pani-pietruszka
26.01.09, 17:17
witajcie!
ostatnio odświeżałam sobie OwR i nurtuje mnie jedna kwestia, dlatego
pozwoliłam sobie założyć ten wątek, może rozjaśnicie mi trochę :)
otóż pamiętacie zapewne moment, w którym Kreska zdała sobie sprawę,
że jest "ZAKOCHANA Z WZA-JE-MNO-ŚCIĄ". Zaraz po tym, jak Maciek
zbiegał po schodach szepcząc "moja malutka, moja kochana" czy coś w
tym stylu. Chwilę wcześniej przecież Kreska go spławiła, przecież
widziała się z Matyldą, która twierdziła, zgodnie z prawdą zresztą,
że Maciek był jedynym gościem u niej na imieninach. I słusznie mogła
mysleć, że jeszcze zainteresowanie Matyldą mu nie minęło. I co?
wybiega sobie taki od Kreski, mamrocze coś po schodach, a czemu
Kresce do głowy nie przyszło, ze on może do Matyldy tak biegnie i o
niej myślał mrucząc pod nosem? może naciągane, ale jakoś mi zgrzyta
ten fragment, nie wiem. I Maciek jednak też mi trochę zgrzyta,
chociaż lubię go. No bo dziwna wydaje mi się ta jego nagła zmiana
obiektu westchnień. Już natychmiast chce Kreskę z powrotem. Wydaje
mi się, że gdyby nie Lelujka to nadal by miał Kreskę za kumpelkę.
Wiem, wiem, że bardzo często tak właśnie rozwijają się miłości, ale
jakoś mi to nie gra. I Lelujki poczciwego mi szkoda.
Pewnie sobie mocno nadinterpretowałam, ale kilka lat temu ostatnio
miałam te książkę w ręce i jakoś teraz mnie to zszokowało trochę.
Pozrawiam