6feetunder
21.04.11, 09:14
Po ostatniej awanturze i ostentacyjnym wylaniu mojej zupy do kibla (bo była z ryżem, a on z ryżem nienawidzi i w ogóle co ja robię przez cały dzień, skoro nie robię nic etc. etc.), mąż przyniósł do domu papier pt. "POROZUMIENIE dotyczące sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej oraz utrzymywania kontaktów". Chce żebym to podpisała przed rozwodem. Oczywiście wyprowadza się.
Tak naprawdę to było do przewidzenia: od dwóch lat powolutku związek obrastał pleśnią, od jakiegoś roku czuć było zgnilizną, a ostatnie miesiące to już tylko smród i muchy. Przyznał: nie rozumiem cię i wcale nie chcę cię zrozumieć. Ja też już wielokrotnie dochodziłam do wniosku, że bycie razem tylko pogarsza sprawę, kiedy ja byłam w dole on stał nade mną z łopatą. Maja strasznie go kocha, szaleje za nim. To strasznie boli, kiedy pyta, czy tatuś wróci albo gdy domaga się żebyśmy zatańczyli razem jak zawsze.
Nie wiem, co teraz będzie. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o rozwodzie i o tym dokumencie który przyniósł, nie okazywałam żadnych uczuć. Oczywiście zostałam wyzwana od zimnych suk itp. No i dobrze. Jak swego czasu płakałam i błagałam - też było źle, bo traktował mnie jak szmatę. Koniec tego. Wolę być zimną suką. Boję się o naszą przyszłość, moją i Majki. Mieszkanie jest moje, ale boję się o kasę. On już zapowiedział, że nie da mi (darmozjadowi) żadnych pieniędzy. Chciałam zacząć terapię (niestety dopiero pod koniec maja), nie znajdę teraz w sobie siły na to wszystko. Póki co odsuwam od siebie te myśli, ale wiem że prędzej czy później zwali mi się wszystko na głowę i już się nie wygrzebię. Nie mam z kim pogadać, wypłakać się. Zrobiłam się nerwowa. Wszystko się sypie. Wiem, że lepiej nam będzie bez siebie, ale... Chciałam to jeszcze trochę pociągnąć, sama trochę stanąć na nogi, bo jest ze mną coraz gorzej. Po prostu nie wiem, czy w tym momencie podołam temu wszystkiemu... a muszę, dla małej. Muszę być dla niej opoką. Tylko JAK do cholery mam to zrobić, skoro sama trzęsę się jak osika?