Witam. Jestem po leczeniu bb wg. ILADS i w sumie mijają dwa lata jak zakończyłem terapię mam nadzieję, ze z pozytywnym skutkiem, bo nic mi się nie działo przez te dwa lata - oprócz kręgosłupa, ale to wynika z trybu życia i ogólnie pracy w każdym razie nie łaziłem po lekarzach i nic "przewlekłego" mi się nie działo.
Ale, wrócę do tematu wątku, czyli KZM.
Na majówce - czyli okolice pierwszych dni maja znalazłem kleszcza na nodze, oczywiście wyciągnąłem go i miałem wysłać do badania, ale niestety nie doszło to do skutku.
Była delikatna ranka, która szybko się zagoiła i niby nic...
Okazuje się, że od około tygodnia jestem silnie osłabiony - bolała mnie szyja i trochę głowa.
Po jakichś dwóch dniach zacząłem czuć się fatalnie, zawroty głowy - taki brak stabilizacji, doszło do tego, że ciągle czułem, że mi niedobrze, jadłem na siłę. Czuję ciągle zmulenie, senność w każdej chwili gdy zostaję sam i nie rozmawiam lub czegoś nie robię.
Nie odnotowałem na termometrze temp. powyżej 37C
Wczoraj było już całkiem dziwnie, bo pół dnia miałem wrażenie, że zemdleję, że mi słabo i dalej ciągłe nudności.
Ciągle boli mnie szyja z tyłu, raz mocniej raz trochę odpuszcza, mam napadowe bóle głowy, ale trwają chwilę, ogólnie głowa pobolewa cały czas i czuję się nieobecny.
Wyczytałem w sieci, że to właśnie KZM daje takie objawy i zastanawiam się co teraz, bo to akurat mieści się tych 28 dniach inkubacji wirusa i w sumie dzisiaj mija 9 dzień jak czuję się tak podle - rano miewam też duszności ( zapomniałem wcześniej dodać)
Dzisiaj nie czuję aż tak mocnych nudności choć głowa nadal zamotana i pobolewa - czuję się jak na kacu. W końcu zacząłem coś jeść i jakoś leci dzień, ale nie wiem co dalej, bo...
Jak się okazuje KZM działa w dwóch fazach i jakby nie patrzeć pierwsza faza mija u mnie, ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że po chwili wytchnienia (czyli okres bezobjawowy po pierwszej fazie) że nastąpi druga faza, która jest znacznie cięższa w przebiegu i może powodować większe powikłania włącznie ze zgonem, więc chciałbym jakoś zadziałać już wcześniej, czyli - być pod opieką lekarza, mieć w razie co leki przeciwobrzękowe i przeciwzapalne.
Mogłoby się wydawać, że jestem przewrażliwiony i panikuję, ale z drugiej strony bagatelizować takie coś, to może skończyć się różnie, choć i tak może się skończyć różnie, bo lekarstwa na kzm jako takiego nie ma.
Byłem wczoraj u lekarza, ale p. doktor stwierdziła, że to raczej grypa jelitowa i przepisała mi probiotyki i coś na zatrzymanie rozwolnienia, którego zresztą nie mam...
Może jest ktoś na forum kto przechodził KZM? Jakie badanie można wykonać w miarę szybko i które jest wiarygodne? Oczywiście może być prywatnie, bo na NFZ w takim przypadku chyba nie mam co liczyć a pamiętam kiedyś jak już byłem z podejrzeniem KZM, to robili mi punkcję i tego nie chciałbym przechodzić ponownie.
Ja to mam "szczęście" do kleszczy... moich znajomych gryzą a mnie jak już ugryzie, to coś musi przywlec