
      świat Jeżycjady. Zwłaszcza świat mugoli jest uproszczony i niekiedy lekko
      groteskowy - wg mnie to jest jasna wskazówka, że jest on zaledwie, jakby to ujął
      Pratchett, potencjalny. Uproszczenie ma też swoją inną przyczynę, Rowling
      potraktowała go jak ksiądz Chmielowski konia, bo nie tego świata w pierwszych
      tomach rzecz dotyczy. Świat czarodziejów nie jest zresztą o wiele lepszy,
      również jest dość uproszczony na swój zabawny sposób - ale opowieść o HP dotyczy
      przede wszystkim ludzi i ich działań, świat przedstawiony jest zaledwie tłem,
      nie ma praktycznie swojej historii ani kultury, a ludzie są ledwie zarysowani.
      W literaturze fantasy konstrukcja świata alternatywnego nie jest niczym nowym,
      HP może nie wpisuje się dokładnie w tę definicję, ale jest wystarczająco podobny.
      • ginestra Re: MM a Harry Potter 09.06.08, 10:41
        Mel_bi, miło mi, że podobało Ci się co pisałam :)

        Co do tej sceny, to chodziło mi o scenę, w której Snape umierał, i kiedy przed
        śmiercią poprosił Harrego, żeby spojrzał na niego, żeby mógł on jeszcze raz -
        ostatni raz - spojrzeć jakby w oczy Lily. Dla Snape'a, człowieka tak dumnego i
        tak bardzo chroniącego się całe życie przed światem, przed ludźmi, za taką jakby
        zbroją obojętności i wręcz cynizmu, takie błaganie i takie obnażenie było czymś
        naprawdę wielkim - i takim rozpaczliwym i pokazującym tę jego kruchą, ludzką
        stronę... Naprawdę, bardzo mnie ta scena wzruszyła. I żałowałam, że już musi on
        umierać, że nie zdąży już odbić się od dna i pozwolić na to, żeby ta jego dobra
        strona, która wciąż w nim była, pociągnęła go ku wybaczeniu sobie, pokochaniu
        siebie i ludzi, nauczeniu się zaufania, więzi z ludźmi, radości z życia. Że nie
        będzie mu dane już wznowić przeżywania żałoby po Lily tak, żeby ją móc zamknąć,
        że mu nie będzie dane poczuć ulgę, wyprostować ścieżki z innymi ludźmi, z Harrym
        na przykład - no po prostu żyć. Bardzo smutna to była scena.

        Ananke - jaki ładny opis (i o siostrzeńcu też :) ). Zgadzam się - i z dystansu
        czasowego od przeczytania tych książek coraz bardziej - z tym, co piszesz o
        uproszczonej wizji świata/ światów u Rowling.
        To prawda, one są uproszczone i, moim zdaniem, o ile jest psychologia bardzo
        fajnie pokazana, to raczej duchowość, a co za tym idzie prawda o świecie, ma
        sporo braków. Ale i tak te książki bardzo lubię, cudnie się je czytało! :)

        Pozdrawiam Was!
        • mel_bi Re: MM a Harry Potter 03.07.08, 23:35
          Ginestro, bardzo Ci dziękuję za odpowiedź.
          Ostatni tom
          zrobił na mnie piorunujące wrażenie, niejednokrotnie dosłownie
          ciarki mi chodziły po plecach, kiedy uświadamiałam sobie, ile tam
          jest odniesień do czasów wojny, ile skojarzeń, wszechobecnej
          atmosfery zła i braku nadziei, ile męstwa i wiary...

          Ciągle dumam, czy w Sprężynie znajdzie się jakaś wzmianka o HP?
          Ciekawa jestem...myślę, że np. Józinek mógłby spokojnie czytać
          Rowling.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka