Dodaj do ulubionych

cześć raks

08.01.09, 14:15
witamy służby porządkowe
Obserwuj wątek
    • misinka81 Re: cześć raks 08.01.09, 14:37
      a tak przyjemnie się wąteczek rozrastał ;)
      • niunianiu Re: cześć raks 08.01.09, 14:46
        wszystko co dobre kiedyś sie kończy ech faceci ;)
        • misinka81 Re: cześć raks 08.01.09, 14:56
          tak bez słowa szast prast i nie ma;)
          • siedlczanin13 Re: cześć raks 08.01.09, 14:58
            i zostałyście same - purystki forumowe,:)
            • misinka81 Re: cześć raks 08.01.09, 16:43
              hehe i założymy forumową ligę kobiet :) Liga rządzi, liga radzi,
              liga nigdy Cię nie zdradzi ;)))
              • raks5 Re: cześć raks 08.01.09, 17:13
                forumową ligę kobiet- miłośniczek raksa :)
                • misinka81 Re: cześć raks 08.01.09, 17:19
                  no ale oczywiście że tak ;))))
                • no_login Re: cześć raks 08.01.09, 17:46
                  Tiaaaaaa...
                  Drugi harem...
                  Ty bigamisto!
                  • raks5 Re: cześć raks 08.01.09, 21:22
                    no_login napisał:

                    > Tiaaaaaa...
                    > Drugi harem...
                    > Ty bigamisto!

                    mam nadzieję, że nie skończy się na bi
                    • emti1 Re: cześć raks 08.01.09, 21:30
                      raks5 napisał:

                      > mam nadzieję, że nie skończy się na bi

                      Oby nie skonczylo sie na homo :)
                      • misinka81 Re: cześć raks 08.01.09, 21:43
                        A homo sapiens? ;)
                        • no_login Re: cześć raks 09.01.09, 00:20
                          Homo sapiens-
                          dla homo erectus to jest zbyt trudne pojecie...

                          Kumpel zpytal sie o rownolegla ulice.
                          Dla dziewczecie "rownolegla" było zbyt trudnym pojeciem ;-)
                          • misinka81 Re: cześć raks 09.01.09, 07:50
                            Hm.. ja dopiero na studiach dowiedziałam się, co znaczy vis a vis :)
                            Nie wiedziałam, czy to znaczy naprzeciwko czy obok ;) Blondynka :)
                            • raks5 Re: cześć raks 09.01.09, 08:10
                              dwie blondynki stoją po przeciwnych stronach rzeki. Jedna woła:
                              "Hej! Wiesz jak przejść na drugi brzeg?"
                              Na co druga
                              "Po co? Przecież już jesteś na drugim brzegu!"
                              • misinka81 Re: cześć raks 09.01.09, 08:42
                                Idzie blondynka do stowarzyszenia w poszukiwaniu pracy. Szef pracy
                                dał jej pracę malowania pasów na drodze. Blondynka pierwszego dnia
                                pomalowała 10 km drogi, w drugi 5 km, a w trzeci tylko 1 km.
                                Podchodzi do niej szef i mówi:
                                -Dlaczego zmalałą tak szybko wydajność twojej pracy?
                                Blondynka odpowiada:
                                -Bo mam coraz dalej do wiaderka z farbą!
                              • misinka81 Re: cześć raks 09.01.09, 08:46
                                i jeszcze jeden dla równowagi o facetach :)
                                Zostałem sam. Żona wyjechała na tydzień. Całkiem przyjemna odmiana.
                                Myślę, że razem z psem miło spędzimy te dni.

                                Poniedziałek
                                DOKŁADNIE zaplanowalem rozkład zajęć. Wiem, o której będę wstawał,
                                ile czasu poswięcę na poranną toaletę i śniadanie. Policzyłem, ile
                                zajmie mi zmywanie, sprzątanie, wyprowadzanie psa, zakupy i
                                gotowanie. Jestem miło zaskoczony, że mimo wszystko zostaje mi
                                mnóstwo wolnego czasu. Nie wiem, dlaczego prowadzenie domu jest dla
                                kobiet takim problemem, skoro można tak szybko się z tym uporać.
                                Wystarczy odpowiednio zorganizować sobie pracę. Na kolację
                                zafundowalem sobie i psu po steku. Żeby stworzyć miły nastrój,
                                ładnie nakryłem do stołu. Ustawiłem wazon z różami i zapaliłem
                                świece. Pies na przystawkę dostał pasztet z kaczki, potem główne
                                danie udekorowane warzywami, a na deser ciasteczka. Ja popijam wino
                                i palę dobre cygaro.

                                Wtorek
                                MUSZĘ jeszcze raz przemysleć rozkład dnia. Zdaje się, że wymaga
                                kilku drobnych poprawek. Wyjasniłem psu, że nie codziennie jest
                                świeto, dlatego nie może się spodziewać, że zawsze bedzie jadł
                                przystawki i inne dania z trzech różnych misek, które ja muszę myć.
                                Przy śniadaniu zauwazyłem, że picie soku ze świeżych pomarańczy ma
                                jedną zasadniczą wadę. Za każdym razem trzeba potem myć wyciskarkę.
                                Jak rozwiązać ten problem? Trzeba przygotować sok na dwa dni - wtedy
                                wyciskarkę myje się dwa razy rzadziej. Odkrycie dnia: parówki można
                                odgrzewać w zupie. W ten sposób ma się jeden garnek mniej do
                                zmywania. Na pewno nie będę codziennie biegał z odkurzaczem tak jak
                                chciała żona. Raz na dwa dni to aż nadto. Muszę tylko pamiętać, żeby
                                zdejmoważ buty, a psu wycierać łapy. Poza tym czuję się świetnie.

                                Środa
                                MAM wrażenie, że prowadzenie domu zajmuje jednak więcej czasu, niż
                                przypuszczałem. Będę musiał zrewidować swoją strategię. I tak:
                                przyniosłem z baru kilka gotowych dań - w ten sposób nie stracę w
                                kuchni aż tyle czasu. Przygotowanie posiłku nigdy nie powinno trwać
                                dłuzej niż jedzenie. Kolejny problem to słanie łóżka. Najpierw
                                trzeba się z niego wygrzebać, potem wywietrzyć sypialnię, a na końcu
                                jeszcze równo ułozyć pościel - zawracanie głowy. Nie uważam, żeby
                                codzienne słanie łóżka było konieczne, zwłaszcza że i tak wieczorem
                                człowiek musi się do niego połozyć. W sumie wydaje się, że jest to
                                czynność zupełnie pozbawiona sensu. Zrezygnowałem też z
                                przygotowywania osobnych posiłków dla psa i kupiłem gotowe jedzenie
                                w puszkach. Pies troche sie krzywił, ale cóż... skoro ja mogę się
                                obyć bez domowych obiadków, on też nie powinien grymasić.

                                Czwartek
                                KONIEC z wyciskaniem soku z pomarańczy! To nie do wiary, że z tym
                                niewinnie wyglądajacym owocem jest aż tyle zachodu. Kupię sobie
                                gotowy sok w butelkach. Odkrycie dnia: udało mi się przespać noc i
                                wysunąć się z łóżka prawie nie naruszając pościeli. Rano musiałem
                                tylko wygładzić narzutę. Oczywiście jest to kwestia wprawy i w
                                czasie snu nie można sie za często przewracać z boku na bok. Trochę
                                bolą mnie plecy, ale gorący prysznic powinien pomóc. Zrezygnowałem z
                                codziennego golenia, bo to zwykła strata czasu. Zyskałem przez to
                                cenne minuty, których moja żona nigdy nie traci, bo nie ma zarostu.
                                Kolejne odkrycie: nie ma sensu za każdym razem jeść z czystego
                                talerza. Ciągłe zmywanie zaczyna mi działać na nerwy. Pies też może
                                jeść z jednej miski - w końcu to tylko zwierzę. UWAGA: doszedłem do
                                wniosku, że odkurzac trzeba najwyżej raz w tygodniu. Parówki na
                                obiad i na kolację.

                                Piątek
                                KONIEC z sokiem pomarańczowym! Za dużo dźwigania. Odkryłem
                                następującą rzecz: rano parówki smakują całkiem nieźle, po południu
                                gorzej a wieczorem w ogóle. Poza tym jeśli żywić się nimi dłużej niż
                                przez dwa dni z rzędu, mogą wywoływać lekkie mdłości. Pies dostał
                                suchą karmę. Jest równie pożywna, a miska nie jest popaćkana. Z
                                kolei ja zacząłem jeść zupę prosto z garnka. Smakuje tak samo, a nie
                                trzeba brudzić talerza ani chochli. Teraz już nie czuję się tak,
                                jakbym był automatyczną zmywarką do naczyń. Przestałem wycierać
                                podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie tak samo jak słanie
                                łóżka.
                                UWAGA: żegnajcie puszki!!! Nie będę brudził sobie otwieracza.

                                Sobota
                                PO CO wieczorem zdejmować ubranie, skoro rano znów trzeba je włożyć?
                                Zamiast marnować czas, lepiej trochę dłużej poleżeć. Przy okazji
                                można zrezygnować z kołdry i odpadnie kłopot z jej porannym
                                układaniem. Pies nakruszył na podłogę. Zbeształem go. Powiedziałem,
                                że nie jestem jego słuzącym. Dziwne - nagle zdałem sobie sprawę, że
                                moja żona też tak czasem do mnie mówi. Powinienem dziś się ogolić,
                                ale jakoś nie mam ochoty. Nerwy mam napięte jak postronki. Na
                                śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga rozpakowywania, otwierania,
                                krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania.
                                Wszystkie te czynności doprowadzają mnie do rozpaczy.
                                Plan na dziś : obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem.
                                Żadnych talerzy, sztućców, obrusów i innych głupot. Trochę bolą mnie
                                dziąsła. Pewnie jem za mało owoców, ale nie chce mi się ich taszczyć
                                ze sklepu. Może to początek szkorbutu? Po południu zadzwonila żona i
                                spytała, czy umyłem okna i zrobiłem pranie. Wybuchnąłem histerycznym
                                śmiechem. Powiedziałem jej, że nie mam czasu na takie rzeczy. Jest
                                pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się makaronem. Ale
                                niespecjalnie się martwię. I tak przestałem sią kąpać.
                                UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki.
                                Musimy się spieszyć, żeby zbyt długo nie trzymać jej otwartej.

                                Niedziela
                                OGLĄDALIŚMY z psem telewizję z łózka. Na ekranie różni ludzie
                                zajadali przeróżne smakołyki, a my tylko z zazdrością przełykaliśmy
                                ślinkę. Obaj jestesmy osłabieni i drażliwi. Rano zjedliśmy cos z
                                psiej miski, ale żadnemu z nas to nie smakowało. Naprawdę powinienem
                                się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść, wyjść z nim na spacer,
                                pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy, ale po prostu nie mogę
                                wykrzesać z siebie dość sił. Mam problemy z utrzymaniem równowagi,
                                zaczyna szwankowac wzrok. Pies zupełnie przestał merdać ogonem.
                                Pchani resztką instynktu samozachowawczego, wyczołgujemy się z łóżka
                                i idziemy do restauracji, gdzie przez ponad godzinę jemy różne
                                pyszności. Korzystamy z wielu talerzy, bo przeciez nie musimy ich
                                myć.
                                Później ladujemy w hotelu. Pokój jest wysprzątany, czysty i
                                przytulny. Wreszcie znalazłem sposób na zmorę tych okropnych
                                domowych obowiązków.
                                Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszło to do glowy mojej żonie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka