Dodaj do ulubionych

Do poczytania

22.01.07, 21:45
o poczytania 22.01.2007, 21:18:34 » Zgłoś do moderacji
Fundusze hedgingowe: spektakularne upadki

Upadek funduszu hedgingowego zarządzanego przez Amaranth Advisors LLC z całą
pewnością można zaliczyć do najbardziej spektakularnych katastrof, które
zdarzyły się na globalnym rynku finansowym na przełomie XX i XXI wieku, obok
podobnych wypadków jakie stały się udziałem banku inwestycyjnego Barings,
prowadzonego przez laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii R. Mertona i
M. Scholesa funduszu LTCM oraz Enron Corporation.

W kluczowych dniach września 2006 r. Amaranth Advisors stracili ok. 55 procent
kapitału w ujęciu rocznym, a w stosunku do stanu kapitału z miesiąca
poprzedzającego katastrofę - 65 procent. W ten sposób fundusz, którzy jeszcze
w sierpniu 2006 r. zarządzał aktywami o wartości około dziewięciu miliardów
dwustu milionów dolarów, we wrześniu nie był w stanie wycenić swoich aktywów
powyżej poziomu około trzech i pół miliarda dolarów. Po drodze "wyparowało"
więc prawie sześć miliardów dolarów (wielkość ta ulega przypuszczalnie
dalszemu wzrostowi). Wszystko to jest tym bardziej szokujące, że aż do
ostatniej chwili inwestorzy i analitycy rynkowi nie dostrzegali sygnałów
zbliżającej się katastrofy.

Fundusz hedgingowy Amaranth został założony w 2000 r. przez Nicholasa M.
Maounis, który wcześniej zarządzał portfolio papierów dłużnych w Paloma
Partners. Inwestycje energetyczne Amaranth Advisors miał pod swoją opieką
Brian Hunter, trader wywodzący się z grupy kapitałowej Deutsche Bank i
uchodzący za wysokiej klasy fachowca, zaś łącznie Amaranth zatrudniał 115
specjalistów od lokowania kapitału pracujących w biurach m.in. w Houston,
Londynie, Singapurze i Toronto.

Amaranth nie tylko posiadał profesjonalną kadrę zarządzającą, ale - co jest
równie istotne - w świetle znanych nam faktów trudno jest wskazać w polityce
tego funduszu sytuację porównywalną z bezprawnymi działaniami prezesa Enronu
Jeffrey'a Skillinga czy "łajdaka na giełdzie", Nicka Leesona w banku Barings.

Ponieważ Amaranth był uważany za fundusz stabilny i wiarygodny, stosownie do
danych Associated Press hrabstwo San Diego zainwestowało w niego 175 milionów
dolarów, a fundusz emerytalny New Jersey - 25 milionów dolarów. Wśród
inwestorów nie brakowało również elity specjalistów od zarządzania aktywami w
postaci Goldman Sachs, Credit Suisse Group, Deutsche Bank, Bank of New York
czy Morgan Stanley Institutional Fund of Hedge Funds LP.

Skoro było tak dobrze, to dlaczego skończyło się tak źle? Wieko do puszki
Pandory uchyliły inwestycje w kontrakty terminowe oparte na cenie gazu
ziemnego, w które Amaranth Advisors zaangażowali nieproporcjonalnie dużą część
swojego portfela. By dobrze zrozumieć tło tych działań, trzeba jednak najpierw
wyjaśnić ogólny trend wzrostu cen nośników energii prowadzący do powstania
"bańki spekulacyjnej", jak również przeanalizować w bardziej szczegółowy
sposób politykę inwestycyjną przyjętą przez Nicholasa M. Maounis.

Czy wzrost cen nośników energii wynika z wyczerpywania się ich zasobów?

Jeszcze we wrześniu 2003 r. na giełdzie NYMEX baryłkę ropy (~159 litrów) można
było nabyć po cenie niższej niż 25 dolarów, podczas gdy w połowie lipca 2006
r. osiągnęła ona poziom 78,40 dolarów. Choć wciąż cena ta była niższa niż w
1980 r., gdy po uwzględnieniu inflacji należałoby ją szacować na poziomie ok.
90 dolarów, to nie ulega wątpliwości, że w ostatnich latach na ropie można
było doskonale zarobić.

Prawda ta dotyczy również wielu innych nośników energii, w tym także gazu
ziemnego, jak i znacznej części jeszcze szerzej rozumianego rynku surowców
naturalnych. Przykładowo od 2003 r., kiedy rozpoczęła się hossa, do maja 2006
r. cena miedzi wzrosła o 450 procent, natomiast w samym tylko okresie marzec -
maj 2006 r. o 80 procent.

Ten lawinowy wzrost cen natrętnie przywodził na myśl spekulacje na temat
wyczerpywania się światowych zasobów surowców, co musiałoby doprowadzić do
gwałtownego wzrostu cen m.in. paliw kopalnych i ich pochodnych. Zjawisko takie
już od dawna przepowiadają rozmaite teorie kryzysu energetycznego oraz teorie
szczytu, na czele z tzw. Hubbert peak theory, które są złożoną formą dla
wyrażenia trywialnej prognozy, że produkcja benzyny w czasie będzie
przypominać krzywą dzwonową - co oznacza, że wzrost osiągnie swój punkt
szczytowy, po którym produkcja zacznie się kurczyć pomimo dalszego wzrostu
popytu. W praktyce może to oznaczać wzrost cen aż do "petrocollapse" - chwili
gdy nastąpi całkowite załamanie rynku paliwowego.

Na pierwszy rzut oka powyższe rozumowanie wydaje się bez zarzutu, jednak
rzeczywistość jest bardziej złożona. Po pierwsze, choć zasoby nośników energii
i innych surowców naturalnych bez wątpienia są ograniczone, to nie do końca
wiemy, w jakim punkcie osi czasu umieścić granicę ekonomicznej opłacalności
ich dalszej eksploatacji. Można wręcz postawić paradoksalnie brzmiącą tezę, że
pomimo intensywnej eksploatacji zasoby nośników energii na świecie nie kurczą
się wcale albo kurczą się w ograniczony sposób. Bardzo pomocny do zrozumienia
tej prawidłowości jest pomiar dokonywany tzw. "latami konsumpcji", tzn.
poprzez weryfikację na ile lat równie intensywnej konsumpcji jak obecnie
wystarczają znane aktualnie zasoby danego dobra. Dla ropy naftowej w okresie
1920-2000 dostępność mierzona przyszłymi latami konsumpcji wzrosła z 7-10 lat
(wynik dotyczy Stanów Zjednoczonych) w okresie do 1944 r., przez 15-20 lat w
1945 r., do 45 lat pod koniec XX wieku (dla całego globu). W efekcie, na
skutek postępu technicznego i odkryć geologów, w XX wieku prawdą było
jednocześnie to, że ilość ropy naftowej na Ziemi się zmniejsza, jak i to, że
rośnie jej dostępność oraz pewność, że będzie dostępna w kolejnych latach. Do
przekroczenia pewnej wielkości progowej, po której dalsze kurczenie się
zasobów spowoduje bezpośrednie ograniczenie konsumpcji, nie sprawdza się więc
cała linearna logika zakładająca, że w miarę "wysychania" kolejnych złóż ceny
paliw kopalnych i innych surowców muszą rosnąć.

Po drugie, choć zasoby wszystkich surowców naturalnych są ograniczone, to dla
każdego z nich można szukać naturalnych i syntetycznych substytutów. W chwili
obecnej jako podstawowe nośniki energii wykorzystuje się złoża węgla
kamiennego i brunatnego (70 procent światowych zasobów paliw kopalnych), ropy
naftowej (16 procent) oraz gazu ziemnego (14 procent). Ale oprócz nich
istnieją również złoża innych nośników energii, które obecnie są bardzo słabo
wykorzystane np. hydratów (molekuł gazu otoczonych cząsteczkami wody) oraz
piasków smolistych i łupków roponośnych. Dochodzą do tego jeszcze odnawialne
źródła energii, w tym energia słoneczna, której ilość przypadająca na okrąg o
średnicy Ziemi wynosi 7-12 tysięcy razy więcej niż cała energia zużywana
obecnie przez gospodarkę człowieka.

Podsumowując powyższe rozważania można powiedzieć, że choć zasoby surowców, w
tym paliw kopalnych są wielkością skończoną, to nie do końca wiadomo czy fakt
ten posiada jakiekolwiek praktyczne konsekwencje dla ludzi Anno Domini 2007,
może poza bardzo ogólną refleksją, że odpowiedzialność za przyszłe pokolenia
nakazuje korzystać z dóbr naturalnych z pewnym umiarkowaniem.

Surowcowa bańka spekulacyjna

Skoro nie mamy obecnie do czynienia z wyczerpywaniem się zasobów, to co
generuje gwałtowny wzrost cen surowców?

Po części wzrost cen paliw kopanych i innych surowców ma charakter naturalny,
wynikający z faktu, że abstrakcyjnie rozumiana dostępność dobra nie zawsze
przekłada się na jego aktualną obecność na danym rynku, którą warunkują
również inne przyczyny gospodarcze, społeczne i polityczne. W naszym wypadku
takimi czynnikami warunkującymi praktyczną dostępność nośników energii były w
ostatnich latach m.in. wojna w Iraku, klęski żywiołowe w Zatoce Meksykańskiej
oraz napięcia polityczne wokół irańskiego programu jądrowego i rządów Hugo
Chaveza w Wenezueli.

Z uwagi na
Obserwuj wątek
    • citro1 Re: Do poczytania 22.01.07, 21:49
      uwagi na duży potencjał innych eksporterów ropy żadne z tych zdarzeń nie
      wpłynęło bezpośrednio na globalne wydobycie, ale każde z nich znalazło
      odzwierciedlenie w prognozach stanowiących podstawę do wyceny kontraktów
      terminowych. A te natomiast mają naturalną tendencję do przekształcania się w
      samospełniające się przepowiednie, ponieważ duże zakupy kontraktów terminowych
      na ropę wywołują takie sam efekt jak wzrost "realnego" popytu: kontrakt nabyty w
      celach spekulacyjnych jest tak samo rzeczywisty jak kontrakt nabyty w celu
      zabezpieczenia transakcji nabycia ropy w określonym momencie w przyszłości.

      Wydaje się, że drugim czynnikiem jest spekulacja, choć opinie ekspertów nie są w
      tym względzie zgodne. Wzrost cen surowców przyciągnął do nich uwagę funduszy
      hedgingowych, a ich intensywne zakupy spowodowały dalszy wzrost cen, co jeszcze
      akcelerowało zainteresowanie inwestorów lokowaniem środków w surowce. Prawdziwa
      eksplozja rozwiązań inwestycyjnych opartych na nośnikach energii miała miejsce w
      2005 r., gdy inwestycje w różne segmenty rynku energetycznego przynosiły stopy
      zwrotu na poziomie 15 procent - 100 procent, podczas gdy globalna średnia
      wyników funduszy hedgingowych nie przekraczała 8 procent. Pod koniec 2005 r.
      Global Change Associates szacowało już, że istnieje co najmniej 440 funduszy
      hedgingowych specjalizujących się w inwestycjach energetycznych. W tym samym
      roku Goldman Sachs oraz Morgan Stanley raportowały zyski na swoich
      energetycznych inwestycjach sięgające poziomu 1,5 mld dolarów każdy, a własne
      zespoły traderów na rynku ropy, gazu i energii rozbudowały także Citigroup,
      JPMorgan Chase, Credit Suisse First Boston, Barclays, Société Générale oraz inni
      kluczowi gracze na rynku bankowości inwestycyjnej.

      Zainteresowanie inwestycjami w sektor energetyczny przejawiało się nie tylko
      zakupami akcji spółek energetycznych, ale również wzrostem obrotu samymi
      paliwami kopalnymi oraz instrumentami pochodnymi opartymi na cenach nośników
      energii. Co prawda eksperci różnią się w szacunkach jak duże środki fundusze
      wpompowały w instrumenty pochodne oparte na cenach nośników energii, tym
      niemniej zazwyczaj wymieniają kwoty od 60 do 120 mld dolarów.

      Tak duży napływ pieniądza generuje ogromną płynność rynku energetycznych
      instrumentów pochodnych, stanowiącą niekwestionowaną wartość dla podmiotów,
      które nabywają instrumenty pochodne w celu zabezpieczenia "rzeczywistych"
      transakcji dokonywanych na rynkach paliw i energii. Jednak jej ubocznym skutkiem
      są również znaczące wahania cen. Cytowany przez "New York Times" Arthur Gelber,
      założyciel firmy doradztwa energetycznego Gelber & Associates szacował, że
      zmienność cenowa rynku gazu pięciokrotnie przekracza analogiczny współczynnik
      dla rynku akcji. Powoduje to, że nawet w warunkach długoterminowego trendu
      wzrostu cen nie jest łatwo zarabiać na "energopochodnych" spekulacjach.

      Duże wahania kursu to nie jedyny czynnik ryzyka. W ślad za takim wzrostem liczby
      funduszy i wolumenu transakcji idzie również szybki wzrost liczby zarządzających
      oraz traderów. Jednak, wbrew nadziejom Fryderyka Engelsa ilość niekoniecznie
      przechodzi w jakość, co w praktyce oznacza, że duża liczebność menadżerów
      zajmujących się sektorem energetycznym nie oznacza jeszcze równie wysokiej
      wartości ich pracy. W rzeczywistości rynek energetyczny jest wyjątkowo złożony i
      do obracania na nim kwotami sięgającymi setek milionów dolarów przydatne jest
      zrozumienie szerokiego spektrum diametralnie od siebie odmiennych zagadnień,
      począwszy od polityki wewnętrznej Domu Saudyjskiego, a skończywszy na prognozach
      pogody dla Zatoki Meksykańskiej.

      Rynek spekulacji instrumentami "energetycznymi", jak je tutaj umownie nazwiemy,
      rozrósł się i zdynamizował również z uwagi na to, że handel nimi wyszedł daleko
      poza swoją tradycyjną niszę w postaci giełdy New York Mercantile Exchange
      (NYMEX). Kluczową rolę w tym procesie uzyskały platformy elektroniczne których
      przedsmak na rynku polskim dają inwestorom indywidualnym np. "XTB Opcje"
      oferowane przez dom maklerski X Trade Brokers, umożliwiające obrót instrumentami
      opartymi m.in. na ropie, złocie, srebrze, cynku i miedzi. Takie same transakcje,
      ale na nieporównanie większą skalę są przeprowadzane na wielu innych platformach
      tworzących globalny rynek OTC (Over The Counter) w szczególności na
      Intercontinental Exchange, która oferuje kontrakty m.in. na ropę i produkty jej
      rafinacji, gaz i energię.

      Dobre złego początki

      Wiedząc już jakie było szersze tło ekonomiczne inwestycji w instrumenty pochodne
      oparte na cenie gazu ziemnego wrócić możemy do Amaranth Advisors LLC.

      Wedle pierwotnych założeń Amaranth miał prowadzić inwestycje oparte na
      multistrategii, zapewniającej możliwość aktywnego alokowania środków do
      najbardziej obiecujących branż. Choć po kilku latach tradycyjne segmenty
      multistrategii Amaranth nie przynosiły już oczekiwanych zysków, to w 2005 r.
      Amaranth Advisors zarobili dla swoich klientów około miliard dolarów, w znacznej
      mierze dzięki wykorzystaniu wzrostu cen energii i jej nośników.

      W styczniu 2006 r. twórca funduszu, Nicholas Maounis przekazał w zarząd
      zajmującego się inwestycjami energetycznymi Briana Huntera cały miliard dolarów
      na którym Hunter zarobił w ciągu kolejnych czterech tygodni kolejne trzysta
      milionów. Przez cztery pierwsze miesiące 2006 r. Amaranth przyniósł łącznie
      swoim inwestorom prawie 30 procent zysku, podczas gdy średnie wyniki w segmencie
      multistrategii oscylowały wokół 5,4 procent. Na koniec czerwca w rękach Huntera
      znajdował się już nie jeden miliard, ale ponad połowa wszystkich aktywów
      Amaranth, dzięki czemu od czerwca do sierpnia 2006 r. fundusz zarobił około 1,35
      miliarda dolarów, wznosząc jego stopę zwrotu na wprost astronomiczny poziom.
      Drugą stroną tej monety był jednak fakt, że multistrategia Amaranth Advisors
      zaczęła się przekształcać w monokulturową uprawę opcji na gaz ziemny.

      Nawet obecnie, w obliczu informacji o gigantycznych stratach, trudno jest
      podważyć kompetencje Huntera jako profesjonalisty ze znacznym doświadczeniem
      praktycznym. Problem polega jednak na tym, że nawet przy użyciu wyrafinowanych
      metod analizy fundamentalnej oraz systemów analizy technicznej rynek kontraktów
      na nośniki energii jest bardzo trudny do antycypowania i dlatego Amaranth
      Advisors popełnili kardynalny błąd tak silnie koncentrując swoje inwestycje w
      niebezpiecznym sektorze. Wedle nieoficjalnych informacji ryzyko związane z taką
      sytuacją w porę zidentyfikowali tylko menadżerowie Blackstone Alternative Asset
      Management, którzy pomimo obiecujących wyników podjęli decyzję o wyjściu z
      funduszu Amaranth.

      Wraz z przeniesieniem ośrodka ciężkości na jeden rodzaj inwestycji doszło do
      niezwykle silnej koncentracji procesu decyzyjnego w rękach jednej osoby - Briana
      Huntera. W rezultacie, wedle informacji "Bloomberga" tylko w ciągu jednego
      tygodnia września 2006 r. całkowicie błędne prognozy Huntera doprowadziły do
      utraty 4,6 mld dolarów, która to suma wzrosła ostatecznie do 6,6 mld do końca
      września.

      Resztki energetycznego portfolio Amaranth trafiły do Citadel Investment Group
      oraz JPMorgan Chase...

      Upadki innych funduszy hedgingowych

      Warto podkreślić, że na rynku funduszy hedgingowych inwestujących w sektor
      energetyczny upadek Amaranth nie stanowi zdarzenia bezprecedensowego.

      W sierpniu 2005 r., po zaledwie dziewięciu miesiącach działalności swój żywot
      zakończył inny fundusz hedgingowy oparty na inwestycjach w nośniki energii -
      Enchanted Rock Capital. W ciągu swojej krótkiej działalności Enchanted Rock
      Capital stracił 7,5 procent z 150 mln dolarów jakie powierzyli mu inwestorzy.
      Strata nie była więc znacząca i na decyzję o likwidacji działalności w większym
      chyba stopniu wpłynęły nieproporcjonalnie duże zyski konkurencji niż rozmiar
      ubytku we własnych środkach. Tym niemniej, jak wówczas szacował Barclay Trading,
      spośród czterdziestu trzech przeanalizowanych funduszy hedgin
      • citro1 Re: Do poczytania 22.01.07, 21:53
        W sierpniu 2005 r., po zaledwie dziewięciu miesiącach działalności swój żywot
        zakończył inny fundusz hedgingowy oparty na inwestycjach w nośniki energii -
        Enchanted Rock Capital. W ciągu swojej krótkiej działalności Enchanted Rock
        Capital stracił 7,5 procent z 150 mln dolarów jakie powierzyli mu inwestorzy.
        Strata nie była więc znacząca i na decyzję o likwidacji działalności w większym
        chyba stopniu wpłynęły nieproporcjonalnie duże zyski konkurencji niż rozmiar
        ubytku we własnych środkach. Tym niemniej, jak wówczas szacował Barclay Trading,
        spośród czterdziestu trzech przeanalizowanych funduszy hedgingowych
        inwestujących w sektor energetyczny w pierwszym półroczu 2005 r. sześć poniosło
        straty.

        Kolejny poważny dzwonek ostrzegawczy stanowiły zawirowania cenowe związane z
        huraganami Kartina i Rita. Choć byli tacy, którzy na wzroście cen zarobili
        majątek to straty ponieśli inwestorzy, którzy prognozowali spadek cen gazu
        jesienią 2005 r. W okresie destabilizacji cen znaczące straty na spekulacji
        instrumentami opartymi na cenach nośników energii poniosły m.in. fundusze
        hedgingowe zarządzane przez Citadel Investment Group oraz Ritchie Capital
        Management. Według nieoficjalnych szacunków, które cytował "Forbes" straciły one
        odpowiednio 150 mln i 100 mln dolarów.

        Na początku sierpnia 2006 r. serwisy agencyjne obiegła informacja o zakończeniu
        działalności przez fundusz MotherRock, który został założony przez byłego
        prezesa nowojorskiej giełdy NYMEX z lat 2001-2004, Roberta "Bo" Collinsa.
        Fundusz, działający od listopada 2004 r., koncentrował się na inwestycjach w
        kontrakty terminowe na gaz. Co prawda w 2005 r. wypracował dla swoich
        udziałowców stopę zwrotu na poziomie ok. 20 procent, ale w czerwcu 2006 r.
        MotherRock stracił ok. 24 procent kapitału, a lipcu kolejne ok. 25 procent. Po
        stracie połowy aktywów na przestrzeni dwóch kolejnych miesięcy Collins nie
        ryzykował weryfikacji praktycznej jaki wynik przyniesie sierpień 2006 r. i
        podjął decyzję o likwidacji funduszu. Zdarzenie to pokazuje, że nawet dla
        wysokiej klasy specjalistów wartki nurt rynku kontraktów terminowych okazuje się
        bardzo zdradliwy, chociaż skala strat była nieporównywalna z Amaranth, bowiem w
        pierwszej połowie 2006 r. fundusz MotherRock obracał "zaledwie" kwotą ok. 430
        milionów dolarów.

        Kilka tygodni później nastąpił wspomniany na wstępie upadek funduszu Amaranth,
        który jednak nie zamknął cyklu podobnych zdarzeń. W październiku Ritchie Capital
        zarządzający łącznie funduszami o wartości 2,8 mld dolarów ogłosił zamiar
        całkowitego zakończenia działalności funduszu Ritchie Energy Trading, aczkolwiek
        zarządzający nie ujawnili, czy fundusz poniósł istotne straty, które mogłyby
        stanowić podstawę dla takiej decyzji.

        Podkreślić należy, że fundusze związane z sektorem energetycznym nie posiadają
        monopolu na efektowne klęski. Wśród innych wielkich przegranych rynku hedge
        warto wymienić Aman Capital, Bailey Coates Cromwell Fund, Long-Term Capital
        Management, Marin Capital oraz Tiger Funds, spośród których żaden nie był
        związany z tym segmentem rynku.

        Podsumowanie

        Większość funduszy hedgingowych działa w oparciu o "multistrategie" stanowiące
        zaprzeczenie filozofii "polityk inwestycyjnych", jakie z mocy prawa muszą
        przyjmować klasyczne fundusze inwestycyjne. Polityka taka jest sztywnym gorsetem
        narzuconym zarządzającym i powoduje, że np. fundusz obligacji dolarowych zawsze
        musi inwestować w obligacje skarbowe, korporacyjne czy municypalne o określonym
        ratingu i denominowane w dolarach, nawet jeśli wahania kursu USD/PLN w oczywisty
        sposób powodują, że inwestor złotówkowy nie może na takiej strategii zarobić.
        Dlatego średniej klasy spekulant, który w styczniu 2006 r. kupił akcje
        Energopolu mógł przez rok zarobić ok. 670 procent - podczas, gdy bardzo wysoko
        oceniany fundusz Pioneer Obligacji Dolarowych Plus od sierpnia 2002 r. do końca
        października 2006 r. w przeliczeniu na złotówki zyskał zaledwie ok. 6,3 procent.

        Z drugiej strony istnienie jednoznacznych polityk inwestycyjnych zwiększa także
        przewidywalność otwartych funduszy inwestycyjnych. Czyni to z nich łatwiejsze w
        obsłudze narzędzia do lokowania kapitału dla inwestorów nie związanych zawodowo
        z rynkiem finansowym (w naszym przykładzie: inwestorów uzyskujących dolarowe
        przychody i szukających dolarowych, stabilnych inwestycji).

        Natomiast fundusze hedgingowe szukają swojej szansy wszędzie tam, gdzie pojawia
        się okazja do uzyskania wysokich stóp zwrotu. Dlatego w ich portfelach
        inwestycyjnych znajdują się obok siebie akcje spółek giełdowych i zamierzających
        wejść na giełdę (tzw. "pre-IPO"), udziały spółek z ograniczoną
        odpowiedzialnością, instrumenty pochodne oparte na walutach czy indeksach
        giełdowych, ale również inwestycje w całkowicie materialne dobra, jak
        nieruchomości albo surowce naturalne.

        Uśredniając wyniki wszystkich instytucji tego rodzaju stwierdzimy, że nie jest
        prawdą jakoby fundusze hedgingowe zawsze zarabiały więcej niż standardowe
        otwarte fundusze inwestycyjne. Przykładowo, wedle danych Hedge Fund Research w
        październiku 2006 r. średnia roczna stopa zwrotu funduszy hedgingowych wyniosła
        9,22 procent, co nie jest wynikiem szokującym na tle indeksu giełdowego Standard
        & Poor's 500, który w tym samym czasie wzrósł o 12 procent. Tym niemniej z całą
        pewnością zarabiają one w inny sposób i dlatego ich udział w portfelu
        inwestycyjnym zwiększa jego odporność na gwałtowne zmiany sytuacji na giełdach
        papierów wartościowych i wahania wyceny papierów skarbowych.

        Nie ulega także wątpliwości, że w rękach dobrego zarządzającego wieloletnie
        wyniki funduszy hedgingowych przekraczają osiągnięcia otwartych funduszy
        inwestycyjnych. Do legendy przechodzą wypadki, gdy fundusze tego rodzaju
        potrafiły zarobić astronomiczne kwoty na przestrzeni krótkich odcinków czasu.
        Warto w tym miejscu wymienić choćby Atticus Capital, który w ciągu jednego
        listopadowego dnia 2006 r. zyskał na wartości więcej niż 600 milionów dolarów
        oraz fundusz Quantum, który w 1992 r. zyskał prawie miliard dolarów na
        spekulacyjnym ataku na kurs funta (jak podaje Nicholas Dunbar w "Alchemii
        Pieniądza" inwestorzy, którzy zainwestowaliby 1000 dolarów w pierwszym roku
        działalności Quantum, otrzymaliby w 2000 r. ponad 3 miliony dolarów).

        Chociaż na kanwie upadku Amaranth wiele się mówi o tym, że fundusze hedgingowe
        są "niebezpieczne", w związku z czym należy "uregulować" ich działalność, to
        wydaje się, że takie postulaty opierają się na niewłaściwym rozumieniu
        bezpieczeństwa inwestycji (pomijam tu już rozważania, czy w ogóle rozbudowa
        regulacji prawnych przyczynia się do wzrostu bezpieczeństwa uczestników obrotu).
        W rzeczywistości bezpieczeństwo powstaje nie tylko dzięki inwestycjom w
        niskodochodowe przedsięwzięcia w stylu zakupu bonów skarbowych, ale także dzięki
        jednoczesnemu korzystaniu z wielu ryzykownych możliwości które są ze sobą
        ujemnie skorelowane. Kluczem do bezpieczeństwa inwestycji w fundusze hedgingowe
        nie jest więc wciskanie ich w konwencję klasycznych funduszy inwestycyjnych, ale
        umiejętna dywersyfikacja portfela, która zapewnia pewien stopień amortyzacji dla
        potknięć inwestycyjnych, które zdarzają się i będą się zdarzać nawet najlepszym
        specjalistom od asset manageme

        << Poprzednie 1 2 3 4 Następne >>
        Imię/nick:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka