agnesse2
12.12.08, 13:14
Pamiętam tylko, ze któregoś ranka czułam się bardzo dziwnie, byłam
rozkojarzona, czułam się tak jakbym stała obok, jakby moje ciało nie
należało do mnie. Poszłam na spacer myśląc ze łyk swierzego
powietrza sprawi ze poczuje się lepiej. Idąc miałam wrażenie jakbym
nie stąpała po ziemi tylko jakie pół metra nad, wystraszyłam się
bardzo. Później z dnia na dzień czułam się gorzej, doszły szumy,
piski i jakieś dziwne odgłosy w lewym uchu, zawroty głowy. Któregoś
dnia nie mogłam wstać z łóżka, wszystko wirowało przed oczami.
Myślałam ze to przejściowe. Ale któregoś dnia poszłam na zakupy i
wtedy mnie wzięło, silny pisk w uchu taki ze praktycznie nic nie
słyszałam, drżenie rąk, zawroty, i uczucie jakbym miała stracić
przytomność. Pogotowie zabrało mnie do szpitala. Kilka badań i
rozpoznanie uszkodzenie błędnika. Objawy nie przechodziły,
skierowano mnie do Wrocławia na badanie…….. wynik dobry, badania
słuchu ok., ucho laryngologicznie czyste, żadnych zmian, poza
niedosłuchem lewego ucha 40%. Po jakimś czasie znowu Wrocław. Potem
doszły takie objawy jak drętwienie rąk i nóg, wykrzywianie, utrata
czucia kończyn. Następnie neurolog, podejrzenie SM, rezonans
magnetyczny głowy i wynik: „cechy zaniku korowo podkorowego mózgu”.
Potem z wynikiem u neurologa, który stwierdził, że na szczęście nie
jest to SM, a poza tym wszystko ok i odesłał mnie do laryngologa.
Ten z kolei zapytał co powiedział neurolog i w efekcie skierował na
ogólne badania krwi……..wyniki ok.. po drodze odwiedziłam jeszcze
pulmonologa, zakaźnika, (z podejrzeniem WZW), endokrynologa,
okulistę…. W końcu diagnoza silna nerwica i skierowano mnie do
psychiatry. Dałam sobie spokój, odłożyłam wszystkie badania, wyniki
do szuflady. Zyłam tak z dnia na dzień, czując się źle a czasami
fatalnie do tego stopnia, ze nie mogłam wstać z łóżka. Potem zaczęły
dochodzić coraz to nowsze objawy: brak równowagi, podwójne
niewyraźne widzenie, plamy, zygzaki przed oczami, drętwienie ust i
lewej części głowy, uczucie niemożności utrzymania głowy, silne bóle
głowy, ból karku, kręgosłupa, skurcze nadgarstków, mięśni, silne
duszności, kołatanie serca, silny ból w klatce piersiowej, tiki
mięśni, czasami uczucie jakby ściany na mnie leciały, „załamany
obraz”, uczucie jakby podłoga się zapadała…. Tak było od lutego
2001r. We wrześniu 2008r, poszłam do lekarza z silnym bólem stawów i
bardzo opuchniętymi łydkami, dostałam skierowanie na badania (nie
pamiętam nazwy) z podejrzeniem zapalenia stawów…….., wynik dobry,
lekarz powiedział, ze wymyślam następna chorobę, ze nie chce mi się
pracować i kombinuje żeby dostać wolne. Nic mi nie przepisał,
prosiłam chociaż cos na ból…..po prostu mnie wyśmiał…..wiec poszłam
do innego. Pani doktor mnie i zapytała czy ugryzł mnie kiedyś
kleszcz….dostałam olśnienia, zaczęłam wertować Internet. No tak
wszystkie objawy jakie mam można przypisać do bb. Dostałam
skierowanie na zakaźny, zakaźnik położył mnie na oddział: diagnoza:
borelioza późna, rozsiana , wielostanowa ale, konieczna
natychmiastowa konsultacja z neurologiem z zaleceniem rezonansu
głowy, i konsultacją laryngologiczna – podejrzenie neuroboreliozy….
szczerze mówiąc załamałam się, nie wiem co myśleć, może powinnam
się „cieszyć” ze może nareszcie ktoś mi pomoże, ale bardzo się boje.
Przede mną kolejne badania…..to by było na tyle… pozdrawiam
wszystkich serdecznie i życzę dużo zdrowia.