deszczowa_marika
03.08.09, 15:44
na wstępie witam wszystkich, bo choć czytam to forum od pewnego
czasu, jest to moja pierwsza wypowiedź. Obiecuję z pokorą przyjąć
usunięcie wątku, jeżeli temat był już poruszany :)
wpadła mi ostatnio w ręce TiR i coś mnie zastanowiło - Laura wpada
na pomysł szukania ojca w internecie i idzie do pokoju matki i
ojczyma. Od MM dostajemy taki oto opis tego pomieszczenia:
"w tym dużym, cichym pomieszczeniu, którego okna wychodziły na
podwórze, królował pięcioletni Ignacy Grzegorz Stryba wraz ze swymi
rodzicami. Wszystko tu zostało podporządkowane jego potrzebom -
wygodny tapczanik z szufladą na pościel przytykał do zmyslnego
biurka z IKEI, na którym mieścił się spory już księgozbiór Ignasia,
jego własny komputer, mikroskop (...) Były tu także dwa połączone z
sobą biurka, wspólny komputer mamy i Grzegorza oraz ich wspólne
łóżko."
Czyli czternastoletnia Laura (i szesnstoletnia Róża) potrzebując
komputera musi korzystać z tego należącego do matki i ojczyma -
czyli zapewne niemal zawsze zajętego, a pięcioletni(!) I.G. ma
własny?! Jak to w ogóle jest możliwe w domu tego zmywarkofoba
rzucającego w telewizory talerzami Ignacego? Poza tym, w Noelce
pokazane jest, że jak juz dzieci dostają własny kompuer, to są to
okropnie rozpieszczone bachory, a rodzice to prostaki, burżuje itp.
A w TiR jest to jakoś tak opisane jakby mimochodem i wszystko jest
ok, cała sytuacja jest wg MM normalna, naturalna...