douglasmclloyd
01.06.04, 16:55
W SLD skompromitowani zawsze grają dalej.
Monika Olejnik: Gościem Radia Zet jest marszałek Józef Oleksy. Witam, Monika
Olejnik. Dzień dobry.
Józef Oleksy: Dzień dobry.
Monika Olejnik: Panie Marszałku, kto jest winien kompromitacji Sojuszu Lewicy
Demokratycznej w czarny piątek?
Józef Oleksy: Nie ma tu kompromitacji i nie ma winy. Przyjęto pewną taktykę,
która na finale okazała się nieskuteczna.
Monika Olejnik: To nie jest kompromitacja, że członkowie SLD głosowali za
raportem Jana Łącznego z Samoobrony? Była w nim mowa, żeby Millera,
Kwaśniewskiego i Kurczuka postawić przed Trybunał. Sam Leszek Miller tak
głosował, Marek Dyduch, pani Jakubowska...
Józef Oleksy: Takie były przyjęte ustalenia klubu. Mieściły się w pewnej
taktyce uniemożliwienia przeprowadzenia sprawozdania posła Ziobry. Nie
uczestniczyłem w tych ustaleniach, więc trudno mi powiedzieć, dlaczego tak
przyjęto. Dziś wszyscy mówią, że głosowali jednolicie, cały czas na jedno
sprawozdanie, na przykład Tomasza Nałęcza. Po faktach wszyscy mają inny obraz.
Monika Olejnik: No właśnie. Pamiętam jak pytałam Pana parę dni temu o to, to
Pan powiedział, że SLD ma swój rozum. Jak się okazuje, chyba nie ma.
Józef Oleksy: To, że nie wychodzi jakiś wariant taktyki, to nie znaczy, że
jest bezrozumny. W tym wypadku akurat jest przegrany, ale tam była jakaś logika.
Monika Olejnik: W ramach tej taktyki mieści się coś takiego, żeby głosować za
raportem Jana Łącznego?
Józef Oleksy: Przecież taktyka była wszechobecna. To nie była tylko taktyka SLD.
Monika Olejnik: Ale mówię o SLD.
Józef Oleksy: To był jeden wielki schizofreniczny spektakl, nad którym
niesłychanie ubolewam i uważam, że rodzi bardzo złe skutki dla polskiego
parlamentaryzmu na długą przyszłość, dlatego że w tych wszystkich działaniach
i głosowaniach było dużo wiarołomstwa, nie dotrzymywania słowa, nie trzymania
się ustaleń, niechęci do uregulowania wcześniejszego regulaminu. Co tu mówić o
taktyce i jak kto trafił...
Monika Olejnik: Ale Panie Marszałku, czy Pan nie widzi kompromitacji swojego
ugrupowania i siebie samego? Konstytucjonaliści mówią, że Pan w ogóle nie
powinien dopuścić do głosowania wniosku mniejszości.
Józef Oleksy: A czy Pani nie widzi kompromitacji opozycji, która doskonale
znając ekspertyzy tychże profesorów lekceważyła je tak, jak kiedyś książki
lekceważono?
Monika Olejnik: Pan się zgodził na to, Panie Marszałku.
Józef Oleksy: Nie miałem wyjścia, bo większość opozycyjna stanęła murem.
Musiałem poddać wniosek formalny pod głosowanie. Głęboko wierzyłem, że on nie
może przejść. Dlaczego nie może przejść? Bo godzinę wcześniej wszyscy poważni
politycy w konwencie ustalili jednogłośnie jaka będzie procedura.
Monika Olejnik: Ale Pan odpowiada za literę prawa.
Józef Oleksy: Tego ludzie nie wiedzą w Polsce.
Monika Olejnik: Prof. Winczorek mówi, że nie było prawa.
Józef Oleksy: ...i nieustannie forsują jedną wersję korzystną dla opozycji.
Wszyscy przechodzą do porządku dziennego nad faktami, nad wiarołomstwem
polityków opozycji, którzy co innego ustalili na konwencie, co innego zrobili
na sali. Co może marszałek wobec nawałnicy jednolitego krzyku opozycji zrobić?!
Monika Olejnik: Myślę, że marszałek Borowski powiedziałby „nie”. Nie będzie
takiego głosowania.
Józef Oleksy: Co by powiedział „nie”? Zwołałby konwent. Prawda? Tak jak ja
zwołałem. Na konwencie dowiedziałby się z szokiem, że jest inne zdanie, niż
godzinę temu. Musiałby poddać, żeby izba rozstrzygnęła.
Monika Olejnik: Był Pan zagubiony Panie Marszałku. Musi Pan przyznać sam.
Józef Oleksy: Nie byłem zagubiony! Nie kształtujcie takiej wizji, bo to jest
ucieczka od rzeczywistej, żałosnej wersji tego wydarzenia!
Monika Olejnik: Czy nie jest żałosne, że były premier Leszek Miller mówi do
Andrzeja Leppera: „Andrzej, pomóż.”, a politycy SLD mówią – czytam dzisiaj w
„Gazecie Wyborczej” – „Leszku, nie żebrz.”?
Józef Oleksy: To sprawa Leszka Millera i Leppera i nic więcej. Cóż tu uogólniać?
Monika Olejnik: Głosując za raportem Tomasza Nałęcza uważa Pan, że jest grupa
trzymająca władzę? Czy głosował Pan w ramach taktyki...?
Józef Oleksy: Nie wypowiadam się na temat żadnej z wersji, bo nie zmieniłem
zdania, że żadna nie powinna być głosowana.
Monika Olejnik: To jak marszałek może się nie wypowiadać i głosować? Przecież
głosował Pan.
Józef Oleksy: Bo byłem zmuszony i cała sala była zmuszona przez opozycję do
głosowań. Proszę przyjąć do wiadomości...
Monika Olejnik: Jak można marszałka Sejmu zmusić do czegoś?
Józef Oleksy: Proszę wybaczyć, ale nie zna Pani regulaminu Sejmu. Może Pani
beletrystycznie dywagować.
Monika Olejnik: Nie wiedziałam, ze w regulaminie jest mowa o zmuszaniu i nie
zmuszaniu. No, Panie Marszałku...
Józef Oleksy: Regulamin to są dyrektywy i nakazy, a więc zmuszenie do jakiegoś
postępowania.
Monika Olejnik: Nie, ponieważ paru posłów z SLD potrafiło nie zagłosować za
raportem Jana Łącznego.
Józef Oleksy: Co innego jest nie głosowanie za czymś, a co innego jest
regulamin, który musi być stosowany i nie był stosowany. Był złamany.
Monika Olejnik: Ale zagłosował Pan i stąd moje pytanie.
Józef Oleksy: Pani Redaktor, to jest chaotyczna dyskusja, dlatego że Pani ma
inne spojrzenie jako dziennikarz obserwujący z zewnątrz te sprawy, a ja jestem
marszałkiem Sejmu odpowiedzialnym za jego funkcjonowanie.
Monika Olejnik: Jestem obywatelem, który oglądał telewizję w piątek.
Józef Oleksy: ...i ja zostałem postawiony przez opozycję, wiarołomną, wobec
sytuacji, w której musiałem głosować wniosek formalny. To, że on przeszedł to
jest zasługa, w cudzysłowie, właśnie opozycji.
Monika Olejnik: Klub kazał Panu głosować, a nie opozycja.
Józef Oleksy: Nie, nie, nie. Wniosek postawił pan Giertych, dlaczego Pani mówi
o klubie?
Monika Olejnik: Ale mówię, że głosował Pan za raportem Tomasza Nałęcza.
Józef Oleksy: Tak, bo uważałem, że on jest najbliższy jakiejś spokojnej,
ustabilizowanej wersji.
Monika Olejnik: Czyli uważa Pan, że była GTW?
Józef Oleksy: Nie. Nie wypowiadam się na ten temat. Głosowanie jak zostało
zarządzone, to już miało swoje warianty.
Monika Olejnik: Czy według Pana można raport zaskarżyć do Trybunału, tak jak
chce tego były premier Leszek Miller?
Józef Oleksy: Badam to właśnie, podobnie jak badam prawomocność wniosku quasi
mniejszości pana Ziobro triumfalnie przegłosowanego. Są zarzuty do istoty tego
wniosku, tak samo jak badam całość zakończenia tej sprawy, w której opozycja
nie dopuściła mnie do zakończenia tego punktu wychodząc z sali, więc to
wszystko jest taką pogmatwaną sytuacją, że lepiej powściągnąć emocje.
Monika Olejnik: Nim Pan zbada, dodam, że w „Rzeczpospolitej” prof. Zoll i
prof. Winczorek mówią, że raport nie może być zaskarżony do Trybunału.
Józef Oleksy: Mógłby być kwestionowany wyłącznie z tego powodu, o którym
mówiła pani Błochowiak, mianowicie z powodu uzupełnienia jego treści po
zamknięciu pracy komisji śledczej.
Monika Olejnik: A co Pan powie o pani Błochowiak, która powiedziała, że
zgodziła się na to, żeby dopisać wnioski mniejszości, bo myślała, że to nie
będą przegłosowane?
Józef Oleksy: Tak. Miała prawo tak myśleć, ponieważ dyskusja o sposobie
zakończenia prac komisji już wówczas, kiedy ona to podpisywała, przechylała
się wyraźnie w stronę jedyną słuszną, że wnioski, quasi wnioski mniejszości,
czyli alternatywne sprawozdania nie mogą być głosowane.
Monika Olejnik: Skoro postępował Pan słusznie, to dlaczego SLD ma do Pana
pretensje?
Józef Oleksy: Nie wiem. Nie było po tym posiedzenia. Wszyscy się rozjechali.
Monika Olejnik: Ale słyszałam głosy i Marka Dyducha i...
Józef Oleksy: Sojusz ma po części, zwłaszcza w wykonaniu Marka Dyducha, jakieś
emocjonalne pretensje o to, że nie odrzuciłem wszystkiego natychmiast. To jest
rozumowanie jednostronne. M