Gość: obywatel.com
IP: *.tera.pl / 81.21.194.*
05.02.04, 11:39
Parę dni temu robiłem porządki w szafie - i natknąłem się zapomnianą kasetę
magnetofonową. Po włożeniu jej do magnetofonu - ogarnęła mnie fala
nostalgii :-) to była jedna z amwayowskich kaset motywacyjnych, a otrzymałem
ją (wraz z jakimiś broszurkami) 10 lat temu podczas rzekomego spotkania "w
sprawie pracy".
Było to tak: zarabiałem roznosząc "pod drzwi" osiedlową gazetkę reklamową,
kiedy pod klatką zaczepił mnie jeden z lokatorów (mieszkał na parterze i
wyszedł "na papierosa"), pytając - czy nie chciałbym robić "czegoś
poważniejszego"? Chciałem!!! Wtedy rozpaczliwie szukałem pracy. Wówczas tenże
człowiek powiedział mi, że prowadzi firmę i szuka właśnie ludzi, którzy - tak
jak ja - nie boją się żadnej pracy. Myślałem, że Pana Boga za nogi złapałem.
Facet stwierdził, że skoro już wiem, gdzie mieszka - to proponuje spotkanie u
siebie w domu (czy też raczej - w mieszkaniu), tyle że zaprasza na wieczór -
bo teraz już się śpieszy. Tknięty przeczuciem, zapytałem, czy to nie jest
przypadkiem jakaś akwizycja (ja szukałem pracy - gdzie za określone czynności
płaci się określoną kwotę, a nie - że zapłaci się, gdy znajdę klienta na
rzecz z reguły zbędną i niepotrzebną, tym bardziej, że miałem wtedy taki
okres w życiu, że pieniędzy potrzebowałem NATYCHMIAST - więcej o tym opisałem
w moim bezpłatnym e-book'u pt.: "Pomysły na biznes" dostępnym na mojej
witrynie www.obywatel.com ). Akwizycją sam się parę razy zajmowałem -
i jest to raczej upokarzające zajęcie. Facet stwierdził - że to NIE JEST
AKWIZYCJA. O umówionej godzinie zatukałem do drzwi. Oprócz tegoż gościa byli
też jego znajomi. Wszyscy w garniturach, pod krawatem, a ja w wycierusach i
flanelowej koszuli :-) No i się zaczęło. Jakieś wykresy, kółka, itp., itd.
Wkrótce padło magiczne słowo: "Amway". Myślałem że mnie szlag trafi. Rano
miałem wcześnie wstać do pracy, a ten mi tu kółka rysuje. W dodatku
stwierdził: "Pytał pan, czy to nie jest akwizycja, a więc - to nie jest
akwizycja!" Jasne. Wytrzymałem do końca, obiecałem że się zastanowię,
dostałem na "do widzenia" jakieś broszurki i tę kasetę (której zresztą wtedy
nie odsłuchałem, bo nawet nie miałem na czym).
Był to zresztą mój drugi kontakt z Amwayem. Pierwszy miał miejsce na uczelni -
zapisał się do niego mój kumpel z roku. Przykro było patrzeć. Wcześniej to
był równy gość, razem wypiliśmy morze wódki i niejeden numer odstawiliśmy :-
) - aż tu nagle on z szaleństwem w oczach (dosłownie) zaczyna mi opowiadać o
wielkim biznesie. Tiaaa...
Ale że do trzech razy sztuka, i po raz trzeci spotkałem się z taką
propozycją. Wtedy prowadziłem już swoją firmę (czy raczej - firemkę, ale
zawsze :-) - no i przyszedł taki mój znajomy z jednej z moich poprzednich
prac, mówiąc że jego kumpel ma "poważny biznes" - i czy nie chciałbym w to
wejść? No jacha, w poważne biznesy zawsze warto wchodzić - ale o co się
rozchodzi? - zapytałem :-) Na to tenże znajomy, że on sie na tym nie zna, ale
umówi mnie z tym gościem. O.K. Zaprosili mnie do jednej z lepszych
krakowskich kawiarni, zamówiliśmy po kawie i jakimś ciastku, no i - ciąg
dalszy znamy. Rysowanie kółek na kawiarnianych serwetkach. Ze względu na tego
mojego znajomego (nie chciałem mu robić przykrości, bo wcześniej dobry był z
niego kolega) - wytrzymałem do końca. Gdy doszło do płacenia za kawę -
okazało się, że tylko ja mam pieniądze, a reszta towarzystwa "zapomniała
portfeli". No cóż, wydawało mi się - że to ja byłem zaproszony, no ale...
Głupia i drobna rzecz - ale jednak razi. Facet opowiada o wielkim biznesie,
ale jednocześnie nie ma na kawę - i naciąga swojego gościa...
No, rozpisałem się trochę...
No i słuchając tej kasety, tak sobie myślę - co się stało z tym Amwayem?
Jakoś ostatnio za bardzo o nich nie słychać. Co prawda temat nigdy mnie nie
interesował, ale z tego co wiem (proszę mnie skorygować jeżeli się mylę) -
interes zaczął się zwijać (także z powodu nieprzychylnej atmosfery wobec tej
firmy) i został niejako "przeniesiony" do internetu, gdzie teraz podstawowym
zadaniem dystrybutora jest sprzedawanie licencji na sklep internetowy z
produktami Amwaya.
A dlaczego interes zaczął się zwijać (pomijam nagonkę na Amwaya, zresztą
Amway sam się świetnie potrafi bronić, co udowodnił m.in. blokując emisję
filmu "Witajcie w życiu")? Wg mnie, wykorzystując znany slogan Cena Czyni
Cuda (będący jednocześnie nazwą sieci bodajże sklepów z butami) - tutaj o
cudzie mowy być nie mogło...
Wszystko byłoby fajnie, ale nie te ceny. Kiedy pusto w kieszeni, nikt nie
patrzy na jakość, tylko na cenę właśnie.
Ale może się mylę? Może nie to było powodem "zwijania się" Amway'a? A może
Amway ma się świetnie, tylko ja jestem po prostu niedoinformowany? A co Wy o
tym sądzicie?
Piotr Słotwiński
www.obywatel.com - wejdź i pobierz mój bezpłatny e-book pt.: "Pomysły
na biznes"