Dodaj do ulubionych

2 : 1 dla krętka

25.01.08, 22:10
Dokładnie kiedy kleszcz mnie użarł nie wiem (czerwiec/lipiec), prawdopodobnie
go zdrapałam z pleców, bo drapanie pamiętam. Na plecach miałam typowy pierwszy
rumień, po pewnym czasie jeszcze 4 rumienie, gorączka, sztywność karku i
okropne uczucie rozpierania w kręgosłupie piersiowym, jakby mi ktoś wtłaczał
tam powietrze pod ciśnieniem.
Elisa JgM (Luxmed)z 20.07.07 - 106 (pozytyw od 11)
- 1 : 0 dla krętka.
Leczenie Doxycyclina "wg zakaźnika" 200 / dobę przez ok 10 dni, potem 400 na
dobę + bardzo krótko (10 dni) tinidazolu bo miałam już dość, tym bardziej, że
na koniec leczenia miałam dobre samopoczucie.
No i miałam 1 : 1!
Tuż po leczeniu Elisa - ale w IMW w Lublinie więc nieporównywalny - 31 bbu
(wynik wysoko dodatni) Western Blot prążek OspC marker świeżej infekcji w obu
klasach.
Po odstawieniu leków bardzo szybko ogólne złe samopoczucie, potem trochę
lepiej, od miesiąca już naprawdę duże zmęczenie, najgorsze to uczucie, że źle
widzę i słyszę (zamglenia), no i przestałam wyrabiać się w pracy.

Ostatnie 2 tygodnie najgorsze - pojedyńcze "robaki pod skórą" (niewiele),
bardzo duże zmęczenie, zaburzenia rytmu serca, inne niż dotychczas, bo skurcze
komorowe i czasami bigeminię mam od dawna, teraz zwolnienia i przyspieszenia
akcji bez powodu, z podejrzeniem zaburzeń w węźle przedsionkowo-komorowym wg
kardiologa.
Tarczyca ; TSH - 4,46 (N: 0,25-4,0), FT4 - 16,6 (N: 10,3-24,5),
FT3 - 2,65 (N: 2,76-8,0) - różnice niewielkie ale w kierunku niedoczynności,
zwłaszcza, że 3 m-ce temu TSH -1,97
wit B12 233 ( N;193-982) i to po zjedzeniu opakowania Prewenitu ( wit B12, B6
i kwas foliowy) - w związku z czym kwas foliowy 17,3 (N: 3-17)
Leukocyty 9,2 (N:4,5-10,5) nigdy takich nie miewam -zawsze do ok 4-6.
Od 10 dni wysyp swędzących grudek, początkowo tylko podudzia teraz stopniowo
pojedyńczo wychodzą w róznych miejscach. temperatura stale ok 37,5.
Elisa z Luxmedu, po pół roku od pierwszej - 130 ( wcześniej 106), Elisa z IMW
Lublin 33, po 3 miesiącach od poprzedniej (była 31)
Western Blot w luxmedzie identyczny, w IMW zniknął prązek 41 i został OspC
(jak w Luxmedzie)
Wykonane wszystkie koinfekcje tylko mykoplazma w IgG w IMW - obecna pierwszym
razem, teraz zniknęła (?) I obecne IgG przeciw toxoplazmozie 68,6
(N:0,0-8,8). Osobiście nie sądzę żeby się należało tym przejmować.

Dermatolog ( w małym miasteczku ) powiedziała, że krostki to nie borelioza
tylko alergia, ale wręczyła mi kartkę ( żebym sobie skserowała) z informacjami
z jakiegoś szkolenia na którym była w Warszawie (!), że wczesną boreliozę
leczy się 4-6 tygodni, a późną 4-6 mcy i jest tu też o niedoczynności tarczycy
i niedoborach wit.B! To mnie naprawdę zaskoczyło.
I uzbrojona już nie w wiedzę z forum tylko w tę kartke przeszłam do lek. ch.
zakaźnych ( w tymże samym małym miasteczku) a on mi powiedział: choroba
niewyleczona, niepotrzebnie tak długo brałam doxycyclinę, bo mój krętek jest
na nią najwyraźniej oporny, mam się kłaść na oddział na dożylne.
Pracy przerwać nie mogę więc ustaliliśmy, ze najwyżej na krótki początek, a
potem będę sobie kupować Lendacin i wlewać w siebie po pracy. Mam to
szczęście, że mam sporo znajomych w tzw. służbie zdrowia więc kłopotu nie będzie.
Wygląda na to, że niestety prawdopodobnie 2:1 dla krętka.
Przepraszam za tak długi post ( nie po raz pierwszy zresztą )ale postanowiłam
wszystko sprawdzić dosyć systematycznie i tak to opisać.
Piszę to żeby zaświadczyć, ze mój osobisty eksperyment wskazuje, że niestety
krętek jednak jest w stanie przetrwać leczenie bardziej niż standardowe.
Obserwuj wątek
    • sylm8 Re: 2 : 1 dla krętka 25.01.08, 22:15
      Zapomniałam wpisać, że doxy "jadłam" 9 lub 10 tygodni ( z czego 7-8 po 400)!
    • zgoorek Re: 2 : 1 dla krętka 26.01.08, 06:33
      Przykro mi, że Twój stan się pogorszył. Miejmy nadzieję, że
      potraktowanie dożylne co najmniej zremisuje ten mecz.
      Wiesz, gdzieś już pisałam w swojej historii, że internistka
      przepisała mi maść na egzemę na rumień w kilku miejscach (to się
      chyba nazywa *rozlany*).
      Powodzenia, trzymam kciuki.
      Pisz jak najczęściej, bo się będziemy niepokoić.
    • jeff01 Re: 2 : 1 dla krętka 26.01.08, 21:28
      Brzydka, oj brzydka tarczyca. Pewnie ona jest "podstawą" problemów - tak silna
      niedoczynność (bo to jest naprawdę silna niedoczynność) potrafi sporo namieszać -
      zaburzy czynności skóry i stawów sprawiająć, że będą podatniejsze na infekcje,
      wyłączy reakcje obronne organizmu, jednym słowem przechlapane. Samym
      antybiotykiem krętka nie wyleczysz, podstawowa linia obrony to immunoglobuliny,
      antybiotyk ma jedynie pomagać. A bez zaleczenia tarczycy immunoglobuliny będą
      spały snem sprawiedliwego.
      • sylm8 Re: 2 : 1 dla krętka 28.01.08, 00:42
        podstawą określania prawidłowych zakresów konkretnych parametrów dla danej populacji jest doświadczalne ustalenie średnich zakresów - jak w krzywej Gaus'a - na podstawie badań populacji.
        - z czego jasno wynika, że nie należy wartości granicznych ani zbliżonych do granicznych zbyt jednoznacznie oceniać.
        Moje wyniki nie świadczą o żadnej ciężkiej niedoczynności tarczycy, ale zdecydowanie nakazują dalszą systematyczną obserwację, kontrolne badania, najlepiej z potwierdzeniem w innym laboratorium i ewentualne wdrożenie leczenia w razie potrzeby.
        Decyduje o tym także "klinika" czyli realne bieżące objawy.
        Przy ciężkiej niedoczynności tarczycy musiałabym mieć znaczne problemy wynikające z zaburzenia i spowolnienia metabolizmu ( choćby obniżenie temperatury w "silnej" niedoczynności pewnie równie silne - 35 - 36 ), a ja mam ciągle powyżej 37 co raczej sugeruje jakiś proces zapalny, niekoniecznie specyficzny.
        A właśnie! o tym zapomniałam napisać, ze chodzi mi po głowie jeszcze jeden pomysł na wyjaśnienie mojego stanu - jakieś procesy autoimmunologiczne uruchomione przez krętki borelii, bo one o taki wpływ mogą być podejrzane. Ale sprawdziłam p-ciała p-tarczycowe ( anty TPO i anty TG ) oraz przeciwciała p-jądrowe ( ANA ) i są ujemne. Innych nie widzę na razie potrzeby badać.
        Różnicowanie jest oczywiście łatwiejsze po fakcie, ale ze względu na ewentualne późne następstwa mniej ryzykowne jest przyjęcie w chwili obecnej tezy o przetrwałej infekcji.
        Dlatego się przeleczę!



        • kotakot1984 Re: 2 : 1 dla krętka 28.01.08, 00:45
          Powodzenia!
          • sylm8 Re: 2 : 1 dla krętka 28.01.08, 01:31
            Dzięki za wsparcie!
            • maria.50 Re: 2 : 1 dla krętka 28.01.08, 13:38
              Wiem Sylmko,ze postąpisz właściwię.Nię będę Ci tu mówić to czy tamto.Mnie dr.w
              Czechach powiedział,ze powinno się w chorobie jak i w życiu,postępować
              racjonalnie(hi,hi!?)i słuchać też co Ci podpowiada rozum(o! to już nie ma
              hi,hi,nawet nie będę tego rozwijać)powiem tylko tyle::jeśli ktoś taki jak ja-na
              przykład, ma więcej rozumu niż szczecia,i w pośpiechu,panice,braku
              wiedzy,rzucony w " nieznaną machinę leczenia" bez przygotowania, staje prawie
              nagi przed nowym wyzwaniem(z celebrą wypiłam dwa ostatnie piwa w wieczor
              poprzedzający pobyt w szpitalu) to wierz mi,wszystko wtedy staje się
              nieracjonalne.Nie tak jak Ty!Jesteś w stanie wziąć się na łby z tym wszystkim.I
              to,ze "nie godzisz się"z niektórymi jej wymogami,to wiem i rozumiem ,iż zal Ci
              będzie smaku piwa,którego dostąpie ja w najbliższym czasie i golne sobie za
              Ciebie! Powodzenia!!!!!!!!
        • jeff01 Re: 2 : 1 dla krętka 28.01.08, 15:53
          A ja powiem tak - żyjemy w Polsce, tarczycę leczy się u nas mniej więcej tak, jak
          boreliozę. Jak się nie trafi na dobrego lekarza, przechlapane. U nas podaje się po
          prostu "zakres norm" i jak pacjent się w nim mieści, to jest OK. Tyle, że akurat z
          hormonami jest tak, że co dla jednego jest całkiem normalnym stanem, dla drugiego
          będzie tragicznie wysoką niedoczynnością.

          Wynik który masz świadczy o silnej niedoczynności, na dodatek masz niemal
          wszystkie objawy. Równie dobrze może być tak, że nie masz ani jednego żywego
          krętka w organizmie, a wszystkie Twoje problemy to wynik tarczycy - oraz jakiegoś
          faktycznie procesu zapalnego, np infekcji Candida (bardzo częstej przy problemach
          tarczycowych). W takim wypadku antybiole bez podania hormonów tarczycy byłyby
          niemal dosłownie gwoździem do trumny. Jasne że przeleczyć można, ale z głową. W
          medycynie jest tak, że cały czas trzeba zgadywać - ale wybranie złej odpowiedzi może
          mieć dość przykre konsekwencje. Warto się pozabezpieczać.

          Mniejszym problemem będzie, jeśli masz niedoczynność, nie masz krętków a masz
          np "obudzoną" przewlekłą infekcję wirusową. Fakt, antybiotyki wtedy przyspieszą
          rozwój choroby, ale nie spowodują aż takich szkód w organizmie.

          Zauważ, że objawy niedoczynności tarczycy są niemal IDENTYCZNE z objawami
          boreliozy - głównie dlatego, że krętki potrafią zablokować działanie hormonów (poziom
          jest OK, ale nie działają jak trzeba). Pytanie główne - czy masz podstawowy objaw
          zatrucia toksynami krętka, czyli bóle i sztywność karku, połączone z ciągłym silnym
          zmęczeniem i objawami "upicia się".

          Jak dla mnie, powinnaś odwiedzić dobrego endokrynologa i jak najszybciej zrobić coś z
          tą tarczycą, nawet jeśli masz "tylko" boreliozę, poprawa czynności hormonów
          tarczycowych bardzo, ale to bardzo przyspieszy proces leczenia.
          • sylm8 Re: 2 : 1 dla krętka 07.02.08, 21:16
            Od ubiegłego czwartku biorę Lendacin (ceftriakson ).
            4 dni przeleżałam na zakaźnym, od poniedziałku pracuję i wieczorami daję sobie
            wlewkę. Mam przez to jeszcze mniej czasu.
            Nie odzywałam się, bo przez pierwsze dni miałam obrzydliwy ból głowy. Od dziś
            czuję się naprawdę bardzo wyraźnie lepiej. Myślę, że to może potwierdzać teorię
            o nawrocie. Tarczycę sprawdzę za tydzień.
            Ale grzyba na jęzorze ( i nie tylko ) niestety od razu złapałam i nawet nie
            przez sam lendacin, ale chyba jak czekając na dożylne łyknęłam antybiotyk
            doustnie bez żadnej osłony. Teraz wszystko ma ten sam obrzydliwy smak, a ja
            musiałam łyknąć jeszcze leki na grzyba.
            Mam wrażenie, że śmierdzę chemią na odległość!
            Za ogólnymi radami zakupiłam tran i raz go łyknęłam, skończyło się to w łazience
            i ciągle mi się wydaje, że jeszcze czuję ten smak w ustach. Nigdy w życiu
            więcej. Chyba raczej będę jeść to mielone siemię wg Jeffa, ale nie wiem bo i tak
            już utyłam. Ludzie jak to wytrzymać!?
            Maria, a wypiłaś już za to moje zdrowie? Czy jeszcze się leczysz? Napisz, bo
            nawet nie wiem co z tym Twoim wirusem.
            • jeff01 Re: 2 : 1 dla krętka 08.02.08, 09:07
              Od siemienia raczej nie utyjesz, NNKT nie są tak strasznie
              energogenne. Co więcej, silnie obniżają apetyt na tłuszcze, przez co
              można nawet polecać jako środek odchudzający tongue_out
              • maria.50 Re: 2 : 1 dla krętka i bez piwa 08.02.08, 13:55
                Sylwio,coś to za prędko dostałaś się w macki grzyba!
                A nie wydaje Ci się,ze ten "atak" może być dowodem na to,że wcześniej
                nadużywalaś cierpliwości i wytrwalości prawidłowych bakterii,które z czasem dały
                się "wyprzeć" Candidzie albicanus a antybol(toć to też z grzyba)to tylko dolanie
                oliwy do ognia? Sama pisałaś,że odżywiałaś się sklepowym dobrodziejstwem.Nie,dla
                mnie to nie do przyjęcia,wolałabym głodować,być tylko na wodzie. Ja od
                b.dawna,wolę wiedzieć co jem,a jem po to by przezyć! Powiem tak:moja czapka
                "blokuje"zjadanie niezdrowych nieczystości.Takie masakrowanie organizmu,ma swoje
                skutki.Powiesz,że masakrą jest też odmawianie sobie"przyjemności"smakowych.
                Jasne! Wszystko wymaga pracy,poświęcenia i skupienia,bo nawet na kibelku trzeba
                się "skupić" by się dobrze skupić!
                Dobra, dosyć śmichów,teraz wazne byś skupiła się na Tym co Ci doskwiera.Ja Ci
                nie pomgę toastem piwnym,bo się "ocknęlam" po lekturze can.i pracuję nad tym
                wolno acz starannie.(mam na myśli piwo,które było niezastąpione w dążeniu do
                uzyskania komfortu psychicznego.Ale jak mus to mus,no i chyba ja go już nie
                lubię!!!)
                Pytasz,jak tam z moim Vir.a no się jakoś "uśpił" odpuścił obiawowo.Teraz dręczy
                mnie jedna myśl,że to jakiś "cud"i ze za jakiś czas powrocą te cholerne bóle.Nie
                będę się rozpisywać o tym,bo jest to trochę u mnie złożone-ja chodzę na
                akupunkturę!kolejny zabieg za 5 tygodni,moze zauwazę krótko przed terminem
                pogorszenie,to będzie to też jakaś podpowiedz.A narazie czuję się tak, jak nie
                pamiętam juz kiedy! Czego i Tobie życzę.
                • jeff01 Re: 2 : 1 dla krętka i bez piwa 08.02.08, 15:30
                  A ja swoje

                  Jeśli są problemy z tarczycą, naturalna odporność - zwłaszcza na
                  zakażenia grzybicze - leży i kwiczy, głównie za sprawą zaburzonej
                  gospodarki cynkiem, co kompletnie rozstraja błony śluzowe. Dodam, że
                  niedoczynność tarczycy da wszystkie objawy jakie przypisuje się
                  boreliozie, co do jednego.

                  Mogę się w sumie założyć, że po uregulowaniu spraw tarczycowych
                  okaże się, iż krętka po prostu nie ma.
                  • sylm8 Zbliżam sie do remisu 23.02.08, 01:09
                    Wczoraj minęły 3 tygodnie mojego dożylnego leczenia.
                    Biorę 2g ceftriaksonu dożylnie, zakaźnik dodał mi na 2 tygodnie metronidazol 2 x 500 mg + probiotyki i jakieś witaminki. Ze względu na grzybka brałam tez przez tydzień flukonazol 1 x 100mg, teraz co tydzień 1 tabl 150mg.
                    Przypomnę, że czekając na diagnozę i ew leczenie dożylne, wzięłam przez ok 10 dni azitrox.
                    Wyniki po azitroxie - spadek IgM w Elisie z 33 ( wynik bardzo wysoko dodatni) do 24 ( wynik wysoko dodatni ). IgG ujemne.
                    W Western Blocie oprócz OspC pojawił sie za to nowy prążek - p39.
                    Płyn m-r w tym samym momencie - czysty, bez przeciwciał. Ale zakaźnik powiedział, że niestety wychodzi tylko w 10 - 20%, więc nie mogę tego uznać za decydujące.
                    Wyniki badania krwi ogólnie w granicach normy. Moja wątroba nic sobie nie robi z tylu leków. Temperatura wróciła do normy 36,6. No może nie całkiem, bo od wczoraj stany podgorączkowe znowu.
                    Tarczyca po 2 tyg dożylnych antybiotyków wróciła do pełnej normy. TSH 1,67 ( N: 0,25 - 4,0 ). Oczywiście nie mam żadnych objawów niedoczynności tarczycy. A więc ogólnie - nieźle. Kuracja trafiona.

                    Pozostaje mi nadal ta swędząca wysypka głównie na nogach, która pojawiła mi sie jeszcze przed rozpoczęciem tej tury leczenia.
                    Nie wiem co zrobić z tym cholerstwem, nie chce mi się dodatkowo łykać leków przeciwalergicznych ( na alergizację mogłaby wskazywać minimalna eozynofilia we krwi - czyli niewielkie zwiększenie poziomu limfocytów kwasochłonnych ), na razie przetrwam.
                    No i pojawiły mi się takie śmieszne dreszcze, ni to ciarki ni mrówki, przechodzące czasami po ciele. Prawdę powiedziawszy nie są nawet nieprzyjemne, raczej zabawne, mogłabym je nawet polubić gdybym wiedziała co znaczą.
                    Zmęczona jestem, ale od dawna byłam.

                    No więc zbliżamy sie do 2 ; 2, a przynajmniej gramy na polu przeciwnika smile

                    Poza kłopotem z kilkakrotnym często kłuciem ( mam jakieś uczulenie na wenflony ), mam zasadniczo tylko jeden poważny problem - taki jaki mają wszyscy, czyli jak długo to leczyć? Przydałyby się jakieś podpowiedzismile
                    Mario, a jak Ty sie poczułaś po miesiącu ceftriaxonu i jak jest z Tobą teraz?
                    • jeff01 Re: Zbliżam sie do remisu 23.02.08, 04:31
                      Oczywiście nie byłbym sobą, jakbym nie dorzucił swoich 3 groszy.

                      Po antybiotykach zawsze spada poziom przeciwciał, obojętnie czy zginie
                      jakakolwiek bakteria czy nie, jako że antybiotyki to immunosupresanty.

                      Jeśli jednak nagle po antybiotykach pojawia się prążek specyficzny, oznacza to,
                      że bakterie były. Ile - tego nie wiadomo, równie dobrze mogła być to mała,
                      kompletnie niegroźna infekcja jak i zakażenia ogólnoorganiczne. W praktyce
                      dodatnie wyniki IgG i IgM potrafią ponoćutrzymywać się całymi latami po
                      wyleczeniu - przynajmniej takie są wyniki badań, wysokie IgG, IgM, brak objawów
                      i brak bakterii przy próbach hodowli.

                      TSH 1.67 nie jest raczej normą tylko nieco zbyt wysokim wynikiem - w dalszym
                      ciągu zbyt wysokim, zwłaszcza jeśli wcześniej było wyższe. W cywilizowanych
                      krajach takie coś się czasem leczy bo ogólnie może prowadzić do przykrych
                      konsekwencji (a już szczególnie nie dopuszcza się do ciąży z takim wynikiem, to
                      jest ryzyko obumarcia płodu), u nas zostawia się pacjenta samego sobie. Jak ja
                      miałem "w normie" TSH to musiałem spać w polarze, dopiero nażarcie się jodu
                      pomogło - zbiło TSH poniżej 1.

                      Borelioza czasem wywołuje objawy niedoczynności tarczycy, ale nie mają one nic
                      wspólnego z poziomem hormonów, więc w tym wypadku antybiotyki nic nie powinny
                      zmienić. Jeśli po antybiotykach poprawiają się wyniki właśnie hormonów, może to
                      świadczyć o tym, że istnieje stan zapalny samej tarczycy, np typu hashimoto.

                      Podstawowe objawy początków niedoczynności tarczycy bądź lekkiej chronicznej
                      niedoczynności to m.in. zakażenia grzybicze i ogólnie upośledzone funkcje
                      obronne, co sprawia że organizm nie potrafi sobie np poradzić z krętkami. Co już
                      pisałem wielokrotnie, u zdrowej osoby z normalną odpornością nie pojawiają się
                      grzybice, nawet po antybiotykach. Przyjrzyj się temu gruczołowi bardzo dokładnie.

                      Lekarz czasem tego nie powie (mi np nie powiedział), ale niektóre leki
                      przeciwgrzybicze bardzo, bardzo silnie reagują z lekami przeciw alergii, mogą
                      nawet zabić. Głównie chodzi tu o ketokonazol. Z Apapem te leki też wywołają
                      bardzo ostrą reakcję.

                      No, ale to tylko takie marudzenie jeffa, który z natury nie dowierza polskim
                      lekarzom. Najważniejsze, że czujesz się lepiej.
                      • sylm8 do Jeffa 28.02.08, 00:24
                        "Najważniejsze, że czujesz się lepiej." -
                        - i to było bardzo miłe Jeff!smile
                        Co do TSH - takie jest dobre.
                        "Trzymanie" TSH w granicach poniżej 1 ma rzeczywiście uzasadnienie ( i jest w ogóle możliwe ) w leczeniu niedoczynności typu Hashimoto - podaje sie taką dawkę hormonów, żeby utrzymać TSH w pożądanym niskim zakresie.
                        Wiem, bo jak już pisałam moja córka na to choruje.
                        U zdrowych nie "trzyma się" jakiegoś wybranego poziomu.
                        Zdaje się, że swoje "trzy grosze" będziesz mógł wtrącić dopiero za tydzień - nie szkodzi, poczekam smile
                    • maria.50 Re: Zbliżam sie do remisu 25.02.08, 12:44
                      Sylwio,cieszy mnie kazdy post,który choć nawet w niewielkim stopniu,wskazuje na
                      jakiś pozytywny krok,juz nie mówiąc o grze na stronie przeciwnika, tyle tylko,iż
                      zawsze i wszyscy mają to "szczęście"(pod warunkiem oczywiście),że trafią na
                      właściwego trenera,który chce i traktuje to w sposób odpowiedni i odpowiedzialny.
                      Ja niestety nie mogę pochwalić się takimi sukcesami i uznaję,ze pewnymi faktami
                      nie tylko nie nalezy się dzielić,ale zwyczajnie zmilczeć,by uniknąć dodatkowych
                      niepotrzebnych urazów.Powiem tylko:zbieram się na całkowite,kompleksowe leczenie
                      w Czechach,z zamiarem i nadzieją refundacji przez NFZ chyba,ze wskazą mi
                      placówkę w Polsce,gdzie będę mogła się przeleczyć.
                      Pytasz jak się czułam po cefuroxymie?+doxy,a no czułam się jak nigdy
                      wcześniej!antybiotyki w moim zyciu(i rodziny)nie istniały do tej pory i jedynie
                      myśl,ze one teraz mają "zbawczy wpływ na moje dolegliwości,działaly jak
                      "modlitwa" po której ma się nadzieję(?)
                      Bardziej lepiej poczułam się po clarithromecynie,którą musiałam przerwać(wirus
                      Variceli-Zoster się odezwał a one(vir) nie lubią ATB)i zostać w takim punkcie
                      zawieszenia,gdzie nie widać solidnego gruntu i nieruchomej podstawy do
                      stwierdzenia,ze nie traktuje się człowieka jak dziecka,ale jak chorą babę!
                      • sylm8 Do Marii 28.02.08, 00:13
                        Tak mi przykro, że Ci ten wirus tak dużo komplikuje.
                        To, że poczułaś się lepiej na antybiotykach może wskazywać, że Ci jednak były potrzebne. Nawet szukałam opisu tego Viregytu K, który LLDM zalecają dodawać do klarytromycyny albo azytromycyny celem zakwaszenia organizmu - dla poprawy działania na krętka borelii, bo pomyślałam, że dołączenie leku przeciwwirusowego może byłoby jakimś wyjściem dla Ciebie, ale doczytałam się, że działa tylko na wirusa grypy typu A. Nic o Varicella-Zoster.
                        Czy inne leki przeciwwirusowe mogłyby mieć podobne działanie ( zakwaszające ) nigdzie nie znalazłam.
                        Na dodatek to musi być niezłe swiństwo skoro nie mozna na nim prowadzić samochodu, a w objawach ubocznych ma wypisane np. drgawki, depresje i psychozy, pomijając zwyklejsze nieprzyjemności.
                        Szkoda, bo to byłyby dwie pieczenie na jednym ogniu.
                        Mam nadzieję, że uda Ci sie pomyślnie pozałatwiać kwestie organizacyjne i poleczyć sie w Czechach. Trzymam kciuki!smile
                        • maria.50 Re:Wszystko przede mną... 04.03.08, 11:17
                          ...,to się muszę naprowadzić autka ile wlezie,bo jak narazie to jeszcze mogę i
                          lubię! Drgawki-telepawki,no cóż,miewam,zwłaszcza po duzym wysiłku i bekania
                          giganty-i wcale nie po najedzeniu sie powietrzem.Ot,walę jak chłop! Depresja i
                          psychozy,nawet jesli takowe już posiadam,to sie do nich nie przyznaję! A jaśli
                          nawet nie,to wszystko przede mną!!!!Bo życie nieraz bywa piękne.

                          17.03.czekają mnie badania(Elisa-bo co innego? w Przych.Zak.)i tego samego dnia
                          moje prywatne bad w Czechach.(W.B.)
                          Czy uwazacie,ze to najlepszy pomysł(termin)po zakonczeniu
                          "przeleczenia"(28.01.)antybiotykami?
                          • maria.50 Re:Wszystko przede mną... 06.03.08, 12:21
                            ...sama mogę już odpowiedzieć na zadane przeze mnie zapytanie:-tak, to jest
                            właściwy termin po przeleczeniu abx-ami/wiedza z nowego FAQ,tego innego forum/
                            • sylm8 Re:Wszystko przede mną... 16.03.08, 01:05
                              mnie kazano wykonać testy po 3 miesiącach, ale chodziło o wykazanie spadku miana przeciwciał po leczeniu. ( niestety nie spadły ). Być może znalezienie przeciwciał albo nowych prążków jest najbardziej prawdopodobne po 6 tygodniach, bo tyle trwa "produkcja" nowych przeciwciał.
                              • sylm8 Ciąg dalszy 16.03.08, 01:35
                                Posiłkując sie różnymi danymi, wiedzą z książek ( kupiłam parę nowych - ciekawostki z nich w miarę czytania będę starała się przekazywać ), forum i doświadczeniami ludzi z obu forum wymyśliłam sobie na swój prywatny użytek wersję kompromisową leczenia. A więc jeszcze ciągnę leczenie, jeszcze codziennie chodzę na wlewki. Odkąd dołączyłam tinidazol czuję się do d. - Zastanawiam sie z czego to wynika, bo tak było i poprzednim razem we wrześniu, a na metronidazolu czułam się naprawdę normalnie.
                                Wszystkie podstawowe wyniki mam w normie.

                                Wykonałam badanie NK CD57. Mój wynik to 80 komórek/ul. Gdyby wierzyć temu testowi to jeszcze nie wygrałam meczu, ale nie ma tragedii. To co wiem o badaniu opisze w oddzielnym wątku.
                                A, no i sprawdziłam sobie poziom wit D3. i tu niespodzianka. Przy normie 40 do 100 wyszło mi .. 9,63. Już sobie nawet pomyślałam, ze bez żadnych szczególnych zabiegów mogłabym stosować protokół Marshalla, ale podumałam, popytałam i ustaliłam, że jest zapewne błąd laboratoryjny.
                                Krew do tego badania powinna być badana szybko, schłodzona i zabezpieczona przed wpływem światła. Jeśli szybkie badanie nie jest możliwe, powinna zostać odwirowana do surowicy i dalej jw. Pielęgniarki które mi pobierały krew nie miały o tym zielonego pojęcia. Efekt - wynik nie nadaje sie do interpretacji, a drugich 70 zł na to badanie nie zamierzam wydać.

                                Długo nie pisałam, ale nie jestem w stanie pisać często. Praca, wlewki, wyjazdy, literatura, dom...
                                Przyznaję, że jestem pełna głębokiego podziwu dla tych którzy pracując, lecząc się, lub opiekując kimś chorym mają jeszcze czas na codzienne czytanie i pisanie na forum. Ja dziś miałam pierwszy wolny dzień od 3 tygodni i go przespałam. Po prostu.



                                • sylm8 A już myślałam, że będzie 2 : 2 30.03.08, 20:13
                                  Ogólnie rzecz biorąc jak na przednówek jest ze mną nieźle.
                                  Co roku w lutym i marcu czuję się nie najlepiej - taka moja pora gorszego
                                  funkcjonowania, więc do wzmożonej teraz senności, czy okresowego uczucia
                                  rozbicia, albo bólu mięśni niespecjalnie przywiązuję wagę.

                                  Pozostała mi jednak jeszcze ta wysypka głównie na podudziach, którą trudno
                                  wiązać z wiosennym przesileniem, dreszcze, czasami stany podgorączkowe i
                                  okresowo nocne poty - falami.

                                  Natomiast całe to leczenie toleruję coraz gorzej.
                                  Po 10 dniach tinidazolu dopadły mnie ostre bóle brzucha, silne i opasujące do
                                  kręgosłupa, nie wiem czy po tini, ale na tyle silne, że go odstawiłam i zostałam
                                  na samym Lendacinie. Uspokoiło się.
                                  Swoją droga wiedziało kiedy mnie dopaść - w Wielki Piątek, toteż natychmiast
                                  usprawiedliwiłam sobie odpuszczenie przedświątecznych porządków, a na Święta
                                  radowałam się każdym dobrem na stole.
                                  Wiedziało to moje ciało, kiedy się zbuntować wink

                                  Żeby jednak nie było zbyt wesoło okazało się, że wątroba buntuje się nie na
                                  żarty, ALT skoczył do 95, AST do 49. Wcześniej miałam 20 -30.
                                  Muszę zacząć bardziej o siebie dbać, bo ciągle nie wiem jak długo jeszcze.
                                  Miałam taki cichy plan, że max 3 mce i koniec. Za dwa dni kończę brać dożylnie
                                  Ceftriakson - to 2 mce leczenia.
                                  Dla spokoju wysłałam krew na PCR do Poznania ( 06.03.) i przed Świętami
                                  przyszedł mi wynik - negatywny, DNA krętka nie znaleziono, co mnie bardzo
                                  ucieszyło.
                                  Oznacza to, że przynajmniej w moim przypadku krętkowe "trupy" usuwane są z krwi
                                  znacznie szybciej niż 6 tygodni, bo od 1go dnia leczenie ceftriaksonem do
                                  pobrania krwi minęło 5 tygodni.
                                  Natomiast po Świętach przyszedł wynik na obecność babesji - pozytywny, co mnie
                                  zbiło z tropu, bo badałam 2 x koinfekcje w IMW - i wyszły, także na babeszjozę
                                  negatywnie.

                                  No i teraz jestem w kropce.
                                  Mam to świństwo, czy nie?
                                  W książce B. Skotarczyk o kleszczach przeczytałam, że "bezobjawowa, bardzo niska
                                  parazytemia" u niektórych ludzi "może się utrzymywać nawet do 10 mcy" i że
                                  ciężkie przebiegi dotyczą zazwyczaj ludzi z obniżoną odpornością, ale, choć
                                  rzadko, zdarzają się i u osób z prawidłowa odpornością.
                                  Jeśli mam tę babesję to znaczy, że siedzi we mnie już około 11 mcy - więc chyba
                                  samo nie zginie.
                                  A jak mam, to skoro tyle przebiegów jest bezobjawowych, może nie muszę tego
                                  leczyć? Tyle, że może te moje śmieszne dreszcze, eozynofilia itd to jednak objawy?
                                  Zaraz sobie myślę, że jakby badali bartonellę, to pewnie też by mi wyszła, bo
                                  wysypki najczęściej przy tej bakterii są opisywane.

                                  Wkurza mnie to, że muszę się zajmować kolejnymi zarazkami, szukać wiedzy, bo nie
                                  ma jej gotowej, podanej i znowu coś leczyć. Jak pewnie wszyscy, których choroba
                                  do tego zmusza.

                                  Wybiorę sie do lek. zakaźnika - zobaczymy, co powie.
                                  Co pomyśli to i tak wiem.
                                  • jachora Re: A już myślałam, że będzie 2 : 2 31.03.08, 11:03
                                    sylm8 napisała:

                                    > Wkurza mnie to, że muszę się zajmować kolejnymi zarazkami, szukać
                                    wiedzy, bo ni
                                    > e
                                    > ma jej gotowej, podanej i znowu coś leczyć.

                                    A nie lepiej oddać się w ręce swoich kolegów lekarzy?

                                    A, przepraszam, tu chodzi o Twoje zdrowie, a nie ich...

                                    Współczuję wyników na babesję. Jednak wiesz, co masz- może wreszcie
                                    leczenie drgnie?
                                    • sylm8 do Jachory 31.03.08, 19:29
                                      Nie współczujesz.

                                      I nigdy do tej pory nikomu na tym forum nie udało się sprawić mi takiej przykrości.
                                      Jest mi po prostu bardzo przykro. Przejechałaś się po mnie bez pardonu i nazwałaś to współczuciem.
                                      Rzeczywiście odechciało mi sie już pisać.

                                      Udało Ci się.
                                      • zgoorek Re: do sylm8 31.03.08, 23:20
                                        No coś Ty, nie przejmuj sie tak.
                                        Przecież wiesz, że zjadliwa ironia jeszcze nie raz tu zagości.
                                        Jachora nie tylko zawsze wie lepiej, ale jeszcze uwielbia zadzierać
                                        nosa z pogardą. Taki ma kobita problem.

                                        Ja, w odróżnieniu od niej, niestety, nie wiem, co Ci odpowiedzieć na
                                        poprzedni wpis. Nie bardzo nawet zrozumiałam, jak to jest, że martwe
                                        krętki też znikają od leczenia. To ciekawe.
                                        Trzymaj się, dokształcaj się, nie dawaj się. Będzie lepiej, bo
                                        gorzej już było.
                                        Pozdrowienia
                                      • jachora Re: do Jachory 01.04.08, 14:50

                                        ---ignorując wypowiedź zgoorka---

                                        sylm- nie czytaj między wierszami, nic tam nie napisałam.
                                        MAsz chorobę, która w Polsce oficjalnie nie występuje, więc dlaczego
                                        miałabym Ci nie współczuć????? Tylko dlatego, że piszesz na tym
                                        forum???
                                        Przyjrzyj się dokładniej swojemu testem CD 57, bo nie masz zbadanej
                                        subpolulacji, o którą chodzi Strickerowi (w googlach- stricker
                                        panel).
                                        • pionek1 Re: do Jachory 01.04.08, 17:06
                                          W regulaminie forum napisałem:
                                          "UWAGA! Nie usuwam obrażających mnie postów. Dlatego zanim napiszesz
                                          co o mnie myślisz, do jakiego lekarza byś mnie wysłał, to miej na
                                          uwadze, .... że ten post pozostanie na forum i będzie świadczył o
                                          Twoim poziomie, o Twojej kulturze osobistej i Twojej inteligencji..."

                                          I w tym miejscu chciałem Was przeprosic, że powyższą uwagę
                                          rozciagnąłem również na Was. Ale doszedłem do wniosku, że jedyną
                                          droga aby pokazać, że Jeff jest internetowym trolem, który pisze
                                          bzdury, jest pozwolić aby te bzdury pisał.
                                          I jedyną drogą aby rozmówca od razu wiedział kim jest Jachora, to
                                          pozwolic jej przedstawić się osobiscie.
                                          • maria.50 Re: do Jachory 01.04.08, 19:03
                                            Przewidywalny jest człowiek,który dzwiga ciężar własnej choroby,i trzeba mu
                                            współczuć,nawet kiedy nie wie, ze nie wszystko można zwalić na jej karb.Tym
                                            razem tychora! "przeszlaś wlasną chorobę" i to cię "usprawieliwia" czy
                                            lepiej-obnaza ! Tę chorobę-niestety-ma
                                            się dziedziczoną i tu ci już nie wspóczuję!
                                            • maria.50 Re: Do Sylmki 01.04.08, 19:25
                                              Sylwio,chceż oddac walkowerem mecz na boisku C klasy? Kiedy Ty jestes
                                              zawodnikiem nie takiej grupy! I nie takiej klasy!
                                              • sylm8 Cieszę się, że jesteście! 02.04.08, 00:13
                                                Nie wiem czy to ta choroba, czy raczej moja "ulubiona" pora roku czyni ze mnie takiego łatwo poddającego się nastrojom osobnika.

                                                Ale już mi dziś zdecydowanie lepiej. I to dzięki waszej obecności.
                                                Naprawdę dobrze jest nie być ze swoją obsesją samemu. Czuć akceptację lub przynajmniej tolerancję.

                                                Zgoorku, pisałaś ostatnio o pozytywnych stronach werbalizacji - ja właśnie też i z tego powodu umieszczam te swoje wypociny na forum, bo kiedy werbalizuję - nadaję kształt, ogarniam, przyglądam się i oceniam proporcje - i mogę je zmieniać, zmieniać swój stosunek, mogę sie zdystansować, mogę wreszcie poczuć, że zaczynam nad tym panować.
                                                Jakbym opisując chorobę zaczynała ją kontrolować. Taki mój sposób.

                                                Pionku, wybrałeś sposób prowadzenia forum, który jest chyba najuczciwszy, ale też najbardziej kosztowny. Słono za to przecież płacisz. Podziwiam Twój upór.

                                                No jesteś wreszcie Mario!
                                                Chyba nie musiałaś przerwać dla mnie swojego dwutygodniowego samo-bana? wink
                                                Ciesze się, że Cię słyszę ( czytam ). Co z Twoimi badaniami?
                                                A załóżżesz wreszcie swój wątek, bo mam do Ciebie czasem parę słów i nie wiem gdzie się z nimi udać? a chciałabym.

                                                Jachora!
                                                Mam zasadę, żeby nie spierać sie z ludźmi o ich intencje i odczucia.
                                                Nie mogę Ci wpierać, że coś pisałaś między wierszami, jeśli twierdzisz, że nie.
                                                Ale mogę Ci napisać, że ja coś przeczytałam między wierszami i że poczułam tam sporo jadu i z tym, że tak się poczułam, też nie da rady polemizować.
                                                Napisałaś "dlaczego miałabym Ci nie współczuć????? Tylko dlatego, że piszesz na tym forum???" - przecież wiesz, ze takie moje myślenie miałoby uzasadnienie.
                                                Nie mniej ten drugi Twój post traktuję jak przyjacielski gest. A za sugestie dziękuję - oczywiście zechcę to sprawdzić.

                                                • maria.50 Re: Ja się też cieszę,że jesteś! 03.04.08, 15:03
                                                  Sylwio,zbieram się od dawna z założeniem wlasnego wątku,(tu i na forum
                                                  Fibromyalgia,któremu zawdzięczam "odkrycie"u siebie bb)wywołuje to jednak u
                                                  mnie,pewien rodzaj"obawy" w tym świadomość,iż jednak wchodzą tu i czytają(nie
                                                  wiem jak często!)lekarze,z którymi mam do czynienia.Nie muszę Ci mowić,co myślą
                                                  o forumowych chorych na bb.Ich opinie,wywołują raczej łagodne we mnie uczucia i
                                                  są mi obojętne,gorzej ich leczenie!!Obawy te są również powodowane-jak nie
                                                  przede wszystkim-dopatrywaniem się we własnym wrednym ego,cech osoby mówiącej
                                                  prosto w oczy co myśli,i też stąd dość z nim kłopotów. Fakt,ze nie wybuchłam do
                                                  tej pory"namiętnością"do niektórych lekarzy,nie jest pewnikiem,ze takowe uczucia
                                                  wzbiorą moc na tyle,iż nie będę w stanie ich poskromić,a tego chciałabym
                                                  uniknąć,zwłaszcza tutaj. Nie dawniej jak wczoraj,panu dr orzecznikowi ZUS,który
                                                  potwierdził słuszność pięciodniowej terapii doxy,jaką mi zastosowała lekarka na
                                                  rumień po kleszczu,usłyszał: taaak!to pan jest takim samym znawcą bb jak ta moja
                                                  konowałka! W innym wątku naszej rozmowy stwierdziłam,ze mam nadzieję mieć do
                                                  czynienia z osobą kompetentną a nie z przypadkiem beznadziejnym ale
                                                  stabilnym.Pan dr.nie podejrzewając(?)u mnie tego mojego ego,stwierdził jednak
                                                  zasadność mojego L-4 dodająć,ze dałam się owładnąć własnej chorobie przez
                                                  internet.No i sama widzisz,nie dość,ze ego to jeszcze ta wylewność,przez którą
                                                  teraz mogę mieć naprawde kłopoty w czasie obecnym i ewentualnym!Jedno jest tego
                                                  tłumaczenie,muszę panować nad nadmiarem retoryki w okresach braku rownowagi
                                                  wewnętrznej,ktory to stan stał mi się z chwilą,kiedy to lekarze pokąsali mnie
                                                  bardziej od kleszczy.
                                                  Pozdrawiam
                                                  • sylm8 jak to z lekarzami 06.04.08, 00:58
                                                    - nie przejmuj się nimi nadmiernie Mario.
                                                    Nieważne, co orzecznik wpisał jako uzasadnienie zwolnienia - problem z ego czy bb - ważne, że uznał zwolnienie za zasadne, a nic innego przecież nie oczekujesz od orzecznika.
                                                    Po leczenie udasz się już do lekarza którego wybierzesz.
                                                    Nie dawaj się!
                                                • sylm8 Chorowania ciag dalszy 05.04.08, 23:02
                                                  W środę wzięłam ostatnią wlewkę Lendacinu.
                                                  Moje żyły odetchnęły z ulgą, pielęgniarki również. Jako rekompensatę przeżywanego przez nie długo stresu wielokrotnego wkłuwania mi się, napiekłam im w okolicznej cukierni ciasta rozmaitego. I zadowolona z zakończenia tego etapu zaczynałam się zastanawiać co dalej.

                                                  Ponieważ długo odsuwałam od siebie ten problem i nigdzie się nie wybrałam ani nie zaplanowałam dalszego leczenia, zostałabym w czwartek bez niczego, gdyby natura nie przyszła mi znów z pomocą.
                                                  W środę zaczęłam sie trochę źle czuć, w czwartek już czułam tchawicę na całej długości i miałam 38,3, od piątku 39 ze wszystkimi typowymi objawami regularnej grypy.
                                                  Boli mnie wszystko; cały kręgosłup, stawy, mięśnie, głowa, gałki oczne - najgorzej przy ruchach głowy i oczu itp., a najbardziej tchawica. Ale i tak musiałam na trochę pójść do pracy, resztę dnia leżałam bez ruchu jak kłoda. Dziś od popołudnia troszkę lepiej.
                                                  Biorąc pod uwagę mój stan obecny + wcześniejsze próby wątrobowe i tak bym nie łyknęła żadnego antybiotyku, więc nie muszę mieć wyrzutów sumienia, że nie ustaliłam co dalej. Zdążę.

                                                  Trochę się zaczęłam bać w pewnej chwili, że ten obrzydliwy ból kręgosłupa szyjnego, karku, oczu to na pewno znaczy, że już uruchamiają mi się znowu krętki (- bo czegoś przeczulona jestem na punkcie tych krętków ), ale przypomniało mi się, że tych parę gryp, które w życiu kilka razy przeszłam nie wyglądały lepiej.
                                                  A już całkiem na pocieszenie przypomniało mi się, że niejaki Wagner-Jauregg dostał Nobla za wprowadzenie zarażenia malarią do leczenia kiły kiedy jeszcze nie było penicyliny. Znaczy - zdaje się krętki nie lubią wysokiej temperatury.
                                                  Natychmiast pożałowałam, że w ogóle obniżałam sobie gorączkę jakąś polopiryną i pyralginem.
                                                  Trzeba było nie zbijać gorączki- może dopiekłaby nie tylko mi, ale i krętkom.
                                                  Tak sobie żartuję, ale jakoś mi to dobrze robi.


                                                  Jakby na to nie patrzeć, przynajmniej w moim przypadku, grypa z krętkiem i babeszją, albo tylko z samą babeszją ( bo może już naprawdę nie mam krętka ) wygląda tak samo jak grypa "bez niczego".
                                                  • sylm8 Sen 06.04.08, 02:04
                                                    Jako że mam tę grypę i jest tzw weekend śpię dużo i śnię także.
                                                    Dziś rano obudził mnie, zlaną potem ( raczej z powodu gorączki niż koszmaru ), taki oto sen:

                                                    Jestem z facetem na złocistej plaży i szmaragdowe morze, niesamowite jak z obrazka; słońce; zatoczka; a on mówi, że nie możemy tam zostać, bo nie da się tam przenieść przez wodę szczotek ( do włosów ); a w ogóle to mam się nie bać, bo tu nie ma rekinów i wtedy ja widzę rekina; a potem, że są groźne i wtedy przepływa obok mnie malutki rekinek; woda cudna, ale skoro nie można tych szczotek, to wracamy; idziemy na ogólniejszą plażę i on gotuje na tej plaży ( w upał ) gar fasolki po bretońsku; jak zawsze tak gotuje, że musi przekładać do kolejnych garów i robi w końcu 4 czy 5; po czym mówi, ze idziemy jeść do baru, teraz, bo potem będzie kolejka ; i zamawia - chyba fasolkę; siedzę obok niego w barku, przypominającym sklecony naprędce góralski szałas z żarciem dla turystów, patrzę na stojące na plaży 4 czy 5 garnków fasolki po bretońsku i na jego tekturowa jednorazową, przemokniętą już tackę; nie lubię takiej brei w schroniskach i zastanawiam się, czy sobie jednak coś zamówić czy też nie; ale nie wiem, czy jestem głodna; macam swój żołądek, ale to mi nie daje odpowiedzi, czy za szybko nie zgłodnieję; patrzę na "bufet"; jest zupa pomidorowa; w szklankach; pomidorowa z rozgotowanymi kluskami świderkami rozpłaszczonymi od wewnątrz na szkle szklanki; szklanki poustawiane na plastikowej tacy, jak kiedyś kompoty na szkolnej stołówce; nie biorę ; idziemy stamtąd; w końcu wchodzimy do budynku; do szpitala - uświadamiam sobie; duży hol, schody, dużo ludzi; głównie starsze kobiety; w płaszczach, uśmiechnięte; jakby tam czas po prostu spędzały; czekają na leczenie sanatoryjno - uzdrowiskowe; spotykam znajome; koleżanki mojej matki; nie wypada ich pozdrowić tylko, kiedy się spotykamy tak daleko od domu, chociaż bardzo nie lubię tak się zatrzymywać z kimś i gadać; pytam co robią w Zakopanym; wypada zamienić parę słów; kiedy kończę, już nie widać mojego faceta, zniknął gdzieś na schodach; spoglądam w górę, wiem, że w tej sytuacji, pośród tych ludzi jest nie do odnalezienia
                                                    Budzę się.

                                                    Ogólnie lubię swoje sny i zazwyczaj zastanawiam sie nad ich znaczeniem, dziś zbudziłam sie wkurzona, ze śnię tak bez ładu i składu. Bez sensu.
                                                    Ale czy naprawdę bez sensu? Pomyślałam chwilę.

                                                    Moja próba ogarnięcia tej cholernej boreliozy i jej leczenia przypomina dokładnie ten sen.

                                                    Jestem nad morzem, ale okazuje się, że w Zakopanym; gotuję w upał fasolkę po bretońsku; jak mam żarcie, to idę kupować jedzenie do baru; jak jestem w barze to nie wiem ,czy jestem głodna; jak jest zupa, to w szklance; jak miało nie być rekinów, to okazało się że są; jak miały być mordercze, to okazały się malutkie; jak znaleźliśmy piękną plażę, to nie można było na niej zostać, bo nie wolno było zamoczyć szczotek do włosów - wagę sprawy może podkreśli fakt, że tenże facet jest prawie łysy, a moje włosy mają w porywach do 3 cm; a w końcu dla głupich grzeczności z obcymi gubię ważną dla siebie osobę. Nic nie jest jednoznaczne.

                                                    I tak sie czuję z tą moja borelką;
                                                    Nie wiem jak jest naprawdę; nie wiem, co jest ważne, a co nie; kieruję się nieważnymi szczegółami; ale też różne fakty, jak te rekiny, zmieniają co chwila swój obraz i znaczenie.

                                                    Nie wiem, czy się kiedykolwiek w tym połapię.
                                                  • kotakot1984 Re: Sen- rozważania na temat snów... 06.04.08, 02:18
                                                    Ja zawsze wierzyłem/wierzę że sny mają głębsdze znaczenie którego,
                                                    najczęsciej nie ogarnia nasz rozum... O ile uważam,że wszelkie
                                                    horoskopy, wróżby itd. to pic na wodę to do snów czuję respekt!
                                                    Zwykle jak coś mi się przyśni złego/dobrego to potem ma to
                                                    odzwierciedlenie w realu w ciągu najdalej 2-3 dni. i nie chodzi tu o
                                                    autosugestię jak to ktoś próbował mi wmawiać! Jak śni mi się np.
                                                    krew to zawsze albo ktoś bliski umiera albo ja mam wypadek itd-
                                                    ZAWSZE sad . Jak śni mi sie podstawówka to nagle po 20 latach
                                                    spotykam następnego dnia totalnym przypadkiem koleżankę z SP której
                                                    nie widziałem wieki itp.

                                                    P.S Jesli po tym poście zaczniecie uważać mnie za świra to wcalę się
                                                    nie ździwie smile Ale co ja na to poradze- tak już mam i koniec big_grin
                                                    Pzdr
                                                  • kotakot1984 Re: Chorowania ciag dalszy 06.04.08, 02:09
                                                    Może to na prawdę zwykła grypa? To się często mi zdarzało po abx i
                                                    to na długo zanim krętek zagościł w moim organiźmie. Zwykle byłem
                                                    zdrowy długo a jak już wziłąłem antybiotyk bo choroba mnie dopadła
                                                    to tuż po odstawieniu znowu coś łapałem sad Tak że glowa do góry!

                                                    P.S. Choc z drugiej stony ja borelkę/zespól poborelkowy odczuwam
                                                    najbardziej w okresie przeziębienia- wtedy jest MASAKRA i nie jest
                                                    to zwykła grypa- mam wtedy 70% objawów opisanych na sąsiednim forum.
                                                    Zdarza się to raz-2 w roku. Oprócz tego jest znośnie , a bywają
                                                    takie momenty jak teraz że czuję się rewelacyjnie więc sam już nie
                                                    wiem...

                                                    Myslę jednak że w Twoim przypadku organizm osłabiony kuracją dopadło
                                                    coś nie związane z bb za parę dni będzie lepiej!

                                                    Pzdr
                                                  • sylm8 Re: Chorowania ciag dalszy 07.04.08, 00:43
                                                    Też myślę, ze mi po prostu odporność trochę siadła po tych antybiotykach. A prawdziwa grypa ( nie zwykłe przeziębienie ) tak właśnie wygląda i musi potrwać co najmniej z tydzień.
                                                    Muszę to po prostu przechorować.
                                                    A w międzyczasie sie zastanowię co dalej, bo leczenia boreliozy w tej chwili nie chciałam jeszcze kończyć.
                                                    Chętnie bym sie natomiast wymigała od leczenia babeszji, na razie zbieram różne inf.i nie spieszę się. I pewnie spróbuję ją jeszcze potwierdzić jakąś inną metodą.

                                                    Co do snów - mają dla mnie ogromne znaczenie.
                                                    Trochę inaczej niż dla Ciebie, bo ja tak nie zwracam uwagi na pojedynczy symbol ( np. że krew to zawsze coś złego ), a bardziej na informację pochodzącą z całości snu - ale przywiązuję do nich równie dużą wagę.

                                                    No to jest nas przynajmniej dwóch takich "świrów" wink
                                                    Pozdrawiamsmile
                                                  • zgoorek O grypie i snach 07.04.08, 05:22
                                                    Dziwne z tą twoją grypą - bo widzisz, ja miewałam przeziębienia
                                                    większe czy mniejsze - od wieków, przez 4 pory roku, właściwie stale
                                                    z niewielkimi tylko przerwami. Grypki, chrypki, kaszel, angina,
                                                    zapalenia oskrzeli - znam to na wylot. Chusteczki do nosa zawsze
                                                    przy sobie.
                                                    A od kuracji abx - ze zdumienie stwierdzam, że NIC. Już ładnych parę
                                                    miesięcy - ani nawet katarek. Wytłumaczyłam sobie, że wyjałowiłam
                                                    wszystkie bakterie, więc się nie przeziębiam.
                                                    A w Twoim przypadku jest wręcz odwrotnie. Ciekawe, jak jesteśmy
                                                    różni (różne) i jak różnie reagujemy.
                                                    * * *
                                                    Co do snów - ostatnio miewam takie bardziej wyraziste, które rano
                                                    dokładnie pamiętam. I pełne intensywnych przeżyć.
                                                    Np. zza światów - rozmawiam z kuzynami, którzy od lat nie żyją.
                                                    Hanka (zm. 1992) ciągnie mnie gdzieś, gdzie dowiemy się, dlaczego
                                                    umarł jej bliźniak Wojtek (zm. 2006 w niewyjaśnionych
                                                    okolicznościach), ja jej odpowiadam na tyle głośno, że budzi mnie
                                                    własny głos (gadałam przez sen).
                                                    Albo śni mi się impreza i szukanie u ludzi klucza od mojego
                                                    mieszkania (w którym już od lat nie mieszkam), impreza przenosi się
                                                    z chaty na chatę, a ja ciągle nie mogę trafić na osobę, która ma mój
                                                    klucz. Gwarno, wesoło i tylko ten mój kłopot. Wszyscy mówią "nie
                                                    martw się, znajdzie się, X go ma na pewno". Ale nie wiem, gdzie jest
                                                    X, więc nie mogę się spokojnie bawić.
                                                    Męczące to sny, przy tym nad wyraz realistyczne.
                                                    Też jestem świrek?
                                                  • sylm8 Re: O grypie i snach 08.04.08, 01:12
                                                    A jakże! I to jak widać poszukujący ( klucza, wytłumaczenia, wyjaśnienia, prawdy...) świrek smile

                                                    Gdyby to był mój sen to bym się zastanawiała do czego ze swojej młodości chciałabym znów wejść ( zajrzeć, odzyskać? ) itd
                                                    A może by do mnie dotarło, że nie korzystam z imprezy..? wink

                                                    A co do grypy -
                                                    Nie mogłaś się wyjałowić ze wszystkich bakterii, zawsze jest w nas tego pełno, bo i dookoła jest pełno. Rzecz w tym żeby zachowana była równowaga.
                                                    Może Ty np. "utłukłaś" coś co źle wpływało na twoją odporność.
                                                    Grypa to wirus, a na wirusy żadne antybiotyki nie działają.
                                                    I jeszcze sie tak nie ciesz tongue_out, bo odporność po przechorowaniu utrzymuje się wg ksiąg 4 lata.

                                                    W mojej grypie tylko jeden objaw mnie zaskakuje - największą gorączkę mam rano i tego rzeczywiście nijak pojąć nie mogę.
                                                  • maria.50 Re: O grypie i snach 08.04.08, 16:18
                                                    Znajduję czas jedynie na czytanie(z przyjemnością,a jakże!) Waszych postów o
                                                    wszystkim-grypo senne też.Ja teraz mam zestawik lekow,który powoduje ze mnie
                                                    śniętą Marychę i śpię,kiedy i gdzie się da,i nie myślcie ze bez smów!Ale nie
                                                    staram się ich interpretować,mnie sny sie raczej nie sprawdzają.Jedynym
                                                    snem,który-niestety-się sprawdził,zapadł mi w pamięci bardzo mocno,
                                                    opowiedziałam go tylko ze łzami mężowi.
                                                    Dowiedziawszy się o ciężkiej chorobie mojej kolezanki,bardzo to
                                                    przezywałam.Prawie u niej zamieszkałam,by pod jej częste i długie pobyty w
                                                    klinice,zaopiekować się jej skromnym domem i jej "rodziną"czterema psami,by jej
                                                    sprawić "komfort psychiczny"który był dla niej bardzo ważny.W tamtym czasie
                                                    śniła mi się bardzo często a w tym jednym śnie,bardzo kolorowym pojechałam z
                                                    mężem w miejsce,które było bardzo dziwne a zarazem piękne.Mąż oznajmił mi,ze
                                                    nigdzie się nie rusza z autokaru,bo obawia się,ze odjedzie bez nas,ja jednak
                                                    postanowiłam zwiedzić to zjawiskowe miejsce.Spotkałam tam tą moją kolezankę i
                                                    ona oprowadzała mnie po niby sklepach,bardzo wytwornych bez obsługi i kazała
                                                    brać mi z nich co zechcę.Ja z niedowierzaniem o legalności takiego"zakupu",nic
                                                    nie wzięlam a ona napakowała do reklamówki kosmetyków i powiedziała,ze takich
                                                    nigdzie nie dostanę,ja jednak się upierałam i nie wziełam od niej tej reklamówki
                                                    i zaczęlam uciekać.Usłyszałam potem od niej parę gorzkich i dosadnych
                                                    słów.Ponieważ obydwie mamy świra na tle zwierząt,zaproponowała odwiedzenie parku
                                                    zwierząt,na ktory z radością przystałam.Idąc gdzieś za nią pod stromą
                                                    górę,zauwazyłam pod jej ubraniem pidżamę,ale udałam,ze tego nie widzę.W
                                                    parku bez drzew,było mnóstwo zwirząt z bajek,które budziły same dobre
                                                    odczucia.Zaba wielkosci konia,sliczmie ubarwiona,tuliła się do mnie jak mój
                                                    pies.Wszystkie zwierzęta też bardzo przyjazne i prześliczne.W którymś
                                                    momencie,przypomniało mi się,ze musimy biec do autokaru,bo jesteśmy już
                                                    spóżnione!ONA z uśmiechem i spokojem odpowiedziała:ty Marysiu biegnij ja nie,ja
                                                    tu zostaję.
                                                    Dwa lata walki z chorobą.W pazdzierniku ubieglego roku odeszła.

                                                    Agnostyczka Marysia
                                                  • sylm8 Re: O grypie i snach 08.04.08, 22:50
                                                    A więc jednak coś dostałaś i przyjęłaś, choć niematerialnego.
                                                    To piękny sen Mario!

                                                    A wracając do mojej grypy to jest chyba wirusowo-grzybowa. W czasie gorączki wyfundował mi się gruby, biały kożuch na języku, a jak doszły wczoraj nieprzyjemne doznania z innych części ciała nie wytrzymałam i łyknęłam flukonazol, który miałam w domu i o którym już dawno zapomniałam.
                                                    Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, ale dziś nie mam żadnej gorączki, nadal mam chrypkę, trochę kaszlę, suchość w nosie na zmianę z wodnistym katarem, ale czuję się lepiej, w pracy wytrzymałam, a co najważniejsze nagle przestało mi być niedobrze.
                                                    A niedobrze było mi ostatnio na okrągło ( przed grypą ) i żaden controloc na to nie pomagał.
                                                    Myślę, że możliwość, że grzybek to powodował jest bardzo duża.
                                                  • sylm8 No i po grypie - 22.04.08, 23:45
                                                    - co nie oznacza, niestety, że wszystko w porządku.
                                                    To było świństwo, że na boisku po stronie borelki pojawiła się drużyna wirusa grypy, nie mówiąc o niedookreślonej zjawie o pięknym imieniu Babesja.
                                                    Zjawę na razie olewam - wyliczyłam, że to nie 11 mcy, tylko 10 od ugryzienia, pojem Vilcacorę itp - może mi minie ta "bezobjawowa parazytemia". Za jakis czas się sprawdzi i zobaczymy.
                                                    Natomiast z krętkiem chyba nie jest tak dobrze jak myślałam.
                                                    Tuż po grypie zaczęłam Doxycyclinę i tak źle się czułam, że nic nie dokładałam. Od 3 dni biorę też amoxycyclinę i od dziś mam kłopoty z połykaniem, nie mówiąc o pomniejszych bólach i senności ciągłej.
                                                    Ale i to się w końcu przetrwa. I kiedyś będzie 2 : 2.
                                                    Taką mam nadzieję smile
                                                  • sylm8 Leczenia ciąg dalszy 01.05.08, 22:42
                                                    Ok 2 tygodnie po ostatnim wlewie Ceftriaxonu i kilka dni po grypie wysłałam krew na badania PCR, tym razem nie w cbdna.
                                                    Wynik: bartonella, anaplasma i babesia - nie stwierdzono, borrelia burgdorferi sl - obecna.
                                                    Jak widać krętek we mnie nadal ma się dobrze.
                                                    Co za g.. się przyp.. , bo inaczej się nie wyrażę.
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 18.05.08, 16:34
                                                    Po rozlicznych przemyśleniach nadal spożywam straszne ilości leków na borelkę.
                                                    Babesję nadal olewam, zjadam trochę wspomagaczy, za jakiś czas sprawdzę czy
                                                    organizm sie sam nie obronił -
                                                    - bo albo już zniknęła ze mnie, albo jeden z testów był fałszywy ( + lub - ),
                                                    albo mają w dwóch labach różne startery do nieco innych gatunków.
                                                    Staph, Ty się pewnie na tym znasz, co Ty na to?

                                                    Ale przed krętkiem niestety mój organizm nie broni się zbyt dobrze. Mam jakąś
                                                    marną odporność na to świństwo. Wymyśliłam, że;
                                                    - albo trafiły mi się szczególnie zjadliwe bestie ( wszystkie 3 genogatunki ),
                                                    - albo moja wrodzona odpornośc komórkowa po prostu zawsze była marna w tym
                                                    właśnie zakresie ( przecież nigdy wcześniej nie robiłam tych limfocytów CD57,
                                                    może u mnie one były od zawsze takie, dlatego taki ostry przebieg choroby;
                                                    może w ogóle Ci co tak chorują, to są Ci co mają właśnie taki typ odporności, od
                                                    zawsze - w przeciwieństwie do tych, co nie rozwijają przewlekłej postaci - tylko
                                                    nikt przed chorobą tego nie sprawdza )
                                                    - albo w myśl teorii o koinfekcjach to przez tę babesję,
                                                    - albo rzeczywiście przez poziom witaminy D - zrobiłam w innym labie, od ręki i
                                                    wynik nadal 9, tyle, że przy nieco innych normach ( 11,0 - 54,0)
                                                    - albo chodzi o mój sposób życia - dużo pracy, stresu, różne jedzenie,
                                                    zapominanie o części leków ( ale nie antybiotyków - z nimi najwyżej nie zdążam
                                                    na czas ), internet w nocy, nie mówiąc o różnych "grzeszkach" typu piwo.

                                                    Nie wiem, ale najbardziej nierealna wydaje mi się zmiana tego ostatniego punktu,
                                                    choć przecież wiem, że to właśnie są rzeczy, na które mogłabym mieć największy
                                                    wpływ.
                                                    Ale jeszcze nigdy w życiu nie pozwoliłam żadnej sprawie, rzeczy zmienić mojego
                                                    sposobu życia.
                                                    Czyżbym po raz pierwszy musiała się dostosować?

                                                    Mam taki swój sposób, ułatwiający mi życie, że kiedy dzieje się w nim coś nie
                                                    tak, zamiast pytania dlaczego ( lub obok niego ) staram się sobie zadać pytanie
                                                    - po co?
                                                    Czyżby złapanie boreliozy miało być pomiędzy innymi sposobem nawrócenia mnie na
                                                    zdrowy tryb życia wink

                                                    Tak sobie żartuję, wiedząc, że w tych żartach jest też sporo prawdy.
                                                    Poprawia mi to nastrój, bo tak naprawdę to samopoczucie raz mam lepsze, a raz
                                                    naprawdę pod psem...
                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 18.05.08, 19:18
                                                    Przykro mi sad
                                                    A co na to nasi "normalni lekarze"? Bo rozumiem że nie leczysz się u
                                                    jedynie oświeconych doktor B i doktora P? Robisz wszystko na własną
                                                    rękę czy ktoś rozsądny Cie prowadzi? Trzymaj się- będzie dobrze!
                                                    Musi.

                                                    Pozdrawiam.
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 18.05.08, 20:48
                                                    Jestem jedynaczką, w dzieciństwie bez ojca i z matką ciągle na dyżurach.
                                                    - to taki wstęp tylko celem wyjaśnienia dlaczego wszystko muszę sprawdzić sama
                                                    i nie umiem zdać sie na kogoś całkowicie.

                                                    Ale to nie znaczy, że nie korzystam z pomocy.
                                                    Sporo wyczytałam na forum borelioza, sporo w różnych artykułach ( niektóre
                                                    poprosiłam, żeby mi przetłumaczono ), kontaktowałam się też z lekarzami - i
                                                    leczącymi standardowo, ale i z tymi którzy leczą wg ILADS również + mam sama
                                                    duże możliwości i dużo znajomości wśród lekarzy ( co niewątpliwie ułatwia mi
                                                    sytuację bardzo ). Nie jestem skazana na doktora który mi nie wierzy. Na szczęście.

                                                    Na dodatek, jak wiesz, moje testy wychodzą tak, że nie bardzo ktoś chce je
                                                    podważać.
                                                    Mój znajomy zakaźnik tak naprawdę od dawna wie, że borelka nawraca, choć zwykł
                                                    leczyć standardowo to powiedział mi, że niestety to prawda - są nawroty i to nie
                                                    rzadko. Tylko oni zwykli je leczyć antybiotykami przez 1 miesiąc jak jest
                                                    poważniejsze pogorszenie np co rok, dwa itp.
                                                    Wszystko to + moje doświadczenie powoduje, że wierzę w możliwość przewlekłego (
                                                    mniej lub bardziej "cichego" ) przebywania krętka w organizmie.
                                                    Kombinuję sama, choć jak zauważyłeś jeszcze bez zadowalającego efektu sad
                                                    Może zresztą dlatego, że tak kombinuję.
                                                    Ale ja po prostu nie umiem inaczej.

                                                  • zgoorek Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 19.05.08, 03:33
                                                    Podejrzewam, że - jak większość z nas - wyczekujesz na Wielkie
                                                    Odkrycie Skutecznego Leku. Najlepiej jednorazowego, prawda?
                                                    We mnie też wszystko protestuje przeciw długiemu leczeniu. Dlatego
                                                    ub. jesieni przerwałam je po 4 miesiącach.
                                                    I dlatego wznawiam je z ogromną niechęcią. Niby sobie tłumaczę, że
                                                    trzeba, że nie da rady inaczej.
                                                    Mały diablik siedzi w kącie i mruga oczkiem przewrotnie:
                                                    - A może akurat mnie się uda bez tego?
                                                    To prawie jak z tym totolotkiem.
                                                    Nieprawdopodobne, ale ma się tę durną nadzieję.
                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 19.05.08, 19:14
                                                    NApiszę tak. Mam nadzieję, że nie podejmując agresywnego leczenia
                                                    uda mi się jeszcze wytrwać w obecnej formie 7-8 lat (zważywszy że
                                                    chorowałem kilkanaście lat temu i od tego czasu wiele się nie
                                                    zmienia) Wierzę (na serio) że w przeciągu tego okresu czasu leczenie
                                                    a zwłaszcza diagnozowanie będzie duzo skuteczniejsze. Widzę ile się
                                                    zmieniło w ciągu ostatnich 10 lat (wtedy biotrakson to było marzenie
                                                    ściętej głowy- dziś w cięższych przypadkach prawie standard).

                                                    To jest rzeczywiście jak gra w pokera- ja chwilowo mówię pas, aby
                                                    kiedyś mając lepiej rozpoznanego przeciwnika i lepsze oręże stoczyć
                                                    zaciętą i zwycięską walkę wink

                                                    Pzdr
                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 31.05.08, 11:15
                                                    Witam.
                                                    Jak tam samopoczucie obecnie? Coś drgnęło?
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 01.06.08, 14:59
                                                    Hej kotakocie, przepraszam, wczoraj nie miałam więcej czasu, żeby coś napisać.
                                                    Ogólnie mam się całkiem nieźle. W maju zrobiłam sobie trochę więcej wolnego w pracy i to mi zdecydowanie pomogło, choć tak naprawdę marzy mi się prawdziwy urlop.
                                                    Jak trochę odpocznę to jest mi zdecydowanie lepiej, ale to chyba nie jest typowe tylko dla borelki wink

                                                    Prochy jem nadal, bo już nie myślę, że sie tak łatwo tego pozbędę ( czy napisałam już gdzieś, że udało mi się złapać wszystkie trzy genogatunki - garini i afzeli i sensu stricto ? ) .
                                                    Chce mi sie od nich rzygać, dosłownie i w przenośni, ale jak poświęcę więcej czasu na zjedzenie czegoś konkretnego przy ich łykaniu to idzie wytrzymać.
                                                    Naprawdę czuję się znacznie lepiej, a wczoraj to nawet czułam się lepiej niż wszyscy moi znajomi wink - w piątek mieliśmy imprezę, po której tylko ja wstałam bez bólu głowy, moje koleżanki umierały. To są pozytywne skutki ograniczenia alkoholu!
                                                    Jakoś nie mam dużej chęci na spotkania ( tak było już znacznie wcześniej ) ale jak już pójdę to zazwyczaj jest całkiem fajnie. Nawet jak mi się nie gada dobrze, to zostawiam innym odpowiedzialność za dobra zabawę. I to też fajne.

                                                    Pewnie to tak będzie jeszcze falami się zmieniać, ale myślę, że ostatecznie, tak jak napisałeś będzie dobrze. Musi smile
                                                    Nie liczę, że ustąpią mi wszystkie objawy - zmęczenie, nadmierna senność, roztargnienie, mylenie, doły co roku w lutym - to wszystko mam od bardzo dawna, a boreliozę mam od roku. Liczę, że nie nawróci mi to coś co mnie złapało w styczniu tego roku.

                                                    Czytałam to co napisałeś o czekaniu na lepszy moment z leczeniem.
                                                    Kto wie czy nie masz racji? Wszystko zależy od tego jak się czujesz.
                                                    Szkoda, że nie można częściej brać urlopów - wszyscy byśmy byli w lepszej formie.
                                                    A jak w Twojej nowej pracy? Już lepiej?

                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 15.07.08, 22:10
                                                    Witam.
                                                    W pracy nieźle choć męczy mnie ona bardzo ;P

                                                    Co do borelki to chyba jedynym plusem mojego indywidualnego
                                                    przypadku jest to że moja lubi alkohol, tj jak wieczoram po
                                                    przyjściu z pracy czuje się kiepsko , mięśnie drżą, wszystko mnie
                                                    bolki itd to 1 piwko działa rezelacyjnie, mięśnie się rozluźniają i
                                                    wszystko staje się fajniejsze. Może wpędzi mnie ta choroba w
                                                    alkoholizm ale trudno, kazdy sobie radzi jak może ;P Jak zacznę brać
                                                    abx a pręczej czy później (raczej prędzej ) to mnie czeka to wątroba
                                                    będzie jeszcze biedniejsza...;P


                                                    A jak u Ciebie? Jak sobie radzisz?

                                                    Pozdrawiam serdecznie,

                                                    kotakot
                                                  • zgoorek Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 18.07.08, 20:56
                                                    No właśnie, sylm8 - dawno nie donosiłaś nic o efektach leczenia.
                                                    Albo jest aż tak dobrze, że zapomniałaś o nas,
                                                    albo - - - ?
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 20.07.08, 13:57
                                                    Oczywiście, że nie zapomniałam smile
                                                    Żyłam ostatnio intensywnie sprawami bardzo odległymi od borelki, głównie maturami i rekrutacją na studia, choć oczywiście nie tylko.
                                                    Przede mną urlop, co oznacza wzmożony wysiłek teraz.

                                                    Na forum zaglądam systematycznie, choć rzeczywiście nie codziennie.
                                                    No i cieszę sie, że Was słyszę.
                                                    Zastanawiałam się co u Ciebie Kotakocie, no i jestem ciekawa co u Marii, bo o Tobie Zgorku dowiedzieć się czegoś jest łatwiej ( systematycznie zaglądam na "Chora babę"smile - jak oko - już lepiej? ).
                                                    Ale na forum cisza, nawet "właściciel" się nie odzywa.
                                                    Pionku, jak się masz?
                                                    Kiedy tu zaglądam zastanawiam się czy Cez i Staph i córka Danii już sie zdiagnozowały, no i czy Aardwolf czuje się lepiej i czy Ola m-s biega itd. Pewnie sie już tego nie dowiem.
                                                    To zadziwiające jak łatwo znane tylko z kilku zdań z internetu osoby stały sie kimś "znajomym".
                                                    ( Takie tam "przemyślenia" mnie ogarniają.)

                                                    Pozdrawiam wszystkich serdecznie smile
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 20.07.08, 15:01
                                                    Jeżeli o mnie chodzi - leczę się nadal.
                                                    Mam się różnie, najbardziej dokucza mi samo leczenie.
                                                    Nie znoszę ciągłego brania tabletek. Nie wyrabiam się z porami przyjmowania leków, grzyb mi okresowo dokucza, jęzor mam czarny i stale niesmak, słońce mnie znów poparzyło ( w drodze do pracy i z pracy! ) - filtr 50 mi nie wystarcza, albo jakoś szybko go niechcący ścieram.
                                                    Męczy mnie to wszystko, ale pamiętając samopoczucie ze stycznia - leczę się nadal. Teraz ze względu na lato i moją skórę mam zmienić leki. Oczywiście przy okazji właśnie sobie robię tydzień przerwy. Cudny ten tydzień bez prochów.

                                                    Natomiast moja mama, która takiego ostrego epizodu nigdy nie miała, powiedziała, że to leczenie nie jest do wytrzymania i ona już dziękuje. I dała sobie spokój, a ja jej nie namawiałam, żeby to ciągnęła. I nic się u niej nie zmieniło, co można by interpretować na kilka sprzecznych sposobów wink.

                                                    Wracając do mnie :
                                                    dziury w pamięci mam cały czas - ale miałam wcześniej, rozkojarzona jestem - ale byłam wcześniej, zmęczona - tak samo, bóle jakieś niestraszne - tak samo, poty nocne falami - częściej niż kiedyś, ból karku - częściej niż kiedyś.
                                                    Bardzo trudno mi ustalić, kiedy ma być koniec tego leczenia. Leczyłam sie już przecież 2 mce 400 mg Doksycykliny - za pierwszym razem i wróciło. Potem PCR na borelkę na UW 2 tygodnie po 2 miesiącach Ceftriaxonu wyszedł mi dodatni
                                                    Ale większość objawów które mam, naprawdę miewałam i przed boreliozą. Mam tylko jeden objaw, którego nigdy wcześniej nie miałam, ale jest to tak śmieszny drobiazg, że nawet tego zazwyczaj nie mówię, bo nikt by mnie nie traktował poważnie - to są drobne trzeszczenia wewnątrz w głowie, niebolesne, nieproblematyczne, tyle, ze rejestruję ich obecność co pewien czas.
                                                    Czyli zestaw objawów niecharakterystyczny "drobnoupierdliwy".
                                                    Ok. 10 dni temu zdarzył mi się epizod, który ortopeda określił jako porażenie rzekome - częściowo "odjęło" mi prawa rękę, nie mogłam jej podnieść do przodu i do góry, bo była taka słaba, no i bolało.
                                                    Bardzo głupie uczucie, zwłaszcza jak się chce zmienić biegi w samochodzie crying, żeby przekręcić kluczyk w samochodzie musiałam brać prawą dłoń w lewą i lewą ręką poruszać tą prawą.
                                                    Ten ortopeda będzie moim ulubionym lekarzem, bo powiedział, że to obrzęk korzonków szyjnych - musiałam się źle przespać i jak bardzo nie chcę, to nie muszę tego niczym leczyć, bo samo przejdzie.
                                                    I tak się stało, bez żadnych leków w ciągu 3-4 dni stopniowo się wycofało.
                                                    Uwielbiam jak lekarze mi mówią, że mogę się nie leczyć.
                                                    Tylko w kwestii boreliozy w to nie wierzę sad
                                                    Jak wezmę te nowe leki - napisze słówko, obiecuję.
                                                  • aardwolf Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 20.07.08, 15:16
                                                    Czerwiec u mnie był praktycznie idealny.
                                                    Zacząłem chodzić w góry co weekend (starając się zabezpieczyć przed klaszczami)
                                                    i praktycznie było bez objawów.
                                                    Od tygodnia znowu się zaczęło: bóle okolic bioder i rąk powyżej nadgarstka i
                                                    czasem kości dłoni (raczej nie stawy). Te bóle sa dość słabe i trwające kilka
                                                    sekund więc można by się nimi ostatecznie nie przejmować.
                                                    Niestety powrócił ból kolana którego nie miałem już od kilku miesięcy. Jest on
                                                    trochę specyficzny - boli nie całe kolano ale tylko jeden punkt - po zewnętrznej
                                                    stronie na styku kości biodrowej, piszczelowej i rzepki. Ból jest na 1-2/10 i
                                                    słabnie podczas ruchu.

                                                    Matka powtarza mi że to nerwica i reumatyzm. Do nerwicy jak najbardziej mam i
                                                    miałem powody już na jakiś czas przed ugryzieniem kleszcza, co do reumatyzmu to
                                                    jestem z rodziny z tradycjami tej choroby, sam miałem reumatyzm młodzieńczy czy
                                                    jak to się nazywa.
                                                    Tylko dlaczego reumatyzm miałby się zacząć idealnie drugiego dnia terapii
                                                    przeciwko boreliozie?

                                                    Co do psychiki: byłem na urlopie w Londynie i gdzie bym nie poszedł to wszędzie
                                                    widziałem tylko choroby i śmierć. śmieszyły mnie tylko podpisy pod wieloma
                                                    obrazami w National Gallery typu: "Artysta chciał przypomnieć o przemijaniu i
                                                    nieuchronności śmierci".
                                                    Po co dodatkowo przypominać o czymś o czym myślę w każdej minucie?

                                                    Z pocieszających rzeczy - zaczynam wątpić że rok temu miałem wtórny rumień z
                                                    boreliozy, mimo ze był zdiagnozowany przez 2 lekarzy. W tym roku coś mi
                                                    wyskoczyło w idealnie tych samych okolicznościach i w tych samych miejscach na
                                                    ciele: było bardzo gorąco, ciągle się pociłem i rumień wyskoczył nad pachami, na
                                                    piersiach i w zgięciach łokciowych.
                                                    Poszedłem na oddział dermatologiczny szpitala uniwersyteckiego żeby mi zrobili
                                                    biopsję i żebym wreszczie miał na papierze potwierdzenie boreliozy. Pani doktor
                                                    powiedziała że ma dużo przypadków boreliozy w róznych stadiach i na 99% to co
                                                    mam to zwykła egzema. Powiedziała że jak jej nie wierzę to bardzo łatwo to
                                                    sprawdzić - rumień z boreliozy nie zniknie nie leczony w kilka dni od pojawienia
                                                    się, więc jeśli co co mi wyskoczyło nie zniknie w tydzień to zrobią biopsję.
                                                    Zniknęło po 4-5 dniach, tak samo jak identyczny rumień rok wcześniej, tyle że
                                                    wtedy byłem przekonany że wyleczyłem go antybiotykami.
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 20.07.08, 16:13
                                                    Zajkowska w swoim artykule o neuroboreliozeie podaje za Steere'm, że tzw zespół
                                                    poboreliozowy częsciej znacznie pojawia sie u osób, u których wcześniej
                                                    rozpoznawano lub wystepowały zaburzenia depresyjne i lękowe.
                                                    Pomijając już dyskusję czy jest z. poboreliozowy, czy to czynna borelka, myślę
                                                    sobie, że ten związek to może jest ważny fakt.
                                                    Albo krętki "lubią" typowe dla tych stanów zaburzenia neuroprzekaźnictwa, albo
                                                    taki stan psychiczny utrudnia zdrowienie - nie ważne w jakim mechanizmie, czy
                                                    zmniejszając odporność, czy "tylko" czyniąc nadwrażliwym na bodźce bólowe i
                                                    powodując ogólny spadek formy, nie mam pojęcia, ale jakoś to wszystko jest ze
                                                    sobą powiązane.
                                                    Myślę, że u mnie to też może mieć znaczenie, całe mnóstwo moich objawów datuje
                                                    sie sprzed ugryzienia kleszcza.

                                                    Cieszę się, że napisałeś, szkoda tylko, że ciągle nie opuszcza Cię ten
                                                    egzystencjalny cień.
                                                    To, że umrzemy mamy pewne ( czy ktokolwiek o tym przypomina, czy nie ), niepewne
                                                    jest to jak skorzystamy z życia.
                                                    Mam nadzieję, że będzie lepiej.
                                                  • sylm8 do Aardwolf'a 21.07.08, 23:51
                                                    zapytałam koleżanki pediatry o ten reumatyzm młodzieńczy - nie wiem czy o to chodziło, ale mówiła coś o gorączce reumatycznej i zapaleniu stawów, które się zdarza ( dawniej znacznie częściej ) po zakażeniach paciorkowcowych, w wyniku reakcji autoimmunologicznych.
                                                    Zabawne, bo rozumiem, że problem taki sam jak z borelką - jest to popaciorkowcowe ( jak "poboreliozowe" ) zapalenie stawów, leczy się salicylanami ( aspiryna ) czasem sterydami, no i niektórzy całe lata dawali debelizynę ( penicylinę domięśniową ).
                                                    ( Nie wiem po co ten antybiotyk - jeśli jest to "po-bakteryjne" - widać nie tylko z boreliozą jest problem z określeniem co jest infekcyjne, a co "poinfekcyjne" - jakby tu też nie była jasna granica pomiędzy działaniem samej bakterii, a reakcjami immunologicznymi organizmu na nią ).
                                                    Jak usłyszałam objawy po tym paciorkowcu - to też sie zdumiałam:
                                                    zajęcie stawów - zmienne, wędrujące, bez stałych uszkodzeń ( ale może być też zajęcie pochewek ścięgnistych -itd),
                                                    zajęcie serca,
                                                    zajęcie mózgu ( tu - pląsawica)
                                                    guzki podskórne,
                                                    rumień ( najczęściej obrączkowy, ale może być i inny ).
                                                    Zadziwia mnie ta ilość punktów stycznych.
                                                    Może coś pokręciłam, ale jakby na to nie patrzeć - zestaw też przypominający boreliozę.
                                                    Koleżanka mi rzekła, że chorobę - kiedyś częstą - stwierdza się coraz rzadziej, a ja sobie myślę, że z kolei boreliozę coraz częściej.
                                                    Może zawsze będzie nas coś żarło sad

                                                    Czytałam taki artykuł R. Bransfielda, psychiatry LLDM, że lecząc boreliozę też nie mamy tak naprawdę pewności do końca co leczymy , być może jakieś inne infekcje..?
                                                    Co by nie było - jak dokucza trzeba szukać sposobu na poprawę .
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • aardwolf Re: do Aardwolf'a 22.07.08, 01:43
                                                    Dziękuję za zainteresowanie.

                                                    Z tym reumatyzmem młodzieńczym to zupełnie strzeliłem, po prostu pamiętam że
                                                    często mnie bolały kolana i łokcie jak byłem dzieckiem, jak wygrzałem się na
                                                    poduszce elektrycznej to przechodziło. Nigdy nie bolało mnie całymi dniami. We
                                                    wczesnym dzieciństwie złapałem gronkowca (doustnie) i potem wiele chorowałem.
                                                    Przeszło w okresie dojrzewania razem z tymi bólami kolan, choć pamiętam jeszcze
                                                    na studiach obudził mnie ból, zawinąłem kolano szalikiem i rano nie było nic.

                                                    Boreliozę miałem na pewno bo miałem rumień wokół ugryzienia kleszcza. Było to za
                                                    granicą. Przeleczyłem 2g amoksycyliny dziennie przez dwa tygodnie - rumień
                                                    znikł, żadnych objawów dodatkowych. Wiedziałem ze stron ILADS że to może być za
                                                    mało ale z drugiej strony było tam napisane, że do 4 miesięcy borelioza jest
                                                    łatwo uleczalna, więc nie śpieszyłem się i zacząłem leczenie dawkami ILADS 3
                                                    tygodnie później, czyli niecałe 2 miesiące od ugryzienia.
                                                    Do dnia brania antybiotyków całkowicie bezobjawowy.
                                                    Zaczęło się dnia drugiego bólem kolan który się nasilał. Czyli reakcja
                                                    Herxheimera jak nic. 12-tego dnia wyskoczył mi rumień o którym poczatkowo
                                                    sądziłem że to uczulenie na pot bo było bardzo gorąco albo na antybiotyki.
                                                    Przerwanie antybiotyków. 2 dni później lekarz zakaźnik określił rumień jako
                                                    "podręcznikowy rumień z boreliozy" i wróciłem do antybiotyków rumień znikł 2,5
                                                    dnia pózniej. Dostałem skierowanie do szpitala na podstawie rumienia. Kiedy
                                                    dotarłem do szpitala rumienia już nie było i nie zostałem przyjęty. Teraz trochę
                                                    wątpię w tą diagnozę bo identyczny (przynajmniej tak mi to wyglądało) rumień
                                                    wyskoczył mi w tym roku i lekarz dermatolog powiedział że to egzema na co
                                                    zresztą wyszło.
                                                    Specyficzne było że kiedy przerwałem antybiotyki na dwa dni ból się wzmógł, a
                                                    kiedy do nich wróciłem to natychmiast zmalał a po 2 dniach zniknął. Czyli ta
                                                    reakcja Herxheimera jakaś dziwna. Potem były dalej antybiotyki, pojawiły się
                                                    bóle kręgosłupa, kości dłoni i po 2 tygodniach wrócił ból kolan.
                                                    Psychika na bardzo niskim poziomie, myślałem o samobójstwie, nie wierzyłem że za
                                                    kilka miesięcy jeszcze wogóle będę chodził. Czułem się cały czas jak podczas
                                                    grypy. I przez większą część czasu miałem podwyższoną temperaturę do 36,9.
                                                    Po 10 tygodniach antybiotyków przyjechałem do Lublina zrobić sobie badania na
                                                    koinfekcje. Wtedy rodzice zaczeli naciskać na mnie żebym przerwał antybiotyki.
                                                    Pomyslałem - co mi szkodzi wyjdą mi za chwilę koinfekcje to i tak bedę się
                                                    leczyć całkiem inaczej.
                                                    Koinfekcje w Lublinie ujemne. Rodzice mówią - nie bierz dalej antybiotyków i
                                                    wysyłają mnie do psychiatry. Nie miałem siły z nimi walczyć, chciałem już tylko
                                                    umrzeć i stwierdziłem, że i tak te antybiotyki mi nie pomagają i tak.
                                                    Wróciłem do pracy za granicę. Ból kolan nie ustępował, poczucie grypy
                                                    zmniejszyło się dopiero po 2 tygodniach. Po jakimś czasie postanowiłem powtórzyć
                                                    badania na koinfekcje. Ponieważ miałem kłopoty z wysłaniem próbki do Poznania to
                                                    zrobiłem je w laboratorium Genewskim. Wtedy nie wiedziałem jeszcze jak się
                                                    kombinuje i badania mi wyszły bardzo drogo, bo poza badaniami trzeba było
                                                    jeszcze opłacić skierowanie - 200zł i opłacić lekarza który odbierze wyniki i mi
                                                    je odda - 300 zł. Przy okazji postanowiłem sobie zrobić boreliozę Elisą, bo już
                                                    i tak mnie to tyle kosztuje a może wyjdzie.
                                                    Wyniki: ujemne z wyjątkiem granicznej bartonelli.
                                                    Co ciekawe po tych wynikach na jakieś 4 dni kolana odpuściły.
                                                    Potem znowu ból kolan 3/10.
                                                    Myślę niedługo święta, zrobię Western - Blota, może mnie przyjmą do szpitala i
                                                    po dożylnych cokolwiek ruszy.
                                                    Doświadczony Western-Blota robię już po znajomości. Wynik: ujemny w obu klasach
                                                    bez oznaczenia prążków. Mimo że się domagałem to tych prążków mi się nie udało
                                                    zdobyć. Po tym kolana odpuściły znowu.
                                                    Pojechałem na swięta do Polski, dobrze się czulem ale poszedłem na dług spacer,
                                                    porządnie zmarzłem i spanikowałem. Rezultat - znowu ból kolan. Potem jakoś
                                                    przełaziłem, pojawiły się jakieś drobne fascykulacje w nogach. Potem ból kolan
                                                    znikł.
                                                    Super. Przed wielkanocą ból dłoni powyżej nadgarstków i drobne bóle wokół
                                                    bioder. Panika i kolejny Western Blot w innym laboratorium. Wynik WB i IFA
                                                    ujemny znowu bez prązków. Bóle przechodzą. Pod koniec kwietnia znowu.
                                                    Wysyłam krew na LTT Melisę i jadę na tygodniowy urlop do Czech zastanawiając się
                                                    czy wysiłek fizyczny nie spowoduje że trzeba mnie bedzie przynieść z powrotem. O
                                                    dziwo z każdym kilometrem czuję się coraz lepiej. Niestety strach przed
                                                    kleszczami powoduje że skracam urlop i wracam. Wynik LTT Melisa całkowicie
                                                    ujemny we wszystkich klasach które badają.
                                                    Zaczynam chodzić w góry co weekend. Jestem najszybszy ze wszystkich. W pewnym
                                                    momencie znów są jakieś drobne bóle rąk i bioder. Olewam. Od 24 maja do końca
                                                    czerwca jedyny objaw to czasem swędzenie wargi. Potem rozpada mi się grupa z
                                                    która chodziłem w góry, sprawa z drugim rumieniem, straszna panika, duże
                                                    natężenie w pracy. Urlop w Londynie. Londyńska pogoda i jakieś zaziębienie
                                                    oczywiście przechodzone. Po kilku dniach po powrocie ból lewego kolana z
                                                    zewnętrznej strony.

                                                    I tak wygląda moja dotychczasowa historia z boreliozą. Psychika bierze wielki
                                                    udział. Dodatkowo w tym roku rodzice się rozwiedli i zdechły po kolei wszystkie
                                                    domowe zwierzęta. Ale czy najpierw jest pogorszenie objawów a potem psychiki czy
                                                    odwrotnie. Wydaje się jednak że najpierw pojawiają się objawy a potem siada
                                                    psychika. Ale z drugiej strony czemu po wynikach czułem się lepiej? Przypadek?
                                                    Efekt placebo?
                                                  • zgoorek Jeszcze do Aardwolf'a 22.07.08, 22:54
                                                    Jeszcze do Aardwolf'a
                                                    (nota bene: a gdzie jest Twój wątek? to przecież wątek sylm8)
                                                    Nie bardzo mi się podoba różnicowanie rumienia i egzemy Twojej pani
                                                    dr: mam formę rumienia rozsianego, która to dolegliwość ustępuje bez
                                                    smarowania ani innego leczenia. Za pierwszym razem, jeszcze przed
                                                    diagnozą Bb, lekarka rodzinna określiła to jako "egzema nieznanego
                                                    pochodzenia" i przepisała maść. Na mój rozumek - po diagnozie Bb ta
                                                    egzema znalazła swoje pochodzenie i dopisałam ją do listy objawów.
                                                    Nadmieniam, że nie jest to regularny okrągły rumień, jaki występuje
                                                    w początkowej fazie Bb po ukąszeniu (takiego nie miałam w ogóle),
                                                    ale takie egzemiaste czerwone placki pojawiające się w różnych
                                                    miejscach ciała: na plecach, na biodrze, na stopie (to kiedyś
                                                    fotografowałam na blogu) i zanikające bez mojego udziału.
                                                    Poza tym też ostatnio często myślę o śmierci. W dzisiejszej
                                                    Gazecie.pl spodobał mi się temat "Umierać po ludzku" - bardzo
                                                    ciekawe podejście do tematu tabu.
                                                    Współczuję stresów związanych z rozwodem rodziców i z odejściem
                                                    zwierzaków. Podobno nieszczęścia nie chodzą parami, ale kupą sad
                                                    Tobie wyraźnie się skumulowało. Trzymaj się i bądź dzielny.
                                                    Trochę Ci zazdroszczę wyjazdów w góry... Fajnie masz.
                                                    ------------
                                                    PS. Usunęłam wpis Jeffa - bo nie na temat, bo niepotrzebnie
                                                    agresywny, bo autoreklama i jeszcze dlatego, że mi przeszkadza w
                                                    prawdziwej rozmowie z Wami.
                                                  • aardwolf Re: Jeszcze do Aardwolf'a 22.07.08, 23:55
                                                    Cóż, miałem rumień po ukaszeniu kleszcza i utrzymywał się on przez 3 tygodnie
                                                    pomimo brania antybiotyków.
                                                    Nie było to typowe "bycze oko" ale był to okrągły, w miarę równomiernie czerwony
                                                    rumień z wyraźnie zaznaczonymi brzegami.
                                                    Te rumienie które miałem w tym i poprzednim roku nie były równomierne lecz
                                                    stanowiły pojedyńcze kropki z czasem zlewające się ze sobą. Znikł bez śladu w 5
                                                    dni. Ale rzeczywiście atypowy rumień może tak wygladać.
                                                    Czyli ostatni promyk nadziei jak krew w piach.
                                                  • aardwolf Re: Jeszcze do Aardwolf'a 23.07.08, 00:19
                                                    Zastanawiająca jest wyjątkowa symetryczność tych rumieni. W piątek pojawiły się
                                                    na wewnętrznej stronie obu łokci, w cobotę nad oboma pachami, w niedzielę zajęły
                                                    piersi, w poniedziałek zniknęły z obu łokci. Cały czas z dużą dokładnością do
                                                    centymetrów lustrzane odbicie.
                                                    Było to też skorelowane z najgorętszymi dniami w roku kiedy byłem spocony 24
                                                    godziny na dobę.
                                                    Jednak borelioza reaguje na temperaturę, więc dalej nic nie wiadomo. Mój stryjek
                                                    który także ma boreliozę od 8 lat mówi że jego głównym objawem jest wychodzący
                                                    co miesiąc swędzący rumień właśnie na piersiach. Rumień ten leczy wapnem i
                                                    pomaga. Trochę dziwnie to brzmi, ale podobno lekarz zakaźnik mówił mu że ten
                                                    objaw to właśnie borelioza.
                                                  • sylm8 Re: Jeszcze do Aardwolf'a 23.07.08, 00:05
                                                    Czytam Twój post i oczywiście nie potrafię zgadnąć, czy to nadal
                                                    borelioza ( z taką immunosupresją, że nic w badaniach ), czy się z
                                                    niej już wyleczyłeś, a to teraz to już zupełnie inna historia (
                                                    poboreliozowa czy zupełnie inna ).
                                                    Ale gdyby nawet, to to, że ktoś nie ma już boreliozy, nie oznacza,
                                                    że nie potrzebuje pomocy czy wsparcia.
                                                    Masz rację, że wygląda na to, że psyche ma tu ogromne znaczenie -
                                                    opisujesz reakcje na zdarzenia ; wyniki badań, świadomość
                                                    odstawienia leków, nie mówiąc o sytuacji w domu.
                                                    Wiesz, ten Twój nastrój to regularna depresja.
                                                    Nie da się ukryć, że Ci się nazbierało cholernie dużo. Naprawdę
                                                    współczuję. Pewnie ciężko to przetrwać.
                                                    Boję się to pisać, ale przynajmniej przez chwilę Twoi rozwodzący się
                                                    rodzice zaczęli mówić jednym głosem - w sprawie Twojego leczenia.
                                                    Taki chichot losu ( jak mawia moja przyjaciółka ).
                                                    Trzymam kciuki.
                                                  • sylm8 Re: Jeszcze do Aardwolf'a 23.07.08, 00:10
                                                    Czemu piszesz, że ostatni promyk nadziei gubisz?
                                                    Wiele osób żyje z borelką. Mało osób chce żyć z depresją.
                                                    Aardwolf, zbieraj się do kupy, szybciutko! smile
                                                  • aardwolf Wyniki CD57 03.09.08, 15:39
                                                    Lymphocytes T totaux CD3 71% 60 - 87
                                                    1143/µL > 900
                                                    Lymphocytes T-helper CD4 48% 31 - 58
                                                    773/µL > 465
                                                    Lympho. T-suppresseur CD8 22% 13 - 40
                                                    354/µL > 195
                                                    Lymphocytes B CD19 12% 6 - 23
                                                    193/µL > 90
                                                    Rapport CD4/CD8 2.18 0.95 - 3.92
                                                    Natural Killer CD57 9% < 22
                                                    145/µL < 434
                                                    tutaj: www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11222912
                                                    twórca testu czyli Dr Stricker podał że średnia dla zdrowej populacji w jego
                                                    badaniu wynosiła 173+/-98 natomiast chorzy na chroniczną boreliozę mieli poniżej
                                                    100.

                                                    Czyli mój wynik to jest niski stan średni, ale zdecydowanie bliżej mi do
                                                    zdrowych niż chorych.
                                                    Mój zestaw testów to w tej chwili: Elisa, IFA, dwa Western Bloty (bez
                                                    rozpisanych pasków), LTT Melisa i CD57.
                                                    Dodatkowo koinfekcje, niektóre 2 razy. Raz bartonelloza wyszła granicznie. Nie
                                                    zrobiłem jedynie PCR.
                                                    Zaden z tych testów nie wyszedł dodatnio.
                                                    Objawy:
                                                    słaby ból lewego kolana po zewnętrznej stronie - co kilka dni
                                                    słabe bóle okolic bioder, kostek i nadgarstków - codziennie

                                                    W czwartek byłem w saunie i to było jak dotąd najgorse 5 minut w moim życiu. Jak
                                                    wyszedłem to się zataczałem i byłem bardziej zmęczony niż po przejściu 70km. Był
                                                    to mój pierwszy raz w saunie a zawsze byłem zimnolubny i nie cierpiałem gorących
                                                    kompieli więc nie mam porównania.
                                                    Z drugiej strony bardzo dobrze toleruję wysiłek i alkohol.
                                                  • sylm8 Re: Wyniki CD57 07.09.08, 22:39
                                                    Witaj Aardwolf smile
                                                    Nie są złe te twoje wynikismile
                                                    Nie wiem, czy dobrze interpretuję, ale rozumiem, że jest to podane w kolejności: twój wynik, zakres norm, i poniżej czy powyżej minimalnej liczby bezwzględnej. Czy tak? czy ta ostatnie wartość to coś innego?
                                                    Wtedy tylko jednego nie rozumiem - skąd im się wzięła wartość 434 dla komórek NK-CD57 ? Czy dla nich minimum to 22% i 434 komórki.
                                                    Nawet wg Strickera idealnie jest mieć powyżej 200.
                                                    Chociaż jeżeli dobrze zrozumiałam artykuł, który kiedyś czytałam to sam Stricker mówił, że są osoby mające powyżej 200 i nadal chore i że sam zna zdrowe mające poniżej 60 ( taką wartość graniczną widziałam podawaną dla przewlekłej boreliozy ). To nie jest jak sądzę test decydujący czy jest choroba czy nie, natomiast przydaje sie u niektórych osób do prognozowania - jeżeli są zmiany wartości w przebiegu choroby lub kuracji. Ale może źle to rozumiem?
                                                    Twój wynik jest w tym kontekście niezły, choć nie idealny, ale sam w sobie nic nie mówi.
                                                    Sam to wszystko robisz, czy ktoś Ci zleca? Może zrób zwykłe ASO ( paciorkowiec )? A może to jest jednak jakoś związane z nastrojem ?( wiem, opcja, której nikt nie lubi, ale nie bezsensowna ).
                                                    A i zapomniałam Ci napisać przed urlopem - przeglądałam internet jak napisałeś o tych swoich symetrycznych rumieniach, bo symetryczność nie jest w żaden sposób cechą boreliozy. I znalazłam, że symetryczny jest zazwyczaj rumień wielopostaciowy. Niestety może powstawać na skutek bardzo różnych czynników - alergii, środków chemicznych, w tym szczególnie leków, oraz jako skutek wielu infekcji ( więc być może również i boreliozy, nie wiem, ale jeśli, to w innym mechanizmie niż rumień wędrujący - na pewno nie jest dla tej infekcji typowy ).
                                                    Przyjrzyj się temu z lekarzem.
                                                    A jak się teraz czujesz?
                                                  • aardwolf Re: Wyniki CD57 08.09.08, 11:08
                                                    Według normy podanej na wyniku powinno być poniżej 434/µL oraz poniżej 22%,
                                                    natomiast nie jest określona wartość minimalna. Jeśli jesteś tym zainteresowana
                                                    mogę podać maila do lekarza który przeprowadzał badania.

                                                    Burrascano napisał: "Thus, a sick patient with a high CD-57 is probably ill with
                                                    something other than Lyme,
                                                    such as a co-infection."

                                                    Sam sobie zlecam te wszystkie badania, nie mam na razie stałego lekarza.

                                                    Dlaczego opcji że to jest związane z nastrojem nikt nie lubi? Przecież to jest
                                                    opcja najbardziej optymistyczna bo oznacza że jest się zdrowym. Prawdę mówiąc
                                                    bardzo zdziwiłbym się gdybym się dowiedział że nie mam żadnej nerwicy bo powody mam.

                                                    W obecnej chwili czuję się bardzo dobrze, powodem tego jest że wczoraj ostro
                                                    popiłem a następnego dnia po alkoholu te objawy bólowe zmniejszają się lub
                                                    całkowicie zanikają (należę do tych podobno szczęśliwych osób z defektem
                                                    genetycznym dzięki któremu zupełnie nie odczuwam kaca).
                                                    Lepiej czuję się także po wysiłku fizycznym.
                                                  • sylm8 Re: Wyniki CD57 12.09.08, 23:32
                                                    Pewnie, że te normy są ciekawe, ale na nic mi sie zda mail lekarza przy moim
                                                    upośledzeniu językowym.
                                                    Zastanowił mnie ten brak dolnej normy ( czy normą są ludzie, którzy prawie nie
                                                    maja tych komórek? ), no i po raz pierwszy widzę określoną górna normę - Co w
                                                    takim razie jest powyżej górnej granicy?
                                                    Jedyne co mi przychodzi do głowy to rozrost nowotworowy - jak białaczka.
                                                    Tak się skoncentrowałam na tym, że wszyscy sprawdzają, czy nie mają natural
                                                    kilerów za mało, że nawet nie pomyślałam, że może ich być za dużo. To oczywiście
                                                    nie sprawa boreliozy, ale uświadomiło mi to jak jednostronnie czasem zaczyna się
                                                    widzieć sytuację, jak się na czymś człowiek zafiksuje.
                                                    Tak jak z twierdzeniem Burrascano, że Ci pacjenci z wysokimi NK CD57 to pacjenci
                                                    z czymś innym, czy czymś więcej niż borelioza, jak koinfekcje. Ale dlaczego w
                                                    kółko obracać sie w temacie kleszczy? To nie mogą być infekcje zupełnie inne niż
                                                    odkleszczowe? Czy to jednak nie rodzaj kolejnej fiksacji?

                                                    Cieszę sie, że się lepiej poczułeś, szkoda tylko, że po ostrym piciu.
                                                    Być może i szczęsliwe są osoby z defektem genetycznym, nie odczuwające kaca, ale
                                                    znacznie częściej są w efekcie uzależnione od alkoholu, bo nic nie hamuje (
                                                    żadna negatywna fizyczna konsekwencja ) jego przyjmowania. A to już mniejsze
                                                    szczęście.
                                                    Jakby nie patrzeć Twoja reakcja na alkohol typowo boreliozowa nie jest.

                                                    Opcji związanej z nastrojem naprawdę większość nie lubi, bo tylko teoretycznie
                                                    jest to opcja najbardziej optymistyczna.
                                                    Praktycznie jest zupełnie inaczej.
                                                    Po pierwsze - to, że stwierdza się depresję wcale naprawdę nie znaczy, że jest
                                                    się zdrowym,
                                                    po drugie dla większości osób stwierdzenie, że jest to depresja lub nerwica -
                                                    prawie automatycznie stanowi podstawę do podważenia prawdziwości odczuwanych
                                                    dolegliwości w tym prawie oskarżenia o " wymyślanie sobie" objawów, aż po
                                                    obciążenie odpowiedzialnością za nie - co jest oczywistą bzdurą, ale powszechnie
                                                    uznawaną przez większość ludzi i niestety także sporą część lekarzy.
                                                    Skutek - uznaje się pacjenta za zdrowego ( choć ma depresję ) i obwinia za to,
                                                    że ją ma.
                                                    Dalszy skutek - nic w samopoczuciu się od tego stwierdzenia nie poprawia, a
                                                    człowiek czuje się:
                                                    1. pozbawiony zainteresowania dla swoich dolegliwości i pomocy ( - bo odsyłanie
                                                    do psychiatry rzadko jest traktowane jak propozycja, a częściej jak obelga ),
                                                    2. na dodatek obciążony odpowiedzialnością za "wymyślenie" dolegliwości,
                                                    3. zaliczony do gorszej kategorii.
                                                    Stad większość mi znanych osób jest usatysfakcjonowana jeżeli się tylko znajdzie
                                                    coś " cielesnego", jakaś "prawdziwa" choroba, która może uzasadniać dolegliwości.
                                                  • cez777 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 21.07.08, 19:51
                                                    Cześć, ja też przez ostatnie tygodnie nie byłam zbyt aktywna na
                                                    forum, ale w końcu wracam, bo chyba tutaj jednak jest moje miejsce.
                                                    W moich poszukiwaniach zawędrowałam do lekarza chorób
                                                    tropikalnych... i potwierdził boreliozę z dużym prawdopodobieństwem.
                                                    Póki co leczę się doxy od jakichś 2 miesięcy, w ubiegłym tygodniu po
                                                    raz pierwszy od ponad pół roku przez 2 dni czułam się "normalnie",
                                                    tzn. żadnych objawów, wręcz zapomniałam, że od tak dawna męczę się z
                                                    tym paskudztwem...
                                                    Ale oczywiście, żeby nie było tak różowo, to dziś katastrofasad.
                                                    Jedno mnie tylko zastanawia: lekarka powiedziała mi, żebym
                                                    obserwowała, czy objawy nasilają się faktycznie w cyklu 3-4-
                                                    tygodniowym, no i trochę tak jest, ale poza tym u siebie zauważam
                                                    nasilenie mniej więcej co tydzień. Dziwna rzecz... Kilka dni jest
                                                    lepiej, kilka dni gorzej. Kiedy jest lepiej, to tryskam energią,
                                                    nawet bardziej niż w czasach, kiedy jeszcze nie chorowałam, a raczej
                                                    mi się tak wydawało...
                                                    Swoją drogą teraz dochodzę do wniosku, że pomimo braku innych
                                                    objawów to paskudztwo musiało wysysać ze mnie wszystkie soki już od
                                                    kilku lat...
                                                    W każdym razie póki co walczęsmile Pozdrawiam wszystkich!
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 22.07.08, 00:10
                                                    witaj Cez smile,
                                                    jak masz postawione rozpoznanie - to już nieźle, myślę, że to już połowa sukcesu.
                                                    Powiedz, robiłaś ten LTT?
                                                    Od razu Ci powiem, że może ja też jestem nietypowy przypadek, ale nie zauważam u siebie wahań 2-tygodniowych, raczej mam cykle dni lepszych i gorszych, które wyraźnie zależą od ilości pracy, a czasami nie wiem, czy od czegokolwiek zależą.
                                                    A może ja po prostu nie umiem siebie obserwować? Tego też nie wykluczam - w każdym razie nie stwierdzam takich cykli.
                                                    Też biorę teraz Doxy, ale tym razem już nie samą, po tamtej nauczce - po 2 mcach leczenia samą Doxy. ( biorę też amoxy i tini w pulasach ).
                                                    Uważaj na słońce!
                                                    I trzymaj się, może dobrych dni będzie coraz więcej, skoro już się pojawiają smile
                                                    Pozdrawiam.
                                                  • zgoorek do Sylm8 22.07.08, 23:05
                                                    Cieszymy się, że się znalazłaś!
                                                    Wiesz, to nasilenie poprzednich objawów u mnie też występowało.
                                                    Pamiętam, jak Artur tłumaczył, że krętki atakują osłabione miejsca
                                                    organizmu, dlatego właśnie wiele objawów wydaje się niczym nowym.
                                                    ---
                                                    Nie jestem lekarzem, uczę się boreliozy: Borelioza.Gazetka.EU,
                                                    mój blog Chora Baba
                                                  • zgoorek Re: do Sylm8 22.07.08, 23:07
                                                    A z drugiej strony patrząc - w ten sposób można wszystkie inne
                                                    choroby zwalać na borelkę wink
                                                  • cez777 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 24.07.08, 19:53
                                                    Cześć Sylm, LTT w końcu nie zdążyłam zrobić.
                                                    Zamówiłam materiały do pobrania i transportu krwi, ale czekałam na
                                                    nie dość długo i w międzyczasie tak źle zaczęłam się czuć, że
                                                    zdecydowałam się podjąć kurację antybiotykową, a te badania trzeba
                                                    robić albo przed albo 2-3 tygodnie po.
                                                    Ale miałam kontakt z dr. Valentine Thon, która przesłała mi
                                                    materiały informacyjne i zapewniała, że jest to wiarygodna metoda
                                                    służąca do diagnozowania chronicznej boreliozy właśnie (no bo
                                                    wczesną boreliozę można łatwiej zdiagnozować za pomocą innych metod)
                                                    i monitorowania postępów w leczeniu.
                                                    No ja w sumie też tak mam, że kilka dni lepszych, kilka gorszych,
                                                    ale niektóre objawy pojawiąją się / nasilają się rzeczywiście co 3-4
                                                    tygodnie.
                                                    Ta lekarka, u której się leczę przepisuje głównie doxycyklinę, ale
                                                    wspominałam jej, że z tego, co wiem nie na wszystkie formy działa,
                                                    to mi powiedziała, że na inne formy przyjdzie czas w kolejnym etapie
                                                    leczenia. Trochę to leczenie różni się od tego, jak leczy się
                                                    większośćludzi na forum, ale podniosło mnie na duchu to, że w
                                                    poczekalni spotkałam kilka osób, które leczą się u tej lekarki od
                                                    miesięcy i mówili, że odczuwają zdecydowaną poprawę. Jeden mężczyzna
                                                    po roku leczenia miał zaplanowaną już ostatnią wizytę i czuł się
                                                    wyleczony, wszystkie wyniki badań ok. Bardzo mu zazdrościłam...
                                                    Mam nadzieję, że kiedyś też tak będę mogła powiedziećsmile
                                                    Życzę dużo zdrowia i do usłyszenia na forum!
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 01.08.08, 00:38
                                                    Leczenie doxycykliną z dołączonym tini ( często z pewnym opóźnieniem ) - jest
                                                    leczeniem ILADS - oczywiście większość lekarz ma swoje własne preferencje.
                                                    Doxy jest dobra, bo działa aż na dwie podstawowe formy, a na dodatek piszą, że w
                                                    dużych dawkach przechodzi do OUN.
                                                    Ja właśnie zmieniłam leki - ale nie z powodu braku wiary w doxy, ani nie
                                                    dlatego, że uważam, że trzeba je często zmieniać - wręcz przeciwnie.
                                                    Ale chodziłam ostatnio ciągle poparzona słońcem, wystarczy, że zapomniałam
                                                    filtra na parę minut.
                                                    Ostatnio mój nos budził podejrzenia, że przewlekle piję wink,
                                                    a jak nie wyrobiłam sie z jedzeniem to niestety zdarzyło mi się parę razy
                                                    rzygać w pracy do zlewu ( bo jet blisko ), szczęśliwie akurat pomiędzy
                                                    załatwianiem różnych spraw i bez widzów.

                                                    A ponieważ chcę wreszcie na urlop i nie chcę unikać słońca ( bo co to za urlop w
                                                    pomieszczeniu ) - więc decyzja o zmianie.

                                                    Najdziwniejsze, że po tych nowych lekach, poza stałym kłopotem z jęzorem, czuję
                                                    się jakbym nic nie brała.
                                                    Nie mam żadnych herksów, ani innych reakcji.
                                                    Doxy mnie "mordowała", te nie. Nic - nawet łykać je mogę bez jedzenia, co przy
                                                    Doxycyclinie było nie do pomyślenia.
                                                    Kark mnie nadal boli ( przed kompem smile)
                                                    Może się wyleczyłam, a może to na mnie nie działa, a może nie wiem co.
                                                    W każdym bądź razie chcę sensownego urlopu i nie chcę nic zmieniać.

                                                  • zgoorek Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 01.08.08, 03:36
                                                    Z powodu Twojego urlopu skoncentrujmy się na razie na jednym:
                                                    Z Twoim zdrowiem jest lepiej niż było!
                                                    Tak trzymaj big_grin
                                                  • maria.50 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 01.08.08, 11:23
                                                    Całą płaszczyzną pewnej części ciała zasiadam przed kompem by skrobnąć parę
                                                    słów,zanim urlopowy czas na dobre nie wetnie nam Sylwii!
                                                    Da się widzieć,ze jest u Ciebie lepiej.A karki?!na własne zyczenia nas
                                                    bolą.Kiedy mi d...a nie pozwalała usiąść,jakoś kark mnie przestał boleć!

                                                    Ja też nie lubiałam się z doxy-podobna reakcja rygoletta.Nie wiem jak by było ze
                                                    słońcem.Całe szczeście,ze nie muszę teraz tego sprawdzać na własnej skórze,bo i
                                                    bez niej tego lata miałam poparzenie(pierwszy raz w zyciu)prawdopodobnie po
                                                    Letroxie,ale to nie znaczy,ze jeszcze się z nią-niestety- będę musiała "oswoić"
                                                    dr.neurolog w informacji dla lekarza kierującego napisał w zakresie
                                                    diagnostyki:dalsza diagn.i leczenie w kierunku chorób odkleszczowych.wymaga
                                                    leczenia w por.specjal.Neurologicznej,P.Zakażnej,Reumatologicznej.
                                                    Narazie(do jesieni) założyłam blokadę na racjonalne myślenie i zamartwianie się
                                                    na przyszłość,dałam sobie pewne pensum wyrozumiałości-no w końcu znam się na
                                                    sobie najlepiej!!!
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 28.08.08, 23:20
                                                    Witam Was po urlopie smile
                                                    Co prawda to już więcej niż tydzień, ale przez ten okres miałam czas tylko, żeby
                                                    zajrzeć i poczytać co u Was.
                                                    Nie powiem, żeby tego było dużo uncertain Ale czas na pisanie nie tak łatwo znaleźć,
                                                    coś o tym wiem.
                                                    Urlop był całkiem fajny i miał tylko jedna wadę - szybko się skończył. A co
                                                    czekało na mnie po powrocie lepiej nie pisać.
                                                    Zresztą prawdopodobnie do listopada z moim czasem będzie bardzo marnie - w końcu
                                                    mamy w życiu nie tylko boreliozę wink
                                                    Leki które biorę nie robią na moim organizmie żadnego wrażenia - jakbym nic nie
                                                    brała ( co wiążę z nieużywaniem Doxy i Tini ), no, może gdyby nie odruch
                                                    wymiotny na sam widok tabletek.
                                                    Nawet się trochę opaliłam ( a nie poparzyłam )!
                                                    Nie mam żadnej żadnej chęci do tego leczenia , a ponieważ czuję się całkiem
                                                    dobrze, to niestety zdarza mi sie coraz częściej zapominać.
                                                    Może naprawdę sie już wyleczyłam?
                                                    Nie wiem jak będzie dalej. Jak na razie pamiętam swoje wstępne założenie, że
                                                    wezmę to odpowiednio długo, no i próbuje wytrzymać. Znajoma znawczyni tematu
                                                    radzi mi zmienić zestaw i jeszcze się pomordować - znów z doxy, ale pewnie
                                                    jeszcze trochę to odwlekę bo mi całkiem dobrze.
                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 30.08.08, 12:39
                                                    Cieszę sie bardzo że u Ciebie lepiej, mam nadzieje że wkrótce
                                                    będziesz mogła zapomnieć zarówno o antybiotykach jak i o borelce na
                                                    zawsze i krętek rzutem na taśmę przegra tę walkę ;P

                                                    Pzdr
                                                  • maria.50 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 30.08.08, 16:47
                                                    Ja już widzę,że jesteś na prostej!Krętek chyba się skręcił,czego Ci życzę z
                                                    całej siły jak tylko potrafię.
                                                    Tak sobie myślę,ze kiedyś będziemy tu pisać tylko o szczęściu.
                                                    Pożdrawiam Cię Sylwiosmile
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 07.09.08, 21:11
                                                    Rzeczywiście mój krętek coraz mniej ma do powiedzenia i bardzo się z tego cieszę. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko tego, żebym była w większości. Tzn.chciałabym, żeby inni też mogli pisać, że rozstają się z boreliozą. Było by milej cieszyć się wespół w zespół.

                                                    Moja wątroba jednak się trochę buntuje, ale umiarkowanie, tyle, że trzeba by sobie mniej pozwalać no i wziąć essentiale.

                                                    Natomiast mam ostatnio inny kłopot, zupełnie nie związany z boreliozą, którego jednak w szczegółach nie mam chęci opisywać.
                                                    Tyle, że mam zakaz siedzenia na tyłku ( jak ja Cię teraz rozumiem Mario! ) stąd mało siadam przed kompem.
                                                    Ponieważ mam siedzącą pracę chcieli mi wcisnąć zwolnienie, ale niestety nie mam możliwości sobie na to pozwolić. I tak nie wyrabiam się na zakrętach. Zobaczymy co następny tydzień w pracy przyniesie. W każdym razie do roboty iść muszę, a kiedy tylko mogę to leżę, więc komputer poszedł w odstawkę. Nie zaglądam. No.. najwyżej żeby sprawdzić co słychać.
                                                    Jak wszystko i to w końcu przejdzie.
                                                    Jedyne co sie wydaje nigdy nie kończyć to remont, który zaczęłam latem, a dalej trwa. I jest w takim momencie, że zaczynam myśleć, że może trwać wiecznie.
                                                    Jak to jest, że wszelkie tego rodzaju prace zawsze trwają wielokrotnie dłużej i kosztują dwa razy więcej niż było na początku ustalone? Czy to tylko tak u mnie?
                                                    Wiem, że to nie-boreliozowe pytanie i zapewne retoryczne, ale tak się tylko chciałam wyżalić.
                                                    Pozdrawiam wszystkich smile
                                                  • zgoorek Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 08.09.08, 01:03
                                                    Zamienię niedokończoną budowę na niedokończony remont sad
                                                  • cez777 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 22.09.08, 18:10
                                                    Cześć Sylm,
                                                    czy możesz dać znać, jakimi dawkami amoxy się leczyłaś? Pozdrawiam
                                                    Anka
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 23.09.08, 00:02
                                                    Brałam Amoxy 2 x dziennie po 3g ( 3 tabl po 1g ), czyli 6g na dobę razem z doxy 400mg ( 2 x 200mg ) i okresowo tini ( tydzień na tydzień miało być , ale wychodziło tydzień na 10-nawet 14 dni, bo zbierałam się do niego jak pies do jeża).
                                                    Nie pamiętam po jakim czasie ( ale szybko ) zmieniłam 2 x 3g Amoxy na 2 x 2,5g Amoxy + 2 x 625mg Augmentinu ( amoksiklav, czyli 500mg amoxy + 125mg kwasu klawulanowego w jednej tabletce 625mg ), żeby mieć dodatek kwasu klawulanowego, ze względu na jego działanie utrudnijące powstawanie oporności niektórych bakterii na Amoxy.
                                                    Mam przewlekle gronkowca złocistego w gardle i miało to w zamyśle też na niego podziałać.
                                                    Nie podziałało. Ale może trzeba było więcej kwasu ( augmentin to amoksy + kwas klawulanowy )? nie wiem.
                                                    W każdym razie łączna dawka samej amoksycyliny i tak wychodziła 6 gram na dobę, a więc górna dawka. Duomox -obrzydliwe duże, rozpuszczające się już w buzi tabletki, Novamox nieco lepszy, ale też duży, Apo-amoxi znacznie mniejsze, "fajniejsze" ale chyba były tylko po 500mg - więc kto by łyknął tyle sztuk na raz.
                                                    Zestaw upierdliwy pod względem ilości łykanych tabletek.
                                                    W każdym razie przerwałam ze względu głównie na poparzenia słoneczne po doxy i od dłuższego czasu biorę w "zwykłych" dawkach Zinnat ( Xorimax ) 2 x 500mg, Klarytromycynę 2 x 500mg i plaquenil ( Quensyl ) 2 x 200mg.
                                                    I nie wiem jeszcze jak to ocenić, bo zestaw mniej upierdliwy niż poprzedni, czuję się znośnie, ale od pewnego czasu ani w tą, ani w tą.
                                                    Bez dolegliwości nie jestem niestety, ale też zasuwam w tej chwili na kilku frontach. Więc jak mi prawa ręka i kark szwankują to nie umiem rozróżnić czy to od borelki czy od ciągłego używania tejże ręki - i obawiam się, że raczej to drugie. Nie mniej jeżeli nie przejdzie po moim wyjeździe ( znikam w październiku na 3 tygodnie ) to rozważę jakieś dalsze kroki.
                                                    Miałam odpowiedzieć na krótkie pytanie, a napisałam co u mnie w ogóle wink
                                                    Zmieniasz leczenie? No to trzymam kciuki!
                                                    Pozdrawiam Aniu smile
                                                  • cez777 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 23.09.08, 10:33
                                                    Dzięki za tak szybką i szczegółową odpowiedź! Ja przechodzę na
                                                    tetracyklinę, amoxy (Duomox właśnie - 2x3g) + tini. Trochę mnie ta
                                                    dawka amoxy przestraszyła, bo z tego, co czytałam to faktycznie max.
                                                    Ale u mnie ewidentnie sama doxy już nie działa. Poza tym od 2
                                                    tygodni czuję się podle, chyba jakiś wirus grypowy, kilka dni
                                                    przeleżałam w łóżku, ale ciągle mi zimno, mam problemy z gardłem
                                                    (chociaż wczoraj lekarz mi powiedział, że już jest dość dobrze
                                                    podleczone), pocę się niemiłosiernie. Początkowo myślałam, że to
                                                    herx, ale chyba już trochę za długo ten stan trwa. Pewnie przez tę
                                                    borelkę mam organizm tak osłabiony, że ze zwykłą grypą nie może
                                                    sobie poradzićsad. W każdym razie w przyszłym tygodniu wyjeżdżam na
                                                    kilka dni służbowo i po powrocie rozpoczynam leczenie wg nowego
                                                    schematu. Zobaczymy jak pójdzie... Dzięki raz jeszcze i mam
                                                    nadzieję, że już niedługo z sukcesem zakończysz leczenie!
                                                  • maria.50 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 30.09.08, 15:16
                                                    Sylwio,mam nadzieję,ze jeszcze odczytasz te moje życzenia wypoczynku na
                                                    maksa(moze być z"Maksem"jakimś i jakąś pyszną strawą na plaży,albo bądz
                                                    gdzie,jeno ładuj te akumulatory!)Ja tak robię,z Maksem czy bez,pomaga na
                                                    wszystko: na urodę,miłość,zdrowie i pieniądze! Cośik za daleko pojechałam,na
                                                    pieniądze to akurat nie działa! Ale przecież są rzeczy bezcenne-prawa? A jakie
                                                    są pyszne zeschnięte,plackate kanapki z plecaka z piwem!
                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 04.10.08, 20:22
                                                    Mam nadzieję że Ci się uda. 3-mam mocno kciuki i także przyłączam
                                                    się do życzeń udanego wypoczynku.

                                                    Pzdr
                                                  • kotakot1984 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 15.11.08, 21:28
                                                    Sylm co tam u Ciebie? Skończyłaś już leczenie?

                                                    Pozdrawiam serdecznie wink
                                                    kotakot
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 18.11.08, 00:22
                                                    Leczenia jeszcze nie skończyłam, mam zapasik mniej więcej do końca roku. Na razie łykam choć wiem już, że na pewno nie lubię tabletek.
                                                    Pomyślałam, że poczekam jeszcze z decyzją z powodu nie najlepszego samopoczucia.
                                                    Mam regularnego doła ostatnio - i jak to w dole nie bardzo chce mi się do czegoś zebrać, do wszystkiego się zmuszam - stąd moje nieodzywanie się tutaj, choć jak już pisałam regularnie czytam i to już od ok 3 tygodni. Nie mogę się zmobilizować, choć wiem co bym chciała napisać i do kogo.
                                                    Dziś moje urodziny i złościło mnie, że Ci co dzwonią chcą gadać zbyt długo przez telefon.
                                                    Domyślam się przyczyny tego stanu - choć nigdy nie myślałam, że tak może być.
                                                    Otóż moje dziecko poszło na studia, a ja ( która wcześniej myślałam, że nareszcie będę miała czas wieczorem i poczytać więcej i na forum napisać ) snuję się po domu jak smród po gaciach i do niczego mi się nie chce zabrać bo wszystko jest albo bez sensu, albo niepotrzebne, albo kosztuje zbyt dużo wysiłku.
                                                    Regularny syndrom pustego gniazda! W najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się takiej reakcji. Jak mnie przez najbliższe tygodnie nie puści to chyba dojrzeję do prochów, choć nie wiem czy coś pomogą, ale może chociaż będzie łatwiej wstawać z łóżka.

                                                    Na dodatek ręka która mi odmówiła współpracy na jakieś 3 dni latem ( prawa ) ciągle nie wróciła w 100% do normy - tzn poprawiło się szybko w większości, a te kilka procent pozostało bólu i jakiejś niesprawności, choć przez te dni urlopu nie pisałam czyli nie używałam jej jak zwykle.
                                                    Poszłam więc do neurologa i mam skierowania na rezonas, choć równie dobrze może to być problem barku, nie szyi czy głowy, ale jak już dostałam to skierowanie to wykonam ( takie skierowanie piechotą nie chodzi ).
                                                    Tyle, że kolejka jest taka, że termin mam dopiero na 29.01.09.
                                                    Spróbuję spytać jeszcze w innym ośrodku czy nie mają bliższych terminów. Jak mi się zechce zadzwonić sad
                                                    Bardzo mnie wkurza, że jestem taka niepozbierana. Ale może to wkurzenie jest jakąś szansą na energię.
                                                    Dziś już nie napiszę więcej, bo i z resztą wszystko by było na jedno kopyto.
                                                    pozdrawiam z nadzieją, ż Was listopad oszczędzi.
                                                  • maria.50 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 30.11.08, 11:47
                                                    Sylwś,
                                                    Zbieraj tą energię,bo jest nam ONA bardzo potrzebna i wskazana!
                                                    A z tą "energią" to ja Cię najlepiej rozumiem i wyprzedzam! Choć w jednym Maryś
                                                    jest lepsza od Ciebie!
                                                  • sylm8 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 08.12.08, 02:22
                                                    Oj Maryś jak masz jakiś sposób żeby i mnie się beret odwinął to dawaj.
                                                    Do formy mi ciągle daleko.
                                                    Nie dość, że energia mi się podziała, to jeszcze jakiś wirus się przyczepił. Kicham, smarkam, woda mi się ciurkiem z czerwonego nosa leje, świderek mi się wkręca w jedną zatokę, rurę mam obdartą i ogólnie do d... sad
                                                    Temperatury nie mam nijakiej, tylko kanalizacja w głowie mi siadła.
                                                    Chyba przez te antybiotyki moja odporność na wirusy coraz marniejsza, a może przez nastrój, nie wiem.
                                                  • maria.50 Re: Leczenia ( i życia ) ciąg dalszy 08.12.08, 11:45
                                                    Sylwio,nie wiem jakich by użyć eufemizmów,by powiedzieć prawdę,która jak na
                                                    złość teraz wygląda całkiem inaczej niż te parę chwil temu,kiedy to wszystko
                                                    wydawało się,ze jest tak:____________________
                                                    ta cholerna"egsystncja"niestety robi nam niespodzianki.Cisną się na usta słowa
                                                    piosenki"nic nie może wiecznie trwać..."I teraz u mnie jest
                                                    tak:/\-/\___/\<\/........! No cóż,przecież jestem tylko "z krwi i
                                                    kości"i"przywołanie mnie do porządku" to tylko kolejny-czy może następny etap w
                                                    moim"radosnym i szczęśliwym"życiu! Zmam się dość dobrze by nie wierzyć,ze życie
                                                    mnie już niczym nie zaskoczy! Dlatego frywolność moich
                                                    zachowań(bereto-odchyłowych)to nic innego jak tylko pragnienie rekompensaty za
                                                    utracone chwile z życia skradzione.
                                                    Jednego jestem pewna,że nawet gdy błąka się po mojej twarzy smutna
                                                    melancholia,to nie mogę jej pozwolić by mogła pogłębiać mój"zawód i
                                                    rozgoryczenie" Oszczędze Ci tu opisów moich "podróży dochodzenia"
                                                    Tak bardzo chciała bym Ci tu coś podszepnąć racjonalnego z mojego "bogatego
                                                    doświadczenia"ale sama wiesz najlepiej,ze była by to śmiałóść a nawet zuchwałóść
                                                    co do Twojej osoby.Nie mówię jednak tego bez powodu,a jeśli mówię,to po to,by
                                                    głośno uświadamić sobie jak łatwo może zacząć świeżo ciążyć człowiekowi błysk
                                                    słabości,która rozwali chyba każdą forme(oj!żeby jeszcze tę przetrwalnikową!)
                                                    Sylwuś,w swoim wątku napiszę co mnie chrupie a i tak mam to wszystko w d..ie!!!
                                                  • sylm8 Przerwa w antybiotykach 05.01.09, 01:13
                                                    No to wracam do prowadzenia swojego bloga wink

                                                    Jak już wcześniej napisałam w zawierusze przedświątecznego tygodnia ( od poniedziałku albo wtorku - nie pamiętam ) zupełnie zapomniałam o moich tableteczkach.
                                                    Jak sobie przypomniałam to ogarnęła mnie taka niechęć, że stwierdziłam, że dość tego przynajmniej na razie, bo po prostu dłuzej nie wytrzymam.
                                                    Nie pisałam o tym ale od jesieni nie brałam już żadnych suplementów tranów, witamin itp bo mój żołądek reagował skurczem na wszelkie specyfiki, brałam tylko to co uznałam, że jest absolutnym minimum czyli same antybiotyki.
                                                    Wyznając zasadę że nic nie dzieje się przypadkiem i zapomnienie też ma swój cel, uznałam, że jakaś część mnie się po prostu w ten sposób broni.
                                                    I tę część mnie postanowiłam jednakowoż uszanować.

                                                    A więc jestem bez leków.
                                                    Nie zaistniała w tym okresie żadna zmiana mojego samopoczucia, tak jak nie było jej przez ostatnie 2-3 mce nie licząc jesiennego dołka.

                                                    Czuję się różnie.
                                                    Na pewno nie mam tych najgorszych objawów z okresu nawrotu ( z lutego ) - wtedy czułam się jakbym się zapadała w czarnej mazi.
                                                    Nadal jestem ciągle zmęczona, nadal nie mogę rano wstać i spałabym długo - ale tak było tez przed chorobą.
                                                    Nadal dużo palę - z czym wiążę minimalne zawroty głowy.
                                                    Miewam strzykania po kościach - takie same jak kiedyś.
                                                    Jeden objaw mi nawraca - mam go od miesiąca ( bez względu na leki - czy brałam, czy jak teraz nie biorę ) - codziennie mam dreszcze od m-ca. Ale upierdliwość tego objawu, wobec objawów choroby o których piszą inni jest praktycznie zerowa.
                                                    Moja tarczyca nigdy nie wróciła do pierwotnych- TSH 1,6 , ale jest stale pomiędzy 3 a 4 ( z normą fT3 i fT4 ) - więc się nie czepiam.
                                                    Ustąpiły mi trzaski w głowie.

                                                    Mam problem z prawą ręką i bóle karku - większe niż kiedyś.
                                                    Wydaje się to wynikać z mojego trybu życia i pracy.
                                                    Czeka mnie jak pisałam dokładniejsza diagnostyka i pewnie jakaś rehabilitacja.
                                                    Badań od dawna żadnych nie robiłam.

                                                    Pozostaje tylko decyzja co dalej.
                                                    Ze względu na to, że tak łatwo skończyłam pierwszym razem leczenie i miałam dosyć szybko nawrót, prawdopodobnie skuszę się jeszcze na "leczniczy test".
                                                    Burrascano pisał, że można leczyć się pulsacyjnie - czekać 4 tyg bez leków, aż się krętki namnożą ( jeżeli są ) - i znów wziąć antybiotyk, tyle, że licząc się z dużym herksem. - więc jest to jednocześnie pewien rodzaj testu - czy są nadal krętki.
                                                    Brak reakcji Herxeimera powinien przemawiać przeciwko ich obecności.
                                                    To oczywiście jeszcze do dyskusji, decyzje nie zostały podjęte, to na razie taki pomysł tylko.
                                                    Zapas antybiotyków w szafie leży od dawna i czeka na decyzje.
                                                    A że jest to minocyklina to czekam też aż Nataszkam napisze wreszcie co sądzi o wynikach syna i minocyklinie.
                                                    Uśmiecham się do Ciebie w tej kwestii Nat smile

                                                    Wszelkie sugestie jak i uwagi krytyczne mile widziane smile
                                                  • zgoorek Re: Przerwa w antybiotykach 05.01.09, 01:34
                                                    A propos dreszczy - mierzyłaś sobie temperaturę? Masz w normie?
                                                    Mnie te dreszcze pojawiły się przy ok. 35°C...
                                                  • sylm8 Re: Przerwa w antybiotykach 05.01.09, 02:10
                                                    Chyba nawet nie mam termometru.
                                                    Zakupię w wolnej chwili i dokonam pomiaru dla nauki wink
                                                  • nataszkam Re: Przerwa w antybiotykach 05.01.09, 08:07

                                                    sylm, przepraszam- pamiętam o mino, chciałam znaleźć czas, by to
                                                    dokładniej opisac i to zrobię na pewno. Tak na szybko- wg mnie mino
                                                    działa doskonale (nawet u mnie były jakieś drgnięcia w dobrą stronę,
                                                    chociaż stresy z ostatniego miesiąca pożarły ewentualną poprawę).
                                                  • sylm8 Re: Przerwa w antybiotykach 17.02.09, 01:14
                                                    Miała być przerwa 4 tygodniowa, ale minęło już ok 8 tygodni i do mino z szafy
                                                    się nie zabrałam.
                                                    Ciągle to odkładam albo samo się odkłada, ale jestem pewna, że w końcu muszę do
                                                    tego podejść - nie widzę lepszej próby niż tzw. "próba biologiczna" wink - tzn
                                                    wezmę minocyklinę i jak mi to nic nie zrobi - to zdrowa jestem, albo
                                                    przynajmniej porządnie zaleczona, a jak mnie powali na kolana - uznam, że herx i
                                                    się jeszcze dam poleczyć.
                                                    Mam nadzieję że od ew. objawów ubocznych reakcję herxeimera odróżnię. Mam nadzieję.

                                                    Samopoczucie obecnie zadowalające, choć bez fajerwerków.

                                                    Jak pisałam rzuciłam palenie, bo w głowie mi się jakoś zawracało i na borelkę
                                                    nie chciałam zwalać - wcześniej się nie zawracało, ale cóż - trza było spróbować
                                                    i nie żałuję.
                                                    W głowie mi się już nie zawraca.
                                                    Ciągle dużo jem i tyję - ale może to kiedyś minie, też mam nadzieję.
                                                    Niestety opętańczo pochłaniam słodycze.
                                                    Od rzucenia fajek stali boli mnie żołądek, stale mam twardy supeł w nadbrzuszu,
                                                    stąd zaczęłam regularnie spożywać Controloc wg zleceń l. rodzinnego.

                                                    2 tyg po rzuceniu fajek ( a miesiąc po rzuceniu antybiotyków ) miałam kilka -
                                                    naście dni osłabienia, uczucia, że serce nie może mi przyspieszyć kiedy tego
                                                    potrzebuję - tętno spadało mi do np 43, co po tych kilku dniach po prostu samo
                                                    przeszło - stąd bardziej myślę, że to z braku moich ukochanych fajek - 20
                                                    dziennie mi nie starczało od pewnego czasu, więc i objawy abstynencyjne musiały
                                                    być porządne

                                                    Doczekałam w końcu w kolejce terminu MRI zleconego z powodu wakacyjnego
                                                    niedowładu prawej łapy.
                                                    Mózg - bez widocznych zmian, za to szyja i owszem z uroczymi zmianami - wg opisu
                                                    w obszarach -C1/C2, C5/C6 i C6/C7 typu pęknięcia pierścieni włóknistych,
                                                    niewielkich na szczęście protruzji, ale też zmiany zwyrodnieniowe i kifotyzacja
                                                    ( szyja "wygła mi się" nie w tę stronę sad )
                                                    Stad i bez borelki moje bóle w szyi stałe i bóle ręki i niemożność obrotu (
                                                    czyli cofamy tylko na lusterkach ) - są wytłumaczone.
                                                    Neurolog kazał brać zastrzyki - Olfen i Milgamma w trzy litery i udać się na
                                                    rehabilitację co też czynię od dni dwu.

                                                    Zmęczenie - tyle co zawsze, zależnie od pracy.

                                                    Poty w nocy niestety nadal, na szczęście nieco mniejsze, bo ostatni miesiąc na
                                                    antybiotykach i pierwszy m-c po nich były okropne. Budziłam się zawsze mokra i
                                                    oblepiona potem który momentalnie stygł,okropność. Teraz to już mniej dokuczliwe.

                                                    Żeby był komplet lekarz od podwozia powiedział, że pęcherzyki mi nie pękają,
                                                    kazał zrobić badania hormonalne i zadał Flukonazol - który wg zleceń przyjmuję i
                                                    oświadczam na wszelki wypadek ubiegając ew. pytania - herxa nie mam.

                                                    Jak widać przerwa w antybiotykach to niestety nie przerwa w lekach w ogóle, co
                                                    wcale mi się nie podoba, bo gdzie nie pójdę to coś zlecają i zaczynam
                                                    podejrzewać, że lekarze tak mają, że im po prostu głupio wypuścić człowieka bez
                                                    recepty.
                                                    Dobrze, że nie mam takich reakcji na leki jak w linkach od Agarela, bo bym już
                                                    pewnie zginęła

                                                    TSH - dwa m-ce od antybiotyków uległo poprawie - jest 2,4!
                                                    Pozim wit. D - 6,7 przy normie 40 -100, poziom B12 - 223 ( 193- 982) ),
                                                    Borelioza Elisa ( świeżutka, sprzed 3 dni ) - IgG 2,2 U/ml ( negatywna ), IgM -
                                                    47,6 u/ml, przy pozytywnej od 22, wątpliwej od 16.

                                                    Przez ponad 1,5 roku - nie dorobiłam się IgG ( ? z powodu leczenia?), a nadal
                                                    mam IgM - znacznie mniejsze, bo było już 106 - na początku i 130 przy nawrocie.
                                                    Nie zrobiłam tego badania niestety od razu po antybiotykach, ale powtórzę za
                                                    jakiś czas - i zobaczymy, bo może istnieją takie osoby -jak ja, ze świeżym ( już
                                                    teraz względnie świeżym sad ) zachorowaniem, u których Elisa może być
                                                    wystarczająco przydatna nawet do monitorowania. Nie wiem, zobaczymy.
                                                    CD57 nie robiłam - za daleko, nie mam siły.

                                                    Temperatury - rano 36,0 wieczorem 37,0.
                                                    To tyle.

                                                    Dodam że nie czuję się źle - to co opisałam jest głównie upierdliwe, ale nie
                                                    powoduje dyskomfortu nie do wytrzymania.
                                                    Ogólnie mam się lepiej niż w grudniu na antybiotykach.
                                                    Teraz tylko pytanie - wyleczyłam się już z tego czy nie?
                                                    Bardzo chcę wiedzieć i stąd ta natrętna myśl o próbie z minocykliną.
                                                    I oczywiście nie zamierzam uzyskać stanu braku jakiejkolwiek choroby w sobie,
                                                    nie uwolnię sie za pomocą antybiotyków od wszelkich plag swiata, nie mniej
                                                    chciałabym zrobić to co mogę celem uzyskania stanu nieposiadania krętków w sobie.
                                                    Tak mi by się chciało. Ech..
                                                  • asia525 Re: Przerwa w antybiotykach 17.02.09, 08:35
                                                    Sylm, Aqa napisał ważny objaw przy grzybie - żarłoczność - pamietaj
                                                    o nim, moze niekoniecznie masz to od rzucenia fajek. Też tego
                                                    doznałam - je się i je i końca nie widać, czlowiek stale głodny. Ja
                                                    brałam Flukonazol, ale w słusznej dawce - 2 razy 100 mg przez 3 m-
                                                    ce - nie sądzę, zeby taką zalecił Ci lekarz od podwozia, pomyśl o
                                                    tym.

                                                    Ale, że fajki rzuciłaś to congratulations!!!

                                                    No i próbę biologiczną to ja bym koniecznie u Ciebie zrobiła - te
                                                    IgM-y niepokoją nawet w Elisie chyba, że masz reakcję krzyżową. Ale
                                                    z czym??

                                                    A to Twoje zmęczenie ono jest normalne, czy bez powodu też. Znaczy
                                                    dla mnie boreliozowe zmęczenie było do odróżnienia - nie było
                                                    podstaw, żebym była zmęczona, a ono nagle mnie ogarniało i prawie
                                                    powalało. Jak to jest u Ciebie? Jesteś zmęczona tylko po całym dniu
                                                    pracy?

                                                    Ale nawymyslałam, co? wink Pozdrawiam smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka