kooreczka
30.08.09, 17:20
Są trzy postacie których żadnym trafem zrozumieć nie mogę. Poza złością i irytacją nie są w stanie wzbudzić we mnie żadnych uczuć.
Imperator z Gwiezdnych Wojen
Akio z Rewolucjonistki Uteny
Ignacy Borejko z Wiadomo Czego
Zgrzytnął mi wiele lat temu i zgrzyta do dzisiaj.
Żona w szpitalu- zrobi z córki służącą, nawet przez myśl mu nie przejdzie działać jak ojciec rodziny na której utrzymanie też zarobić nie potrafi.
Lodówka, mieszkanie, telewizor, zmywarka- nie kiwnie placem by uprzyjemnić rodzinie życie, ale będzie kwękał i marudził, rozbijał i krytykował, ale dziękuję przez gardo mu nie przejdzie.
Żeby usprawiedliwić swoją nędzną egzystencję sypie cytatami które w przerwach między ucztą a planowaniem kolejnej wyskrobali rzymscy cysorze i patrycjusze.
Żonę kocha werbalnie- ale jak przyjdzie do kupna prezentu to bierze to co jemu się podoba.
Wnuka hoduje na szpicla i donosiciela.
Wiecznie roztkliwiony nad swoim zdrowiem pajacuje przed wnuczką, a byle choroba jest dla niego powodem doezczynnego wylegiwania się w łożu.
Co zabawne- Autorka wyraźnie uważa tą karykaturę mężczyzny za postać pozytywną. Mila ma go za alfę i omegę, który na pewno nie dopuściłby by ich córka popełniła życiowy błąd i przejrzał niecne zamiary Pyziaka zanim autorce przyszło je sformułować. Miszcz retoryki którego docenić nie umiem, Pan Domu ślepy na wszystko poza krańcem własnego nosa.
Nie lubię Ignaca, akapity z jego występem staram się omijać. Jak myślicie, to efekt zamierzony czy mój skrzywiony światopogląd?