olga_w_ogrodzie
22.05.10, 17:16
- Mam nadzieję, że powie do nas coś więcej, oprócz „dziękuję” –
mówiła wiekowa pani oczekująca na przybycie p. Jarosława
Kaczyńskiego na wiec.
Większość osób na Pl. Teatralnym stanowili ludzie w podeszłym i
mocno podeszłym wieku.
W przewadze były starsze, skromnie bardzo ubrane kobiety.
Jedna z nich podeszła pokazując gazetę „Warszawską”.
- Jakaś pani rzuciła tę gazetę na chodnik, bo mówiła, że
to „Wyborcza”, ale ja nie wiem co to jest.
Inna uczestniczka wiecu wzięła od niej gazetę i poprosiła
towarzyszącego jej mężczyznę :
- Franciszek, zobacz ty, bo ja się nie znam.
Pan Franciszek zaczął przeglądać gazetę. Na pierwszej stronie były
teksty obśmiewające wypowiedzi Andrzeja Wajdy i prof.
Bartoszewskiego oraz materiał sugerujący, iż w katastrofie
smoleńskiej chodziło o zamordowanie Ś.P. Prezydenta Lecha
Kaczyńskiego, ale staruszek uznał :
- Czcionka taka sama, jak w „Wyborczej”. To chyba „Wyborcza” jest.
11 minut po 14. przejechały przed nami dwa srebrno-metaliczne
samochody z p. Jarosławem i towarzyszącymi mu osobami..
Ludzie zaczęli bić brawo. Towarzyszka pana Franciszka powiedziała :
- No klaskałam, ale nie widziałam czy on tam w ogóle był. A w ogóle
to jednak nie powinien się spóźniać, skoro my tu czekamy.
Z tłumu nagle wyszły dwie osoby - kobieta i młody mężczyzna, niosące
wysoko tablice z napisami : „Go Jarek ! Go!” i „
"No concession to opression". Na drugiej stronie był
napis „Bronisław Komorowski”.
- Co to znaczy „Go” ? – pytali siebie nawzajem ludzie, ale nikt z
nich nie wiedział.
Z głośników płynęła nastrojowa muzyka z serialu „ Rodzina
Połanieckich”.
- Jak pięknie – wzruszyła się siwowłosa kobieta i, widząc dwójkę
młodych ludzi przepychających się przez tłum Senatorską w kierunku
Starego Miasta, dodała :
- I młodzież jest. Cudownie.
Ulica nie była zamknięta dla ruchu, ale ludzie wstrzymywali go
stając poza szarfą otaczającą plac przed teatrem.
- Powinniście zamknąć ruch – mówili do policjantów.
Ci odpowiadali : - Dla nas też tak byłoby lepiej, bo mniej roboty,
ale miasto się nie zgodziło.
- Wiadomo – jakby to było spotkanie z Komorowskim, to by się
zgodzili – mówiono.
- To Hania się nie zgodziła.
- Może trzeba było to zorganizować na innym placu, większym. Trudno
zamknąć tak ruchliwą ulicę, zwłaszcza teraz, gdy mogą przejeżdżać tu
jakieś wozy w związku z powodzią – powiedziałam, ale ludzie obok
uznali:
- Na pewno chcieli na innym, ale im nie pozwolono.
Po chwili jednak ulica została zamknięta.
W końcu doczekano się prezesa, który wszedł na scenę i na tle
telebimów zaczął przemawiać.
Stanął w pewnej odległości od mikrofonu, może zbyt daleko i, pomimo
wielu widocznych nad sceną głośników, nie było słychać ani jednego
słowa.
- Nic nie słychać ! Nic nie słychać – skandował tłum.
Ludzie stojący obok mnie mówili, że „oni tak specjalnie”.
- Ale kto specjalnie ? – spytałam – przecież organizował to sztab
PiS.
- Myśli pani, że oni nie mają nawet wśród swoich ‘rozwietków’ /?/.
Rozwietki wszędzie są i działają. Specjalnie to zrobili – gniewnie
skarcił mnie za niewiedzę pan Franciszek i huknął głośno :
- Nic nie słychać!
- Panie, co pan wyprawiasz ?! – odkrzyknął mu inny starszy mężczyzna
stojący bliżej sceny.
- Jak co wyprawiam ?! Nic nie słyszę, no to co ja z tego mam ?! –
rozzłościł się pan Franek.
- Eeee. Nie ma co się denerwować. W domu obejrzymy w TV Trwam. Tu
nie musimy wszystkiego słyszeć, ważne, że jesteśmy - mówiła jedna z
kobiet.
Jednak, choć i on, i inni nie słyszeli przemówienia p. Kaczyńskiego,
bili brawo, gdy ten zawieszał głos i krzyczeli :
„Ja-ros-ław ! Ja-ros-ław!” .
W tłumie pełno było biało-czerwonych flag i tablice z napisami : „
Bóg, Honor, Ojczyzna”, „Jarku ! Pomocy! Ratuj!”.
Gdy p. prezes skończył przemawiać, na scenę wszedł pan, którego było
słychać już całkiem dobrze – mikrofon trzymał w ręku i mówił o sms-
ach na rzecz powodzian. Dziękował TVP, Polskiemu Radiu, Polsatowi,
TVN. Gdy wymienił dwie ostatnie nazwy ludzie gwizdali i pokrzykiwali
niechętnie.
Przed zapowiadanym koncertem na rzecz powodzian, zaczęli się
rozchodzić.
- Teraz chyba będą zbierać od nas pieniądze na powódź. Chodźmy stąd –
powiedziała siwowłosa pani do koleżanki w bluzce w czerwone róże.
Gdy stamtąd szłam na Starówkę, usiłujących przedrzeć się przez tłum
na chodniku ludzi, zaczął strofować jeden z policjantów.
Zdenerwowało to parę nastolatków trzymających się za ręce.
- Tam niech pan sobie idzie rządzić – wskazał na Pl. Teatralny
chłopak.
A jego dziewczyna dodała : - No i teraz tak będzie rządzić policja,
w policyjnym państwie, a my będziemy mieli przejeb..e przez 5 lat,
póki Kaczyński nie zdechnie.
- Gdyby mi umarł brat, to w życiu bym się nie pchał na żadne
stanowiska – powiedział chłopak.