Dodaj do ulubionych

PZPN godzi w futbol

IP: *.zab.nat.hnet.pl 14.04.07, 00:03
Prokom - uczciwa firma; Arka - uczciwy klub.
Prokom uczciwy jak Arka.
Prokom sponsoruje - Arka kupuje.

Może spotkam kiedyś w ciemnej bramie kolatora lub listkiewicza...
Czego i wam życze
Obserwuj wątek
    • Gość: kidler PZPN godzi w futbol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.07, 00:07
      To jest śmieszne .Najpierw trzeba wywalić wszystkich UB i SB z pzpn zeby byl
      pożadek zmienić
      prezesa,i powstawiac takich ludzi ktorzy nie maja układów wtedy nie bedzie
      korupcji.
      • Gość: piłka Re: PZPN godzi w futbol IP: *.am.gdynia.pl 17.04.07, 12:06
        PZPN tak daleko zabrnął w korupcję, że nie bardzo teraz sam wie co zrobił, co
        jeszcze zrobić, PZPN poprostu się gubi. Niepotrzebne były zawieszenia klubów
        tym bardziej że liga już trwała. Skoro o korupcji wiedziano wcześniej trzeba
        było niedopuścić klubów do rozgrywek przed sezonem. Skoro je dopuszczono winny
        grać do końca sezonu. Teraz jest zbyt dużo pytań i niepotrzebnych domysłów i
        stwierdzeń. Jestem kibicem klubu z Gdyni. Odsunięcie od meczów i wręcz
        stwierdzenie p. Bońka, że on domaga się walkowera bo w innym czasie mecz jest
        do odegrania niemożliwy. Dla mnie to wymusił dla Widzewa walkowera. W przypadku
        Pucharu Polski to samo. Kluby które nie miały szans na zwycięstwa teraz się
        pisze że mają marne szanse na jakiekolwiek sukcesy w rozgrywkach pucharowych,
        międzynarodowych. Odsunięcie Arki dało innym klubom możliwości do grania w
        barażach. Teraz pytania ile drużyn winno grać jedna, dwie a może trzy, itp.
        Ludzie co Wy wyprawiacie. Wydaje mi się, że czas korupcję zamknąć. Winnych
        ludzi karać. A kluby zostawić i każdy winien grą zapracować na byt w I, II czy
        też niższej lidze, tym bardziej że w korupcję zamieszana jest nie tylko Arka,
        Łęczna ale inne kluby o których jest cicho i jak narazie tych klubów się nie
        zawiesza.
    • Gość: olekRTS PZPN godzi w futbol IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.07, 00:24
      Odczep sie smarzało czy jak ci tam od Widzewa, już se wymyślił układy z Bońkiem,
      a jak Arka kupiła w drugiel lidze mecz z Widzewem to co?? I ten wasz zasrany
      walkower nie jest nam potrzebny bo ustrzymamu sie spokojnie bez tego
      • Gość: Stach Widzew patrz GKS Katowice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.07, 00:53
        Widzew zbankrutował więc powinien grać w IV Lidze tak jak GKS. Kto płaci długi
        Widzewa,który spadł z I ligi?? Boniek, przecież przejął klub z całym
        dobrodziejstwem inwentarza? Więc zamilcz i ciesz się że RTS jest w I lidze a nie
        w IV lub III, tam gdzie powinien być.
        • Gość: max Brawo! IP: *.4web.pl 14.04.07, 00:59
          Widzę że niektórzy nie chorują na amnezję i doskonale pamiętają jakim "wałkiem"
          było przejęcie widzewa przez Bońka. Najwyraźniej święte PZPNowskie krowy były i
          są nadal uprzywilejowane.

          Gość portalu: Stach napisał(a):

          > Widzew zbankrutował więc powinien grać w IV Lidze tak jak GKS. Kto płaci długi
          > Widzewa,który spadł z I ligi?? Boniek, przecież przejął klub z całym
          > dobrodziejstwem inwentarza? Więc zamilcz i ciesz się że RTS jest w I lidze a ni
          > e
          > w IV lub III, tam gdzie powinien być.
        • Gość: RTS mylisz sie. IP: *.toya.net.pl 14.04.07, 01:43
          mylisz sie w kazdym słowie, które napisałes. RTS oddal druzyne piłkarską SPNowi,
          SPN narobił dlugów i spadł do II ligi. RTS zabrał SPNowi druzyne i oddał ją
          Stowarzyszeniu Bońka.SPN nadal istnieje, jak jestes ich wierzycielem do idź do
          Pawelca.
        • Gość: aaaaa Re: Widzew patrz GKS Katowice IP: *.nwrknj.east.verizon.net 14.04.07, 13:34
          Wyglada na to ze PZPN, komisja dyscypliny itp Listkiewicz, Tomczyk, Boniek itp
          kantuje i ustawia lige przy zielonym stoliku. Swiadczy o tym kuriozalna decyzja
          dotyczaca ekstraklasy. Oprocz tego otwartym pozostaje pytanie. Leczna i Arka
          handlowaly meczami, podobno przetargowano setki meczow. Tylko Arka i Leczna
          graly ze sobe kilka razy. To, z kim Arka i Leczna handlowaly, one byly jedna
          strona. To kto byl z drugiej strony, pan Bog. Partnerami w tranzakcjach byly
          inne kluby I i II ligi. Te kluby sa oczywiscie uczciwe. Oczywiscie to nie jest
          prawda.
          • Gość: ziutek Re: Widzew patrz GKS Katowice IP: *.4web.pl 15.04.07, 19:38
            A może kupili u sędziego? Nie przyszło ci to do głowy? A może i przyszło, tylko mózgu nie znalazło.
        • Gość: ziutek Re: Widzew patrz GKS Katowice IP: *.4web.pl 15.04.07, 19:36
          Sam zamilcz i nikogo nie pouczaj. Wiemy, że w temacie kupowania czegokolwiek to jestescie najlepsi, bo przecież macie bazar na stadionie (?). Podziękujcie Ptakowi za mistrza. Bezapelacyjnie kupionego. Ciekawe, co rodowitych lodziarzy obchodzić mogą długi Widzewa? Wam coś wiszą? Może tobie?
      • Gość: max Re: PZPN godzi w futbol IP: *.4web.pl 14.04.07, 01:03
        skoro Arka kupiła mecz od widzewa, tzn że widzew go sprzedał i powinien za to
        ponieść karę.

        Gość portalu: olekRTS napisał(a):
        > Odczep sie smarzało czy jak ci tam od Widzewa, już se wymyślił układy z Bońkiem
        > a jak Arka kupiła w drugiel lidze mecz z Widzewem to co?? I ten wasz zasrany
        > walkower nie jest nam potrzebny bo ustrzymamu sie spokojnie bez tego
      • Gość: tomcat Widzew był winny wierzycielom 20 mln PLN IP: *.aster.pl 14.04.07, 09:12
        Ktoś te pieniądze stracił aby Widzew mógł grać w I lidze.
    • Gość: antek to nieprawda, ze Zjazd moze wszystko IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.04.07, 02:55
      zjazd nazdwczajny obraduje tylko nad tematami, dla ktorych zostal zwołany
      w tym przypadku dla zmain w statucie
      • Gość: badman Re: to nieprawda, ze Zjazd moze wszystko IP: *.dyn.optonline.net 14.04.07, 03:03
        To sa JAJA!!!! O co walczy ta liga??Wyglada tak ,ze kandydaci na mistrza
        niedobrzy,niech spada KTO chce,uniewaznic rozgrywki!!!!
    • Gość: tomcat Orzeczenia tego pana i WD są skandaliczne IP: *.aster.pl 14.04.07, 09:10
      wyroki są skandalicznie niskie np. Podbeskidzie za kupienie 6 meczów kara minus
      6 punktów i ciekawostka dla Polonii za niezapłacenie wypłaty z 1996 dla
      Dziekanowskiego też minus 6 punktów - w myśl prawa polskiego jest to inna
      spółka i sąd powszechny roszczenia oddalił ponieważ ma spłacać je istniejąca
      spółka uprzednio będąca właścicielem Polonii.
      Ale Dziekanowski jest pracownikem PZPN to nadaje inny wymiar.
    • Gość: nigga Tomczak klamie IP: 217.153.171.* 14.04.07, 10:43
      PZPN jest wlascicielem rozgrywek a Ekstraklasa kupuje od niego licencje.
      Niech Tomczak lepiej opowie jak zatrudnial firme swojej zony i innych walkach
      robionych z Rusko. Solorz - Rusko - Nurowski - Boniek - Tomczak = obrzydliwa
      banda. A ciekawe jak pan Tomczak mogl zabrac punkty Polonii za przedawniona
      sprawe alkoholika (tak mowia) Dziekanowskiego? Farsa.
    • Gość: Kik PZPN godzi w futbol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.07, 15:53
      Niedziela cudów
      Ta spirala niesamowicie się nakręcała (mecz Górnik - Legia 3:0 i słynne pudełko po butach w szatni
      warszawiaków), aż przyszły lata dziewięćdziesiąte. Mieliśmy rok 1993 i słynną niedzielę cudów,
      zakończoną odebraniem Legii mistrzostwa (paradoks - jedyna kara dla klubu akurat za przestępstwo
      zupełnie nieudowodnione). W 1998 roku mistrzem był ŁKS, a potem kierownik tej drużyny wyznał, że
      kupił praktycznie wszystkie mecze. Nikt palcem w tej sprawie nie kiwnął. Lewe pieniądze szerokim
      strumieniem przelewały się przez ligę. Nikt nie narzekał, bo po co? Piłkarze mieli łatwiej, sędziowie
      dostatniej, działacze lepiej, trenerzy wygodniej. Na co komu ta dzisiejsza afera? Interes tylko popsuła.

      Gdy dziś ludzie piłki udają zaskoczenie, musimy mieć świadomość, że umoczeni są wszyscy.
      Korupcyjna sitwa, która się utworzyła, nie przepuściła żadnego sędziego nieskorego do układów.
      Wszyscy piłkarze, którzy w lidze rozegrali więcej niż dwadzieścia czy trzydzieści meczów, zetknęli się z
      handlem punktami. Każdy trener, który pokręcił się na szkoleniowej karuzeli dłużej niż miesiąc, choć
      raz pomógł szczęściu (albo po prostu mówił: "wolę o niczym nie wiedzieć"). Kierownicy drużyn rzadko
      w którym klubie zajmowali się tym, co rzeczywiście należało do ich obowiązków, czyli pompowaniem
      piłek. Częściej mieli notesy napęczniałe od numerów telefonów. A tam alfabetycznie? A. gra w
      Widzewie, B. w Odrze, C. w Pogoni, D. to sędzia... Każdy mecz można wygrać, przegrać albo
      zremisować.

      Rzeczywistość wymusiła zmiany. Tak jak jeszcze do niedawna nie mieliśmy ekspertów ds. sieci
      informatycznych albo na przykład pilotów F-16, tak nie było specjalistów ds. kupowania meczów. A być
      musieli, bo rynek tego potrzebował. Tak narodził się między innymi "Fryzjer", czyli przaśny działacz,
      który dziś uchodzi za szefa piłkarskiej mafii. Gdzieś nieopodal Szamotuł, w miejscowości Obrzycko -
      na drodze z Poznania do Wronek - mijało się jego dom, zwany w środowisku biurem spadków i
      awansów. To tam, a nie na stadionie w Polkowicach, awans do ekstraklasy wywalczył Górnik. To w
      Obrzycku, a nie na Bułgarskiej w Poznaniu, do ligi wchodził Lech. To tam Amica sięgała po Puchar
      Polski... Można wymieniać i wymieniać.

      Rychu, Fryzjer i inni
      Rycha znali i lubili wszyscy. Nikt nigdy w święta nie zapomniał zadzwonić do niego z życzeniami. A ile
      śmiechu z nim było? Ubaw po pachy! Kiedyś zaproszono mnie na kolację w Poznaniu. Był prezes
      pierwszoligowego klubu, trener, działacz sędziowski (Grzegorz K. - zapuszkowany), wspomniany
      "Fryzjer", a nawet dyrektor szpitala i przedstawiciel policji. Oto w takim gronie Rychu zwrócił się do
      kelnerki: " Co jest mniejsze niż piczka komarzycy?" Kelnerka, lekko zszokowana, odparła, że nie wie. "
      Ch... komara, bo musi w nią wejść!" - rubasznie odparł "Fryzjer" i śmiał się, a wraz z nim inni. W piłce
      działają głównie prości ludzie.
      "Fryzjer" - niegdyś właśnie fryzjer we Wronkach, dziś zakład prowadzi jego córka - miał haki na
      każdego. I o każdym wszystko wiedział. Gdzie mieszka sędzia Borski? Ulica Waleriana Czumy. W której
      szkole pracuje arbiter Jarosław Żyro? Ta i ta pod Bydgoszczą. Michał Listkiewicz wolał z Rychem nie
      wojować, bo fryzjerski gabinet mógł mieścić sporo zdjęć, dokumentów, kaset. A i schorowany coraz
      bardziej F. pamięć miał dobrą.

      Wiedział, kto prowadził mecze Miliardera Pniewy i kto po nich stał się miliarderem. Czyim samochodem
      wywożono telewizory firmy Curtis, a czyim kuchenki firmy Amica. "Spytajcie go, jaką kuchnię ma w
      domu! Na A się kończy i na A się zaczyna!" - zwykł odpowiadać, pytany o pewnego sędziego. Samego
      prezesa PZPN nazywał naczelnym rabinem kraju i od dawna nie darzył go sympatią. Ale zarazem
      Listkiewicz wiedział, że na wojnę z wielkopolskim golibrodą iść nie może.

      Za czasów F. wszystko było łatwiejsze. Wojciech Wąsikiewicz pracując w Amice, raz przeprowadził
      wyjątkowo krótką odprawę przed meczem. Kredą narysował kropkę na tablicy, a następnie powiedział:
      "To jest punkt, z którego wykonuje się rzuty karne. Sęk w tym, żeby ten rzut karny wykorzystać..." I
      karny był. Czasami punkty trzeba było zdobyć, czasami oddać. Dlatego zdarzało się, że Rychu wchodził
      do szatni i mówił piłkarzom: "Dzisiaj przegrajcie, a i tak dostaniecie kasę, jak za zwycięstwo".

      O samym "Wąsie" - postaci niezwykle sympatycznej - "Fryzjer" mawiał, że to "trzecioligowy trener z
      pierwszoligowymi wynikami". Powtarzał to, kiedy Arka Gdynia we wspaniałym stylu broniła się przed
      degradacją. Telefony miał do każdego. Pamiętam, jak jednego dnia spotkałem go, wychodząc ze
      stadionu Lecha. "Patrz, jakim autem przyjechałem!" - zarządził. Rozejrzałem się niepewnie po
      parkingu.

      "Nie tam patrz! Nie na renault! Na audi patrz!" - wskazał imponujący srebrny samochód. Słabość do
      tych maszyn miał zawsze. Jeszcze pracując w Amice, był jedynym kierownikiem drużyny w Polsce, który
      jeździł najnowszym modelem audi A8. Po chwili spytałem: "Kto jutro prowadzi mecz Wisła - Amica?" F.
      podrapał się po głowie: "Nie wiem, to tajemnica związku, obsada jest tajna!"

      Gdy zauważył, że mu nie dowierzam, wyjął komórkę i po chwili wiedział: "Zdunek. Wziął telefon jeszcze
      raz do ręki, wykręcił z pamięci numer i wypalił: "A ty k... co, zdunie jeden? Piece ku..orzu stawiasz?"
      "Ku..orz" było jednym z jego ulubionych słówek. Czasami był to komplement, czasami wręcz
      przeciwnie. Zależało od intonacji. Dziś ów zdun to już tylko Z., zatrzymany przez prokuraturę.
    • Gość: gew PZPN godzi w futbol IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.07, 16:07
      Niedziela cudów...
      Ta spirala niesamowicie się nakręcała (mecz Górnik - Legia 3:0 i słynne pudełko po butach w szatni
      warszawiaków), aż przyszły lata dziewięćdziesiąte. Mieliśmy rok 1993 i słynną niedzielę cudów,
      zakończoną odebraniem Legii mistrzostwa (paradoks - jedyna kara dla klubu akurat za przestępstwo
      zupełnie nieudowodnione). W 1998 roku mistrzem był ŁKS, a potem kierownik tej drużyny wyznał, że
      kupił praktycznie wszystkie mecze. Nikt palcem w tej sprawie nie kiwnął. Lewe pieniądze szerokim
      strumieniem przelewały się przez ligę. Nikt nie narzekał, bo po co? Piłkarze mieli łatwiej, sędziowie
      dostatniej, działacze lepiej, trenerzy wygodniej. Na co komu ta dzisiejsza afera? Interes tylko popsuła.

      Gdy dziś ludzie piłki udają zaskoczenie, musimy mieć świadomość, że umoczeni są wszyscy.
      Korupcyjna sitwa, która się utworzyła, nie przepuściła żadnego sędziego nieskorego do układów.
      Wszyscy piłkarze, którzy w lidze rozegrali więcej niż dwadzieścia czy trzydzieści meczów, zetknęli się z
      handlem punktami. Każdy trener, który pokręcił się na szkoleniowej karuzeli dłużej niż miesiąc, choć
      raz pomógł szczęściu (albo po prostu mówił: "wolę o niczym nie wiedzieć"). Kierownicy drużyn rzadko
      w którym klubie zajmowali się tym, co rzeczywiście należało do ich obowiązków, czyli pompowaniem
      piłek. Częściej mieli notesy napęczniałe od numerów telefonów. A tam alfabetycznie? A. gra w
      Widzewie, B. w Odrze, C. w Pogoni, D. to sędzia... Każdy mecz można wygrać, przegrać albo
      zremisować.

      Rzeczywistość wymusiła zmiany. Tak jak jeszcze do niedawna nie mieliśmy ekspertów ds. sieci
      informatycznych albo na przykład pilotów F-16, tak nie było specjalistów ds. kupowania meczów. A być
      musieli, bo rynek tego potrzebował. Tak narodził się między innymi "Fryzjer", czyli przaśny działacz,
      który dziś uchodzi za szefa piłkarskiej mafii. Gdzieś nieopodal Szamotuł, w miejscowości Obrzycko -
      na drodze z Poznania do Wronek - mijało się jego dom, zwany w środowisku biurem spadków i
      awansów. To tam, a nie na stadionie w Polkowicach, awans do ekstraklasy wywalczył Górnik. To w
      Obrzycku, a nie na Bułgarskiej w Poznaniu, do ligi wchodził Lech. To tam Amica sięgała po Puchar
      Polski... Można wymieniać i wymieniać.

      Rychu, Fryzjer i inni
      Rycha znali i lubili wszyscy. Nikt nigdy w święta nie zapomniał zadzwonić do niego z życzeniami. A ile
      śmiechu z nim było? Ubaw po pachy! Kiedyś zaproszono mnie na kolację w Poznaniu. Był prezes
      pierwszoligowego klubu, trener, działacz sędziowski (Grzegorz K. - zapuszkowany), wspomniany
      "Fryzjer", a nawet dyrektor szpitala i przedstawiciel policji. Oto w takim gronie Rychu zwrócił się do
      kelnerki: " Co jest mniejsze niż piczka komarzycy?" Kelnerka, lekko zszokowana, odparła, że nie wie. "
      Ch... komara, bo musi w nią wejść!" - rubasznie odparł "Fryzjer" i śmiał się, a wraz z nim inni. W piłce
      działają głównie prości ludzie.
      "Fryzjer" - niegdyś właśnie fryzjer we Wronkach, dziś zakład prowadzi jego córka - miał haki na
      każdego. I o każdym wszystko wiedział. Gdzie mieszka sędzia Borski? Ulica Waleriana Czumy. W której
      szkole pracuje arbiter Jarosław Żyro? Ta i ta pod Bydgoszczą. Michał Listkiewicz wolał z Rychem nie
      wojować, bo fryzjerski gabinet mógł mieścić sporo zdjęć, dokumentów, kaset. A i schorowany coraz
      bardziej F. pamięć miał dobrą.

      Wiedział, kto prowadził mecze Miliardera Pniewy i kto po nich stał się miliarderem. Czyim samochodem
      wywożono telewizory firmy Curtis, a czyim kuchenki firmy Amica. "Spytajcie go, jaką kuchnię ma w
      domu! Na A się kończy i na A się zaczyna!" - zwykł odpowiadać, pytany o pewnego sędziego. Samego
      prezesa PZPN nazywał naczelnym rabinem kraju i od dawna nie darzył go sympatią. Ale zarazem
      Listkiewicz wiedział, że na wojnę z wielkopolskim golibrodą iść nie może.

      Za czasów F. wszystko było łatwiejsze. Wojciech Wąsikiewicz pracując w Amice, raz przeprowadził
      wyjątkowo krótką odprawę przed meczem. Kredą narysował kropkę na tablicy, a następnie powiedział:
      "To jest punkt, z którego wykonuje się rzuty karne. Sęk w tym, żeby ten rzut karny wykorzystać..." I
      karny był. Czasami punkty trzeba było zdobyć, czasami oddać. Dlatego zdarzało się, że Rychu wchodził
      do szatni i mówił piłkarzom: "Dzisiaj przegrajcie, a i tak dostaniecie kasę, jak za zwycięstwo".

      O samym "Wąsie" - postaci niezwykle sympatycznej - "Fryzjer" mawiał, że to "trzecioligowy trener z
      pierwszoligowymi wynikami". Powtarzał to, kiedy Arka Gdynia we wspaniałym stylu broniła się przed
      degradacją. Telefony miał do każdego. Pamiętam, jak jednego dnia spotkałem go, wychodząc ze
      stadionu Lecha. "Patrz, jakim autem przyjechałem!" - zarządził. Rozejrzałem się niepewnie po
      parkingu.

      "Nie tam patrz! Nie na renault! Na audi patrz!" - wskazał imponujący srebrny samochód. Słabość do
      tych maszyn miał zawsze. Jeszcze pracując w Amice, był jedynym kierownikiem drużyny w Polsce, który
      jeździł najnowszym modelem audi A8. Po chwili spytałem: "Kto jutro prowadzi mecz Wisła - Amica?" F.
      podrapał się po głowie: "Nie wiem, to tajemnica związku, obsada jest tajna!"

      Gdy zauważył, że mu nie dowierzam, wyjął komórkę i po chwili wiedział: "Zdunek. Wziął telefon jeszcze
      raz do ręki, wykręcił z pamięci numer i wypalił: "A ty k... co, zdunie jeden? Piece ku..orzu stawiasz?"
      "Ku..orz" było jednym z jego ulubionych słówek. Czasami był to komplement, czasami wręcz
      przeciwnie. Zależało od intonacji. Dziś ów zdun to już tylko Z., zatrzymany przez prokuraturę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka