Dodaj do ulubionych

Katolicki program walki z Zydami

IP: 5.2.1R1D* / 193.251.169.* 31.03.04, 17:11
Zyd to twój wróg!
Kto jest zdrajca i szpiegiem - Zyd!
Kto jest klamca i falszerzem - Zyd
Kto jest wezem-kusicielem - Zyd
Kto jest siewca wszelkiego zla - Zyd
Kto jest lichwiarzem-pasozytem - Zyd
itd.

www.polonica.net/Program_walki_z_Zydami.htm
Obserwuj wątek
    • Gość: jan Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.multicon.pl 31.03.04, 22:41
      One dzieci chrześcijańskie na macę przerabiali i świety sakrament wykradłszy
      kłuli jego szpilkami a potem rzuciwszy na ziemię deptali (Z "Zywota Swietych" ,
      wyd.Przemyśl , imprimatur bp Bastian)
      • Gość: Salcie [...] IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.03.04, 23:01
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:02
        A o kim pisał J. Brzechwa?

        Dzieci zabijać w kołyskach!
        Marzą panowie z Wall-Street.
        Byle jeszcze coś zyskać,
        Byle handelek kwitł!

        O nową wojnę zwracacie się
        Do nich.
        Rączka w rączkę!Kieszeń wkieszeń!
        Łeb w łeb!

        Każdy trup-to zysk.
        Każdy zysk-to trup.
        Myślicie;Skoro tak,
        No to siup!

        Byle już!Byle prędzej!
        Magnatom
        Trzeba więcej pieniędzy
        Za atom!

        Zabite dziecko-warte dolara.
        Dorosły-dolara i pół!
        Gazy trujące-na wierzch!
        Bomby na stół!

        To się wam śni po nocach,
        Po nocach i całych dniach:
        Krew niemowląt w kołyskach,
        Płomienie i strach!

        Lecz cóż?Sny się nie ziszczą!
        Na szczęście.
        Rośnie lawina protestów,
        Wznosi się miliard pięści!

        Każda pięść-to dynamit!
        Mocniejsza niż siła oręża!
        Cień pada nad wami.
        POKÓJ ZWYCIĘŻA!

        tomik spółki Brzechwa-Minkiewicz"Pokój zwycięży" Warszawa 1951

        Warunkiem uniknięcia zagłady była oczywiście walka o pokój u boku ZSRR i
        akceptacja zmian(które i tak były konieczne).

        • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:07
          Gdy bankier,zbrodniarz,szpieg i spaeker
          Z Londynu,Rzymu,i Ameryk
          Podnosi łeb i głosnym krzykiem
          Zwiastuje przyjście nowej ery

          I miastom bluźniąc,bluźniąc chatom,
          Kościołom,szkołom,naszym dzieciom,
          O panowaniu śni nad światem
          I grozi wojną, rzezią trzecią;

          Gdy Kopfy,Ilse Kochy,Schachty,
          By czynność swą wykonać zwykłą-
          Podpalić świat i pośród gwałtu
          Jak w Oświęcimiu posiać cyklon,

          Gdy-mówię-znamy jego imię
          I kształt,i głos,i zamierzenia,
          Nie zdoła zbrodniarz w krwi i dymie
          utopić pokolenia!

          Patrzymy mu na krwawe ręce,
          Niech wie,niech czuje niespokojny,
          Że jest nas więcej,więcej,więcej
          Przeciwko wojnie!


          M.Wygodzki
          • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:10
            Na całość poszedł Jan Brzechwa.Otrzymawszy partyjne zadanie
            zohydzania"Głos Ameryki"-radiostacji,która psuła robotę
            komunistycznej propagandzie,przypisał Stanom Zjednoczonym
            wszystkie możliwe winy,całe zło świata:

            GŁOS AMERYKI

            Fala czterdzieści cztery,
            Dwudziesta pierwsza trzydzieści.
            Słyszycie Głos Ameryki!
            Dobre lub złe ,ale prawdziwe wieści!

            -----

            Ameryka! Ta ziemia szczęśliwa i wolna,
            Ojczyzna Waszyngtona,kolebka Lincolna,
            Zmieniona w kraj biznesu,kryzysu i reklam,
            Wprowadziła zasadę:chwal się się,ale nie kłam!
            Chwal się gumą do żucia,chwal się Coca-Colą-
            Niektórzy Coca-Colę od wolności wolą,
            Niektórych wolność cieszy,a niektórych złości:
            Fast przez kraty spogląda na Posąg Wolności.
            Trudno.Truman i trumna-dwa dwa podobne słowa,
            Zmieści sie między nimi bomba atomowa.
            Za żelazną kurtyną nikt o niczym nie wie,
            A tu wie nawet Murzyn wiszący na drzewie
            I każdy bezrobotny, i największy tuman:
            Dobrobyt,prawda,wolność-to Marshall i Truman.

            O,key!Dziś za dolara można kupić szpiega.
            O,Queuille!Któż dolarowi chętnie nie ulega?
            W Departamencie Stanu nikt nie pragnie wojny.
            Acheson,jak wiadomo,człowiek bogobojny,
            Bogobojni Yankesi nie tracą nadziei,
            Że będą Coca-Colą handlować w Korei,
            Że z czasem znowu chiński opanują rynek,
            Bo rząd amerykański dba o szczeście Chinek,
            Dba także o Formozę Departament Stanu,
            Murzynow zaś poleca panom z Ku-Klux-Klanu.
            Murzyn wisi,Fast siedzi,Truman jeździ autem.
            Roosevelt mądry,że umarł.Dostałby za Jałtę.

            ---

            Fala czterdzieści cztery,
            Dwudziesta pierwsza trzydzieści.
            Słyszycie Głos Ameryki!
            Dobre lub złe, ale prawdziwe wieści!

            ---

            Leżą imperialiści na pokładach yachtów,
            Chcą agresji,chcą wojny,zyskownych konszachtów,
            A tu Apel Sztokholmski:stek złośliwych szykan!
            Kwakrzy i metodyści liczą na Watykan,
            Watykan cud uczyni i Hitlera wskrzesi,
            Wiedział Hitler,co warci Polacy i Czesi,
            Wiedział,jak trzeba walczyć z czerwoną zakałą.
            Truman jest za łagodny.Tito-to za mało.
            Gdyby Hitler zmartwychwstał,na rękę by szedł nam,
            Już by imperialialistów przestał drażnić Vietnam,
            I ten Apel Sztokholmski,i Chiny Ludowe.
            Bodajby komuniści mieli jedną głowę,
            Jak to marzył przed laty cezar Kaligula:
            Na jedną głowę jedna starczyłaby kula,
            A czerwone sztandary poszłyby na ścierki!
            Tu mówi Nowy Jork!Słyszycie głos Ameryki!
            Głos tej Ameryki,co świat dolarem mierzy,
            Ameryki giełdziarzy,łgarzy i szalbierzy,
            Ameryki bezprawia,chamstwa i ucisku,
            Ameryki gangsterów żądnych krwi i zysku,
            Ameryki grożącej pałaszem Goliata,
            Ameryki zbrodniczych podpalaczy świata,
            Którzy głoszą,że wojna ludzkość uszlachetni.

            ---

            My-walczymy o pokój.Plan nasz-sześcioletni.
            • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:13
              CZERWONY MARSZ


              Bije godzina niezapomniana
              Zakret historii-druga zmiana
              Trzeba zwyciestwu drogę torować,
              Marsz rozpoczęty,Partio prowadź!
              (...)
              Chowa spekulant worki w sklepie,
              Kołtun z trwogi pacierze klepie
              (...)
              Wiedźmy po domach straszą dzieci,
              -Masła nie ma, wzięli "Sowieci".
              (...)
              Pasibrzuch wiejski chłopów judzi
              -Na Sybir będą wywozić ludzi
              Żyje,mąci,knowa podziemie,
              Walka trwa dalej,wróg nie drzemie,
              Kto nie z nami,będzie z nami,
              Kto przeciw nam-piła go złamie!

              Który tam?Z drogi.Partia kroczy,
              Twoja partia ludu roboczy
              Wspólnie pracować,wspólnie budować
              Maszerować!Partio,prowadź!

              (Jan Brzechwa,"Marsz")
              • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:18
                Rytualny ubój Miłosza

                15 maja 1951 roku odbyła się w Paryżu zaskakująca konferencja prasowa , na
                której attache kulturalny komunistycznej Polski Czesław miłosz oświadczyl , iz
                pozostaje na Zachodzie. Wiadomość ta była dość skutecznie blokowana przez
                krajową informację;nagonka na Miłosza rozpętana została dopiero jesienią 1951
                roku , przyczym celem jej był nie tyle poeta , który uciekł , ile raczej
                poeci , którzy zostali.

                Najbardziej haniebnym epizodem w tej nagonce był wydrukowany(4 listopada) w
                Trybunie Ludu paszkwil Słonimskiego"Odprawa". Nie wymieniając nazwiska Miłosza
                (bo i tak wszyscy wiedzieli , o kogo chodzi)Słonimski pisze m.in.:"Słowo
                twoje , jeśli tu dociera , przyjaźnie brzmi w szynkach szmuglerskich, w
                knajpach aferzystów, sprzymierza się z chuligaństwem, usprawiedliwia nierobów i
                awanturników, czekających na nową wojnę światową(...)rozgrzesza skrytobójców".

                "Cieszy cię każde zło, bo to twój żer, bo płatny jesteś, aby je odszukiwać i
                rozgłaszać".Wrogiem jesteś naszej teraźniejszości, ale co cię przeraża
                najwięcej, to nasza przyszłość.Wiesz, że wykonanie sześcioletniego planu uczyni
                z Polski wielki i silny kraj socjalistyczny"."Nie chcesz aby powstały na tej
                ziemi setki nowych uniwersytetówi laboratoriów"(...)Te i tym podobne
                argumenty...należały jeszcze do najbardziej umiarkowanych.

                Bo uniesiony oburzeniem prawdziwego komunisty - humanisty, Słonimski w końcu
                obnaża prawdziwe marzenia Miłosza:"Czego chcesz wojny?...Bądźmy szczerzy.
                Chcesz jednej tylko rzeczy.Chcesz wojny.Na trupach nowych milionów dzieci,
                kobiet i mężczyzn opierasz swoje nadzieje.(...)Sprzymierzeńcami twoimi są
                przywrócone do życia upiory hitlerowskie.

                Nie wiem czy to było śmieszne:podtuczony przez partię przedwojenny jamnik
                salonowy Słonimski okazał się najczulszym psem łańcuchowym komunizmu.
                Odpowiedź Miłosza pt."Do Antoniego Słonimskiego"(w paryskiej kulturze nr12/1951)
                podsumowała te pełne świętego oburzenia wywody zdaniem, które zabrzmiało jak
                wyrok:"twój artykuł - zwraca się Miłosz do Słonimskiego - jest napisany według
                wszelkich zasad przyjętych w okresie procesów moskiewskich"

                Atakom propagandystów (i poetów występujących w roli propagandystów)
                towarzyszyły ataki poetów występujących w roli poetów.Można z nich złożyć dość
                orgyginalną antologię.Najszybciej i najbardziej prymitywnie zaatakował Miłosza
                niedawny politruk, obecnie nadworny satyryk - Leon Pasternak.Podobnie jak
                Słonimski, on także nie używa nazwiska atakowanego poety - po części dlatego,
                iż reguła propagandy zakazuje upowszechniania nazwisk przeciwników, a po części
                dlatego, żeby przypadek Miłosza uogólnić i zaatakować nie tyle konkretnego
                poetę, ile "zdrajcę w ogóle".

                Jest to ułatwienie literackie(większa swoboda)i zabieg pozwalający skierować
                ostrze wiersza nie przeciw Francji, ale przeciw Stanom Zjednoczonym.Dopiero
                końcówka wiersza pozwala odgadnąć adresata - farbowanego wieszcza:

                FARBOWANY LISEK

                Wymknął się za kordon farbowany lisek,
                pociągnąwszy wpierw nieźle z państwowego cycka,
                taszcząc wytwornych asortyment walizek,
                bo go wabi kultura - super-atlantycka.

                Poczujesz ty kulturę - u stupajów z eMPi -
                w łapach, w których utkwiła upragniona wiza!
                Skomlącemu o azyl, wywiadowcy tępi
                nogi na stół wywalą, każąc but swój lizać!

                Byle jakich zdrajców nie kupują już zaraz,
                nie każdemu sądzone wyróść na ...Krawczenkę!
                Kiedy zaś haniebny skończy się ambaras,
                dadzą ci Atlantyk - że ci rura zmięknie.

                Dadzą ci tę wolność, aż tak wytęsknioną!
                Wolność ścierki przy kuble, kundlana łańcuchu.
                Dalej!Rozdrapywać zapocone łono!
                Nuże pisać paszkwile w atlantyckim duchu!

                Śmierdzi ci ojczyzna robotniczo - chłopska?
                Co duszyczkę ciasną(ale własną!)tłamsi?
                Będziesz miał dolarową, w drobny mak - arturowską,
                dezerterze idej, sumień defraudancie.

                A my cóż - przeżyjemy. Doczekamy jeszcze...
                Tylko mamy po tobie obrzydliwą zgagę.
                Zgadza się rachunek - farbowany wieszczu:
                wczoraj folksdojcz, dziś zdrajca, a jutro już - agent.
                • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:20
                  Najbardziej kuriozalny jest "Poemat dla zdrajcy" Gałczyńskiego. Poeta, który
                  sam był atakowany(między innymi przez Ważyka)za formalizm, mieszczaństwo i inne
                  grzechy przeciw socjalizmowi, poeta, który był karany zakazami druku -
                  potraktował sprawę Miłosza jako okazję do pokazania własnej lojalności. Wiersz
                  wydrukowany na początku 1952 roku, Gałczyński opatruje datą 1951 - jeśli jest
                  to antydatowanie, to także po to, by pokazać, że jako jeden z pierwszych
                  "dał odpór zdrajcy. Poza tym Gałczyński...dokładnie nie ma nic do powiedzenia,
                  jego"poemat"jest zlepkiem starych pomysłów, a serwilizm przeżera w
                  końcu...nawet formę wierszy poety.Ostatnie strofy "poematu"pisane są w poetyce -
                  jeśli nie Majakowskiego, to...Woroszylskiego. Ato także było wtedy w cenie.

                  POEMAT DLA ZDRAJCY

                  Tu gdzie szarą wiklinę iskrami
                  stroi słońce, zaś wiatr ptakami;
                  tu gdzie Wisła jak synogarlica
                  grucha falą płynąc do księżyca;
                  tu gdzie z dębu jemioła migotliwa
                  silnie złoci się, gdy dnia przybywa,
                  tu mój dom, w nim kos mój gwiżdże,drze się,
                  jakby nadal był w wesołym lesie;
                  tu mój czs jak syren włos schwytany,
                  tu te lampy razem z instrumentami,
                  tu łzy moje i architektura,
                  cień od łez i promień z mrocznej szpary;
                  tutaj wszystkie moje gałęzie i konary,
                  pośród których odpoczywam jak chmura.

                  A ty jesteś dezerter.
                  A ty jesreś zdrajca.

                  Okiem zdrajcy patrzysz na Rawennę,
                  na mozaik kamyczki promienne,
                  potem piórem, ręką dezertera
                  chciałbyś myślom swym kształt nadać trwały -
                  ale oto litery powstały
                  i splunęły ci w pysk. Wierszyk umiera.

                  A tyś myślał, że ci będzie lepiej,
                  a tyś myślał, że lutnia to sklepik,
                  z którym można koczować przez bruki -
                  byle tylko chleb i piżama -
                  tak, mój panie, nowojorski kramarz
                  rozumuje na temat sztuki.

                  Uch, przebolałem ja tę sprawę,
                  jakby mnie batem bili,
                  klnę się na matkę i Warszawę,
                  że to mnie jeszcze boli;

                  a ja sądziłem: minie, przejdzie,
                  że jakos ból wypielę -
                  a ty mi ciągle z dna pamięci
                  wypływasz jak topielec -

                  topielca wiatr i strach przegania,
                  topielec spływa w nocy
                  z martwą maszyna do pisania,
                  zdziwiony, że nie tworzy.

                  Nie tak, bratku, zrobił Kochanowski:
                  on też jeździł, ale tutaj trwał -
                  i wyciągał swoje gałęzie
                  aż po flagę czerwoną dni naszych -
                  i pozłocił swe liściaste zgłoski
                  wielkim światłem Południa i Wschodu;
                  nie zamienił Polski na walizkę -
                  i dlatego świeci tak jak laur,
                  tak jak Morze Śrudziemne, wstążka
                  modra w złotych włosach kontynentu.

                  Lasy moje olsztyńskie,
                  jeziora mazurskie,
                  sianokosy i śniegi, co je dzik zakrwawia,
                  dziękuję wam za wszystko i pięknie pozdrawiam.

                  Od Węgorzewa po Wiartel,
                  od Ełku do Ostródy
                  witam sikorki w brzasku, na sosnach dzięcioły
                  i w lutym, choć mróz trzaska, kwitnące jemioły.
                  Pokłon wam bije, chmurki,
                  i wam chyże pagórki,
                  żeście mi ułożyły rękę do pisania
                  i strunę odnalazłem, co srebrnie podzwania.
                  Bo to jest właśnie ona,
                  to jest ta srebrna struna,
                  podług niej zdania stroję, by gwarzyły razem,
                  by z robotnikiem zrosły się i z krajobrazem.

                  A ty jesteś dezerter.
                  A ty jesteś zdrajca,
                  mrok -
                  pleśn -
                  strach -
                  Architektur świetliste drżenia
                  jak w myśl i światło rosła złota gałązka,
                  róże z Pestum - które znam tylko ze słyszenia
                  (opowiadała mi o nich Anna Żeromska);
                  i ten gwarny blask oklep na chmurze,
                  i ten laur, co go zefir rusza -
                  i Rawenna, i znowu róże
                  (takie same jak za Owidiusza);
                  i fontanny rzymskie, i ich woda.
                  Palermo i Taormina:
                  cały ten kram chętnie oddam
                  za jeden liść polskiego dzikiego wina.

                  Trzeba tylko schylić się, liść podjąć,
                  ziemię i horyzont, razem!w górę!
                  aż ten ostry żwir stęknie melodią,
                  w dali wiatr zaćwierka mazurkiem,
                  aż pieśń buchnie ze zbóż i maszyny,
                  aż tu błysną Taorminy
                  jakby dęby złote, gadające
                  ciągle jedno słowo: słońce! słońce!
                  aż się w tobie spotkają na wieki:
                  twoja pieśń i robotnik, jak dwie rzeki.

                  Oto nasza
                  myśl szopenowska -
                  oto nasza
                  warta stalinowska.
                  Truman światła
                  nie zgasi nam:
                  warta!
                  warta!
                  warta
                  dniem i nocą:
                  u Notre-Dame
                  i u koncertów Bacha.

                  Jak pancernik płyne.
                  Pójdę! Dojdę!
                  Ze mną Schiller
                  z odą"An die Freude".

                  Szerzej okna!
                  Świat otwieraj!
                  Wierszu mój, ognia!
                  W pysk dezertera!

                  Flagę do góry!
                  Pracę! Pieśni!
                  W słońce, o którym
                  Michelangelo nie śnił.

                  Dla waszych dzieci,
                  dla naszej ziemi,
                  ludzie prości,
                  skarbów strzeżemy.
                  Czas roziskrzymy.
                  Pięść zaciśniemy.
                  Strzeżemy.
                  I ustrzeżemy.

                  • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:22
                    Zarówno zawiść jak serwilizm poetów to cechy, które prawdziwi "inżynierowie
                    dusz" potrafią wykorzystać. Wykorzystano więc i Wirpszę, nagłaśniając
                    jego "Traktat polemiczny" - żeby nie było wątpliwości, zadedykowany Miłoszowi.
                    Cytowano to cudo w całości i w kawałkach, więc i my zacytujemy parę kęsków:


                    Pisałeś wiersze o Warszawie
                    i pisałeś, że nie było twoim zamiarem
                    kochać ją na miarę dni dzisiejszych.
                    Pisałeś, że jest szaleństwem żyć
                    bez uśmiechu,
                    w roku tysiąć dziewięćset czterdziestym piątym,
                    żyć bez uśmiechu.
                    Czyim byłeś poetą? Bo nie tych,
                    co odbudowali Nowy Świat
                    i koloinie pracownicze na Żoliborzu,
                    a pracę swoją rozpoczęli
                    w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym piątym,
                    w roku powstania twego wiersza
                    "Ucieczka".

                    Mówię z trudem, przez ściśnięte gardło.
                    A jednak posłuchaj:

                    Na początku było pełno rumowisk i złodziei,
                    było wielu, co chciało się wzbogacić
                    szukając złota po piwnicach pożydowskich
                    i tworząc handel łańcuszkowy.
                    Byli tacy, co kradli deski rusztowania
                    i przęsła mostów,
                    kable elektryczne
                    i przedmioty wyniesione z Muzeum Narodowego.
                    Wreszcie:
                    byli - i wciąż jeszcze istnieją - tacy,
                    co uzbrojeni w dawnej już zrabowany pieniądz
                    rzucają go, niby granat, pod parowozy rewolucji;
                    określamy ich po prostu :
                    wróg klasowy.

                    Tych zostaje z roku na rok coraz mniej
                    i coraz to rośnie w siłę klasa robotnicza.

                    Warszawa powstaje, niby grzmiący huk artylerii,
                    której boi się jeden procent obywateli USA:
                    artylerii pokoju.
                    I czyż śmiech dziecka, witającego matkę
                    wracającą z biura lub zakładów krawieckich
                    z butelką mleka w torebce,
                    nie wart jest twego uśmiechu, choć oczy tej matki są zmęczone?


                    Swoją dogłębną polemiczność Wirpsza podkreślał nawet formą. Imitując język i
                    styl "Traktatu moralnego" , nasz wytworny stalinowski agitator dawał do
                    zrozumienia, iż jest większym mistrzem słowa od Miłosza, którego poetyka to dla
                    niego tyle, co splunąć.


                    Mówisz, co mnie najbardziej złości:
                    "Przed nami jądro jest ciemności".
                    Jakież to jądro? Skąd się bierze?
                    Czyż człowiek, jak kopalne zwierzę,
                    błąka się w mgłach i sinych dymach?
                    (Widziałem obraz ten na filmach:
                    dziwaczny łeb brontozaurusa
                    na taśmie "Metro" , made in USA,
                    przedziera się przez las paproci,
                    a łapy w lepkiej tkwią wilgoci.
                    Ten film nauczyć miał przestrachu
                    Francuzów, Czechów i Polaków.
                    być może nazi - lecz ci sami
                    przestrachem dali się omamić
                    i, mając nim podcięte stopy,
                    runęli w jądro - katastrofy.
                    Zysk producentów był obfity:
                    sto nowych filmów z pola bitwy.)
                    (...)
                    Zbadać nie trudno w giełdy gmachu
                    mieszczańską psychologię strachu,
                    nierówne tętno, gardła kurcze,
                    szukanie bogów opiekuńczych,
                    przewrotne barwy na pejzażach,
                    portrety o trójokich twarzach,
                    muzykę porno nie z tej ziemi,
                    surrealizmu epidemię,
                    wiarę w zabobon,
                    w gusła, w czary,
                    w niepewność świata i dolar.
                    Groza się wciska w drzwi nauki,
                    w okna kultury, w komin sztuki,
                    czerwone ognie tlą się w ścianach,
                    metafizyczny knując zamach
                    i ludzka jaźń jest niepojęta,
                    i brzuch wszechświata w duszy pęka.



                    • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:25
                      Rzecz znamienna, iż nasza"Warszawka" nie zdawała sobie sprawy z nikczemności i
                      treściowej , i formalnej dzieła Wirpszy, przeciwnie, rozpływała się w
                      zachwytach. Dlatego dygresję o Wirpszy podnoszącym nogę na Miłosza warto
                      zakończyc cytatem ukazującym, jak to grafomańskie sikanie było konsumowane
                      przez lewicową elitę. Oto fragment zachłystującej się z rozkoszy recenzji
                      Andrzeja Drawicza(Wieś, nr9/1952).

                      Utwór Wirpszy - zdaniem Drawicza - stanowi miarę dojrzałości świadomości
                      ideowej poety. Stanowi zaś dlatego, że polemika z pogladami Miłosza, ukazanymi
                      w "Traktacie moralnym" i innych utworach tego okresu, a tak charakterystycznymi
                      dla postawy póżniejszego renegata i zdrajcy, stwarza zarazem koniecznosć
                      uświadomienia sobie w pełni postawy własnej.

                      Wypada powinszować poecie ostrości widzenia tam zwłaszcza, gdzie demaskuje z
                      pasją:

                      ...świat gołębi...łagodnych
                      kropelek rosy, liści, wiatru
                      ...które dzwonią od przypadku
                      bo po malarsku zestawione

                      -ukazując przy tym światopoglądowe, tkwiące w mieszczańskiej psychologii
                      strachu korzenie takiego stanowiska:

                      Chcesz znac diagnozę? Oto ona:
                      w jądrze ciemności mieszczuch kona
                      Lecz, by do światła przebić drzwi
                      potrzebna często kropla krwi.
                      Potem już trumna może zbawić
                      Napis na trumnie:kapitalizm

                      Ukazanie beznadziejności i bezwyjściowości postawy mieszczucha, i jego
                      ostatniej deski ratunku w postaci ucieczki w otchłań ginącego ustroju - oto
                      diagnoza, którą jak wiemy rzeczywistosć potwierdziła w pełni.


                      • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:27
                        Powodowany nostalgią do kraju wraca Tuwim. Nie jest pewne, komu należy
                        zawdzięczać sukces "nawrócenia" Słonimskiego;decydującym czynnikiem był tu
                        chyba charakter poety, który w dość krótkim czasie pokłócił się w Londynie ze
                        wszystkimi. Zarówno Tuwim, jak Słonimski zostali obsypani łaskami i obydwaj
                        musieli się odwdzięczać, a to atakując emigrację, a to biorąc udział w nagonce
                        na Miłosza.

                        Właśnie ze "sprawą Miłosza" łączył się pomysł akcji odwetowej, który wylągł się
                        w głowach komunistycznych propagandystów. Do akcji zaangażowany został
                        Słonimski, który w cyklu audycji radiowych miał wzywać poetów emigracyjnych do
                        powrotu. Gdyby autorytet Słonimskiego zdołał rozbić jedność emigracji - byłby
                        to koniec autorytetu Londynu i zarazem dowód normalizacji życia w okupowanym
                        kraju.

                        Działania poetyckie miały być dopełnieniem działań legislacyjnych, których
                        ukoronowanie stanowiła konstytucja 1952 roku.Powtarzając chwyt Szenwalda z
                        poetyckiego listu do Tuwima, również Słonimski apelował do konkretnych osób,
                        przede wszystkim do przyjaciół-skamandrytów. Polityczne zaprzaństwo i moralną
                        degrengoladę swoich gawęd łagodził czasem sentymentalnym wierszykiem,
                        adresowanym np. do Lechonia:

                        Pod Montrealem tobie śniegi
                        Każą wspominać nasze błoto,
                        Pamięć wysyłasz na przeszpiegi
                        I tak usypiasz się tęsknotą.
                        Nas polskie błotko nie czaruje,
                        Bo u nas trzeba walczyć z błotem,
                        Słów nam potrzeba co budują,
                        Co dźwięczą sierpem, dzwonią młotem.
                        Trzeba nam słów do tej melodii,
                        Chociażby gorzkich i najszczerszych.
                        Pytają się tu o was młodzi
                        Trzeba nam dobrych polskich wierszy.
                        Dlaczego odszedł Wittlin, Lechoń?
                        Gdzie jest Baliński i Wierzyński?
                        Newyorski wiatr i mrok londyński
                        Głuszy milknących kroków echo.
                        Niech się zaplute redaktory,
                        Tchórze, rufiany i dwójkarze,
                        Spensjonowane Wernyhory
                        W emigracyjnej smole smażą.
                        Poetom błędy się nie liczą,
                        Gdy oni z ludem, gdy lud z niemi,
                        Co było bólem i goryczą,
                        Minęło z wiatrem i przewiało.
                        Dosyć już sporów, słów jałowych.
                        Ledwie nam parę lat zostało
                        Dla najważniejszych spraw domowych.
                        Jak by to dobrze, czasem myślę,
                        Ot , przejść się razem z tobą, Leszku,
                        z Nowego Świata na Powiśle
                        W warszawskim, lekkim, złotym zmierzchu.

                        • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:30
                          Namawiany do dania odpowiedzi Lechoń miał powiedzieć, że "z takimi paniami się
                          nie dyskutuje, takich pań się używa", ale"pani Słonimska jest aktualnie używana
                          przez kogo innego".
                          Nie wytrzymał natomiast inny były przyjaciel, Hemar, i odpowiedział takim oto
                          wierszem:

                          DO POETY REŻYMU

                          Słonimski stał przed mikrofonem
                          I namaszczonym barytonem,
                          Tym swoim uroczystym głosem
                          Wrodzaju melodeklamacji,

                          Powiedział z łezką i z patosem
                          WIERSZ DO POETY EMIGRACJI.

                          Wiersz do Leczonia. Pyta Leszka,
                          Czemu w New Yorku Leszek mieszka?
                          Wiersz do Lechonia i Wittlina.
                          Wracajcie! - tak ich napomina.

                          U nas - pytluje - jest ideał.
                          Na co wam Londyn, czy Monreal?
                          Dlaczego odszedł Lechoń? Wittln?
                          Pyta patosem takich pytlin.

                          Czemu odeszli? Słonimskiemu
                          Nie sposób się domyśleć, czemu/
                          On, wieczny meches, neofita -
                          Nie wie. On dziwi się. On pyta.
                          Cierpi. Jak stary łysy Werter.
                          Więc jego rada i przestroga:
                          Przejdźcie, jak ja, na stronę wroga.

                          Kolegom radzi tak dezerter.
                          I z troską woła w mrok londyński:
                          Gdzie jest Wierzyński i Baliński?
                          Co im się stało? O co chodzi/
                          Pytają się tu o was młodzi.
                          Pytają się nie po raz pierwszy.
                          Nam trzeba dobrych polskich wierszy.

                          To prawda. Dobrych wierszy brak im.
                          Słonimski jest przykładem takim.

                          Więc on z tej patriotycznej troski
                          Drogę powrotu im wytycza.
                          To znów ta szelma Kuklinowski
                          Nawraca pana Babinicza.

                          Naiwna, mówi, ta tęsknota
                          Do polskich dżdżów, polskiego błota.
                          "Nas polskie błoto nie czaruje,
                          Bo u nas trzeba walczyć z błotem.
                          Słów nam potrzeba, co budują.
                          Co dźwięczą sierpem, walą młotem".
                          Sierpem i młotem. Cóż za szmata
                          Pod pozorami literata.

                          Popatrzcież na ten rzymski profil:
                          Były frankofil - i anglofil,
                          Mało anglofil - anglomaniak!
                          Wellsa wielbiciel i gaługczyk,
                          I były sanacyjny cwaniak,
                          Pan - europejczyk i Pen - klubczyk,
                          Były esteta, skamandrysta,
                          I były Żyd - antysemita,
                          Co żydożerczą swą facecją
                          Próbował jednać się z endecją.

                          Patrzcież na tego Słonimskiego -
                          To on, sympatyk lewicowiec
                          Od Sain Simona i Steckiego,
                          Były Beckowiec i ludowiec,
                          Co "lubił lud, lecz w lemoniadzie"
                          (Jak kiedyś pisał w swej"Paradzie")
                          I były Mikołajczykowiec,
                          Adiutant Kota i praporszczyk,
                          Były kosynier i liberał,
                          Były Piłsudczyk. I Sikorszczyk,
                          (W pamięci - m sobie to zachował,
                          Jak nam w Londynie imponował,
                          Jak tutaj z dumą w krąg spozierał,
                          Bąkając głosem swym niedbałym:
                          "Dziś jem śniadanie z Jenerałem"...
                          Mówił "jenerał', nie "generał",
                          Przez jot, bo brzmiała mu ta jota
                          Z napoleońska i z Or - Ota) -

                          Wczoraj ziemiańsko - cukierniczy,
                          Dzisiaj włościańsko - robotniczy.

                          Przechrzta co tydzień, na wyścigi,
                          Co z wszystkicz sobie wziął religii
                          Jedną religię:Oportunizm -
                          Dziś się obrzezał na komunizm.

                          Dziś z reżymowej radiostacji
                          Woła poetów emigracji
                          i melodeklamuje o tem,
                          Jak dźwiękać sierpem, walić młotem.
                          Sierpem i młotem. Jaka szmata
                          Robi się czasem z literata.

                          Na koniec wiersza, ze słodyczą
                          Pożegnał ich słowami temi:
                          "Poetom błędy się nie liczą".
                          Tak rzekł niewinny głos amorka
                          I nagle wyszło szydło z worka.

                          Cała nadzieja wierszopisa,
                          Jego postawa religijna,
                          Ideologia i polisa -
                          Polisa asekuracyjna.

                          Poecie wolno szkód przyczynić,
                          Wolno się załgać i ześwinić,
                          Merdać ogonem i uciekać,
                          Pod stół wleźć i hau - hau, odszczekać,
                          Wolno ze słowa zrobić łajno -
                          Jak tylko wierszem, to już fajno!
                          Wolno mu zdradzać - jak do rymu.
                          To nie weźniemy za złe my mu,
                          To już nie błąd, to już zaleta,
                          Bo pan poeta! Pan poeta!
                          Bo pan artysta! Bo artyście
                          Wolno tym kurrrkiem być na dachu!

                          Nie mógł Słonimski, rzeczywiście,
                          Lepszego sobie dobrać fachu.

                          Nie wie Słonimski, że niestety
                          Poety fach nie taki byczy.
                          Nie ma wyjątków dla poety!
                          Potomność błędy mu policzy.
                          Talent oceni na rozprawie,
                          Jako obciążające względy.
                          Im talent większy, tym ci błędy
                          Surowiej liczy. Nie łaskawiej.

                          Jej nie uwiedzie błysk talentu,
                          Już ona wie, mój przyjacielu,
                          Kogo pochować na Wawelu
                          a komu nie dać sakramentu.

                          Potomność to cholera taka,
                          Że tylko się rozejrzy wkoło,
                          Wie - kogo pocałować w czoło
                          Za błąd wygnania i tułactwa,
                          A komu w zadek dać kopniaka
                          Za cnotę zdrady i łajdactwa.


                          *

                          Do Leszka piszesz, były śmieszku.
                          Znasz kawał ten o Leszku?

                          Leż ku.

                          1952

                          • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:31
                            A oto jeszcze jedna reakcja Hemara, tym razem na wiersz Brzechwy kierowany do
                            Jana Lechonia:

                            ODPOWIEDŹ BRZECHWIE

                            (inny tytuł:Odpowiedź)

                            Jan Brzechwa w "Szpilkach" z połowy lutego
                            Ogłosił wiersz - "Gryps do Jana Lechonia".
                            Choć gryps nie do mnie, lecz mnie do żywego
                            Tak dopiekł sarkazm wiersza i ironia,
                            Jak gdybym usiadł na płonące głownie.
                            Zaraz - wprzód wierszyk przytoczę dosłownie:

                            Kochany panie Janie, piszę po tajemnie,
                            Żeby w porę ten gryps Pan otrzymał ode mnie,
                            Albowiem Pańskie dobro mając na uwadze,
                            Wracać Panu nie radzę. Naprawdę nie radzę.

                            Tu życie nie dla Pana. Bo czyż wiarę Pan da,
                            Że gorzej tu, niż głosi wasza propaganda?
                            W Łodzi nie ma nikogo. Wszyscy na zesłaniu.
                            Ja z garstką literatów, na twardym posłaniu
                            W łachmanach i w kajdanach, z "pepeszą" przy mordach,

                            Za karę oglądamy nowe filmy Forda.

                            Głowy mamy golone.Nasz pokarm jedyny
                            To z łebków emigranckich przysłane trociny.
                            Milicjanci nas łapią i pod chloroformem
                            Każą pisać do "Szpilek" i chwalić reformę.
                            Światło, wodę - od dawna skasowano w Łodzi,
                            Do kościoła, rzecz prosta, nikt dzisiaj nie chodzi.
                            Bo tam żandarm sowiecki, przebrany za księdza,
                            Każdego, kto się zjawi, na Sybir wypędza.
                            --------------------------------------------------
                            --------------------------------------------------
                            U nas, jeśli do baru kto wejdzie na wódkę,
                            Od razu wpada konny oddział NKWD,
                            By gościa, jego żonę i ojca i matkę
                            Całkiem nagich traktorem wywieźć na Kamczatkę.
                            W knajpach pełno befsztyków, rumsztyków, kotletów,
                            Podają je oprawcy na ostrzach bagnetów -
                            Nim się człowiek obejrzy, ma bagnet w żołądku.
                            A ryby? Po żydowsku!!!Od piątku do piątku!

                            Mikołajczyk przemawia, lecz podczas przemowy
                            Ma lufę pistoletu przytkniętą do głowy,
                            Poczę się pakuje za kolczaste druty,
                            Gdzie czeka nań już Kiernik w kajdany zakuty.

                            Takie to u nas życie, drogi panie,
                            Zatem lepiej dla Pana, jeśli Pan zostanie.
                            A gryps ten proszę spalić!Tuwim jest uparty
                            I na pewno pomyśli, że to tylko żarty.
                            A mnie...Pan rozumie: postawią "pod śćiankę",
                            Rozstrzelają, powieszą i zrobią rąbankę.

                            *********************************************
                            *********************************************
                            Lechoń daleko. Ja bliżej, po drodze.
                            Nim Lechoń zdąży odpisać niebodze,
                            Niech mi pan Brzechwa za złe nie policzy,
                            Że ja się włączę do tej konwersacji.
                            Gryps, acz nie do mnie, wszystkich nas dotyczy,
                            Wszystkich poetów polskiej emigracji,
                            Którym do kraju tęskno - a nie śpieszno,
                            Chociaż pan Brzechwa z ironią prześmiewczą,
                            wykpiwa, szydzi, w parodię obraca,
                            Że nasza "Greuel - propaganda" - bzdura,
                            Kiep, kto nie wraca, i tchórz, kto nie wraca,
                            Żeby pracować w narodzie, z narodem,
                            Kiedy już w kraju pełna wolność pióra,
                            Sumienia, prasy - najlepszym dowodem
                            "Szpilki"! Satyra, swoboda, odwaga,
                            Nieskrępowanie, z jakim tam się smaga
                            Sanację, faszyzm, warszawskie powstanie,
                            Armię Krajową i W. Brytanię,
                            Turka nie Turka i Persa nie Persa,
                            Komorowskiego, Maczka i Andersa,

                            Arciszewskiego, starego landlorda,
                            Ba, nawet filmy pułkownika Forda!...
                            A my tu w strachu, że w kraju tortury,
                            Że NKWD, że ucisk cenzury,
                            Że tam kościoła nie ma, ni befsztyka,
                            Światła, humoru, wódy ani wody,
                            A patrzcie - "Szpilki":Dowody swobody,
                            Bo nie krępują Brzechwy satyryka!...

                            Panie poeto, co w kraju Traugutta,
                            Okrzei, Ziutka i księdza Skorupki,
                            Stajesz w obronie jakiegoś Bieruta,
                            Wykpiwasz wrogów jakiegoś Osubki
                            I to ci starcza za wolność! I taka
                            Twoja poety duma i Polaka -

                            Drwisz z emigracji, że u was i sznycel,
                            I kościół pełny, i już w szafie kiecki.
                            A nasza groza - że sowiecki szpicel
                            Węszy po kraju, że żołdak sowiecki
                            Butami depce krwawy bruk Warszawy,
                            I że to znaczy:"Triumf słusznej sprawy".

                            Jeśli tam wolność sumienia i słowa,
                            Jeżeli taka odwaga cywilna,
                            Napisz - co myślisz o Polsce bez Lwowa?
                            Napisz - co myślisz o Polsce bez Wilna?
                            Ten tylko temat nas wszystkich obchodzi.
                            O tym bym pisal, gdybym też był w Łodzi.

                            Wolność sumienia? Niech pan nas przekona!
                            Wolność poezji, wśród wolności mnóstwa?
                            Niech pan napisze, że linia Curzona
                            Jest linią zdrady i linią oszustwa,
                            Z którym się nigdy nikt żywy nie zgodzi!
                            Bo ja bym pisał tak, gdybym był w łodzi.

                            Prawem poety, z poety swobodą -
                            Jeśli ci nikt tam swobody nie broni -
                            Napisz, że polskiej wierności nagrodą
                            Jest krzywda taka, że gdy wspomnieć o niej,
                            Pióro rwie rękę, samo rękę wodzi -
                            Ja bym tak pisał. Dlategom nie w Łodzi.

                            Bo jednak - czujesz, jak każdy z nas czuje,
                            Komu w rękę los dał pióra ostrze?
                            Jeśli nie czujesz - to ci gratuluję.
                            Jeśli nie śmiesz - to ci nie zazdroszczę.
                            Lecz nie kuś, by się kto wracać ośmielił
                            I z tobą podłość albo hańbę dzielił.

                            Różne bywają w świecie demokracje.
                            Nie wierzysz w naszą - to mi waszej dowiedź.
                            Twój wiersz, na całą polską emigrację
                            Dziś ja rozgłaszam - jeśli mą odpowiedź
                            Z kolei wasze przedrukują "Szpilki" ,
                            Oświadczam: Wracam, nie czekając chwilki.

                            Słowo się rzekło, stanęła umowa.
                            Lecz jeśli wam sie nie uda zmiana -
                            Pisz, łódzką ciesząc się wolnością słowa,
                            "Satyry na prezydenta Trumana".
                            Ale się nie pchaj z nędzną swą ironią
                            Do tych, co ciebie - choć wbrew tobie - bronią!

                            • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:34
                              Jednym z nielicznych " antyimperlialistycznych" wierszy,
                              które wywarły wrażenie na czytelnikach,był utwór Wisławy Szymborskiej
                              "Z Korei".Wiersz ten razi dzisiaj sztucznością sytuacji-jak z tanie-
                              go horroru.


                              Z KOREI

                              Wykłuto chłopcu oczy. Wykłuto oczy.
                              Bo te oczy były gniewne i skośne.
                              -Niech mu będzie we dnie jak w nocy-
                              sam pułkownik śmiał się najgłośniej,
                              sam oprawca dolara w garść włożył,
                              potem włosy odgarnął z czoła,
                              żeby widziec,jak chłopiec odchodził
                              rozglądając się rękami dookoła.

                              W maju w roku czterdziestym piątym
                              nazbyt wcześnie pożegnałam nienawiść
                              umieszczając ją pośród pamiątek
                              czasu grozy,gwałtu,niesławy.
                              Dzisiaj znowu się do niej sposobię.
                              Jest i będzie mi jej żar potrzebny.
                              A zawdzięczam ją również i tobie-
                              pułkowniku,wesołku haniebny.


                              • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:36
                                Że w bój poprowadził krzywdzonych,
                                że trwałość zwycięstwu nadał,
                                dla nadchodzących epok
                                stawiając mocny fundament-
                                grób,wktórym leży ten
                                nowego człowieczeństwa Adam,
                                wieńczony będzie kwiatami
                                z nieznanych dziś jeszcze planet.

                                Wisława Szymborska
                                • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:38
                                  Proces 16-tu

                                  Zwabieni podstępem na rozmowy, pomimo gwarancji bezpieczeństwa, zostali
                                  uprowadzeni i uwięzieni. Wśród porwanych byli m.in. Jan Stanisław Jankowski,
                                  Prezes Krajowej Rady Ministrów, Gen. Leopold Okulicki, ostatni komendant Główny
                                  Armii Krajowej, Kazimierz Pużak, przewodniczący Rady Jedności Narodowej.
                                  Po 3 miesięcznym śledztwie, 18 czerwca, rozpoczął się w Moskwie proces 16
                                  przywódców polski podziemnej.
                                  Proces był starannie wyreżyserowany. "Na zdjęciach - wspominał naoczny świadek -
                                  chodziło o wydobycie wrażenia, ze sprawa jest poważna, że wrogowie Związku
                                  Radzieckiego wyglądają imponująco, więc są groźni. Zatem w grupie trzech (..)
                                  Dąbski jako siwy, a zatem rozumny, poważny, o groźnym dla Związku Radzieckiego
                                  umyśle pośrodku, a po jego bokach ludzie postawni, a więc (..) Okulicki i Bień,
                                  (...) Bagiński jako niepokaźny zupełnie do tyłu".
                                  Okulicki, Jankowski oraz ministrowie: Jasiukowicz i Bień mieli odpowiadać, za
                                  to, że byli "twórcami i kierownikami polskiej organizacji podziemnej na tyłach
                                  armii czerwonej", i że kierowali "robotą wywrotową przeciwko armii czerwonej i
                                  Związkowi Sowieckiemu", "dokonywaniem aktów terroru w stosunku do oficerów i
                                  żołnierzy armii czerwonej". Okulickiemu zarzucano ponadto "prowadzenie pracy
                                  szpiegowsko dywersyjnej na tyłach armii czerwonej". Pozostali oskarżeni byli
                                  o "udział w robocie wywrotowej (...), na tyłach armii czerwonej".
                                  Proces był kpiną ze sprawiedliwości. Gen. Okulicki, słusznie zauważył w swojej
                                  mowie obrończej: "proces ten ma charakter polityczny (..) Jednym słowem, chodzi
                                  o ukaranie polskiego podziemia".
                                  21 czerwca 1945 r. o 4,30 w nocy, ogłoszono wyrok: Okulicki 10 lat więzienia,
                                  Jankowski 8, Jasiukowicz i Bień po 5 lat, pozostali od 4 miesięcy do 1,5 roku
                                  pozbawienia wolności, trzech uniewinniono. Trzech spośród skazanych: Okulicki,
                                  Jasiukowicz i Jankowski; zmarło w radzieckich więzieniach i nigdy do Polski nie
                                  powróciło.
                                  Brytyjski ambasador w Moskwie, pozytywnie ocenił proces: nikogo nie skazano na
                                  śmierć, oskarżeni mogli się bronić. Brytyjski "Times" komentował 22 czerwca, że
                                  wyrok nikogo nie powinien dziwić, kto śledził antyradziecką działalność rządu
                                  polskiego.
                                  Ignacy Matuszewski słusznie zauważył 22.06.1945 r. na lamach "Nowego
                                  Światu"; "Na sali moskiewskiej sądzi się dzisiaj Polaków, aby zabić Demokrację.
                                  Niestety, zachód zrozumiał tą prawdę zbyt późno!
                                  Do wymiaru symbolu urasta fakt, że kiedy Okulicki przypomnial, iż
                                  bezpieczeństwo Polaków zostało przez dowództwo sowieckie zaręczone słowem
                                  honoru - tak sędziowie, jak usłużna sala ryknęli śmiechem. Dla nich honor to
                                  był dobry chwyt, w dobrym azjatyckim stylu.
                                  "Rząd" Bieruta, który brał udział przynajmniej w przygotowaniach do tej zbrodni
                                  sądowej, komentował przebieg "procesu" oczywiście w duchu sowieckim. Nie
                                  wszyscy jednak śmiali się z honoru. Bronił go przysłanym zza oceanu wierszem
                                  Kazimierz Wierzyński:


                                  "Na proces moskiewski"

                                  Oskarżajcie nas wszystkich, nie tylko szesnastu,
                                  Sądźcie poległych w grobach, to też winowajcy
                                  Sądźcie szkielet, co z wojny pozostał się miastu,
                                  Gdy wyście jeszcze z diabłem kumali się, zdrajcy,

                                  Oskarżcie także wolność, nie znane wam słowo,
                                  Ten odwieczny zabobon, co nas zawsze dzieli,
                                  Cały kraj polski weźcie, zamknijcie go w celi,
                                  I wprowadźcie pod sztykiem na salę sądową.

                                  I choć wyrok spiszecie w ciemnicach swych na dnie,
                                  By w kremlińskiej go potem ujawnić asyście,
                                  Jeszcze ten, kto jest wolny, bez trudu odgadnie,
                                  Że zbrodniarzem w tej sali nie my, ale wyście.

                                  My przyjmiemy wasz werdykt. Nie zdoła was zawieść
                                  Polska pamięć i długie pokoleń wspomnienia,
                                  Bo cokolwiek się stanie, jak świat się pozmienia,
                                  Niezmienna wasza przemoc i gwałt i nienawiść.

                                  Lecz, kto wolny, a myśli, że z oczu odpędzi,
                                  Upiora waszych jaskiń, bagienny wasz opar,
                                  Błądzi, bo moskiewskiego świat uląkł się sędzi:
                                  Wolnych w walce opuścił, ciemięzcę ich poparł.

                                  I osądził się hańbą i skazał sam siebie
                                  Uciekłszy od rozumu, szaleńczy trybunał,
                                  I z diabłem się na polskich mogiłach pokumał,
                                  I potępiony będzie na ziemi i niebie.


                                  Pużak, który po odsiedzeniu wyroku w Moskwie wrócił do polski, wrocił do życia
                                  politycznego - i został powtórnie uwięziony i skazany - tym razem na 10 lat.
                                  Miał już 64 lata - władze jednak nie myślały czekać. Bity, torturowany,
                                  przetrzymywany w celi, z której wyjęto okno, doprowadzony został do zapalenia
                                  płuc. Początkowo odmawiano mu opieki. Dopiero kiedy zaczęła się agonia,
                                  przeniesiono go do szpitala więziennego, gdzie skonał 30 kwietnia 1950 roku.

                                  • Gość: gaucho Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.04, 23:40
                                    Pośród tysięcy zamordowanych Polaków przez zbrodniarzy komunistycznych po
                                    wojnie, szczególną uwaga przyciąga zbrodnia na rotmistrzu Witoldzie Pileckim.
                                    Przypomniejmy w skrócie, że Pilecki(rocznik 1901), w roku 1919 jeden z
                                    najmłodszych ułanów w oddziale Dombrowskiego - "Łupaszki", w 1939 dowódca
                                    plutonu kawalerii, zyskał sobie przydomek jednego z sześciu najodważniejszych
                                    ludzi świata.

                                    Pracował na ten tytuł już podczas wojny bolszewickiej, gdy wraz z trzema innymi
                                    ułanami w Puszczy Rudnickiej zaskoczył i wziął do niewoli grupę 80 Rosjan,
                                    zdobywając przy okazji kilka karabinów maszynowych. Największym jego wyczynem
                                    było jednak dobrowolne wejście w łapankę (19 pażdziernika 1940) - by dostać się
                                    do Oświęcimia.

                                    Pilecki stworzył w obozie ruch oporu, organizował ucieczki, a kiedy mu groziła
                                    dekonspiracja - uciekł nocą 26/27 kwietnia 1943 roku. Mimo zakazu dowództwa AK,
                                    które przewidziało go na jednego z dowódców organizacji NIE - wziął udział w
                                    Powstaniu Warszawskim, zaczynając od szeregowca, a kończąc jako dowódca 2
                                    kompanii szturmowego batalionu w zgrupowaniu "Chrobry II".

                                    Oddział jego nie cofnął się nawet o krok podczas walk i był przeciwny
                                    kapitulacji. Przez obóz w Murnau rotmistz Pilecki trafił do Andersa, w
                                    grudniu 1945 wrócił z Włoch przez Pragę i Kraków do Warszawy. 8 maja 1947
                                    został aresztowany przez UB i wraz z kilkoma osobami(m.in. z głośnym póżniej
                                    filozofem Tadeuszem Płużańskim) postawiony przed sądem jako "szpieg Andersa".

                                    Wówczas to grupa dawnych więźniów Oświęcimia zwróciła się do Cyrankiewicza
                                    jako "obozowego współtowarzysza niedoli i konspiratora" z prośbą o ratowanie
                                    Pileckiego. Cyrankiewicz nie tylko im odmówił, lecz jeszcze wystosował do
                                    prokuratury list, którym do końca pogrążył rotmistrza. List został odczytany na
                                    sali sądowej.

                                    Pan premier stwierdzał - wspomina obecna na rozprawie krewna Pileckiego,
                                    Eleonora Ostrowska - że istotnie oskarżony Pilecki był w obozie, ale
                                    jednocześnie oznajmia, że jego - Witolda - przewinienia są obecnie tak wielkie,
                                    że określa go jako wroga ludu, a gdyby Witold powoływał się na swój pobyt w
                                    Oświęcimiu i na znajomość z nim oraz ze świetlaną postacią towarzysza Dubois,
                                    to w żadnym stopniu nie powinno to wpłynąć na złagodzenie surowego wymiaru,
                                    którą oskarżony powinien ponieść w świetle popełnionych i dowiedzionych
                                    przestępstw.

                                    Pilecki został skazany na karę śmierci, wyrok wykonano 25 maja 1948 roku.


                                    O CZEŚĆ WAM, PANOWIE Z LUBLINA

                                    O, cześć wam, panowie z Lublina,
                                    za nasze kajdany, niewolę,
                                    o, cześć wam, najemne pachołki Stalina,
                                    ze zmazą haniebną na czole.

                                    Gdy wyście w Lublinie stanowili prawa,
                                    nie myśląc o braciach zza Buga,
                                    na czołgi niemieckie szła wolna Warszawa
                                    z rękami od młota i pługa.

                                    O, cześć wam, panowie z Lublina...

                                    Wyście Moskwie Polski oddali połowę,
                                    wyrzekli się żywych i grobów,
                                    i płacąc za rządy swe Wilnem i Lwowem
                                    zdobyliście miejsce u żłobu.

                                    O, cześć wam, panowie z Lublina...


                                    Wierzymy, że jutra nadejdzie godzina,
                                    dzień klęski zaborcy ze wschodu.
                                    O, wstyd wam i hańba, panowie z Lublina,
                                    od synów wolnego narodu.

                                    O, wstyd wam, panowie z Lublina,
                                    za nasze kajdany, niewolę,
                                    o, wstyd wam, najemne pachołki Stalina,
                                    ze zmazą haniebną na czole.


                                    Wanda Pomianowska

                                    Wanda Pomianowska, dziś uznany językoznawca - dialektolog, w czasie okupacji
                                    adiutantka legendarnych dowódców: majora Jana Piwnika - "Ponurego" i majora
                                    Eugeniusza Kaszyńskiego - "Nurta".

                                    • Gość: wesoly 3 a co to ma wspolnego z tematem watku ? IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 00:15
                                      Niepotrzebnie sie wysilasz. I tak tego nikt nie czyta. Jezeli wlaczasz sie do
                                      dyskusji to z sensem, bardzo prosze, a jezeli nie masz nic do powiedzenia w
                                      temacie, zaloz swoj watek. OK ?
                                      • Gość: gaucho. Re: a co to ma wspolnego z tematem watku ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 00:19
                                        Prawda kole w aureole.
                                        • Gość: wesoly 3 [...] IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 00:30
                                          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: wesoly 3 haslo rydzykowcow na www.polonica.net IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 00:11
        Polski Niezalezny Zwiazek Patriotyczny


        Pamietajcie: na nic nienawisc i potega szatana, potega masonerii i swiatowego
        zydostwa, jesli BOG bedzie z nami !

        DEUS et Patria Semper Fidelis

        + Crux Sancta Sit Mihi Lux


        Czy nie czas aby prokurator zajal sie tymi oblakancami-nazistami mieniacymi sie
        Polakami ?
        • Gość: olo Re: twoi idole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 00:16
          to twoi idole, polityczni protoplaści cytowani we wpisach wyżej mienili się być
          prawdziwymi polakami, a w istocie byli sowieckimi mendami.
          • Gość: wesoly 3 przenies sie do wariatkowa, paranoiku ,OK ? IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 00:25
            tacy sami to moi idole jak nazisci z polonica mieniacy sie byc Polakami i
            przynoszacy hanbe Polakom. Pluje na takich jak wy.
            • Gość: olo Re: przenies sie do wariatkowa, paranoiku ,OK ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 00:34
              nie zejdę do twojego poziomu.Zkąpanego w gnojówce nie będę opluwał;nie szarp
              się bo się utopisz i na forum zabraknie tytana kunsztu oratorskiego.
              • Gość: wesoly 3 [...] IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 00:40
                Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                • Gość: olo [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 00:50
                  Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: obywatel RP Re: Katolicki program walki z Zydami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 00:49
      następny nawiedzony żyd :)
      • Gość: wesoly 3 [...] IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 00:57
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: gaucho ReDziadek wesołego3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 00:57
        Dziadek wesołego3 zakładał KPP,ojciec PPR a on(?)
        • Gość: wesoly 3 [...] IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 01:30
          Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: wesoly 3 przytkalo cie ? IP: *.s / 194.249.174.* 01.04.04, 01:43
          nazistowski debilu ?
          • Gość: olo Re:wesoły IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.04.04, 20:12
            gdzie podział się wesoły - pionek NSDAP
            • Gość: Szlomo Re:wesoły IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.04.04, 21:38
              legł w pijackim amoku. Trzeźwieje!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka