maryna04
10.11.05, 13:27
Moj amerykanski znajomy wlasnie wrocil z niedlugiej podrozy do Polski, gdzie
byl ze swoja polska partnerka. Oczywiscie bedzie truizmem, kiedy powiem, ze
bardzo mu sie podobalo, ma tylko jedno nie tyle zastrzezenia , co
niezrozumienie. Dlaczego, na Boga nie usmiechamy sie do siebie. Nie tylko
mijajac kogos w drzwiach czy windzie, w sklepie, ale nawet w rozmowie miedzy
soba. Poniewaz nie umie po polsku, zwierzyl sie swojej pani: jak rozmawialas z
przyjaciolmu po polsku to nie wiedzilam, czy sie martwicie, a nawet klocicie,
bo nikt sie nie usmiechal. Dziwic sie jemu, ja tez mam juz klopot i nie wiem
czy pani naprzeciwko jest zla na mnie, czy co i usmiech zamiera mi, bo nie
chce wygladac na idiotke. No to usmiechnij sie, ten sztuczny, przyklejony
usmiech - amerykanski wynalazek - nie jest takim najgorszym pomyslem.