onkwe
16.02.06, 05:29
Namolnosc, jak sama nazwa wskazuje, sluzy do namolowywowania....Rozrozniamy
rozne rodzaje namolnosci, a wiec np: namolnosc handlowa, zawodowa,
religijna, czy wreszcie namolnosc wirtualna.
Dzisiejszy nasz wyklad poswiecimy w calosci namolnosci wirtualnej. Jest to
zjawisko stosunkowo nowe i jeszcze nie do konca zbadane, ale jak wynika z
najnowszych obserwacji, majace szanse stac sie wkrotce najpopularniejsza
forma aktywnosci nalogowych namolniarzy, dotychczas niezle prosperujacych w
swiecie realnym.
Wiekszosc z Was moglaby zapewne przytoczyc kilka typowych przypadkow
namolniarzy, mniej lub bardziej zaawansowanych, z jakimi zetkneliscie sie w
swoich wedrowkach po internetowych cyber-obszarach, a jakie Wam niezle
zalazly za skore.
Obiektem namolowywowanym moze byc "jednostka indywidualna badz grupowa".
Namolnosc w rekach doswiadczonego namolniarza szybko przeksztalca sie w
nekajaca upierdliwosc, ktora z kolei prowadzi do calkowitego zniewolenia
obiektu namalowywowanego, by wreszcie doprowadzic ofiare do stanu wirtualnego
niebytu.
Typowy wirtualny namolniarz z pozoru jawi sie jako osoba slaba psychicznie,
nam szczerze oddana, przyjazna, serdeczna, ciepla i gotowa na kazde nasze
skinienienie, a wiec calkowicie niegrozna. Jakze mylne wrazenie! Pod
plaszczykiem zagubionej, potrzebujacej naszego ciaglego duchowego wsparcia
istoty, kryje sie bestia gorsza od pijawki, od tasiemca, od sraczki nekajacej
po zjedzeniu 2 kilogramow czeresni. Przyneta, sprytnie przez namolniarza na
nas zastawiona, jest zwykle rozpaczliwy forumowy post lub prywatna wiadomosc,
zostawiona w naszej emailowej skrzynce... Wystarczy, ze odpowiemy RAZ, ten
jeden jedyny raz, nie podejrzewajac podstepu, kierowani wspolczuciem i
milosierdziem...gdy nagle BEEEEC!..wpadamy lekkomyslnie w sidla. Od tej pory
stajemy sie ofiara, sciganym, poszukiwanym-poszukiwana, po wszystkich
wirtualnych zakamarkach... Najwiekszym bledem z naszej strony jest wiara w
to, ze namolniarz sie w koncu znudzi i przestanie zasypywac nas codzienna
dawka emaili, wirtualnych karteczkek z serduszkami, misiami, kotkami,
wlasnorecznie wykonanymi obrazkami, zdjeciami, wierszydelkami... Odpowiadamy
wiec uprzejmie, ale, wraz z uplywem czasu, nasze teksty staja sie coraz
chlodniejsze, coraz bardziej oficjalne i lakoniczne. Uciekamy sie do cienkich
wybiegow, zmieniamy adresy, nicki, znikamy na jakis czas... O ludzka
naiwnosci ! Namolniarz przetrzyma i to. Wredota zaszyje sie i bedzie na nas
czatowal z ukrycia obserwujac kazdy nasz ruch...by zaatakowac ponownie, w
najmniej oczekiwanym momencie i zassac sie po raz kolejny...
Czy istnieje jakis zloty, wyprobowany srodek, lek, bron, cokolowiek... co
byloby w stanie zastopowac, przeploszyc raz na zawsze, unicestwic zerujacego
na naszym wirtualnym zyciu, zatruwajacego nam zycie realne i odbierajacego
nam przyjemnosc obcowan internetowych, namolniarza?