wuk4
29.05.10, 09:15
Włączam rano telewizor, jeszcze słychać o fali powodziowej. Mam
nadzieję, że już więcej ludziom złego się nie stanie, więc zwracam
uwagę na pewne szczegóły - w tym wypadku filologiczne.
Otóż pani dziennikarka, która relacjonowała sprawę z Kostrzyna nad
Odrą, mówiła, że fala powodziowa zbliża się "do Kostrzynia". I
mówiła, że jest "w Kostrzyniu".
Mało nie siadłem, bo od razu zacząłem się zastanawiać: jak ja
przepuścili przez egzaminy?
Z tego co wiem, nie ma w Polsce miejscowości (tym bardziej miasta)
o nazwie "Kostrzyń". Natomiast są dwa miasta o nazwie KOSTRZYN -
jest Kostrzyn nad Odrą i Kostrzyn (Wielkopolski, k. Poznania). W
obu przypadkach jedzie się do Kostrzyna i jest się w Kostrzynie.
Istnieje wprawdzie mała rzeczka Kostrzyń koło Siedlec - i tam
można łowić ryby w Kostrzyniu (w nurtach Kostrzynia).
Wśród dziennikarzy zasady języka polskiego powinny być opanowane na
poziomie bardzo dobrym. Niestety, tak nie jest. Ta pani "z
Kostrzynia" nie jest wyjątkiem. Mam nadzieję, że za parę dni nie
będzie mówiła, że jest "w Szczeciniu" i relacjonowała sprawy "ze
Szczecinia" zamiast ze Szczecina.
Nie narażajcie się na wstyd i śmieszność. Pamiętajcie -
forumowicze, dziennikarze i wszyscy - Kostrzyn, Szczecin, Lublin,
Lubin, Świebodzin // Kostrzyna, Szczecina, Lublina, Lubina,
Świebodzina //w Kostrzynie, w Szczecinie, w Lublinie, w Lubinie, w
Świebodzinie/ Ale jak jest miękkie na końcu to mamy Toruń, Wieluń,
Katyń// Torunia, Wielunia, Katynia//w Toruniu, w Wieluniu, w
Katyniu.