gassou
01.09.08, 15:33
Witajcie wszyscy,
oto "nadejszla wiekopomna chwila" (jakby powiedzial Pawlak) na rozpoczecie
mojego watku...
Juz wczesniej dawalam o sobie znac na forum (raczej byl to moj rozrosniety do
granic mozliwosci potworny lek, ktory od tamtej pory nie zmalal)podczepiajac
sie pod watki innych, za co bardzo przepraszam. Na swoje usprawiedliwienie mam
fakt, ze jestem mama 2 cudownych dzieci: chlopczyka 4 latka i 2-letniej
dziewczynki, ktorzy pochlaniaja mi kazda chwile dnia; jest wiec dla mnie
troche trudne poswiecenie sie jakiejs pracy intelektualnej dluzej niz kilka
chwil. Niektorzy moga mi wspolczuc, ale nie ma dla mnie nic cudowniejszego niz
bycie mama...i do niedawna bylam nawet bardzo szczesliwa mama...
Ale pora na konkrety...
Na pewno cos mnie ugryzlo, nie wiem tylko czy kleszcz, bo paskudztwo sie nie
przyssalo; mialam tylko rumien na cale udo, ktory po miesiacu sie wchlonal.
Bylo to z 17-18 lat temu...W miedzyczasie wyszlam za maz za cudownego
czlowieka, ktory nie ponaglal mnie do macierzynstwa. Przyszedl jednak czas,
kiedy temat ten coraz wyrazniej zaczal dominowac nasze konwersacje. Ja zawsze
myslalam o sobie, ze jestem jakas felerna i ze dobrze, ze nie mam dzieci, ale
z czasem pomyslalam, ze czemu nie? Oczywiscie nawet przez mysl mi nie
przeszlo, ze moge byc chora. Tu, we Fr robi sie mnostwo pobran krwi, gdy sie
jest w ciazy, ale nie na borelioze (ale nawet te moga wyjsc ujemnie przeciez).
Wiec dwie ciaze byly ok, druga tylko przelezalam 2 ostatnie miesiace...
Mam lub mialam kilka problemow zdrowotnych: Retrospektywnie,straszne anginy,
az wzielam szczepionke; potem byly zatoki, do dzis czasem nie daje mi to
spokoju, potem straszne alergie na pylki i kurze; wypadanie wlosow (moze
zostala mi z nich 1/10, bo mialam bujna czupryne), jak pisze jedna z
forumowiczek: bola mnie wlosy na czubku glowy, no i mam problemy z tarczyca, i
chyba wezlami chlonnymi na szyi, bo mialam grubsza szyje. Pisze mialam, bo od
lutego regularnie pije sok noni i troche mi zeszlo, tak, ze pokazal mi sie
dolek na szyi; bedac na wakacjach przestalam go pic przez miesiac i wezly
chlonne znow zaczely nabrzmiewac i bolec. Miewam okresy nadczynnosci, ale
potem wszystko wraca do jakiej takiej normy. Od wielu lat mam malo zelaza w
granicach dolnej normy tzn, ok 30, nie wiem dlaczego, mocne bole glowy,
przewaznie przed miesiaczka i w trakcie. Kilka razy zdarzylo mi sie miec
widzenie jak w kalejdoskopie, fragmenty obrazow przesuwaly mi sie i drgaly;
widze chyba mniej ostro. Miewam bole zebow (wszystkie wyleczone i zrobione
zdejcia) lub szczeki, nie wiem, bo to mocno boli, najczesciej jak mam zatoki
lub jestem przeziebiona, galek ocznych w czesci tylnej; problemy skorne np.
tradzik we wlosach i moze spuchniete nieco rece i nogi (ale moze to otylosc?);
kilka razy zdretwial mi tez palec lewej reki (tym, ktorzy maja takie bole
czesto bardzo wspolczuje, bo to strasznie boli). Miewam poza tym stany
"pomrocznosci" raczej ciemnej...
To sprawilo, ze zaczelam zastanawiac sie nad tym wszystkim i troche glowkowac
i trafilam na Was, dzieki Bogu, na kilka dni przed wakacjami w Pl (mieszkam we
Fr). Traf chcial, ze bylismy w Poznaniu, gdzie, juz oswiecona wiedza
forumowiczow, choc bardzo wyrywkowo zdobywana, zrobilam dzieciom, mezowi i
sobie PCR rt i koinfekcje w Lublinie.
Dodam, ze trzymalam cala rodzine na citrosepcie co najmniej przez tydzien. Oto
wyniki:
PCR rt: Borrelia burgdorferi, bartonella henslae, babesia microti i babesia
divergens: wszyscy i wszystko (-)
Koinfekcje Lublin :
Bartonella quintana i bartonella henselae : wszyscy (-)
Erichlioza (odczyn immunofluorescencji IgG) : wszyscy (-).
Maz: Babesia microti (odczyn immunofluorescencji IgG) (+) 256. Mycoplasma
pneumoniae ELISA IgM, IgG: Elisa IgM (+) 11 NTU/ml, ELISA IgG (+) 28 NTU/ml,
wszystko pozostale (-).
Corcia, 2 latka : Jersinioza (odczyn ELISA IgG) : (+) 47, wszystko pozostale (-).
Ja : Chlamydia pneumoniae (odczyn immunofluorescencji posredniej) : (+) 16,
wszystko pozostale (-).
Synek, 4 latka : wszystko (-).
Czy ktos moze mi poradzic co mam zrobic dalej z dziecmi?
Wiem, ze moj maz jest chory, rozmawiamy o tym od kilku dni, ale jest ciezko,
bo jest to ktos, kto nigdy powaznie nie choruje i w domu rodzinnym otrzymal
wychowanie optymistyczne w stylu : jesli czuje sie dobrze i mowie sobie, ze
tak jest to tak jest. Ma kilka objawow, ktore zauwazylam jak zaburzenia
pamieci swiezej, zapominanie slow (wlada dobrze angielskim i z polskim daje
sobie swietnie rade, wiec myslalam, ze to moze szukanie slow w odpowiednim
jezyku go tak meczy)...moze jeszcze kilka, ktore on skrzetnie ukrywa, wiec nic
o tym nie wiem...A ja snuje sie po domu przerazona i wiem, ze jesli on sie
jakos nie otworzy to bedzie bardzo ciezko zrobic cokolwiek dla dzieci i dla
nas. Mam nadzieje, ze nie rozpadnie sie przez to nasze wspolne zycie...
Na razie mam wizyte u dermaologa, ide z wynikami; jest to ktos raczej
oswiecony, wiec moze sie uda. Szpital zakazny, ktory poradawany na lymenecie
fr odmowil bowiem przyjecia nas na konsultacje bez skierowania i
stwierdzenia, ze jest to absolutnie konieczne. Zapowiada sie wiec na trudny boj.
Tak wiec zyje sobie zupelnie szczesliwie i wszystko byloby dobrze gdyby nie te
kilka szczegolow...
Przepraszam Was, ze tak sie rozpisalam i dziekuje za cierpliwosc.
Moze bedziecie mogli cos mi doradzic?
Pozdrawiam serdecznie
Ewa