07.11.08, 13:32
Natchnęły mnie pierwsze strony KK i muszę sie z Wami podzielić...

Od razu zaznaczę, że znam i częściowo podzielam dominujące zdanie
Szanownego Towrzystwa na temat Mili Borejko. To znaczy również
uważam, że to osoba despotyczna, która po to tylko chyba (bo po cóż
by innego?)upolowała sobie na męża ciapę Ignaca, żeby móc kogoś
ustawiać przez całe życie podług swej woli.

Ale, mimo to... spotykamy Milę po raz pierwszy 31 grudnia - to jej
urodziny i imieniny, a co robi solenizantojubilatka? Odkurza.
Przygotowuje zdrową, acz niskokaloryczną kolację na 6 osób. Szykuje
Gabie kreację na Sylwestra. Jej plany na wieczór to... posiedzieć
sobie przy telewizji z córami, Ignacem i Waldusiem. Hem. Wiecie co?
ja bym nie miała tyle pokory wobec losu. Ilekroć przychodzi mój
dzień domagam się (a przynajmniej podświadomie i wewnętrzne
oczekuję) peanów i hołdów na swoją cześć. I właśnie po przeczytaniu
pierwszego rozdziału KK zaczęłam sie zastanawiać, dlaczego tak się
domagam?
Inna rzecz oczywiście, że przed rokiem Kalamburką nikt, nawet MM,
nie wiedział, że ten dzień to urodzinoimieniny Mili B. W Kalamburce
Ignac dał jej złote serduszko (zielone oczko, smukła ropuszko) i
przeprosił ją za "te wszystkie rocznice i urodziny, których razem
nie obeszli, i o których zapomniał", więc coś jest na rzeczy.
A Mila od tego serduszka poczuła się bardzo, ale to bardzo
rozpieszczona. Hm...
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: pokora? 07.11.08, 13:35
      Wiesz, ja bym tego nie nazwala pokora wobec losu, tylko konsekwencja bledow
      wychowawczych i rozpuszczenia meza rowniez;-).Czemu to nie rodzina przygotowuje
      kolacje? Czemu corki nie moga pomoc w sprzataniu? Gdzie jakies zaangazowanie
      Ignacego? Mila powinna oczekiwac od nich wiecej nie tylko tego dnia:-).
      • jottka yyy 07.11.08, 13:46
        sorry, ale zestawienie rozważań o pokorze z tekstami tatusia muminka w
        sygnaturce nie jest może najszczęśliwszym rozwiązaniem:)


        a poważniej - nie oceniałabym jednak 'kwiatu kalafiora' przez pryzmat wiedzy z
        'kalamburki', co by o niej nie mówić, to jednak jest to dzieło dosztukowane ex
        post. choć akurat zachowanie mili i borejków mieści się zapewne w zalecanej
        poetyce niezależnie od ciągów powieściowych, tyle że to moim zdaniem niewiele ma
        wspólnego z pokorą. podjęła pewne decyzje życiowe, takie są ich konsekwencje.
        • mmaupa Re: yyy 07.11.08, 13:49
          W tym kontekscie najbardziej szokujacy jest kontrast imienino-urodzin Mili
          (szorowanie wanny i odkurzanie) z imieninami Ignaca (torty, babki, wyklejanki,
          merezki, cuda na kiju).
          • dakota77 Re: yyy 07.11.08, 13:50
            No jak to, przeciez panu i wladcy nalezy sie takie traktowanie, a kuchta- no
            coz, kuchta musi robic swoje, imieniny czy nie;-)
            • mama_kotula Re: yyy 07.11.08, 14:04
              dakota77 napisała:

              > No jak to, przeciez panu i wladcy nalezy sie takie traktowanie, a kuchta- no
              coz, kuchta musi robic swoje, imieniny czy nie;-)


              ;))
              Ale ja odniosłam nieco inne wrażenie.
              Dla mnie cała organizacja imienin Ignacego przypomina organizację kinderbalu, a
              nie imprezy dla "pana i władcy". Nie umiem tego wrażenia słowami wyrazić. Coś na
              zasadzie "zrobimy niespodziankę i dziecko będzie sie cieszyło" :)
              • jottka Re: yyy 07.11.08, 14:06
                ale ten obyczaj (tzn. fetowania wyłącznie tatusia bominka) chyba się zmienił w
                czasie? znaczy nie pamiętam za dobrze, ale jakieś obchody dnia matki ku czci
                gabrieli chyba były? te tarzające się w firankach na walizkach pyza i laura?:)
                • laura-gomez Re: yyy 07.11.08, 16:21
                  jottka napisała:

                  > ale ten obyczaj (tzn. fetowania wyłącznie tatusia bominka) chyba się zmienił w
                  > czasie? znaczy nie pamiętam za dobrze, ale jakieś obchody dnia matki ku czci
                  > gabrieli chyba były? te tarzające się w firankach na walizkach pyza i laura?:)

                  Dzień Matki jest też opisany w "Żabie" (rodzicielki dostały od każdego członka rodziny za wyjątkiem Laury bukiet kwiatów)
              • dakota77 Re: yyy 07.11.08, 14:06
                Mozliwe, mnie tylko zadziwia ze w zamian nie widzimy "przygotuje cos dla mojej
                ukochanej ( podobno- dop.moj) zony". Jemu sie nalezy, niezaleznie od motywacji
                rodziny, Mili jakos nie.
                • mama_kotula Re: yyy 07.11.08, 14:25
                  Cytat
                  Jemu sie nalezy, niezaleznie od motywacji
                  rodziny, Mili jakos nie.


                  Z jednej strony nie wiem, czy można tak dywagować wiedząc, że w Kwiecie Kalafiora wieczór sylwestrowy to li i jedynie wieczór sylwestrowy bez żadnych dodatków pt. imieniny.
                  Z drugiej strony, własnie sprawdziłam - imieniny Melanii są 31.01 i 13.01. Czyli wypadają w trakcie akcji KK. I w ogóle się o nich nie wspomina?? Czyli tu by była twoja racja, jak najbardziej.

                  Przepraszam, mea culpa. Są jeszcze imieniny Melanii w październiku. Natomiast większość źródeł podaje tylko dwie poprzednie daty.

                  Inna sprawa - nie mam pod ręką tekstu, ale czy aby imieniny Ignaca nie zostały potraktowane wyłącznie jako pretekst do sproszenia absztyfikantów do domu?
                  I jako takie - bez tych dodatkowych intencji - nie byłyby być może wcale obchodzone z aż taką pompą...?
                  • mama_kotula Errata 07.11.08, 14:26
                    mama_kotula napisała:

                    > imieniny Melanii są 31.01 i 13.01.

                    Oczywiście chodziło mi o 31 grudnia, nie stycznia.
                  • laura-gomez Re: yyy 07.11.08, 16:24
                    Mnie sie zawsze wydawało, ze Mila ma na imię Emilia. Może MM do "Kalamburki" także nie wiedziała, jak naprawdę nazywa się jej bohaterka, stąd w KK nie obchodzono imienin Melanii ;)
                    • dakota77 Re: yyy 07.11.08, 16:25
                      Ja tez bylam o tym przekonana:-)
                      • yowah76 Re: yyy 07.11.08, 19:36

                    • tygrys2112 Re: yyy 07.11.08, 23:24
                      A ja myślałam że Milena :)
        • sacacorchos Re: yyy 07.11.08, 14:08
          Czy "yyy" ma wyrażać obrzydzenie? Nie najszczęśliwszy to sposób
          odpowiedzi, droga jottko.
          Pozostaw moją sygnaturkę własnemu losowi. Sorry.

          Jak widzisz słowo "pokora" opatrzone jest w tytule znakiem
          zapytania, co co wnikliwszym czytelnikom powinno zasugerować, że
          sama nie jestem pewna, czy to o nią właśnie w tym kontekście
          chodzi.:)

          Mila i jej urodzinowa postawa posłużyła mi jako przykład do rozmowy
          o postawach urodzinowych właśnie. Zastanawiam się mianowicie, czy to
          ja mam zbyt wygórowane oczekiwania i każę rodzinie w tym dniu pląsać
          przed sobą na linie, czy też może takie oczekiwania nie są niczym
          niezwykłym.
          • dakota77 Re: yyy 07.11.08, 14:11
            O, gnebieni ponoc nowi zaczeli sie ostro odgryzac. I protekcjonalnie.
            Wiesz, milo chyba kazdemu, jak sie go w dniu urodzin szczegolnie milo traktuje,
            ale "kazac rodzinie plasac przed soba na linie" jakos nie brzmi milo.
            • sacacorchos Re: yyy 07.11.08, 14:39
              To przenośnia. I to w dodatku nieco przerysowana.
              Jasnae, że miło jest, gdy ktoś traktuje cię miło.

              Natomiast zdecydowanie niemiło jest byc potraktowanym,
              protekcjonalnie, jako "gnębieni ponoć nowi" en masse.
            • klymenystra Re: yyy 07.11.08, 18:35
              A ja wiem, o co chodzi sacacorchos (trudny nick :)) - i sie zgadzam. Wiem, ze to
              okropne, ale moje urodziny maja byc wyjatkowe i najblizsi powinni zrobic
              wszystko ;) Mowie to z przymruzeniem oka, bo od kilku lat powoli zmieniam zdanie
              - jednak pewne wrazenia pozostaja. Na pewno by mi bylo przykro, gdybym w tym
              dniu musiala sprzatac po wszystkich.
          • jottka Re: yyy 07.11.08, 14:12
            sacacorchos napisała:

            > Czy "yyy" ma wyrażać obrzydzenie?

            nie, ma wyrażać rozbawione zaskoczenie - siem mnie zdawało, że padał już tutaj
            ten słowodźwięk w podobnych kontekstach? obrzydzenie to byłoby 'błe':)


            > Pozostaw moją sygnaturkę własnemu losowi. Sorry.


            o. też sorry, bo nie rozumiem - zapewne - urazy? tatuś muminka to znany, acz
            uroczy bufon, mimowolne skontrastowanie go z pokorną, choćby w domniemaniu, milą
            jest zabawne. tjudno, spaczonym gustem się wykazuję:)
            • sacacorchos Re: yyy 07.11.08, 14:45
              Skoro tak, to odszczekuję.
              Byłam przyzwyczajona to znaczenia, w jakim "yyy" używa MM. A jest to
              zdecydowanie - obrzydzenie.

              W słowach tatusia chodziło mi raczej o treść, równie zabawną, jak
              jego własna, bufonowata osoba.
          • mama_kotula Re: yyy 07.11.08, 14:17
            Cytat
            Mila i jej urodzinowa postawa posłużyła mi jako przykład do rozmowy
            o postawach urodzinowych właśnie. Zastanawiam się mianowicie, czy to
            ja mam zbyt wygórowane oczekiwania i każę rodzinie w tym dniu pląsać
            przed sobą na linie, czy też może takie oczekiwania nie są niczym
            niezwykłym.


            Zależy, co kto lubi.
            Ja organicznie nie trawię imprez, prywatek itp., dopuszczalne grono, w którym jestem w stanie spędzać czas to 4 osoby (a i tak czuję, że to tłok :P). Impreza ze mną w roli głównej (czyli np. urodziny) jawi mi się jako spełnienie koszmaru sennego.
            Dalej - nie lubię "skakania" naokoło. W urodziny/imieniny zajmuję sie głównie odbieraniem telefonów, maili oraz życzeń osobistych od rodziny i laurek od dzieci, ale nie celebruję tego dnia w ogóle, robię to, co na co dzień.

            Uściślę: generalnie skakanie naokoło lubię, ale nie lubię skakania po orbicie na okoliczność jakiejś okazji. Czyli dzisiaj kakałko, buchty drożdżowe i laptop do łóżeczka i leż sobie kochanie, a jutro dawaj żryć kobieto.
            No dobra, przerysowałam.
            Chodzi mi o to, że lubię skakanie, ale spontaniczne, wynikające z uczuć jakie do mnie żywią wszyscy naokoło, a nie z okazji dnia urorurodziurodzin.

            Bo nie i już.
            Właściwie, jak tak na to spojrzeć, to nigdy takich dni nie celebrowałam.
            I doskonale mi z tym :)
            • onion68 Re: yyy 07.11.08, 16:13
              Pamiętacie odcinek "Dzień matki" z "Wojny domowej"? Obawiam się, że samo życie
              (w najlepszym przypadku), także u Borejków musiało być podobnie.
              A co do imprezowania i fetowania, to mam podobnie jak mama_kotula.
              Z kolei przedstawienie wieczoru sylwestrowego w KK we mnie wywołuje inne
              refleksje - że to nieprawda, iż Borejkowie byli ludźmi towarzyskimi i mającymi
              mnóstwo przyjaciół (tak, nawet wtedy). Wydaje mi się, że w takim przypadku
              jednak sylwester nie wyglądałby tak, jak wyglądał, nie mówię zaraz o hucznej
              imprezie, ale tych przyjaciół przy nawet herbatce i winie dałoby się chyba
              uświadczyć? Albo wyjść do kogoś z wizytą. Śmiem twierdzić także, że nawet
              17-letnia Gabriela prezentuje wręcz dziwne w jej wieku wycofanie i nieufność
              wobec świata zewnętrznego (obawy co do młodych poligrafów), dopiero pod wpływem
              sympatii i wsparcia rówieśników, zwłaszcza Robrojka, zmienia się jej nastawienie.
              • dakota77 Re: yyy 07.11.08, 16:16
                onion68 napisała:

                Śmiem twierdzić także, że nawet
                > 17-letnia Gabriela prezentuje wręcz dziwne w jej wieku wycofanie i nieufność
                wobec świata zewnętrznego (obawy co do młodych poligrafów), dopiero pod wpływem
                sympatii i wsparcia rówieśników, zwłaszcza Robrojka, zmienia się jej nastawienie.

                No bo mogli byc z blokow i nie znac laciny;-)
                • yowah76 Re: yyy 07.11.08, 19:40

              • nessie-jp Re: yyy 21.11.08, 18:46
                onion68 napisała:

                > Śmiem twierdzić także, że nawet 17-letnia Gabriela
                > prezentuje wręcz dziwne w jej wieku wycofanie i
                > nieufność wobec świata zewnętrznego (
                > obawy co do młodych poligrafów)

                O, tu muszę zaprotestować
                • dakota77 Re: yyy 21.11.08, 18:48
                  Alez tez z gory zaklada, ze beda zmanierowanymi snobami, jakby nie mogla tam
                  spotkac normalniejszej osoby:-)
            • tygrys2112 Re: yyy 07.11.08, 23:35
              Ja bardzo lubię podwieczorek w gronie najbliższej rodziny :) Jakiś
              torcik i herbatka ;) i mnóstwo rozmów.
        • tygrys2112 Re: yyy 07.11.08, 23:14
          też mi się wydaje, że to efekt doklejenia "Kalamburki"
      • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 13:50
        Z jednej strony masz rację Dakoto (tu mi się przypomina nagłe oświecenie Gaby,
        czemuż to nie ona tę wannę szorowała), a z drugiej - widzimy Milę, jak odkurza,
        przygotowuje itp. spokojnie, sprawnie i pogodnie, nie narzekając, nie jęcząc i
        nie spoglądając z niemym wyrzutem na resztę domowników. To jest chyba właśnie ta
        pokora, taka właśnie pogodna. Co prawda w KK sama Mila jeszcze nie wiedziała, że
        ma tego dnia urodzino-imieniny i powinna się czegoś domagać ;) No ale z drugiej
        strony to był Sylwester, więc powiedzmy, że z pokorą przyjmowała fakt, że nie
        mają na ten wieczór żadnych ciekawszych planów, niż wspólne oglądanie telewizji.
        Swoją drogą, ciekawe, czemu? Rozumiem, że nie wybierali się na jakiś elegancki
        bal, ale niechby prywatka ze znajomymi?

        P.S. Kurde, nie mogę... znów miałam wizję Gaby owiniętej w żółtą zasłonkę,
        spiętą "czymś drewnianym" w postaci klamerek do bielizny. Chyba się już nie
        uwolnię od tego obrazu.
        • dakota77 Re: pokora? 07.11.08, 13:51
          No ale wlasnie nie powinna tak spokojnie i pogodnie zaiwaniac sprzatajac, skoro
          jej rodzinie raczek nie urwalo. CZemu nikt nie mogl ruszyc tylka i jej pomoc?
          • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 13:54
            O! Olśniło mię.

            Z pokorą przyjmowała konsekwencje swoich błędów wychowawczych! ;)
            • sacacorchos Re: pokora? 07.11.08, 15:29
              Ależ, o naprawie błędów wychowawczych traktuje przecież dalsza część
              książki. Wystarczyła kilkutygodniowa nieobecność Mili i same się
              naprawiły. U Gaby przynajmniej. Pozostałe córki też coś tam pichcą w
              kolejnych tomach. Tylko Ignac pozostaje niereformowalny.

              Ale w kwestii celebry świąt Mili niewiele to zmieniło. O któychs tam
              urodzinach przypomniała mu Gabriela. Laptopa kupił wtedy z Grzesiem.
              Wręczył (o czym równiez trzeba mu było przypomnieć) i juz mógł się
              zabrać do dzieła kupionego za zaoszczędzone (tak, tak!) przy zakupie
              laptopa fundusze.
        • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 13:53
          Bo jedynymi znajomymi starych Borejkow sa Jozeczki - reszta to o pokolenie
          mlodsza grupa ESD, plus dosztukowani Dmuchawiec z Kowalikiem. Acha, oraz
          tajemniczy Docent.
          Az dziwne, ze nie maja wlasnych znajomych ze studiow (chocby ta paczka co
          tanczyla fokstrota w Kalamburce).
        • mama_kotula Re: pokora? 07.11.08, 13:59
          Cytat
          No ale z drugiej strony to był Sylwester, więc powiedzmy, że z pokorą przyjmowała fakt, że nie mają na ten wieczór żadnych ciekawszych planów, niż wspólne oglądanie telewizji. Swoją drogą, ciekawe, czemu? Rozumiem, że nie wybierali się na jakiś elegancki
          bal, ale niechby prywatka ze znajomymi?


          Może im się nie chciało po prostu :)
          Może woleli spędzić ten wieczór przed telewizorem, bo im się NIE CHCIAŁO wychodzić.
          Może nie chciało im się w jakikolwiek sposób honorować tego dnia, tylko pobyć razem.
          Może nie chciało im się organizować opieki dla młodszych córek, a uznali że Idusia nie jest najlepszą nianią. Zwłaszcza w towarzystwie Waldusia.
          Może w ogóle im się NIE CHCIAŁO :DDDD
          Cokolwiek :)

          Uprzedzając komentarze: mnie też się zwykle nie chce, przeważnie o własnym wyjściu na Sylwestra dowiadywałam się na kilka (góra kilkanaście) godzin przed północą. Stąd jestem w stanie zrozumieć.
        • jottka Re: pokora? 07.11.08, 14:00
          meduza7 napisała:

          > widzimy Milę, jak odkurza, przygotowuje itp. spokojnie, sprawnie i pogodnie,
          nie narzekając, nie jęcząc i nie spoglądając z niemym wyrzutem na resztę
          domowników. To jest chyba właśnie ta pokora, taka właśnie pogodna.


          i tu niezbędne jest nam jednakowoż ustalenie, czym też ta pokora dla nas jest:)
          odwołując się do słownika pwn:

          pokora:
          1. «świadomość własnej niedoskonałości»
          2. «uniżona postawa wobec kogoś»

          sjp.pwn.pl/lista.php?co=pokora

          w nieco rozszerzonej wersji z cd to jeszcze 'brak buntu wobec przeciwności,
          odczuwanie własnej małości, niższości, potulność, uległość' - jak by nie liczył,
          żaden z tych opisów nie pasuje mi do wspominanej postawy mili. nie widzę tu
          powodu do buntu, skoro ewentualne 'przeciwności' sami sobie wyhodowaliśmy,
          poczucia niższości też ona raczej nie ma, choć ewidentnie wykonuje prace
          zastrzeżone dla nisko postawionych członków stada:) poza tym gdyby chciała
          zagonić domowników do roboty, to by mogła, nie jest przedstawiana jako bezsilna
          ofiara losu, więc jęczenie i narzekanie też mi nie pasują do obrazu. wybrała
          sobie taki model życia, choć mogła inny, jest zadowolona, co tu ma pokora do rzeczy?
          • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 14:11
            > w nieco rozszerzonej wersji z cd to jeszcze 'brak buntu wobec przeciwności,

            Hmmm... ja bym to jeszcze rozszerzyła tak: "brak buntu wobec upierdliwych
            okoliczności życia codziennego". Typu sprzątanie, zmywanie, prasowanie ;)

            Mila jak Mila, można tu faktycznie dywagować, czemu to nie wdrożyła rodzinki do
            robót domowych - moim zdaniem prawdziwą tego typu pokorę prezentuje Cesia Żak.
            Robi to, czego nie lubi, a co jest jej obowiązkiem (nieszczęsne zmywanie!) plus
            dużo więcej i nie histeryzuje nad tym jak nieraz nastolatki potrafią. Hm, w
            zasadzie, czy to pokora, czy wysoko rozwinięte poczucie obowiązku?
            • jottka Re: pokora? 07.11.08, 14:22
              meduza7 napisała:

              > Hmmm... ja bym to jeszcze rozszerzyła tak: "brak buntu wobec upierdliwych
              okoliczności życia codziennego". Typu sprzątanie, zmywanie, prasowanie ;)


              tak i nie - to znaczy to nie są okoliczności losu, na które nic nie możemy
              poradzić i można się tylko filozoficznie przystosować (co byłoby jakąś odmianą
              pokory). branie na siebie wszystkich żmudnych obowiązków dowodzi co najwyżej
              złej organizacji pracy, po części błędów wychowawczych, a po części egzystowania
              w modelu rodziny, gdzie matka to wielofunkcyjny robot. tyle że mila nie bezwolne
              cielę, taki model zaakceptowała i z sukcesami wdrożyła, a zapewne mogłaby
              zmienić, gdyby chciała, więc nie bardzo widzę tu miejsce dla 'akceptacji losu' -
              prowadzenie gospodarstwa domowego to nie jest niezgłębiona zagadka bytu:)


              > moim zdaniem prawdziwą tego typu pokorę prezentuje Cesia Żak.
              > Robi to, czego nie lubi, a co jest jej obowiązkiem (nieszczęsne zmywanie!)
              plus dużo więcej i nie histeryzuje nad tym jak nieraz nastolatki potrafią. Hm, w
              zasadzie, czy to pokora, czy wysoko rozwinięte poczucie obowiązku?

              a nie wiem, ale z cesią to bym się zgodziła - słownikowe poczucie niższości i
              wysoka świadomość własnej niedoskonałości też tu pasują. poza tym do niej, jako
              córki, czyli osoby niedecydującej o modelu rodziny, tylko jej podporządkowanej,
              brak buntu przeciwko zastanym okolicznościom też by pasował. ona faktycznie
              prezentuje postawę 'trudno, taka jestem do niczego, trzeba choć naczynia umyć i
              trędowatych cieszyć', choć może to jednak oszczerzanie pokory w jej lepszych
              aspektach:)
              • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 14:32
                Chodzi mi o to również, że te upierdliwe okoliczności można znosić z pogodą
                ducha, jak również z kwaśną miną i wyrzutem "ja tu się dla was tak poświęcam, a
                wy co". Przy czym w obu przypadkach nieróbstwo rodziny może być równie dobrze
                efektem błędów wychowawczych matki/żony.
                Tu przypominają mi się dywagacje C.S. Lewisa nad jakąś panią F., która właśnie
                taki kwaśno-poświętliwy styl życia doprowadziła do perfekcji. Świadomość, że
                "ona się poświęca dla rodziny" dawała jej masochistyczną nieco satysfakcję,
                równoważącą ból kręgosłupa, zmęczenie i niewyspanie. Jednocześnie, celowo bądź
                nie, wpędzała rodzinę w nieustanne wyrzuty sumienia z powodu swego
                przepracowania - ale nie dawała sobie pomóc, bo ona i tak zrobi wszystko lepiej.
                • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 14:45
                  Hmmm, zdaje mi się, że zaczęłam na własny użytek utożsamiać pokorę z pogodą
                  ducha. Słusznie, niesłusznie? Podoba mi się taka wizja pogodnej pokory, takiej
                  wody opływającej kamień. Inna rzecz, że całkiem słusznie zauważacie, że Mila
                  sama sobie stworzyła te okoliczności, wobec których wykazywała się później pokorą.
                  • jottka Re: pokora? 07.11.08, 15:01
                    skojarzenie pokory z pogodą ducha wydaje mi się słuszne co do zasady:) tyle że
                    ową postawę można wykazywać względem czegoś, na co nie mamy wpływu (bądź nie do
                    końca mamy wpływ). bierność czy głupota to jeszcze nie pokora (taki na przykład
                    'boży głupiec' też nie oznacza idioty w potocznym sensie), ta ostatnia to raczej
                    trzeźwa świadomość własnych ograniczeń, z czego mogą płynąć dalsze pożytki,
                    choćby ta pogoda ducha, jako że nie żywimy chorych ambicji:)


                    ale mila w opisywanych scenach raczej wykazuje się pilnością w wypełnianiu
                    zadań, które sama na siebie wzięła w ramach pewnego światopoglądu czy modelu
                    rodziny. skoro wszystko dobrze idzie, mąż zadowolony, dziatki kwitną, to powinna
                    być zadowolona, zwłaszcza że w 'kk' wygląda, że jest to najlepsze z możliwych
                    rozwiązań, alternatywa, czyli praca w biurze - jak wiemy ze sceny z koleżanką i
                    wanną - jest do niczego:) nie bardzo jest gdzie się z tą pokorą wykazywać, skoro
                    i tak wybraliśmy samą śmietankę.
                    • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 15:30
                      W sumie tak. Działa tu prosta zasada "widziały gały, co brały". Niemniej jednak
                      ta Lewisowska pani F. (ona miała pełne nazwisko, ale nie pamiętam), też sama
                      sobie taki model wybrała, a zadowolona nie była.
                      Autorce wątku chyba bardziej chodziło o pokorę w obliczu całkowitego braku
                      zainteresowania rodziny imienino-urodzinami. No, w moim przypadku wymagałoby to
                      sporego hartu ducha. Lubię, jak się o mnie pamięta ;)
        • soova Re: pokora? 08.11.08, 15:17
          meduza7 napisała:

          > Swoją drogą, ciekawe, czemu? Rozumiem, że nie wybierali się na jakiś elegancki
          > bal, ale niechby prywatka ze znajomymi?

          Mieli jeszcze dwie małe córki: kilkuletnie wtedy Nutrię i Pulpę. Dziś widzę
          dzieciatych przyjaciół, którzy mimo tego, że żyjemy w czasach większej podaży
          usług opieki nad dzieckiem, Sylwestry spędzają jednak tak, jak Borejkowie w
          latach 70-tych.
          • mmaupa Re: pokora? 08.11.08, 15:53
            Ale czy nie mogli np. zaprosic jakiegos znajomego malzenstwa z dziecmi w tym
            samym wieku? Chocby sasiadow, rodzicow tych dzieci z podworka co je Pulpa
            spraszala na obiadki.

            Moze pochodze z jakiejs wyjatkowo rozrywkowej rodziny, ale do chyba 13 r.z.
            nigdy nie spedzalam Sylwestra w domu, zawsze gdzies sie szlo z rodzicami. Bylo
            to calkiem niezle zorganizowane, wszystkie zaproszone dzieciaki (przedzial
            wiekowy ok. 3-11) sie kotlowaly w jednym pokoju, dorosli w drugim, dziesiec
            minut po polnocy bachorstwo kladlo sie spac pokotem, a rodzice balowali dalej.
            • mama_kotula Re: pokora? 08.11.08, 16:35
              mmaupa napisała:

              > Ale czy nie mogli np. zaprosic jakiegos znajomego malzenstwa z dziecmi w tym
              samym wieku? Chocby sasiadow, rodzicow tych dzieci z podworka co je Pulpa
              spraszala na obiadki.

              A coście się tak uczepiły tego nieszczęsnego sylwestra?
              Może raz w roku chcieli mieć ciszę i spokój - znaczy, hałas generowany wyłącznie
              przez własne córki, a nie czeredę ich znajomych z podwórka?
              Może po prostu chcieli najzwyklej w świecie odpocząć?
              Li i jedynie.
              Nie ma obowiązku balowania w Sylwestra.
            • nessie-jp Re: pokora? 21.11.08, 05:03
              mmaupa napisała:

              > Ale czy nie mogli np. zaprosic jakiegos znajomego
              > malzenstwa z dziecmi w tym
              > samym wieku?

              Mila Borejko była wtedy przecież chora. Nie zdawała sobie sprawy, że poważnie --
              ale jednak była chora, miała prawo nie mieć ochoty na rozrywki.

              Zresztą Borejkowie seniorzy nie wydają mi się osobnikami lubiącymi "proszone
              wieczorki"
              • kkokos Re: pokora? 21.11.08, 07:28
                nessie-jp napisała:


                > Zresztą Borejkowie seniorzy nie wydają mi się osobnikami
                lubiącymi "proszone
                > wieczorki"
                • dakota77 Re: pokora? 21.11.08, 07:39
                  Czy ja wiem, ze to swiadczy o egocentryzmie? Maja prawo dobrze czuc sie u siebie
                  w domu:-). Moze jakby tlumy do nich przyszly, tez by sie cieszyli, ale pewniej
                  czuja sie na wlasnym gruncie. Ja tez lubie spotykac sie z przyjaciolmi u siebie,
                  choc oczywiscie nie mam nic przeciwko odwiedzaniu ich u nich czy spotkaniom na
                  miescie.
                  Czy skoro lubie wiec podejmowac gosci u siebie oznacza to, ze jestem
                  egocentryczna?;-P
                  • kaliope3 Re: pokora? 21.11.08, 08:19
                    O,Dakoto, z ust mi to wyjęłaś! Też mi się wydaje,że po prostu dobrze
                    się u siebie czują, lubią jak 1-2 osoby wpadną np i jest im z tym
                    dobrze. Czemu to od razu musi świadczyć o egocentryzmie? Nie
                    przesadzajmy:)
                • mama_kotula Re: pokora? 21.11.08, 08:55
                  Cytat
                  zgadzam się z nessie. choć przyznam się, że takie podejście "lubimy,
                  gdy 1-2 osoby do nas wpadną na herbatkę, nie lubimy tłumów" świadczy
                  dla mnie wcale nie o życzliwości dla ludzi, jak borejków przedstawia
                  autorka, ale raczej o egocentryzmie


                  No fakt, otwartość na świat to nie jest. Ale egocentryzm? Że się nie chce sprowadzać tłumów do domu? I że nie chce się wychodzić? Nie wydaje mi się.
                  A jeśli jest - to ja jestem egocentryczką do kwadratu. Ba, nawet do sześcianu. I jakoś nie będę płakać z tego powodu ;)
                • nessie-jp Re: pokora? 21.11.08, 16:17
                  > gdy 1-2 osoby do nas wpadną na herbatkę, nie lubimy tłumów" świadczy
                  > dla mnie wcale nie o życzliwości dla ludzi, jak borejków przedstawia
                  > autorka, ale raczej o egocentryzmie

                  Ja być może przesadziłam. Nie chodziło mi o to, że Borejkowie nie znoszą tłumów,
                  tylko o to, że niemal nigdy
              • kkokos Re: pokora? 21.11.08, 07:39
                (coś znowu się dzieje z tym forum, gdy próbuję cytować, pojawia mi
                się tylko kawalek postu nessie)


                >>>>>>zawsze uważałam, że Mila Borejko
                po prostu LUBI "prowadzić dom": sprzątać, czyścić, gotować,
                szykować, karmić
                głodomory, prać i cerować. Dlaczego nie miałaby tego lubić? W końcu
                gotowanie
                czy sprzątanie to praca jak każda inna
                • dakota77 Re: pokora? 21.11.08, 07:41
                  Ludzie, ktorzy kupuja zmywarki niekoniecznie robia to dlatego, ze nie cierpia
                  zmywac:-). Chca w ten sposob oszczedzac wode, zmywarka zuzywa jej duzo mniej niz
                  schodzi przy myciu recznym.
                  • kkokos Re: pokora? 22.11.08, 10:01
                    dakota77 napisała:

                    > Ludzie, ktorzy kupuja zmywarki niekoniecznie robia to dlatego, ze
                    nie cierpia
                    > zmywac:-). Chca w ten sposob oszczedzac wode, zmywarka zuzywa jej
                    duzo mniej ni
                    > z
                    > schodzi przy myciu recznym.


                    och wiem oczywiście, żartowałam :)
                • mama_kotula Re: pokora? 21.11.08, 09:02
                  Ale ludzie są różni.

                  To, że dla mnie twórczą pracą jest robienie porządku na twardym dysku oraz wkładanie notatek do segregatorów - bo to jest twórcze, jak cholera, nie znaczy, że dla kogoś nie będzie.

                  I na odwrót - może ktoś widzi coś twórczego w myciu okien czy w zmywaniu. Może tą "twórczością" jest w tym przypadku nadawanie nowego ładu, porządku w przestrzeni wokół siebie, czyli jakby porządkowanie świata, małego światka, w którego centrum się stoi i poczucie panowania nad tym światem.

                  I co z tego, że powtarzalne? Może komuś ta właśnie powtarzalność i rutyna dają poczucie bezpieczeństwa? I to utrwalanie się w poczuciu bezpieczeństwa sprawia komuś przyjemność? Może - szorując podłogi i dbając o czystość domu ma poczucie, że jest potrzebny?

                  Żeby nie było - ja nie przywiązuję kompletnie uwagi do takich mało ważnych zajęć jak szorowanie wanny czy mycie garów, w komórce muszę mieć ustawione miliony przypominaczy, na lodówce wisi tygodniowa rozpiska TODO, bo inaczej mieszkanie moje by brudem zarosło. Ale zdaję sobie sprawę, że ktoś to może lubić, i może chcieć to robić i sprawia mu to przyjemność.
                • nessie-jp Re: pokora? 21.11.08, 16:09
                  > hyhy... no weź nie żartuj! twórcze jak cholera :)

                  Sprostuję
                  • kkokos Re: pokora? 22.11.08, 09:59
                    > Ja np. nie przepadam za porządkami domowymi, podobnie jak za
                    myciem samochodu
                    > albo pielęgnowaniem ogródka
    • glonik Re: pokora? 07.11.08, 15:08
      Pokora - dla mnie - tożsama jest z upokorzeniem.
      Nieważne, czy Mila sprząta z pieśnią na ustach, czy inaczej.

      Nie mam pokory także wobec śmierci Osób mi najbliższych.
      Jest "wściekłość i wrzask" a nie "skomlenie".

      Nienawidzę przyjęć, kolacyjek, obiadków i tym podobnych fanaberii.
      Dla mnie również cztery sztuki to tłum, ale taki, nad ktorym mogę
      jeszcze zapanować.

      Mój ślub: Glonikowy, ja, dwoje świadków i gość.
      Naprawdę wystarczy.

      Mogę się godzić na coś, ale na pewno nie pokornie!

      No i to cierpiętnictwo, co to wyłazi z każdego zakamarka - bo
      wszyscy szczęśliwi, ale jakoś zmęczeni.
      Pracą? Nastrojem pamującym w domu?


      • jottka Re: pokora? 07.11.08, 15:22
        glonik napisała:

        > Pokora - dla mnie - tożsama jest z upokorzeniem.


        eno, to są dwa różne słowa:) pokora to pewien stan świadomości, upokorzenie to
        rodzaj krzywdy psychicznej, którą ktoś ci wyrządza.


        > No i to cierpiętnictwo, co to wyłazi z każdego zakamarka - bo
        > wszyscy szczęśliwi, ale jakoś zmęczeni.
        > Pracą? Nastrojem pamującym w domu?


        znaczy u borejków czy w ogóle? bo sie zgubiłam - ale posiadywam na przykład
        fajną skądinąd ciotkę, ale na własnych imieninach na nos ona pada, gdyż
        mieszkanie (duże) musi być na wysoki połysk, a stoły dla licznych krewnych i
        znajomych królika muszą się uginać. pod pysznymi rzeczami się uginają wprawdzie,
        ale krewni i znajomi mają wyrzuty, patrząc na słaniającą się gospodynię, no ale
        z drugiej strony ją to uszczęśliwia, więc trzeba jeść:) za ojczyznę:)
        • glonik Re: pokora? 07.11.08, 16:04
          jottka napisała:
          eno, to są dwa różne słowa:) pokora to pewien stan świadomości,
          upokorzenie to
          > rodzaj krzywdy psychicznej, którą ktoś ci wyrządza.

          Ależ ja to rozróżniam.
          Ale emocjonalnie się nie zgadzam.
          Itelektualnie, a i owszem.
          Ale to, co czuję, ma wpływ.
          Chociażby poprzez własne doświadczenia, kiedy pan "piastujący
          stanowisko" - zamiast po prostu pracować, nawoływał mnie do pokory.
          Wybacz, zgadzam się słownikowo, ale nie glonikowo. ;-)
        • glonik Re: pokora? 07.11.08, 16:18
          jottka napisała:
          > ale krewni i znajomi mają wyrzuty, patrząc na słaniającą się
          gospodynię, no ale
          > z drugiej strony ją to uszczęśliwia, więc trzeba jeść:) za
          ojczyznę:)

          Nie cenię padających na pysk gospodyń, co to pół miasta chcą
          ugościć, a jeśli onoż nie przychodzi, to do konsumpcji zmuszani są
          obecni.
          Ja nie żyję, żeby jeść. Jem, żeby żyć.
          I, bardzo przepraszam, ale mój żołądek jest ważniejszy od dokonań
          gospodyni.


          • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 16:40
            > Ja nie żyję, żeby jeść. Jem, żeby żyć.

            Nieomalze jak Danuska Filipiak!
            • glonik Re: pokora? 07.11.08, 17:03
              mmaupa napisała:

              > > Ja nie żyję, żeby jeść. Jem, żeby żyć.
              >
              > Nieomalze jak Danuska Filipiak!

              Kontekst! Kontekst!
              Bardzo proszę, o kontekst, bo bez, to jakoś złośliwe (?) wygląda.
              • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 18:03
                A nie nie, to nie ma byc zlosliwie! Tylko tak mi sie skojarzylo a propos
                swiadomosci mowienia proza.

                Ale jesli faktycznie jesz, zeby zyc (a nie na odwrot), to zazdroszcze, bo takie
                podejscie pewnie znacznie obniza koszty utrzymania.
                • glonik Re: pokora? 07.11.08, 18:11
                  mmaupa napisała:

                  > A nie nie, to nie ma byc zlosliwie! Tylko tak mi sie skojarzylo a
                  propos
                  > swiadomosci mowienia proza.
                  >
                  > Ale jesli faktycznie jesz, zeby zyc (a nie na odwrot), to
                  zazdroszcze, bo takie
                  > podejscie pewnie znacznie obniza koszty utrzymania.

                  Nie obniża. Wręcz przeciwnie.

                  Nie jadam korzonków i jagódek oraz martwej kapusty.

                  Jem, kiedy jestem głodna.
                  Dobre rzeczy, ale przygotowane przez innych.
                  Panny służebnej nie posiadam.

                  Uważam, że bezsensem jest przygotowywanie potrawy przez pięć, albo i
                  więcej godzin (pasztet np.), która pożarta zostanie w dziesięć minut.

                  Ale herbatką mogę ugościć!
                  • filifionka-listopadowa Re: niejadkowy ot 08.11.08, 16:05
                    Lubię jeść ale uważam ,że "z głodu się nie umiera" więc raczej jem by żyć. Żyję
                    by czytać ;)
                    Ale wcale nie obniża mi to kosztów życia bo nie lubię jakiś 7/8 produktów
                    występujących na świecie.(No nie lubię po prostu i nie zjem nawet mdlejąca z
                    głodu).Żeby żyć muszę jeść to co lubię( w dużych ilościach) a nie zawsze jest to
                    tanie. A co się jeszcze na kombinuje żeby dostarczyć sobie wszystkich "witamin i
                    składników odżywczych".

                    Takie przyjęcia pt:"zrobię jedzenia dla połowy miasta" to dla mnie koszmar.
                    Jadam często ale malutko,i nie lubię tortów,ciastek itp więc bardzo często
                    kończy się to lekkim fochem gospodyni ,że wybrzydzam i nie jem.
        • glonik Re: pokora? 07.11.08, 17:09
          jottka napisała:
          ale krewni i znajomi mają wyrzuty, patrząc na słaniającą się
          gospodynię, no ale
          > z drugiej strony ją to uszczęśliwia, więc trzeba jeść:) za
          ojczyznę:)

          Za ojczyznę tym bardziej nie zjem.
          Ani za mamusię, tatusia, braciszka, tudzież którąś z
          bohaterek "Jeżycjady".
        • ananke666 Re: pokora? 08.11.08, 00:02
          jottka napisała:

          > glonik napisała:
          >
          > > Pokora - dla mnie - tożsama jest z upokorzeniem.
          >
          >
          > eno, to są dwa różne słowa:) pokora to pewien stan świadomości, upokorzenie to
          > rodzaj krzywdy psychicznej, którą ktoś ci wyrządza.

          A tu się częściowo z Glonikiem zgodzę.
          Niestety, mnie pokora bynajmniej nie kojarzy się tylko ze "świadomością własnej niedoskonałości", tylko w nieprzyjemny sposób wiąże się z korzeniem się. Rdzeń, jakby nie patrzeć, ten sam ;)
          Kiedy słyszę/czytam, zwłaszcza na forach, "więcej pokory" - zawsze się zastanawiam - po co ta pokora i przed kim oraz z jakiej racji miałaby się korzyć osoba, do której te słowa są skierowane?
          Stan, w którym uświadamiam sobie własną niedoskonałość zupełnie z pokorą mi się nie kojarzy. Raczej ze normalną dawką samokrytycyzmu, dystansu do siebie i zdrowego rozsądku. Także pewną skromnością, chociaż to już nie tak oczywiste. Nie potrafię oddzielić pokory od pewnej uniżoności, umniejszania siebie, właśnie od korzenia się. Nic nie poradzę, że nie zależnie od słowników takie mam odczucia. Mogę rzec jedynie, że wszak morfologia tych słów mnie usprawiedliwia ;)
          Dlatego, szczerze - nie znoszę tego słowa i rzadko używam.
          Można być człowiekiem pewnym siebie i znać swe niedoskonałości.
          Człowiekiem pewnym siebie i pokornym zarazem - to mi się kłóci ze sobą, wprowadza nieszczery dysonans.
          • ananke666 Re: pokora? 08.11.08, 00:04
            niezależnie, niezależnie, niezależnie. Spacja się wkradła, zołza jedna.
          • szprota Re: pokora? 08.11.08, 00:25
            ananke666 napisała:

            glonik napisała: Pokora - dla mnie - tożsama jest z upokorzeniem.
            jottka napisała: eno, to są dwa różne słowa:) pokora to pewien stan świadomości,
            upokorzenie to rodzaj krzywdy psychicznej, którą ktoś ci wyrządza.
            ananke666 napisała: A tu się częściowo z Glonikiem zgodzę.
            Niestety, mnie pokora bynajmniej nie kojarzy się tylko ze "świadomością własnej
            niedoskonałości", tylko w nieprzyjemny sposób wiąże się z korzeniem się. Rdzeń ,
            jakby nie patrzeć, ten sam ;)


            Moim zdaniem łatwo pomylić pokorę z potulnością. Potulność jest dla mnie takim
            właśnie korzeniem się, umniejszaniem własnej wartości. Takie "wiem, że jestem
            gorsza". Pokora jednak raczej kojarzy mi się "wiem, że jestem niedoskonała, jak
            każdy".
            • meduza7 Re: pokora? 08.11.08, 10:05
              C.S. Lewis fajnie pisał o pokorze, niestety przytoczyć mogę tylko mętnie z
              pamięci, bo książki mi się po ludziach rozeszły. Zasadniczo chodziło o to, żeby
              nie umniejszać własnej wartości, nie chować się na siłę w cieniu i w kątku, a
              zwłaszcza nie poniżać się - tylko właśnie poznać własną wartość, poznać swoje
              mocne strony, a potem niejako zapomnieć o nich, nie zadzierać nosa z ich powodu.
              Co ciekawe, sztuczne "uniżanie się", demonstracyjne zajmowanie ostatniego
              miejsca, traktował właśnie jako formę pychy.
      • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 15:33
        Nie zgodze sie z toba, Gloniku. Pokore (przyjmujac pierwsza definicje podana
        przez Jottke), czyli "swiadomosc wlasnej niedoskonalosci", odbieram jako
        przeciwienstwo arogancji. Bardzo dobra i przydatna ceche charakteru - nie majaca
        nic wspolnego z upokarzaniem, skomleniem i ponizeniem. Ta pokora czesto chroni
        nas przed rozczarowaniami spowodowanymi wybujalym ego, pomaga w nauce, w
        sporcie. Do takich czynnosci trzeba wlasnie cierpliwosci i pokory - sluzacej
        zmianie, ulepszeniu siebie, pozbyciu sie niedoskonalosci.

        Co do urodzin i imienin - lubie przyjecia, lubie byc w centrum zainteresowania,
        lubie kiedy wszyscy sa dla mnie szampansko mili... Kiedy jeszcze mieszkalam z
        rodzicami, cala rodzina notorycznie zapominala o wszystkich tego typu okazjach i
        zaganiala mnie do nadobowiazkowej roboty ("moze czas dzis posprzatac strych?"),
        podli ludzie. Na szczescie teraz jest lepiej, zawsze dostaje mejlem od mamusi
        urodzinowy wierszyk.
        • glonik Re: pokora? 07.11.08, 16:13
          mmaupa napisała:

          > Nie zgodze sie z toba, Gloniku. Pokore (przyjmujac pierwsza
          definicje podana
          > przez Jottke), czyli "swiadomosc wlasnej niedoskonalosci",
          odbieram jako
          > przeciwienstwo arogancji. Bardzo dobra i przydatna ceche
          charakteru - nie majac
          > a
          > nic wspolnego z upokarzaniem, skomleniem i ponizeniem. Ta pokora
          czesto chroni
          > nas przed rozczarowaniami spowodowanymi wybujalym ego, pomaga w
          nauce, w
          > sporcie. Do takich czynnosci trzeba wlasnie cierpliwosci i pokory -
          sluzacej
          > zmianie, ulepszeniu siebie, pozbyciu sie niedoskonalosci.
          >
          > Co do urodzin i imienin - lubie przyjecia, lubie byc w centrum
          zainteresowania,


          Heh, świadomość własnej niedoskonałości przerabiam przez całe życie -
          bez pokory!

          Nie jojczę, nie składam na karb moich aberracji emocjonalnych na PRL
          i obciążenia z dziecięctwa - modne akurat.
          Jam glonik.

          > Co do urodzin i imienin - lubie przyjecia, lubie byc w centrum
          zainteresowania,

          A je nie.
          Niech se centrum idzie gdzie indziej, byle dalej ode mnie.

          Pokora?
          Nie dla mnie.

          A Jottce odpisałam.

          G.
          • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 16:19
            Czyli innymi slowy przerabiasz pokore bez pokory? :)

            > A je nie.
            > Niech se centrum idzie gdzie indziej, byle dalej ode mnie.

            No coz, jeden lubi czekolade, a drugi jak mu sie nogi poca.
            • glonik Re: pokora? 07.11.08, 16:34
              mmaupa napisała:

              > Czyli innymi slowy przerabiasz pokore bez pokory? :)


              Być może tak, ale bez świadomości "mówienia prozą".
            • glonik Re: pokora? 07.11.08, 17:15
              mmaupa napisała:
              > No coz, jeden lubi czekolade, a drugi jak mu sie nogi poca.

              A ja myślałam, że tu standardy obowiązują.
              • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 18:00
                W takim razie zgodnie ze standardami napisze po lacinie: de gustibus non est
                disputandum (jak juz zostalo wspomniane ponizej a propos planow sylwestrowych).
      • tygrys2112 Re: pokora? 08.11.08, 01:36
        > Mój ślub: Glonikowy, ja, dwoje świadków i gość.
        > Naprawdę wystarczy.

        Szczerze mówiąc też by mi się taki ślub podobał...
    • agnieszka_azj Re: pokora? 07.11.08, 15:45
      Po pierwsze - mam wrażenie, ze w KK Mila nie tylko nie wiedziała,
      ze ma tego dnia urodziny, ale nawet że ma na imię Melania ;-)

      W całej tej książce nazywana jest wyłącznie Milą, co dla mnie może
      być zdrobnieniem od wielu imion (np. Emilii, Ludmiły, Miłosławy,
      Bogumiły itp), tylko nie od Melanii. To było jedno z moich
      większych zdziwień związanych z "Kalamburką" i myślę, że MM
      wymysliła to imię dopiero na potrzeby tej książki, bo jej do
      konstrukcji pasowało.

      Po drugie - skoro nie miała imienin ani urodzin, to 31 grudnia był
      dla niej Sylwestrem. Li i jedynie.

      Nie znoszę Sylwestrów !!! Ten przymus zbiorowej radości z powodu
      zminy kalendarza dziwił mnie zawsze i złościł.
      Sylwester moich marzeń to spokój, ciekawy film (w tej kategorii nie
      mieści się nic, co tego dnia serwuje nam telewizja) albo ciekawa
      książka a w menu szampan, kanapki z łososiem i sałatka owocowa.
      Żadnych wyjść, zadnych gości, żadnych tańców (wrrr !!!).

      Z tego wszystkiego na ogół zostaje mi tylko menu, bo to jestem w
      stanie sobie zapewnić. Moje dzieci są już za duże na to, zeby je
      pogonić spać o normalnej porze, a za jeszcze małe, żeby sobie
      gdzieś poszły ;-)
      • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 16:04
        Po sukcesie Kala Amburki dziwie sie, ze Mila nie jest zdrobnieniem od Milionerki!

        Agnieszko - a nie mozesz pozyczyc sobie filmu z wypozyczalni, a ksiazki z
        biblioteki? Dzieciom to samo.

        Moj najpiekniejszy Sylwester byl w tym roku - bal w Wiedniu w palacu cesarskim,
        bilety zalatwione po smiesznie niskiej cenie dla studentow (potem juz nawet na
        taksowke nie bylo nas stac i jechalismy w kreacjach balowych metrem przez pol
        Wiednia), tance, dlugie suknie, fraki, cud-miod. Nie zamienilabym tego za nic na
        swiecie na wieczor z ksiazka i TV, chocby film byl najpiekniejszy, a losos
        smakowal niebiansko.
        • jop Re: pokora? 07.11.08, 16:17
          Oj, tu mamy klasyczny przykład degustibusa. Poza tym to się zmienia -
          wiele razy zdarzyło mi się szaleć na balach i imprezach, i wspominam
          je fantastycznie, a ostatniego Sylwestra spędziliśmy przy robionym w
          domu sushi, dużej ilości wina i dobrych filmach, na czele z "The
          Rocky Horror Picture Show", i uważam go za jednego z najbardziej
          udanych w historii.
          • dakota77 Re: pokora? 07.11.08, 16:19
            Sylwester z sushi i The Rocky Horror Picture Show musial byc udany:-)
        • agnieszka_azj Re: pokora? 07.11.08, 16:35
          mmaupa napisała:


          > Agnieszko - a nie mozesz pozyczyc sobie filmu z wypozyczalni, a
          ksiazki z
          > biblioteki? Dzieciom to samo.

          Pewnie że mogę, a nawet nie muszę ;-) Mam spory zapas
          nieobejrzanych jeszcze filmów, które kupiłam bo dokładali do
          gazety, albo gdzieś były przecenione.
          Problem w tym, że moje gusta filmowe rozchodzą się nieco z gustami
          reszty rodziny, a telewizor i kanapę mamy tylko w jednym
          egzemplarzu.
          Oglądanie w komputerze przy biurku, to już nie jest sylwester
          marzeń ;-)


          > Moj najpiekniejszy Sylwester byl w tym roku - bal w Wiedniu w
          palacu cesarskim,
          > bilety zalatwione po smiesznie niskiej cenie dla studentow (potem
          juz nawet na
          > taksowke nie bylo nas stac i jechalismy w kreacjach balowych
          metrem przez pol
          > Wiednia), tance, dlugie suknie, fraki, cud-miod. Nie zamienilabym
          tego za nic na
          > swiecie na wieczor z ksiazka i TV, chocby film byl
          najpiekniejszy, a losos smakowal niebiansko.

          Na coś takiego skłonna bym była zamienić mój film i łososia, ale w
          moim przypadku alternatywą jest... W zasadzie nie ma alternatywy...
          ew. impreza w szerszym gronie rodzinnym (czego po niedawnych
          świętach mamy ciut dosyć) albo domówka u znajomych (tu do niedawna
          mieliśmy problem - z kim zostawić dzieci, teraz już mogłyby ew.
          zostać same) czyli gadanie, picie, tańce, których nie znoszę i
          przymus radości o północy. To juz wolę spokój w domu...

          Umówmy się, że dla Borejków alternatywą też nie był Bal w Pałacu
          Cesarskim w Wiedniu ;-)
          • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 16:49
            To moze w takim razie filmowa noc - dla kazdego cos milego? Zaraz po polnocy
            dzieci sie wykrusza i mozesz ogladac co chcesz (ew. negocjowac z mezem).

            Fakt, domowki bywaja bardzo rozne. Tez bylam na kilku srednio udanych, od
            ktorych na pewno sto razy lepsze bylyby kanapki z lososiem i grono
            filmowo-rodzinne :). Niestety to sie na ogol okazuje po fakcie.
            • agnieszka_azj Re: pokora? 07.11.08, 17:17
              mmaupa napisała:

              > To moze w takim razie filmowa noc - dla kazdego cos milego? Zaraz
              po polnocy
              > dzieci sie wykrusza i mozesz ogladac co chcesz (ew. negocjowac z
              mezem).

              Mmaupa,
              dzięki za troskę, ale ja nie narzekam na swoje sylwestry - w sumie
              jest bardzo miło :-))) A że nie jest to Sylwester marzeń..

              Ja w ogóle nie mam jakichś specjalnych oczekiwań z tym dniem
              związanych. Byle by tylko nikt mnie nie zmuszał do szampańskiej
              zabawy ;-)
              • mmaupa Re: pokora? 07.11.08, 18:07
                A nie, ja tylko tak rzucam luzne propozycje :)

                Swoja droga trzeba sie zaczac zastanawiac, co bedzie w tym roku...

                Tak na marginesie to strasznie mi sie podobaja imiona twoich corek - bardzo
                piekny, klasyczny zestaw, mimo ze popularne.
                • agnieszka_azj Re: pokora? 08.11.08, 17:36
                  mmaupa napisała:

                  >
                  > Tak na marginesie to strasznie mi sie podobaja imiona twoich
                  corek - bardzo
                  > piekny, klasyczny zestaw, mimo ze popularne.

                  A dziekuję bardzo - też mi się podobają ;-)
                  Nazwisko mamy długie, tradycyjne, nieskromnie powiem, że ładne ;-),
                  więc imiona miały też być tradycyjne, ładne, ale za to któtkie.

                  Wbrew pozorom te imiona wcale nie są takie popularne - Ania i Zosia
                  do niedawna nie miały imienniczek w szkole. Julek jest rzeczywiście
                  sporo, ala akurat w swojej klasie Julka jest jedyna. Za to są dwie
                  Krysie - mega rzadkie obecnie imię.
        • filifionka-listopadowa Re: pokora? 08.11.08, 16:11
          mmaupa napisała:

          > Po sukcesie Kala Amburki dziwie sie, ze Mila nie jest zdrobnieniem od Milionerk
          > i!
          >
          > Agnieszko - a nie mozesz pozyczyc sobie filmu z wypozyczalni, a ksiazki z
          > biblioteki? Dzieciom to samo.
          >
          > Moj najpiekniejszy Sylwester byl w tym roku - bal w Wiedniu w palacu cesarskim,
          > bilety zalatwione po smiesznie niskiej cenie dla studentow (potem juz nawet na
          > taksowke nie bylo nas stac i jechalismy w kreacjach balowych metrem przez pol
          > Wiednia), tance, dlugie suknie, fraki, cud-miod. Nie zamienilabym tego za nic n
          > a
          > swiecie na wieczor z ksiazka i TV, chocby film byl najpiekniejszy, a losos
          > smakowal niebiansko.
          >

          Takiego Sylwestra też bym chętnie przeżyła...o tak..
          Pomimo tego ,że preferuje głębokie ignorowanie dnia tego (przepraszam ale
          urzekło mnie to powtórzenie)
      • sacacorchos Re: pokora? 07.11.08, 16:08
        O tym, że datę urodzin Mili znamy dopiero od Kalamburki, napisałam
        już w pierwszym poście. Ale, równiez w Kalamburce, Ignac wspomina
        o "rocznicach, których razem nie obeszli", co jest aluzja MM do
        poprzednich tomów, których o rocznicach Mili nie było ani słowa.

        Co do Sylwestra i nakazanej odgórnie celebry, to zgadzam się w
        zupełności. Też nie lubię.
        • meduza7 Re: pokora? 07.11.08, 16:38
          O proszę. Wracam ci ja z pracy i rozmyślam o tym, że w KK Mila mogła ani nie
          mieć urodzin w Sylwestra, ani nawet nie być Melanią, siadam do kompa gnana
          głęboką potrzebą, żeby się tymi przemyśleniami podzielić - a tu tyle
          przedmówczyń już na to wpadło!
          No cóż. Pozostaje tylko z pokorą przyjąć fakt, że nie ja jedna mam błyskotliwe
          skojarzenia ;)
    • sir.vimes A mnie to nigdy nie raziło 07.11.08, 16:51
      wiecie co, pamiętam do dziś swój szok jak przeczytałam "dzieci z Bullerbyn" -
      tam Lisa od rana świętuje urodziny. Rodzice przynoszą jej kakao do łóżka i w
      ogóle...

      Ja od zawsze zaczynałam urodziny od dokładnego posprzątania pokoju - bo przyjdą
      goście i pomagania przy organizacji tychże urodzin.

      Urodzin i imienin do dziś nienawidzę. I nie organizuję - bo biegałabym z
      odkurzaczem jak Mila od bladego świtu:) Wdrożone, wyuczone, we krwi jak transfuzja.

      BTW - moi rodzice mieli emancypacyjne podejście do roli młodego dziewczęcia ale
      pod pewnymi względami są jak starzy kalwini.

      I smutne mi sie to wydaje , ze nigdy tej odkurzającej Mili nie wpsółczułam, w
      ogóle nie zwróciłam uwagi, tak normalne mi się to wydaje... Fuuj. Czas na kakao
      do łóżka;P



      • dakota77 Re: A mnie to nigdy nie raziło 07.11.08, 16:59
        Abstrahujac juz od organizowania imprez, moja mama nie tresowala mnie jakos
        straszliwie w dziedzinie sprzatania, niemniej mialam zrobic swoje zeby jej
        pomoc( odkurzanie, scieranie kurzy, wynoszenie smieci itd.). I wlasnie dlatego
        tak bardzo mnie dziwi, ze Mila nie oczekuje pomocy od rodziny, i ze oni sami do
        czasu jej choroby kompletnie nie mysla o tym, zeby ja w czyms wyreczyc.
        • verdana Re: A mnie to nigdy nie raziło 21.11.08, 19:06
          Hm, akurat sprzatanie w Sylwestra przez matke, gdy corki maja jakies
          plany wyjściowe wcale nie wydaje mi się wykorzystywaniem tejze matki.
          Jakos budzi moj opór zmuszanie córki, ktora wybiera się na całonocny
          bal do mycia wanny, czy odkurzwnia akurat w Sylwestra. Jak mam taka
          fanaberie, ze musze miec w taki dzień posprzatane - to sprzatam sama
          ( tzn. teoretycznie, takiej fanaberii nie miewam).
          W inne dni - owszem. Ale kazać dziewczynie idącej na bal sprzatać?
          Ma odpoczywac i się szykować. A kazać tej, co nie idzie - to skrajna
          niesprawidliwość.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka