Dodaj do ulubionych

Szczęśliwe pary? Czy już było?

31.10.08, 15:20
Bo tak myslę, ze ich jest mało. Żaczkowie - to najlepszy przykład
udanego związku. Baltona i Polpecja - może drugi. Co do Robrojka i
Natalii mało wiemy, a ja mam watpliwosci. Zwiazek Gabrieli z
Grzegorzem oceiono na tymze forum jako "letni". Maciek i Kreska -
byloby pieknie, gdyby Maciek nie zostawił zony w koncowce ciąży i
nie wyjechał w siną dal. Z noworodkiem i tumem dzieci pozostala tez
Cesia (a zostawienie zony z noworodkiem dla mnie jest
dyskwalifikujace).
Więc kto?
Obserwuj wątek
    • ciotka_paszczaka Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 15:33
      Babcia Jedwabinska i Pan Bronislaw?
    • the_dzidka Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 15:41
      Bez przesady. Maciek wyjechał, ale poród odbył sie przedwcześnie.
      Maciek wyjechał zaledwie do Wrocławia, o ile pamiętam (?), więc też
      nie na miesiąc czy pół roku.
      Hajduk "zostawił żonę z noworodkiem", ale o tym juz kiedyś
      mówiłysmy: to był rok 1988, nie 2004 (jak w przypadku Fryca) i
      pewnie sama Ceśka nie wahała sie, żeby wypchnąć męża na stypendium.
      Druga taka okazja mogła już się nie nadarzyć.
      Szczęśliwą parą są starzy Borejkowie, niezaleznie od tego, co o nich
      sądzimy - oni są szczęśliwi ze sobą, mimo swoich wszystkich przywar
      i wad.
      • laura-gomez Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 18:08
        the_dzidka napisała:

        > Szczęśliwą parą są starzy Borejkowie, niezaleznie od tego, co o nich
        > sądzimy - oni są szczęśliwi ze sobą, mimo swoich wszystkich przywar
        > i wad.

        Też tak uważam
        • verdana Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 18:13
          Czy w naprawde szczęśliym małżenstwie jedna z osob ukrywa swoje
          wybitne osiągniecia i sukcesy przed drugą? Dla mnie to wyklucza
          możliwość bycia szczęścliwa para. Skoro trzeba robic z czegos
          takiego tajemnice, to znaczy, ze jest baaardzo xle, chocby i sadziło
          się, ze jest doskonale.
          • laura-gomez Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 18:19
            verdana napisała:

            > Czy w naprawde szczęśliym małżenstwie jedna z osob ukrywa swoje
            > wybitne osiągniecia i sukcesy przed drugą? Dla mnie to wyklucza
            > możliwość bycia szczęścliwa para. Skoro trzeba robic z czegos
            > takiego tajemnice, to znaczy, ze jest baaardzo xle, chocby i sadziło
            > się, ze jest doskonale.

            A ja myślę, iż Ignacy wie, że to Mila jest Kalem Amburką. W końcu nigdzie w "Jeżycjadzie" nie jest napisane,iż jest inaczej.
            >
          • lezbobimbo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 03.11.08, 11:17
            verdana napisała:
            > Czy w naprawde szczęśliym małżenstwie jedna z osob ukrywa swoje
            > wybitne osiągniecia i sukcesy przed drugą?

            Malo ze sukcesy, gorzej ze uczucia.
            Sukces ukryty, bo wiadomo, dopisany nagle w apokryfie ;)
            Jeszcze bardziej mnie dziwi, ze ciepla babunia kochala "wiecej" (kto
            to mierzy i jak, btw?) a ukrywa to za wszelka cene?
    • marajka Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:10
      Laura i Wolf. Szczęśliwi dzięki swojej beztrosce. Tosia i Mamert,
      ale zanim Mamert stał się nowobogackim bufonem. Makowscy. I to by
      było na tyle, oprócz tych co już zostali wymienieni.
      • kkokos Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:13
        e, a bebe i dumbo dlaczego mieliby być nieszczęśliwi razem?
        • lezbobimbo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:18
          kkokos napisała:
          > e, a bebe i dumbo dlaczego mieliby być nieszczęśliwi razem?

          No dobra. Zalózmy ze Bebe odtajala ze swego zagipsowania i nie jest dziwna :-)
          Poprawiam zatem: Bembe i Dabo tez sa prawdopodobnie szczesliwa para ;)
          • filifionka-listopadowa Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 01.11.08, 13:16
            Sprzeciw!
            (wiem ,że tam był uśmieszek na końcu ale i tak czuję się w obowiązku zaprotestować).
            Czy uważasz ,że szczeliwe mogą być tylko te pary gdzie oboje są poukładani
            psychicznie, stabilni i "normalni"???
            • lezbobimbo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 03.11.08, 11:26
              filifionka-listopadowa napisała:
              > Czy uważasz ,że szczeliwe mogą być tylko te pary gdzie oboje są
              >poukładani psychicznie, stabilni i "normalni"???

              Dzieki za przyczynek do pozastanawiania sie :)
              Otóz pozastanawialam sie, i uwazam, ze gdy OBIE osoby sa szalone i
              niepoukladane moga byc szczesliwe i szalec razem (tak jak swir
              Ignacy z oziebla Mila) ale gdy tylko jedna osoba jest psychicznie
              serio szalona czy mocno niepoukladana, to niekoniecznie to jest
              szczesliwy zwiazek. Bo ta druga osoba albo jest silna i spelnia
              funkcje "terapeuty" 24 godziny na dobe, albo jeszcze gorzej jest
              slabsza i spelnia wtedy role "chlopca do bicia"..
              N.p. jesli bylaby para alkoholików, to spokojnie moglaby byc dlugo
              szczesliwa razem, na swój sposób. Z kolei gdy tylko jedno by pilo
              nalogowo, to..

              Mozemy dla jezyckiego dobra zalozyc, ze Bebe szybko sie odgipsowala,
              a Dambo lubil bywac jej terapeuta :)
      • lezbobimbo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:17
        Wiecej tego - chociaz te pary sa niejako szczesliwe przez zaniechanie pisania o
        nich przez MM ;)
        Elka i Tomcio. Julia i Toleczek.
        Byc moze tez i Bella z Przeszczepem, chociaz kto ich tam wie, bo znikli tak
        dokumentnie.
        Reszta par jest szczesliwa po wierzchu wg. sakramentalnej formuly: wyszla za maz
        po liceum/na studiach i zrodzila duzo dzieci.
        Nie wnikajac juz w to, jak dziwne to pary i jak dziwnie te zwiazki sa opisane
        (Aniella i Bernard, Kozio i Orelka, Bebe i Dambo...)
        • ginestra Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:20
          A może też Gizela i Kazio? (Polegam na intuicyjnej pamięci ;-) ) Ale chyba nie
          mylę się?
        • soova Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:59
          lezbobimbo napisała:
          > Nie wnikajac juz w to, jak dziwne to pary i jak dziwnie te zwiazki sa opisane
          > (Aniella i Bernard, Kozio i Orelka, Bebe i Dambo...)


          Aniella i Bernard nie wzięli ślubu po studiach. Pamiętam, że w którejś części była mowa, jak pewnego razu Aniella zdała sobie sprawę, że czas płynie, ona nie ma ani własnego kąta ani mężczyzny, Bernard był, że tak powiem, chętny, do dyspozycji i w zasięgu ręki, więc raz, dwa i już... Poza tym myślę, że są szczęśliwi - ona zajmuje się tym, co ją naprawdę kręci, czyli teatrem, on domem, synami i ubóstwianiem żony. Jeśli im obojgu taki układ pasuje, to czegóż chcieć więcej?
      • onion68 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 16:32
        Makowscy byli szczęśliwi, bo być może nie zdążyli być nieszczęśliwi. Stwierdziła
        zgorzkniała Onion ;)
        • marajka Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 18:01
          To ja też bym tak wolała. Makowscy byli dla mnie ludźmi, którzy po
          prostu potrafią być szczęśliwi. Bieda, chłód, głód a oni byli
          szczęśliwi. Mieli siebie, mieli dziecko. Cieszyli się tym co mają a
          nie rozpaczali nad tym czego nie mają.
    • iwoniaw No czekaj czekaj 31.10.08, 16:57
      to w końcu o szczęśliwych parach, czy o parach spełniających nasze definicje
      poprawnego/przyzwoitego/namiętnego/jakiegotamjeszcze zachowania?

      Ja uważam, że zarówno Ceśka z Hajdukiem, jak i Maciek z Kreską są całkiem
      szczęśliwymi parami - Cesia do tłumu dzieci pasuje charakterologicznie
      znakomicie, nawet jeśli mąż na stypendium na końcu świata.
      Mało tego, ja uważam, że Róża z Frycem też ma szansę na szczęśliwy związek,
      jeśli się dziad Ignacy przestanie w końcu rzucać w paroksyzmach szaleństwa, no i
      młodzi zamieszkają osobno (mam cały czas nadzieję, że zamiast wpuszczać się w
      budowę, kupią - niechby i ze wsparciem ciotek - jakieś mieszkanie i powoli sobie
      żyją spłacając dług, a nieosaczeni przez 24h/dobę)
      • lezbobimbo Re: No czekaj czekaj 31.10.08, 17:08
        Ja nigdy nie uwierze w rzekome szczescie Pyzy i Fryca (powinnam to napisac w
        watku Nie Wierze ;)
        Prymus zazyczyl sobie ja posiadac, to poszla za nim bezmyslnie, chociaz jedyne
        uczucie jakie do niego miala, to rozczulenie na widok bezbronnych oczat i wizje
        latajacych gwiazd wokól jego glowy.
        Nic cielesnego, zadnej pasji, a wrecz niejaka niechec do jego dzieciuchowatego
        zarostu, nie to, co do krewkich latynosów Lelujczych. Jak ona mogla wybrac
        prymusa-dzieciucha zamiast Adriana czy Wiktora?
        A potem Fryc mial dla niej czas cale 2 popoludnia na tydzien i bardziej ja uczyl
        matmy oraz ukrywal ja przed rodzicami niz romansowal!
        Seks to ona (czyli w jedna strone) raz na 8 lat zaproponowala i jak juz
        pisalyscie: calkowicie instrumentalnie, a nie z czystej checi!
        • ginestra Re: No czekaj czekaj 03.11.08, 10:34
          Lezbobimbo, mamy podobne odczucia co do Frycka i jego uczuć do Pyzy.
          Właśnie podobnymi słowami nawet ujęłam to dzisiaj w wątku o pracy Frycka, w
          którym się wpisałam zanim otworzyłam ten wątek. A więc fakty przedstawione w
          książkach dają wiele do myślenia o Frycku i o jego traktowaniu Róży. Takie
          wrażenie było budowane przez panią MM przez kilka tomów, a więc teraz trudno się
          go pozbyć i uwierzyć jej, że teraz są szczęśliwi i jest między nimi prawdziwa
          miłość. Tak moim zdaniem przynajmniej.
          • lezbobimbo Re: No czekaj czekaj 03.11.08, 11:45
            ginestra napisała:
            > Lezbobimbo, mamy podobne odczucia co do Frycka i jego uczuć do
            >Pyzy. A więc fakty przedstawione w
            > książkach dają wiele do myślenia o Frycku i o jego traktowaniu Róży

            Witaj Ginestro! :)
            Ja pisalam tez o Rózowych uczuciach, w które tez Nie Wierze :)
            W koncu Rózy Fryc wlasciwie nie zmuszal do siebie. On sie jej
            naprzykrzal i natrecal, ale mogla przeciez wzruszyc ramionami i
            pójsc na potrójna randke z Lelujkami.
            A ta wybrala jego, bo ..akurat byl we wlasciwym czasie.. czy Pyza ma
            date waznosci, przed uplynieciem której zakocha sie w dowolnej
            osobie lub przedmiocie, n.p. slupie telefonicznym? Nie wierze tez w
            to cale "zdobywanie" uczuc, czyli wojne Lelujków vs Fryc!

            ..i wybrala go tez tylko dlatego, ze on tak chcial.. i mial
            niewinne oczeta bez okularów.. i na tej nedznej podstawie uczuciowej
            wytrzymala z ozieblym pracoholikiem tyle lat.
            • iwoniaw Re: No czekaj czekaj 03.11.08, 12:36
              > W koncu Rózy Fryc wlasciwie nie zmuszal do siebie. On sie jej
              > naprzykrzal i natrecal, ale mogla przeciez wzruszyc ramionami i
              > pójsc na potrójna randke z Lelujkami.

              Ano właśnie. Myślę, że Róży Lelujkowie tak naprawdę zupełnie nie pasowali. No
              owszem, miłe było to zainteresowanie jej osobą, ale bez przesady. W
              przeciwieństwie do Fryca, który przez kilka lat wystarczało, że był, o fizyce
              wykłady wygłaszał i za rączki się z R. prowadzał. Ona nie "wytrzymała" z
              oziębłym pracoholikiem tyle lat, ona potrzebowała oziębłego pracoholika. I jeśli
              on nadal będzie deklarował, że jest "jego Różyczką", zachowywał się w miarę
              poprawnie (w co teraz już i ucieczka na stypendium się może zaliczać, jeśli F.
              zostanie oficjalnie zakontraktowany, byle wrócił, w przeciwieństwie do
              Pyziaka...), to ona będzie całkowicie z tego małżeństwa zadowolona, jak mniemam.
              Zwłaszcza zaś, gdy rodzina zdejmie jej z barków problemy będące zarzewiem
              konfliktów w młodych, samodzielnych rodzinach - tzn. pomoże w opiece nad
              dzieckiem, poratuje w potrzebie obiadkiem itd. A Borejkowie to zrobią, jak
              czynili to przez ostatnie kilkanaście lat wobec kolejnych córek. Jakkolwiek
              byśmy tego nie oceniali.
      • verdana Re: No czekaj czekaj 31.10.08, 17:10
        A mnie się jednak nie wydaje, aby mozna bylo mowić o szczęściu, gdy
        mąż woli stypendium od dziecka... Tzn. rozumiem wyjazd przy starszym
        dziecku, ale miedzy noworodkiem a półroczniakiem czy roczniakiem
        jest przepaść. jak komus nie zalezy, zeby wlasne dziecko znać...
        Hmmm.
        Gdyby mama wyjechala od malutkiego niemowlecia, choćby i nie
        karmionego piersią, na cale miesiace,nikt chyba by nie sadził, ze w
        rodzinie dobrze się dzieje? A ja nie widze róznicy, niestety.
        • lezbobimbo Re: No czekaj czekaj 31.10.08, 17:14
          Ano. Smutna to wizja ojca-rodzica w Jezycjadzie - nieobecny - albo wyjezdza,
          albo ciagle spi..

          (Ignac nie jest rodzicem, wiec sie nie liczy;)
          • jota-40 Re: No czekaj czekaj 31.10.08, 17:40
            Fakt faktem, że ciągle śpi, ale Marek i Ida też są chyba szczęśliwą parą.
            • verdana Re: No czekaj czekaj 31.10.08, 17:48
              Chyba nie - Ida jednak nieustannie sie skarzy.
              • filifionka-listopadowa Re: No czekaj czekaj 01.11.08, 13:21
                verdana napisała:

                > Chyba nie - Ida jednak nieustannie sie skarzy.

                Ja to skarżenie się traktuję jak takie zaklinanie rzeczywistości i ukrywanie
                swojego szczęścia przed światem. Bo zostało tylko nasz, intymne i nikt nie
                wchodził w nie z buciorami. Ale pewnie przypisuje teraz Idzie moje cechy.
                • idomeneo Re: No czekaj czekaj 01.11.08, 15:56
                  Czyli to byłaby taka strategia: mówię wszem i wobec jak jest mi kiepsko, żeby
                  nikt się czasem nie domyślił, jak bardzo jest mi fajnie?
                  Ale czy nie prościej w takim razie nic nie mówić?
                  • filifionka-listopadowa Re: No czekaj czekaj 01.11.08, 23:52
                    Ona nie mówi wszem i wobec jak jest jej kiepsko. Ja to dobieram jako takie
                    żartobliwe z uśmiechem "A Marek znowu mi śpi.." i jeszcze z czająca się z tył
                    głowy myślą "A ja zaraz wpadnę i go przebudzę a potem będziemy... nie spać".
            • laura-gomez Re: No czekaj czekaj 31.10.08, 18:13
              jota-40 napisała:

              > Fakt faktem, że ciągle śpi, ale Marek i Ida też są chyba szczęśliwą parą.

              Właśnie miałam o nich napisac. Też uważam, iż są szczęśliwym i zgodnym małżeństwem
    • limotini Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 18:29
      Po pierwsze: losy wielu par śledzimy tylko do momentu gdy się utwierdzą we
      wzajemnych uczuciach, a potem mamy tylko dorbne wzmianki, więc możemy się tylko
      domyślać, jak im się powodzi. A to już tyko nasze domysły, a nie co Autorka chce
      nam pokazać.

      Po drugie: nie ma par ciągle, dzień w dzień, przez 50 lat całkowicie
      szczęśliwych. Nawet najlepsze pary przeżywają jakieś kryzysy, popełniają błędy.
      Mogą być mniej lub bardziej widoczne, mogą o nich zapomniać itd. - ale ciężko z
      pojedynczych zdarzeń wnioskować o globalnej szczęśliwości.

      Po trzecie: moim zdaniem w Jeżycjadzie jest pokazanych sporo fajnych małżeństw:
      Mamert i Tosia (tak naprawdę nie wiemy, czy się zmienili, potem widzimy ich
      bardzo krótko i oczyma dorastających dzieci), Aniella i Bernard, Mila i Ignacy -
      mimo wszystko.
      • sowca Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 23:11
        Zgadzam się z Limotini. Z takich drobnych wzmianek można
        wywnioskować, że szczęśliwą parą są Patrycja z Florkiem i Ida z
        Markiem (mimo narzekania Idusi). Obstawiam też Roberta i Natalię,
        Elkę i Tomka oraz Bellę i Przeszczepa.
        A Fryc i Róża moim zdaniem absolutnie nie będą szczęśliwym
        małżeństwem.
      • jota-40 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 31.10.08, 23:11
        Tak jest. I będę bronić Idy i Marka, chociaż - niestety, wszystko przez Was -
        Marek już na zawsze będzie dla mnie miał tę straszliwą fizys Wąsacza z innego
        wątku ;))) - niemniej jednak według mnie pasują do siebie! I niech tam się Ida
        skarży. Bo to ona jedna?... Ja jej nie wierzę, to takie narzekanie z czułości.
        • uccello Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 01.11.08, 01:10
          No i Maciołkowie, Maciołkowie wydają się być zgranym tandemem.
          Dzięki nim hasło -scena balkonowa- nabiera nowego znaczenia!
          • biljana Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 01.11.08, 18:15
            Dla mnie sporo par w tych książkach jest szczęścliwych, nawet jeśli z naszego
            punktu widzenia szczęsliwi być "nie powinni" bo np. jedno jest zagipsowane,
            drugie wyjeżdza i zostawia niemowlaka itp. Ludzie są ze sobą i soą ze sobą
            szczęsliwi w różny sposób i nawet gdy nam może się takie model nie wydawać
            odpowiednim do bycia szczęsliwym a nawet do zniesienia:)
            Sięgając do prequelu Jeżycjady to pierwszą parą autentycznie szczęśliwą są
            Makowscy. Są szczęsliwi, bo chcą być szczęśliwi i potrafią tacy być. Potem
            Gizela i pan Kazio. Byli dobrym małżeństwem, a Kazio był w sam raz dla Gizeli:
            dobry, opiekuńczy facet, na którym mogła polegać i wreszcie ktoś nią się
            zaopiekował. Potem Żakowie, co tu dużo mówić, chciałoby się umieć stworzyć taki
            związek. Uważam też starych Borejków za szczęśliwe małżeństwo i zgadzam się z
            którymś z przdmówców, że Ignac wie, że Mila jest Kalem Amburką. jestem o tym
            przekonana, głownie z powodu tego Sylwestra na dachu wieżowca. Mimo wszystkich
            wad, jakie mają obydwoje i mimo, że nie chciałabym być z kims takim jak Ignac,
            zazdroszczę im takiego mocnego, silnego związku. Umieć się tak z kimś zestarzeć
            i nie żałować ani jednego wspólnie przeżytego dnia... cholernie im tego
            zazdroszczę.
            Z młodszych szczęśliwych par trzeba wymienić oczywiści Pulpę i Baltonę, Idę i
            Mareczka, Cesię i Hajduka, Bebe i Dambo... itd. Fajne pary. Caly czas mam jednak
            wątpliowsci co do szczęscia takiej kobiety jak Aniella z takim facetem jak
            Bernard. Dla mnie pas posible. Buntuje się całe moje jestestwo na samą myśl, że
            oni są przedstawiani jako szczęsliwi:) No nie mogę:)W dodatku wiem, że sama
            sobie przeczę (vide początek posta) ale nic na to nie poradzę, dla mnie to
            jedzie fałszem na odległość i musi, no musi się skończyć ucieczką Anielli z
            prawdziwym facetem:)
            • lezbobimbo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 01.11.08, 18:40
              biljana napisała:
              > Uważam też starych Borejków za szczęśliwe małżeństwo (...)Mimo >wszystkich>
              wad, jakie mają obydwoje i mimo, że nie chciałabym być >z kims takim jak Ignac,

              Ano chyba masz racje, oboje szalenców pasuje do siebie swoimi nerwicami i
              paradygmatami ;) Chociaz zywiolowo ich nie znosze, najwidoczniej oni siebie moga
              zniesc nawzajem na tyle, ze wytrzymali razem tyle lat..

              A jak myslicie, czy w takim razie sa szczesliwi Majchrzakowie? :) Razem sobie
              funkcjonuja i razem drecza synusia.. symbioza :)

              > wątpliowsci co do szczęscia takiej kobiety jak Aniella z takim >facetem jak>
              Bernard. Dla mnie pas posible.

              No bo to bylo tak zlepione na sile, ze niemozliwe. Niechlujny snob Bernard przez
              cala ksiazke tylko ja irytowal, a nagle gdy z Krystianem sie skonczylo, to
              ciach, nagle stal sie amantem. Mi Bernard wyglada na "nagroda pocieszenia" czyli
              tzw. rebound guy. But you should never marry the rebound guy! ;P

              Poza tym nie wierze w to, ze Anielli nagle sie zachcialo wlasnego kata i
              zakladania mieszczanskiego gniazdeczka..
              • biljana Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 01.11.08, 18:51
                lezbobimbo napisała:

                > Poza tym nie wierze w to, ze Anielli nagle sie zachcialo wlasnego kata i
                > zakladania mieszczanskiego gniazdeczka..
                >

                w to to ja akurat wierzę:) No wiesz, rozczarowala się, popatrzyła, że tzw. latka
                lecą i stwierdziła, że nie chce być sama. Ok. Ale tyle lat? Z tym kolesiem? No
                proszę cie, nie z jej temperamentem.
            • iwoniaw Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 02.11.08, 16:50
              > Dla mnie sporo par w tych książkach jest szczęścliwych, nawet jeśli z naszego
              > punktu widzenia szczęsliwi być "nie powinni" bo np. jedno jest zagipsowane,
              > drugie wyjeżdza i zostawia niemowlaka itp. Ludzie są ze sobą i soą ze sobą
              > szczęsliwi w różny sposób i nawet gdy nam może się takie model nie wydawać
              > odpowiednim do bycia szczęsliwym a nawet do zniesienia:)


              Dokładnie to miałam na myśli - i z tego też powodu obstawiam, że Róża i Fryderyk
              będą szczęśliwym małżeństwem.

              Caly czas mam jedna
              > k
              > wątpliowsci co do szczęscia takiej kobiety jak Aniella z takim facetem jak
              > Bernard. Dla mnie pas posible. Buntuje się całe moje jestestwo na samą myśl, że
              > oni są przedstawiani jako szczęsliwi:) No nie mogę:)W dodatku wiem, że sama
              > sobie przeczę (vide początek posta) ale nic na to nie poradzę, dla mnie to
              > jedzie fałszem na odległość i musi, no musi się skończyć ucieczką Anielli z
              > prawdziwym facetem:)

              Mam tak samo ;-) jednym słowem, zgadzam się z Tobą całkowicie i w każdym
              aspekcie tego wątku.
    • juzeffa Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 01.11.08, 20:17
      No własnie. Wydaje mi się, że o tym czy dana para jest szcześliwa, czy też nie ,
      można stwierdzić patrząc z dalszej perspektywy. Np Milę i Ignacego - małzeństwo
      z długim starzem łatwiej jest ocenić niż związek dajmy na to Laury i Wolfa. W
      tym drugim przypadku nie wiemy, jak cała ich historia się dalej potoczy.
      Trudno wypowiadać się też na temat bohaterów usuniętych w cień (Bella i Cezary,
      Kreska i Maciek).
      • ginestra Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 03.11.08, 11:17
        Strasznie mi się podoba ten wątek i to, co piszecie!
        I jak jedna wypowiedź drugą dopełnia!

        Zgadzam się z ujęciem tematu przez Biljanę i z dopełnieniami tej wypowiedzi
        (również z tym, co pisze Juzeffa, że łatwiej nam wyobrazić sobie i ocenić parę o
        długim stażu - Żakowie, Borejkowie, o której to pary życiu zresztą coś więcej
        wiemy z samej fabuły i wiemy, że im się udało, niż oceniać parę o krótkim
        stażu). Ja też zazdroszczę im tego długiego bycia razem i przechowania przez
        lata (i kryzysy!) tej unikalnej jakości: wzajemnego lubienia się i świeżości i
        podobania się i porozumienia i uczenia się od siebie i więzi itp.

        Co do Makowskich, to rozumiem też punkt widzenia Onion, czyli to, że możliwe
        jest, że z uwagi na krótki staż jeszcze nie przeżyli takiego zdarzenia, że z
        biegiem lat jednej ze stron to uczucie przechodzi i zaczyna wprowadzać przez to
        jakąś dziwną, złą jakość do związku albo (jak w bajce "O rybaku i złotej rybce")
        myśli, że może mieć i tę cudowną miłość z tą konkretnie kobietą (czy mężczyzną),
        rodzinę, a jednocześnie może mieć też inne rzeczy, które z tą miłością są nie do
        pogodzenia, ale ta osoba myśli, że są. A potem okazuje się, że jednak nie są, i
        że w niej samej, wskutek dzielenia siebie na te "nie do pogodzenia rzeczy",
        zachodzą konkretne zmiany.

        Takie dziwne "strategie" jednej ze stron wobec związku nie podchodzą, jak dla
        mnie, pod definicję kryzysu (zewnętrznego), zwłaszcza takiego kryzysu, który
        można przetrwać razem. W tym przypadku coś dzieje się w tej jednej osobie i to
        jest jej kawałek do przepracowania - ewentualnie może powiedzieć tej drugiej i
        mogą razem próbować coś z tym zrobić, ale i tak sama ta konkretna osoba musi się
        z tym zmierzyć __bardziej__, bo to się dzieje w niej.

        A wiec ten odpływ uczucia, a raczej odpływ pracy nad sobą u jednej ze stron,
        postrzegam jako większe zagrożenie dla związku niż wszelkie kryzysy spowodowane
        jakimiś zmianami życiowymi. A więc w przypadku Makowskich - biednych, ale
        szczęśliwych - to rzeczywiście można czuć wielkie szczęście czytając o nich, ale
        też (gdyby żyli), można martwić się o to, czy tej wzajemnej więzi i miłości
        wystarczyłoby im dalej, gdy już potem powodziłoby im się lepiej i gdyby życie
        toczyło się dalej. Jednakże, można mieć nadzieję, że jak najbardziej tak, bo są
        przecież takie pary, którym się udaje i nawet jeśli u jednej z nich uczucie
        słabnie, czy też coś innego się w tej osobie dzieje, to ta osoba sama reaguje na
        to i przeciwdziała i przypomina sobie za co pokochała tę pierwszą i kim ona dla
        niej jest. A więc są pary, którym się udaje. Ja myślę, że te pary pracują
        każdego dnia nad sobą i nad związkiem i nad miłością, która ich połączyła.

        W tym świetle, to też myślę, apropos Róży i Frycka, że jeśli (o czym czytelnik
        nie wie, moim zdaniem) połączyła ich prawdziwa miłość i oni będą o tę miłość
        dbali na co dzień i będą o nią też walczyli w chwilach próby i letniości i w
        innych takich chwilach i będą wobec siebie ___maksymalnie___ uczciwi, to może i
        rozwinie się ta ich miłość i będą szczęśliwi. W moim odczuciu ta droga nie jest
        przed nimi zamknięta.

        Tylko z tym dbaniem o miłość, to moim zdaniem jest trochę tak jak z pracą
        zawodową, którą się lubi lub nie - jeśli ktoś kocha to, co robi i chce to robić,
        to łatwiej mu przyjdzie praca nad sobą i pokonywanie trudności na tej drodze i
        przełamywanie tego, że czasem ma dość itp. A jeśli ktoś tej dziedziny za bardzo
        nie lubi, tylko trochę jakimś przypadkiem tam się znalazł, to ta praca nad sobą
        go zmęczy i będzie po jakimś czasie chciał szukać czegoś innego.
        A więc musi być ta prawdziwa miłość na początku - tak mi wychodzi. Tylko teraz
        definiowania jej nie podejmuję się. ;)
        Pozdrawiam!
        • onion68 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 03.11.08, 12:02
          > też (gdyby żyli), można martwić się o to, czy tej wzajemnej więzi i miłości
          > wystarczyłoby im dalej, gdy już potem powodziłoby im się lepiej

          Albo nadal źle. Naprawdę, może się zdarzyć, że w ciągłym zderzeniu ze skrzeczącą
          rzeczywistością, uczucie się ulotni.
        • mmaupa Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 03.11.08, 16:54
          Zgadzam sie z Ginestra.

          Poza tym uwazam, ze podstawa dobrego zwiazku jest komunikacja - niestety u Pyzy
          i Frycka jej brak az bije po oczach. Zamiast porozmawiac o tym, dlaczego ciaza
          jest wedlug F. "pulapka biologiczna", jakie ma plany na przyszlosc itd, Pyza
          unosi sie honorem i nie chce go wiecej znac. Podobnie Natalia z Filipem -
          obrazali sie na siebie nie wiedziec czemu, urzadzali sceny na ulicy i wyjezdzali
          na Cypr zamiast po ludzku pogadac o swoich problemach. Ide o zaklad ze w
          przypadku Pyziaka tez tak bylo.

          Dlatego uwazam, ze zwiazki Kozia i Aurelii, Bebe i Damba, Frycka i Rozy, Natalii
          i Robrojka, a takze Filipa i kogokolwiek sa/beda nieszczesliwe. Na kazde pytanie
          w stylu: co jest nie tak? padnie przesycone zalem: NIC! i na tym skonczy sie
          rozmowa. W koncu ktores po latach milczenia, wyrzutow, usilnych prob drazenia
          itd. nie zniesie dluzej "niczego" i odejdzie.
          • kkokos Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 03.11.08, 19:54
            > Dlatego uwazam, ze zwiazki Kozia i Aurelii, Bebe i Damba, Frycka i Rozy, Natali
            > i
            > i Robrojka, a takze Filipa i kogokolwiek sa/beda nieszczesliwe. Na kazde pytani
            > e
            > w stylu: co jest nie tak? padnie przesycone zalem: NIC! i na tym skonczy sie
            > rozmowa. W koncu ktores po latach milczenia, wyrzutow, usilnych prob drazenia
            > itd. nie zniesie dluzej "niczego" i odejdzie.

            kozia i - zgoda. on artysta, dusza splątana, którą się albo rozumie, albo nie,
            a jak nie, to on się zniżać do tłumaczenia nie będzie. ona z definicji
            zamknięta - więc pewnie masz rację. a osoba zostawiona będzie nigdy nie
            zrozumie, dlaczego.
            filipa i kogokolwiek - zgoda, ale on jest tak filipocentryczny, że to nieuniknione
            frycka i róży - a ja myślę, że zmądrzeją. że doświadczenie "pułapki" itd. ich
            czegoś w kwestii komunikacji nauczyło.
            bebe i damba - a ja mam do nich słabość. jakoś porozumienie dusz, takie bez słów
            między nimi wydawało mi się zawsze głębsze niż innych. i może choćby to pomoże
    • czekolada72 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 04.02.09, 22:57
      Mysle, ze prosciej, i szybciej, byłoby wymieniac pary nieszczegolne,
      z Gaba i Pyziakiem na czele.
      Bo te szczesliwe - dluga w sumie lista! Zakowie, Julia z Toleczkiem,
      Cesia z Jurkiem, mozna podejrzewac, ze tesciowie Julii tworza takze
      szczesliwy zwiazek, a co najmniej nie jest to nieszczesliwy zwiazek;
      idzmy dalej - sami Borejkowie, Tosia z Mamertem, powiedzmy, ze Gaba
      i Grzes to zwiazek dyskusyjny (dla Forumek), Ida z Markiem, Pyza z
      Florkiem, wyglada, ze i Natalia z Robertem itd niekoniecznie kazdy
      szczesliwy dla samych zainteresowanych zwiazek - musi byc tak
      postrzegany z boku. Z drugiej zas strony - mozna sobie dlugo
      filozofowac czymze jest szczescie - ne tylko w parach :)
      • tygrys2112 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 18:42
        nono, Pyza z Florkiem ;) To wiele mówi po co jest Fryc - to taka
        przykrywka.
    • nessie-jp Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 01:11
      A ja sobie właśnie poczytuję "Idę Sierpniową" i widać, jak mocno szczęśliwi są
      ze sobą Gabrysia i Janusz. I co? I pstro. Się autorce znudziło, to ich
      unieszczęśliwiła.

      Wy się lepiej nie przywiązujcie. Pojutrze może się okazać, że Marek Pałys jest
      obrzydliwą świnią, który porzuca świeżo spłodzone w Brazylii dzieciątko (o
      pozostałych nie wspominając), Grzegorz jest sadystą, który potajemnie dręczy
      świętą Gabriellę, a Robertino to cwany byznesmen z chytrym błyskiem w oku, który
      unieszczęśliwia poetyczną niedojdę Natalię.

      Szczęśliwe są tylko te pary, które umarły. Czy to realnie, czy też literacko --
      bo się o nich nie pisze.
      • ding_yun Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 09:01
        Bez przesady. To że byli szczęśliwi razem mając 17 lat nie znaczy,
        że tak miało być zawsze. Niby z jakiej racji? Większość małżeństw,
        które się rozwodzą, tworzyła kiedyś zgodne pary. Poza tym Gaba i
        Janusz to był moim zdaniem typowy niedojrzały związek, który sobie
        niepotrzebnie fundnął małżeństwo. Można uwielbiać faceta z którym
        się chodzi na randki i spędza wakacje łowiąc ryby, ale dopóki się z
        kimś nie mieszka, nic się o tym człowieku nie wie.
        • nessie-jp Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 15:29
          ding_yun napisała:

          > Bez przesady. To że byli szczęśliwi razem mając 17 lat nie znaczy,
          > że tak miało być zawsze. Niby z jakiej racji?

          No, to przepraszam, z jakiej racji w tym wątku wymieniano jako "szczęśliwe"
          takie pary jak Elka i Tomek albo Bella i Przeszczep, które znały się dużo, dużo
          krócej niż Gabrysia i Janusz? Nawet o szczęściu Aurelii i Kozia nic nie wiemy,
          może właśnie ona się pociesza ciążą, a jego nigdy nie ma w domu?
          • idomeneo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 16:11
            bardzo mnie zaintrygowało to "pocieszanie się ciążą", bo w związku się nie klei;
            nie wpadłabym na to, ze można mieć taki pomysł życiowy :D
            • dakota77 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 16:13
              Naprawde? To dosc czesty model zyciowy, niestety. Pary, ktorym sie zwiazek nie
              klei probuja scementowac go dzieckiem, zwykle skutki sa odwrotne do zamierzonych.
              • idomeneo Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 16:21
                Cytatdakota77 napisała:

                Pary, ktorym sie zwiazek nie klei probuja scementowac go dzieckiem, zwykle
                skutki sa odwrotne do zamierzonych.


                o to mi też chodziło - nie, że nie potrafię sobie czegoś takiego wyobrazić,
                tylko że zważywszy na okoliczności, byłaby to metoda dość osobliwa
                • dakota77 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 16:23
                  A, ok. Dla mnie to skrajna glupota. Dziecko co najwyzej poglebi kryzys, nie
                  zazegna go.
            • grimma Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 16:15
              osobiscie pocieszanie sie ciaza to dla mnie jakis absurd
          • ding_yun Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 18:38
            nessie-jp napisała:

            >
            > No, to przepraszam, z jakiej racji w tym wątku wymieniano
            jako "szczęśliwe"
            > takie pary jak Elka i Tomek albo Bella i Przeszczep, które znały
            się dużo, dużo
            > krócej niż Gabrysia i Janusz? Nawet o szczęściu Aurelii i Kozia
            nic nie wiemy,
            > może właśnie ona się pociesza ciążą, a jego nigdy nie ma w domu?
            >

            Chodziło mi o to, że mogą być szczęśliwi, ale nie muszą. Udany
            związek w liceum/na studiach może się oczywiście przerodzić w udany
            związek na całe życie, ale nie jest to gwaranacja. Podobnie można
            wyjść za człowieka, którego zna się niezbyt długo i przeżyć z nim
            kilkadziesiąt lat, a można też mieszkać razem latami i pokłócić
            zaraz po ślubie. Jakkolwiek nic nie gwarantuje szczęścia wiecznego
            ja jednak osobiście wolę opcję spróbowania życia z partnerem zanim
            stanę przed ołtarzem albo li też urzędniczką z USC :)
      • ananke666 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 10:59
        A ja przekleję swój post z innego wątku:
        ...na Pyziaka po prostu padło i musiał polec, a nie dlatego, że miał jakieś wady
        jako postać.
        Padlinę moralną zaliczył w Opium, a w tej książce skoro działo się bardzo źle,
        to piorun musiał trafić też Borejków. Bo jak to, stan wojenny, a u nich
        sielanka? Łatwo być radosnym i optymistycznym, kiedy w domu się dobrze dzieje i
        jest oparcie w najbliższych. I dlatego nie mogło się dziać tak dobrze.
        Zaangażowanie polityczne i internowanie ojca to za mało. Gaba musiała na dowód
        swojej odwagi życiowej i optymizmu przejść znacznie cięższą próbę, o tyle
        cięższą, że uderzającą nie tylko w nią, ale i jej dziecko. I wybór padł na
        Pyziaka. Pyziak z KK i IS to kompletnie nie jest ta postać, o której mowa w
        dalszych tomach. Najlepszy dowód - zdjęcie ślubne, które ogląda Laura. We
        wcześniejszych tomach Pyziak nie był ani ironiczny, ani dystansujący się, czy
        jak tam go określono i jeśli wyciąć tomy środkowe, to zdjęcie i komentarz do
        niego bardzo zgrzytają (wyciąć, bo zdjęcie i tomy wcześniejsze są ze zbliżonego
        czasu, paskudna przemiana jeszcze nie powinna zajść).
        Wniosek - Pyziak padł ofiarą procesu kanonizacji Gabrieli. Robienie z niego
        monstrum w późniejszych tomach jak dla mnie jest nieudanym zabiegiem, za dużo mu
        na głowę zrzucono.
        • grimma Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 14:52
          bert hellinger twierdzi ze pary szczesliwe to takie w ktorych panuje rownowaga w
          dawaniu, otrzymywaniu i przebaczaniu.
          dlatego zwiazek Pyzy z Frycem jest wg mnie skazany na przegrana.
          bo to Pyza czuje sie pokrzywdzona i to ona przebacza,
          nie ma nic o tym ze to Fryc tez przebacza to chocby przemilczenie ciazy przez
          pewnie czas, i nie wiem jak to napisac - ale on mimo ze tez zaniedbal
          antykoncepcji mogl sie w pewnien sposob czuc wmanewrowany - i nie ma ani slowa o
          tym ze Pyza mowi: tak, wmanewrowalam go ta ciaza...
          placze sie i nie wiem jak to napisac tak czy inaczej Pyza jest dobra a Fryc zly,
          to Pyza zawsze wybacza, Fryc zaniedbuje, Pyza porzuca kraj rodzinny i jedzie za
          Frycem.
          • tygrys2112 Re: Szczęśliwe pary? Czy już było? 05.02.09, 18:33
            Myślę, że tu obie strony są współpdpowiedzialne. Na korzyść Fryca
            przemawia, że zrozumiał swój błąd, że zostawił Różę. Nie wiem ale
            jak dla mnie to, że chciała go do siebie przywiązać uwodząc go
            świadczy o jej wyrachowaniu, nawet jeśli nie brała pod uwagę
            konsekwencji ciąży.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka