Dodaj do ulubionych

Wyprowadza się.

21.04.11, 09:14
Po ostatniej awanturze i ostentacyjnym wylaniu mojej zupy do kibla (bo była z ryżem, a on z ryżem nienawidzi i w ogóle co ja robię przez cały dzień, skoro nie robię nic etc. etc.), mąż przyniósł do domu papier pt. "POROZUMIENIE dotyczące sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej oraz utrzymywania kontaktów". Chce żebym to podpisała przed rozwodem. Oczywiście wyprowadza się.
Tak naprawdę to było do przewidzenia: od dwóch lat powolutku związek obrastał pleśnią, od jakiegoś roku czuć było zgnilizną, a ostatnie miesiące to już tylko smród i muchy. Przyznał: nie rozumiem cię i wcale nie chcę cię zrozumieć. Ja też już wielokrotnie dochodziłam do wniosku, że bycie razem tylko pogarsza sprawę, kiedy ja byłam w dole on stał nade mną z łopatą. Maja strasznie go kocha, szaleje za nim. To strasznie boli, kiedy pyta, czy tatuś wróci albo gdy domaga się żebyśmy zatańczyli razem jak zawsze.
Nie wiem, co teraz będzie. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o rozwodzie i o tym dokumencie który przyniósł, nie okazywałam żadnych uczuć. Oczywiście zostałam wyzwana od zimnych suk itp. No i dobrze. Jak swego czasu płakałam i błagałam - też było źle, bo traktował mnie jak szmatę. Koniec tego. Wolę być zimną suką. Boję się o naszą przyszłość, moją i Majki. Mieszkanie jest moje, ale boję się o kasę. On już zapowiedział, że nie da mi (darmozjadowi) żadnych pieniędzy. Chciałam zacząć terapię (niestety dopiero pod koniec maja), nie znajdę teraz w sobie siły na to wszystko. Póki co odsuwam od siebie te myśli, ale wiem że prędzej czy później zwali mi się wszystko na głowę i już się nie wygrzebię. Nie mam z kim pogadać, wypłakać się. Zrobiłam się nerwowa. Wszystko się sypie. Wiem, że lepiej nam będzie bez siebie, ale... Chciałam to jeszcze trochę pociągnąć, sama trochę stanąć na nogi, bo jest ze mną coraz gorzej. Po prostu nie wiem, czy w tym momencie podołam temu wszystkiemu... a muszę, dla małej. Muszę być dla niej opoką. Tylko JAK do cholery mam to zrobić, skoro sama trzęsę się jak osika?
Obserwuj wątek
    • kara.mija Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 09:26
      Wygrzebiesz się bo musisz i masz dla kogo. Wiesz przecież, że w efekcie końcowym tak będzie dla Ciebie lepiej. Lepiej liczyć tylko na siebie bo nie ma na kogo niż mieć kogoś na kogo kompletnie nie można liczyć. Mocno przytulam.
    • czubata Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 09:27
      Nie wiem co ci napisać.Strasznie mi przykro.Myślę sobie tylko że może nie ma tego złego, że nie będzie drań siedział z tobą pod jednym dachem i wpędzał w poczucie winy.
    • perfekcjonizm Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 09:44
      Cześć,
      Rozumiem jak ci jest ciężko i jak się w z tym wszystkim miotasz.
      Ja w ferworze szaleństwa odeszłam od mojego męża. Trzasnęłam drzwiami i przysięgłam sobie, że moja noga tam już więcej nie powstanie. Ale u mnie to co innego. Ja miałam kota a Wy macie dziecko.

      Fakt faktem, że gdy pozostałam sam na sam ze sobą to wyciszyłam się bardzo. Nabrałam dystansu i obiektywizmu do tego co było dla mnie tak destabilizujące.

      Terapia, szpital, leki, zmiana trybu życia na bardziej spokojny i jestem innym człowiekiem.
      Postanowiłam się na przez jakiś czas z nikim nie wiązać. Źle znoszę związki smile
    • tlenek-gipsu Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 13:53
      6feetunder napisała:

      > Po ostatniej awanturze i ostentacyjnym wylaniu mojej zupy do kibla (bo była z r
      > yżem, a on z ryżem nienawidzi i w ogóle co ja robię przez cały dzień, skoro nie
      > robię nic etc. etc.),

      Znaczy, psychopata. Dla dziecka niedobrze.

      > mąż przyniósł do domu papier pt. "POROZUMIENIE dotyczące
      > sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej oraz utrzymywania kontaktów".

      A co jest w tym papierze? Może np. podział obowiązków rodzicielskich: od poniedziałku do czwartku - on, od czwartku po południu do niedzieli wieczorem - Ty?
      Dziecku potrzebne będą w takim razie dwa pokoje, u taty i u mamy, oraz pełna zgoda co do metod wychowawczych.

      > Maja strasznie go kocha, szaleje za nim.

      No więc tatuś dziecku potrzebny, prawda?
      No ale psychopata, to już sama nie wiem...

      > Jak swego czasu płakałam i błagałam - też było źle,
      > bo traktował mnie jak szmatę. Koniec tego. Wolę być zimną suką.

      Bo chyba nie zechce powierzać dziecka tylko mamie-suce?

      > Mieszkanie jest moje, ale boję się o kasę.
      > On już zapowiedział, że nie da mi (darmozjadowi) żadnych pieniędzy.

      No, od tego co ona da, jest sąd, a nie jego zachcianki.
      Czy Ty masz pracę?

      > Muszę być dla niej opoką. Tylko JAK do cholery mam to zrobić,
      > skoro sama trzęsę się jak osika?

      Terapeuta by się przydał, a na to niekoniecznie trzeba kasy, jeśli t. będzie z poradni zdrowia psychicznego.
      • 6feetunder Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 15:42
        Dzięki za wsparcie. kiss

        Terapeuta przydałby się, oj przydał! Niestety zaczynam terapię dopiero pod koniec maja (państwowo, dlatego tyle muszę czekać), do tego czasu jestem zdana tylko na siebie, ChAD i BPD. Pewnie święta będą ciężkie. No i urodziny Małej, 30 kwietnia. Niezły prezencik jej rodzice zafundowali, nie ma co! sad Jak o tym pomyślę to chce mi się wyć... Jestem wściekła na siebie, że nie miałam odwagi wcześniej się z nim rozejść - dla dobra dziecka. Boże, ona się tak cieszy, pyta mnie kilka razy dziennie o tatusia, chce do niego dzwonić, ostatnio karmiła jego zdjęcie... No serce mi się ściska w takich chwilach... Jest już na tyle duża, że orientuje się w sytuacji, wyczuwa że coś jest nie tak, ale z drugiej strony jest za malutka żeby to zrozumieć... Strasznie tęskni, bo on dużo pracuje. Pocieszam się, że może teraz, kiedy ich kontakty będą mocno ograniczone, on w końcu zacznie być ojcem z prawdziwego zdarzenia, że będzie (musiał) wykorzystywać ten czas efektywnie. Do tej pory nie bardzo mu się chciało z nią bawić, czy chodzić na spacery - był wiecznie zmęczony. Jeśli chodzi o opiekę to totalnie się odciął, może ze 3 razy ją wykąpał... Potrafił się tylko wtrącać i krytykować moje metody, "bo nie robię tak jak wszyscy", bo nie odkładam do łóżeczka i niech ryczy aż zaśnie, bo noszę, bo tulę, bo nie pozwalam karmić słodyczami, bo tamto, bo sramto. Tak więc jeśli chodzi o metody wychowawcze to dzieli nas wszechświat.
        Niesamowita jest ta czysta, bezwarunkowa miłość dziecka... To straszne czuć ciężar tej odpowiedzialności. Często mnie przytłacza.
        Moja mama też wychowywała mnie sama - jakaś zła karma, czy co? Od czasu rozstania z moim ojcem jest sama (czyli calutkie moje życie). Czy mnie też to czeka?
        • panna.m.igotka Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 16:08
          Czasem się układa i pewnie Tobie też się uda. Ja też kiedyś podjęłam decyzję o odejściu i nie żałuję. I chociaż nie byłam w związku małżeńskim i nie posiadałam dzieci, to była trudna dla mnie decyzja, dość długo odwlekana. I szczerze żałuję, że po bardzo długim czasie dopiero ją podjęłam. Przeżywałam ogromne chwile, a ostatnie lata to istne delirium, które wprowadziło mnie w chorobę z ogromnym poczuciem winy wtłoczonym do głowy. Ale to już dla mnie przeszłość i u Ciebie też tak z czasem będzie. Pozdrawiam i życzę ciepłych Świąt.
        • tlenek-gipsu Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 17:38
          6feetunder napisała:

          > Pocieszam się,
          > że może teraz, kiedy ich kontakty będą mocno ograniczone, on w końcu zac
          > znie być ojcem z prawdziwego zdarzenia

          To się nie pocieszaj, bo raczej nic z tego nie będzie, skoro do tej pory był wyłączony z opieki.

          > Moja mama też wychowywała mnie sama - jakaś zła karma, czy co? Od czasu rozstania
          > z moim ojcem jest sama (czyli calutkie moje życie). Czy mnie też to czeka?

          Podobno wzory życiowe się powiela, a żeby je przełamać trzeba nad tym pracować. Terapia powinna pomóc.
          Czemu nie piszesz czy masz pracę?

            • 38takatam Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 21:44
              Strasznie mi przykro.U mnie też ostatnio bardzo złe....może ze mną nie da się żyć...
              Trzymaj siękiss



              "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
              nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

              Terri Cheney
            • tlenek-gipsu Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 22:02
              Jeśli nie masz, a dołożysz papier, że masz nerwicę lub coś tam innego, czyli pracować w najbliższym czasie nie dasz rady (na to papier od psi), to będzie musiał płacić nie tylko na dziecko, ale i na Ciebie.
              Nie wiem tylko jak długo, bo raczej nie na stałe.
              • 6feetunder Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 22:46
                > Jeśli nie masz, a dołożysz papier, że masz nerwicę lub coś tam innego, czyli pr
                > acować w najbliższym czasie nie dasz rady (na to papier od psi), to będzie musi
                > ał płacić nie tylko na dziecko, ale i na Ciebie.
                > Nie wiem tylko jak długo, bo raczej nie na stałe.

                Cholera, tylko że ja nie chcę żeby to wyglądało tak, jakbym poszła do psychiatry z myślą o rozwodzie, żeby wyłudzić zaświadczenie... Boję się, że lekarz pomyśli, że coś symuluję i będę się męczyć kolejnych kilka lat. Kilka lat temu zdiagnozowali mi dystymię i źle dobrali leki, co omal nie skończyło się tragicznie...
                Czy jeżeli sąd będzie wiedział o mojej chorobie, to czy nie ograniczy mi ze względu na to praw rodzicielskich?
                • tlenek-gipsu Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 00:15
                  Nie wiem co zrobi sąd, pewnie włączy do sprawy psychologa.

                  A jeśli będziesz rzeczowo mówić jak widzisz dotychczasowe postępowanie ojca wobec dziecka, to wykażesz się rozsądkiem i poczuciem odpowiedzialności. Nawet osoba z problemami może się zająć dzieckiem. A ojciec też powinien mieć swój udział i to właśnie jest do ustalenia w sądzie, a nie na papierze wyprodukowanym przez szanownego pana po to, żeby Cię upupić.

                  > Cholera, tylko że ja nie chcę żeby to wyglądało tak, jakbym poszła do psychiatry
                  > z myślą o rozwodzie, żeby wyłudzić zaświadczenie...

                  A tym się nie zajmuj. Żadne zaświadczenie nie zostanie wydane jeśli lekarz nie uzna jego potrzeby. Wcale nie twierdzę, że na pewno je uzyskasz. A porozmawiać z psychiatrą (i adwokatem, idź po poradę, ale już po konsultacji lekarskiej i psychologicznej) nie zawadzi.

                  Na razie niczego nie podpisuj, tyle mogę doradzić. Potrzebujesz czasu do namysłu, jak każdy w podobnej sytuacji.
    • ssig.ma Re: Wyprowadza się. 21.04.11, 23:17
      Też myślałam, że nia dam rady. Młody miał wtedy półtora roku i właśnie otrzymywał diagnozę zaburzeń autystycznych. Obrazu dopełniał kredyt hipoteczny na najbliższych 30 lat.

      Minęły 3 lata, terapia dziecka daje efekty a ja nie żałuję ani trochę tego co sie stało. Prawdopodobnie dzieki temu nie zwariowałam na amen. I chyba mój eks przypominał twojego...Tyle, że to ja go wywaliłam czująć,że zbliżam się do cienkiej czerwonej linii.
      Trzymaj się!
      • 38takatam Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 08:49
        U mnie jest źle od dawna,ale ciągniemy to bo wspólne mieszkanie,kredyt...myślę,że nie pasujemy do siebie i już wiem,że nigdy nie będę traktowana ulgowo nawet w pełnoobjawowej depresji .To chory układ...
        Zazdroszczę Wam siły i mądrościsad


        "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
        nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

        Terri Cheney
        • 6feetunder Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 09:01
          38takatam napisała:

          > U mnie jest źle od dawna,ale ciągniemy to bo wspólne mieszkanie,kredyt...

          No myśmy ciągnęli, bo dziecko... Które będzie nas łączyło do końca życia.


          > myślę, że nie pasujemy do siebie i już wiem,że nigdy nie będę traktowana ulgowo nawet
          > w pełnoobjawowej depresji .To chory układ...

          I wyniszczający. Wiem coś o tym. Tak że przytulam mocno.
      • 6feetunder Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 08:55
        > Też myślałam, że nia dam rady. Młody miał wtedy półtora roku i właśnie otrzymyw
        > ał diagnozę zaburzeń autystycznych. Obrazu dopełniał kredyt hipoteczny na najbl
        > iższych 30 lat.
        >
        > Minęły 3 lata, terapia dziecka daje efekty a ja nie żałuję ani trochę tego co s
        > ie stało. Prawdopodobnie dzieki temu nie zwariowałam na amen. I chyba mój eks p
        > rzypominał twojego...Tyle, że to ja go wywaliłam czująć,że zbliżam się do cienk
        > iej czerwonej linii.
        > Trzymaj się!

        A mogę nieśmiało spytać, jak Ci się udało "ogarnąć"?

        Teraz jest o tyle dobrze, że jestem w fazie ostrej hipomanii, więc przyczyniłam się do jego wyprowadzki. I tak sobie myślę, że trzeba to wykorzystać. W sumie dobrze trafił, aż do niego niepodobne. Zazwyczaj uskutecznia takie "akcje", kiedy jestem ledwo żywa - w depresji, najlepiej do tego jeszcze z grypą albo innym rotawirusem. No i koniecznie musi być wtedy przed wypłatą, a już idealnie, kiedy za oknem jest -25 stopni i śnieg do pasa. No i oczywiście dziecko chore. Jak sobie o tym przypomnę, to cieszę się, że to już się skończy!
        • sapiencja 6feetunder 22.04.11, 10:01
          W sumie to powinnam Ci podziękować, bo ciśnienie mi rośnie, bez picia kawy, gdy czytam te Twoje bzdety.

          Może sama przeczytaj raz jeszcze i następnym razem, zanim tu wkleisz kolejny scenariusz wydarzeń ze "swojego" życia, przeanalizuj dokładniej tekst.
          Robisz postepy, owszem, bo już nie cytujesz, zaznaczając fachowo pominięcia tekstu, ale zdradza Cię cholernie sprawne pióro i znajomość tematu.

          Żal mi tych dziewczyn, które odpisują, bo naciągasz je na zwierzenia, przemycając w tekście pytania, w sobie tylko znanym celu.

          6feetunder 12.04.11, 08:00 Odpowiedz
          Wzruszyłam się. Serio.
          Więcej napiszę, jak będę miała chwilę, bo teraz z rana samego lecę do terapeutki (pierwsza wizyta) i muszę przedtem dziecko u babci zdeponować.
          Re: Witam i o radę pytam smile
          6feetunder 13.04.11, 09:14
          U terapeutki było tak sobie, kobieta świetna, ale ja dałam ciała. Nie potrafiłam skupić się na tym, co mi przeszkadza i w rezultacie nie powiedziałam tego, co trzeba.
           Re: Wyprowadza się.
          6feetunder 21.04.11, 15:42 Odpowiedz
          Dzięki za wsparcie.

          Terapeuta przydałby się, oj przydał! Niestety zaczynam terapię dopiero pod koniec maja (państwowo, dlatego tyle muszę czekać), do tego czasu jestem zdana tylko na siebie, ChAD i BPD.
          • poetkam Re: 6feetunder 22.04.11, 11:52
            Faktycznie jest pewna niespójność w postach 6feetunder...
            Sapiencjo, zasiałaś we mnie niepokój....

            6feetunder, jeśli możesz wyjaśnij sprawę tego terapeuty, bo spokoju mi to nie daje...
            • 6feetunder Re: Poetkam 22.04.11, 15:47
              Poetko, już wyjaśniam. Byłam na sesji wstępnej - poznałam terapeutkę, ona poznała mnie i zakwalifikowała do terapii. Ona jest specjalistką od terapii behawioralno-poznawczej, więc od razu przyznała, że często zdarza jej się odsyłać pacjentów wymagających innych rodzajów terapii (np. psychoanalizy) - to słowa terapeutki, nie moje, ja się na tym nie znam.
              Spotkanie trwało niecałe pół godziny i było typowo zapoznawcze. Ciężko to nazwać "sesją"... ale rozpisała mnie na 6 kolejnych spotkań, takich pełnych, 45-minutowych. Pierwsza 27 maja, będę chodzić raz w tygodniu. Mam nadzieję, że wyjaśniłam.
              • poetkam Re: Poetkam 22.04.11, 21:45
                Napisałam maila do Ciebie.
                Jeśli to wszystko prawda, co piszesz - pisz dalej. Nie przejmuj się uwagami, docinkami. Jeśli to nieprawda - życie pokaże, oceni.
          • 6feetunder sapiencja 22.04.11, 15:50
            Wiesz co, mam dosyć.
            Twoje przypieprzanie się do mnie, staje się, delikatnie mówiąc, nie na miejscu.
            To jest ostatni raz, kiedy odpowiadam na twoje zaczepki. Nie chcesz - nie czytaj moich postów. Nikt cię do tego nie zmusza. To tyle z mojej strony. I nie rób, proszę, off topów w moim wątku.
            • sapiencja Re: sapiencja 22.04.11, 17:43
              6feetunder napisała:

              "Wiesz co, mam dosyć."


              Ja też. Na tyle ukazałaś brak spójności w swoich wpisach, że szkoda moich oczu na czytanie Twoich kolejnych "życiowych wydarzeń".


              "Twoje przypieprzanie się do mnie, staje się, delikatnie mówiąc, nie na miejscu."


              Nie na miejscu jest to, co Ty robisz.

              A tak przy okazji, nie bądź wulgarna.
          • 36.a Re: 6feetunder 22.04.11, 17:07
            sapek, brawa big_grinbig_grin
            masz nosa.

            powiem tylko, że można mieć sprawne pióro skończywszy ledwie pierwszą klasę liceum. to kwestia oczytania, głównie.
            • sapiencja Re: 6feetunder 22.04.11, 17:35

              36.a napisała:

              "> sapek, brawa big_grinbig_grin
              > masz nosa.
              >
              > powiem tylko, że można mieć sprawne pióro skończywszy ledwie pierwszą klasę lic
              > eum. to kwestia oczytania, głównie."



              36.a sprawne, a profesjonalne, to różnica, prawda?wink
                  • kamyczek_02 Re: 6feetunder 22.04.11, 18:30
                    A nie pomyślałyście, że to może być prawda? Może dziewczyna jest rozkojarzona tym, co się u niej w życiu teraz dzieje? Szczerze mówiąc na jej miejscu miałabym dość. Chciała się wyżalić, a staje się podejrzaną.
                    Nie piszę tego ze złością... tylko przykro się to czyta.
                    • 36.a Re: 6feetunder 22.04.11, 18:35
                      Byla u terapeutki i terapia dopiero w maju? - jakoś mocno nie lubię, gdy ktoś gubi się w zeznaniach. na forum byly już takie osoby. ale wycofuję się. nie moje buty.
                      • kamyczek_02 Re: 6feetunder 22.04.11, 18:49
                        Przecież pisze, że była na rozmowie "wstępnej". Ja TEŻ miałam dwie takie zanim zdecydowałam się na tą terapeutkę, a ona przyjęła mnie do grona klientów. Dla mnie ta wizyta to taka nie-wizyta w sensie, że nie jest początkiem terapii. Dlatego tak to ujęła. Rozumiem i wierzę bo u mnie schemat był identyczny jeżeli chodzi o terapię i terapeutkę.
                      • 6feetunder 36.a 22.04.11, 18:52
                        Wyjaśniłam to w poście do Poetki. Więcej nie mam siły tłumaczyć. Już dość.

                        Nie życzę nikomu z Was, by znalazł się w takiej sytuacji. Bardzo liczyłam na Wasze wsparcie, atmosfera tego forum wydawała się taka przyjazna, miałam nadzieję że się tu zadomowię, znajdę otuchę w trudnych chwilach. A okazało się, że jest to tylko kolejne miejsce, w którym świat wali mi się na głowę, gdzie jestem piątym kołem u wozu. Nigdzie nie ma miejsca dla mnie. Napisałam o sobie chyba więcej niż wielu tu obecnych - niepotrzebnie. To boli, kiedy całe życie człowieka da się skwitować jednym słowem: bzdety. To naprawdę cholernie boli, bo to jest MOJE życie. Więc proszę Was. Pomyślcie czasami, że po drugiej stronie monitora także siedzi człowiek. Człowiek, którego możecie skrzywdzić.
                        • za_mszowe Re: 36.a 22.04.11, 19:06
                          nie przejmuj się. wyluzuj trochę, bo zaczynasz robić z siebie ofiarę.

                          pomocy szukaj, najlepiej u profesjonalistów. terapeuta, centrum interwencji kryzysowej, etc., etc. pomyśl poważnie o leczeniu (o ile jesteś z krwi i kości ,a nie wytworem czyjejś wyobraźni. sapiencja ma rację, że to co wynika z twoich postów jest nieco hmmmm, niespójne, wygląda trochę na autokreację).
                      • tlenek-gipsu Re: 6feetunder 22.04.11, 19:48
                        Ja też miałam długie czekanie po sesji "zapoznawczej". Nie przesadzajcie z tym niedowiarstwem wobec nowej koleżanki.
                        Człowiek w hipomanii pisze szybciej niż myśli. I bywa bardzo błyskotliwy, to raczej nie jest dziwaczne, to norma w zaburzeniu.

                        Pomyślałyście ile szkody można komuś zrobić takim czepialstwem? Dużo więcej niż nam grozi w razie gdyby koleżanka była "podróbą".

                        Ja wolę jej wierzyć, więc wierzę.
                        • skwr2 Re: 6feetunder 22.04.11, 21:25
                          tlenek-gipsu napisała:

                          > Ja wolę jej wierzyć, więc wierzę.
                          Ja podobnie. Wolę pogadać z pięciorgiem trolli niż zdyskredytować jedną rzeczywistą osobę. Moje sądy i relacje potrafią być tak spzreczne w zależności od samopoczucia, że czasami sama siebie nie poznaję w popełnionych postach.
        • ssig.ma Re: Wyprowadza się. 23.04.11, 00:59
          Zabrzmi to prozaicznie, ale czas... no i tony antydepów, plus dodatkowe 20 kilo po mirtazapinie-genialny lek! Trochę rozmów z psychologiem, refleksji, skupienia się nad sobą.
          Poza tym nie bardzo mogłam się zastanawiać nad zaistniałą sytuacją, bo młody na gwałt wymagał terapii w wymiarze zajmującym cały mój wolny czas.
          Teraz tak samo jak wcześniej moge liczyć tylko na siebie, ale przynajmniej cokolwiek nie zrobię to odpowiadam tylko przed sobą i dzieckiem, wszelkie "genialne i konstruktywne" uwagi są mi oszczędzone.

          No i ja jestem jednobiegunowa, więc te antydepy mogłam żreć do bólu, aż trafiłam na coś działającego, więc choć tu było mi łatwiej.
          Najgorzej jest na początku, trzymaj się!
          • ergo_pl Re: Wyprowadza się. 23.04.11, 01:59
            Sapiencjo, o co właściwie biega? Czy Ty masz jakieś zawodowe skrzywienie (organa śledcze itp.). Przecież można było spokojnie dziewczynę zapytać, jak się gubiła w zeznaniach, a nie od razu z grubej rury. Na jakie zwierzenia naciąga dziewczyny, nawet jeśli konfabuluje? Na takie tam pocieszanie i inne gadanie babskie? A dajcie spokój.
    • skwr2 Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 10:31
      6feetunder napisała:

      <> Boję si
      > ę o naszą przyszłość, moją i Majki. Mieszkanie jest moje, ale boję się o kasę.
      > On już zapowiedział, że nie da mi (darmozjadowi) żadnych pieniędzy.
      Da czy nie da? Ile? O tym decyduje sąd. Dobrze się przygotuj do wojny.
    • 6feetunder Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 17:27
      Właśnie przyjechał z pracy. Poprosił mnie o spakowanie Małej, bo chce ją zabrać na przejażdżkę. Pojechali. Siedzę przed tym cholernym kompem i ryczę. Właśnie dotarło do mnie, że odtąd tak to będzie wyglądało, że będzie obszar życia mojej Córeczki, do którego nie będę miała wstępu. Nie chciał żebym pojechała z nimi. Powiedział, że "wtedy już nie będzie fajnie". To mnie dobiło. Po prostu mnie dobiło. Już nigdy nie pójdziemy na wspólny spacer, nigdy nie będziemy rodziną. Ja tego nie miałam, a teraz odebrałam to mojej Córeczce. Wszystko zniszczyłam. Wszystko. Ja już mam tego dość. Przegrałam swoje życie. Wszystkim tylko przeszkadzam. Chcę żeby to się już skończyło. Wsadziłam Maję do fotelika i pożegnałam się. Powiedziała "sio". Po co jej taka matka? Do niczego się nie nadaję. Pożegnałam się z Nią. Jej będzie dobrze z Tatą. W domu brudno, jutro święta. Nie zrobiłam zakupów. Czas przecieka mi przez palce, nie potrafię niczego zorganizować. Dziś pomyślałam sobie, że zaraz będzie kolejna zima, minie kolejny rok i kolejny. A ja wciąż się tak snuję bez sensu, taka pieprzona kupa mułu.
      • kamyczek_02 Re: Wyprowadza się. 22.04.11, 18:14
        Wycisz się, łyknij coś na uspokojenie - Afobam, Cloranxen czy insze cudo. Ja do dzisiaj żałuję, że moi rodzice nie rozstali się kiedy byłam jeszcze małą dziewczynką. To NIE JEST KONIEC ŚWIATA. Uwierz...lepiej teraz niż w ogóle kisząc się ze sobą. Małej to na dobre nie wyszłoby. Wynika z tego, że rozstajecie się w dobrym momencie, mała jeszcze nie zauważyła waszych złych relacji. Poza tym Majki to twarde dziewuchy wink Sprzątać nie musisz, świat się nie zawali. Lepiej weź młodą na spacer, pójdźcie do parku. Jedzenie? A ile tego wam potrzeba? Ogarniesz. Naprawdę jutro inaczej spojrzysz na wszystko. Czas, czas, czas.
        • jasminka28 Re: Wyprowadza się. 23.04.11, 11:29
          Nie lubię takich ludzi jak sapencja, sama chciałaby byc zrozumiana ale innym nie daje szansy. Chore to jest. Ktoś sie tutaj wywewnętrznia po całości i masz!!! eh szkoda słowsad(Nie piszcie na tym forum tacy ludzie!!!
          • 38takatam Re: Wyprowadza się. 23.04.11, 15:21
            Też,jak przedmówczyni,nie lubię takich ludzi.Boję się wręcz takich sądów,a mówią,że każdy sądzi swoja miarą...
            Pisz.Jestem z Tobą i Cię czytam.
            Tulę wirtualnie kiss


            "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
            nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

            Terri Cheney
          • 36.a Re: Wyprowadza się. 23.04.11, 23:59
            cenię Sapiencję. może dlatego, że lepiej na mnie działa racjonalne, mądre wyjaśnienie niż "wirtualnie przytulam" (jakkolwiek tego drugiego też trzeba). czasem intuicyjnie czuje się nosem trolla. pisanie jest niespójne. co wtedy?
            • ergo_pl Re: Wyprowadza się. 24.04.11, 00:57
              niektóre osoby napisały: "nie lubię takich ludzi".
              czy znacie Sapiencję, i to dobrze!, żeby pojechać takim tekstem?
              nie sądzę. więc takie stwierdzenie jest dla mnie nie do przyjęcia.
              świadczy z kolei o... Was.
              ja lubię Sapiencję. nie zgodziłam się natomiast z taką Jej reakcją.
              tak jak teraz nie godzę się z Waszą.



              > pisanie jest niespójne. co wtedy?

              nie besztać. zapytać po prostu.
    • qbel2 Re: Wyprowadza się. 23.04.11, 21:52
      6feetunder
      Wierzę, że u Was w domu są ciągłe awantury, ale nie wierzę, że to on je zaczyna. Dlaczego? Ano dlatego: ChAD + BPD. Przeżyłem z kobietą z identycznym zestawem wiele lat i wiem co takie osoby potrafią. Zachowują się jakby niszczenie życia swojego i partnera było ich życiowym powołaniem. I nie piszcie tu, że to mój jednostkowy przypadek, bo o ile zgadzam się, że ChAD ChAD-owi nierówny, o tyle border borderowi podobny.
      I powiem Ci jeszcze jedno, jak nie chcesz, żeby Twoje dziecko też było borderem, oddaj opiekę jego ojcu.
      • 38takatam Re: Wyprowadza się. 24.04.11, 15:52
        6feetunder co u Ciebie?
        U mnie wszystko naprawione i mam nadzieję,ze wszystko już będzie dobrzesmile


        "Najokrutniejszym przekleństwem choroby jest także święta obietnica:
        nigdy nie będziesz się czuła tak samo na stałe."

        Terri Cheney
        • 6feetunder Re: Wyprowadza się. 25.04.11, 16:49
          Niestety kiepsko. Wczoraj miałam znowu atak... gniewu? Histerii? Zmęczenia? Sama nie wiem, co to było... Narastało dwa dni i wczoraj był punkt kulminacyjny. To jakiś koszmar. Ale to zdarzenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że z naszego małżeństwa nie ma co zbierać. Oraz że koniecznie muszę zacząć brać leki - mieliście rację...
          Zaczyna się kolejny ciężki okres i muszę to jakoś przetrwać. Przede wszystkim musi to przetrwać moja córeczka i moja mama. To są jedyne bliskie osoby, jakie mam. Po świętach spróbuję się dostać do mojego lekarza po leki. Smutne święta to były. A ja jestem potworem.
      • czubata Re: Wyprowadza się. 26.04.11, 22:14
        qbel2 napisał:

        > 6feetunder
        > Wierzę, że u Was w domu są ciągłe awantury, ale nie wierzę, że to on je zaczyna
        > . Dlaczego? Ano dlatego: ChAD + BPD. Przeżyłem z kobietą z identycznym zestawem
        > wiele lat i wiem co takie osoby potrafią. Zachowują się jakby niszczenie życia
        > swojego i partnera było ich życiowym powołaniem. I nie piszcie tu, że to mój j
        > ednostkowy przypadek, bo o ile zgadzam się, że ChAD ChAD-owi nierówny, o tyle b
        > order borderowi podobny.
        > I powiem Ci jeszcze jedno, jak nie chcesz, żeby Twoje dziecko też było borderem
        > , oddaj opiekę jego ojcu.

        Qbelu,bądź łaskaw i powstrzymaj się od przypinania etykietek innym ludziom. Reaguję dość alergicznie na teksty tego typu,łona chora i już wiadomo-wszystkiemu winna. Bo moje doświadczenia z kolej pokazują mi że do tanga trzeba dwojga.Border u jednego z partnerów nie oznacza automatycznie że ten zdrowy jest bez wad. Prawda jest taka że życie z człowiekiem zaburzonym to za dużo zachodu jest,za dużo zachodu. No i nie zgodzę się z tym że border borderowi równy,skala zaburzenia może być zróżnicowana i różne mogą być tendencje,każdy człowiek ma własne morale i zróżnicowany zestaw cech osobowościowych.Jeden border będzie się kłócił,a inny dawał upust emocjom poprzez ciche chlastanie się w łazience.Także,nie przesadzaj,nie strasz i nie dołuj ludzi i tak zdołowanych.
        A dziecko to nie pies że się bierze i oddaje; może autorka wątku jest borderką ale z pewnością bezgranicznie kocha swoje dziecko,martwi się o nie i o to jak przeżyje rozpad rodziny, jak każda dobra matka.
        • qbel2 Re: Wyprowadza się. 29.05.11, 01:14
          Czubata, krótko i na temat:
          1. Nie ma czegoś takiego jak szczęśliwy związek z borderem.
          2. Nie ma czegoś takiego jak border dobry rodzic.

          BPD z definicji sprawia, że osoba z tym zaburzeniem nie nadaje się na partnera czy rodzica. Najpierw terapia, dopiero rodzina.
          A dziecko to nie przedmiot, żeby dawać go borderowi w charakterze worka treningowego. Ma ojca, zdrowego, to ojciec może sprawować opiekę. W tym wypadku ważne jest dobro dziecka, a nie matki.
          • eydur8791 Re: Wyprowadza się. 30.05.11, 08:43
            qbel2 napisał:

            > Czubata, krótko i na temat:
            > 1. Nie ma czegoś takiego jak szczęśliwy związek z borderem.
            > 2. Nie ma czegoś takiego jak border dobry rodzic.
            >
            > BPD z definicji sprawia, że osoba z tym zaburzeniem nie nadaje się na partnera
            > czy rodzica. Najpierw terapia, dopiero rodzina.
            > A dziecko to nie przedmiot, żeby dawać go borderowi w charakterze worka trening
            > owego. Ma ojca, zdrowego, to ojciec może sprawować opiekę. W tym wypadku ważne
            > jest dobro dziecka, a nie matki.
            >

            Oczywiście ojciec zdrowy, matka chora. Jak łatwo wydawać sądy siedząc przed kompem i pisząc. To może od razu skreślmy wszystkich chorych psychicznie z życia psychicznego? Że niby tzw normalni są lepsi? I porzucają dzieci, wsadzają do beczek, topią w Wiśle, wsadzają do domu dziecka? To są skrajności więc coś mniej skrajnego: Normalni zarabiają, dorabiają, nowe tv, samochód, dom w górach, a dzieciaki są samotne, nie ogarniają tego co wokół.
            Świetnie, że tak łatwo potrafić oddzielić dobro od zła, czarne od białego. Zapomniałeś tylko, że życie to głównie szarość. A 6feetunder wnioskując z tego co napisała kocha swoją córkę.
            Więc przestań generalizować bo CHAD CHADOWI nierówny i podobnie border
    • 6feetunder Wieści z frontu 05.05.11, 16:25
      Niestety bez zmian: nadal pływam w gównie, za przeproszeniem. Od ostatniej "wyprowadzki" mieliśmy nawet jeden fajny dzień: drugie urodziny córeczki. I tyle. Oczywiście nie wyprowadził się, problemy są w trybie "stand by". Ja w międzyczasie rozmawiałam z panią psycholog z Centrum Interwencji Kryzysowej oraz z prawnikiem. Pani psycholog zwróciła mi uwagę na jedną istotną kwestię: (może być tak, że) ciągnę ten związek, bo przez moje zaburzenia "lubię, jak coś się dzieje". Zaniemówiłam. Nie myślałam nigdy o tym w ten sposób... Myślałam, że pragnę spokoju i stabilizacji, ale patrząc z perspektywy moich związków nigdy nie byłam w takim, który okazałby się na dłuższą metę spokojny i stabilny. Zawsze COŚ. Kłótnie, powroty, rozstania, nałogi... Nie mogę się doczekać tej psychoterapii. Jeśli nie porozmawiam z kimś, kto pomoże mi MNIE zrozumieć, to zwariuję.
      Prawnik postawił sprawę jasno: bez orzekania o winie nie mam szans na alimenty na siebie. A ja nie chcę wojny. Wiem, że on mógłby powołać z 20 świadków, którzy podważyliby obciążające go zeznania. Ma przyjaciół, znajomych - ja mam tylko mamę. W konkursie popularności jestem niestety na straconej pozycji. sad
      Jeszcze jedna rzecz. Powiedziałam prawnikowi, że mam ChAD i spytałam, jak to się ma do sprawy - objaśniłam pokrótce, na czym polega choroba, a on uśmiechnął się i odparł: "ale to chyba każdy tak ma"... uncertain Powiedziałam, że nie wiem, ale nikomu tego nie życzę. Echhh...
      Obawiam się, że nigdy nie wyjdę z tego związku. Mogę tylko zacząć zdradzać. wink Wczoraj prawie się zakochałam. Ale miałam naprawdę MEGA dzień. Zrobiłam straszną głupotę i teraz się wstydzę jak jasna cholera.
      • awanturka Re: Wieści z frontu 29.05.11, 20:58
        Co do tego co powiedział prawnik to nie do końca tak. nawet jak będzie rozwód bez orzekania o winie a Ty bez własnej winy znajdziesz się w niedostatku to mąż do pięciu lat jest zobowiązany do alimentowania Cię (jak również Ty męża, gdyby to on znalazł się w niedostatku). szkopuł w tym, że pojęcie ni9edostatku jest dość niespracyzowane i w praktyce zależy od subiektywnej oceny sędziego co jest a co nie jest niedostatkiem. Więc prawnik pewno woli Ci w ogóle o takiej możliwości nie mówić bo otrzymanie alimentów z tego tytułu jest wysoce niepewne. Ale warto chyba wiedzieć, że tak jest.
    • siwielec66 Re: Wyprowadza się. 09.05.11, 00:42
      Nie łam sie!Niech pali wroty!Moja mama uciekla od mojego ojca jak mialem szesc lat,brat mial 8 sama z dwojka malych dzieci bez dachu nad glowa i zadnych perspektyw na przyszlosc dala rade i wychowala dwoch pozadnych facetow,a teraz sa inne czasy,bedzie lzej i bedzie dobrze,jak juz stanjiesz w obliczu tej sytuacji skup sie i brnij do przodu a bedzie dobrze!pozdrawiam i 3maj sie cieplutko
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka