Dodaj do ulubionych

dystans cz. II

07.05.09, 14:19
no nie mogę. nosi mnie od ściany do ściany a ukochanym kolegom z pracy mam chęć wybić zęby za to co zrobili. podeszli jak młodą sarnę. nie rozumiem ani motywów ani niczego - zaczynam żyć we własnej glowie i dostaję obłędu. powiedzmy że dziala wrzeszczenie pod wiaduktem gdy przejeżdża pociąg, kopanie w ścianę, wytrzepanie 18 dywanów sasiadów, ale jestem przerażona że nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie dlaczego

rozmawiałam z jednym, perfidnym. uchachany jak norka. z drugim nie chcę.

mam gorącą głowę szlag mnie trafia. co zrobiliście w analogicznej sytuacji?
Obserwuj wątek
    • skaka_anka Re: dystans cz. II 07.05.09, 14:24
      Pytanie "dlaczego" jest zbyt absorbujące i nawet jak je zastąpić "po co" lub
      "dla jakich pobudek" nic to nie zmienia. Odpowiedzi zawsze brak. Jedyne
      rozwiązanie to trzepanie dywanów.
      • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 14:25
        O nie. Ta zniewaga krwi wymaga.
        • skaka_anka Re: dystans cz. II 07.05.09, 14:43
          Rzecz w tym, że to Ciebie szlag trafi wink
        • poetkam Re: dystans cz. II 07.05.09, 15:08
          No, jeżeli krwi wymaga faktycznie, to walcz. Walcz, walkę wygraj i
          nie daj się już wpuścić w maliny. Cóż innego Ci pozostaje w chwili
          obecnej? No i... dystans, nadal ćwicz dystans (dobrze Ci idzie
          nauka, serio)
          • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 15:18
            leżę na biurku i się śmieję. NIE IDZIE WCALE. dopuszczam myśl, że obaj panowie a w szczególności jeden (wredny przebrzydły typ) za jakiś czas sami wejdą w ręce. będę wtedy bezlitosna.
    • dzedlajga Re: dystans cz. II 07.05.09, 15:21
      odpowiem krotko, chlodno i rzeczowo

      znalezienie odpowiedzi dlaczego ludzie postepuja tak jak postepuja nie zmieni
      dokladnie niczego w Twoim samopoczuciu i szukanie odpowiedzi na to pytanie to
      bledne kolo. Jedyne co mozesz zrobic dla siebie w tej sytuacji to zwiekszyc
      troche leki a dupkowatosc kolegow zacznie robic na Tobie mniejsze wrazenie.
      PRZETESTOWANE!

      Problemem nie jest swiat a jedynie nasza reakcja na niego. Jestesmy zbyt
      wrazliwi a to nam niestety nie sluzy. Jak sie w glowie uspokoi to wtedy
      nabierzesz dystansu - proba dzialania w druga strone powoduje dokladnie odwrotny
      skutek od pozadanego. I moze sie zakonczyc solidnym bujaniem.

      Takze zwiekszamy leki, a jak juz sie uspokoi w glowce, to leki mozna z powrotem
      troche zmniejszyc - powinno zadzialac

      A jak juz bedzie ok, to proponuje wymyslic jakis sposob, zeby nie dac sie na
      przyszlosc podejsc durnym kolegom. Mozesz probowac sama, mozesz pogadac ze
      swirologiem jak masz fajnego, mozesz isc na kilka spotkan do psychologa, jesli
      znasz fajnego.

      Swiata nie da sie zmienic, mozna jedynie korygowac swoje reakcje na niego
      • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 15:40
        O. Widzisz. I to jest odp. praktyczna.
        Które leki, panie doktorze?
        jak zwiększę wellbutrin to ich rozstrzelam.
        tegretol = 800
        kventiax (ketrel) = 50
        lamotrygina = 200

        w czym mieszamy?

        ważna uwaga: nie zamierzam w to mieszać żadnego specjalisty
        • skaka_anka Re: dystans cz. II 07.05.09, 16:02
          Ty nic nie mieszaj. Nie przypominam sobie, żeby w ulotkach inf. leków napisane
          było we wskazaniach "stosować przy braku lub zbyt nikłym dystansie".
          • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 16:09
            big_grin big_grin

            ciii...ja mam etap: ZRÓB TO SAM.

            tego kventiaxu chyba trzeba 1 tabl. więcej (w zaleceniach mam 2-3, więc wszystko gra)
            inaczej?

            • skaka_anka Re: dystans cz. II 07.05.09, 16:16
              Czyli bierzesz 3. To nie pytanie. To stanowcze stwierdzenie.
              • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 16:41
                boję się Ciebie smile
                • skaka_anka Re: dystans cz. II 07.05.09, 16:46
                  W moim zawodzie się mawia, jak nie zasługujesz na szacunek to niech przynajmniej
                  się Ciebie boją.
                  • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 19:56
                    [do-mi-na]

                    smile)
          • dzedlajga Re: dystans cz. II 07.05.09, 18:24
            a ja nie przypominam sobie, zebym powiedziala, ze leki na brak dystansu wink
            Brak dystansu powoduje rozkolysanie (moze raczej rozedrganie) i na to sugeruje
            czasowe lekkie zwiekszenie lekow. Ale jesli nie kolysze to nie trzeba zwiekszac.
            A nad dystansem dobrze by bylo popracowac. Jesli bez specjalistow to samej.
            Czasem sie to udaje, a czasem nie. Ale warto probowac. Przez forum troche
            trudno, ale moze ktos pomoze. Ja sie nie podejmuje robic tego zdalnie.

            Jak "mieszac" w lekach??? Nigdy nie bralam tych co Ty, moze poza tegretolem, ale
            i tak znacznie mniej. Wiec nie powiem zwieksz to zmniejsz tamto. Nie jestem
            lekarzem i nie wezme odpowiedzialnosci za Ciebie. Ja zwiekszalam zalaste. Bo
            sądząc po tym co sie dzialo w mojej glowie doszlam do wniosku, ze pomoze. I pomoglo.

            pozdrawiam serdecznie
    • bonus1985 Re: dystans cz. II 07.05.09, 19:37
      pytasz "dlaczego?" Moze po prostu masz manie.
      • skaka_anka Re: dystans cz. II 07.05.09, 19:47
        Jakby objawem manii było przeklinanie i pytanie dlaczego to praktycznie wszyscy
        moi uczniowie byliby maniakami.
    • 36.a Re: dystans cz. II 07.05.09, 23:47
      w nocy demony wychodzą ze ścian. boli ze do czynienia miałam z kims okrutnym i psychopatycznym. kto ma nade mną słuzbową przewagę. nienawiść i bezbronność. i chęć zabicia
      • skaka_anka Re: dystans cz. II 08.05.09, 10:38
        Dobrze, że noc kończy się o 6.00.
        • 36.a Re: dystans cz. II 08.05.09, 11:25
          gdyby tak było znalazłabym sposob ale na siebie

          zapewniam Cie ze tych kilka godzin 23-3 jest okrutnych
          • skaka_anka Re: dystans cz. II 08.05.09, 11:40
            A nam nad głowami rosną chmury kłęby dymy grzyby obłoki i jeszcze widzimy
            kontury rzeczy kolorów boki
            Mój przyjacielu wiesz już o co chodzi
            Mój przyjacielu widzę jak cie bierze
            Mój przyjacielu rozumiemy się dziś lepiej
            Patrzymy dziś inaczej
            I słyszymy szerzej
    • stardusts Re: dystans cz. II 08.05.09, 10:42
      Ann ja tez wrzeszczę, tylko ze na moscie tam gdzie tramwaje jeżdza od nowego
      swiatu na powisle....
      • 36.a Re: dystans cz. II 08.05.09, 13:31
        dobra. no to tak. obaj poinformowani że to było okrutne. obaj mają to doskonale w nosie i namawiają do relaxu - naucz się palancie poprawnie pisać "relaks" smile błogi spokój w państwie duńskim. zemsta od niechcenia i przy okazji big_grin

        dzięki za wsparcie, kventiaxu chwilowo więcej.
        • czareg Re: dystans cz. II 08.05.09, 20:49
          Jaka zemsta?? Zemsta najlepiej smakuje na zimno, a tu tenże duperel mało ważny.
          Po prostu wywiń jednemu numer, że mu w buty pójdzie (tylko nie za ostro, żeby słoma nie wypadła), a następnie z drugim przez miesiąc się nabijaj z ofiary. Bo najbardziej przyjemne, gdy koledzy też z niego mają ubaw.
          A na drugim "zemści się" już ten pierwszy (za zdradę).
          PS. Chyba głupi jestem, że was uczę takich pokręconych zagrywek suspicious
          • 36.a Re: dystans cz. II 08.05.09, 22:57
            mogę ich zamordować? "wina jest moja...więc tym bardziej mam wyluzować" sk.......
    • dzedlajga Re: dystans cz. II ZEMSTA 09.05.09, 01:31
      cos Ci opowiem

      kiedys bylam z kims, w kogo bylam slepo zapatrzona i przez kogo (poza rokiem
      zycia) stracilam mase kasy, zaciagnelam dlugi i o malo nie stracilam wlasnie
      zakupionego mieszkania (z niesplaconym jeszcze wtedy kredytem). Ostateczna
      konsekwencja tego wydarzenia byla pierwsza i jedyna jak dotad mania. Ale za to z
      psychozami. Full wypas. No i szpital. Ale to pozniej.

      Gdy w koncu rozsadek wzial gore nad miloscia chcialam go zabic. Za caloksztalt.
      Wyobraznia podsuwala piekne scenariusze zemsty choc nie koniecznie morderstwa.
      Nocami lezalam i obmyslalam kolejne plany. (Teraz wiem, ze juz ten etap powinnam
      pominac, ale to nie jest takie proste jak wszystko w srodku sie gotuje i
      czlowiek nie potrafi o niczym innym myslec. Tak naprawde to chyba kazdy w takiej
      sytuacji powinien dostac stabilizator - troche profilaktycznie a troche zeby sie
      moc uspokoic)

      Moje plany byly absolutnie sprzeczne z prawem (choc nie wszystkie) ale wlasnie
      dlatego wiedzialam ze musze odczekac, zeby skojarzenie ze mna nie bylo zbyt
      oczywiste. Moze tylko dzieki temu z "wyjatkowych atrakcji" w zyciu zaliczylam
      jedynie szpital a wiezienie mnie ominelo.

      Z planow zgodnym z prawem byl sąd. Bylam tak zagotowana, ze poszlam na policje,
      chcialam, zeby poniosl kare. No ale zanim go zlapali, to troche czasu minelo.
      Kilka lat.

      A ja w tym czasie zaczelam zyc dalej. Moja mania potrzebowala troche czasu, zeby
      sie rozbujac na dobre, wiec jeszcze cos tam zdazylam zrobic zanim mnie trzepnelo
      na dobre. Pierwsza sprawa byla juz po szpitalu. Moglam wtedy z powodztwa
      cywilnego zalozyc mu sprawe, zeby probowac odzyskac to co stracilam. Ale
      wybralam zycie a nie sad (czytaj: zemste). Wolalam ciezka praca odrabiac straty
      (zysk w miare pewny), niz miotac sie w przeszlosci i z kazdym dniem cofac sie,
      wracac do tego, co najgorszego spotkalo mnie w zyciu (zysk pewny jedynie dla
      prawnika, ktorego musialabym oplacic). Przezywac wszystko kazdego dnia na nowo.
      I moze zaplacic za to kolejna mania (choc wtedy jeszcze tak nie myslalam)

      Pierwsza sprawe przezylam okropnie, bo wszystko o czym przez tyle lat juz prawie
      zapomnialam - odzylo na nowo. Cala noc nie spalam.
      Na dwie kolejne bylam juz tylko zla, ze sobie zawracalam tym wszystkim glowe, bo
      mialam kolejne dni stracone - wyjazd do innego miasta.

      Moje wnioski? Zemsta i nienawisc jedynie niszczy osobe pragnaca zemsty i
      nienawidzaca. Ja dziekuje

      aaa nie jestem ani wierzaca ani praktykujaca, po prostu zrobilam prosty rachunek
      co sie oplaca a co nie.

      Czy bardziej oplaca mi sie budowac swoj zamek z klockow czy psuc czyjs? I wyszlo
      mi, ze w d... mam czyjs. Chce, zeby moj byl piekny. I moze w tym "zamku" jeszcze
      nie wszystkie okna jeszcze wstawione i nie wszystkie pokoje wykonczone to jednak
      zamek stoi i nie musze codziennie budowac go od nowa.

      wiem, ze moj przyklad jest ekstremalny, ale nie mam lagodniejszego, chyba nigdy
      poza tym razem nie chcialam sie mścić, przynajmniej nie pamietam, na pewno chec
      zemsty nigdy przedtem ani potem nie byla tak silna
      • dzedlajga Re: dystans cz. II ZEMSTA 09.05.09, 01:34
        przerazilam sie tego, co napisalam o tym zamku, bo to niestety prawda, musze to
        sobie "przepracowac"
        • 36.a Re: dystans cz. II GNIEW 09.05.09, 02:06
          Przeczytałam w skupieniu i kilka razy, uczę się z przekazów ustnych, pisemnych, takie opowieści leczą, mnie - tak.

          Nie umiem uporać się z gniewem, policzki palą, nie mogę spać.
          Dusza upomina się o zwykłe "przepraszam. tak, zdarzenie nie powinno mieć miejsca". Mogę się jedynie wycofać, dowiedziałam się juz wszystkiego co wiedzieć powinnam, wycofanie na własne pozycje. I psychiczne wymioty. Nie przesadzam. Czy zimne milczenie to najlepsze wyjście? Zapewne. I myślenie o nich od czasu do czasu "kanalie". Za bardzo zależy mi na tej pracy, aby rozrabiać. Dali mi do zrozumienia: wina jest po Twojej stronie.

          Lżej mi, bo poinformowałam jednego z nich, że się go autentycznie i od samego poczatku boję. Nigdy przenigdy nie chciałabym usłyszeć, że wzbudzam strach. To byłby celnie wymierzony policzek.

          Piszesz o zamku. Ja mieszkam na tratwie. Mam na niej dokładnie wszystko czego potrzeba, nawet w nadmiarze, ale kompletnie nie wiem, co z tych elementów zbudować. Brak spoiwa. A tratwa dryfuje sobie bezładnie od skały do skały. Nawet się nie rozbija. Kolejna skała - kolejny bufor. I znieczulanie się uzależnieniami, dwoma, niby niegroźnymi dla życia, dla zdrowia trochę.

          Kompletnie nie mam pomysłu co dalej. Wiem tylko na pewno, że długo nie podejdzie blisko nikt. Chyba że naskórkowo. Strach.

          Dziękuję Ci.
          Dobranoc.
          • dzedlajga Re: dystans cz. II GNIEW 09.05.09, 09:56
            jesli Ci rzeczywiscie pomoglam - to bardzo sie ciesze

            i jeszcze mala rada: takim sk... co nie potrafia powiedziec przepraszam nie mow,
            ze sie ich boisz, obawiam sie ze to moze ich krecic, moze wlasnie o to im chodzi
            zeby sie bac.

            Ja czasem w takiej sytuacji potrafie w oczach zawrzec mieszanke pogardy, litosci
            i obrzydzenia i powiedziec: zal mi Cie - ten prosty tekst odwraca role i jego
            oczach daje Ci sile

            to co oni zrobili (nie wiem konkretnie co ale to niewazne) to przemoc, mobbing.
            Kat uwielbia, jak ofiara sie boi i jest katem tylko do momentu, do ktorego
            zrozumie ze ofiara przestala sie bac. Bo wtedy sam zaczyna sie bac. Ty mowisz:
            boje sie a on slyszy: jesli znow mnie skrzywdzisz nie bede wiedziala jak sie
            obronic i wyciaga jeden wniosek.

            To przykre ale wiele osob nie slyszalo o empatii. My jej mamy czasem za duzo.
            Przynajmniej ja.

            Powiedzialas: boje sie. Trudno. Czasu nie da sie cofnac. Tylko jak sie juz
            troche uspokoisz - przygotuj sie na nastepny atak. I miej gotowa odpowiedz. Ale
            tym razem pokaz mu, ze nie jestes ofiara. Musisz udawac silna nawet jesli nie
            jestes. Mozna sie tego nauczyc.

            musze uciekac, zajrze wieczorem

            Spokojnego dnia
          • dzedlajga Re: dystans cz. II WIOSŁO 09.05.09, 23:15
            jesli mieszkasz na tratwie, ktora dryfuje bez celu a na tratwie mnostwo rzeczy,
            to moze znajdzie sie tam cos co moze sluzyc za wioslo. Uzyskanie bodaj
            niewielkiej kontroli nad tratwa - to juz cos. Lepiej nie przybijac zbyt predko
            do brzegu, ze o obijaniu o skaly nie wspomne. Sprobuj na poczatek zrecznie
            omijac przeszkody.

            I jeszcze slowko o strachu. Ze tez zapomnialam o tym rano. Ci co zachowuja sie
            troche nie tak jak powinni (baaaaardzo delikatnie mowiac) boja sie znacznie
            bardziej. Nie to, ze Ciebie tylko tak ogolnie. Najbardziej tego, ze inni
            dostrzega ich strach i potraktuja tak jak oni Ciebie. A ze najlepsza obrona jest
            atak ...

            Ktos ich kiedys bardzo skrzywdzil, gdy sie bali, gdy okazali slabosc wiec zrobia
            wszystko, zeby to sie nie powtorzylo. Zal ich naprawde.

            Tylko niech Cie reka boska broni przed wprowadzaniem zalu w czyn - zreszta mam
            nadzieje, ze po ostatniej "przygodzie" dluuuugo nie bedziesz miala takich
            zapedow. Ale warto miec te swiadomosc.

            To naprawde nie jest takie zle jak sie ktos Ciebie boi. Szczegolnie gdy jest to
            osoba, ktora albo moze wzbudzac strach albo sama sie bac. Nie zna szacunku ani
            zadnych innych emocji miedzy ludzmi poza strachem. Jednak bycie straszakiem jest
            wyczerpujace emocjonalnie. Dla mnie za bardzo. Dlatego jesli tylko to mozliwe
            unikam takich ludzi

            na razie koniec bo i tak masz duzo do przemyslenia wink nie wiem czy nie za duzo
            jak na jeden raz

            gdybys chciala wiecej - to jestem
            • 36.a Re: dystans cz. II SPOIWO I KIERUNKOWSKAZY 10.05.09, 05:57
              plus OMIJANIE PRZESZKÓD

              Dziękuję, że do mnie piszesz. Operowanie metaforami kocham, przemawiają do mnie. Tak w ogóle: dopijam piwo i zaczynam 16 h pracy, piękny pracoholizm, którego nigdy nie doświadczyłam. Prześpię się 8 h, potem kolejnych 8 h. Radość, duża, będę mieć pełen etat. Maczeta i przedzieranie się przez dżunglę.
              I już będzie mozna choćby wynająć mieszkanie, na co pewnie i tak się w najbliższym czasie nie zdobędę.

              Na tratwie jest za dużo rzeczy. Piwo się skończyło, szkoda. Trzeba ustalić jakieś priorytety, ale udało się, nad pełnym etatem pracowałam w dodatku z przyjemnością od stycznia. To był no 1. Teraz będzie można pójść dalej. Śmieszne, pomyślałam, że chciałabym mieć dziecko. Mogę nie zdążyć, samotne macierzyństwo nie wchodzi w grę. Szkoda dziecka. Jedna z moich papug wypowiada moje imię. Zawrót głowy. Owszem, to jeszcze nie "mamo".

              Wracając do moich cudnych kolegów. Ustaliłam juz intuicyjnie, który mnie wkręcił, drugi jest podstawiony, na niego zwalono. Śmieję się, bo po takim ustaleniu jest lżej. Wkręcający trzęsie się teraz jak osika, jednak ma uczucia, nazwał mnie dziś profesjonalistą i cyborgiem (śmiech). Już jest w moich rękach, można nim zręcznie obracać. Czego się nie waham robić. Można poruszać nim jak marionetką. Brak mu charakteru... A to taka konkluzja z paru zdarzeń wyciagnięta. Nie znęcam się. Podchodzi blisko. Bezbronny. Plastelina...

              Szukałam dodatkowej pracy, bo potrzebuję kasy. Pomyślałam, że ciekawie byłoby być negocjatorem. Nie mediatorem. Negocjacje typu: życie albo śmierć. Poważnie. Potrzebuję dużej dawki adrenaliny w pracy. Umieram, jak mam pić kawę 8 h. Rozluźnić się mogę w ostatniej godzinie jak teraz. Czyli poszukiwań ciekawego zajęcia i pieniędzy wtórnie ciąg dalszy. Kolega opowiadał dziś o Dubaju, podróż życia. Pieniądze, ale to potem będą potrzebne na podróże. A ja jeszcze chciałabym cos ciekawego napisać...

              Ja nie chcę aby się ludzie mnie bali. Pragnę raczej poważania i szacunku. Pracuję nad tym, aby takowy był względem mnie w pracy. Naprawdę dużo dla siebie zrobiłam przez niecałych 5 m-cy.

              I widzę/czuję jak łatwo się pogubić szczególnie wtedy gdy łaknie się uczucia. Uczę się wycofywać (z sytuacji pre-uczuciowych) i tych porażek w ostatnim czasie było jakby za dużo. Ale wiem dokładnie, czego nie zaakceptuję. Wychodzi na wierzch (pieprzony?) feminizm. Wiem też, na co jestem w stanie pójść ale tylko na 5 minut. I patrzę na fale jak powracają. Niektóre. Przypływ, odpływ, fala za falą. Co odeszło kiedyś wróci...

              No i czym są te wiosła. Kim?

              Płaczę. Moja babcia. Rozmawiałam z nią dziś przez telefon. Oj, jak bardzo nie chciałam trafić na nią. Mówi z trudem. Pełne spektrum życia. Mam dziś dużo.

              Bardzo nietypowe dobranoc.
              • dzedlajga Re: dystans cz. II SPOIWO I KIERUNKOWSKAZY 10.05.09, 14:31
                nie dziekuj, po prostu oddasz kiedys komus smile i zdziwisz sie brakiem pewnosci,
                komu taka rozmowa daje wiecej wink

                A teraz po kolei

                Piwo
                nie wiem jak duzo go bywa, ale jednak przy chadzie rozwazylabym zmniejszenie.
                Jesli nie zupelna abstynencje. No moooooooze od czasu do czasu. Raz w miesiacu
                jedno slabe. Ktos tu napisal, ze nie ma lepszego destabilizatora niz alkohol. W
                szpitalu koledzy jak wyszli na przepustke kupili sobie piwo. Bezalkoholowe
                (przynajmniej tak twierdzili) I mieli ostra jazde bez trzymanki.

                Dziecko
                Moj Kot tylko miau potrafi, ale przychodzi z dworu na wolanie wink I pieknie
                mruczy. I czasem sie przytuli. Za 10 lat pewnie bedzie przytulal sie wiecej.
                Jeszcze roku nie ma.
                Tez sie boje ze nie zdaze. Kiedys bardzo chcialam miec dzieci. Juz jako
                trzylatka zagladalam do wozkow i kradlam zabawki dla braciszka, ktory dopiero
                mial byc. Zagladac do wozkow nigdy nie przestalam wink Potem pogodzilam sie ze ich
                miec nie bede. Bez zwiazku nie dam rady. A po ostatnich przejsciach i po
                chorobie cos sie we mnie zamknelo. Faceci przestali mnie interesowac. Nie
                potrafie wykrzesac iskierki zaangazowania. Sciana. Pustka. Teraz jakby cos sie w
                koncu otwieralo. Moze dlatego, ze odstawilam leki. A moze po prostu rany sie
                zabliznily.
                Tzn jest ktos kto mi od baaaardzo dawna imponuje. Jest taki inny niz ja.
                Opanowany, rozwazny, poukladany. Ja sie tego ucze. A On przy mnie zaczyna
                okazywac emocje. Moglibysmy sie spotkac w pol drogi, ale... Zona, drugie dziecko
                za chwile. Zreszta znam cala rodzinke. Nie zrobie im tego. Nie potrafilabym. Po
                prostu ciesze sie, jesli mam okazje spedzic z Nim troche czasu. I powoli
                obserwuje, ze cos sie we mnie otwiera, cos co daje nadzieje, ze moze jeszcze sie
                zakocham, ze jeszcze zdaze miec dziecko.

                Koledzy
                Czyli jednak trafilam ze strachem. Tylko zapomnialam zupelnie, ze niektorzy boja
                sie tak bardzo, ze wola sie posluzyc kims innym. Moze nawet w ogole tego nie
                wiedzialam. Fajnie, ze umiesz sie dopatrzec takich rzeczy smile

                Strach
                Nie chodzi o to, zeby ludzie sie Ciebie bali. Ja tez tego nie cierpie. Jednak
                niektorzy potrafia albo sie bac albo czerpac sile z tego ze ktos sie ich boi.
                Wtedy wole, zeby to oni sie mnie bali, a przynajmniej, zeby mysleli, ze ja sie
                ich nie boje.

                Wiesz co robi moj Tiger jak sie boi? Stawia irokeza, otwiera szeroko pyszczek
                pokazujac wszystkie swoje sliczne ząbki i prycha. Czasem jeszcze ustawia sie
                troche bokiem, zeby wygladal na jeszcze wiekszego. Jak myslisz, co by sie stalo,
                gdyby podkulil ogon pod siebie i zaczal uciekac? My tez jestesmy zwierzetami wink

                Z tym strachem to jest troche tak jak z Chinczykiem ktory po raz pierwszy
                przyjechal do Polski. Ani on po naszemu, ani my po ichniemu. Jesli jest dobra
                wola, to pojawiaja sie gesty i pokazywanie palcami. Z czasem zacznie cos tam
                rozumiec i mowic. Moze nigdy nie bedzie czytal Slowackiego w oryginale ale
                sprzeda swoje bluzki i kupi hamburgera w budce na rogu.

                Ale ze strachem jest jednak troche inaczej - brak dobrej woli z jednej ze stron.
                To Ty musisz sie nauczyc mowic po chinsku, bo jego nic nie przekona, ze istnieje
                inny jezyk. Strach oslepia, odbiera rozsadek. Jesli juz sie Ciebie przestraszy
                to oczywiscie bedzie oczekiwal ze to wykorzystasz. I oczywiscie mozesz podjac te
                gre i bawic sie w "Kto sie kogo bardziej przestraszy". Ale mozesz mu pokazac, ze
                mimo tego, ze teraz on jest na dole, Ty go szanujesz. Jesli nie jest
                zdemoralizowany do szpiku kosci, po jakims czasie zrozumie, ze zycie i relacje
                miedzyludzkie nie musza opierac sie na strachu. Oczywiscie moze nie zrozumiec od
                razu co to jest szacunek i znow probowac Cie przestraszyc. Wtedy Ty znow
                pokazujesz, ze sie nie boisz, sprowadzasz do parteru i znow sie nie znecasz.
                Mozna wlaczyc rozmowe uswiadamiajaca - ale to juz trzeba wyczuc indywidualnie,
                ocenic czy naprawde tego chcesz, a takze ocenic czy poziom delikwenta jest
                wystarczajacy zeby zrozumial teorie, no i ew. ryzykujesz, ze charakter
                znajomosci bardzo sie zmieni po takiej rozmowie. Raczej polecam poprzestanie na
                czynach. Rozmowa chyba jest tylko wskazana w sytuacjach podleglosci. Ale nie
                wiem na pewno. A moze rozmowa powinna wyjsc z jego inicjatywy. Nie wiem.

                no i w koncu moje ulubione...

                WIOSŁA
                tylko cos nigdy ktos. Ktos moze Ci jedynie pomoc wioslowac ale nie moze stac sie
                wioslem. To niebezpieczne, bo gdy odejdzie (a ludzie odchodza z roznych powodow
                i w najmniej oczekiwanym momencie) znow zaczniesz dryfowac.

                ciekawa praca, pieniadze, mieszkanie
                wszystko co daje satysfakcje, radosc

                no i jeszcze
                NAUKA PŁYWANIA
                umiejetnosc radzenia sobie w trudnych, stresujacych sytuacjach
                dystans do swiata i do siebie
                asertywnosc
                poczucie wlasnej wartosci

                nie wiem co jeszcze. Ty to bedziesz wiedziala. Ty to WIESZ i powoli sama szukasz
                wiosel, choc dotad nawet o tym nie wiedzialas wink
                Tylko jedna uwaga: nie mozna zbyt szybko przesiasc sie z dryfujacej tratwy na
                motorowke. Niestety zmiany musza trwac. Nie mozna probowac zrobic wszystkiego
                naraz, bo tratwa sie wywroci, a Ty jeszcze nie jestes mistrzem olimplijskim w
                plywaniu. Najpierw troche jednego, potem troche drugiego, potem znow wracasz do
                pierwszego. A w miedzyczasie odpoczynek.

                Ide na spacer smile
                • dzedlajga Re: dystans cz. II SPOIWO I KIERUNKOWSKAZY 10.05.09, 16:11
                  Przykro mi z powodu Babci. Jesien zycia jest trudna. Okrutna. Ale trzeba byc
                  silnym. Wiem to truizm. Ale tak trzeba

                  Trzymaj sie cieplo
                • 36.a Re: dystans cz. II ŚRODEK 10.05.09, 20:36
                  A ja pracuję i muszę uważać, aby za bardzo sobie nie luzować. Wiem, że potrafię. Najwięcej błędów popełnia się wtedy, gdy wykonuje się czynności rutynowe, więc naprawdę potrzebuję, gdy kaskada spraw wali mi się na głowe. Tempo zawrotne, 8 problemów do rozwiązania w 5 minut, w tym 2 całkiem nowe i tak jest dobrze. Inaczej zaczynam spać (śmiech).

                  Wiosła.
                  Tak, nie osoba, jakkolwiek pomyślałam o osobach ukierunkowujących mój Chaos. Potrzebuję jakiejś cholernej energii w czyimś głosie, może nawet krzyku, ale nie na mnie, raczej czegoś w rodzaju jabłka spadającego na głowę. Niech to jednak nie będzie żadne dramatyczne zdarzenie. Nie jestem gotowa.

                  Z drobiazgów. Zamówiłam sobie bombillę. Mate o genialnym zapachu drzewa różanego juz mam. Trzeba pójść dalej, bombilla będzie subtelna i droga jak diabli. I jest śliczna. Skoro nikt mi takiej nie sprezentuje, to ja sama... W oddali rozedrgany obraz Argentyny, wszystko przede mną - powtarzane jak mantra.

                  Mężczyźni.
                  Ciekawią mnie, bardzo. To pragnienie widoczne jest zapewne w moich oczach, ale mam nadzieję, że to nie jest sygnał głodu, powiedzmy, że błyski a nie te brzydkie tej brzydkiej posłanki. Kochanką nie mogłabym chyba być. Umieram gdy mam czekać. Więc po co. Więc sobie patrzę. Czasem też ktoś sobie patrzy. Jak miło. Naskórkowość. Trochę psychicznie kosztuje. Jeszcze nie umiem pomieścić kilka w jednym.
                  Inaczej, pociąga wirylność jako cecha. Dotyk twardego zarostu, miły timbre głosu, zawrotny zapach, fascynacja całą tą drugorzędnością. Owszem, nie mam tego na co dzień. To raczej dotykanie mimo wszystko Podmiotu czasem. Na chwilę. Mam sie z tego powodu wstydzić? A nie będę.

                  Ale też żadnych standardowych związków, bo nie dam rady. Wyłożę się i będę mieć depresję w kształcie łóżka, kołdry i poduszki. Tak teraz myślę. Że uporządkowanie mnie zgubi. Gdyby tak spotkać Mężczyznę w Podróży? Metafora. Kogoś pragnacego także podróżować. Ale z zawijaniem do portu. Gdzieś się trzeba w końcu schować gdy przyjdzie Znużenie. I uczenie się tworzenia innych relacji niż seksualno-uczuciowe. Wilk samotnik dotąd bawił się zero-jedynkowo. Teraz nie. Mam już brata. Przyszywanego.

                  Alkohol.
                  Mało ale czasem po pracy, nad ranem - inaczej nie zasnęłabym. Dyżurów nocnych mam mało. Prawie nie piję. Kontrola zachowana.

                  Strach
                  tymczasem odpłynął, sytuacja już prawie klarowna, pozostało sporo niesmaku. Że ktoś komuś (nie mnie) coś takiego robi. Nie moje buty.

                  I...czuję, że nadpływa Smutek. Praca dobra rzecz, ale teraz kilka dni wolnego. No to sie posmucę, pozdrawiam.

                  Tzn. nie. Zamówiłam na jutro słońce i wiatr, założę swoje podarte dżinsy (nie widać smile kurtkę z dziurką (trochę widać) pozwiedzam.


                  [Chce mi się bardzo personalnego seksuuuuuu]


                  O Chińczykach i gdakającej kurze - genialne smile
                  • 36.a Re: dystans cz. II ŚRODEK 10.05.09, 20:40
                    ale nie wiem, dlaczego ŚRODEK...
                    • dzedlajga Re: dystans cz. II ŚRODEK 10.05.09, 22:19
                      o Chinczykach moje, o kurze mojej Mamy smile

                      tez nie wiem dlaczego ŚRODEK... ???

                      smutek?? Zwiedzanie, spacer to lepsza alternatywa niz smutek.

                      Ale skoro masz wolne dni to mam mala sugestie: zbadaj sobie tarczyce.

                      Wiem, ze Cie troche zaskoczylam. Ale zrob to. Prosze.

                      Jak zaloze bloga to wyjasnie w nim to co jest potwierdzone badaniami a takze
                      przedstawie moje teorie, ktore jednak mocno sa osadzone na tym co juz
                      potwierdzone a takze na wlasnym (niestety jak na razie tylko) doswiadczeniu.
                      Niestety nie jestem naukowcem wiec nie moge swoich teorii zweryfikowac. Ale
                      zycie pokazuje, ze moje teorie czesto sie sprawdzaja. Na pewno nie zawsze. Ale
                      czesto. Nie mam manii wink
                      Bede cierpliwie czekac.

                      Tak wiec zrob na poczatek TSH, fT3, fT4 i aTPO. Jak dla mnie moze nie byc TSH,
                      ale jak bedzie cos i nie tak to lekarz bedzie wprost marzyl, zeby je zobaczyc.
                      Tu sie dowiedzialam, ze nawet swirolog moze dac skierowanie na 3 pierwsze
                      badania, wiec rodzinny tym bardziej. Choc raz. Bo z podartych dzinsow wnioskuje,
                      ze moze byc krucho z kasa.

                      Wrzuc tu wyniki razem z normami a powiem Ci kim jestes.
                      Oooo przepraszam, powiem, czy wszystko jest oki z Twoja tarczyca wink

                      ps. Zastanawiam sie, czy to co tu uprawiamy to nie jest zbyt wielki
                      ekshibicjonizm. Choc moze nie, po prostu wycielam jedno zdanie wink
                      • dzedlajga Re: dystans cz. II ŚRODEK 10.05.09, 22:21
                        oczywiscie bede czekac na potwierdzenie moich teorii.

                        ale na Twoje badania tez smile
                        • 36.a nie 10.05.09, 22:34
                          nie teraz

                          w ciągu 2 h znowu zdarzyło się za dużo. a ponieważ szanuję siebie jako osobę bardzo to wskoczę do łóżka popłakać. ostatecznie ostaję się ja.

                          nie. nie krucho. to są moje weekendowe dżinsy. zaszyje się i będą dalej wyglądały jak nowe.

                          znowu - niezrozumienie, szok (tak!), znowu dlaczego

                          w królika doświadczalnego z przyjemnością, ale nie dziś i nie jutro.
                          ale zrobię te badania bo powinnam

                          dlaczego
                          dlaczego
                          dlaczego

                          zmęczona jestem i tylko sama mogę dać sobie teraz oparcie
                          a od jutra znowu chłodny (bardzo) dystans
                          • dzedlajga Re: nie rozumiem... 10.05.09, 22:57
                            > znowu - niezrozumienie, szok (tak!), znowu dlaczego

                            niezrozumienie: ja - Ty?

                            czy niezrozumienie Ty - ktos inny?

                            ale nie odpowiadaj dzis. Spij smile
                            • dzedlajga o kurcze, dopiero teraz zauwazylam 10.05.09, 23:51
                              w watku o akceptacji mowiac, ze mozna wykorzystac teksty wyzej, mowilam o Tobie!
                              Dopiero teraz to zauwazylam.

                              Dajesz rade!
                            • 36.a ? 11.05.09, 23:27
                              DECYZJE

                              Połowa tratwy (tego co na tratwie) wylatuje w powietrze! Powinnam była zrobić to już dawno, jakoś tak. Będzie więcej miejsca na Nowe.

                              NIJAK

                              Siedzę, piję białą herbatę (nic innego nie znalazłam, jestem uzależniona od dobrych herbat), poruszam nerwowo prawą nogą i nie wiem, co dalej.

                              Wczoraj zdarzyła mi się absurdalna genialna rozmowa pisana, dziś znowu nie wiem, co dalej. Spać też nie. We śnie się umiera. Bredzę.
                              • dzedlajga Re: ? 11.05.09, 23:47
                                oj wysypiaj sie wysypiaj kiedy tylko masz okazje

                                ja ostatnio zapomnialam isc spac wink i potem o malo nie zeswirowalam - delikatne
                                te nasze mozdzki
                                • 36.a mam kryzys tożsamości 11.05.09, 23:55
                                  spanie tu nic nie pomoże. mam chęć na jakąś aferę. miłosną. abo jakąś inną. potrzeba mi wrażeń. i sobie je znajdę. jak zwykle.

                                  wink
                                  • dzedlajga Re: mam kryzys tożsamości 12.05.09, 00:08
                                    afera?? wrazenia??

                                    przerazasz mnie. Przy tej ilosci lekow, ktore bierzesz jeszcze dodatkowe emocje???

                                    Toz to co juz zjadasz starczyloby na jeden posilek!

                                    Dodatkowe wrazenia to wzrost aktywnosci mozgu i zwiekszenie lekow masz jak w
                                    banku. W koncu zoladek tego nie wytrzyma. Nie mowiac juz o tym, ze w Twojej
                                    glowie to juz jest coraz mniej Ciebie - tylko chemia.

                                    Ale to Twoja decyzja, Twoje zdrowie, Twoje zycie.

                                    Ja w kazdym razie ide spac.
                                    • 36.a dobrze. 12.05.09, 01:23
                                      spróbuję spokojnie i w punktach. dystans

                                      * mam zdrowy żołądek
                                      * nie jestem "niezłym składem chemii" - ostatnio skądinąd miły pan mnie też tak zresztą nazwał smile
                                      * czuję się człowiekiem. za mało mam neuroprzekaźników, antydep mi ich dostarcza. stabilizator ma zapobiegać huśtaniu
                                      * mam zdrowy żołądek
                                      * czuję lekkie poirytowanie, gdy czytam posty osób, które pojawiły się z forum hashi czy jak mu tam.
                                      * fascynujące jest to, że forum hashi [strzelam, ale zaraz tam zajrzę] jest "biologiczne", że je tak nazwę. zajrzałam, potwierdza się. tu - nie. czemu?
                                      * trochę [dystans] denerwują mi posty ubik - jej leki ewedentnie nie służyły, bo nie były jej potrzebne. mnie sa konieczne. kropka.
                                      * mam zdrowy żołądek
                                      * mam pójść do lochu bo mam ChAD? odmawiam.
                                      * skoro potrzebne mi są wrażenia, to sobie ich dostarczam/ę. nie oszaleję bardziej od nich smile świat rysowany tylko ołówkiem jest nudny
                                      * i protestuję przeciw mysleniu o człowieku wyłącznie biologicznie. wiele osób pisze o ChAD reaktywnym. wyzwalaczem nie zawsze jest nadczyność/niedoczynność gruczołu, a często zdarzenie
                                      * no i kurczę jednak brak zaufania do domorosłych lekarzy...
                                      * w głowie mam różne fajne śmiecie, nie tylko tabletki bawią sie tam w berka
                                      * mam duszę smile
                                      * i zdrowy żołądek
                                      * boję się neofitów... nie chcę absolutnie nikogo urazić, słów uzywam ostrożnie.
                                      * nie chcę rozpętać burzy, wyrażam tylko swoje zdanie...

                                      trochę mi przykro, że po fajnej metaforycznej rozmowie nagle miałam stac się zwierzątkiem doświadczalnym. noo, nie stanę się.

                                      dystansuję się i zamykam temat
                                      • dzedlajga Re: dobrze. 12.05.09, 12:36
                                        > * mam zdrowy żołądek

                                        to super i mam nadzieje, ze tak zostanie

                                        > * nie jestem "niezłym składem chemii" - ostatnio skądinąd miły pan mnie też tak
                                        > zresztą nazwał smile

                                        moze troszke przesadzilam, ale naprawde sporo tego bierzesz. Tzn nie twierdze,
                                        ze to jest Ci niepotrzebne. Skoro pomaga, to na pewno jest. Tylko boje sie, ze
                                        jak bedzie za duzo wrazen to moze byc potrzeba coraz wiecej. Nie znam sie, ale
                                        wydaje mi sie, ze jest jakas gorna granica co do ilosci przyjmowanych lekow, po
                                        ktorych nie wiem co sie stanie...

                                        > * czuję się człowiekiem. za mało mam neuroprzekaźników, antydep mi ich dostarcz
                                        > a. stabilizator ma zapobiegać huśtaniu

                                        i dobrze ze pomagaja, po to je bierzesz. Oczywiscie, ze jestes Czlowiekiem.
                                        Nawet calkiem w porzadku Czlowiekiem. Przepraszam, jesli Cie uraziłam

                                        > * mam zdrowy żołądek
                                        > * czuję lekkie poirytowanie, gdy czytam posty osób, które pojawiły się z forum
                                        > hashi czy jak mu tam.

                                        masz prawo nawet sie wk....ic

                                        > * fascynujące jest to, że forum hashi [strzelam, ale zaraz tam zajrzę] jest "bi
                                        > ologiczne", że je tak nazwę. zajrzałam, potwierdza się. tu - nie. czemu?

                                        rzeczywiscie hashi jest czysto biologiczne, jak to trafnie nazwalas. Ja uwazam,
                                        ze biologia to nie wszystko. Psyche jest cholernie wazna i ma wplyw na wszystko.
                                        Na biologie tez. Dlatego mi sie tu podoba i sobie zagladam, tym bardziej, ze
                                        bylam chaderka i wciaz nie mam pewnosci, czy do psychotropow bede nie musiala
                                        wrocic. Czas pokaze, na razie nie ma co wyrokowac. Kolejna wizyta u psychiatry
                                        za 2 miechy wink


                                        > * trochę [dystans] denerwują mi posty ubik - jej leki ewedentnie nie służyły, b
                                        > o nie były jej potrzebne. mnie sa konieczne. kropka.

                                        jeszcze raz tego nie kwestionuje. Mnie tez na pewno byly baaaaardzo potrzebne i
                                        moze jeszcze beda. Nie moge tego wykluczyc.


                                        > * mam zdrowy żołądek
                                        > * mam pójść do lochu bo mam ChAD? odmawiam.

                                        do lochu??? skad ten pomysl? z tym mimo wszystko da sie funkcjonowac. Jak sie
                                        czlowiek nauczy tej choroby, to nawet calkiem normalnie. Tylko trzeba wiedziec
                                        kiedy i czym "docpac" - tylko bez negatywnych skojarzen prosze


                                        > * skoro potrzebne mi są wrażenia, to sobie ich dostarczam/ę. nie oszaleję bardz
                                        > iej od nich smile świat rysowany tylko ołówkiem jest nudny



                                        > * i protestuję przeciw mysleniu o człowieku wyłącznie biologicznie. wiele osób
                                        > pisze o ChAD reaktywnym. wyzwalaczem nie zawsze jest nadczyność/niedoczynność g
                                        > ruczołu, a często zdarzenie


                                        powtorze co napisalas: wyzwalaczem nie zawsze jest nadczyność/niedoczynność
                                        gruczołu, a często zdarzenie.

                                        Nie boisz sie ze nadmiar wrazen moze byc wlasnie takim wyzwalaczem. Pamietaj, ze
                                        stres wystepuje nie tylko gdy zdarzy sie cos zlego. Rowniez skrajnie pozytywne
                                        emocje sa stresem dla organizmu. Wiesz jakim stresem potrafi byc wlasny slub z
                                        czlowiekiem, ktorego kochasz nad zycie i nie masz watpliwosci, ze wlasnie z nim
                                        chcesz spedzic zycie? To tylko taki ekstremalny przyklad.

                                        To nie znaczy, ze masz z nich zupelnie zrezygnowac. Powiedzmy tylko czasowo
                                        odstawic. Tzn emocje. Moze okaze sie, ze mozna wtedy ciut zmniejszyc leki i
                                        wtedy troche emocji i jednoczesnie powrot do starej dawki.

                                        Wiem, ze dla Ciebie odstawienie emocji jest trudne, bo z tego co widze to jestes
                                        (jakby to nazwal psycholog) niskoreaktywna tzn potrzebujesz duzo bodzcow. Ja
                                        akurat mam odwrotnie wiec mi latwiej, ale tez juz znacznie mniejsza ilosc
                                        bodzcow moze mi zaszkodzic wink Dlatego uwazam.


                                        > * no i kurczę jednak brak zaufania do domorosłych lekarzy...

                                        a ja ciagle szukam zrodel, bo jestem pewna, ze to co sobie wykombinowalam, juz
                                        ktos gdzies opisal. Problem polega na tym, ze brak dobrych endo. Stanowczo ich
                                        za malo.

                                        Bedzie metafora - tym razem niestety biologiczna

                                        masz zapalenie pluc i przy tym masz goraczke. Oczywiscie jak goraczka rosnie
                                        (39-40) to bez cienia watpliwosci nalezy ja zbic, bo dalszy wzrost grozi
                                        zagotowaniem krwi.
                                        Ale czy leczylabys zapalenie pluc wylacznie przy pomocy zbijania goraczki? Nie
                                        podajac lekow, ktore dzialaja na przyczyne...

                                        To wszystko to nie jest moj wymysl, bo jak widzisz psychiatrzy sami zlecaja
                                        badania tarczycy. Problem polega na tym, ze niewielu endokrynologow potrafi je
                                        interpretowac. I juz to gdzies pisalam: watpie czy jest jeden psychiatra, ktory
                                        to potrafi.

                                        > * w głowie mam różne fajne śmiecie, nie tylko tabletki bawią sie tam w berka

                                        i nie mam co do tego zadnych watpliwosci, bo z tabletkami nie gadaloby sie tak
                                        fajnie

                                        > * mam duszę smile

                                        jak wyzej

                                        > * i zdrowy żołądek

                                        i mam nadzieje, ze to sie nigdy nie zmieni. Tym bardziej, ze naprawde Cie
                                        polubilam. Naprawde fajnie mi sie gadalo - moze jednak za szybko ten czas
                                        przeszly...

                                        > * boję się neofitów... nie chcę absolutnie nikogo urazić, słów uzywam ostrożnie

                                        no co Ty, nie obrazam sie. Tyle, ze wiedza ktora glosze jest powszechnie znana,
                                        problem lezy w braku lekarzy, ktorzy by potrafili zinterpretowac wyniki

                                        > .
                                        > * nie chcę rozpętać burzy, wyrażam tylko swoje zdanie...

                                        to sie nazywa dyskusja

                                        >
                                        > trochę mi przykro, że po fajnej metaforycznej rozmowie nagle miałam stac się zw
                                        > ierzątkiem doświadczalnym. noo, nie stanę się.

                                        zwierzatkiem doswiadczalnym??? To Twoje slowa. Te badania to dla mnie??? Ja
                                        swoje zrobilam wczoraj. Po prostu podejrzewam (z prawdopodobienstwem graniczacym
                                        z pewnoscia) ze to Twoja tarczyca lekko rozrabia, moze przeciwciala sie
                                        dokladaja a wraz z tym cala reszta sie rozwala. Ja bym to dokladnie sprawdzila.
                                        Tym bardziej, ze potrzebujesz wrazen. Wtedy bedziesz mogla pozwolic sobie bez
                                        obaw na wiecej.

                                        >
                                        > dystansuję się i zamykam temat

                                        mam nadzieje, ze jedynie temat a nie cala dyskusje

                                        Jeszcze raz przepraszam. Wiem, ze bylo za ostro, ale czasem mam niewyparzony
                                        jezyk. Staram sie nad tym panowac, ale nie zawsze wychodzi
                                        • skaka_anka Re: dobrze. 12.05.09, 12:38
                                          No właśnie nie znasz się.
                                          • dzedlajga Re: dobrze. 12.05.09, 13:25
                                            ale przy najblizszej wizycie zapytam o to lekarza
    • dzedlajga Re: dobrze. 12.05.09, 12:45
      wiesz, to forum nigdy nie zniknie, nawet gdyby sie okazalo ze chad jest
      wylacznie "objawem tarczycowym", W CO SAMA NIE WIERZE. Ale wiele osob mogloby
      miec przynajmniej o wiele lagodniejszy chad. A to juz cos.

      wazne tylko, zeby na wszelki wypadek leczenie wdrazac nie w manii a w depresji i
      miec zawsze stabilizator pod reka

      poza tym pojawia sie tu wiele watkow, ze tak to nazwe
      "emocjonalno-psychologicznych" i to jest wlasnie najwieksza wartosc tego forum,
      dlatego tu zagladam. I nie mozna mi zarzucic, ze pisze tylko o tarczycy.
      Wystarczy poczytac moje posty...

      pozdrawiam
    • 36.a tak na marginesie 12.05.09, 14:06
      wkurzył mnie wczoraj ogromnie tekst na blogu mojego (dawnego) psychoanalityka. pisze [on] porywająco, ale nie wiem czy wolno mi zamieścić tu linka. do rzeczy. znęca się on nad rola antydepresanta, uważa, że depresanci, psychiatrzy też przeceniają jego rolę. zamiennikiem miałby być dyskurs psychoanalityczny... no ja nie wiem. czy faktycznie dostępny dla każdego [nie chodzi o kasę, nie płaciłam dużo]. drugi biegun ChAD porównuje do narkotycznego, narkomańskiego Nieba.

      niemniej - mam wątpliwości.
      czy można podważyć diagnozę i wyrzucić słowo depresja i zastąpić je melancholią. podważa [on] także istnienie depresji o podłożu bilogicznym. pomija niedobory serotoniny i takich tam. i gdy pisałam do niego o tym miałam na myśli np. Singapurkę...
      więcej nie piszę, bo tekst jest niesamowity, nie chciałabym go zwulgaryzować
      • 36.a ok 12.05.09, 14:07
        jesli ktoś jest chętny przeczytać oryginalny tekst, link podam mailem. tak mi wolno bez pytania.
        • megan.k Re: ok 13.05.09, 09:40
          Poproszę o linka na mail: megan.k@gazeta.pl
      • dzedlajga Re: tak na marginesie 12.05.09, 18:38
        fajna psychoterapia moze pomoc, wspomoc leczenie depresji - ale ja jeszcze
        takiej nie znalazlam dlatego sama sobie przez cale zycie robie terapie. Moze
        czasem bladze, ale jest skuteczna. Tylko ciagle nie widze konca.

        ale z takiej depresji jak mialam po manii to zadna terapia by mnie nie wyciagnela

        wstac z lozka mi sie nie chcialo, umyc sie - po prostu brak sil ... a co dopiero
        z kims gadac.
      • singapurkaa Re: tak na marginesie 13.05.09, 09:14
        Zostałam wywołana do tablicywink
        Na szczęście od pewnego czasu ciut mi lepiejsmile Zasługa Velafaxu pewnie, który
        ciągle łykam pokornie - nie wierzę w psychoanalizę...
        Poproszę linka. Mail: singapur@gazeta.pl
    • dzedlajga ATAK I STRACH 13.05.09, 13:55
      boje sie tam zajrzec, bo nie spodziewalam sie ataku tutaj. Prosze powiedz, czy
      moge, tak potwornie sie boje
      • 36.a SPOKOJNIE... 14.05.09, 11:44
        to moje ulubione słowo, powtarzane wielokrotnie, różnym ludziom. weszło w krew.
        ale kto Cię atakował i za co. jeśli wypowiadasz swoje zdanie spokojnie na jakikolwiek
        temat, gdzie atak? nie widzę. ja się nie gniewam. spokojnie podkreśliłam siebie.
        łagodny protest (to nie ja, chyba mi odbiło smile nawiedzeni klienci serwisu uczą mnie
        "bycia ponad", inaczej nie dałoby się z nimi rozmawiać i pracować. przestaję reagować
        na niezasłużone obelgi, ale to jeszcze nie obojetność. nauka spływania (śmiech, nie
        umiem oduczyć się śmiać)

        stykasz się czasem ze stoikami? podziwiam, ale nie rozumiem. i trochę chciałabym
        ich przekabacić na swoją stronę. ale po co. chcą być ekstremalnie spokojni. ten przysłówek
        do nich nie pasuje.

        i...

        moje uwielbienie dla literatury japońskiej (czas przeszły, obecnie malutko czytam), wyciszenie, chłód, precyzyjna kreska, a pomysł na bycie mnichem (uprzejmie proszę się nie śmiać) też jest. no dobrze,
        pustelnikiem. wytrzymam, przyjdzie upragnione ukojenie czy do reszty zwariuję?

        to dobre słowo. szukam ukojenia. nie zagojenia. ran nie mam dużo. zadraśnięcia raczej.
        nie ukołysania. ukojenia.

        i...

        mailuję sobie dziś z kims i płaczę.
        zrezygnowanie, odpuszczenie, zdeterminowanie (nie od wysiłek, ale determinanta, pewnych rzeczy nie zmienię). potem będzie pogoda ducha?

        WIEDZA

        potrzebuję. ale nie na weekendowych kursach. obawiam się pobieżności, robienia na słuchaczu dobrego wrażenia i jeszcze lepszego interesu. ot, pan magister/doktorant ma "fuchę". kiedyś miałam imponującą listę lektur. spisaną na kartce. i ta subtelna bibliotekarka prawie dostawała palpitacji, że miałaby tego szukać. a 3 pozycje to nie łaska. proszę mi odebrać komputer, znowu będę papierowo czytać...

        i...

        śmieszą mnie te PowerPointy, prezentacje, pic-na-wodę-fotomontaż.
        te wielkie litery, bo inaczej słuchacz by nie pojął. ta wiedza pociapana jak sałatka. dziękuję rezygnuję.

        nie wiem, co dalej. spokojnie czekam, co przyniosą kolejne dni.


        Spokoju życzę smile


        • dzedlajga Re: SPOKOJNIE... 14.05.09, 13:22
          spokojnie, masz racje

          jak bylam na lekach to nie odczuwalam tak silnych emocji.

          Dzis wiem, ze byly stanowczo ZA silne. Zupelnie nieadekwatne do sytuacji. Bo
          jakis tam atak byl (nie z Twojej strony - Twoja reakcje byla w 100%
          uzasadniona), ale zeby zaraz 2 dni ryczec... przesada. Juz w tyle glowy pojawila
          sie mysl ... to depresja wraca tylnymi drzwiami. I nagle olsnienie. Hormony.
          Wiem, ze bywam monotematyczna jesli o to chodzi, ale jestem pewna, ze to wlasnie
          o to chodzi. (Mam nadzieje, ze nie lamiem obietnicy, wszak mowie tylko o sobie wink)

          Jeszcze przed zachorowaniem zdarzalo mi sie spedzic 2 dni w lozku i plakac, i
          wymyslac co by bylo gdyby, nastepnie w to uwierzyc i ryczec dalej. Porazka.

          Fakt, odkad bralam leki chyba nigdy nie plakalam. Na pewno nie tak dlugo i nie
          tak intensywnie. W ogole czulam zdecydowanie mniej. Poczucie humoru tez
          przytepione. Ale bylam gotowa poswiecic emocje w imie wzglednej remisji. Teraz
          mam nadzieje, ze mozna miec i jedno i drugie. Bo ja chce czuc. Bez tego zycie
          jest mdle. Tu sie z Toba zgadzam.

          Wiesz, Moja Mama odkad pamietam plakala. Siedziala w kuchni na taborecie,
          plakala i nie reagowala na nic. Ja chcialam cos zrobic, pytalam, co sie dzieje.
          A ona mnie nie widziala. Nie slyszala. Tylko placz.
          Wtedy jeszcze nie leczono depresji, kazali sie jej wziac w garsc. Ale w koncu
          zaczela brac hormony. Przestala plakac.

          Znam jednego stoika. Ale widzialam juz emocje na jego twarzy. Ostatnio
          zdziwienie. Fajne doswiadczenie.

          WIEDZA

          nikogo nie namawiam, ale jak ktos chce to zapraszam. Ja do tej pory chodzilam na
          1 kurs. Tzn nadal chodze, mimo, ze oficjalnie kurs sie skonczyl. Nie wiem czy
          powinnam to pisac. Dobra, nie podam tematu wink Wszystko zalezy od prowadzacego.
          Wiem o tym. A ten jest nawiedzony. Ma misje do spelnienia. I musze powiedziec,
          ze jestem pod wrazeniem. Wiedzy. I umiejetnosci przekazania. Duuuuzo sie
          dowiedzialam. Ten kurs moge kazdemu polecic z czystym sumieniem. Nie kurs.
          Prowadzacego smile

          Jak bedzie z asertywnoscia??? Pojecia nie mam. Ale 180zl moge zaryzykowac. Tym
          bardziej, ze oczekuje, ze bedzie wiecej treningu niz wykladu. Teorie znam. Moze
          nie wszystko, ale znam. Mala powtorka oczywiscie zawsze sie przyda. Asertywnosci
          nie da sie z ksiazek nauczyc. Potrzebny jest trening. I na to licze. W
          bezpiecznych warunkach, z ludzmi, ktorych prawdopodobnie nigdy wiecej nie zobacze.

          A potem sa wlasne przemyslenia. I wiem, ze nawet jak same zajecia nie beda na
          100% to wiele zalezy ode mnie. Potrzebuje bodzca. Inspiracji.

          Musze w koncu odnalezc wszystkie klucze. Ja wiem, ze one sa w zamku. Ja wiem, ze
          to ja je tam pochowalam. Ale mialam wtedy ze 2-3 latka. I juz nie pamietam gdzie
          je poutykalam. Musze miec komplet, bo nie chce skakac oknem. Chce dumnie wyjsc
          drzwiami. I chce moc zawsze bez problemu do mojego zamku wrocic. Jak czlowiek.
          Nie jak zlodziej przez okno.

          SZUKAM
          • 36.a przyznaję 14.05.09, 14:19
            metafory z kluczami w zamku nie rozumiem. słyszę ją po raz drugi. tłumacz. by the way, znasz Żelaznego Jana? o wiele bardziej lubię Biegnącą z wilkami. Głębsza. Płycizna irytuje. Bly nie jest płytki, ale to sprinter. No i poeta smile Estes też, ale inaczej.

            PŁACZ

            Malutka, choć już 6-letnia, mówi, że oczy się myją, wiele osób tak mówi. Nie, nie żadne hormony. po wenla bez żadnego stabilizatora nie płakałam wcale. i to nie jest dobre. płaczę ale sama gdy puszcza stres. ostatnio za dużo pracowałam. teraz trochę wolnego. tak odreagowuję adrenalinę. łzy są słone, adrenalina też?

            płaczę, bo nie mam w pewnych miejscach żadnego wpływu na osobiste położenie. najmniejszego. bo czasem to położenie. rezygnacja.

            nie boisz się, że tłumaczenie biologią jest za łatwe? przestajesz mieć wtedy osobisty wpływ...

            nadużywam słowa "boję się", ale tak. prowadzący ma misję? z jakiej racji? skąd on wie komu i jaki pokarm jest potrzebny? komu on to robi? sobie? innym? mało znam chrześcijaństwo. za Jezusem szli chyba jakoś naturalnie. wyciszenie, umiar, spokój, mimochodem - tylko to do mnie ostatnio dociera.
            ludziom z obłędem w oczach - nie. z pasją - udziela się pasja, ale czy wiedza? z błyskiem - nie wiem. na ile nie uwodzą sobą. prawdy mi się chce. czegoś autentycznego. no i do tego co mnie interesuje docieram jednak sama. a polecanych książek zwykle nie czytam. Ty też nie.

            a klucze są podobno pod poduszką. i trzeba je wykraść smile


            zimno mi jak diabli, idę po jakieś zakupy i wcale mi się nie chce

            (zamykam się. strasznie mało wiem)
            • dzedlajga na razie bedzie krociutko 14.05.09, 21:24
              o prowadzacym

              to chodzi o ekonomie smile Gosc ma naprawde super wiedze, lubi gadac smile i tak
              opowiada... No a misja... chce podzielic sie wiedza, i nie przeszkadza mu, ze
              chodzimy na zajecia mimo ze kurs sie skonczyl. Sam to zaproponowal. Za duzo
              tematow - za malo zajec. Jestesmy chyba jego pierwsza grupa i sie zaangazowal.
              Znam to zaangazowanie w pierwsza grupe wink

              aaaa i jeszcze PŁACZ

              ja wiem, ze placz jest potrzebny, oczyszcza. Nie tylko oczy, ale przede
              wszystkim serce i dusze. Ale jest placz i ryk. To co sie wydarzylo,
              usprawiedliwia moze godzinne pochlipanie. Ale zeby zasypiac z placzem i budzic
              sie z placzem? Wydaje mi sie, ze to bylo nieadekwatne. Dlatego pomyslalam o
              biologii.

              Chociaz... jezeli nie plakalam przez ostatnie 5 lat to moze musialam nadrobic
              zaleglosci. No i pewnie nie rozczulilabym sie nad sobą, gdybys nie zaczela mnie
              bronic. Bo to cholernie rozczula. Nie mowie, ze to źle. Tylko... moze zdarzylo
              mi sie to po raz pierwszy?? Nie jestem pewna. Moze stad tyle łez. Dziekuje.

              Niedlugo bedzie bajka o malej dziewczynce, ktora zamieszkala w zamku. Sama
              jestem zdziwiona tym co odkrywam. Lubie pisac.
    • 36.a bajki... jak u Shreka 19.05.09, 19:43
      [nie chcę namnażać offowych wątków]

      mam dziś najazd postaci, które lepiej wiedzą, czego mi trzeba, które nakazują mi,
      co mam zrobić, które lepiej niż ja orientują się kim jestem, jedna posunęła się do krzyku.
      ODWZAJEMNIŁAM. krzyczeć wolno na kogoś tylko w sytuacjach zagrożenia życia. w żadnych innych.

      czuję się zła, wkurzona, a nowa herbata zielona smakuje jak szpinak smile

      K****, LUDZIE, zajmijcie się własnym życiem. I wypad z mojej bajki.

      uff, lepiej mi
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka