mamaifilip
23.02.05, 23:34
Dzięki berem za stworzenie forum.
Od Joli dowiedziałam się, że istnieje i, że są tacy którym przeszkadza. Z
całym szacunkiem, byłam pierwsza osobą, która szukała wsparcia na forum o
nazwie refluks moczowy, i odeszłam z niczym. Dopiero gdy odezwała się Jola,
wiedziałam, że mam z kim podzielić smutek. Tak więc czas przedstawić się.
Jestem mamą 15 miesięcznego Filipa, urodzonego w 36 tyg. ciąży (a więc
starego wcześniaka, no ważył 3200) przez cesarskie cięcie. Przyspieszono
poród ze względu na małowodzie no i straszny stan układu moczowego (do tej
pory czytając opis badania usg wykonanego na tydzień przed porodem,
zastanawiam się, czy lekarz wykonujący dawał nam szanse).
Wadę wykryto w 34tyg. ciąży, choć dbałam o kontrolne badania w ciąży jak
wzorowa matka i pospieszałam mojego lekarza (najlepszego ginekologa w
Radomiu, czyli dra A.). Po pierwsze, lekarze, z którymi miałam później do
czynienia byli w szoku, że tak późno mój gin zobaczył zmiany, po drugie
tchórz umył ręce i dał mi tyle skierowań do dużych ośrodków medycznych, o
jakie prosiłam, tak chciał zaznać spokoju. Więc trafiliśmy z mężem, kochanym
maleństwem w brzuszku i przyszłymi babciami do CZMP. Po porodzie, po czterech
dniach na neonatologii, przewiezono synka na chirurgię na badania, a jak ja
dotarłam tam (po cc trzymają przynajmniej 5 dni na oddziale), dowiedziałam
się o planowanym zabiegu wyłonienia przetok moczowodowo - skórnych. To co do
mnie mówiono było tylko częściowo rejestrowane, myślałam tylko o tym, aby
moje dziecko żyło, aby odczarowali pieprzony błąd lekarski polegający na
braku rozpoznania. Przyczyną wodonercza, jak wykazała cystografia, była
zastawka cewki tylnej, po badaniu urograficznym podjęto decyzję o zabiegu.
Trwał 5 godzin i pamiętam, z tego wszystkiego tylko, dosłownie wykończonego
lekarza, który wszedł na oddział i stwierdził, że operacja przebiegła
planowo.
Minął rok. Zrobiono renoscyntygrafię w CZD. 2 miesiące później wykonano
pielografię i cystografię w CZMP. Nasz lekarz podjął decyzję o ponownym
zabiegu - zamykanie. Przeszliśmy przez to inaczej, to było zmierzanie ku
normalności, znaliśmy szpital, lekarza, któremu ufamy i personel, którego nie
znosimy.
Od miesiąca jesteśmy w domu. Mój synek siusia ptaszkiem, po dziurkach zostały
blizny, które pielęgnujemy, bo chcemy zapomnieć.
Od strony badań.
Po porodzie podwyższone wskaźniki nerkowe (dobrze ponad normę), lekarz
przychodził i cieszył się, że sika (a ja nie wiedziałam o co mu chodzi),
renoscyntygrafia (wskaźniki ERPF 44%/56% ,ale podwyższone tło naczyniowe i
nierówne zarysy narek, co sugeruje obustronne upośledzenie czynności nerek),
badania ogólne moczu dobre (czasami zastanawiam się czy ciężar nie jest za
niski, waha się pomiędzy 1010 - 1015), próby nerkowe w normie.
Czekam i wierzę, że ten stan nie zmieni się teraz, kiedy już jesteśmy po.
Na razie odetchnęłam. Tylko trochę.
Ale życzę wam tego oddechu. I jestem z wami. Bardzo cieszę się, że mamy
sposobność wymiany doświadczeń i emocji.
Pozdrawiam.