marta_mini
23.10.05, 19:46
Czytam to forum od dawna, bo też chorowałam na boreliozę. Jak znalazłam to
forum, to prawdę mówiąc przeraziłam się. Na początku pisaliście straszne
rzeczy, teraz jest znacznie spokojniej. Chcę napisać o sobie, bo chorowałam
na neuroboreliozę - takie mam rozpoznanie 4 lata temu. Byłam leczona ok. 3 m-
cy, już nawet nie pamietam dokładnie, na pewno dozylnie dłużej niż miesiąc,
bo powiedziano mi, że nie ma doustnego antybiotyku na boreliozę. Miałam
najpierw bóle wszytskich stawów po kolei, potem skupiło się na krzyżu, bólach
i zawrotach głowy. Trochę dłużej leczyłam się u neurologa, ale wyzdrowiałam.
Nie mam żadnych objawów, może niewielkie bóle stawów rąk, którymi absolutnie
się nie przejmuję. Kleszcza nie pamiętam i rumienia nie miałam. Wiecie co,
cieszę się, że wtedy nie było tego forum, bo chyba bym się załamała. A tak
wiem, że dzięki mojej sile i odporności wyzdrowiałam. I nie zamierzam przez
całe życie bać się, że jeszcze będę chora. Ja myślę, że takich osób jest dużo
więcej, tylko one nie mają potrzeby tego opisywać.
I jeszcze jedno - dla dziewczyn - urodziłam zdrowe deziecko!
Nie wiem od czego zależy wyleczenie, ale przede wszystkim musicie być pewni
rozpoznania, bo czytałam tu wiele wątpliwych co do boreliozy opisów, myślę,
że po postawieniu rozpoznania trzeba rzeczywiście leczyć się tak długo aż
objawy ustąpią, a potem z całej siły podnosić swoją odporność, stosować
wszystko co się da z naturalnych środków, żeby się wzmocnić. Nie jestem
natomiast przekonana co do wysokich dawek antybiotyków, ja byłam leczona
normalnymi dawkami i one wystrczyły, a już sama długa antybiotykoterapia
bardzo osłabia organizm, nie można go niszczyć jeszcze toksycznymi dawkami.
Ale tu wiem, że decyduje lekarz.
Pozdrawiam was wszystkich i życzę dużo zdrowia i wiary. Będzie dobrze!!!