maszrumka
07.02.05, 18:55
Grzybica pochwy to najczęstsza przyczyna wizyt u ginekologa kobiet
miesiączkujących - około 75% kobiet przynajmniej raz w życiu ma incydent
zapalenia dróg rodnych na tym tle, u około połowy stwierdza się okresowe
zakażenie nawracające.
Oto kilka bezspornych faktów, które polecam do przeczytania kobietom,
zwłaszcza tym, które nie wiedzą, skąd się ta grzybica u nich wzięła, czy
zarażają swoich najbliższych, w tym np.dzieci, czy należy wtedy podejrzewać
męża itd.
Przede wszystkim powinny to przeczytać kobiety, u których radykalna kuracja
grzybicy pochwy nie udaje się i które uważają, że są źle leczone - mają złych
lekarzy, nie działają na nie leki itp.
Dane statystyczne świadczą, że nie jest to więc choroba rzadka, a wprost
przeciwnie - i dlatego wydawać by się mogło, że nie powinna mieć żadnych
niewyjaśnionych kwestii - niestety jest ich bardzo dużo.
W rozpatrywaniu zakażenia grzybicą pochwy należy przede wszystkim odejść od
prostego rozumowania "są grzyby w pochwie - jestem chora - należy się ich
pozbyć - będę zdrowa".
Takie rozumowanie w przypadku grzybicy zawodzi.
Pochwa stanowi doskonałe środowisko rozwoju mikroorganizmów - jest tu
łączność ze środowiskiem zewnętrznym, panuje stała temperatura i wilgotność,
itp. - niemożliwe więc, by nie była zupełnie jałowa. Byłoby to zresztą nawet
z pewnych względów niekorzystne. Flora bakteryjna uznawana "klasycznie" za
prawidłową to wyłącznie tzw. pałeczki Doderleina, (Lactobacillus
acidophilus), zwane "stróżem czystości pochwy". Bakterie te produkują kwas
mlekowy, tworzący barierę biologiczną zapobiegającą namnażaniu się w pochwie
innych chorobotwórczych bakterii.
Wniosek - stan prawidłowy to brak w posiewach bakteryjnych czegokolwiek
oprócz bakterii Doderleina, a wszelkie odstępstwa od tego stanu powinny być
traktowane jako choroba i leczone.
Jednak jest to rozumowanie uproszczone i nieprawidłowe.
W rzeczywistości prawidłowa flora bakteryjna zupełnie zdrowej kobiety może
mieć liczne bakterie uważane powszechnie za chorobotwórcze - gronkowiec
złocisty, Streptocoocus agalactiae, Enterococcus species, Gardnerella
vaginalis, czy bakterie kałowe typu Escherichia coli! Bakterie te u wielu
kobiet bytują w ich dolnych odcinkach dróg rodnych i nic się z tego powodu z
tymi kobietami nie dzieje - nie mają żadnych dolegliwości czy objawów
chorobowych!
Są po prostu zdrowe!
Wytłumaczenie tego zjawiska jest nadal niejasne.
Podobnie jest jeśli chodzi o grzyby - 15-20% kobiet ma w pochwie
chorobotwórcze szczepy grzybów bez jakichkolwiek objawów wymagających
leczenia.
To również jest niejasne dla współczesnej medycyny, tym niemniej jest bez
najmniejszych wątpliwości wielokrotnie stwierdzanym faktem, podobnie jak
niezmiernie różna osobnicza wrażliwość kobiet na zakażenia - próbowano nawet
doświadczalnie zakażać ochotniczki i nie wszystkie z nich ulegały zakażeniom.
Istnieje też grupa kobiet szczególnie wrażliwych - 5% pacjentek będzie miało
stale ciężkie infekcje grzybicze bez względu na sposób leczenia, zachowanie
zasad higieny, wstrzemięźliwości seksualnej itp. itp. Współczesna medycyna
jest tu bezradna - infekcje te są nie do trwałego wyleczenia.
Paradoksalnych danych medycznych związanych z grzybica pochwy jest więcej -
np. u 25% kobiet po całkowitym wyleczeniu, ( potwierdzonym ujemnymi posiewami
i brakiem jakichkolwiek dolegliwości ) już po miesiącu dochodzi do wzrostu w
hodowlach z posiewów treści pochwowej tych samych szczepów grzyba, jakie były
poprzednio, choć bez objawów zapalnych.
Wytłumaczeniem tych paradoksów może być jedynie to, że prawdopodobnie
istnieje kilka nieznanych do tej pory czynników modyfikujących odporność
kobiety na infekcję grzybiczą.
Niejasne jest także samo źródło zakażenia grzybicą.
Wbrew pozorom stosunki seksualne nie są najważniejszym i najczęstszym źródłem
infekcji, podobnie jak błędy higieniczne, czyli np. korzystanie z czyjegoś
ręcznika, publicznej ubikacji itp. Nie można całkowicie wykluczyć tej drogi,
ale najbardziej prawdopodobne w powtarzających się, bezskutecznie leczonych
infekcjach jest stałe "autozakażanie się" szczepami grzybiczymi pochodzącymi
z dolnego odcinka własnego przewodu pokarmowego, czyli praktycznie zakażenie
szerzy się "przez ciągłość" z okolic odbytu do pochwy. Ten sposób szerzenia
się nie ma związku z jakimikolwiek zaniedbaniami higienicznymi kobiety, a
jedynie dowodzi osłabienia zdolności samoobrony organizmu.
Spore zamieszanie panuje także w praktycznych aspektach farmakologicznego
leczenia grzybic. Współczesne leki przeciwgrzybicze są teoretycznie
znakomite - nie spotyka się na nie oporności w warunkach hodowli
laboratoryjnych i w posiewach wykonywanych w trakcie leczenia - wyjątkiem są
szczepy oporne obserwowane wyłącznie w zaawansowanych przypadkach kobiet
chorych na AIDS, nigdy u pozostałych. Leki te powinny więc w sposób doskonały
i trwały usuwać infekcje grzybicze, a jednak tak się nie dzieje, co może
stwierdzić olbrzymia liczba kobiet.
Ilość stwierdzanych infekcji grzybiczych od wielu lat nie zmienia się, a od
czasu wprowadzenia do leczenia pierwszego skutecznego leku
przeciwgrzybiczego - Nystatyny -wyraźnego przełomu nie ma.
Badania nowych leków p-grzybiczych nie idą już w kierunku wyszukiwania nowych
związków chemicznych niszczących komórki grzyba, ale takich, które będą
wpływać na układ odpornościowy środowiska pochwy.
Dodatkowo leczenie grzybicy komplikuje fakt, że grzyby w warunkach dla siebie
niekorzystnych (np. przy podjęciu przez kobietę leczenia) przechodzą w postać
przetrwalnikową, oporną na leczenie i mogą długo przebywać w niej do chwili
zaistnienia korzystnych dla siebie warunków rozwoju. I odwrotnie - z fazy
przetrwalnikowej, "uśpionej" mogą przejść w tzw. postać micelialną, czynną, z
pełnymi objawami infekcji i są dowody, że dotyczy to 15-20% wszystkich
kobiet!
Nieznane są bodźce prowadzące od przejścia z fazy przetrwalnikowej do
czynnej. Udowodniony jest na to wpływ cukrzycy, środków antykoncepcyjnych,
antybiotyków, leczenia sterydami nadnerczowymi, niedoborów żelaza i witamin,
otyłości, niektórych dezodorantów, niewłaściwej higieny, a nawet
tak "egzotycznych" czynników jak noszenie ciasnej bielizny czy długie
przebywanie na słońcu. Czynniki te są jednak zbyt różnorodne, zbyt odległe od
siebie, by uznać je za ostateczne i końcowe - wyraźnie brakuje tu wspólnego
elementu, jakiejś klamry spinającej je i dającej odpowiedź, co rzeczywiście
powoduje rozwinięcie się czynnej infekcji.
Typowe objawy grzybicy to swędzenie, pieczenie oraz upławy w
charakterystycznej postaci przypominające serek homogenizowany. Jednak nie
zawsze choroba przebiega typowo, zwłaszcza przy zakażeniach przewlekłych -
dolegliwości nie są wtedy zbyt dokuczliwe, raz pojawiają się, raz znikają,
mają różne nasilenie, upławy nie są stale obecne, często objawy wydają się
bardziej dotyczyć dróg moczowych - pieczenie przy jego oddawaniu, uczucie nie
do końca opróżnionego pęcherza po skończonej mikcji, częste chodzenie do
ubikacji, oddawanie moczu porcjami itp.
Obraz choroby staje się niejasny, mało charakterystyczny, co powoduje, że
kobieta nie zawsze idzie ze swoimi dolegliwościami do ginekologa, często
stara się wyleczyć "środkami domowymi" lub nie leczy się wcale, sądząc, że
wszystko jakoś tak samo minie.
Jednym z podstawowych błędów, jakie często robią kobiety są
tzw. "nasiadówki", bardzo często z rumianku. A to doskonały środek na
rozwinięcie się objawów infekcji, spełniający swą rolę w leczeniu grzybicy
wyłącznie w tym sensie, że kobieta, która go zastosuje ma tak olbrzymie
dolegliwości, że przestaje sama eksperymentować z "leczeniem" i szybko udaje
się do lekarza.
Problem postępowania w wypadkach stałych lub nawracających infekcji jest
trudny.
Kobiety nie godzą się z sytuacją (co oczywiście zrozumiałe), że często nie
można i