Gość: wojtek
IP: *.unicity.pl / *.unicity.pl
25.05.04, 22:44
Humanitarni idioci
"Co na nich działa?" - pytał w 1974 r. Robert Martinson, znany amerykański
kryminolog. I odpowiadał: "Nic na nich nie działa". Martinson zbadał efekty
ponad dwustu amerykańskich programów resocjalizacji przestępców i stwierdził,
że były to programy złudzeń. Okazało się, że pozytywne przykłady
resocjalizacji mieszczą się w granicach błędu statystycznego, a niemal
wszyscy objęci programami przestępcy nadal łamali prawo, a nawet popełniali
zbrodnie.
Badania Martinsona zmieniły amerykańską politykę karania: sprawcy nawet
drobnych przestępstw zaczęli masowo trafiać do więzień, a kary dla
recydywistów zaostrzono. Efekt był taki, że w następnych piętnastu latach
radykalnie poprawił się poziom bezpieczeństwa. Zwolennicy pochylania się z
troską nad przestępcami, m.in. znany lewicowy intelektualista Noam Chomsky,
wygłaszali tyrady, jakoby Ameryka zamieniała się w państwo totalitarne.
Przeciętni Amerykanie widzieli jednak, że na ulicach jest bez porównania
bezpieczniej. Okazało się, że kiedy to kara, a nie resocjalizacja jest celem,
przestępcy zaczynają się bać. W Europie, w tym w Polsce, ta filozofia ma w
środowiskach prawniczych wciąż trzy razy więcej przeciwników niż zwolenników
(w Polsce ta proporcja wynosi 5:1). Martinson nazywa zwolenników cackania się
z przestępcami humanitarnymi idiotami.
Mit resocjalizacji, czyli parodia sprawiedliwości
To wymiar sprawiedliwości w USA jako pierwszy uczynił z resocjalizacji fetysz
i jako pierwszy go obalił - po niemal stu latach obowiązywania. Obecnie Stany
Zjednoczone należą do krajów o najwyższym współczynniku prizonizacji, czyli
liczbie uwięzionych w stosunku do ogółu obywateli. Restrykcyjne karanie
doprowadziło do tego, że ponad 2,5%. Amerykanów przebywało lub obecnie
przebywa w więzieniach. W ostatnim ćwierćwieczu liczba skazanych na kary
więzienia stale rosła i obecnie wynosi ponad 2 miliony. Dzięki temu
przestępczość w USA spadła do poziomu najniższego od trzydziestu lat.
Kryminologowie z uniwersytetu chicagowskiego dowiedli (w badaniach z 1996
r.), że wzrost populacji więźniów o 10% skutkuje zmniejszeniem liczby
rozbojów (o 7%), włamań (o 4%) i zabójstw (o 1,5%).
Śladem Amerykanów poszli Brytyjczycy, Szwedzi i Holendrzy. Kolejne raporty
Rady Europy na temat polityki penalizacji dowodzą, że w krajach, gdzie często
karze się więzieniem (m.in. w Danii, Irlandii i Włoszech), udało się
zatrzymać falę przestępczości. Obecnie mamy niezbite dowody na to, że jeśli
karanie ma funkcję nie resocjalizacyjną, lecz retrybutywną (kara stosowna do
winy), przestępczość maleje. Jeden z najbardziej głośnych zwolenników
resocjalizacji, były francuski minister sprawiedliwości Alain Peyrefitte
uznał tę oczywistość jeszcze pod koniec lat 80. "Przestępcy okazali się po
prostu racjonalni: przestali się bać kary, bo wiedzieli, że wymiar
sprawiedliwości i system penitencjarny będzie ich przede wszystkim
wychowywał, a nie karał. Doszło do swoistej paranoi: krnąbrny przestępca
składał swój los w ręce społeczeństwa, mówiąc: wprawdzie zgrzeszyłem, ale
wierzę, że teraz pomożecie mi wrócić na drogę cnoty. To parodia
sprawiedliwości" - przekonywał Peyrefitte.
Polska polityka karna po 1989 r. wychodzi z założenia, że za przestępstwo
odpowiada także społeczeństwo, które ukształtowało przestępcę. Dlatego
przestępcy należy dać szansę resocjalizacji i złagodzić karę. Można zrozumieć
naszych prawodawców, którzy mieli w pamięci system karania w PRL, wzorowany
na sowieckim. W 1989 r. było już jednak wiadomo, że model karania nastawiony
na resocjalizację w demokratycznym świecie poniósł totalne fiasko. - Najpierw
nasi abolicjoniści w imię szczytnego humanitaryzmu wzywali do zniesienia kary
śmierci. Kiedy zamieniono ją na dożywocie, twierdzili, że w ten sposób
odbiera się skazanemu jakąkolwiek szansę poprawy. Kolejny krok to uznanie
pozbawienia wolności za ostateczność. Następnym krokiem jest podważenie sensu
jakiejkolwiek kary, którą uznaje się za wstydliwy przeżytek - podkreśla dr
Janusz Kochanowski, kryminolog z Uniwersytetu Warszawskiego.
Dobry wujek sędzia
W polskim wymiarze sprawiedliwości funkcjonują dwa szkodliwe mity:
resocjalizacji i probacji (warunkowego zawieszania kar). Odsetek skazanych,
którzy odbywają karę bezwzględnego pozbawienia wolności, wciąż spada.
Obecnie - według szacunków Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości - wynosi około
10%. To sytuuje Polskę na jednym z ostatnich miejsc na świecie. Dla
porównania: (według danych Crime and Criminal Justice Systems in Europe and
North America) bezwzględną karę więzienia orzeka się w ponad 80% ogółu
wyroków w Bułgarii, w 60% we Włoszech i w około 45% w Holandii. O tym, że
polski system nie jest skuteczny, przekonują liczby: w latach 90. o około 500
tys. (do niemal 1,4 mln) wzrosła liczba czynów karalnych. Przy tym
najszybciej rośnie w ostatnich latach przestępczość przeciwko życiu i
zdrowiu: liczba zabójstw wzrosła o 75%, rozbojów - o ponad 160%, zaś pobić -
aż o 350%. Wniosek jest prosty: skoro kary nie są u nas dolegliwe, przestępcy
niewiele ryzykują.
Polscy sędziowie orzekają nadzwyczajne złagodzenie kary w 20% wypadków i
praktycznie nie stosują nadzwyczajnego zaostrzenia kary dla niebezpiecznych
przestępców. Na wcześniejsze warunkowe zwolnienie mogą u nas liczyć nawet
sprawcy najcięższych przestępstw, m.in. ponad 90% zabójców. Wyroki w
zawieszeniu są przez przestępców traktowane jak uniewinnienie. Nie dziwią
zatem wyniki badań CBOS, z których wynika że 75% Polaków odczuwa duże lub
umiarkowane zagrożenie przestępczością.
Fabryka recydywistów
Bezpośrednim skutkiem systemu wymiaru sprawiedliwości nastawionego na
resocjalizację jest powiększająca się liczba recydywistów. To skądinąd
zrozumiałe, bo popełniających kolejne przestępstwa nadal chce się przede
wszystkim wychowywać, czyli daje im się kolejne szanse "powrotu do
społeczeństwa". W rzeczywistości daje im się szanse popełniania kolejnych
przestępstw. Według oficjalnych danych, recydywiści stanowią prawie połowę
wszystkich osadzonych. Prof. Andrzej Siemaszko, dyrektor Instytutu Wymiaru
Sprawiedliwości i współautor "Atlasu przestępczości w Polsce", twierdzi, że
statystyki są zaniżone i w więzieniach mamy 70-80% recydywistów, co
oznaczałoby, że nasz system wymiaru sprawiedliwości jest swoistą fabryką
ludzi wielokrotnie karanych, którzy stają się coraz niebezpieczniejsi. Część
recydywistów nie jest zresztą za takich uznawana, gdyż ich poprzednie
przestępstwa zatarto lub popełnili je jako nieletni
====================
Zgadzam sie w całej rozciagłości