kitop
22.02.04, 16:03
Pewien mój stary znajomy, człek ongiś mocno "wtajemniczony", przedstawił mi
swoją wersję historii Kuklińskiego, dość dyskusyjną, ale ciekawą. Po pewnych
przemyśleniach i własnych spostrzeżeniach chcę ją Państwu przedstawić - pod
dyskusję i może w celu uspokojenia rozbuchanych ponad miarę emocji.
Kuklński był oczywiście szpiegiem amerykańskim. Ale od pewnego momentu o
jego pracy dla Amerykanów wiedział polski wywiad. Przypomnę - jeden z
oficerów LWP wspomniał przy okazji śmierci Kuklińskiego, że był on w pewnym
momencie "przyłapany" na fotografowaniu tajnych dokumentów. I co? Nic?
Taka sytuacja to idealny moment do operacji - "odwrócenia" agenta lub
przejęcia kontroli nad jego działalnością.
W pierwszym przypadku oznacza to, że szpieg, z pełną świadomością, pod
zagrożeniem życia, przesyła swoim dotychczasowym mocodawcom tylko to co mu
podsuwją jego nowi mocodawcy, czyli w tym przypadku polski wywiad.
W drugim, to samo, tylko, że agent nie ma świadomości, że jest kontrolowany
i przesyła tylko to, co mu się podsunie.
Sceptykom pragnę zwrócić uwagę, że oficjalna wersja utrzymuje, iż Kukliński
przekazał Amerykanom ponad 45 tys stron tajnych dokumentów. Oczywiście
fotografi tych dokumentów, bo one zaginąć nie mogły. Proszę sobie wyobrazić
stopień trudności! Każda strona to jedna klatka filmu! W pelnym zagrożeniu, w
obawie o los swój i rodziny. Możliwe? Może tak ale niezwykle trudne, wręcz
niemożliwe, chyba... No właśnie, chyba, że nikt mu specjalnie nie przeszkadza
albo wręcz odwrotnie.
CD za chwilę.