dreammaster
22.07.10, 21:01
66 lat temu ogłoszono dokument, uznawany symbolicznie za początek wolnej
Polski - Manifest PKWN. Nic to, że dokument ogłosiła jako pierwsza rozgłośnia
moskiewska, wyraźnie dając do zrozumienia, kto tę naszą suwerenność będzie
kontrolował. Zresztą członkowie PKWN - powołani już 20 lipca, a zatem dwa dni
przed oficjalną datą - dotarli do Polski dopiero po kilku dniach (27 lipca).
Indoktrynacja polityczna, przeprowadzona przez Wielkiego Brata, trwała więc
tydzień.
Manifest zawierał wiele ciekawych tez. Jasno precyzował granicę na Zachodzie,
jednakże anschluss ponad jednej trzeciej terytorium Polski przez okupacyjne
wojska Stalina pomijał delikatnym milczeniem. Do dziś zresztą dla niektórych
nie była to bandycka aneksja, ale bratnia pomoc dla braci Ukraińców i
Białorusinów. Co więcej, takie farmazony padają z ust ludzi, którzy w tamtych
czasach nie żyli, a PRL znają li tylko z opowiadań dziadków i babci, bo o
historii pojęcie mają, delikatnie mówiąc, mgliste.
Kolejnym efektem Manifestu był pozorny pluralizm polityczny. Pozorny - bo choć
pozwolono na istnienie takich partii jak PPS, Stronnictwo Demokratyczne czy
Stronnictwo Narodowe - zadbano o to, by ich ścisłe kierownictwo podlegało pod
jedynie słuszną partię rządzącą, czyli de facto - pod Moskwę. Prawdziwa
opozycja działała w podziemiu, a później została zniszczona w UB-ckich lochach
lub wywieziona do Moskwy i uwięziona (co część z nich przypłaciła śmiercią w
radzieckich więzieniach).
Reforma rolna, tak szumnie opisywana jako "sukces", zakończyła się klapą.
Ziemię wmuszano wręcz chłopom, co biorąc pod uwagę fakt, że za otrzymany
prezent musieli płacić, nie powinno dziwić. Do obdarowywania społeczeństwa
użyto więc wojska oraz Milicji Obywatelskiej, co skutecznie powstrzymywało
niechęć i zaowocowało rozparcelowaniem między chłopów 212.000 ha ziemi.
Zgodnie z dziwnie pojętą "sprawiedliwością społeczną" rozkradziono majątki
większe niż 50 ha, oczywiście nie wypłacając właścicielom odszkodowań.
Konsekwencją Manifestu i rządów Rządu Tymczasowego było referendum z 1946 r.,
w którym typowymi lewicowymi metodami, czyli biciem, szantażem i zastraszaniem
"zachęcano" do głosowania na likwidację senatu, kontynuację reform oraz
utrwalenie zachodniej granicy (o wschodniej ani słowa -jakże to typowe...).
Wyniki podrasowano jeszcze fałszerstwem, nic więc dziwnego, że wyniki były
zgodne z oczekiwaniami. Ten model "sprawiedliwych" wyborów, których wyniki
znane były jeszcze przed ich ogłoszeniem, był zresztą praktykowany przez cały
okres istnienia rządów pseudokomunistów w Polsce. Wszak Partia i Wielki Brat
zawsze lepiej wiedzieli, czego chce społeczeństwo, za co zresztą pokutujemy do
dziś.
Manifest PKWN od samego początku był wielką, propagandową klapą, co nie
przeszkadza gorliwym zwolennikom tamtego chorego ustroju świętować do dziś
rocznicy jego powstania. Nie dziwię się ludziom, pamiętającym jeszcze tamte
czasy, ale kiedy coś tak ohydnego propagują ludzie młodzi, dziwi mnie to. Nie
wiem, czy to pranie mózgu, czy niechęć do nauki w szkole i związane z tym
braki, czy jeszcze coś innego?
Można powiedzieć, że byłoby to śmieszne, gdyby nie było takie straszne...