Dodaj do ulubionych

Gospodarstwo Górskich.

30.07.09, 18:14
Tak sobie dziś z nudów przeglądałam "Sprężynę". Dowiedziałam się, że Patrycja
i Baltona po ślubie "kupili tu niedrogo kawałek ziemi(...)Po paru latach
dokupili przyległe pół hektara".
Czyli tej ziemi wcale nie mieli wiele. Mimo to, posadzili dziesiątki drzew i
założyli hodowlę koni. Nie znam się na wiejskich gospodarstwach, ale to chyba
nie jest zbyt duże. Tymczasem kilka stron dalej czytam, że Patrycja miała na
głowie wielkie gospodarstwo. Powiedzmy, że w sumie mieli kilka hektarów. To
nie jest wielkie gospodarstwo!

OK, ale załóżmy, że jednak jakoś się przez lata rozrosło i było wielkie.
Zastanawiam się skąd u Florków takie sielskie życie? Przecież wielkie
gospodarstwo to wielkie obowiązki! Od gimnazjum dorabiałam w wakacje u rodziny
w sadzie, w dużym gospodarstwie. Praca od rana do wieczora(oczywiście my,
dzieciaki i tak nie pracowałyśmy nawet w połowie tak, jak dorośli). Na obiad
dania mrożone lub jednogarnkowe, chyba, że ktoś został w domu i zajął się
obiadem. W dzień powszedni nie było mowy o tym, żeby siedzieć na tarasie i
zajadać domowy twaróg z domowymi bułeczkami, bo nikt nie miał czasu na
bawienie się w robienie przekąsek. No, chyba, że w sobotę przyrządziło się coś
na niedzielę.

Pulpa jest jak czytamy kobietą atrakcyjną i zadbaną. Nie twierdzę, że kobieta
ze wsi to musi być jakiś babochłop z włosami na nogach, ale przy wielkim
gospodarstwie raczej nie ma się czasu codziennie o siebie dbać. Pamiętam, jak
sok z wiśni zmywałyśmy kwaskiem tylko na niedzielę, bo nie było sensu niszczyć
skóry, skoro następnego dnia od rana znów byłaby różowa.

No chyba, że Florkowie żyli w takiej przyjaźni z przyrodą, że na jedno ich
słowo owoce spadały do koszy, konie same się myły i wynosiły za sobą
nieczystości, chwasty same się pieliły, a nawozić tego wszystkiego nie trzeba
było.
Obserwuj wątek
    • yowah76 Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 18:23
      A o tym to ja juz dawno wspominalam, ze jakos im sie rozroslo, i te
      porzeczki sie miescily czy co to tam bylo, konie (ile? ), a i
      dosadzali drzewka gdzi popadnie... Moze to dziedziczne, tu
      mieszkanie z gumy, tam hektary...
      • iwoniaw Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 18:36
        Drzewka to oni sadzili na swoim i cudzym, z tego co pamiętam, co już samo w
        sobie jest kuriozalne. No i faktycznie, kilka hektarów to nie jest duże
        gospodarstwo, zwłaszcza w Wielkopolsce. A oni do tego tacy wielobranżowi: tu
        konie, tu chatka dla letników, tam sałata na grządkach, w polu jakieś opryski
        (ktoś pamięta, co tam uprawiali?). Rozumiem, że te porzeczki i sałata to był
        przydomowy ogródek na potrzeby własne.
        Co do sielskości zadbanej Pulpy pochłaniającej kilogramami książki, wypiekającej
        rogaliki i jeszcze zarządzającej biznesem, jakim takie gospodarstwo
        agroturystyczne jest, to uważam, że to jest możliwe i chwała Demeter, że się
        Pulpa pozbierała i zorganizowała, bo faktycznie nie miała zadatków w młodości,
        ale skoro już tak jest, to co najmniej dziwne, że NIKT absolutnie z rodziny B.
        nie zauważa, że Pulpa radzi sobie lepej z większą ilością rzeczy niż jej trzy
        sostry razem wzięte. I wiecie co? Dobrze, że w sumie ona (jedyna z sióstr?) ma
        swoją rodzinę i dom, bo przynajmniej tu zyskuje akceptację, podziw i
        miłość. Jakoś żale Patrycji wobec rodziców z Pulpecji przestają wyglądać na
        hormonalne rozterki nastolatki, a zaczynają wyglądać boleśnie prawdziwie.
        • ateh7 Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 18:48
          Moim zdaniem Pulpa ma właśnie zdatki do ogarniania się i rządzenia
          biznesem. Ale z tą ilością posiadanej ziemi w stosunku do
          działalności na owej ziemi prowadzonej - to zdaje się było o tym już
          kiedyś? Dziwne to w sumie bo gospodarstwo nieduże, a tu i konie i
          agroturystyka i lasy jakieś... Nie brzmi to zbyt przekonująco.
          Nierealne trochę. Sama wiem, że jak się hoduje konie to potrzeba
          nieco więcej ziemi, chociaż nie znam się na rolnictwie.
          • iwoniaw Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 18:52
            No toteż ja właśnie o tym - może nie dość wyraźnie: Pulpa sobie poradziła
            świetnie i b. dobrze, bo przynajmniej jest niezależna od toksycznej rodzinki,
            natomiast sam opis "gospodarowania" jest trochę naciągany, ale niech już będzie.
            Nie widać jednak, gdzie by się tam na ich włościach jeszcze domek Pyzy zmieścił
            - dobrze, że koncepcję zarzucono...
    • onion68 Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 19:29
      To jest właśnie przykład popularnego i naiwnego przekonania o sielskości życia
      na wsi. Tymczasem tak na zdrowy rozum, to jest przede wszystkim mnóstwo ciężkiej
      pracy, nawet mimo różnych udogodnień w postaci maszyn w gospodarstwie domowym i
      tym rolnym/sadowniczym/hodowlanym także. Nie da się moim zdaniem jednocześnie
      pracować w części produkcyjnej, zajmować domem, prowadzić kuchni typu slow food,
      wychowywać kilkoro drobnych dzieci i jeszcze być zadbaną i zrelaksowaną. Nie bez
      zatrudnienia ludzi z zewnątrz.
      • marajka Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 19:45
        Ale nawet zatrudniając ludzi z zewnątrz i tak trzeba samemu harować. No, chyba,
        że jest się już naprawdę panem na włościach i zatrudnia się zarządcę, ale to
        raczej nie ta epoka. Przecież pracowników też trzeba pilnować, nieraz zdarzy
        się, że nie przyjdą albo po wypłacie regularnie nie wracają przez kilka dni. A
        Górscy sami, we dwójkę, dzieci im chyba nie pomagają, choć tam gdzie ja
        jeździłam dzieci pomagały rodzicom dorabiając do kieszonkowego. Taka
        dziewięcioletnia Ania mogłaby już trochę porzeczek czy wiśni zerwać.

        Mamy tu taką kochanowską wieś spokojną i wesołą...
        • onion68 Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 19:58
          Przypomniało mi się, że Pulpa prowadziła jeszcze księgowość. Nie jestem pewna,
          ale zdaje się, że uzyskali też dotację unijną, a przygotowanie wniosku plus
          sprawozdawczość związana z rozliczeniem projektu to też sporo pracy i
          koncepcyjnej, i później takiej wymagającej wielkiej skrupulatności. No,nie widzę
          tego wszystkiego w wykonaniu jednej Pulpecji.
        • jottka Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 20:03
          wieś spokojna i wesoła to chłopem pańszczyźnianym stała, a imprezowała tylko
          kole sobótki, więc rozumiem, że cię poeta urzekł:) ale to yowah kiedyś na
          podstawie szacowanej ilości koników wyliczała minimalny obszar potrzebny na ich
          hodowlę i wyszło - surprise, surprise - że znowu trzeba założyć, że koniki rosą
          księżycową żyją i same się w warkoczyki czeszą:)


          a kiedyś miałam wątpliwą przyjemność z tydzień spędzić w takim właśnie rodzinnym
          gospodarstwie (rodzice + troje dzieci) - nie za duży sad jabłkowy plus porzeczki
          do tego, a miałam święcie dosyć po jednym dniu. non stop przy krzaczkach, a
          potem sie wracało do dom, a tam ogród warzywny, którym trzeba sie zająć (bo
          taniej, gospodarstwo sie musi samo wyżywić, owoce nie zarobią na kupowane
          żarcie), drób i inna taka żywina, przetwarzanie wszystkiego, co akurat dojrzewa,
          a jeszcze robota papierkowa, zdecydowanie wolę mój warzywniak:)
          • jottka Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 20:06
            no właśnie - mnie sie w ogóle ta 'sprężyna' z najlepszymi osiągnięciami powieści
            socrealistycznej kojarzy:) przodownicy pracy na każdym odcinku, trzysta procent
            normy dzień w dzień, a dzieci im tylko wydajność z hektara podnoszą (no coś
            takiego jest tam na początku:)

            bujny socreal jak nic, tylko szkodnika klasowego brakuje, żeby tym piękniej się
            ich przodownictwo wydało:) a może tam jednak jest jakiś szkodnik, tylko nie kojarze?
            • marajka Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 20:15
              a może tam jednak jest jakiś szkodnik, tylko nie koj
              > arze?

              Ignaś;) Mały człowiek metropolii, który nienawidzi wsi. Na bank coś im psuje
              podstępnie.
              • ready4freddy Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 20:39
                pewnie cos podgryza, jak to szkodnik, taka miagwa-podjadek. i w szkode wchodzi :)
          • marajka Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 20:14
            Chodziło mi raczej o to, że sam poeta w tej swojej wsi wiele nie musiał robić,
            bo "robiło się" samo. Jak u Górskich. U niego zapierdzielali chłopi, u nich
            chyba krasnoludki.
            • jottka Re: Gospodarstwo Górskich. 30.07.09, 20:24
              a może oni jak w klasycznym monologu wiesława dymnego o towarzyszu majewskim, co
              to podniósł wydajność z jednego hektara i przeniósł ją na drugi hektar?:)
              • andrzej585858 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 10:20
                Dla lepszego zobrazowania tematu pozwolę sobie na przytoczenie cytatu
                opisującego gospodarstwo Górskich:

                Po ślubie Patrycja i Florian kupili tu niedrogo kawałek ziemi pod lasem,
                wybudowali skromny, lecz porządny domek, otoczyli go jabłoniami, czereśniami i
                gruszami, a następnie zaprowadzili plantację porzeczek i pasiekę. Po paru latach
                dokupili przyległe pół hektara, po czym posadzili własnoręcznie dziesiątki
                drzewek wiśniowych i morelowych. I już mogli zacząć hodowlę koni. Kiedy zaś
                dochód z niej przyniósł im kolejne zyski, postawili obok domu niekrępujący
                pawilon drewniany dla gości, którzy przez cały sezon od wiosny do jesieni,
                przebywali ochoczo w te okolice. Florkowie lubili ich zatrudniać przy
                ochotniczym sadzeniu lasu na bezpańskich ugorach (zalesianie było ich idee fixe
                od lat studenckich).

                Akcja "Srężyny" toczy się w r. 2008 wnioskuję więc że co najmniej 12 lat Górscy
                pracują w tym gospodarstwie.
                To chyba będzie jedyna realna informacja - gdyż konia z rzędem kto w okresie gdy
                skup porzeczki kompletnie padł a pasieki gnębiła warroza mógł dorobić się na tym
                pieniędzy. Akurat wiem coś o tym bo wokół mnie było pelno plantacji porzeczek
                które do dzisiaj stoją opuszczone i zdziczałe.
                Podobnie jak zyski z sadów - też mało realne, pomijam już hodowlę koni bo jakoś
                pastwiska i dziesiaki drzew owocowych na pół hektarze to nie da się zmieścić.
                Jednym słowem - jeżeli już chciała MM aby Górscy żyli na wsi i osiągli realne
                dochody to jedyną mozliwością jest działalność podobna do tej prowadzonej przez
                "Daglezję" - to jest jak najbardziej realne - ale nie to co Górscy prowadzą.
                Prawdę mówiąc najbardziej pasowało by posadzenie jesionów i w ich cieniu
                prowadzenie ożywionej konwersacji przetykanej cytatami z klasyków - i to byłoby
                realne, a nie uprawa porzeczek i hodowla koni - niestety, a zwłaszcza w tamtym
                okresie.
                • ananke666 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 11:39
                  Kilka koni można trzymać na niezbyt dużym kawałku ziemi, tyle, żeby miały
                  przyzwoity wybieg, ale pod warunkiem, że mamy pieniądze i wszystko dostarczymy
                  im z zewnątrz. A niemało tego: siano, owies, słoma, marchew, dodatki paszowe -
                  witaminki, siemię, wapno itd, plus oczywiście weterynarz i strugacz. O
                  pierdołach typu woda i elektryczność nie wspomnę. Oraz wydatkach
                  nieprzewidzianych i drobnych. I o pracy oczywiście, nie tylko przy codziennym
                  sprzątaniu stajni i karmieniu oraz czyszczeniu zwierzątek, ale i nauczeniu ich
                  jakichkolwiek podstaw, żeby przy próbie wyczyszczenia nogi nie odkopały
                  człowiekowi głowy.
                  Jeśli ktoś chce mieć z tego jakiś dochód, należy doliczyć dodatkowo opłaty za
                  zaźrebianie klaczy dobrym ogierem. No chyba, że sam ma reproduktora.
                  • aganoreg Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:07
                    Tak, ale na pol hektara razem z dziesiatkami drzewek wisniowych i
                    morelowych to sobie kon raczej nie pobiega. A co dopiero cala
                    hodowla. Trzeba bylo poprzestac na "dokupili ziemi" i by sie nikt
                    nie czepial.
                    Co do calej reszty prac, jakie sa niby wykonywane u Gorskich, to
                    doprawdy, ich doba ma co najmniej 72 godziny albo krasnoludki
                    zaprzegli do pomocy. Bo mieszczuchy nawet jak przyjada, to co
                    najwyzej pomoga pranie zdjac ze sznurka.
                    • aganoreg Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:08
                      Fajnie mi wyszlo, ze kon z drzewkami biega. Edycje poprosze!
                    • ananke666 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:18
                      Pewnie, że nie, dlatego to taka sama bajka jak rzekome zyski z hodowli przy
                      jednoczesnym wylegiwaniu się. Trzymanie koni po prostu kosztuje, a za przyzwoitą
                      cenę można sprzedać konika np. dwuletniego. Czyli jego cena musi przewyższyć
                      dwuletnie nakłady na żarcie, opiekę weterynarza oraz opłatę za krycie.
                      • aganoreg Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:25
                        Czyli znowu w wyobrazni wszystko sie miesci?

                        Naprawde, nie mam nic przeciwko fikcji literackiej, o ile nie ma w
                        niej moralizatorstwa, product placement itd. Albo fikcja, albo
                        realizm.

                        A propos fikcji, pochwale sie, ze mmaupa pokazala mi slynne schody i
                        slynny dziedziniec (jadalnie oczywiscie tez) z Harrego Pottera. Zeby
                        mi jeszcze ktos powiedzial, czemu te schody sa takie wazne? Zdjecia
                        w kazdym razie mamy :)
                        • mmaupa Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:34
                          Mam, doszukałam!

                          "Staircase Outside the Great Hall

                          In the Sorcerer's Stone, the first years march up these stairs to meet Professor
                          McGonagall, who explains the sorting ceremony they are about to undergo. This
                          staircase is also where Harry meets the young Tom Riddle for the first time in
                          the Chamber of Secrets."

                          http://www.reelzchannel.com/article/814/5-real-life-harry-potter-and-the-half-blood-prince-locations
                          • aganoreg Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:59
                            Dzieki mmaupo! :)
                        • jottka Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:38
                          no nie, ale to nie w ten sposób działa! znaczy ta opozycja fikcja/ realizm - tu
                          chodzi o coś innego, tzn. opisywane fakty (świetnie prosperujące gospodarstwo)
                          mają zaświadczyć o zaletach bohaterów. nie musimy pisać wprost, że pulpa
                          rozumna, zaradna i cud-kobieta jest, bo jak pokażemy, jak to i konie, i dzieci
                          chowa, na płodach ziemi nieźle zarabia, a do tego mąż za nią szaleje, to wnioski
                          się same nasuną.

                          tyle że jak się okaże, że to, co miało dowodzić pozytywnych cech bohaterki, to
                          jest dęta wydmuszka, to przestajemy bohaterkę brać na serio, a wzorzec osobowy
                          pada na pysk. czyli, innymi słowy, autorka na własne życzenie ubija przesłanie
                          własnej książki.
                          • ananke666 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:48
                            No. Już ją widzę z widłami od gnoju i taczką.
                          • jottka Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 12:51
                            a tak w ogóle to przypomniało mi sie, że mam znajomych, którzy mają coś koło
                            5ha, troje drobnych dziatek, stadko kóz i jednego konia (plus psy i koty:), ale
                            żyją z tego, że mają sklep w pobliskim mieście..
                            • ananke666 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 13:01
                              I ja mam podobnych. Najbliższa przyjaciółka ma chyba trzy konie, dom, stajnię,
                              stodołę, ogród, wybieg i kawał łąki, ale żyje z pracy i korepetycji. A siano ma
                              własne z łąki, marchew z działki, kopytka struga koniom sama - bo umie,
                              dodatkowo uczy jazdy konnej i sprzedaje przychówek od klaczy. Dodać należy, że
                              dwa z posiadanych koni to kuce, które owsa potrzebują bardzo mało, bo doskonale
                              wykorzystują paszę i można je utrzymać w dobrej kondycji głównie na sianie.
                              • ananke666 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 15:21
                                ananke666 napisała:

                                > I ja mam podobnych. Najbliższa przyjaciółka ma chyba trzy konie,

                                Kurr, chyba to ma z pół ha ziemi, trzy konie ma na pewno.
                            • iwoniaw No więc właśnie 31.07.09, 13:08
                              Ja też znam ludzi na wsi - i oni albo mają kilka hektarów na własne potrzeby,
                              coś tam hodują również dla siebie, sprzedając z rzadka jakąś nadprodukcję, ale
                              tak naprawdę przynajmniej jedna osoba w rodzinie pracuje poza rolnictwem i stąd
                              pochodzi główny dochód, a z gospodarstwa to mają głównie własną żywność, albo
                              posiadają duże gospodarstwa, ale to są specjalistyczne przedsiębiorstwa tak
                              naprawdę, ze sprzętem, w który zainwestować trzeba było naprawdę duże środki, do
                              doglądania kilkunastu krów wynajmują najnormalniej na etat pracowników, a sami
                              nie leżą bynajmniej pod jaworem czytając Georgiki Wergiliusza, tylko zasuwają od
                              świtu do nocy (fizycznie i umysłowo), zwłaszcza w sezonie zbiorów...
                              • aganoreg Re: No więc właśnie 31.07.09, 13:21
                                Jedyna szansa sa jedynie dotacje z UE. Wtedy nawet za nieuzytki
                                mozna dostac troche grosza. Ale na to hektarow maja za malo, a poza
                                tym pierwsze dotacje zaczynaly splywac gdzies w 2005, prawda?
                • aganoreg Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 13:06
                  andrzej585858 napisał:

                  > Po ślubie Patrycja i Florian kupili tu niedrogo kawałek ziemi pod
                  lasem,
                  > wybudowali skromny, lecz porządny domek, otoczyli go jabłoniami,
                  czereśniami i
                  > gruszami, a następnie zaprowadzili plantację porzeczek i pasiekę.
                  Po paru latach
                  > dokupili przyległe pół hektara, po czym posadzili własnoręcznie
                  dziesiątki
                  > drzewek wiśniowych i morelowych. I już mogli zacząć hodowlę koni.
                  Kiedy zaś
                  > dochód z niej przyniósł im kolejne zyski, postawili obok domu
                  niekrępujący
                  > pawilon drewniany dla gości, którzy przez cały sezon od wiosny do
                  jesieni,
                  > przebywali ochoczo w te okolice. Florkowie lubili ich zatrudniać
                  przy
                  > ochotniczym sadzeniu lasu na bezpańskich ugorach (zalesianie było
                  ich idee fixe
                  > od lat studenckich).
                  >

                  Nie cytuje calej wypowiedzi, ale zgadzam sie tu calkowicie z
                  Andrzejem. Konie przyniosly ___kolejne_____ zyski, czyli wzbogacili
                  sie na porzeczkach i miodzie? Ewentualnie wisniach i morelach? Zdaje
                  sie, ze cala rodzina korzystala z tych zbiorow, a cena skupu tez za
                  wysoka chyba nie jest? No i te bezpanskie ugory, zalesiane wlasnym
                  sumptem. Widzial ktos bezpanskie pole?
                  • iwoniaw O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotnie 31.07.09, 13:12
                    bo od początku mnie to bulwersowało. Przecież każda ziemia ma jakiegoś właściela
                    - prywatnego, lub po prostu należy do państwa. I nie wydaje mi się, żeby można
                    sobie było ot tak sadzić nie na swoim terenie cokolwiek, bo mamy idee fix. Tzn.
                    jeśli ziemia leży od lat ugorem, to pewnie nawet nikt nie zauważy w pierwszej
                    chwili i niby da się, ale jakoś to dla mnie wątpiliwy przykład do naśladowania w
                    książkach o dydaktycznym przesłaniu...
                    • aganoreg Re: O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotni 31.07.09, 13:19
                      Istnieje chocby cos takiego, jak plan zagospodarowania terenu.
                      Owszem, na ugorze moga wyrosnac krzewy, drzewa itd, ale nie zmienia
                      to faktu, ze nadal jest to teren rolny. Procedura odrolnienia trwa
                      bardzo dlugo (na naszej dzialce, grunt rolny kategorii 6, rosly 30-
                      letnie drzewa, ale i tak trwalo chyba ze dwa lata, zanim dostalismy
                      pozwolenie na budowe...).
                      • andrzej585858 Re: O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotni 31.07.09, 13:43
                        aganoreg napisała:

                        > Istnieje chocby cos takiego, jak plan zagospodarowania terenu.
                        > Owszem, na ugorze moga wyrosnac krzewy, drzewa itd, ale nie zmienia
                        > to faktu, ze nadal jest to teren rolny. Procedura odrolnienia trwa
                        > bardzo dlugo (na naszej dzialce, grunt rolny kategorii 6, rosly 30-
                        > letnie drzewa, ale i tak trwalo chyba ze dwa lata, zanim dostalismy
                        > pozwolenie na budowe...).

                        Można ewentualnie te bezpańskie tereny przyjąć jako "licentia poetica" -
                        oczywiście znowu :-)). Podejrzewam że przecietny mieszczuch widząc ugory, myśli
                        o ni ch tereny bezpańskie co jest bardzo złudne.
                        Ciekawe co by się działo po zagonieniu Borejków do sadzenia sosenek na tym
                        bezpańskim terenie gdyby raptownie z tych ostępów leśnych wyłoniłby się gajowy
                        Marucha z pytaniem o pozwolenie.
                        Idee fixe kontra dubeltówka :-)))

                        Co zaś tyczy się opłacalności plantacji porzeczek w tamtym czasie - to z
                        przykrością muszę stwierdzić że MM zna porzeczki chyba wyłącznie w postaci
                        przetworzonej.
                        • jottka Re: O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotni 31.07.09, 13:53
                          andrzej585858 napisał:


                          > Co zaś tyczy się opłacalności plantacji porzeczek w tamtym czasie - to z
                          przykrością muszę stwierdzić że MM zna porzeczki chyba wyłącznie w postaci
                          przetworzonej.


                          albo dysponuje wiedzą z głębi lat 70/80, której nie czuje potrzeby uzupełniać -
                          tak samo, jak było z frycem, który kilka lat temu na stypendium nasa czy czegoś
                          takiego, poświęcał się głównie zmywaniu naczyń w celu zarobienia na rodzinę w
                          kraju:)
                          • staua Re: O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotni 31.07.09, 15:21
                            Ten Fryc na stypendium NASA tez mnie zbulwersowal.
                            Nie te czasy :-) To nie "Delicje Ciotki Dee" (koszmarna ksiazka).
                            Jakby chcial pomoc rodzinie, to lepiej byloby, gdyby przylozyl sie
                            na tym stypendium i dostal na studia doktoranckie tam, moglby
                            sciagnac Pyze i Mile, a potem juz zostac i pracowac w NASA po prostu
                            (i tak wyjechali do Oksfordu, wiec co za roznica). Na zmywaku $7
                            maksymalnie (w Teksasie chyba mniej) za godzine, to nie sa
                            oszczednosci na mieszkanie.
                            • soova Offtop: Delicje Ciotki Dee 31.07.09, 15:32
                              staua napisała:

                              > Ten Fryc na stypendium NASA tez mnie zbulwersowal.
                              > Nie te czasy :-) To nie "Delicje Ciotki Dee" (koszmarna ksiazka).

                              Dlaczego? Pamiętam, że mi się bardzo podobała. Fakt, były dość realistyczne opisy, jak to na stypendium dorabiało się na czarno, żeby mieć potem drogocenne dolary w Polsce, ale wszystko było opisane bardzo zgrabnie i (chyba) prawdziwie?
                              • staua Re: Offtop: Delicje Ciotki Dee 31.07.09, 17:04
                                Mnie zniesmaczyla autorka ciagla krytyka Amerykanow, np. opisami
                                tego, ile czasu poswiecaja na dbanie o zeby, ze w lazience maja
                                szczoteczki, nitki, pasty, plyny itd, albo, ze lubia "small talk" i
                                usmiechaja sie do siebie. No coz, rozumiem, ze wtedy trzeba bylo
                                szerzyc propagande o tym, jak zle i strasznie jest w USA, ale bez
                                przesady, mogla z nich wziac przyklad, chociaz, jesli chodzi o mycie
                                zebow (wiadomo, ze czesc krytyki jest uzasadniona, np. ze wszedzie
                                trzeba bylo jechac samochodem, bo taki jest Midwest - nawiasem
                                mowiac, w jakims super osrodku naukowym to chyba nie byli jednak -
                                ale wieksza czesc ksiazki to taki zawistny jad). Dlugie nocne
                                Polakow rozmowy tez mozna w USA uskuteczniac, jej sie nie udalo,
                                trudno. Albo te opisy glupich (w porownaniu z nia sama) pracownikow
                                biblioteki...
                                Przeczytalam "Delicje" bo duzo o nich slyszalam, ale rozczarowalam
                                sie porzadnie. Polecam za to "Ulice Zolwiego Strumienia" - zupelnie
                                inny klimat, a ta sama tematyka.
                                • soova Re: Offtop: Delicje Ciotki Dee 31.07.09, 18:33
                                  staua napisała:

                                  > Mnie zniesmaczyla autorka ciagla krytyka Amerykanow, np. opisami tego, ile
                                  czasu poswiecaja na dbanie o zeby, ze w lazience maja szczoteczki, nitki, pasty,
                                  plyny itd, albo, ze lubia "small talk" i usmiechaja sie do siebie. No coz,
                                  rozumiem, ze wtedy trzeba bylo
                                  szerzyc propagande o tym, jak zle i strasznie jest w USA, ale bez przesady,
                                  mogla z nich wziac przyklad, chociaz, jesli chodzi o mycie zebow >

                                  Z punktu widzenia kogoś, kto przybył do wszystkomającej Ameryki w środku Polski
                                  jaruzelskiej, to wyposażenie łazienek mogło być rzeczywiście szokujące. Co do
                                  higieny, sama pamiętam z początku lat 90-tych artykuł w Filipince poświęcony
                                  amerykańskim dziewczynom, że jesli chodzi o pragnienia, są takie same jak
                                  polskie. Ale pamiętam też podkreślenie, że codziennie myją włosy. :)

                                  A co do small talk, była to raczej krytyka miałkości samej konwersacji, w
                                  pewnym stopniu uzasadniona, skoro autorka przyjechała wprost z "nocnych rozmów"
                                  i zetknęła się z tym zjawiskiem po raz pierwszy.

                                  (wiadomo, ze czesc krytyki jest uzasadniona, np. ze wszedzie
                                  > trzeba bylo jechac samochodem, bo taki jest Midwest - nawiasem
                                  > mowiac, w jakims super osrodku naukowym to chyba nie byli jednak -
                                  > ale wieksza czesc ksiazki to taki zawistny jad).

                                  Co do tego samochodu, to odbierałam to raczej jako krytykę bezrefleksyjnego i
                                  stechnicyzowanego życia polegającego na przemieszczaniu się z domu do pracy i z
                                  powrotem tylko na kółkach.

                                  >Dlugie nocne Polakow rozmowy tez mozna w USA uskuteczniac, jej sie nie udalo,
                                  trudno.>

                                  Nie miała z kim, przecież Polaków na tym Midweście nie było.

                                  >Albo te opisy glupich (w porownaniu z nia sama) pracownikow
                                  biblioteki...

                                  Midwest, Midwest... Faktycznie, pewno nie był to zbyt renomowany uniwersytet.
                                  • staua Re: Offtop: Delicje Ciotki Dee 31.07.09, 19:53
                                    No, bez Polakow, ale mogla - nocne rozmowy da sie uskuteczniac,
                                    wiem, bo sama prowadze (lub raczej prowadzilam do niedawna, teraz
                                    mam male dziecko;-)).
                                    Konwersacje mialkie tocza sie na pewnym poziomie, "zewnetrznym",
                                    ktorego autorka nie przekroczyla (nie umiala lub nie chciala). W
                                    Polsce takie rozmowy w ogole sie nie odbywaja, (czy tez wtedy nie
                                    odbywaly) bo ludzie w ogole do siebie w takich sytuacjach nie
                                    otwierali ust, a imprezy byly albo rodzinne, albo w gronie
                                    specjalistow, gdzie sila rzeczy tematy byly bardziej osobiste lub
                                    glebsze intelektualnie, nie trzeba bylo byc milym dla zony
                                    pracownika innego dzialu na imprezie noworocznej, jesli widzialo sie
                                    ja pierwszy raz w zyciu i nic sie od tego kolei nie chcialo (mam
                                    silne wrazenie, ze nadal tak jest).
                                    Akurat nie naleze to osob idealizujacych USA z powodu mieszkania tu,
                                    ale "Delicje" to wielka przesada. Autorka nie wykazala zrozumienia
                                    dla miejscowych, a dziwila sie, ze oni nie rozumieja jej potrzeby
                                    pracy na czarno i chodzenia pieszo. Ja sie tam nie dziwie.
                                  • mmoni Re: Offtop: Delicje Ciotki Dee 01.08.09, 02:45
                                    Cytat Midwest, Midwest... Faktycznie, pewno nie był to zbyt renomowany uniwersytet.

                                    Nie jest to napisane, ale można zgadnąć z zamieszczonych tu i ówdzie informacji, że przynajmniej jeden z uniwersytetów (bo książka jest syntezą wrażeń z kilku różnych pobytów) to Indiana University w Bloomington, w pierwszej pięćdziesiątce rankingów w USA. Nie wszystkie renomowane uniwersytety w USA mieszczą się na jednym z wybrzeż.
                                    • staua Re: Offtop: Delicje Ciotki Dee 02.08.09, 21:34
                                      Z tej perspektywy faktycznie masz racje. Zalezy od definicji slowa
                                      "renomowany". Ja mam chyba skrzywiony punkt widzenia, bo bym tam w
                                      zyciu nie pojechala. Gdyby Harvard byl w Indianie, to moze. Ale
                                      wtedy chyba bylo ludziom wszystko jedno, byle sie wyrwac na Zachod,
                                      a do USA to juz w ogole. Tym bardziej dziwie sie, ze wrocili i
                                      jeszcze pani Holowka taka ksiazke splodzila.
                              • mankencja kolejny offtop ksiazkowy: "Jajko i ja" 03.08.09, 00:02
                                czytał ktoś? Autorką jest Betty MacDonald. Ja właśnie wracam do tej książki, a chętnie przeczytałabym także i inne, lecz niestety póki co nie udało mi się ich nigdzie odnaleźć.

                                tu cytat, który wydaje mi się bardzo a propos dyskusji
                                "Czytałam kiedyś o spragnionych piękna farmerkach, które potrafiły stać godzinami, rozkoszując się cudem, jakim jest skąpana w słońcu gałąź forsycji, albo iść sadem, zanurzając nosy w pachnące gałęzie, albo stać bez ruchu w ciepłym wiosennym słońcu i dziękować bogu za cud płodności. chciałabym wiedzieć, skąd brały czas na wszystkie te cudowne rozkosze! (...) widziałam to wszystko, ale miałam mniej więcej taką szansę zatrzymania się, by to podziwiać, jaka bym miała, przejeżdżając przez muzeum na motocyklu"

                                albo:
                                "Ciotunia Vida wzięła do ust jeszcze jeden łyk kawy i gulgotała chwilę, jakby płukała gardło środkiem dezynfekcyjnym, po czym rzekła:
                                - Rozwiązaliście problem życia! Znaleźliście formułę szczęścia! Na tym gorzkim, zagrzybiałym świecie tysiące ludzi może tylko marzyć, iż pewnego dnia wyrzeczeniami i ciężką pracą dojdą do tego, co wy z Bobem macie już teraz.
                                Była właśnie dziewiąta rano. Tego ranka wstaliśmy z Bobem o czwartej, a poprzedniego poszliśmy spać dopiero po północy. Ciocia Vida zasiadała własnie do śniadania. To, co mówiła o ludziach marzących, że wyrzeczeniami i ciężką pracą dojdą do tego, co już mamy, dopiekło mi do żywego. A cóż my z Bobem robimy 16 do 18 godzin dziennie? Pląsamy wokół maika z kwieciem we włosach? (...)
                                Rzecz jasna, ciotunia Vida była idiotką, ale nie można było tego rzec o innych naszych gościach. Przyjeżdżała do nas moja rodzina, rodzina Boba oraz inni ludzie czarujący i inteligentni, lecz wszyscy mieli tego samego fioła. "Cudowny widok, wspaniałe góry, boskie jedzenie, szczęściarze z was!" - mówili, odpełzając z trudem od stolu. Zapominali tylko, że gdy oni wylegiwali się w betach, wdychając olbrzymimi łykami ożywcze (...) powietrze, my z Bobem skubaliśmy i patroszyliśmy kury, czyściliśmy ostrygi, zakopywaliśmy muszle i skorupy, zmywaliśmy naczynia, łuskali groch i wreszcie czołgali się do łóżka o północy albo i później."
                                • staua Re: kolejny offtop ksiazkowy: "Jajko i ja" 03.08.09, 05:07
                                  Cytaty smakowite - i przypominaja mi tez narzekania Petera Mayle'a w
                                  jego prowansalskim cyklu. Identyczne spostrzezenia o gosciach i pracy
                                  przy nich przez cale lato. Pamietam, jak pisal, ze po przeprowadzce w
                                  gory Luberon nagle bardzo zwiekszyla sie ilosc jego przyjaciol :-)
                                • the_dzidka Re: kolejny offtop ksiazkowy: "Jajko i ja" 03.08.09, 09:03
                                  Właśnie zamówiłam w merlinie :) Dzięki Mankencjo za useful tip! :)
                                  • onion68 Re: kolejny offtop ksiazkowy: "Jajko i ja" 03.08.09, 12:53
                                    Chyba też zamówię...
                                  • mankencja Re: kolejny offtop ksiazkowy: "Jajko i ja" 03.08.09, 20:59
                                    nie ma za co :)
                            • the_dzidka Re: O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotni 31.07.09, 19:05
                              > To nie "Delicje Ciotki Dee" (koszmarna ksiazka).

                              O? A dlaczego?
                              • staua Re: O bezpańskich ugorach pisałam już kilkakrotni 31.07.09, 19:55
                                Patrz wyzej :-) Uwazam, ze to propaganda obowiazkowa w tamtych
                                czasach. Wlasciwie, inaczej ta ksiazka nie mialaby szans sie ukazac. I
                                jeszcze raz polecam "Ulice Zolwiego Strumienia" Aleksandry
                                Ziolkowskiej-Boehm. Zamiast "Delicji".
                                • mamarcela ! o "Delicjach" 03.08.09, 15:39
                                  Wybacz, Stauo, ale Ty chyba kompletnie opacznie rozumiesz poczucie humoru
                                  autorki "Delicji". Ono jest zjadliwe, ale zdecydowanie w obie strony - nie wiem,
                                  czy za propagandową (!) można było uznać w latach osiemdziesiątych książkę, z
                                  której wynika, że polscy naukowcy nie znają się na higienie, nie wiedzą, co to
                                  jest sos tysiąca wysp i chodzą za potrzebą w krzaki.
                                  Zresztą pani Hołówka zawsze z ironią mówi o wszystkim także w życiu - o sobie ,
                                  swojej rodzinie, pracy.
                                  A to jest satyryczna opowieść o różnicach kulturowych, napisana przez "wredną i
                                  rudą" autorkę.

                                  Amerykanie jeżdżą po sobie zdecydowanie bardziej ostro. Wystarczy obejrzeć
                                  jakikolwiek amerykański film np. o amerykańskim liceum, żeby dojść do wniosku,
                                  że to kraj kompletnych idiotów jest - a to przecież nieprawda.

                                  Co nie oznacza oczywiście, że muszą Ci się "Delicje" podobać, a zaprezentowany w
                                  nich typ humoru musi Cię bawić.
                                  • soova Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 15:46
                                    mamarcela napisała:

                                    > Zresztą pani Hołówka zawsze z ironią mówi o wszystkim także w życiu - o sobie
                                    > ,
                                    > swojej rodzinie, pracy.
                                    > A to jest satyryczna opowieść o różnicach kulturowych, napisana przez "wredną
                                    > i
                                    > rudą" autorkę.


                                    Zgadzam się w pełni.
                                    • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 17:05
                                      Byc moze nie zrozumialam, moze dlatego, ze pani Holowka pisala o
                                      sobie w ten sposob (nie o polskich naukowcach, ale o sobie samej, w
                                      bardzo gornolotnym tonie, tej autoironii zupelnie tam nie widze).
                                      Tak czy inaczej, nie podobalo mi sie. Amerykanskie komedie o liceach
                                      tez mi sie nie podobaja i nie sadze, by humor w nich to byla satyra
                                      (w niektorych, byc moze, ale nie jest to ogolny trend), bo sa
                                      produkowane na potrzeby masowego odbiorcy, tegoz licealisty, ktorego
                                      smieszy fasada, a nie podteksty. Znakomita wiekszosc widzow (i
                                      czytelnikow) tutaj nie zwraca uwagi na wiekszosc aluzji, linearna
                                      fabula, duzo gagow i efekty specjalne to recepta na sukces. Filmy
                                      Kevina Smitha to zdecydowanie nie mainstream.
                                      • mamarcela Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 17:35
                                        Nieno, ja nie twierdzę, że amerykańskie filmy o liceach są "autoironiczne". Tzn.
                                        często są, ale na poziomie kompletnie niezrozumiałym dla ich potencjalnego
                                        targetu, twórcy wsadzają żarty i aluzje bawiące ich samych ewentualnie
                                        absolutnie przypadkowych widzów, na co dzień oglądających inne filmy.

                                        Posłużyłam się przykładem filmów o liceum jako dowodem na to, że Amerykanie
                                        świadomie i własnymi rękami robią sobie naprawdę "tragiczny i krwawy" PR i
                                        społeczeństwo amerykańskie widziane w prześmiewczym zwierciadle Hołówki to pikuś
                                        cziłała w porównaniu z tym, co pokazują sami Amerykanie.

                                        Ostatnio oglądałam kilka odcinków edukacyjnego serialu dla młodzieży z 2008 roku
                                        "The secret life of an american teenager". Serial ten w zamyśle ma opowiadać o
                                        poważnym problemie, jakim jest ciąża u piętnastolatki. Natomiast poziom za
                                        przeproszeniem kretynizmu wszystkich bohaterów tej historii jest doprowadzony do
                                        takiego absurdu, że monty pajtony są przy tym serialu realistycznymi historiami
                                        z życia! Obraz społeczeństwa amerykańskiego, który nam się jawi z tego serialu
                                        jest po prostu nie-do-uwierzenia!

                                        "Będąc chwilami ruda i wredna, trudno ze mną wytrzymać..."
                                        "oraz gruba bardzo"
                                        • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 17:57
                                          Na szczescie tego nie ogladalam :-) Pewnie musial spelniac wszystkie
                                          kryteria politycznej poprawnosci.
                                          Ale wlasnie, "Delicje" sa napisane tak, jakby ich autorka tu nie
                                          byla, tylko pisala na podstawie takich seriali - obiegowe opinie o
                                          Amerykanach, stereotypy i nic poza tym. Uwazam, ze po kilku pobytach
                                          stypendialnych mozna bylo napisac duzo lepsza ksiazke. Moze
                                          wypelnila jakas nisze wtedy. Ja ja czytalam chyba dwa lata temu,
                                          wiec z niewlasciwej perspektywy.
                                          Co do propagandy, brudnym i smierdzacym polskim naukowcom z lat 80.,
                                          potrafiacym rozmawiac na wszystkie, najbardziej filozoficzne tematy,
                                          taka ksiazka wlasnie mogla mile polechtac ego ;-)
                                          • mmaupa Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 18:50
                                            Zaciekawiłyście mnie, więc sięgnęłam po książkę wczoraj i pochłonęłam ją w kilka
                                            godzin. Może nie jest najlepiej napisaną książką świata, ale nie sposób odmówić
                                            jej realizmu :) W każdym razie przypomniał mi się własny pobyt stypendialny w
                                            Stanach sprzed kilku lat, aż dziw, jak spostrzeżenia Hołówki są aktualne
                                            dwadzieścia lat później - samochody, small talk, trawniki, kult jedzenia,
                                            "aktywności"... Przy czym nie odbieram tego jako ostrej krytyki, autorka
                                            wyłapuje różnice kulturowe i opisuje je bardzo prawdziwie i szczerze,
                                            podkreślając życzliwość Amerykanów, ich bezpośredniość, zorganizowanie itd.
                                            • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:08
                                              Ja tez przeczytalam "Delicje" bardzo szybko. Moze jednak jestem
                                              uprzedzona... Mnie sie te spostrzezenia nie wydaja aktualne zupelnie.
                                              czy w Polsce nie ma zainteresowania aktywnoscia w sensie fitness i
                                              zdrowym odzywianiem? Mnie sie wydawalo nawet w latach 90., gdy jeszcze
                                              w Polsce mieszkalam, ze bylo. Moze obracalam sie w jakims
                                              "zamerykanizowanym" srodowisku? Sama nie wiem.
                                              • soova Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:15
                                                Przecież akcja "Delicji..." to środek lat 80-tych! "Zdrowe odżywianie" nie kojarzyło się wówczas z niczym, bo - w skrócie - odżywiano się tym, co akurat było, a słowo "fitness" to już w ogóle się z niczym nie kojarzyło, bo mało komu było w głowie utrzymywanie się w dobrej kondycji. Lansowany przez programy młodzieżowe w TV aerobik ćwiczyły tylko nastolatki.
                                                • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:57
                                                  Odnioslam sie do stwierdzenia Mmaupy, ze opisy P. Holowki sa aktualne
                                                  i teraz.
                                              • mmaupa Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:18
                                                Ale książkę wydano w 1988 - dlatego autorce dziesięć rodzajów kremów i tyleż
                                                mydeł wydaje się zbytkiem i przesadą.

                                                Oczywiście, teraz w Polsce panuje moda na fitness itd, ale nie zauważyłam
                                                amerykańskiego paradoksu typu "jadę samochodem do siłowni położonej o 300m od
                                                domu".
                                                • onion68 Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:51
                                                  > amerykańskiego paradoksu typu "jadę samochodem do siłowni położonej o 300m od
                                                  > domu".

                                                  A ja widzę paradoks podobny w sumie - w piękny, słoneczny dzień jednostki
                                                  uprawiające marsze i biegi w pomieszczeniu zamkniętym, na bieżniach
                                                  mechanicznych, hipnotycznie przy tym wpatrzone w gigantyczny ekran przed sobą.
                                                  Bo co, jak się nie zapłaci, to nie zadziała? ;-)
                                                • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:59
                                                  A jak tam bylas, to zauwazylas? Naprawde spotkalas sie z czyms
                                                  takim? Ja nie. Natomiast w Polsce mialam znajomego, ktory do
                                                  kolezanki mieszkajacej za rogiem (jakies 100 metrow) jechal
                                                  samochodem. Mialam tez znajomego, ktory, wybierajac sie ze mna do
                                                  teatru na Prage, przyjezdzal do mnie samochodem (mial dosc blisko,
                                                  pare przystankow), po czym zostawial go pod moim domem i zabieral
                                                  mnie do teatru komunikacja miejska, (kilka przesiadek, autobus i
                                                  tramwaj).
                                                  Ludzie sa wszedzie rozni.
                                                  • mmaupa Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 20:11
                                                    Naprawdę! Koleżanki wsiadały w samochód żeby podjechać z jednego końca kampusa
                                                    na drugi (a kampus wielkości chustki do nosa). Tu wychodzą też różnice
                                                    środowiskowe - w USA prawie każdy student ma samochód, w Europie to raczej
                                                    rzadkie. Pewnie gdyby studenci mieli w PL samochody, to też by jeździli nimi
                                                    wszędzie, jak twoi znajomi.
                                                  • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 20:28
                                                    Bo w USA samochod, jaki moze kupic student, moze kosztowac kilkaset
                                                    dolarow (albo najwyzej pare tysiecy, mniej niz 5 tysiecy), a caly
                                                    czas jest bezpieczny (coroczna kontrola). Malo ktory student ma nowy
                                                    samochod. To zalezy tez od kampusu, bo sa takie w miastach (np. w
                                                    Bostonie/Cambridge, albo w NYC) gdzie studenci nie maja i nie musza
                                                    miec samochodow, ich akademiki sa tuz obok, a poza tym jest swietna
                                                    komunikacja miejska. Inna sprawa, ze studenci w Stanach najczesciej,
                                                    nawet, gdy ich dom rodzinny jest bardzo blisko, decyduja sie na
                                                    akademik/fraternity house ze wzgledu na zycie studenckie i tworzenie
                                                    sieci znajomych procentujacych potem cale zycie.
                                                    Straszny offtop zrobilam, za co przepraszam jako wzglednie malo sie
                                                    udzielajaca osoba, ale ten temat jest mi bliski. Moze powinnam
                                                    napisac ksiazke ;-)
                                                  • mmaupa Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 20:43
                                                    > Straszny offtop zrobilam, za co przepraszam jako wzglednie malo sie
                                                    > udzielajaca osoba, ale ten temat jest mi bliski. Moze powinnam
                                                    > napisac ksiazke ;-)

                                                    Póki offtop nie jest religijno-tolerancyjno-szowinistyczno-dyskryminujący, to
                                                    jestem za :)
                                                  • andrzej585858 Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 20:57
                                                    mmaupa napisała:

                                                    >
                                                    > Póki offtop nie jest religijno-tolerancyjno-szowinistyczno-dyskryminujący, to
                                                    > jestem za :)

                                                    A cóż to za sformułowanie? Tak tylko na marginesie chcialbym stwierdzić że to my
                                                    sami tworzymy taki klimat a nie jacyś "oni" ale to tak całkiem na marginesie.
                                                    Dla mnie to wszystko co było tutaj napisane bardzo podoba się. Dla kogos kto tak
                                                    jak ja nie miał możliwości i juz nie będzie miał zobaczenia z bliska tego o czym
                                                    piszecie, takie relacje maja bardzo duże znaczenie, gdyż są opisem z pierwszej
                                                    ręki i nie ubarwione chęcią przypodobania się czytelnikowi.
                                                    Tak więc ja proszę o więcej.
                                                  • mmaupa Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 21:02
                                                    Toż właśnie piszę, że offtop fajny. A czemu piszesz, że nie będziesz miał
                                                    możliwości pojechać? Kto wie?
                                                  • andrzej585858 Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 21:13
                                                    mmaupa napisała:

                                                    > Toż właśnie piszę, że offtop fajny. A czemu piszesz, że nie będziesz miał
                                                    > możliwości pojechać? Kto wie?

                                                    Chyba żeby mnie uśpili i związanego wsadzili do samolotu :-))) A poza tym
                                                    szczerze mówiąc bardziej pasjonuje mnie mozliwość podróży koleją transsyberyjską
                                                    niż poznawanie Ameryki.
                                                    Ja kresowiak z pochodzenia i sentyment do tamtych stron jest gdzieś w genach
                                                    głęboko.

                                                    >
                                                  • staua Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 21:15
                                                    Tez chetnie bym sie wybrala w podroz koleja transsyberyjska,
                                                    zwlaszcza, ze ostatnio przeczytalam "Lod" Dukaja.
                                                  • algod Re: ! o "Delicjach" 04.08.09, 12:04
                                                    staua napisała:

                                                    > Tez chetnie bym sie wybrala w podroz koleja transsyberyjska,
                                                    > zwlaszcza, ze ostatnio przeczytalam "Lod" Dukaja.

                                                    Też właśnie przeczytałam "Lód" i ogarnęła mnie tęsknota za koleją
                                                    transsyberyjską. Jechałam nią kiedyś i wspominam tę podróż jako najlepszą w
                                                    życiu okazję do wielkiego, cudownego, rozkosznego lenistwa. Przez prawie cztery
                                                    dni leżałam sobie na łóżku, gapiłam się przez okno, czytałam książki o Rosji i
                                                    słuchałam historii całego życia współpasażerów. Cudnie było. Jak dojechaliśmy do
                                                    Irkucka, konduktorka obudziła nas i kazała szybko wysiadać, to się czułam
                                                    prawie, jakby mnie wyrzucała z domu:)
                                                  • andrzej585858 Re: ! o "Delicjach" 04.08.09, 16:06
                                                    algod napisała:

                                                    >
                                                    > Też właśnie przeczytałam "Lód" i ogarnęła mnie tęsknota za koleją
                                                    > transsyberyjską. Jechałam nią kiedyś i wspominam tę podróż jako najlepszą w
                                                    > życiu okazję do wielkiego, cudownego, rozkosznego lenistwa. Przez prawie cztery
                                                    > dni leżałam sobie na łóżku, gapiłam się przez okno, czytałam książki o Rosji i
                                                    > słuchałam historii całego życia współpasażerów. Cudnie było. Jak dojechaliśmy d
                                                    > o
                                                    > Irkucka, konduktorka obudziła nas i kazała szybko wysiadać, to się czułam
                                                    > prawie, jakby mnie wyrzucała z domu:)

                                                    Ale zazdroszczę - i chętnie bym posłuchał relacji z tej podróży - bo to jest
                                                    moje marzenie do tej pory niespełnione. Moze jak zdrowie pozwoli to jeszcze sie
                                                    kiedyś wybiorę.
                                                • croyance Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 22:17
                                                  Ja mialam przyjemnosc obserwowac w parku biznesowym gosci i gosciowy :-
                                                  ) ktore najpierw 300 metrow na lunch jezdzili samochodami, a na
                                                  pierwsze pietro wjezdzali winda, by potem, po pracy, biegac w kolko
                                                  pomiedzy budynkami biur. Zawsze mnie to bawilo.
                                              • ananke666 Re: ! o "Delicjach" 03.08.09, 19:21
                                                Ale "Delicje" wyszły pod koniec lat 80, a powstały pewnie jeszcze wcześniej, za
                                                głębokiego PRL. Ja czytałam tę książkę parę lat po wydaniu i wyposażenie
                                                łazienki owszem, robiło wrażenie. O dezodorancie do jamy ustnej na przykład nikt
                                                nie słyszał wtedy.
                                                Moim zdaniem Hołówka opisuje czasy początku lat 80 najwyżej, parę wzmianek na to
                                                wskazywało. Książka leżąca parę lat w planach wydawniczych to było żadne dziwo.
                  • yowah76 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 18:47
                    Pokazcie mi, kurde, te zyski z koni, ja chce to zobaczyc... zyski to
                    sa: z koni rzeznych jak sie ma wlasna pasze, z koni b. drogich,
                    gdzie odchowany zrebak kosztuje 5-6 razy tyle co koszt odchowu, z
                    koni tanich w zywieniu typu huculy jesli ma sie kupe ziemi zeby sie
                    same pasly, z ujezdzania tanio kupionych surowych koni do
                    przyzwoitego poziomu, ewentualnie z intensywnie wykorzystywanych (4
                    godz dziennie min, w weekendy po 6-8 godz) rekreacyjnych. A i to
                    zazwyczaj wtedy jak sie samemu produkuje pasze - czyli potrzeba od
                    0,7 do 1 ha na konia, maszyny, ludzie do roboty...moze tylko przy
                    tej hodowli wysokiej klasy mozna sie jakos dorobic zysku, odchowanie
                    zrebaka na kupnej paszy kosztuje sporo wiecej niz krycie + zywienie
                    kobyly i zrebaka + szczepienia + kucie... W najlepszym razie mogli
                    kupic 5 kobyl slaskich lub malopolskich, dostac dotacje, ktora
                    pokrywa powiedzmy polowe kosztow paszy, ale liczac, ze trzeba toto
                    pokryc, kupic jakis sprzet (ok 2-3 tys na konia wyjdzie)...
                    Poza tym, ile lat przed akcja oni sie wyprowadzili na ta wies? Bo,
                    psze pani autorki, dochod z drzewek to mogli miec po 5-6 latach
                    ciezkiego tyrania, opryskow i ogryzania kory na przednowku, z koni
                    tez najwczesniej (hodowla, przypominam; o rekreacji nie ma mowy)
                    pierwsze zrebaki na sprzedaz po poltora - dwoch latach, a sprzedaz
                    odsadka to o ile nie jest swietny to pewnie tak czy tak cena miesa.
                    • yowah76 Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 18:55
                      Zaznaczam, ze nie wspomnialam o cenie samych koni, gdzie klacz
                      raczej sredniej jakosci i ze srednim papierem kosztuje tak od 5-7
                      tys za sztuke. Czyli, na te 5 kobyl do dotacji 25-30 tys ( o ile cos
                      takiego by dotacje dostalo, wiec raczej 40-50), sprzet dla nich o
                      ile maja dorabiac rekreacja 10-15 tys, budynek jakis, ogrodzenia,
                      pasza, krycia - nawet panstwowym ogierem - lekko liczac wklada sie
                      50-70 tys minimum i czeka sie 2 lata zeby sprzedac jak dobrze
                      pojdzie 5 zrebiat po 2-3 tys sztuka (tak mysle, bo troche nie w
                      temacie jestem, ale kolezanka sprzedala ostatnio calkiem fajna
                      kobylke z przyzwoitym choc nie wybitnym papierem, chyba
                      kwalifikujaca sie do dotacji, czteroletnia, zajezdzona za 7 czy 8
                      tys, a roczniaka jakis czas temu chyba za 3 tys).
                      Dlatego ja nie mam nawet pol malutkiegokonia, bo kupujac konia za 5-
                      7 tys trzeba sie liczyc ze oprocz sprzetu to on sam swoja wartosc
                      rocznie przejada. Chyba, ze Baltona je sasiadom w nocy w koniczyne
                      puszcza, ale to by je znowuz wzdelo, jak nic :D
    • staua Re: Gospodarstwo Górskich. 31.07.09, 15:23
      Moze wkladam kij w mrowisko, ale czepiacie sie teraz znowu aktywnej
      kobiety czynu, Patrycji, ktora jest przeciwienstwem Pyzuni, ma mnostwo
      zajec, talentow i zainteresowan... Albo jedna, albo druga, co?
      Akurat wierze zupelnie w to, ze mozna robic tyle, coo Patrycja,
      naprawde, znam takie osoby.
      • iwoniaw Można można, przecież w TYM wątku piszemy, że 31.07.09, 16:15
        można, tylko aż tyle upraw i hodowli się na marnych paru (o ile aż paru)
        hektarach nie zmieści, a na pewno nie w ilości dochodowej. Research jednak to
        coś więcej niż zapisywanie, jaka pogoda była którego dnia...
        • staua Re: Można można, przecież w TYM wątku piszemy, że 31.07.09, 19:59
          Jasne, do tych watpliwosci sie nie wtracam (ja miastowa bez rodziny na
          wsi), tylko mowie, ze Patrycja mogla wykorzystywac czas tak, zeby
          starczylo go na wszystko,a energii chyba miala duzo. Sama jestem
          uwazana przez niektorych znajomych za taka osobe "kiedy ty masz czas?
          Jak ty to robisz?" a mnie sie wydaje, ze moglabym robic duzo wiecej.
          • doratos Re: Można można, przecież w TYM wątku piszemy, że 01.08.09, 01:41
            mnie tam się delicje bardzo podobały,

            A co do Patrycji,to chyba zmieniła się w tytana pracy z sybarytki
            kochającej spać i jeść!
            Nie czytałam jeszcze Sprężyny,ale ten opis wsi mnie szokuje
            sama mam gospodarstwo,
            aktualnie jest w likwidacji,ale gdy jeszcze myśleliśmy że z
            rolnictwa da się wyżyć,pracy było co niemiara!
            Praca na wsi nigdy się nie kończy,zawsze jest co robić,
            a zwłaszcza w sezonie zbiorów np.truskawek,

            Co prawda są te wszystkie nowinki techniczne,
            ale trzeba posiadać co najmniej 15 hektarów żeby móc coś zarobić,
            a na wsi już raczej nie ma babochłopów w chustkach marynuskach i
            fartuchach,
            większość moich sąsiadek goli miejsca owłosione na ciele(prócz
            głowy),
            prawie każdy ma komputer i internet,
            zmywarki,pralki automatyczne,i różne maszyny jak kombajny,

            ale praca jest zawsze,od rana do nocy,
            mimo to i nam się zdarza usiąść w altance przy grillu,
            bądź przy ognisku,i rozerwać się w gronie sąsiadów i gości,
            a nawet i pośpiewać!

            Tylko jedno mi przeszkadza,że ciągle mało ludzie czytają na wsi,
            i to mnie boli,ktoś kto czyta tyle co ja jest takim wiejskim
            dziwolągiem!

            A na koniec słówko do aganoreg-to prawda odrolniczenie jest
            długotrwałe,jedyny sposób to kupić 3.000 tys. metrów,
            jest to działka rolnicza i pozwolenie dostaje się bardzo szybko,
            szkoda że się wcześniej nie spotkałyśmy,sprzedałabym ci taką
            działkę po znajomości bardzo tanio!!!
            I to nie żart!
          • ananke666 Re: Można można, przecież w TYM wątku piszemy, że 03.08.09, 11:38
            Ok, ale przyroda i gospodarka mają swoje prawa, których przeskoczyć się nie da.
            Jeśli porzeczki w skupie były w tym roku po 80 gr/kg, to jakim cudem można mieć
            z nich spore zyski? Mając łącznie jakiś hektar ziemi, na którym prócz upraw musi
            zmieścić się dom, sad, hodowla koni? Wobec braku ziemi dającej paszę, cokolwiek
            bezsensowna zresztą, bo konie, jak to duzi roślinożercy, szamają jak maszyny.
            Nawiasem mówiąc, czy w opisie sielskiej posiadłości Pulpów są wymienione jakieś
            zabudowania prócz stajni i pawilonu dla gości? Bo potrzebny jest przynajmniej
            jeszcze jeden budynek. Stodoła.
            Ja akurat z końmi miałam do czynienia przez parę lat. Jak chcesz, mogę Ci
            wypisać, czego one wymagają dzień w dzień, a czego raz na jakiś czas. Jeśli ktoś
            ma poidła, dzień rozpoczyna wczesnym rankiem z widłami, jeśli nie, z wiadrem.
            Kończy się dzień też z widłami względnie wiadrem.
            • dakota77 Re: Można można, przecież w TYM wątku piszemy, że 03.08.09, 11:58
              Ja takie wyliczenia, ile czego potrzeba koniom, chetnie poczytam:)
              • ananke666 Dzień jak co dzień 03.08.09, 13:45
                No to mamy piękny poranek. Kur zapiał, a my zaczynamy...

                pojenie - koń wypija na raz wiadro-półtora wody, które trzeba mu przynieść,
                jeśli są zainstalowane poidła, to odpada
                czyszczenie boksu - przynieść słomę (trociny, co tam kto czego używa, zwykle
                jest to słoma), wyrzucenie nawozu, czyli po prostu g..., czyli zebranie go
                widłami i przerzucenie na taczkę, którą należy przepchać w miejsce składowania,
                rozrzucenie po boksie czystej słomy
                (niektórzy ograniczają się do przerzucenia nawozu pod przednie nogi konia
                (powinien pod przednimi nogami mieć nieco wyżej) i rozścieleniu słomy, a raz na
                jakiś czas zamawiają dwóch silnych panów z ciężarówką, żeby nawóz wywieźli)

                karmienie - wyczyszczenie żłobu z resztek, przyniesienie i odmierzenie miarki
                owsa, przyniesienie siana, owies wędruje do żłobu, siano do kratki albo obok żłobu.
                poczekanie aż zeżrą

                czyszczenie - przynajmniej pobieżne, z tzw zaklejek, czyli sierści zlepionej
                nawozem, w którym koniś mógł się w nocy położyć (urocze, wiem), usunięcie z
                grzywy i ogona słomy/siana

                wygonienie towarzystwa na wybieg (można zrobić rzecz zamiennie, najpierw
                nakarmić, potem wygonić, a dopiero potem wyczyścić boksy)

                pozamiatać resztki z przejścia, wypłukać wiadra, odstawić na miejsce

                Jeśli mamy pastwisko i nie jeździmy, mamy i parę godzin spokoju
                jeśli nie (Pulpowie nie mają, mają najwyżej wybieg - czyli zadeptany i wyżarty
                pewnie prawie do gołej ziemi) - trzeba będzie towarzystwo spędzić na obiadek,
                ewentualnie przynieść im żarełko i picie na wybieg, jeśli mamy pastwisko, nażrą
                się trawy

                Dodatkowo, jeśli jeździmy, a Pulpowie podobno mają te konie ujeżdżone - czeka
                nas objeżdżenie wszystkich, minimum godzina na łebka, bo koń co prawda ma pamięć
                dobrą, ale święty nie jest i trzeba go regularnie trenować, czyli:

                przebrać się w odpowiednią odzież i buty
                wyczyścić porządniej szczotką - całego, od głowy do ogona
                sprawdzić i wyczyścić kopyta kopystką (takim zagiętym prętem z rączką)
                przeczesać grzywę i ogon
                przetrzeć po całości wilgotną rękawicą

                kto tego nie robi, jest brudasem i niechlujem!

                przynieść nałożyć mu ogłowie, czaprak i siodło (zwracam uwagę, że ze względu na
                różne czynniki, czyli wzrost i budowę (długość grzbietu, wysokość kłębu itp),
                konie wymagają różnych. Każdy powinien mieć swoje - koszt od kilkuset zł w górę,
                ogłowie także każdy ma swoje, bo zwierzaczki mają różnej wielkości głowy)
                Niektóre konie wymagają oprzyrządowania dodatkowego, typu podogonie, napierśnik
                Ewentualnie nałożyć ochraniacze na nogi
                (przy założeniu, że klacz ma źrebaka, nie trzeba się dziwić, jak znienacka
                zostaniemy ugryzieni w tyłek przez młodą, ciekawą paszczękę)

                wsiąść, zrobić swoje (rozprężenie, czyli rozgrzewka, potem trening zasadniczy,
                odpoczynek, czyt. leniwe człapanie) - jeśli ktoś myślał, że jazda konna to
                bezwysiłkowa czynność typu "wsiadł i jechał" to informuję, że jest w _wielkim_
                błędzie

                zsiąść, rozsiodłać, założyć kantar (takie ogłowie "domowe"), następnie poczekać,
                aż odpocznie i dać mu pić, wypuścić znów na wybieg, sprzęt doprowadzić do
                porządku i odnieść na miejsce
                jeśli koń wraca do stajni, pić można mu dać po jakiejś godzinie.
                Spoconych koni, które potem ruszać się nie będą, poić nie wolno! - ryzyko zdrowotne.

                (jeśli mamy młodego konisia, trzeba go przynajmniej popędzać pół godzinki na
                lonży, dla niezorientowanych - lata w kółko na kilkumetrowej smyczy ;) - zresztą
                ujeżdżanie młodych koni to osobna historia, dziesięć razy bardziej kłopotliwa)

                nie od rzeczy będzie przejechać się z taczką po wybiegu i zebrać kupki,
                sprawdzić czy nie trafią się kamienie - są dla końskich nóg niebezpieczne,
                sprawdzić ogrodzenia, ew. dokonać niezbędnych napraw

                wieczorem konie wracają do stajni, te, które lubią się tarzać na wybiegu są
                czyszczone, wszystkie mają sprawdzone kopyta - kamyczek w kopycie potrafi być
                źródłem wielkich kłopotów zdrowotnych

                Jeśli akurat jest zima i konie więcej czasu spędzają w stajni, powtarzamy
                czyszczenie boksu

                targamy wiadra
                przynieść i odmierzyć owies, przynieść i dać siano, podać dodatki paszowe - a to
                marchewka, a to witaminki, a to wapienko, a to mesz
                zamiatamy, odstawiamy etc.

                Do tego dochodzą czynności dodatkowe, np. smarowanie kopyt, kondycja kopyt jest
                ogromnie ważna. Trzeba specjalnym smarowidłem wysmarować wszystkie cztery
                kopyta. Raz na jakiś czas wezwać weterynarza dla odrobaczenia.

                Raz na jakiś czas wezwać kowala/strugacza, no chyba, że mamy kilometry pastwisk
                i konie same ścierają sobie kopyta. Zwykle jednak tego nie robią i trzeba im
                obciąć paznokcie ;)
                Jeśli konie są podkute, raz na miesiąc wymagają przekucia. Jeśli nie, a ja np.
                jestem przeciwniczką kucia, to znacznie częściej trzeba pobawić się w strugacza,
                albo takowego wezwać - za darmo nie jeździ, przypominam - bo kopyto wymaga
                ostrugania i opiłowania.
                Już widzę Pulpę, jak ścina piętki i wykonuje tarnikiem mustang roll :p

                To wszystko przy założeniu, że konie mamy idealnie zdrowe. A i tak pewnie o
                czymś zapomniałam.

                Przy tym trzeba raz na jakiś czas zadbać o sprzęt - konserwować skórzane części,
                uprać i wysuszyć czaprak i popręg, uprać szczotki do czyszczenia zwierzątka
                Owies, słoma, siano, marchew, siemię, witaminy i cała reszta na piechotę do nas
                nie przyjdą. Ogrodzenie wybiegu mieć musimy.
                Koń wierzchowy potrzebuje pi razy oko (dawki różne w zależności od masy konia,
                pracy, sezonu itp):
                owsa 3-6 kg
                siana 5-7 kg
                marchew, inne dodatkowe warzywa 1-2 kg
                plus otręby, siemię, witaminy, minerały, itd.

                Nawet, jeśli mamy swoje łąki i będziemy mieć swoje siano, świeżo zebrane jest
                bezużyteczne. Musi leżeć sobie osiem tygodni, zanim zacznie się nadawać do
                jedzenia. Pulpowie nie mają.
                Jeśli mamy pastwiska, koszt żywienia konisi w lecie spada. Pulpowie nie mają...



                Konie muszą chodzić, bo to zwierzęta biegające, od bezruchu głupieją i chorują.
                Roznosi je energia, mogą stać się kłopotliwe w obsłudze. Kto nie próbował
                podnieść tylnej nogi zwierzęciu, które wcale nie chce mieć jej podnoszonej, nie
                będzie miał raczej wyobrażenia, jak to wygląda. Kto nie próbował wyprowadzić ze
                stajni zdenerwowanych kilkuset kilogramów, niech sobie wyobrazi. A jeśli konie
                dostaną za dużo ruchu po długim staniu, ryzykują ciężko zdrowiem (grozi to
                mięśniochwatem na przykład, ciężka, czasem śmiertelna choroba). Stojący koń może
                np. mieć kłopoty z kopytami, gnijące strzałki, nieprawidłowy rozrost kopyta,
                pierdylion innych rzeczy, a jedna gorsza od drugiej. Końskie zdrowie to mit -
                wbrew pozorom to dość delikatne zwierzęta. Chore zwierzę to wizyty weta, leki,
                zabiegi wykonywane przez właściciela, stała kontrola.

                Konie to wspaniałe zwierzęta. Jazda konna to wspaniały sport. Ale wideł od gnoju
                się uniknąć nie da.
                • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 13:55
                  Aha - przy paskudnej pogodzie albo w zimie konie dużo czasu spędzają w stajni.
                  Przy grudzie (czyli zamarzniętym nierównym błocie) jeździć się nie da, jeśli
                  mamy przyzwoity teren, to da się jak najbardziej. Ale reszta zostaje.
                  • aganoreg Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 14:44
                    Ananke dzieki wielkie! Bardzo interesujace bylo.
                    • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 15:09
                      Nie ma sprawy. To i tak zaledwie wierzchołek góry lodowej. Weźmy takie żywienie.
                      Trzeba uważać, co się koniowi daje, bo on nie wymiotuje. Tak jest skonstruowany.
                      W razie czego, nie może się pozbyć zepsutego jedzenia albo trucizny. Nie da się
                      przestawić go na inną paszę inaczej niż stopniowo, bo zachoruje. Typu - skończył
                      się owies, damy jęczmień, którego wcześniej nie jadł. Nic z tego, bo zwierzak od
                      tego może paść np. na kolkę, bardzo ciężką chorobę. Koń jest przystosowany do
                      małych porcji, bo w naturalnych warunkach dużo czasu spędza jedząc. Przekarmiony
                      dużymi rzadkimi porcjami może ciężko zachorować i paść. I tak dalej.
                      • andrzej585858 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 16:15
                        Bardzo ciekawy i pouczający opis. Wydawało mi się ze trochę jestem zorientowany
                        w końskiej tematyce, ale to tylko jak widzę wydawało mi się że coś wiem :-)))
                        Teraz chyba tym bardziej widać jak mało realistyczny jest opis sukcesów
                        gospodarczych Górskich - i obraz typu wsi sielska i anielska to nie ta epoka.
                        • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 16:44
                          To czubek tylko, codzienne czynności. A gdzie w tym wszystkim jeszcze krycie
                          klaczy, wiatropylna przecież nie jest i trzeba ją jakoś do ogiera dostarczyć ew.
                          odwrotnie, opieka nad ciężarną, poród, odchowanie i socjalizacja źrebaka, zwózka
                          paszy i ściółki, wizyty weterynarzy, wyrabianie koniowi papierów, sprzedaż
                          młodego konia... blablabla...

                          No dobra, codziennie koni może i objeżdżać nie trzeba. Ale te trzy razy w
                          tygodniu to absolutne minimum. Do tego też trzeba wiedzy i umiejętności,
                          niestety, to technicznie trudny sport.

                          Z koni da się wyżyć, ale nie tak, jak to niby Pulpowie mają robić. Żyjący z koni
                          albo mają doskonałe konie (a i tak robią dodatkowo coś jeszcze), albo prócz
                          hodowli robią multum innych rzeczy. Prowadzą pensjonat dla koni (kilkaset zł
                          miesięcznie od konia), prowadzą szkółkę jeździecką (kilkadziesiąt zł/h),
                          gospodarstwo agroturystyczne, organizują różnego rodzaju małe i większe imprezy:
                          a to w sezonie kuligi np. dla firm, a to ogniska z przejażdżką bryczką i jazdą
                          konną dla wycieczek szkolnych. I reklamują się. Jedno jest pewne. Bez ziemi tego
                          wszystkiego nie da się robić. Potrzebne są chociaż ujeżdżalnia i wybieg dla
                          koni. Żadną miarą nie zmieści się to na tak małej przestrzeni, w której ma się
                          jeszcze zmieścić sad...
                          • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 18:44

                            • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 19:54
                              Co stajnia to obyczaj, jak widać :)
                              U nas wanny nie było, trzeba było latać z wiadrami. Czyszczenie przed
                              wypuszczeniem - e tam takie czyszczenie, zdrapywało się zaklejki, słoma z ogona
                              i tyle. Co do kopyt - no właśnie, samo wypada, wolałam to zdjąć w boksie, niż
                              potem sprzątać z przejścia uklepane placki słomiano-kupkowe ;) Kupki w
                              niektórych stajniach wywala się codziennie na wielką kupę, którą sobie potem
                              zabierają panowie z ciężarówką.

                              Co do młodych koni, to nie szło mi o to, żeby źrebaka na lonży pędzać, tylko jak
                              miał tak jakoś ponad półtora roku. Wcześniej tylko ten kwadrans, który opisałaś
                              - polegał na prowadzeniu za kantar i nauce podnoszenia nóg. Panował obyczaj,
                              żeby młodego najpierw stopniowo przyuczać do latania na lonży, z miesiąc przed
                              ujeżdżeniem oswajać z siodłem i ciężarem na grzbiecie za pomocą uwieszania
                              się/pokładania na nim.

                              Opieka nad ciężarną polegała głównie na dostarczaniu większej ilości żarcia -
                              niekrępujące, ale kosztowniejsze. Poród też niekrępujący, tylko czemu cholery
                              zwykle rodziły w nocy? Trzeba było przypilnować czy wszystko dobrze i sprawdzić
                              czy łożysko całe. Kłopotliwy poród pamiętam tylko jeden, klacz mało nie
                              wykitowała, ona mała, a źrebię było bardzo duże. Odchorowała to zresztą.

                              Ech, wspomnienia...
                              • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 20:47
                                Wiesz, jak ja mialam te 15 szt na glowie to nawet odrapanie z
                                grubsza i zajrzenie w nogi to by bylo poltorej godziny i wolalam je
                                wyrzucic na dwor zamiast tracic czas ;)
                                A klacze specjalnie rodza w nocy, zeby im nikt nie przeszkadzal.
                                Slyszalam o takich, ktore, pilnowane, wyczajaly jak pilnujacy
                                skoczyl do wc i jak wracal to zrebak juz byl...
                                Wiadrami tez nosilam, i to od sasiadow jak bylo -20 i rury zamarzly.
                                Rekawiczki mi przymarzaly do wiadra i zamarzaly wlosy w nosie ;) a
                                konie dostaly wtedy tylko po wiaderku i won na sniezek, mogly sobie
                                sniegu dojesc jak chcialy...
                                Co do zrebakow to moglybysmy sobie dlugo pogadac, bo mam swoje
                                specyficzne poglady, chyba juz kiedys pisalam jaka to radosc jak na
                                jezdzie mlody znudzony glupek znienacka skacze czlowiekowi na plecy
                                albow trakcie prowadzenia na wybieg przelazi miedzy belkami na padok
                                zamiast isc za matka jak teoria nakazuje, na padoku zaczynaja go
                                ganiac dwa konie, dwie inne kobyly formuja szyk obronny, tetent,
                                kwik i ogolna masakra, a mamuska dostaje histerii na drodze...
                                W kazdym razie ja w te konie nie wierze. O, mogliby napisac, ze
                                Baltony kupiliu tanio 5 ha laki i wynajeli to znajomej F. ze
                                studiow, ktora zalozyla tam stajnie, a zamiast placic za wynajem
                                zajmuje sie ich 5 klaczami z dotacja, ktore dodatkowo zarabiaja na
                                siebie jazdami. To juz minimalnie ma szanse na zaistnienie.
                                A gnoj zabiera sobie gospodarstwo ogrodnicze ;)
                                • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 21:55
                                  We trzy miałyśmy 12-14 - więc na twarz wypadało znacznie mniej. Z nocnymi
                                  porodami to ja wiem, to było takie pytanie retoryczne :)

                                  Ja akurat w ogóle nie lubię, jak źrebaki się po ujeżdżalni plączą. Na szczęście
                                  plątały się rzadko, panował raczej pogląd, że źrebak czeka w boksie, a karmiącą
                                  klacz użytkowało się krócej. Ogólnie niestety uważam, że źrebaczki to małe s...
                                  nie będę się brzydko wyrażać... milutkiego znałam jednego, klaczkę przylepę.
                                  Reszta to zarazy, które pchały się wszędzie, potrafiły przykopać albo ugryźć
                                  znienacka. Głupie to jak kilo gwoździ.

                                  Twój opis jest faktycznie skrótowy: "pojeździć". "Pojeździć" to cała fura
                                  czynności :)

                                  W ogóle dziwię się bardzo, czemu Pulpowie nie hodują np. psów. Warunki
                                  znakomite, dochód ze szczeniąt szybki, a jakoś bardziej widzę Pulpecję wśród
                                  machających ogonów i łebków szczeniaków złocistych labradorów albo retrieverów,
                                  niż z widłami.
                                  • mmaupa Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 22:06
                                    Może hodują? Cztery psy to niezły początek.
                                  • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 22:07
                                    Ci hodowcy psow, ktorych ja znam, wychodza na tym jeszcze gorzej
                                    chyba niz na koniach, chyba, ze mowimy o produkcji ;) Kupic dobra
                                    suke, wystawiac, wozic po krajach osciennych zeby naklepac
                                    czempionatow, potem jezdzic za dobrym psem a potem rodza sie dwa
                                    albo dla odmiany osiem, ktorych nie udaje sie sprzedac przez pol
                                    roku. Albo super-hiper material hodowlany, powystawiany, championka
                                    tego i siego okazuje sie przed pierwszym kryciem miec dysplazje,
                                    ktora pozno wyszla. Albo zagraniczne wyczekane krycie daje jednio
                                    szczenie i to niehodowlane...
                                    Ja zrebaki bardzo lubie, lubie z nimi pracowac, zreszta w ogole
                                    lubie prace z ziemi bo mam pelna swiadomosc, ze jezdzic to ja umiem
                                    tak jak umiem, szkoda konia pode mnie (mam dosc watpliwa rownowage,
                                    takze i bez konia, oraz jestem polslepa), a z ziemi czasem cos tam
                                    sie udawalo do rzeczy zrobic.I najfajniejszy to jest taki roczniak -
                                    dwulatek. Ale nie lubie ich przy pracy, nie lubie jak laza i ucza
                                    sie rzadzic ludzmi i straszyc, i jak ogolnie utrudniaja co sie da.
                                    Jako "pojezdzic" mialam na mysli poltorej godziny poswieconej
                                    koniowi czyli jakies 45 min faktycznej jazdy wliczajac pojscie na
                                    padok itp. Ale to juz takie uproszczenie sila rzeczy.
                                    • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 01:10
                                      Myślałam raczej w kategoriach fikcji literackiej - mniej pracy przy psach :p i
                                      jak już prowadzić jakąś fikcyjną hodowlę na spłachetku ziemi, to nie konie
                                      przecież.

                                      Źrebaków na ujeżdżalni raz na zawsze odechciało mi się, kiedy byłam tam na
                                      piechotę i spierniczałam przed takim kilkumiesięcznym wokół przeszkody, bo
                                      chciał sobie porządzić. Dla niezorientowanych może to brzmieć zabawnie, ale cóż,
                                      słodkie trzymiesięczne źrebię, takie śmieszne i długonogie, jest to jakieś 120
                                      kilo żywej wagi. Nie wyrobił się na zakręcie, poszedł na duże koło i
                                      przepędziłam gada, ale co się nalatałam, to moje.

                                      > Jako "pojezdzic" mialam na mysli poltorej godziny poswieconej
                                      > koniowi czyli jakies 45 min faktycznej jazdy wliczajac pojscie na
                                      > padok itp. Ale to juz takie uproszczenie sila rzeczy.

                                      Nie, nie siłą rzeczy! Nie zrozumiałyśmy się. Chodzi o to, żeby pokazać mniej
                                      kumatym, ILE to jest właśnie "pojeździć". Bo fikcyjny Florek to może i "wsiadł i
                                      pojechał", ale faktycznie to jest sporo czasu jednak, czyszczenie, siodłanie,
                                      potuptanie, dociągnięcie popręgu, rozprężenie, właściwa jazda, odpoczynek na
                                      luźnej wodzy, powrót do stajni, rozsiodłanie, jeśli trzeba - wytarcie konia,
                                      umycie wędzidła, odniesienie na miejsce sprzętu, sprawdzenie kopyt, odczekanie,
                                      napojenie. Niby człowiek jeździł godzinkę, a zajęty był dwie. Nie mówiąc o tym,
                                      że Pulpowie chyba w jeździe nie bardzo fachowi, bo nie przypominam sobie, by
                                      ktoś wspominał o paru latach nauki jazdy i papierze instruktora. Ja w każdym
                                      razie na pewno nie pozwoliłabym ani małym, ani dużym znajomym jeździć w takiej
                                      stajni-krzak, na koniach ujeżdżanych przez byle kogo...
                                  • turzyca Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 12:53
                                    > W ogóle dziwię się bardzo, czemu Pulpowie nie hodują np. psów. Warunki
                                    > znakomite, dochód ze szczeniąt szybki, a jakoś bardziej widzę Pulpecję wśród
                                    > machających ogonów i łebków szczeniaków złocistych labradorów albo retrieverów,
                                    > niż z widłami.

                                    Mam Ci opisac, jak wyglada zajmowanie sie szczeniakami, ze szczegolnym
                                    uwzglenieniem sprzatania kojca? Raz w zyciu to przerobilam, dziekuje bardzo. I
                                    to amatorsko, wole sobie nie wyobrazac, jak to powinno sie robic profesjonalnie.
                                    (A w ogole to wychodzilismy wtedy z supermarketu jak uboga rodzina wielodzietna:
                                    z koszem wypelnionym nabialem na granicy przydatnosci do spozycia, same jajka
                                    potrzebne z racji wapna nam wychodzily w strasznym tempie).
                                    Aczkolwiek musze przyznac, ze szczeniaki faktycznie sa rozkoszniejsze niz
                                    zrebaki i z racji rozmiarow latwiejsze do opanowania.

                                    Aha, psa tez trzeba ulozyc. Tez spokojnie trzy razy w tygodniu co najmniej
                                    godzina intensywnego treningu plus ukladanie w miedzyczasie.
                                    • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 13:29
                                      Eeee, szczeniaków przecież się nie układa. I nie twierdzę przecież, że przy
                                      hodowli zwierząt się nic nie robi. Łatwiej jednak przenieść siaty z nabiałem niż
                                      przenieść żarcie dla dajmy na to pięciu koni, gdzie samo jedzonko codziennie
                                      będzie ważyło 60 kg plus 20 wiader wody, nie mówiąc o wyłożeniu w stodółce
                                      przywiezionej dużej partii.

                                      Psy też miałam, fakt, kurs na PT i PO zajmował parę godzin w tygodniu, ale
                                      kiedyś się kończył przecież, a resztę załatwiało się na zwykłym spacerze. Ja
                                      przynajmniej tak robiłam. Pies i tak musiał wyjść i przynajmniej raz dziennie
                                      się wybiegać, więc przy okazji ćwiczył. Nosił patyki, skakał wzwyż do kamyków
                                      albo kasztanów (dzięki czemu uwielbiał kaganiec, kojarzył się z zabawą), siad,
                                      zostań, wróć, waruj, skakał przez ławki, wracał zziajany i zadowolony. Nie ma
                                      hodowli zwierząt bez wkładu pracy. Chyba, że ktoś amatorsko hoduje pluskwy i
                                      karaluchy biegające luzem w domu. Praca przy koniach jest po prostu cięższa,
                                      brudniejsza i zajmuje więcej czasu.
                                      • turzyca Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 14:47
                                        A ja chyba wlasnie wymyslilam, skad sie wzielo to gospodarstwo z calym jego
                                        absurdem. :)

                                        Mialam bowiem zamiar napisac: "Ogolnie hodowla jakichkolwiek zwierzat to jest
                                        obciazajace zajecie fizyczno-psychiczne i do tego z pewna porcja brudu. Nie
                                        moglaby ta Pulpa na wsi tlumaczyc tekstow albo ilustrowac ksiazek? Pasowaloby do
                                        sniadanek na tarasie."

                                        I tu zrobilo mi sie "Aha!" Bo przeciez to jest wytlumaczeniem, skad obraz
                                        pulpowego zycia na wsi u MM. To jest prawdopodobnie obraz jej wlasnego zycia, a
                                        zwierzatka zostaly dowalone tak sobie a muzom, zapewne glownie po to, zeby
                                        wytlumaczyc wyprowadzke z Poznania. Mogla dorobic Baltonie fobie do mieszkania w
                                        miescie i dac obydwojgu jakis wolny zawod, byloby prawdopodobniej.



                                        A tak w ogole Ananke moze bys zajrzala na lobby? Brak Cie tam...
                                        • andrzej585858 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 16:18
                                          turzyca napisała:

                                          > I tu zrobilo mi sie "Aha!" Bo przeciez to jest wytlumaczeniem, skad obraz
                                          > pulpowego zycia na wsi u MM. To jest prawdopodobnie obraz jej wlasnego zycia, a
                                          > zwierzatka zostaly dowalone tak sobie a muzom, zapewne glownie po to, zeby
                                          > wytlumaczyc wyprowadzke z Poznania. Mogla dorobic Baltonie fobie do mieszkania
                                          > w
                                          > miescie i dac obydwojgu jakis wolny zawod, byloby prawdopodobniej.
                                          >
                                          Po przeczytaniu tych wszystkich informacji hodowlano-rolniczych mam wrażenie
                                          że w następnej części Jeżycjady Pulpowie sprzedadzą swoją gospodarkę z powodu
                                          trudności obiektywnych i wrócą na łono rodziny. :-)))
                                          Chyba już MM nie zaryzykuje opisów życia na wsi w stylu - chłop to ma dobrze
                                          raz zasieje i samo mu rośnie.
                                          • skrzydlate.bobry Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 16:58
                                            andrzej585858 napisał:

                                            > Po przeczytaniu tych wszystkich informacji hodowlano-rolniczych mam wrażenie
                                            > że w następnej części Jeżycjady Pulpowie sprzedadzą swoją gospodarkę z powodu
                                            > trudności obiektywnych i wrócą na łono rodziny. :-)))
                                            > Chyba już MM nie zaryzykuje opisów życia na wsi w stylu - chłop to ma dobrze
                                            > raz zasieje i samo mu rośnie.

                                            Tym bardziej, że znowu ponoć jakieś ogromne problemy z cenami zbytu owoców
                                            miękkich :) Ponoć plantatorzy wiśni mają likwidować sady.
                                    • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 19:11
                                      Turzyco, faktem jest ze wiele swiezo zalozonych hodowli konczy na
                                      pierwszym miocie ;) A co miala moja kolezanka powiedziec jak jej sie
                                      dwa szczeniaki dogue de Bordeaux sprzedaly dopiero w 5 miesiacu
                                      zycia, a bylo to w mieszkaniu blokowym? albo ostatnio pracowicie
                                      pozbywala sie mastiffow tybetanskich przez pare miesiecy, na
                                      szczescie juz mieszkajac na wsi?
                                      Zrebak o tyle latwiejszy, ze sam je, w zasadzie to co i matka, kupy
                                      nie rozmazuje wokol, nie kradnie, nie wrzeszczy i jak jest na lace
                                      to nie stanowi wiekszego problemu.
                                      • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 22:40
                                        O ile się ma łąkę ;) Pulpowie nie mają, jak wiadomo.
                                        Co do stajni krzaków, to dla mnie krzakiem jest stajnia założona przez laika,
                                        bez przygotowania praktycznego (bo każdy bałwan może dwie książki przeczytać i
                                        "znafcę" zgrywać) i bez ani jednej wykwalifikowanej osoby. Jeśli takowa się tam
                                        znajduje, stajnia krzakiem już dla mnie nie jest. Pulpowie wyglądają niestety na
                                        ewidentny krzak.

                                        Zastanówmy się, co właściwie Pulpowie mogliby hodować, żeby to rzeczywiste zyski
                                        przynosiło?
                                        Duże zwierzęta odpadają. Po prostu nie ma tam na nie miejsca. Mniejsze typu koza
                                        i owca też odpadają, bo też potrzebują miejsca. Koza wpuszczona, żeby sobie
                                        pobiegała między drzewkami - śmiech pusty mnie ogarnia. Zresztą jaki z nich tam
                                        zysk...
                                        No to co zostaje, w klatkach króliki na mięso albo lisy czy inne szynszyle na
                                        futro? Chyba w życiu książki MM więcej nie wzięłabym do ręki...
                                        • andrzej585858 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 22:46
                                          ananke666 napisała:

                                          > No to co zostaje, w klatkach króliki na mięso albo lisy czy inne szynszyle na
                                          > futro? Chyba w życiu książki MM więcej nie wzięłabym do ręki...

                                          Bardzo atrakcyjna jest podobno hodowla dżdżownic amerykańskich i niezwykle
                                          ekologiczna a więc jak to się teraz mówi bardzo trendy :-))) No i te pół
                                          hektara to jak znalazł.
                                          • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 23:05
                                            Bardzo dobry typ, o ile faktycznie przynosi dochód. Pierwszy mamy :) Co dalej?
                                            • kaliope3 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 23:11
                                              Zielononóżki?
                                          • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 05.08.09, 00:12
                                            Slimaki. W Polsce glownie hoduje sie toto pod dachem, ale mozna i w
                                            zagrodach.
                                            Gryzonie na karme dla wezy, tez raczej pod dachem, podobnie owady
                                            karmowe - swierszcze, karaluchy, mole woskowe itp.
                                            Pszczoly zdaje sie maja? Chociaz czy to jest obecnie oplacalne to
                                            nie wiem.
                                            Kiedys dawno temu ludzie dorabiali sie na jedwabnikach, obecnie
                                            wiem, ze paru hobbystow to ciagnie, ale wiekszosc gasienic i tak
                                            chyba trafia na karme dla gadow, plazow i owadow, a czy ktos
                                            prowadzi skup kokonow nie wiem.
                                            Z futerkowch w miare znosne dla otoczenia sa chyba tylko szynszyle i
                                            kroliki, miesozerne smierdza pod niebiosa.
                                            Gesi, ale to tez potrzeba chyba wiecej pastwisk. Za to o tyle
                                            mozliwe, ze okolica taka okoloniemiecka.
                                            Gesi na stluszczone watroby ;) te siedza w budynku raczej. I ogolnie
                                            gesi to jest smrod i halas.
                                            Jakby byla taka dziedzina produkcji zwierzecej, ktora potrzebuje
                                            malo powierzchni, nieduzej inwestycji i jeszcze przynosi zyski to
                                            chyba by sie takie wiesci jednak rozeszly???
                                            • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 05.08.09, 13:26
                                              Stanowczo protestuję przeciwko myszom dla węży? Bobcio miałby krewniaków swego
                                              mysza?....

                                              Podobnie przeciwko zwierzakom na futra.

                                              Ale tak poza, mądrze prawicie. Prędzej uwierzę w kury, dżdżownice i ślimaki niż
                                              w te nieszczęsne konie.
                                              • jottka Re: Dzień jak co dzień 05.08.09, 13:43
                                                w żadną hodowlę nie uwierzę, bo każda wymaga pracy i - przede wszystkim -
                                                jeszcze bardziej wyczerpującego zdobywania klienta:) te dżdżownice i ślimaki to
                                                był hit w uboższej części kraju parę lat temu, po pierwszej fali entuzjazmu
                                                wszystko zdechło, bo odbiorców niewielu i nie da się z tego zrobić niekrępującej
                                                samoróbki pieniędzy.

                                                gdzieś czytałam wywiad z właścicielką takiej ślimaczej farmy - kobieta oprócz
                                                tego jeszcze knajpę prowadzi, gdzie rzecz jasna ślimaki lansuje, ale nie tylko
                                                mięczakami żyje. no nie da się współcześnie mieć pospolitej uprawy na paru arach
                                                - tzn. albo wielkotowarowa produkcja, albo ciężko specjalistyczna farma dóbr
                                                rzadkich, ale wtedy od razu z ustalonym odbiorcą czy odbiorcami.
                                              • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 05.08.09, 18:30
                                                ananke666, kurom lby urzynal a w dziecinstwie przeciez tez sie
                                                zastanawial, ze kura czy ryba na talerzu nazywa sie tak jak to
                                                zwierzatko. Mogl sie znieczulic. Zreszta, w wiekszych ilosciach
                                                gryzonie sie humanitarnie gazuje i nie trzeba do tego reki
                                                przykladac bezposrednio...
                                                Dzdzownice czy slimaki czasem i przynosza dochod, ale jesli od razu
                                                sie wchodzi w ten interes z mozliwoscia zbytu, oprocz sprzedazy
                                                samych slimakow konsumpcyjnych czy humusu od dzdzownic mozna je tez
                                                sprzedawac na karme dla egzotow czy na przynete wedkarzom, i jesli
                                                ktos ma takie znajomosci to moze miec jakis zysk z robactwa. Sa w
                                                Polsce ludzie, ktorzy zyja z myszy, swierszczy, karaluchow itp, i
                                                nawet jakas dotacje ponoc mozna czasem wyszarpac, i placi sie KRUS,
                                                bo to dzialalnosc rolnicza...myszy sa niestety wyjatkowo smierdzacym
                                                interesem, dlatego ostatnio sporo osob przeszlo na mastomysy. Takze,
                                                mozna...
                                            • skrzydlate.bobry Re: Dzień jak co dzień 08.08.09, 22:17
                                              yowah76 napisała:

                                              > Pszczoly zdaje sie maja? Chociaz czy to jest obecnie oplacalne to
                                              > nie wiem.

                                              Podobno obecnie może być, o ile nie padną. A padają. U nas nie ma jeszcze takiej
                                              tragedii, ale w Hameryce to hoho! Czytałam zresztą niedawno ciekawy wywiad ze
                                              znawcą tematu. Między innymi wyjaśniał, jaka jest różnica między hodowlami w
                                              Europie a w USA. Jak go jeszcze odszukam, to wrzucę link.
                                              • skrzydlate.bobry O pszczołach 09.08.09, 00:36
                                                www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20090726/REPORTAZ/84299533
                                                Alarmujących wiadomości na temat ginięcia pszczół jest od jakichś dwóch lat
                                                sporo, ale z niektórymi informacjami z tego artykułu zetknęłam się po raz pierwszy.
                • dakota77 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 16:11
                  Ja akurat nie mam jakiegos nierealnego wyobrazenia o hodowli koni, ale fajnie to
                  zobaczyc usystematyzowane. Jesli kiedykolwiek wygram w totka, kupuje wielki
                  kawal ziemi i zaczynam hodowac konie:)
                • soova Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 17:19
                  Sądzę, że po takich wyjaśnieniach w McDusi okaże się, że gospodarstwo Górskich uległo powiększeniu do kilku hektarów. :)
                • croyance Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 21:57
                  Ananke, a niech Cie, dawno nie bylam pod takim wrazeniem, jak po
                  przeczytaniu Twojego postu: jestem ... no coz, nie da sie uniknac
                  powtorzenia, pod wrazeniem wlasnie Twojej wiedzy, a takze tego, ze
                  chcialo ci sie tak wyczerpujaca to opisac. Nigdy nie mialam do
                  czynienia z konmi, nie zdawalam sobie sprawy z polowy tego, o czym
                  poszesz.
                  • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:00
                    mmaupo, powinnam sie obrazic ;) mojej wiedzy i bolesnego nieraz
                    doswiadczenia to nie docenilas...
                    • aganoreg Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:10
                      ja doceniam! obie was bardzo doceniam za fachowosc i podziwiam, i zazdroszcze.
                      Wiem, ze to ciezka praca, ale ile satysfakcji daje :)
                    • kaliope3 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:10
                      A ja doceniam bardzo obydwa opisy dnia z końmi-niesamowite macie doświadczenia!
                      Do tego śmieszne, jak sobie wyobrażę takiego źrebaka włażącego na plecy:)).Sama
                      mam tylko bardzo mgliste i odległe oraz podszyte strachem i stresem potężnym
                      doświadczenia z końmi,ale uczucia siedzenia w siodle chyba się nigdy nie
                      zapomina.I ten zapach:)
                    • croyance Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:10
                      Ja nie mmaupa, a Twojego doswiadczenia nie docenilam, bo Twojego posta
                      przeczytalam znacznie pozniej, jak juz odpowiedzialam ananke :-)
                      Doceniam wiec tutaj :-D Obie jestescie swietne :-D Podziwiam Was, ze
                      wiecie tyle ciekawych rzeczy.
                      • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:12
                        a przepraszam, cos mi przeskoczylo ale wiadomo o co chodzi ;)))
                        • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:22
                          Tak mi chyba przeskoczylo bo obie jestescie tu ;)))
                    • mmaupa Re: Dzień jak co dzień 03.08.09, 23:42
                      Ha, też doceniam, obie doceniam! Sama również mam bolesne doświadczenia z
                      wakacji na wsi, wprawdzie tylko jeden koń był do obróbki, ale com się nanosiła
                      owsa, to moje.
                      • slotna Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 00:41
                        Hihi, a ja doceniam tym bardziej, ze wprawdzie MIALAM to wszystko opisac, ale MI SIE NIE CHCIALO ;))) Mialam dziewiec lat, kiedy mnie pierwszy raz wyekspedowano na oboz jezdziecki w spartanskich warunkach, noszenie wody to nic - najpierw trzeba bylo jej napompowac (na 15 koni!), a studnia to byl hydrant z wihajstrem... wachte stajenna mialo sie co trzy dni, bylam w grupie z druga mala dziewczynka i jako najmlodsze nie mialysmy wiele do gadania - zagonilili nas do pompowania, i smy sie wieszaly na tym wihajstrze, jedna z jednej, druga z drugiej strony. Calym ciezarem. Jakiez ja mialam wtedy piekne bable na rekach! A ile razy umazalam sie dziegciem od stop do glow, to nie zlicze.
                        Innym znow razem, pare lat pozniej, koni do obrobki bylo znacznie wiecej, ale tylko "nasze", spedzajace lato goscinnie w cudzej stajni mialy dostawac siano z workow sizalowych. Ot, taki pomysl szefowej, stadko bylo zerte, a ona chciala, zeby sobie zgodnie z natura wydlubywaly po zdziebelku i mamlaly, a nie zarly wszystko od razu jak trzoda chlewna. No i trzeba bylo kostki roztrzachac, a pozniej pakowac do tych workow, byle scisle bylo. Jak juz czlowiek myslal, ze napakowal porzadnie i dosyc - przychodzila szefowa, dociskalala, i okazywalo sie, ze worka polowa. A godzina szosta rano, oczy sie same zamykaja...
                        Najsmieszniejsze jest to, ze po tym wszystkim (i calej masie innych atrakcji oczywiscie) poszlam studiowac hodowle koni i jezdziectwo :D
                        • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 01:17
                          No, bo to wciąga... Tu się widzi pannę w kiecy, z makijażykiem i na
                          szpileczkach, a potem ta sama osoba zatarania z widłami i szczotkuje koński zad,
                          albo truje namiętnie o zaletach siodeł bezterlicowych i zamartwia się, czy po
                          ochwacie kość kopytowa zrotowała alibo nie.
                          • yowah76 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 03:17
                            O, to juz sa bezterlicowe w PL? Za moich czasow nie bywalo nawet na
                            obrazku ;)
                            Panienka makijazyk moze zmyc, ale z tipsami raczej nie pojezdzi ;)))

                            Prosze bardzo, dla niewtajemniczonych, jak wyglada "pojezdzenie"
                            1. Przynosimy sobie sprzet. Dla ulatwienia zakladamy, ze a) kon nie
                            chodzi na jakis wymyslnych patentach (= kupa poplatanych rzemieni) -
                            wiec potrzebne jest nam oglowie, siodlo,moze palcat, moze
                            ochraniacze lub bandaze jesli kon potrzebuje plus skrzynka ze
                            szczotkami itp. Tu b) zakladamy, ze nikt nam niczego nie
                            poprzekladal, nie popodmienial, nie wyniosl, nie pozyczyl sobie a do
                            tego wszystko jest w miare czyste. A, i minimalny sprzet wlasny tj.
                            kask/toczek i powiedzmy chapsy (takie ochraniacze na lydki).

                            2. Przyprowadzamy sobie konia. Albo z boksu albo z laki. Z boksu
                            jest szybciej, z laki moze to trwac dowolnie dlugo, bo kon moze miec
                            ciekawsza wizje spedzania wolnego czasu. Kiedys moj przyjaciel
                            usmial sie ciezko ogladajac na youtubie Mongola, ktory usilowal
                            sobie wydlubac konia ze stada i cale stado stalo spokojnie a wybrany
                            kon radosnie galopowal dookola. Niniejszym oznajmiam, ze na to nie
                            trzeba byc Mongolem, konie dobrze wiedza kogo czlowiek chce zlapac i
                            wszystkie stoja w miejscu a ten o ktorego chodzi lata w kolko,
                            czasem nawet dosc niespiesznie ale na tyle szybko, zeby nie dac sie
                            dopasc. Mozna byc nieustepliwym, mozna wabic marchewka ryzykujac, ze
                            reszta koni toto zweszy... fajne jest tez szukanie koni o bladym
                            swicie po chaszczach i bagienkach, bo pasly sie w nocy a chcemy
                            pojechac na rajd. Rzezonego pojmanego konia prowadzimy (pomijam
                            rozmaite opcje rozwoju sytuacji) i wiazemy sobie w poblizu sprzetu.
                            A, jesli kon byl na wybiegu bez poidla warto mu dac pic.

                            3.Zakladajac, ze kon jest przynajmniej suchy i nie musi stac godzine
                            zeby wyschnac zaczynamy czyscic. Zaleznie od stanu, wielkosci i
                            zachowania konia oraz wprawy i determinacji czyszczacego oraz od
                            posiadanego czasu - od 5 min (dobrze wychowany, czysty kon z
                            trawiastej laki, sredniej wielkosci i umiarkowanie owlosiony,
                            symbolicznie sprawdzony pod popregiem i siodlem i z czystymi
                            kopytami) do nieskonczonosci. Powiedzialabym, ze ponizej 20 min to
                            albo mamy bardzo zadbanego konia albo robimy to pobieznie.

                            4. Siodlamy, kielznamy i co tam dalej. Kolejnosc zakladania roznych
                            rzeczy jest rozmaita zaleznie od stajni. Czas - znowu, zalezy od
                            sprzetu, konia i wprawy siodlajacego. Przypominam, ze mamy rzad
                            konski w wersji minimum, wiec nie placzemy sie z tym za dlugo, i
                            nikt nam niczego oczywiscie nie podebral w miedzyczasie.

                            5. Szukamy kogos w zasiegu wzroku zeby nam popilnowal konia i
                            idziemy do WC, bo od ostatniej wizyty minelo juz troche czasu.

                            6. Prowadzimy sobie konia na ujezdzalnie i znowu, zaleznie od
                            zwyczajow danej stajni, albo wsiadamy i stepujemy albo rozprezamy w
                            reku (rzadziej, ale zdarza sie). Powiedzmy 10 min, zaleznie od
                            konia. Dopinamy popreg, stepujemy jeszcze chwile i bierzemy sie za
                            robote, powiedzmy 40 min. Na koniec znowu step, roznie, zaleznie od
                            tego jak konia zmeczylismy. A, zapomnialam, ze jak ktos ma bardziej
                            ambitne plany to warto przed jazda i przed lapaniem konia pojsc
                            sobie na ujezdzalnie i przygotowac co tam potrzeba.
                            Opcjonalnie wyjezdzamy sobie w teren (ja jestem typowy happy hacker
                            i nie mam ambicji, juz nie, wiec by mi dobry spacer wystarczyl).

                            7. Po jezdzie tez sa rozne metody postepowania, zaleznie od rodzaju
                            pracy, stopnia zmeczenia konia i glownie zwyczajow lokalnych. Oraz
                            np. pogody i roznych czynnikow dodatkowych. Dosc
                            typowe jest zlanie nog zimna woda, rozsiodlanie, czasem zmycie co
                            gorszego potu, rozczyszczenie i boks lub padok. Jeszcze
                            doprowadzenie do porzadku sprzetu, odniesienie...
                            Moglam cos pominac z racji ladnych paru lat na zeslaniu, ale przy
                            minimum poswiecenia i idealnych warunkach do czasu jazdy trzeba
                            dolozyc jakies 20 min przed i 10 po. A bywa, ze i po godzinie ;)


                            A stajnie typu krzak nie zawsze sa takie najgorsze;) tylko trzeba
                            znalezc odpowiednia. Teraz to i tak jest niezle, 20 lat temu jak sie
                            branza rozwijala bylo ciekawie... jak czlowiekowi w wiekszosci
                            miejsc zeby i kopyta lataly naokolo glowy ;))) A wyboru za duzego
                            nie bylo.

                            Ciekawe, swoja droga, czy ja kiedys jeszcze do tego wroce. 15 lat
                            zycia a jakos mnie specjalnie nie ciagnie, moze dlatego, ze znudzilo
                            mi sie telepanie sie na mocno srednich koniach, a na nic lepszego
                            mnie nie stac ;)
                            • ananke666 Re: Dzień jak co dzień 04.08.09, 13:35
                              Bezterlicowe siodła są :)

                              www.siodlabarefoot.pl/
                              Kumpela chce nabyć Cherokee, ino kasy na razie nie ma.
      • marajka Re: Gospodarstwo Górskich. 01.08.09, 14:12
        Ja się wcale Patrycji nie czepiam. Wiem, że nie da się uprawiać sadu, hodować
        koni, wychowywać dzieci i celebrować podwieczorków w dni powszednie, bo praca na
        wsi to praca cały czas, zwłaszcza w lecie. Zwłaszcza jeśli gospodarstwo niby
        przynosi zyski a pracują w nim dwie osoby.
        • doratos Re: Gospodarstwo Górskich. 01.08.09, 14:28
          Toteż właśnie znając realność życia na wsi
          też śmiem wątpić w ich zyski

          Trochę szkoda że tak nie może być,
          trochę ziemi,krzaczków,dotacja z uni i można żyć delektując się
          życiem
          ale znowu nie jest tak źle na wsi
          prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku.
          • marajka Re: Gospodarstwo Górskich. 01.08.09, 14:45
            To zależy od wsi, od upraw, ilości pracowników... Ale przecież w zwyczajnym
            domku jednorodzinnym jest masa roboty, koszenie trawy, pielenie ogródka,
            sprzątanie, gotowanie. A tu jeszcze gospodarka i dzieci na głowie, a pani domu
            wiecznie wyluzowana, wypoczęta i pichcąca przysmaki.
            • croyance Re: Gospodarstwo Górskich. 03.08.09, 20:55
              He he he zobaczylabys nasz domek i syf, jaki w nim panuje. Niestety
              wychodzac z domu o 7 rano i wracajac po 8.30 nie ma ani sily ani czasu
              na sprzatanie, nie mowiac o jakichs ciastach.
              • allegra_walker Re: Gospodarstwo Górskich. 06.08.09, 10:14
                W pierwszych słowach mojego posta witam się grzecznie; czytam Was od
                ho ho, a piszę chyba pierwszy raz, żeby...

                ... w drugich słowach mojego posta zapytać: czy nie macie wrażenia,
                że kolejność tych Pulpowych inwestycji należałoby odwrócić? Najpierw
                grunt pod lasem i pawilonik dla gości. Żeby wywindować go na nieco
                wyższy poziom, umeblujmy go starymi meblami, wyszukanymi przez panią
                domu i odnowionymi dosłownie za grosze ;-) i podajmy gościom posiłki
                przygotowane przez Pulpę - te wszystkie ciasta i bułeczki. I już. I
                jak Pulpowie zarobią trochę na gościach, to niechby sadzili
                porzeczki czy co tam chcą, a ze ślimakami i końmi dali sobie
                spokój :-)

                Pulpa z widłami i taczką rzeczywiście wygląda mało przekonująco. Ale
                piekąca bułeczki dla gości czy rozstawiająca kwiaty w pokojach - co
                Wy na to? IMO równie dobre jak ilustrowanie książeczek na tarasie.
                • soova Re: Gospodarstwo Górskich. 06.08.09, 10:46
                  allegra_walker napisała:


                  > Pulpa z widłami i taczką rzeczywiście wygląda mało przekonująco. Ale piekąca bułeczki dla gości czy rozstawiająca kwiaty w pokojach - co Wy na to? IMO równie dobre jak ilustrowanie książeczek na tarasie.

                  To może by i przeszło :), ale przypomniała mi się taka historia. Parę lat temu spędziłam wakacje agroturystycznie na Podlasiu. Rozmawialiśmy z naszą gospodynią, panią Irenką, o dostępie do internetu (wtedy na wsi był jeszcze tylko wdzwaniany z TPSA :() i o tym, jak się dzięki temu zmniejszył świat. Pani Irenka sama komputera obsłużyć nie umiała, ale miała syna, który to za nią robił. Otóż odszukali kuzyna w Ameryce i nawiązali z nim kontakt. Kuzyn, jak to w Ameryce :) napisał, że ma dom z 3 sypialniami. Pani Irenka na to, że ona ma sypialni 10 (jak to w gospodarstwie agroturystycznym :)). Bardzo się zdziwiła, że kuzyn zasugerował w odpowiedzi, że musi się jej zatem bardzo dobrze powodzić. Wytłumaczyłam, że w USA liczba sypialń w domu jest jednym ze wskaźników zamożności. Na co pani Irena: "No tak, ale ja w tych 10 sypialniach i 7 łazienkach sprzątać sama muszę!" I to właśnie jest ten uboczny, a nieunikniony :) aspekt usług agroturystycznych.
                  • mmoni Re: Gospodarstwo Górskich. 06.08.09, 13:13
                    Parę dni temu w GW był artykuł o rolnikach, którzy obsiewają grunty tym, na co
                    są akurat dopłaty z Unii
                    (Kokosy na
                    orzechach
                    ). Realia wsi znam równie słabo, co MM, ale może to byłoby
                    jakieś rozwiązanie dla Górskich? Tylko że po pierwsze, dobrze wychodzą na tym
                    chyba ludzie, którzy mają dużo ziemi, a po drugie, trochę to nie pasuje do
                    wizerunku kryształowych Borejkow i pochodnych - obsadzić cały posiadany grunt
                    orzechem włoskim, którego nawet się nie ma zamiaru zbierać, byle wyciągnąć łapkę
                    po dotacje.
                • truscaveczka Re: Gospodarstwo Górskich. 06.08.09, 13:12
                  Jelitkiem ją!
                  Znaczy prosiemy, prosiemy, herbatka, jelitko, wszystko na tacy :)
                  • allegra_walker Re: Gospodarstwo Górskich. 07.08.09, 10:51
                    truscaveczka napisała:

                    > Jelitkiem ją!
                    > Znaczy prosiemy, prosiemy, herbatka, jelitko, wszystko na tacy :)

                    Dziękuję uprzejmie, dziękuję, jelitkiem nie pogardzę :-)
                    • meduza7 Re: Gospodarstwo Górskich. 09.08.09, 20:31
                      Pamiętam, jak swego czasu czytałam listy Raszewskiego do MM. Był tam jeden taki
                      dłuższy o "Opium w rosole". Raszewski wychwalał w nim właśnie realizm powieści
                      pisanych przez kobiety - coś w stylu, że te powieści są dokumentem czasów w
                      jakich powstały, bo kobiety wiedzą ile kosztuje to i tamto, czego nie ma w
                      sklepach i jak smakuje rosół na wołowinie z kością. I tak sobie teraz myślę...
                      cóż, u MM ten realizm kiedyś był, ale się zbył. Przykre.
    • tt-tka Re: Gospodarstwo Górskich. 23.05.24, 13:59
      Wateczek sprzed lat pietnastu, ale podciagam, bo smaczny :)
      sporo o koniach (ze szczegolnym uwzglednieniem, co trzeba przy nich robic i ile czasu to zajmuje), a tez troche o sielskim zyciu na wsi i o gosciach, zwlaszcza o goszczacych sie rodzinach !
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Gospodarstwo Górskich. 23.05.24, 15:02
        Dobrze, że Górskie nie hodują krów, wtedy by mieli czas na hodowlę lodów i nawożenie wniosków unijnych! Codzienny grafik dojenia i karmienia, pilnowanie cielenia, nie można ruszyć się z domu na więcej niż kilka godzin i tylko o określonych porach, dni wolnych brak.
        A jeśli obora nie byłaby typu "małe ałszfic" to jeszcze dochodzi pędzenie na pastwisko, pilnowanie i odprowadzanie z powrotem plus ewentualne szukanie krów-uciekinierek.
        • bupu Re: Gospodarstwo Górskich. 23.05.24, 15:22
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          > Dobrze, że Górskie nie hodują krów, wtedy by mieli czas na hodowlę lodów i nawo
          > żenie wniosków unijnych! Codzienny grafik dojenia i karmienia, pilnowanie ciele
          > nia, nie można ruszyć się z domu na więcej niż kilka godzin i tylko o określony
          > ch porach, dni wolnych brak.
          > A jeśli obora nie byłaby typu "małe ałszfic" to jeszcze dochodzi pędzenie na pa
          > stwisko, pilnowanie i odprowadzanie z powrotem plus ewentualne szukanie krów-uc
          > iekinierek.
          >


          Konie wcale nie dostarczają dużo mniej roboty, zwłaszcza w połączeniu z pasieką, sadami i porzeczkami.

          Na marginesie, Flobre podobno mają towarowy sad, wiśnie, morele i coś tam jeszcze. Tymczasem bodaj w WdO Pulpa informuje iż wszystkie wiśnie zeżarł im grzyb. Informuje radośnie, tak jakby jedyną szkodą był ewentualny brak soku i konfitury w spiżarni, a nie kupa kasy w plecy. I zamawia wiśnie od Deroci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka