Arturze lub Wrotku,
mam poltoraroczna boleriozowa historie zmagan z lekarzami. Chociaz musze
przyznac, ze na poczatku (3 tyg po ukaszeniu) trafilam na bardzo opiekunczych
specjalistow w prywatnej przychodni( a zaponiewaz zakaznicy remontowali
oddzial i niepotrzebnie przyznalam sie, ze zrobiono mi juz badania w kierunku
bolerki, w zwiazku z powyzszym powiedzieli mi pa pa, lecz sie pani sama).Po
wystapieniu wszystkich klasycznych objawow zostalam przeleczona standardowo-7
dni biotraxon, 21 dni zinat,w miedzyczasie kroploweczli z potasikiem,
glukozka i elektrolity. Wielogodzinne kroplowki i wizytacje licznych
specjalistow typu kardiolog, neurolog, okulista. Dodatkowo ekg, tomografia i
nie pamietam co tam jeszcze, ale czulam sie zaopiekowana. Niestety po tym
udalam sie na Wolska ponownie. I tu niespodzianka. Oczekiwanie na wizyte dwa
miesiace ( wysmianie metod zastosowonych prywatnie i podwazenie badan ze
swierku), badania w zakaznym, nastepna wizyta i nastepne dwa miesiace i tak
do listopada ubieglego roku. Za kazdym razem skarzylam sie na chroniczne
zmeczenie, ktore wpedzalo mnie juz w depresje, bol calego ciala, bezsennosc,
gubienie sie, zapominalstwo i niemoznosc zapamietania o czym rozmawialam
przez telefon 5 minut temu. W koncu autorytet nie wytrzymal i poslala mnie do
lekarzy specjalisty od normalnych inaczej. Poszlam, a jakze, tyle ze do
neurologa, ktory podaje mi od dwoch miesiecy syrotoninke a na dodatek
postanowilam powalczyc z choroba w inny sposob i od 3 miesiecy chodze na
joge. Na poczatku bolalo bardzo, ale teraz juz spoko, a moja kondycja sie
znacznie poprawila.Mam wiecej energii, klarowniej mysle, wmawiam sobie, ze
bole glowy to od stania na niej a nie z powodu chorobska, ale....tak naprawde
nie wiem czy jestem zdrowa, bo po pierwsze prowadze bardzo oszczedny tryb
zycia, faszeruje sie omegami, witaminkami, czasami xanaksikiem jak nie moge
zasnac ( czyli codziennie)serotoninka tez robi swoje, bo mam wrazenie, ze to
od tej pory jakosc mojego zycia sie poprawila

ale jeszcze w miesiac temu
mialam odczucie, ze moje zycie podzielilo sie na "do choroby"i "od choroby".
Inaczej czuje moja glowe, moje mysli sa rozbiegane, rozkojarzone. Czuje taki
rodzaj demencji starczej. Smutek. Niemoc radzenia sobie z powazniejszymi
problemami. Wpadam w panike, jak ktos mi cos tlumaczy, albo czegos tworczego
zada z mojej strony.Trudno nawet znalezc mi okreslenia tego co jest w mojej
glowie.Moze stwierdzenie, ze korzystam z 1/3 moich poprzednich mozliwosci
byloby w miare dobrym okresleniem. Dzis rano wstalam i stojac w lazience
przed lustrem uswiadomilam sobie, ze drze, jestem slaba i zmeczona. Czuje sie
czasami jak osiemdziesiolatka. Czy to znaczy, ze wciaz jestem chora?
W listopadzie mialam indeks powyzej jednego, po rocznym "leczeniu", ktore
trwalo de facto 3 tygodnie.
Czy powinnam kontynuowac leczenie, pomimo ze czuje sie tymczasem lepiej?
Poradz mi cos. Nie chcialabym faszerowac sie antybiotykami, bo zle to znosze.
Moze jakas terapia naturalna bylaby w moim przypadku lepsza?
Doprawdy zglupiec mozna, tym bardziej, ze z takim mozdzkiem trudno podejmowac
decyzje

beata