Dodaj do ulubionych

asertywnosc

10.07.06, 20:03
Wy tu takie sprawy zasadniczo - sentymentalno - polityczne, a ja musze
opisac proze zycia, bo mnie szlag trafi. Bedzie na pewno dlugie.
Od kilku lat mam zawsze jakiegos lokatora, lub lokatorke, tym sposobem
oszczedzam pokazne sumy. O.k. Zawsze bylo to bardzo pozytywne doswiadczenie,
mlodzi ludzie, rozne zyciorysy. Wlasciwie zawsze zaprzyjaznialam sie ja i
moje dzieci. Teraz mam kolejnego lokatora. Chlopak z Polski, ale tu juz
jakis czas. Nie trawie go, jest niewychowany, a nawet bezczelny, a w sumie
glupi i niedoswiadczony, nie zdajac sobie chyba nawet do konca z tego
sprawy. Po miesiacu zebralam w sobie wszystkie sily i poprosilam grzecznie,
zeby sobie poszukal innego mieszkania, bo "nawzajem nie spelnilismy swoich
oczekiwan", a ja juz tyle moge wymagac, zeby czuc sie komfortowo we wlasnym
mieszkaniu. Uzebral, ze zostanie. Kiedy wyrazalam zgode bilam sie w myslach
po pysku, bo wiedzialam, ze go nie chce. Nawet nieco zmienil nawyki, bo
przedtem caly czas smazyl i ten smrod mnie zabijal. Potem zaczal dusic, a
ostatnio nawet tego nie robi, natomiast zapelnia po brzegi zamrazalnik i nie
przyjdzie mu do glowy, ze moze ja tez bym miala prawo cos tam wsadzic. O.k.
Nie powiem, schludniutki wokol siebie, 1-szego w zabkach przynosi pieniazki.
Nie bede rozpisywac sie o tym, co w nim jest tak cholernie denerwujace, ale
opisze ostatni okres.
Jakies 3 tygodnie temu powiadomil mnie, ze przyjezdza do Ameryki siostra, ale
spedzi tu tylko jedna noc, bo ma juz nagrana opieke nad dzieckiem. O.k.
nawet zawiozlam ta siostre do tej roboty. Potem za tydzien przyjezdza ta
siostra, on nie uprzedzil, ze spedzi dlugi weekend, bo "panstwo" cos tam.
O.k. Zaznaczam, ze jeszcze bardziej niesympatyczna niz brat, poczawszy od
braku usmiechu, slowa dzien dobry, dziekuje, prosze i wogole calosci. Po
wielkich szkolach pedagogicznych z jezykiem ang. Po weekendzie pojechala,
moj mily T. powiadamia mnie: wspominalem pani, ze przyjedzie do mnie na kilka
dni kolezanka. Nawet cos sobie przypominam, dokladnie mialo byc na 5 dni - z
Londynu, bo tam krotkie urlopy. Mowie ta z Londynu, nie - z Lomzy ( akurat
nie z Lomzy, ale krew mnie zalewa, to tak napisalam)i nie na 5 dni tylko dwa
tygodnie. O.k. Przyjechala, sympatyczna dziewczyna, ale wyglada, ze mily
lokator opowiedzial jej, ze wynajmuje cale mieszkanie. Jedza w moim
livingroomie,(nawet kiedy do mnie przychodza znajome, to glownie plotkujemy w
kuchni), potem "mlodzi" ogladaja program z mojego tv (w jego pokoju jest
identycznej jakosci tv), a on lezy na sofie. Zreszta jak jedza w kuchni, to
wejscie do wprawdzie sporej kuchni tarasuje sie siedzac przy stole. Normalnie
kazdy w mojej rodzinie w tym momencie na moment unosi sie z krzesla i juz
mozna sie rzadzic w kuchni. Zadne z nich d..y nie ruszy. Wiec ja czekam,
kiedy bede mogla wejsc do wlasnej kuchni. Wczoraj wieczorem wracam ,a w
przedpokoju zestaw nowych bagazy. Pytam co to, a siostra zmienia prace i
bedzie tu spala jedna noc. Oczywiscie siostra nawet nie wyjrzala, zagladam i
pytam cos grzecznosciowo. Ona w ich "rodzinnym" stylu tak warknela, ze
zrobilam jej wyklad na temat szacunku do pracy i pracodawcow. Oczywiscie w
trojke bylo troche glosno, ja dostepu do szafy w przedpokoju nie mam, bo jej
toboly, drzwi od pokoju nie zamkna, bo goraco i potrzeba im przeciagu. Rano w
poniedzialki prawie zawsze jestem w domu. Wiec o godz. 8.30 podnioslam sie z
wyra, na mojej amerykance w "bawialni" spal T. Potem zaczely panienki do
lazienki, na koncu zatkala sie wanna, ja walcze z heloiza (przetykaczem)
scieram, sprzatam, a towarzystwo w moim livingroomie zabawia sie. Najpierw
pol godziny rano czekalam, kiedy skoncza sniadac, wreszczie zebralam sie na
odwage i powiedzialam, ze chcialabym tez zjesc i posprzatac, no to wlasnie
przeniesli sie na salony nie zdazywszy umyc po sniadaniu. Umylam. W koncu
zadzwonil dzwonek, acha, taksowka, zeby zawiesc ja na stacje, o przynajmniej
jej ubedzie. Pojechali bez jej rzeczy , a - tzn. dopiero na interviu jedzie.
A jak ja nie przyjmie ta kobieta. Ja naprawde jestem nieupier.....kobieta,
ale przeciez oni nawet nie maja ochoty mnie poprosic, o jakiejs
uczynnosci, ktora zawsze wykazujemy bedac u kogos w gosciach nie
wspominajac, czy przedstawieniu swojej sytuacji. To jest Ameryka i ja nie
mam obowiazku trzymac za darmo iles tam dni obcych ludzi, ktorzy na dodatek
nie wykazuja cienia kultury.
A o czym ten watek? A o tym, ze nie mam odwagi zwrocic mu, im, uwagi , czego
bym sobie zyczyla, ze ja robie jego towarzystwu wielka grzecznosc i
chcialabym, zeby jednak tak bardzo sie rozgaszczali i zwrocili uwage, ze moze
postarac sie byc uczynnym. Nudne, trudno, musze napisac.
Przed laty moja wowczas dwudziestoletnia siostrzeniczka, ktora trzymalam tu
ze 4 razy, w pewnym letnim sezonie uraczyla mnie w roznych odstepach czasu,
czasem w jednym czasie spora grupa kolegow kolezanek z Krakowa. To by horror,
nim sobie wynajeli mieszkanie. Doszlo do tego, ze przychodze kiedys do domu o
godz. 1-szej w poludnie a w moim lozeczku spi kolezanka siostrzeniczki-
widac zmeczona po nocnej imprezie. Staralam sie cicho zachowywac, zeby nie
obudzic zmeczonej))).
No wiec, za kilka godzin wroca i mnie znow szlag bedzie trafial, na ich
swobodne, jak u siebie w domu zachowanie, a przeciez ja nie musze
przetrzymywac obcych, bezczelnych ludzi za darmo przez nieokreslony czas. Bo
jak zaznaczylam, to jest Ameryka. No ta co przyjechala z Lomzy jest mila,
ale to niewiele zmienia, ze dla mnie jest to uciazliwe, a oni nie zdaja sobie
sprawy, ze ja im robie wielka laske. Co ja tu robie w tej Ameryce, tu
asertywnosc jest podstawowa umiejetnoscia.
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: asertywnosc 10.07.06, 20:16
      Maryno, coz za koszmar, szczerze wspolczuje.
      Oprocz doradzenia, zebys jednak z nim porozmawiala, poradzilabym tez, zebys dala
      mu wypowiedzenie.
      To chyba nie jest sytuacja warta Twoich nerwow.

      Trzymaj sie.
      J.
      • banitka51 asertywnosc? nie, koszmar lokatora 10.07.06, 20:37
        Maryno znam to z Berlina. Też opadała mi szczęka. Napisz regulamin z obrazkowym
        komentarzem - bo nieuregulowanie zasad przez CIEBIE - TOBIE szkodzi. Nie myśl,
        że to, co TY myslisz - dla nich oczywiste. Jak widać - wręcz przeciwnie.
        I powieś regulamin na drzwiach pokoju wynajmowanego. Może być wesoły - ale
        konkretny.
        Z mojej praktyki - gadanie niewiele daje. Bierze się je za: "a, coś ją wkurzyło"
        - stan przejściowy.
        Podziwiam Cię. Obcy w domu to koszmar za niewielkie wynagrodzenie.
      • ewelina10 Re: asertywnosc 10.07.06, 21:36
        "Mój dom jest moją twierdzą" (My home is my castle) oznacza także, że nasz dom
        jest azylem przed intruzami.

        Potrzeba prywatności jest domeną nie tylko ludzi. Mieszkając nawet z bliskimi
        wyznaczamy "niewidzialne" granice nienaruszalności. Nie lubimy, gdy ktoś
        zajmuje fotel, na którym zwykle lubimy siadać, pije z naszego kubka, w którym
        zwykle pijamy herbatę, rusza nasze rzeczy ...

        Maryno, pisemna umowa najmu, z założenia, powinna określać szczegółowe warunki
        korzystania przez Najemcę z mieszkania, a Wynajmującemu przynosić właściwy
        dochód smile

        Asertywność w relacjach raczej ma tutaj drugorzędne znaczenie. W biznesie, bo
        przecież najem też jest jego formą, ważniejszy jest rachunek zysków i strat, w
        przeciwnym razie, może skończyć się to zapaścią.

        Maryno, jakoś trudno mi uwierzyć, żebyś nie dała sobie rady z taką "dziczą"
        lokatorów.
    • gaja_1 Re: asertywnosc 10.07.06, 20:35
      Oczom nie wierzę, że to pisze nasza Marynasmile
      Ty taka otwarta, umiejąca załatwić wszystko
      nie potrafisz pozbyć się natrętów?
      Wywal to towarzycho na zbity pyszczek,
      wszak świąty spokój we własnym domu to nasz przywilej
      i nikt nie ma prawa go naruszać.
      Żeby mi płacił poczwórnie, bym się nie zastanawiała
      a co dopiero jak za darmo bym miała "gościć" jego znajomych.
      Nie wiem jakie prawa mja u Was lokatorzy,
      ale napewno jest sposób żeby się pozbyć tałatajstwa.
      I zrób to jak najszybciej,
      bo jak widać grzeczności i przestrzegania norm współżycia,
      to on wymaga tylko od Ciebie!!!
      • alfredka1 Re: asertywnosc 10.07.06, 20:48
        Uffff... ale się zdenerwowalam. Maryno, co Ty święta jaka jesteś czy
        męczennica?? Powtarzam za Gają - wyrzuć to towarzystwo i to szybko, szkoda
        nerwów Twoich. Wiem, że to nie jest łatwo jeżeli wyniosło się z domu "właściwe
        obycie" i po każdym ostrzejszym odezwaniu się do kogoś zawsze mamy "kaca" ale
        musisz się przemóc. Pozdrawiamy serdeczniesmile
        • mantra1 Re: asertywnosc 10.07.06, 21:34
          Maryno! Toż ten Twoj lokator z przyleglosciami ma u Ciebie wiecej przywilejow,
          niz Nokata w moim domu, gdy jeszcze robil za dojezdzajacego! smileNawet z
          ulubionego fotela sie nie dalam wysiudac, a juz to, ze calkiem obcy ludzie
          mieliby mi blokowac kuchnie, walic sie do Twojego prywatnego lozka, czy okupowac
          living, za ktorego wynajem nie placa jest dla mnie nie do pomyslenia. Niech
          spadaja na drzewo, bo inaczej nie opedzisz sie od kolejnych gosci i ekspansji
          Twojego lokatora. Pewnie poszla fama, ze mieszka u jakiejs frajerki (przepraszam
          za brutalna dosadnosc sformulowania) i nawet jesli ktoras z tych dziewczyn z
          poczatku ma jakies opory przed zalęgnieciem Ci sie w domu, to on je skutecznie
          eliminuje. I nic dziwnego, skoro na to pozwalasz. Wywal faceta przy najblizszej,
          dopuszczalnej w umowie najmu okazji, a wmiedzyczasie pokaz mu, gdzie jego
          miejsce i poumilaj troche zycie. Urzadz impreze, zapros swoich znajomych i
          zapowiedz, zeby Ci sie w tym czasie po domu nie pętali, zacznij sie zamykac w
          salonie, ze niby goraco i chcesz gola chodzic. No co? Masz prawo, bo jestes u
          siebie! Okupuj lazienke, jesli jest wspolna jak najdluzej i w porach, gdy jemu
          jest najbardziej potrzebna, graty, zastawiajace Ci szafy przesun pod jego drzwi,
          tak, zeby przy najblizszej okazji sie o nie potknal. Jak nie masz miejsca w
          zamrazarce, to po prostu wyjmij to, co Ci w niej przeszkadza i zostaw na
          wierzchu. W koncu to Twoja zamrazarka. I wszystko spokojnie, z usmiechem na
          ustach, bo przeciez nie robisz nic, do czego bys nie miala prawa w swoim domu.
          Zrob to koniecznie, bo inaczej znowu Cie zbajeruje i zostanie, a tak, to
          przynajmniej zacznie miec dosc mieszkania u Ciebie.
          Pozdrawiam i zycze duzo samozaparcia smile

          tez malo asertywna, ale nie az do tego stopnia
          M.
          • banitka51 Mantro! 10.07.06, 23:29
            oj....jezusicku... Można i tak, ale jak potem z tym człowiek się czuje? Nie
            wydaje mi się, żeby Maryna do tej roli w Twoim scenariuszu się nadawała, cbdo.
            Wywalić - to łatwiejsze. I mniej angażujące.
            • mantra1 Re: Mantro! 11.07.06, 00:32
              Hehe, a jak sie czuje, gdy musi swoich znajomych przyjmowac w kuchni, bo jej sie
              obcy ludzie walają po kanapach w salonie? smile)
              Pewnie, ze jesli chlopak zgodzi sie wyniesc bez gadania, to nie ma co robic
              cyrkow, czy demonstracji, ale na wszelki wypadek zaproponowalam scenariusz
              alternatywny smile)
              • banitka51 Re: Mantro! 11.07.06, 01:41
                pojmuję, obśmiałam się Twoją wizją, bo humoru nadmiar mam, ale wydaje mi się, że
                sedno tkwi w "opadaniu szczęki", "zaniemówieniu" itp słupnosolnych reakcjach na,
                co tu kryć, chamstwo takowe. To nie jest asertywność, że się takiego od razu nie
                pogoni z kanapy, z zamrażalnika itp itd. A brak natychmiastowej reakcji dla
                drugiej strony jest przyzwoleniem. Po utrwaleniu się takich zachowań, nie
                zrozumie ćwiek, o czym mowa, ani też - dlaczego "nagle" wymagania wobec niego
                się zmieniają. Rozstanie niezbędne, a na przyszłość konkretne prawa i obowiązki.
                Obcy w domu to już uciążliwość, a jeśli jeszcze trzeba kombinować, jak mu życie
                uprzykrzyć - to już zamiast zarobku w ogólnym rozrachunku - strata. Moim zdaniem.
                Pytanie takie we mnie się lęgnie - skąd się tacy biorą? Mama wychowała, jak
                umiała - i tego chciała?
    • warum Re: asertywnosc 10.07.06, 20:42
      Maryno, tos Ty aniol po prostu! I lepiej nie podawaj tu adresu...bo nie opedzisz
      sie od zagubionych i "na krotko" przybyszow z PLsmile Rade juz podala Jutka, ja
      tylko zasugeruje, zebys nastepnym razem poprosila, ktores z dzieci o pomoc w
      wyrazeniu "dlaczego" masz dosyc / oni nie beda miec trudnosci z uprzejmym
      wyrazaniem "po amerykansku" czyje Ja jest wazniejszesmile/. Asertywnosci ponoc sie
      mozna nauczyc... ale czy Ty nadajesz sie na Zelazna lady?
      • skir.dhu Re: asertywnosc 10.07.06, 21:16
        Maryno, czy masz przyjaciolke od serca? Ona nawet nie musi byc za bardzo
        asertywna. Ja nie jestem asertywna prawie w ogole ale pewnej bardzo bliskiej
        przyjaciolce rozwiazalam problem garazu i idiotycznych przepychanek z sasiadem.
        Mnie bylo latwiej. Poszlam w Jej imieniu, wylozylam racje i powiedzialam czego
        sie moja Nadine spodziewa w jakim czasie a jak nie to co zamierza zrobic. Bylo
        grzecznie i spokojnie, obie strony sie juz sobie nawet znowu klaniaja smile
        Rozumiem doskonale, ze jest Ci glupio upominac sie o "swoje". Mnie by tez bylo
        glupio upominac sie o "moje" ale z jakiegos powodu latwiej jest upominac sie
        o "cudze" - nie jestem pewna, czy ja to jasno pisze smile Dlatego mysle, ze sie
        rozejrzyj i popros jakas bliska dusze o pomoc w sprawie. Niech ta dusza powie
        panu T, ze od 15 sierpnia czy tam od kiedy wypowiadasz Mu lokum i koniec, i
        kropka. I zadnych dyskusji - prosta informacja. A jak Cie bedzie prosil albo
        nawet blagal to powiedz, ze jestes wrazliwa i delikatna, i dlatego wszystkie
        Twoje interesy zalatwie teraz ta-to-a-ta-kobita i juz. Nawet najbardziej
        niesmialej przyjaciolce bedzie latwiej bronic Twoich praw niz Tobie samej. Tak
        to jakos jest. Trzymaj sie dzielnie i pozbadz szybko niegrzecznych
        niewdziecznikow.
        Skir Dhu
    • wedrowiec2 Re: asertywnosc 10.07.06, 21:54
      Żałuję Maryno, że nie mam aktualnej wizy do USA. W dwa dni rozgoniłabym
      towarzystwo między Alaskę a Florydęwink
      Walcz o swoje prawa!

      ps. paszport też skończył ważnośćsad
    • popaye Re: asertywnosc 10.07.06, 22:21
      Dwoistego rodzaju odczucia mam Maryno po przeczytaniu tego wpisu.

      Moglbym napisac: rozumiem, wspolczuje i poubolewac nad faktem wykorzystywania
      sytuacji przez dziarskiego mlodzienca-Rodaka, ale...

      Napisalas, ze: " Od kilku lat mam zawsze jakiegos lokatora, lub lokatorke, tym
      sposobem oszczedzam pokazne sumy."

      Moim zdaniem: rzecz (jak wszystko w zyciu a napewno w interesach) pewnego
      kompromisu: mozna wybrac albo Twoje oszczednosci beda "mniej pokazne" i warunki
      podnajmu bardziej restrykcyjne albo hmmmm.... nie bardzo rozumiem o czym mowa?.


      Chyba to jednak Twoja Maryno wina iz zawierajac umowe cywilno-prawna (bo tak to
      sie nazywa, czy Ci sie to podoba czy nie) z podnajmujacym mlodziencem nie
      okreslilas wyraznie, ze On nie wynajmuje "mieszkania" tylko pokoj-miejsce do
      spania, a uzytkowanie innych pomieszczen (lazienka, kuchnia) i znajdujacych sie
      tam urzadzen jest wylacznie na scisle okreslonych warunkach = konieczne minimum
      + bezwzgledne sprzatanie "po uzyciu".
      Wizyt, a nie daj Bog "pobytow" kogokolwiek ze znajomych (czy rodziny!)
      podnajmujacego sobie nie zyczysz a jezeli (wyjatkowo!) to ograniczone wylacznie
      do pokoju wynajmowanego przez delikwenta.

      Z doswiadczenia zyciowego wiem, iz (nawet w rodzinie) nie-okreslenie z gory
      pewnych "warunkow i porzadku" wzajemnego wspolzycia pod jednym dachem
      i konsekwencja ich egzekucji - doprowadzila by do tego iz np: dorastajace
      dzieci, od pewnego momentu wydawaly by w mieszkaniu (domu) rodzicow permanentne
      lub cotygodniowe "party" - swoim starym pozostawiajac najchetniej problemy
      zaopatrzenia, sprzatania i reszty upierdliwosci smile)

      Moze to tylko ja jestem tylko taki "szczegolny typ" ale hmmm....
      Zdarza mnie sie, ze 2-3 razy w roku (max. 1-3 dni) zatrzymuje sie u Dzieci
      (corka + ziec) w Warszawie.
      I mimo iz Oni maja duzy dom, a w nim mamy - do "wylacznej dyspozycji" duzy i we
      wszystko wyposazony pokoj (z tarasem i extra lazienka oraz garazem na posesji)
      to przeciez reszta (kuchnia, jadalnia) jest uzytkowana przez "wszystkich".
      Normalne - powiesz?
      Pewnie, tylko... mam zupelnie inny tryb dziennego "funkcjonowania
      i przyzwyczajen" jak Gospodarze.
      Ja - zawsze i bez wyjatku - wstaje o 5,30 - dzieci (i ich dzieci) o 7°°
      - najwczesniej.
      W pizamie - pije kawe, czytam gazete (ksiazke) i.. pale 2-3 papierosy, -
      pozniej: taleta poranna: golenie, prysznic, ubieranie itp.
      Wszak to najblizsza rodzina wiec... : "rob tak samo u nas!".
      Konsekwencja: czuje sie skrepowany jak cholera bo... pani Gosposia wstaje
      o godzine wczesniej by mnie zrobic... kawe (nic nie pomaga prosba bym mogl
      robic to sam!) i sniadanie (ktorego nie tykam bo ja sniadan nie jem!),
      po kazdym wypalonym papierosie, (nikt w tym domu nie pali!, ale ja - mam sie
      nie wstrzymywac) - czysci (mimochodem) popielniczke, podaje mnie gazety -
      jeszcze bym zapomnial alarmow powylanczac (wszak to...Polska!)idac po nia do
      furtki i (jak zima) - bierze sie za odsniezanie 30 m. dojazdu do garazu
      (ziec i corka uzytkuja inny - wychodzacy bezp. na ulice).
      Wrrrr......
      Dziwisz sie, ze najchetniej zatrzymal bym sie w hotelu?, tylko: no wiesz
      - to juz nie macie sie gdzie (dzieci!) - zatrzymac?).
      Zeby bylo weselej, mam w miescie mieszkanie ktore "wynajmuje" student.
      Ale... to inna historia (podobna do Twojej) - ale ja NIC na tym nie "zarabiam"
      - wrecz odwrotnie! smile))

      Wiem przynajmniej po co pracuje i ze mam kochajaca (mnie) rodzine.
      Na kompromisy tylko nie ma miejsca, ale "kasy" z tego tez - zadnej smile))

      pozdrawiam,-
      pE
      • maryna04 Re: asertywnosc 11.07.06, 14:53
        Troche zepchnelam ich z mojej polowy boiska. Poniewaz awaria mojej wanny ma
        zaszlosci 70-letnie prosta heloiza nie pomogla. Pani landlady przyslala
        hydraulika, co robil straszny balagan. (ale naprawil). Wiec kiedy mlodzi
        wrocili kazalam im isc do jego pokoju, zeby nie przeszkadzali. Kiedy hydraulik
        (moja wloska wlascicielka tak ladnie mowi o tych fachowcach - "di ploma")
        poszedl zapukalam i pytam panienki jak z praca - a ona "dobrze" i cisza. Dzieki
        temu, poniewaz krew mnie zalala mialam odwage powiedziec co uwazam, ze jak sie
        orientujesz przebywanie Twoje tutaj jest dla mnie klopotliwe i wiesz, ze nie
        pytam sie o prace, tylko kiedy sie stad wyniesiesz. No wiec od piatku zaczyna
        prace, w tym momencie wlaczyl sie brat, ze ona juz tu nie bedzie spala itd.
        Wieczorem kiedy zasiedli w duzym pokoju powiedzialam - moi mili to idzcie do
        siebie, bo teraz ja ogladam tv. I cholera musialam ogladac, chociaz naprawde
        nie bylo co. Wyszli o jakiejs 11-tej, rano patrze sofa nie rozlozona. Nawet nie
        wiem, czy z ta panienka z Polski zaczal sypiac, czego im serdecznie zycze, czy
        tez zostali tam gdzie poszli. Za pare godzin wychodze, przyjde poznym
        wIeczorem. Na weekend zostalam zaproszona do Atlantic City (miasto kasyn), nie
        rajcuje mnie to specjalnie bo przecie nie grywam nawet na maszynach, ale
        ladnie jest tam pochodzic promenada wzdluz morza, poogladac, jakis wystep - a
        co najwazniejsze dwie noce poza domem. Dziecka moje obiecaly pomoc mi ustalic z
        nim rules bardziej scisle.
        A teraz troche wyjasnien realii, zeby mnie nie posadzono, zem taka chytra. Ale
        Ci co znaja realia zachodnie chociazby z Londynu, to wiedza, ze ceny wynajmu
        mieszkan zupelnie nie przypominaja polskich. Ja za swoje mieszkanie zanosze
        kazdego miesiaca mojej Wloszce omal tysiac dolarow. Dla wyjasnienia dodam, ze
        z powodu zaszlosci, sprzed wielu lat, no nie wnikajac jakich place nieco mniej
        niz wynikaloby z corocznych podwyzek czynszu (w NY domy 6-rodzinne i wiecej
        podlegaja regulacjom miejskim, co roku ustalana jest wysokosc podwyzki czynszu-
        mozna wybrac sobie jedno, lub dwuroczna wersje i takze sa przepisy z jej
        obowiazkami wzgledem lokatora, oczywiscie lokatora obowiazki tez, ale
        generalnie mowiac broni sie jako slabszego lokatora). Juz dwukrotnie jako
        obydwie strony zwracalysmy sie o wyjasnienie, czy mam placic jej wersje, czy
        moja nieco nizsza. Za kazdym razem przyznano mnie racje, no i ona mnie nie
        cierpi, zwlaszcza, ze mieszkam tu od poczatku, a jak by przyszedl nowy lokator,
        to ona nie ma ograniczen w ustaleniu mu nowej stawki. Np. przede mna mieszkalo
        tu "sto lat" malzenstwo Niemcow i zakonczyli na 280 dol. A ja zaczelam od 640,
        bo niby przeprowadzila remont - fakt wymienila okna.
        Suma jaka biore za podnajecie pokoju jest wieksza niz wydaje na zywnosc,
        oplaty i benzyne - nawet przy jej szalenczej drozyznie. Biore w normie, a juz
        zupelnie nie biore za spokoj, kulturalna, zyczliwa atmosfere, mozliwosc
        poznania interesujacych ludzi etc. Dzielenie , podnajmowanie mieszkan ze
        wzgledu na ich ceny jest stalym krajobrazem w miastach amerykanskich. Nie
        dotyczy to tylko emigrantow, prawie zawsze rozpoczynajacych prace.
        Dotychczas nigdy, oprocz gosci mojej siostrzeniczki nie skarzylam sie.
        Odwrotnie, lubie cos nowego, nigdy nie czuje dystansu wieku, szanujemy swoje
        prywatnosci, czasem z lokatorem po kilka dni nie tylko nie rozmawiamy, ale nie
        widzimy sie. Prawie ze wszystkimi jestem do tej pory w kontakcie, albo
        przynajmniej na poczatek dostawalam okolicznosciowe kartki. Z moja ostatnia
        lokatorka, siostra jest naukowcem od fizyki niskich temperatur w Niemczech, a
        matka naukowcem w Polsce zaprzyjaznilam sie, a potem moja corka stosowna jej
        wiekiem, ogromnie. Ta lokatorka wraz z mezem ma b. ladny dom w pieknym
        miescie w Teksasie gdzie bylismy u nich z wizyta, niestety nie udala im sie
        przeprowadzka do NY i wrocila tam. Jesli mialam prostych panow - mlodych
        kontraktorow nazwijmy to - to zawsze z wielka kultura wrodzona, ile mi pomogli
        w domu, w drobnych, a nawet nieco grubszych remontach (za te placilam), u
        jednego z nich cala moja rodzina byla na weselu w Kanadzie, bo on byl obywatel
        kanadyjski. Mialam tez np. wiele miesiecy przemila pare z duzego miasta w
        Polsce, ojciec biznesmen z pierwszych stron gazety wojewodzkiej, a czasami
        ogolnokrajowej. Pozostaje dla mnie zagadka dlaczego chcialo im sie tu tak
        ciezko pracowac przez wiele miesiecy, widocznie chcieli cos sami.
        Pp - przenigdy nie mialam zadnych konfliktow i nerwacji, zawsze uprzedzam,
        ze prosze o nie "wygotowywanie" w kuchni, zreszta na zapas, bo tu nikt z nich
        nigdy nie gotowal, czasem sobie podgrzal w mikrofali lub ovenie. Ty bys Pp u
        mnie odpadl, bo absolutnie zabraniam papierosow, nawet palenia przed budynkiem,
        jeden zabierze peta ze soba, a drugi wrzuci palacego do kubla, albo wgniecie w
        chodnik. Gdziez by mi przyszlo do glowy, ze 25-letni chlopak uwielbia kuchnie i
        zakupy w olbrzymiej ilosci i ze jesli powiem plyn do mycia, reczniki papierowe
        czy papier toaletowy to mozesz korzystac z moich, to on to rozciagnie na paste
        do zebow, mydlo i plyn do prania.... Komu by przyszlo do glowy, ze obcy moze
        zechciez uzywac nie swoich srodkow higieny. Do mojej teksanskiej lokatorki
        przyjezdzal maz, przemily czlowiek, zawsze pytamy Moniki, w ktorym sklepie go
        nabyla, to dlaczego mialabym jej zabronic wizyt. Poniewaz znam zycie na
        emigracji, mysle, ze i ta siostra mojego lokatora, co nie ma sie gdzie podziac
        (teraz nie watpie, ze to nie ona zmienia prace, tylko jej podziekowali)
        denerwowalaby mnie w polowie mniej, ale dlaczego oni sa tak niewychowani, taka
        srednia klasa blokowa, po studiach, a takie cwaniaczki, bez kultury, taktu,
        empatii i co tylko.
        • woman_in_blue Re: asertywnosc-maryna:) 11.07.06, 18:21
          ale dlaczego Ty sie jakby upierasz,ze *po studiach i z dyplomami*
          automatycznie maja miec wiecej kultury? smile) Zycie wszak brutalnie
          udowadnia,ze to nie zawsze uzasadnione oczekiwanie? smile niestety
          - to mowilam ja- kobieta bez studiowsmile) -
        • popaye Re: asertywnosc 11.07.06, 18:57
          Maryno Sympatyczna,-

          moj, jak zawsze niepotrzebny, personalny przyklad dalem bo uswiadomilem sobie,
          ze ja nie nadaje sie ani na podnajmujacego ani lokatora w zasygnalizowanym
          przez Ciebie ukladzie, bo... nawet w stosunkach w najblizszej rodzinie mam
          klopot z moja asertywnoscia.
          Wiekszosc zachowan w sporej czesci uznanych za asertywne mnie krepuje sad

          Umiem (z zyciowej koniecznosci) sprawiac wrazenie emocjonalnie wyrachowanego
          i bezczelnego "typa" ale nikt nie wie (poza najblizszymi) za jaka "cene" sad

          pozdrawiam,-
          pE

          ps. ciekawe, - nie mieszkam w Nowym Jorku a czynsz za mieszkanie (bez extra
          oplat) - place wiekszy niz Ty i zapewne nie jestem wyjatkiem smile.
          Nie narzekaj, mieszkaniowa drozyzna jest na calym Swiecie!.
    • alinka333 Re: asertywnosc 16.07.06, 11:52
      maryna... wystawiłabym ich bagaże przed dom i wywiesiła kartkę: uwaga zły
      pies...na Polaków
    • alinka333 Re: asertywnosc 16.07.06, 11:54
      totalnie cię wykorzystują, po chamsku, czy byłoby to w Ameryce, czy w Polsce,
      czy w Anglii, podejrzewam, że zachowywaliby się tak samo...
      • framberg Re: asertywnosc 20.07.06, 00:01
        Asertywnie zmień go na inny egzemplarz.
        I nie daj się ubłagać. Po co się masz męczyć?
        • maryna04 Re: asertywnosc 20.07.06, 00:33
          Nie pisalam pare dni w tym watku, bo nie mialam sukcesow w asertywnosci. Ale
          po moim weekendzie, kiedy wrocilam do domu po raz kolejny szlag mnie trafil
          (oszczedze szczegolow). I baaaaaardzo grzecznie zwymyslalam, uzywajac nawet
          zwrotow o spoleczenstwie i stosunkach miedzyludzkich i wymowilam mieszkanie,
          jeszcze grzeczniej " przykro mi, ale juz nie mozesz,... bylabym ci wdzieczna
          jak bys cos szybciej znalazl, (no bo do 1-szego musze go trzymac),... nie
          watpie, ze pokoj zostawisz w takim stanie w jakim zastales." Dla poprawienia
          efektu moj syn wstapil wczoraj pod moja nieobecnosc i rownie grzecznie
          zakomunikowal ostatnia ( bo z ostatniego okresu) wole matki. Uff, odliczac
          tylko dni.
          Moj syn z zona tez przechodza nauke asertywnosci, ich wspaniala niania do
          dziecka wraca po 30 latach pobytu w Ameryce do Polski. No i korowod z szukaniem
          nowej. Wybrana z tlumu kandydatek juz w pierwszym dniu okazala sie nie do
          przyjecia. Dzieckiem umie sie zajmowac, bo jest przedszkolanka z Polski, ale
          jej osobowosc. I dzisiaj po 3 dniach, w momencie kiedy cudna pani sama od
          siebie umyla wzorowo kuchenke powiedziala synowa, ze ja juz pani dziekuje. Po
          prostu ta kobieta wykonczylaby ja swoim rzadzeniem sie, wscibstwem, brakiem
          taktu, spoufalaniem sie itd. Nie mowiac o tym, ze juz w pierwszym dniu
          przyniosla pocztowke i zdjecie jakiegos dworku, po jakis tam Radziwillach, czy
          innych Lubomirskich - to jej i meza. Moj syn zauwazyl, ze w tej sytuacji to
          oni powinni sluzyc pani Marioli.
          No i dzwoni przed chwila moja synowa, ze w koncu ma wyrzuty sumienia, bo jak
          juz podziekowala, to z przedszkolanki uszlo troche powietrza, ale na jak dlugo
          by to bylo. Jutro przychodzi nastepna perla.
          • framberg Re: asertywnosc 20.07.06, 00:37
            Z drugie strony każdy ma jakąś własną, odrębną, różniącą się od naszej
            osobowość. Idalnie nie dopasuje się prawie nikt. Rzecz w tym by nie działać
            sobie na nerwy.
            • maryna04 Re: asertywnosc 20.07.06, 02:49
              A skad Ty piszesz framberg, bo w Polsce to juz wszyscy spia.
              Nikt nie jest doskonaly, o.k. Dlatego mam wiele wyrozumienia, naprawde,
              zreszta wiekszosc rzeczy jest mi juz obojetne.
              Chodzi o to, zeby posiadac jakas mieszanke (wcale nie najwyzszej jakosci)
              empatii, taktu, sztucznej uprzejmosci, sprytu, i umiejetnosci przystosownia sie
              do obowiazujacych rules. Zarowno moja synowa, a juz na pewno ja podchodze do
              wszystkiego z przymruzeniem oka, ale nie moge pouczac doroslych ludzi, teraz i
              przez wiele miesiecy wstecz, ze w NY obowiazuje recycling a smierdzace juz
              smieci trzeba wyniesc do kubla. A jak sie chce wlaczyc moje dvd, to moze nalezy
              sie spytac? nie wyraze zreszta zgody. A moja synowa, nie musi slyszec mowienie
              jej na ty i zrob mi lunch. Ona jest pracodawca, a nie sasiadka, czy
              kolezanka, przynajmniej na poczatek - to nalezy zrozumiec.
              • warum Re: asertywnosc 20.07.06, 07:14
                Marynosmileumiesz czlowieka postawic na nogi. Po nekajacej mnie migrenie /jeszcze
                mnie wlosy bola/ parsknelam smiechem jak przeczytalam o tym dvd /i pewnie
                cisnienie w moim mozdzku sie wyrownalo/- co masz na tych plytkach? A poza tym
                swiete slowa o empatii- do dziecka musi byc naprawde ktos kto sie nadaje/ ma nie
                tylko wiedziec co ale i jak i zrobic to z uczuciem - ostatecznie musi zastapic
                mame-pierwszanauczycielke/. M. robisz postepy w asertywnosci, gratulacje!. A ja
                wczoraj uleglam, choc chcialam byc asertywna i zakazac corce wyjazdu nad
                jezioro.N a szcescie przyjechal orzelek/ po przejsciach / i juz nie musialam byc
                asertywna tylko wyrozumiala.
                • alfredka1 Re: asertywnosc 20.07.06, 10:44
                  Wreszcie.... gratuluję Maryno "odwagi". Cmok cmok smile)
              • framberg Re: asertywnosc 22.07.06, 01:08
                maryna04 napisała:
                > A skad Ty piszesz framberg, bo w Polsce to juz wszyscy spia.

                Widać nie wszyscy wink
                • maryna04 Re: asertywnosc 30.07.06, 01:49
                  Jest u mnie godz. 19.30 poltorej godziny temu wyprowadzil sie moj sublokator.
                  Zwrocilam mu za ostatnie dwa dni. Natomiast on kazal sobie zwrocic za to, ze
                  raz napompowal mi rower, a raz wraz z moim synem zniosl takie lozko z
                  nadstawka, zaladowali na samochod i piec ulic dalej wniesli do mieszkania na
                  parterze. Powiedzialam, moj syn jest pod telefonem i z nim to uzgadniaj. No to
                  spasowal. On zas korzystal z mojego bezprzewodowego podlaczenia do komputera,
                  sluzy ono tylko dzieciom jak graja na tv, bo ja mam reguralne podlaczenie z
                  pudelka. Tamto zawsze moglam wylaczyc, nigdy nie wylaczylam i nigdy nie bralam
                  za to pieniedzy, bo faktycznie jest nieco wolniejsze, gdzies mury zwalniaja z
                  tamtego pokoju, ale nie na tyle zeby caly dzien nie wisial na rozmowach
                  telefonicznych z Polska. Nie powiem - tacy sa Polacy, bo wszyscy moi lokatorzy
                  byli o.k. i lepiej. Gdzie takie sie uleglo?
                  Zycie jest piekne, za kilka dni jade na pare dni, jutro tez mily dzien.
                  Sprzedalam koze.
                  Niestety, znow trzeba bedzie dac ogloszenie, ale to juz na wrzesien odkladam.
                  • omeri Re: asertywnosc 30.07.06, 09:32
                    Gratuluję konsekwencji Maryno i odzyskanego spokoju
                    • jan.kran Re: asertywnosc 31.07.06, 01:31
                      Ciesze sie ze pozbylas sie kozy i zycze zeby nastepna byla lepszasmile))
                      Kran
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka