foruminek
18.12.07, 18:16
Wysunę tezę, która – mam tę świadomość – nie wszystkim się spodoba.
Ludzie często interesują się tym, co na temat sytacji rynku myślą
analitycy.
Dobrze, jeśli pozostaje to tylko w sferze zainteresowania. Gorzej,
jeżeli na podstawie ich ocen dokonują wyboru. Sam mógłbym zostać
czołowym analitykiem, gdybym tylko zechciał kiwnąć małym paluszkiem.
To nic trudnego. Wystarczy tylko określić trend, (co nie jest trudne
mając do dyspozycji znane kursy wczorajsze) i to wszystko. Jak idzie
w górę – rekomendować kupno, kiedy idzie w dół – sprzedaż. Prawda,
jakie to proste?
Zawsze zgodnie z owczym pędem, prawda?
Co zatem jest wyznacznikiem skuteczności uczestnika rynku, w tym
również analityka?
Ano to, ile zarabia. I tutaj zbliżam się do tezy. Gdyby bowiem,
jeden z drugim, mądrala, utrzymywał się z handlu na którymkolwiek z
rynków i nie biegał codziennie o 6 rano do roboty, licząc na
pensyjkę, dopiero wtedy zdobyłby moje uznanie. Tymczasem każdy z
nich ględzi w kółko pierdy o „analizie technicznej” i po jakimś
czasie pisze na jej temat kolejną, nic nie wartą książkę - pod
których nadmiaru już dawno pękają półki w księgarniach - chcąc
dorobić parę groszy do pensyjki.