Dodaj do ulubionych

o PRLu, dekomunizacji, honorze Kiszczaka i paru ..

16.05.04, 10:18
i paru innych sprawach:

serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,2074696.html
Obserwuj wątek
    • kataryna.kataryna Re: o PRLu, dekomunizacji, honorze Kiszczaka i pa 16.05.04, 10:26
      A na deser tekst Wildsteina "Koniec III RP":

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040515/plus_minus_a_6.html
      • homosovieticus A w salonie, przy koniaku, o masonach poczytajcie 16.05.04, 11:04

        www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040515&id=my15.txt
      • basia.basia koniec III RP - cz. 1 16.05.04, 12:32
        kataryna.kataryna napisała:

        > A na deser tekst Wildsteina "Koniec III RP":

        To jest tak dobre i słuszne, że wklejam to tutaj,
        bo wiesz jak w rzepie jest - znika po tygodniu:)
        ---------------------------------------------------------------------------

        Koniec III Rzeczypospolitej
        BRONISŁAW WILDSTEIN

        Rozpad Sojuszu Lewicy Demokratycznej i bardziej niż skromne notowania partii,
        które z niej powstały, znamionują kres jedynego, wydawałoby się, trwałego
        elementu polskiej sceny politycznej. Wskazują także na koniec projektu
        politycznego, który powstał na przełomie lat osiemdziesiątych i
        dziewięćdziesiątych i ochrzczony został mianem III Rzeczypospolitej.

        Kryzys widoczny jest gołym okiem. Podstawowe instytucje państwa funkcjonują
        źle. Pomimo niezłej koniunktury jego finanse znajdują się w zapaści, która może
        pociągnąć za sobą krach gospodarczy. Rozczarowanie i niechęć obywateli do
        nominalnie własnego państwa jest powszechne.

        Sytuacja dojrzała do zmiany. Stwarza więc szanse na radykalną reformę, która
        stałaby się impulsem do rozwoju kraju. Może też jednak spowodować zamęt, który
        pogłębiał będzie polskie problemy, coraz trudniejszym czynił ich rozwiązanie i
        wpychał Polskę w ślepy zaułek chaosu i stagnacji. Rola decydująca przypadnie
        politykom, którzy mogą państwo zreformować, ale mogą też je pogrążyć, walcząc o
        partykularne, krótkowzroczne interesy.

        Grzech pierworodny

        Grzechy pierworodne III RP dają się opisać z różnych perspektyw. Można uznać,
        że wynikły one z braku zdecydowania dawnych opozycjonistów, którzy nie
        potrafili przeprowadzić reform pozwalających oderwać się od pozostałości PRL, a
        więc zbudować systemu wolnej gospodarki, państwa prawa i nowoczesnej
        demokracji. Można także dowodzić, że III RP od początku trwoniła kapitał
        społeczny, który jest niezbędny dla funkcjonowania wolnorynkowej demokracji.
        Ten kapitał społeczny, zwany także moralnością publiczną, to zespół
        uwewnętrznionych norm i zasad, warunkujący sposób istnienia każdej zbiorowości.

        Pomimo niszczącego działania komunizmu Polska wkroczyła w demokrację stosunkowo
        dobrze uposażona w kapitał społeczny. Dzięki "Solidarności". Był to wielki,
        heroiczny ruch antykomunistyczny na rzecz upodmiotowienia społeczeństwa. Ruch,
        który przekraczał partykularne interesy poszczególnych grup w imię dobra
        wspólnego. Zapewne, tego typu zbiorowe zrywy zdarzają się wyłącznie w
        sytuacjach szczególnych i nie mogą trwać zbyt długo. Pomimo to
        ruch "Solidarności" mógł stać się fundamentem budowy nowego państwa
        potraktowanego jako dobro wspólne. Państwa sprawiedliwego, które oferuje takie
        same reguły dla wszystkich. Państwa prawa, które staje się fundamentem dla
        zdrowej gospodarki i rozwoju całej wspólnoty. Ale nadzieje na państwo
        sprawiedliwe zostały zaprzepaszczone już w punkcie tworzenia III RP.

        Lekcja demoralizacji

        Brak rozliczenia komunizmu był wielką lekcją publicznej demoralizacji. Uczył,
        że prawo nie obowiązuje możnych tego świata. Co więcej, okazało się, że za
        nieprawości i przestępstwa dawni komuniści nie tylko nie poniosą żadnej
        odpowiedzialności, ale uzyskają wiele przywilejów pozwalających im wkroczyć w
        nową rzeczywistość na zupełnie innej zasadzie niż reszta społeczeństwa. Takie
        były konsekwencje przyjętej doktryny skrajnego pozytywizmu prawniczego. Prawo
        zostało oderwane od sprawiedliwości i potraktowane jako zespół przepisów
        arbitralnie stanowionych przez rządzących. Trudno oczekiwać szacunku do tak
        pojętego prawa i do ufundowanego na nim państwa.

        Odstąpienie od dekomunizacji i nobilitacja układu postkomunistycznego, który w
        III RP zaczął odgrywać coraz bardziej znaczącą rolę, miały swoje realne
        polityczne i środowiskowe motywacje. Po to jednak, aby wybór taki zaakceptowany
        został w skali społecznej, wymagał stworzonej ad hoc ideologii. Był to polski
        wariant postmodernizmu. Relatywizm przybrany w moralizatorskie szatki. Odmowa
        oceny i wartościowania wspólnej historii wiązała się z radykalnym potępieniem
        wszystkich, którzy usiłowali przywrócić polskiemu życiu jakieś miary etyczne.
        Zakwestionowanie i rozmycie odpowiedzialności musiało prowadzić do odrzucenia
        porządku wartości i możliwości historycznego osądu.

        • basia.basia Re: koniec III RP - cz. 2 16.05.04, 12:33
          Państwo ponad moralnością

          Odejście od dziedzictwa "Solidarności", dokonane przez liderów opozycji, którzy
          przejęli władzę po upadku komunizmu, ujawniło się również w podejściu do
          zbiorowości. Nowe elity przyjęły, że transformacja Polski ma się dokonać
          niejako ponad głowami społeczeństwa. Z partnera, jakim była w czasach opozycji
          i "Solidarności", zbiorowość przekształciła się w przedmiot (dokonywanych
          niekiedy w najlepszej wierze) manipulacji.

          Paradoksalnie, w momencie przywrócenia demokracji dominujące elity radykalnie
          zmieniły podejście do zbiorowości, którą traktować zaczęły jako niebezpieczny
          żywioł, największe zagrożenie nowego czasu. W imię więc okiełznania owej
          groźnej bestii zakwestionowały więzi spajające wspólnotę społeczną. Patriotyzm
          przedstawiany był jako niebezpieczna namiętność, tradycyjne więzi kulturowe
          uznane zostały za okowy itd.

          Uzasadniona świadomość komplikacji związanych z odbudową kraju przekształciła
          się w nieuzasadnione żadną miarą inżynieryjne podejście do zbiorowości. W tym
          podejściu liderzy opozycji spotkali się z dawnym establishmentem
          komunistycznym. To świadoma wagi zadania elita miała przeprowadzić kraj
          ku "nowoczesności" i "normalności"; elita, która uznała, że jakakolwiek debata
          nad nie tylko celem, ale nawet metodami jego osiągnięcia winna być wygaszona.

          Działo się to zarówno na poziomie polityki, jak i w mediach stanowiących w
          dużej mierze element nowego układu. Nawet propagandziści PRL pozostawieni na
          stanowiskach w radiu i telewizji dostosowali się do nowej epoki, zwłaszcza że
          jej ideologia leżała w ich interesie. Normę wyznaczać zaczęła "Gazeta Wyborcza"
          i Adam Michnik z jego koncepcją sojuszu ze światłą częścią obozu
          postkomunistycznego przeciwko niebezpieczeństwu prawicy. Michnik i jego
          środowisko przenieśli w czasy demokracji metodę utożsamienia argumentów
          politycznych z moralnymi. O ile w czasach komunizmu metoda ta była uzasadniona,
          gdyż walka z systemem totalitarnym była elementarnym wyborem etycznym, o tyle w
          demokratycznym świecie złożonych i cząstkowych racji stanowiła jaskrawe
          nadużycie. W okresie PRL prowadziła do przywracania polityce wymiaru moralnego;
          w III RP instrumentalnie traktowała argumenty moralne, co prowadziło do ich
          kompromitacji, a w konsekwencji do eliminowania etyki z życia społecznego.

          Doszło do swoistego paradoksu. Z jednej strony dominujące elity kwestionowały
          fundament etyczny niezbędny dla funkcjonowania wspólnoty i jej państwa, z
          drugiej - postawę swoją stroiły w szatki moralizatorskiej retoryki. Państwo
          zaczęto pojmować jako zestaw formalnych procedur, po ustanowieniu których
          pozostaje tylko indywidualne bogacenie się, czy też inna forma samorealizacji.
          Normy moralne w życiu publicznym zaczynały być traktowane jako mało znacząca
          ornamentyka lub nawet przeszkoda, a korupcja jako nieistotna przypadłość okresu
          transformacji. Nic dziwnego, że przy takim podejściu nawet z ust prominentnych
          polityków słychać było stwierdzenia o tym, że "pierwszy milion należy ukraść".

          Recydywa komuny

          Bratobójcze walki wewnątrz dawnego obozu "Solidarności", połączone z
          nobilitacją postkomunistów, doprowadziły do odzyskania przez nich władzy
          politycznej. Pierwszy okres sprawowania przez nich rządów w latach 1993 - 1997
          to budowa zrębów układu oligarchicznego. Powstał wówczas polityczno-gospodarczy
          splot, który zaczął dominować życie społeczne, czyniąc z demokracji niemal
          teatr. W działaniach tych istotną, a niedocenianą rolę odegrał prezydent
          Aleksander Kwaśniewski.

          Rządy AWS niewiele zmieniły ten stan rzeczy, gdyż jej przywódcy przyjęli
          strategię dopasowania się i zbudowania swojego, alternatywnego wobec
          postkomunistów układu. Skończyło się to ich porażką i eliminacją ze sceny
          politycznej. Triumf Leszka Millera utwierdził postkomunistów w ich strategii i
          dał im ogromne poczucie pewności siebie. Tym samym stał się zalążkiem ich
          klęski.

          Działania, które jeszcze w latach 1993 - 1997 przeprowadzane były ostrożnie i
          przy zachowaniu pozorów państwa prawa, po zwycięstwie Millera nabrały niczym
          nieskrępowanej ostentacji. Przywódcy SLD mówili wprost, że sukces wyborczy
          oznacza przekazanie im państwa z wszelkimi wiążącymi się z tym profitami. Seria
          afer, którą zainicjowała sprawa Rywina, odsłoniła mechanizmy sterujące III RP.
          Afery te nawet w swoim przestępczym wymiarze są tylko konsekwencją modelu
          funkcjonowania tego państwa. Jeżeli prawo, traktowane jako dzielenie sfer
          wpływów i możliwości zysków, negocjowane jest w zaciszu gabinetów i na
          prywatnych spotkaniach przedstawicieli władzy i przedsiębiorców, to nic
          dziwnego, że w pewnym momencie któryś z kontrahentów uzna, że wzajemne
          gwarancje należy uzupełnić jeszcze żywą gotówką. Polska korupcja zaczyna się w
          miejscu przenikania się państwowej i prywatnej własności, w nieprzejrzystym
          stanowieniu prawa, gigantycznej i arbitralnej władzy urzędów, słabości państwa
          i jego instytucji. Łapówki są tylko tego konsekwencją.

          Koncern SLD przecenił jednak swoje możliwości. Siła opinii publicznej
          przejawiająca się w mediach, którym częściowo udało się wybić na niepodległość
          przy współdziałaniu ułomnych, ale jednak funkcjonujących instytucji demokracji,
          doprowadziła do ujawnienia rządzących Polską mechanizmów. SLD utracił poparcie,
          a więc i istotną część swoich wpływów. Próba ratowania istniejącego układu i
          ewakuowania go z tonącego statku tratwą SdPl wydaje się w małym stopniu udana.
          Zresztą partia Marka Borowskiego funkcjonować będzie w radykalnie odmiennych
          warunkach, a więc będzie musiała przeorientować model działania. Postkomunizm
          się kończy. Pozostawia jednak Polskę w niepokojącym stanie.

          Wielkie osiągnięcia gospodarcze Polski na początku lat dziewięćdziesiątych były
          wynikiem eksplozji polskiej energii i przedsiębiorczości. Biurokratyczna czapa
          państwa i korporacyjnych układów stopniowo blokowała ten rozwój. Polska
          gospodarka wymaga zasadniczej reformy. Wymaga wycofania się państwa i
          uwolnienia na nowo polskiej przedsiębiorczości, nadania jej kolejnego impulsu
          rozwojowego . Retoryka "obrony najbiedniejszych" jest w obecnej sytuacji w
          naszym kraju całkowicie fałszywa. Sprowadza się bowiem do dzielenia kurczących
          się zapomóg i brania na coraz bardziej pusty garnuszek państwa kolejnych grup
          społecznych. W rzeczywistości najbiedniejsi potrzebują pracy i możliwości
          awansu. Odblokowanie, a więc liberalizacja gospodarki da im takie perspektywy.
          Przykłady Irlandii, Hiszpanii czy nawet Estonii i Słowacji potwierdzają tę
          prawdę. W Polsce sytuacja jest o tyle trudniejsza, że ciąży nam dług publiczny,
          który bez opamiętania zwiększał rząd Millera.

          • basia.basia Re: koniec III RP - cz. 3 16.05.04, 12:34
            Wyzwania nowego czasu

            Redukcja państwa jest również niezbędna dla jego odbudowy. Silne może być tylko
            państwo ograniczone, gdyż dopiero wtedy może znaleźć środki i skoncentrować się
            na fundamentalnych dla siebie zadaniach. A do takich należy budowa systemu
            prawa, który w Polsce należy stworzyć właściwie na nowo.

            Prawo jest racją bytu państwa. Zależą od niego wszelkie inne sfery, również
            gospodarka. Do innych zadań współczesnego państwa należy edukacja, która służyć
            powinna niwelowaniu nierówności, a dziś w Polsce stanowi swoje zaprzeczenie.
            Należy do nich również stworzenie odpartyjnionych i sprawnie funkcjonujących
            urzędów, których nie ma w naszym kraju. Należy realna decentralizacja.

            Projekt odbudowy państwa wymaga siły i determinacji politycznej, o co dziś w
            Polsce trudno. Co więcej, na scenie politycznej pojawił się kolejny gracz,
            którego uznać można za ostatnie, groteskowe, co nie znaczy niegroźne, wcielenie
            postkomunizmu, jakim jest Samoobrona Andrzeja Leppera. Ruch ten w dużej mierze
            stworzony został, jak wiele wskazuje, przez postkomunistyczny układ służb
            specjalnych, wspierało go SLD. Dziś garnie się do niego duża część niższego
            aparatu SLD. W jego szeregach znaleźć można dawnych działaczy PZPR niższego
            szczebla. Sukces Samoobrony wynika jednak z realnych problemów społecznych
            czasu transformacji.

            Przemiany gospodarcze stwarzają grupy wykluczonych. Widzą oni przy władzy
            ciągle mniej więcej ten sam świetnie prosperujący oligarchiczny układ.
            Populistyczne hasła Leppera znajdują w takiej sytuacji spory posłuch. Zwykli
            obywatele widzą, że instytucje państwa funkcjonują źle, dlaczego więc mają je
            szanować? Dlaczego mają przestrzegać prawa, które jest wyłącznie dla ubogich i
            frajerów, zamiast wziąć sprawę w swoje ręce, czyli grabić zagrabione? Fenomen
            Leppera jest wynikiem wszystkich grzechów i zaniechań III RP.

            Obietnice większościowej ordynacji

            Nie wiadomo, czy odpowiedzialna opozycja, jaką mogłaby się stać koalicja
            Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, zdobędzie większość i
            będzie w stanie przeprowadzić niezbędne zasadnicze reformy. Nie wiadomo nawet,
            czy wzbije się ponad swoje partyjne interesy. Nadzieja taka jednak istnieje.
            Istotnym elementem zmiany status quo i uzyskania stabilności politycznej jest
            nowy model ordynacji wyborczej. Chodzi o ordynację większościową z
            jednomandatowymi okręgami wyborczymi. Obecny system utrwala bowiem władzę
            nomenklatur partyjnych i w praktyce uniemożliwia odnowę polskiej klasy
            politycznej. Nic zatem dziwnego, że jest przez jej większość zaciekle broniony.

            Często słyszymy narzekania, że od 1989 roku w polityce polskiej prawie nie
            pojawili się nowi ludzie. Czy to znaczy, że z niewiadomych powodów talenty
            polityczne w ciągu ostatnich kilkunastu lat uległy atrofii? Czy raczej, zgodnie
            ze zdrowym rozsądkiem, należałoby przyjąć, że w naszym kraju zablokowany został
            mechanizm awansu politycznego?

            Większość polskiej klasy politycznej wrosła w ułomny układ III RP i doskonale w
            nim funkcjonuje. Nie jest w stanie wyobrazić sobie innego modelu państwa i nie
            ma najmniejszej ochoty na jego zmianę. A przecież są w Polsce ludzie sprawdzeni
            w działalności samorządów czy organizacji pozarządowych, którzy śmiało mogliby
            wziąć na siebie zadanie reformowania państwa. Można sobie oczywiście wyobrazić,
            że na czele dzieła przebudowy państwa stoją doświadczeni politycy, ale sukces
            nie jest możliwy bez pojawienia się także nowych kadr, które staną się
            rzecznikami reform i potrafią je wprowadzić w życie. Istotne jest również, aby
            obywatele zobaczyli, że zmiany systemowe powiązane są z personalnymi. Trzeba
            skończyć z tasowaniem ciągle tej samej talii kart, co budzi uzasadnione
            podejrzenia i umożliwia karierę demagogów w rodzaju Leppera, pokrzykujących, że
            tylko oni nie są ubrudzeni.

            Większościowa ordynacja z jednomandatowymi okręgami umożliwi wyłonienie nowych
            polityków. Często powtarzana dziś teza, że to przecież sami obywatele wybierają
            sobie tak fatalnych przedstawicieli, jest o tyle nieuzasadniona, że w obecnym
            systemie wyborcy nie są w stanie nawet kojarzyć większości umieszczonych na
            listach postaci. W wypadku jednomandatowych okręgów sytuacja zmieni się
            radykalnie. Wyborcy będą się orientowali, kto kandyduje w ich okręgach, będą
            raczej głosować na ludzi niż listy partyjne. Zmusi to partie do innego doboru
            swoich reprezentantów, do odwołania się do autorytetów lokalnych i unikania
            osób skompromitowanych.

            Do czego dorośli Polacy?

            Obrona obecnego systemu wyborczego odbywa się pod tymi hasłami, które
            przyświecały budowie III RP. Zgodnie z nimi obywatele sami nie potrafią wybrać
            właściwych reprezentantów i muszą paść łupem demagogów i oszustów. Patron
            obecnego status quo, prezydent Aleksander Kwaśniewski oświadczył już, że
            społeczeństwo nie dorosło do ordynacji większościowej. I rzeczywiście,
            ordynacja taka jemu i jemu podobnym odebrałaby istotny element wpływu na polską
            rzeczywistość. Ograniczyłaby władzę partyjnych nomenklatur. Można mieć więc
            pewność, że większość obecnego politycznego establishmentu jej nie zaakceptuje.

            Trzeba więc stworzyć wielki ruch społeczny na rzecz nowej ordynacji.
            Spontanicznie już rok temu pojawiła się taka inicjatywa (JOW - jednomandatowych
            okręgów wyborczych), ale samodzielnie nie ma ona szans na wielki rezonans.
            Tymczasem idee te muszą dotrzeć do rzesz obywateli - przede wszystkim tych
            najmłodszych, pierwszy raz mogących brać udział w wyborach. Będzie to około 10
            procent wszystkich wyborców, ale przy ich mobilizacji, biorąc też pod uwagę
            realną frekwencję - mogą stanowić znacznie większy procent głosujących.

            Ordynacja większościowa nie wyeliminuje całego zła. Stanowiła będzie jednak
            zasadniczy i pozytywny wstrząs w naszym życiu politycznym. Z pewnością
            doprowadzi do porażki Samoobrony (nic dziwnego, że Lepper boi się jej jak
            ognia), gdyż jej lider i paru jego przybocznych może wygrać, natomiast jakość
            jej przedstawicieli, z którymi obywatele będą mieli okazję zetknąć się
            osobiście, skutecznie od nich odstręczy. Czym innym jest bowiem akceptacja
            sloganów zręcznego demagoga - a do tego sprowadza się obecnie głosowanie na
            listę Leppera - a czym innym głosowanie na konkretnego człowieka. Można tu
            liczyć na rozsądek statystycznego obywatela.

            Spór między przeciwnikami a zwolennikami ordynacji większościowej można w
            istocie przełożyć na pytanie: czemu w kwestii wyborów zawierzyć bardziej -
            zdrowemu rozsądkowi obywateli czy uwikłanym w swoje interesy obecnym elitom
            władzy? Ordynacja większościowa działa na rzecz stabilizacji układu
            politycznego, o czym świadczą wszystkie doświadczenia historyczne - nie tylko
            przykład państw anglosaskich, ale również IV Republiki we Francji, której
            system po przyjęciu ordynacji większościowej wraz z V Republiką stał się
            niezwykle stabilny.

            Oczywiście sama ordynacja niczego nie załatwi, choć może doprowadzić do
            jakościowej zmiany. Gdyby udało się ją wprowadzić, to zagrożenia, w obliczu
            których stanęliśmy, stałyby się początkiem ozdrowieńczych zmian. -
    • basia.basia Honor Kiszczaka - problem semantyczny:) 16.05.04, 12:19
      cytat z Życińskiego:

      "Jeśli mam o coś szczególne pretensje do gen. Kiszczaka - i z tego powodu
      uważam, że nazywanie go człowiekiem honoru urąga semantyce języka polskiego -
      to o fakty ujawnione w ostatnich latach przez IPN, a dotyczące działań i
      prowokacji SB czy MSW w okresie, gdy resortem kierował gen. Kiszczak. Niektóre
      z tych prowokacji stanowiły misterną robotę, jak choćby ujawniona intryga,
      która opóźniła przyznanie nagrody Nobla Lechowi Wałęsie. Inne utrzymane były na
      poziomie wrażliwości etycznej Jerzego Urbana. Opinii publicznej ujawniono
      liczne dokumenty informujące, jak organizowano podobne prowokacje. Ujawniono
      nazwiska niższych oficerów sporządzających odpowiednie raporty.

      Szef resortu nie potrafił się jednak zdobyć na zwyczajne "przepraszam", nie
      umiał powiedzieć: nie szukajcie winnych na poziomie kapitana czy majora, gdyż
      działania te były prymitywne i żenujące na poziomie generałów. Jego niedawny
      komentarz dotyczący zamordowania Grzesia Przemyka wyraziście ilustruje
      poziom "humanizmu" twórców stanu wojennego. Zarówno w takich komentarzach, jak
      i w wygodnym przemilczaniu trudnych kwestii widzę najbardziej wymowne
      świadectwo moralnego poziomu ekipy, która organizowała stan wojenny. To
      zachowanie pozostanie dla historii jako świadectwo etosu przywódców PZPR w tych
      wydarzeniach, w których nie można już zasłaniać się straszakiem interwencji
      rosyjskiej.

      Powinien pójść do więzienia za stan wojenny, za śmierć górników?

      - Nikt dziś nie oczekuje, by emerytów wsadzać do więzienia. Chodzi o ocenę
      moralną dramatycznych ważnych działań, nie zaś o odwet.

      Nie wierzy Ksiądz Arcybiskup, że on mógł się zmienić?

      - Wierzę, tylko że, niestety, nie widzę żadnych empirycznych oznak takiej
      przemiany. Swoją drogą szkoda, że tamto środowisko pozostaje niezmiennie
      zamknięte na podstawowe wartościowania moralne.

      Nie można odkupić winy?

      - Można. W chrześcijaństwie grzesznice zostawały świętymi, Szaweł przemienił
      się w Pawła. Jednak grzesznik musi wyznać swą winę; musi wyrazić skruchę za
      popełnione zło. Widzą panie jakiekolwiek oznaki uznania winy przez gen.
      Kiszczaka? Nie oczekuję bynajmniej na stylowe bicie się w pierś, ale na jakieś
      ukazanie odrobiny ludzkich odczuć, choćby w słowach: "Widzę problem. Jest mi
      ciężko. Nie potrafię tego rozwiązać. Wybaczcie". Tymczasem zamiast ludzkich
      reakcji mamy jedynie klasyczny styl aparatczyka - obce są mu pojęcia moralne,
      które usiłowano ignorować w rewolucyjnej retoryce leninizmu.

      Michnik nazwał Kiszczaka człowiekiem honoru nie za to, co robił przed 1989 r. i
      do czego sam się przyznaje lub nie przyznaje, lecz za to, że doprowadził do
      Okrągłego Stołu, do pokojowego przekazania władzy.

      - Owszem. Pragmatyczne, wolne od fanatyzmu środowiska PZPR miały świadomość, że
      sytuacja jest beznadziejna - więc gen. Kiszczak zadziałał jako pragmatyk.
      Między pragmatyzmem a honorem jest jednak różnica zasadnicza. W dodatku za
      jedną odważną decyzję można komuś przyznać odznakę, np. zasłużonego strażaka.
      Natomiast, żeby go nazwać człowiekiem honoru, trzeba już oceniać całe jego
      dotychczasowe życie."
    • basia.basia Kwaśniewski, tło i Piłat:) 16.05.04, 12:20
      "Gdy w 1995 r. Aleksander Kwaśniewski wygrał wybory prezydenckie, Ksiądz
      Arcybiskup mówił: "Poczucie wstydu idzie w parze z wrażliwością sumienia.
      Obawiam się, że znacznie łatwiej można ją spotkać u sprzątaczek niż u ambitnych
      polityków" - czyniąc aluzję do tego, że Kwaśniewski w czasie kampanii kłamał na
      temat swego wykształcenia. Jak dziś Ksiądz ocenia tę prezydenturę?

      - Prowokujecie mnie, żebym oceniał personalnie albo wypisywał laurki.

      To będzie laurka?

      - Na pewno na tle dawnych współtowarzyszy prezydent wypada bardzo pozytywnie.
      Gdyby natomiast zniknęło to tło...

      Jeśli w ostatnim okresie sformułowałbym jakiś zarzut do prezydenta, to dotyczy
      to spraw, w których oczekiwałem jego sprzeciwu, a tymczasem jedyną reakcją było
      wygodne, dyplomatyczne milczenie. Być może niektórym polskim patologiom udałoby
      się przeciwdziałać, gdyby spotkały się z kategoryczną, jednoznaczną oceną
      moralną na wszystkich szczeblach.

      Na przykład?

      - Przykład, wcale nie najważniejszy, to mianowany przez prezydenta do KRRiT
      Adam Halber. Używał języka dopuszczalnego w subkulturach przestępczych. Za
      takie słownictwo ucznia wyrzuca się z klasy. Halber zaś nadal pełnił funkcję,
      która swą rangą jest równa ministerialnej, i oficjalnie troszczył się o kulturę
      mediów. Prezydent natomiast dla świętego spokoju umył ręce. Rozumiem, że
      podjęcie mocnych działań oznaczało wszczęcie bijatyki, ale czasem trzeba podjąć
      takie ryzyko, żeby nie naśladować gestu Piłata, który najwyżej cenił święty
      spokój. Tolerowanie subkulturowych zachowań tworzy klimat społeczny, w którym
      premiuje się arogancję, prymitywizm, tupet. Długofalowo mści się to, jak
      wszystkie gesty Piłata."
    • basia.basia PRL i teczki 16.05.04, 12:23
      "Ksiądz Arcybiskup uważa, że myśmy tak naprawdę w ogóle nie rozliczyli PRL-u.

      - Rozliczyliśmy, ale w sposób cząstkowy.

      Czy państwo powinno rozliczyć tamten czas i funkcjonariuszy tamtego systemu?
      Czy też ludzie sami powinni dostrzec swą winę i przyznać się do niej?

      - Przede wszystkim winniśmy ocenić moralnie tych, którzy występowali jako
      przedstawiciele władzy. Brak jednoznacznych ocen moralnych sprawia, że znów
      zaczynają wiązać się z partiami, które wyżej stawiają władzę niż uczciwość.
      Obawiam się, że popularność haseł antydemokratycznych będzie wzrastać w tych
      środowiskach, które już w przeszłości nauczyły się, że na terenie polityki
      można działać bezkarnie.

      Natomiast nie pocieszajmy się, że Polska to kraj, gdzie tylko instytucje były
      złe, a ludzie wspaniali. Okres stanu wojennego, który współpracownicy gen.
      Jaruzelskiego określali wzniosłym mianem "normalizacji", był okresem lawinowego
      wzrostu liczby tajnych współpracowników. Od 1981 r. liczba TW wzrastała co roku
      o 30 proc. Tak wyglądała humanistyczna normalizacja niosąca instytucjonalne
      łamanie sumień przykrywane rogatywką.

      Dziś więc powinniśmy podjąć wielką narodową debatę - jak odróżnić sumienia
      tych, którzy sami padli ofiarą, od sumień tych, którzy urządzali polowania na
      ofiary. Bardzo bym się bał, żeby wszystkich, którzy mają teczki z napisem "TW",
      traktować w identyczny sposób, bo to byłoby niesprawiedliwe. Nie możemy jednak
      dłużej milczeć w tej sprawie. Z otwarciem każdej nowej teczki zaczynają się
      insynuacje, groźby, pojawiają się nazwiska polityków w kolejce do szantażu."
    • basia.basia Lepper = Barabasz? 16.05.04, 12:27
      "Żyjemy w kraju, w którym Barabasz jest popularniejszy od Jezusa?

      - O, tak. Kryminalistów i ludzi żyjących na pograniczu świata przestępczego
      spotkać można na ekskluzywnych przyjęciach imieninowych, w listach
      rekomendacyjnych, w najrozmaitszych układach towarzyskich. Barabasz mógłby być
      u nas patronem wielu środowisk.

      Jak to możliwe, by w kraju katolickim Barabasz był popularniejszy od Jezusa?

      - W Palestynie czasów Jezusa też wierzono w Boga. Wśród ludzi, którzy wierzyli,
      można było jednak uruchomić takie mechanizmy kierujące zachowaniem tłumu, że
      nagle kryminalista stał się popularniejszy od wcielonego Boga. Nie dziwmy się,
      że także w Polsce sprawdza się ten mechanizm.

      To bilans ostatnich 15 lat?

      - W żadnym wypadku. Mamy przecież tyle powodów, by dziękować Bogu za te 15 lat.
      Za to, że żyjemy w wolnym kraju, że możemy mówić własnym głosem, że żaden
      towarzysz sekretarz nie dyktuje nam poglądów, nie każe cenzurować wypowiedzi.
      Poczucie wolności i godności jest czymś niekwestionowalnym i nikt nas już dziś
      nie karci w stylu: "wicie, rozumicie". A kończąc na prozie życia - młode
      pokolenie może już nie pamiętać, jakim sukcesem był w PRL zakup pasty do zębów
      albo cytryn na święta, ale ja pamiętam to doskonale. Paniom wybaczę, gdybyście
      nie pamiętały.

      Zamiast etyki podział tortu

      Parę lat temu Ksiądz Arcybiskup powiedział: "Cynizm lewicy jest gorszy od
      populizmu Samoobrony". Czy nadal podtrzymuje Ksiądz tę opinię?

      - Trudna jest dziś licytacja cynizmów. Wtedy gdy to pisałem, sprawująca władzę
      lewica była większym zagrożeniem dla praworządności niż Samoobrona. Tamten
      cynizm owocuje ujawnionymi już aferami, w których przewodzi jednak SLD. Nie
      wynika z tego jednak, że zagrożenie nadchodzi z jednego kierunku.

      Trudno szukać mechanizmów tego zagrożenia. Trudno racjonalnie wytłumaczyć, że
      polityk, który wczoraj odwoływał się do chrześcijaństwa i narodu, dziś nagle
      występuje w roli jednego z głównych ideologów środowiska, które mówi językiem
      populizmu. Nie potrafię w żaden sposób pojąć ewolucji poglądów choćby u
      Ryszarda Czarneckiego. Heidegger do końca życia musiał się wstydzić swoich
      fascynacji politycznych i jego obrońcy nie potrafią przekonująco usprawiedliwić
      jego flirtu z nazizmem. Tymczasem u nas rosną zastępy polityków, którzy nie
      wstydzą się najbardziej żenujących flirtów z kolejną partią. Potrafią stylowo
      odmieniać słowo "naród", a równocześnie wspierać formacje broniące rosyjskich
      interesów. Powstaje pytanie, czy wcześniej traktowali oni serio etykę
      chrześcijańską, w której świadectwa prawdy nie sposób pogodzić z populizmem."
    • basia.basia Ciekawa jestem czy Adam Michnik odniesie się ... 16.05.04, 12:29
      jakoś do tego wywiadu? Tydzień temu w paru sprawach w nim poruszonych
      pisał całkiem co innego. Chciałabym bardzo, żeby się wypowiedział.
    • Gość: mimikra Re: o PRLu, dekomunizacji, honorze Kiszczaka i pa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 14:15
      jejku, to chyba jakaś obsesja. Niby Cię Michnik wkurza, jeździsz po nim jak po
      łysej kobyle, a z drugiej strony oczekujesz, że będzie się wypowiadał na każdy
      temat i wszystko komentował, specjalnie dla Ciebie. A może Ty po prostu
      lubisz...się wkurzać?
      • Gość: basia.basia PRL IP: *.localdomain / *.kim.pl 16.05.04, 15:11
        Gość portalu: mimikra napisał(a):

        > jejku, to chyba jakaś obsesja.

        Przyznaję się do obsesji. Mam ją na punkcie PRL, która jest stale
        obecna w umysłach, mentalności, instytucjach państwa, sądownictwie
        itd. Wstawiłam tu te dwa teksty, ponieważ traktują m.in. o tym co
        zrobić by się PRL-u pozbyć.

        Niby Cię Michnik wkurza, jeździsz po nim jak po
        > łysej kobyle, a z drugiej strony oczekujesz,

        Oczekuję, że największa gazeta w Polsce również
        zajmie się tym problemem! Czepiam się Michnika
        bezustannie, bo to jest red. naczelny tej gazety
        i ma pewien udział w konserwowaniu pozostałości
        prlu. Stale mam nadzieję, że wreszcie zabierze
        głos w tej sprawie i również on postawi diagnozę
        i przedstawi swoje pomysły na to jak wyjść z tej
        sytuacji, jak zawrócić z drogi psucia i gniacia
        państwa!

        że będzie się wypowiadał na każdy
        > temat i wszystko komentował, specjalnie dla Ciebie.

        Ja jestem opinia publiczna i rzeczywiście tego oczekuję!

        A może Ty po prostu
        > lubisz...się wkurzać?

        Nie pleć bzdur! Wkurzam się tym, że osoby, które wiele
        mogą nie krzyczą głośno, że trzeba skończyć z PRL!
        • Gość: mimikra Re: PRL IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.05.04, 19:17
          Ja się po prostu dziwię, że możesz nazywać kogoś manipulatorem i kłamcą,
          twierdzić, że nie jest dla Ciebie żadnym autorytetem, a jednocześnie czekasz z
          utęknieniem na każdą jego wypowiedź. Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chcesz
          otrzymać kompleksową teorię M. na temat PRL i III RP, skoro nie darzysz tego
          człowieka ani zaufaniem ani zbyt dużym szacunkiem... Po co Ci to? Ale jak tak
          bardzo Ci to jednak potrzebne, to lepiej napisz list (normalny, pocztowy) do M.,
          a nuż widelec Ci odpisze.
          I znowu się wkurzysz, hi, hi...
          • basia.basia Re: PRL 17.05.04, 12:21
            Gość portalu: mimikra napisał(a):

            > Ja się po prostu dziwię, że możesz nazywać kogoś manipulatorem i kłamcą,
            > twierdzić, że nie jest dla Ciebie żadnym autorytetem, a jednocześnie czekasz z
            > utęknieniem na każdą jego wypowiedź.

            Masz rację, zachowuję się irracjonalnie. Zważywszy jeszcze, że w sobotniej
            gazecie Piotr Stasiński napisał: "Belka to jest mniejsze zło" a dzisiaj tego
            samego dowodzi Kurski to mam jasny obraz sytuacji. Oznacza to, że lewica
            jest lepsza nie tylko od SO ale i od PO, PiS i każdej alternatywy prawicowej.

            Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo chcesz
            > otrzymać kompleksową teorię M. na temat PRL i III RP, skoro nie darzysz tego
            > człowieka ani zaufaniem ani zbyt dużym szacunkiem... Po co Ci to?

            Myślałam, że M. wbrew powiedzeniu o krowie nie zmieniającej poglądów może
            doznać olśnienia:( Moja naiwność graniczy z głupotą:(

            Ale jak tak
            > bardzo Ci to jednak potrzebne, to lepiej napisz list (normalny, pocztowy) do
            M.
            > ,
            > a nuż widelec Ci odpisze.

            Zdarzyło mi się kiedyś napisać (naprawdę), to było dobrych parę lat temu.
            Nie dostałam ani słowa:(

            > I znowu się wkurzysz, hi, hi...

            Odtąd będę się wkurzać po kryjomu:)

            Pozdrawiam
    • leszek.sopot Czy arcybiskup Życiński gości na forum kraj? 16.05.04, 15:02
      Czytałem już ten wywiad wczoraj, na wiele minut wciągnęły mnie w rozmyślania
      słowa arcybiskupa. Jego sądy na temat spraw terazniejszych bardzo mi
      odpowiadają. Warto go sobie zachować na przyszłość. Zaskoczył mnie m.in. jego
      pogląd na sprawę TW. Mało który ksiądz chyba uważa podobnie?
      Zastanowił mnie jeszcze jeden fragment. Czy arcybiskup Życiński czyta posty i
      dyskutuje może z nami na forum kraj?
      Cytat:
      "Natomiast na pewno, jak w każdym społeczeństwie, są u nas także środowiska
      dające posłuch tym politykom, którzy zawadiacko usiłują zaistnieć za pomocą
      haseł antysemickich. Przejrzyjcie tylko niektóre polemiki na internetowym
      portalu "Gazety"".
      • Gość: basia.basia Re: Czy arcybiskup Życiński gości na forum kraj? IP: *.localdomain / *.kim.pl 16.05.04, 15:18
        Czyta:) Wiem o tym na pewno:) A poza tym on często powołuje się w swoich
        felietonach w rzepie na to co o tym lub owym piszemy (wszyscy na forum GW).
        Był taki felieton o jaskiniowym forumowaniu (nie pamiętam dokładnie jak on
        to sformułował), który wzbudził wiele emocji. Może uda mi się go odnaleźć
        to Ci wkleję.

        Przepadam za arcybiskupem:) Nie dość, że jest mądrym i szlachetnym facetem
        to jeszcze ma poczucie humoru w tym także na swój temat (pamiętasz jak go
        pytają o jego własne grzechy a on na to na ile odcinków zaplanowały wywiad?).
        • leszek.sopot Re: Czy arcybiskup Życiński gości na forum kraj? 16.05.04, 15:37
          Gość portalu: basia.basia napisał(a):

          > Czyta:) Wiem o tym na pewno:) A poza tym on często powołuje się w swoich
          > felietonach w rzepie na to co o tym lub owym piszemy (wszyscy na forum GW).
          > Był taki felieton o jaskiniowym forumowaniu (nie pamiętam dokładnie jak on
          > to sformułował), który wzbudził wiele emocji. Może uda mi się go odnaleźć
          > to Ci wkleję.
          >
          > Przepadam za arcybiskupem:) Nie dość, że jest mądrym i szlachetnym facetem
          > to jeszcze ma poczucie humoru w tym także na swój temat (pamiętasz jak go
          > pytają o jego własne grzechy a on na to na ile odcinków zaplanowały wywiad?).

          Tak, od dawna mnie fascynuje, a fascynuje mnie naprawdę niewiele osób. Ale o
          tych antesemickich napadach na naszym forum mógłby byc troche sprawiedliwszy.
          Kilka osób z tymi głosami walczyło jak umiało. Ja sam posłużyłem sie też
          artykułem arcybiskupa.
          Arcybiskup patrzy... Drapu, drapu po główce mojej... hm to trzeba się pilnowac
          i ortografów nie robić, a ja słaby w te klocki:))
        • Gość: Salvadore Dali Re: Czy arcybiskup Życiński gości na forum kraj? IP: *.dew.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.04, 15:38
          A to znaczy,ze nie biedaczek szans przy tym zarzadzie :(
          Z takim Michalikiem na czele to wogole...
          ale niech sie trzyma w zdrowiu Jego Eminencja :)
          Ciekawe kto jeszcze czyta to forum??
          Moze sam Pan Redaktor Michnik
          • leszek.sopot Re: Czy arcybiskup Życiński gości na forum kraj? 16.05.04, 15:45
            W tekstach Michnika chyba nie ma najmniejszej wzmianki o tym by czytał. Choc
            przypuszczalnie czasem go ciekawość tu zapewnie zwiodła. A na co wówczas trafił?
        • basia.basia "Epoka internetu łupanego" dla Leszka:) 16.05.04, 19:13
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=8232276&a=8241696
          • leszek.sopot Re: "Epoka internetu łupanego" dla Leszka:) 17.05.04, 12:50
            Dziękuję Basiu za link. Pouczający felieton, choć z postów widać, że mało
            skuteczny. Ciekawe czy ktoś, gdzieś kiedyś porównał moc słowa: mówionego,
            pisanego i internetowego. Na oko wydaje mi się bowiem, że najmniej skuteczne są
            czytane literki na monitorze komputera a także, że najłatwiej popełnić
            jakieś "głupstwopisane" gdy pisze się zbyt szybko i łatwo w internecie; mnie
            też to dotyczy ;)
            • basia.basia Re: "Epoka internetu łupanego" dla Leszka:) 17.05.04, 16:04
              leszek.sopot napisał:

              że najłatwiej popełnić
              > jakieś "głupstwopisane" gdy pisze się zbyt szybko i łatwo w internecie; mnie
              > też to dotyczy ;)
              >

              Nie mówiąc o mnie:) Dopiero co prostowałam różne rzeczy i to dla Ciebie,
              bo mam nie najlepszą pamięć (jak się okazuje). Ale nie zdaje mi się, że
              w internecie najłatwiej popełniać fospasy i różne inne ... Tak samo jak
              w życiu realnym. Tu jest gorzej o tyle, że musisz się zadawać także z tymi,
              których w realu nie wpuściłbyś za próg. I nie należy liczyć na to, że jeśli
              tacy nabluzgają, nakłamią itp. to będą prostować.
    • Gość: Salvadore Dali Re: o PRLu, dekomunizacji, honorze Kiszczaka i pa IP: *.dew.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 16.05.04, 15:24
      No coz w takim kraju jak nasz to faktycznie barabasze maja racje bytu...
      takie rokity czy leppery
      a madry to czlowiek powiedzial szkoda,ze coraz mnie takich w kosciele
      • Gość: SLD-UPek Nasza partia wszędzie widzi rokitę. IP: 212.244.182.* 16.05.04, 15:42
        Gość portalu: Salvadore Dali napisał(a):

        > No coz w takim kraju jak nasz to faktycznie barabasze maja racje bytu...
        > takie rokity czy leppery
        > a madry to czlowiek powiedzial szkoda,ze coraz mnie takich w kosciele

        Nawet tam gdzie go mie ma.
    • homosovieticus Dzisiaj K.Skowroński w swoim zwierzyncu niewinnie 23.05.04, 19:02
      zapytał szefa WSI gen. Dukaczewskiego,dlaczego pewna teczka, innego generała,
      znajdujaca sie w IPN-ie jest niedostępną dla historyków i dziennikarzy.Chodziło
      o teczkę człowieka z honorem czyli gen. Kiszczaka. Zagadnięty odpowiedział ,że
      najlepiej żeby w sprawię wgladu do tej nieszczęsnej teczki , zwrócić się do
      ministra MON-nu a ten nieątpliwie i niezwłocznie ją odtajni.
      W programie również wystąpił ulubieniec kobiet LEW Andowski. Dowcipkował
      czujnie smiejąc się głośno z własnych dowcipów.odniosłem wrazenie,że chyba
      jednak wywalą gen.Dukaczewskiego. Szkoda miły i dowcipny człowiek z tego
      Generała.
    • Gość: polit Re: o PRLu, dekomunizacji, honorze Kiszczaka i pa IP: *.pool.mediaWays.net 23.05.04, 22:02
      Jezeli Kiszczak bylby czlowiekiem honoru to by sobie strzelil w leb tak jak moj
      kolega z lawy szkolnej porucznik milicji ktory podpisal moje internowanie.
      Za morderstwo na "wujku"oskarzono Gruby ale wlasnie Kiszczak podniusl go do
      rangi generala za co za to ze fchociaz mial zabronione to jednak uzyl broni?
      O JAKIEJ MORALNOSCI MY MOWIMY??????????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka