goniacy.pielegniarz
24.01.04, 17:15
Mówiąc delikatnie, nie jestem zwolennikiem SLD, co nie jest zresztą tajemnicą
na tym forum. Muszę jednak powiedzieć, że to, co wyprawia ten komediant
Jegieliński, to już jest szczyt groteski. Ten człowiek się nawet nie kryje ze
swoją obłudą. I pomyśleć, że od takich ludzi mogą zależeć najważniejsze
decyzje dotyczące państwa. Najpierw naściągał do swojego grona co lepszych
hochsztaplerów wyrzuconych z SLD, a teraz chce dla nich zdobyć stanowiska.
Podobno domagał się stanowiska wicemarszałka Sejmu dla ... Mariusza
Łapińskiego. O stanowiskach w ministerstwach i o samym stanowisku
wicepremiera (pewnie dla Jagielińskiego) już nawet nie spomnę. Nie wspomnę
także o braku jakichkolwiek dowodów na to, że ci pseudoparlamentarzyści ze
stajni Jagielińskiego mają jakąlkowiek wiedzę, czy też predyspozycje do
zajmowania stanowisk na przykład w ministerstwie skarbu. Ba! Ja mam duże
wątpliwości nawet co do kondycji psychicznej niektórych osób, które pojawiły
się w całej tej sprawie.
Ale Jagieliński nie czuje żadnego wstydu. Kilka godzin po wyjściu z koalicji
stwierdził, że nie wyklucza ponownego wejścia i czeka na propozycje od SLD.
Czy ten człowiek się dobrze czuje? Pytam poważnie. Tutaj nawet nie chodzi o
plan Hausnera i o to, czy się go popiera czy nie, tylko o polityczne
prostytuowanie się. A najśmieśniejsze w tym wszystkim jest to, że Jagieliński
nie zagłosuje za samorozwiązaniem Sejmu, bo nie miałby szans na ponowny
wybór. Chyba, że SLD wspaniałomyślnie wystawi go na swoich listach wyborczych
za głosowanie przeciwko samorozwiązaniu. Już Jagieliński będzie wiedział, jak
to rozegrać. Pojawił się jednak w tej całej sprawie jeden pozytywny aspekt.
Podobno w SLD słychać głosy, mówiące o tym, że za głosowanie przeciwko
rządowi, należy poprzeć wniosek o postawienie Łapińskiego przed Trybunałem
Stanu.