haen2010
21.12.11, 09:36
Sz. forumowiczom chcę przybliżyć sekwencję zdarzeń sprzed lat, żeby sie zorientowali jak pochopne, bieżące decyzje personalne polityków mają dalekosiężne skutki.
Było przed wyborami "Napierniczaka" na szefa SLD. Grześ starym, komuszym sposobem załadował parę kontenerów wódy i objeżdżał aparat tłumacząc im jacy to ci z SDPL i demokratów.pl wredni są, ile synekur i forsy kosztują SLD ich fanaberie. Robił tak kolo dupy Wojtusiowi, aż stał się naprawdę groźnym współzawodnikiem.
Wojtuś wpadł w panikę. Spotkał się z Sierakowskim, kumplem prawie wtedy, żeby się naradzić. Gadali tak w kafejce całe popołudnie i uradzili - jedyny sposób na Grzesia to ogłosić rozwód w LiD. Następnego dnia to Wojtuś ogłosił publicznie i cyrk z wyborami w SLD wkrótce się odbył. Grześ jednak załatwił Wojtusia. Rozwód nie powstrzymał aparatu, któremu nikt tyle co Grzesiu nigdy nie obiecał i tak obficie nie ugasił pragnienia.
Od tej pory SLD i cała lewica dołowała pod głupim Grzesiem, który odleciał całkowicie w swoich aspiracjach. Aż pojawił się Palikot, ale to temat na inne wspominki.