adam9645
22.01.06, 11:07
Od 3 lat na świecie trwa hossa na rynkach akcji, nasz rynek jako jeden z
grupy emergin markets nie pozostawał w tyle. Wraz ze wzrostem kursów akcji
rosło zainteresowanie tematyką rynku kapitałowego oraz inwestowaniem
pieniędzy na giełdzie. Prawdziwe tłumy przyciągnął rok temu debiut banku PKO.
Po drodze mieliśmy kolejne debiuty, jak i coraz większą liczbę osób które
spróbowały, weszły i zarobiły. Tematyka giełdowa wlała się także szerokim
strumieniem do grona studentów. Organizowane są spotkania, konferencje,
reaktywowane koła naukowe. Już nawet w rozmowach między zajęciami można
usłyszeć o jakiś kursach, wzrostach, spadkach, nazwach spółek. Czy takie
wszechobecne zainteresowanie świadczy o nagłej chęci do pogłębienia wiedzy i
zainwestowania pieniędzy?
Otóż nie, tego typu zjawisko jest normalną częścią cyklu giełdowego. Podczas
hossy obowiązuje tzw. „zasada większego głupca” – Ceny akcji rosną dopóki
znajdzie się większy głupiec gotowy je odkupić za wyższą cenę. Einstein
twierdził wprawdzie, że ludzka głupota jest nieskończona, jednakże historia
pokazuje, że jej zasoby w końcu się wyczerpywały. Ostatni który wejdzie w
akcje „gasi światło”. Inne powiedzenie krążące po Wall Street mówi: „Gdy u
swojego fryzjera usłyszysz o giełdzie czas na sprzedaż”.
Dlaczego więc ludzie ciągną na giełdę w momencie, gdy ceny są blisko szczytu?
Z bardzo prostych powodów – niewiedzy i emocji. Słyszą reklamy ile to jaki
fundusz zarobił w ciągu zeszłego roku, są mamieni przez biura maklerskie,
analityków oraz nagłówki w gazetach. W świadomości kupno akcji staje się
zwykła inwestycją, podobną do lokaty gwarantująca spory i szybki zysk. Skoro
wzrosło to dlaczego miałoby jeszcze nie wzrosnąć. Stan hossy jest dla
nowicjuszy czymś zupełnie naturalnym i oczywistym. Zapominają o tym, że ceny
akcji mogą również spadać ...
Właściwie to jednak nie byłoby problemu gdyby nie to, że podczas swojego
debiutu udało im się coś łatwo zarobić, wpadli w tym samym w pułapkę. Będą
zupełnie nieprzygotowani psychicznie na sytuację w której się znaleźli,
kolejni frajerzy do strzyżenia. Początkowe niewielkie zyski stwarzają
wrażenie nabycia pewnego doświadczenia i zachęcają do podjęcia bardziej
ryzykowanych działań. Dobrze gdy taki nowicjusz zdaje sobie sprawę z własnej
niewiedzy i zostanie przy akcjach, gdzie o całkowite bankructwo trudno,
gorzej gdy poczuje się pewnie i przejdzie na lewarowane instrumenty pochodne,
gdzie w ciągu kilku godzin można podwoić kapitał, jak i przegrać wszystko...
Zarabianie na giełdzie z pozoru wydaje się bardzo łatwe, wystarczy
przewidzieć czy kurs wzrośnie czy spadnie. Cóż za sztuka, nawet strzelając
mamy 50% pewności, że dobrze wybierzemy! Takie podejście nie uwzględnia
jednak emocji i pułapek psychologicznych, których napotkamy mnóstwo podczas
gry na giełdzie. Psychologia giełdy jest niezwykle finezyjna, naturalne
reakcje, których uczymy się w codziennym życiu na giełdzie prowadzą do
katastrofy. W realnym życiu, gdy sytuacja jest zła mamy nadzieje na jej
poprawę. Gdy jest dobrze boimy się że będzie gorzej. Gra na giełdzie wymaga
zamiany ról nadziei i strachu.
Gdy na danej pozycji mamy stratę musimy bać się, że się ona zwiększy, w
przypadku zysku musimy mieć nadzieję na jego powiększenie. Kolejne cechy
które pomagają w codziennym życiu to wierność i upór . Jeśli natomiast
zbytnio przywiążemy się do własnych opinii, czy też akcji na giełdzie
jesteśmy straceni. Kluczową cechą dobrego inwestora/spekulanta jest
elastyczność, umiejętność przyznania się do błędu i zmiany opinii o 180. W
realnym życiu zarzucono by nam niekonsekwencję czy też zachowanie tak jak
powieje wiatr. Ale w spekulacji właśnie o to chodzi.
Następnym problemem na jaki natrafia gracz jest działanie w warunkach
niepewności. Nigdy do końca nie możemy być pewni swoich racji.
Przeanalizujemy gruntownie sytuację, zajmiemy dobrą według nas pozycję,
jednakże ceny zaczną zachowywać się inaczej niż przewidywaliśmy, co wtedy?
Pomyliliśmy się, czy też to tylko chwilowe wahnięcie? Zamknąć pozycje czy
przeczekać? To dylematy przed którymi staje spekulant. Musi ciągle podejmować
decyzję, nie wiedząc czy będzie ona dobra. Ewentualne niewykorzystane
sytuacje stwarzają frustrację. Problemy podejmowania decyzji możemy częściowo
wyeliminować stosując automatyczny system transakcyjny. Jednakże stworzenie
takiego jest skomplikowane, a i tak Świętego Gralla w tym nie odnajdziemy.
Charakter rynków się zmienia i nie można osiągać zysków stosując ta samą
metodę, taki mechaniczny system w końcu się wykolei.
Zdecydowanie największą psychologiczną trudnością jest jednak przyznanie się
do błędu. Zajęliśmy określoną pozycje, a ceny zaczynają iść w przeciwnym
kierunku. Mamy nadzieję, że stratę uda się odrobić, zwiększamy pozycję aby
uśrednić cenę i liczymy, że ceny wrócą do poziomu przy którym kupiliśmy. W
większości przypadków tak się dzieje, co jednak stwarza złudne wrażenie że
tak będzie zawsze. Za którymś razem trafimy na silny trend co przy strategii
uśredniania skończy się katastrofą dla naszego portfela, a dla nas kacem
moralnym, że w tak głupi sposób straciliśmy pieniądze. To najczęstszy błąd i
przyczyna zdecydowanej większości bankructw.
Po tym co opisałem chyba już zdajecie sobie sprawę że gra na giełdzie jest
piekielnie trudna. Potwierdzeniem tego są statystyki - w długim okresie 90%
graczy traci. Wracając do pytania w temacie czy zwykły człowiek ma szans na
rynku, tak – minimalne. Po przeczytaniu tych przestróg możecie odnieść
wrażenie że macie do czynienia z frustratem, który przegrał wszystko co miał
i obraził się na giełdę. Otóż nie, ja dałem wciągnąć się w ten wir i
postanowiłem robić to profesjonalnie. Wymaga to jednak ogromnych nakładów
czasu, pracy i kapitału. Nauka kosztuje, a najlepszą jest praktyka, uczenie
się na własnych błędach, każdy je popełnia, ale tylko głupiec tkwi przy nich.
W obiegowej opinii spekulantów aby zostać dobrym trzeba 3 razy zbankrutować.
Jednak nawet mając talent i ogromne doświadczenie możemy dać ponieść się
własnym emocjom i przegrać wszystko w krótkim okresie. Czy warto więc
poświęcać własny czas jak i nerwy – nie. Ktoś kto osiągnął sukces na giełdzie
poradziłby sobie w innej branży mniejszym nakładem sił. Co więc ciągnie
ludzie do tego? Marzenie o wolności, jaką niewątpliwe daje spekulacja. Giełdą
można zajmować się oczywiście w ramach hobby i traktować jako rozrywkę, coś
co dostarcza wrażeń. Gdy jednak chcemy zająć się tym poważnie musimy nauczyć
się kontrolować własne emocje.
Marcin Wątorek