Dodaj do ulubionych

apropo białej róży

29.07.08, 11:32
przy czym od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o sophie scholl, tylko o sławny
kwiatek wetknięty śpiącej idzie w dłoń przez laurę:) dlaczego to właściwie
było tak naganne, niesmaczne i, że sobie zacytuję lezbobimbo, w ogóle tragedia
grecka?

tak czytam ten wątek o kryzysie i mi sie nasunęło - no bo faktycznie kradzież
nie stanowi, wpychanie się ludziom z butami w ich prywatność nie stanowi (to
apropo nocy i podróży poślubnej nieszczęsnych pałysów), a z odrobiny czarnego
humoru dramat i debaty nad młodocianą degeneratką. no bo chyba nikt sie nawet
półgębkiem nie roześmiał?

no i ja rozumiem, że marek mógł sie w pierwszej chwili nieco zszokować, ale
też jak na lekarza dziwnie zareagował:) zlekceważył szaleńczą teatralność
sceny, zlekceważył swoją wiedzę fachową, no chyba parę trupów w życiu musiał
widzieć?:) a tu od razu zdławiona rozpacz czy jakoś tak, a przecież ten akurat
kawał w wykonaniu laury świadczy raczej o rozwiniętej świadomości estetycznej
dziecięcia i wyrafinowaniu artystycznym, a nie o wrodzonej podłości, w końcu
nie podkładała idzie do łóżka żaby, glizdy ani niedajbóg rekwizytów w stylu
posła palikota:)
Obserwuj wątek
    • kaliope3 Re: apropo białej róży 29.07.08, 12:17
      Zgadzam się-też mi się to zawsze wydawało naciągane. W obliczu przewinień o
      których wspomniałaś to już w ogóle niezrozumiałe.I jeszcze to stwierdzenie Gaby
      przez łzy-"Kłamie, jak jej ojciec"
      No trzymajcie mnie!W zderzeniu z tym reakcja matki na kradzież jest zdumiewająca
      i niestety jedno mi tylko przychodzi do głowy-Gaba sobie odpuściła bo bo miała
      ważniejsze sprawy na głowie, czyli wunderkinda Ignacego.Smutne ale jakże często
      spotykane.
    • the_dzidka Re: apropo białej róży 29.07.08, 13:19
      Fajnie że o tym piszesz, ja kiedys zadałam identyczne pytanie, ale
      chyba umknęło w powodzi postów w jakims tam wątku.
      NIGDY nie mogłam zrozumieć, z czego oni robią taki problem? I to
      latanie do sypialni smarkul (swoją drogą kiedy one zdążyły się
      położyć), ten sąd kapturowy nad Laurą... I jeszcze własnie, ta
      reakcja Marka - co niby miała oznaczać? Nie no, kompletnie głupia
      historyjka, a jeśli miała służyć jako kanwa problemu pt. "bo Laura
      kłamie", to już gorzej MM wymyślić tego nie mogła.
    • anutek115 Re: apropo białej róży 29.07.08, 13:57
      Może nie cenia niemieckiego ruchu oporu i Sophie Scholl, i biała róża tylko z
      tym im się skojarzyła ;-)?

      A poważnie - Marka rozgrzeszam całkowicie. Po takiej uwerturze do nocy poślubnej
      tez miałabym nerwy w strzępach. Szczerze mówiąc, chyba na samą myśl o nocy
      poślubnej w domu wypchanym ludźmi (rzekomo taktownymi i dyskretnymi) po sufit
      nerwy miałabym w strzępach.

      A swoją drogą, ja w ogóle nie zauważyłam, że na tle wcześniejszych (i
      późniejszych też, ale o tym wiedzieć nie mogłam) wybryków Laury ten był
      potraktowany jak wyjątkowo brutalne morderstwo z gigantyczną premedytacją, bo
      całą radosną i skrzącą się humorem historyjkę o nocy poślubnej państwa Pałysów
      czytałam z zaciśniętymi do bólu zębami (a jak sobie robię powtórkę książki, to
      ten fragment omijam). Ja! To co dopiero mówić, jak musiał się czuc tej nocy
      (niedoszły) bohater...
      • yowah76 Re: apropo białej róży 29.07.08, 14:16
        anutek, ja to sadze, ze bohaterowie nocy poslubnej raczej mieli sie
        zamiar spac polozyc (ha, zwlaszcza Mareczek;) w koncu kto tak spi i
        spi...a, przypomnial mi sie ten watek, gdzie mial w lozku trzymac
        kukle a sam kopal przejscie podziemne, hi,hi) niz cokolwiek innego.
        W ogole ten Mareczek to taki obiekt znikad, co to on nigdzie przed
        slubem nie mieszkal? I wydaje mi sie, ze gdyby noc poslubna miala
        byc faktycznie poslubna to raczej wyniesliby sie gdzies z czulego
        lona rodziny chociaz na pare dni.
        .
        • kaliope3 Re: apropo białej róży 29.07.08, 14:35
          W ogóle-to już chyba było poruszane-kompletnym absurdem wydaje mi się fakt że
          Marek nie miał swojego mieszkania-choćby kawalerki. Mamusia,jak to ujęto,
          wysłała go na studia do Polski i przy jej obawach o syneczka założyła, że będzie
          on tam sobie pomieszkiwał w akademiku...Poza tym Marek w momencie ślubu był już
          pracującym lekarzem a nie studentem. Gdzie ona normalnie mieszkał, pytam się?
          Coś chyba wynajmował przecież. Absurd,absurd i jeszcze raz absurd.Zezłościłam
          się normalnie.Może to też przez ten przeklęty upał...
          • sir.vimes Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 09:48
            bo on chyba jest w wieku Idy.

            Bardzo prawdopodobne, że wynajmował jakąś norę - jeszcze bardziej, że wynajmował
            norę na spółkę z kolegą lub kolegami.

            A nie wiem czy stara Pałysowa była na tyle zamożna by wyłoży na mieszkanko dla
            Mareczka. Chyba nie - bo tym bardziej dołożyła by parę groszy by dwoje jej
            wnuków nie musiało mieszkac w suterenie.

            • jottka Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 10:33
              no ale to są lata 80. czy początek lat 90. (?), a mamusia marka - jak wiemy -
              mieszkała od dawna w stanach:) nawet jeśli tam z zasiłku żyła, a zdaje sie, że
              nie, to przelicznik dolara był taki, że marek mógł od początku studiów we
              własnym mieszkaniu czy nawet domu mieszkać.

              już pomijam fakt, że w owym czasie przyjazd ze stanów do kraju przodków w celu
              studiowania medycyny jest, łagodnie mówiąc, nieprawdopodobny. ja nie wiem, czy
              to w ogóle technicznie możliwe było (bo przecież on musiał być obywatelem
              amerykańskim), a jeśli nawet, to za ciężkie pieniądze w walucie. i czyniłby to,
              żeby uzyskać dyplom lekarski ważny jedynie u nas i ewentualnie w demoludach? no
              to siem kupy nie trzyma, nawet pomijając fakt, że musiałby zaczynać te studia w
              stanie wojennym czy coś koło tego. już widzę matkę-emigrantkę, która wysyła
              jedynaka ze stanów w środek wojny jaruzelskiej z perspektywą wejścia wojsk
              sojuszniczych:)
              • mmaupa Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 10:53
                Chyba nie jest az takie to nieprawdopodobne. W Hameryce studia medyczne sa
                niewyobrazalnie drogie, a Mareczek na stypendium mogl sie po prostu nie zalapac.
                Podejrzewam, ze samotnej matki-emigrantki nie stac by bylo na czesne. Skoro
                Marek sie uparl byc lekarzem, to o wiele taniej i latwiej bylo go wypchnac do
                Polski (tym bardziej, ze tam wlasnie mamusia mogla mu emeryckimi/zasilkowymi
                dolarami zapewniac dostatek). A ze dyplom wazny tylko na demoludy? Hm, moze
                lepszy taki niz zaden? Moze Mareczek nie planowal powrotu do Stanow?
                • jottka Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 11:18
                  no właśnie jest nieprawdopodobne, choćby dlatego że wiemy, że mareczek wybitny
                  jest:) to też dziwne, bo poziom rozwoju medycyny też jest cokolwiek inny u nas i
                  w usa, a dla zainteresowanego dziedziną to jednak sprawia różnicę. ale ja nie o
                  tym - przede wszystkim to jest nieprawdopodobne dlatego, że on by musiał te
                  studia zacząć w okresie stanu wojennego. ilu ludzi zostawało wtedy na szeroko
                  rozumianym zachodzie i ze strachu przed bezpośrednimi konsekwencjami, i w
                  przekonaniu, że tu nie da się żyć, a perspektywy na dalsze życie równają się
                  zostaniu entą republiką. a tu nagle obywatel hamerykański zgłasza sie do nas na
                  studia medyczne? no przecież z punktu zostałby gwiazdą urbanowych konferencji:)

                  poza tym - on nie mógł przewidzieć w jasnowidzeniu, że komuna padnie za te parę
                  latek, byłby lekarzem tylko w strefie radosnego socjalizmu, ale za to za
                  pieniądze porównywalne (może nie z harvardem, ale zawsze:) - cudzoziemski
                  student płacił za studia, a za to gdyby chciał wrócić do siebie albo wyjechać do
                  europy zachodniej, to mógłby zmywać garnki na stacji benzynowej, że tak ujmę. a
                  do tego musiałby najpierw parę lat przesiedzieć w szkole polskiego, nawet jeśli
                  język znał cudownie (hmmm..), to był z kompletnie innego systemu edukacji.

                  jeszcze poza tym ta troskliwa matka emigrantka miała tam zarabiającego męża (o
                  tym jest cuś w dalszych tomach), więc dlaczego ukochanego jedynaka na ubóstwo w
                  dolarowym raju, czyli prlu, skazała? cały opis postaci mareczka, młodego judyma,
                  ma sens, pod warunkiem, że on jest tutejszy, bo jak dodamy tę amerykę, to sie
                  absurd zaczyna lęgnąć na absurdzie.
                  • mmaupa Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 12:05
                    Wydaje mi sie, ze jednak mial polskie obywatelstwo (po rodzicach). Wtedy studia
                    nie bylyby drogie.
                    Co do stanu wojennego to sie zgadzam (ktora matka by syna tak poslala?).
                    Jak z tym mezem bylo? Myslalam, ze on umarl albo "sie rozwiodl" - w koncu
                    dlaczego nie przyjechal na slub?

                    A poemat Marek recytowal po lacinie, ktorej w niektorych amerykanskich szkolach
                    ucza. Z tym ze wymowa bylaby pewnie troche inna.
                    • jottka Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 12:14
                      mmaupa napisała:

                      > Wydaje mi sie, ze jednak mial polskie obywatelstwo (po rodzicach). Wtedy
                      studia nie bylyby drogie.


                      to też ne funguje - kraj nasz nie przewidywał podwójnego obywatelstwa, a nawet
                      wręcz zabraniał. tzn. marek mógłby się zapewne zrzec tego amerykańskiego, ale
                      jednakowoż wkraczamy tu już w dziedzinę cudów:) poza tym to też zależy, kiedy i
                      w jakich okolicznościach rodzice marka opuścili ojczyznę - jeśli, dajmy na to, z
                      paragrafu folksdojczów (czyli np. mazurzy, ślązacy itp.) albo w '68, albo jako
                      dysydenci, to mogli mieć administracyjnie anulowane obywatelstwo, bo tak.
                      nieważne, że to bezprawne, ale w latach 80. z czymś takim dyskusji nie było (a i
                      teraz są poważne problemy z potwierdzeniem polskiego obywatelstwa ludziom,
                      których go bezprawnie pozbawiono).

                      tyle że to jest dorabianie ideologii do idiotyzmu, tyle starań po to, żeby drogą
                      ciężkiej, wieloletniej pracy uzyskać papier o nieprzesadnej wartości lokalnej i
                      całe życie pozostawać na zasiłku mamusi? na początku lat 80. nie mógł założyć,
                      że w 2004 r. wyjedzie triumfalnie do brighton, gdzie będzie leczył skołatane
                      nerwy rosyjskich milionerów:) i tak zresztą czas oczekiwania cokolwiek długi.
                      • pink_hamster Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 17:55
                        wiem ze w czasach studiow medycznych moich rodzicow (wczesne i srodkowe lata 80)bylo u nich na uczelni kilkoro Amerykanow polskiego pochodzenia;nie wiem,co prawda,dlaczego akurat w Polsce i co sie pozniej z nimi stalo,niemniej jednak takie sytuacje sie zdarzaly
                      • senseeko Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 10.09.08, 12:01
                        jottka napisała:
                        poza tym to też zależy, kiedy i
                        > w jakich okolicznościach rodzice marka opuścili ojczyznę - jeśli, dajmy na to,
                        > z
                        > paragrafu folksdojczów (czyli np. mazurzy, ślązacy itp.) albo w '68, albo jako
                        > dysydenci, to mogli mieć administracyjnie anulowane obywatelstwo, bo tak.
                        No przecież to jest w Kalamburce. Monika wyjechała z matką do ojca, który był "na Zachodzie" (czy nie w Angli?)
                        I to były chyba lata 40-te?
                        A moze 50-te? Ktoś ma Kalamburkę pod ręką?
                        • onion68 Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 10.09.08, 12:06
                          w czterdziestych to nie, bo przecież piła z Milą słodzone wino z okazji matury,
                          a zaraz po wojnie one poszły do czwartej klasy podstawówki.
                          • szprota Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 10.09.08, 12:56
                            Wyjechała w latach 50-tych, jakoś zaraz po maturze, którą zdały w '55r.
                • reveiled Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 09.10.16, 13:14
                  Poza tym mogl sie zwyczajnie na ta amerykanska medycyne nie dostac... W Ameryce medycyna to studia podyplomow, i o ile na zwykle studia , ktore rozpoczyna sie zaraz po szkole sredniej, nie jest tak trudno sie zalapac, to na podyplomowe, a juz szczegolnie na medycyne i prawo, so wysokie wymagania i duza konkurencja.
              • sir.vimes No faktycznie. 30.07.08, 11:15
                "no ale to są lata 80. czy początek lat 90. (?), a mamusia marka - jak wiemy -
                mieszkała od dawna w stanach:) nawet jeśli tam z zasiłku żyła, a zdaje sie, że
                nie, to przelicznik dolara był taki, że marek mógł od początku studiów we
                własnym mieszkaniu czy nawet domu mieszkać."


                Ale może on nie chciał?

                A czy te studia zaczynał w Polsce? może w trakcie przyjechał i tu kończył?
                • jottka Re: No faktycznie. 30.07.08, 11:25
                  sir.vimes napisała:

                  > Ale może on nie chciał?

                  tak samo jak te parę lat później wolał dać swoje pieniądze rozmemłanej
                  siostrzenicy żony, a samemu dalej gnieździć sie z dwójką dzieci w suterenie?:)

                  > A czy te studia zaczynał w Polsce? może w trakcie przyjechał i tu kończył?

                  to by też było skomplikowane nad wyraz i jeszcze bardziej nieprawdopodobne -
                  zresztą w usa lekarzem możesz zostać dopiero po zakończeniu tych wstępnych
                  licencjatów czy cuś, to inaczej leci niż u nas, więc w ogóle nie bardzo widzę,
                  jak by to miało wyglądać, raczej musiałby zaliczać od początku. ale gdzieś jest
                  chyba wzmianka, że od początku tu go przyniosło.
                  • kaliope3 Re: No faktycznie. 30.07.08, 11:50
                    A jeszcze pamiętam że Ignacy cenił sobie Mareczka za umiejętność wyrecytowania
                    jakiegoś poematu-wybaczcie nie pamiętam jakiego-ale biorąc pod uwagę to, że
                    Marek edukację na poziomie podstawowym i średnim zakończył jednak w stanach
                    wydaje się to troszkę jakieś podejrzane-bo jak się o tym czyta,ma się wrażenie
                    że mowa o nauczonym w szkole poemacie który chlubnie pozostał w pamięci.To tak
                    trochę bardziej do polskiego szkolnictwa sprzed paru lat pasuje-niech się
                    wypowiedzą pedagodzy:)(no chyba że Marek trawiony tęsknotą za ojczyzną matki dla
                    własnej przyjemności się uczył na pamięć)
                    • anutek115 Re: No faktycznie. 30.07.08, 13:57
                      Nawet jakby był przetrawiony tęsknotą matki za ojczyzną na wylot, to by się
                      chyba raczej "Pana Tadeusza" i innych "Redut Ordona" uczył, a nie poematów
                      łacinskich?
                      Czy on nie łaciński był, ten poemat? Bo mnie się jednak jakis obcojęzyczny
                      majaczy...
                      • kaliope3 Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:12
                        Łaciński, łaciński był-już Mmaupa naprostowała, co nie znaczy że rzecz wydaje
                        się wysoce dziwna. Z drugiej strony MM sama stwierdziła na jakimś spotkaniu z
                        czytelnikami( obecne tam forumowiczki o tem pisały)że postaci Mareczka "nie
                        czuje" co się czuje
                        • dakota77 Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:16
                          Jak to "nie czuje" postaci, ktora sama stworzyla? To moze powinna byla stworzyc
                          ja inaczej?
                          • anutek115 Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:19
                            A ja bym chiała wiedzieć, którą postać czuje? Nie pytam złośliwie, naprawdę
                            chciałabym wiedzieć. Kto w opinii pani MM jest dobrze napisany, z kim się
                            identyfikuje, kogo lubi?
                            I czy byłaby to postać, której się tu najmniej czepiamy?
                            A w ogóle jest taka?
                            • mmaupa Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:56
                              Moze Mama Zakowa? I wtedy by sie wszystko zgadzalo, bo na MZ chyba nikt tu zlego
                              slowa nie powiedzial.
                          • the_dzidka Re: No faktycznie. 30.07.08, 22:06
                            Marek był stworzony na zamówienie, to może dlatego?
                            Fajny wątek, taki długi, i prawie nie offtopiczny :)
                            • szprota Re: No faktycznie. 30.07.08, 23:49
                              the_dzidka napisała:

                              > Marek był stworzony na zamówienie, to może dlatego?
                              Nawet nie tyle na zamówienie, co był postacią autentyczną. Pewien Marek Pałys
                              napisał do M.M. i oświadczył się o rękę Idy jako że stanowiła dla niego ideał
                              kobiety.
                              Prawdziwy Marek był bardzo chory, poruszał się na wózku, niestety już nie żyje.
                              • the_dzidka Re: No faktycznie. 30.07.08, 23:51
                                O to mi chodziło. Może MM nie pasowało wprowadzenie takiej postaci,
                                i dlatego teraz się z nia męczy.
                                • szprota Re: No faktycznie. 31.07.08, 00:03
                                  the_dzidka napisała:

                                  > O to mi chodziło. Może MM nie pasowało wprowadzenie takiej postaci, i dlatego
                                  teraz się z nia męczy.

                                  Myślę, że tak. W owym czasie (wprowadzenia Marka, czyli początek lat 90-tych)
                                  spotkała się zresztą z zarzutem, że nie tworzy postaci wybitnie męskich, tylko
                                  dziewczęta w spodniach. Chodzi mi o sposób opisywania emocjonalności, mówienia
                                  męskich postaci - ten i ów krytyk twierdził, że "takich chłopaków nie ma", że
                                  rozumują i wypowiadają się kobieco. Marek mógł być próbą wprowadzenia
                                  nierozgadanej i nierozemocjonowanej męskiej postaci (zestawmy go z Bernardem, a
                                  nawet Maćkiem Ogorzałką).
                                  • kaliope3 Re: No faktycznie. 31.07.08, 08:30
                                    Coś w tym jest. Marek jest tak mało rozgadany,tak nienaturalnie lakoniczny że
                                    trochę jakby go nie było.Nie trzeba było dawać się przymuszać-choć z drugiej
                                    strony właśnie przypomniał mi się Hajduk-dla mnie to najbardziej męska postać w
                                    całej jeżycjadzie, a bynajmniej nie był neurotyczną gadułą. Więc jednak MM
                                    umiała taką postać wprowadzić
                                    • szprota Re: No faktycznie. 31.07.08, 20:01
                                      Tak, też pomyślałam o Hajduku. Ale zauważmy, że on pojawił się jednak
                                      kilkanaście lat wcześniej...
                                      • kaliope3 Re: No faktycznie. 31.07.08, 20:27
                                        szprota napisała:

                                        > Tak, też pomyślałam o Hajduku. Ale zauważmy, że on pojawił się jednak
                                        > kilkanaście lat wcześniej...
                                        Prawda, ale to znaczy że co, że MM już nie umie stworzyć wiarygodnego męskiego
                                        bohatera? Czyli że jednak upływ czasu...?
                      • ananke666 Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:25
                        To był poemat "Arion". Ignac skomentował, że "po tylu latach od skończenia liceum". Liceum... ichnią high school?
                        • dakota77 Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:35
                          Autorka juz sama nie wie, co pisze, naprawde. Jakos mi sie nie wydaje, zeby
                          Mareczek recytowal takie poematy po skonczeniu high school:-)
                          • mmaupa Re: No faktycznie. 30.07.08, 14:57
                            Nawet jakby przerabial, to nie musialby sie uczyc na pamiec. Chyba ze w ramach
                            festiwalu recytatorskiego Poezji Nierozumianej Przez Publicznosc.
                            • czarna_herbata Re: No faktycznie. 31.07.08, 20:15
                              Pewnie przed wizytą u przyszłego teścia nauczył się tego na pamięć, żeby zrobić
                              dobre wrażenie na filologu, na dodatek tak czułym na upodobania antyczne
                              absztyfikantów :)
                          • senseeko Re: No faktycznie. 10.09.08, 13:50
                            dakota77 napisała:

                            > Autorka juz sama nie wie, co pisze, naprawde. Jakos mi sie nie wydaje, zeby
                            > Mareczek recytowal takie poematy po skonczeniu high school:-)

                            A tu bym polemizowała ;)
                            Amerykanie mają naprawdę dziwaczne pomysły edukacyjne i nie jest wykluczone, że w jakimś okresie w którymś z high schoolow zatrudnili amerykański odpowiednik Ignaca, który swoich uczniów tego nauczył (zauważcie ze Marek ma bliznę od noża więc mieszkał w dzielnicy dość... niepokojącej ;)
                            Poza tym sama czytałam wspomnienia jakiejś uczennicy-emigrantki, która krew zalewała na zajęciach w high school właśnie kiedy jej tłumaczono (z miną "a teraz kochane dzieci odkryjemy wam Amerykę") skąd się biorą niektóre słowa (z z łaciny) co dla niej - wychowanej w Polsce było tak oczywiste jak data bitwy pod Grunwaldem. Byłateż lekcja "jak prawidłowo wymawiać np a propos, vice versa i inne szalenie trudne dla Amerykanów słowa.
                            (że o słowach pochodzenia słowiańskiego nie wspomnę)
                            • dakota77 Re: No faktycznie. 10.09.08, 14:09
                              Owszem, jest to mozliwe, ze jakas szkola ekperymentowala, ale naturalniej
                              byloby, gdyby taka wiedze wyniosl z college'u. Tam przeciez spokojnie moglby
                              wybrac sobie lacine jako przedmiot.

                              A propos college'u, czegos tu dalej nie rozumiem. W Stanach kandydat na lekarza
                              idzie do college'u, gdzie zalicza oprocz przedmiotow ogolnych te wszystkie,
                              ktore maja go przygotowac do szkoly medycznej. Potem dopiero idzie na wlasciwe
                              studia medyczne. Teraz sie zastanawiam, czy Marek odpuscil sobie college i
                              przyjechal do Polski prosto po maturze, czy tez do niego poszedl, a potem
                              przyjechal do Polski studiowac? Bo ta druga opcja dodalaby mu troche lat do
                              przebiegu calej edukacji:-). Ale pewnie MM ani przez moment nie zastanawiala sie
                              na tym, jak zorganizowana jest amerykanska edukacja, Mareczek zjawil sie w
                              Polsce, zostal lekarzem, a kto by sie tam martwil szczegolami...
                              • dakota77 Re: No faktycznie. 10.09.08, 15:11
                                Tak sobie jeszcze dumam, ze gdyby przyjechal tu po college'u to jego edukacja
                                trwalaby: 4 lata college'u +6 lat polskiej medycyny+ 4-7 lat na specjalizacje.
                                Niezle;-)
                              • senseeko Re: No faktycznie. 10.09.08, 15:37
                                dakota77 napisała:
                                > Ale pewnie MM ani przez moment nie zastanawiala sie
                                > na tym, jak zorganizowana jest amerykanska edukacja, Mareczek zjawil sie w
                                > Polsce, zostal lekarzem, a kto by sie tam martwil szczegolami...

                                No jak to kto? Czytelnicy oczywiście! :D)))
                                • dakota77 Re: No faktycznie. 10.09.08, 15:45
                                  My tak, ale autorka nie:-)
                                  • senseeko Re: No faktycznie. 10.09.08, 15:48
                                    Bo ona nie jest od martwienia tylko od dostarczania nam rozrywki. ;) No przyznaj
                                    sama - dobrze się tu bawisz? Bo ja wspaniale!

                                    A teraz wyobraź sobie, ze wszystko się zgadza. jak to mówi moja latorośl:
                                    nuuuuuuuuuda!
                                    • dakota77 Re: No faktycznie. 10.09.08, 15:53
                                      Bawie sie dobrze, ale wystarczy przejrzec inne watki z moim udzialem, zeby
                                      wyraznie zobaczyc, ze luzny stosunek MM do rzeczywistosci mnie raczej irytuje. I
                                      jak latwo zobaczyc po tych watkach, nie tylko mnie zreszta. Wiadomo, ze jest to
                                      jej autorska kreacja, ale jednak jej ksiazki sa bardzo wyraznie osadzone w
                                      naszych realiach. Dobrze wiec byloby, zeby te realia sie zgadzaly:-)
                                      Mnie ta droga edukacji Marka mocno zgrzyta, jak zreszta sam jego fakt pojawienia
                                      sie w Polsce na studiach. Poza tym on jest chyba nieco za mlody na lekarza z
                                      drugim stopniem specjalizacji, zwlaszcza jesli studiowal tyle lat;-P
                  • dakota77 Re: No faktycznie. 30.07.08, 13:52
                    No wlasnie, w Stanach na studia medyczne mozna sie dostac dopiero po skonczeniu
                    college'u, i to jeszcze trzega oczywiscie miec ukonczone przedmioty
                    przygotowujjace do studiowania medycyny. Naprawde nie wiem, jak mialoby sie to
                    zgrac z polskim systemem edukacji.
              • amelia007 Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 13:03
                Co do studiowania medycyny w Polsce - wnuczka Melchiora Wańkowicza,
                Anna Erdman, z urodzenia obywatelka amerykanska, studiowała medycynę
                w Warszawie (pomieszkując zarówno u dziadka, jak i w akademiku).
                Działo się to w latach chyba 60 tych
                • jottka Re: Pracującym lekarzem ale tuż po stażu 30.07.08, 13:17
                  to fakt, ale cuś sie obawiam, że ten przykład jest ostro nietypowy:) jako
                  wnuczka wańkowicza miała jednak inne wejście niż anonimowy marek, no i jednak
                  okres nie ten. do tego ona chciała wrócić na ojczyzny łono i tu pracować jako
                  lekarz, na co ostatecznie zgody od władz nie dostała i musiała wyjechać. tzn.
                  marek, lądując w kraju w pierwszej połowie lat 80. musiał sie liczyć z tym, że
                  albo będzie oportunistą, fuj, i wtedy w ojczyźnie zostanie, albo też będzie
                  zachowywał się jak człowiek i wtedy będzie na wylocie, czego dowodzi historia
                  pani erdmann.
    • ready4freddy Re: apropo białej róży 29.07.08, 14:51
      najsamprzod wyznam, zescie mie jottka za serce ujeli "tom rozom", gdyz albowiem
      czytam sobie znow Sapka (zwanego przez niektorych ASem) i zamiast z wychwalana
      przez pewnego (p)osla konspiracja w Niemczech, biala roza skojarzyla mi sie z
      Sherrawedd (czy jak to sie pisalo). a do ad remu, to niestety Ci nie odpowiem,
      bo sam nie wiem - tez mi sie, jak juz to raz czy dwa napisalem, wydawalo
      naciagane cale to teatrum "sad nad Tygrysem". zaprawde powiadam, gdyby tam
      braklo pol kartki mniemalbym po wzburzeniu, wstrzasnieciu i zgrozie rodziny, ze
      Niedobre-Dziecko-o-Stalowych-Oczach (komu w tym momencie przypomnial sie Alinoe,
      raczeta do gory? no? :) otrulo zacna ciotke-despotke :O
      wiele halasu o... glupi zart, fakt, ale doprawdy zrobili z tego scene godna
      operetki.
      • mamapodziomka Re: apropo białej róży 29.07.08, 15:51
        No przypomnial mi sie, przypomnial ;)

        Ale w gruncie rzeczy to bardzo proste, krasc wolno, pyskowac wolno, lekcewazyc
        rodzicielke wolno.

        Ale naigrawac sie ze swietego sakramentu malzenstwa???? Ooooo, nie wolno....
        • verdana Re: apropo białej róży 29.07.08, 16:25
          A mnie fascynowała sprawa inna.
          dziecię jedno ma lat 7, drugie ok, 9 - czyz nie? W tym wieku oba
          dzieciatka powinny wiedziec co to jest noc poślubna i próby
          przeszkadzania w niej powinny być dla nich chocby odrobinę sprawa
          wstydliwą. Dla przeciętnego dziecka ukrywanie się w takim wypadku za
          szafą jest hm... albo objawem degeneracji, albo czy ja wiem?
          Debilizmu? A zakłocenie nocy poslubnej jednak przeciętnemu osobnkowi
          lat siedem kojarzy się z seksem, a Laurze się nie kojarzy. I zresztą
          nikomu chyba...
          Tymczasem dziewczatka oba dzialaja tak, jakby yslaly,z e noc
          poslubna jest to noc następujaca po slubie,a w to ja nie wierzę.
          • limotini Re: apropo białej róży 29.07.08, 17:32
            Jeszcze dodam, że są to dziewczęta oczytane, wychowane w domu pełnym książek. A
            motyw nocy poślubnej przewija się w literaturze dosyć często.

            Ja już nie mówię, że noc poślubna powinna się kojarzyć w tym wieku z seksem, ale
            na pewno powinna być rozumiana jako romantyczna i _intymna_ chwila młodych
            małżonków.

            A wracając do Marka - ja już nie pamiętam jak to było. To co, on się wprowadził
            na Roosvelta tak z marszu, ze szczoteczką do zębów w kieszeni? Ja przeżyłam już
            trochę przeprowadzek, i nawet niewielkie, takie ze stancji do akademika, kiedy
            nie posiadałam żadnych mebli, a tylko rzeczy osobiste, były nie lada przeżyciem...
            • emusia Re: apropo białej róży 29.07.08, 17:55
              ja zostałam uświadomiona przez podwórkowe dzieci, jeszcze w wieku przedszkolnym,
              ze w noc poślubną trzeba spac w jednym łózku z mezem na golasa :D i płakałam i
              twierdziłam, ze zostane stara panna bo sie bede wstydzic kolo jakiegos chlopca
              nago polozyc ;) nie sadze wiec, ze gdybym miala w domu pare swierzo po slubie
              wtedy, to pchałabym sie ogladac nowego wujka jak spi na golasa z ciocia :)
              • tennesee Re: apropo białej róży 29.07.08, 18:43
                No właśnie skoro już jesteśmy przy tej nieszczęsnej nocy poślubnej:

                po pierwsze primo wydaje mi się że co najmniej Ida miała wobec tej
                nocy konkretne plany. I Markowi chyba także nie chciało się spać.

                po drugie dziwi mnie fakt, że młodzi nie zaplanowali sobie noclegu
                poza domem rodzinnym, co dałoby się łatwo uzasadnić- zamieszanie w
                domu, przeprowadzka Marka i kartony na małżeńskim łożu, zaaranżować
                nocleg Moniki Pałys na Roosevelta itd.

                po trzecie (i tu nastąpi wyznanie osobiste) z różnych wzgledów
                mieszkałam niemal całe zycie tylko z mamą, więc nie wiem jak toczy
                sie życie w dużym domu i wielopokojowej rodzinie i szczerze mówiąc
                nie wiem jak toczy się życie intymne. Myslę nawet o takiej styuacji,
                że każda "para" ma swój pokój, a mimo to wydaje mi się to troche
                krępujące dla wszystkich, i dla owej pary i dla rodziny. W opisie
                sławetnej nocy poślubnej w ogóle nie ma tam niczyjego skrepowania i
                to jest chyba troche dziwne. Jezeli przyjąć, ze Ida myśli o seksie
                wyganiajac rodzinę, to nie jest ani trochę spłoniona.

                Kręcę, wiem, ale jakos nie umiwm tego poskładać.
                • verdana Re: apropo białej róży 29.07.08, 21:13
                  Otóż to. Ja rozumiem, że Laura mogła nie do konca wiedzieć, co to
                  jest noc poslubna (choć watpie), ale pakująca się do pokoju
                  Gabriela, wydaje się także nie wiedzieć.
                  • pink_hamster Re: apropo białej róży 30.07.08, 17:58
                    o wlasnie!ze tez nikt nie wspomnial wczesniej o Gabrieli,ktora nie tylko nie wygania corek z pokoju mlodej pary,ale jeszcze zasiada do makao...
                    • laura-gomez Re: apropo białej róży 26.08.08, 13:15
                      pink_hamster napisała:

                      > o wlasnie!ze tez nikt nie wspomnial wczesniej o Gabrieli,ktora nie tylko nie wy
                      > gania corek z pokoju mlodej pary,ale jeszcze zasiada do makao...

                      Skoro juz o tym mowa, to przecież dziadek Ignacy wcale nie był lepszy od swej najstarszej córki - on też wsedł do pokoju nowożeńców, bo był ciekawy, jak zostały powieszone firanki.. Gdybym była na miejscy Idy, chyba bym osalała. Z drugiej strony Idusia jak na siebie zareagowała bardzo dziwnie - zamiast "wyrzucić" kochana rodzinkę z sypialni, po prostu połozyła się spać.
                      • nighthrill Re: apropo białej róży 27.08.08, 19:32
                        Iza na pewno miała konkretne plany...Marek mówi "niech tutaj trochę
                        zostaną" ( o dziewczynkach), a Ida z pianą na ustach "Proszę??TY
                        chcesz, żeby one tu TERAZ zostały??". Więc chyba oboje wiedzieli, co
                        powinno nastąpić, bo Ida jest wściekła, a Marek też ma poczucie
                        winy, że ugina się pod spojrzeniem Laury ( za małe widocznie).
                    • senseeko Re: apropo białej róży 10.09.08, 15:40
                      pink_hamster napisała:

                      > o wlasnie!ze tez nikt nie wspomnial wczesniej o Gabrieli,ktora nie tylko nie wy
                      > gania corek z pokoju mlodej pary,ale jeszcze zasiada do makao...
                      A może ona po prostu złośliwa była? Z zazdrości, ze Ida ("ta głupia
                      niezrównoważona smarkula") ma męza, a ona nie?
                      Może to było takie zakamuflowane (a właśnie że Gabriela wcale nie jest święta,
                      tylko odnarratorsko na taką pozuje!)
                • croyance Re: apropo białej róży 10.10.08, 23:14
                  Sluchajcie, hi hi hi, a moze u nich - jak w synagodze podczas
                  nabozenstwa - mezczyzni spia w jednym pomieszczeniu, a kobiety w
                  innym?
          • sir.vimes Ja zawsze mniemałam 30.07.08, 09:53
            Dla przeciętnego dziecka ukrywanie się w takim wypadku za
            > szafą jest hm... albo objawem degeneracji, albo czy ja wiem?
            > Debilizmu?

            A zakłocenie nocy poslubnej jednak przeciętnemu osobnkowi
            > lat siedem kojarzy się z seksem, a Laurze się nie kojarzy. I zresztą
            > nikomu chyba...


            że jednak dziewczynki właśnie po to się chowały by zobaczy tą osławioną noc
            poślubna - a znając edukację seksualną w rodzinie Borejków mogły wyobrażac sobie
            dokumentnie wszystko ale nie nagich ludzi. Raczej pocałunki w szyję okraszone
            recytowaniem poezji.

            Pomysł, owszem debilny - i reakcja dorosłych też debilna. Bo to zachowanie
            właśnie powinno byc potraktowane jako problem, nie jakieś żarciki z różą.
            • jottka Re: Ja zawsze mniemałam 30.07.08, 10:47
              sir.vimes napisała:

              > że jednak dziewczynki właśnie po to się chowały by zobaczy tą osławioną noc
              poślubna - a znając edukację seksualną w rodzinie Borejków mogły wyobrażac sobie
              dokumentnie wszystko ale nie nagich ludzi. Raczej pocałunki w szyję okraszone
              recytowaniem poezji.


              a to ładna koncepcja:) ale jeśli już, to pewnie raczej podstępnej laury
              dotyczyła. z tego, co pamiętam, pyza chciała urozmaicić pałysom wieczór
              'surprisem' w amerykańskim stylu. no wątpię, żeby ona chciała ich faktycznie
              podglądać, nieważne czy recytujących, czy zajmujących się czym innym:)

            • anutek115 Re: Ja zawsze mniemałam 30.07.08, 14:10
              Ja chyba z tych, którym noc poślubna w wieku lat 7 z seksem się nie kojarzyła,
              pomysł schowania się za szafą, aby to dziwo obejrzeć wcale nie widzi mi się
              debilnym, a takoż, by za tej szafy wyskoczyć z okrzykiem "niespodzianka!" (oj,
              byłaby ci to niespodzianka, doprawdy, he, he...). Dzieci to dzieci, nawet nie
              wiem jak oczytane, głupie pomysły się ich imają, ten wiek tak ma.
              Ale reakcja rodziny!!!! Tylko dziadka Borejki brakowało w tej kompaniji,
              przybyłego, by nowożeńcom przybliżyc zwyczaje ślubne w Rzymie na przełomie wieku
              II i I pne... Przyczynek do tej słynnej, jak tyle innych rzeczy deklaratywnej
              dyskrecji i taktu, charakteryzującego jakoby szczególnie Gabrielę. Taaa...
              • minerwamcg Re: Ja zawsze mniemałam 27.08.08, 03:10
                anutek115 napisała:
                > Ale reakcja rodziny!!!! Tylko dziadka Borejki brakowało w tej
                > kompaniji

                Ależ był! Wtargnął wraz z resztą rodziny, a przy okazji oglądał
                sobie firanki, które sam nie bez przygód zawiesił.
                Dla mnie też sytuacja jest absurdalna. Wyobraźnia podpowiada mi Idę
                stojącą obok łóżka, toczącą po rodzince morderczym wzrokiem i
                cedzącą przez zęby: Won. Mi. Stąd. Wszyscy. I. Żebym. Was. Tu.
                Więcej. Nie. Widziała. Jazdaaaaaaaaaaaa!!!
                • uccello Re: Ja zawsze mniemałam 27.08.08, 12:11
                  > Ależ był! Wtargnął wraz z resztą rodziny, a przy okazji oglądał
                  > sobie firanki, które sam nie bez przygód zawiesił.
                  > Dla mnie też sytuacja jest absurdalna. Wyobraźnia podpowiada mi
                  Idę
                  > stojącą obok łóżka, toczącą po rodzince morderczym wzrokiem i
                  > cedzącą przez zęby: Won. Mi. Stąd. Wszyscy. I. Żebym. Was. Tu.
                  > Więcej. Nie. Widziała. Jazdaaaaaaaaaaaa!!!
                  >
                  nawet turbodoładowana Ida mogla być po tak długim i emocjonującym
                  dniu zbyt zmęczona, żeby toczyć i cedzić.
                  • minerwamcg Re: Ja zawsze mniemałam 27.08.08, 17:12
                    > nawet turbodoładowana Ida mogla być po tak długim i emocjonującym
                    > dniu zbyt zmęczona, żeby toczyć i cedzić.

                    No to dobrze, krakowskim targiem, może wystarczyłoby
                    samo "Won!!!" :))) Aczkolwiek furia dodaje sił w zupełnie
                    nieprawdopodobny sposób. A Idzie do furii nigdy nie było trzeba
                    dużo...
                • anutek115 Re: Ja zawsze mniemałam 27.08.08, 19:43
                  Wyparcie, panie ja kogo ;-).

                  Czyli nie brakowało nikogo :-)))). Dobrze chociaz, że zostało nowożeńcom
                  zaoszczedzone to przyblizanie rzymskich zwyczajów ślubnych....
                  • ananke666 Re: Ja zawsze mniemałam 27.08.08, 20:41
                    Wyobraźcie sobie Idę w płomiennym welonie do sukni secesyjnej, mamroczącą z furią "Ubi tu Caius ego Caia" :p
                • limotini Re: Ja zawsze mniemałam 01.09.08, 17:57
                  > Dla mnie też sytuacja jest absurdalna. Wyobraźnia podpowiada mi Idę
                  > stojącą obok łóżka, toczącą po rodzince morderczym wzrokiem i
                  > cedzącą przez zęby: Won. Mi. Stąd. Wszyscy. I. Żebym. Was. Tu.
                  > Więcej. Nie. Widziała. Jazdaaaaaaaaaaaa!!!


                  O tak. A następnie, przy drzwiach zamkniętych li i jedynie na klamkę i rodzinie
                  krzątającej się po domu i wciąż pełnej chęci do gry w makao tudzież sprawdzenia
                  firanek, zanużyli by się w romantycznym say-no-more.

                  Jak to Chmielewska ładnie ujęła: "jakie dzieci by z tego wyszły, oni by pewnie
                  chcieli normalne".
                  • verdana Re: Ja zawsze mniemałam 01.09.08, 18:20
                    Przypomina mi to opowieść rodziców, o jednym ich znajomym, ktory
                    ożenil się z panną z dobrego domu i wprowadził do mieszkania, w
                    ktorym staaszyla nadopiekuncza mamusia - lakarka nota bene.

                    W trakcie nocy poslubnej mamusia zaczęła walic w drzwi i wznosic
                    okrzyki "Jureczku, koncz, bo Zosiunia jest już pewnie zmeczona".
                    Jureczek natychmiast skonczył i przez parę miesiecy miał problemy z
                    powtrnym zaczęciem.
                    • ginestra Re: Ja zawsze mniemałam 01.09.08, 19:57
                      : ))))
                      Verdano, dawno się tak nie uśmiałam! Tak jakoś opowiedziałaś tę historię, że po
                      prostu człowiek dostaje konwulsji ze śmiechu. :)))
                      I nie wiadomo właściwie czy się śmiać czy płakać, jeśli się weźmie pod uwagę, że
                      historia prawdziwa. :))) Straszne! :D


                      PS. Ale dzisiaj fajne rzeczy wypisujecie na forum :D
                    • dakota77 Re: Ja zawsze mniemałam 01.09.08, 20:07
                      Poplakalam sie ze smiechu, mezowi z wrazenia odebralo mowe, kiedy mu to
                      przeczytalam-). Co za horror!:-). Jak to dobrze, ze nigdy we wspolnbym zyciu nie
                      mieszkalismy z rodzina:-)
                      • anutek115 Re: Ja zawsze mniemałam 02.09.08, 18:32
                        Ja się usmiałam dopiero dziś, jak przeczytałam :-))). I teraz mnie dręczy
                        pytanie - czy Jureczek z Zosiunią pozostali jeszcze czas jakiś (a może na stałe)
                        z mamusią pod jednym dachem?
                  • minerwamcg Re: Ja zawsze mniemałam 01.09.08, 22:29
                    Nie wiem, w czym by się zanurzyli, bo to ich prywatna sprawa :P
                    Natomiast wywalić rodzinkę na kopach powinni jak amen w pacierzu. A
                    następnego dnia się spakować.
                • croyance Re: Ja zawsze mniemałam 10.10.08, 23:22
                  A czy ona nie mogla normalnie, jak czlowiek, po prostu powiedziec:
                  sluchajcie no, wszystko pieknie, ale teraz chcemy zostac z
                  Mareczkiem sami?
        • ready4freddy Re: apropo białej róży 29.07.08, 21:44
          mamapodziomka napisała:

          > No przypomnial mi sie, przypomnial ;)
          >
          naprawde? :) sweet... pamietam jak dzis, jaka groza przejmowal mnie Alinoe, a
          przeciez nie bylem maluszkiem, o nie :) ale ta samotnosc Aaricii i Jolana
          (ojciec w delegacji :), pozar owczarni i te oczy.. aaa! :O

          przepraszam ze nie na temat, ale jak sobie pomysle i przypomne, ze wiedzmina
          mogl rysowac autentyczny artysta Rosinski, a nie ten !$*#%&! specjalista od
          rysunku, ale technicznego chyba, to mie az norrrmalnie.. ech! koniec offtopiku :)

          > Ale w gruncie rzeczy to bardzo proste, krasc wolno, pyskowac wolno, lekcewazyc
          > rodzicielke wolno.
          >
          > Ale naigrawac sie ze swietego sakramentu malzenstwa???? Ooooo, nie wolno....

          myslisz, ze to w tym rzecz? ja to odczytalem raczej jako "cokolwiek zrobi
          Tygrys, jest to obciazone dodatkowa okolicznoscia, mianowicie dzialaniem Genow
          Zla po Pyziaku-Czarnym-Charakterze". chociaz zasadniczo powinna to byc raczej
          okolicznosc lagodzaca, nieszczesne dziecko opetane przez demona...

          natomiast pozwole sie nie zgodzic z jakoby powszechna wsrod siedmiolatkow wiedza
          nt. nocy poslubnej... chyba troche przesadzacie. jedne pewnie wiedza, ze to cos
          zwiazanego ze spaniem na golasa, jak to tutaj ladnie ujeto ;), ale spora czesc
          bedzie po prostu podekscytowana cala historia ze slubem, nowym wujkiem i tak
          dalej. co nie zmienia faktu, ze Gabriela mimo wszystko powinna cos niecos
          wiedziec w temacie :)
          • verdana Re: apropo białej róży 29.07.08, 21:49
            Hm..., przerabiałam 3 7-latków. Zapewniam, ze doskonale wiedziały,
            co to jest noc poslubna. Córka dokadnie w tym wieku wrocila ze
            świetlicy z awantura, ze jedyna nie wiedziała, co to jest lesbijka i
            ze sie przez to skompromitowała. Najmlodszy, zobczywszy w tymze
            wieku (a nawet chyba nieco mlodszym)prezerwatywy przy kasie
            zapytał "Prezerwatywy, rozumie, ale dlaczego o smaku truskawkowym".
            Rok później dyskutowalismy o zasadności Parady Równosci i co bym
            zrobila, gdyby moje dzieci były homoseksualne.
            Nie sądzę, aby te 15-20 lat temu niewiedza dzieci byla duzo głębsza.
            Moja na pewno nie była.
            • ready4freddy Re: apropo białej róży 29.07.08, 21:54
              w takim razie poczulem sie jak ostatni tlumok, gdyz albowiem ani nie wychowalem
              sie na zapadlej wsi, ani wsrod amiszow, raczej wrecz przeciwnie, nie ukrywano
              przede mna wiedzy "co i jak", tym niemniej.. podpisze ci tu i teraz, ze majac 7
              lat 24 lata temu nie mialem pojecia, co to noc poslubna. a moze po prostu sie
              nad tym nie zastanawialem? :)
              • verdana Re: apropo białej róży 29.07.08, 22:09
                Moja rodzina zawsze dziwna była. To może dlatego.
              • yowah76 Re: apropo białej róży 29.07.08, 23:38
                r4f, nie przejmuj sie;) Ja sie pod pwnymi wzgledami uswiadomilam
                dosc wczesnie, jako ze zaczelam czytac w wieku mlodocianym i
                przyswoilam sobie m.in. ksiazke do biologii dla klasy 4 - moglam
                miec z 5 lat, bo do zerowki chodzilam juz do innegom przedszkola, a
                w tym pierwszym oczywiscie podzielilam sie wiedza- glownie tym, ze
                istnieje macica. Jakos inne szczegoly dotyczace prokreacji mnie
                ominely az do wieku ho, ho... z 10 lat? Tj. wiedzialam, czym sie
                roznia chlopcy od dziewczynek (brata mam, nie dalo sie nie zauwazyc)
                ale jakos mi sie to z macica nie laczylo i z posiadaniem dzieci...
                dziwne to, szczerze mowiac... jakas ta wiedze mialam
                fragmentaryczna. I tez mi sie nie wydaje, zebym jako siedmiolatka
                wiedziala do czego sluzy noc poslubna. Chyba po prostu swiadomosc
                istnienia macicy wystarczyla i jakos nie dociekalam szczegolow.

                Mnie sie pomysl Laury estetycznie podobal. Ot, wpadlo dziecko na
                pomysl;)

                I tez nie rozumiem jak mozliwe jest intymne pozycie w takim stadzie.
                Chyba, ze jako ten slon od sw. Filomeny.
                • ready4freddy Re: apropo białej róży 29.07.08, 23:50
                  wcale sie nie przejmuje, najwazniejsze, ze teraz i tutaj wiem, co i jak :) a czy
                  wiedzialem, czy nie (o ile pamietam, podobnie jak ty fragmentarycznie COS tam
                  wiedzialem :) lata temu, to juz malo istotne :)
                  natomiast zaintrygowal mnie slon, poprosze wiecej o sloniu i jego pozyciu (w
                  stadzie) :)
                  • yowah76 Re: apropo białej róży 29.07.08, 23:59
                    A o bylo u Magdaleny Samozwaniec, w zywotach swietej jakis swiatly
                    maz ja pouczal, ze slon tylko raz do roku a i to w celu mienia
                    dziatek;)
                    Ja bym powiedziala, ze mezowi nie dostawalo wiedzy biologicznej, bo
                    raczej raz na dwa lata, a i to musialby byc wielce rozwiazly slon...
                    • the_dzidka Re: apropo białej róży 30.07.08, 22:11
                      "Nawet słoń, luba FILOTEO, tylko raz w roku, i to w celu mienia
                      dziatek..." czyli ulubiony cytat Wojciecha Kossaka :)
                      • ready4freddy Re: apropo białej róży 30.07.08, 23:40
                        dziekuje wam obu w imieniu sluzby :) w ten sposob Tajemnica Rozwiazlego Slonia
                        (W Stadzie) zostala wyjasniona, a i offtopikom stalo sie zadosc..;P
                        • the_dzidka No to OT do R4F ;) 30.07.08, 23:45
                          Freddy, czy Ty na italskim komputerze widzisz polskie znaki
                          diakrytyczne normalnie, czy w postaci #$*@@? :-)
                          • ready4freddy Re: No to OT do R4F ;) 31.07.08, 10:37
                            oczywiscie, ze widze normalnie :) uzywamy stadardowego kodowania (konkretnie
                            Central European ISO 8859-2, jak twierdzi OgnistyLis 3.0), tzn. wy uzywacie :)
                            niektore strony po polsku w innym kodowaniu wyswietlaja krzaczki, ale to relikty
                            z poczatku lat 90tych :)
                            natomiast sam nie pisze z polskimi znakami z bardzo prostego powodu - moge (i
                            nawet to zrobilem) zainstalowac rowniez klawiature "polska-programisty", ale
                            pojawia sie problem przy pisaniu. o ile ogonki wiem jak uzyskac, to juz nawiasy,
                            gwiazki czy malpy nie, bo znam na pamiec wloski layout, polskiego zapomnialem..
                            a na klawiaturze mam nadrukowany ten wloski i nie ma jak sprawdzic :)
                            to tyle na temat pisania po naszemu na obcym komputerku :)
                • senseeko Re: a propos białej róży 10.09.08, 15:57
                  yowah76 napisała:


                  > I tez nie rozumiem jak mozliwe jest intymne pozycie w takim stadzie.
                  > Chyba, ze jako ten slon od sw. Filomeny.

                  jaki słoń, bo nie kojarzę?
            • senseeko Re: apropo białej róży 10.09.08, 15:53
              Dzieci są różne. Podejrzewam, że ja nie wiedziałam w wieku 7 lat na czym polega
              noc poślubna i nie wiem czy moje dziecko wie.
              Oczywiście jakieś wyobrażenia się ma, ale niekoniecznie adekwatne do rzeczywistości.
              Wprawdzie mój wie skąd się biorą dzieci ale nie sądzę by to kojarzył akurat z
              nocą poślubną.
              Zachowanie dziewczynek (schowamy się i wyskoczymy) jest jak najbardziej typowe
              dla mocno poekscytowanych dzieci, które chciałyby nowożeńcom nieba przychylić. I
              pretensji do nich o to mieć nie można.
              Natomiast zachowanie dorosłych... Skąd oni się urwali? Czy to nie syndrom "moje,
              nie oddam!"? (w sensie że tracimy Idusię, więc nie poddamy się bez walki i
              maksymalnie przedłużymy chwilę gdy jeszcze będzie "nasza" a nie "jego")
              • senseeko To powyżej to było do verdany 10.09.08, 15:55
                a propos postu o 3-7 latkach. Tak się jakoś dziwnie wkleiło.
          • szprota Re: apropo białej róży 30.07.08, 23:59
            ready4freddy napisał:
            naprawde? :) sweet... pamietam jak dzis, jaka groza przejmowal mnie Alinoe, a
            przeciez nie bylem maluszkiem, o nie :) ale ta samotnosc Aaricii i Jolana
            (ojciec w delegacji :), pozar owczarni i te oczy.. aaa! :O

            Oj tak, doskonale pamiętam ten dreszcz grozy - a miałam ze 12-13 lat. Szalejący
            pożar, w pierwszym kadrze ciemna sylwetka Alinoe, w następnym zbliżenie na te
            jego białe ślepia... Znakomite! No i sam pomysł, ale tu już pokłon Van Hammowi,
            wymyślonej postaci, która staje się realna i obraca się przeciw nam!

            > przepraszam ze nie na temat, ale jak sobie pomysle i przypomne, ze wiedzmina
            mogl rysowac autentyczny artysta Rosinski, a nie ten !$*#%&! specjalista od
            rysunku, ale technicznego chyba, to mie az norrrmalnie.. ech! koniec offtopiku :)

            Ależ nie szkodzi. You're speaking my mind. Ileż razy zastanawiałam się, jakby
            Wiedźmina narysował (namalował? Tak jak "Hrabiego Skarbka"?) Rosiński.
            Pożyczając swojej przyjaciółce jakieś stareńkie wydanie którychś opowiadań z
            Wiedźmina (niemoje zresztą) dołączyłam karteczkę z uwagą "Rysunki Polcha
            zignoruj. 1/3 z nich wykonałabym lepiej, a 2/3 nie robiłabym w ogóle".
            • ready4freddy Re: apropo offtopiku 31.07.08, 10:54
              > Oj tak, doskonale pamiętam ten dreszcz grozy - a miałam ze 12-13
              > lat. Szalejący pożar, w pierwszym kadrze ciemna sylwetka Alinoe,
              > w następnym zbliżenie na te jego białe ślepia... Znakomite! No i
              > sam pomysł, ale tu już pokłon Van Hammowi, wymyślonej postaci,
              > która staje się realna i obraca się przeciw nam!

              o to to :) i jeszcze Muff na plazy, z bialymi slepiami i wscieklym "wyrazem"
              mordki... ale najpiekniejszy kadr to ten, na ktorym pod woda widac tylko rece, a
              wlasciwie przedramiona Jolana i Thorgala, przecinajacego nozem bransoletke,
              wizualna poezja :)
              • papieska_kremowka Re: apropo offtopiku 31.07.08, 11:43
                Jeżu, wściekle się bałam Muffa w tej wersji.
          • mamapodziomka Re: apropo białej róży 01.08.08, 15:19
            Z komiksowego szeroko pojetego dziecinstwa pamietam dwie rzeczy - oczy Alinoe i
            niewlasciwe pol twarzy Tej Zlej ze Szninkiela.
            Reszte pamietam mniej i slabiej ;)

            No z wiedzmina to jak slowo daje ilustracji nie pamietam zupelnie, a teraz
            czytamy po niemiecku, wiec ich szczesciem nie ma wcale. I okladka tez calkiem
            przyjemna, czarna cala i tylko medalion na niej, taki nienachalny. Po polsku mam
            go w dosc szkaradnej.

            Nie, do wersji ze szwarccharakterem dziedzicznym jednak sie przychyle, niemniej
            jednak w jakis sposob chyba ma to znaczenie, ze Tygrys naigrawa sie z malzenstwa
            i smierci. I ze ta kradziez jakos uchodzi jej na sucho, mimo, ze to przeciez
            znacznie inny kaliber niz kwiatek Idusi. Mnie by kwiatek po prostu rozsmieszyl.

            A co do stopnia uswiadomienia, to trudno orzec. Ja zostalam uswiadomiona dosc
            wczesnie, ale, ze dom nie byl jakos szczegolnie religijny, to do zwiazku nocy
            poslubnej z seksem doszlam juz duzo pozniej ;) I sama z siebie pewnie tez
            palalabym zadza zrobienia jakiegos psikusa nowozencom. Tyle, ze do interwencji
            powinna poczuc sie Gaba.
            • ananke666 Re: apropo białej róży 01.08.08, 19:10
              > Z komiksowego szeroko pojetego dziecinstwa pamietam dwie rzeczy - oczy Alinoe i
              > niewlasciwe pol twarzy Tej Zlej ze Szninkiela.

              To była Zembria :)
              Uwielbiałam komiksy spółki Rosiński-Van Hamme. Działały mi niesamowicie na wyobraźnię, one i twórczość Wojtka Siudmaka...
    • sir.vimes Przewrotnie 30.07.08, 09:45
      kojarzy mi się ta scena ze sceną wskakiwania na ciotkę Józefinę przez Anię
      Shirley i Dianę.

      Przewrotnie - bo tam dziewczynki nie planowały psikusa.

      I w "Ani.." dorośli zareagowali o tyle nerwowo, że ciotka była osoba starą i
      szacowną (nie była domownikiem tylko gościem, a gościom wg większości należy sie
      więcej uwagi i szacunku). I wymagająca staruszka jakoś potrafiła ubawic się
      wyczynem dziewcząt.

      A Gaba, młoda dziewczyna, i inne Borejkówny - NIE.

      Żarcik Laury był IMO całkiem sympatyczny i robienie z niego TAKIEJ AFERY jest
      kompletnie niezrozumiałe...
      Ale scena per se jest w Jeżycjadzie potrzebna - bo świetnie pokazuje stosunek
      Gaby do córki. Co Laura - to źle. I już. Bo tak.
      • jottka Re: Przewrotnie 30.07.08, 10:39
        no więc rozumiem tyle, że nikt nie rozumie, na czym groza czynu laury polegała:)
        wyjaśnienie r4f, że to dybuk (czyli wcielenie pyziaka), o tyle mi nie pasuje, że
        wprawdzie wyjaśnia hurtem przerażenie laurą, ale dalej ohydy czynu nie tłumaczy.
        on był zabawny, mojem zdaniem, i tyle, i nawet jeśli gaba skretyniała już do
        reszty, to jej siostry i rodzice najwyraźniej takoż. w końcu ponoć mila taka
        praktyczna i przytomna, to czemu nie postukała sie w głowę, patrząc wymownie na
        najstarszą?

        no mam wrażenie, że sławny duet redaktorski już wtedy nie istniał - to jest dla
        mnie scena typu autor ma kilka fajnych pomysłów, nie umie się z żadnym rozstać,
        więc ładuje wszystko do fabuły, no bo żal panie takich cudnych koncepcji. a
        potem czytelnik patrzy w osłupieniu i dorabia egzegezy naukowe, bo mu sie nijak
        nie składa:(
        • sir.vimes Re: Przewrotnie 30.07.08, 11:17
          Zrozumiałabym gdyby to Ida przesadnie zareagowała- i tak już była wściekła.
          Ale Gaba, która nawet nie widziała powodu by dopilnowac swoich dzieci,
          przeszkadzających nowożeńcom?
          • lezbobimbo Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:17
            Niezrozumiala dla mnie jest tez reakcja, a wlasciwie jej brak, samej Idusi! Z
            wielkiej wscieklosci na siostrzenice, rodzine i z przejecia sie noca poslubna,
            nagle zapadla w sen tak gleboki, ze nie poczula, jak jej Tygrysica-Alinoe cos
            wklada w dlonie?

            Gaba znowuz daje plame horrendalna, zamiast powyganiac dzieci w te pedy z alkowy
            nowomalzenskiej, to jeszcze zarcikami sypie i sie ociaga, potem za to chlipie
            nad niewinnym dowcipem Laury..
            (dodam na tutejsza hipoteze, ze wolala sie jakoby zajmowac Wunderkindem - ze
            przeciez w Pulpecji Ignas jeszcze w ogole nie istnial). To juz bardziej pasuje,
            ze Gaba sie uwziela na Laure / choc w bardzo dziwny sposob: jesli Laura zrobi
            cos niewinnego, to jest tepiona jak by byla Darth Vaderem, ale jesli zrobi cos
            naprawde zlego lub niestosownego, to jest to pomijane dobrodusznym i poblazliwym
            milczeniem..

            Strasznie dziwna i pokrecona jest tez reakcja Mareczka na malolaty w sypialni -
            zamiast powyganiac dzieci czym predzej i rozkoszowac sie calowaniem Idusi w
            szyje na przemian z recytacja poezji, to ULEGA prosbie Laury o makao! I to
            jeszcze jak opisane - ze nigdy nie umial sie oprzec prosbom malych kobiet o
            ciemnych wlosach! Majac nowiutka, swieza i goraca zone-Idusie przy boku,
            Mareczek daje sie owinac wokol palca jakiejs obcej dziewczynce? A to o ciemnych
            wlosach to sorry, ale brzmi niemalze jak syndrom Lolity :-O
            • jottka Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:23
              lezbobimbo napisała:

              > Niezrozumiala dla mnie jest tez reakcja, a wlasciwie jej brak, samej Idusi! Z
              wielkiej wscieklosci na siostrzenice, rodzine i z przejecia sie noca poslubna,
              nagle zapadla w sen tak gleboki, ze nie poczula, jak jej Tygrysica-Alinoe cos
              wklada w dlonie?


              to sie bodaj katalepsja nazywa:) reakcja na stres w formie nagłego,
              nieopanowanego i głębokiego snu, ale neurolog, na boga, powinien rozpoznać objawy:)



              > Majac nowiutka, swieza i goraca zone-Idusie przy boku, Mareczek daje sie
              owinac wokol palca jakiejs obcej dziewczynce? A to o ciemnych wlosach to sorry,
              ale brzmi niemalze jak syndrom Lolity :-O


              no co, no może marzył mu sie perwersyjny trójkącik? uroki idusi były mu już
              zapewne znane, a tu taka okazja sama pcha sie w, że tak powiem, ręce:) i może
              dlatego ta biała róża tak go osłupiła? szykował się chłopak na ekstra atrakcje,
              a tu jedna panienka leży martwym bykiem, drugiej nie ma, a nad wszystkim góruje
              symbol miłości obumarłej czy jakoś tak:)
              • kaliope3 Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:33
                :DD
                Istnieje też zjawisko zemdlenia z wielkiej złości-mojej mamie się kiedyś
                przydarzyło.
                Ja nie wiem, całe to zajście miało chyba dać do zrozumienia że kwestie
                intymności i seksu są na totalnie odległym planie w tej rodzinie i naprawdę nikt
                tego nie bierze poważnie. Do tego to miało być chyba zabawne...
              • lezbobimbo Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:45
                jottka napisała:
                > to sie bodaj katalepsja nazywa:) reakcja na stres w formie nagłego,
                > nieopanowanego i głębokiego snu, ale neurolog, na boga, powinien >rozpoznać
                objawy:)

                I nawet sie nie obudzila, gdy Mareczek zakrzyknal, i conajmniej 3 dorosle osoby
                przygalopowaly tam wnet, i jeszcze swiatlo bylo wlaczone?
                Zazdroszcze tak glebokiej katalepsji!
                Moze Idusia zjadla trujace jabluszko albo uklula sie wrzecionem i tylko calus
                ksiecia Mareczka (galopujacego na bialym bukiecie rozanym) mialby ja obudzic?
                Taka basniowa gra wstepna czy co?

                >szykował się chłopak na ekstra atrakcje,> a tu jedna panienka leży >martwym
                bykiem, drugiej nie ma, a nad wszystkim góruje> symbol >miłości obumarłej czy
                jakoś tak:)

                Lmao:))))
                Ale kto naszym perwersyjnym nowozencom dalby symbole milosci obumarlej? :)

                Tak w ogole to dziwi mnie tez o wiele wczesniejszy akapit: oto nadchodzi wieczor
                i Idusia narzeka wewnetrznie na gosci, na dyskusje o polityce, na zadymienie
                (kto tam palil?) i uwaga, na samego Ignaca, ktory, cytuje z pamieci, "moglby juz
                sobie odpuscic cytowanie kawalkow z jednego medrca, albo ni przypial ni wypial,
                z Herodota" czy jakos tak.. i odczuwa ulge, ze juz wszyscy poszli..
                No nie wiem, w rodzinie pelnej ciepla taka przykra biesiada weselna? A gdzie
                walce upojne i polonezy, a gdzie radocha, toasty, przemowy, smiechy i chichy,
                gdzie gorzkie wino itd?
                Czyzby mieszkanie, choc nawet i z gumy, nie spelnialo sie jako remiza dla gosci? ;)
                A potem ta uragajaca wszystkiemu chryja nocy poslubnej.. oj nielekki miala slub
                Idusia. Szkoda.
              • ready4freddy Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:56
                jottka napisała:

                "uroki idusi były mu już zapewne znane, "

                co wy sugerujecie, jottka? ze niby say no more przedmalzenskie? no niby tak,
                chlopak w Ameryce chowany, moze nie znac tradycji Bominkow, ale Ida? ;)
                • jottka Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:59
                  ida, zgodnie z tradycją, zamknęła oczy i myślała o ojczyźnie:)
            • kaliope3 Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:35
              lezbobimbo napisała:



              > (dodam na tutejsza hipoteze, ze wolala sie jakoby zajmowac Wunderkindem - ze
              > przeciez w Pulpecji Ignas jeszcze w ogole nie istnial). To juz bardziej pasuje,
              > ze Gaba sie uwziela na Laure / choc w bardzo dziwny sposob: jesli Laura zrobi
              > cos niewinnego, to jest tepiona jak by byla Darth Vaderem, ale jesli zrobi cos
              > naprawde zlego lub niestosownego, to jest to pomijane dobrodusznym i poblazliwy
              > m
              > milczeniem..

              Ale Wunderkind to było już w Tygrysie i Róży-a wtedy miał miejsce akt kradzieży,
              nie w Pulpecji. W Pulpecji to było różane preludium do symfonii okropności w
              wykonaniu Tygrysa
              • nioszka Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:38
                Wunderkind był w NiN i wtedy była defraudacja składek :)
                • kaliope3 Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:49
                  nioszka napisała:

                  > Wunderkind był w NiN i wtedy była defraudacja składek :)

                  Racja,racja!
              • lezbobimbo Re: Przewrotnie 30.07.08, 12:49
                Witaj kaliopus, bardzo podoba mi sie Twe okreslenie "rozane preludium do
                symfonii okropnosci" :)))))

                >kaliope3 napisała
                > Ale Wunderkind to było już w Tygrysie i Róży-a wtedy miał miejsce akt
                kradzieży,> nie w Pulpecji. W Pulpecji to było różane preludium do symfonii
                okropności w
                > wykonaniu Tygrysa

                O Wunderkindzie ktos inny pisal, wiec pospieszylam wyjasnic, gdzie on byl :) Sam
                akt kradziezy byl w NiN :)
                Ja tak ogolnikowo gdybalam, ze Gaba jako matka-rodzic Laury nie spelnia sie
                zupelnie / rozane preludium to tragedia, ale pozniejsza kradziez to tylko taka
                przyjemna defraudacja..
                • kaliope3 Re: Przewrotnie 30.07.08, 15:10
                  At...tak się jakoś nasunęło-dzięki!
                  • krasnoludek_zadyszek Re: Przewrotnie 30.07.08, 16:46
                    Ad Mareczkum jeszcze:
                    tak sobie kombinuję, że on musiał być wg MM z końca świata, bo inaczej danie go
                    za mąż Idzie nie byłoby zgodne z konwencją cyklu, wg której wszystkie Borejkówny
                    mają za mężów bohaterów wcześniej znanych, czy to starających się o nie od
                    liceum (Pyziak), czy wprowadzonych wcześniej, ale nie łączonych wtedy z nimi
                    (Robrojek), czy wreszcie, w przypadku Grzesia, później poznanych, ale też
                    związanych jakoś z poznańskim światkiem. Nie mogła Idusia wyjść za chłopaka
                    skądinąd, bo wtedy jego rodzina nie byłaby związana jakoś z Borejkami albo
                    znajomymi Borejków, nie mogła też za kogoś z rodziny dobrze znanej, bo dopiero
                    byłby kiks, że po iluśtam tomach taki człowiek się czytelnikowi objawił. Stąd
                    dobrym wyjściem wydawała się osoba z tak daleka, żeby naturalnie wyszło, że jej
                    rodzina (tu mama Pałysowa) znała się kiedyś z Borejkami, ale wyjazd, kontakt się
                    urywa itd. Stąd pewnie MM wymyśliła Stany, ale dalej z medycyną to już sie
                    zrobiły z tego takie kiksy, jak piszecie.

                    Myślę sobie jeszcze złośliwie, że kolejne pokolenie Borejkowych dzieci też
                    powinno wiązać się z ludźmi znanymi familii (mocno mafijnie mi to zabrzmiało:),
                    więc jak się pojawił Frycek dla Pyzy, to musiał dostać w kolejnym tomie
                    braciszka dla Laury, co prowadzi do jedynego słusznego, przerażającego wniosku,
                    że powinniśmy się spodziewać romansiku Żaby z Miągwą:)))
                    • dakota77 Re: Przewrotnie 30.07.08, 16:55
                      Ciekawe spostrzezenia. Swoja droga jak to sie dzieje, ze Borejkowie funkcjonuja
                      w tym swoik zaknietym kregu? Ja juz nawet nie mowie, ze mogliby poznawac nowe
                      osoby przez internet;-). Ale chodzili przeciez do szkoly, studiowali i co? Z
                      nikim sie nie zaprzyjaznili, w nikim nie zakochali? Pol swiata poznaje
                      wspolmalzonka na studiach ( ja tu nie bylam oryginalna), a oni jakos wciaz w tym
                      samym kregu znakomych i dzieci znajomych. Jakos trudno mi uwierzyc w takie
                      zamkniecie na innych.
                      • dakota77 Re: Przewrotnie 30.07.08, 16:57
                        Tzn. akurat ze szkoly absztyfikanci sa, ale to nie u Borejkow, tylko w ich kregu
                        znajomych. Ale ze studiow chyba nikogo.
            • senseeko Re: Przewrotnie 10.09.08, 16:06
              lezbobimbo napisała:


              > Strasznie dziwna i pokrecona jest tez reakcja Mareczka na malolaty w sypialni -
              > zamiast powyganiac dzieci czym predzej i rozkoszowac sie calowaniem Idusi w
              > szyje na przemian z recytacja poezji, to ULEGA prosbie Laury o makao! I to
              > jeszcze jak opisane - ze nigdy nie umial sie oprzec prosbom malych kobiet o
              > ciemnych wlosach! Majac nowiutka, swieza i goraca zone-Idusie przy boku,
              > Mareczek daje sie owinac wokol palca jakiejs obcej dziewczynce? A to o ciemnych
              > wlosach to sorry, ale brzmi niemalze jak syndrom Lolity :-O
              >
              Tez mi to przyszło na myśl. A może w którejś z kolejnych częsci znajdziemy wątek jak Laura i Mareczek...
              W końcu Laura ciągle sama, rozpaczliwie szuka chłopa, a nie, sorry, Wolfi się pojawił. Ale to jeszcze o niczym nie stanowi. Moze się pokłócą z Wolfim i Laura znajdzie pocieszenie w ramionach męza ciotki i nagle oboje odkryją, że to na siebie czekali przez wszystkie te lata?
              Byłaby niezła chryja u Borejków ;))))
        • laura-gomez Re: Przewrotnie 26.08.08, 13:29
          jottka napisała:

          > no więc rozumiem tyle, że nikt nie rozumie, na czym groza czynu laury polegała:
          > )
          > wyjaśnienie r4f, że to dybuk (czyli wcielenie pyziaka), o tyle mi nie pasuje, ż
          > e
          > wprawdzie wyjaśnia hurtem przerażenie laurą, ale dalej ohydy czynu nie tłumaczy
          > .
          > on był zabawny, mojem zdaniem, i tyle, i nawet jeśli gaba skretyniała już do
          > reszty, to jej siostry i rodzice najwyraźniej takoż

          Ten niewinny zart Laury z różą rzeczywiscie nie był żadnym ohydnym czynem. Gaba przeżywała raczej to, że jej córka okłamała ją w żywe oczy
          • limotini Re: Przewrotnie 26.08.08, 14:24
            > Ten niewinny zart Laury z różą rzeczywiscie nie był żadnym ohydnym czynem. Gaba
            > przeżywała raczej to, że jej córka okłamała ją w żywe oczy

            Myślę, że określenie "okłamała ją w żywe oczy" jest jednak przesadne.
            Dziewczynka robi żart, który wydaje jej się śmieszny i zaprzeczenie że ona miała
            z tym cokolwiek wspólnego jest kontynuacją tegoż żartu. Na tym to chyba polega,
            prawda?
            • laura-gomez Re: Przewrotnie 26.08.08, 14:33
              > Myślę, że określenie "okłamała ją w żywe oczy" jest jednak przesadne.
              > Dziewczynka robi żart, który wydaje jej się śmieszny i zaprzeczenie że ona miał
              > a
              > z tym cokolwiek wspólnego jest kontynuacją tegoż żartu. Na tym to chyba polega,
              > prawda?

              Mysle, że gdyby tak było, Gaba nie zrobiłaby z całego zdarzenia takiej afery. laura już wczesniej musiała mijać się z prawda
    • justyna302 Re: apropo białej róży 30.07.08, 10:50
      Odnośnie nocy poślubnej Pałysów w ogóle, to zawsze ilekroć czytałam
      ten fragment miałam dreszcze, absolutnie nie romantyczne..
      Nie umiałam sobie wyobrazić jak Autorka mogła wpaść na coś takiego,
      że oni mieliby za ścianą, tego.. ten.. rozumiecie..:), a bynajmiej
      nie senna jeszcze rodzinka w pozostałej części mieszkania a to
      zmywać ( Gaba ), a to grać w skrabelka, a to lać hektolitry wody do
      wanny, a to obmawiać gości weselnych (Nutria + Pulpa), a to ronić
      cichutkie łzy szczęcia i głaskać się po siwych kędziorkach (Mila &
      Ignacy). Po prostu dla mnie skrępowanie po obu stronach byłoby tak
      niewyobrażalne, że chyba na miejscu młodej pary wolałabym pomóc przy
      sprzątaniu ze stołu a skonsumowanie związku zostawiła na środek nocy
      (2-3 rano ) jak już cały dom będzie w głębokim uśpieniu.
      Myślę, że Autorce było tak samo nijak z tymi wyobrażeniami i stąd
      ten pomysł z całą tą historią z Tygrysem, Różą, partyjką makao, itd.
      Wyszło okropnie.
      • ready4freddy Re: apropo białej róży 30.07.08, 12:03
        justyna302 napisała:

        > że oni mieliby za ścianą, tego.. ten.. rozumiecie..:)

        say no more, SAY NO MORE! :)




        po prostu musialem to napisac :)))
    • anutek115 Off topic, ale tylko troszeczkę 30.07.08, 14:39
      Wiecie, co mnie się marzy? Tak rozbebeszyć w waszym towarzystwie, rozebrać na
      części pierwsze, przeanalizować wzdłóż i wszerz jakąś inną książkę, a najlepiej
      cykl powieści, oczywiście. Natchnęło mnie, jak czytałam rozważania o studiach
      Mareczka, czyli szczegóły, które przeciętnemu czytelnikowi, nie oszukujmy się,
      umykają. A to tylko jedne rozważania na tematy umykające przeciętnym czytelnikom
      z setek, jakie tu prowadzilismy. I naprawdę chciałabym, na przykładzie tej innej
      książki, sprawdzić, czy my jesteśmy bandą krytykantów, szukających dziury w
      całym, czy natrafiamy po prostu na (przykro mi uzyc tego wyrażenia...) braki
      warsztatowe, o których pochodzeniu też już dyskutowaliśmy (Croyance dyskusję
      zainicjowała, zdaje się). Słowem, czy się czepiamy, bo nam sie z nudów w
      oczekiwaniu na "Sprężynę" w d... głowach poprzewracało, czy mamy rację, choć
      trochę...
      • dakota77 Re: Off topic, ale tylko troszeczkę 30.07.08, 14:43
        Uwazam, ze sie nie czerpaimy tylko, w kazdym badz razie nie za bardzo;-).
        Postrzegam nas jako wyrobionych czyetlnikow, ktorzy wiedza co dobre i nie dadza
        sie nabrac na byle plewy. A te niestety sie nam od jakiegos czasu w Jezycjadzie
        serwuje...
        • jottka Re: Off topic, ale tylko troszeczkę 30.07.08, 14:57
          podpisuję sie pod dakotą, ale poza tym - pani mm dość często serwuje w wywiadach
          tekst 'w wyobraźni wszystko się mieści', czyli ewentualny krytyk to maruda,
          któremu tejże nie dostaje. a mnie się wtedy przypomina, jakże apropo:), opinia
          arystotelesa z 'poetyki', gdzie twierdził, że sarna jak najbardziej może być
          zielona, byle artysta potrafił czytelnika o tym przekonać. z czym się całkowicie
          zgadzam, bo o to przekonanie właśnie idzie:)


          a analiza tekstu to jest zajęcie na ćwiczenia z literatury, siem obawiam, że
          sporo towarzystwa jest po studiach filologicznych (bądź w trakcie), więc nie
          bardzo wiem, co taka analiza innej powieści miałaby udowodnić - że się umie
          czytać tekst ze zrozumieniem?:) tzn. nie mam nic przeciwko, tyle że nie uważam,
          żeby do lektury 'jeżycjady' jakieś specjalne złowieszcze siły i środki były
          zaprzęgane:)
          • mmaupa Re: Off topic, ale tylko troszeczkę 30.07.08, 15:04
            W dodatku my czesto staramy sie MM usprawiedliwic i zaproponowac jakis chocby
            pol-realny scenariusz. Nie jestemy tacy zli.
            • anutek115 Re: Off topic, ale tylko troszeczkę 30.07.08, 20:34
              Niesmialo przypominam, Jottko, że jestem aktywnym członkiem tych złowrogich sił
              :-). Nie miałam żadnych spisków na myśli, słowo, ani tez pracy naukowej, z
              czystej i bezinteresownej ciekawości chciałabym zobaczyć, czy absolutnie kazda
              książka pod naszym sokolim okiem zaczęłaby ujawniac braki i niedoróbki, czy są
              takie, przy których pozostałoby nam ogniscie dyskutować, którego bohatera lubimy
              i z którym się identyfikujemy, a z którym wręcz przeciwnie :-).
              • verdana W obronie jednolitosci towarzystwa... 30.07.08, 22:16
                jako osoba wiekowa i doswiadczona obserwuje jednakże, ze dużo osob
                pobiera się w obrebie jednego, szeroko rozumianego srodowiska.
                Dotyczy to inteligencji wielkomiejskiej - szczególnie niegdyś, panie
                dziejku. Kiedy to waskie grono bylo.
                Ja z moim ówczesnym narzeczonym odkrylismy, ze nasze matki znały się
                na studiach. Moi znajomi pobierali się w kręgu KiK-u. Sporo tego
                bylo...
                • dakota77 Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 30.07.08, 22:33
                  I ja sie zgadzam z tym pobieraniem sie w obrebie jednego srodowiska. Ale wlasnie
                  srodowisko uczelniane takim jest. A u Borejkow w sumie wszyscy znaja sie z
                  dziecinstwa. A jesli juz Ida poznaje Marka, to musi sie on okazac synem
                  przyjaciolki Mili.
                  • senseeko Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 10.09.08, 16:25
                    dakota77 napisała:

                    A jesli juz Ida poznaje Marka, to musi sie on okazac synem
                    > przyjaciolki Mili.
                    No to akurat było bardzo fajne i ubawiłam się setnie czytając pierwsze spotkanie
                    dwóch o.m.c. teściowych :)
                    • dakota77 Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 10.09.08, 16:28
                      Mnie tez ta scena bawi, tylko wiesz, w zyciu ludzie poznaja czasem i zakochuja
                      sie w ludziach, z ktorymi nie chodzili do przedszkola/z ktorych matka
                      przyjaznila sie ich matka/ktorzy mieszkali w tej samej kamienicy:-). A u
                      Borejkow wszyscy musza byc z borejkowskiego kregu.
                      • senseeko Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 10.09.08, 17:10
                        dakota77 napisała:

                        > Mnie tez ta scena bawi, tylko wiesz, w zyciu ludzie poznaja czasem i zakochuja
                        > sie w ludziach, z ktorymi nie chodzili do przedszkola/z ktorych matka
                        > przyjaznila sie ich matka/ktorzy mieszkali w tej samej kamienicy:-). A u
                        > Borejkow wszyscy musza byc z borejkowskiego kregu.

                        Moim zdaniem jest dokładnie na odwrót (u MM)
                        najpierw powstał pomysł sceny by jakaś hipotetyczna nieznana teściowa okazała
                        się dawną najlepszą przyjaciółką z dzieciństwa a potem dopiero cała historia
                        Moniki Kałużnej.
                        po drugie literatura rządzi się swoimi prawami i wprowadzenie zbyt wielu postaci
                        przyprawiłoby czytelnika o fiksum dyrdum albo inne mente captus ;)
                        po trzecie - życie rządzi sie swoimi prawami i pisze takie scenariusze, że
                        czytelnik by nie uwierzył gdyby je przeczytał.
                        To widać np teraz na naszej klasie. Okazuje się, że moi znajomi sa znajomymi
                        innych moich znajomych a z jeszcze innymi byłam powiązana w przedziwny sposób,
                        albo znali się z moimi rodzicami itd
                        I w sumie wszystko znów zaczyna się sprowadzać do "Borejkowskiego" kręgu tyle że
                        w ciut poszerzonym wydaniu.
                        Wprawdzie rodzina mojego męza i moja się wcześniej nie znała, ale np kiedy
                        poznałam mojego męza (a oboje pochodzimy z róznych miast oddalonych od siebie o
                        pół Polski) to okazało się, że mamy wspólnego znajomego, który właściwie był
                        znajomym moich rodziców a którego ja znałam z ich opowiadań (znajomy jeszcze z
                        innego "fyrtla") A na rozum biorąc nie mieliśmy żadnej możliwości by się poznać.
                        • yowah76 Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 04.10.08, 21:35
                          Rok temu odwiedzilam dawno niewidziana kolezanke, u ktorej spotkalam
                          z kolei jej kolezanke, ktora byla byla dziewczyna mojego znajomego,
                          nawet kiedys dostala od niego kubek moja reka malowany;), w zasadzie
                          kilka razy w zyciu minelysmy sie o wlos...
                          ...i jeszcze mam lepsza historyjke, ale nie napisze, bo a nuz mnie
                          ktos tu podglada ze znajomych?...
                          ;)
                  • czekolada72 Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 31.01.09, 11:22
                    dakota77 napisała:

                    > I ja sie zgadzam z tym pobieraniem sie w obrebie jednego
                    srodowiska. Ale wlasni
                    > e
                    > srodowisko uczelniane takim jest. A u Borejkow w sumie wszyscy
                    znaja sie z
                    > dziecinstwa. A jesli juz Ida poznaje Marka, to musi sie on okazac
                    synem
                    > przyjaciolki Mili.


                    Ktos napisal, ze MM podpatruje hollywoodskie komedie romantyczne.
                    Ja mam wrazenie, ze raczej wspolczesne polskie seriale-tasiemve oraz
                    Modę na Sukces - to sa najlepsze przyklady, ze wszysscy musza sie
                    znac, ze w calej Warszawie jest jeden detektyw, jeden prawnik, jeden
                    psycholog, jedna knajpa i jeden taksowkarz, o salonie slubnyym nie
                    wspomne.
                    Taka moda? takie czay?
                    Powiedzmy, ze o ile w filmie mozna to tlumaczyc tym, ze nie chce sie
                    moze wprowadzac nowych aktorow, bo byc moze ucierpial by na tym
                    budzet - to w ksiazce?? niezrozumiale...
                    A jednoczesnie Ci starzy bohaterowie, o ktorych naprawde chcialoby
                    sie poczytac - i tak zosatli zlekcewazeni i zapomniani.
                • the_dzidka Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 30.07.08, 23:50
                  > jako osoba wiekowa i doswiadczona obserwuje jednakże, ze dużo osob
                  > pobiera się w obrebie jednego, szeroko rozumianego srodowiska.

                  Ale masz takie doświadczenia z jednym środowiskiem naukowym,
                  rodzinnym czy z jedną rodziną? :-)
                  Bo u Borejków to jest niestety obręb środowiska żadnego z
                  powyższych, tylko wąski krąg znajomych od lat. I oczywiście
                  małżeństwa w takim kręgu też jak najbardziej są możliwe, ale prawie
                  WSZYSTKIE? I w dodatku wszystkie potrafiące prawidłowo
                  zaakcentować "sed intellegere"? :-)
                  No sorry, ale to już podpada pod chów wsobny ;)
                  • mika_p Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 31.07.08, 21:38
                    To wszystko przez zaborczość Tunia. Gdyby był mniej dominujący, to Natalia
                    moglaby za niego wyjść - a tej rodziny Borejkowie nie znali. My tak, ale to
                    insza inszosć.
                    A tak - to aż dwie Borejkówny wyszly za chłopaków z klasy, do której chodziła
                    ich kuzynka i przyjaciółka (poznana dzięki sąsiadowi).
                    Wszystko przez Tunia.
                    • kaliope3 Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 31.07.08, 22:07
                      Do tego Tunio był zdaje się przez jakiś czas takim docelowym absztyfikantem
                      Natalii-w DP z sympatią są opisane jego telefony do Nutrii( miły, ciepły głos, z
                      nutkami humoru, czy jakoś tak).Fascynacja żeglarstwem i poezją u Natalii tez
                      jest jak najbardziej ok, tylko potem nagle z Tunia robi się zgryźliwy typ
                      gastryka o starokawalerskich przyzwyczajeniach.Eh, myślę że Autorka znowu się
                      zasugerowała czyjąś radą i zmieniła okoliczności romansowe Nutrii w NN by zaraz
                      potem przerzucić się w jeszcze innym kierunku-tu już wiadomo na pewno że pod
                      wpływem czyjejś sugestii.
                      • dakota77 Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 31.07.08, 22:09
                        Racja, przeciez na poczatku byl opisany symaptycznie. Ja nie moge sie pogodzic z
                        ta odmiana Tunia, bardzo lubilam go jako dziecko, byl z niego taki uroczy lobuz,
                        i myslalam, ze takim pozostanie do pewnego stopnia;-)
                        • filifionka-listopadowa Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 30.08.08, 16:53
                          Ile razy spotkałyście w życiu ludzi którzy wydawali się na początku mili i
                          sympatyczni a jak sie ich lepiej poznało to już nie budzili tak pozytywnych
                          uczuć? (po wspólnych wakacjach nie macie ochoty ich znać). Wady Tunia są wadami
                          które można poznać dopiero przy bliskim kontakcie a na randce raz w tygodniu
                          mógł robić naprawdę dobre wrażenie.

                          Co nie zmienia faktu ,że wolałabym ,żeby to on związał się z Natalią.
                    • laura-gomez Re: W obronie jednolitosci towarzystwa... 26.08.08, 13:41
                      mika_p napisała:

                      > To wszystko przez zaborczość Tunia. Gdyby był mniej dominujący, to Natalia
                      > moglaby za niego wyjść - a tej rodziny Borejkowie nie znali. My tak, ale to
                      > insza inszosć.
                      > A tak - to aż dwie Borejkówny wyszly za chłopaków z klasy, do której chodziła
                      > ich kuzynka i przyjaciółka (poznana dzięki sąsiadowi).
                      > Wszystko przez Tunia.
                      >
                      I przez Filipa, który okazał się wcale nie lepszy od swego przyrodniego brata ;)
              • senseeko Re: Off topic, ale tylko troszeczkę 10.09.08, 16:24
                anutek115 napisała:

                > Nie miałam żadnych spisków na myśli, słowo, ani tez pracy naukowej, z
                > czystej i bezinteresownej ciekawości chciałabym zobaczyć, czy absolutnie kazda
                > książka pod naszym sokolim okiem zaczęłaby ujawniac braki i niedoróbki, czy są
                > takie, przy których pozostałoby nam ogniscie dyskutować, którego bohatera lubim
                > y
                > i z którym się identyfikujemy, a z którym wręcz przeciwnie :-).

                A mi się pomysł Anutka podoba. Problem w tym jaką ksiazkę wziąć na warsztat. Bo
                te które mi się narzucają (np Grochola "Osobowość ćmy") są jeszcze bardziej
                skopane merytorycznie niż jeżycjada
      • the_dzidka Re: Off topic, ale tylko troszeczkę 30.07.08, 22:28
        sprawdzić, czy my jesteśmy bandą krytykantów, szukających dziury w
        > całym, czy natrafiamy po prostu na (przykro mi uzyc tego
        wyrażenia...) braki
        > warsztatowe, o których pochodzeniu też już dyskutowaliśmy
        (Croyance dyskusję
        > zainicjowała, zdaje się). Słowem, czy się czepiamy, bo nam sie z
        nudów w
        > oczekiwaniu na "Sprężynę" w d... głowach poprzewracało, czy mamy
        rację, choć
        > trochę...


        Anutku, moim zdaniem to jest normalne, skoro przerobiło się te
        powieści wszerz, wzdłuż, od góry, od dołu, od przodu, od tyłu, i w
        dodatku w nieskończoność czeka się na kolejne. O czymś trzeba pisać!
        Ja tam jestem z tego analizowania dumna.
    • ayed Re: apropo białej róży 31.07.08, 09:14
      Bardzo apropo's:

      wiadomosci.onet.pl/1798392,455,item.html
      • yowah76 Re: apropo białej róży 31.07.08, 10:36
        W tamtych czasach to by ich raczej zapraszali;)
      • biljana postwątkowy sen:) 01.08.08, 12:35
        na głowę mi się rzuca niechybnie:)
        naczytawszy się o aferze z białą różą i wszelkich możliwych rodzinnych
        konsekwencjach, w nocy dręczyły mnie koszmary:)
        Otóż śniło mi się, że wyszłam za mąż za jakiegoś obcego faceta, wprowadziłam się
        z nim do starego mieszkania rodziców (a tam rodzice, babcia, siostra i kto wie
        kto jeszcze:) no i miałam wizje jakiejś upiornej nocy poślubnej przy świadkach ! :)
        • kaliope3 Re: postwątkowy sen:) 01.08.08, 12:49
          O rany, to hard core, kto by pomyślał że rozważania nad jeżycjadą doprowadzą do
          snu-no cóż-mocno perwersyjnego...Bunuell by się nie powstydził scenariusza
        • ready4freddy Re: postwątkowy sen:) 01.09.08, 21:18
          biljana napisała:

          > na głowę mi się rzuca niechybnie:)
          > naczytawszy się o aferze z białą różą i wszelkich możliwych rodzinnych
          > konsekwencjach, w nocy dręczyły mnie koszmary:)

          no i sama pomysl, jaka oszczednosc! ludzie wydaja ciezkie pieniadze na (czesto
          nielegalne) srodki psychoaktywne, a tobie wystarczy foruma poczytac i juz :) to
          niemal jak te slynne sny pierozkoidalne prof. Baczynskiego z Zielonej Gesi,
          ktore pozwalaly zaoszczedzic na kinie :)))
          • croyance Re: postwątkowy sen:) 10.10.08, 23:45
            O tak! 'pierozkami tedy przejecie sie; snami ubawicie sie ..' -
            piekne ...
    • toja737 Re: apropo białej róży 02.08.08, 18:34
      Tygrys i Róża czające się w pokoju Pałysów to jeszcze nic! Jest tam
      coś wspomniane, że Nutria (dwudziestokilkulatka w końcu) planowała
      się wybrać z młodą parą na narty do Zakopanego zaraz po Świętach -
      czyli w ich podróż poślubną... Jakoś ledwo jej to wyperswadowali.
      • meduza7 Re: apropo białej róży 02.09.08, 13:52
        A ja mam wrażenie, że MM od jakiegoś czasu zaczęła posługiwać się chwytami
        żywcem zaczerpniętymi z hollywoodzkich komedii (romantycznych i nie tylko).
        Przykłady: zgrupowanie rodzinne w pokoju nowożeńców, Nutria gnająca furgonetką
        za Robertem (zgrzyt moich zębów, gdy czytałam tę scenę, słychać było na 5 km
        wokół), całe nieporozumienie ze ślubem Laury (rozmowa tel, z której ktoś wyciąga
        wnioski słysząc tylko jedną stronę) i tak dalej.
        • filifionka-listopadowa Re: apropo białej róży 02.09.08, 15:09
          Uważasz ,że M.M autorka książek dla dziewcząt sięgnęła by do tak pogardzanej
          kultury niskiej? Ignacy na pewno zakrztusiłby się herbatą Liptona (bleee) gdyby
          się dowiedział ,że jest bohaterem marnej hollywoodzkiej komedyjki o miłości!
          I szkoda ,ze nie wie bo może zastanowił by się nad swoim zachowaniem!
          (przywodzi mi to na myśl "Świat Zofii").
          Przydałoby się też Gabrieli poczytać o sobie, ale tak dokładnie.
        • senseeko Re: apropo białej róży 10.09.08, 17:14
          meduza7 napisała:

          > Nutria gnająca furgonetką
          > za Robertem (zgrzyt moich zębów, gdy czytałam tę scenę, słychać było na 5 km
          > wokół),
          A mnie się ta scena szalenie podobała. jak czytałam rozmowę Nutrii z
          milicjantami, to mało nie padłam ze śmiechu. Dawno się tak nie uśmiałam jak wtedy.
    • ssssen Re: apropo białej róży 11.10.16, 13:25
      Mogłabyś bardziej zadbać o formę swojego posta? Shift ci się zepsuł? I jeszcze to "apropo", a fuj...
      • nigolla Re: apropo białej róży 11.10.16, 13:28
        nie ma to jak się przypieprzyć do wątku sprzed 8 lat :D
        • ciotka_scholastyka Re: apropo białej róży 11.10.16, 13:56
          ssssen jest znowu na zejściu, najwyraźniej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka