man_sapiens
31.08.12, 09:26
W czasach PRL bycie prokuratorem oznaczało zaliczenie do grona ludzi, którym przyzwoity człowiek nie podaje ręki. Z wiadomych powodów, tzw. wymiar sprawiedliwości był jednym ze zbrojnych ramion jedynej słusznej partii i nawet jeżeli większość pracy prokuratury to było ściganie prawdziwych przestępstw, odium bycie częścią aparatu bolszewickiej represji ciążyło na środowisku.
Przy aferze Amber Gold wychodzą na jaw fakty, które nakazują zastanowienie się nad powrotem do dawnego zwyczaju. prokurator prowadząca od 2009 roku śledztwo w sprawie Amber Gold wstrzymywała działania współpracujących z nią policjantów. Po tym, gdy sąd zmusił ją do prowadzenia dochodzenia, uznając zasadność zażalenia Komisji Nadzoru Finansowego, dostała propozycję dalszych czynności od współpracujących z nią policjantów. Chcieli nowo podjęte śledztwo rozpocząć od przeszukań w siedzibach Amber Gold. Chodziło o to, by analizując dokumentację, sprawdzić, co dokładnie działo się ze środkami powierzanymi przez klientów. ... mówi nam oficer trójmiejskiej policji. Przeciwko tej pani, pow wielkim trudzie i męce, rozpoczęto postępowanie dyscyplinarne. Dopóki nie zostanie on oskarżona - przez jakiegoś prokuratora - będę unikać znajomości z prokuratorami. Nie chce mieć do czynienia z grupą ludzi, której część - być może - jest skorumpowana przez mafię. Mama nadzieję że śledztwo zacznie się wkrótce - i że wykaże one, ze ta pani prokurator był po prostu głupia, leniwa, niekompetentna. Na razie - jak widzę prokuratora na ulicy - przechodzę na druga stronę.