maryna04
10.07.06, 20:03
Wy tu takie sprawy zasadniczo - sentymentalno - polityczne, a ja musze
opisac proze zycia, bo mnie szlag trafi. Bedzie na pewno dlugie.
Od kilku lat mam zawsze jakiegos lokatora, lub lokatorke, tym sposobem
oszczedzam pokazne sumy. O.k. Zawsze bylo to bardzo pozytywne doswiadczenie,
mlodzi ludzie, rozne zyciorysy. Wlasciwie zawsze zaprzyjaznialam sie ja i
moje dzieci. Teraz mam kolejnego lokatora. Chlopak z Polski, ale tu juz
jakis czas. Nie trawie go, jest niewychowany, a nawet bezczelny, a w sumie
glupi i niedoswiadczony, nie zdajac sobie chyba nawet do konca z tego
sprawy. Po miesiacu zebralam w sobie wszystkie sily i poprosilam grzecznie,
zeby sobie poszukal innego mieszkania, bo "nawzajem nie spelnilismy swoich
oczekiwan", a ja juz tyle moge wymagac, zeby czuc sie komfortowo we wlasnym
mieszkaniu. Uzebral, ze zostanie. Kiedy wyrazalam zgode bilam sie w myslach
po pysku, bo wiedzialam, ze go nie chce. Nawet nieco zmienil nawyki, bo
przedtem caly czas smazyl i ten smrod mnie zabijal. Potem zaczal dusic, a
ostatnio nawet tego nie robi, natomiast zapelnia po brzegi zamrazalnik i nie
przyjdzie mu do glowy, ze moze ja tez bym miala prawo cos tam wsadzic. O.k.
Nie powiem, schludniutki wokol siebie, 1-szego w zabkach przynosi pieniazki.
Nie bede rozpisywac sie o tym, co w nim jest tak cholernie denerwujace, ale
opisze ostatni okres.
Jakies 3 tygodnie temu powiadomil mnie, ze przyjezdza do Ameryki siostra, ale
spedzi tu tylko jedna noc, bo ma juz nagrana opieke nad dzieckiem. O.k.
nawet zawiozlam ta siostre do tej roboty. Potem za tydzien przyjezdza ta
siostra, on nie uprzedzil, ze spedzi dlugi weekend, bo "panstwo" cos tam.
O.k. Zaznaczam, ze jeszcze bardziej niesympatyczna niz brat, poczawszy od
braku usmiechu, slowa dzien dobry, dziekuje, prosze i wogole calosci. Po
wielkich szkolach pedagogicznych z jezykiem ang. Po weekendzie pojechala,
moj mily T. powiadamia mnie: wspominalem pani, ze przyjedzie do mnie na kilka
dni kolezanka. Nawet cos sobie przypominam, dokladnie mialo byc na 5 dni - z
Londynu, bo tam krotkie urlopy. Mowie ta z Londynu, nie - z Lomzy ( akurat
nie z Lomzy, ale krew mnie zalewa, to tak napisalam)i nie na 5 dni tylko dwa
tygodnie. O.k. Przyjechala, sympatyczna dziewczyna, ale wyglada, ze mily
lokator opowiedzial jej, ze wynajmuje cale mieszkanie. Jedza w moim
livingroomie,(nawet kiedy do mnie przychodza znajome, to glownie plotkujemy w
kuchni), potem "mlodzi" ogladaja program z mojego tv (w jego pokoju jest
identycznej jakosci tv), a on lezy na sofie. Zreszta jak jedza w kuchni, to
wejscie do wprawdzie sporej kuchni tarasuje sie siedzac przy stole. Normalnie
kazdy w mojej rodzinie w tym momencie na moment unosi sie z krzesla i juz
mozna sie rzadzic w kuchni. Zadne z nich d..y nie ruszy. Wiec ja czekam,
kiedy bede mogla wejsc do wlasnej kuchni. Wczoraj wieczorem wracam ,a w
przedpokoju zestaw nowych bagazy. Pytam co to, a siostra zmienia prace i
bedzie tu spala jedna noc. Oczywiscie siostra nawet nie wyjrzala, zagladam i
pytam cos grzecznosciowo. Ona w ich "rodzinnym" stylu tak warknela, ze
zrobilam jej wyklad na temat szacunku do pracy i pracodawcow. Oczywiscie w
trojke bylo troche glosno, ja dostepu do szafy w przedpokoju nie mam, bo jej
toboly, drzwi od pokoju nie zamkna, bo goraco i potrzeba im przeciagu. Rano w
poniedzialki prawie zawsze jestem w domu. Wiec o godz. 8.30 podnioslam sie z
wyra, na mojej amerykance w "bawialni" spal T. Potem zaczely panienki do
lazienki, na koncu zatkala sie wanna, ja walcze z heloiza (przetykaczem)
scieram, sprzatam, a towarzystwo w moim livingroomie zabawia sie. Najpierw
pol godziny rano czekalam, kiedy skoncza sniadac, wreszczie zebralam sie na
odwage i powiedzialam, ze chcialabym tez zjesc i posprzatac, no to wlasnie
przeniesli sie na salony nie zdazywszy umyc po sniadaniu. Umylam. W koncu
zadzwonil dzwonek, acha, taksowka, zeby zawiesc ja na stacje, o przynajmniej
jej ubedzie. Pojechali bez jej rzeczy , a - tzn. dopiero na interviu jedzie.
A jak ja nie przyjmie ta kobieta. Ja naprawde jestem nieupier.....kobieta,
ale przeciez oni nawet nie maja ochoty mnie poprosic, o jakiejs
uczynnosci, ktora zawsze wykazujemy bedac u kogos w gosciach nie
wspominajac, czy przedstawieniu swojej sytuacji. To jest Ameryka i ja nie
mam obowiazku trzymac za darmo iles tam dni obcych ludzi, ktorzy na dodatek
nie wykazuja cienia kultury.
A o czym ten watek? A o tym, ze nie mam odwagi zwrocic mu, im, uwagi , czego
bym sobie zyczyla, ze ja robie jego towarzystwu wielka grzecznosc i
chcialabym, zeby jednak tak bardzo sie rozgaszczali i zwrocili uwage, ze moze
postarac sie byc uczynnym. Nudne, trudno, musze napisac.
Przed laty moja wowczas dwudziestoletnia siostrzeniczka, ktora trzymalam tu
ze 4 razy, w pewnym letnim sezonie uraczyla mnie w roznych odstepach czasu,
czasem w jednym czasie spora grupa kolegow kolezanek z Krakowa. To by horror,
nim sobie wynajeli mieszkanie. Doszlo do tego, ze przychodze kiedys do domu o
godz. 1-szej w poludnie a w moim lozeczku spi kolezanka siostrzeniczki-
widac zmeczona po nocnej imprezie. Staralam sie cicho zachowywac, zeby nie
obudzic zmeczonej))).
No wiec, za kilka godzin wroca i mnie znow szlag bedzie trafial, na ich
swobodne, jak u siebie w domu zachowanie, a przeciez ja nie musze
przetrzymywac obcych, bezczelnych ludzi za darmo przez nieokreslony czas. Bo
jak zaznaczylam, to jest Ameryka. No ta co przyjechala z Lomzy jest mila,
ale to niewiele zmienia, ze dla mnie jest to uciazliwe, a oni nie zdaja sobie
sprawy, ze ja im robie wielka laske. Co ja tu robie w tej Ameryce, tu
asertywnosc jest podstawowa umiejetnoscia.