Dodaj do ulubionych

Pyziak wraca, ale zostaje

13.08.09, 10:58
Wyobraźmy sobie nieco inne zakończenie "Opium w rosole", mianowicie na radosny telegram Gabrysi Pyziak zjawia się na Roosevelta i... zostaje. :) Na świat przychodzi Tygrys, a małżeństwo Pyziaków trwa. Wiadomo, że autorka zdecydowała się skorzystać z tego, że skoro w "Opium..." powrót Janusza faktycznie nie nastąpił, można było w dalszych częściacj zrobić z niego Tego Złego. Ale co by było, gdyby w finale OwR wrócił jako skruszony i kochający małżonek? Jak MM rozwiązałaby ten problem później? Czy dalej byłby dyżurnym czarnym charakterem, tyle że działającym w powieści, czy może jego postać byłaby poprowadzona inaczej?
Obserwuj wątek
    • jottka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 11:45
      nienienie, jeśli pyziak wraca, gaba nie może cierpieć (chyba żeby pił i bił, ale
      to nie bardzo w konwencji), a jeśli nie może cierpieć, upada wzorzec matki
      boskiej jeżycjadowej i cała neojeżycjada na nic:) z ignaca można było zrobić
      stretryczałego idiotę, no ale nie demona, poza tym kandydatów nie widzę.
      • soova Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 12:09
        No, żeby cierpiała, Pyziak nie musi pić i bić, wystarczy, żeby np. obojętniał dla żony i wybywał z domu. Ciekawe, jak by się do tego odnieśli starzy Borejkowie i pozostałe siostry?
        • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 12:35
          to już by było za trudne - opisywanie takiej rodziny i to pewnie
          jeszcze w taki sposób, by pokazać, że racja jest po środku
          rodzina z problemami to karykatura rodziny, jednoznacznie narysowana
          grubą kreską - jak lisieccy lub jedwabińscy. tak jest łatwiej i
          prościej dla autorki, więc powinno być i dla czytelników.
          • soova Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 12:43
            kkokos napisała:

            > to już by było za trudne - opisywanie takiej rodziny i to pewnie
            > jeszcze w taki sposób, by pokazać, że racja jest po środku
            > rodzina z problemami to karykatura rodziny, jednoznacznie narysowana
            > grubą kreską - jak lisieccy lub jedwabińscy. tak jest łatwiej i
            > prościej dla autorki, więc powinno być i dla czytelników.

            Nie do końca się zgadzam, że za trudne. Taką dysfunkcyjną rodzinę Jedwabińskich
            MM opisała przecież w OwR i to wcale nie do końca grubą kreską, opisała
            macierzyńskie rozterki i błędne ścieżki Ewy oraz próbę porozumienia z córką.
            Dlaczego nie miałoby się jej udać później? :)
            • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 20:26
              > Nie do końca się zgadzam, że za trudne. Taką dysfunkcyjną rodzinę Jedwabińskich
              > MM opisała przecież w OwR i to wcale nie do końca grubą kreską, opisała
              > macierzyńskie rozterki i błędne ścieżki Ewy oraz próbę porozumienia z córką.
              > Dlaczego nie miałoby się jej udać później? :)

              to chyba inaczej rozumiemy grubą kreskę :)
              mieszkanie jedwabińskich - karykatura i gruba kreska
              eugeniusz - gruba kreska: nieobecny, zimny, daleki, wręcz buc, ani nie związany
              z ewą, ani z geniusią; karykatura urzędnika w kożuchu i z teczuszką, który dla
              zabawy uczy dziecko kretyńskich wierszyków do mówienia przy gościach
              stosunki w tej rodzinie, chłód, z jakim ewa traktuje dziecko, to dla mnie gruba
              kreska - a już historia z pieskiem to kreska gruba jak z telenoweli.
              i sama ewa - rozmowa z matką lelujki, czyli karykatura rozmowy dwóch
              skontrastowanych osób, prostej kobiety z sercem i wykształconej (a także głuchej
              i ślepej na rozmówcę) bez serca. historia z pieskiem - jak wyżej. teksty ewy o
              tym, że w szkole nie ma miejsca na godność, tylko na wykonywanie poleceń - no
              proszę cię... ja tam nie widzę, by ewie należało współczuć, choć dowiaduję się
              tego od dmuchawca (co z kolei wzmacnia grubą kreskę, jaką rysowany jest
              szlachetny dmuchawiec). z ewy w ogóle człowiek wychodzi dopiero w kontakcie ze
              szlachetnymi borejkami, co dla mnie też jest, niestety, grubą kreską

              (żeby nie było, że wszystko w OwR neguję - jest dla mnie jedną z najlepszych
              książek z cyklu, najbardziej złożoną i wielowątkową, sama geniusia opisana jest
              genialnie i z miłością, opis stopniowego głupienia maćka pod wpływem matyldy i
              uczucia do niej jest fantastyczny, fajna jest atmosferka czasu opisywanego itd.
              no i oczywiście rozumiem, że gruba kreska bardziej przemawia do młodego i
              jeszcze młodszego czytelnika - niemniej to gruba kreska)
              • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 20:37
                > (żeby nie było, że wszystko w OwR neguję - jest dla mnie jedną z
                najlepszych
                > książek z cyklu, najbardziej złożoną i wielowątkową, sama geniusia
                opisana jes
                > t
                > genialnie i z miłością, opis stopniowego głupienia maćka pod
                wpływem matyldy i
                > uczucia do niej jest fantastyczny, fajna jest atmosferka czasu
                opisywanego itd.
                > no i oczywiście rozumiem, że gruba kreska bardziej przemawia do
                młodego i
                > jeszcze młodszego czytelnika - niemniej to gruba kreska)

                "OwR" jest o KResce ale chyba nie grubej, prawda?

                Moim zdaniem Dmuchawiec odpowiada za to, że Ewa jest jaka jest. A
                ona ma powody by go nie lubić, choć nie powinna znęcać się na jego
                wnuczce.
                • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 17.08.09, 10:58
                  > Moim zdaniem Dmuchawiec odpowiada za to, że Ewa jest jaka jest.

                  A niby dlaczego?
                  Czy zatem odpowiada tez za to, jaka jest Cesia, Gaba, Jurek, Danka,
                  Pawełek?
                  Dlaczego Dmuchawiec ma niby odpowiadać za straszny charakter
                  dorosłej Ewy Marcinkowskiej?
                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 17.08.09, 11:08
                    Żaden nauczyciel nie odpowiadał za to, jaka jestem, a już zwłaszcza taki, z
                    którym kontakt miało się raptem 4 lata. Kompletna bzdura.
                  • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 08:10
                    > > Moim zdaniem Dmuchawiec odpowiada za to, że Ewa jest jaka jest.
                    >
                    > A niby dlaczego?

                    Choćby z uwagi na sposób w jaki ją traktował.
                    Ewa zapamiętała, że chociaż stawiał jej piątki to jednak odbierał
                    jednym spojrzeniem wypracowanej ocenie jakąkolwiek wartość a
                    następnie żartował z jakąś niedbałą uczennicą. Której pewnie też
                    postawił bardzo dobrą ocenę.
                    Poza tym w "Szóstej klepce" Dmuchawiec na lekcjach wychowawczych
                    robił niby to anonimowe ankiety, które następnie analizował
                    dekonspirując autorów. W "Kłamczusze" komentował warunki zewnętrzne
                    Cesi.
                    Równie dobrze mógł w podobny sposób żartować z Ewy a ona mogła to
                    odebrać osobiście.
                    • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 12:29
                      Strach pomyśleć, co by było, gdyby jej czwórkę postawił, o pale nie wspominając.
                      Pogląd, że jeden nielubiany nauczyciel, który jednak stawiał bardzo dobre
                      stopnie, był traumą na całe życie, dla mnie ociera się o paranoję.
                    • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 13:24
                      piotrze, była tu cała dyskusja o tym, jak złym nauczycielem tak
                      naprawdę był dmuchawiec, mimo iż pani MM przedstawia go jako ideał -
                      więc nie musisz (większość z) nas do tego przekonywać (tzn. do tego,
                      że traktował uczniów niefajnie).
                      ale w końcu ewa nie żyła w próżni, miała jakichś rodziców, rodzinę,
                      szkolę podstawową, w której byłi i rówieśnicy, i nauczyciele -
                      dlaczego akurat jeden polonista miałby być odpowiedzialny za
                      problemy ewy?? taką fajną, pewną siebie, przebojową i towarzyską
                      dziewczynę ten dmuchawiec fałszywymi piątkami tak zdołował, że
                      zamieszkała w laboratorium i własnego dziecka przytulic nie umiała??
                      • tygrys2112 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 12:04
                        Moim zdaniem to problemy z mężem i rozwód tak ją dobiły, że zrobiły
                        z niej zgorzkniałą kobietę bojącą się okazywać uczucia. Nie wiemy,
                        jaka była Ewa wcześniej.
    • rozdzial43 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 18:43
      Moim zdaniem byłby dalej czarnym charakterem, tyle że jego postać byłaby
      poprowadzona inaczej. Przede wszystkim gumowy dach mieszkania na Roosevelta nie
      pomieściłby jednak na dłuższą metę przeciwnika zmywarki i zwolennika polepszania
      bytu materialnego rodziny poprzez pracę za granicą.

      Pyziakowie musieliby się wyprowadzić, a Gaba zacząć wieść dorosłe życie
      niewesołej mężatki. Wielbiciel kwiatu jabłoni nie rokował dobrze jako partner do
      szarej nudy i żmudnych obowiązków. Świadczy o tym cynizm, z jakim uwodził w
      jednakowy sposób niemal jednocześnie wiele koleżanek oraz jednak charakter jego
      rodzonej siostry Almy toruńskiej (kto tak ohydnie wychowuje dzieci, na Jowisza).

      Gaba nadal mogłaby być świętą, a nawet jeszcze świętszą, co to dźwiga na swych
      barkach chrześcijańską jedność i nierozerwalność związku.

      Natomiast upadłaby bez Gaby na Roosevelta potęzna dynastia Borejków, skoro jej
      trzon wynósłby się był do samodzielności i dorosłości.
      • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 20:03
        No cóż, nie wprowadzono by Grzegorza a co za tym idzie nie byłoby
        Ignacego Grzegorza Stryby a co najwyżej Ignacy Janusz Pyziak.
        Myślę jednak, że to małżeństwo i tak by się rozpadło, ale może
        Pyziak byłby ojcem dochodzącym (kategoria w JEżycjadzie kompletnie
        nieznana), mieszkajacym gdzieś w pobliżu, zabierającym córki na
        weekendy i święta, czasem na wakacje pod kontrolą Gabrieli (wtedy
        odpadłaby cała sytuacja z "Nutrii i Nerwusa"). Jako taki ojciec
        Pyziak pewnie kupowałby lalki Barbie, czekoladę z orzechami, płyty z
        tandetnym popem, puszczał gry komputerowe etc. Takim postępowaniem
        łatwiej zapewne kupiłby ugodową Różę niż Laurę, która pomimo
        podobieństwa fizycznego i charakterologicznego do ojca mogłaby być
        tym bardziej na niego cięta (zauważmy, że Laura idealizuje ojca
        nieznanego a nie cierpi tego, którego jednak trochę poznała). A Róża
        w wyniku kontaktów z ojcem byłaby mniej uberejkowiona a w
        knosekwencji nie powaliłaby na kolana Lulejków czy Fryderyka.
        • andrzej585858 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 20:29
          A Gabriela na złość Pyziakowi krzyknęła by do Robrojka - "Przyjacielu ratuj". On
          zaś ratowanie pojąłby dosłownie i jeszcze przed formalnym rozwodem poczęty
          zostałby Robrojek junior.
          • skrzydlate.bobry Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 00:29
            andrzej585858 napisał:

            > A Gabriela na złość Pyziakowi krzyknęła by do Robrojka - "Przyjacielu ratuj". O
            > n
            > zaś ratowanie pojąłby dosłownie i jeszcze przed formalnym rozwodem poczęty
            > zostałby Robrojek junior.

            Yyy... Toż to wizja straszniejsza niż Nutria z Naszpanem oraz Bernard śpiący
            saute. Proszę takich rzeczy nie pisać - jeszcze mi się przyśni.
        • rozdzial43 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 13.08.09, 21:05
          piotr7777 napisał:

          > No cóż, nie wprowadzono by Grzegorza a co za tym idzie nie byłoby
          > Ignacego Grzegorza Stryby a co najwyżej Ignacy Janusz Pyziak.

          He, he, he, ciekawe czy Ignacy Janusz miałby loczek i czy powaliłby wreszcie
          agresora Józefa :))

          > Myślę jednak, że to małżeństwo i tak by się rozpadło, ale może
          > Pyziak byłby ojcem dochodzącym . Jako taki ojciec
          > Pyziak pewnie kupowałby lalki Barbie, czekoladę z orzechami, płyty z
          > tandetnym popem, puszczał gry komputerowe etc.

          Obawiam się jednak, że byłby Pyziak Janusz ojcem dochodzącym z gatunku
          zawodnych. Własne plany, sprawy i dążenia odwodziłyby go od obiecanych wizyt,
          wycieczek i atrakcji. Nieraz zdarzyłoby się, że dziewczynki czekały na tatę i
          obiecane fajerwerki, a tu klops, dzwoni tata Janusz Pyziak i mówi, że bardzo mu
          przykro, ale wypadło coś bardzo ważnego..i ..ten..następnym razem, pa. Gaba
          ćwiczyłaby świętość, Róża pyknicznie puściłaby w niepamięć te toksyny.

          A Laurę...Laurę by bardzo bolało i żarło.
    • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 08:14
      Nie, no naprawdę, wyjdę na obrończynię czarnych charakterów, która popiera
      porzucanie małżonek z niemowletami przy piersi, ale co mi tam. Co wy tu wszyscy
      z tym zawodnym dochodzącym ojcem, co to by unieszczęśliwiał Gabrielę,
      uborejkowiał Pyzę i gryzł psychicznie Laurę? Moim zdaniem nie ma w starej
      Jeżycjadzie ŻADNYCH przesłanek, by założyć, że Janusz nie okazałby się
      doskonałym ojcem i mężem - wszystko, co w niej jest interpretujemy na podstawie
      Neojeżycjady, co obraz Pyziaczka co nieco wypacza jednak.

      Że podrywał na wytarte liczmany? No podrywał, ludzka rzecz, był przystojny i
      robiła wrażenie na dziewczynach, ciekawe, który siedemnastolatek by tego nie
      wykorzystywał. Czy ktoś, kto podrywa panienki na ten sam tekst (który się
      sprawdza, to co się bedzie chłopak wysilał?) musi od razu fatalnie rokować jako
      przyszły mąż? Litości, sama takich znałam całkiem sporą ilość, podrywali,
      chodzili tydzień (mój bardzo dobry przyjaciel na pytanie. ile trwał jego
      najkrótszy związek odpowiedział "z pięć godzin" i nie, nie miał na myśli noclegu
      ze sniadaniem, tylko jakąś imprezę, na której go zauroczyło, a jak pogadał z
      dziewczyną, przeszło. Może nie powinien określac tego jako "chodzenie ze sobą",
      ale cóż...) i przestawali chodzić, nawet nie zrywali z hukiem łamiąc serca,
      tylko uznawali, że nie, cześć i już. Obecnie wszyscy żonaci, dzieciaci i nie
      romansujący (o ile mi wiadomo).

      Po raz pierwszy widzimy Pyziaka w klasie Anieli, jest w "Kłamczusze" wzmianka,
      że dyskutowali zawzięcie na temat jakiegoś przedstawienia, i Pyziak rzeczowymi
      argumentami zachwiał pewnością siebie Anieli - miły, inteligentny chłopak o
      szerokich zainteresowaniach, który wcale nie musiał "udawać zainteresowania
      kultura antyczną", co mu się imputuje bodaj w "Pulpecji", żeby zacząć skłaniać
      nas do myślenia o nim jako o tym buraku i na zimno kalkulującym podrywaczu,
      który uparł się, by zaliczyć (excusez le mot) Gabę i w tym celu potrzebuje
      najwyraniej poparcia jej ojca (?!!!).

      Jeśli chodzi o wyjazd w OwR, o którym to wyjeździe nic nie wiemy, że przypomnę,
      to w najbliższej rodzinie mam przykład, jak bardzo trudno było w tamtych czasach
      wrócić do kraju, a nawwet skontaktować się z rodziną. Brat mojego ojca wyjechał
      do Berlina Zachodniego na jakąś delegację, miał wrócić 18 grudnia 1981 roku, a
      13 zaczął się stan wojenny. Za mała byłam, by wtajemniczano mnie w szczegóły,
      ale wiem, jak bardzo trudno było mu się dodzwonić do nas (tylko my z całej
      rodziny mielismy telefon), pierwszy list przyszedł chyba z pół roku później,
      pierwsza wizyta... nie pamiętam, ale na pewno niezbyt szybko. Mój stryj zostawił
      tu nie żonę z dzieckiem, co prawda, ale narzeczoną, z którą tez nie łatwo było
      się skontaktować, a przypominam, że był w Niemczech, czyli za miedzą. A nasz
      Pyziak był w Australii, czyli nie za miedzą. Nie wiadomo, dlaczego tam, nie
      wiadomo, czy nie osiwiał próbując się dostać do Polski, nic nie wiadomo, poza
      tym, że parę lat później dopisano mu machlojki, kradzieże i więzienie. Mam takie
      wrażenie, że dzisiejsza młodzież w stylu "co ty, tato, w całym Tesco tylko
      ocet?" bez trudu kupi pogląd, że facet, który nie wraca do rodziny jest
      łajdakiem, pijakiem i złodziejem (bo każdy pijak to złodziej), no bo jak, z
      komórki nie mógł zadzwonić albo maila wysłać? Ale trochę mnie dziwi, że tezę o
      jego łaajdactwie kupuja także ci, którzy wiedzą, że raczej nie mógł co biedak z
      tej Australii wysyłac maili.

      Słowem, moim zdaniem nic nie stało na przeszkodzie, by Pyziak wrócił i okazał
      się barzdo dobrym mężem i ojcem. Gaba by sobie żyła spokojnie i nie została
      ubóstwiona, może skończyłaby tak, jak wszystkie jeżycjadowe mamy nastolatek -
      jako miłe tło, a Jeżycjada wcale nie musiałaby się skończyć, tylko być nadal
      tym, czym była na początku - sympatyczną serią książek dla dziewcząt z
      nastoletnimi bohaterami (a nie pięćdziesięciolatką w roli Wzorca z Sevres dla
      dwunastoletniego targetu).
      • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 09:29
        > Słowem, moim zdaniem nic nie stało na przeszkodzie, by Pyziak wrócił i okazał
        > się barzdo dobrym mężem i ojcem.


        a może przewrotnie pani MM go wydaliła, żeby gaba pocierpiała, bo dość miała
        (pani MM) komentarzy zbyt wnikliwych i czepialskich czytelników, że u niej
        wszystko się tak dobrze kończy, bo wszyscy się kochają, łatwo uznają swoje i
        wybaczają cudze błędy i nikt naprawdę nie robi niczego złego, a prawdziwe
        kłototy to tylko los (np. zdrowie) przynosi?
        • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 09:41
          kkokos napisała:

          > a może przewrotnie pani MM go wydaliła, żeby gaba pocierpiała, bo dość miała
          > (pani MM) komentarzy zbyt wnikliwych i czepialskich czytelników, że u niej
          > wszystko się tak dobrze kończy, bo wszyscy się kochają, łatwo uznają swoje i
          > wybaczają cudze błędy i nikt naprawdę nie robi niczego złego, a prawdziwe
          > kłototy to tylko los (np. zdrowie) przynosi?

          No, to faktycznie, zaszalała kobieta i na kontrze do wnikliwych czytelników
          stworzyła wiecznie biczującą się miłą i dzielną Gabę z grzywką, która drętwieje
          na dźwięk słowa "Pyziak" mimo faktu, że jest szczęśliwa w drugim małżeństwie,
          realizuje się jako matka Ignacego i w ogóle jest cała happy, o prostu jak prosię
          w deszcz. Co nie przeszkadza, że przez dwie dekady (dwa razy dłużej, niż ostatni
          target pani MM w ogóle żyje ;-D) leje łazy, chociaż nigdy nie płacze, a jak
          płacze to pamiętając o innych ;-)))....

          Bardzo, bardzo to ładnie pani MM wyszło, i rzeczywiscie wiarygodnie ;-).
      • soova Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 09:51
        Co wy tu wszyscy z tym zawodnym dochodzącym ojcem, co to by unieszczęśliwiał
        Gabrielę, uborejkowiał Pyzę i gryzł psychicznie Laurę? Moim zdaniem nie ma w starej
        Jeżycjadzie ŻADNYCH przesłanek, by założyć, że Janusz nie okazałby się
        doskonałym ojcem i mężem - wszystko, co w niej jest interpretujemy na podstawie
        Neojeżycjady, co obraz Pyziaczka co nieco wypacza jednak.


        Uważam taką możliwość (czyli Pyziak dobrym ojcem i mężem) za dość prawdopodobną.
        Poza tym przypomniało mi się, że jako absolwent liceum poligraficznego Pyziak
        mógłby mieć jeszcze jeden atut pasujący do "prawdy czasu" ;) - całkiem spokojnie
        mógłby na przykład wybywać z domu, ale do pracy w podziemnej drukarni wydawnictw
        bezdebitowych. :) I byłby pierwszym (i chyba jedynym) bohaterem Jezycjady
        namacalnie działającym w opozycji (bo w bohaterstwo Ignacego wierzyć mi się nie
        chce, a rodzice Kreski praktycznie przecież jako postaci nie istnieją).
      • ginny22 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 10:27
        > Moim zdaniem nie ma w starej
        > Jeżycjadzie ŻADNYCH przesłanek, by założyć, że Janusz nie okazałby
        się doskonałym ojcem i mężem - wszystko, co w niej jest
        interpretujemy na podstawie Neojeżycjady, co obraz Pyziaczka co
        nieco wypacza jednak.

        Nie tylko. Także na podstawie OwR. I nie mozna wszystkiego tu zwalać
        na trudne czasy i stan wojenny. Pyziak wyjechał w połowie 1981 r.,
        zostawiając Gabrysię w końcówce ciąży albo tuż po urodzeniu się Pyzy
        (ma ktoś dokładne dane?). Już samo to nie świadczy o nim najlepiej
        moim zdaniem - tego się po prostu nie robi (patrz: Frycek). Decyduje
        się wracać jesienią 1982 r., a w liście pisze, że był idiotą. Nie
        wiem, dla mnie to składa się na obraz gościa, który zwyczajnie nie
        dorósł do małżeństwa i ojcostwa i prysnął za granicę, a nie na obraz
        biednego Jasia, który nie może skontaktować się z Gabrysią ze
        względu na stan wojenny i siwieje ze zgryzoty.
        Możliwe, że nakładam na to własne przezycia, ale Pyziaczek niestety
        wygląda mi na człowieka, który dobrym ojcem, choćby dochodzącym, nie
        byłby. Nie odmawiam mu prz tym znajomości kultury antycznej i nie
        nakazuję być od razu pijakiem i złodziejem, o nie. Po prostu nie
        widzę w nim materiału na dobrego ojca dzieciom.
        • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 11:11
          ginny22 napisała:

          Także na podstawie OwR. I nie mozna wszystkiego tu zwalać
          > na trudne czasy i stan wojenny. Pyziak wyjechał w połowie 1981 r.,
          > zostawiając Gabrysię w końcówce ciąży albo tuż po urodzeniu się Pyzy
          > (ma ktoś dokładne dane?). Już samo to nie świadczy o nim najlepiej
          > moim zdaniem - tego się po prostu nie robi (patrz: Frycek).

          Od razu przyznam sie, że nie mam OwR, bo je wieki temu pozyczyłam i pewnie juz
          nie odzyskam, więc za dobrze nie pamiętam. Tekst o byciu idiotą faktycznie nie
          swiadczy o siwieniu ze zgryzoty i niemoznosci powrotu z powodu jedynie stanu
          wojennego (niemniej uważam, że możliwość, by chciał wracac natychmiast po
          ogłoszeniu stanu wojennego mógł, chęć powrotu do kraju natychmiast po
          dowiedzeniu się o stanie wojennym powtarza się dość często we wspomnieniach
          osób, które 13 grudnia powitały za granicą. Jakkolwiek niechęć do
          natychmiastowego powrotu bardzo pasuje do Pyziaka - łajdaka i złodzieja).

          Natomiast ojców zostawiających zony w ciąży/w połogu jest w Jeżycjadzie mnóstwo,
          była juz o tym niejednokrotnie mowa. Ale jakoś wszyscy wracają, albo ich wyjazd
          nie stanowi problemu, choc nie ma nic, co mogłoby te wyjazdy usprawiedliwić.
          Hajduk zostawia Cesię z noworodkiem i dwójką starszych dzieci ("wróci za pięć
          miesięcy", a kto wie, kiedy wyjechał, może w połowie ciąży żony). Grześ
          wyjeżdża, gdy Ignacy Grzegorz ma dwa miesiące "i nie wróci przed jesienią" (w
          czasie "NiN" Motyl ma juz miesięcy 5, rzecz się dzieje w czerwcu, czyli tatus
          nie zobaczy potomka jeszcze przynajmniej trzy miesiące, czyli nie widział go pół
          roku), przy okazji zostawia tez chora zonę. Pamiętam, że jak temat wypłynął
          natychmiast znalazly sie osoby usprawiedliwiające obu panów, że trudne czasy, że
          o stypendium ciężko, że... To skoro w 1988 roku usprawiedliwiamy nieobecność
          Hajduka trudnymi czasami, jak można odmówić usprawiedliwienia Pyziakowi, który
          wyjechał i próbował wrócic w czasach bez porównania trudniejszych?

          > Nie odmawiam mu prz tym znajomości kultury antycznej i nie
          > nakazuję być od razu pijakiem i złodziejem, o nie. Po prostu nie
          > widzę w nim materiału na dobrego ojca dzieciom.

          Ale dlaczego, Ginny? naprawdę, nie widzimy Janusza Pyziaka jako ojca, ani przez
          chwilę! Wszystko, czego się dowiadujemy, dowiadujemy sie tak naprawdę po fakcie,
          i z ust osób uprzedzonych, co by nie powiedzieć!

          W moich oczach na lepszego ojca zapowiadał się Pyziak niż taki Pawełek Nowacki
          (ewidentny kobieciarz, podrywacz i - na to mamy dowody! - "kręcący" z kilkoma
          dziewczynami naraz). Pyziak może i podrywał, ale później się starał, lubił
          rodzinę i rodzina go też lubiła (bez względu na późniejsze dopiski autorki),
          bardziej się interesował gabą niż ona nim, znajdował przyjemność w przebywaniu z
          całym klanem Borejków... no, nijak mi nie pasuje do cynika, którego trzeba wlec
          siłą do urzędu stanu, który daje nogę przy pierwszej okazji, który teściowej
          mówi, że ślub kościelny to zbyt nieznośne więzy, który udaje zainteresowanie
          antykiem (po co, na Jowisza?, żeby się na herbatkę z Borejkami załapać?)...

          Sto razy bardziej pasuje mi wizja Borejków, którzy mu NIE POZWALAJĄ wrócić.
      • rozdzial43 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 18:05
        > Że podrywał na wytarte liczmany? No podrywał, ludzka rzecz, był przystojny i
        > robiła wrażenie na dziewczynach, ciekawe, który siedemnastolatek by tego nie
        > wykorzystywał. Czy ktoś, kto podrywa panienki na ten sam tekst (który się
        > sprawdza, to co się bedzie chłopak wysilał?) musi od razu fatalnie rokować jako
        > przyszły mąż?

        Pewnie, z punktu widzenia dorosłej, dojrzałej osoby takie podrywanie to nic
        takiego, nawet może i całkiem zabawne.

        Ale z punktu widzenia nastoletnich "ofiar"? Nie sądzę. Większość nastoletnich
        dziewcząt to jednak nieszczęsne, niepewne siebie, kierowane skrajnymi emocjami,
        hormonami i diabli wiedzą czym jeszcze stworzenia. W tym wieku większość
        nastolatek mysli: Boże, czemu ja jestem taka brzydka? Czy mój biust nie jest za
        mały? (za duży, za średni), czy moje nogi są zgrabne? I pytanie kluczowe: czy
        jestem w ogóle atrakcyjna (równa się coś warta).

        I oto pojawia się atrakcyjny kolega, który romantycznie i poważnie zapewnia
        dziewczę, że tak...bardzo atrakcyjna, jak kwiat jabłoni, tratatata. A potem
        okazuje się, że tak samo, no dosłownie tak samo w jednakowym okresie czasu
        zapewnił 10 innych koleżanek. Znaczy się kłamał? Miał to na myśli czy nie?

        Jak ma się naście lat, cierpi się mocniej, to jest prawda, sama to pamiętam.
        Większość tych dziewcząt wyszła pewnie z tej zabawy świadomego swej
        atrakcyjności Januszka bez większego szwanku, bo były jednak dość zrównoważone,
        miały oparcie w dobrych, zrównoważonych domach. A jeśli niektóre jednak nie
        miały? Jak się ta zabawa Januszka dla nich skończyła?

        Powiem tak: gdyby mój (dość atrakcyjny z tego co widzę po reakcjach jego
        koleżanek) syn zabawiał się w taki sposób, uznałabym, że ponieśliśmy klęskę
        wychowawczą i że jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie człowieka cynicznego i
        egoistycznego. Mówię to również jako mama nastoletniej córki.
        • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 19:51
          Myślę, że Pyziak - podrywacz jednak jest reformowalny, bo jego
          związek z Gabrielą można uznać w IS za względnie trwały. Zatem
          trudno mówić o związku między zabawami młodego Januszka a draństwami
          dorosłego Janusza, choć pewnie można by stwierdzić, że u MM już za
          młodu kształtuje się dorosła osobowość. Oraz że wspomniany wyżej
          Paweł Nowacki jest po prostu obiektem uczuć niewieścich, który nie
          bardzo umie sobie z tym może poradzić i nie chce urazić żadnej
          adoratorki a Pyziak jest uwodzicielem, który działa z premedytacją.
          Dlatego jeden zostaje przykładnym mężem i ojcem (choć tak właściwie
          niewiele wiemy o ich wspólnym z Danutą pożyciu) a drugi nie.
          Z tym, że jak dla mnie obaj wpypadają korzystnie na tle stosunku
          Maćka do Kreski przez większą część "OwR".
          • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 20:00
            piotr7777 napisał:

            Oraz że wspomniany wyżej
            > Paweł Nowacki jest po prostu obiektem uczuć niewieścich, który nie
            > bardzo umie sobie z tym może poradzić i nie chce urazić żadnej
            > adoratorki a Pyziak jest uwodzicielem, który działa z premedytacją.

            O, o, o, to miałam własnie na myśli pisząc o usprawiedliwianiu! Hajduk jest
            cacy, bo nie odrzucił stypendium, "o które było tak trudno" i wyjechał
            zostawiając żonę w połogu, Pyziak jest be, choć wyjechał w trudniejszych czasach
            i trudniej mu było wrócić. Paweł jest ofiarą "dobrego charakteru", taaa, jasne,
            Pyziak jest cynicznym uwodzicielem.

            Piotrze, Paweł wiedząc, że ma dziewczynę, łaził z Anielą po wydmach w Łebie i ją
            całował. Sam zaproponował randkę, wymienił adresy, wysyłał miłosne listy,
            łącznie z wierszem "pożyczonym" od własnej dziewczyny. W którym miejscu widzisz
            nieumiejętność poradzenia sobie z własną atrakcyjnoscią w oczach płci przeciwnej?

            W stronę Gaby tez wysyłał promienne błyski swych ócz będąc oficjalnie "zaklepanym".

            Ponieważ została w tym wątku wspomniana wrażliwość nastoletnich dziewcząt, które
            można łatwo urazić, jako była nastoletnia niepewna siebie dziewczyna napiszę, że
            znacznie bardziej uraziłby mnie ktoś, któ pisze mi, że jestem najwspanialsza na
            świecie, a jednocześnie ma dziewczynę, której mówi "Nie ma żadnej innej", niż
            ktos, kto miesiąc wcześniej tez porównał moja koleżankę do kwiatu jabłoni.
            • k_linka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 16.08.09, 15:00
              anutek115 napisała:


              > O, o, o, to miałam własnie na myśli pisząc o usprawiedliwianiu! Hajduk jest
              > cacy, bo nie odrzucił stypendium, "o które było tak trudno" i wyjechał
              > zostawiając żonę w połogu, Pyziak jest be, choć wyjechał w trudniejszych czasac
              > h
              > i trudniej mu było wrócić.

              Za pozwoleniem - jest gigantyczna roznica miedzy wyjazdem Grzegorza/Hajduka a Janusza. I nie chodzi tu o prestizowe stypendia, tylko o prosta sprawe wspolnych malzenskich decyzji i o odpowidzialnosc za dzieci. To nie chodzi przeciez o to ze malzonkom NIE WOLNO wyjezdzac z czasie ciaz/pologow/chorob wspolmalzonkow. Inaczej jednak wyglada wyjazd zaplanowany na pol roku w czasach wzglednej stabilizacji polityczno-gospodarczej i zostawienie zony (akceptujacej wyjazd) i dzieci pod opieka rodziny, a inaczej wyjazd - moze i bez slowa pozegnania? - podczas stanu wojennego, bez pewnosci kiedy - i czy w ogole - sie wroci. I dodam, ze zdaje sobie sprawe, iz Jezycjada nie precyzuje jakie byly okolicznosci Pyziakowego wyjazdu. Nie wiem jednak czemu nie mialabym wierzyc, ze bylo to - tak jak odczuwa Gabriela - porzucenie, tym bolesniejsze ze w trudnej sytuacji rodzinnej (Ignacy internowany).


              Paweł jest ofiarą "dobrego charakteru", taaa, jasne,
              > Pyziak jest cynicznym uwodzicielem.




              Nie moge zrozumiec czemu taka uwage przywiazujecie do mlodzienczych podrywow? Malzenstwa bywaja nieudane i nie potrzeba do tego "wrodzonych sklonnosci" ani treningu w wieku lat kilkunastu. Doszukiwanie sie w Pyziaku zlych sklonnosci to z jednej strony naturalne u rodziny i przyjaciol wspierajacych porzucona ("A to swinia z niego ze tak Cie skrzydzil"), a z drugiej strony chwyt autorki usilujacej przedstawic swiat w barwach czarno-bialych (dobra Gaba kochala i wybaczala, ale . Wiem ze wyszlo - zwlaszcza z punktu widzenia czytelniczek ktore wyrosly z wieku dzieciecej naiwnosci - srednio....
              • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 17.08.09, 10:52
                > Nie moge zrozumiec czemu taka uwage przywiazujecie do mlodzienczych podrywow?

                Właściwie, to nie my, tylko MM. W wywiadzie powiedziała, że Pyziak już w KK się
                zapowiadał na Brzydkiego Pana...

                "Ja bym sobie już w ogóle dała spokój z Pyziakiem. Rozwinął się w nieciekawego
                typka, do czego zresztą miał predyspozycje już w Kwiecie kalafiora".

                Jedni to łykają, inni nie, a ja akurat nie.
              • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 17.08.09, 19:06
                k_linka napisała:

                > Nie moge zrozumiec czemu taka uwage przywiazujecie do mlodzienczych podrywow? M
                > alzenstwa bywaja nieudane i nie potrzeba do tego "wrodzonych sklonnosci" ani tr
                > eningu w wieku lat kilkunastu.

                No własnie MY nie przywiązujemy (gdyby było inaczej, czyż nasz Florek vel
                Baltona miałby fanklub? Czyz byłby wymieniany w 90 proc. postów w wątku
                "Najfajniejszy facio Jeżycjady"?), a ja to już w ogóle w tym wątku uparcie
                dowodzę, że z tomów starej Jeżycjady nijak nie dało się wywnioskować, że Pyziak
                to materiał na szubrawca, szuję i szczeżuję, a juz na pewno nie wystarczy do
                tego ilość koleżanek porównanych do kwiatu jabłoni.
          • lezbobimbo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 00:30
            piotr7777 napisał:
            Oraz że wspomniany wyżej
            > Paweł Nowacki jest po prostu obiektem uczuć niewieścich, który nie
            > bardzo umie sobie z tym może poradzić i nie chce urazić żadnej
            > adoratorki a Pyziak jest uwodzicielem, który działa z premedytacją.

            Alez bzdura i obluda i klamliwe oceny :)
            To PAWELEK jest wstretnym podrywaczem, bez skrupulow calujacym inne laski i
            podrywajacy masami na ulicy podczas eksperymentu ESD. Juz on dobrze wie, jak
            usmieszek jego dziala na laski i potrafi ze swego czaru korzystac bez zadnych
            wyrzutow sumienia.
            Pyziak usiluje jedynie podrywac na komplementy - nawet nie pcha sie z dziobem
            jak pewien Florian do wszystkich, ani Pawelek. Pyziak tez zachwyca sie Gaba w
            zgrzebnej firanie, nie to co Macius robaczywy, ktory leci tylko na aksamity i
            jedwabie :D

            Najwieksza roznica, co zreszta traci obluda na kilometr, jest to, ze Pawelka MM
            opisuje przychylnie i z przyjemnoscia. Czyni to rowniez na poczatku z Pyziakiem.
            Po czym nagle jej sie odwidzialo i w BBB wyszlo, ze Pyziak to okrutna pyza i
            samo zuo, a Pawelek kochajacy monsz. Poza tym jak to Ananke i Anutek juz
            wyliczyly, pelno w Jezycjadzie mezusiow porzucajacy beztrosko zone z
            niemowletami dla dobra stypendium no i innych podrywaczy - zazwyczaj kazde
            meskie ciacho ma conajmniej dwie panny do wyboru.

            Az sie mi wierzyc nie chce, ze tak wiele osob z tego forum da sie brac na te
            plewy humorzastej i niezbyt umiejetnej autorki - Pawelka puszczalskiego ani razu
            MM nie gani, to go sie usprawiedliwia tutaj. Ale Pyziak, juz w KK Jasiu, juz w
            Idusi udomowiony i zakontraktowany po wsze czasy z Gaba - nagle w Neoezycjadzie
            jest bezsensownym potworem wcielonym, pijakiem i zlodziejem - to powtarzacie
            wiernie za MM jak za mamunia pacierz? Nie rozsmieszajcie mnie :)))
            • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:44
              lezbobimbo napisała:

              > Az sie mi wierzyc nie chce, ze tak wiele osob z tego forum da sie brac na te
              > plewy humorzastej i niezbyt umiejetnej autorki - Pawelka puszczalskiego ani raz
              > u
              > MM nie gani, to go sie usprawiedliwia tutaj. Ale Pyziak, juz w KK Jasiu, juz w
              > Idusi udomowiony i zakontraktowany po wsze czasy z Gaba - nagle w Neoezycjadzie
              > jest bezsensownym potworem wcielonym, pijakiem i zlodziejem - to powtarzacie
              > wiernie za MM jak za mamunia pacierz? Nie rozsmieszajcie mnie :)))

              No własnie gdzieś o tym w tym watku napisałam, bo jak się tak zastanowic nad
              "morale" bohaterów, to się baaaardzo zdiwic można - jakim cudem dorosłe bądź co
              bądź czytelnictwo tak tego wrednego Pyziaka gładko kupuje? Januszek jest zły, bo
              tak pani autorka napisała, przeinaczając i dopisując na siłę dziwaczne fakty w
              Neojeżycjadzie?

              Juz pomijam Pawełka, który opisywany jest z sympatyczną ironią, jak większość
              młodych bohaterów w starej Jezycjadzie, który jednakże chyba nigdy nie dochował
              się grona wielbicielek wśród czytelniczek, to przecież obleśny Baltona (dzięki
              za przypomnienie, Lezbobimbo), prymitywnie rechoczący, startujacy z dziobem do
              wszystkiego, co nosi spódniczkę ma istny fanklub! Do tego stopnia, że się
              zastanawiałam, czy w ogóle moge się przyznać, że Baltona nie jest dla mnie
              żadnym wzorem, że mnie mierzi, wkurza, a za wymuszone pocałunki zarobiłby w ten
              dziób i tak skończyłaby się miłosna historia w moim i jego wydaniu! Dlaczego
              Baltona jest wspaniały, bo pani MM tak napisała, a potem zrobiła z niego sytego
              niedźwiedzia? Czym różni się traktowanie koleżanek kwiatem jabłoni przez Janusza
              od obcałowywania przez Floriana (to znaczy wiem, czym się dla mnie różni, błeee...).

              Dlaczego, pochylając się z troską nad zrujnowanym poczuciem własnej wartości
              kwiatów jabłoni, które musiały lizać rany po nabraniu się (chociaż upieram się,
              że nie musiało to byc nabieranie) nie pochylamy się jednocześnie nad
              dziewczętami, które nasz Florian całował, rozkochiwał i uwodził na swój imidź
              buntownika, a korzystał z tego bez specjalnych skrupułow, że przypomnę? Dlatego,
              że pani MM nam napisała, że Pyziak jest łajdakiem, a Florian wzorowym mężem,
              więc psychiczne rany zadane przez (przyszłego) wzorowego męża nie bolą, tak?

              Faktycznie, jak Bimbo napisała, nie rozsmieszajcie mnie.
              • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 10:08
                > Juz pomijam Pawełka, który opisywany jest z sympatyczną ironią, jak większość
                > młodych bohaterów w starej Jezycjadzie, który jednakże chyba nigdy nie dochował
                > się grona wielbicielek wśród czytelniczek, to przecież obleśny Baltona (dzięki
                > za przypomnienie, Lezbobimbo), prymitywnie rechoczący, startujacy z dziobem do
                > wszystkiego, co nosi spódniczkę ma istny fanklub! Do tego stopnia, że się
                > zastanawiałam, czy w ogóle moge się przyznać, że Baltona nie jest dla mnie
                > żadnym wzorem, że mnie mierzi, wkurza, a za wymuszone pocałunki zarobiłby w ten
                > dziób i tak skończyłaby się miłosna historia w moim i jego wydaniu! Dlaczego
                > Baltona jest wspaniały, bo pani MM tak napisała, a potem zrobiła z niego sytego
                > niedźwiedzia? Czym różni się traktowanie koleżanek kwiatem jabłoni przez Janusz
                > a
                > od obcałowywania przez Floriana (to znaczy wiem, czym się dla mnie różni, błeee
                > ...).


                zgadzam się z każdym słowem tego akapitu i dorzucę jeszcze, że nie rozumiem
                forumowej niechęci do kreskowego maćka w kontraście do forumowej miłości do
                baltony. opis zachowań maćka, tego, co się dzieje w jego duszy, jak staje się
                cielęciem prowadzonym na rzeź (maciek, nie dusza), jak wariuje na punkcie
                swojego wyglądu i jak potem przytomnieje jest dla mnie kapitalny, bardzo
                prawdziwy psychologicznie i napisany właśnie z sympatyczną, ciepłą ironią. więc
                wolno baltonie robić ten owłosiony ryjek do każdej, a maćkowi nie wolno robić
                cielęcych oczu do jednej matyldy??
                • dakota77 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 10:30
                  Mnie sie wcale nie podoba baltonowe pchanie sie z dziobem do ilus
                  dziewczyn;-). Z tym ze mam wrazenie, ze ten Baltona podrywacz i
                  blazen to taka poza, bo przeciez ten Baltona romansujacy z Patrycja
                  sprawa wrazenie wyciszonego, dojrzalszego.
                  A u Macka to poza nie jest. On autentycznie uwaza Matylde za osnmy
                  cud swiata i bierze wszystkie jej brednie o anglosaskiej czaszce i
                  wlasciwym do niej stylu ubierania za dobra monete. Matylda jest na
                  dobrej drodze do zrobienia z niego snoba. Mialam napisac "pustego",
                  ale pomyslalam, ze Macius juz i tak jest pusty. Jakos tam w srodku
                  duzo sie nie dzieje...
                  • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 11:39
                    no widzisz dakoto, i to jest najlepszy dowód na to, że widzimy to, co chcemy
                    widzieć :)
                    ty w baltonie widzisz dojrzałość, dla mnie on na zawsze pozostanie takim, jakim
                    go zobaczyła elka: zgrywający się na chojraka pantoflarz, na zewnątrz pozer, w
                    środku niepewny chłopczyk. ja nie wiem, czy świadome pozowanie na mocniejszego
                    niż jestem jest fajniejsze niż chwila nastoleniej głupoty spowodowanej cielęcą
                    miłością...
                    ja maćka kompletnie rozgrzeszam, bo przejrzał na oczy i wyciągnął wnioski,
                    baltona mnie do siebie niczym nie przekonał - a ty czujesz zupełnie odwrotnie
                    niż ja :)
                  • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 17.08.09, 19:21
                    dakota77 napisała:
                    Z tym ze mam wrazenie, ze ten Baltona podrywacz i
                    > blazen to taka poza, bo przeciez ten Baltona romansujacy z Patrycja sprawa
                    wrazenie wyciszonego, dojrzalszego.

                    Jestem po lekturze KK, teraz sobie smakowicie powtarzam "Idę Sierpniową" i
                    naprawdę nie widzę żadnej różnicy w historii rozwoju uczucia między Baltona a
                    Patrycją, a między Gabą a Januszem. Janusz ma nie najlepszy wstęp (te koleżanki
                    z grupy będące kwiatem jabłoni, potem Aniela z czarnymi perłami, i pocałunek w
                    ciemnościach), ale potem jest on jakby mniej obleśny (w moich oczach ;-)),
                    fajniejszy, bardziej (wyraźniej) sie stara, nie ma w nim cienia tego cynizmu, w
                    który obrósł w Neojezycjadzie, a co najważniejsze - robi wrażenie zaangażowanego
                    monogamisty. Nawet na widok robaczywej Paulinki się nie ślini (przeciwnie, mam
                    wrażenie, że jej opisy w protokołach ESD nacechowane są ironią). W każdym razie
                    nie czyni wrażenia ani trochę niedojrzałego (jak na siedemnastolatka, oczywiście
                    ;-)).

                    Im bardziej czytam starą Jeżycjadę pod katem analizy tej własnie postaci, tym
                    bardziej jest mi żal - i Janusza, i całej serii, której "potwór Pyziak, co
                    kłamie jak córka" bardzo IMHO zaszkodził.
            • jamniczysko Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 18:10
              Pawełek w BBB jako odpychający monsz? Dlaczego? Dlatego, że go nie
              ma...? Czy dlatego, że tłuściochy popłodził?
              • jamniczysko Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 18:12
                jamniczysko napisała:

                > Pawełek w BBB jako odpychający monsz? Dlaczego? Dlatego, że go nie
                > ma...? Czy dlatego, że tłuściochy popłodził?

                Oj, źle przeczytałam. Ciekawe, dlaczego? ;)
                • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 18:13
                  jamniczysko napisała:
                  >
                  > Oj, źle przeczytałam. Ciekawe, dlaczego? ;)

                  Freudowski błąd, panie ja kogo ;-))).
            • tygrys2112 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 12:18
              No nie wiem, dla mnie Paweł nie jest opisywany jako przykładny mąż.
              To, że jes z Danusią nic jeszcze nie oznacza, tym bardziej, że jego
              w domu nie ma, bo jest w delegacji. A znając Pawła z czasów
              szkolnych, gdzie będąc na wczasach potrafił obściskiwać się z inną
              dziewczyną, nie wiem, czy jego stosunek do związku z Danusią tak się
              nagle zmienił. Moim zdaniem, ta delegacja to w jego przypadku taka
              sugestia dla czytelników, że jego zachowanie niewiele się zmieniło. ]

              A w "Kłamczusze" MM ewidentnie brzydko mówiąc "jedzie po nim".
              Spójrzcie na to obiektywnie - facet daje się manipulować jak
              stereotypowy facet Frani i za tekst "pan taki silny" zmywa odtąd
              łazienkę. Na życzenie Anielli zjada 16 pączków (zjadłby 20, gdyby
              mógł), dosaje od niej pięścią w nos, który mu krwawi (swoją
              drogą, "Kłamczucha" jest pełna kwiatków ;))

              Co do Maciusia - pełna zgoda, Florka - też
        • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 19:52
          rozdzial43 napisała:

          > Pewnie, z punktu widzenia dorosłej, dojrzałej osoby takie podrywanie to nic
          > takiego, nawet może i całkiem zabawne.

          A ja akurat jestem dorosłą osobą, która swoje nastoletnie lata pamięta lepiej
          niz dobrze, zaś pewności siebie nie posiada wcale, wtedy nie posiadała jej również.

          >
          > Ale z punktu widzenia nastoletnich "ofiar"? Nie sądzę.
          >
          > I oto pojawia się atrakcyjny kolega, który romantycznie i poważnie zapewnia
          > dziewczę, że tak...bardzo atrakcyjna, jak kwiat jabłoni, tratatata. A potem
          > okazuje się, że tak samo, no dosłownie tak samo w jednakowym okresie czasu
          > zapewnił 10 innych koleżanek. Znaczy się kłamał? Miał to na myśli czy nie?

          On tego nie mówił jednoczesnie wszystkim dziewczynom. Gaba, gdy zwierza się
          koleżance słyszy od niej, że Janusz porównał koleżankę do kwiatu jabłoni ponad
          miesiąc wcześniej. Gdy Janusz podrywa Aniele na czarne perły i kwiat jabłoni
          jest już trzy miesiące po rozniesieniu go w puch przez Gabę. Nigdzie nie jest
          ani słowem napomkniete, że on te dziewczęta podrywa jednocześnie. Może je
          podrywać w miesięcznych odstepach, albo i nawet kilkudniowych, z punktu widzenia
          człowieka dorosłego smiesznie krótko - ale czy to zmusza nas do założenia, że
          kłamał? Tu zacytuje wspomnianego wyżej mojego przyjaciela, który pytany o powody
          tak częstego zmieniania obiektów "chodzenia" odpowiadał: "Ja szukam".

          > Powiem tak: gdyby mój (dość atrakcyjny z tego co widzę po reakcjach jego
          > koleżanek) syn zabawiał się w taki sposób, uznałabym, że ponieśliśmy klęskę
          > wychowawczą i że jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie człowieka cynicznego i
          > egoistycznego. Mówię to również jako mama nastoletniej córki.

          A dlaczego zakładać, że się zabawiał? Może każdej z tych dziewczyn mówił to
          najzupełniej szczerze. W pzrzeciwieństwie do wspomnianego Pawełka Nowickiego,
          który flirtował, podrywał i pozwalał na spore zaangażowanie wszystkiemu co sie
          rusza, Janusz po poderwaniu Gaby ustatkowuje się u jej boku. Nigdzie nie jest
          nawet zasugerowane, że etap kwiatów jabłoni miał ciąg dalszy. Nigdzie nie ma
          nawet cienia aluzji, że to, co wydaje się najbardziej uprawnionym powodem
          rozwodu - czyli bycie kobieciarzem - ma miejsce. Przeciwnie, wszystko jest
          wymienione, kradzieże samochodów i recydywa, zaraz się dowiemy, że przemyt
          narkotyków, ale nigdzie nie ma ani słowa o innych kobietach.

          Żeby nie było niedomówień, ja nie wykluczam, że Janusz MÓGŁ był okazać się
          takim, jakim przedstawia go autorka. Ale uparcie twierdzę, że nie można tego
          wywnioskować z wcześniejszego opisywania tej postaci, z jej charakteru (w
          "Kłamczusze" opisywany jest jako poważny chłopak, który miał trudne życie,
          musiał pracować nim mógł sobie pozwolić na naukę), aż do OwR włącznie moim
          zdaniem powrót Janusza i stworzenie szczęśliwego związku jest możliwe.

          Natomiast zły, cyniczny, nielojalny, oziębły, znajdujący upodobanie w
          krzywdzeniu Gaby, nieodpowiedzialny staje się on w Neojezycjadzie,
          niejednokrotnie fastryga w konstruowaniu tej postaci jest tak nieporadna, że aż
          dziw bierze, że wyszła spod ręki zawodowej pisarki.
          • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 20:47
            Co do Pawełka mam wrażenie, że jego związek z Danką był czymś w
            rodzaju związku przerywanego, mam na myśli to, że raz byli, raz nie
            byli ze sobą, w "Szóstej klepce" na ten przykład zasadniczo nie są,
            w "Kwiecie kalafiora" niby tak, ale jednoczesnie Pawełkiem
            interesuje się Joanna. Moim zdaniem w grupie ESD nie ma tak naprawdę
            żadnej prawdziwej pary, to po prostu paczka kolegów, którzy nawet
            wakacje spędzają wspólnie (Ida sierpniowa). Cesia i Jurek dlatego
            tam nie należą (choć jednocześnie dyrektor Hajduk nawiązuje
            w "Imieninach" do ESD co sugeruje, że jakąś wiedzą dysponował), że
            oni naprawdę są parą i nie mają potrzeby dzielenia się sobą z
            szerszym gronem. Z reguły u nastolatków jest tak, że paczki sypią
            się gdy jej członkowie bardziej wiążą się ze sobą.
            W każdym razie gdy Pawełek mówił Anieli, że Cesia to koleżanka a
            Danka "stara historia" mówił poniekąd prawdę. To znaczy sam nie
            potrafił zdefiniować relacji łączącej go z Danką a jednocześnie był
            na tyle uczciwy, że nie potrafił stawić jej na tej samej
            płaszczyźnie co bezpretensjonalnego i oczywistego koleżeństwa z
            Cesią. Równie dobrze mógł powiedzieć: "Cesia i Danka to koleżanki",
            nieprawdaż?
          • rozdzial43 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 21:01
            anutek115 napisała:

            > A dlaczego zakładać, że się zabawiał? Może każdej z tych dziewczyn mówił to
            > najzupełniej szczerze.

            Że przypominają mu kwiat jabłoni? Każda mu przypominała? E, no nie. Jeśli mówił
            szczerze takie rzeczy siedmiu koleżankom, to faktycznie - nie tyle był on
            cyniczny, co przygłupi albo ślepy. A na taki wniosek nie możemy sobie pozwolić
            pamiętając błyskotliwe referaty i dyskusje Janusza oraz jego słynne stalowe
            spojrzenie.

            Nie, nie. Szczerości tu nie widziem. Eksperymenty jakieś na ludziach robił sobie
            Pyziaczek, zaspokajając instynkt łowcy. Przy Gabie się uparł, bo się wyrywała,
            ale jak ją już rozkochał i zdobył, to nowe priorytety mu się pojawiły i odszedł
            był w siną dal do Australii. Z tego co wiemy z OwR Gaba była przeciwna
            wyjazdowi, a jednak wyjechał. Czyli nie liczył się z żoną, będącą matką
            maleńkiemu dziecięciu. I to jest kolejny zły zwiastun jeszcze w starej jeżycjadzie.
            • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 00:17
              Z brakiem szczerości to akurat się zgodzę, ale zlituj się, gdzie tam jakieś
              eksperymenty na ludziach? Mowa o kilkunastoletnim chłopaku-podrywaczu, który
              poderwawszy właściwą osobę, podrywać inne przestał. Nie przesadzałabym też z
              jakimiś wyimaginowanymi krzywdami, przecież Pyziak tylko gadał, nie obcałowywał
              wszystkiego co mu pod pysk wpadło, nie mówiąc o przelatywaniu. Cmoknął jeno
              Gabrielę, która najpierw poczęstowała go psychicznym kopniakiem, a potem
              ewidentnie podrywała. "Pyziaka? Nie... strasznie ponury. Poza tym dziewczyny
              mówią
              (tzn., zagrywki ma powszechnie znane), że to okropnie zmienny facet.
              Zacznie chodzić, pochodzi trzy dni, a potem się znudzi i zostawi" by Joanna - no
              nie mów mi, że po trzech dniach "związku" zostawia się głębokie i trwałe ślady
              na nastoletniej psychice. 90% kraju byłoby psychicznymi połamańcami, gdyby od
              takich pierdół miało się podłamywać. Przy tym przy Gabrieli jakoś nagle z trzech
              dni zrobiło się kilka wiernych lat.

              Pawełek grał na dwa fronty i jakoś nikt z niego potwora nie robi, chociaż to o
              nim, jeśli już, można by mówić o eksperymentowaniu, choć moim zdaniem to
              niedorzeczne.
              Krzyś sypał Idzie komplementami.
              Maciuś szalał za Matyldą i przestawił uczucia jak nożem uciął, z jednej na drugą.
              Tomeczek przechwalał się, jak to do każdej ma kluczyk.
              Florek wyjeżdżał z paszczą do każdej laski, która mu się nawinęła.
              I tak dalej.
              Ida robiła za łamaczkę serc. Natalijka kręciła półświadomie z dwoma na raz.
              Mężów zostawiających żonki w ciążach i połogach obfitość...

              > Pyziaczek, zaspokajając instynkt łowcy. Przy Gabie się uparł, bo się wyrywała,
              > ale jak ją już rozkochał i zdobył, to nowe priorytety mu się pojawiły i odszedł
              > był w siną dal do Australii.

              Rozkochał i zdobył na początku 1978, wyjechał kilka lat później. Po czym uznał
              się za głupka i wrócił.

              > Czyli nie liczył się z żoną, będącą matką
              > maleńkiemu dziecięciu. I to jest kolejny zły zwiastun jeszcze w starej jeżycjad
              > zie.

              No to ja nie wiem, co pomyśleć o Frycusiu, który przeleciał dziewczynę, na wieść
              o ciąży się wypiął, rodzicom nie powiedział ani słowa, ba, twierdził ostro, że
              to ino koleżanka. I blisko pół roku nie umiał do niej dwóch słów sklecić, po
              czym po powrocie poród to był taki drobiazg, że nie warto było sobie głowinki
              tym zawracać.

              Oprócz tego, że MM zrobiła z Pyziaka potwora, to Gaba nie lepsza. Córeczka
              mamusi i tatusia, chyba zupełnie niezainteresowana tworzeniem odrębnej rodziny,
              zaledwie dobudówką do starej, wbrew nakazowi biblijnemu, hehe.
              Żadnemu młodemu, zwłaszcza temperamentnemu małżeństwu mieszkanie z teściami
              chyba nie wyszło na zdrowie. I żeby to tylko z teściam! Teściowie, trzy
              szwagierki w różnym wieku i co krok to gość. Zero intymności.
              • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 12:46
                > Oprócz tego, że MM zrobiła z Pyziaka potwora, to Gaba nie lepsza.
                Córeczka
                > mamusi i tatusia, chyba zupełnie niezainteresowana tworzeniem
                odrębnej rodziny,
                > zaledwie dobudówką do starej, wbrew nakazowi biblijnemu, hehe.
                > Żadnemu młodemu, zwłaszcza temperamentnemu małżeństwu mieszkanie z
                teściami
                > chyba nie wyszło na zdrowie. I żeby to tylko z teściam! Teściowie,
                trzy
                > szwagierki w różnym wieku i co krok to gość. Zero intymności.

                A czy przypadkiem tak samo nie jest z córkami Żaków? To znaczy jeśli
                chodzi o Cesię i Hajduka to akurat zrozumiałe, Jurek był sierota,
                jego babcia mogła już nie żyć, a mieszkanie mogło być z przydziału
                więc nie miał do niego żadnych praw, ale już zamieszkanie u teściów
                męża Julii (syna lorda i hrabiny) trudno uzasadnić. W każdym razie
                mieszkanie na Słowackiego musi być pojemne, bo w Szóstej klepce
                przebywa tam 7 osób, (potem dohodzą 2 i małe dziecko) a a w
                Brulionie i w Noelce gnieździ się tam (przy założeniu, że dziadek
                Żak ma się dobrze) osób 14 czyli chyba wiecej niż u Borejków.
                • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 13:24
                  To nie jest mieszkanie, to jakiś koszmarny gumowy kołchoz.
                  • gaudia Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 13:57
                    być może MM, jako tradycjonalistka przyjęła, że najmłodsi mogą sypiać w nogach u
                    dziadka. Jak to drzewiej bywało, nieprwdaż.
                    • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 15:23
                      W mituś, jak w Konopielce. Brakuje jeszcze kuśtyka na stołku.

                      Może na wieżyczce znajdował się Pokoik Świętego Spokoju, który można było sobie
                      zaklepać w kolejce, żeby się pomigdalić? Jeden emeryt, jedno małżeństwo starsze,
                      jedna ciocia, trzy małżeństwa młodsze, jeden młodzian i pięcioro dzieci!
                      Erotyczny nastrój jak w mordę strzelił.
                      • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 18:04
                        ananke666 napisała:

                        > W mituś, jak w Konopielce. Brakuje jeszcze kuśtyka na stołku.

                        Albo może na wieży wygospodarowali dozywotke, jak w chłopskich chatach w
                        kieleckiem w wieku XIX-tym? Coby starzy rodzice mieli gdzie dożyć swych dni...

                        Juz chciałam optymistycznie napisać, że nie mamy chyba dowodów, że Julia z Tolem
                        mieszkali przy Żakach, może tylko córki podrzucali jak się na truskawki do
                        Hiszpanii czy inną chałturę wybierali, ale się mnie przypomniały te noelkowe
                        wizytówki na drzwiach "Hajduk - Żak - Kołodziej". Znaczy, cholera, mieszkali :-(((.

                        No bez dożywotki ani rusz...
                        • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 20:24
                          zaraz zaraz
                          dziadek żaczek, jeśli żyje - miał swój pokój(choć, bądźmy szczerzy, przedwojenny
                          inżynier musiał mieć co najmniej ok. 25 lat w chwili wybuchu wojny, więc urodzić
                          się musiał ok. 1915.... )
                          żaczkowie - swój
                          ciocia wiesia z bobkiem - swój, potem w nim została sama
                          cesia z hajdukiem - na wieżyczce
                          julka z kołodziejem - w dawnym pokoju cesi i julii, czyli przerobionej spiżarni
                          (ale od czegóż są łóżka piętrowe dla dzieci?)
                          plus był duży wspólny pokój
                          to chyba w sumie więcej miejsca niż u borejków?
                          • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 21:23
                            > ciocia wiesia z bobkiem - swój, potem w nim została sama
                            > plus był duży wspólny pokój

                            A nie było tak, że Wiesia i Bobcio pomieszkiwali właśnie bokiem w dużym pokoju?
                            Wiesia spała na kanapie, o ile pamiętam.
                          • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 23:06
                            Wg opisu z SK pokoi było cztery. Dwa małe - dziadka i dziewczyn, jeden Żaczków i
                            duży, w którym pomieszkiwała ciocia i bobek.
                            Potem...
                            Dziadek miał swój, jak sądzę.
                            Żaczki bez zmian.
                            Ciocia z potomkiem pewnie też.
                            Jedno małżeństwo w dawnym pokoju dziewczyn, świetnie, nie masz to jak 4 osoby w
                            dawnej spiżarni
                            Drugie na wieży??? Min. 4 osoby, a kto wie, czy nie 5, zważywszy, że nie
                            wiadomo, kogo na wieżyczkę wykopano?

                            A teraz sobie wyobraźcie, że coś w kuchni nie wyszło i biegunki dostali...
                        • mika_p Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 20:59
                          No wlasnie, "Żak-Hajduk-Kołodziej", a gdzie Górscy? Może ciocia Wiesia i Florek
                          mieszkali gdzie indziej, a zadomowienie Baltony wynikało z serdecznych stosunków
                          rodzinnych?
                          • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 21:15
                            Wiesia mogła wrócić do panieńskiego nazwiska, a sam goły Baltona nie zmieścił
                            się na tabliczce.
                            • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 01:57
                              ananke666 napisała:

                              > sam goły Baltona nie zmieścił się na tabliczce.

                              Upajająca wizja gołego Baltony na tabliczce - takiego w pozie leżącej na boczku, głowa łokciem podparta, jakiś badyl między zębami, trawka, kwiecie i szeroki półprzytomny uśmiech - wizja ta zwaliła mnie z nóg i pokwikuję radośnie.
                            • reveiled Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.05.16, 14:42
                              Baltona jednak mieszkal u Zakow dosc dlugo, bo kiedy w koncu wyprowadzil sie na swoje, uzasadnil to konfliktami z ciotka...

                              A w ogole - mozna sie dopisywac do postow sprzed kilku lat? Jesli nie, to przepraszam.
                              • mika_p Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.05.16, 18:37
                                > A w ogole - mozna sie dopisywac do postow sprzed kilku lat?

                                Można :)
                          • reveiled Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.05.16, 14:35
                            Baltona jednak mieszkal u Zakow dosyc dlugo, bo kiedy wyprowadzil sie na swoje, powiedzial Patrycji, ze to dlatego, ze z ciotka ciezko sie mieszkalo...

                            Nie wiem, czy mozna dopisywac sie do tak starych postow, jesli nie, to przepraszam.
                            • reveiled Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.05.16, 14:43
                              O, ten pierwszy wpis nie od razu sie pokazal, dopiero teraz, kiedy juz napisalam drugi... Przepraszam.
            • croyance Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 23:49
              A dlaczego niby nie? Moze podobal mu sie okreslony typ, do ktorego
              wlasnie takie okeslenie jak najlepiej pasowalo?

              A zreszta, nie wymagajmy, zeby 17-latek byl zaraz Szekspirem. Byc
              moze przeczytal gdzies to okreslenie, spodobalo mu sie i wydalo sie
              adekwatnie opisujace cos nieokreslenie pieknego, i uzywal go w
              chwilach zachwytu jak Roza niesmiertelnej herbatki.
          • lezbobimbo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 00:18
            anutek115 napisała:
            > Natomiast zły, cyniczny, nielojalny, oziębły, znajdujący upodobanie w>
            krzywdzeniu Gaby, nieodpowiedzialny staje się on w Neojezycjadzie,>

            Dokladnie. Tylko i li od BBB (poczatek deprechy MM) i Noelki zaczyna sie Pyziak
            zly i potworny (porzucil i zniknal, na Gwiazdke za nim placzemy). I tez w Noelce
            mamy pierwszy raz rozklejona i zabeczana Gabe, swieta Jezycka (w BBB jeszcze
            dawala dzielnie rade, jak slyszymy) - jak zauwazyla to Algod, niestety Gaba
            Noelkowa na stale zastepuje dawniejsza postac.

            <niejednokrotnie fastryga w konstruowaniu tej postaci jest tak <nieporadna, że
            aż> dziw bierze, że wyszła spod ręki zawodowej <pisarki.

            Hue hue tutaj powtorze po raz kolejny - MM nie jest zawodowa pisarka :) To, ze
            MM bierze za ksiazki kase, nie znaczy ze jest profesjonalistkom. Nie ma
            wyksztalcenia w pisaniu (ani filologia ani dziennikarstwo). A motywacja, a
            doswiadczenie? Zaczela pisac tylko po to, aby moc ksiazki ILUSTROWAC, gdyz nie
            miala zlecen na swe ilustracje (specjalizacja na studiach - graficzka ksiazkowa
            wlasnie).
            Profesjonalne to ona miala redaktorki ale to KIEDYS, a w Neojezycjadzie ich
            zabraklo i cala beztroska amatorszczyzny sobie teraz kwitnie ku utrapieniu
            czytelnikow :)
            • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 01:08
              > Hue hue tutaj powtorze po raz kolejny - MM nie jest zawodowa pisarka :) To, ze
              > MM bierze za ksiazki kase, nie znaczy ze jest profesjonalistkom. Nie ma
              > wyksztalcenia w pisaniu (ani filologia ani dziennikarstwo).

              Oj, tu się nie zgodzę. Nie ma takiego zawodu wyuczonego jak pisarz. Na filologii
              bynajmniej pisania nie uczą, owszem, pisze się prace semestralne w formie
              artykułów mniej lub bardziej naukowych, na niektórych specjalizacjach wymagana
              jest inna forma, ale to rzadko. Można nie mieć żadnego wykształcenia
              filologicznego i być genialnym pisarzem.
              MM pisać dobrze umie. Ale z jakiegoś powodu - nie chce. Miejsce Żaczków w
              szlafroczkach, melancholijnych nawoływań do ojca atamana, Gabrieli rzucających
              bezpłodnymi kretami lub nawet trzecich królów łokciem zakrywających spłonione
              oblicza zajęły wyrażenia w stylu "córka Joanna z mężem i synem" - no kurczę,
              jakbym koncertu życzeń słuchała albo innej geriatrycznej rozrywki. Spokojniej,
              dydaktyczniej, bardziej czarno-biało i co tu kryć, nudniej jest.
              Może brakuje korekty, a może z sobie znanych przyczyn MM sama schowała ten
              pazur, który mnie przyprawiał o łzy ze śmiechu.
              • dakota77 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:53
                Tez sie nie zgadzam z taka definicja zawodowego pisarza.
                Wyksztalcenie nie ma tu nic do rzeczy. Zawodowy pisarz wydaje swoje
                ksiazki, zamiast pisac do szuflady, i tyle. Praca jak kazda, tylko
                nie polega na czekaniu na boskie natchnienie, tylko na ciezkiej
                pracy, starannym dokumentowaniu materialow. A tego ostatniego MM
                raczej nie lubi.
      • andrzej585858 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 22:09
        anutek115 napisał
        >
        > Słowem, moim zdaniem nic nie stało na przeszkodzie, by Pyziak wrócił i okazał
        > się barzdo dobrym mężem i ojcem. Gaba by sobie żyła spokojnie i nie została
        > ubóstwiona, może skończyłaby tak, jak wszystkie jeżycjadowe mamy nastolatek -
        > jako miłe tło, a Jeżycjada wcale nie musiałaby się skończyć, tylko być nadal
        > tym, czym była na początku - sympatyczną serią książek dla dziewcząt z
        > nastoletnimi bohaterami (a nie pięćdziesięciolatką w roli Wzorca z Sevres dla
        > dwunastoletniego targetu).

        Mimo mojej niechęci do Pyziaka trudno nie przyznać racji powyższej argumentacji.
        Pyziak jest najbardziej potencjalnie ciekawą postacią i miał szanse zaistnieć
        jako niemalże renesansowy bohater w Jezycjadzie ale został nieco sponiewierany
        przez autorkę i to w nieco niesmaczny sposób - głównie jako wyjątkowo
        niesympatyczny Europejczyk w JT.
        Wszystko byłoby w porządku poza tym jednym właśnie szczegółem - wyjazd i
        kompletny brak wiadomości.
        To były trudne czasy i wcale nie potępiam tych którzy wtedy wyjeżdzali chcąc
        zarobić trochę pieniędzy - było naprawdę trudno, nawet zakup zwykłej tetrowej
        pieluchy graniczył wtedy z cudem.
        Po prostu znam tamte czasy z autopsji - ale jeden argument nie przemawia do mnie.
        Oczywiście żadne maile ani komórki wtedy to się nawet nie śnily - co może
        dzisiaj brzmieć bardzo egzotycznie - komputerów nie było? ano nie było.
        Ale można było porozumieć się, dać znak życia - owszem nie było to łatwe ale nie
        aż takie trudne. Jeżeli zawiodły inne możliwosći - pozostawały wtedy jeszcze
        kanały kościelne .
        Kościół odegrał wtedy naprawdę rolę która ciągle jeszcze nie jest do końca
        znana, i nie mówię tutaj o hierarchach ale o zwykłych księżach, którzy naprawdę
        bardzo pomagali tym zwykłym, szarym ludziom.
        To jest właśnie to ,co powoduje że Pyziak staje się dla mnie już wtedy drobnym
        cwaniaczkiem, wykorzystującym w trakcie swojego pierwszego powrotu naiwność
        Gabrieli.
        Gdyby akcja toczyła się w latach 50-tych to rzeczywiście możliwość kontaktu
        byłaby praktycznie zerowa, ale nie w latach już 90-tych praktycznie. Dla mnie
        jest to ewidentny brak chęci.

        Jeszcze z jedną tezą nie mogę się zgodzić - dlaczego miała to być sympatyczna
        seria książek dla dziewcząt? A ja to co? - też kobieta?:-)))
        • andrzej585858 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 14.08.09, 22:27
          Hmm - może to nieco infantylne, ale to był mój post numer 500 na tym forum :-)))
          Jejku a ciągle czuję się tutaj nowicjuszem i kiedy zdążyłem tyle napisać?
          Znaczy się - rozpycham się niegrzecznie i wymądrzam - ale to chyba dlatego że
          polubiłem forum i osoby które tutaj piszą.
          Choć może czasem macie mnie serdecznie dosyć - to mimo wszystko mogę tylko
          przeprosić za swój charakter - ale znikać nie mam zamiaru - właśnie.
        • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:25
          Jeżeli zawiodły inne możliwosći - pozostawały wtedy jeszcze
          > kanały kościelne .

          a może to właśnie o to chodzi - pyziak raczej nie wyglądał na gorliwego
          katolika, co potwierdził oporem w kwestii ślubu kościelnego. ale jeśli tak, to
          za to należy mu się wręcz szacunek - że jako niewierzący lub nie-do-końca
          wierzący nie ugiął się pod presją rodziny, że nie wybrał świętego spokoju. a
          sprawa ślubu i narosłe wokół niej pretensje mogły urosnąć do jakich
          bezsensownych rozmiarów i stać w tle każdej ewentualnej kłótni w tym domu (bo że
          ich nie było, nie wierzę. współczuję tylko gabrieli, która z kolei dla świętego
          spokoju zgodziła się ślubu kościelnego nie mieć, a z drugiej strony tak
          strasznie nie chciała zawieść rodziców, więc w każdej kłótni była między młotem
          a kowadłem.

          ale to dygresja.
          ad rem - nie byłam oczywiście w stanie wojennym na emigracji w australii, ale
          wydaje mi się, że pyziak jako niewierzący miał pełne prawo do tego, by kanały
          kościelne nie przyszły mu w ogóle do głowy. naprawdę, jak porównać pyziakowe
          niedawanie znaku życia i frycowe kłopoty z mailem (usprawiedliwione i puszczone
          w niepamięć), to trudno zrozumieć, dlaczego to pyziak robi za wujka-samo-zło.
          • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:53
            kkokos napisała:
            ale jeśli tak, to
            > za to należy mu się wręcz szacunek - że jako niewierzący lub nie-do-końca
            > wierzący nie ugiął się pod presją rodziny,

            Pomijając, że brak slubu tez został dopisany na siłę i w Neojeżycjadzie, zgadzam
            się co do tego szacunku w stu procentach.

            > ad rem - nie byłam oczywiście w stanie wojennym na emigracji w australii, ale
            > wydaje mi się, że pyziak jako niewierzący miał pełne prawo do tego, by kanały
            > kościelne nie przyszły mu w ogóle do głowy. naprawdę, jak porównać pyziakowe
            > niedawanie znaku życia i frycowe kłopoty z mailem (usprawiedliwione i puszczone
            > w niepamięć), to trudno zrozumieć, dlaczego to pyziak robi za wujka-samo-zło.

            Ja tez nie byłam w Australii ani w czasie stanu wojennego, ani nigdy, ale (to do
            Andrzeja raczej) jak wspomniałam, mój wujek utknął w stanie wojennym w Berlinie
            Zachodnim. Wujek z katolickiej rodziny, a też miał kłopoty z kontaktem z
            rodziną, może mu te kościelne kanały jakoś do głowy nie przyszły, a może i one
            czasem zawodziły. Róznie to bywało, bardzo różnie.

            Na pewno jednak o wiele trudniej - i autorce, która potrafi dopisać po latach i
            brak slubu koscielnego, i przemyt samochodów, i usprawiedliwić Frycelka za
            pomocą zdania "a, bo ja zmieniłem adres mailowy" nie powinno sprawić kłopotów
            opisanie tych trudności, gdyby chciała.

            Nie chciała, ale ja nie muszę tego, co opisała, łykać bezrefleksyjnie, nieprawda.
    • lezbobimbo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 01:00
      soova napisała:

      > Wyobraźmy sobie nieco inne zakończenie "Opium w rosole", mianowicie na radosny
      > telegram Gabrysi Pyziak zjawia się na Roosevelta i... zostaje. :) Na świat przy
      > chodzi Tygrys, a małżeństwo Pyziaków trwa. Wiadomo, że autorka zdecydowała się
      > skorzystać z tego, że skoro w "Opium..." powrót Janusza faktycznie nie nastąpił
      > , można było w dalszych częściacj zrobić z niego Tego Złego. Ale co by było, gd
      > yby w finale OwR wrócił jako skruszony i kochający małżonek?

      Pyziak po prostu robilby w Neojezycjadzie to, co czyni kochajacy acz nieobecny
      Grzes - siedzialby z nosem w kompie - lub w jakiejs pracy i milo by sie dawal po
      katach ustawiac, pralby, moze plodzil czasem jakiegos geniusza, sprzatalby,
      robilby zakupy i za Jasia-przydasia.
      W Imieninach do samochodu na randke pchalby sie Bernard Gabie i Januszowi. W
      tomach wczesniejszych Laura pyskowalaby tacie, nie Grzesiowi-macochowi.
      Najlepsze by bylo to, ze nie istnialoby TiR! Hurrraa! :)
      Bunt Laury za to MM musialaby wymyslic z innego powodu. Zapewne bylby to
      "niezrozumialy bunt mlodzienczy" i hormony na zlosc mamie (moze nieco wiecej
      sensu byloby w gadaniu Ignaca, ze sobie Laura tworzy podrecznikowy konflikt).
      Byc moze TiR by zaistnialo w ten sposob, ze Laura urywa sie owszem z domu na
      chwile, ale n.p. do chlopaka torunskiego poznanego w internecie (gdzie sie
      sromotnie zawodzi i wraca jako marynotrawna coreczka do domu ze skrucha).
      Jesliby zas MM wiodla cudowna teorie, ze Laura jest zla i straszna bo
      nieborejkowska, musialaby nastapic konkluzja, ze Laure podmienil ktos w szpitalu
      na Polnej! I ona buntowniczo i na zlosc ojcu, matce i babci szukala swej
      biologicznej rodziny... gdzie okazaloby sie, ze ta rodzina to Kopcowie. Bylaby
      moc perypetii, komedii pomylek i oszalamiajacych rozwiazan. W koncu okazaloby
      sie, ze jednak Laura nie jest podmieniona, albo jest prawie ze borejkowska acz
      niecalkiem, bo nieslubna corka Joanny, kuzynki Gabrieli :)
      Czujecie juz ten swąd telenoweli? :)
      • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 01:27
        ...a może święta Gabriela ratowałaby swoje małżeństwo na innym polu metrów
        kwadratowych, pod swoim dachem, nawet daleko od Roosevelta 5. Może zamiast
        zwartego frontu "my Borejkowie" pojawiłby się front "my, nowa rodzina". Może
        miałaby bardziej burzliwy i namiętny związek, który zachowałby jej temperament i
        stanowcze brwi miast wyrazu nieskończonej łagodności wokół ust. Może
        przychodziliby z potomstwem na herbatki do rodziców, żeby Gaba mogła się
        zanurzyć w znajomy ocean ciepłej akceptacji, droczyłaby się z siostrami i
        rozmawiała z matką, a Pyziaczek gawędziłby z Ignacem o antyku i komplementował
        dorastające kobietki. Może Laura byłaby tylko pieszczochą taty, kwitnącą
        lodołamaczką serc, a zamiast miągwy na świat przyszedłby krzepki chłopaczek,
        któremu Gabriela i Janusz kibicowaliby na meczach koszykówki. Na całe gardło.

        I może, do ciężkiej deutery, Gabriella poszłaby czasem do fryzjera i oprócz
        perfum odkryła obcasy, dekolcik oraz tusz do rzęs, a parszywy gumowany sztormiak
        zamieniła na trencz.
        • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:01
          swoją drogą świetnej jakości ta guma, że tyle lat nie parcieje...to chyba nie
          był wyrób PPG
        • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:31
          ananke666 napisała:
          Może
          > przychodziliby z potomstwem na herbatki do rodziców, żeby Gaba mogła się
          > zanurzyć w znajomy ocean ciepłej akceptacji, droczyłaby się z siostrami i
          > rozmawiała z matką, a Pyziaczek gawędziłby z Ignacem o antyku i komplementował
          > dorastające kobietki. Może Laura byłaby tylko pieszczochą taty, kwitnącą
          > lodołamaczką serc, a zamiast miągwy na świat przyszedłby krzepki chłopaczek,
          > któremu Gabriela i Janusz kibicowaliby na meczach koszykówki. Na całe gardło.
          >

          Rozmarzyłam się. I przecież to jest... takie logiczne! Takie normalne i tworzące
          zapowiedź takich fajnych książek, przy których tutejsze forum nie miałoby czego
          kroić na plasterki, a wątek "Wpadki w Jezycjadzie" byłby zapewne o 3/4 krótszy ;-).

          Czy widzicie Bernarda, pakującego się TAKIEJ Gabie i TAKIEMU Januszowi do
          samochodu? Ja widzę, jak zostaje bezwzględnie ustawiony do pionu, inteligentnie
          i w stylu rozmów grupy ESD, ale bezwzglednie. Nie byłoby żadnego przeraźliwego
          rozdziału "Imienin" z zaciskajacymi zęby Grzesiem i Bernardem, snującym
          porównania do ciotek po podstawówce...

          Ale jaka piekna byłaby scena ze zmywarką :-D!!!!

          Szkoda.
          • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 09:35
            > Ale jaka piekna byłaby scena ze zmywarką :-D!!!!

            i pewnie byłaby parę tomów wcześniej, bo pyziak by się z pomysłem tyle czasu co
            grześ nie woził :)
          • soova Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 10:44
            Ani sceny z Bernardem pakującym się Pyziakom do samochodu ani sceny ze zmywarką
            nie byłoby. Z tego prostego powodu, że w pierwszym przypadku Bernard by się
            raczej nie ośmielił, a gdyby nawet, to zostałby sprowadzony do pionu i to
            bynajmniej nie w duchu ESD. Drugiej sceny natomiast nie byłoby, bo Pyziakowie w
            latach 90-tych na pewno nie mieszkaliby na Roosevelta, więc akceptacja zakupu
            przez seniora rodu byłaby im na grzyba potrzebna. Zresztą wątpliwe, czy starzy
            Borejkowie składaliby wizyty wyrodnej córce, która ich opuściła :), a jeśli
            nawet, to czy filolog antyczny Ignacy :) spostrzegłby taki detal kuchenny jak
            zmywarka.
            • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.08.09, 18:00
              Nie napisałam "w duchu ESD" tylko "w stylu ESD", to znaczy inteligentnie i z
              pazurem :-))). A Bernard by się ośmielił, o to jestem spokojna ;-D.

              Aprobata zakupu zmywarki nie byłaby na nic młodym potrzebna, lecz jakoś wątpię w
              Ignaca, którego fakt ten powstrzymałby od wyrażenia swojej opinii :-).

              A zresztą, mniejsza o sceny (gdyby tych dwóch nie było, Jeżycjada by tylko
              zyskała, moim zdaniem), nie byłoby tych, byłyby inne... które wydaja mi się
              potencjalnie lepsze, bardziej krwiste... czytałam dziś sobie protokoły ESD i
              rżałam ze smiechu, po raz setny, takie własnie widzą mi się sceny z normalnym
              Januszem i normalną Gabą w roli normalnego małżeństwa.

              Jak już pisałam, szkoda.
    • mika_p A gdyby tak w Noelce wrócił... 16.08.09, 13:53
      Wyobrażacie sobie?
      Podstawa dramaturgiczna do pojawienia się jest: wspomina się go na pierwszych
      stronach, więc na ostatnich może się pojawić :)

      Mógłby przyjść z wielkim pudłem czekoladek, tuż po Grzesiu... Ale przed
      niepoznaną jeszcze teściową Idy, żeby wszyscy byli w kulminacyjnym momencie
      zdenerwowania.
      • k_linka Re: A gdyby tak w Noelce wrócił... 16.08.09, 15:01
        mika_p napisała:

        > Wyobrażacie sobie?
        > Podstawa dramaturgiczna do pojawienia się jest: wspomina się go na pierwszych
        > stronach, więc na ostatnich może się pojawić :)
        >
        > Mógłby przyjść z wielkim pudłem czekoladek, tuż po Grzesiu... Ale przed
        > niepoznaną jeszcze teściową Idy, żeby wszyscy byli w kulminacyjnym momencie
        > zdenerwowania.
        >


        Problem bylby bo to Monika przyszla pierwsza, Grzegorz pojawil sie PO kolacji
        wigilijnej
        • mika_p Re: A gdyby tak w Noelce wrócił... 17.08.09, 22:26
          W alternatywnej rzeczywistości przyszedłby najpierw Grzegorz, potem Janusz, a
          potem Monika.
          • skrzydlate.bobry Re: A gdyby tak w Noelce wrócił... 17.08.09, 22:35
            mika_p napisała:

            > W alternatywnej rzeczywistości przyszedłby najpierw Grzegorz, potem Janusz, a
            > potem Monika.

            ...a potem zaginiona siostra Moniki, Rojek, tajemnicze kuzynki Anielli, Klaudiusz...
            • mika_p Re: A gdyby tak w Noelce wrócił... 17.08.09, 23:53
              Monika musi przyjśc później, bo jej przybycie rozładowuje stres związany z
              nieznaną teściową Idy, poza tym, angażuje Milę i Ignacego.
              A mnie chodzi o Pyziaka pod ostrzałem.
              Nie wyrzucą go, bo Wigilia, zbłąkany wędrowiec ma prawo zasiąść przy wolnym
              nakryciu. Jest ojcem dziewczynek, po razy pierwszy chce zobaczyć Tygryska. A w
              tle nowy absztyfikant i napięcie związane z teściową Idy.

              A drugie pudełko czekoladek tworzy niezamierzony efekt komiczny.
    • zaisa Re: Pyziak wraca, ale zostaje 16.08.09, 14:13
      Bardzo spodobała mi się wizja Gaby i Janusza dopingujących swe dziecię na meczu
      koszykówki :) A może Pyza by też grała? Warunki przecież miała. I nie musiałaby
      wtedy drakońskich diet stosować.
      Bo może to takie nieusportowienie Pyziakówien mogło wynikać z tego, że
      Pyziak-koszykarz zrobił się zły, więc lepiej niech córki trzymają się z dala od
      sportu by nie natrafiły na duplikat? I nie raniły maminych uczuć przypadkiem?
    • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 00:10
      Proponuję, aby któraś z forumowiczek przebrała się w togę i wygłosiła przed
      obliczem samej MM "Obronę Pyziaka". To coś jak "Obrona Sokratesa".

      Ja w końcu też zakładałam wątek o kłamstwach Pyziaka, bo mi chodzi po głowie ten
      cytat z "Pulpecji" - "Kłamie, jak jej ojciec" - o Laurze. I właśnie w tamtym
      wątku pytałam, gdzie u licha ciężkiego, są te kłamstwa.
      Niestety, chyba się nie doczekam. Może MM wyda suplement...:)
      • piotr7777 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 09:10
        Pozwoliłem sobie wejść na ten wątek i znalazłem fragment z BBB:

        "Gabrysi powiodło się gorzej: jej mąż Janusz powrócił do niej, co
        prawda, z Australii, ale po pół roku obijania się bez celu ruszył na
        winobranie do Alzacji i słuch po nim zaginął. Gabrysia sama
        wychowuje dwoje dzieci, ale wygląda na całkowicie zadowoloną z
        życia. Może przez te dzieci właśnie"

        Ktoś napisał, że trauma postpyziakowa objawiła się później, bo w
        1988 Gaba sobie rodziła.

        Myślę, że to nie tak. Autorka przedstawia spostrzeżenia Anieli,
        która po pierwsze nie grzeszy nadmiarem empatii (parę stron dalej
        oznajmmia radośnie młodym Bittnerom, że ich matka sypnęła i dziwi
        się ich reakcji), po drugie pomimo obustronnej sympatii z Gabrysią
        nie była nigdy jej przyjaciółką od serca, po trzecie widziała
        rodzinę Borejków powierzchownie.
        Zatem Gabriela mogła traumę umiejętnie skrywać na zewnątrz a
        ujawniać tylko wobec rodziny. Ponieważ są osoby, które potrafią
        trzymać fason gdy np. ktoś z ich rodziców umiera na raka, to znowu
        nie jest aż tak trudne.

        I tak przy okazji "Brulion" to jedyna, od czasu wprowadzenia
        Borejków książka, w której - poza Natalią i Milą walczącą o
        liberalne podejście do młodzieży- w ogóle ich nie ma i w której ani
        jedna scena nie odbywa się w ich mieszkaniu. W konsekwencji Bebe to
        jedyna bohaterka, która prawdobodobnie nigdy nie zawitała na
        Roosvelta 5. Potem jeśli autorka nawet wprowadza postaci spoza kręgu
        Borejków to albo staną się pasierbicami Borejkówien (Elka, Arabella)
        albo wejdą z nimi w przyjaźń (Trola, Żaba).
        • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 10:13
          > Ktoś napisał, że trauma postpyziakowa objawiła się później, bo w
          > 1988 Gaba sobie rodziła.

          Od razu sobie wyobraziłam Gabę, rodzącą sobie z uśmiechem na ustach :p
          • anutek115 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 10:27
            ananke666 napisała:

            > Od razu sobie wyobraziłam Gabę, rodzącą sobie z uśmiechem na ustach :p

            Chyba nie sądzisz, że ona rodziła inaczej?!!! Miło, dzielnie, z nieskończenie
            łagodnym usmiechem, nie ma innej opcji!
            • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 10:47
              I cały czas pamiętając o innych!
              Zaraz mi się przypomina bodaj "Przeminęło z wiatrem" - "Mężczyzna
              ryczał jak ranny łoś, gdy mu drzazga weszła w palec, a kobieta nie
              smiała zakłócać jego spokoju jękami przy porodzie"
            • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 11:22
              Ale przecież była gdzieś mowa o tym porodzie, Gaba przyznaje że jej było ciężko,
              bo była sama i te czasy ciężkie. Ale jeden rzut oka na twarzyczkę Tygryska to
              zmienił ponoć. Szkoda, że później jeden rzut oka na tę samą córkę powodował coś
              zgoła innego:-(
              • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 11:33
                No, jasne. Lepsze czasy znacząco wpływają na bóle porodowe ;)
                • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 14:04
                  Może nie na bóle ale w tamtych czasach na pewno nie było różnych udogodnień,
                  które są dzisiaj:)
                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 16:40
                    Jakoś nie przypominam sobie zbyt wielu. KTG, tlen... piłka. Znieczulenia nie
                    miałam, w wodzie nie rodziłam... zresztą, Gabrieli takie wynalazki niepotrzebne.
                    Przecież można urodzić na korytarzu.
                    (Swoją drogą, tekst z korytarzem by Mila był kompletnie głupi, ni przypiął, ni
                    wypiął).
                    • jamniczysko Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 20:55
                      Och, Ananke, jakże mi ulżyło. Też się wzdrygam od tego tekstu. Czuję
                      w nim nie wypowiedziany głośno dalszy ciąg: "Nie narzucam, ale
                      najlepiej zrobisz, jak przy porodzie pomyślisz o innych, mniej
                      dzielnych, a sama wynoś się z sali na korytarz. Tak jest zdrowo,
                      miło, dzielnie, wzniośle i po borejkowsku."
                      • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 21:16
                        A nie, nie, mnie chodzi o coś innego. Przypomnijmy odpowiedni fragment:

                        - Ale przecież nigdy nie było tu innej rzeczywistości - spokojnie powiedziała
                        Babi. - Dobrze pamiętam.
                        - Dajcie mi już tej zupy, bo umrę - zażądała zniecierpliwiona mama Józinka. -
                        Moim zdaniem Grześ ma dużo racji. Mogłabym wam bez końca opowiadać o
                        rzeczywistości alternatywnej w naszym szpitalu, ale nie chcę was denerwować. Ani
                        siebie. Cebulowa? A grzanki są?
                        - W każdym rodzaju rzeczywistości człowiek może się doskonalić - przypomniał
                        mimochodem dziadek.
                        - Seneka - powiedziała babcia.
                        - Chyba, że go zabiją kijem bejsbolowym! - zakrzyknął wuj Grześ.
                        - Albo nie znajdzie miejsca w szpitalu, choć jest chory - dodała ponuro mama
                        Józinka.
                        - Ech, można przecież urodzić dziecko na korytarzu szpitala, sama to zrobiłam -
                        powiedziała Babi.

                        - Bo to jest ta spartańska dzielność waszego pokolenia! - zakrzyknęła mama
                        Józinka, nakładając sobie górę grzanek. - Ale norma europejska jest inna.


                        Wyciągnijmy wnioski.
                        Co powinien zatem zrobić chorydzielny człowiek (bez względu na płeć) ze
                        swoją zakrzepicą, woreczkiem żółciowym, chorobą wieńcową, nowotworem, czy innym
                        zapaleniem opon mózgowych, nie znajdując miejsca na oddziale?
                        No?...

                        Tadaam!

                        Urodzić dziecko na korytarzu szpitala!

                        No nie mówcie, że tylko mnie uderza absurd tego tekstu...
                        • andrzej585858 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 21:43
                          Dziecka co prawda nie rodziłem - ale ze złamaną nogą leżałem tydzień czasu w
                          szpitalu na korytarzu. W mieście wojewódzkim dodam - 6 lat temu.

                          Tekst jest z lekka absurdalny jak się nad nim chwilę zastanowić. Choć akurat
                          jeżeli chodzi o możliwość rodzenia na korytarzu to prawie a moja żona by tak
                          urodziła.
                          Może jest jakimś wyjątkiem ale zawsze mówi że ciąża była dla niej bardziej
                          dokuczliwa niż sam poród. W obu przypadkach poród trwał około 20 minut - przed
                          chwilą jeszcze skonsultowałem żeby nie było że coś wymyślam :-)))
                          Dodała także że może w pewien sposób powiedzieć że były to porody radosne - choć
                          dzieci były słusznej wagi urodzeniowej 5650 i drugie 5600. Przy drugim porodzie
                          to właśnie prawie że na korytarzu się odbył, gdyż lekarz nie uwierzył że poród
                          już się zaczyna.


                          • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 22:19
                            Chory na korytarzu nic nowego, szpital przecież gumowy nie jest. Zdarza się.
                            Dzieci rodzą się nie tylko na korytarzu, ale też w karetkach, w domu i
                            dziesiątkach innych miejsc.
                            Tylko że z tego tekstu wynika, że Ty ze swoją złamaną nogą powinieneś urodzić
                            dziecko na korytarzu...
                            • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 22:40
                              w "Zmiennikach" pacjenci leżeli na korytarzu i to po dwóch w łóżku na zasadzie
                              69 (proszę bez skojarzeń!;). Zastanawiałam się zawsze, czy to było barejowskie
                              przerysowanie, czy faktycznie tak bywało w tych (1986) czasach w polskich
                              szpitalach. Sama, jako dziecię wówczas 4-letnie, niestety nie pamiętam.
                              • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 22:42
                                Aż tak to nie było :) Jednak dostawek rzeczywiście było mnóstwo, w salach i na
                                korytarzach, przynajmniej w Lublinie.
                                • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 18.08.09, 23:19
                                  Ech, po raz kolejny przychodzi mi do głowy, że my tak to wszystko rozbieramy na
                                  czynniki pierwsze a przecież to nie nasz target jest. Może po ukończeniu 16 roku
                                  życia powinno się dać sobie po prostu spokój z czytaniem Jeżycjady i tyle?
                                  Bo imho nic się nie zmieni, a jeśli już, to na gorsze;-(
                                  • andrzej585858 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 21:46
                                    Jest w tym stwierdzeniu duża doza prawdy. Jako nastolatek zaczytywałem się
                                    książkami z cyklu "Przygody Tomka" i nieśmiertelnym "Winnetou". Gdy sięgnąłem po
                                    te książki po iluś tam latach juz jako dorosły, nie byłem w stanie przebrnąć
                                    przez pierwsze strony, zwłaszcza w wypadku książek Maya.
                                    Na szczęście "Jezycjadę" zacząłem czytać mając ponad 20 lat. Może dlatego tak
                                    bardzo nie przeszkadzają mi wszelkie niedociągnięcia? A właściwie dopóki nie
                                    znalazłem się tutaj, to właściwie ich nie widziałem?
                                    Może to tak jak z pierwszą miłością, dopóki nie zacznie się rozważać co byłoby
                                    gdyby inaczej się skończyła, to jest ona w pamięci pięknym wspomnieniem najczęściej?
                                    "Jeżycjada" w tamtym okresie mojego życia była właśnie taką miłością, tylko że
                                    już nie tą pierwszą. Chyba dlatego nie przyniosła mi takich rozczarowań.
                                    • jottka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 22:22
                                      andrzej585858 napisał:

                                      > Jest w tym stwierdzeniu duża doza prawdy. Jako nastolatek zaczytywałem się
                                      książkami z cyklu "Przygody Tomka" i nieśmiertelnym "Winnetou".


                                      no ale i tomki, i winnetou są napisane strasznie drętwym językiem, nie da się
                                      ukryć, tyle że za dziecka fabuła, że tak powiem, cię urzeka, oraz nie mniej
                                      urzekający supermeni:) ale już takie muminki czy alicję w krainie czarów można
                                      spokojnie czytać za dorosłego i jeszcze starszego i zachwyt nas dalej ogarnia,
                                      wielkiej literatury nic nie zepsuje.

                                      albo bromba, o:)







                                      > przez pierwsze strony, zwłaszcza w wypadku książek Maya.
                                      > Na szczęście "Jezycjadę" zacząłem czytać mając ponad 20 lat. Może dlatego tak
                                      > bardzo nie przeszkadzają mi wszelkie niedociągnięcia? A właściwie dopóki nie
                                      > znalazłem się tutaj, to właściwie ich nie widziałem?
                                      > Może to tak jak z pierwszą miłością, dopóki nie zacznie się rozważać co byłoby
                                      > gdyby inaczej się skończyła, to jest ona w pamięci pięknym wspomnieniem najczęś
                                      > ciej?
                                      > "Jeżycjada" w tamtym okresie mojego życia była właśnie taką miłością, tylko że
                                      > już nie tą pierwszą. Chyba dlatego nie przyniosła mi takich rozczarowań.
                                      • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 22:43
                                        Aha. Mój kilkanaście lat starszy brat czytuje "Dzieci z Bullerbyn" na przykład.
                                        Ja i moja siostra też. Dobre książki się nie starzeją.

                                        Tomki i Winnetou są po prostu do d...
                                        • andrzej585858 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 22:59
                                          ananke666 napisała:

                                          >
                                          > Tomki i Winnetou są po prostu do d...

                                          Mam poważne wątpliwości czy choćby do tego mogą mieć zastosowanie :-)))
                                          • jottka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 23:05
                                            nieno, winnetou jak i inne dzieła karola em mają poważne walory rozrywkowe - na
                                            początku boski old shatterhand poraża, potem szlag nas trafia na pacana, a
                                            wreszcie bawi nas niemożebnie:)

                                            tomki są za to nieczytable, drętwe to i pretensjonalne do bólu
                                            • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 23:41
                                              Ale które Tomki?
                                              Szklarskiego czy Twaina?
                                              Bo jeśli chodzi o Szklarskiego, to tu się nie zgodzę, ja uwielbiam osobiście:)
                                              Ale ja, jak już gdzieś wspominałam, lubię bajki. Ja sobie po prostu wsadzam taką
                                              literaturę do szufladki pod tytułem "bajki, literatura dziecięca" i umysł
                                              odrzuca wtedy jakąkolwiek krytykę, lubując się jedynie "przygodowością" takich
                                              książek (ostatnio wróciłam do "Tomka na Czarnym Lądzie" i nic mnie jakoś nie
                                              wściekło).
                                              MM wyjęłam z tej szufladki w swojej głowie pod wpływem tego forum, przyznaję, i
                                              rzeczywiście odkryłam, że król jest nagi:-(
                                              • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 23:50
                                                Tomki Szklarskiego są dla mnie nudne, opisy rozwlekłe i nie wnoszące nic, czego jeszcze nie wiem (albo czego nie widziałam na discovery bądź animal planet czy national geographic), listy na kilka stron, dydaktyzm do bólu zębów, język - wybaczcie - przypominający chwilami powieści mojego sześciolatka (a i w powieściach tych więcej poczucia humoru, ostatnio nawet czarnego humoru: "Aaaaaaaa! - wrzasnął piesek i ze strachu skrył się w stercie zwłok martwego zwierzęcia - Ooo, co widzę, kostki?!") - i nuuuuuuudą wieje.

                                                Jakieś 20 lat temu nie były ani nudne, ani dydaktyczne, ani nic takiego i czytało się doskonale.

                                                Dzięciece li to? Dzieci przy tym będą zasypiać, obawiam się.

                                                No, ale to moja opinia :), i rzecz gustu.
                                                • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 23:57
                                                  Zależy jakie dzieci, dzieci są różne, a ja mam na myśli dzieci skrótow jako to
                                                  poniżej 18 r. czyli tak jak konwencja;-)
                                                  • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 00:04
                                                    Jeriomino, temat Tomków był już wielokrotnie przewałkowany na wszystkie sposoby na kilku forach.

                                                    Konkluzja była generalnie taka - to, co było dobre i potrzebne kiedyś, teraz potrzebne nie jest i robi się nudne. Kiedyś, gdy człowiek miał w temacie "obce egzotyczne kraje" do dyspozycji głównie encyklopedię z czarno-białymi zdjęciami oraz albumy dla dzieci z obrazkami, opisy Szklarskiego były potrzebne. Teraz opis tygrysa na stronę jest nużący, bo koń jaki jest, każdy widzi ;-).

                                                    Bogactwo wiedzy przyrodniczej dziecko z 2009 roku (niezależnie czy to dziecko ma lat 3 czy 18) może przyswoić w sposób zdecydowanie bardziej atrakcyjny niż czytanie encyklopedycznych opisów.

                                                    To głównie sprawia, że Tomki są nudne dla dzisiejszego młodego czytelnika, który sięga po nie pierwszy raz. Jakby wywalić całą warstwę opisowo-dydaktyczną, powstałoby krótkie miłe opowiadanie.

                                                    No ale oczywiście, co kto lubi :). Jak ktoś lubi Tomka, nie będę mu obrzydzać.
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 00:14
                                                    Mnie opis tygrysa na stronę nie przeszkadza. Do rzygu za to doprowadzają mnie
                                                    wypowiedzi w stylu "Zamykają one kotlinę Meksyku od południa i nadają jej
                                                    krajobrazowi swoiste piękno" jako część odpowiedzi ucznia, potwornie infantylne
                                                    i beznadziejne stylistycznie wypowiedzi oczywiście-bosmana-Nowickiego, teksty
                                                    Tomeczka jakby żywcem wyrwane z podręcznika...
                                                    Dawno temu bawiły mnie Tytusy. Po latach uznałam je nieczytalne, a dowcipy są po
                                                    prostu prymitywne.
                                                  • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 00:21
                                                    Tytusów bodaj 10 sztuk wywaliłam w ramach remontu do śmieci jakieś 2 tygodnie temu.
                                                    I o ile te pierwsze były jeszcze jakoś zjadliwe, to odziedziczone po kuzynie
                                                    ostatnie księgi ("Tytus wstępuje do NATO" czy coś tam o narzeczonej Tytusa) to
                                                    po prostu żenada w kiepskim stylu.

                                                    No starzeję się, niech będzie ;-).

                                                    Ale prawda jest taka, że niektóre książki nie przetrwały próby czasu. Po prostu.
                                                  • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 00:29
                                                    To jest chyba dojrzewanie, że nie bawią nas juz rzeczy, które dawniej bawiły.
                                                    Cóż, widocznie ja nie dojrzałam jeszcze. Ale mam jeszcze szansę , póki żyję;-)
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 00:38
                                                    Nie. Do dziś uwielbiam baśnie i z ogromną radością zakupiłam sobie wznowienie
                                                    bajek z dzieciństwa, a także upolowałam jeden z najpiękniejszych zbiorków baśni
                                                    - "O wróżkach i czarodziejach" Gałczyńskiej, z niezbędnymi ilustracjami Olgi
                                                    Siemaszko. Tak samo jak kiedyś lubię Thorgale, a pierwszy raz je zobaczyłam u
                                                    brata, jak ledwo czytać umiałam; Astrid Lindgren, Tove Jansson, całą masę lektur
                                                    z dzieciństwa. Dziesięć latek miałam, jak dali mi do ręki Trzech muszkieterów,
                                                    nie zestarzało się nic a nic.

                                                    Tytusy spurchawiały strasznie...
                                                  • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 01:10
                                                    CytatTo jest chyba dojrzewanie, że nie bawią nas juz rzeczy, które dawniej bawiły. Cóż, widocznie ja nie dojrzałam jeszcze. Ale mam jeszcze szansę , póki żyję ;-)

                                                    Ależ skąd.
                                                    Nadal bawią mnie Muminki (teraz nawet bardziej), sporo komiksów z dzieciństwa (Kajko i Kokosz - przykład pierwszy z brzegu), baśnie, bajki i dziesiątki innych książek, które w dzieciństwie uwielbiałam. Mikołajek na przykład. Seria Bauma o czarnoksiężniku z OZ.

                                                    A Szklarski mimo wszystko nie podchodzi, mimo kilku prób. Podobnie nie podchodzi seria o Panu Samochodziku.

                                                    Wolę zamiast tezy o dojrzewaniu wysnuć tezę o tym, że - czy tego chcemy, czy nie - niektóre książki się po prostu starzeją pięknie, a inne się starzeją brzydko ;-).
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 01:20
                                                    Niech CO Krwawy Hegemon??!!...
                                                  • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 01:50
                                                    ananke666 napisała:
                                                    > Niech CO Krwawy Hegemon??!!...

                                                    Kiedy byłam w ciązy i ludzie pytali o imię dla dziecka, to nieodmiennie
                                                    odpowiadałam - Kokosz (bo pomysłu na imię dla chłopca nie miałam do 4 czy 5 doby
                                                    po porodzie ;)).

                                                    A teraz w ramach wieczornej kołysanki:
                                                    "Lulii, luliii, istotko miła, niech ci się przyśni mogiła Mirmiłaaa..."
                                                  • kaliope3 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 07:38
                                                    Właściwie cała dostępna skandynawska literatura dziecięca się nie
                                                    zestarzała.Może to właśnie przez brak tego dydaktyzmu i traktowania
                                                    czytelnika jak małego przygłupa,którem koniecznie trzeba coś
                                                    wytłumaczyć i pouczyć. Nie wspominając o innych walorach tych
                                                    książek.Teraz to już tak czasu dużo nie mam,ale zanim u mnie się
                                                    dziecko pojawiło to co roku sobie robiłam rundę po wszystkich
                                                    najulubieńszych.
                                                  • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 10:00
                                                    A czytałyście "Hanię Banię" Bakuły? Tam, wśród wielu innych
                                                    przyprawiających mnie o spazmy ze śmiechu, jest taka historyjka, jak
                                                    ciocia Hani Bani spodziewała się dziecka i Hania zaproponowała, żeby
                                                    dziecko, o ile będzie chłopczykiem, otrzymało imię Winnetou.
                                                    A ciocia beztrosko i nieopatrznie wyraziła zgodę :)
                                                    Nie będę Wam opowiadała, do jakich scen tam dochodziło, kiedy
                                                    chłopczyk przyszedł na świat, bo książka jest tak genialna, że każdy
                                                    ją powinien wziąć do ręki, niemniej jak czytałam "mały Winnetou
                                                    zagruchał rozkosznie" itp. to wyłam z radości :)
                                                  • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 09:49
                                                    Alez wodzu, co wódz.
                                                  • lezbobimbo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 07:15
                                                    the_dzidka napisała:
                                                    > Alez wodzu, co wódz.

                                                    To ja moze wyjde za namiot?
                                                    Przypomnijcie, jak sie te niesamowite komiksy nazywaly i autor? :)) Bohatyr
                                                    jeden chudy dragal w wielkim kapeluszu, a drugi okraglutki, zarosniety
                                                    kilkudniowo, w brylach i z czapka trapera.. I jeszcze profesor bialowlosy z
                                                    broda i gosposia Entymologia czy jakos tak :) I wodz z Indiany oczywiscie ze
                                                    swoimi nieskonczonymi spotkaniami!
                                                  • mama_kotula Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 09:30
                                                    Bimbo, te postaci kojarzą mi się z Antresolką Profesorka Nerwosolka. I jeszcze była Podróż Smokiem Diplodokiem.

                                                    Gosposia była EntOmologia.

                                                    Ale prawdę mówiąc, to tego nie pamiętam zbytnio.
                                                    A czekaj, czekaj, tu był dowcip o Gąsce Balbince...?
                                                  • croyance Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 12:57
                                                    Tez lubilam Tytusy, zwlaszcza ten, gdy leca pod ziemia 'ziemia to
                                                    matka, matka to aniol, aniol to stroz, stroz to dozorca ..' :-)

                                                    I Nerwosolka tez ... a czytal ktos Dzikie Mrowki, i jak chlopcy
                                                    pojechali z ojcem w rejs?
                                                  • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 13:23
                                                    Dzika Mrówka i Tam-tamy, Dzika Mrówka i jezioro Złotego Lodu, Dzika
                                                    Mrówka pod żaglami i Podwodny świat Dzikiej Mrówki - uwielbiam to! :)
                                                  • vi_san Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.05.16, 07:22
                                                    Dzidko - że się do dawnego dopiszę! Ostatnimi czasy wpadła mi w ręce nowa "Dzika Mrówka". "Dzika Mrówka i wenecki Doża Dandolo". I powiem ci z bólem - słabiutko... :( Co mnie bardzo zmartwiło, bo wcześniejsze "Dzikie Mrówki" kocham serdecznie! A w zeszłym roku wyszło "Dzika Mrówka na kurierskim szlaku" - boję się po to sięgnąć... A z drugiej strony - komplet stoi na półce, może jednak...
                                                  • dakota77 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 22:22
                                                    Ja uwielbialam Dzikie Mrowki:).
                                                  • dakota77 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 09:59
                                                    Baranowski i jego "skad sie bierze woda sodowa" albo "na co dybie w
                                                    wielborybie czubek nosa eskimosa":)
                                                  • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 13:19
                                                    Antresolka Profesorka Nerwosolka?...
                                                  • lezbobimbo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 07:22
                                                    ananke666 napisała:
                                                    > Niech CO Krwawy Hegemon??!!...

                                                    Niech posadzi orchidee na moim grobie! :D
                                                  • k_linka dojrzewanie do ksiazek 20.08.09, 22:39
                                                    jeriomina napisała:

                                                    > To jest chyba dojrzewanie, że nie bawią nas juz rzeczy, które dawniej bawiły.
                                                    > Cóż, widocznie ja nie dojrzałam jeszcze. Ale mam jeszcze szansę , póki żyję;-)



                                                    Ale to wlasnie tak jest! Kazda ksiazka aby sie spodobala - oprocz swej "wartosci
                                                    wlasnej" - musi trafic w epoke oraz w odpowiedni moment zycia czytelnika. Tomki
                                                    w dziecinstwie uwielbialam. Nie wiem jak byloby teraz - ale po ostatnim powrocie
                                                    do JF Coopera strasznie sie zniechceilam do odsiwezania dawnych lektur...
                                                  • iskrzy_54 Re: dojrzewanie do ksiazek 20.05.16, 21:01
                                                    ...ale po ostatnim powrocie do JF Coopera strasznie sie zniechceilam do odsiwezania dawnych lektur...

                                                    Niestety JF Coopera zaczęłam czytać od tomu, w którym bohater miał ksywkę "Skórzana Pończocha", co niestety na długie lata mnie odrzuciło od całej serii - może spóbuję po angielsku, tylko czy warto?
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 00:30
                                                    Ciekawa rzecz, że afrykańskie przygody Tomka dla mnie się mocno zestarzały, a
                                                    Stasia i Nel ani trochę. Owszem, czuć że to dawno pisane, ale siła tej prozy
                                                    pozostała. Sienkiewicz umiał pisać i już, przy Quo vadis płaczę zawsze w tych
                                                    samych miejscach.
                                                  • jeriomina Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 10:47
                                                    Ja jeszcze lubiłam i nadal lubię Niziurskiego - chociaż to książki o chłopakach;-)
                                                    Nienackiego nie czytałam nigdy i pewnie już nie poczytam;-)
                                                  • croyance Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 11:49
                                                    Ja nie sadze, ze to kwestia tego, ze dobra proza sie nie starzeje,
                                                    tylko tego, ze my sie zmieniamy i zmieniaja nam sie gust i potrzeby.
                                                    Tak jak kiedys szalalam za Chesneyem Hawkesem, a teraz bym na niego
                                                    nawet nie spojrzala, tak samo i inne mialam potrzeby czytelnicze.
                                                    Ostatnio ze smutkiem stwierdzilam, ze wyroslam z Narnii. Czytalam
                                                    cala serie co roku, w tym roku nie dalam rady, coraz bardziej mnie
                                                    denerwuje :-(
                                                  • veranillo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 12:18
                                                    A ja czasami myślę, że klasyka literatury się nie starzeje - ale tylko dla nas.
                                                    Ostatnio opiekuję się moją córką chrzestną - ma 7 lat. Specjalnie w tym celu
                                                    kupiłam jej piękne wydanie "Dzieci z Bullerbyn" (oczywiście, sama się nie
                                                    powstrzymałam i przeczytałam je jeszcze raz :), które miałyśmy razem czytać. I
                                                    przeczytałyśmy może ze 3 rozdziały, a już mała zaczęła się nudzić - powiedziała,
                                                    że ona się tak nie bawi, jak te dzieci i woli pograć na komputerze. Poczułam się
                                                    staro, a przy tym miałam wrażenie, jakbym coś zawaliła w pomocy w jej wychowaniu
                                                    - bo rodzice faktycznie często ją sadzają po prostu przed telewizorem albo
                                                    podrzucają babci, a ja - choć nie mogę kwestionować sposobu, w jaki wychowują
                                                    własne dziecko, to chciałabym zrobić coś więcej. Przynajmniej chciałabym, żeby
                                                    interesowały ją inne rzeczy niż gry i tv, ale jakoś nie bardzo mi wychodzi, bo
                                                    mam wrażenie, że wszystko, co jej proponuję, ją nudzi... Chociaż to pewnie
                                                    zależy od dziecka i są też takie, które czytają książki i je kochają.
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 15:53
                                                    Veranillo, Kkokos - to trochę nie tak. Jest przecież kupa książek, które są
                                                    zaliczane do arcydzieł czy tam dzieł bardzo dobrych, a my ich nie lubimy z
                                                    różnych przyczyn.

                                                    Kkokos - W pustyni i w paszczy nuda i Krzyżacy - a lubiłaś to kiedyś? Jeśli nie,
                                                    to problem starzenia się tych książek w ogóle ich nie dotyczy, po prostu Ci się
                                                    nie podobają.
                                                    Raczej miałam na myśli starzenie _dla nas_, czyli coś mi się podobało, gdy byłam
                                                    dzieckiem, a nie podoba mi się wcale jako dorosłej.
                                                  • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 20:37
                                                    > Kkokos - W pustyni i w paszczy nuda i Krzyżacy - a lubiłaś to kiedyś?

                                                    ananke, oczywiście, ze rozumiem twoje intencje - właśnie o to chodzi, że
                                                    lubiłam, nawet bardzo!
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 16:15

                                                    veranillo napisała:

                                                    > Przynajmniej chciałabym, żeby
                                                    > interesowały ją inne rzeczy niż gry i tv, ale jakoś nie bardzo mi wychodzi, bo
                                                    > mam wrażenie, że wszystko, co jej proponuję, ją nudzi... Chociaż to pewnie
                                                    > zależy od dziecka i są też takie, które czytają książki i je kochają.

                                                    Ależ przecież nigdy nie było inaczej! Są ludzie czytający i tacy, dla których
                                                    słowo pisane śmierdzi. Jedni klasykę kochają, inni widzą w niej beznadziejne
                                                    stare ramoty.


                                                    Gdy spoczniesz kiedyś w grobie, nikt cię z tęsknotą nie wspomni,
                                                    żadnego serca nie wzruszysz, nikt nie zapłacze po tobie,
                                                    bo nie zrywałaś róż Pierii. Będziesz w podziemnym świecie
                                                    błądzić z innymi zmarłymi - cień zapomniany przez wszystkich.

                                                    Albo:
                                                    NAUCZYCIEL:
                                                    Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że
                                                    go zachwyca.

                                                    GAŁKIEWICZ:
                                                    A mnie nie zachwyca.

                                                    NAUCZYCIEL:
                                                    To prywatna sprawa Gałkiewicza. Jak widać, Gałkiewicz nie jest inteligentny.
                                                    Innych zachwyca.

                                                    GAŁKIEWICZ:
                                                    Ale, słowo honoru, nikogo nie zachwyca. Jak może zachwycać, jeśli nikt nie czyta
                                                    oprócz nas, którzy jesteśmy w wieku szkolnym, i to tylko dlatego, że nas
                                                    zmuszają siłą...

                                                    No? Safonę i Gombrowicza dzieli ponad 2,5 tysiąca lat. I nic się nie zmieniło...
                                                  • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 21:18
                                                    ananke i veranillo - to jest chyba jeszcze trochę inaczej.

                                                    zauważcie, ze to, co my uważamy za klasykę literatury młodzieżowej:
                                                    po pierwsze primo nie zawsze do młodego czytelnika było adresowane - vide trzej
                                                    muszkieterowie (dziś raczej należą do dzieł, których jeśli do 14. roku życia nie
                                                    łykniesz, to raczej już nigdy nie łykniesz). w dodatku literatura niebędąca
                                                    opowiastkami umoralniającym lub zbiorami kazań - tu z pewnością verdana będzie
                                                    wiedziała lepiej niż ja - dozwolona (nie mówiąc już o zalecaniu) jest
                                                    dzieciom/mlodzieży też od zaledwie 150 lat (chyba że za bardzo sugeruję się tym,
                                                    co wyczytać można z sióstr Bronte itd.). czyli tak naprawdę bronimy czytelnictwa
                                                    wśród młodzieży jako rzeczy świeżej i w naturalny sposób będącej tylko etapem w
                                                    historii ludzkości.

                                                    po drugie primo ta klasyka to owoc ostatnich 100, góra 150 lat. czy skok
                                                    cywilizacyjny między np. 20-leciem międzywojennym (dzieci z bullerbyn) a latami
                                                    70. (np. moje dzieciństwo) nie był przypadkiem mniejszy niż między tymiż latami
                                                    70. (czas powstawania tomków) a rokiem 2009? czy w tej sytuacji można się
                                                    dziwić, że dzieci z lat 70. odnajdywały się w bullerbyn, a współczesne
                                                    niekoniecznie? i że dzieci lat 70. nie mając w ręku narzędzi tak bardzo
                                                    skierowanych w przyszłość (internet, gry komputerowe, 80 kanałów w telewizji,
                                                    sms i gg) były bardziej zainteresowane przeszłością (staś i nel oraz krzyżacy)?

                                                    tercio - to, co my uważamy za klasykę literatury młodzieżowej budzi nasze
                                                    emocje, bo kochaliśmy ją jako dzieci i chcielibyśmy, by nasze dzieci podzielały
                                                    nas zapał. ergo safonie pozwalamy spokojnie spocząć w grobie (taka kolej
                                                    rzeczy), a klasyką młodzieżową katujemy nasze dzieci i nie przyjmujemy
                                                    argumentów, że jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca. biedna klasyka.

                                                    a po czwarte - moja matka do dziś ubolewa, że nie odebrałam porządnego
                                                    wykształcenia klasycznego, bo ona, choć już po wojnie, miała jeszcze
                                                    przedwojenną łacinniczkę... ja w latach 80. w liceum też miałam łacinę, ale
                                                    zdaniem mojej matki, co to za łacina i kultura antyczna, skoro nie musiałam się
                                                    na pamięć map świata starożytnego z różnych okresów uczyć, a z tekstów to tylko
                                                    galia est omnis divida in partes tres... oraz kilka sentencji. czy my
                                                    przypadkiem nie patrzymy na te lektury trochę jak moja matka na łacinę? mnie
                                                    jest przykro, że mój syn nie łyknął niziurskiego, winnetou, tomków, marty
                                                    tomaszewskiej (pomijam książki dziewczyńskie typy ania z zielonego z powodów
                                                    oczywistych), ale z drugiej strony on w wieku 13 lat potrafił obronić się przed
                                                    niesłusznymi oskarżeniami moderatora czy admina w którejś z gier sieciowych i
                                                    zrobił to po angielsku - ja w jego wieku bym nie miała śmiałości/nie potrafiła,
                                                    choć uczyłam się tego języka od 5. roku życia, znacznie solidniej niż mój syn. a
                                                    więc nie czytają dzieci z bullerbyn i krzyżaków, ale w zamian zyskują co innego.
                                                  • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 21:45
                                                    o matko, czy naprawdę napisałam tercio?
                                                    tertio, tertio, tertio
                                                    czy secundus kieliszek wina białego oraz csi:lv w podglądzie mogą służyć za
                                                    usprawiedliwienie?
                                                  • ananke666 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 01:29
                                                    > po pierwsze primo nie zawsze do młodego czytelnika było adresowane - vide trzej
                                                    > muszkieterowie (dziś raczej należą do dzieł, których jeśli do 14. roku życia ni
                                                    > e
                                                    > łykniesz, to raczej już nigdy nie łykniesz).

                                                    Oj, nie. Parę znanych mi osób czytało dopiero jako dorośli. Ja sama w pełni
                                                    doceniłam rzecz też jako dorosła. Jest to także w lekturze na studiach -
                                                    prekursor powieści psychologicznej.

                                                    > po drugie primo ta klasyka to owoc ostatnich 100, góra 150 lat. (ciach, bo długie)

                                                    Prawda, ale chciałabym zauważyć, że dzieciaki czytające jeszcze nie wymarły i
                                                    te, które książki lubią, odnajdą się i w Bullerbyn czy Nangijali, i z paziami
                                                    Zygmunta, i z zębem Napoleona, itd. Owszem, jedne będą wolały to, a inne coś
                                                    innego, ale naprawdę można lubić i Nangijalę, i Pratchetta. Podstawą jest
                                                    lubienie samej czynności czytania. Wtedy każdy znajdzie sobie to, co odpowiada
                                                    mu najbardziej. W przeciwnym razie doszłabym rychło do wniosku, że powieść
                                                    historyczna jest skazana na zgon po konfrontacji z narzędziami skierowanymi na
                                                    przyszłość. Droga do takowej powieści zresztą bywa całkiem śmieszna, na przykład
                                                    od komiksu albo fantasy. Czyta ten człek, czyta, o fantastycznym
                                                    pseudośredniowieczu, potem z ciekawości łapie coś niefantastycznego, żeby
                                                    porównać. Złe nie było, bierze kolejne...


                                                    > tercio - to, co my uważamy za klasykę literatury młodzieżowej budzi nasze
                                                    > emocje, bo kochaliśmy ją jako dzieci i chcielibyśmy, by nasze dzieci podzielały
                                                    > nas zapał. ergo safonie pozwalamy spokojnie spocząć w grobie (taka kolej
                                                    > rzeczy), a klasyką młodzieżową katujemy nasze dzieci i nie przyjmujemy
                                                    > argumentów, że jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca. biedna klasyka.

                                                    To nie ja. Sama mam na sumieniu czytelnika i dzisiejszego studenta, który jako
                                                    dzieciak czytać nie chciał nic, bo wolał komputer i TV. Jako zachęty nie użyłam
                                                    wcale klasyki.
                                                    Świat nie zdechł całkiem, jak to często słyszę, że młode pokolenie niczego nie
                                                    czyta. Czyta, czyta. Naprawdę, są jeszcze dziewczynki, które we własnym zakresie
                                                    zaczytują się Emilką ze Srebrnego Nowiu, a nie są nią katowane bynajmniej.
                                                    Muminki nieźle się mają, nie gorzej, niż jakieś kurczę atomówki. Może nie tak
                                                    świetnie, jak straszliwe książczydła o Belli Swan, ale jakoś leci.
                                                    Katowani są ci, którzy po prostu czytać nie lubią, albo ograniczają się do
                                                    produktów literaturopodobnych klasy Z. Jeśli lubią, coś sobie wybiorą. Niech
                                                    jedna osoba na tysiąc po obejrzeniu kolejnej ekranizacji Robin Hooda weźmie
                                                    książki do ręki, to już jest coś. Angielski fanklub Austen ma się świetnie, a
                                                    jej książki trafiały na ekran jedna za drugą. Strat, o ile wiem, nie przynosząc.

                                                    > przypadkiem nie patrzymy na te lektury trochę jak moja matka na łacinę? mnie
                                                    > jest przykro, że mój syn nie łyknął niziurskiego, winnetou, tomków, marty
                                                    > tomaszewskiej

                                                    A co łyknął zamiast tego, oto jest pytanie. Mnie przykro byłoby, jeśli nie
                                                    łyknąłby nic.
                                                  • kkokos Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.08.09, 12:03
                                                    ananke666 napisała:

                                                    > Ciekawa rzecz, że afrykańskie przygody Tomka dla mnie się mocno
                                                    zestarzały, a
                                                    > Stasia i Nel ani trochę.

                                                    no widzisz, a jak chciałam w ramach solidarności z moim dzieckiem,
                                                    które męczyło te lekturę i męczyło, też trochę poczytać, to odpadłam
                                                    bardzo szybko - nuuuda. i zarzut mojego dziecka dokładnie jak wasze
                                                    wobec tomków (do tomków od 25 lat nie zajrzałam, ale może powinnam
                                                    to teraz zrobić z ciekawości) - mamo, jak wiem, jak wygląda flaming,
                                                    dlaczego mam czytać opis na dwa akpity?
                                                    i druga lektura, przy której poległam, to krzyżacy. to już nie tylko
                                                    nuuuda, to już straszliwa nuuuuda
                                                  • k_linka STAS I NEL 20.08.09, 22:47
                                                    ananke666 napisała:

                                                    > Ciekawa rzecz, że afrykańskie przygody Tomka dla mnie się mocno zestarzały, a
                                                    > Stasia i Nel ani trochę. Owszem, czuć że to dawno pisane, ale siła tej prozy
                                                    > pozostała. Sienkiewicz umiał pisać i już, przy Quo vadis płaczę zawsze w tych
                                                    > samych miejscach.



                                                    Dla mnie to jedynie dowod ze wszystko sprawa bardzo indywidualna. Przeczytalam
                                                    "W pustyni i w puszczy", bo to lektura szkolna byla, ale chocby mi kto placil,
                                                    nie dalaby rady przebrnac drugi raz. Odbieralam ta ksiazke jako nudna wersje
                                                    powiesci Szklarskiego. Teraz sie zastanawiam - "Tomki" czytalam jak mialam 8-10
                                                    lat, Sienkiewicza pozniej chyba (takie grubsze lektury to chyba pozniej byly) -
                                                    moze dlatego cala "przygodowosc" byla wtorna, a intryga zbyt naiwna?
                                                  • ewaty Re: STAS I NEL 21.08.09, 00:08
                                                    Do Stasia i Nel mam sentyment dziecięcy, bo to była pierwsza
                                                    prawdziwa i gruba książka samodzielnie przeczytana. Czasem wciąż
                                                    wracam, podobnie jak do ekranizacji- powiem szczerze, nowa jest dla
                                                    mnie nieakceptowalna, choć w perwszej Nel niemożebnie piszczała.
                                                    Tomki oryginalne kocham miłoscią czystą, podobnie jak Winnetou,
                                                    powieści pirackie, poszukiwaczy skarbów, muszkieterów walczących
                                                    stosownym do epoki orężem itp.Babcia wbijała, żeby Tomki czytać z
                                                    mapą i śledzić jego wyprawy- uhm, nie do końca się sprawdziło...Ale
                                                    fakt, trochę boję się wracać do radości czytelniczych lat
                                                    dziecięcych- choćby Makuszyński, dziś dla mnie wredny antysemita,
                                                    czy Sienkiewicz "pierwszorzedny pisarz drugorzedny", czy jakoś
                                                    tak.Niemniej z tych lektur więcej w głowie i emocjach zostało, niż z
                                                    wielu książek czytanych dziś.
                                                  • ananke666 Re: STAS I NEL 21.08.09, 01:45
                                                    > czy Sienkiewicz "pierwszorzedny pisarz drugorzedny"

                                                    To Gombrowicz napisał, sam pożerając książki Sienkiewicza :) Do kogo jak do
                                                    kogo, ale do Sienkiewicza wracać się nie boję. A już zwłaszcza do Trylogii i Quo
                                                    vadis.

                                                    Ekranizacje to osobny rozdział. Jak lubię Potop za Olbrychskiego, Łomnickiego,
                                                    Hańczę i Wichniarza (Braunek staram się nie zauważać, bleeeeeee), tak Ogniem i
                                                    mieczem uznałam za bardzo słabe, poszłam do kina, ale po fakcie stwierdziłam, że
                                                    wyrzuciłam pieniądze. Jeden Bohun wiosny nie czyni :p zwłaszcza okraszony w
                                                    melodyjkę o orłach i sokołach, od której brał mnie rzyg. Quo vadis nie widziałam
                                                    wcale i nie palę się. Istnienia drugiej ekranizacji W pustyni i w paszczy w
                                                    ogóle nie przyjęłam do wiadomości, albowiem gęba Fidusiewicza mnie zmroziła na
                                                    wstępie.
                                                  • tygrys2112 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 14:34
                                                    Dla mnie Sienkiewicz był nieciekawy już kiedy czytałam po raz
                                                    pierwszy, nie mogę znieść stronniczości jego książek. W Pustyni i w
                                                    puszczy jeszcze nie jest najgorsze, lubię jego nowelki np. Janka
                                                    Muzykanta, ale już Trylogii i Krzyżaków nie tknęłabym (przeczytałam
                                                    z nich po parę rozdziałów i w zupełności mi wystarczyło). Wiem,
                                                    wiem, ku pokrzepieniu serc, ale mimo wszystko.
                                                  • lezbobimbo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 07:21
                                                    mama_kotula napisała:
                                                    > Tytusów bodaj 10 sztuk wywaliłam w ramach remontu do śmieci jakieś 2 tygodnie
                                                    temu.> I o ile te pierwsze były jeszcze jakoś zjadliwe, to odziedziczone po kuzynie
                                                    > ostatnie księgi ("Tytus wstępuje do Nato po prostu żenada w kiepskim stylu.

                                                    Ooo to papcio Chmiel jeszcze zyje? Nato??? Powstanie warszawskie chyba tez
                                                    widzialam (uch).
                                                    Lubialam bardzo we wlasnym, malpim dziecinstwie (a tez dydaktyczne byly cholery,
                                                    lekcje o sztuce, fizyce czy o procesach geologicznych za pomoca makowca -
                                                    aczkolczyk jak w formie komiksu to bylo smieszniej i zjadliwiej niz Tomki
                                                    Szklarskie).
                                                    Nie wiem jak teraz by sie to czytalo i az sie bojam - a z drugiej strony skad
                                                    jak nie z Tytusa de Zoo pochodzi jeden z cycatow wszechczasow jak dla mnie:
                                                    - To moja ukochana kuleczka! Szukalem jej od miesiaca! :DDD
                                                  • idomeneo Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 08:10
                                                    Cytatlezbobimbo napisała:
                                                    z Tytusa de Zoo pochodzi jeden z cycatow wszechczasow


                                                    tak! i ukochany przez moich znajomych cytat na okoliczności towarzyskie:
                                                    - nowi goście jadą
                                                    - to wataha Jarzębiaka!
                                                  • nioszka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 09:35
                                                    A ja z Tytusa pamiętam tylko "sie mi bo zgubiło s na koszulce"
                                                    (czy jakoś tak :P)
                                                  • mama_kotula Tytus 21.08.09, 09:43
                                                    Bimbo, NATO jak NATO. Jedna z części jest "Tytus się żeni" a ostatnia-z-serii-i-więcej-nie-będzie (chyba, bo zakończenie na to wskazuje) to "Tytus internautą", wczoraj z ciekawości zajrzałam i rzyg, zemdliło mnie przy "emailach internowanych w obozie" (na obrazku w biało-niebieskich pasiakach) i w ogóle wielki rzyg przez cały czas do samego końca, do którego dzielnie wytrwałam.

                                                    Jak szanowne adminostwo uzna, że szerzę piractwo, to ciąć, ciąć. Ale ja to yyy traktuję jak bibliotekę:

                                                    www.netkomiksy.pl/index.php?p=sub_category&id=151
                                                    Kajkosz też jest.
                                                    www.netkomiksy.pl/index.php?p=sub_category&id=123
                                                    I dużo innych :>
                                                  • andrzej585858 Re: Tytus 21.08.09, 21:05
                                                    Jak ja żałuję teraz że zaginęły mi zeszyty pełne powklejanych Tytusów,
                                                    pracowicie wycinanych ze "Świata Młodych":-))) Teraz to klasyka pelną gębą :-)).
                                                    Faktycznie, pierwsze Tytusy to było coś wspaniałego - no i jak tu nie wspominać
                                                    nostalgicznie młodosci?
                                                  • the_dzidka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 13:21
                                                    Ta, i diabeł Adam Boruta, i moje ulubione "się mi bo..." np. mleko
                                                    wylało :)
                                                    Papcio Chmiel ma się nieźle. Własnie popełnił książkę pt. "Tytus
                                                    zlustrowany" :) - autobiografia.
                                                  • tygrys2112 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 13:04
                                                    Oj nie, parę tekstów było kulowych. Do dziś pamiętam scenę, jak
                                                    Tytus zakochuje się w kobiecie w oknie. Na co Romek i Atomek "Trochę
                                                    tylko sztywna" "Stoi jakby kij połknęła" A ta serenada
                                                    Tytusa "Wszystkie rybki śpią w jeziorze. Tylko Tytus spać nie może.
                                                    Zakochany jest nieboże." i hit "Serce mi pika jak klapa od śmietnika"
                                                    Po czym dostał wałkiem, bo jego ukochana okazała się manekinem. :P
                                            • sowca Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.08.09, 23:53
                                              Jedynym przyzwoitym Tomkiem jest ten z tajemniczą wyprawą. Gdyby
                                              wywalić encyklopedyczne opisy zwierzaków i okolic, byłaby to
                                              znakomita książka.
                        • tygrys2112 Re: Pyziak wraca, ale zostaje 21.08.09, 12:54
                          XD
                          • piotr7777 Re: skoro wątek tak bardzo oddalił się od źródła 22.08.09, 17:30
                            ...to ja mam pytanie.

                            Pierwsze- czy istnieje jakieś naukowe komepndium nt. polskiej (i nie
                            tylko) literatury dziecięcej i młodzieżowej. Swego czasu czytałem
                            ksiązkę gdzie analizowano część pozycji, ale na pamiętam tytułu.

                            Pozdrawiam
                            • jottka Re: skoro wątek tak bardzo oddalił się od źródła 22.08.09, 18:00
                              no tego dużo jest:) możesz zacząć na przykład od pozycji o charakterze
                              przekrojowym - ryszard waksmund, od literatury dla dzieci do literatury
                              dziecięcej, wrocław 2000, tamże spora lista bibliografii, więc można korzystać.
                              bardzo ładną i ciekawą książkę parę lat temu napisała magdalena jońca, ebfant
                              terribles, dzieci złe, źle wychowane w literaturze polskiej 19.w., też wrocław.
                              coś ostatnio widziałam gertrudy skotnickiej o młodzieżowej powieści historycznej
                              - wszystkie te buchy mają bibliografie, więc brać wybierać, że tak powiem.
                              • jottka Re: skoro wątek tak bardzo oddalił się od źródła 22.08.09, 18:00
                                enfant terribles tam miało być, rzecz jasna:)
                                • pani_grotowska Re: skoro wątek tak bardzo oddalił się od źródła 22.08.09, 18:57
                                  Poza tym:
                                  "W kręgu arcydzieł literatury młodzieżowej" (pod red. Ludorowskiego
                                  Lublin, 1998), "Literatura dla dzieci i młodzieży" (Pacławski,
                                  Kątny, Kielce 1996) - obie polecam, chociaż nie wiem na ile są
                                  dostępne poza bibliotekami macierzystych uczelni autorów;)

                                  Przy okazji witam wszystkich serdecznie!
                                  • piotr7777 Re: dziękuję bardzo, skorzystam 23.08.09, 11:45
    • neandertalka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 19.05.16, 23:35
      Przeczytałam, ale tylko częściowo, ten niezwykle rozbudowany wątek, i dobudowując mu kolejną odnogę, pozwolę sobie wyrazić taką oto wątpliwość: lord Kołodziej? Toleczek, mąż Julii, a syn lorda i hrabiny, niewątpliwie odziedziczył nazwisko po ojcu. Słyszał ktoś kiedyś o lordzie tego nazwiska? Bo ja nie :-)
      • vi_san Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.05.16, 07:11
        Nie, no w szlacheckie pochodzenie Toleczka nie wierzę! No, ewentualnie po kądzieli, choć i to wątpliwe. I nie pamiętam, by mamę Toleczka określano jako "hrabinę"? Jeśli tak, to przypomnij kto, kiedy i w jakim kontekście. O jego ojcu też nie wiem, czy padło konkretnie "lord". Myślę [tak to odbierałam zawsze], że te określenia nie tyle odnoszą się do realnych korzeni Toleczka, co do ambicji jego rodziców, ich stylu itp.
        • neandertalka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 20.05.16, 10:52
          To znaczy, ja bazowałam na tym, co pisze się w tym wątku. Zdaje się, że to Julka tak o nim (tzn. o jego pochodzeniu) mówiła wobec własnych rodziców. Oczywiście mogła to być przesada własna oczarowanej Julii :-)
          • marutax Re: Pyziak wraca, ale zostaje 12.06.16, 08:54
            neandertalka napisał(a):

            > To znaczy, ja bazowałam na tym, co pisze się w tym wątku. Zdaje się, że to Julk
            > a tak o nim (tzn. o jego pochodzeniu) mówiła wobec własnych rodziców. Oczywiści
            > e mogła to być przesada własna oczarowanej Julii :-)

            W SK nie ma informacji o arystokratycznym pochodzeniu Tolka. Po prostu Julia boi się, że jej rodzina się skompromituje, zwłaszcza na tle rodziców Toleczka, których opisuje tak:
            "- Nie masz pojęcia - szepnęła Julia - jaką on ma rodzinę. Ta matka - piękna, pachnąca, elegancka - zupełna hrabina!
            - Co ty powiesz? - stropiła się mama Żakowa i ukradkiem spojrzała na swoje rozdeptane pantofle.
            - Kręciliśmy mak, a ona wycinała pierniki - szeptała Julia ze zgrozą. - I przez cały czas miała na sobie aksamitną suknię z kołnierzykiem z prawdziwych koronek!
            (...)
            - A jego ojciec - mówię ci, zupełny lord. Siedział sobie tylko w fotelu Ludwik szesnasty i czytał Pascala."
            Potem rodzice Tolka opisani są w podobnym tonie - matka to "szczupła, wytworna dama o rasowym profilu" w kostiumie od Chanel i ze starą biżuterią, ojciec - "jasnowłosy, suchy dżentelmen, który mimo różowych odstających uszu wyglądał rzeczywiście na lorda".
            Po spotkaniu Żaczek stwierdza jednak, że to parweniusze.
            Podsumowując - nie ma informacji, że pochodzą z arystokracji, ale oni tak się kreują - strój, zachowanie, wzmianki o rodzinnych pamiątkach. Natomiast niewątpliwie wyglądają na osoby bardzo zamożne. Dlatego wydaje się bardzo dziwne, że Julia i Tolek mieliby z dziećmi mieszkać w domu z wieżyczką. No chyba że rodzice małżonka byli przeciwni i wydziedziczyli syna?
      • molly_bloom Re: Pyziak wraca, ale zostaje 23.05.16, 11:05
        O tym samym ostatnio myślałam! Ja się spodziewałam, że Toleczek to jakiś Antoni Maria Czartoryski :) Chyba że po kądzieli...ale myślę, że wątpię :P
    • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 10.05.24, 12:17
      Wątek taki rozrośnięty, że nie chce mi się czytać i sprawdzać czy ktoś już wygłosił równie niepopularną opinię:

      Osobiście uważam, że gdyby Janusz wrócił, i tak by się z Gąbą rozwiódł. Tylko później i w nieco innych okolicznościach.

      Nie będę tu wchodzić w szczegóły czy nie byłoby odsiadki, czy by była, ale wróciłby po niej, itd. Jak by nie wyszło, Borejki pozostają Borejkami i tu leży podstawowy problem. Sporo osób pisze, że Pyziakom by wyszło, gdyby Gaba pukła się w kalafior i zgodziła na wyprowadzkę, ale po pierwsze, czy wtedy to byłaby jeszcze Gaba, czy jakaś zupełnie inna osoba, a po drugie czy ta wyprowadzka na pewno by wszystko rozwiązała? Widzieliśmy jak to "pójście na swoje" wyglądało u Idy, wyprowadziła piętro niżej i wpierniczała do rodziców pod byle pretekstem. To co zrobiłaby Gabryjela, przywiązana do nich jeszcze bardziej? Teście by Pyziaka prześladowali bez względu na zmianę lokalizację, nawet Floriana mieszkającego w innej miejscowości w końcu dopadli. Zresztą jest w kanonie, nawet jak chłop od lat jest w Australii/Alzacji/Niemczech/Brazylii, to Milicja dalej na niego pomstuje, a Ignac juliuszuje.

      Tyle co do technikaliów, teraz o jakości samego związku. Wprawdzie nie widzimy większości jej związku z Januszem, ale na podstawie tego co wiemy (KK, IS, OwR) oraz tego jak Głąba lata później traktuje Sałatę można wywnioskować, że nie umie być zaangażowaną partnerką i myśleć o potrzebach męża tak jak on myśli o jej. A że Pypypy... (w odróżnieniu od Strystrystry...) od początku nie miał problemu by się z Gabrysią kłócić, gdy czuł się poniżany, na pewno wytykałby jej to i próbował walczyć o prawo do równości w małżeństwie. A gabina skłonność do długotrwałch fochów (KK) i fakt, nigdy do końca mu nie zaufała (OwR) tylko pogarszałyby sprawę.
      Ponadto, wywodzili się z Gąbą z bardzo różnych środowisk, które ich odpowiednio ukształtowały. On albo osierocony albo bez szczególnych więzi z domem rodzinnym, musiał przedwcześnie dorosnąć, robić trzyletnią przerwę w edukacji by zarabiać na siebie, zamieszkały w bursie, przywykły do samowystarczalności i trybu życia "na walizkach". Ona nigdy nie ruszała się z domu rodzinnego, w którym wszystko załatwiała jej matka, pomimo biedy nigdy nie pojawił się u niej pomysł by sobie dorobić, a z racji studiów na miejscu mogła pozostać na przy rodzicach również po osiągnięciu dorosłości. W tej sytuacji prawdopodobne jest, że mieli rażąco różne podejścia do życia i wyobrażenia o przyszłości. I, po opadnięciu początkowej namiętności i "ściągnięciu na ziemię" przez problemy codzienności, gdy skonfrontowali się z tym faktem, mogły się pojawić wątpliwości czy za bardzo się pod tym względem nie rozminęli i czy dalsze ciągnięcie tego związku jeszcze ma sens.

      Tyle o powrocie Janusza jako męża, a co z Januszem-ojcem? Jako, że jego CKNUKostwo małżeńskie zostało dopisane całkowicie post factum, nic nie stoi na przeszkodzie by założyć, że tak samo było z ojcostwem i Pyziaczek taki, jak się zapowiadał w KK i IS, mógłby zaangażować się jako rodzic. Zauważmy, że był jednym z nielicznych nastoletnich bohaterów, którzy realnie lubią dzieci i umieją znaleźć z nimi wspólny język (co nie jest wcale łatwe, zwłaszcza dla nastolatka). Jasne, nie jest to idealny wyznacznik predyspozycji do ojcostwa, ale zawsze to jakiś znak, że coś tam by potrafił przy córkach zrobić.
      • minerwamcg Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.05.24, 10:25
        Zgadzam się z tezą, że małżeństwo Pyziaka z Gabrielą i tak by się rozpadło. Trwały i zgodny, bo nie mówię, że szczęśliwy związek Gabriela może stworzyć tylko z mężem bezobjawowym, cichym, bezwonnym, bez sprzeciwu akceptującym, że nie będzie ani ojcem swoich dzieci ani panem w swoim domu. Któremu nie będzie przeszkadzało grupowe małżeństwo z całą rodziną, olewanie wychowania dzieci, a ponadto żonine chlipy pypy. No nie, Pyziak Jasiu się na takie kwiatki nie pisał, i wszystko jedno, czy zwiał w 82, 83 czy 88. Kiedyś musiał.
        • tt-tka Re: Pyziak wraca, ale zostaje 15.05.24, 13:03
          Zgadzam sie z Tajna i Minerwa - normalny, a nawet tylko czesciowo normalny chlop malzenstwa w siedem czy wiecej osob by nie wytrzymal

          Pyziaczek probowal, pomieszkal sobie juz jako maz i ojciec okolo roku z borejklanem (powrot wiosna 83, wyjazd na stale wiosna 84), a przynajmniej czesc tego czasu zazebila sie, jak sadze, z pobytem w domu wypuszczonego z mamra Ygnaca. I stanelo na "gdziekolwiek, byle nie tu" Pyziaczka vs "tylko tu" Gabona. No wiec wlasnie, kiedys musial...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka