Dodaj do ulubionych

Nie lubię Ignaca

30.08.09, 17:20
Są trzy postacie których żadnym trafem zrozumieć nie mogę. Poza złością i irytacją nie są w stanie wzbudzić we mnie żadnych uczuć.
Imperator z Gwiezdnych Wojen
Akio z Rewolucjonistki Uteny
Ignacy Borejko z Wiadomo Czego

Zgrzytnął mi wiele lat temu i zgrzyta do dzisiaj.
Żona w szpitalu- zrobi z córki służącą, nawet przez myśl mu nie przejdzie działać jak ojciec rodziny na której utrzymanie też zarobić nie potrafi.
Lodówka, mieszkanie, telewizor, zmywarka- nie kiwnie placem by uprzyjemnić rodzinie życie, ale będzie kwękał i marudził, rozbijał i krytykował, ale dziękuję przez gardo mu nie przejdzie.

Żeby usprawiedliwić swoją nędzną egzystencję sypie cytatami które w przerwach między ucztą a planowaniem kolejnej wyskrobali rzymscy cysorze i patrycjusze.

Żonę kocha werbalnie- ale jak przyjdzie do kupna prezentu to bierze to co jemu się podoba.

Wnuka hoduje na szpicla i donosiciela.

Wiecznie roztkliwiony nad swoim zdrowiem pajacuje przed wnuczką, a byle choroba jest dla niego powodem doezczynnego wylegiwania się w łożu.

Co zabawne- Autorka wyraźnie uważa tą karykaturę mężczyzny za postać pozytywną. Mila ma go za alfę i omegę, który na pewno nie dopuściłby by ich córka popełniła życiowy błąd i przejrzał niecne zamiary Pyziaka zanim autorce przyszło je sformułować. Miszcz retoryki którego docenić nie umiem, Pan Domu ślepy na wszystko poza krańcem własnego nosa.

Nie lubię Ignaca, akapity z jego występem staram się omijać. Jak myślicie, to efekt zamierzony czy mój skrzywiony światopogląd?
Obserwuj wątek
    • szprota Re: Nie lubię Ignaca 30.08.09, 17:27
      Twój skrzywiony światopogląd. Ale tutaj takich z koślawym światopoglądem jak naplute, więc powinnaś się dobrze czuć :)
      A ja np. Ignaca lubię w Idzie Sierpniowej li i jedynie. Tam wyraźnie okazuje troskę i niepokój o Idusię wydzwaniając do niej i tracąc pyszne tfu obiadki; nawet w jego listach widać zaangażowanie w relację z córką.
      W K.K. rzeczywiście jest bezradnym dzieckiem we mgle ze świnką na uwięzi, w późniejszych tomach staje się internowanym fantomem ewentualnie cieniem przemykającym się w kapciach i przejawiającym jedynie działalność względem spadania z drabiny lub doznawania ataku serca w burzę.
    • emae Lubię Ignacego 30.08.09, 17:40
      Lubię Ignacego, uważam go za dobrego i wrażliwego człowieka. Podoba mi się
      bardzo we wspomnianej "Idzie Sierpniowej", jest niesamowicie zabawny w "Noelce",
      zachwyca mnie i rozczula jako kochany dziadek w "Imieninach". Jedyna osoba,
      która normalnie i serdecznie rozmawia z Laurą :)

      Taki sympatyczny, roztargniony, niezaradny pan, który kocha swoją rodzinę.

      Może jestem pod tym względem jedyną na tym forum (albo jestem w mniejszości),
      ale podoba mi się rozmowa Ignacego z Fryderykiem. W pewnym momencie trochę go
      ponosi zapał oratorski i mówi za dużo, ale jego riposty na wykrzykiwane
      oskarżenia Fryderyka niezmiernie mnie bawią.

      W "Czarnej polewce" jest faktycznie nieznośny, ale w "Sprężynie" został ładnie
      uświadomiony o swej ówczesnej nieznośności :)

      Wiem, że napisałam nie na temat - ale o niechęci wobec Ignacego było już tak
      duuużo... :)
      • szprota Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 18:08
        Ech, po pierwsze wątek chyba jest po prostu o naszym stosunku do Ignacego, więc jak najbardziej na temat.
        A po drugie, jeśli nawet nie na temat, to od kiedy nam to przeszkadza? :P
      • p.aulinka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 18:41
        Nikt nie lubi ....


        (no moze przesadzam z tym "nikt" aleja go tak nie lubie ze moge obdzielić
        spokojnie tych wszystkich którzy go lubia czyli : NIkt nie lubi :):):)"
        • p.aulinka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 18:45
          ps. apogeum nielubienia sięgnęło zenitu w momencie zabicia deskami balkonu
          Tygryska oraz rabniecia pierogami w telewizor który dała Gizela (harując na
          niego i odmawiajac sobie zeby tylko mili i Ignacowi zrobic dobrze) a po tym
          rabnieciu nie odczuwać ani grama wstydu czy wytłumaczenia się ...

          ps2. jedyny moment kiedy spojrzałam na niego zyczliwszym okiem był w momencie
          gdy zrobił awanture w pizzeri z pocietymi ksiązkami.
          • andrzej585858 Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 18:54
            Niestety, tez nie przepadam za Ignacym. Jeszcze na początku jest takim niezbyt
            rozgarniętym przykładem typowego mola książkowego - ale niestety w ostatnich
            tomach przybiera cechy jak typowego egoistycznego tetryka.
            Dla mnie podpadł za tą manię szpiegowania - nawiązując do klasyków, jako zywo
            przypomina Tyberiusza w jego ostatnich latach życia, no a zabijanie drzwi do
            balkonu to już lekka przesada co najmniej że już nie wspomnę o rozmowie z
            Fryderykiem.
            • senseeko A ja lubię i nie lubię Ignacego 30.08.09, 22:37
              Bo fakt, że to obrzydliwy histeryczny niezaradny egocentryk. Ale na swoj sposob kocha rodzinę (moze inacxzej nie umie) i stara sie byc dobry, tyle że mu nie wychodzi.
              A nade wszystko - któż z nas nie jest wolny od wad? Kto nie ma w sobie e4gocentryzmu, egotyzmu i egoizmu. Kto jest wystarczajaco pokorny?
              Nie lubimy Ignaca, bo nie lubimy własnych wad. Śmiejąc się z Ignaca smiejemy się ze swoich przywar. To jak w sali krzywych luster.
              Jezycjada bez Ignaca wiele by straciła.
              I owszem wiele mozna mu miec do zarzucenia ale nikt tak nie ubarwia tej sagi jak on. A wiele jego wypowiedzi jet niepozbawionych sensu.
              Natomiast nie lubie, oj bardzo nie lubię Frycelka.
              I Ignaca lubię także dlatego, że się nad Frycelkiem w przecudowny sposób pastwi. Mniam!
              • chomsterek Re: A ja lubię i nie lubię Ignacego 12.09.09, 22:21

                > Bo fakt, że to obrzydliwy histeryczny niezaradny egocentryk. Ale na swoj sposob
                > kocha rodzinę (moze inacxzej nie umie) i stara sie byc dobry, tyle że mu nie w
                > ychodzi.
                > A nade wszystko - któż z nas nie jest wolny od wad? Kto nie ma w sobie e4gocent
                > ryzmu, egotyzmu i egoizmu. Kto jest wystarczajaco pokorny?
                > Nie lubimy Ignaca, bo nie lubimy własnych wad. Śmiejąc się z Ignaca smiejemy si
                > ę ze swoich przywar. To jak w sali krzywych luster.
                > Jezycjada bez Ignaca wiele by straciła.
                > I owszem wiele mozna mu miec do zarzucenia ale nikt tak nie ubarwia tej sagi ja
                > k on. A wiele jego wypowiedzi jet niepozbawionych sensu.

                Mam bardzo podobne odczucia.
                • lezbobimbo Re: A ja lubię i nie lubię Ignacego 15.09.09, 15:34
                  Kto to pisala, przyznac sie ;) bo nie daje juz rady szukac po
                  rozrosnietym drzewku!

                  > > Bo fakt, że to obrzydliwy histeryczny niezaradny egocentryk. Ale
                  na swoj > sposob> > kocha rodzinę (moze inacxzej nie umie) i stara
                  sie byc dobry, tyle że mu nie wychodzi.

                  Po pierwsze Ignac w ogole sie nie stara, on mniema ze juz jest
                  wszystko jak byc powinno. Po drugie "na swoj sposob kochaja" rodzine
                  psychopaci rozmaici, co nie przeszkadza im powiedzmy trzymac ich
                  mumii na kanapie. Tak samo mezowie bijacy zony tez je kochaja, tylko
                  im nie wychodzi.. taaaa
                  Ignac jest pasozytem li i jedynie. Prawie zero milosci z jego strony
                  do tych samonapedzajacych sie robotow kuchennych w jego domu, nie
                  rozumiem dlaczego Mila go dawno nie zapakowala do koszyka i puscila
                  z biegiem rzeki. Mila tak bardzo jest spragniona milosci, ze
                  wystarcza jej pustoslowe zapewnienia tego spryciarza?

                  > > A nade wszystko - któż z nas nie jest wolny od wad? Kto nie ma w
                  sobie egocentryzmu, egotyzmu i egoizmu.

                  Ja swojego egocentryzmu nie wyzywam na najblizszych, jednoczesnie
                  zanudzajac ich wlasna obluda. Nie biore tez sobie na przyklad do
                  domu 4 kotow, po czym zaglebiam sie w ulubionej lekturze rozumujac,
                  ze same cos znajda do jedzenia, pozmywaja po sobie i w dodatku
                  zrobia mi herbatki. A jakby mi niedozywione miauczaly, to bym im
                  czytala o pustelnikach lubujacych sie w ascezie, albo ze odchudzac
                  sie to zdrowo. Albo o tym, ze dawniej to sie koty umialy odzywiac, a
                  dzisiaj to juz nie to samo.

                  >> Nie lubimy Ignaca, bo nie lubimy własnych wad. Śmiejąc się z
                  >>Ignaca smiejemy się ze swoich przywar.

                  Nie, ja nie lubie Ignaca, bo sie z niego smiac nie da. Nie
                  rozsmiesza mnie ani rozczula, tylko wkur..
                  W starszej Jezycjadzie byl zaledwie pasozytem nieszkodliwie trujacym
                  bo oderwanym od reszty rzeczywistosci, ale w Neojezycjadzie zaczyna
                  sie pasozyt nagle wpierniczac w te rzeczywistosc nieproszony i tego
                  sie czytac wrecz nie da.
                  Nie widze w nim moich przywar, wiec wlasnie nie mam go za co lubic.

                  > > Jezycjada bez Ignaca wiele by straciła.

                  Nieprawda. Bez niego Neojezycjada zyskalaby bardzo wiele, zwlaszcza
                  Imieniny z jedna z najokropniejszych scen niezrozumialego szalenstwa
                  starczego.
                  A we wczesniejszej J. najwieksze opus MM powstalo wlasnie na temat
                  tego, ze go nie ma wreszcie w domu :D Zanim obludny pasozyt sie
                  pojawia w KK, sa 2 przeswietne tomy w ogole bez jego udzialu, i co
                  to komu szkodzilo, pytam? :D

                  >> I owszem wiele mozna mu miec do zarzucenia ale nikt tak nie
                  >>ubarwia tej sagi jak on.

                  Wyjsciowego ubrania czy obrusu tez nic tak nie ubarwia jak buraczki
                  czy smar samochodowy, ale nie znaczy to, ze trzeba uwielbiac plamy i
                  cieszyc sie, ze sa, zamiast wyprac :D

                  >A wiele jego wypowiedzi jet niepozbawionych sensu.

                  Ktore? Przyklady prosze. Czy to "zrob mi takze herbaty" albo "nie
                  lubie jak moi bliscy jezdza autami" albo "nie macie co jesc, bo
                  zarabianie jest nieetyczne" ?
                  Wiele wypowiedzi w Jezycjadzie ma sens, ale czy to wlasciwy sens ;P
        • emae Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 10:18
          p.aulinka napisała:

          > Nikt nie lubi ....
          >

          W odpowiedzi na post zatytułowany "Lubię Ignacego" :D
      • kkokos Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 18:50
        >>>>Taki sympatyczny, roztargniony, niezaradny pan, który kocha
        swoją rodzinę.

        no dobra, a naprawdę chciałabyś mieć takiego ojca (i koło niego
        skakać)? a męża? a brata? a kumpla?
        • verdana Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 18:54
          Ogólnie nie lubię. Ale za rąbniecie pierogami w telewizor w czasie
          przemowienia tow. Gomulki - cenię i będę cenić.
          I kompletnie nie rozumiem nagonki na Ignacego, ze zniszczył taka
          cenna rzecz - nie rzeczy bowiem w życiu Ignacy ( i slusznie,
          slusznie) cenił sobie najbardziej.
          Gdyby ktos wtedy w mojej obecnosci rzucił w tow. Wieslawa
          pierogami...
          • kooreczka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 19:02
            Nie o sam fakt mi chodzi, ale o zniszczenie prezentu- o ile pamiętam bez słowa
            skruchy. Zniszczył cenną rzecz na którą nie zapracował i której sam nigdy nie
            byłby w stanie zdobyć i nie czuje się w obowiązku wyjaśnić sytuacji ofiarodawcy.
            • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 20:58
              CytatNie o sam fakt mi chodzi, ale o zniszczenie prezentu- o ile pamiętam bez słowa
              skruchy. Zniszczył cenną rzecz na którą nie zapracował i której sam nigdy nie byłby w stanie zdobyć i nie czuje się w obowiązku wyjaśnić sytuacji ofiarodawcy.


              Z tego, co mi wiadomo, podarunek w momencie wręczenia osobie obdarowanej staje się jego WŁASNOŚCIĄ.
              Może podziękować i zrobić z nią co mu się żywnie podoba.
              Jeśli ofiarodawca ma pretensje, co do sposobu wykorzystania prezentu, oznacza to, że nie było go na niego stać (nie, nie w sensie materialnym). Prezent to prezent, a nie forma kontroli nad życiem obdarowanego. Zawsze to wypływa w dyskusjach o prezentach ("bo ja jej dałam to, a on to sprzedał/wyrzucił/zrobił z tego posłanie dla psa!") - dałaś, podziękował, na tym koniec.

              Ignacy zniszczył cenną rzecz, ale ta cenna rzecz była JEGO WŁASNOŚCIĄ.
              No, ewentualnie mogłaby do niego mieć pretensje Mila, bo telewizor był wspólny. Ale nie Gizela.
              • mama_kotula Wybaczcie gramatykę poprzedniego postu 30.08.09, 20:59
                Albo raczej tejże brak :/
              • kooreczka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 21:03
                Niby jego własność- ale ofiarodawcy na pewno byłoby przykro widząc prezent w
                takim poszanowaniu. Osoba o minimalnej empatii poczułaby się w obowiązku swoje
                zachowanie usprawiedliwić- a Ignacemu w tym przypadku gęby szkoda
                • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 21:23
                  kooreczka napisała:
                  Cytat
                  > Niby jego własność- ale ofiarodawcy na pewno byłoby przykro widząc prezent w takim poszanowaniu. Osoba o minimalnej empatii poczułaby się w obowiązku swoje zachowanie usprawiedliwić- a Ignacemu w tym przypadku gęby szkoda


                  Może uznał, że Gizela jest na tyle inteligentną i empatyczną osobą, iż wyjaśnienia i usprawiedliwienia nie są potrzebne?

                  Przyznaję, że nie pamiętam jak dokładnie przebiegała ta scena, muszę lekturę odświeżyć.
                  • kooreczka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 21:42
                    Służę uprzejmie
                    CytatAle Ignac, czerwony na twarzy, ani myślał posłuchać żony.
                    Co chwila wyskakiwał z krzesła, jakby miał sprężynę w tyłku,
                    a kiedy nareszcie towarzysz Wiesław, jak nazywali Gomułkę,
                    wyjaśnił podniesionym głosem: - Walka ze syjonizmem nie
                    ma nic wspólnego z antysemityzmem - Ignac porwał to, co
                    miał pod ręką, i z całej siły rzucił prosto w twarz Gomułki,
                    zajmującą teraz cały ekran. Rozległ się huk, brzęk i łoskot,
                    z telewizora buchnął ogień, dzieci zaczęły krzyczeć z radości,
                    a wtedy Gizela, nie panując 'nad sobą, zerwała się na równe
                    nogi i wrzasnęła:
                    - Ignac! Zwariowałeś? Co to za chamstwo!? - bo po prostu
                    nerwy jej nie wytrzymały. Do czego to podobne, żeby rzucać
                    w telewizor, kupiony za jej ciężko zarobione pieniądze, i to
                    rzucać czym? - jej własną piękną salaterką pełną ulepionych
                    własnymi rękami pierogów!
                    A on, zamiast przeprosić, w rękę pocałować, wrzasnął na
                    nią równie głośno, jak ona na niego, choć przecież z nich dwojga
                    to Gizela mogła mieć prawdziwy powód do zdenerwowania
                    i obrazy:
                    - Cicho!!! Jaki Ignac! Jestem Ignacy, Ignacy! - a co to
                    niby miało do rzeczy wobec dymiącego telewizora z rozbitym
                    kineskopem, i jakim prawem wydzierał się na nią, która miała
                    dla niego tyle życzliwości i już była bliska polubienia go. Nie,
                    podobna niewdzięczność nie mieściła się po prostu w głowie!
                    Wrzeszczał na nią, i to w obecności dzieci, Mili, a co najgorsze
                    - Stefanii!
                    Wszystkie te myśli przemknęły jej przez głowę w okamgnieniu
                    i Gizela, czując, że łzy oburzenia i zawodu zaraz popłyną jej
                    z oczu i będzie straszny wstyd, bo ona przecież nigdy nie płacze
                    - porwała się z miejsca i wypadła z mieszkania, trzasnąwszy
                    niechcący drzwiami.
                    Nie zachodziła potem do nich przez miesiąc, tak bardzo była
                    obrażona i tak bardzo jej było wstyd. Sama nie wiedziała, czy
                    bardziej się wstydziła swojego wybuchu, czy zachowania Ignaca,
                    który przed tą kulturalną Stefanią pokazał się z jak najgorszej
                    strony. Owszem, spotykała Milę w pracy, nawet pogadały sobie
                    o dzieciach, ale Lizela wcale nie miała ochoty widzieć jej męża.
                    - Coś we mnie pękło - powiedziała Kaziowi, kiedy pytał
                    o przyczynę jej obrazy. - Jak on się zachował!
                    Kaziu poczciwie bronił Ignaca, mówił, że on też, jak Ignac,
                    nie może już patrzeć na tego Gomułę po tym, jak oszukał cały
                    naród, i że sam by nawet chętnie rzucił czymś w telewizor
                    - ale Gizela nie chciała nawet słuchać, machała ręką i kończyła
                    rozmowę.


                    Nawet autorka staje po stronie ofiarodawcy
                    • andrzej585858 Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 21:58
                      kooreczka napis
                      >
                      > Nawet autorka staje po stronie ofiarodawcy

                      Trudno się dziwić.Jeżeli prezent jest niszczony w obecności ofiarodawcy, w
                      dodatku prezent który został z dużym trudem zdobyty.

                      Ale z drugiej strony prezent w momencie jego ofiarowania staje się własnością
                      osoby nim obdarowanej która ma prawo robić
                      z nim cokolwiek zechce - nawet zniszczyć.
                      Pomijam już fakt że człowiek który polecał Laurze czytanie Marka Aureliusza
                      winien zachować więcej stoickiego spokoju -zwłaszcza w obecności ofiarodawcy.


                    • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 22:01
                      Autorka nie staje po stronie ofiarodawcy. Scena jest oglądana oczami Gizeli, jak
                      mi się zdaje. I komentarz jest też od-Gizelowy.
                      • meduza7 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 01:19
                        Scena jest oglądana oczami Gizeli, jak
                        > mi się zdaje. I komentarz jest też od-Gizelowy.

                        Dokładnie tak. To jest ten sam przypadek, co Grzesio na początku TiR
                        przedstawiany z punktu widzenia Tygryska, co niektórzy wzięli za dobrą monetę i
                        w dyskusjach zarzucali mu potem Bóg wie jakie wady.

                        W dodatku widać wyraźnie w tej scenie, że Gizela wielu rzeczy zwyczajnie nie
                        rozumie. Wstyd jej, że Ignacy tak się zachował przed "tą kulturalną Stefanią", a
                        nie dotarło do niej, że to co mówił Gomułka właśnie między innymi w Stefanię
                        było wymierzone - i ona sama być może była Ignacemu wdzięczna za ten dramatyczny
                        gest?
                        • tygrys2112 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 15:59
                          Ja mu nie zarzucam aż tyle, ale na pewno ktoś kto mówi zdanie w
                          stylu: -No, wlaśnie - rzekł Grzegorz, uspokojony - przecież zawsze
                          byłeś sierotą. (!!!) musi się charakteryzować "wyjątkowo" silną
                          empatią i niezwykłym "taktem".
                    • tygrys2112 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 15:53
                      A moim zdaniem nie. Ja w tym przytoczonym tekście widzę wyraźną
                      ironię.
                      bo po prostu
                      > nerwy jej nie wytrzymały. Do czego to podobne, żeby rzucać
                      > w telewizor, kupiony za jej ciężko zarobione pieniądze, i to
                      > rzucać czym? - jej własną piękną salaterką pełną ulepionych
                      > własnymi rękami pierogów!
                      > A on, zamiast przeprosić, w rękę pocałować, wrzasnął na
                      > nią równie głośno, jak ona na niego, choć przecież z nich dwojga
                      > to Gizela mogła mieć prawdziwy powód do zdenerwowania
                      > i obrazy:
                      To są myśli Gizeli, pokazujące, że myśli w tym momencie tylko swoimi
                      kategoriami. Nie o kontekście, tylko o tym, że coś materialnego się
                      znisczyło, co ONA nabyła i zrobiła.
                      Że Ignac powinien przeprosić, to fakt. Zrobił źle i ja wcale tego
                      nie neguję. ale to jej chodowanie niechęci, hm. Nigdy nie
                      przepadałam za tą postacią, wydawała mi się małostkowa i
                      ograniczona, a to mnie w tym niejako utwierdza.
                    • the_dzidka A tak nawiasem mówiąc: 04.09.09, 11:15
                      "A on, zamiast przeprosić, w rękę pocałować, wrzasnął na
                      nią równie głośno (...):
                      - Cicho!!! Jaki Ignac! Jestem Ignacy, Ignacy!"

                      Zawsze mnie zastanawia, dlaczego go ten "Ignac" tak strasznie
                      zdenerwował. Czyżby uważał, że nazwanie go "z żydowska" to jakaś
                      obelga? ;-)) To jak się to ma do jego słusznego oburzenia na to, co
                      sie wówczas w PL działo?
                      • tygrys2112 Re: A tak nawiasem mówiąc: 04.09.09, 11:44
                        nawet nie wiedziałam, że to z żydowska. Mnie się wydawało, że to
                        taka awersja do samego brzmienia formy. Tak jak do dziś nie cierpię
                        jak mówi się do mnie w pełnej formie imienia (nie znoszę i już). A
                        znałam dziewczynę, która nie dość że nie znosiła pięknego skądinąd
                        imienia Małgorzata, to na dodatek nienawidziła formy
                        MAŁgosiu. "Proszę! Nie Małgosiu! Gosiu! Tylko Gosiu!"
                      • kkokos Re: A tak nawiasem mówiąc: 04.09.09, 11:48
                        > Zawsze mnie zastanawia, dlaczego go ten "Ignac" tak strasznie
                        > zdenerwował. Czyżby uważał, że nazwanie go "z żydowska" to jakaś
                        > obelga? ;-))

                        ignac niekoniecznie z żydowska, to tak jak kaźmirz zamiast kazimierz
                        albo orelka zamiast aurelka - forma niepochodząca z języka
                        literackiego, regionalizm lub po prostu imię przekształcone przez
                        osoby mało wyedukowane. a z drugiej strony, skoro gizela robiła to
                        celowo, by podkreślić swą niechęć (kto ani razu nie zniekształcił
                        złośliwie imienia nielubianej osoby, ten pierwszy kamieniem...) itd.
                        to rozumiem ignaca, że szlag to trafiał :)
                        • jamniczysko Re: A tak nawiasem mówiąc: 04.09.09, 11:55
                          Nigdy nie pomyślałam, że to z żydowska. Taka forma imienia w
                          wykonaniu Gizeli brzmi dla mnie jakoś... lekceważąco. Jak "Jaśku" o
                          Janie na przykład.
                        • ananke666 Re: A tak nawiasem mówiąc: 04.09.09, 11:59
                          Może naleciałość niemiecka? Pamiętacie pamiętnik starego subiekta w "Lalce"?
                          Grossmutter mówiła do Ignacego Rzeckiego per "Ignaz", takoż stary Mincel.
                      • meduza7 Re: A tak nawiasem mówiąc: 12.09.09, 23:12
                        > Zawsze mnie zastanawia, dlaczego go ten "Ignac" tak strasznie
                        > zdenerwował. Czyżby uważał, że nazwanie go "z żydowska" to jakaś
                        > obelga? ;-))

                        A to jest "z żydowska"? Mnie się zawsze wydawało, że "z wiejska".
              • kotbert Re: Lubię Ignacego 01.09.09, 09:11
                Jak już wlazłam w ten wątek, dopiszę się w środku :p

                Fakt walnięcia talerzem z pierogami w telewizor uważam za zachowanie idiotyczne
                wysokiej klasy. Nie wiem, czemu Ignacemu, niby tak inteligentnemu, trzeba byłoby
                wytłumaczyć, że ten telewizor nie był przemawiającym towarzyszem we własnej
                osobie. Nikt nie kazał Ignacemu słuchać przemówienia, jest tam w tym pudełku z
                ekranem taki przycisk, który je wyłącza.
                Pierogów i talerza też szkoda.
              • croyance Re: Lubię Ignacego 01.09.09, 16:15
                Wszystko sie zgadza, ale wyobraz sobie sytuacje, ze wkladasz duzo
                wysilku w przygotowanie/wybranie prezentu dla
                przyjaciolki/przyjaciela (pomijajac koszty, ale np. jedziesz gdzies
                dalej, bo wiesz, ze tam maja cos, co lubi), ladnie pakujesz, wreczasz
                - a na drugi dzien przechodzisz kolo domu i widzisz prezent lezacy w
                smietniku.

                Mieli prawo wyrzucic? Mieli. Byloby Tobie przykro? Bylo.

                Prezent to nie rzecz, wartosc materialna nie ma tu znaczenia - kazdy
                prezent ma IMHO przede wszystkim wartosc symboliczna, i jesli
                np. przywozisz komus herbate, a ten ktos mowi 'nie pije herbaty', to
                komunikacja jest z dwoch poziomow.
            • p.aulinka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 22:03
              Dokładnie! Chyba nie załapałas verdano :)
              Chodziło o to ze ktos na ten prezent cięzko pracował, ze była to bardzo cenna
              rzecz której darczyńca nie wyjał sobie spod tyłka, tylko bardzo się nameczył
              żeby zdobyć, zeby ucieszyć swoim prezentem innych . To nie musiał byc telewizor,
              to mogłby byc i ohydny wazon ale dany od serca i z jak najlepszymi intencjami.

              Ktoś (Gizela) włozył w ten prezent czas, zaangazowanie i ... serce.
              A Ignaca winą nie było to ze w ataku szału zniszczył tę rzecz tylko, ze miał -
              za przeproszeniem - w dupie, ile dana osoba poświęciła zeby zrobic taki prezent
              . I ze zabrakło zwykłego ludzkiego : "przepraszam , że zniszczyłem coś przez co
              wypruwałaś sobie zyły zeby nam dać i sprawic radośc ".
              Dla mnir to zachowanie było obrzydliwe (a nie sam fakt ze został zniszczony
              akurat telewizor i akurat w akcie anygomułkowiskiego protestu)
              • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 22:27
                P.aulinko, ale trzeba wziąć pod uwagę to, że w danym momencie - zniszczenia - Ignacem targały bardzo silne emocje. Świadczy też o tym jego irracjonalna odpowiedź na zarzut "Nie jestem Ignac! jestem Ignacy!!".

                Pewnie jakby emocje opadły, to przeprosiłby Gizelę (aczkolwiek mnie przeprosiny "przepraszam że zniszczyłem coś, na co wypruwałaś sobie żyły, żeby nam sprawić radość" też mi się w głowie nie mieszczą, prawdę mówiąc). Tego nie wiemy, bo Gizela wybiegła z domu zanim Ignacy mógł coś zrobić. A potem nie pojawiała się u nich przez miesiąc czy dłużej i nie chciała w ogole oglądać męża Mili.

                Aby przeprosić, trzeba mieć szansę na te przeprosiny.
                • ananke666 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 03:25
                  > Pewnie jakby emocje opadły, to przeprosiłby Gizelę (aczkolwiek mnie przeprosiny
                  > "przepraszam że zniszczyłem coś, na co wypruwałaś sobie żyły, żeby nam sprawić
                  > radość" też mi się w głowie nie mieszczą, prawdę mówiąc). Tego nie wiemy, bo G
                  > izela wybiegła z domu zanim Ignacy mógł coś zrobić. A potem nie pojawiała się u
                  > nich przez miesiąc czy dłużej i nie chciała w ogole oglądać męża Mili.
                  >
                  > Aby przeprosić, trzeba mieć szansę na te przeprosiny.


                  Nooo, nie przesadzajmy. Ostatecznie Ignac posiadał dwie w pełni sprawne nogi, z
                  których mógł zrobić użytek i na przykład pójść na nich do Gizeli.
                • p.aulinka Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 13:35
                  No więc ja rozumiem, ze Ignac (złośliwe bede go tak nazywać a nie "Ignacy" jak
                  chce :)) nie zniszczył prezentu ze złej woli czy żeby specjalnie zrobić
                  przykrość Gizeli. Aż o taki wredny charakter go nie posądzam :)

                  Rozumiem też że w pierwszych emocjach nie przeprosił bo przeprosiny czy
                  wyjasnianie sytuacji wydawało mu się wtedy najmniejszym z problemów :)
                  Ale po paru nawet dniach POWINIEN kupic jakiś kwiatek i pójśc do Gizeli i
                  zwyczajnie przeprosić.
                  Gizela jakby nie było była i kobietą , osobą znacznie starszą od Ignaca, no i
                  niejako "matką" Mili - czyli najbliższą rodziną (ukochanej?) żony.

                  Nawet jak Ignac Gizeli nie lubił i miał gdzieś ze zrobił jej przykrośc , to nie
                  powinien miec gdzieś że sprawił przykrość Mili (a z opisu wynika ze tak było -
                  Mila nie czuła się dobrze i czułą się niejako "winna" za I.)

                  Tymczasem Ignac nawet po jakimś czasie nie potrafił po "męsku" wyjasnić sytuacji
                  z Gizelą (nawet już nie przepraszać skoro uważał ze nic się nie stało, ale
                  wyjaśnić i wytłumaczyć) - nic, tylko obłudnie udawał że nic sięnie stało. jakby
                  całej sprawy nie było. Facet z klasą tak nie postępuje!
                  To takie nieładne zamiatanie pod dywan i czekanie "aż przyschnie" - czego
                  osobiście bardzo nie lubię.

                  ps. ja rozumiem ze w momencie dawania prezentu przestaje on być moja własnościa
                  :) ale nadal jest MOIM prezentem dla kogoś. Danym od serca. Strasznie było by mi
                  przykro gdyby ktoś obdarowany wywalił prezent za okno, do śmieci czy rozbił o
                  ścianę i uwazał że nic , komletnie nic się nie stało że ów prezent jest w tym
                  momencie kupką skorup czy dymiacymi zgliszczami . Nawet jakby to była duperelka. :(
                  • verdana Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 13:45
                    Ignacy nie zniszczył "prezentu " bo tak. Zniszczył go, ponieważ
                    telewizja pokazywała rzeczy, ktorych przyzwoity człowiek nie mogl
                    znieść w swoim domu. I to, ze Gizela wowczas tego nie zrozumiała, że
                    jej zdaniem atak Ignaca był skierowany na rzecz materialną, ktora
                    kupila, a nie na ideologie, ktora się z tej rzeczy sączyła -
                    wystarczy, aby Ignacy uznał, ze za ten gest nie musi przepraszać. Że
                    przyzwoity czlowiek powinien zrozumiec jego wzburzenie, powinien
                    raczej pomysleć o Stefanii, a nie uwazac, ze wszystko kreci się
                    wokoł niego .
                    Uczucia Gizeli w tym momencie byly wyjątkowo egocentryczne.
                    • kkokos Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 13:51
                      > Uczucia Gizeli w tym momencie byly wyjątkowo egocentryczne.


                      nie, cały cytowany tu opis sceny, będący tak naprawdę zapisem toku
                      myślenia gizeli sugeruje, że do niej nie docierały subtelności
                      polityczne.
                      że dla niej w tej chwili stefania była "kulturalną kobietą", a nie
                      ofiara politycznej nagonki, która rozsierdziła ignaca do tego
                      stopnia, że rozwalił telewizor, miske i pierogi.
                      • kooreczka Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 15:06
                        Czyli sama idealistyczna postawa wystarczy by człowiek mógł mieć w nosie
                        niezorientowanych w polityce maluczkich? IMHo idealista prawdziwy raczej
                        ochłonąwszy wyjaśniłby sytuację, ale widać jestem za mało subtelna. Dobrze wiedzieć.
                        • tygrys2112 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 16:03
                          To nie, tylko chodzi o to, że obydwie strony tu zachowały się nie do
                          końca tak jak trzeba.
                        • verdana Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 16:03
                          W marcu 1968 zorientowane politycznie byly 11-latki. Podobnie jak
                          trudno bylo byc "niezorientowanym" w grudniu 1981. Gdyby 13 grudnia
                          ktoś rzucil w Jaruzelskiego przemawiającego z bunkra - czy można by
                          powiedzieć, ze nietaktownie zniszczył telewizor, czy też, że rzucił
                          spontanicznie, nie mogąc znieść tego co widział...
                          Absolutnie nie wierze w niezorientowanie Gizeli.
                          • andrzej585858 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 16:17
                            Oj z tym orientowaniem się w 1968 roku to tak różowo nie było. W dużych miastach
                            na pewno tak, ale na prowincję bardzo mało docierało. nie da się tego porównać z
                            1981r. kiedy przepływ informacji był o wiele większy.
                            Choć w brak orientacji Gizeli to też absolutnie nie wierzę, dorosłej osoby i
                            jeszcze w dodatku mieszkającej w Poznaniu?
                          • kkokos Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 16:47

                            Gdyby 13 grudnia
                            > ktoś rzucil w Jaruzelskiego przemawiającego z bunkra - czy można
                            by
                            > powiedzieć, ze nietaktownie zniszczył telewizor, czy też, że
                            rzucił
                            > spontanicznie, nie mogąc znieść tego co widział...

                            ależ oczywiście, że to drugie - co nie zmienia faktu, że wiele osób,
                            uznając prawo innych do spontanicznej wściekłości lub też
                            odreagowywania bezsilności (to chyba bardziej o to chodziło),
                            miałoby pretensję o owo odreagowywanie na materialnych dobrach
                            wspólnych tudzież z trudem zdobytych prezentach. w końcu nie
                            plutarchem wyszperanym przez siebie w antykwariacie ignac rzucił,
                            prawda?

                            raz tylko czytałam kalamburkę i z niechęcią, więc nie pomnę, jak się
                            gizela w tym 68 poza piergogami zachowała, więc być może coś
                            przekręcam. ale wydaje mi się, że nawet jeśli gizela ochłonąwszy
                            skojarzyła fakty i zrozumiała, dlaczego ignac zrobił, to co zrobił
                            (a w momencie czynu ignaca, moim zdaniem, nie kojarzyła), miała
                            prawo oczekiwać od niego czegoś w rodzaju przeprosin. zwłaszcza że
                            gizela prosta kobieta, a ignac teoretycznie wykształcony, więc niby
                            mający większą zdolność rozumienia uczuć innych i widzący wszystko w
                            szerszej perspektywie.

                            z drugiej strony ignac miotający pierogami w tow. wiesława jest dla
                            mnie znacznie bardziej wiarygodny niż ignac konspirujący i
                            organizujący podziemne wydawnictwo o kulturze i sztuce.
                            • verdana Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 17:28
                              W stanie wojennym niszczono telewizory, nie bacząc, ze to ciotki
                              jest krwawica.
                              I w ogole ta dyskusja opiera się na mylnym zalożeniu, że Ignacy
                              rzucil w telewizor, aby ten telewizor zniszczyć na oczach
                              ofiarodawczynie. Ignaca po prostu "przerwlo", wziął cokolwiek i
                              rzucił - nie w telewizor, w Gomułkę. Zniszczenie telewizora było tu
                              przestepstwem bez premedytacji, skutkiem, mozna rzec - ubocznym.
                              Przeprosiny??? Trzeba bylo byc niezwykle malostkowym, aby oczekiwac
                              czegos takiego od człowieka głeboko zranionego, tkniętego słuszna i
                              uzasadnioną furią, ktory widzi, jak na jego oczach poniza się Żydów.
                              Ja tez w konspiratora nie wierzę.
                              • kooreczka Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 18:16
                                No na tyle go tknęło by rzucić w TV, ale pytam się co komu z tego przyszło?
                                Może jestem małostkowa, ale w mojej rodzinie nikt nie ciskał salaterkami w
                                telewizory, a widząc co się dzieje starał się pomóc- choćby dobrym słowem gdy
                                nie było innej możliwości.
                                • verdana Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 18:32
                                  Przyszło. Stefani przyszło na pewno.
                                  • dakota77 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 18:34
                                    A czy gdyby Ignacy wylaczyl telewizor po uslyszeniu poczatku
                                    przemowy, albo poprosil kogos o wylaczenie, a potem nawet powiedzmy
                                    cisnal tym talerzem pierogow o podloge czy sciane, przyszloby z tego
                                    mniej?
                                    Bo moim zdaniem niezgode na takie slowa wyrazilby dostatecznie mocno.
                                    No ale to pewnie materialistka przez mnie przemawia;-)
                              • kkokos Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 18:33
                                > I w ogole ta dyskusja opiera się na mylnym zalożeniu, że Ignacy
                                > rzucil w telewizor, aby ten telewizor zniszczyć na oczach
                                > ofiarodawczynie.

                                nieprawda, już ci dziewczyny pisaly, że nie masz monopolu na
                                rozumienie kontekstu historycznego tej sceny


                                Trzeba bylo byc niezwykle malostkowym, aby oczekiwac
                                > czegos takiego od człowieka głeboko zranionego, tkniętego słuszna
                                i
                                > uzasadnioną furią, ktory widzi, jak na jego oczach poniza się
                                Żydów.

                                verdano, nie dogadamy się, bo patrzysz na ten rok w sposób osobisty
                                i już zawsze emocjonalny, a ja jak na różne inne świństwa, niektóre
                                małe, niektóre gigantyczne, które totalitaryzm robił obywatelom. ale
                                mam ten luksus, że mogę się nimi nie emocjonować (co nie znaczy, że
                                staciłam zdolność rozróżniania dobra i zła). i tyle.
                                • verdana Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 18:57
                                  A co ma to wspolnego z odróżnianiem dobra od zla?
                                  Napad furii, gdy slyszy się w telewizji cos niewiarygodnie
                                  obrzydliwego wydaje się po prostu uzasadniony. Nie twierdze, ze
                                  zamkniecie telewizora + uwaga "Gomulka to sq..." byloby czymś
                                  niewlasciwym - ale jestem w stanie zrozumiec, ze ktoś po prostu
                                  dostał cholery i rzucil w Gomulke czym popadło.
                                  Jak facet zobaczy zonę w lózku z obcym facetem, to tez powinien
                                  raczej powiedziec "przepraszam, czy zechciałby Pan wyjść?", a nie
                                  rzucać w parę salaterką z sałatką z buraków, ktora stoi wlasnie na
                                  stole - ale jak rzuci, to kazdy to chyba zrozumie. I zrozumie także,
                                  ze nie musi w związku z tym przepraszać kuzyna, ze zniszczył
                                  adamaszkową posciel, ktora dostał od niego w prezencie...
                                  • kkokos Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 19:13
                                    I zrozumie także,
                                    > ze nie musi w związku z tym przepraszać kuzyna, ze zniszczył
                                    > adamaszkową posciel, ktora dostał od niego w prezencie...
                                    >

                                    jeśli nakrycie niewiernej nastąpiło w obecności kuzyna, to czemu
                                    nie... :)

                                    a jeśli bez obecności kuzyna, to jak dla mnie kolejnym naturalnym
                                    odruchem (jeśli kuzyn jak brat albo najlepszy przyjaciel) byłoby
                                    powiedzenie kuzynowi "i robili to w tej fajnej adamaszkowej pościeli
                                    od ciebie...", na co kuzyn poczułby się winny, że swym prezentem
                                    wzmógł żony chęć do rozpusty :)

                                    a jeśli tym facetem w łóżku był właśnie kuzyn, to pościelą uwalaną w
                                    buraczkach należałoby cisnąć za nim albo wręcz wyrzucić go przez
                                    okno w tę pościel owiniętego. howgh!

                                    no sorry, ale ta dyskusja już chyba nie ma sensu. ja w każdym razie
                                    poprzestanę na stwierdzeniu, że rozumiem odruch ignaca, mogę jakoś
                                    tam zrozumieć tok myślenia gizeli, ale nie rozumiem urazy ignaca,
                                    którą w tej materii ignac żywił do gizeli nawet wtedy, gdy furia z
                                    niego opadła. i spróbuję już na ten temat nic więcej nie pisać.
                                  • ananke666 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 20:00

                                    Mały szczegół: Ignac nie dostał telewizora w prezencie. To była własność
                                    rodziny, nie tylko jego.
                                    • andrzej585858 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 20:15
                                      Ja akurat doskonale rozumiem furię Ignacego w tym konkretnym przypadku.
                                      Przemówienie tow. Wiesława i te nieustające wiece były wyjątkowo obrzydliwe -
                                      stalinizm w najbardziej odrażającej postaci.
                                      Mógł cisnąć w telewizor czym popadło.
                                      Szkoda tylko że zrobił to w obecności ofiarodawczyni - szkoda też że w momencie
                                      gdy ochłonął jednak nie zdobył się na przeprosiny.
                                      Tego to akurat za bardzo nie rozumiem. Moment furii - tak, następstwa - nie.
                                      • croyance Re: Lubię Ignacego 01.09.09, 16:22
                                        O, ja doskonale rozumiem rzucanie przedmiotami w afekcie, ale pozniej z
                                        reguly czlowiek ochlonie ... Kiedy w czasie dyskusji o sluzbie zdrowia
                                        stluklam, miedzy innymi, ulubiony kubeczek meza, bo akurat w furii
                                        nawinal mi sie pod reke, przeprosilam nastepnego dnia.
                                • ratyzbona Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 23:53
                                  Jesli nie jesteś w stanie zrozumieć bezsilności ludzi w 68 (
                                  zwłaszcza tych którzy z żydami się przyjaźnili) ale jesteś w stanie
                                  zrozumieć oburzenie związane z utrata telewizora to jednak coś jest
                                  nie tak. Nie objeło mnie w życiu żadne prześladowanie - mam ten
                                  luksus co nie zmienia faktu że jednak rozumiem cudze emocje. Z resztą
                                  moze jestem dzieckiem kapitalizmu ale nie rozumiem jak można uważać
                                  że zachowanie Ignaca bylo w jakimkolwiek stopniu złe. Za co miał
                                  przeprosić Gizelę - za to że żyje w kraju w ktorym czasem człowiek
                                  słyszy z telewizji taką rzecz że nie sposób rzucić pierogami w
                                  telewizor? Czy czlowiek dający w mordę komuś kto obraża jego
                                  przyjaciela powinien potem przeprosić żonę obitego? Bo dla mnie to
                                  dość podobna sytuacja. Serio młoda jestem i ani przez chwilę nie
                                  miałam wątpliwości że jest to najbardziej szlachetny sposób
                                  niszczenia telewizora o jakim słyszałam.
                                  • kkokos Re: Lubię Ignacego 01.09.09, 10:45
                                    ratyzbona napisała:

                                    > Jesli nie jesteś w stanie zrozumieć bezsilności ludzi w 68.....


                                    nie cytowałaś przedmówcy, ale mam nadzieję, że to nie do mnie, bo
                                    nigdzie nie napisałam, ze nie rozumiem bezsilności, więcej, moim
                                    zdaniem to bardziej nawet bezsilność niż czysta furia była ze strony
                                    ignaca, furia to raczej potem w okrzyku "nie jestem ignac, tylko
                                    igancy".
                                    ale ratyzbono, zaczynasz iść w stronę "kto nie z nami, ten przeciwko
                                    nam" - kto nie czuje jak ja, ten moim wrogiem. a to nie tak.
                                  • lezbobimbo Re: Lubię Ignacego 04.09.09, 06:47
                                    ratyzbona napisała:
                                    > Jesli nie jesteś w stanie zrozumieć bezsilności ludzi w 68 (
                                    > zwłaszcza tych którzy z żydami się przyjaźnili) ale jesteś w stanie
                                    > zrozumieć oburzenie związane z utrata telewizora to jednak coś jest
                                    > nie tak.

                                    Ale MM moglaby to napisac lepiej.
                                    A teraz wychodzi, ze wszyscy, co dziwujemy nad telewizorem i pierogami, trzymaja
                                    z Gomulka i antysemityzmem, bo sluszne oburzenie mozna wyrazac jedynie
                                    rozwalajac majatek i zabierajac dzieciom obiad (znowu, typowe dla Ignaca:PP).
                                    Nie za bardzo trafiam za kretymi motywacjami MM - czy chciala ukazac Gizele jako
                                    bezduszna, materialistyczna antysemitke? Dla ktorej wazniejszy jest obiad,
                                    talerz i telewizor, marnotrawsto pieniedzy i nieszanowanie prezentu, a nie to,
                                    co w tej tivi jest wyglaszane? Bo jej sie to udalo chyba, razem z tym
                                    nawiazaniem do gizelowego Rycerza Niepokalanej przedwojennego - to dopiero bylo
                                    zydozercze pismidlo nacjonalistyczne - jak na ironie zalozone przez samego
                                    Maksymiliana Kolbe. W kazdym numerze - zydowska masonerie wysylano na Madagaskar
                                    conajmniej i szkalowano Zydow tak, ze niemieccy nazisci by sie nie powstydzili
                                    itd. Toby dopiero Ignac mogl szalec z pierogami, toby mogl mienie nieswoje
                                    rozwalac!
                                    • emae Re: Lubię Ignacego 04.09.09, 08:15
                                      lezbobimbo napisała:

                                      >
                                      > Nie za bardzo trafiam za kretymi motywacjami MM - czy chciala ukazac Gizele jako
                                      > bezduszna, materialistyczna antysemitke? Dla ktorej wazniejszy jest obiad,
                                      > talerz i telewizor, marnotrawsto pieniedzy i nieszanowanie prezentu, a nie to,
                                      > co w tej tivi jest wyglaszane?
                                      >

                                      Moim zdaniem - blisko, ale nie do końca.
                                      Przez całą Kalamburkę, konsekwentnie przeciwstawiane są sobie dwie postawy
                                      życiowe. Pierwsza - twarde stąpanie po ziemi, racjonalizm, proste myślenie,
                                      przedsiębiorczość, trochę nawet materializm. Taka biblijna Marta. Druga postawa
                                      - romantyzm, emocjonalność, uniesienia, idealizm, oderwanie od rzeczywistości.

                                      Już w szkolnych latach Mili mamy Milę poetkę obdarzoną niezwykłym darem oraz
                                      Monikę piszącą poprawnie i bez błędów, ale zwyczajnie. Później następują
                                      wszystkie spory pomiędzy twardą, rozsądną Gizelą a Milą zapłakującą się nad
                                      książkami. Później - kontrast pomiędzy Milą a Felicją. I przede wszystkim -
                                      Gizela kontra Ignacy. "-Co pan może dać Mili? - Wszystko... każdy mój oddech. -
                                      I z czego będziecie żyć? Z oddychania?" (cytat niedokładny).

                                      Scena z pierogami i Gomułką to dla mnie apogeum tego kontrastu. Gizela jest
                                      racjonalistką, widzi rzeczywistość prosto i twardo, widzi realne skutki
                                      emocjonalnego porywu Ignacego. Ignacy jest oderwany od rzeczywistości, walczy z
                                      tym nieszczęsnym telewizorem jak Don Kichot z wiatrakiem.
                                      • skrzydlate.bobry Re: Lubię Ignacego 04.09.09, 09:27
                                        Tylko weźcie pod uwagę, że niby taka prosta i materialistyczna Gizela też ma
                                        koncie walkę z systemem (tak to w skrócie nazwijmy) i to chyba w lepszym stylu
                                        niż rzucanie pierogami w telewizor. A przecież wcale nie musiała. Pamiętacie
                                        kwestię gazetki szkolnej o Powstaniu Styczniowej i postawę Gizeli? Czerwiec
                                        1965? Przygadanie pani Szczepańskiej właśnie w okolicy imprezy z pierogami? A
                                        "Kalendarz Rycerza Niepokalanej" Gizela dostała od szefowej w ramach prezentu
                                        noworocznego i napisane jest, co o takich podarunkach myślała.
                                      • ananke666 Re: Lubię Ignacego 04.09.09, 11:32
                                        > Już w szkolnych latach Mili mamy Milę poetkę obdarzoną niezwykłym darem oraz
                                        > Monikę piszącą poprawnie i bez błędów, ale zwyczajnie. Później następują
                                        > wszystkie spory pomiędzy twardą, rozsądną Gizelą a Milą zapłakującą się nad
                                        > książkami. Później - kontrast pomiędzy Milą a Felicją. I przede wszystkim -
                                        > Gizela kontra Ignacy.

                                        O, niezupełnie tak. Najpierw mamy Milę miłą, acz apodyktyczną (mały domowy
                                        tyran, wiecznie czymś zajęty), ścibolącą swetry ramach niekrępującej, acz
                                        niepopłatnej pracy chałupniczej, cerującą skarpetki kurę domową, która co prawda
                                        czyta Majakowskiego, ale głowi się nad jedzeniem dla córek i szoruje po nich
                                        wanny. Łacinę odrobinę rozumie wyłącznie dzięki praktyce domowej przy mężu.
                                        Dwadzieścia lat później dopiero okazuje się, że miała talent literacki, płakała
                                        nad książkami i była dramaturgiem.

                                        Nawiasem mówiąc, jest tu gruba niekonsekwencja: gdyby rzeczywiście była
                                        utalentowana, obdarzona takim smakiem literackim itede, to z pewnością wyszłoby
                                        to przy rozmowach z mężem o książkach. Ignac lubił przecież dzielić się
                                        wrażeniami z lektur, a Mila, jako utalentowany i oczytany dramaturg, z pewnością
                                        miałaby coś do powiedzenia. Dzięki czemu Ignac nie podejrzewałby jej o gusta
                                        typu "och, zapewne coś z literatury kobiecej" czyli w domyśle - niegodnej jego
                                        uwagi i niewiele wartej.
                                        • dakota77 Re: Lubię Ignacego 04.09.09, 11:36
                                          Swoja droga to naprawde niefajne- miec meza, ktory nawet nie ma
                                          pojecia, w jakich ksiazkach gustuje jego zona.
                                        • emae Re: Lubię Ignacego 04.09.09, 12:50
                                          ananke666 napisała:
                                          >
                                          > O, niezupełnie tak. Najpierw mamy Milę miłą, acz apodyktyczną (mały domowy
                                          > tyran, wiecznie czymś zajęty), ścibolącą swetry ramach niekrępującej, acz
                                          > niepopłatnej pracy chałupniczej, cerującą skarpetki kurę domową, która co prawd
                                          > a
                                          > czyta Majakowskiego, ale głowi się nad jedzeniem dla córek i szoruje po nich
                                          > wanny. Łacinę odrobinę rozumie wyłącznie dzięki praktyce domowej przy mężu.
                                          > Dwadzieścia lat później dopiero okazuje się, że miała talent literacki, płakała
                                          > nad książkami i była dramaturgiem.
                                          >

                                          Ananke, ja w tym momencie pisałam wyłącznie o "Kalamburce". Co do
                                          niekonsekwencji - zgadzam się.
                      • tygrys2112 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 16:02
                        > > Uczucia Gizeli w tym momencie byly wyjątkowo egocentryczne.
                        >
                        >
                        > nie, cały cytowany tu opis sceny, będący tak naprawdę zapisem toku
                        > myślenia gizeli sugeruje, że do niej nie docierały subtelności
                        > polityczne.
                        > że dla niej w tej chwili stefania była "kulturalną kobietą", a nie
                        > ofiara politycznej nagonki, która rozsierdziła ignaca do tego
                        > stopnia, że rozwalił telewizor, miske i pierogi.

                        do niej nie docierały żadne subtelności, ani polityczne ani
                        emocjonalne. Chyba, że dotyczyło to jej samej
                        • verdana Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 16:13
                          Otóż to.
          • andrzej585858 Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 19:07
            verdana napisała:

            > Gdyby ktos wtedy w mojej obecnosci rzucił w tow. Wieslawa
            > pierogami...

            Kolega w szkole w 70 roku rzucił pomidorem w portret tow. Wiesława. No cóż
            szkoły nie skończył.
            Ale on chyba bardzo chciał uwolnić się od obowiązku szkolnego gdyż jedną klasę 3
            lata powtarzał.
          • dakota77 Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 19:28
            Moze gdyby udalo mu sie na jakims wiecu podkrasc do Gomulki i czyms w
            niego rzucic, chocby i pierogami tesciowej, byloby go za co
            podziwiac. Moze. Przemowienie mogl wylaczyc. I tak rzucenie w
            telewizor bylo pustym gestem, ktory nikomu nie pomogl. Mogl chociaz
            potem przeprosic Gizele.
            • verdana Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 22:34
              Cóż, jestem 100% przekonana, ze MM chciała przedstawic tu Ignaca
              jako człowieka, ktory pewnych rzeczy sluchać nie może - i wpada w
              calkowicie uzasadnioną furię, która nie jest tylko pustym gestem.
              Tym bardziej, ze o ile pamietam, Gomulki słucha razem z nim.
              kolezanka "syjonistka".
              A Gizela -materialistka troszczy sie o pierogi i telewizor. Bo cóż,
              to drogie bylo, niszczyć? Trzeba bylo wysłuchac, powiedziec, "oj,
              nieladnie" i pierogi zjeść.
              A potem obejrzec kolejny program o "syjonistach do Syjamu".
              Naprawde, mam wrazenie - ponure skadinąd- ze jestem jedynym
              muzealnym okazem, ktory te scene rozumie.
              No i w stanie wojennym w czasie dziennika ludzie tez czasem
              wyrzucali telewizory.. Puste gesty - po co, telewizor rzecz wazna.
              • ratyzbona Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 22:45
                To trochę przykre że w scenie która obrazuje kompletną desperację i bezradność
                człowieka wobec głupoty, niesprawiedliwości i nienawiści tego świata widzicie
                telewizor.
                • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 22:59
                  CytatTo trochę przykre że w scenie która obrazuje kompletną desperację i bezradność człowieka wobec głupoty, niesprawiedliwości i nienawiści tego świata widzicie telewizor.

                  Ratyzbono, to może i jest przykre.
                  Natomiast jest jak najbardziej ludzkie. Szczególnie dla ludzi, którzy nie mieli bezpośredniego styku z wydarzeniami tamtych dni i ciężko im empatyzować z Ignacym. Racjonalizm - na chwilę współczesną - każe rozpatrywać tę scenę tak, jak to widziała Gizela, w aspekcie kultury, wdzięczności dla ofiarodawcy i wandalizmu.

                  Tylko, że wg mnie nie da się rozpatrywać zachowań emocjonalnych, zachowań będących wynikiem bardzo silnych emocji - desperacji, bezsilności - w sposób stricte racjonalny, tak, jakby sobie pan Ignacy po prostu rzucił salaterką w sprzęt domowy. Bo takie "rzucenie po prostu" faktycznie byłoby bezmyślnym zniszczeniem wartościowej rzeczy.

                  Tu też nastąpił fakt zniszczenia czegoś wartościowego i Gizeli ma prawo być przykro jak najbardziej, ma prawo czuć żal do Ignacego - tego jej nikt nie odmówi, natomiast przykre jest to, że ani Gizeli, ani tych, co każą Ignacowi przepraszać, kompletnie nie interesują motywy "winowajcy".

                  Ignacy - jak ktoś wyżej zauważył, ma być empatyczny (bo Gizela sobie żyły wypruła), a Gizeli empatia nie obowiązuje (bo Gizela sobie żyły wypruła). Jakby nie patrzeć, wychodzi na to, że empatia kończy się tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze.
                  • dakota77 Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 23:33
                    Oo, alez z nas paskudni, paskudni materialisci. Jak to dobrze, ze sa
                    i tu idealisci w borejkowskim stylu, ktorzy pod wplywem kazdej emocji
                    niszcza sprzety AGD i RTV.
                    Otoz nie, nie przeoczylam kontekstu tej sceny. Wydarzenia 1968 roku
                    byly straszne. I dzis dzieje sie wiele rzeczy, na ktore ciezko sie
                    zgodzic, z ktorymi ciezko sie pogodzic. Tylko niekoniecznie za to
                    musza placic sprzety domowe.
                    Rozumiem motywy Ignacego, ale tak, wciaz uwazam, ze Gizela miala
                    prawo poczuc sie dotknieta ta scena.
                    • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 23:43
                      CytatRozumiem motywy Ignacego, ale tak, wciaz uwazam, ze Gizela miala prawo poczuc sie dotknieta ta scena.

                      Dakotuś, ale toż ja napisałam, że Gizela miała pełne prawo się poczuć dotknięta. I to dokładnie w tym poście, na który odpisujesz :).
                      Bo ja też bym się czuła dotknięta. I pewnie też bym awanturę zrobiła dziką, jeszcze bardziej dziką niż Gizela, ja pewnie bym w ramach rewanżu czymś w Ignacego rzuciła, no ale umówmy się, że bardziej niezrównoważona jestm.

                      Tylko że - przyznanie Gizeli prawo do wkurwu, nie oznacza automatycznego odebrania prawa do wkurwu Ignacemu, zgadza się?

                      Krótko mówiąc, Gizela miała prawo się zeźlić, że Ignacy zniszczył prezent od niej, Ignacy miał prawo reagować emocjonalnie z przyczyn wiadomych i rozwalić swoją - jakby nie było - własność, sprawa jest imho niezakończona, bo jedno się obraziło na wieki wieków amen, a drugie nie-wiadomo-co.

                      A co do tego "niekoniecznie muszą płacić za to sprzęty domowe" - tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono ;-);-). Ja też kiedyś pieprznęłam sprzętem domowym z okna, kontekst pominę, bo nie jest tu akurat ważny - ale wierz mi, wcześniej wyśmiałabym każdego, kto by mi zasugerował, że coś będzie mnie w stanie doprowadzić do takich emocji, które każą mi ciskać drogimi meblami. Co gorsza, nie moimi meblami :P
                      • kooreczka Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 08:26
                        Kontekstu sceny nie przeoczyłam, ale nadal uważam reakcje Ignacego
                        za bezsensowną. Nie sądzę, zeby komukolwiek pomogła świadomość, że w
                        jego sprawie zniszczono TV.

                        Skoro już rzucił- widząc oburzenie Gizeli powinien ochłonąwszy pójść
                        do Canossy* i sprawę wyjaśnić. Gizela by pewnie zrozumiała- ale
                        zabrakło odroniny dobrej woli.

                        *Choć Canossa jako wydarzenie średniowieczne leży już chyba poza
                        sfere zainteresowań Ignaca

              • p.aulinka Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 13:39
                verdano - a tu się z Tobą zgodzę że mozliwe iż MM , w ten właśnie sposób chciała
                całą akcje przedstawić:)
                No ale niestety ja to odbieram inaczej a całe zdarzenie zaowocowało w tym
                momencie li i jedynie duża solidarnością z Gizelą i dużą antypatią do Ignaca.
              • croyance Re: Lubię Ignacego 01.09.09, 16:32
                Ja Cie, Verdano, teoretycznie rzecz biorac rozumiem, bo jasne, ze sa
                rzeczy wazniejsze niz te materialne i wiem, dlaczego uwazasz za
                malostkowe troszczenie sie o telewizor w takiej chwili.

                Niemniej jednak, nie zyjemy w swiecie idei, i czasami 'honorowe
                gesty' wynikaja jedynie z egotyzmu ludzi nie umiejacych w zaden
                praktyczny sposob zmierzyc sie z sytuacja. Przypomina mi to

                O polska kraino! Gdyby ci rodacy,
                Co za ciebie giną, wzięli się do pracy,

                I po garstce ziemi z ojczyzny zabrali,
                Już by dłońmi swymi Polskę usypali.

                Mysle, ze czasami trzeba zaprostestowac glosno i nie baczac na
                konsekwencje - ale same puste gesty nic jeszcze nikomu nie pomogly.
                My patrzymy na Ignacego w kontekscie calej Jezycjady, to efekciarz
                byl - gdyby kto inny rzucal w telewizor, moglabym zaaprobowac to, tak
                jak Ty. Ale Ignacy?
                • verdana Re: Lubię Ignacego 01.09.09, 19:50
                  Moze wtedy Ignacy jeszcze był normalnym Ignacym? Ale wymaganie, aby
                  spokornial i przeprosił za zmieszanie pierogow z telewizorem
                  spowodowało, ze przycichł byl i skapczaniał...
                  Rzucenie pierogami IMO w ogole nie bylo żadnym gestem - gest to
                  rzecz raczej przemyslana. To był atak furii. A ze w obecnosci
                  Stefanii - nie był kompletnie nieistotny.
                  • croyance Re: Lubię Ignacego 15.09.09, 11:51
                    Mysle, ze to bya sytuacja, w ktorej oboje mieli racje: Ignacy mial
                    racje, ze rzucal, a Stefania miala racje, ze sie oburzyla.
        • rozdzial43 Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 20:36
          Chyba jednak w ogóle ród męski w pokoleniu rodziców i dziadków młodszych
          bohaterów nie wypada zbyt dobrze.

          Ojciec Anieli w Kłamczusze - zaganiający do robienia obiadu dla ojca
          nastoletnie, uczące się dziewczę, stosujący przemoc (nie przekonaną werbalnie
          córkę prostacko zamyka w pokoju), dopiero po pół roku odwiedzający swą niespełna
          szesnastoletnią córkę w Poznaniu, we wspomnieniach Mamerta ma pociąg do kieliszka.
          Jako opiekun - do luftu.

          Mamert w Kłamczusze - dający się ponieść irytacji zwolennik bicia małoletnich po
          kuprach. W Noelce oddający się jakimś żałosnym marzeniom o tym, jaki powinien
          być JEGO syn, żałośnie akcentujący wiodącą pozycję samca w stadzie (swoją drogą
          trafnie sportretowana postać ojca).

          Stryj Józeczek - ofiara losu jadąca na plecach zaradnej Feli.

          Metody, Cyryl i Grzegorz - tworzący jaką dziwaczną niezdrową komunę. Ojciec
          spychający na dziadków trud wychowania jedynaczki.

          Majchrzak - despota, psychol i prostak.

          Bracia Ptaszkowscy - "nie ma niewiast w naszej chacie" - na Jowisza, co to ma
          być????

          Wielu ojców w ogóle brak - nie pełnią swej roli, bo porzucili dzieci: tata
          Bobcia, Konrada i Bebe, nieszczęsny Pyziak.

          Na tle wszystkich tych facetów, tata Borejko nie wygląda źle: tkwi, kocha,
          wychowuje, wspiera.

          Ale Jeżycjadowy świat to dla mnie świat dzielnych i miłych (hehehe) kobiet, bez
          których wszystko rymnie na dziób. Matki i córki Polki dźwigają, noszą, pracują.
          Smutne.
          • kooreczka Re: Lubię Ignacego 30.08.09, 21:01
            Ojca Anieli będę bronić- Mamert tylko raz wspomina o upiciu się (zapewne jakiś
            czas temu) z okazji rodzinnej biby.
            W pokoleniu moich rodziców 14 letnie dzieci szły do szkół na drugi koniec
            Polski, często właśnie z "listem polecającym" do jakiś krewnych bądź znajomych i
            nikt (a zwłaszcza one same) nie uważał tego za patologię.
          • kkokos Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 09:04
            > Na tle wszystkich tych facetów, tata Borejko nie wygląda źle:
            tkwi,
            no tkwi, przecież bez mili jednego dnia by nie przeżył, on taki
            rozczulająco niezaradny, prawda? jeszcze by ziemniaki z węglem
            pomylił, bidulek

            > kocha,
            tak, niewątpliwie po swojemu kocha

            > wychowuje,
            nie, wygłasza sentencje i peroruje, a to nie to samo. wychowuje
            mila, li i jedynie.

            > wspiera.
            ???????

            > Ojciec Anieli w Kłamczusze (...) Jako opiekun - do luftu.
            > Mamert w Kłamczusze - dający się ponieść irytacji zwolennik bicia
            małoletnich p
            > o
            > kuprach.

            to przykładadnie dzisiejszej miary do ówczesnych wyobrażeń i
            realiów - dziś zachowywaliby się niedopuszczalnie, wtedy zgodnie z
            pozytwyną normą. a na temat rozwoju postaci mamerta były tu już
            dyskusje - kompletnie niewiarygodna w kontekście tego, co się o niej
            dowiadujemy z kłamuczychy

            > Stryj Józeczek - ofiara losu jadąca na plecach zaradnej Feli.
            fela niewątpliwie zaradna, ale niby dlaczego józeczek ofiara losu?
            gdzie w IS okazuje się dupą wołową jako ojciec joanny, hę? bo w
            innych książkach go chyba jako ojca nie widać?

            > Metody, Cyryl i Grzegorz - tworzący jaką dziwaczną niezdrową
            komunę. Ojciec
            > spychający na dziadków trud wychowania jedynaczki.
            a co w niej niezdrowego poza zachowaniem grzegorza, który w dupie ma
            elkę? nie widzę nic niezdrowego w cyrylu i metodym - czyżby dla
            ciebie jedyny dopuszczalny układ rodzinny to 2+2?



            • mama_kotula Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 10:41
              Cytat> Na tle wszystkich tych facetów, tata Borejko nie wygląda źle:tkwi
              no tkwi, przecież bez mili jednego dnia by nie przeżył, on taki
              rozczulająco niezaradny, prawda? jeszcze by ziemniaki z węglem
              pomylił, bidulek


              Kkokos, a poczytaj ty wątki na ematce czy innych forach, jak to panie opisują
              mężów, że tacy nieporadni i tak śmiesznie np. założyli córce spodnie tył na
              przód wkładając nogi w jedną nogawkę, bo myśleli że to spódniczka. I że dzwonił
              do niej 3 razy aby zapytać, gdzie są ubranka dziecka (no jak to gdzie, k.wa, w
              lodówce przecież :P).
              Albo jak to uroczo że tak słodko nieporadny facet nie wie, jak obsługiwać
              kuchenkę i nie wie, jak sobie zrobić obiad.

              I istnieją jeszcze osoby, które uważają, że to jest urocze, słodkie i śmieszne.
            • rozdzial43 Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 19:10
              kkokos napisała: >
              > no tkwi, przecież bez mili jednego dnia by nie przeżył, on taki
              > rozczulająco niezaradny, prawda? jeszcze by ziemniaki z węglem
              > pomylił, bidulek

              no tak, to bardzo jest irytujące. Ale czy totalna niezaradność życiowa skreśla
              kogoś jako ojca? Dla jasności: sama nie chciałabym takiego ojca, a już na pewno
              nie męża. Pewnie dlatego, że u nas to z kolei ja jestem taka pierdołowata i
              niezaradna. Nie wiem kiedy i ile się płaci jakiego rachunku, prawie nie gotuję,
              w zyciu nie upiekłam ciasta, jak się zastanowię uczciwie, to w ogóle chyba nic
              nie upiekłam (boję się zapalić gaz w piekarniku), nie umiem w ogóle szyć, robić
              na drutach, beznadziejnie prasuję. Perfrkcyjnie za to piorę (pralką
              automatyczną) i zmywam (zmywarką). Większą część życia zabiera mi zawodowa
              praca. Ziemniaków z węglem nie pomylę co prawda, ale i tak nie zgadzam się, byś
              miała prawo skreślić mnie jako dobrego rodzica.
              Nie samym węglem i ziemniakiem człowiek żyje, ot co.

              > nie, wygłasza sentencje i peroruje, a to nie to samo. wychowuje
              > mila, li i jedynie.

              No tu żeby się wdać w jakiś sensownym spór musiałaby najpierw zrozumieć, co
              rozumiesz przez pojęcie wychowanie. Czy to jest tylko gotowanie, pranie i
              bieżąca obsługa?

              > wspiera.
              > ???????

              Od razu mi przychodzi do głowy wzorowa wspierająca postawa ojca bez mrugnięcia
              okiem biroącego słuszną stronę szlachetnej córki przy nalocie Pieroga nasłanego
              przez sasiadkę, utrata obiadków w celu telefonowania do zbiegłej z wakacji
              Idusi, rozmowy dziadka z Laurą, Łusią, służba wieczna w doraźnej opiece nad
              niemowlakami - o, tego rzadko który z pokolenia Ignacego umiałby dokonać.
              >
              > fela niewątpliwie zaradna, ale niby dlaczego józeczek ofiara losu?
              > gdzie w IS okazuje się dupą wołową jako ojciec joanny, hę? bo w
              > innych książkach go chyba jako ojca nie widać?

              Widać go w Kalamburce jako męża, który sprowokowany przez brata ułożył sobie
              życie osobiste i nigdy tego nie żałował, bo Felę cechowało dobre serce,
              pracowitość i odpowiedzialność, a że filmy wysokiej klasy artystycznej uważała
              za nudziarstwo to co tam wielkiego. Wprowadził się bez dyskusji do dużego pokoju
              w mieszkaniu matki Feli. A potem to już go widać jako ciągle przez Felę
              pasionego - a to mu zostawia karteczkę co jest przygotowane do zjedzenia, a to
              konfitury mu podtyka, które smazy Fela podczas gdy Józeczek śpi itp.
              >
              > > Metody, Cyryl i Grzegorz - tworzący jaką dziwaczną niezdrową
              > nie widzę nic niezdrowego w cyrylu i metodym - czyżby dla
              > ciebie jedyny dopuszczalny układ rodzinny to 2+2?
              >
              A ja widzę tu same niezdrowości. Facet, który się nigdy nie ożenił, i przez całe
              życie czuł się odpowiedzialny za młodszego brata? Jakaś krzywda okropna.
              Oczywiście, że układ rodzinny 2 plus 2 nie jest jedynym dla mnie dopuszczalnym.
              Dopuszczam jeszcze układ 2 plus 1, 2 plus 3, a nawet 2 plus 4 :))
              A serio mówiąc, nic przecież odkrywczego nie powiem twierdząc, że otymalne,
              najlepsze warunki do wielowątkowego, wszechstronnego rozwoju dziecka daje pełna
              rodzina, o jasno podzielonych rolach.

        • emae Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 10:16
          Hm, zastanawiałam się, czy to wcześniej napisać.

          Ignacy ma pewne cechy mojego taty. Właściwie, gdyby tak przerysować wszystkie
          wady i zalety mojego taty, wyszłaby mniej więcej taka postać jak Ignacy. Gaduła,
          zaangażowany politycznie, błyszczy w towarzystwie, w domu czasem trochę
          nieobecny duchowo, niezaradny i, jak sam przyznaje, pozbawiony wyobraźni w
          kwestiach technicznych i organizacyjnych. Dobry, wrażliwy, wymagający. Wygłasza
          przemowy jak Ignacy i czasem też zapala się w dyskusji.

          Mieć kumpla takiego jak Ignacy - a czemu by nie? Jako ewentualny kandydat na
          męża - nie w moim typie.
          • emae Re: Lubię Ignacego 31.08.09, 10:17
            To jest odpowiedź na pytanie, czy chciałabym mieć takiego ojca, brata, kumpla,
            męża. Powinnam była zacytować pytanie, przepraszam.
    • bat_oczir Re: Nie lubię Ignaca 30.08.09, 19:27
      > Są [...] postacie których żadnym trafem zrozumieć nie mogę. Poza złością i iryta
      > cją nie są w stanie wzbudzić we mnie żadnych uczuć.
      > Imperator z Gwiezdnych Wojen [...]
      > Ignacy Borejko z Wiadomo Czego


      po prostu wymiękłem :) :) :)
      • p.aulinka Re: Nie lubię Ignaca 30.08.09, 22:05
        Ja bardziej nie lubie Ignacego.
        Imperator z gwiezdnych Wojen , co jak co - ale miał jaja :) Boreko I. - nie :/
        • mim_bla13 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 02:08
          ojooj;) faktycznie co do jaj Ignacego to w książkach ten temat nie
          jest poruszany zbyt szczegółowo;P ale mimo wszystko zgodzę się z
          opinią, że aż taki straszny to on nie był. Był może niezaradny, był
          może idealistą, ale córki wychował i to naprawdę nie najgorzej.
          Bodajże w Pulpecji była scena, w której Patrycja żali się Romie, na
          ojca, że taki nieżyciowy bla bla bla.. A w Jeżycjadzie niestety nie
          ma 'ojców pośrednich', bo albo są konsumpcjoniści i tyrani, albo
          istoty takei jak Ignacy, więc aż tak strasznie nie wygląda. Choć w
          nowszych częściach, na starość staje sie nieco zdziwaczały, to
          przyznać trzeba..
          • kkokos Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 08:53
            >>>>ale córki wychował i to naprawdę nie najgorzej.

            córki to wychowała MILA, za to w kulcie ojca, z którym trzeba
            obchodzić się jak ze śmierdzącym jajem.
            • noida Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 11:13
              Nieprawda. Ignacy też mocno przyczynił się do wychowania córek. Często był w domu i miał dla swoich dzieci czas, w przeciwieństwie do wielu "zaradnych" ojców. Owszem, nie potrafił ugotować zupy, ale potrafił porozmawiać, pocieszyć, wesprzeć. Jak ktoś wyżej napisał - jest jedyną osobą, która normalnie rozmawia z Laurą i tu mu się bardzo liczy na plus. Igancy jest człowiekiem, którego wiele rzeczy interesuje, i chociaż często zachowuje się zupełnie egocentrycznie, zwłaszcza w późniejszych tomach, często też zdarza mu się zauważyć rzeczy, które inni przegapili.
              Poza tym jakby nie było, wychowanie odbywa się głównie przez przykład. I myślę, że mimo wszystko przykład Ignacy nie był doprawdy taki najgorszy.
              • dakota77 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 11:21
                Kiedy mial dla dzieci czas? Oszem, byl w domu, ale mam wrazenie, ze
                czesto nie bardzo mial swiadomosc, ze sa tam i dzieci.

                Z Laura rozmawia normalnie, owszem, szkoda tylko, ze potem przestaje,
                uciekajac sie do histerii, zabijania gwozdziami balkonu i nasylania
                na nia szpicla.
                • mama_kotula Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 11:31
                  CytatKiedy mial dla dzieci czas? Oszem, byl w domu, ale mam wrazenie, ze czesto nie bardzo mial swiadomosc, ze sa tam i dzieci.

                  To raz.
                  Poza tym ja bym chętnie zobaczyła tu jakiś cytat, w którym Ignacy rozmawia (nie monologuje, rozważa argumenty drugiej strony i się do nich odnosi zamiast rzucać łacińskim cytatem, próbuje rozumieć drugą stronę), pociesza i wspiera (kogo Ignacy pocieszał i wspierał, bo mi chyba umknęło? poważnie pytam, nie pamiętam).

                  I w jaki sposób Ignacy świeci przykładem? Że nie pije, nie znika z domu, dużo czyta, ładnie mówi?
                  • noida Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 11:46
                    Ponieważ nie mam pod ręką książek, nie jestem w stanie wyszukać cytatów, ale odbijając piłeczkę - a kiedy Mila tak intensywnie wychowuje dzieci? Rozmawia z nimi czasem, ale często ogranicza się tylko do podania rosołu i rozdzielenia walczących ze sobą sióstr.
                    Moim zdaniem Igancy zauważa, że ma w domu dzieci. To raczej autorka go ukrywa przed nami, bo na pierwszy plan wysuwają się jakże żywiołowe charaktery jego czterech córek.

                    > I w jaki sposób Ignacy świeci przykładem? Że nie pije, nie znika z domu, dużo c
                    > zyta, ładnie mówi?
                    Tak. Jest w domu, dużo czyta, ładnie mówi, zwraca uwagę na nieszczęście innych, denerwuje go niesprawiedliwość, uczy empatii, rozmawia ze znajomymi córek, bo one go obchodzą (choć często myli ich imiona) i wiele innych rzeczy. Jest idealistą i rzuca pierogami w telewizor. Boli go niesprawiedliwość. Siedzi w areszcie, bo zajmował się nielegalną działalnością. To nie jest przecież mężczyzna, którego jedyną zaletą jest to, że "nie pije i nie bije". Ja rozumiem, że można go nie lubić, że zmywarki itp. Ale przecież Ignacy nie jest złym człowiekiem. Niezaradnym, odrealnionym, życiową pierdołą - tak. Ale złym człowiekiem? Nie.
                    • p.aulinka Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 13:45
                      - a kiedy Mila tak intensywnie wychowuje dzieci?

                      Czy tak bardzo intensywnie to nie wiem ale np. fajną rozmowę mamy B. z Idą (tę
                      z pokazywaniem zdjęć i "zakompleksionym stworzeniem").
                      Takiej rozmowy (chociaż rozmowy!) Ignacego B. z którąkolwiek córką - nie :/
                      (ale moze niepamietam)

                      Dodatkowo mam wrażenie że Mama Borejko dużo robi niwerbalnie - uśmiechem, gestem
                      , nawet tym zrobieniem obiadu czy herbaty. Daje poczucie bezpieczeństwa swoim
                      dzieciom - i jest to - moze nie idealna - ale jakas forma wychowywania :)
                      U ojca B. nawet tego - takich zachowań "kwoczki" nie widze...
                      • p.aulinka Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 13:57
                        zgubiło mi się słowo "pamiętam"
                        miało być "pamietam taką fajną rozmowę..."
          • mama_kotula Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 10:44
            CytatBył może niezaradny, był
            może idealistą, ale córki wychował i to naprawdę nie najgorzej.


            Ignacy wychowywał kogokolwiek? Bez żartów proszę.
            Córek nie wychowywał, tylko był obecny przy ich wychowaniu. To jednakowoż
            różnica. Córki wychowywał np. Żaczek, wspólnie z matką. Tatuś Borejko po prostu
            był, a w sumie to jakby go nie było.
            • mim_bla13 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 17:50
              mama_kotula napisała:

              > CytatBył może niezaradny, był
              > może idealistą, ale córki wychował i to naprawdę nie najgorzej.

              >
              > Ignacy wychowywał kogokolwiek? Bez żartów proszę.
              > Córek nie wychowywał, tylko był obecny przy ich wychowaniu. To
              jednakowoż
              > różnica. Córki wychowywał np. Żaczek, wspólnie z matką. Tatuś
              Borejko po prostu
              > był, a w sumie to jakby go nie było.
              >
              Noo jasne.. Jak już ktoś nie wylał w swojej karierze szklanki wody
              na śpiącą córkę, był ojcem wyrodnym, pewnie powinno się Ignacego
              pozbawić praw rodzicielskich. Nie wiem, czy to takie istotne,choć mi
              sie wydaje byc istotne, że wszystkie cztery córki są wykształcone,
              kulturalne, choć mogły by stać pod delikatesami z butelką taniego
              wina w dłoni.. Jak dla mnie to juz jest wychowanie, a że temperament
              miał Ignacy jaki miał, bardziej było widać działania Mili w tej
              kwestii. Ale, bez żartów prosze, tym razem ja, że był tylko zbędnym
              gratem, co to potrafił czasem zlecieć sobie z drabiny i nic się do
              wychowania córek nie przyczynił..
            • kebbe Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 19:46
              mama_kotula napisała:
              > Ignacy wychowywał kogokolwiek? (...)Bez żartów proszę.
              Tatuś Borejko po prostu
              > był, a w sumie to jakby go nie było.
              Oj,aj,ej tak źle to nie jest :)Ja tam nigdy nie byłam fanką Ignacego, ale
              pamiętam jego występy z mojej ulubionej "Idy sierpniowej"
              1.Ignacio zabrał familiję na wakacje, fakt, że dość hardcorowe, ale wierzę w
              jego dobre intencje. Nawet już po Czaplinku zgarnął sam całe towarzystwo nad
              inne jezioro, bez Mili(!)i Idy. Wypada tu zdaniem mem skromnym lepiej niż
              św.matka Gabryjela (patrz wątek "Wakacje Pyzy i Tygrysa)
              2.Na tychże wakacjach warował przy telefonie ostając się o suchym pysku, żeby
              namierzyć Idusię oraz wyjaśniał Nutrii czymże jest rubel I tak pamiętam,że
              krzyczał "zaraz oszaleje" kiedy Nutria męczyła go dalszą serią pytań. Rodziców
              moich własnych mi to przypomina i ludzkie jest :)
              3....a jednak, mimo że pokrzyczał, to zadawał sobie trud, coby wyjaśnić 7 latce
              znaczenie słowa "minimalista"-zapewne nie raz zdarzało mu się odpowidać na
              podobne pytania-choć trochę pomarudził, a jego dalsze dywagacje na temat
              poloneza itp można różnie komnetować.
              4.Wspólnie z Milą fajnie zachowali się w sytuacji "Lisieccy kontra Rudy Kościotrup"
              5.To on poszedł po Idę czuwającą przy Marku (czy tam Jarku)i zaaplikował jej
              końską dawkę neospasminy
              6.W domu pana Paszkieta ogarnął sytuację z rozbrykanymi Natalią i Pulpą, kiedy
              Mila wpatrywała się jeno zachwyconym wzrokiem w swepociechy(wiem, ktoś mi zaraz
              zarzuci, że to pierwsze objawy późniejszej tyranii Ignacego, ale pamiętajmy, dom
              to był pana Karolka, a on wyraźnie takiego zachowania nie pochwalał)
              Reasumując w IS Ignaś nie jawi się szczególnie tragicznie w roli ojca :) A tak w
              ogóle uważam,że w tej książce wszyscy są najnormalniejsi: Mila, Ignac, Gaba,w
              finale Idusia, super młode piszące listy. A potem jest zjazd...
              • kebbe Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 19:52
                wybaczcie literówki, mam nowe krople do oczu :P
    • marslo55 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 13:07
      Ignaca wzorem do naśladowania trudno nazwać, ale czy on rzeczywiście kocha
      rodzinę tylko werbalnie? Prezent dla Mili z "Kalamburki" chyba się jej jednak
      podobał - a mógł Ignac wybrać dużo gorzej, skoro swoje buty uważał za
      odpowiednie dla wybierającej się za mąż Idy.
      Podporą rodziny na pewno nie jest (największy jego sukces w zakresie obowiązków
      domowych to bodajże wyjęcie karpia z piekarnika), ale chyba jednak lepiej mieć w
      domu kwękającego Ignaca niż szalejącego Mamerta? W Jeżycjadzie o podporę rodziny
      w męskiej postaci wcale niełatwo..
      • emae Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 13:17
        Pamiętam fragment z "Noelki", jednak zawsze odbierałam go jako humorystyczny,
        nie dosłownie :) Nie sądzę, żeby Ignacy w tamtym momencie proponował Idzie swoje
        buty. Raczej palnął byle co zaaferowany sytuacją, a także zaskoczony faktem, że
        jego córka ma równie duże stopy jak on :D
        • marslo55 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 14:32
          Emae, fragment jest humorystyczny, ale Ignac miał wtedy - według narratorki -
          głos człowieka, który znalazł idealne wyjście z sytuacji. To by jednak
          świadczyło, że był przytomny, gdy proponował Idzie pójście do ślubu w jego butach...
          A swoją drogą nieduże te stopy Ignacego.
          • emae Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 14:34
            Tak jak pisałam,pamiętam dokładnie tę scenę i ten komentarz odautorski również.
            Nigdy nie traktowałam go serio :)
            • mim_bla13 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 17:57
              mama_kotula napisała:

              > Cytat
              Był może niezaradny, był
              > może idealistą, ale córki wychował i to naprawdę nie najgorzej.


              >
              > Ignacy wychowywał kogokolwiek? Bez żartów proszę.
              > Córek nie wychowywał, tylko był obecny przy ich wychowaniu. To
              jednakowoż
              > różnica. Córki wychowywał np. Żaczek, wspólnie z matką. Tatuś
              Borejko po prostu
              > był, a w sumie to jakby go nie było.
              >
              Noo jasne.. Jak już ktoś nie wylał w swojej karierze szklanki wody
              na śpiącą córkę, był ojcem wyrodnym, pewnie powinno się Ignacego
              pozbawić praw rodzicielskich. Nie wiem, czy to takie istotne,choć mi
              sie wydaje byc istotne, że wszystkie cztery córki są wykształcone,
              kulturalne, choć mogły by stać pod delikatesami z butelką taniego
              wina w dłoni.. Jak dla mnie to juz jest wychowanie, a że temperament
              miał Ignacy jaki miał, bardziej było widać działania Mili w tej
              kwestii. Ale, bez żartów prosze, tym razem ja, że był tylko zbędnym
              gratem, co to potrafił czasem zlecieć sobie z drabiny i nic się do
              wychowania córek nie przyczynił..
              • mama_kotula Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 18:13
                CytatNie wiem, czy to takie istotne,choć mi
                sie wydaje byc istotne, że wszystkie cztery córki są wykształcone,
                kulturalne, choć mogły by stać pod delikatesami z butelką taniego
                wina w dłoni..


                No, w sumie to jest istotne, ale nie można brać za pewnik.
                CytatJak dla mnie to juz jest wychowanie

                Jak dla mnie - nie jest.

                Wychowanie sobie a życie sobie, w wielu przypadkach.

                To, że dziewczęta nie stoją pod delikatesami, nie jest tożsame z tym, że otrzymały staranne wychowanie z ręki ojca. Równie dobrze osoba wykształcona i kulturalna może być dzieckiem przemocowców, czyli w takim wypadku trzeba byłoby założyć, że osoba taka była dobrze wychowywana (np. kopaniem w głowę i poniżaniem). Prawda?



                --
                I'm weird, but I'm not strange.
              • 2szarozielone Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 18:31
                Tak czytam sobie ten wątek - i myślę o swoim ojcu. Też w sumie trochę
                nieżyciowym, pozbawionym jakichś wielkich ambicji i zorientowania na karierę.
                Bardzo inteligentnym, oczytanym idealiście. Zamkniętym w sobie, moemntami mało
                empatycznym... Nie, nie przychodziłam do niego z wielkimi problemami
                emocjonalnymi jako nastolatka - z tym szłam do mamy. Ale dyskutowałam długo o
                książkach, filmach, bieżacej polityce, historii. Podsuwał mi lektury, snuł
                opowieści z działalności... tak - z działalności opozycyjnej i podziemnego
                wydawnictwa (w regionie był jedną z ważniejszych postaci - choć może nikt by go
                o to nie podejrzewał). Ma mnóstwo wad - ale jednak bardzo dużo mu zawdzięczam -
                zainteresowania, oczytanie, otwarcie na świat, światopogląd. Mnóstwo też
                zawdzięczam mojej opiekuńczej, ciepłej, rozumiejącej, również mądrej i oczytanej
                mamie, z którą zawsze mogłam rozmawiać jak z przyjaciółką. I która stoi na ziemi
                znacznie mocniej niż mój tata.

                No i nie wiem... Wierzą, że Ignacy mógł być dobrym ojcem. Choć też mnie czasami
                irytuje ;)
                • mim_bla13 Re: Nie lubię Ignaca 31.08.09, 19:03
                  I z tym się zgodzę. Jasne, że dziecko, jak to Kotulo ujęłaś,
                  przemocowców, też może być wykształcone etc., ale o ile trudniej mu
                  w przyszłości stworzyć pełną miłości rodzinę. O ile mu ciężej być
                  ufnym i otwartym, tworzyć podstawowe relacje międzyludzkie. Może
                  uważasz, że to nie wychowanie, nie będę sie kłócić, w końcu to
                  zależy od tego, co kto pod pojęciem wychowania rozumie. Ja rozumiem
                  działania mające na celu rozwój dziecka, także w sferze kultury,
                  przekazywanie doświadczeń itd. Może i taki miał Ignacy sposób, że
                  chodził i ględził, moralizował i zanudzał, ale udało mu się w
                  córkach zaszczepić jakieś ideały. Z Milą tworzyli zdrową normalną
                  rodzinę, uważam, że obecnośc ojca chociaż cicha, była dla
                  Borejkówien istotna.
                  • piotr7777 Re: Nie lubię Ignaca 01.09.09, 09:09
                    Moim zdaniem o ile autorka dość często przedstawia pewnien ogólny
                    opis, który ma się nijak do faktów, nie jest tak w wypadku Ignacego.
                    Portret wyalienowanego bibliofila kochającego córki, ale nie
                    panującego nad domem jest w zupełności świadomy. I bodaj szczególnie
                    jest to podkreślone w Pulpecji, gdzie autorka pisze bodaj coś
                    takiego, że brak Ignacego w czasie internowania był bardziej
                    odczuwalny w sensie emocjonalnym niż praktycznym.
                    Z kolei brak w domu Mili w KK stanowi dla rodziny prawdziwy szok.
                    Dziś może razić, że zadania matki przejęła Gabriela (kulinarnie
                    wsparta przez Felicję), ale w świecie Jeżycjady taka sytuacja jest
                    naturalna. Wcześniej Cesia wykonywała wszystkie prace domowe, Aniela
                    prowadziła dom ojcu (zapewne gdy mówiła, że nie umie gotować kłamała
                    jak to Kłamczucha, po prostu nienawidziła tej czynności), Kreska
                    aktywnie pomagała dziadkowi a i Bebe w czasie częstych nieobecności
                    matki zajmowała się domem. Z kolei Ignacego usprawiedliwia fakt, że
                    przez większość tego okresu miał świnkę, która to choroba u
                    dorosłych nie ma łagodnego przebiegu. Choć zapewne gdyby był zdrowy
                    byłoby tak samo.
                    Autorka również bez żenady stwierdza, że owa nieporadność Ignacego
                    może mieć dla rodziny fatalne konsekwencje co widzimy w kontekście
                    eksperymentów Patrycji. Tam pada zdanie, że nie doszłoby do tego
                    gdyby była w domu Mila.
                    I jeśli konsekwentnie Ignacy jest postacią pozytywną, to przesłanie
                    może być takie - ojciec nie musi być supermanem, ważne żeby był
                    obecny w życiu dzieci i wywierał na nie pozytwyny wpływ.
                    Poza tym nieporadny Ignacy dwukrotnie (w starciu z Pierogiem w KK i
                    p. Lisiecką w IS) zdaje egzamin z rodzicielstwa stając po stronie
                    córek i to w sposób daleki od emocjonanlego.
                    • emae Re: Nie lubię Ignaca 01.09.09, 10:22
                      Bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź, moim zdaniem - trafiłeś w sedno :)
                    • seidhee Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 15:08
                      Ja nie lubię Ignaca w neojeżycjadzie. Wcześniej rzeczywiście był oderwanym od
                      rzeczywistości, ale nieszkodliwym i sympatycznym bibliofilem, potem w tajemniczy
                      sposób robi się irytującym domowym tyranem, usiłującym rozstawiać wnuczki po
                      kątach, zrzędzącym, marudzącym i zupełnie niestrawnym. To, jak się odnosi do
                      Laury i Pyzy w kontekście ich związków, to jakiś koszmar... I robi za patriarchę
                      rodu i głowę rodziny, choć się do tego zupełnie nie nadaje. Zupełnie
                      karykaturalna postać.
    • historybka Re: Nie lubię Ignaca 16.09.09, 10:44
      Ignac kocha szczerze i to jego wieeelki plus. Chyba nie podlega dyskusji, że nigdy nie zdradziłby żony ani nie zostawił dzieci i to nie dlatego, że jest fajtłapą. Jednocześnie ma wiele wad, typowych dla masy facetów - brak zmysłu praktycznego i organizacyjnego, roztkliwianie się nad swoim "bolącym paluszkiem". Wg mnie przesłanie jest takie, że najważniejsza w partnerze jest jego dobroć.

      Edward nie istnieje!
      • marslo55 Re: Nie lubię Ignaca 16.09.09, 14:27
        historybka napisała:
        "Ignac kocha szczerze i to jego wieeelki plus. Chyba nie podlega
        dyskusji, że nigdy nie zdradziłby żony ani nie zostawił dzieci"
        To prawda, że gotowość do trwania przy rodzinie bez względu na
        okoliczności jest u MM wysoko punktowana - ale akurat ta cecha
        występuje u jej bohaterów na tyle często, że każdy, kto - jak
        Pyziak - porzuci żonę i dzieci, musi od razu zostać pijanym bandytą.
        Ignac mieści się więc pod tym względem w normie.
        Aha - złamanie kości ogonowej to jednak nie paluszek. Ja bym się nie
        zdobyła nawet na tyle stoicyzmu, co Ignac.
        • lezbobimbo Re: Nie lubię Ignaca 16.09.09, 17:50
          marslo55 napisała:
          > Aha - złamanie kości ogonowej to jednak nie paluszek. Ja bym się
          nie > zdobyła nawet na tyle stoicyzmu, co Ignac.

          A nie obtlukl tylko? Mila pozwolilaby mu lazic przez caly wieczor
          luzem, ze zlamanom pupom? :)
          • mama_kotula Re: Nie lubię Ignaca 16.09.09, 21:48
            CytatA nie obtlukl tylko? Mila pozwolilaby mu lazic przez caly wieczor luzem, ze zlamanom pupom? :)

            Nie wiem, może ja jestem jakaś dziwna, ale jak ja uległam nieprzypadkowemu stłuczeniu kości ogonowej (Bimbo, milcz!), to przez dwa dni nie mogłam na dupie usiąść a i przy chodzeniu miałam problem, bo bolało jak cho... jak hoho.
            A Ignacy siedział przy stole i tańcował ;)
            • ananke666 Re: Nie lubię Ignaca 16.09.09, 23:03
              Też miałam zbite, na myśl o zatańczeniu wówczas robi mi się gorzej... najgorsze
              było siadanie i podnoszenie się...
            • lezbobimbo Re: Nie lubię Ignaca 17.09.09, 13:39
              Muahaha nieprzypadkowo mowisz >:) no dobrze, juz milczem :)

              mama_kotula napisała:
              dwa dni nie mogłam na dupie usi
              > ąść a i przy chodzeniu miałam problem, bo bolało jak cho... jak
              hoho.
              > A Ignacy siedział przy stole i tańcował ;)

              To mamy material na nastepna wpadke!
              Czyli trzeba MM tez pupe porzadnie obtluc, aby pisala empirycznie raz
              chociaz w koncu :D
              • andrzej585858 Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 19:56
                lezbobimbo napisała:

                > To mamy material na nastepna wpadke!
                > Czyli trzeba MM tez pupe porzadnie obtluc, aby pisala empirycznie raz
                > chociaz w koncu :D

                MM trochę bym darował - jak sama stwierdziłas nie jest zawodowym pisarzem ale
                jakbyś tak niejakiego Dana Browna chciała obić to chętnie bym sie przyłączył -
                to dopiero jest pisarstwo odległe tak od empirii jak Ignacy od rzeczywistości.

                • ananke666 Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 22:23
                  I ja też bym się przyłączyła. Miałam w ręku "Kod" i oko mi się samoczynnie
                  wytrzeszczało na te niewiarygodne głupoty, w dodatku zerżnięte z innej bzdury -
                  "Święty Graal, święta krew".
                  • andrzej585858 Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 22:36
                    Naprawdę choć raz nie muszę udowadniać niczego? Cieszę się niezmiernie :-)))
                    Stwierdzenie że MM nie jest zawodowym pisarzem jest, o ile pamięć mnie nie myli
                    stwierdzeniem Lezbobimbo - ale nie będę się upierał i z góry przepraszam jeżeli
                    popełniłem błąd.
                    • ananke666 Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 22:38
                      Skądże, ja to pamiętam i to właściwie do Lezbo było :) Jakoś tak mi tu wypadło.
                  • croyance Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 14:50
                    O Kodzie nawet mi nie przypominaj ...tez mi sie krew gotowala, jak
                    czytalam te wszystkie glupoty ...
                • ananke666 Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 22:25
                  Ach, i nie ma czegoś takiego jak zawodowy pisarz, bo nie istnieje takowy zawód
                  wyuczony. Pisarzem się jest albo nie i tyle. MM jest.
                • dakota77 Re: Nie lubię Ignaca 18.09.09, 23:56
                  Jak to nie jest zawodowym pisarzem? Z hodowli drobiu zyje?
                  • marslo55 Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 14:24
                    Zawodowy pisarz, hm.
                    Zawodowy matematyk - po matematyce, leśnik - po leśnictwie, a
                    pisarz? Po polonistyce? Jako polonistka zaznaczam, że pisanie
                    powieści to ostatnie, do czego te studia przygotowują. Po
                    dziennikarstwie? To też chyba trochę inna bajka.
                    Chyba, że zawodowy pisarz to ten, dla którego pisanie jest głównym
                    źródłem utrzymania.. ale czy jeśli ktoś się utrzymuje z hazardu, to
                    jest zawodowym hazardzistą?
                    Pisarstwo się chyba faktycznie nie daje ująć w ramy "zawodowości".
                    • croyance Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 14:51
                      Zawodowy pisarz po np. studiowaniu creative writing.
                      • ananke666 Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 22:39
                        A który dobry pisarz studiował coś takiego...
                    • kkokos Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 19:16
                      czy jeśli ktoś się utrzymuje z hazardu, to
                      > jest zawodowym hazardzistą?

                      oczywiście że tak!

                      nie przywiązywałabym się do tzw. zawodu wyuczonego - przecież nadchodzi czas,
                      kiedy każdy z nas będzie zmieniał zawód (czyli charakter tego, co robi, by się
                      utrzymać) kilka razy w życiu :) jeśli ktoś studiował inżynierię genetyczną, ale
                      ani dnia w tej dziedzinie nie przepracował, natomiast utrzymuje się z turniejów
                      pokera, jest zawodowym pokerzystą. i tyle.
                      • dakota77 Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 19:19
                        Dokladnie tak. Dla mnie osoba, ktora zyje z pisania czy glownie z
                        pisania, jest zawodowym pisarzem. Wyksztalcenie nie ma nic do rzeczy.
                        • wushum Re: Nie lubię Ignaca 19.09.09, 23:45
                          Oczywiście, nie przepadam za Ignacem.

                          W scenie z telewizorem, niepokoi i przeraża raczej to, że zaryzykował
                          bezpieczeństwo własnych dzieci, żony, gości, wykonując rzut, który wyraża tylko
                          bezsilność. Czemu nie pomyślał, że konsekwencją, mogą być wybuch, ogień, szkło -
                          zagrożenie dla innych.
                          Ignacy jest, albo nawet stara się, być, wiecznym dzieckiem. Kiedy mu wygodnie,
                          chowa się w tym wyobrażeniu, unika odpowiedzialności, zwala ją na wszystkich
                          innych. Ale nie brak mu egocentryzmu, który powoduje, że od czasu do czasu /z
                          wiekiem coraz częściej/ musi wyciąć jakiś numer, aby wszyscy zobaczyli jaki jest
                          ważny. To nic nie robi i trzeba go niańczyć, to wkłada kijek w szprychy innym,
                          żeby go zauważyli. Chociaż te zagrania nie mają sensu, bo on wcale nie troszczy
                          się o rodzinę. On troszczy się o to, żeby rodzina odczuła, że może im bruździć -
                          tym pragnie podkreślić wagę swoją i swoich wątpliwych działań. Kiedy poczuje, że
                          już dosyć mocno namotał, po-utrudniał, wtedy, prawdopodobnie, wydaje mu się, że
                          zrobił coś dobrego dla rodziny.
                          Czemu ryzykuje zdrowiem innych, rzucając w telewizor? Czemu protestuje przeciw
                          Grzegorzowi z wyzwalającą zniewolone kobiety - zmywarką? Czemu nie myśli, że
                          zaborczość, która każe śledzić, "zabijać" drzwi balkonowe deskami, rozdzielać
                          zakochanych - po 1 skazana jest na porażkę i utratę zaufania, po 2, raczej
                          kieruje do zerwania więzi, po 3, może zakończyć się klasycznie "książkowo" /jak
                          Ignacy lubi/ czyli, np samobójstwem rozdzielonych /zupełnie jak "Romeo i Julia"
                          - czyż nie?/ Co by zrobił, gdyby impulsywna Laura połknęła jakieś proszki, albo
                          po-podrzynała sobie wiadomo co, zostawiając dramatyczny list na biureczku?
                          • kooreczka Re: Nie lubię Ignaca 20.09.09, 19:57
                            Nie żeby robił to specjalnie- jak Byron co dziecko oddał byle komu a jak zmarło
                            to rozpaczał nad trumną
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka