24.05.20, 20:11
Witam wszystkich czytających,

już od około 1,5 roku lekarze szukają przyczyny mojego fatalnego samopoczucia. Zaczęło się od narastającego ogromnego zmęczenia, stopniowo dochodziło dudnienie, otępienie, ścisk w głowie i pulsujący ból, często zatykanie jednego ucha. Zaczęło denerwować mnie światło i każdy hałas, nie miałam ochoty jeść. Oczywiście były momenty kiedy było lepiej, ale okresowo dochodziły też dreszcze (zdarzały się przy temp. -10 jak i ponad +30), nudności, bóle pleców i karku oraz zawroty głowy. Nie mogłam spać w nocy, mimo, że mogłabym całe dnie przeleżeć w łóżku ze zmęczenia, czułam się jakbym maraton przebiegała każdego dnia. Do wszystkiego zaczęło nachodzić mnie coś, co przypomina napady paniki: czasami problemy z przełknięciem, ale zazwyczaj przyspieszony puls, nogi z waty (najczęściej przy zmianie otoczenia np. wejście z ulicy do sklepu) i dziwne wahania nastroju, rozkojarzenie. Alkohol zaczął na mnie bardzo dziwnie działać, parę łyków drinka sprawiało jakby wszystkie objawy potęgowały się, ale głównie rósł ścisk w głowie i otępienie delikatne. W nocy zdarzało mi się przebudzić i łapać oddech. Laryngolog nic nie znalazł, kardiolog stwierdził jedynie bradykardię (holter EKG i ciśnieniowy), neurolog również nic nie znalazł (MRI głowy bez kontrastu). Wszystkie morfologie w normie, jedynie poziom limfocytów obniżony minimalnie.

Niedawno trafiłam do szpitala z PZNW, poprzedzonym zawalonymi zatokami. W MRI z kontrastem żadnych zmian wskazujących SM (małe plaki niekatywne w jednym punkcie, prawdopodobnie związane z moimi migrenami z aurą), ale oczywiście tego szukają lekarze. Dostałam 5 kroplówek Solu Medrolu, po 2 nie mogłam spać, a jak tylko przysypiałam, to czułam, że się duszę i czułam ciężar na klatce piersiowej, a po 5 płakałam z ogromnego bólu głowy (puls 40, a ciśnienie momentami 165/90). Lekarze uspokajali mnie, że to jest normalne, bo to są silne leki. Po wyjściu do domu przez 3 noce męczyłam się z tymi objawami, a przez kolejne parę dni miałam podwyższony puls (120) i prawidłowe ciśnienie, ale serce momentami waliło jak młot. Jedyne, co zauważyłam pozytywnego i utrzymywało się przez jakiś czas, to lekkość jaką czułam. Nic mnie nie bolało, nie kuło itp., ale po 3 tyg. od wyjścia ze szpitala wszystkie objawy, z którymi męczę się od 1,5 roku wróciły, a pobolewanie mięśni, jakieś dziwne pojedyncze kłucia (kolano, czasami łokieć lub kostka) i zmęczenie z wahaniami nastroju potęgują się na nowo.

Ostatniego kleszcza jakiego pamiętam miałam około 5 lat temu na plecach. Lekarka POZ przy wyciąganiu wydrapywała go paznokciem, bo rozerwała go.. Pamiętam jak mówiła, że mam się martwić tylko jak wystąpi rumień i nie przejęłam się delikatnym zaczerwieniem i jakby minimalnym opuchnięciem w miejscu, w którym był kleszcz.

Moje pytania są następujące, bo naczytałam się już bardzo dużo o SM i boreliozie.
Czy ktoś w przebiegu boreliozy miał PZNW? Czy PZNW może przy boreliozie występować?
Czy sterydy mogą potęgować boreliozę?
Czy borelioza po takim czasie od kleszcza jest możliwa z takimi objawami?
Czy robienie badań w kierunku boreliozy ma sens po tych 5 kroplówkach sterydów?
A przede wszystkim: Czy to mogą być objawy boreliozy czy tylko sugerowana przez lekarzy nerwica?

Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi i mam nadzieję, że dosyć spójnie wszystko napisałam!
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka