Dodaj do ulubionych

Kłamstwa Pyziaka?

25.01.09, 18:36
Albo ja już stępiałam od tej choroby albo sama nie wiem co. Przypomniał mi się
fragment z "Dziecka Piątku" gdzie Gabrysia rozmawia z Laurą nt. kłamstw i ten
z "Pulpecji" gdzie Laura wsadziła śpiącej Idzie różę w ręce a potem się tego
zaparła.
Wiecie co, wielkie mi halo...o tę różę...no może ja się nie znam na pedagogice
ale reakcja Gabrysi, to płakanie męczeńskie nad melisą teraz, po refleksji,
wydaje mi się niewspółmierne do sytuacji. I ten tekst "kłamie jak jej ojciec".
Dwie młodsze, niepozbierane (wtedy) siostry są mądrzejsze od tej "opoki" bo
mówią jej, że to z ojcem nie ma nic wspólnego, tylko z wiekiem.

A teraz moje pytanie: gdzie w Jeżycjadzie mowa jest o kłamstwach Pyziaka?
Owszem, nie sprostał roli męża i ojca, owszem, opuścił Gabę i to jest zła
rzecz, owszem, z TiR wynika, że nawet wdał się w jakieś poważne przestępstwa i
to za granicą (swoją drogą, MM poszła tu na całość - IMHO niepotrzebnie). Ale
gdzie kłamstwa? Co, kiedy i komu on nakłamał? Że kocha Gabę? Pewnie ją kochał,
tylko był kompletnie niedojrzały do konsekwencji tej miłości. A to już
zupełnie co innego.
Poza tym skłonności do kłamstwa się nie dziedziczy z tego co ja wiem, to jest
kwestia - o ile pamiętam z psychologii - zewnętrznych wpływających czynników
socjalnych.
A może ja mam sklerozę po prostu i gdzieś jest czarno na białym o tych
kłamstwach i tylko ja nie pamiętam?:)
--
Ja bym tu dawał od razugis!
Obserwuj wątek
    • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 18:39
      Mnie tez sie wydaje, ze bylo cos o tym, ze klamie jak ojciec. I masz racje,
      reakcja Bagrysi na cala sytuacje z roza byla przesadzona i kompletnie
      niewpsolmierna do sytuacji. Laurze nalezalo sie apre slow do sluchu, co zdaje
      sie nie nastapilo, za naruszenie prywatnosci nowozencow. Nie trzeba bylo
      histeryzowac i porownywac do ojca. Tym bardziej, ze Gabrysia zbiera owoce
      wlasnych bledow wychowawczych,li i jedynie.
      • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 18:52
        Też się zgadzam.

        Było chyba nawet nie jeden raz w J., że Laura 'kłamie jak ojciec'. Ale ani razu
        nie było żadnego przykładu kłamstwa Pyziaka! W ogóle nie bardzo było wiadomo, o
        co chodziło z tym Pyziakiem i co on takiego straszliwego zrobił, poza tym, że
        nie chciał wrócić do Polski w stanie wojennym (to po raz pierwszy), a potem się
        rozwiódł. W końcu na siłę wymyślono, że kradł i w więzieniu siedział.

        No owszem, dla Gabrysi to nie mogło być przyjemne, ale zarzucanie dziecku, że
        jest 'jak ojciec' w takiej sytuacji jest po prostu... okrutne i bezmyślne.
        Gabriela powinna sama siebie przez kolano przełożyć i złoić sobie bezmyślne
        pośladki za to, jak córkę wychowywała
        • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 18:57
          Mnie tez sie bardzo nie podoba ta "mroczna legenda Pyziaka", a juz to, ze
          autorka zrobila z niego kryminaliste, doprowadza mnie po prostu do
          szalu. Wiele maleznstw nie rozpada, po coz bylo tak demonizowac te postac?
          Roznica charakterow, niedojrzalosc, przeciez to sie czesto zdarza. Ale MM
          musiala go pograzyc kompletnie.
          • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:01
            Pewnie dlatego, że czytelnicy się ciągle o niego upominali:P
            To dowaliła najpierw w TiR tymi przestępstwami, potem w JT awanturą na drodze, i
            wreszcie w CP jakimś kretyńskim burakiem niepodobnym do dawnego barczystego
            uwodziciela o orlim nosie i stalowym spojrzeniu, jeszcze zmiętolonego jakiegoś z
            tym "przebaczeniem". Łzawe i ckliwe. I bez sensu.
      • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:02
        dakota77 napisała:

        >. Tym bardziej, ze Gabrysia zbiera owoce
        > wlasnych bledow wychowawczych,li i jedynie.
        Bo tylko Gabrysia byla odpowiedzialna za wychowanie Laury i jako samotna matka
        nie miala absolutnie prawa do zachowan przesadzonych i frustracji. Jej
        obowiązkiem bylo reagowac bezbłednie, adekwatnie i genialnie. Bowiem naczelnym
        obowiazkiem matek, zwłaszcza samotnych, jest dawac, dawac i dawac, leczyć, koic
        rany zadane przez innych, np.prawdomownych tatusiów. A niezbywalnym przywilejem
        porzucownych przez ojcow dzieci jest wyzywanie sie na tej, co nie porzucila.
        No po prostu nie wierze, ze to czytam.
        • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:06
          Straszie duzo strasznych rzeczy dopatrzylas sie w moim zdaniu. Rzeczy, ktorych
          tam nie bylo, wiesz? Nie, nie jest obowiazkiem samotnej matki byc bezbledna.
          Zaden rodzic nie jets idealny, sparowany czy nie. Ale Gabriela postepuje wobec
          Laury bardzo niekonsekwentnie, odpuszcza jej winy tam, gdzie reakcja jest
          niezbedna, gdzie trzeba by porozmawiac o sytuacji, moze wyznaczyc rozsadna kare,
          za to dziecko jest karane za bzdurne rzeczy, typu podobienstwo do ojca. To jest
          rozsadne wychowanie, twoim zdaniem?

          Wiesz, tez wychowala mnie samotna matka, na szczescie jednak w zupelnie innym
          typie niz Gabrysia.
          • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:12
            Chyba rzeczywiscie dokonalo sie nadinterpretacji zdania jednego, ale
            przyslowiowy rozum mi prawie odjelo jak przeczytalam wasze poblazliwe dla
            Pyziaka ataki na Gabriele. Jestem swieza forumowiczka i pojąć nie moge, dlaczego
            tak atakuje się tu jej postac. I nie mogę sie oprzec wrazeniu, ze li i jedynie z
            przekory.
            • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:16
              > Pyziaka ataki na Gabriele. Jestem swieza forumowiczka i pojąć nie moge, dlaczeg
              > o
              > tak atakuje się tu jej postac. I nie mogę sie oprzec wrazeniu, ze li i jedynie
              > z
              > przekory.


              Z przekory?

              Zastanów się nad tym, czym zawiniła Laura w 'Pulpecji' (sprawa z różą). I jak
              została ukarana?

              Zastanów się nad tym, czym zawiniła Laura w 'Nutrii i Nerwusie' (sprawa
              kradzieży pieniędzy). I jak została ukarana?

              W jaki sposób dziecko, którego nikt nie wychowuje, a które się traktuje jak coś
              obcego, bo jest 'podobne do ojca' ma być idealne?

              Gabriela jest złą matką
            • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:18
              Nie, nie z przekory. To wynika z interpretacji takich a nie innych zachowan
              Gabrysi. Owszem, Pyziak zachowal sie okropnie, porzucajac ja z dwojka dzieci, z
              ktorych jednego nawet nie widzial. Ja nie przecze, ze to trauma. Ale takie
              rzeczy trzeba przepracowac, nie mozna zyc wiecznie w ich cieniu. A Gabrysia 20
              lat pozniej zyje tymi zlymi emocjami, obciaza nimi Laure, wypomina jej
              podobienstwo do ojca. Na dodatek Laura jest w trudnym wieku, kiedy dzieci
              szukaja swojej tozsamosci, a matka robi jej kompletna blokade na wszelkie
              informacje o ojcu.
              Dla mnie Gabriela nie jest dobra matka, niezaleznie od tego, o czym MM zapewnia
              nas w odautorskich komentarzach. Sceny z Gabriela swiadcza o czym zupelnie
              przeciwnym. Dla mnie myslenie o dziecku ze ejst zle, bo jest podobne do ojca
              jest niedopuszczalne.
        • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:14
          > Bo tylko Gabrysia byla odpowiedzialna za wychowanie Laury i jako samotna matka

          No przecież to oczywiste
          • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:20
            nessie-jp napisała:

            > I to ona
            > wychowała je bardzo źle!
            >
            > Bycie samotną matką nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności za dziecko
            • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:24
              O, na zaden determinizm sie nie zgodze. Swiecie wierze, ze nasza osobowosc
              kszatltuja czynniki zewnetrzne, nie geny. A juz w jaki sposob w genach mialaby
              tkwic mornalnosc to za nic nie pojme:-)
              Wiesz, ten "Laurowy temperament" to dla mnie w mniejszym stopniu charakter tego
              dziecka niz reakcja obronna na traktowanie ze strony matki. Mnie Laura drazni,
              ale musze przyznac, ze czestp rozumiem jej reakcje. Jakbym widziala, ze matka
              lepiej traktuje siostre, ze wypomina mi podobienstwo do ojca, tez bym sie buntowala.

              Tak, rodzice maja prawo do bledow. Tylko te Gabrysine skladaly sie w dluga serie
              bledow.
              • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:36
                dakota77 napisała:

                > O, na zaden determinizm sie nie zgodze. Swiecie wierze, ze nasza osobowosc
                > kszatltuja czynniki zewnetrzne, nie geny.

                Ja natomiast wierze (wolalabym napisac wiem, ale niestety nie wiem), ze na
                ksztalt czlowieka jako takiego skladaja sie zarowno jego cechy wrodzone, np.
                temperament, jak i cechy wtloczone mu przez cywilzaję, wychowanie i takie tam.
                We "Wladcy much" Golding postawil wrecz teze, ze ludzie w wiekszosci sa z natury
                dzicy, glupi i zli. Dopiero "cywilizacja" odciska na nas zbawienne pietno.
                Osobiście znam trudne dzieci, ze sklonnoscia do egocentryzmu i pomijania uczuc
                wyzszych. Jednakowe wobec nich postepowanie, takie samo jak wobec innych
                "lepszych" dzieci, nie daje takich samych rezultatow i juz.
                • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:41
                  Oczywiscie, ze sa cechy wrodzone. Ale na pewno nie mozna zarzuac dziecku, ze
                  jest zle, bo podobne do ojca. To nie drobny blad, ale duzy rodzicielski grzech
                  Gabrieli.
                  • tygrys2112 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 19:59
                    Z tym się zgadzam.
              • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:39
                Zgadzam się z Dakotą.

                I dodam jeszcze jedno
                • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:45
                  Ja się z Tobą zgadzam nessie, tylko on the other hand pokaż mi książkę, gdzie
                  główna bohaterka czy też jedna z głównych oskarżona by była wprost o to, że
                  klęski życiowe - odejście faceta, pyskate dzieci, fatalne relacje z rodziną -
                  byłyby ukazane jako całkowicie lub częściowo przez tę bohaterkę zawinione. Ja
                  ostatnio jestem w temacie polskiej kobiecej prozy współczesnej (albo jako to
                  nazywa mój kolega - literatury menstruacyjnej:P) i tam też się dzieją różne
                  krzywdy. Ale to nigdy nie jest wina heroiny, tylko złego świata, który się
                  sprzysiągł. Ciekawe.
                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:50
                    Tak to faktycznie zwykle wyglada, ale trudno powiedziec, zeby to bylo dobre
                    zjawisko. Ja nie twierdze, ze autorka mialaby jakos bardzo po Gabrieli jezdzic,
                    obwiniac ja o wszystko, ale moglaby przynajmniej odpuscic sobie to wieczne
                    robienie z niej swietej i bohaterskiej Matki-Polki.
                    • szarania Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:59
                      Ja gdzieś tu cytowałam fragment o tym, jak Laura czuje, że gdyby
                      weszła do pokoju Gabrieli i Ignacego G., to byłaby intruzem. Czuła,
                      że nie ma prawa (szok!) przerwać wspólnie spędzanych przez matkę i
                      syna chwil. To fragment z NiN, który mnie zmroził i zniechęcił do
                      Gabrysi całkowicie. Wcześniej Gabrysię lubiłam. Lubiłam do Pulpecji.
                      Potem, strasznie mi było żal małej Laury stojącej pod drzwiami
                      pokoju, w którym Gabrysia gruchała do IG. Tak chciała przytulić się
                      do mamy, a czuła, że nie ma prawa, że jest tam niepotrzebna.
                      Wrrrrr...
                      • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:03
                        Dla mnie tez ta scena jest przerazajaca. Owszem, to subiektywne odczucia Laury,
                        ale dziecko majace dobre relacje z matka czegos takiego by nie wymyslilo.
                        • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:25
                          To jest jak kopanie leżącego. Przypomina mi się lektura Kowalewskiej (Seria o
                          Zawrociu, nie wiem, czy ktoś czytał). Autorka tak tam skopała swoją bohaterkę,
                          że już bardziej się nie da. W dzieciństwie osierocił ją ojciec, we wczesnej
                          młodości mąż świr który się sam zabił, z facetami jej nie wychodziło, matkę
                          miała pokopaną i żyjącą w cieniu ojczyma, który nienawidził pasierbicy, na
                          koniec zakochała się w swoim ciotecznym bracie więc też nie mogła z nim być i
                          jeszcze w dodatku okazało się, że ten jej dawny mąż nie kochał jej tak jak
                          myślała. No masakra. Co ci autorzy nie wymyślą:PPP Dobrze, że to fikcja. Mam
                          nadzieję, że to fikcja.
                      • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:36
                        szarania napisała:

                        > Ja gdzieś tu cytowałam fragment o tym, jak Laura czuje, że gdyby
                        > weszła do pokoju Gabrieli i Ignacego G., to byłaby intruzem. Czuła,
                        > że nie ma prawa (szok!) przerwać wspólnie spędzanych przez matkę i
                        > syna chwil. To fragment z NiN, który mnie zmroził i zniechęcił do
                        > Gabrysi całkowicie.

                        Ale dlaczego czulaby sie intruzem? poniewaz po wykryciu defraudacji skladek nie
                        miałaby prawa liczyc na bezwarunkowa aprobate matki. A poza tym z Laura to jest
                        tak, ze albo wszystko, albo wcale.
                        • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:41
                          Poczucie, ze matka sie slusznie gniewa, a poczucie, ze ejst sie niepotrzebnym to
                          dwie rozne rzeczy.
                          • epistilbit Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 21:55
                            Ja wiem jedno-moje dziecko musiałoby zrobić coś bardzo okrutnego, coś czego nie
                            mogłabym wybaczyć (zabójstwo, okrucieństwo), żeby nie mogło się do mnie
                            przytulić. A i tego nie jestem pewna. raczej zawsze bym przytuliła.
                • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:30
                  nessie-jp napisała:

                  >
                  > Otóż nie! Z tego, co pani Musierowicz napisała, wyraźnie widać, że Gabrysia jes
                  > t
                  > kiepską matką. I wielka szkoda, że nie zostało to w treści książek stwierdzone
                  > jasno: że tak, że źle wychowała córkę, że nie podołała, że zbyt egoistycznie si
                  > ę
                  > skupiła na swoich przeżyciach, żeby pomóc dziecku poradzić sobie z brakiem ojca

                  Alez nie mozna sie z tym zgodzić! Gaba CHRONILA corkę, nie siebie. Zgodnie z
                  Waszymi postulatami powinna uczynić to tak:
                  LAURA: mamo, gdzie jest tatus?
                  MAMA: wyjechal do Australii
                  LAURA: dlaczego?
                  MAMA: bo jest nieodpowiedzialnym i niemoralnym gnojkiem i nie kocha nas
                  LAURA: a dlaczego nie widzial mnie ani razu? nie byl mnie nawet ciekaw?
                  MAMA: zupełnie go nie obchodzilas, tak zresztą jak i ja i Pyza. To zly mezczyzna
                  jest.

                  Pytanie tylko, ile wedlug Was powinna miec lat Laura w chwili tej rozmowy i czy
                  na pewno nalezy rabac prawde bez eufemizmow. Taka prawda zranilaby dziecko do
                  końca zycia. Lepiej- wedlug mnie - ze powoli odkrwyala karty samodzielnie. Moim
                  zdaniem mniej ja to bolalo. Cały bol wziela na siebie matka, ze sie tak
                  sentymentalnie wyraze.
                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:40
                    Ale przed czym chronila? Informacje mozna dawkowac stosownie do wieku dziecka i
                    tego, ile jest w stanie przyjac. Wcale nie musialyby byc to szczegoly rozpadu
                    zwiazku. Ale jakies informacje dziecku sie nalezaly. A przed Laura schowano
                    zdjecie ojca, ani matka, ani nikt inny z rodziny nie powiedzial jej o nim slowa.
                    To nie chronienie dziecka, to egoizm.
                    I nie zgodze sie, ze Laure to mniej bolalo. Sadzac po jej rekacjach, wlasnie to
                    milczenie i tajemnice bardzo ja bolaly.
                    • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:46
                      "Jakies" informacje Laura dostala. O tym, ze ojciec był miłym chlopakiem, i ze
                      byl stan wojenny a ludzie emigrowali, o tym ze powinien sie wstydzic i pamietac,
                      ze gdzies na swiecie zyja jego dzieci. Czy to nie powinno wystarczyc
                      nastoletniej Laurze? Gabriela bardzo kochala Laure, poniosla dla niej ofiare
                      milczenia, zrezygnowala z prawa rzucania slusznym miesem w perfidnego gada
                      dlatego, zeby nie ranic dziecka. naprawde tego nie widzisz?
                      • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:52
                        A gdzie, w ktprym romie otrzymala te informacje, ze ojciec byl milym chlopcem. I
                        od kogo? Od matki? To chyba rozne ksiazki czytalysmy. Przypomnisz cytat, prosze?
                        Moim zdaniem Gabriela nie kochala Laury wystarczajaco, albo nie potrafila jej
                        tego okazac, i to jej, nie Laury wina. Ani nie Pyziaka. A na mysl o ponoszeniu
                        "ofiary milczenia" przez Gabriele szczerze mowiac zaczynam sie gotowac. Jaka to
                        ofiara, skoro dziecko cierpialo?

                        Rozdzial, widze, ze wybielasz za wszelka cene Gabriele. Inna rzecz, ze fakty z
                        ksiazek jednak swiadcza przeciwko niej. Masz bardzo emocjonalne podejscie do
                        kwestii samodzielnego macierzynstwa i nie bede wnikac w tego przyczyny, nie moja
                        sprawa. Ale jak pisalam wczesniej, sama zostalam wychowana przez samotna matke.
                        Moja mama nie jest swieta jak rzekomo Gabriela, ani tez nigdy nie robila z
                        siebie meczennicy. Za to:
                        - nie przerzucala na mnie swoich frustracji
                        - umiala zadbac o to, bym miala dobre relacje z ojcem
                        -sama dla mojego dobra utrzymywala tak dobre na ile sie dalo relacje z moim ojcem
                        -potrafila przepracowac zle emocje zwiazane z rozstaniem, na skutek czego zadna
                        z nas nie zyla przez iles lat w cieniu tego wydarzenia i w traumie

                        Nie twierdze, ze to latwe, ani ze powszechne. Ale jak widac da sie. A Gabriela
                        nie przepracowala, ani nie usilowala nawet, swoich emocji. Wolala nimi obciazac
                        niczemu nie winne dziecko.
                        A przepracowanie emocji polecam kazdemu- czy to dziecku z rozbitej rodziny, czy
                        tez porzuconej kobiecie z dzieckiem. Warto ten wysilek podjac.
                        • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:05
                          Od Dziadka, Babci i Robrojka ("Tygrys i Róża"). NIe emocjonuje mnie kwestia
                          samodzielnego macierzynstwa - zly trop. Emocjonuje mnie natomiast kwestia
                          POBLAZLIWOSCI dla Pyziaka. Przechodzicie do porzadku dziennego nad podloscia
                          tego faceta i obwiniacie o wszystko ofiare. Zalamujecie bezsilne rece nad
                          rzekoma krzywda Laury. Nie rozumiem juz...to nie wspójczuje sie Gabie, co
                          wydawaloby sie najprostszym i nieuniknionym uczuciem, tylko sie ja obwinia, idac
                          jak po bezmyslnym sznurku rozumowania nastoletniej rozemocjonowanej Laury?
                          Dziewczyny, badxmy wszak soidarne.
                          • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:10
                            Moge wspolczuc Gabrysi porzucenia przez meza, nie wspolczuje jej- bo jak- tego,
                            co robila sobie i dzieciom przez nastepne lata. Nikt tu nie przechodzi tu do
                            porzadku nad podloscia Pyziaka, nie przesadzaj. Nie rozgrzeszamy go, bo jego
                            wina nie ulega watpliwosci. Ale ty z kolei za wszelksa cene wybielasz Gabrysie,
                            nie chcac sie zgodzic ja cien jej winy. Nie winy co do rozpadu zwiazku, bo o tym
                            nic nie wiemy, ale bledow popelnianych przez nia jako matke.
                          • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:55
                            Ale co ty, kurczę, tak się czepiłaś tego Pyziaka? Pyziak zniknął z życia
                            Gabrieli w 1984 roku. W 1991 Gabriela już poślubiła kolejnego faceta, założyła
                            kolejną rodzinę, nikt jej nie porzucał, wszyscy ją kochają. Od 16 lat ją
                            kochają, ma pełną rodzinę, a ciągle robi miny i jest 'biedna' i 'porzucona' i
                            'dzielna'.

                            Czego ona taka dzielna, możesz mi wytłumaczyć?

                            I jaki jest sens obwiniania Pyziaka o to, że 8 lat po jego wyjeździe z Polski
                            7-letnia dziewczynka dla draki wkłada śpiącej ciotce różę w dłoń?
                            • ready4freddy Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 00:32
                              nessie-jp napisała:


                              >
                              > I jaki jest sens obwiniania Pyziaka o to, że 8 lat po jego wyjeździe z Polski
                              > 7-letnia dziewczynka dla draki wkłada śpiącej ciotce różę w dłoń?
                              >
                              >

                              tez nie wiem, ale sciezke dzwiekowa do tej sceny na 100% powinien skomponowac
                              Angelo Badalamenti :) skad u pani autorki takie klimaty, to zagadka :)
                          • ananke666 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 23:26
                            rozdzial43 napisała:

                            > Od Dziadka, Babci i Robrojka ("Tygrys i Róża").

                            No właśnie. A dlaczego nie od matki? Najbliższej osoby? I dlaczego tylko
                            "jakieś" informacje, a nie po prostu prawdę, odpowiednio do wieku podaną - że
                            facet okazał się niedojrzałym palantem? Piszesz o tym Pyziaku, jakby co najmniej
                            zbrodnię popełnił i Gabę gwałcił tłukąc przy tym po głowie pogrzebaczem. Bycie
                            owym palantem jest złe bezdyskusyjnie wobec faktu posiadania dzieci, ale ludzie
                            się rozstają. Jedni się kochają i przetrzymają wszystko, inni zamiast zagryzać
                            się w niedobranym związku, wolą się rozejść. Rozwody się zdarzają. Ale żeby aż z
                            tego powodu piętnaście następnych lat strugać cierpiętnicę, to mi się w głowie
                            nie mieści. Nie uważasz, że gdyby dziecko znało prawdę, czyli taką, że tatuś to
                            bęcwał i zamiótł za sobą nogami, to nie kreowałoby sobie w główce tatusia idealnego?
                      • morja13 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:06
                        Ale jak Gaba rozmawiała z Laurą na temat Pyziaka, jeśli już w ogóle
                        rozmawiała! Krzywiąc się w boleściwym grymasie, ze łzami, wręcz
                        błagając niemal, zeby nie pytała. To ma być normalna rozmowa? Po
                        tylu latach nie było jej stać na rzeczową rozmowę z kilkunastoletnia
                        dziewczyną o jej własnym ojcu?
                        A zdjęcie Pyziaka, ukryte gdzieś w szufladzie, które Laura wykradała
                        jak złodziej?

                        I jeszcze ta sugestia, jaka to Laura jest nieczuła i w ogóle be, bo
                        śmie pytać o ojca i sprawiać tym samym ból swojej matce, nie to co
                        Pyzunia, która gdy znalazła ślubne zdjęcie rodziców, to uświadomiła
                        sobie z zaskoczeniem, ze dotychczas nigdy nie była ciekawa, jak w
                        ogóle wyglada twarz jej ojca...

                        Zresztą jak napisała nessie, to nawet nie chodzi już o samą Gabę, a
                        o to, że Autorka usiłuje przedstawić jej nieudolność jako
                        doskonałość, Gaba Wspaniałą Matka Jest I Kropka, mimo że gołym okiem
                        widać jednak co innego...
                      • olenia1974 Re: Kłamstwa Pyziaka? 01.04.15, 22:26
                        Niestety dopiero teraz odkrylam to forum, wiec odpowiadam z kilkuletnim opoznieniem.
                        Nie, nie powinno i nie wystarczylo Laurze. Ofiara milczenia? Wiekszego absurdu dawno nie czytalam.Nie cierpie matek ,co niby "poswiecaja sie dla dzieci" a tak naprawde sa samolubne.Pyziak postapil bardzo zle, ale znajac Borejkow to nawet jakby chcial kontakt z samymi dziecmi to by bylo mu bardzo ciezko i napewno by mu tego nie ulatwili. Jak on smial zostawic swietom Gabrysie? Wzgardzic taka cudowna rodzina?
                        Jak chore musialy byc relacje w tym domu ,skoro Laura zdecydowala sie nie mowic czego dowiedziala sie o Pyziaku i jego nowej rodzinie u ciotki w Toruniu? I czemu nagle Pyziak okazal sie prostym , niewychowanym chamem w Jezyk Trolii? Jakos w pierwszych tomach nic o jego chamstwie i prostocie nie bylo.A skoro tak bylo, to czemu tacy madrzy, inteligentni,cudowni ludzie jak Borejkowie dali sie tak nabrac i czemu przez lata swietnie sie z nim dogadywali? To kompletnie nie ma sensu.
                        • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 01.04.15, 22:36
                          Witaj na forum:)
                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:24
                    Cytat
                    Alez nie mozna sie z tym zgodzić! Gaba CHRONILA corkę, nie siebie. Zgodnie z
                    Waszymi postulatami powinna uczynić to tak:
                    LAURA: mamo, gdzie jest tatus?
                    MAMA: wyjechal do Australii
                    LAURA: dlaczego?
                    MAMA: bo jest nieodpowiedzialnym i niemoralnym gnojkiem i nie kocha nas
                    LAURA: a dlaczego nie widzial mnie ani razu? nie byl mnie nawet ciekaw?
                    MAMA: zupełnie go nie obchodzilas, tak zresztą jak i ja i Pyza. To zly mezczyzna
                    jest.


                    A nie. Małe dzieci przyjmują takie wiadomości bardziej naturalnie, wyobraź sobie.
                    Mój syn jako 5-latek spytał (przypominam, ja mam traumę eksmęża alkoholika i przemocowca, więc nie jest to dla mnie łatwe - takie rozmowy).
                    - Mamo, dlaczego ja mam inne nazwisko niż Ania?
                    Odpowiedziałam bardzo prosto:
                    - Bo ty masz nazwisko po ojcu, a Ania ma po mnie.
                    Po czym nastąpiła rozmowa na temat tego, dlaczego tatusia nie ma, i że to zły człowiek jest, który nas - NAS WSZYSTKICH - oszukał i był dla nas niedobry. I że jak chce, to wystarczy że powie, i już się będzie nazywać tak jak Ania, tylko do urzędu pójdziemy.
                    I wiesz co?
                    Ostatnio wspomniałam o tym, że po moim tegorocznym ślubie zmienimy nazwisko. Szymon zaparł się i powiedział, że on nie będzie nic zmieniać, i co z tego, że to jest nazwisko od złego ojca, on zostanie O. i już, przecież przez to wcale nie stanie się zły. 5-latek mi tak powiedział.
                    I przeszedł nad sprawą nieposiadania ojca i tego, że ojciec to był k.tas złamany - do porządku dziennego. Bo jedni maja tatusiów, a inni nie mają, i czasem tatuś okazuje się złym człowiekiem, a czasem mama nie może po prostu zgodzić się z tatusiem, bo im się wydawało, że się kochają, a to była taka oszukana miłość.

                    Da się? No da się, da się jak cholera. Mimo, że ja na dźwięk głosu mojego eksa do tej pory mam nawroty bulimii i inne miłe objawy i życzę mu, aby zdechł.

                    Samodzielne odkrywanie kart jest bardziej bolesne. Mniej bolesne jest, jak osoba otoczona miłością dzieli tę boleść z bliskimi.
                    • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 09:28
                      Bardzo, bardzo mi przykro, ze musialas przez takie sprawy z eksmezem przejsc i
                      szanuję Twoje wybory w kwestii przedstawienia tych spraw dzieciom. Ale - mamo
                      Kotula -o tym, czy postapilas trafnie - opowie Ci dopiero Szymonek za 15 lat. I
                      tak juz jest niestety, ze moze sie okazac, ze mimo najszlachetniejsztch intencji
                      popelnilo sie blad. Czego jednakowoz - swiecie wierze - Ty uniknelas.
                      • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 09:52
                        Mamo_kotula, zgadzam się co do słowa z przedpiśczynią (Rozdział43) i nawet przed
                        chwilą, poruszona, napisałam do Ciebie na priv'a - jeśli możesz, przeczytaj
                        (list jest bezpieczny, po prostu pod rozwagę).

                        Bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki i wierzę w Twoje najlepsze intencje,
                        jednakże mam takie przeświadczenie, że dla dziecka bardzo ważne (jak powietrze
                        do życia) jest móc kochać i szanować swojego ojca, jaki by ten ojciec nie był,
                        wiedzieć, że był (jest) dobrym człowiekiem - dla każdego dziecka: dla chłopca
                        bardziej z takich powodów, dla dziewczynki bardziej z innych, ale dla chłopca
                        jest w tym coś dodatkowo ważnego.
                        Pozdrawiam serdecznie!
                        • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 10:47
                          Ginestro, piszesz wprawdzie do Mamy_kotuli, ale się wtrącę, za
                          przeproszeniem:

                          > jednakże mam takie przeświadczenie, że dla dziecka bardzo ważne
                          >(jak powietrze do życia) jest móc kochać i szanować swojego ojca,
                          > jaki by ten ojciec nie był, wiedzieć, że był (jest) dobrym
                          człowiekiem

                          Ale jeśli ten ojciec dobrym człowiekiem nie jest? Jeśli często
                          udawadnia choćby swoją postawą wobec dziecka, że nie jest? Dziecko
                          dość prędko to łapie.
                          • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 11:58
                            > Ale jeśli ten ojciec dobrym człowiekiem nie jest? Jeśli często
                            > udawadnia choćby swoją postawą wobec dziecka, że nie jest? Dziecko
                            > dość prędko to łapie.


                            absolutnie się zgadzam. wmawianie dziecku, ze tatuś jest szlachetnym
                            człowiekiem, chociaż szują jest, ma być zdrowe dla dziecka i
                            potrzebne mu jak powietrze??? chyba żartujecie.
                            • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 13:28
                              Dziewczyny, myślcie co chcecie, każdy ma prawo do własnego zdania, ale naprawdę
                              to, co napisałam, napisałam z pełną świadomością.

                              Jestem za tym, żeby po pierwsze starać się oddzielić czyny od człowieka: można
                              powiedzieć, że ten (mówię ogólnie) ojciec źle postępował, że nie powinien był
                              tego robić, co robił (jeśli robił coś złego) i tak dalej, jednakże powiedzieć
                              dziecku (zwłaszcza małemu) autorytarnie, że "Twój ojciec to zły człowiek" (taki
                              z kretesem zły), może, moim zdaniem, spowodować pewne niedobre skutki w psychice
                              dziecka, tak uważam.
                              Po drugie, ocena matki to ocena matki. Dla niej on był niedobry, owszem. Dziecko
                              ma prawo do własnej oceny (jeśli nie pamięta osobiście zła wyrządzanego przez
                              ojca, to być może oceni obraz sytuacji jak dorośnie, ale na tę chwilę dobrze
                              jest, jeśli wolno mu będzie go kochać. I w praktyce ono kocha ojca i tak (moim
                              zdaniem to jest pewnik), choć czasem te uczucia wypiera, odcina się na poziomie
                              świadomym od tej miłości od ojca, ale jednak w podświadomości potrzeba kochania
                              go i odczuwania do niego szacunku jest. Małe dziecko raczej (na nieświadomym
                              poziomie) "wytłumaczy" to sobie tak, że to ono było niedostatecznie dobre, skoro
                              ojciec odszedł, skoro go nie kochał itp. I to może być zaczątkiem bardzo złego
                              obrazu siebie i niskiego poczucia wartości i innych rzeczy i nie mamy na to
                              wpływu, bo to się dzieje gdzieś w zakamarkach duszy dziecka. Mamy możliwość temu
                              zapobiec przez dawanie dziecku przekazów przeciwnych, że ojciec je kochał, że
                              jest dobry, tylko słaby, chory, nieszczęśliwy, bo wdepnął w jakieś zło, z
                              którego się nie umie wydostać i na tę chwilę nie chce itp., ale nie jest złym
                              człowiekiem.

                              No i jest pewna też (nieświadoma) identyfikacja dziecka z ojcem. Trudno mieć
                              szacunek do siebie i kochać siebie (na jakimś głębokim poziomie), gdy się
                              uwierzyło, słyszało od zawsze itp., że mój ojciec był zły, a ja jestem do niego
                              podobny, krew z krwi itp.
                              W dziecku ponadto (nawet, gdy jest już dorosłym) "coś" w nim samym drąży
                              nieustannie temat "czy ojciec mnie kochał", "czy ojciec by mnie pokochał, gdyby
                              mnie teraz znał albo gdyby nie pokłócił się z mamą jak byłem mały i nie odszedł
                              - bo może mnie wtedy jeszcze dobrze nie znał" i tak dalej.

                              To jest bardzo pojemny i bardzo delikatny temat, dlatego tu tylko tak ogólnie
                              piszę i tak chyba lepiej, żeby ogólnie zwrócić na to uwagę, niż odnosić się do
                              konkretnych losów.

                              Bardzo zachęcam do literatury fachowej na te tematy. Chociażby do tej już
                              tylekroć wspominanej przeze mnie strony www.dda.pl

                              Tak już zupełnie, zupełnie na marginesie, wśród __psychologicznych__ (nie
                              biologicznych) przyczyn, dla których młody chłopak może mieć problem z
                              orientacją seksualną w wieku dorosłym (czy nastoletnim) i dryfować w stronę
                              homoseksualizmu, może być też taki czynnik, że miał taki przekaz, że ojciec (=
                              mężczyzna, z którym się on identyfikuje nieświadomie) nie jest kimś godnym
                              szacunku, dlatego on nie może pokochać siebie jako mężczyzny i wejść w męską
                              czyli heteroseksualną rolę, a jednocześnie "coś" w nim bardzo pożąda i pragnie
                              miłości, czułości, akceptacji ___właśnie___ od mężczyzny i to go kieruje
                              (nieświadomie) w stronę zakochania się w innym mężczyźnie. Tym bardziej, że siłą
                              rzeczy, nie mając ojca i widząc, że mama źle tego ojca ocenia, był dla mamy
                              powiernikiem i zastępcą ojca itp. lub w ogóle miał bardzo bliską relację z mamą
                              i relacja z kobietą może mu się nieświadomie kojarzyć z byciem "pochłoniętym",
                              wykorzystanym przez kobietę.

                              To są naprawdę bardzo, bardzo delikatne i trudne sprawy i naprawdę trudno mi o
                              nich pisać, jednakże chciałabym po prostu uczulić wszystkich zainteresowanych na
                              ten aspekt, że gdzieś w głębi siebie dziecko potrzebuje kochać ojca, nawet,
                              jeśli robił on złe rzeczy.

                              Ja również osobiście bardzo ostrożna jestem z ocenianiem ludzi, zwłaszcza z
                              przekazywaniem ocen małym dzieciom. Przecież życie biegnie, wszystko jest
                              otwarte! Każdy może się zmienić, jeśli zechce. Jeśli kiedyś coś złego robił, to
                              jest to fakt, ale może się z tego wydźwignąć. Nie wiemy co będzie w dalszym
                              życiu - może będzie kiedyś szansa na wyprostowanie ścieżek pomiędzy dzieckiem a
                              ojcem.
                              Może niech więc ma, mimo wszystko, otwartą do tego drogę - i tak będzie miał w
                              sercu jakiś obraz ojca: może więc niech ma obraz ojca jako kogoś, kto się nim
                              cieszył (nawet jeśli się nie cieszył - w tym wypadku można nawet małemu dziecku
                              skłamać, że się cieszył, tak uważam), kto go kochał, kto jest dobry, tylko coś
                              się takiego z nim stało, że poddał się temu, co złe, nie pracował nad swoim
                              charakterem itp. i przez to robił złe rzeczy (albo zachorował na chorobę
                              alkoholową, która powoduje, że się robi złe rzeczy itp.), dlatego mama nie mogła
                              z nim dalej być, mimo, że go kiedyś kochała, gdy się pobierali, ale tak naprawdę
                              on nie jest złym człowiekiem i dla niego zawsze jest nadzieja (bo to jest
                              przecież fakt).

                              Pamiętam taki film amerykański, nie pamiętam czy tytuł brzmiał "Kto pokocha moje
                              dzieci", ale film był o samotnej matce, która miała dwie córki, a potem wyszła
                              za mąż za dobrego mężczyznę, ale okazało się, że ma raka i ona umarła potem w
                              tym filmie. (Chyba to był film z serii: "Prawdziwe historie"). I rozmowy tej
                              mamy z córkami są tam moim zdaniem bardzo mądre. Dziewczyny pytają jaki był
                              ojciec, a ona stara się mówić mimo wszystko o nim pozytywnie (choć wiemy, że nie
                              bardzo ma argumenty na to, ale stara się pozytywnie). Mama dostaje jakiś prezent
                              w którymś momencie filmu, cieszy się, a córka ją pyta: "a czy nasz tata dał Ci
                              kiedyś jakiś prezent, mamo?" A ona uśmiecha się i odpowiada z namysłem, jak
                              gdyby przywoływała piękne wspomnienie: "tak, dał mi dwa takie naprawdę cudowne,
                              przepiękne prezenty: Ciebie i Twoją siostrę".

                              Taki przekaz jakoś mocno mi zapadł w serce. Moim zdaniem bardzo ważne jest
                              starać się widzieć sprawy oczami dziecka. Tak sobie myślę, że mój ojciec nie był
                              idealny, nie wszystko co robił było dobre, ale miałam to szczęście, że nic mi
                              nie przeszkadzało mieć nadzieję i wiarę, że to dobry człowiek, i że mnie nie
                              kocha(ł). Ja sobie już z tą świadomością żyję i być może część siły, którą mam w
                              sobie, pochodzi właśnie stąd. Nie chcę odbierać tej siły dziecku - istocie,
                              której bym nieba przychyliła. Dlaczego miałoby ono iść przez całe swoje życie
                              pozbawiona takiego poczucia, jakie miałam ja? Dlaczego miałabym mu tę niewinną
                              miłość do ojca (jaki by nie był) i wiarę w niego burzyć? Jak dorośnie, niech sam
                              sobie relację z ojcem buduje i go ocenia (na jego relację z tym prawdziwym mam
                              niewielki wpływ, jednakże MAM wpływ, jako matka, na relację dziecka z tym
                              "uwewnętrznionym" ojcem, którego ono będzie zawsze, dopóki żyje, nosić w sercu i
                              w duszy).
                              Tak sobie po prostu myślę.

                              To taka garść refleksji po prostu.
                              Natomiast od razu przepraszam też, że być może nie będę mogła za bardzo
                              odpisywać na ewentualne odpowiedzi do tej mojej wypowiedzi, z przyczyn, o
                              których w założonym wątku. Dziś weszłam dopisać się po spotkaniu i przejrzałam
                              wzrokiem wątki i dopisałam się, bo ten temat mnie bardzo poruszył. :)
                              Pozdrawiam Was serdecznie!

                              • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 13:44
                                CytatMałe dziecko raczej (na nieświadomym poziomie) "wytłumaczy" to sobie tak,
                                że to ono było niedostatecznie dobre, skoro ojciec odszedł, skoro go nie kochał
                                itp. I to może być zaczątkiem bardzo złego obrazu siebie i niskiego poczucia
                                wartości i innych rzeczy


                                Otóż to właśnie. I taką krzywdę moim zdaniem autorka robi Laurze. Bo zachowanie
                                Laury jest zupełnie normalne i typowe dla KAZDEGO człowieka
                              • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:29
                                No prosze, a ja myslalam, ze jedyna obecnie uznana naukowo przyczyna
                                homoseksualizmu ( poza kregami prawicowymi, to juz inna rzecz) jest genetyka. No
                                coz, czlowiek uczy sie cale zycie. Jak widac, we wszystko mozna uwierzyc.
                                • madame-bovary Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:34
                                  Tylko nie rozumiem po co ta ironia?
                                  A może dociekanie przyczyn homoseksualizmu samo w sobie jest złe (bo jedyną prawidłową i "nietoksyczną" reakcją jest akceptacja - w sobie lub innych - bez wnikania i drążenia)?..
                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:40
                                    Wiesz, ja z akceptacja homoseksualizmu nie mam najmniejszego problemu. Tylko ze
                                    nauka juz to i owo ustalila, i dziwi mnie pojawianie sie jakis nowych,
                                    oderwanych od rzeczywistosci teorii. Ale to tak OT, nie o homoseksualizmie, a
                                    relacjach w rodzinie jest ta dyskusja.
                                    • tygrys2112 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 20:39
                                      Są naukowcy, którzy uważają, że wszyscy jesteśmy biseksualni, tylko
                                      kultura, wychowanie itp. ukierunkowują nas w określony sposób, tak
                                      że sami siebie postrzegamy jako heteroseksualnych, homoseksualnych
                                      itp.... Tak czy owak, też uważam, że jest to strasznie szeroki OT.
                                • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 12:33
                                  Dakota, Ty mowisz o orientacji seksualnej - Ginestra raczej o
                                  zachowaniach seksualnych, ktore wynikaja ze zlej intepretacji
                                  silnych emocji. Obie macie racje.
                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 12:56
                                    Tak, ale Ginestra uzyla slow "problem z orientacja seksualna", stad moja
                                    reakcja. Owszem, zachowania seksulane to cos innego, ale dobrze takich rzeczy
                                    nie myslic, bo potem ludzie mysla ze homoseksualizm to takie widzimisie.
                                    • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 13:33
                                      Powinno byc 'problem z okresleniem orientacji skesualnej',
                                      albo 'problem z odnalezieniem swojej orientacji skesualnej' - jak
                                      wiadomo, u kobiet orientacja ksztaltuje sie az do 26 roku zycia,
                                      wiec roznie moze jeszcze byc :-)

                                      Wiem, o co Ci chodzi; mnie chodzi o to (pisze o swoich
                                      doswiadczeniach dalej w tym watku), ze nie wszyscy wiedza od razu,
                                      jaka maja orientacje, probuja roznych rzeczy, i czesto emocje
                                      zaciemniaja im obraz tego, czego naprawde chca.
                                      • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 14:45
                                        Hej,
                                        nie wiem czy fortunnie czy niefortunnie to sformułowałam o orientacji
                                        seksualnej, jednakże chodziło mi o "psychologiczne przyczyny homoseksualizmu",
                                        które w sposób realny i pełnoprawny istnieją - zdaniem psychologów - obok
                                        "biologicznych przyczyn homoseksualizmu" i ja to odróżniłam w swoim poście
                                        (odsyłam do posta).

                                        Tego sformułowania: "psychologiczne przyczyny homoseksualizmu" (w odróżnieniu od
                                        biologicznych) użył piszący o tym zagadnieniu (czyli o relacji dziecka z ojcem i
                                        matką i o wpływie uwewnętrznionego obrazu ojca na obraz siebie u dziecka,
                                        chłopca w tym wypadku) Wojciech Eichelberger i ja (chociaż z pamięci), to
                                        wiernie przytoczyłam jego analizę.

                                        Jest ona w którejś z jego książek, ale nie pamiętam w której, bo przeczytałam
                                        ich dużo i dawno.
                                        Może ktoś wie z jakiej.
                                        On to napisał (wydaje mi się) słowo w słowo jak ja w tym poście, bo ja tę wiedzę
                                        i logikę tego problemu zaczerpnęłam od niego i zapamiętałam to tak jak w poście,
                                        a potwierdzenie na nią widzę również w innych książkach traktujacych o
                                        dzieciństwie oraz w obserwacji z życia (np. miałam kolegę, który w liceum
                                        przeżywał dramat i chciał sobie życie odbierać, bo odkrył, że zakochuje się w
                                        męzczyznach, teraz jest gejem, ale wtedy był przerażonym nastolatkiem; i on miał
                                        właśnie taki dom - ojciec alkoholik, dominująca matka, wrażliwy i lekko
                                        "miągwowaty" syn; brak innego mężczyzny, który by go wspierał (np. dziadka,
                                        wujka, trenera): jedynie ta matka uważająca jego ojca za kogoś niegodnego
                                        szacunku, słabego, plugawego). Dużo by mówić.
                                        Pozdrawiam Was
                                        • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:00
                                          Ale nie zdaniem wszystkich psychologow, ano nawet wiekszosci psychologow, bo
                                          taka opinia jest zdecydowanie ma popularna obecnie. Znalazlam na Google jakies
                                          cytaty z Eichelbergera, faktycznie dopatrzyl sie w homseksualizmie uwarunkowan
                                          spolecznych i spcyhologicznych. No pieknie.
                                          • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:15
                                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25788&w=90343686&a=90436108
                                            • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:18
                                              Jeszcze dodam, dakoto, ze heteroseksualizm tez moze byc uwarunkowany
                                              spolecznie - coz innego to jest, jesli nie spoleczne warunkowanie,
                                              ze np. gej stara sie nie byc gejem i zyje iles tam lat w nawet w
                                              miare szczesliwym zwiazku malzenskim, chociaz czuje, ze to nie jest
                                              to?

                                              Homoseksualizm podlega IMHO takim samym uwarunkowaniom; nie
                                              slyszalas o coming outach zdeklarowanych gejow, ktorzy nagle doszli
                                              do wnioski, ze to nie to, i teraz wchodza w zwiazek hetero?

                                              IMHO czlowiek jest bardzo elastyczny, w ogole zastanawiam sie, czy
                                              orientacja nie moze zmieniac sie ludziom w przeciagu zycia. Znam
                                              kilka takich przypadkow, i nie sa to osoby bi.
                                              • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:22
                                                Oczywiscie wiem, o czym Ty mowisz - takie zmiany niosa ryzyko proby
                                                wykorzystania ich do rozpowszechniania teorii o np. 'leczeniu'
                                                homoseksualizmu. I to sa, oczywiscie, bzdury. Ale wszystko inne nie
                                                jest zero-jedynkowe (mialam kumpla 100% geja - zdeklarowanego geja,
                                                bez zadnych ciagat bi; i nagle kumpel ten zakochal sie w
                                                dziewczynie - pytany, co mu nagle odbilo, powiedzial: bo jest ona
                                                wyjatkowym czlowiekiem. I mysle, ze czesto tak wlasnie jest. Mialam
                                                tez kolezanke, ktora miala dziewczyne, ale uwazala sie za 100%
                                                hetero - a zwiazek byl dla niej czyms w rodzaju eksperymentu.
                                                Owszem, byla zaangazowana emocjonalnie - trudno nie byc, jak sie z
                                                kims tyle przebywa, kocha etc. - ale wiedziala, ze to nie to, i
                                                wczesniej czy pozniej chce zwiazku na stale z facetem).
                                                • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:37
                                                  croyance napisała:

                                                  > Oczywiscie wiem, o czym Ty mowisz - takie zmiany niosa ryzyko proby
                                                  wykorzystania ich do rozpowszechniania teorii o np. 'leczeniu'homoseksualizmu. I
                                                  to sa, oczywiscie, bzdury.

                                                  I o to mi wylacznie chodzilo w tym co pisalam. Nie mowilam, ze w zyciu wszystko
                                                  jest albo czarne, albo biale. Nie chcialam tylko, aby ktos uznal przedstawiona w
                                                  posrnym poscie teorie za jedyna i powszechnie obowiazujaca.
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:40
                                                    Wiem, o co Ci chodzi :-)

                                                    Zreszta mysle, ze nawet gdyby homoseksualizm faktycznie byl tylko i
                                                    wylacznie kwestia wyboru, to nic to nie powinni zmieniac - kazdy ma
                                                    IMHO prawo do takiego zycia, jakie sobie wybiera, o ile nie krzywdzi
                                                    tym innych. Homoseksualisci podkreslajacy zawsze biologiczne
                                                    zdeterminowanie swojej orientacji strzelaja sobie, IMO, w stope, bo
                                                    nie o to powinno tu chodzic.
                                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:42
                                                    Wolalam doprecyzowac:-)
                                                    W sumie masz racje, wszystko jedno, skad bierze sie ich orientacja, niezaleznie
                                                    od przyczyn maja prawo do wlasnych wyborow, i innym nic do tego.
                                                  • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 17:32
                                                    Dziewczyny,
                                                    ja tylko chciałam dodać, że tematem mojego posta (w którym wystąpiła wzmianka o
                                                    homoseksualizmie) był NIE homoseksualizm jako taki, ale raczej różne
                                                    konsekwencje "uwewnętrznionego" obrazu ojca w życiu dziecka, który to
                                                    uwewnętrzniony obraz ma znaczenie jako jeden z wielu czynników oddziałujących na
                                                    psychikę człowieka (choć jest to czynnik, wg. mnie, bardzo ważny - i na to
                                                    chciałam wyczulić, nic więcej). Pisałam w tymże poście o tym, jak delikatna i
                                                    wielowątkowa to jest sprawa, i jak warto być ostrożnym w kształtowaniu u dziecka
                                                    obrazu ojca i ten homoseksualizm też był wzmiankowany z takimi obostrzeniami, że
                                                    to złożony temat.

                                                    Ten mój fragment postu wklejam poniżej, gdyby ktoś chciał na świeżo zobaczyć jak
                                                    to brzmiało. Pisałam w nim, że "coś może mieć wpływ", a nie, że "musi", "że jest
                                                    to jedyny wpływ" i tak dalej.

                                                    A w kwestii orientacji seksualnej i tego, co na nią wpływa, zgadzam się z
                                                    Croyance i dziękuję za zaufanie do nas i podzielenie się tematem, także od
                                                    strony własnych przeżyć. Osobiście mam takie zdanie ogólne, że "życie jest
                                                    większe od nas" i naprawdę bardzo wiele rzeczy wpływa na człowieka, trudno jest
                                                    coś tak bez reszty poznać i ocenić tak "stąd dotąd" - również sprawę tak
                                                    delikatną jak seksualność człowieka. Możemy próbować coś zrozumieć, wyciągać
                                                    jakieś wnioski i dzięki temu starać się nie powtarzać błędów (np.
                                                    rodzicielskich) u następnych dzieci, skoro mamy coraz większą świadomość tego,
                                                    jakie te błędy mogą mieć skutki itp.

                                                    Oto tamten fragment, tak dla odniesienia, nie tyle do dyskusji, bo już jakby
                                                    zakończona, mam wrażenie. :)
                                                    Pozdrawiam!


                                                    "Tak już zupełnie, zupełnie na marginesie, wśród __psychologicznych__ (nie
                                                    biologicznych) przyczyn, dla których młody chłopak może mieć problem z
                                                    orientacją seksualną w wieku dorosłym (czy nastoletnim) i dryfować w stronę
                                                    homoseksualizmu, może być też taki czynnik, że miał taki przekaz, że ojciec (=
                                                    mężczyzna, z którym się on identyfikuje nieświadomie) nie jest kimś godnym
                                                    szacunku, dlatego on nie może pokochać siebie jako mężczyzny i wejść w męską
                                                    czyli heteroseksualną rolę, a jednocześnie "coś" w nim bardzo pożąda i pragnie
                                                    miłości, czułości, akceptacji ___właśnie___ od mężczyzny i to go kieruje
                                                    (nieświadomie) w stronę zakochania się w innym mężczyźnie. Tym bardziej, że siłą
                                                    rzeczy, nie mając ojca i widząc, że mama źle tego ojca ocenia, był dla mamy
                                                    powiernikiem i zastępcą ojca itp. lub w ogóle miał bardzo bliską relację z mamą
                                                    i relacja z kobietą może mu się nieświadomie kojarzyć z byciem "pochłoniętym",
                                                    wykorzystanym przez kobietę.

                                                    To są naprawdę bardzo, bardzo delikatne i trudne sprawy i naprawdę trudno mi o
                                                    nich pisać, jednakże chciałabym po prostu uczulić wszystkich zainteresowanych na
                                                    ten aspekt, że gdzieś w głębi siebie dziecko potrzebuje kochać ojca, nawet,
                                                    jeśli robił on złe rzeczy."
                                            • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:18
                                              Jeszcze dodam, dakoto, ze heteroseksualizm tez moze byc uwarunkowany
                                              spolecznie - coz innego to jest, jesli nie spoleczne warunkowanie,
                                              ze np. gej stara sie nie byc gejem i zyje iles tam lat w nawet w
                                              miare szczesliwym zwiazku malzenskim, chociaz czuje, ze to nie jest
                                              to?

                                              Homoseksualizm podlega IMHO takim samym uwarunkowaniom; nie
                                              slyszalas o coming outach zdeklarowanych gejow, ktorzy nagle doszli
                                              do wnioski, ze to nie to, i teraz wchodza w zwiazek hetero?

                                              IMHO czlowiek jest bardzo elastyczny, w ogole zastanawiam sie, czy
                                              orientacja nie moze zmieniac sie ludziom w przeciagu zycia. Znam
                                              kilka takich przypadkow, i nie sa to osoby bi.
                              • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:42
                                Dziekuje Ci za ten post, przenikliwa Ginestro, ze sie tak wyraze w ornamentowym
                                stylu Bernarda :) Ujelas to wszystko lepiej niz jaki Freud. Nie mam tak
                                glebokiej wiedzy psychologicznej i nie umialabym tego tego tak rzetelnie ujac,
                                ale intuicja mi podpowiadala, ze Gaba miala prawo "tchorzyc" przed zasadniczymi
                                rozmowami z Laura na te tematy. Odezwij sie jeszcze prosze (najwyzej w nocy nie
                                bedziesz spala, co tam, albo skarpet nie poprasujesz :))), bo czulam sie tak
                                osamotniona w ocenie stanowiska Gaby w kwestii Laura - Pyziak. Z wyrazami
                                wielkiej sympatii...
                                • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:22
                                  rozdzial43 napisała:
                                  > ale intuicja mi podpowiadala, ze Gaba miala prawo "tchorzyc" przed
                                  >zasadniczymi> rozmowami z Laura na te tematy.

                                  Gaba nie ma prawa tchórzyc w ten sposób, bo tym bardziej szkodzi tym Laurze.
                                  Skoro jest taka DZIELNA i mila i dobra, jak twierdzi autorka, to dlaczego tak
                                  jej trudno powiedziec "wiesz, byl sobie taki Pyziaczek, byl dla mnie dobry i
                                  kochalismy sie, ale w zyciu tak czasem bywa, ze zwiazek sie konczy - a w tym
                                  czasie pojawilas sie ty i Pyzunia - wiec zostawiajac mnie, zostawil i Was. Nie
                                  zna Was, ale jesli chcesz go poznac, to mozemy go poszukac i zobaczyc co bedzie.
                                  Nawet jestes do niego podobna, chcesz zobaczyc fotografie?
                                  I pamietaj zawsze, ze miedzy doroslymi moze sie skonczyc, ale za to milosc mamy
                                  do dziecka nigdy sie nie skonczy - ja Cie nigdy nie zostawie ani reszta rodziny,
                                  wiesz? " - cos w tym guscie. Od czego ta Gabina inteligencja, delikatnosc i
                                  wychwalana wszechwiedza?
                                  A nie przez 20 lat wypominanie dziecku malemu, ze smie ono miec wyglad podobny
                                  do ojca!! Albo jakas niepozadana ceche charakteru, to na pewno po ojcu! Przekaz
                                  Gaby i reszty rodzinki - Twój ojciec Pyziak byl zly, wiec Ty tez jestes ZLA.
                                  Kiedy smiesz pytac o zlego ojca, robisz na zlosc swej dobrej matce.
                                  Nie kochamy Ciebie, tylko Twoja siostre, bo nie sprawia klopotów, wyglada jak
                                  100% Borejkówna i wziela sie z partogenezy sw. Gabrielli.
                                  Tako rzecze Borejkustra.

                                  >bo czulam sie tak osamotniona w ocenie stanowiska Gaby w kwestii >Laura - Pyziak.

                                  Nadal jestes osamotniona, I'm afraid.
                                  Nie sadze, ze Ginestra pochwala torture psychiczna jaka na Laurze wywiera Gaba
                                  (zmowa milczenia, robienie wyrzutów oczami i wypominanie dziecku wygladu /
                                  charakteru) ani reszta rodziny ("ona tylko matce chce na zlosc robic", "ma oczy
                                  wzgardliwe jak Pyziaczek" itd).
                                  O ile dobrze zrozumialam, Ginestra pisala, zeby o ojcu mówic dobrze dziecku,
                                  zwlaszcza malemu, aby nigdy nie watpilo, ze jest kochane.

                                  Tylko ze ksiazkowa Gaba W OGÒLE ani slowa nie mówi Laurze o ojcu, nie mówi do
                                  Laury ani do Rózyczki o tym Pyziaku - ani dobrze ani zle - oprócz przypadkiem
                                  palniecia od czasu do czasu "klamie jak jej ojciec" i z reszta rodziny myslenia
                                  "ma oczy jak jej ojciec, tak samo wzgardliwe/harde/twarde".
                                  Prawdziwe dzieci (nieksiazkowe) wyczuwaja z latwoscia takie chore klimaty w
                                  domu, nawet niewypowiadane slownie (niechec i kose spojrzenia rzucane n.p. na
                                  dziecka stalowe oczy) i to predzej od takich wlasnie atmosfer doznaja szkody i
                                  traumy psychicznej niz od nieobecnego ojca.
                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:43
                                    Czytam te Twoje posty i czytam Lezbobimbo, i co mi sie rzuca w te spracowane
                                    oczy? Ano rzuca mi sie jednostronnosc rozumowania, dokonanego tylko z punktu
                                    widzenia WYCHOWYWANEGO, z zupelnym pominieciem WYCHOWUJACEGO. Zgodzę sie z tym,
                                    ze najwyzszym dobrem jest dobro dziecka, to i tak zreszta truizm. Pytanie zadane
                                    w sytuacji Gaby: ktorego dziecka? Gdyby chcieć zaspokoić Laure w jej potrzebach
                                    emocjonalnych bez dna, trza by sie pozbyc Pyzy i Miagwy, rzucic robote, pierniki
                                    na swieta i przeklady z Herodota, czy jak mu tam. Przeciez Gaba musiala laczyc
                                    tyle rzeczy (trojce dzieci matka byla!) I wiesz, wypuszcze jeszcze taka zatruta
                                    strzale i powiem, ze Laura bez zbawiennego pietna Borejkow to wypisz wymaluj w
                                    doroslosci Alma Pyziak (znam taka jedna osobiscie fuj).
                                    • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:53
                                      > Gdyby chcieć zaspokoić Laure w jej potrzebach
                                      > emocjonalnych bez dna,

                                      A skąd się w Laurze wziął taki głód bezwarunkowej miłości? Zastanowiłaś się
                                      chociaż przez chwilę?
                                      • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:56
                                        Cala dyskusja wskazuje, ze nie, nie zastanowila sie. Dobro egoistycznej matki
                                        ponad dobro cierpiacego dziecka, taaa?
                                      • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:23
                                        Wszyscy nosimy w sobie glod bezwarunkowej milosci, Nessie -jp. Laura nie jest tu
                                        zadnym wyjatkiem. Jest natomiast wyjatkowo egocentryczna. Przyklady:
                                        - zdefraudowala pieniadze kolegow
                                        - czytala cudze listy
                                        - ukradla i zepsula Pyzie dowcip
                                        - prowadzila knowania przeciwko ciotce Natalii, bo nie lubila Robrojka
                                        - wprosila sie na imieniny Lucka i podarowala (jako swoj) prezent, ktory kupila Pyza
                                        - instrumentalnie potraktowala pania Ole z Torunia itd, itd.
                                        Wszytsko to swiadczy o braku empatii u Laury. W wieku dojrzewania musialo to
                                        groźnie wygladac, biedna Gaba.
                                        • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:25
                                          A gdzie byla Gaba, jak jej dziecko robilo takie rzeczy? Co robila, zeby temu
                                          zapobiec, zniwelowac skutki itp.?
                                        • mmaupa Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:29
                                          Ale kto ja do tego doprowadzil? Kto sprawil, ze Laura mogla terroryzowac rodzine
                                          pojedyncza wzmianka o ojcu? Kto nie wyciagal konsekwencji? Kto nad nia nie panowal?
                                        • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:31
                                          > - zdefraudowala pieniadze kolegow

                                          A mamusia w nagrodę wysłała ją na wakacje! Dobra mamusia...

                                          > - czytala cudze listy

                                          Pyza też. Co z tego, że protestowała, skoro słuchała, aż jej się uszka rumieniły?

                                          > - ukradla i zepsula Pyzie dowcip

                                          Tak, no faktycznie, to przestępstwo na miarę kradzieży tych składek. Nie
                                          zapomnij jeszcze dopisać do listy śmiecenia w lesie papierkami i wymiotowania
                                          nieświeżą parówką na świeży obrus.

                                          > - prowadzila knowania przeciwko ciotce Natalii,
                                          > bo nie lubila Robrojka

                                          A Pyza prowadziła knowania, bo lubiła Robrojka. I co z tego?

                                          Pani MM od wielu tomów nieudolnie próbuje wszystkich przekonać, że Laura jest
                                          taka och!podła, taka zepsuta, taka podobna do ocja. Tylko że wiesz co? Z każdym
                                          kolejnym tomem, z każdym kolejnym straszliwym grzechem Laury coraz trudniej
                                          przełknąć tę nieudolną charakteryzację.
                                        • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:36
                                          rozdzial43 napisała:
                                          > Wszyscy nosimy w sobie glod bezwarunkowej milosci, Nessie -jp.

                                          Zauwaz, ze u Borejków dzieci nawet zauwazane sa _tylko warunkowo_ - jesli od
                                          poczatku nie sprawiaja zadnych klopotów i jesli od poczatku ucza sie na same
                                          piatki i cytuja lacine w powijakach. Mówie o Borejkach glównie od Noelki,
                                          chociaz od KK panowal tam niejaki szowinizm Ignacego, który marzyl tylko o
                                          synach, a córek wlasciwie nie zauwazal.

                                          >Laura nie jest t>u> zadnym wyjatkiem. Jest natomiast wyjatkowo >egocentryczna.
                                          >Przyklady:
                                          > - zdefraudowala pieniadze kolegow

                                          Nie zdefraudowala, tylko ukradla. Jak na to reaguje Gabunia? Zamiast porozmawiac
                                          o zlodziejstwie z córka i ukarac ja za to, wysyla ja w nagrode na wakacje!

                                          > - ukradla i zepsula Pyzie dowcip

                                          LMAO!!!! Tak rzeczywiscie to dopiero okrutna, wyrodna córka!!Zle dziecko!
                                          Laura nie ukradla zadnego dowcipu, tylko opowiedziala smaczna dykteryjke o
                                          instrumentach klasycznych, zabawiajac przy tym Filipa zawodowego organiste. Pyza
                                          na to wyskoczyla ze swoim dowcipem dosc, hm, dziecinnym w porównaniu.. a potem
                                          pobiegla plakac gdy towarzystwo sie tak samo nie rozesmialo..
                                          • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:03
                                            > Nie zdefraudowala, tylko ukradla. Jak na to reaguje Gabunia?
                                            Zamiast porozmawia
                                            > c
                                            > o zlodziejstwie z córka i ukarac ja za to, wysyla ja w nagrode na
                                            wakacje!


                                            nie nie, powiedziała jej, że nad karą będzie myśleć i kara będzie
                                            później. dla normalnego dziecka odsuwanie kary w czasie jest
                                            najgorszą torturą...

                                            no ale przecież nie dla tygryska, który jest hardy i zły. z natury.
                                            • mmaupa Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:07
                                              E, akurat Tygrys doskonale zdawal sobie sprawe z tego, ze w przypadku Gaby i
                                              kary co sie odwlecze, to i uciecze.
                                            • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:13
                                              kokos napisała:
                                              > nie nie, powiedziała jej, że nad karą będzie myśleć i kara będzie
                                              > później. dla normalnego dziecka odsuwanie kary w czasie jest
                                              > najgorszą torturą...

                                              Jakaz znowu tortura, hardy Tygrysek wiedzial przeciez, ze mamunia lagodnie o tym
                                              zapomni i kary zadnej nie bedzie. Co prawda, Laura czuje tez wine i sie obawia
                                              wejsc do pokoju Gaby przytulac sie (jedyna tortura) ale taz Gaba kombinuje jak
                                              ten konik, aby córunie wyslac OBIE na wakacje. I przy okazji rozmowy o kradziezy
                                              z Nutria wykrzykuje tylko "to przeciez takie dobre dziecko!". No tak, dziecko
                                              trzeba kochac, ale konsekwencja za kradziez musi byc, zeby to dziecko dobre
                                              potem w kryminale nie skonczylo. Konsekwentne wychowanie to nie brak milosci, a
                                              wrecz przeciwnie.
                                              A tu przeciez konsekwencja sama sie nasuwa: okradlas klase, za kare zostajesz w
                                              domu. Nawet za mlodu czytajac NiN odczuwalam zdziwienie, ze Gaba na to nie
                                              wpadla (juz przeczuwalam moja nutriowa intuicja ;PPP)
                                              Btw. czy Gaba nie musiala zwracac tej forsy klasie? Bez ukarania dziecka przekaz
                                              jest taki: rozrabiaj, kradnij co chcesz, bogata mamunia jest od tego, zeby
                                              placic za Twe "brykanie".
                                            • taria Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:57
                                              > dla normalnego dziecka odsuwanie kary w czasie jest
                                              > najgorszą torturą...


                                              "...Powiedziała, że musi bardzo dobrze się namyślić, bo wobec ohydy
                                              tego przewinienia kara musi być wyszukana i okrutna. Namyślała się
                                              tak już trzy dni. Znając wszakże usposobienie swej matki, Laura
                                              wiedziała, że może spać spokojnie: wyszukana i okrutna kara na pewno
                                              się odwlecze, a więc i uciecze. ..."

                                              Tygrys zdecydowanie bardziej obawia się konsekwencji na Sądzie
                                              Ostatecznym niż we własnej rodzinie :D

                                              Kara nie powinna być wyszukana i okrutna, tylko mieć
                                              jakąkolwiek wartość edukacyjną. W szkole Laurze obniżono ocenę ze
                                              sprawowania i zwolniono z funkcji skarbnika klasowego, czyli
                                              zastosowano karę z regulaminu odpowiednią do przewiny. A co w domu?
                                              Z lektury NiN wynika, że u Borejków raczej się nie przelewa, a ktoś
                                              chyba musiał zwrócić uczniom pieniądze wydane przez Laurę na Banana
                                              Joe. Ja w ramach konsekwencji popełnionego czynu proponowałabym
                                              przepadek kieszonkowego na poczet spłaty należności, a jako karę za
                                              kradzież - zakaz spożywania lodów i innych słodyczy do końca
                                              wakacji. Może się to wydawać niewspółmiernie lekką karą za
                                              naruszenie cudzej własności, ale całe lato patrzenia, jak Pyzunia
                                              wcina Banana Joe pomoże jej uświadomić sobie, że za podobne
                                              przewinienia dorosły może być ukarany pozbawieniem dużo
                                              istotniejszych praw.
                                            • the_dzidka Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 20:58
                                              > nie nie, powiedziała jej, że nad karą będzie myśleć i kara będzie
                                              > później. dla normalnego dziecka odsuwanie kary w czasie jest
                                              > najgorszą torturą...

                                              Odsuwanie kary w czasie jest po prostu niewychowawcze i
                                              nieodpowiedzialne. To już chyba lepiej zaproponować dziecku, żeby
                                              samo wymyśliło sobie karę.
                                        • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:34
                                          > W wieku dojrzewania musialo to groźnie wygladac, biedna Gaba.

                                          A czy biedna Gaba cos z tym zrobiła? Wychowywała Laurę? Próbowała
                                          zrozumieć, dlaczego ona to robi (odpowiedź "bo ma 50% genów ojca"
                                          nie jest tu właściwa)?
                                        • tygrys2112 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 20:57
                                          Tak, to wszystko prawda, Laura jest wyjątkową egocentryczką (choć
                                          jest też pogubiona) i sprawia trudności, ale: jeśli Gaba decydowała
                                          się zakładać drugą rodzinę, to niestety, ale musi mieć świadomość,
                                          że spoczywać będzie na jej głowie ta rodzina + 2 jej dzieci z
                                          poprzedniego małżeństwa i będzie jej ciężko, zwłaszcza, że ma ze
                                          sobą problem. I musi robić coś, żeby to trudne dziecko też przywołać
                                          do porządku, jakby na to nie spojrzeć.
                                          Ma prawo do słabości, ale przychodzi taki czas, że człowiek po
                                          największych lamentach i smutkach mówi sobie - muszę spróbować
                                          zacząć coś konstruktywnego ze swoim życiem i przejść do nowego
                                          życia, które stoi u drzwi. A jeśli uważasz się za głowę rodziny, to
                                          niestety, ale wydaje mi się, że tym bardziej...
                                    • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:01
                                      rozdzial43 napisała:
                                      >powiem, ze Laura bez zbawiennego pietna Borejkow

                                      Zbawiennego?! Hahahh--
                                      Tak, pietno owszem - toksyczna rodzinka razem pietnuje mala dziewczynke od
                                      malego, za to, ze wyglada jak ojciec, a jak sprawia klopoty, to tez zupelnie jak
                                      ojciec. Ciekawe, ze Pyzy ojciec jest ten sam.
                                      Poza tym pietnowaniem psychicznym rodzinka ma wszystkie dzieci gleboko w swoich
                                      lacinskich tyleczkach i w ogóle ich nie wychowuje. Z pietnem
                                      lesefersko-toksycznych Borejków Laura powinna wyrosnac na Lisiecka. Mam mniejsza
                                      i bardziej realistyczna wyobraznie od MM i mi sie takie patologiczne traktowanie
                                      dziecka w glowie nie miesci (jeszcze z adnotacja, ze mama taka dobra, a dziecko
                                      takie zle!).
                                      • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:18
                                        Wiemy juz jak wedlug Lezbobimbo NIE nalezy wychowywac dzieci. Wskaz mi prosze
                                        jak NALEZY je wychowywac. To znaczy co wobec Laury powinna czynic Gabriela, zeby
                                        stac sie dobra matka. Moze byc w paru punktach, same zasady moga byc.
                                        • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:44
                                          rozdzial43 napisała:
                                          > Wiemy juz jak wedlug Lezbobimbo NIE nalezy wychowywac dzieci. >Wskaz mi prosze
                                          jak NALEZY je wychowywac. To znaczy co wobec Laury >powinna czynic Gabriela,
                                          zeby> stac sie dobra matka. Moze byc w >paru punktach, same zasady moga byc.

                                          Znowu? Przeciez od siedmiuset postów o tym trabie.. nawet dzisiaj ile razy to
                                          pisalam? I nie tylko ja.
                                        • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:57
                                          z niektórych wypowiedzi wyłania się tu obraz matki, która tak czy
                                          siak, w każdej sytuacji powinna cierpieć w milczeniu. z definicji.
                                          ojca wybielać trzeba zawsze, bez względu na jego prawdziwy charakter
                                          i czyny, bo dziecko ma prawo go kochać. więc matka bita, gwałcona,
                                          zdradzana, upokarzana (listę można wydłużać dowolnie) ma jeszcze
                                          kombinować jak koń pod górę, byle tylko nie powstała rysa na
                                          wizerunku tatusia. jak tatuś bezkontaktowy, to miał ważne powody,
                                          bardzo cię kocha, dziecino, ale mieszka na antypodach, a to daleko.
                                          jak obiecuje, a nie dotrzymuje słowa - tatuś tak bardzo chciał, ale
                                          nie mógł. jak zapił i nie przyjechał - tatuś cię bardzo kocha, ale
                                          zachorował. jak ma nową dupencję i nie w głowie mu własne dziecko -
                                          tatuś cię bardzo kocha, ale dużo pracuje. jak tatuś w obecności
                                          dziecka pierze po ryju członków rodziny/uczestników spotkania
                                          towarzyskiego - tatuś jest dobrym człowiekiem, tylko się pogubił,
                                          nie myśl o tatusiu źle, syneczku.
                                          efekty? jak u mojej koleżanki - przypadek tatusia, który co piątek
                                          dzwonił, ze przyjedzie i nie przyjeżdżał. synek czekał, nadzieja
                                          rosła, potem malała, potem było rozczarowanie, frustracja, złość,
                                          wściekłość, płacz i histeria. i odreagowywanie tej złości na matce
                                          przez resztę weekendu - bo przecież na ojcu nie ma jak odreagować,
                                          tatuś daleko.
                                          a więc kobieta nie dość, że sama wychowuje dziecko, to jeszcze ma
                                          się we własnych oczach upokarzać wciskaniem dziecku kłamstw; zamiast
                                          wylizać własne rany i zająć sie rzeczami naprawdę ważnymi, ma się
                                          obchodzić z obrazem tatusia jak ze śmierdzącym jajem; zamiast miło
                                          spędzać czas z dzieckiem w weekend, ma z anielską cierpliwością
                                          przekonywać sfrustrowane dziecko, że tatuś je kocha; zamiast budować
                                          własne relacje z dzieckiem, skupiać się na łataniu rozpadającego się
                                          wizerunku tatuśka w oczach dziecka.
                                          a niby dlaczego??? dlaczego obraz tatusia w oczach dziecka ma być
                                          ważniejszy od zdrowia psychicznego matki?
                                          • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:06
                                            kkokos napisała:

                                            > z niektórych wypowiedzi wyłania się tu obraz matki, która tak czy
                                            > siak, w każdej sytuacji powinna cierpieć w milczeniu. z definicji.
                                            > ojca wybielać trzeba zawsze,

                                            Mam nadzieję, że mnie nie zaliczasz do tej grupy wypowiedzi? Jeśli tak, to nie
                                            udało mi się przekazać tego, co chciałam.

                                            Otóż moim zdaniem, kobieta przede wszystkim nie powinna MILCZEC. Milczenie,
                                            zacinanie się w sobie jest najgorszym wyjściem. Dziecku trzeba mówić o świecie
                                            • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:15
                                              nessie-jp napisała:
                                              > Mam nadzieję, że mnie nie zaliczasz do tej grupy wypowiedzi?

                                              nie :)

                                              dla przeciwwagi mogę też napisać, że znam matkę, która wszystkie
                                              porozowodowe żale wylewała swym przyjaciółkom z sześcioletnią córką
                                              przylepioną do nogi, a potem mogła triumfująco powiedzieć: "agatka
                                              nie chce jeździć do tatusia!". więc oczywiście nie ma co przeginać w
                                              żadną ze stron.
                                              zgadzam się, że milczenie i zacinanie się a la gabriella jest
                                              najgorszym wyjściem z możliwych, bo to właśnie kreuje potwora.
                                          • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:06
                                            kkokos napisała:
                                            > z niektórych wypowiedzi wyłania się tu obraz matki, która tak czy
                                            > siak, w każdej sytuacji powinna cierpieć w milczeniu. z definicji.
                                            > ojca wybielać trzeba zawsze, bez względu na jego prawdziwy charakter
                                            > i czyny, bo dziecko ma prawo go kochać. więc matka bita, gwałcona,
                                            > zdradzana, upokarzana (listę można wydłużać dowolnie) ma jeszcze
                                            > kombinować jak koń pod górę, byle tylko nie powstała rysa na
                                            > wizerunku tatusia.
                                            > a niby dlaczego??? dlaczego obraz tatusia w oczach dziecka ma być
                                            > ważniejszy od zdrowia psychicznego matki?

                                            Popieram Cie kokosie. Juz tutaj wczesniej pisalam, ze owszem dziecko musi czuc,
                                            ze rodzina je kocha - ale nie mozna przeciez dziecku klamac, jesli ojciec
                                            rzeczywiscie byl/jest zlym czlowiekiem, lub w ogóle dziecka nie kocha. Mozna o
                                            ojcu opowiadac dziecku, jesli sie tego dziecko samo domaga, ale nie nalezy
                                            wybielac go na sile.

                                            Co do Pyziaka zas, to sytuacja ta moglaby byc prowadzona przez Gabe i reszte
                                            Borejków calkiem normalnie a nie tak toksycznie. I niekonsekwetnie.. co z tego,
                                            ze nawet raz Ignac Borejko wyjawil wnuczce, ze Pyziak byl milym chlopcem, skoro
                                            na samo wspomnienie tego milego chlopca Gaba zakleszcza sie jak ostryga i placze
                                            swoimi dobrymi oczyma pelnymi wyrzutu, po tylu latach? To w koncu byl zly czy
                                            mily? Na miejscu Laury tez bym byla ciekawa, kim wlasciwie byl ten ojciec i
                                            dlaczego tak zle go przypominac z wygladu.
                                          • anutek115 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:23
                                            Mam nadzieję, Kkosie kochany, że w żadnej z moich wypowiedzi nie dopatrzyłas sie
                                            takiego obrazu matki, żo jesli tak, to pozwól sobie powiedzieć, że mnie
                                            znainterpretowałaś aże strach.

                                            No to doprecyzuję.

                                            Zdradzana, bita, gwałcona kobieta ma prawo i obowiązek powiedzieć dziecku prawdę
                                            w sposób dostosowany do wieku dziecka oczywiście ( w takim wypadku solidarność
                                            kobieca u mnie działa, że hej, Rozdział byłaby ze mnie dumna :-)). I, prawdę
                                            mówiąc, nawet w łagodniejszych wypadkach i przy wybielaniu dziecko jak dorośnie
                                            samo wysnuje wnioski - mam przykłady takich dzieci, już dorosłych, wśród
                                            przyjaciół, oraz jedno w postaci męża.

                                            Ja odnosiłam się do sytuacji Gaby i Janusza, czyli małżeństwa, któremu nie
                                            wyszło (defraudacje, kradzieże i więzienie zostało dopisane później i na siłę),
                                            dwojga normalnych, inteligentnych ludzi, którzy się rozstali w okolicznościach,
                                            których nie znamy, ale nie były chyba jakoś szczególnie drastyczne. Ale nawet,
                                            jeśli były, to po 20 latach to i owo mogło wyblaknąć w pamięći? I poza tym, co
                                            musiało blaknąć, były też chyba miłe elementy tej znajomości? Naprawdę tak
                                            trudno jest powiedzieć normalnemu dziecku parę słów o jego ojcu nie bluzgając
                                            jadem, nie wybielając i nie łkając cichutko? Po prostu powiedzieć? Laura zaczęła
                                            naciskać gabę jak miała jakieś 11 lat, to znaczy, że Gaba miała 11 lat na
                                            ochłonięcie! A zachowuje się jak ofiara wyjątkowo brutalnej przemocy rodzinnej,
                                            która nie miała żadnego oparcia w rodzinie i przyjaciołach, i która staje
                                            bezradna wobec pytań dziecka, bo chciałaby cos dobrego powiedzieć o TYM
                                            POTWORZE, ale nie ma takiech rzeczy, co sie do powiedzenia nadają.
                                            • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:53
                                              anutku, ginestra przeniosła dyskusję na poziom ogólny, to się do
                                              poziomu ogólnego odniosłam.

                                              a na poziomie janusza i gaby - to gaba wydaje mi się osobą równie
                                              niedojrzałą jak pyziak. on w sytuacji trudnej, kiedy musiał zmienić
                                              sobie postrzeganie świata/priorytety/tryb życia/cokolwiek, po prostu
                                              zwiał. gaba, kiedy musiała sobie po - umówmy się, nie jakiejś
                                              rekordowej - traumie ułożyć na nowo życie/priorytety/postrzeganie
                                              siebie i świata/wziąć się w garść i żyć dalej, nie bierze się w
                                              garść, tylko drży jak osika, gdy ktokolwiek w jej obecności po wielu
                                              latach wspomni imię pyziaka. to też jest moim zdaniem niedojrzałość,
                                              i to nie wiem, czy nie gorsza od pyziakowej, bo bardziej brzemienna
                                              w skutkach: w końcu wpływ na dzieci ma większy ten rodzic, który z
                                              dzieckiem zostaje, a nie ten, który odchodzi (choćby w uczuciach
                                              dziecka był idealizowany i hołubiony, co się zdarza). czy gaba
                                              nauczyła swoje dzieci wstawać z kolan po życiowych ciosach? według
                                              autorki była dzielna i tak, według faktów przedstawionych -
                                              absolutnie ich tego nie nauczyła. wręcz przeciwnie, unikając rozmów,
                                              powielała zachowanie janusza - on uciekł fizycznie, ona uciekała
                                              psychicznie.
                                              • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:59
                                                Otoz to, trauma nie byla rekordowa. Owszem, porzucenie przez meza z dziecmi moze
                                                bolec, trudno zeby nie. Ale ludzie przezyzwaja gorsze dramaty, a jakos z nimi
                                                zyja, i lepiej sobie radza niz Gaba. Zwlaszcza ze, jak tu juz zostalo wczensuiej
                                                powiedziane, przez kilkanascie ostatnich lat Gaba jest szczesliwa zona, pora juz
                                                byloby zaczac zyc wspolczesnoscia.
                                              • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 19:31
                                                Jeszcze dodam do tego wszystkiego trzeciego rodzica
                                                • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 19:49
                                                  > Jeszcze dodam do tego wszystkiego trzeciego rodzica
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 19:53
                                                    Echh, z komentarza odautorskiego wiemy, że dla Grzegorza wejście w nową rodzinę sprowadziło się do przeniesienia walizki i komputera. Prawdopodobnie miała być to przenośnia, ale niestety okazało się, że tak jest dosłownie.
                                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 19:56
                                                    Zapominasz, ze Gabrysia jako samotna matka-meczennica ( nawet w szczesliwym
                                                    malzenstwie) nie moze byc wydolna wychowawczo, jak sie ostatnio tu dowiadujemy.
                                                    Ponosi te milczace ofiary, oczy wyplakuje, a dziecko jak bylo zle, takie pozostaje.
                                                    :-P
                                                    Dobrze tu ktos wczesniej napisal, ze w Jezycjadzie dzieci rodza sie jako gotowe
                                                    istoty i nie wymagaja wychowania. Wszyscy Borejowie zdaja sie holdowac tej zasadzie.
                                            • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 19:53
                                              Oczywiście Anutku, jestem z Ciebie dumna, ale nie z powodu Twej chwalebnej
                                              solidarności:)))) Zachwyca mnie Twoja konkluzja, że dziecko jak dorośnie, samo
                                              wysnuje wnioski. Nie uważam, by Gaba była wzorem cnót rodzicielskich (któż
                                              zresztą nim jest), ale trzeba mieć na uwadze fakt, że Laura - nawet 11-letnia -
                                              jest wyjątkowo inteligentna i podejrzliwa. Co właściwie dobrego mogłaby
                                              powiedzieć Gaba o Pyziaku, by nie sprowokować serii dociekliwych pytań, na które
                                              odpowiedzi doprowadzą dziecko do strasznej prawdy. Że dla swojego ojca jest po
                                              prostu niczym?
                                              • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 19:59
                                                Cytat
                                                Co właściwie dobrego mogłaby
                                                powiedzieć Gaba o Pyziaku, by nie sprowokować serii dociekliwych pytań, na które odpowiedzi doprowadzą dziecko do strasznej prawdy. Że dla swojego ojca jest po prostu niczym?


                                                Wiesz co, Rozdzialiku?
                                                Jestem identycznym dzieckiem jak Laura - z charakteru, i z okoliczności dodatkowych. Ojciec mój mnie na oczy nie widział i nie chciał mnie na oczy widzieć, co więcej, poddawał w wątpliwość to, że jestem jego córką. Po raz pierwszy widziałam ojca w wieku 17 lat, i to przypadkiem.

                                                Szczerze? Otrzymałam tyle miłości od mamy i jej rodziny, że fakt oczywisty, iż ojciec miał mnie w rzyci i byłam dla niego nikim, spłynął po mnie jak po kaczce i w ogóle na żadnym etapie życia nie dotknął mnie jakoś szczególnie, bo - jak powtórzę - zostałam wychowana w poczuciu miłości i własnej wartości. To niby straszna prawda? Że byłam nikim dla tego pana? Nie warto łez nad tym wylewać. Najważniejsze, że dla mamy byłam całym światem.
                                                • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:16
                                                  Rozumiem i wierzę. Myślę jednak, że jesteś w tym absolutnie wyjątkowa. Jestem
                                                  przekonana, że naturalnym jest w takiej sytuacji żal, poczucie straty, ktoś w
                                                  końcu zaludnia te kozetki u psychoanalityków, i to z o wiele błahszych powodów.
                                                  Moim zdaniem Gaba nie miała dobrego wyjścia. Gdyby powiedziała Laurze prawdę bez
                                                  ogródek, byłyby kłopoty. nie zapominajmy, że Laura zaczęła wchodzić w trudny
                                                  wiek dojrzewania, jak tu ktoś ładnie ujął - czas, w którym szuka się swojej
                                                  tożsamości. Jak ma się naście lat, cierpi się mocniej, sama to pamiętam. Mogła
                                                  oczywiście próbować wepchnąć inteligentnej i sprytnej Laurze jakieś tam
                                                  dyrdymały, ale istota problemu wcale by się od tego nie zmieniła. A istotą
                                                  problemu był ojciec, który porzucił swoje dzieci, a nie bardziej, czy mniej
                                                  udolna wychowawczo Gaba.
                                                  • taria Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:20
                                                    > Moim zdaniem Gaba nie miała dobrego wyjścia. Gdyby powiedziała
                                                    >Laurze prawdę bez
                                                    > ogródek, byłyby kłopoty. nie zapominajmy, że Laura zaczęła
                                                    > wchodzić w trudny wiek dojrzewania, jak tu ktoś ładnie ujął.
                                                  • taria Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:25
                                                    Przepraszam, wysłał się pusty post...
                                                    A moim zdaniem Gaba powinna porozmawiać z dziećmi o ojcu dużo
                                                    wcześniej. Najpóźniej w momencie, w którym zaczęła planowć swoją
                                                    przyszłość z Grzegorzem. Niekoniecznie bez ogródek i wylewając całą
                                                    żółć. W każdym razie córkom należało się wyjaśnienie, że ich ojciec
                                                    już nie wróci, że jego miejsce przy boku mamy zajmie ktoś inny i
                                                    dlaczego tak się stało...
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:24
                                                    > A istotą
                                                    > problemu był ojciec, który porzucił swoje dzieci, a nie bardziej,
                                                    czy mniej
                                                    > udolna wychowawczo Gaba.

                                                    nie zgadzam sie z tym stwierdzeniem.
                                                    problem to jest coś, co trzeba rozwiązać. czyli w tym wypadku - nie
                                                    zmusisz pyziaka do powrotu, nic nie zmienisz w tej kwestii, nie masz
                                                    na to żadnego wpływu. ale na parę innych rzeczy wpływ masz - a gaba
                                                    zachowuje się, jakby nie miała. laura pyta - no cóż biedna gabriela
                                                    może z tym zrobić? laura chce znać swoje korzenie i szuka swej
                                                    tożsamości - no co biedna gabriela może na to poradzić? laura ma
                                                    kłopoty z przetrawieniem stosunku ojca do niej - a biedna gaba, no
                                                    cóż ona w tej sytuacji może??
                                                    nie, problemem nie jest ucieczka pyziaka, bo nie ma co płakać nad
                                                    rozlanym mlekiem. problemem jest bezradność, bezwolność, ucieczka
                                                    w "taka jestem skrzywdzona" gabrieli.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:03
                                                    Nie twierdzę wcale, że nie można było NIC zrobić. Twierdzę natomiast, że
                                                    cokolwiek by się nie zrobiło, to będzie źle. Wcale nie jestem przekonana, że
                                                    aktywna i sugestywna w temacie "tatuś" Gaba nie narobiłaby większych szkód u
                                                    Laury niż Gaba milcząca, bezwolna i zapłakana. Czy tego chcemy czy nie, ocenę
                                                    sytuacji i tak wyrobi sobie samo dziecko. Im starsze, tym dojrzalsze. In
                                                    dojrzalsze, tym więcej widzi okoliczności i powiązań. Im więcej dostrzega, tym
                                                    więcej rozumie. Im więcej rozumie, tym łatwiej może sobie pomóc.
                                                  • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:11
                                                    Nie wiem czy male dziecko moze sobie pomóc, kiedy ma przeciwko sobie cala
                                                    rodzine i zaplakana z powodu jakiejs tajemnicy matke..

                                                    Koronowanie chorej sytuacji nastepuje, gdy Laura przypelza w Sprezynie do loza
                                                    matki, po tych wszystkich hopkach i wieloletnich szykanach, wyrzekajac slowa "to
                                                    ty jestes taka dobra, a ja taka zla" - taaa, wreszcie ta Laura dojrzala i
                                                    zrozumiala to, o co chodzilo autorce. I zaswiecilo slonce i zakwitly kwiaty na
                                                    lace.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:23
                                                    Na pewno nie może sobie pomóc małe dziecko. Dlatego lepszym byłoby odwleczenie
                                                    momentu strasznej prawdy do czasu, gdy będzie duża.
                                                  • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:28
                                                    Starsza, czyli w jakim wieku? Po osiemnastce bierzemy dziecko na
                                                    stronę i mówimy "Słuchaj, wiem, że Ci całe życie powtarzałam, że
                                                    Twój tatuś to dobry człowiek, no ale Cię okłamywałam"?
                                                    Zawsze mi się wydawało, że dziecku zawsze należy mówić prawdę,
                                                    dostosowaną do jego poziomu percepcji. Choćby dla własnej wygody -
                                                    żeby kiedyś nie musieć mu tłumaczyć, że kłamaliśmy, rzekomo dla jego
                                                    dobra.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:30
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > Na pewno nie może sobie pomóc małe dziecko.

                                                    I od tego ma rodzica. Aby rodzic mu pomógł i aby nie musiało przetrawiać tego w samotności.

                                                    > Dlatego lepszym byłoby odwleczenie
                                                    > momentu strasznej prawdy do czasu, gdy będzie duża.

                                                    Za pozwoleniem - tak emocjonalne określenie jak "straszna prawda" jest subiektywne. Odpowiednio przepracowana prawda nie jest subiektywnie "straszna" (obiektywnie i owszem), więc nie nadużywaj tego określenia, bo - przepraszam - ale brzmi dramatyzująco i przez to po prostu śmiesznie.
                                                  • ananke666 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 23:10
                                                    > Na pewno nie może sobie pomóc małe dziecko. Dlatego lepszym byłoby odwleczenie
                                                    > momentu strasznej prawdy do czasu, gdy będzie duża.

                                                    A Bobcia pamiętasz? "Się rozwiódł" i cześć pieśni. Florek jakoś mi nie wyglądał
                                                    na ofiarę strasznej prawdy, że ojciec odszedł od matki, a jego w rzyci miał.
                                                    Prawda wiadoma od najmłodszych lat, prawda oswojona, stan naturalny.
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 23:29
                                                    > A Bobcia pamiętasz? "Się rozwiódł" i cześć pieśni. Florek jakoś mi
                                                    nie wygląda
                                                    > ł
                                                    > na ofiarę strasznej prawdy, że ojciec odszedł od matki, a jego w
                                                    rzyci miał.

                                                    a to przecież też złe dziecko było, i to jakie - firanki podpaliło,
                                                    hitler był jego idolem, na własnych rodziców donosił (co ja widzę?
                                                    serwis nowakowskich!), zwierzęta dręczył (myszy, znaczy się)
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:13
                                                    Cytat
                                                    Czy tego chcemy czy nie, ocenę sytuacji i tak wyrobi sobie samo dziecko. Im starsze, tym dojrzalsze.


                                                    No tak, Laurka sobie wyrobiła ocenę sytuacji - całokształtu działalności - otrzymujemy tę ocenę kiedy Laura w wieku lat 20-kilku płacze matce na łonie i dochodzi do wniosku, że jej matka była święta, a ona taka zła, zła, zła, strasznie zła - za wszystkie krzywdy wyrządzone matce (choćby wspominanie o ojcu). I jestem przekonana, że Laura o ojca już nie zapyta, bo pytanie o ojca jest złe, złe i krzywdzi świętą matkę.

                                                    Brawo. Jakby moje dziecko po 20 latach przyszło do mnie i stwierdziło, że jest takie złe a ja jestem megadobra, to uznałabym to za największą porażkę wychowawczą.

                                                    Bo obiektywnie, to Laura nie jest zła. Tylko w końcu upiornej rodzince udało jej się to wpoić.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:37
                                                    Wybacz dramatyzm, Mamo Kotuli, ale nie jesteś w stanie przewidzieć przed jakim
                                                    zarzutem postawi Cię 20=letnie dziecko. A bez tego się nie obejdzie.
                                                    Prawda o ojcu Laury jest dla mnie straszna i wcale mnie to nie śmieszy i już.
                                                    Jak można porzucić dziecko. Straszne.Straszne.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:43
                                                    Dramatyzujesz.
                                                    Mnie ojciec "porzucił" i nie jest to dla mnie "straszną prawdą" subiektywną, choć obiektywnie straszne jest.
                                                    Moja najbliższa przyjaciółka też jest "porzuconym dzieckiem" i też nie uważa tego za "straszną prawdę" - choć obiektywnie fakt porzucenia JEST straszny.
                                                    Ja poza tym nie wpadłabym na to, aby fakt, że OJCIEC mnie nie chciał znać, zarzucać MATCE, na litość boską.

                                                    Na kozetkach u psychoanalityków lądują te osoby, ktore nie mają przepracowanej tej "strasznej prawdy" i które się traktuje jak śmierdzące jajka jako ofiary "strasznej prawdy". Już napisałam w innym wątku - czasem lepszym wsparciem jest potrząśnięcie, niż głaskanie.

                                                    Śmieszny nie jest fakt porzucenia. Śmieszna jest twoja - wybacz - tabloidowa retoryka.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:50
                                                    I jeszcze jedno. Strasznej prawdy nie można unikać, tylko trzeba się nauczyć z
                                                    nią żyć. Bo ona jest i będzie straszna, i nie przestanie być straszna tylko
                                                    dlatego, że się ją przemilczy do wieku 25 lat.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:54
                                                    W pełni się z Tobą zgadzam. Ale nie dziwię się Gabie, że chciała jak najdłużej
                                                    chronić dziecko.
                                                  • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:58
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    W pełni się z Tobą zgadzam. Ale nie dziwię się Gabie, że chciała jak najdłużej chronić dziecko.



                                                    Na osiem nóg konia Odyna! Przed czym chronić? Przed wiedzą, która jej się należy jak psu zupa?!
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:12
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > W pełni się z Tobą zgadzam. Ale nie dziwię się Gabie, że chciała jak najdłużej chronić dziecko.

                                                    No i zbiera plony swojego "chronienia".
                                                    A raczej powinna zebrać. Bo niestety, jak się dowiadujemy ze Sprężyny, nie zebrała, zaś Laurka wysmarowała na jej cześć pean. Wierzysz w taki finał? Za Chiny Ludowe.

                                                    W realnym świecie Laurka miałaby cholerny żal do Gabrieli, i faktycznie wylądowałaby na kozetce u psychoanalityka. W świecie pani Musierowicz, gdzie wszyscy [Borejkowie - dopisek mój] są kucykami, jedzą tęczę i kupkają motylkami, że tak posłuzę się smakowitym cytatem z "Horton słyszy Ktosia" - zakończenie sprawy Laura kontra Gaba jest diablo nierealne. Zwłaszcza zważywszy na to, jaką Laura jest osobą.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:53
                                                    A widzisz, Laura zarzuca.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:23
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > A widzisz, Laura zarzuca.

                                                    No, i to właśnie daje do myślenia.

                                                    Jeśli faktycznie Pyziaczek byłby kanalią jakich mało i Gaba była bez winy w tym
                                                    "porzuceniu", byłaby jedynie ofiarą - a tak sugeruje pani Musierowicz - to fakt,
                                                    iż dziecko zarzuca matce że to ona jest winna porzucenia, świadczy, iż coś jest
                                                    nie halo. Bo jakby przepracowano z Laurą kwestię Pyziaczka - przepracowano
                                                    zgodnie z zamysłem autorki - to Laura miałaby obraz Pyziaczka taki jak wynika z
                                                    kart powieści (fuja, fubrowina, fmierdziel, fczeniak) i nie wpadłaby na to, aby
                                                    obwiniać świętą matkę, która jest li i jedynie ofiarą.

                                                    Sylogizm pani Musierowicz wygląda tak:
                                                    1. Sprawa Pyziaczka nie zostaje przepracowana.
                                                    2. Gaba z założenia jest święta.
                                                    3. Laura zarzuca matce winę
                                                    ____________
                                                    Ergo, Laura jest ZŁA.

                                                    A powinien wyglądać tak:
                                                    1. sprawa Pyziaczka nie jest przepracowana
                                                    2. Gaba z założenia jest święta
                                                    3. Laura zarzuca matce winę.
                                                    ____________________________
                                                    Ergo, Gaba zastanawia się, gdzie popełniła błąd, skoro córka zarzuca jej winę i
                                                    dochodzi do wniosku, że ma to związek z unikaniem tematu ojca.
                                                  • mama_kotula Jedna prośba do Rozdział 26.01.09, 22:25
                                                    Bardzo proszę, abyś używała opcji "odpowiedz cytując" albo w jakikolwiek sposób wyodrębniała cytaty - bo struktura drzewka w tym momencie już nie pokazuje, na który post odpowiadasz.
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:14
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > Nie twierdzę wcale, że nie można było NIC zrobić. Twierdzę
                                                    natomiast, że
                                                    > cokolwiek by się nie zrobiło, to będzie źle. Wcale nie jestem
                                                    przekonana, że
                                                    > aktywna i sugestywna w temacie "tatuś" Gaba nie narobiłaby
                                                    większych szkód u
                                                    > Laury niż Gaba milcząca, bezwolna i zapłakana.


                                                    w tym wątku, w którym jesteśmy, jest twój post - ironiczny przykład
                                                    rozmowy gaby z laurą o gnojku pyziaku - i bardzo mądra odpowiedź
                                                    anutka pokazująca, jak mogłaby taka rozmowa wyglądać bez użycia
                                                    słowa gnojek.
                                                    jeśli przez "aktywna i sugestywna" rozumiesz osobę zachowującą się
                                                    jak gaba w twoim poście, to rzeczywiście, być może narobiłaby szkód.
                                                    jeśli zechcesz porzucić skrajności i te dwa słowa odnieść do postu
                                                    anutka, to zobaczysz, że nie, nie narobiłaby większych szkód niż
                                                    chlipiąc w kącie.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:27
                                                    Cytat
                                                    w tym wątku, w którym jesteśmy, jest twój post - ironiczny przykład
                                                    rozmowy gaby z laurą o gnojku pyziaku - i bardzo mądra odpowiedź
                                                    anutka pokazująca, jak mogłaby taka rozmowa wyglądać bez użycia
                                                    słowa gnojek.


                                                    Ja jeszcze dodam, że w sumie to nie ma jednego wzorca nt. rozmawiania z
                                                    dzieckiem o nieobecnym ojcu. W jednym przypadku jest rzeczywista ludzka tragedia
                                                    (przemoc, alkohol), w innym przypadku jest niedojrzałość, jeszcze w innym
                                                    przypadku tatuś po prostu "się rozwiódł", jakby to powiedział Bobcio. I za
                                                    każdym razem rozmowa będzie wyglądać inaczej.
                                                    Jeśli matka intuicyjnie nie czuje, co powinna dziecku powiedzieć na temat ojca,
                                                    powinna poradzić się psychologa, specjalisty, kogokolwiek, kto jej może
                                                    podpowiedzieć, w jaki sposób rozmawiać z dzieckiem.
                                                    Ale nie ulega wątpliwości, że taka rozmowa POWINNA się odbyć, bardzo rzadko
                                                    zdarza się, że jest niepotrzebna.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:49
                                                    No to pociągnijmy dalej proponowany przez Anutka bieg rozmowy i wydarzeń.
                                                    Poszukamy ojca, jeśli chcesz, skontaktujemy się z nim, mówi matka do 12-letniej
                                                    córki. Laura oczywiście zapala się do pomysłu. Od czego zaczną? może od kontaktu
                                                    z Almą? a może od konwencji nowojorskiej w sprawie ścigania dłużników
                                                    alimentacyjnych? EEEE tam, zejdź na ziemię Kkokos.
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:59
                                                    jeśli dla ciebie ziemią jest gaba, to serdecznie współczuję. to po
                                                    pierwsze. jeśli tylko to zauważyłaś w poście anutka, współczuję tym
                                                    bardziej. a jeśli po przeczytaniu mojego posta w połączeniu z postem
                                                    mamy_kotula o tym, że wzorców rozmowy może być wiele, stać cię tylko
                                                    na ironizowanie o konwencji nowojorskiej, współczuję po trzykroć.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:06
                                                    Zaraz....czy to nie Ty soidaryzowałaś się z weteranką w sąsiednim wątku?
                                                  • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:21
                                                    rozdzial43 napisała: Zaraz....czy to nie Ty soidaryzowałaś się z weteranką w sąsiednim wątku?

                                                    Maleńka prośba organizacyjna. Przy tak rozbujanym wątku sugerowałabym cytować, bo forum układa posty w strukturę drzewka tylko do pewnego momentu, potem idzie jeden post pod drugim. I ciężko się wtedy połapać, kto komu odpowiada i na co.
                                                    Ja na przykład teraz nie wiem, czy Rozdział pisze do Kotuli, Kkosa czy do mnie.
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:27
                                                    > Ja na przykład teraz nie wiem, czy Rozdział pisze do Kotuli, Kkosa
                                                    czy do mnie.

                                                    do mnie, do mnie - jakaś złośliwość, która mi umknęła.
                                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:29
                                                    Podziwiam was, dziewczyny, ze jeszcze macie cierpliwosc probowac z ta pania
                                                    duskutowac. Mam wrazenie, ze kolejnyn troll nas nawiedzil.
                                                  • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:34
                                                    dakota77 napisała:

                                                    Podziwiam was, dziewczyny, ze jeszcze macie cierpliwosc probowac z ta pania duskutowac. Mam wrazenie, ze kolejnyn troll nas nawiedzil.

                                                    A co Ty, nawet ciśnienia specjalnie dziewczyna nie podnosi :) A do trolla jej jeszcze baaaaardzo daleko. Nie pochlebiajmy sobie, jeden troll w zupełności wystarcza.
                                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:35
                                                    Mnie podnosi:-). A do trolla trolli faktycznie jej daleko, ale daj jej troche
                                                    czasu;-P
                                                  • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 23:14
                                                    dakota77 napisała:
                                                    > Mnie podnosi:-). A do trolla trolli faktycznie jej daleko, ale daj jej troche czasu;-P

                                                    Dam. W najgorszym razie sięgnę po nożyczki, ale moim zdaniem nie ma zagrożenia.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 13:13
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Mnie podnosi:-). A do trolla trolli faktycznie jej daleko, ale daj jej troche
                                                    > czasu;-P
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 13:19
                                                    dakota77 napisała:

                                                    > Mnie podnosi:-). A do trolla trolli faktycznie jej daleko, ale daj jej troche
                                                    > czasu;-P
                                                    Znow mnie zaczepiasz droga Dakoto atakiem ad personam. Masz coś z tego, że
                                                    tlumisz mi wolność słowa, czy tylko w czynie społecznym? Odpusć sobie, nie
                                                    zahukasz mnie. A rozmówczynie, do ktorych kierujesz prośby o wsparcie powinny
                                                    sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wchodzą na forum dyskusyjne pościerać sobie
                                                    poglądy, czy obracać się w klubie wzajemnej adoracji. Jeśli to drugie, nie ma
                                                    przecież potrzeby, by czytały moje posty.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:39
                                                    Cytatdakota77 napisała:

                                                    > Podziwiam was, dziewczyny, ze jeszcze macie cierpliwosc probowac z ta pania
                                                    > duskutowac. Mam wrazenie, ze kolejnyn troll nas nawiedzil.


                                                    To nie trollizm. To tzw. oczoklapkizm.

                                                    Czyli: jeśli ja twierdzę, że coś jest straszne, to to jest straszne. I nawet jak ktoś zasugeruje, że to nie musi być subiektywnie tak straszne, to bredzi, bo to przecież JEST straszne i basta. Bo tak głosi fama i tak JA uważam, ja królowa a wy motłoch krzywdzący dzieci informacjami o tym, że ojciec je zostawił.. ups, porzucił, porzucił, aby dramatyczniej brzmiało, i potem dzieci wam zarzucą to czy siamto.
                                                    Nie lubię, jak ktoś upiera się, że coś jest białe, nawet jeśli 20 osób powie, że jednak czarne.
                                                  • anutek115 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 11:36
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > Zaraz....czy to nie Ty soidaryzowałaś się z weteranką w sąsiednim wątku?

                                                    Za pozwoleniem, czy jeżeli Kkokos solidaryzowała się z weteranką (nie ona jedna,
                                                    jak mniemam) to odbiera jej argumentom wartość? Bo nie rozumiem, co to ma do
                                                    rzeczy? Czy jeśli ktoś obstaje przy swoim zdaniu i umie to zdanie poprzeć
                                                    argumentami (nawet, jeśli te argumenty do ciebie nie trafiają Rozdziale) to są
                                                    one nic nie warte, bo ten ktoś solidaryzował się z osobą, która ci nie odpowiada?

                                                    Nie bardzo mi to pasuje do utrzymywania wysokiego poziomu dyskusji, o który
                                                    zdaje się (chyba, że sie pogubiłam) apelowałaś.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 22:09
                                                    nie sztuka ukuć jakieś wzorce. sztuka je skutecznie zastosować i brać
                                                    odpowiedzialność za swe dzieło w praktyce. Wzorzec Anutka nie sprawdzi się w
                                                    praktyce w tym konkretnym wypadku, moim zdaniem.
                                                  • mamapodziomka Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 16:03
                                                    rozdzial43 napisała:
                                                    No to pociągnijmy dalej proponowany przez Anutka bieg rozmowy i
                                                    wydarzeń.Poszukamy ojca, jeśli chcesz, skontaktujemy się z nim, mówi matka do
                                                    12-letniejcórki. Laura oczywiście zapala się do pomysłu. Od czego zaczną? może
                                                    od kontaktu z Almą? a może od konwencji nowojorskiej w sprawie ścigania
                                                    dłużników alimentacyjnych? EEEE tam, zejdź na ziemię Kkokos.


                                                    Wiesz to jest do przeprowadzenia nawet z 4-letnim dzieckiem i wyszlo calkiem
                                                    dobrze. Powiedzialam dziecku w skrocie co sie stalo, bez oskarzania
                                                    biologicznego o cokolwiek. Na pytanie dlaczego odpowiadam zgodnie z prawda: nie
                                                    wiem. Nie wiem dlaczego tak zrobil jak zrobil, nie wiem dlaczego sie nie
                                                    kontaktuje, nie wiem dlaczego nie placi (to akurat ominelam, bo na sprawe kasy
                                                    mamy jeszcze czas). Nie wiem i juz. I moje dziecko wie, ze ja nie wiem, ale wie,
                                                    ze ktos taki byl, widzialo zdjecia, choc mam ich bardzo niewiele, wie, ze nosimy
                                                    po nim nazwisko.

                                                    Zgodnie z zaleceniami psychowujka zachowalam dla niej album slubny, pierscionek
                                                    i obraczke, tak naprawde nalezy to do niej, a nie do mnie. Dostanie jak bedzie
                                                    starsza.

                                                    Co jakis czas musze mlodej przypominac te historie, ale generalnie wie juz duzo
                                                    i na pewno nie zamilkne nagle na wieki dostajac spamzmow straszliwych, bo kiedys
                                                    zle trafilam i stala mi sie krzywda. Krzywda juz sie stala, tego sie nie zmieni,
                                                    a dziecko jest swietne, wiec nie ma o co histerii urzadzac.

                                                    Generalnie znosi wszystko wlasciwie bardzo dobrze. Wie, ale nie pamieta o tym na
                                                    codzien, o nazwisko upomina sie co jakis czas, bo chcialaby, zebysmy sie obydwie
                                                    nazywaly jak tata (nowy partner), ale "stare" jej specjalnie nie przeszkadza
                                                    (fakt, ze ja zachowalam po rozwodzie, ze wzgledu na nia i dla niej to jest moje
                                                    nazwisko). Z dziadkami ma kontakt super-hiper-sporadyczny, ale jakis tam ma.
                                                    Mysle, ze bedzie dobrze na przyszlosc, ale wlasnie tylko dlatego tak mysle, ze
                                                    nie ma dramatu.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:50
                                                    Aha, i czepiasz się słówek Kkokos.
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:56
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > Aha, i czepiasz się słówek Kkokos.

                                                    ???
                                                  • tygrys2112 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 21:36
                                                    Nie wiem. Mam wrażenie, że Laura nie dojrzewa. Bo ona tylko uznała,
                                                    że matka jest ofiarą ojciec potworem i zamieniła role. Przedtem
                                                    idealizowała ojca a obwiniała matkę.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:25
                                                    Cytat
                                                    Moim zdaniem Gaba nie miała dobrego wyjścia. Gdyby powiedziała Laurze prawdę bez
                                                    ogródek, byłyby kłopoty. nie zapominajmy, że Laura zaczęła wchodzić w trudny
                                                    wiek dojrzewania, jak tu ktoś ładnie ujął - czas, w którym szuka się swojej
                                                    tożsamości. Jak ma się naście lat, cierpi się mocniej, sama to pamiętam


                                                    Bo Gaba powinna to zrobić 10 lat wcześniej, sama z siebie, a nie "jak dziecko zaczyna szukać swojej tożsamości".
                                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:36
                                                    Zdaje sie, ze to ja pisalam o szukaniu tozsamosci przez dziecko, ale majac na
                                                    myski to, ze kazde dziecko chce wiedziec, kim jest i skad pochodzi, wiec trzeba
                                                    mu przyznac to prawo i opowiedziec o ojcu, a nie milczec z egostycznych pobudek.
                                                    Na pewno nie mialam na mysli czekania do jakiegos pozniejszego wieku:-)
                                              • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:00
                                                > Co właściwie dobrego mogłaby powiedzieć Gaba o Pyziaku, by nie
                                                sprowokować serii dociekliwych pytań, na które
                                                > odpowiedzi doprowadzą dziecko do strasznej prawdy. Że dla swojego
                                                ojca jest po prostu niczym?

                                                Ale przecież do tego nie trzeba żadnych pytań i żadnych odpowiedzi,
                                                Laura przecież WIE, że jest dla ojca niczym, skoro nigdy nawet nie
                                                był jej ciekaw.
                                                • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:05
                                                  Ona to tylko przeczuwa.
                                                  • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:23
                                                    Nie, wie. Ojciec, który nigdy nie zainteresował się dzieckiem, ma to
                                                    dziecko za nic. Trudno tego nie wiedzieć.
                                              • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:07
                                                Co właściwie dobrego mogłaby
                                                > powiedzieć Gaba o Pyziaku, by nie sprowokować serii dociekliwych
                                                pytań, na któr
                                                > e
                                                > odpowiedzi doprowadzą dziecko do strasznej prawdy. Że dla swojego
                                                ojca jest po
                                                > prostu niczym?

                                                nie rozumiem, dlaczego zachowanie tej strasznej prawdy w tajemnicy
                                                do 45. urodzin laury ma być celem nadrzędnym?
                                                dlaczego cyrki odprawiane przez gabrielę mają być dla laury lepsze
                                                niż nieuchronna świadomość, że tak, taka jest prawda, jest dla
                                                swojego ojca niczym?

                                                i jeszcze jedno:
                                                czy laura żyje na pustyni? nie chodziła do przedszkola, szkoły itd?
                                                NIGDY I NIGDZIE nie spotkała żadnego innego dziecka, które wychowuje
                                                się bez ojca? nie słyszała o tym, ze ludzie się rozwodzą? nie było w
                                                szkole żadnej kasi, która widywała ojca raz na ruski rok, zosi,
                                                która mieszkała na zmianę to u matki, to u ojca, hani, która
                                                opowiadała koleżankom bzdury, że tatuś poluje na tygrysy, bo chciała
                                                ukryć to, że tatuś bezkontaktowy, maćka wychowywanego przez
                                                dziadków, bo oboje rodzice w więzieniu, nie było kazia i fruzi,
                                                którzy mieli i ojczyma, i macochę?
                                                moje dziecko od zawsze - i wsród moich znajomych, i w przedszkolu, i
                                                w szkole - miało pełen przekrój rodzin: od pełnych przez niepełne aż
                                                po rekonstruowane. rodziny są różne, matki są różne (co widać
                                                doskonale choćby wtedy, gdy się dziecko dowiaduje, że maćkowi mama
                                                na coś pozwala, a jemu nie), ojcowie są różni - a czasem ich nie ma.
                                                nie znaczy to, że nie boli. ale nie urasta do rozmiarów tragedii
                                                szekspirowskiej (w kiczowatej obsadzie i jeszcze gorszej reżyserii)
                                              • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:38
                                                Laura - nawet 11-letnia -
                                                > jest wyjątkowo inteligentna i podejrzliwa. Co właściwie dobrego >mogłaby>
                                                powiedzieć Gaba o Pyziaku, by nie sprowokować serii >dociekliwych pytań, na
                                                które> odpowiedzi doprowadzą dziecko do >strasznej prawdy. Że dla swojego ojca
                                                jest po prostu niczym?

                                                Inteligentne dziecko ma zyc w klamstwie, ze jej ojciec byl cudowny, ale gdzies
                                                zniknal nie wiadomo gdzie? Bo tak?
                                                • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:08
                                                  Pewnie zaraz na mnie hukniesz, kiedy powiem, że czasem lepiej jest nie wiedzieć.
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 12:47
                                                    A ja naprawde nie widze problemu w przekazywaniu informacji, ze
                                                    ojciec byl fajnym chlopakiem - mozna pokazac Laurze jego wpisy ze
                                                    spotkan ESD, ze chcial dobrze, ze probowali cos razem zbudowac, ale
                                                    niestety z jakiegos powodu zabraklo mu umiejetnosci i nie potrafil
                                                    odnalezc sie w rodzinie, wiec wyjechal. Tak czasami bywa, ludzie nie
                                                    sa gotowi na pewne rzeczy, zachowuja sie egoistycznie i nawet nie
                                                    wiedza, ze moga tym skrzywdzic innych.

                                                    A na pytanie, dlaczego sie nie odzywa, rownie dobrze mozna
                                                    powiedziec prawde: NIE WIEM, coreczko. Sama jestem zaskoczona, bo
                                                    jakkolwiek nie ukladalo sie miedzy nami, Janusz nie byl zlym
                                                    czlowiekiem - sama jednak wiesz, ze kazdy z nas ma dobra i zla
                                                    strone. Ty poddalas sie tej zlej, gdy ukradlas pieniadze; moze Twoj
                                                    ojciec poddal sie swojej i nie moze odnalezc drogi do tego, kim
                                                    kiedys byl.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 13:26
                                                    croyance napisała:

                                                    > A ja naprawde nie widze problemu w przekazywaniu informacji, ze
                                                    > ojciec byl fajnym chlopakiem - mozna pokazac Laurze jego wpisy ze
                                                    > spotkan ESD, ze chcial dobrze, ze probowali cos razem zbudowac, ale
                                                    > niestety z jakiegos powodu zabraklo mu umiejetnosci i nie potrafil
                                                    > odnalezc sie w rodzinie, wiec wyjechal. Tak czasami bywa, ludzie nie
                                                    > sa gotowi na pewne rzeczy, zachowuja sie egoistycznie i nawet nie
                                                    > wiedza, ze moga tym skrzywdzic innych.
                                                    >
                                                    > A na pytanie, dlaczego sie nie odzywa, rownie dobrze mozna
                                                    > powiedziec prawde: NIE WIEM, coreczko. Sama jestem zaskoczona, bo
                                                    > jakkolwiek nie ukladalo sie miedzy nami, Janusz nie byl zlym
                                                    > czlowiekiem - sama jednak wiesz, ze kazdy z nas ma dobra i zla
                                                    > strone. Ty poddalas sie tej zlej, gdy ukradlas pieniadze; moze Twoj
                                                    > ojciec poddal sie swojej i nie moze odnalezc drogi do tego, kim
                                                    > kiedys byl.
                                                    Moim zdaniem taki przekaz dostala już Laura - fakt, że nie od matki - kiedy
                                                    wyruszała do Torunia szukać ojca. Dziadek powiedział jej, że ojciec był miłym
                                                    chłopcem, że był stan wojenny i zasugerował, że rożne okoliczności mogły zaważyć
                                                    na tym, że nie wrócił. Laura ufała dziadkowi, a mimo to i tak wyruszyła na
                                                    samodzielne poszukiwania. Potwierdza to - według mnie - mój wcześniejszy
                                                    wniosek, że własną ocenę dziecko i tak musi sobie wyrobić samo.
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 13:30
                                                    O tym wszystkim powinna porozmawiac z nia matka - a nie dziadek! I
                                                    nie RAZ, bo takie rozmowy zazwyczaj tocza sie latami, ludzie sie
                                                    zastanawiaja, wracaja do tematu, przewija sie on czesto w roznych
                                                    sytuacjach etc.

                                                    To, ze w ogole doszlo do takiej sytuacji, ze Laura musiala rzucac
                                                    sie na samotna wyprawe do Torunia, wskazuje na to, ze temat zostal
                                                    jednak skandalicznie zaniedbany. Gdyby mogla normalnie rozmawiac na
                                                    ten temat - i, jak mowie, nie raz, ale wiele razy, co jakis czas -
                                                    byc moze nie musialaby zdobywac sie na taki dramatyczny krok; a moze
                                                    pojechalyby do Almy we dwie z Gaba w ktoryms momencie.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 14:32
                                                    croyance napisała:

                                                    > O tym wszystkim powinna porozmawiac z nia matka - a nie dziadek! I
                                                    > nie RAZ, bo takie rozmowy zazwyczaj tocza sie latami, ludzie sie
                                                    > zastanawiaja, wracaja do tematu, przewija sie on czesto w roznych
                                                    > sytuacjach etc.
                                                    >
                                                    > To, ze w ogole doszlo do takiej sytuacji, ze Laura musiala rzucac
                                                    > sie na samotna wyprawe do Torunia, wskazuje na to, ze temat zostal
                                                    > jednak skandalicznie zaniedbany. Gdyby mogla normalnie rozmawiac na
                                                    > ten temat - i, jak mowie, nie raz, ale wiele razy, co jakis czas -
                                                    > byc moze nie musialaby zdobywac sie na taki dramatyczny krok; a moze
                                                    > pojechalyby do Almy we dwie z Gaba w ktoryms momencie.
                                                    Nigdy nie uważałam, że Gaba zrobiła dobrze unikając tematu ojca Laury. Uważałam natomiast i nadal uważam, że istota problemu na linii Laura - Gaba nie tkwi wcale w metodach wychowawczych Gaby i jej zaniechaniach, ale w tym, ze Laura została porzucona przez ojca, ktory winien jej był miłość, opiekę i zapewnienie bytu. Ojca, który zniknął, wybył, nie ma go i żadna Alma nic tu nie pomoże. Wręcz odwrotnie - jeszcze bardziej zrani dziecko insynuując, że jej brat być może wcale nie jest ojcem Laury. Nie jestem przekonana, czy Gaba powinna się pchać z laurą do Torunia. muszę przyznac, że nie wiem co powinna zrobić Gaba. Przedstawioną w książce postawę matki rozumiem jako nieudaną próbę ochrony dziecka przed faktem, że jej ojciec to zły człowiek i współczuję Gabie dylematu. No taki "imposybilizm" po prostu cechuje moje stanowisko w tej sprawie :)))
                                                  • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 14:40
                                                    Uważałam
                                                    > natomiast i nadal uważam, że istota problemu na linii Laura - Gaba
                                                    nie tkwi wc
                                                    > ale w metodach wychowawczych Gaby i jej zaniechaniach, ale w tym,
                                                    ze Laura zost
                                                    > ała porzucona przez ojca, ktory winien jej był miłość, opiekę i
                                                    zapewnienie byt
                                                    > u. Ojca, który zniknął, wybył, nie ma go i żadna Alma nic tu nie
                                                    pomoże.

                                                    i to jest to, z czym ja się głęboko i szeroko nie zgadzam - co już
                                                    zresztą napisałam, ale widać, trzeba powtórzyć.
                                                    ojciec wybył i nic tu już nie pomoże - oczywiście. więc nie ma co
                                                    płakać nad rozlanym mlekiem. trzeba działać, a nie rozczulać się nad
                                                    sobą przez następne kilkanaście lat. gdyby gaba umiała podejść do
                                                    tematu normalnie, przepracowawszy sobie własny problem, nie byłoby
                                                    problemów na linii gaba - laura. to gaba sobie na własne życzenie
                                                    wyhodowała gigantyczny, urastający do rangi greckiej tragedii
                                                    problem z laurą - podczas gdy wystarczyło od zawsze traktować
                                                    dziecko normalnie i normalnie z nim rozmawiać na tematy, które
                                                    dziecko interesują.
                                                    nikt nie twierdzi, że pyziak nie zrobił nic złego uciekając. ale to
                                                    nie jest usprawiedliwienie dla gaby, która nie zrobiła nic dobrego,
                                                    by zminimalizować skutki ucieczki pyziaka dla psychiki laury.
                                                  • jottka Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:00
                                                    no bo zdaniem koleżanki rozdział w sytuacji takiej, jak opisana, jedynym
                                                    wyjściem jest zastrzelić laurę:) jak już stało się coś niedobrego, to koniec,
                                                    nic się nie da zrobić, bo każdy wybór jest zły.

                                                    prawie tragedia grecka, z tą drobną różnicą, że tam jednak bohaterowie
                                                    podejmowali działania w imię dobra, acz ze świadomością, że przyjdzie im za to
                                                    zapłacić. powieściowa gaba, jak podkreślano iks razy, nie robi nic. to żaden
                                                    imposybilizm, tylko bolesna głupota.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:15
                                                    kkokos napisała:

                                                    > Uważałam
                                                    > > natomiast i nadal uważam, że istota problemu na linii Laura - Gaba
                                                    > nie tkwi wc
                                                    > > ale w metodach wychowawczych Gaby i jej zaniechaniach, ale w tym,
                                                    > ze Laura zost
                                                    > > ała porzucona przez ojca, ktory winien jej był miłość, opiekę i
                                                    > zapewnienie byt
                                                    > > u. Ojca, który zniknął, wybył, nie ma go i żadna Alma nic tu nie
                                                    > pomoże.
                                                    >
                                                    > i to jest to, z czym ja się głęboko i szeroko nie zgadzam - co już
                                                    > zresztą napisałam, ale widać, trzeba powtórzyć.
                                                    > ojciec wybył i nic tu już nie pomoże - oczywiście. więc nie ma co
                                                    > płakać nad rozlanym mlekiem. trzeba działać, a nie rozczulać się nad
                                                    > sobą przez następne kilkanaście lat. gdyby gaba umiała podejść do
                                                    > tematu normalnie, przepracowawszy sobie własny problem, nie byłoby
                                                    > problemów na linii gaba - laura. to gaba sobie na własne życzenie
                                                    > wyhodowała gigantyczny, urastający do rangi greckiej tragedii
                                                    > problem z laurą - podczas gdy wystarczyło od zawsze traktować
                                                    > dziecko normalnie i normalnie z nim rozmawiać na tematy, które
                                                    > dziecko interesują.
                                                    > nikt nie twierdzi, że pyziak nie zrobił nic złego uciekając. ale to
                                                    > nie jest usprawiedliwienie dla gaby, która nie zrobiła nic dobrego,
                                                    > by zminimalizować skutki ucieczki pyziaka dla psychiki laury.
                                                    Niewykluczone Kkokos, że per ogólne saldo masz rację. Oczywiście trzeźwo
                                                    oceniasz tę sytuację i Twoje wnioski są logiczne i przekonujące. Nie mam
                                                    wątpliwości, że Ty byś tak to rozwiązała i nie wykluczam, że byłoby to
                                                    rozwiązanie trafne. Przeciąć ten węzeł i już. Nadal jednak nie wiem, jak ja
                                                    bym się zachowała na miejscu Gaby. Tak sobie myślę o wrażliwych, świetlistych
                                                    oczach mojego dziecka pełnych oczekiwania i nadziei i myśle sobie jak by mu to
                                                    powiedzieć. Przecież Gaba nie musiała mówić, że tata się rozwiódł. Tak jak
                                                    Bobcio, dziewczynki musiały o tym wiedzieć. Laura chciała wiedzieć JAKA BYŁA
                                                    PRZYCZYNA, że tata jej nawet nie oglądał. Z dorosłą Laurą mogłabym to
                                                    "przepracować", zresztą w "Sprężynie" jest wzmianka, że wałkowały ten temat z
                                                    Gabrysią, ale i tak wracał. Dorosła Laura jest partnerką do takiej rozmowy. Ale
                                                    nastoletnia nie. jedyne co mi przychodzi do głowy, to posłać Laurę do dobrego
                                                    psychologa dziecięcego.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:21
                                                    Cytat
                                                    jedyne co mi przychodzi do głowy, to posłać Laurę do dobrego
                                                    psychologa dziecięcego


                                                    Wreszcie :D:D:D
                                                    Oczywiście, że Laura powinna być pod opieką psychologa i to jest imho kolosalne zaniedbanie matki i rodziny, że nie była. Ale Gaba powinna również odwiedzić specjalistę, który by jej wskazał, w jaki sposób powinna rozmawiać z dzieckiem.

                                                    Generalnie to powinna być zasada - jak czegoś nie wiem, jak sobie nie radzę, zwracam się do specjalisty i proszę o pomoc. Napisałam w wątku o solidarności, ale się powtórzę: rodzina nie powinna głaskać Gaby i podawać chusteczkę przez 15 lat, tylko wziąć ją za łeb i zaprowadzić do psychiatry.
                                                    Tylko, jak wiadomo, dla większości ludzi wizyta u psychologa, a co dopiero u psychiatry, to ujma na honorze, bo ludzie myślą, że wizyta u psychiatry zrobi z nich wariata.
                                                    Cóż, powiem tak - wariat i bez wizyty u psychiatry będzie wariatem ;)
                                                  • jottka Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:39
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Ale Gaba powinna również odwiedzić specjalistę, który by jej wskazał, w jaki
                                                    sposób powinna rozmawiać z dzieckiem.


                                                    w życiu! to znaczy w powieściowym życiu:) pójście przez gabę do psychologa czy
                                                    wysłanie tam laury = przyznanie, że jest problem, który 1/ nas przerasta i który
                                                    2/ da się może rozwiązać przy pomocy specjalisty. a gdzie miejsce na tajemnicze
                                                    fluidy rodzinne, które same załatwią co trzeba, przeczucia i pewności upiornej
                                                    babigabi, a wreszcie zło wcielone oraz determinizm dziejowy?
                                                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:40
                                                    No i co ludzie powiedza? Spotkalam sie juz z pogladem, ze pojscie do psychologa
                                                    to jak pojscie do pychiatry- cokolwiek ci jest, i tak otoczenie uzna cie za
                                                    wiariata. Tal to mniej wiecej zostalo ujete.
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:44
                                                    To jest wlasnie niepojete, bo przeciec pojscie do psychologa nie
                                                    oznacza wcale, ze problem nas przerasta, tylko ze ujmujemy go w
                                                    karby i oddajemy w rece fachowca - czyli umielismy sie zorganizowac
                                                    i cos z nim zrobic.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:44
                                                    Cytat
                                                    pójście przez gabę do psychologa czy
                                                    > wysłanie tam laury = przyznanie, że jest problem, który 1/ nas przerasta i
                                                    który 2/ da się może rozwiązać przy pomocy specjalisty


                                                    Jottko, najgorsze jest to, że takie podejście istnieje bardzo często nie tylko w
                                                    powieściowym życiu, ale w realnym.
                                                    Jak już pisałam, najłatwiej siąść i płakać - to oczywiste.
                                                    A druga sprawa, to że - jak też pisałam - bardzo wielu ludzi uważa skorzystanie
                                                    z pomocy specjalisty za dyshonor. Bardzo wielu ludzi patrzy na mnie dziwnym
                                                    wzrokiem, jak radośnie informuję, że idę do psychiatry. Bo wszakże jak wszystkim
                                                    wiadomo, do psychologa chodzą li i jedynie niedorajdy życiowe, a do psychiatry
                                                    chodzą wariaci.
                                                  • mmoni Psycholodzy 27.01.09, 17:03
                                                    Na niemożliwość podjęcia terapii w świecie MM wskazują również ironiczne uwagi na temat Romy czytającej "Toksycznych rodziców" alice Miller wskazujące, że psycholodzy wymyślają niestworzone rzeczy i głupie nastolatki w to wierzą, a przecież wszystko można załatwić zupą, plackiem i herbatką. Czy Kowalikowie zasługują na miano toksycznych (w zasadzie wiemy tyle, co od Tomcia), to już inna sprawa
                                                  • taria Re: Psycholodzy 27.01.09, 17:11
                                                    To ja jeszcze rzucę cytatem:
                                                    "- Konstruuje sobie klasyczny, podręcznikowy konflikt z matką, -
                                                    rzekł ojciec Borejko. - Teraz to modne. W każdym filmie amerykańskim
                                                    bohaterka ma konflikt z matką. (Swoją drogą, co oni zrobili z
                                                    nieszczęsnego doktora Freuda, istną karykaturę. Ten człowiek chyba
                                                    się przewraca w grobie dwadzieścia cztery razy na dobę.) Laura
                                                    znalazła wreszcie powód, dla którego może z tobą walczyć. A gdyby
                                                    okazało się, że powodu nie ma, to go sobie wymyśli. "
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 14:57
                                                    Ale caly blad polega na tym, ze IMHO Pyziak to wcale nie jest zly
                                                    czlowiek. To po prostu czlowiek, ktory popelnil blad.

                                                    Zreszta zobacz, ze mowimy o dwoch porzuconych corkach - Laurze i
                                                    Rozy - i tylko jedna z nich ma problem, chociaz ta druga jest niby
                                                    poddana takiej samej traumie. Ale ta druga jest mocniej kochana,
                                                    wiec i mniej to przezywa IMHO.
                                                  • rozdzial43 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:59
                                                    croyance napisała:

                                                    > Ale caly blad polega na tym, ze IMHO Pyziak to wcale nie jest zly
                                                    > czlowiek. To po prostu czlowiek, ktory popelnil blad.
                                                    >
                                                    > I tkwił w nim przez 20 lat. więc ile właściwie błędów popełnił? I jak to
                                                    liczyć, w dniach, miesiącach czy latach? I jak długo można tkwić w błędzie?
                                                  • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 16:33
                                                    > I tkwił w nim przez 20 lat. więc ile właściwie błędów popełnił? I jak to
                                                    > liczyć, w dniach, miesiącach czy latach? I jak długo można tkwić w błędzie?

                                                    O, za pozwoleniem
                                                  • taria Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 17:04
                                                    rozdzial43 napisała:

                                                    > croyance napisała:
                                                    >
                                                    > > Ale caly blad polega na tym, ze IMHO Pyziak to wcale nie jest
                                                    zly
                                                    > > czlowiek. To po prostu czlowiek, ktory popelnil blad.
                                                    > >
                                                    > > I tkwił w nim przez 20 lat. więc ile właściwie błędów popełnił?
                                                    I jak to
                                                    > liczyć, w dniach, miesiącach czy latach? I jak długo można tkwić w
                                                    błędzie?

                                                    Cholera wie, pewnie dużo. Jedno jest pewne: nie zdążył z dziećmi
                                                    nawiązać żadnego kontaktu emocjonalnego - Pyzę Gabrysia wychowywała
                                                    praktycznie sama, a zanim jeszcze zniknął w stanie wojennym też
                                                    raczej do opieki nad niemowlakiem się nie kwapił ani nie był
                                                    zachęcany (Błąd!)- taka była norma obyczajowa wtedy. Laury po
                                                    urodzeniu nie widział.
                                                    Z relacji sąsiada Almy wyłania się taki scenariusz: po powrocie do
                                                    Gaby obijał się trochę tu i ówdzie, zamieszał w lewe interesy,
                                                    zniknął i odnalazł się w '83 w niemieckim więzieniu, skąd wysłał
                                                    pozew rozwodowy. Błąd? Niekoniecznie, mając w perspektywie ładne
                                                    parę lat za kratkami postąpił całkiem uczciwie, dając Gabie
                                                    możliwość ułożenia sobie życia. Z więzienia alimentów raczej nie był
                                                    w stanie przysyłać, rodzice nie żyli, więc jeśli zgodził się na
                                                    orzeczenie o własnej winie, Gabrysia mogła liczyć przynajmniej na
                                                    fundusz alimentacyjny i zasiłek dla samotnej matki. Odsiedział
                                                    swoje, wrócił do Polski, chciał odwiedzić dawną rodzinę, ale cóż -
                                                    Gabrysia ułożyła sobie życie, a on (Błąd!) przyszedł na Roosevelta
                                                    schlany jak świnia i Mila chroniąc Gabrysię go nie wpuściła. Tak
                                                    więc wyjechał do Brazylii, zapominając o obowiązkach wobec córek
                                                    (Błąd!). Swoją drogą nie zerwał zupełnie kontaktów z krajem, pisywał
                                                    do siostry, może przyjeźdżał w odwiedziny. Honorowa rodzina Borejków
                                                    nie próbowała wyciągać od niego alimentów (słynny minimalizm!) Nie
                                                    odwiedzał córek, nie łożył na ich utrzymanie, ogólnie przez
                                                    większość ich dzieciństwa znajdował się poza krajem z własnej winy/
                                                    inicjatywy. W Polsce zjawił się dopiero w 2004 (spotkanie na
                                                    autostradzie) i postanowił zobaczyć po latach własne, już dorosłe
                                                    dzieci. Tak mniej więcej chyba przedstawia się okrutna prawda w
                                                    temacie, czemu nie był ciekaw własnej córki. Winą za to należy
                                                    obarczyć w 95% Janusza, w 5% Borejków.
                                                    Myślę, że poinformowanie Laury, że ojciec gdy się rodziła
                                                    siedział w więzieniu, przynajmniej częściowo pomogłaby jej
                                                    uporać się z wątpliwościami nt jej przeszłości, bez wybielania,
                                                    ale też bez demonizowania wyrodnego ojca.

                                                    A odpowiadając na pytanie autorki wątku: na temat tego, czy i jak
                                                    okłamywał i oszukiwał Gabę, nie mamy żadnej innej informacji, poza
                                                    relacjami Gabrysi i Mili.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:01
                                                    Cytat
                                                    Uważałam natomiast i nadal uważam, że istota problemu na linii Laura - Gaba nie tkwi wcale w metodach wychowawczych Gaby i jej zaniechaniach, ale w tym, ze Laura została porzucona przez ojca, ktory winien jej był miłość, opiekę i zapewnienie bytu.


                                                    O nie nie nie nie. Absolutnie.
                                                    To by znaczyło, że w sumie samodzielna matka jest zwolniona od wychowywania dziecka, bo i tak nie ma na nie wpływu, prawda?
                                                    Pojmowanie identyczne do borejkowskiego - Laura jest zła wyłącznie dlatego, że ma złego ojca, koniec kropka, porzucenie dziecka determinuje wszystko w jego życiu i jakiekolwiek próby wychowawcze nic tu nie zmienią.

                                                    Wiesz, ja powiem tak. Przyznam się, że mi się zdarzało zwalać pewne zachowania syna na to, że jest zaburzony autystycznie. Zdarzało mi się, z ludzkiej niechęci do przyznania się do błędu. To wygodne, wiesz? Zajebiście wygodne jest. Natomiast w końcu puknęłam się w głowę i stwierdziłam, że rzeczywiście, są rzeczy, ktorych nie przeskoczę - bo wiem z własnego doświadczenia że są - natomiast nie dowiem się, czy są do przeskoczenia, jeśli nie zacznę nad nimi pracować. I tak wiem już, które zachowania syna są wynikiem moich błędów i zaniedbań wychowawczych, a które są efektem zaburzeń.
                                                    Teraz: ja wiem, że mój syn dostał aspergera dożywotnio i że to jest to "rozlane mleko", o którym pisze Kkokos. Mogę cudownie machnąć różdżką i sprawię, że asperger zniknie? Nie. Nie mogę. Co mogę? Mogę ułatwić dziecku życie z tym zaburzeniem, i będę mu to życie usprawniać, będę cholernie ciężko pracować nad socjalizacją i nauką życia codziennego, aby uchronić dziecko od tego, co ja musiałam i muszę przechodzić SAMA w wieku dorosłym - kiedyś Aspergera nie diagnozowano, więc moja mama nie miała pojęcia, że ze mną trzeba inaczej postępować. I do czego zmierzam: mam świadomość, że moje dziecko ma ZA, i że będzie go mieć do końca życia - i w mojej gestii leży to, aby dziecku pomóc. To taka analogia.


                                                    Tylko trzeba chcieć, a nie złożyć wszystko na karb jednego wydarzenia, jakie zaszło w życiu i pozwolić płynąć dalej, bo ja i tak nie mam wpływu. To jest pułapka - wygodnie jest nierozróżniać tego, co jest zdeterminowane czynnikami zewnętrznymi, od tego, co jest naszym błędem. Fajnie mieć wymówkę pt. czynnik zewnętrzny, ale nie tędy droga.
                                                  • jottka Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:07
                                                    mama_kotula napisała:

                                                    > Fajnie mieć wymówkę pt. czynnik zewnętrzny, ale nie tędy droga.


                                                    no więc zasadniczo napisałyśmy to samo, z tym że jednak chciałabym pisnąć, że
                                                    porzucenie przez ojca jest jednak obciążeniem zdecydowanie innego kalibru niż
                                                    choroba/ trwałe zaburzenie i otoczenie może dużo więcej zrobić w tym pierwszym
                                                    przypadku, acz oczywiście nikt nie obiecuje, że będzie łatwo.
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:12
                                                    Cytat
                                                    że porzucenie przez ojca jest jednak obciążeniem zdecydowanie innego kalibru niż choroba/ trwałe zaburzenie i otoczenie może dużo więcej zrobić w tym pierwszym przypadku


                                                    Zgadzam się w zupełności.
                                                    I dlatego tym bardziej się dziwię :). Że Gaba i całe otoczenie nie robi nic, aby zminimalizować skutki objawienia tej "strasznej prawdy" dla Laury.

                                                    Niemniej jednak mechanizm ten sam - coś jest nieuchronne i już się stało, nie odstanie się, ale nie znaczy to, że skoro się stało, to już sobie można wszsytko zwalić na to, co się stało i praktycznie olać resztę.
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:14
                                                    Mamo kotula, lacze sie w pozdrowieniach, syn meza tez ma Aspergera.
                                                    I faktycznie, zle wychowanie kontra dobre wychowanie ma na to
                                                    kolosalny wplyw!
                                                  • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:26
                                                    Cytatcroyance napisała:

                                                    > Mamo kotula, lacze sie w pozdrowieniach, syn meza tez ma Aspergera.
                                                    > I faktycznie, zle wychowanie kontra dobre wychowanie ma na to
                                                    > kolosalny wplyw!


                                                    Otóż to.
                                                    Nas jest troje - syn, niemąż i ja. Bywa bardzo ekhem... "wesoło", bo nadajemy na tej samej fali, ale mamy przesunięcie fazowe :P.

                                                    W sumie terapeutyzujemy się wszyscy troje naraz :D, żeby wyjaśnić w ramach terapii synowi tzw. historyjkę społeczną, często siedzę nad nią pół godziny i zastanawiam się, o co w niej do cholery chodzi.

                                                    Croyance, bardzo polecam film "Mozart and the Whale" - o dorosłych aspergerykach. Główna bohaterka to wypisz wymaluj ja ;).
                                                  • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 15:43
                                                    U nas i mlody i maz maje lekko tego :-P Czasami mam ochote ich oboje
                                                    pomordowac :-D zwlaszcza meza. Ale co ja bym bez niego zrobila, tego
                                                    mojego swirnietego Krojansiarza? :-D
                                • anutek115 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:34
                                  Rozdziale, rozumiem, że dziękujesz Ginestrze za post, bo jest to post
                                  interesujący i mądry (choc nie do końca się z nim zgadzam, w kwestii
                                  homoseksualizmu na przykład nie), ale nie rozumiem, czemu odbierasz go jako
                                  poparcie twojej oceny sytuacji Gaba-Laura. Moim zdaniem cały post Ginestry jest
                                  o tym, że dziecko MUSI wiedzieć, że rodzice się kochali, że jego ojciec był dla
                                  jego matki kimś ważnym, że łaczyło ich coś dobrego, że dziecko jest kochane
                                  bezwarunkowo mimo, że rodzice nie są juz razem... Czyli o tym, czego Gaba
                                  (chlipiąca po kątach przez 20 lat, milknąca na każdą wzmiankę o Pyziaku,
                                  obwiniajaca swoje dziecko za podobieństwo fizyczne i podobne zachowania,
                                  zaniedbująca je emocjonalnie i wychowawczo) NIE robi.
                                • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 18:16
                                  Rozdziałku drogi!
                                  Dziękuję za dobre słowo. :) Jak widać, wczoraj, dopisując się pospotkaniowo, nie
                                  wytrzymałam i zerknęłam na posty, a trafiwszy na swój czuły punkt (dzieci,
                                  rodzicielstwo, konsekwencje dzieciństwa dla dorosłego życia) nie wytrzymałam i
                                  dopisałam się. Co się rozwinęło trochę i musiałam tu jeszcze zajrzeć. :)

                                  Tak w sprawie Gaby, to ja się zgadzam z Tobą, że mogłoby jej nie przejść przez
                                  gardło (i uważam, że to dobrze, że tak) powiedzenie dzieciom, że ojciec był zły
                                  i co robił i jak ona go ocenia itp.

                                  Jednocześnie jednak, ja bym u niej postulowała taką postawę, żeby raczej mówiła
                                  o ojcu dobrze, zamiast wcale. Mogłaby mieć przecież na to zgodę w sobie, żeby,
                                  nie kłamiąc, powspominać ich początki, ich miłość (bo przecież go kochała i on
                                  ją), że był fajny, zakochany, że ona też go kochała. (Miałyby dzieci wtedy obraz
                                  taki, że ich ojciec nie mógł być zły, bo kochał mamę, był dobrym kolegą,
                                  przyjacielem, miło z nim było spędzać czas, miał fajne pomysły, dobrze tańczył
                                  itp.).

                                  Dalej, mogłaby powiedzieć Pyzie o tym, że cieszył się nią i kochał ją (to byłby
                                  dla niej wielki prezent).

                                  Również jestem zdania, że nawet jeśli ojciec nie cieszył się wcale z urodzenia
                                  dziecka i na przykład (jak w mojej dalszej rodzinie) poszedł kupić mleko dla
                                  dziecka i znikł na ileś dni, podczas których nie trzeźwiał, to i tak po co
                                  pięcio- czy sześcioletnie dziecko ma to wiedzieć??? Według mnie matka (jeśli
                                  dziecko nie pamięta dobrze ojca i tego, co robił) może nawet skłamać dziecku, że
                                  ojciec "kiedyś był inny, cieszył się Tobą, był dumny, że mu się urodziła córka,
                                  wszystkim opowiadał, nosił Cię na rękach, biegał po mleko do sklepu itp." Nawet
                                  jeśli, gdy podrośnie, ktoś z krewnych mu powie: "jak się urodziłeś, to ojciec w
                                  ogóle się Tobą nie interesował, pił itp.", to to dziecko i tak będzie mogło
                                  myśleć, że to jest tylko część prawdy i raczej uwierzy matce, w "jej intymną
                                  prawdę", bo ona lepiej znała ojca, ona wie lepiej!

                                  (Pamiętacie matkę Forresta Gumpa? Ile rzeczy mu mówiła i jak przepięknie
                                  zbudowała w nim jego poczucie wartości?)

                                  (I jeszcze mam taki cytat, który był mottem do jednej książki, a pochodzi z
                                  autentycznej historii: "Lekarze mówili, że nigdy nie będę chodził, ale mama
                                  powiedziała, że będę i to jej uwierzyłem". Słowa matki mają wielką moc, tak
                                  uważam - w obie strony niestety.).

                                  A więc, uważam, że matka (nawet jeśli chce mówić bezwzględnie prawdę), to
                                  zazwyczaj da radę znaleźć choć jeden przykład na to, że ojciec się cieszył
                                  dzieckiem, czy był dobry i może go przecież przywołać, nie rozwodząc się o
                                  innych przykładach. A jak nie ma takiego nawet jednego przykładu (ach, czy być
                                  może? skoro go wybrała i kochała, to czy mogłoby nie być choć jednego przykładu,
                                  że był dobry?), to myślę, że i zmyślić jest w tym wypadku o wiele lepiej. Ja
                                  myślę, że jeśli dziecko nawet pochodzi z gwałtu czy coś, to matka (rozumiem, że
                                  jej samej jest ciężko), jeśli zdoła pokochać dziecko, to może je tak bardzo
                                  kochać i tak bardzo go żałować, że nawet może wymyślić jakąś historię o ojcu,
                                  który zmarł, a był dobry - dla dobra dziecka i to kłamstwo, to będzie naprawdę
                                  dobro, a nie zło.

                                  W przypadku Laury, której ojciec nie widział - to ja pytałam na forum, czy on na
                                  pewno WIEDZIAŁ o niej, a nie interesował się nią, czy też nie wiedział. Wyszło z
                                  opinii forumowiczów, że wiedział. A więc myślę, że lepiej jest, gdyby Gaba
                                  powiedziała jej o więzieniu, że może chciał zobaczyć Laurę, a był w więzieniu, a
                                  potem się wstydził itp. To by było lepsze! Mila mogłaby zeznać, że BYŁ na
                                  Roosevelta (może chciał zobaczyć Laurę???). A więc Borejkowie mają sporo rzeczy,
                                  którymi mogliby przekonać Laurę, że Laura mogła jakoś być w ojca sercu.

                                  Gdyby jednak nie, gdyby jednak naprawdę nie interesował się nią, nie był jej
                                  nawet ciekaw itp., to mogłaby Gaba i tak Laurze mówić coś takiego: "taką mam
                                  śliczną i fajną córkę, ach szkoda, że Twój ojciec nie może Cię teraz widzieć.
                                  Jestem pewna, że - tak jak go znam i pamiętam - na pewno cieszyłby się, że
                                  jesteś właśnie taka, gdyby Cię mógł zobaczyć." Mogłaby też mówić z sympatią o
                                  Januszu i podkreślać, że Laura ma takie oczy jak ojciec i to by było na plus.
                                  Jest tysiące sposobów, na które mogłaby sprawić, żeby Laura miała mimo wszystko
                                  wiarę, że ojciec nie jest stracony, przekreślony, żeby mogła czuć do niego
                                  szacunek i żeby miała przekonanie, że był kimś dobrym i w ten sposób mogła
                                  kochać siebie - bez przeszkód.

                                  Jeszcze podam taki przykład z życia. Poznałam przez n-k koleżankę z dawnej
                                  podstawówki, która mi opowiedziała co u niej się działo. Urodziła córkę i była z
                                  jej ojcem bardzo krótko, po czym rozstali się, gdy ta córka była niemowlęciem i
                                  nie pamiętała w ogóle ojca. Po niewielu latach jej mama poznała mężczyznę,
                                  pobrali się i dla tej dziewczynki to był jedyny ojciec, jakiego znała; mała
                                  zaakceptowała go i w ogóle uważała za ojca, choć wiedziała, że "gdzieś jest" jej
                                  biologiczny ojciec. Gdy miała 14 lat zmarł ten biologiczny ojciec i jakoś
                                  została o tym ta jej mama i ona powiadomiona (spadek?). I ta dziewczynka, która
                                  nigdy o ojcu nie mówiła i tego drugiego uważała za ojca, nagle wpadła w
                                  straszliwą depresję. Ta moja koleżanka mówi, że nie rozumiała tego i nie
                                  wiedziała co się dzieje i jak sobie poradzić. Jest fryzjerką, od psychologów i
                                  tego typu literatury i tematów stroniła, ale wtedy, jak mówi, czuła, że musi iść
                                  do psychologa, bo nie dawali sobie z tym problemem rady wraz z mężem. I po
                                  długim czasie chodzenia do psychologa, dziewczynka jakoś doszła do siebie,
                                  zaczęła się uczyć, wróciła do zainteresowań. Myślę, że musiała przeżyć jakąś
                                  żałobę po ojcu. Jej mama jest teraz już o wiele bardziej świadoma i
                                  zainteresowana psychologią i inaczej patrzy na życie, stara się rozumieć lepiej
                                  córkę.

                                  Druga moja koleżanka, po trzydziestce, też przeżyła jakąś depresję, mając
                                  dobrego męża i dzieci i wyznała, że chodząc do psychologa na terapię doszła do
                                  tego, że całe życie "czuła się znikąd" - była dzieckiem samotnej matki i została
                                  poczęta na jakiejś zabawie, tak więc matka z jej ojcem w ogóle nie miała
                                  kontaktu, a potem wyszła za mężczyznę, którą ta znajoma traktowała jak ojca.
                                  Jednak tęsknota za prawdziwym, "osobistym", ojcem gdzieś w jej sercu była i był
                                  jakiś jego obraz.

                                  Te dwie historie mówią mi, że tam, gdzieś w sercu, w nieświadomości, dzieje się
                                  coś bardzo ważnego, i że ojciec jest ważny - nawet jeśli ten realny ojciec jest
                                  nieobecny, czy "zły". Dziecko go jakoś "chce" dobrym i jakoś go kocha.
                                  Pozdrawiam!


                                  • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 18:20
                                    Ach, jak daleko mnie wkleiło!!
                                    Miało być na stronie nr 1 tego wątku, bezpośrednio pod wpisem koleżanki
                                    Rozdział43, tym napisanym "w ornamentowym stylu".

                                    Przy okazji pozdrawiam Was i ubolewam, że prawdopodobnie ten wpis rzucony przez
                                    serwer w zupełnie inny nurt postów zapewne coś namieszał. :(((
                              • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:57
                                ginestra napisała:
                                >Mamy możliwość tem>u> zapobiec przez dawanie dziecku przekazów >przeciwnych, że
                                ojciec je kochał, że> jest dobry, tylko słaby, >chory, nieszczęśliwy, bo wdepnął
                                w jakieś zło, z> którego się nie >umie wydostać i na tę chwilę nie chce itp.,
                                ale nie jest złym
                                > człowiekiem.

                                Ale jesli ojciec jest zlym czlowiekiem (n.p. bil matke i dzieci albo co
                                gorszego) albo tego dziecka wcale nie kochal (bylo mu zupelnie obojetne - bardzo
                                czesto tak jest przeciez), to nie mozna dziecku klamac, ze ojciec byl dobry i
                                kochal je. Mozna ewentualnie, stopniowo po trochu opowiadac dziecku o takim zlym
                                ojcu, jesli tego zazada - niespecjalnie demonizujac (zeby dziecko nie wstydzilo
                                sie za bardzo tegoz pana) ale tez nie wybielajac jego przewin.

                                Jesli dziecko nie ma ojca, którego wcale nie znalo, to nie jest to tragedia -
                                przeciez dziecko moze miec dobre i zdrowe relacje z innymi mezczyznami, które
                                zna - czy to z rodziny czy to z dalszego otoczenia (przyjaciele rodziny itd).

                                >Tak już zupełnie, zupełnie na marginesie, wśród >__psychologicznych__ (nie
                                biologicznych) przyczyn, dla których >młody chłopak może mieć problem z
                                orientacją seksualną w wieku >dorosłym (czy nastoletnim) i dryfować w stronę>
                                homoseksualizmu, >może być też taki czynnik, że miał taki przekaz, że ojciec (=>
                                >mężczyzna, z którym się on identyfikuje nieświadomie) nie jest kimś >godnym>
                                szacunku, dlatego on nie może pokochać siebie jako >mężczyzny i wejść w męską
                                czyli heteroseksualną

                                Kochana Ginestro, aczkolwiek bardzo Cie lubie, to przeczytaj jeszcze raz to, co
                                powyzej napisalas..
                                Zapewniam Cie, ze orientacja homo to nie jest problem, to nie jest dryfowanie z
                                jedynej odpowiedniej drózki, i to nie jest "niemeskie" dla chlopaków, a przede
                                wszystkim - zachowanie rodziców NIE wplywa na nasza orientacje seksualna. Gdyby
                                tak bylo, dzieci mialyby dokladnie taka sama orientacje jak rodzice (wiec tylko
                                rodzice homo mieliby dzieci homo, a rodzice hetero mieliby tylko dzieci hetero -
                                a tak przeciez nie jest).
                                Zle relacje w domu moga wplywac ujemnie na dalszy rozwój dziecka oraz wzorce
                                zwiazków w przyszlosci, ale nie maja zadnego wplywu na orientacje.
                                Orientacja to jest wzorzec zakochiwania sie - tak jak zakochiwanie sie tylko w
                                blondynach lub w brunetkach - i jest endogenne, dlatego rodzina ani otoczenie
                                nie maja tu nic do powiedzenia.
                                • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 12:51
                                  Nie zgodze sie z Toba, pisalam juz o tym w tym watku: inna sprawa
                                  jest orientacja, inna zachowania homoseksualne, ktore czesto
                                  wynikaja z niewlasciwej interpretacji silnych emocji jak np. chec
                                  bycia kochanym przez mezczyzne.

                                  Ludzie chodza na terapie, by odkryc swoja orientacje: i czasami
                                  okazuje sie, ze sa homo, a czasem, ze sa hetero. Wiele jest np.
                                  kobiet, ktore zyja w zwiakach heteroseksualnych, bo nie moga
                                  przyznac sie same przed soba, ze sa les - wiele jest i kobiet w
                                  zwiazkach les, ktore zdryfowaly w alternatywne z powodu jakichs tam
                                  trudnosc z mezczyznami.

                                  Swietnie znam to srodowisko i naprawde niejedno widzialam, i sama
                                  przezylam (nie powinnam pisac tego na tym forum, ale jesli posluzy
                                  to dla dobra watku, to sama - po traumatycznych i kryminalnym
                                  przezyciu z facetem bylam przez dwa lata w zwiazku z kobieta -
                                  chociaz jestem hetero, i nawet nie jestem bi).
                                  • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 20:14
                                    Witajcie znów,
                                    po przeczytaniu części wątków z pierwszej strony i po przypadkowym wklejeniu
                                    mojej wypowiedzi celowanej sto postów wcześniej poczułam, że muszę przeczytać
                                    cały wątek i przeczytałam.
                                    I widzę, że parę osób odnosi się do moich wypowiedzi zgadzając się lub nie.
                                    (Pozdrawiam Was i rozumiem, że nie zawsze się musimy zgadzać).

                                    Czuję jednak wielką potrzebę wyklarowania swoich intencji i mam nadzieję, że jak
                                    krótko coś dopowiem, to będzie jaśniejsze co chciałam przekazać.

                                    W sprawie Laury i rozmawiania z dzieckiem, to zgadzam się przede wszystkim z
                                    tym, co pisała Croyance, Mamapodziomka i Anutek (a może też inne osoby, tylko ja
                                    te wypowiedzi najbardziej zapamiętałam). Chodzi mi o te propozycje rozmawiania z
                                    dzieckiem (spokojnie, w różnych chwilach życia, gdy pyta itp.) żeby można było
                                    nie kłamiąc i nie wchodząc w drastyczne szczegóły, gdy dziecko jest małe, oddać
                                    prawdę o tym, że ojciec nie jest "złem wcielonym", tylko człowiekiem, który tę
                                    dobrą stronę też miał/ma nadal, obok złej, tylko tak się stało, że rodzice się
                                    rozstali, tak bywa itp.).

                                    Najważniejsze co chcę przekazać - i jest to również odpowiedź (na ile to
                                    możliwe) na posty Ginny i Kkokosa - jest to, że zdobycie się przez matkę na
                                    przekazanie dziecku, że ojciec miał też jakąś dobrą stronę, że ojciec kochał
                                    (czy kochałby) dziecko, czy cieszył(by) się nim nie jest równoznaczne z
                                    "wybielaniem" kryminalisty czy coś.

                                    Na pewno nie chodzi mi o to, żeby matka powiedziała dziecku: "ojciec porzucił
                                    Cię/ kradł/ znęcał się nade mną itp., ale to drobiazg, trzeba mu wybaczyć, on
                                    tak naprawdę jest dobry." Ależ absolutnie nie!
                                    Chodzi mi o to, że wiedzę o złych rzeczach, które robił ojciec dziecko się mniej
                                    lub bardziej oględnie dowie w toku życia - chyba jest to nieuchronne. I na pewno
                                    samo te czyny oceni.

                                    Jednakże mnie chodziło o to, żeby pokazać Wam, że istnieją dwa różne byty:
                                    ojciec realny i ojciec uwewnętrzniony.

                                    I ten uwewnętrzniony (wg. mnie: "ważniejszy" dla psychiki dziecka) obraz ojca u
                                    porzuconego dziecka jest już "nadszarpnięty" choćby z racji nieobecności ojca na
                                    co dzień i nie świadczenia różnorakiego dobra dziecku. (Nawet jeśli ojciec nie
                                    żyje, to jest gdzieś, na dnie serca tego dziecka, w jego NIEŚWIADOMOŚCI, jakiś
                                    (uprawniony!) żal do ojca - to czasem wychodzi w terapii, gdy ktoś dociera do
                                    tych swoich dziecięcych uczuć i opłakuje to, co ma do opłakania i uwalniają się
                                    w nim jakieś pokłady żalu i złości do rodzica, który umarł; naszą ŚWIADOMOŚCIĄ
                                    rozumiemy, że to nie jest wina rodzica, że umarł; jednakże te "zapisane"
                                    dziecięce uczucia mają prawo mieścić w sobie ogrom złości i żalu i smutku i
                                    pretensji; dla dziecka ojciec czy matka MA BYĆ i ma je kochać i ma się
                                    troszczyć! Nie ma tak, że może sobie umrzeć!).
                                    A zatem, obraz ojca u takiego (np. porzuconego) dziecka jest i tak bardzo
                                    kruchy. Niech więc jeszcze mama nie dowala mu takiej BEZ-NADZIEI, że ojciec był
                                    zły, nic nie warty, nie można go żadnym ułamkiem swojej istoty kochać. Pisałam
                                    już, że jestem przekonana, iż to utrudni dziecku pokochanie siebie na jakimś
                                    GŁĘBOKIM poziomie.

                                    To, co pisała jedna z Was, że jeśli dziecko słyszy, że był dobry, ale porzucił,
                                    to tym bardziej może dziecku być trudno pokochać siebie, bo dla ojca widać nie
                                    byłam wystarczająco dobra, skoro mnie porzucił, a jak myślę, że był zły, to może
                                    i łatwiej to porzucenie zaakceptować. Myślę, że jest w tym jakaś logika, choć
                                    (to oczywiście moje zdanie) jest to raczej logika dla naszej świadomości. To się
                                    dzieje trochę na poziomie przekonań, a przekonania można jakoś próbować zmienić
                                    (w co wierzę i co próbuję robić). (Na przykład ja nie mogę sobie dać rady tak do
                                    końca z porzuceniem przez męża - niby rozumiem, że mam, owszem, swoją wartość,
                                    ale jeśli on uważa, że jemu odpowiada inna kobieta i od tej innej przyjmuje to,
                                    co ona ze sobą ona niesie i on to woli, to siłą rzeczy, to, co ja niosę ze sobą
                                    nie jest zapewne takie fajne dla mężczyzny - jest to jakieś logiczne
                                    przekonanie; myślę, że można starać się je zmienić, ale zgadzam się, że ulgą
                                    byłoby myśleć: jest zły, nie poznał się na mnie). Na tej zasadzie próbuję
                                    zrozumieć to uczucie, o którym mówiła Ginny i to, że łatwiej jest pogodzić się z
                                    porzuceniem, jeśli się przyjmie, że to był ktoś zły.

                                    Natomiast moje zdanie jest takie, że podświadomość porzuconego dziecka czuje
                                    swoje - a co konkretnie, to każdy człowiek jest osobną tajemnicą. Owszem,
                                    podświadomość czuje, ale druga rzecz to to, że w człowieku odbywa się cały czas
                                    dialog pomiędzy świadomością i nieświadomością i to jest zbawienne, bo na
                                    poziomie świadomym może np. mama coś dziecku powiedzieć i dziecko to jakoś
                                    zasymiluje.

                                    Niech więc mama mówi to, co w danej sytuacji uzna za pomocne dziecku. Chodziło
                                    mi o taką postawę, jaką miała mama mojej koleżanki, która wprawdzie niewiele
                                    mówiła o jej ojcu alkoholiku, który je porzucił, do dziś nie może o nim mówić,
                                    bo zaczyna płakać (a więc dziecko i tak wiedziało, że on nie był dla niej dobrym
                                    mężem, a i ojcem też), ale miała ta mama jakiś taki szacunek do niego jako
                                    człowieka, tzn. tak jakoś mówiła o nim, że trzeba się modlić za niego, że to
                                    nieszczęśliwy człowiek czy coś, ale widać, że ona go kochała i miała do niego w
                                    gruncie rzeczy jakieś dobre, ludzkie uczucia. Dziecko to widziało. I jak zmarł,
                                    to opiekowała się grobem, z córką razem jeżdżą na ten grób itp. Po prostu mama
                                    nie starała się "zabić" miłości dziecka do ojca - tej miłości "na kredyt".
                                    O coś takiego mi chodziło.

                                    Jeszcze sprostowanie - z tym okłamaniem dziecka w pewnych sytuacjach to nie
                                    chodzi mi o wymyślanie głodnych kawałków i historii, które życie może
                                    zweryfikować (przepraszam, że zagalopowałam się pisząc, że jeśli dziecko było z
                                    gwałtu, to matka może powiedzieć, że ojciec nie żyje - a tu nagle on się pojawi
                                    i namiesza dziecku w życiu; to miałam na myśli bardziej w sytuacji, gdy ojcem
                                    jest jakiś nieznany sprawca gwałtu czy coś).

                                    Nie chodzi mi o barokowe, rzewne historie, czy o "mówienie za ojca" ("on Cię
                                    kocha, przyjedzie itp." - nie, nie nie, jak można mówić za kogoś? - nie o to mi
                                    chodziło; matka niech mówi za siebie i od siebie) tylko chodziło mi o taki po
                                    prostu przekaz, żeby dziecko miało otwartą drogę, że jak zechce ojca kochać, to
                                    żeby mogło, żeby miało jakieś dane.

                                    Jeszcze zakończę takim przykładem. Pamiętam jak zmarł ojciec-alkoholik mojej
                                    koleżanki, gdy miałyśmy ok. 10 lat (zmarł wskutek nadużycia alkoholu, upadł w
                                    progu itp.). I ta jego córka, trzymała się dzielnie w klasie, nie było w ogóle
                                    po niej widać, że to przeżywa, była spokojna. Ale jej przyjaciółka powiedziała
                                    mi, że ta dziewczynka szukała u niej takiego potwierdzenia: "powiedz mi, ale on
                                    był dobrym człowiekiem, prawda?".
                                    Tak to dziecko chciało myśleć o ojcu.
                                    Te prawdziwe historie jakoś mi najwięcej dają do myślenia.

                                    To taka znów garść.
                                    Myślę, że wszystko już naświetliłam. A Wasze posty przeczytałam wszystkie z
                                    wielkim przejęciem. Jestem pewna, że ta rozmowa z Wami pomoże i mnie w relacji z
                                    dziećmi i w różnych zmaganiach.
                                    Pozdrawiam!
                                    • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 20:29
                                      Ach, jeszcze jedna ważna rzecz mi się przypomniała!

                                      Jestem głęboko przekonana, że choć miłość matki i rodziny może sprawić naprawdę
                                      cudowne rzeczy, to jednak porzucenie przez biologicznego ojca, gdy się było
                                      małym, czy przekonanie, że był złym człowiekiem, czy inne trudne rzeczy, nie
                                      mogą spłynąć po człowieku jak woda po gęsi. Na poziomie świadomym - być może tak.
                                      Ale nieświadomość się zawsze upomni.

                                      Jestem zwłaszcza wyczulona na to, że w tym dziecku coś będzie szukało podobnego
                                      człowieka podobnego do ojca, żeby go uratować lub uszczęśliwić sobią ("ojca nie
                                      dało się uratować, to tego mężczyznę może się uda" - myśli podświadomość i chce
                                      takiego właśnie mężczyzny, który jest podobny do ojca). Jest to ten "wzorzec
                                      więzi pierwotnej". Na tym poziomie może istnieć (i istnieje) więź pierwotna z
                                      ojcem, którego się nie znało, ale jakiś jego obraz podświadomość stworzyła.
                                      O tym już kiedyś pisałam - o tym dobieraniu się "jak w korcu maku".
                                      To jest też przemożne gdy widzimy, że historia się powtarza (jak w przypadku
                                      wspomnianego kiedyś przeze mnie znajomego, którego porzuciła matka, a który
                                      wybrał spośród wielu kobiet, akurat taką, która porzuciła swoje maleńkie dziecko
                                      i on został z tym synem tak, jak kiedyś ojciec został z nim, gdy był mały -
                                      czyli on wybrał kobietę "o parametrach" takich jakie miała jego matka, a
                                      wybierał podświadomością).

                                      A więc tak mi się wydaje, że wszystko ma swoje skutki i że warto doceniać
                                      podświadomość i rozszerzać swoje pole świadomości, żeby jak najwięcej obejmowało
                                      to, co w nas nieświadome, bo tak możemy sobie pomóc.
                                      Pozdrawiam!
                                      • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 20:43
                                        Tak, podswiadomosoc wazna rzecz, i jak wiadomo, nie mamy na nia wplywu. Ale mamy
                                        na nasza swiadomosc. Poniewaz tak duzo czytasz o psychologii, na pewno spotkalas
                                        sie ( chocby w kontekscie DDA) z takim zdaniem " trudne dziecinstwo moze byc
                                        wyzwaniem, nie usprawiedliwieniem". I moim zdaniem w zyciu czlowieka przychodzi
                                        taki moment, kiedy musi sie z traumami z wczensiejszego zycia uporac. Nie
                                        powiedziec " jestem biedny/nieszczelsiwy/nikt mnie nie kocha/ ja nie potrafie
                                        nikogo pokochac/zostane gejem, bo tatus mnie nie kochal" Nie mowie, ze to wciaz
                                        nie moze bolec. Ale te emocje trzeba przepracowac, stawic im czola, trzeba zdac
                                        sobie sprawe, co robia z naszym zyciem. Tak mozemy sobie pomoc naprawde.
                                        • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 21:11
                                          Dakoto, zgadzam się z Tobą jak najbardziej!

                                          To jest właśnie moje wielkie przekonanie i mam nadzieję, że ono przebija ze
                                          wszystkich postów: że zawsze, póki życia, jest możliwość coś z naszymi
                                          problemami zrobić, gdy się w nich połapiemy, tylko musimy też mieć niezgodę na
                                          to co dla nas złe i pomału, z tej niezgody, zbliżyć się do chwili, w której już
                                          poczujemy, że w sobie siłę czy dojrzeliśmy, żeby coś z tym zrobić.

                                          Czasem tak jest, że ktoś już się wiele dowie i już ma pewien wgląd skąd się
                                          wzięły jego problemy i wiedzę jakie one są, ale nie jest jeszcze gotowy do
                                          podjęcia tej zmiany i to wszystko w nim pracuje jeszcze rok czy dwa i on w
                                          swojej sytuacji jeszcze tkwi, ale potem ta osoba zdobywa się na to, żeby
                                          naprawdę zacząć pracować nad tym, co trudne.

                                          Ja widzę też po sobie bardzo mocno jak podświadomość kierowała mnie do pewnych
                                          sytuacji i jak potem one okazywały się złe (choćby model mojego jedynego związku
                                          był niemal "wyreżyserowany" przez podświadomość i przez wzorzec "więzi
                                          pierwotnej"), ale w tych sytuacjach mimo wszystko (taki już mam charakter)
                                          starałam się widzieć co się dzieje, zrozumieć to i wyciągać wnioski z nawet
                                          trudnych i bolesnych doświadczeń i iść dalej. To "staranie się zrozumieć" często
                                          przebiegało bardzo po omacku i pamiętam, że były momenty, gdy już nawet coś
                                          rozumiałam, ale "wolałam" tkwić w tym, co złe, bo nie miałam siły i odwagi z tej
                                          wiedzy skorzystać. Ale jednak coś pracowało we mnie i utorowało sobie drogę do
                                          chwili, gdy już coś próbowałam zmieniać i znalazłam w sobie siłę i jakąś większą
                                          jasność w głowie.

                                          To zmienianie się, to tak naprawdę walka o siebie, bo często wskutek dzieciństwa
                                          wielu ludzi żyje "w nieswojej tożsamości" - w tożsamości np. bohatera, maskotki,
                                          kozła ofiarnego itp., oraz w wielu innych nienazwanych tożsamościach, ale nie
                                          swoich, i jego podświadomość czuje, że coś jest nie tak, i teraz chodzi o to,
                                          żeby odnaleźć kim się jest i nareszcie móc tym kimś być. :)

                                          A więc jestem całym sercem za szukaniem wglądu, odpowiedzi i za ciągłą pracą nad
                                          sobą - w atmosferze zaopiekowania się sobą i bycia swoim najlepszym
                                          przyjacielem, bo tak często bywa, że sami dla siebie jesteśmy bardzo ostrzy i
                                          okrutni, a tak nie powinno być. Wiedza kosztuje i nawet jeśli popełniamy błędy,
                                          jeśli mieliśmy złe związki itp., to jeśli jest jeszcze życie, to można się
                                          starać, żeby na przyszłość było lepiej. I naszą wiedzę wykorzystać też, żeby
                                          naszym dzieciom nie zgotować tego, co się stało naszym udziałem.

                                          Pozdrawiam Was dziewczyny i myślę, że jeszcze tu zajrzę, ale ze skruchą teraz
                                          powracam do swoich książek, ech....
                                          Trzymajcie się!
                                          • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 22:43
                                            A ja mam mieszane uczucia, droga Ginestro.
                                            Bo z jednej strony całą sobą potakuję Ci, że tak, warto mieć w siebie wgląd, pracować z emocjami, rozgryzać wzorce, jakie nam się wdrukowały, bo im człek bardziej siebie świadomy, tym mniej wpada w błędne koło toksycznych relacji. I generalnie bardzo lubię w Twoich wypowiedziach ten postulat zaopiekowania się sobą i postępowania ze sobą jak z najlepszym przyjacielem.
                                            Z drugiej zaś strony, niejednokrotnie podkreślasz wagę więzi dziecka z biologicznymi rodzicami, nawet jeśli zostało przez nie opuszczone; pamiętam, że w którejś Twojej wypowiedzi był wręcz postulat, że pierwszy rok jest bardzo istotny dla naszego emocjonalnego rozwoju i niejednokrotnie determinuje nasze wzorce zachowań w późniejszym życiu, nie pamiętam, czy był tam taki wniosek, ale nasuwa mi się: że dziecko opuszczone będzie bardziej walczyło o uwagę bliskich i bardziej zabiegało o akceptację otoczenia. Że gdzieś w tym wszystkim utrwala się schemat poczucia, że na uczucia bliskich trzeba jakoś zasłużyć.
                                            Ładnie się to, nb, wpisuje w role Laury i Róży: jedna walczy o uwagę, druga nadmiernie się troszczy o akceptację.

                                            Zwracam na to uwagę dlatego, że jest to wątek, który budzi mój niepokój. Poszło tyle osobistych zwierzeń, że i ze swoim się wychylę: pierwszy rok życia spędziłam w domu małego dziecka, z drobnymi przerwami na pobyty w szpitalu, z którego ostatecznie, na święta 1978 zabrali mnie moi aktualni rodzice.
                                            Dodam, że dowiedziałam się o tym stosunkowo niedawno, będąc już sporo po 20-tej wiośnie życia (mama twierdziła, że jak byłam 4-5-latką, przekazała mi tę informację "urodziła cię inna pani, ale to ja jestem twoją mamą" i ciekawe jest to, że kompletnie tego nie pamiętam, przyjęłam rzecz zupełnie naturalnie, bez koncentracji na wadze informacji - to taki drobny przyczynek, że dzieciom można i należy mówić prawdę, bo przyjmują ją dużo naturalniej niż dorośli; to dorośli potrzebują różowej chmurki złudzeń, dzieci mają o wiele mniej wątpliwości). Od czasu do czasu wracam do tego tematu usilnie zastanawiając się, na ile ów rok mnie ukształtował; na ile późniejsze porażki i sposób funkcjonowania w sferze emocji wynikały właśnie z tego, że przez jakiś czas byłam dzieckiem opuszczonym przez biologicznych. Nie widzę, przyznam szczerze, większych dysfunkcji niż w znajomych, którzy tego nie zaznali. A spora część wzorców, jakie powielam, wynika raczej z tych podpatrzonych u moich aktualnych rodziców (przecież wiem, że zaciskam usta zupełnie jak mama, gdy coś budzi moją dezaprobatę!). Więc może jednak ten pierwszy rok jest trochę przeceniany, jeśli później rodzice dołożą starań, by załatać doznaną przez dziecko dziurę w poczuciu bezpieczeństwa?
                                            • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 23:04
                                              szprota napisała:
                                              >Więc może jednak t>en pierwszy rok jest trochę przeceniany, jeśli >później
                                              rodzice dołożą starań, b
                                              > y załatać doznaną przez dziecko dziurę w poczuciu bezpieczeństwa?

                                              Ja sie spotkalam z wypowiedziami, ze to nie tylko pierwszy rok, ale cale trzy
                                              pierwsze lata sa tak bardzo wazne dla formowania sie emocji dziecka.
                                              Co bardziej pasuje z tym, ze typowe, zachodnie dzieci do pierwszego roku zycia
                                              raczej maja mniejszy kontakt psychofizyczny z reszta otoczenia niz z matka / ta
                                              duza, ciepla osoba z cycem/butelka. Smiem postulowac, ze do tego pierwszego roku
                                              zycia dla maluchów najwazniejsza jest ta duza z cycem a poza owa, dzieci raczej
                                              nie odrózniaja czy trzyma ich ojciec czy ciocia czy calkiem obca pielegniarka,
                                              póki ta inna duza osoba jest ciepla i miekka.
                                              Co o tym myslicie? :)
                                              • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 23:12
                                                Mysle, ze cos w tym jest :-)
                                              • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 23:23
                                                Ja sobie myślę, że to ma więcej sensu niż ten pierwszy rok :)
                                            • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 23:34
                                              Mysle, Szproto, ze inna rzecza jest ojciec nieobecny (czyli taki,
                                              ktorego nie ma i nigdy nie bylo), a inna ojciec, ktorego fizycznie
                                              co prawda nie ma, ale caly czas jest czescia systemu rodzinnego i ma
                                              na niego wplyw. Taki Janusz Pyziak nigdy naprawde nie zniknal z
                                              zycia Borejkow - nie bylo go cialem, ale w powietrzu wisialo puste
                                              miejsce po nim, ktore wszyscy kolejno obchodzili bokiem. I z tym
                                              nalezalo sobie poradzic, nie z realna osoba o imieniu Janusz.

                                              Bardzo poruszyly mnie Twoje zwierzenia i az mnie zaklulo w sercu,
                                              jak sobie pomyslalam o malej szprotce gdzies tam w szpitalach - ale
                                              ciesze sie, ze Twoi rodzice Cie w nich odnalezli :-)
                                              • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 23:37
                                                Dziękuję Ci, Croyance :) Też się cieszę.
                                                I niech Cię nie kłuje, to już się stało i minęło.
                                                • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 23:42
                                                  Nio :-)
                                                  • ginestra Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 02:08
                                                    Kochana Szprotko!
                                                    Mocno Cię ściskam i dziękuję za zwierzenie się z Twojej historii.
                                                    Zajrzałam teraz jeszcze do tego wątku na moment i cieszę się, że zobaczyłam Twój
                                                    post. Podobnie jak Croyance, jestem bardzo poruszona i serce boli, ale też ulgą
                                                    jest wiedzieć, że znalazłaś wkrótce swoich obecnych rodziców!

                                                    Chciałabym Cię (o ile to możliwe) pocieszyć w Twoich wątpliwościach o tym
                                                    pierwszym roku życia i spieszę wyjaśnić jak ja to widzę, a zawsze można jeszcze
                                                    tę wiedzę oczywiście poszerzyć. Otóż, ja zaczerpnęłam te wiadomości o
                                                    dzieciństwie głównie z książek Alice Miller i teraz też rzuciłam się do książki
                                                    "Dramat udanego dziecka", którą mam po angielsku, żeby znaleźć fragment o tym,
                                                    że możliwe jest "załatanie dziur miłością", bo Alice Miller właśnie równoważyła
                                                    zawsze tę swoją wiedzę o człowieku i o dzieciństwie (wiedzę trudną niekiedy)
                                                    właśnie wielką nadzieją. Jednakże nie udało mi się tego fragmentu znaleźć. Wiem
                                                    jednak, że ona pisała też właśnie o tym, że wszystko to, co się dalej wydarza w
                                                    życiu też ma na nas wpływ, i że mimo tych deficytów, można wiele rzeczy uleczyć
                                                    i wiele sobie dać i przyjąć od świata.
                                                    Alice Miller coś zrozumiała (też w dużym stopniu na sobie) i dzieli się tym, co
                                                    odkryła, jednakże ona ma też wielką pokorę wobec swojej dziedziny. Podobnie jak
                                                    Antoni Kępiński, nieżyjący już wybitny psychiatra, uważa ona, że nie sposób jest
                                                    człowieka poznać "bez reszty". Zawsze człowiek będzie krył jakieś tajemnice -
                                                    dla siebie samego też. Można coś zrozumieć i zobaczyć, poznać jakieś wpływy i
                                                    mechanizmy, które są prawdziwe, ale do końca nie wiemy jak jest z konkretnym
                                                    człowiekiem. A więc na pewno lata, w których wychowywali Cię obecni rodzice
                                                    miały ogromne znaczenie.

                                                    I teraz, o tym pierwszym roku życia, to Alice Miller jest zdania, że po prostu
                                                    wszystko się w człowieku "nagrywa" od pierwszych chwil, godzin życia i tak
                                                    dalej. Dziecko czuje jak jest witane na tym świecie, czy ktoś się nim cieszy,
                                                    czy matka (której głos i ciało już zna) przytula go, uspokaja, karmi, czy też
                                                    jest rozdzielone z matką i przeżywa wielki lęk i opuszczenie. Potem nagrywa się
                                                    w nim to, jak się nim ktoś zajmuje - czy z czułością i opieką i odpowiedzią na
                                                    jego potrzeby, czy też nerwowo, czy brzydzi się nim np. przy zmianie pieluchy
                                                    itp. Potem nagrywają się wszystkie inne emocje i interakcje, gdzie ważne jest
                                                    nauczenie dziecka co ono konkretnie czuje, bo samo tego nie wie; nauczenie go,
                                                    że wszelkie uczucia (smutek, złość, radość) są jakoś uprawnione, że on ma prawo
                                                    je odczuwać. I dalej wszelkie rzeczy związane z poczuciem bezpieczeństwa, byciem
                                                    kochanym, dawaniem i przyjmowaniem itp. To wszystko się nagrywa na tym głębokim,
                                                    nieświadomym poziomie i to stąd nieświadomość czerpie wiedzę o tym czy ktoś
                                                    czuje się chciany na świecie, kochany, czy chce żyć itp. Oczywiście nikt z nas
                                                    nie miał tego procesu idealnego itp. Natomiast w indywidualnych przypadkach
                                                    mogło być lepiej lub gorzej.

                                                    I teraz, tak myślę, Szprotko, że u Ciebie to jest wielka tajemnica jak było z
                                                    tymi Twoimi pierwszymi chwilami, godzinami, dniami, tygodniami życia. Zawsze
                                                    można mieć nadzieję, że to powitanie na świecie było jednak dobre i takie jak
                                                    powinno, że coś dobrego się w Tobie w tych godzinach nagrało i zapisało. Potem
                                                    nastąpiło na pewno jakieś rozdzielenie i ten bardzo trudny rok, jednakże nie
                                                    wiemy jakie były te ręce, które się Tobą wtedy opiekowały. Może trafiłaś na
                                                    dobre osoby? Może w tym szpitalu też ktoś troskliwie się Tobą opiekował, mówił
                                                    coś dobrego do Ciebie? Może ktoś coś dobrego zdążył Ci dać? (Tu naprawdę, mimo
                                                    szpitalnych i instytucjonalnych warunków, najważniejszy jest czynnik ludzki i on
                                                    mógł być dobry). Na pewno jednak było "i to i to" - nagrały się jakieś dobre
                                                    emocje (skoro żyjesz, to na pewno trochę miłości, akceptacji i cieszenia się
                                                    Tobą doznałaś i w tym pierwszym roku - to podobno jest dowód: skoro żyjemy, nie
                                                    odebraliśmy sobie życia, to wszyscy choć trochę tej miłości dostaliśmy);
                                                    jednakże na pewno nagrały się i inne emocje (siłą rzeczy).

                                                    I teraz to wszystko trzeba chyba przyjąć takim, jakie jest: i tę tajemnicę i
                                                    trochę wiary, że mogło być i coś dobrego i wiedzę o tym, że niestety były i te
                                                    bardzo trudne uczucia (poczucie opuszczenia, lęk, tęsknota, a może i inne tego
                                                    typu) i też się nagrały i w różnych, słabszych momentach życia dawały Ci o sobie
                                                    na pewno znać i być może czasem się jeszcze odezwą. Ale wiedząc o tym, można
                                                    właśnie być dla siebie dobrym i wyrozumiałym i bardziej się o siebie
                                                    zatroszczyć: wiedzieć, że - jak taki moment najdzie - jest to taki właśnie
                                                    gorszy moment i starać się uspokoić siebie, wierzyć, że ten moment minie i
                                                    sięgać po to, co może wtedy prawdziwie pomóc.

                                                    Myślę, że ulgę może przynieść też jakieś odczucie wdzięczności tym nieznanym z
                                                    imienia ludziom, którzy się Tobą opiekowali w tym pierwszym roku - poczucie, że
                                                    jednak nie byłaś sama, że ktoś się troszczył, że ktoś Cię leczył, gdy chorowałaś
                                                    i wierzył w Twoje wyzdrowienie, dobrze Ci życzył - bo to można chyba przyjąć
                                                    jako fakt. Nie wiem jak to wyrazić, ale wiem po sobie, że przynosi ulgę i daje
                                                    siłę, w jakiś magiczny sposób, wyobrażenie sobie i przypomnienie wszystkich
                                                    osób, które coś dobrego dla mnie zrobiły, (nawet małego, nawet gdy było to jedno
                                                    słowo czy gest) i to odczucie wdzięczności dla nich, jakieś podziękowanie im w
                                                    sercu za to (lub jak się da, to w realny sposób) daje naprawdę wielką siłę.

                                                    Kiedyś usłyszałam też takie pocieszenie, na temat tych deficytów, które się
                                                    miało w dzieciństwie, że tak jak dziecko, które nie mogąc być wykarmione przez
                                                    matkę, może otrzymać mleko z innego źródła (np. w mieszance na bazie krowiego
                                                    mleka, czy od innej kobiety karmiącej, czy z banku mleka), tak i człowiek o
                                                    pewnych deficytach, może je sobie później jakoś uzupełnić: od innych ludzi, od
                                                    zwierząt, od Boga, od literatury, sztuki, muzyki, przyrody i tak dalej. I po
                                                    prostu, gdy się wie, że się te deficyty ma i nie da się tego zmienić, bo nie
                                                    cofniemy czasu, to można z tym żyć i próbować pomału uzupełniać je sobie. I ja w
                                                    to wierzę.

                                                    Tak więc wydaje mi się, że zawsze póki życia, póty jest nadzieja na lepsze. Na
                                                    pewno doświadczenia (też te trudne), jeśli uświadomione i opłakane, potrafią dać
                                                    człowiekowi więcej empatii i więcej ukierunkowania, żeby innym ludziom nie
                                                    wyrządzać czegoś złego, a także ich wesprzeć. To też jest jakaś korzyść.

                                                    Co do terapii, to Alice Miller mówi o tym, że gdy się opowie "świadomemu
                                                    świadkowi" o tym, co się przeżywało, dotrze się, poprzez mroki pamięci, do
                                                    uczuć, które się wtedy miało, również tych wypartych i poczuje się je znowu i
                                                    przeżyje i uświadomi i wyrazi, to one wyparują i to będzie ulga, bo to
                                                    "nagranie" już przestanie o sobie przypominać, a tak to przypomina człowiekowi
                                                    na różne sposoby, żeby coś z nim zrobił. I jak komuś ta jego nieświadomość to
                                                    nagranie przypomina (np. poprzez choroby, nałogi, złe relacje itp.), to może
                                                    warto jej wysłuchać i na taką terapię pójść. Ale zapewne nie jest to
                                                    bezwzględnie konieczne, jeśli ona nie przypomina, jeśli człowiek daje sobie
                                                    radę, jak pisałam wyżej, za sprawą tego "banku mleka", a także szeroko pojętej
                                                    pracy nad sobą. Ogólnie nikomu nie zaszkodzi chyba poszerzanie świadomości i
                                                    uczenie się rozumienia siebie i swojej historii. Na pewno jakoś warto. I warto
                                                    być dobrej myśli.

                                                    Trzymaj się! Pozdrawiam Cię serdecznie!
                                                  • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:50
                                                    Dziewczyny,
                                                    dzięki za ciepłe słowa.
                                                    Od razu zaznaczę, że ich nie oczekiwałam (a tu taka serdeczność!) i nie z taką myślą pisałam tamtego posta. Bardziej chciałam poddać pod dyskuję tę kluczowość pierwszego roku i możliwość załatania ewentualnej dziury.
                                                    Dodam jeszcze, że nie mam, a w każdym razie nie pielęgnuję żalu do nikogo o ten pierwszy rok. To jest faktycznie dla mnie tajemnica, jak to się potoczyło i chyba nawet nie chcę dociekać, bo i co by to zmieniło. Ważne to, co było potem, a było - w normalnej rodzinie.

                                                    I ta normalna rodzina przecież dała mi wystarczająco uczucia, bym nie zadręczała się myślą, dlaczego w jakiś tam sposób zostałam przez biologicznych porzucona. Tu wracam do Laury. Jej pytania o Pyziaka, poza oczywistym i naturalnym prawem dziecka do wiedzy o swoim rodzicu, niosą według mnie jeszcze przekaz zwątpienia w siebie, refleksji, czy na pewno zasługuje (zasługuje!) na miłość. Jestem przekonana, że gdyby była otoczona szczerym, naturalnym uczuciem, tych wątpliwości - bo chyba przecież zawsze czasem jakieś są - byłoby o wiele mniej.
                                              • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 07:05
                                                croyance napisała:

                                                >
                                                > Bardzo poruszyly mnie Twoje zwierzenia i az mnie zaklulo w sercu,
                                                > jak sobie pomyslalam o malej szprotce gdzies tam w szpitalach - ale ciesze
                                                sie, ze Twoi rodzice Cie w nich odnalezli :-)

                                                Moge sie pod tym podpisac:-)
                                                • nikusz Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.03.09, 20:33
                                                  dakota77 napisała:

                                                  > croyance napisała:
                                                  >
                                                  > >
                                                  > > Bardzo poruszyly mnie Twoje zwierzenia i az mnie zaklulo w sercu,
                                                  > > jak sobie pomyslalam o malej szprotce gdzies tam w szpitalach - ale ciesz
                                                  > e
                                                  > sie, ze Twoi rodzice Cie w nich odnalezli :-)
                                                  >
                                                  > Moge sie pod tym podpisac:-)
                                                  >
                                                  i ja też, szprotko kochana
                                                  • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 29.03.09, 15:10
                                                    Śliczne dzięki :)
                              • lacitadelle Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:04
                                zgadzam się jak najbardziej z giniestrą - nie mam wprawdzie podbudowy
                                teoretycznej do tego, ale niestety w bliskim otoczeniu mam osobę, której taki
                                realistyczny obraz ojca wyrządził wiele złego. szczególnie widzę tę osobę, gdy
                                czytam ten fragment:

                                > No i jest pewna też (nieświadoma) identyfikacja dziecka z ojcem. Trudno mieć
                                > szacunek do siebie i kochać siebie (na jakimś głębokim poziomie), gdy się
                                > uwierzyło, słyszało od zawsze itp., że mój ojciec był zły, a ja jestem do niego
                                > podobny, krew z krwi itp.
                                > W dziecku ponadto (nawet, gdy jest już dorosłym) "coś" w nim samym drąży
                                > nieustannie temat "czy ojciec mnie kochał", "czy ojciec by mnie pokochał, gdyby
                                > mnie teraz znał albo gdyby nie pokłócił się z mamą jak byłem mały i nie odszedł
                                > - bo może mnie wtedy jeszcze dobrze nie znał" i tak dalej.
                                • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:44
                                  > niestety w bliskim otoczeniu mam osobę, której taki
                                  > realistyczny obraz ojca wyrządził wiele złego.

                                  W najbliższym z mozliwych otoczeń mam osobę, której realistyczny
                                  obraz ojca niczego złego nie wyrządził. Realistyczny, ale
                                  dostosowany do wieku dziecka, oczywiście.
                                  Poza tym - do jakiego wieku można bronić przed dzieckiem tego obrazu
                                  ojca, skoro dziecko samo widzi, że ojciec: zniknął z życia
                                  rodziny/pije/popelnia przestępstwa/notorycznie kłamie/nie dotrzymuje
                                  obiecnic/ma dziecko w nosie/niepotrzebne skreślić?
                              • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:15
                                Cytat
                                Małe dziecko raczej (na nieświadomym poziomie) "wytłumaczy" to sobie tak, że to ono było niedostatecznie dobre, skoro ojciec odszedł, skoro go nie kochał itp.



                                No właśnie, Ginestro.
                                Jeśli dziecko nie otrzymuje żadnych informacji, albo otrzymuje informację, że ojciec był tak naprawdę dobry, ale zrobił coś bardzo złego, to zapewne będzie się zastanawiać, dlaczego ojciec zrobił coś złego - i owszem, może wywnioskować, że dobrzy ludzie też postępują źle, ale może też dojść do wniosków, że było niewystarczająco dobre itp, że doprowadziło ojca - dobrego człowieka - do takiego zachowania.

                                Aha. Ja mówię o sytuacjach, kiedy "zbrodnia" faktycznie zbrodnią jest. Czyli bicie itp.

                                Kiedy dziecko dostaje prosty komunikat "ojciec jest złym człowiekiem, a źli ludzie robią złe rzeczy" - nie musi analizować intencji tego "złego postępowania". Nie będzie obwiniać siebie ani matki za to, że ktoś jest zły.
                              • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:30
                                > Dziewczyny, myślcie co chcecie, każdy ma prawo do własnego zdania

                                Tak, i nawet gdy się z Tobą nie zgadzam, to uwielbiam Cię czytać :)

                                > Jestem za tym, żeby po pierwsze starać się oddzielić czyny od
                                człowieka: można powiedzieć, że ten (mówię ogólnie) ojciec źle
                                postępował, że nie powinien był tego robić, co robił (jeśli robił
                                coś złego) i tak dalej

                                O, tak, tu racja.

                                > Po drugie, ocena matki to ocena matki. Dla niej on był niedobry,
                                owszem.

                                Ale ojciec, który porzuca rodzinę a la Pyziak, jest niedobry nie
                                tylko dla swojej żony, lecz także dla dzieci. Co innego, gdy ten
                                ojciec odchodzi od żony, zakłada nową rodzinę, ale kocha dzieci,
                                okazuje to, jest przy nich. Wtedy faktycznie nalezy oddzielać to, co
                                zrobił żonie od tego, co robi dzieciom.

                                > Małe dziecko raczej (na nieświadomym
                                > poziomie) "wytłumaczy" to sobie tak, że to ono było
                                niedostatecznie dobre, skoro ojciec odszedł, skoro go nie kochał itp.

                                A wiesz, ja doszłam do dokładnie przeciwnego wniosku. Że dziecko
                                może uznać, że skoro tatuś był takim "miłym chlopcem", to feler musi
                                być w dziecku, skoro ten fajny tatuś go nie chce.

                                > Moim zdaniem bardzo ważne jest
                                > starać się widzieć sprawy oczami dziecka.

                                I to, co ja piszę, jest pisane przez pryzmat dziecka, którym byłam.
                                Przy czym nie zamierzam się upierać, że z tego powodu moja racja
                                jest mojsza, bo ludzie są rózni i sytuacje są rózne. To dla mnie też
                                trudny temat, w kazdym razie.
                            • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 13:54
                              W pelni sie z toba zgadzam, kkokos.
                              • madame-bovary Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:37
                                A ja w pełni zgadzam się z Ginestrą - jak zwykle, zresztą :)
                            • madame-bovary Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:42
                              Z pewnością bardziej zdrowe, uczciwe i bezpieczne dla psychiki dziecka jest nazywanie ojca (spotkałam się kiedyś z tym określeniem na naszym forum) jako SPONSOR PLEMNIKA. Do dziś czuję się zniesmaczona i zasmucona faktem, że mozna wychowywać dziecko w podobnej pogardzie dla - złego czy dobrego, ale ojca.
                              • mmaupa Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 15:55
                                Zrozumialabym utajanie przed dzieckiem jego pochodzenia gdyby np. bylo owocem
                                gwaltu (wtedy naprawde nie ma jak wybielac tatusia - bo i za co, w jaki
                                sposob?). Ale w przypadku Laury mozna po ludzku powiedziec, ze tata sie
                                przestraszyl odpowiedzialnosci/mama z tata nie mogli dojsc do
                                porozumienia/wydawalo im sie, ze sie kochaja, ale jednak nie wyszlo itd. Jesli
                                Gabie jest trudno o tym rozmawiac, to ten obowiazek powinna wziac na siebie
                                rodzina, im wczesniej, tym lepiej.

                                Popatrzcie na Borejkow i Zakow. U Borejkow Gaba chlipie w garsc, w rodzinie
                                panuje zmowa milczenia, Laura jest traktowana jak zbrodzien bo "wsadza kij w
                                mrowisko" i "rozdrapuje stare rany" - u Zakow Wiesia chlipie w garsc, rodzinie
                                jest, owszem, przykro, ale wesolutki Bobcio nie ma zadnego problemu z
                                dopowiedzeniem, ze ojciec "sie rozwiodl".
                              • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:05
                                madame-bovary napisała:
                                > Z pewnością bardziej zdrowe, uczciwe i bezpieczne dla psychiki >dziecka jest
                                naz>ywanie ojca (spotkałam się kiedyś z tym >określeniem na naszym forum) jako
                                SPONS>OR PLEMNIKA. Do dziś czuję >się zniesmaczona i zasmucona faktem, że mozna
                                wychow
                                >ywać dziecko w podobnej pogardzie dla - złego czy dobrego, ale ojca.

                                Zlego ojca nie wypada szanowac, jesli byl zly (n.p. wrzeszczal i bil albo co
                                gorszego). Nie wolno pochwalac jakiegos przestepcy czy wampira psychicznego
                                tylko dlatego, ze splodzil dziecko przypadkiem. Ze zlym ojcem jest problem, jak
                                wytlumaczyc dziecku, ze to byl/jest ktos zly, w taki sposób aby dziecko nie
                                doznalo glebokiej traumy.
                                Ale tu piszemy o Pyziaczku, który porzucil Gabe z dziecmi, a nie o przestepcy.
                                Owszem zle zrobil, ale nie az tak, zeby Gaba przez 20 lat wyzywala sie na to na
                                niewinnej Laurze.

                                Sponsor plemnika zas to ojciec nieznany dziecku, z którym sie nie ma zadnych
                                relacji, czyli osoba praktycznie obojetna.
                                • madame-bovary Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:11
                                  Chyba że ojcem jest nieznany dawca nasienia z banku tegoż, to owszem, ale w każdym innym przypadku takie określenie rzucane (nie w gronie psiapsiółek ale przy dziecku) jest wg. mnie niedopuszczalne.
                                  Czy ojciec wychowujacy samotnie dziecko, porzucony prze mamusię lekkich obyczajów, ma nonszalancko określać ją w rozmowie z dzieckiem jako kurwę?
                                  • mmaupa Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:18
                                    > Czy ojciec wychowujacy samotnie dziecko, porzucony prze mamusię lekkich obyczaj
                                    > ów, ma nonszalancko określać ją w rozmowie z dzieckiem jako kurwę?

                                    Nie, poniewaz nie jest to kulturalne okreslenie. Moze dziecku powiedziec, ze
                                    mamusia z zawodu byla prostytutka (jesli to prawda), lub ze miala problemy z
                                    utrzymaniem zwiazku monogamicznego.
                                  • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:30
                                    madame-bovary napisała:
                                    > Chyba że ojcem jest nieznany dawca nasienia z banku tegoż, to >owszem, ale w
                                    każ> dym innym przypadku takie określenie rzucane >(nie >w gronie psiapsiółek
                                    ale przy> dziecku) jest wg. mnie >niedopuszczalne.

                                    Hehe.. sugerujesz, ze ojciec obecny w zyciu dziecka, którego dziecko zna i
                                    pamieta, nie wydziela plemników, tylko jakis pyl gwiezdny? Dziecko w kapuscie
                                    znaleziono, a tylko ten z banku daje sperme?

                                    > Czy ojciec wychowujacy samotnie dziecko, porzucony prze mamusię >lekkich
                                    obyczaj> ów, ma nonszalancko określać ją w rozmowie z >dzieckiem jako kurwę?

                                    Nie rozumiem jak zartobliwe okreslenie "sponsor plemnika" laczy sie w Twym
                                    umysle z ciezkim okresleniem kurwa?
                                    Piszesz wiec, ze mówiac na nieobecnego ojca lekkich obyczajów, co porzucil
                                    samotna matke z dzieckiem per "sponsor plemnika" to tak samo
                                    jak powiedziec "zlamany kutafon"?

                                    Ojciec samotnie wychowujacy dziecko, moze okreslac matke nieobecna "dawczynia
                                    jajeczka". Nie wiem, dlaczego sie tak boisz biologicznych okreslen ;P
                                    • madame-bovary Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:40
                                      W tej zbitce bardziej razi mnie słowo "sponsor" niż "plemnik". Nie, nie boję się biologicznych okresleń, tylko uważam że sprowadzają poczęcie dziecka do czystej fizjologii, a wątpię żeby jakiekolwiek dziecko chciało tak to postrzegac.
                                      • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 16:56
                                        madame-bovary napisała:
                                        > W tej zbitce bardziej razi mnie słowo "sponsor" niż "plemnik".

                                        To mozna uzyc neutralniejszego slowa "dawca".
                              • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:47
                                > Do dziś czuję się zniesmaczona i zasmucona faktem, że mozna
                                wychowywać dziecko w podobnej pogardzie dla - złego czy dobrego, ale
                                ojca.

                                A nie sądzisz, że to jednak przede wszystkim wina owego ojca, że nie
                                zasłużył na ładniejsze określenie?
                                (Przy czym dodam, że do dziecka o jego ojcu bym tak nie powiedziała.)
                        • mama_kotula Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 12:44
                          Ginestro, odpisałam, wieczorem napiszę więcej.
                  • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:49
                    > Lepiej- wedlug mnie - ze powoli odkrwyala karty samodzielnie.

                    Nie. Dziecko ma prawo wiedzieć, kim jest. Laurze powinno się
                    powiedzieć prawdę - dostosowaną do wieku - jakieś 10 lat przed
                    akcją "Tygrysa i Róży". I nie unikać pytań, nie robić z siebie
                    cierpiętnicy, bo niedobra córka smie pytać, kto jej dał 50%
                    materiału genetycznego.

                    > Cały bol wziela na siebie matka, ze sie tak sentymentalnie wyraze.

                    Tia, jasne, Laury nic nie bolało, poza tym, że czuła się obca w
                    rodzinie tylko dlatego, że jest podobna do ojca, o którym NIC nie
                    wie. Poza tym, że był miłym chlopakiem, co brzmi szalenie
                    wiarygodnie w kontekście tego, że porzucił jej matkę i siostrę (bo o
                    samej Laurze chyba nie wiedział).
                  • anutek115 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:22
                    rozdzial43 napisała:
                    Zgodnie z
                    > Waszymi postulatami powinna uczynić to tak:
                    > LAURA: mamo, gdzie jest tatus?
                    > MAMA: wyjechal do Australii
                    > LAURA: dlaczego?
                    > MAMA: bo jest nieodpowiedzialnym i niemoralnym gnojkiem i nie kocha nas
                    > LAURA: a dlaczego nie widzial mnie ani razu? nie byl mnie nawet ciekaw?
                    > MAMA: zupełnie go nie obchodzilas, tak zresztą jak i ja i Pyza. To zly mezczyzn
                    > a
                    > jest.
                    >
                    > Pytanie tylko, ile wedlug Was powinna miec lat Laura w chwili tej rozmowy


                    Ale dlaczego aż tak? Czemu zaraz wyjeżdżać z gnojkami i te pe? Nie jest to
                    zgodne z żadnym moim postulatem, na pewno! Nie można tak na przykład:

                    LAURA: mamo, gdzie jest tatus?
                    > MAMA: wyjechal do Australii
                    > LAURA: dlaczego?
                    > MAMA: szukał tego, co mu się wydawało lepszym życiem, zawsze taki był, ciekawy
                    świat, nie mogący usiedzieć w jednym miejscu...
                    > LAURA: a dlaczego nie widzial mnie ani razu? nie byl mnie nawet ciekaw?
                    > MAMA: najpierw nie mógł, gdy wyjechał nie mógł wrócić, jak tylko tego
                    zapragnął, to były zupełnie inne czasy. A potem, może chciał cię zobaczyć? Może
                    był ciekaw? Może się wstydził tego, że nas zostawił? Może myślał, że to my go
                    nie będziemy chcieli widzieć? Jeśli chcesz go sama o to zapytać, to poszukamy
                    adresu i napiszesz list/wyslemy maila/zadzwonimy...

                    Nie jest to rzecz, której nie mogłaby zrozumieć dwunastolatka. I ani jedno słowo
                    w tej wypowiedzi nie jest kłamstwem (co ważne, jak sądzę). I nikt nikogo nie
                    nazywa gnojkiem, co też ważne.

                    Ponadto uważam, że taka rozmowa NIE MUSIAŁABY się odbywać, gdyby z osoby ojca
                    Laury nie robiono non stop problemu i mówiono o nim juz wcześniej.
              • tygrys2112 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 19:58
                Nie do końca się z Tobą zgadzam Dakoto. Moim zdaniem to trochę genów
                i trochę wpływów. Gdyby kształtowały nas tylko wpływy, wszystkie
                dzieci w danej rodzinie miałyby identyczne charaktery (np. Róża i
                Laura), bo przecież kształtowałaby je jedynie rodzina i otoczenie. A
                przecież nawet bliźnięta różnią się często między sobą (Piotr i
                Paweł Żeromscy). Ludzie mają różne temperamenty - jedni są od
                dziecka zdecydowani, inni ostrożniejsi. Moim zdaniem zachowanie
                Laury to jej idywidualizm + przekora + poczucie odrzucenia +
                zaniedbania Gabrieli. A może coś jeszcze.
                • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 20:49
                  Przeciez nie twierdze, ze geny nie maja zadnego znaczenia. Wiadomo, ze jestesmy
                  dzieki nim zapropgramowani na wiele rzeczy, nie tylko dotyczace wygladu i
                  zdrowia. U niemowlat juz widac przeciez, jakie maja charaktery, jedne sa
                  spokojne, inne zywe, szybciej sie ucza itp. Ale potem dochodzi do socjalizacji i
                  to ona nas ostatecznie ksztaltuje, okolicznosci, jakim podlegamy, ludzie dookola.
                  Nie uwazam, ze dzieci w tej samej rodzinie mialyby identyczne charaktery, jak
                  piszesz. Okolicznosci zyciowe nigdy nie sa identyczne. Rodzice, nawet jesli tak
                  nie uwazaja, inaczej traktuja dzieci. Inne sa ich relacje z otoczeniem,
                  wydarzenia zyciowe. Nie mozna uksztaltowac identycznie dwoch osob, zawsze cos
                  zadzialam inaczej, moim zdaniem.
                  • tygrys2112 Re: Kłamstwa Pyziaka? 31.03.09, 22:12
                    Zgadzam się z Tobą. Potem przeczytałam posty, które napisałaś niżej
                    i myślę, że nasze zdania na ten temat są dość blisko siebie.
    • grimma Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:56
      hm
      jesli chodzi o matke - gabrysie to chyba wiele juz zostalo powiedziane

      jesli chodzi o Pyziaka, to tak mi sie wydaje ze:
      jesli Laura nie byla z "wpadki" to musieli jakos z glowa zaplanowac ze beda miec
      dziecko, albo przynajmniej brac pod uwage ze moze sie ono poczac. wiec
      odpowiedzialna matka (jaka powinna byc idealna Gabi) chyba rozmawiala z
      Pyziakiem o przyszlosci przed stosunkiem w wyniku ktorego poczela sie laura, no
      bo on chyba po tych dwoch latach nieobecnosci nie wszedl do jej domu ot tak,
      zjadl pierogi i posiadl i tyle go widzieli..
      wiec moze cos jej obiecal, cos razem ustalili i tu nie dotrzymal slowa..
      tak sobie mysle ze o to moglo chodzic ...
      • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 19:57
        No coś ty, kto przed seksem rozważa na zimno jego konsekwencje, zwłaszcza po
        rozstaniu:)
        • grimma Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:02

          > No coś ty, kto przed seksem rozważa na zimno jego konsekwencje, zwłaszcza po
          > rozstaniu:)

          po dwuletnim rozstaniu, bez dawania znakow zycia?
          ot tak?
          no ja bym byla troche nieufna -
          • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:06
            Myslicie, ze Gabrysia tak zobaczyla go w drzwiach i zaciagnela od razu do lozka,
            zostawiajac wszelkie rozmowy o tym, co sie z nim dzialo i jak sobie wyobraza ich
            przyszlosc na pozniej?:-)
            • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:21
              Może nie od razu - wątpliwe, żeby przy tej ilości Borejków być w mieszkaniu sam
              na sam:P - ale przecież ona mu przebaczyła, jak dostała ten spóźniony list,
              gdzie napisał "że był głupi, że kocha jak szalony mnie i Pyzunię" a później
              brakowało jej kasy na ten telegram "wracaj kochany". I od razu pilnie słuchała
              przez telefon, jak się dowiedziała, że to telegram (ten z pierogami). Więc
              uczucie było ze strony Gaby, nie rezerwa wtedy. Tak ja to odebrałam, z lektury OwR:)
              • morja13 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 20:48
                Ja też odebrałam, ze nie było żadnej rezerwy. Co więcej, myśle że i
                Pyziak był szczery w tym, co pisał. Wrócił, zjadł pierogi, wszystko
                było pięknie...i cos się musiało stać później. Może nie wytrzymał
                szarzyzny PRL-u, skoro wcześniej juz był w dalekim świecie i
                widział, że można żyć inaczej? Może ciasno mu było z Borejkami, w
                jednym mieszkaniu?

                Jakoś zawsze myślałam, ze on za drugim razem wyjechał tak najpierw
                nie na zawsze, tylko z myślą, żeby zarobić, odetchnąć i wrócić, a że
                potem mu się życie pokomplikowało i narozrabiał, to wyszło, jak
                wyszło.
                • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:54
                  jestem przekonana, że za ciasno mu było z borejkami w jednej chałupie. gaba go
                  mogła kochać i nie wypominać, ale ignacy wypominał dwa razy dziennie, a mila
                  traktowała z dużą rezerwą (co nie znaczy, ze mu się nie należało, rezerwa
                  oczywiście, a nie wypominanie - tyle że to po prostu głupie i do niczego dobrego
                  nie prowadzi).

                  a ja owszem, będę wybielać pyziaka. bo ja na przykład nie rozumiem tej rezerwy
                  mili i przekonania od pierwszego wejrzenia, że będą kłopoty. oczywiście
                  rozumiem, że można powziąć do kogoś antypatię od pierwszego wejrzenia i to chyba
                  był ten przypadek, ale przecież mila z tych podobno szlachetnych była, więc nie
                  powinna.
                  a chyba trudno budować sobie złą opinię na zawsze, już i kropka, o 17-letnim
                  chłopaku na podstawie tego, że podrywał połowę drużyny koszykarek na frazes o
                  kwiecie jabłoni. dlaczego aniela kłamiąc w żywe oczy i kombinując jak koń pod
                  górę była wartościowym człowiekiem, a pyziak ze swą jabłonią już jest złem
                  wcielonym, co koniecznie trzeba udowodnić w kolejnych książkach? jeśli spojrzeć
                  na grupę esd, to joanna płytka jak łyżka rokowała znacznie gorzej niż wykazujący
                  się zdecydowanie charakterem pyziak, ale o joannie nie dowiemy się w kolejnych
                  tomach niczego złego...

                  nie podzielam również wstrętu do pyziaka w związku z tym, że nie chciał mieć
                  ślubu kościelnego. rozumiem go doskonale :)

                  a w te wszystkie jego kryminały, chamstwo na drodze i skruszone powroty po
                  prostu nie wierzę - bardzo nieprawdopodobne, naciągane, wymuszone itd. po prostu
                  największa wpadka ze strony autorki.
                  • ginny22 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 21:59
                    > a w te wszystkie jego kryminały, chamstwo na drodze i skruszone
                    powroty po prostu nie wierzę - bardzo nieprawdopodobne, naciągane,
                    wymuszone itd. po prostu największa wpadka ze strony autorki.

                    Nie, największa wpadka autorki to Róza. Proponująca. Mu. Herbatkę.
                    • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:02
                      > Nie, największa wpadka autorki to Róza. Proponująca. Mu. Herbatkę.

                      Cóż chcesz
                    • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:03
                      > Nie, największa wpadka autorki to Róza. Proponująca. Mu. Herbatkę.

                      i tu się po raz kolejny nie zgodzę :) róża nie wiedziała, co zrobić, to zrobiła
                      to, czego jej w tym domu nauczono: zaproponowała herbatkę. zauważ, że ktokolwiek
                      przekroczy próg tego domu, dostanie herbatkę, a niektórzy - jak przypadkowy
                      woźny - zupę. róża zachowała się zachowawczo po prostu, wycofując się na
                      pozycję, która nie wymagała od niej reakcji. zaproponowała herbatkę i nie
                      musiała już nic więcej.
                    • morja13 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:09
                      Nie, największa wpadka to Pyziak w orszaku Borejków, pod rękę z
                      Łusią idący, narecze kwiatów w dłoni niesie. Kicz i zgrzyt aż zęby
                      bolą.
                      • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:23
                        morja13 napisała:

                        > Nie, największa wpadka to Pyziak w orszaku Borejków, pod rękę z
                        > Łusią idący, narecze kwiatów w dłoni niesie. Kicz i zgrzyt aż zęby
                        > bolą.

                        :)) Masz rację, aż mi coś robi na samo wspomnienie
                      • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:26
                        morja13 napisała:

                        > Nie, największa wpadka to Pyziak w orszaku Borejków, pod rękę z
                        > Łusią idący, narecze kwiatów w dłoni niesie. Kicz i zgrzyt aż zęby
                        > bolą.

                        I te dialożki z Józinkiem i Łusią w kuchni, a do kogo kto jest podobny...łeee:(((
                        Ja omal nie podarłam książki, jak to czytałam, w porę przypomniałam sobie, ile
                        kosztowała:) miałam odruch jak Ignac na widok Gomułki w TV:)
                      • grimma Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:28
                        herbatka Pyzuni jest prawdopodobna psychologicznie, nie wiem jak ona sie jeno
                        ostala nie interesujac sie nigdy wczesniej ojcem.

                        scena z Pyziakiem orszakiem jest kiczowata i strasznie zgrzyta i wogle jej sobie
                        nie wyobrazam...

                        pyziak w roli ojca sie nie sprawdzil. w roli meza Gaby tez.
                        zreszta ja nie wiem czemu oni sie pobrali... tzn czemu on wybral Gabe. byc moze
                        widzial w niej cos czego Borejkowstwo i Grzes nie widzial, i to cos umarlo w
                        niej. nie wiem
                        • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:43
                          > zreszta ja nie wiem czemu oni sie pobrali... tzn czemu
                          > on wybral Gabe.

                          Ja też tego za diabła nie mogę zrozumieć.

                          Czytałam ostatnio Kwiat Kalafiora i powiem wam, że gdyby ktokolwiek
                          • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:48
                            Mnie sie zawsze wydawalo, ze Janusz wybral Gabriele tylko dlatego, ze jako
                            jedyna nie dawala sie latwo poderwac, i ze nie "leciala" na niego tylko na jego
                            urode. Ale to marny punkt wyjscia dla zwiazku, o malzenstwie nie wpominajac.
                            Naprawde nie rozumiem, co oprocz tych czynnikow zadzialalo.
                            • grimma Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 22:53
                              hm moze Gabriela miala w sobie wtedy cos jeszcze poza dobrocia i
                              wyrozumialoscia.. jakas przekore, namietnosc, temperament i jeszcze taki brak
                              swietosci wszechobecnego dobrego duszka
                              laczyla ich koszykowka... hmm i co jeszcze?
                              • szprota Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 23:07
                                Intelekt. Pyziak był niegłupim chłopakiem. Pamiętajmy jego referat o Schopenhauerze... No i teatrem się też interesował wszak, co budziło zainteresowanie Anieli w Kłamczusze.
                            • ananke666 Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 23:38
                              Nie musisz rozumieć :) przecież nie jesteś facetem. Gaba była niebrzydka,
                              wysoka, zgrabna dziewczyna, miała rozum na właściwym miejscu i mocny charakter -
                              w "Kwiecie" i "Idzie", zasób interesującej wiedzy oraz upodobanie do tego samego
                              sportu. I kto wie, może i temperament łóżkowy też. W ostatnich tomach to raczej
                              nie potrafię sobie go wyobrazić, w poprzednich - tak. Naprawdę, każda potwora
                              znajdzie swego amatora.
                              • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 00:40
                                ananke666 napisała:

                                > Nie musisz rozumieć :) przecież nie jesteś facetem. Gaba była niebrzydka,
                                > wysoka, zgrabna dziewczyna, miała rozum na właściwym miejscu i mocny charakter

                                No owszem, ale to wszystko wskazuje na to, że jednak ze strony Janusza uczucie
                                było silne i prawdziwe
                                • mmoni Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 00:46
                                  nessie-jp napisała
                                  Podtrzymuję swoją tezę, że autorka wpadła na genialny pomysł zrobienia z Gaby
                                  męczennicy gdzieś w okolicach Noelki i do tej pory ponosimy tego konsekwencje.
                                  Postać Janusza została zobrzydliwiona wstecznie, a Gaba zatrzymała się w rozwoju
                                  na etapie nieszczęsnej-dzielnej-porzuconej.


                                  Przypomnijcie, bom sklerociała, a książki nie mam pod ręką - czy w BBB pojawia
                                  się Gaba, czy tylko Natalia w charakterze delegata Borejków?
                                  • ananke666 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 00:53
                                    O ile pamiętam, o Gabrieli jest tylko wzmianka przy rozmyślaniach Anieli, że G.
                                    wychowuje swoją dwójkę i wygląda na zadowoloną z życia.
                                • anutek115 Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 12:06
                                  nessie-jp napisała:

                                  > No i trzecia strona
                            • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 25.01.09, 23:40
                              A mnie się wydawało, że wpadka była - tj. Pyzunia miała się urodzić, i dlatego
                              się pobrali.
                              Inna sprawa jeszcze mnie ciekawi, właściwie to ciągle się nad tym zastanawiałam...
                              Wspominanie przy Gabie o Januszu było grzechem ciężkim lat tyle a nazwanie wszak
                              córki "Pyzą" nie przypominało jej go co chwilę, całe lata? Niekonsekwencja...
                              Pyza Pyziak...
                    • jhbsk Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 09:50
                      ginny22 napisała:

                      > > a w te wszystkie jego kryminały, chamstwo na drodze i skruszone
                      > powroty po prostu nie wierzę - bardzo nieprawdopodobne, naciągane,
                      > wymuszone itd. po prostu największa wpadka ze strony autorki.

                      Ja mam wrażenie, że jest to małe odegranie się na czytelnikach domagających się
                      informacji o Pyziaku. Na zasadzie - chcieliście to macie.
                      • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:37
                        No ale czy książki pisze się po to żeby odgrywać się na czytelnikach?;-)
                        • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:47
                          jeriomina napisała:
                          > No ale czy książki pisze się po to żeby odgrywać się na >czytelnikach?;-)

                          Oczywiscie, zeby sobie nie mysleli ;P
    • marajka Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 17:45
      Może chodzi o te oczy niewinnych sarenek?
    • mmaupa Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 18:52
      Acha, a w ogole to za kazdym razem jak patrze na tytul watku, to az mi sie chce
      go zanucic na melodie "Corkaaaaa rybaakaa".
    • grimma Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 20:57
      nie mam Tygrysa i Rozy przy sobie, ale mam wrazenie ze tam padaja slowa:
      "temat Pyziaka byl w rodzinie omowiony od dawna". chociaz mam tez zywo scene
      bodajze z Pulpecji kiedy ktos mowi o marku " bedzie to piewrszy mezczyzna w domu
      od czasu pyziaka" i gabie staja lzy w oczach (po 8-10 latach)

      ignac staral sie pokazac Pyziaka w dobrym swietle. gaba przez dlugi czas
      naprawde nie wiedziala co sie z nim stalo. tylko chyba wiedziala co sie stalo
      miedzy nimi tuz przed rozstaniem.. czy moze to bylo tak ze wysedl po papierosy i
      nie wrocil..
      pamietam tez wzmianke z kalamburki kiedy Gizela pisze o Pyziaku (biedna Gaba i
      ze dobrze ze nie wpuscila Janusza do domu - moze i dobrze - bo byl pijany - ale
      poweidziala mu tez zeby nie przychodzil - a moze on chcial poznac swoje corki)

      rodzice biologiczni sa b wazni. czy sie tego chce czy nie sa.
      mamy po nich gesty, takie same oczy, glos.. Tomasz z nieznosnej lekkosci bytu, w
      czasie spotkania ze swoim porzuconym niegdys synem, z pewnym niepokojem patrzy
      sie na swoje gesty i sposob unoszenia wargi u osoby kompletnei nieznanej.

      Gabrysia i rodzina nie potrafila sie pogodzic z odrzuceniem i porzuceniem, Laura
      nie miala sie z kim zidentyfikowac
      • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:31
        grimma napisała:

        > nie mam Tygrysa i Rozy przy sobie, ale mam wrazenie ze tam padaja
        slowa:
        > "temat Pyziaka byl w rodzinie omowiony od dawna".

        ja mam przy sobie. tego zdania nie pamiętam. znalazłam moment, gdy
        temat pyziaka się pojawia:
        "zabawne. odkąd przed rokiem laura po raz pierwszy na serio
        poruszyła sprawę janusza pziaka - jaki był, dlaczego odszedl i jak
        to możliwe, żeby nie chciał nawet zobaczyć córki, urodzonej po jego
        wyjeździe na emigrację - cała rodzina zaczęła się zachowywwać
        podejrzanie. mama, przyciśnięta do muru, najpierws się popłakała, a
        potem przyznaął, że laura jest podobna do swego ojca, a nawet ma
        jego oczy. rozwiała w ten sposób poważne wątpliwości córki. laura
        zastanawiała się bowiem, czy jes aby na pewno - jak się twierdzi w
        rodzinie - dzieckiem tego samego człowieka, który powowoał do życia
        kogoś takiego, jak pyza. (...)
        rozmowa z dziadkiem nie wniosła wielu nowych danych; udzielił on
        wnuczce nader ogólnikowych informacji na teamt młodego janusza
        pyziaka, po czym zwinnie przeskoczył na tematy ogólne, a zakończył,
        rzecz jasna, cytatem łacińskim. babcia z kolei, indagowana w tej
        samej sprawie, zaczęła luczyć, tłumacząc, że oto laura wchodzi w
        burzliwy okres przemian wieku dojrzewania; dopiero gdy się ją
        ofunkęło, objaśniła odejście pyziaka faktem rwania w polsce stanu
        wojennego (cała ona!). na zakończenie tamtej rozmowy babcia
        niechcący puściła farbę: zdradziłą mianowicie, że janusz pyziak
        bynajmniej nie umarł, jak laura podejrzewała. żyje. i nawet pisuje -
        do swojej siostry w toruniu. (...) laura zażądała, żeby babi
        pokazałą jej utajnione dotąd zdjęcie ślubne rodziców oraz wszelkie
        możliwe pamiątki po ojcu. żadnych pamiątek - rzecz jasna - nie
        przechowywano. dano jej jednak sposobność obejrzenia czarno-białej
        fotografii amatorskiej o formacie pocztówkowym"
        i to koniec oficjalnych informacji - aż do próby sił z grzegorzem.
        • grimma Re: Kłamstwa Pyziaka? 26.01.09, 21:40
          wyglada gorzej niz to zapamietalam...
          • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 27.01.09, 12:23
            Po to się właśnie czyta książki po parę razy - mnie to też obecnie wygląda
            gorzej niż wtedy gdy pierwszy raz czytałam Jeżycjadę...
    • idomeneo Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:26
      nawiasem mówiąc, gdy w "Sprężynie" Laura mówi do Gaby: "wybrałaś mi ojca tak, że
      gorzej nie można" (s.43), to nawet jeśli chodzi jej wyłącznie o dokuczenie
      biednej matce, to brzmi to piramidalnie głupio. Czy 23-letnia facetka naprawdę
      nie jest w stanie wyobrazić sobie ojca gorszego niż nieobecny?
      • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:35
        Masz racje, cos nie tak jest z Laury wyobraznia, skoro nie dostrzega ze ojciec
        np. obecny na codzien, ale za to sprawca przemocy bylby o wiele gorszy.
        • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:42
          Wydaje się, jakby Borejkowie żyli w jakimś innym świecie, nie oglądali
          wiadomości, nie czytali gazet, nie mieli znajomych, skoro rzeczywiście najgorsze
          co może być to ojciec nieobecny i nie narzucający się a nie alkoholik, złodziej,
          przestępca, damski bokser itp.
        • idomeneo Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:44
          a Gabriela oczywiście "aż się wzdrygnęła, jak od ukłucia" zamiast obśmiać z tej
          bzdury
        • kkokos Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:50
          dakota77 napisała:

          > Masz racje, cos nie tak jest z Laury wyobraznia, skoro nie
          dostrzega ze ojciec
          > np. obecny na codzien, ale za to sprawca przemocy bylby o wiele
          gorszy.


          a ja laurę rozumiem. to jest przecież problem - fatalny ojciec, bo
          nieznany i nieobecny - hodowany przez laurke z rodzina przez całe
          lata. im dłużej hodowany, tym bardziej przesłaniający wszystko inne.
          być może wystarczyłoby, żeby jej ktoś coś takiego powiedział (a może
          lepiej, że go nie ma? a wolałabyś, żeby był, ale codziennie pił i
          bił?) i laura stuknęłaby się w głowę. no ale kto miał jej to
          powiedzieć...
          • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:55
            No i tym tkwi sedno problemu. Rodzina, a w szczegolnosci Gaba jest temu winna,
            jak juz pisalysmy w calym dlugasnym watku:-). Ale wciaz dziwie sie, ze Laurze w
            takim wieku podobne zdanie moze przejsc przez usta.
        • ding_yun Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 11:55
          dakota77 napisała:

          > Masz racje, cos nie tak jest z Laury wyobraznia, skoro nie
          dostrzega ze ojciec
          > np. obecny na codzien, ale za to sprawca przemocy bylby o wiele
          gorszy.

          Nie miałam czasu przegryźć się dokładnie i rzetelnie przez cały ten
          arcyciekawy wątek więc nie wtrącałam swoich trzech groszy (aktualnie
          pogrążam się w szale twórczym pisania CV i różnych dodatków do
          niego) ale na ten postulat zareaguję bo mnie trochę rozwalił. Jasne,
          że lepszy ojciec nieobecny niż lejący matkę i dzieci, ale Laura
          rzuciła to w gniewie, w rozdrażnieniu, w słusznym rozżaleniu. Mało
          kto w każdym absolutnie momencie życie pamięta jakie ma szczęście
          tak naprawdę bo ma dach nad głową, jedzenie itp, chociaż ma się
          wiedzę, że inni mają gorzej. Ale nie wierzę, po prostu nie wierzę,
          że wy sobie wszystko umiecie tak racjonalnie przełożyć i nigdy nie
          rzuciłyście jakiegoś komentarza na wyrost na temat "tego
          beznadziejnego życia". Bez przesady.
          • jeriomina Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 12:01
            Oczywiście, zdarzyło mi się w życiu powiedzieć wiele rzeczy na wyrost ale obraz
            "fatalnego, najgorszego" ojca Laury to nie jest kwestia chwili, to obraz
            pielęgnowany sumiennie od wielu tomów. I o to w tym wątku chodzi...
          • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 12:02
            Moze nie zawsze nam wychodzi, skoro juz tak pluralis majestatis lecimy, ale
            wierzymy w racjonalnosc i racjonalizowac sie staramy:-P. Owszem, Laura byla
            rozdrazniona, tylko czemu jak przedszkolak?
            • ding_yun Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:07
              dakota77 napisała:

              > Moze nie zawsze nam wychodzi, skoro juz tak pluralis majestatis
              lecimy, ale
              > wierzymy w racjonalnosc i racjonalizowac sie staramy:-P. Owszem,
              Laura byla
              > rozdrazniona, tylko czemu jak przedszkolak?

              Nie było to bynajmniej pluralis majestatis dakoto, niepotrzebna ta
              ironia, zwracałam się po prostu i do Ciebie i do Idomeneo, która
              postulat wysunęła, zacytowałam Ciebie, bo mi się akurat nawinęłaś.

              Nie chcę się wdawać w polemikę, że dobrze jest się sfochować jak
              przedszkolak, chodzi mi tylko o to, że każdemu się zdarza być
              rodrażnionym i przywalić jakimś głupim tekstem z grubej rury.
              Czytajmy słowa Laury w odpowiednim kontekście bo inaczej to właśnie
              my będziemy jak przedzkolaki. Jeśli umiesz sobie każdą rzecz
              zracjonalizować to punkt dla Ciebie, żadne emocje Cię w życiu nie
              poniosą, niewątpliwie bezpieczne.
              • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:12
                To nie byla ironia, tylko zart. Domyslilam sie przeciez, ze nasz na mysli
                rowniez Idomeneo.
                Oczywiscie, ze kazdemu zdarza sie palnac os glupiego, i Laura miala do tego
                prawo, choc stopien tej glupoty moim zdaniem ma prawo dziwic. A Idomeneo
                wyraznie wyjasnila, w jakim kontekscie rozpatrywalysmy te wypowiedz Laury, i ten
                kontekst jest tu rownie wazny, jak nie wazniejszy, niz samo palniecie takiego
                tekstu. A reakcja Gaby naprawde musi, moim zdaniem, zadziwiac.
                • the_dzidka Re: Kłamstwa Pyziaka? 29.01.09, 11:28
                  > A reakcja Gaby naprawde musi, moim zdaniem, zadziwiac.

                  Reakcja Gaby świadczy IMHO o tym, że nadal ma traume pyziaczą, mimo
                  iż Janusz wrócił "po przebaczenie" i jak sądzę porozmawiali sobie o
                  tym i owym, no i pewnie mu tego przebaczenia udzieliła. I dalej
                  swoje.
          • idomeneo Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 12:04
            Ding yun, ja zwróciłam na tę scenę uwagę nie tylko ze względu na głupotę
            wypowiedzi Laury (przedziwną w jej wieku), ale także, jak już pisałam, ze
            względu na reakcję Gaby - również imho przedziwną u pięćdziesięciolatki i
            zupełnie nieprzystającą do odnarratorskich, sprężynowych deklaracji co do tego,
            jak to problem Pyziaka został przecież omówiony i przepracowany, prawda.
            • ding_yun Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:17
              idomeneo napisała:

              > Ding yun, ja zwróciłam na tę scenę uwagę nie tylko ze względu na
              głupotę
              > wypowiedzi Laury (przedziwną w jej wieku), ale także, jak już
              pisałam, ze
              > względu na reakcję Gaby - również imho przedziwną u
              pięćdziesięciolatki i
              > zupełnie nieprzystającą do odnarratorskich, sprężynowych
              deklaracji co do tego,
              > jak to problem Pyziaka został przecież omówiony i przepracowany,
              prawda.

              Co do reakcji Gaby to nie będę się wdawać w zawiłą analizę, bo już
              toczy się na ten temat długa dyskusja w której bardzo bym chciała
              zabrać głos, ale nie mam czasu, zwłaszcza, ze chyba jestem po tej
              niepopularnej stronie barykady i musiałabym się dobrze przygotować,
              żeby obronić stanowisko. Powiem tylko, że w przypadku zachowania
              Gaby zadziałał wg mnie dokładnie ten sam mechanizm co w przypadku
              Laury. Laura rzuciła coś w gniewie - impuls kazał jej powiedzieć
              coś, co na pewno w głębi duszy obiektywnie sama uznała za głupotę,
              Gaba zareagowała nieracjonalnie - bo wiele osób tak reaguje na ostre
              słowa, nawet jesli już za chwilę uzna, że nie były one zupełnym
              idiotyzmem.

              Uważam poza tym, że nawet jakby Gaba przepracowała temat Pyziaka
              (czego niewątpliwie nie zrobiłą) i była idealną matką (jaką
              niewątpliwie nie była) to i tak podobne słowa mogły ją zaboleć i
              mogła zareagować nieco histerycznie.
              • nessie-jp Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:42
                > niewątpliwie nie była) to i tak podobne słowa mogły ją zaboleć i
                > mogła zareagować nieco histerycznie.

                Ja myślę, że to dobitnie pokazuje nieumiejętność Gaby do porozumiewania się z
                córką. Ona po prostu *nie czuje* zupełnie tonu wypowiedzi Laury --
                gorzko-żartobliwego, wyrażającego jednocześnie ból i świadomość, że użalanie się
                nad sobą nic nie zmieni.

                Byłam zdumiona reakcją Gaby na te słowa
                • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:44
                  O, Nessie, swietnie to ujelas.
                • mama_kotula Nessie, OT 28.01.09, 18:45
                  Na priv gazetowy pozwoliłam sobie napisać do ciebie :)
                • ding_yun Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:46
                  nessie-jp napisała:

                  > Zabrakło mi w Sprężynie takiej szczerości ze strony Gabrieli, jaką
                  wykazała się
                  > Laura. Zabrakło mi Gabrieli mówiącej Laurze: wcale, wcale nie
                  byłam dobra, była
                  > m
                  > zwykły mały tchórz, coś mnie bolało, więc uciekałam przed tym, nie
                  próbując
                  > pomóc tobie. I nadal mnie to boli i nie umiem sobie z tego kpić
                  jak ty
                  • dakota77 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 18:47
                    Nie tylko ty:-)
                • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 29.01.09, 23:09
                  Gaba powinna odpowiedziec, ze pierwszy maz jest jak nalesnik i nie
                  moze sie udac :-P
                • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 29.01.09, 23:13
                  Bo Laura stanowi dla Gaby i reszty Borejkow wielkie zagrozenie: ona
                  szuka prawdziwych relacji, probuje prawdziwej rozmowy. Rozyczka tak
                  se po wierzchu leci, a tu nagle Laura wyskakuje z probami nawiazania
                  autentycznego kontaktu miedzy matka a nia. No i ZONK.
      • mamapodziomka Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 12:00
        OK, zarzut moge sobie wyobrazic, bo czesto nasza wlasna krzywda jest wieksza,
        gorsza i w ogole straszniejsza niz ta w telewizorni ;) I na miejscu Gaby bym sie
        w ogole w takie dyskusje nie wdawala, bo co tu mozna powiedziec - "tak dziecko,
        takiego ci ojca wybralam, i konsekwencje tego ponioslam?" Glupie mi to troche...
        A tekst Laury strasznie nastolatkowaty, ale w gruncie rzczy to pewnie
        konsekwencja wielkiego TABU jakim pana P. otaczano.

        Na dodatek jakos totalnie mi brakuje Grzesia w temacie ojczyma. Konkurencji w
        postaci ojca bio nie mial, mily byl, dziewczynki nie byly jeszcze takie duze,
        wiec jakos chyba mniej lub bardziej w role tatusia zastepczego wszedl?? A tu
        totalnie tematu nie ma, ojciec jest jeden - mityczny, nie widziany ZLY Pyziak.
        Dziwne jakies to i zupelnie mi nie przystaje do moich doswiadczen z rodzin
        patchworkowych... Zazwyczaj jesli nie ma ojca bio, a ojczym jest w porzadku to
        wchodzi w role zastepczego taty, bo nie ma specjalnie wyjscia. No chyba, ze im
        to zycie w komunie rozmydlilo troche przydzial rol w ordzinie i Grzesio byl
        kolejnym wujkiem na kupie.
    • nula8 Re: Kłamstwa Pyziaka? 28.01.09, 19:02
      Mam takie podejrzenia, że z Pyziaka zrobiono kryminalistę i pijaka oraz buraka,
      żeby rozgrzeszyć Gabę z rozwodu. Wiadomo, że nie powinna się była rozwodzić
      tylko dlatego, że im się nie układało, a on był niedojrzały czy zbyt lekkomyślny
      na małżeństwo. Nawet gdyby z pięć razy wychodził po papierosy i wracał, to i tak
      dobra katolicka kobieta powinna go powitać z otwartymi ramionami. Trzeba mu było
      coś dołożyć.
      A i wielka trauma Gabina ma IMHO katolickie tło. No i rodzinno-toksyczne:
      porażka świętej Gaby.
      • kkokos kiedy ten rozwód? 28.01.09, 19:19
        a ja znalazłam niekonsekwencję (sorry, jeśli nie ja pierwsza, tylko
        przegapiłam to na forum) - w opowieści sąsiada almy janusz z
        więzienia zażądał rozwodu. a w noelce jest jak wół na str. 19
        zresztą, że "JP znikł przecież z jej życia już po raz drugi, tym
        razem na zawsze. zażądał rozwodu i wyjechał do australii, po czym
        przepadł na dobre".
        no to w końcu zażądał rozwodu i wyjechał czy też zwiał i z daleka
        zażądał rozwodu?
        • nula8 Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 19:36
          Sąsiad mógł coś pomieszać... A w ogóle to o to chyba chodzi, że był w więzieniu,
          a udawał, że nie był i straszną z tego zrobił tajemnicę, bo złym człowiekiem był.
          • dakota77 Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 19:40
            Ale znajac autorke i jej sklonnosc do pomylek, latwo mi uwierzyc, ze to jednak
            wpadka. Zwlaszcza ze ten caly motyw z wiezieniem zostal przeciez dopisany
            pozniej. Najpierw byla tylko ta emigracja Janusza.
          • nessie-jp Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 19:40
            Ja w ogóle nie zrozumiałam do końca, ZA CO on w tym więzieniu siedział. Za
            faktyczną kradzież samochodów? Czy za przemycanie przez granicę (w domyśle: za
            żelazną kurtynę?)
            • dakota77 Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 19:42
              Nessie, tego nie wie sama autorka:-)
              • taria Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 20:20
                Sąsiad dorzuca, że kogoś pobił i w rezultacie dostał 6 lat...
                • croyance Re: kiedy ten rozwód? 29.01.09, 23:19
                  Za handel zywym towarem i zmuszanie nieletnich do prostytucji oraz
                  naklanianie ich do zazywania kokainy ... aha, i za zbrodnie wojenne.
        • szprota Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 22:00
          Względem rozwody to znalazłam takie:

          Gabrysi powiodło się gorzej: jej mąż Janusz powrócił do niej, co prawda, z Australii, ale po pół roku obijania się bez celu ruszył na winobranie do Alzacji i słuch po nim zaginął. Gabrysia sama wychowuje dwoje dzieci, ale wygląda na całkowicie zadowoloną z życia. Może przez te dzieci właśnie. (BBB)

          Aj! - Zabolało. Po ukłuciu w sercu Gabrysia poznała, że dotarła do właściwej przyczyny swego smutku. Zmarszczyła ciemne, stanowcze brwi i nakazała sobie natychmiast przestać myśleć o tym osobniku. Janusz Pyziak znikł przecież z jej życia już po raz drugi, tym razem na zawsze. Zażądał rozwodu i wyjechał do Alzacji, po czym przepadł na dobre. Nawet go nie zainteresował fakt, że urodziła mu się druga córka. Nigdy nie widział Tygryska, no i nie zobaczy. Od siedmiu lat nie dawał znaku życia. Ktoś mówił, że wyjechał znów do Australii. No i dobrze. Może się tu więcej nie pokazywać. Nawet na Wigilię. (N)

          - Taa... Januszek. Niemcy go zapudełkowali za kradzież i przemyt samochodów. Kogoś tam pobił, w sumie dostał sześć latek, panie kochany. Ale cicho-sza. morda w kubeł, nikt o tym nic nie wie. Tylko ja, jako sąsiad.
          - Kiedy go... zapudełkowali?
          - W osiemdziesiątym trzecim.
          (TiR)

          Wszystko raczej potwierdza, że z daleka zażądał.
          • kkokos Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 22:16
            > Wszystko raczej potwierdza, że z daleka zażądał.

            no nie, w środkowym jest wyraźnie, że nie z daleka, tylko przed
            wyjazdem do alzacji.

            no i się własnie kłóci ze sobą, bo w TiR następnym zdaniem po
            informacji o '83 jest myśl robrojka "dlatego poprosił o rozwód".

            a poza tym:
            rozmyślania gabrysi są z wigilii '91. jeśli od siedmiu lat nie dawał
            znaku życia, to ostatni znak życia był w '84. a więc po
            zapuszkowaniu. czyli coś się autorce pokręciło w tych rozmyślaniach:
            skoro tygrys urodził się w '84, to musieli zapuszkować janusza jakoś
            tuż po wyjeździe. jeśli dostal sześć lat i odsiedział, to kiedy on
            zdążył do tej australii wyjechać, skoro minęło w sumie siedem lat?
            • jeriomina Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 22:38
              Ja już nieraz zauważylam niekonsekwencję z tym rokiem, pojawia się a to 83, a to
              84 - np. w "imieninach" Mila mówi do Laury - twój ojciec powrócił na krótko w
              roku 84 - a przecież z OwR wiemy, że w 83 - pisał "niedziela rano okęcie janusz"
              i to był wtedy 83 rok. A Tygrys się ponoć urodził pod koniec 84. Pokręcone to jest.
              • nessie-jp Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 23:02
                > A Tygrys się ponoć urodził pod koniec 84.

                No ba. To w końcu nie dziwota, że dziewczyna pyta "Czyją ja właściwie jestem
                córką?" ;)
                • jeriomina Re: kiedy ten rozwód? 29.01.09, 10:35
                  To Tygrys powinien autorkę obwiniać, nie matkę:D
            • szprota Re: kiedy ten rozwód? 28.01.09, 22:53
              A, faktycznie. Oj, w wyobraźni wszystko się mieści, no :P
    • croyance Re: Kłamstwa Pyziaka? 30.01.09, 10:55
      Preczytalam caly watek, i coraz bardziej dochodze do wniosku, ze
      czesc problemu lezy w tym, ze MM pomieszaly sie style.

      Nie mozna pisac dowcipnie z poziomu:

      'Lekarz chcial pobrac jej krew i zamierzyl sie na nia strzykawka,
      ale Zosia wytrzeszczyla tylko oczy z przerazenie, pisnela i uciekla
      do domu, gdzie - pograzona w czarnych myslach - zjadla pol sernika'

      a potem wysnuwac z tego konsekwencji o tym, ze Zosia ma fobie i
      zaburzenia odzywiania.

      Albo pisze sie lekko i dowcipnie, upraszczajac sprawy, albo powaznie
      o sprawach powaznych (nie mowie, ze i tego nie da sie zrobic z
      humorem), bo potem wychodza wlasnie takie potworki.

      Jesli czytaliscie 'Autostopem przez Galaktyke' (jesli nie,
      koniecznie to zrobcie :-) to jest wlasnie napisana leciutko, z
      angielskim humorem, ale tendencja ta utrzymuje sie przez cala serie.
      I nie mamy potem sytucji, ze Artur Dent mowiacy, ze jego planeta
      zostala zniszczona niespodziewanie przed lunchem i dlatego,
      niestety, przychodzi na impreze w szlafroku, oskarzany jest o brak
      uczuc wyzszych i niedojrzalosc emocjonalna z powodu braku traumy z
      powody tak dramatycznego wydarzenia.
    • wushum Re: Kłamstwa Pyziaka? 03.04.09, 21:52
      Mnie zawsze zastanawiało, a jeśli z Pyziakiem to było tak:
      Janusz kochał Gabrielę, ale nie był nigdy otwarto wylewnym chłopem, kiedy się
      pobrali był niewierzący, albo dziecko już było w drodze - z czego ślub cywilny,
      bez kościelnego.
      Widząc, w jakiej biedzie przyjdzie żyć im, jako młodemu małżeństwu z dzieckiem,
      oraz zważywszy, że przeprowadzka jest mało możliwa - po 1. "przydział na
      mieszkanie" i czekanie 30 lat, po 2. Borejkowie chcą aby wszyscy gnieździli się
      razem, po 3. tak czy tak pieniądze są potrzebne, bo stary Ignac, żyje tylko w
      świecie książkowym i nie obchodzi go przymieranie głodem całej rodziny, czy
      ciężarnej córki, bądź potem wnuczki - najwyżej im poczyta, żeby zapomniały o
      głodzie. Chcąc się wydobyć z tego Janusz wyjeżdża, aby zarobić, odłożyć i po
      powrocie osiedlić się w normalnych warunkach.
      Jedzie, dniami "robi", a wieczorami zasypiając marzy o małej córeczce biegającej
      po nowym słonecznym mieszkaniu i radosnej Gabrysi. Po jakimś czasie ma odłożone
      trochę pieniędzy, ale jeszcze nie tyle ile by chciał.
      Jedzie do Gaby z powrotem.
      Wszystko układa się dobrze...okazuje się, że Gaba spodziewa się drugiego
      dziecka. Teraz Janusz rozumie, że musi się sprężyć. 2 dzieci w takich
      warunkach...wyjeżdża z zamiarem zdobycia złotych gór, choćby miał pracować dzień
      i noc. Pracuje jak szalony, nie ma czasu na dzwonienie, ani nie chce wydawać
      pieniędzy. Ciuła grosz do grosza. Żywi się ryżem. Śpi na sienniku, na podłodze.
      O ile może spać, bo stara się pracować gdzie się da, więc snu mało.
      Ledwo przypomina siebie. Jest cieniem dawnego Janusza. Łapie się na tym, że
      zaczyna przysypiać w pracy. Boi się panicznie, żeby go nie pozbawiono pracy.
      Nocuje w różnych dziwnych miejscach, poznaje takich mrocznych typów, o jakich
      Ignacy nawet nie śnił. Pieniądze rozkłada na kupki i chowa. Jedną pod poduszką,
      drugą to w bucie, to w swoim tobołku. Trochę drobnych w kieszeni. Do pracy
      chodzi pieszo, bo oszczędniej. Któregoś dnia spostrzega, że jeden ze zwitków
      pieniędzy zniknął. Przeszukuje wszystko. W końcu rozumie - w nocy okradł go ten
      facet, który tak mu się przypatrywał - spał 3 łóżka dalej. 2/3 oszczędności
      przepadły. Janusz choruje kilka dni. Kiedy dochodzi do siebie, widzi jak bardzo
      schudł. Kumpel mówi mu, że jest jakiś sposób, żeby szybciej zarobić, bo przecież
      2 dziecko już niedługo. Janusz przez kumpla poznaje w knajpie dwóch facetów -
      widać, że nie biedują. Następnego dnia musi się zdecydować czy chce z nimi wejść
      w ten biznes, czy nie. Kumpel zostawił go z nimi. Pogadali, piwo
      postawili...mają za co, myślał Janusz, widząc przez dym papierosów, jak niedbale
      płacą z pełnego portfela. Do świtu chodził rozważając, czy się zgodzić. W końcu
      postanowił, że tak. Bo za co wykarmi dzieci?
      Było jeszcze kilku takich, jak on chłopaków. Okazało się, że miał największego
      pecha. Kiedy Policja go złapała, pytali, kogo mają zawiadomić, czy chce
      zadzwonić do rodziny...ale co powiedziałaby Gabrysia? Co pomyślą jego dzieci?
      Czy Ignacy Borejko, albo jego uprzedzona żona zrozumieją co się stało? Dla nich
      jest ważne tylko to, że jest w więzieniu. Nie zrozumieją powodów, bo powody dla
      nich nie istnieją. Jest tylko winny.
      Powiadomiono tylko siostrę. Alma była wściekła, że brat nie chce zawiadamiać o
      tym wszystkim Borejków. Sto razy słyszał od niej, że skoro ta Gabriela go kocha,
      to powinna być przy nim, tym bardziej, że była poniekąd jedną z przyczyn. Ale
      wolał, żeby o nim zapomnieli. Wszyscy.
      Potem jakoś ułożył sobie to potrzaskane w drobiny życie. Trochę doszedł do
      siebie, rozprostował się... ale pech go nie opuścił.
      Nowa żona, z nowymi dziećmi zginęli w wypadku samochodowym. Ona pojechała
      odebrać je ze szkoły.
      Janusz został sam. Pił.
      Dużo myślał nad życiem. Potem któregoś dnia zemdlał na ulicy. Obudził się w
      szpitalu. Lekarz powiedział, że jest ciężko chory i póki może powinien
      pozałatwiać "zaległe sprawy".
      Tak powiedział. Janusz wyruszył do poznania, zobaczyć córki, pożegnać się na
      swój sposób.
      :) Wybaczcie mało radosne klimaty, ale czy nie jest to możliwe?
      • wushum Re: Kłamstwa Pyziaka? 03.04.09, 21:56
        Przepraszam "Poznania"...myli mi się wszystko, bo migrenisko dopadło mą łepetynę:(
      • lezbobimbo Re: Kłamstwa Pyziaka? 04.04.09, 17:11
        Wuszus, to piekne! Cudne chick-lity piszesz (to komplement;) tylko szkoda, ze po
        niechlujnej MM trzeba tak sprzatac ;)

        Tylko nie zgadzam sie, zeby nowa zona i dzieci Pyziaka mialy zginac w wypadku!
        To zbyt Musierowiczowe. Proponuje zwykly, najzwyklejszy na swiecie rozwód czy
        rozstanie - zeby go nowa zona/ukochana zostawila, bo juz miala go troche dosc, i
        zakochala w jakims Brazylijczyku i tam wyprowadzila dla odmiany.. :)

        Po latach pewna ruda lekarka z przystojnym, nieco sennym, mezem minelaby sie na
        Copacabanie o pare kroków z przybranym rodzenstwem swych siostrzenic :D
        • wushum Re: Kłamstwa Pyziaka? 04.04.09, 20:02
          :) też się zastanawiałam czy nie zrobić wersji do wyboru jedna z katastrofą
          samochodową, druga bez, ale wtedy żona może go zdradzać, potem mieszkają razem
          ale w separacji i drą koty o wszystko, potem ona się wyprowadza - może być i
          Brazylijczyk, dzieci zostawi pod opieką swojej matki /teściowa, wersja cerber/ i
          chodu!
          Cholewka, jakaś niemodna jezdem:D bo nie bardzo wiem co to jest chick-lit...z
          badań moich wynika, że coś około "harlekinowego"..?? hę?? czy co?? tylko tam
          chyba wszystkie dziunie pławią się w szczęściu i luksusie, a Janusz nie dziunia
          :) ale koncepcja prosta:)
    • wushum Re: Kłamstwa Pyziakaaaa 04.04.09, 20:11
      AAA!
      Chyba rozumiem - dziewczęca literatura! Dla nastolatek! Czy tak?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka