Dodaj do ulubionych

rozwalanie państwa od środka

IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.07.04, 15:46


Wildstein stawia pod pręgierzem polski aparat sprawiedliwości i słusznie -
toczy go bowiem nieuleczalna choroba. Po przeczytaniu jego felietonu na usta
ciśnie się pytanie. Kiedy wreszcie skończy się to cyniczne rozwalanie
państwa od środka, a cyniczni pomagierzy w rodzaju sędzi Muranowskiej-
Suchockiej, którzy z prawa czynią karykaturę, zostaną pociągnięci do
odpowiedzialnośći?

Myślę, że tylko konsekwentna lustracja wśród sędziów i prokuratorów może
zatrzymać proces dalszego gnicia polskiego sądownictwa. Za tak kompromitujące
decyzje jak ta w sprawie Śpiewaka, powinno odbierać się uprawnienia. Ciekaw
jestem, czy PiS albo PO mają w tym względzie coś do zaproponowania?

Śpiewak na galery

Była wiceminister Aleksandra Jakubowska, członek GTW (grupy trzymającej
władzę), która to (Jakubowska i GTW) usiłowała przejąć na rzecz SLD media
elektroniczne w Polsce, uzyskała skazanie znanego socjologa i pisarza Pawła
Śpiewaka. Śpiewak skazany został za skojarzenia. Otóż źle mu się kojarzyło
słowo "zlecenie", którego użyła swojego czasu pani minister, a skojarzenie to
odnotował w felietonie w "Życiu Warszawy". Sędzia Muranowska-Suchocka
(przytaczam to nazwisko, żeby zaczęło się również czytelnikom kojarzyć)
stwierdziła, że felietonista ma wprawdzie "prawo" stosować ostrzejsze środki
wyrazu, ale musi uważać, aby nie naruszać dobrego imienia opisywanych osób.
Po głębszym zastanowieniu się oznacza to, że może on pisać tylko dobrze, bo
przecież pisanie o kimś źle w sposób oczywisty narusza jego dobre imię. O
tym, czy pisze on wystarczająco dobrze decydował będzie sąd.

Sprawa byłaby niesłychanie śmieszna, gdyby nie była ponura. Żyjemy w kraju,
gdzie sądy podobno przeciążone są sprawami, tak że obywatele latami czekać
muszą na decyzje w najbardziej oczywistych sprawach, gdzie bandyci chodzą na
wolności, gdyż sądy nie mogą poradzić sobie z ich osądzeniem i gdzie... sądy
gorliwie zajmują się analizą felietonów.

Nie będę ukrywał, że piszę również w swojej sprawie, gdyby bowiem wyciągnąć
wnioski z wyroku sędzi dwojga nazwisk to nie tylko pisanie felietonów
okazałoby się niemożliwe. Gdybym na przykład napisał, z czym się mi owa
sędzia kojarzy... Inna sprawa, że wolałbym pisać raczej o stanie jej
intelektu niż o jej dobrym (?) imieniu, a to, co pisałbym, z pewnością nie
byłoby pochlebne. Czy jednak słusznie? Czy fakt, że prokurator uznał za
dopuszczalne nazwanie "zerem" członka komisji śledczej przez premiera
Millera, a sędzia tropi skojarzenia felietonisty, a po ich wytropieniu
skazuje autora, czy te dwa fakty dziejące się przy okazji jednej sprawy nie
są ze sobą powiązane? Czy fakt, że nie można skazać premiera za obrazę
instytucji reprezentującej władzę ustawodawczą, zwłaszcza premiera z SLD, a
skazany zostaje felietonista, za to, że źle się mu kojarzy osoba, która dawno
powinna stanąć przed sądem za kłamstwa, matactwa, nie mówiąc już o dużo
poważniejszych zarzutach, czy nie mówi to dużo o stanie państwa, w którym
żyjemy?

Utarło się mówić o braku odpowiedzialności polskich mediów, gdy w
rzeczywistości w porównaniu już nie z amerykańskimi, ale ze wszystkimi
mediami zachodnimi media polskie są grzeczne i układne, chyba że popadną w
konformistyczny amok walki z dekomunizacją, lustracją czy pedofilią. Tylko,
że wtedy obrońcy odpowiedzialności nie zaczynają protestować. Bo politycy i
urzędnicy, zwłaszcza o postkomunistycznym rodowodzie, śnią o czasach, gdy
nieodpowiedzialność pismaków im nie przeszkadzała.

Mam nadzieję, że proces Śpiewaka skończy się w Strasburgu i członkostwo w UE
wreszcie się nam do czegoś przyda.

Bronisław Wildstein


?

Obserwuj wątek
    • indris Wildstein wybiórczy 06.07.04, 15:59
      Kiedy skazano Leppera za "lżenie prezydenta", to Wildstein chyba zachowywał
      milczenie ?
      To nie sędziowie są winni ale prawo. Konstytucja gwarantuje wolność słowa, i
      takich procesów w ogóle nie powinno być. Ani Leppera, ani Śpiewaka. Wildstein
      powinien więc alarmować, że pewne ustawy są antykonstytucyjne. Ale on chyba
      woli, żeby Śpiewak mógł pyskować, zwłaszcza na znienawidzoną przez niego
      Jakubowską, ale Lepper - już nie.
      • Gość: wartburg Re: Wildstein wybiórczy IP: *.b.dial.de.ignite.net 06.07.04, 16:08
        indris napisał:

        > Kiedy skazano Leppera za "lżenie prezydenta", to Wildstein chyba zachowywał
        > milczenie ?
        > To nie sędziowie są winni ale prawo. Konstytucja gwarantuje wolność słowa, i
        > takich procesów w ogóle nie powinno być. Ani Leppera, ani Śpiewaka. Wildstein
        > powinien więc alarmować, że pewne ustawy są antykonstytucyjne. Ale on chyba
        > woli, żeby Śpiewak mógł pyskować, zwłaszcza na znienawidzoną przez niego
        > Jakubowską, ale Lepper - już nie.

        No tak... o tym nie pomyślałem. Biedna Jakubowska. Biedy Lepper. Ofiary
        felietonistów Wildsteina i Śpiewaka.
      • kcg Re: Wildstein wybiórczy 07.07.04, 06:39
        indris napisał:

        > Kiedy skazano Leppera za "lżenie prezydenta", to Wildstein chyba zachowywał
        > milczenie ?
        > To nie sędziowie są winni ale prawo. Konstytucja gwarantuje wolność słowa, i
        > takich procesów w ogóle nie powinno być. Ani Leppera, ani Śpiewaka. Wildstein
        > powinien więc alarmować, że pewne ustawy są antykonstytucyjne. Ale on chyba
        > woli, żeby Śpiewak mógł pyskować, zwłaszcza na znienawidzoną przez niego
        > Jakubowską, ale Lepper - już nie.

        To nie sędziowie są winni? Czy ty mieszkasz na Ksiezycu? Naprawde nie wiesz
        kogo reprezentuja?
        • indris Sędziowie a prawo 07.07.04, 10:15
          Sędzia stosuje prawo, ale prawa nie tworzy. O jakości korpusu sędziowskiego
          można dużo złego powiedzieć, ale nawet idealni sędziowie nie mogą usunąć
          skutków złego prawa. Co więcej, właśnie idealni sędziowie stosowaliby dokładnie
          złe prawo, bo taki jest obowiązek sędziego.
      • Gość: radca Re: Wildstein wybiórczy IP: 213.25.179.* 07.07.04, 10:19
        Konstytucja nie gwarantuje bezkarności znieważania ludzi i kłamania.
        Konstytucja nie gwarantuje bezkarności dziennikarzom.
        Na całe szczęście.
        • indris Co gwarantuje Konstytucja RP 07.07.04, 10:30
          "Art. 54.
          Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i
          rozpowszechniania informacji."

          Wygłoszenie zdania "Prezydent Kwaśniewski jest idiotą" JEST wyrażeniem poglądu.
          Nie jest natomiast nim wygłoszenie zdania "Prezydent Kwaśniewski ukradł 20 000
          zł".
          Dlatego ściganie za pierwsze jest sprzeczne z Konstytucją, a ściganie za
          drugie - nie.


          • Gość: radca Re: Co gwarantuje Konstytucja RP IP: 213.25.179.* 07.07.04, 11:21
            To jest OCENA a nie pogląd.Niektóre poglądy wygłaszane publicznie
            np.faszystowskie i im podobne są ścigane przez prawo.
            Pozostaję przy swoim.
            Niezależnie od powyższego pozdrawiam w słoneczny i wietrzny poranek.
          • basia.basia Re: Co gwarantuje Konstytucja RP 07.07.04, 11:24
            indris napisał:

            > "Art. 54.
            > Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i
            > rozpowszechniania informacji."
            >
            > Wygłoszenie zdania "Prezydent Kwaśniewski jest idiotą" JEST wyrażeniem
            poglądu.
            > Nie jest natomiast nim wygłoszenie zdania "Prezydent Kwaśniewski ukradł 20
            000
            > zł".
            > Dlatego ściganie za pierwsze jest sprzeczne z Konstytucją, a ściganie za
            > drugie - nie.
            >
            >

            Znakomiecie. Rozumiem.

            A teraz powiedz mi jak to jest z obrażaniem sądu.
            Załóżmy, że ktoś (świadem, powód, ...) podczas przewodu
            sądowego wkurzy się na sędziego i powie " panie sędzio,
            jesteś pan idiotą (lub zerem)"?

            ps
            Przeczytałam Twoją odpowiedź na mój post:)
          • ich1 jak to jest w innych krajach 07.07.04, 11:30
            www.sbg.ac.at/ssk/docs/stgb/stgb111_117.htm#115
            indris, piszesz bzdury, bo prawnokarna ochrona czci funkcjonuje w każdym
            europejskim kraju.
            • Gość: jack Re: jak to jest w innych krajach IP: *.proxy.aol.com 07.07.04, 13:45
              Jesli tak, to jak to dlaczego np. Joschka Fischer za okreslenie publiczne
              prezydenta w parlamencie RFN:
              "jest pan arschloch" (najwieksze niemieckie przeklenstwo - dziura w dupie) nie
              poniosl zadnych konsekwencji?
              • Gość: l Re: jak to jest w innych krajach IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 07.07.04, 15:13

                To banalnie proste - bo nikt go za to nie pociągnął do odpowiedzialności. A
                jakubowska miała taki kaprys. I niestety - miała do tego prawo.
          • hydy czy indris zna z k-cji coś więcej niż art 54? 07.07.04, 13:37
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=13873034&a=13897426
            • Gość: l nie, on uważa, że Konstytucja to tylko ten jeden IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 07.07.04, 15:11

              ...przepis. Wielokrotnie dawał temu wyraz.
              • indris Ten artykuł jest najważniejszy... 10.07.04, 18:32
                ...dla tzw pyskówek. A jeżeli mozna mu przeciwstawic inne, to znaczy, że
                Konstytucja zawiera sprzeczności. I to już problem dla prawników, podejrzewam
                że nierozwiązywalny
      • Gość: Jan Publiczne "lzenie" to przekraczanie wolnosci slowa IP: 200.56.224.* 10.07.04, 10:55
        Chamstwo i wulgaryzmy pod adresem prezydenta kraju wszedzie sa karalne. Jezeli
        ktos nie umie uzywac ludzkiego jezyka nie powinien byc poslem. Co do Spiewaka
        Wildstein ma calkowita racje. Ten wyrok to jawne zlamanie prawa o wolnosci
        slowa i proba stalinowskiego zamkniecia ludziom ust. Trybunal w Strasburgu njie
        bedzie mial co do tego zadnych watpliwosci. Za barbarzynskie wyroki lamiace
        Europejska Karte Praw czlowieka powinni odpowiadac materialnie sedziowie tzn.
        ponosic wszelkie koszty zwiazane z procesem,bo lamia prawo z premedytacja.
    • Gość: ich1 Himalaje ignorancji IP: *.ists.pl / *.ists.pl 07.07.04, 10:27
      Wildstein nie zauważył, że proces był cywilny, więc o żadnym skazywaniu nie
      może być mowy. Przegranie procesu cywilnego nie ma nic wspólnego z
      odpowiedzialnością karną. Odwoływanie się do postanowień prokuratury w sprawie
      wypowiedzi Millera jest bez sensu. Poza tym ten geniusz pióra nie wie, że
      Europejski Trybunał Praw Człowieka jest instytucją zupełnie niezależną do
      struktur Unii Europejskiej. Trochę to smutne, bo wyrok dla mnie osobiście jest
      niezrozumiały , chyba zasługuje na zdecydowaną, rozsądną i merytoryczną krytykę
      i być może poleci w drugiej instancji. Wildstein, zamiast rzeczowo się na jego
      temat wypowiedzieć, popisuje się swoją ignorancją, jak zwykle zresztą. Ciekawe,
      że w Rzepie nie znalazł się żaden dziennikarz, który mógłby się w tej kwestii
      kompetentnie wypowiedzieć, tylko dali kogoś, kto nie ma o tym bladego pojęcia.
      • basia.basia Himalaje złośliwości:) 07.07.04, 10:55
        Gość portalu: ich1 napisał(a):

        >Ciekawe,
        >
        > że w Rzepie nie znalazł się żaden dziennikarz, który mógłby się w tej kwestii
        > kompetentnie wypowiedzieć, tylko dali kogoś, kto nie ma o tym bladego pojęcia.

        A oto komentarz tych dwóch huncwotów:) z Wprost:

        "Aleksandry Jakubowskiej nie można porównywać do płatnego zabójcy, bo to ją
        obraża. A obrażać pani eksminister się nie godzi - uznał tak sąd i kazał
        Pawłowi Śpiewakowi Jakubowską przepraszać. Proszę wysokiej sędzi Hanny
        Muranowskiej-Suchockiej, a gdybyśmy tak Jakubowską porównali do Wenus z Milo,
        to czy to aby jest całkiem legalne? Mogłaby uznać, że wzywamy do obcięcia jej
        rąk".


        To zastanawiające, że osoby publiczne skompromitowane w oczach opinii
        publicznej ( wszelkie sondaże jasno pokazują co sądzi społeczeństwo o postawie,
        prawdomówności i dyspozycyjności Jakubowskiej, Czarzastego, Kwiatkowskiego
        i reszty związanej z aferą Rywina) mają czelność skarżyć tych, którzy im
        wytykają to, co cała Polska mogła zaobserwować! I robią to używając argumentu,
        że się szkodzi ich dobremu imieniu! Jakiemu dobremu imieniu!!!!!
        W państwie prawa ta trójka już dawno siedziałaby w więzieniu i żaden sąd
        nie bawiłby się w dbanie o "twarz", którą utracili.

        Kutz przegrał sprawę z Kwiatkowskim z powodu "ćwoka" i "politruka"
        a teraz Śpiewak z powodu "zlecenia". W kolejce są Rokita i Majcherek.
        To jest chore.
        Co ma zrobić obywatel, który się czuje obrażony tym, że różne osoby
        publiczne drwią z niego w żywe oczy traktując go jak idiotę? Np. prokurator
        Kapusta tłumaczący nam, że "zero" jest opinią a nie oceną i premier
        jest w porządku? A sprawa tej pani dyrektor szkoły, która się oburzyła
        "żmijką" i wygrała proces z internautą, który ją tak nazwał?
        To ma być sprawiedliwość? Tak ma wyglądać państwo prawa? Tak ma wyglądać
        wolność słowa?

        Szanowna Hanno Muranowska-Suchocka wg mojej opinii jest pani zerem!
        • indris Wolność słowa jest NIEPODZIELNA... 07.07.04, 11:13
          ...czyli musi być dla WSZYSTKICH, bo inaczej staje sie karykaturą. Jeżeli więc
          Kutz ma prawo nazwać Kwiatkowskiego ćwokiem (moim zdaniem ma), to tak samo
          Miller ma prawo nazwać Ziobrę zerem. A basia.basia zdaje się prezentować
          pogląd, że jednym można wymyślać, a innym - nie.
          To chyba dlatego przez 7 lat nie doszło do uchylenia tych nieszczęsnych
          artykułów kk o "lżeniu", każda ekipa rządąca liczy na to, ze użyje ich wobec
          swoich przeciwników.
          • Gość: wartburg obiektywizm a wolność IP: *.b.dial.de.ignite.net 07.07.04, 11:41
            indris napisał:

            > ...czyli musi być dla WSZYSTKICH, bo inaczej staje sie karykaturą. Jeżeli
            więc
            > Kutz ma prawo nazwać Kwiatkowskiego ćwokiem (moim zdaniem ma), to tak samo
            > Miller ma prawo nazwać Ziobrę zerem. A basia.basia zdaje się prezentować
            > pogląd, że jednym można wymyślać, a innym - nie.
            > To chyba dlatego przez 7 lat nie doszło do uchylenia tych nieszczęsnych
            > artykułów kk o "lżeniu", każda ekipa rządąca liczy na to, ze użyje ich wobec
            > swoich przeciwników.

            Zdaje się, że punktem wyjścia tej dyskusji był skandaliczny wyrok na Śpiewaka
            wydany przez dyspozycyjną sędzię, obrończynię niewinności jednej z najbardziej
            skompromitowanych postaci polskiej sceny politycznej.

            Powiedzieć o niej "zero", to chyba za duży komplement, bo zero kojarzy się z
            naukową bezstronnością, czyli jakąś formą obiektywizmu właściwą istotom wolnym,
            podczas kiedy pani Muranowska-Suchocka, co widzi chyba każdy, odegrała rolę
            porównywalną do tej, jaką pełnią do środki płatnicze, zawsze relatywizujące
            pojęcie wartości, a niekiedy wręcz stawiające je na głowie...

            Nic nie wiem na temat na temat tych "nieszczęsnych artykułów o lżeniu", ale
            jeśli tak jest, jak piszesz, to zgadzam się z Tobą. Powinny zniknąć.
            • ich1 wartburgu, hamuj się 07.07.04, 11:49
              Sąd nakazał jedynie przeproszenie Jakubowskiej, nie zasądził natomiast
              świadczenia na cel charytatywny, pomimo, że powódka tego się domagała. Obrażasz
              kogoś, kogo nie znasz. Wyrok jest chyba kiepski, ale to nie powód, żeby nazywać
              sędzię dyspozycyjną. Cokolwiek by powiedzieć, porównywanie do płatnych
              morderców do komplementów nie należy.
              A co do przepisów, to sprawdź sobie Srtafgesetzbuch w kraju w którym mieszkasz.
              • Gość: wartburg "die Narrenfreiheit" IP: *.b.dial.de.ignite.net 07.07.04, 12:07
                ich1 napisał:

                > Sąd nakazał jedynie przeproszenie Jakubowskiej, nie zasądził natomiast
                > świadczenia na cel charytatywny, pomimo, że powódka tego się domagała.
                Obrażasz
                >
                > kogoś, kogo nie znasz.

                Ty to nazywasz obrazą, a ja komentarzem na temat osoby, którą poznałem na
                podstawie podejmowanych przez nią decyzji.

                Wyrok jest chyba kiepski, ale to nie powód, żeby nazywać
                >
                > sędzię dyspozycyjną.

                Owszem, moim zdaniem to jest powód, aby tak ją nazwać. Raz, że jak sam
                przyznajesz, wyrok jest kiepski, a dwa - że utrwala powszechne przekonanie, że
                politycy z Grupy Trzymającej Władzę cieszą się w tym karykaturalnym państwie
                zupełną bezkarnością. Mogą składać fałszywe zeznania, kpić sobie z Komisji
                Śledczej i wygrywać w sądzie z każdym, kto się odważy o tym przypomnieć. W
                kraju, w którym mieszkam, to się nazywa "die Narrenfreiheit" - wolność błazna,
                którą w tym przypadku należaloby nazwać wolnością uprzywilejowanych.


                Cokolwiek by powiedzieć, porównywanie do płatnych
                > morderców do komplementów nie należy.
                > A co do przepisów, to sprawdź sobie Srtafgesetzbuch w kraju w którym
                mieszkasz.

                W państwie prawa, w ktorym mieszkam, rządzi rozsądek. Jestem przekonany, że
                taki proces i wyrok, byłyby tutaj nie do pomyślenia. To mi wystarcza. Nie
                muszę sobie łamać glowy artykułami kodeksu karnego.
            • Gość: michal Re: obiektywizm a wolność IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.07.04, 11:58
              Śpiewak przypominał w felietonie, że Rapaczyńska zeznawała, iż ktoś groził jej
              śmiercią.

              Konkluzja felietonu brzmiała: "to słówko +zlecenie+ w ustach pani minister
              Jakubowskiej i rzekomego zabójcy brzmią tak zastanawiająco zbieżnie...".

              Przeciez Spiewak wyraznie sugeruje w ten sposob, ze dzialania Jakubowskiej
              mialy charakter przestepczy, a nawet, ze byc moze to ona stala za pogrozkami
              wobec Rapaczynskiej. Jesli to nie jest znieslawienie, to ja nie wiem co nim
              jest.

              Sad i tak byl dosc wyrozumialy - uznal ze Spiewak jest winien, ale nie nakazal
              zaplaty zadoscuczynienia, czego domagala sie Jakubowska.

              Tak poza tym, to ten proces byl chyba zwyklym procesem cywilnym.
        • Gość: radca Re: Himalaje złośliwości:) IP: 213.25.179.* 07.07.04, 11:49
          A największą zbrodnią sądu jest wydanie wyroku niezgodnego z moimi
          oczekiwaniami.
          Prawda?
          • basia.basia Re: Himalaje złośliwości:) 07.07.04, 12:01
            Gość portalu: radca napisał(a):

            > A największą zbrodnią sądu jest wydanie wyroku niezgodnego z moimi
            > oczekiwaniami.
            > Prawda?

            Nie popadajmy w przesadę:)
            Śpiewak został skazany za te słowa:

            "To słówko w ustach pani minister Jakubowskiej i rzekomego zabójcy
            brzmią tak zastanawiająco zbieżnie".

            Jakubowska doszukała się w słówku "zlecenie" sugestii, że Śpiewak
            sugeruje jakoby miała coś wspólnego ze zleceniem na Rapaczyńską.
            Chyba nie masz Śpiewaka za idiotę?
            • ich1 Basiu, błagam 07.07.04, 12:10
              Śpiewak nie "został skazany" tylko przegrał proces cywilny. Zapewniam Cię , że
              róznica jest gigantyczna i nie życzę Ci, żebyś kiedyś musiała się o tym
              przekonywać.
              • basia.basia Wygłupiłam się, przyznaję:( 07.07.04, 12:41
                ich1 napisał:

                > Śpiewak nie "został skazany" tylko przegrał proces cywilny. Zapewniam Cię ,
                że
                > róznica jest gigantyczna i nie życzę Ci, żebyś kiedyś musiała się o tym
                > przekonywać.
    • Gość: michal Re: rozwalanie państwa od środka IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.07.04, 11:30
      Czy ktos z was dokladnie wie co wlasciwie Spiewak napisal w tym artykule? Bo
      jezeli nie, to cala ta dyskusja nie ma sensu.
      • basia.basia Co napisał Śpiewak? 07.07.04, 11:40
        Gość portalu: michal napisał(a):

        > Czy ktos z was dokladnie wie co wlasciwie Spiewak napisal w tym artykule? Bo
        > jezeli nie, to cala ta dyskusja nie ma sensu.

        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53621,2157477.html
        Chodzi o felieton z Życia Warszawy z lutego 2003.
        Próbowałam odnaleźć ale na razie bez skutku:(
      • basia.basia Co napisał Śpiewak? Coś znalazłam:) 07.07.04, 11:49
        zw:

        Sąd za "zlecenie"

        Aleksandra Jakubowska, szefowa gabinetu politycznego premiera, pozwała do sądu
        Pawła Śpiewaka, felietonistę Życia Warszawy.

        Przyczyną procesu jest felieton, który zdaniem Jakubowskiej naruszył jej dobra
        osobiste. Proces cywilny, który rozpoczął się wczoraj przed Sądem Okręgowym w
        Warszawie, został odroczony do 22 października. W poniedziałek sąd nie mógł
        przeprowadzić żadnych czynności, ponieważ Śpiewak nie otrzymał jeszcze pozwu.

        Jakubowska pozwała autora za felieton opublikowany w Życiu Warszawy w lutym.
        Inspiracją tekstu były wyjaśnienia składane przez prezes Agory Wandę
        Rapaczyńską przed sejmową komisją śledczą badającą aferę Rywina. Rapaczyńska
        powiedziała wtedy, że "minister Jakubowska bardzo mile mi powiedziała, że nie
        jest wrogiem Agory, że miała takie zlecenia przedtem, a teraz zlecenie się
        zmieniło i prosi mnie o to, żeby jakoś współpracować przy autopoprawce" .
        Zeznała także, że odebrała telefon z pogróżkami. Głos w słuchawce powiedział
        Rapaczyńskiej, że dostał na nią "zlecenie". Śpiewak napisał w swoim
        felietonie: "To słówko w ustach pani minister Jakubowskiej i rzekomego zabójcy
        brzmią tak zastanawiająco zbieżnie". Za to Jakubowska żąda od autora przeprosin
        w prasie oraz przekazania na cele dobroczynne 20 tysięcy złotych. - Działania
        pani minister porównano do działań płatnego mordercy - powiedział w sądzie mec.
        Piotr Swiętanowski, adwokat nieobecnej na rozprawie Jakubowskiej. Innego zdania
        jest autor felietonu. - Nie wiem, co ja tu w ogóle robię - oświadczył w sądzie.
        Zaznaczył, że pisząc felieton opierał się na składanych pod przysięgą
        zeznaniach Rapaczyńskiej. - Zastanowiło mnie, że pani minister używa
        słowa "zlecenie", które ma jednoznaczną konotację. Zadziwiające jest, jak można
        używać języka przestępców; to pokazuje, jak język polski jest źle używany przez
        ministrów. To był felieton, w którym można sobie więcej pozwolić, a nie
        informacja dziennikarska - podkreślił Śpiewak.
        Data: 2003-08-12
    • Gość: jack Re: rozwalanie państwa od środka IP: *.proxy.aol.com 07.07.04, 14:00
      Polska jest typowym negatywnym przykladem skutkow wprowadzania pelnej
      demokracji w panstwie, ktorego spoleczenstwo do tej formy nie DOROSLO.
      Zdegenerowane wladze, powolywaly do swych wszystkich instytucji
      serwilistycznych i ograniczonych osobnikow.
      Korupcja i nieposzanowanie prawa w spoleczenstwie bylo powszechnie akceptowane.
      Jesli nie mozna bylo z przyczyn oczywistych wymienic calego ukladu.
      Uklad sie uodparnial, gdyz nowym wladzom o starych obyczajach bylo mozliwe
      bardziej bezkarnie w swietle interpretacji demokratycznego prawa robic coraz to
      nowe i b. przemyslne przekrety. Efektem jest dzisielszy stan.
      Podobna sytucja jest w krajach z orbity imperium.
      Tak sztucznie narzucona demokracja jest jej karykatura a panstwom po tym
      zabiegu blizej do republik bananowych.
      • Gość: wartburg karykatura praworządności IP: *.b.dial.de.ignite.net 07.07.04, 14:59
        Gość portalu: jack napisał(a):

        > Polska jest typowym negatywnym przykladem skutkow wprowadzania pelnej
        > demokracji w panstwie, ktorego spoleczenstwo do tej formy nie DOROSLO.
        > Zdegenerowane wladze, powolywaly do swych wszystkich instytucji
        > serwilistycznych i ograniczonych osobnikow.
        > Korupcja i nieposzanowanie prawa w spoleczenstwie bylo powszechnie
        akceptowane.
        > Jesli nie mozna bylo z przyczyn oczywistych wymienic calego ukladu.
        > Uklad sie uodparnial, gdyz nowym wladzom o starych obyczajach bylo mozliwe
        > bardziej bezkarnie w swietle interpretacji demokratycznego prawa robic coraz
        to
        >
        > nowe i b. przemyslne przekrety. Efektem jest dzisielszy stan.
        > Podobna sytucja jest w krajach z orbity imperium.
        > Tak sztucznie narzucona demokracja jest jej karykatura a panstwom po tym
        > zabiegu blizej do republik bananowych.

        Chyba tak rzeczywiście jest, niestety.

        Cechą rozpoznawczą takiej zdemoralizowanej społeczności jest, że wszyscy
        powołują się na prawo i jednocześnie mają w głebokim lekceważeniu wartości,
        ktorych ma chronić. Prawo jest fikcją, narzędziem używanym i odpowiednio
        formowanym w imię partykularnych korzyści grup albo jednostek. Wystarczy
        przypomnieć cynizm i manipulacje Jakubowskiej ujawnione w związku z aferą
        Rywina.

        Jak to się dzieje, że owa nietykalna dama do tej pory nie została pociągnięta
        do odpowiedzialności? Czemu zamiast siedzieć w więzieniu triumfuje przed
        sądem, który skazuje jej krytyków?

        Prawo w Polsce jest karykaturą tego, czym być powinno.
        • Gość: jack Re: karykatura praworządności IP: *.proxy.aol.com 07.07.04, 15:17
          Najbardziej widocznym i charakterystycznym jest jurysdykcja, podstawa kazdego
          demokratycznego panstwa.
          Dyspozycyjnosc i sluzalczosc u prokuratury nie gardzacej tez korzysciami
          materialnymi.
          Powszechna korupcja u sedzi i lawnikow.
          Przekrety adwokatow wykorzystujacych poza prawne mozliwosci jak badania u
          przekupionych lekatzy, wystawianie nieprawdziwych diagnoz i zwolnien.
          Problemem dla spoleczenstwa jest niemozliwosc dojscia i jakiejkolwiek
          mozliwosci ukarania tej mafii, chronionej swoimi immunitetami i korporacjami.
          Tu moze pomoc tylko dyktatura i pozbycie tej holocie wszystkich przyslugujacej
          jej przywilejow.
    • Gość: t1s Re: rozwalanie państwa od środka IP: *.acn.waw.pl 07.07.04, 15:03
      Tow. Miller też powinien zostać skazany za skojarzenia:)
      • basia.basia Re: rozwalanie państwa od środka 07.07.04, 15:49
        Gość portalu: t1s napisał(a):

        > Tow. Miller też powinien zostać skazany za skojarzenia:)

        Wiadomo, wszystko mu się kojarzy z wiadomo czym.
        To by było z paragrafu o nieobyczajności:)
        • Gość: albo,albo Re: rozwalanie państwa od środka IP: 67.150.66.* 08.07.04, 06:25
          basia.basia napisała:

          > Gość portalu: t1s napisał(a):
          >
          > > Tow. Miller też powinien zostać skazany za skojarzenia:)
          >
          > Wiadomo, wszystko mu się kojarzy z wiadomo czym.
          > To by było z paragrafu o nieobyczajności:)

          Tow. Miller też powinien zostać skazany za to jak konczy...
    • Gość: l kompromitacja Wildsteina IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 07.07.04, 15:16

      Oczywiście Wildstein nie musi się znać na prawie i na integracji europejskiej,
      ale wiązanie prawa do składania skargi w ETPC w Sztrasburgu z wstąpieniem do
      Unii jest ciężką kompromitacją. ETPC nie ma z Unią Europejską nic wspólnego a
      skargi do Sztrasburga można pisać od ładnych paru lat i 1 maja nic się w tej
      mierze nie zmieniło. Co jak co, ale to chcący uchodzić za poważnego publicysta
      polityczny po prostu musi wiedzieć.

      • Gość: wartburg Re: kompromitacja Wildsteina IP: *.b.dial.de.ignite.net 07.07.04, 15:26
        Gość portalu: l napisał(a):

        >
        > Oczywiście Wildstein nie musi się znać na prawie i na integracji
        europejskiej,
        > ale wiązanie prawa do składania skargi w ETPC w Sztrasburgu z wstąpieniem do
        > Unii jest ciężką kompromitacją. ETPC nie ma z Unią Europejską nic wspólnego a
        > skargi do Sztrasburga można pisać od ładnych paru lat i 1 maja nic się w tej
        > mierze nie zmieniło. Co jak co, ale to chcący uchodzić za poważnego
        publicysta
        > polityczny po prostu musi wiedzieć.
        >
        Czy to wszystko, co masz do powiedzenia na temat artykułu Wildsteina? Jeśli
        tak, to zechciej przyjąć wyrazy współczucia. Dla mnie reprezentujesz ten sam
        typ głupoty, co pani Muranowska-Suchocka.
        • Gość: l Re: kompromitacja Wildsteina IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 07.07.04, 15:35
          Nie, mam do powiedzienia więcej. Jesłi Wildstein pisząc o sprawie cywilnej, z
          powództwa prywatnej osoby pisze, że sędzia kogoś "skazała", to chyba nie jest
          to ignorancja, tylko świadoma manipulacja. Nazywając rzecz po imieniu:
          kłamstwo.
          • Gość: wartburg co jest ważniejsze? IP: *.b.dial.de.ignite.net 07.07.04, 15:46
            Gość portalu: l napisał(a):

            > Nie, mam do powiedzienia więcej. Jesłi Wildstein pisząc o sprawie cywilnej, z
            > powództwa prywatnej osoby pisze, że sędzia kogoś "skazała", to chyba nie jest
            > to ignorancja, tylko świadoma manipulacja. Nazywając rzecz po imieniu:
            > kłamstwo.

            A czy przyszło Ci może kiedyś do głowy, poszukiwaczu prawdy, zastanowić się nad
            tym, co jest ważniejsze - słowa, czy może to, co wyrażają? Ich brzmienie, czy
            to, czemu służą - czyli sens?
            • basia.basia Re: co jest ważniejsze? 07.07.04, 16:20
              Gość portalu: wartburg napisał(a):

              > Gość portalu: l napisał(a):
              >
              > > Nie, mam do powiedzienia więcej. Jesłi Wildstein pisząc o sprawie cywilnej
              > , z
              > > powództwa prywatnej osoby pisze, że sędzia kogoś "skazała", to chyba nie j
              > est
              > > to ignorancja, tylko świadoma manipulacja. Nazywając rzecz po imieniu:
              > > kłamstwo.
              >
              > A czy przyszło Ci może kiedyś do głowy, poszukiwaczu prawdy, zastanowić się
              nad
              >
              > tym, co jest ważniejsze - słowa, czy może to, co wyrażają? Ich brzmienie, czy
              > to, czemu służą - czyli sens?

              I kto to mówi?:)

              Uważam, że ten tekst Widsteina nie jest najlepszy, jeśli
              go traktować jako "literaturę", miewa duże lepsze a czasami
              świetne. Ale nikt przed nim nie ujął się za Śpiewakiem,
              który raczej nie jest skłonny nadużywać dosadnych określeń
              i robi wrażenie człowieka zrównoważonego i niekonfliktowego.
              On podszedł w tym felietonie do sprawy od strony semantycznej
              i miał rację, ponieważ pamiętam dobrze jakie złe wrażenie
              zrobiło to określenie "miałam na Agorę zlecenie". Wyszło
              w trakcie przesłuchań, że rzeczywiście miała "zlecenie"
              i sens tego terminu w tej konkretnej sutyacji jest negatywny
              i nie tylko Śpiewakowi skojarzył się ze stosowaniem słownika
              ze świata przestępczego. Rapaczyńska tego samego dnia użyła
              tego określenia ponownie, kiedy zawiadomiła kś o telefonie
              grożącym jej śmiercią: "mam na ciebie zlecenie".
              Nie wiem dlaczego pani sędzia ma odmienne zdanie niż Śpiewak
              i wielu przysłuchujących się tamtego dnia zeznaniom.
              • Gość: albo,albo Re: co jest ważniejsze? IP: 66.53.86.* 09.07.04, 05:31


                basia.basia napisała:
                Uważam, że ten tekst Widsteina nie jest najlepszy, jeśli
                go traktować jako "literaturę", miewa duże lepsze a czasami
                świetne. Ale nikt przed nim nie ujął się za Śpiewakiem,
                który raczej nie jest skłonny nadużywać dosadnych określeń
                i robi wrażenie człowieka zrównoważonego i niekonfliktowego.
                On podszedł w tym felietonie do sprawy od strony semantycznej
                i miał rację, ponieważ pamiętam dobrze jakie złe wrażenie
                zrobiło to określenie "miałam na Agorę zlecenie". Wyszło
                w trakcie przesłuchań, że rzeczywiście miała "zlecenie"
                i sens tego terminu w tej konkretnej sutyacji jest negatywny
                i nie tylko Śpiewakowi skojarzył się ze stosowaniem słownika
                ze świata przestępczego. Rapaczyńska tego samego dnia użyła
                tego określenia ponownie, kiedy zawiadomiła kś o telefonie
                grożącym jej śmiercią: "mam na ciebie zlecenie".
                Nie wiem dlaczego pani sędzia ma odmienne zdanie niż Śpiewak
                i wielu przysłuchujących się tamtego dnia zeznaniom.


                Bo pani sedzia ma bronic stary system...
              • Gość: wartburg Re: co jest ważniejsze? IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 11:12
                basia.basia napisała:


                >
                > I kto to mówi?:)

                Mam to rozumieć, jako przytyk pod moim adresem? Jeśli tak, to chyba zaszło
                nieporozumienie. Cenię sobie rzeczy dobrze napisane, to fakt, ale wiem, że w
                zdecydowanej większości przypadków ich jakość nie wynika z formy jako takiej,
                tylko z treści - powtarzam jeszcze raz - z treści, dla której dobre pióro
                właściwe słowa szczęśliwie znajduje. Teksty oparte na zabawach formalnych są
                wyrazem próżności autora i szybko obumierają. Są puste, nużące. Męczą jego i
                czytelnika. Ostatnio męczą mnie tak popisy Rybińskiego. Zbyt wiele uwagi
                przywiązuje do swojego kunsztu linoskoczka i to się w jakims momencie zrobiło
                zwyczajnie nudne. Ile można tak skakać?

                Wiem, że podobała Ci się satyra Hemara "Kto rządzi światem", którą przypomniał
                nie tak dawno mogiliani. Mnie dosłownie olśniła, bo zawsze go trochę nie
                doceniałem, co wynikało z niewiedzy. Czy sądzisz, że ten tekst byłby tak
                znakomity, gdyby nie wyrażał pewnego, bardzo dobrze przemyślanego, na dobrą
                sprawę błyskotliwego przesłania? Bez niego byłby tylko niegodną uwagi
                rymowanką.
                >
                > Uważam, że ten tekst Widsteina nie jest najlepszy, jeśli
                > go traktować jako "literaturę", miewa duże lepsze a czasami
                > świetne. Ale nikt przed nim nie ujął się za Śpiewakiem,
                > który raczej nie jest skłonny nadużywać dosadnych określeń
                > i robi wrażenie człowieka zrównoważonego i niekonfliktowego.
                > On podszedł w tym felietonie do sprawy od strony semantycznej
                > i miał rację, ponieważ pamiętam dobrze jakie złe wrażenie
                > zrobiło to określenie "miałam na Agorę zlecenie". Wyszło
                > w trakcie przesłuchań, że rzeczywiście miała "zlecenie"
                > i sens tego terminu w tej konkretnej sutyacji jest negatywny
                > i nie tylko Śpiewakowi skojarzył się ze stosowaniem słownika
                > ze świata przestępczego. Rapaczyńska tego samego dnia użyła
                > tego określenia ponownie, kiedy zawiadomiła kś o telefonie
                > grożącym jej śmiercią: "mam na ciebie zlecenie".
                > Nie wiem dlaczego pani sędzia ma odmienne zdanie niż Śpiewak
                > i wielu przysłuchujących się tamtego dnia zeznaniom.

                Ten artykul Wildsteina podoba mi się właśnie ze względu na jego zawartość.
                Wcale nie uważam, żeby był gorszy od innych.
                • hydy Re: co jest ważniejsze? 09.07.04, 12:03
                  Gość portalu: wartburg napisał(a):

                  > Ten artykul Wildsteina podoba mi się właśnie ze względu na jego zawartość.
                  > Wcale nie uważam, żeby był gorszy od innych.

                  oczywiście jeżeli traktować to co pisuje Wildstein w kategoriach publicystyki,
                  to można z czystym sumieniem zgodzić się z "linią" (głównymi tezami) autora.

                  dla mnie jednak Wildstein jest "pod kreską", gdy wczytam się w szczegóły - tu w
                  100% zgadzam się z ich1: uważam, że publicystyka wysokich lotów powinna jednak
                  uwzględniać pewne aspekty prawne i coniektóre pomyłki nie powinny mieć miejsca
                • Gość: albo,albo Re: co jest ważniejsze? IP: 66.53.95.* 09.07.04, 15:22

                  Gość portalu: wartburg napisał(a):
                  Teksty oparte na zabawach formalnych są
                  wyrazem próżności autora i szybko obumierają. Są puste, nużące. Męczą jego i
                  czytelnika. Ostatnio męczą mnie tak popisy Rybińskiego. Zbyt wiele uwagi
                  przywiązuje do swojego kunsztu linoskoczka i to się w jakims momencie zrobiło
                  zwyczajnie nudne. Ile można tak skakać?


                  Ciebie nuzy a mnie bawi...
                  • Gość: wartburg Re: co jest ważniejsze? IP: *.b.dial.de.ignite.net 09.07.04, 17:45
                    Gość portalu: albo,albo napisał(a):

                    >
                    > >
                    >
                    > Ciebie nuzy a mnie bawi...

                    Mnie też dawniej bawiło, ale niestety przestało... Odnoszę wrażenie, że
                    Rybiński się wypalił. Zbyt duża przewaga formy nad treścią. Nie lubię być
                    bawiony przez kogoś, kto bez przerwy robi miny i sam nie wie, co właściwie ma
                    do powiedzenia. Kwestia odporności, powiedziałbym.
                • basia.basia Re: co jest ważniejsze? 10.07.04, 01:22
                  Gość portalu: wartburg napisał(a):

                  >
                  > Ten artykul Wildsteina podoba mi się właśnie ze względu na jego zawartość.
                  > Wcale nie uważam, żeby był gorszy od innych.

                  Nie chcę się kłócić. Lubię Wildsteina i cenię jego teksty
                  a znam ich wiele. W dalszym ciągu uważam, że ten felieton
                  pisał na kolanie:)

                  Poniższy link zawiera stronę Ośrodka Myśli Politycznej.
                  Jak zerkniesz w menu na "artykuły" to znajdziesz kilka
                  ważnych tekstów Wildsteina (i nie tylko). Sam się przekonasz.

                  www.omp.org.pl/zarzad_nowa.html
                  • Gość: marynat Co się w istocie wydarzyło? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.04, 04:52


                    Najpierw - o co poszło? Pozbierajmy fakty do kupy:

                    Powodem procesu było opublikowany w lutym 2003 r. w „Życiu Warszawy” felieton,
                    w którym Śpiewak zawarł swoje refleksje po zeznaniach prezes „Agory” Wandy
                    Rapaczyńskiej przed komisją śledczą badającą sprawę Lwa Rywina.

                    Śpiewak zacytował słowa Rapaczyńskiej: "Minister Jakubowska bardzo mile mi
                    powiedziała, że nie jest wrogiem „Agory”, że miała takie ZLECENIE przedtem, a
                    teraz ZLECENIE się zmieniło i prosi mnie o to, żeby, prawda, jakoś
                    współpracować przy autopoprawce".
                    Następnie Śpiewak przypominał w felietonie, że Rapaczyńska zeznała także, iż
                    odebrała telefon z pogróżkami. Głos w słuchawce powiedział Rapaczyńskiej,
                    że „dostał na nią ZLECENIE” i groził jej śmiercią.

                    Konkluzja felietonu brzmiała: "...to słówko ZLECENIE w ustach pani minister
                    Jakubowskiej i rzekomego zabójcy brzmią tak zastanawiająco zbieżnie...".

                    Za to Jakubowska zażądała od autora przeprosin w prasie oraz przekazania na
                    cele dobroczynne 20 tysięcy złotych.

                    To znaczy – konkretnie, – za co?

                    Wg strony pozywającej: „Działania pani minister porównano do działań płatnego
                    mordercy” - powiedział w sądzie mec. Piotr Swiętanowski, adwokat nieobecnej na
                    rozprawie Jakubowskiej.

                    Odmiennego zdania był w sądzie pozwany Paweł Śpiewak: „Nie wiem, co ja tu w
                    ogóle robię” – oświadczył i dodał, że pisząc felieton opierał się na składanych
                    pod przysięgą zeznaniach Rapaczyńskiej, w których, jak powiedział, zastanowiło
                    go: „...że pani minister używa słowa ZLECENIE, które ma jednoznaczną
                    konotację”...
                    A także, że dał wyraz swemu zdziwieniu, ze piastując tak wysoka funkcję
                    państwową: „...można używać języka przestępców... to pokazuje, jak język polski
                    jest źle używany przez ministrów”. Pozwany zwrócił również uwagę sądu na fakt,
                    że: „To był felieton, w którym można sobie więcej pozwolić”...

                    Sąd, w części dotyczącej przeprosin przychylił się do wniosku powódki,
                    roszczenia majątkowe oddalił.

                    No i co? Najprawdopodobniej adwokat Jakubowskiej bardziej przekonująco
                    przedstawiał jej szkodę niż pełnomocnik Śpiewaka - jego obywatelskie prawo i
                    publicystyczny obowiązek krytyki wypowiedzi pani wiceminister Kultury.

                    Można się dziwić, – czemu sąd całego tego bzdurnego pozwu nie oddalił, mając na
                    względzie, że ani o b i e k t y w n i e , ani w społecznym odczuciu –
                    wypowiedź Śpiewaka nie była obraźliwa ani w formie, ani w treści. Wyrażona
                    przez niego opinia nawiązywała do tego, co Jakubowska sama, z własnej woli,
                    POWIEDZIAŁA. Była to krytyka głupiej wypowiedzi urzędniczki państwowej.
                    Felieton Śpiewaka był polemiką wynikającą z oburzenia na użycie przez nią słowa
                    ZLECENIE w kontekście, który nie licował ze sprawowanym przez nią urzędem.
                    Wszak, zgodnie z elementarną kulturą, KPA i zasadami rządowych procedur –
                    ministrowie nie otrzymują (a przynajmniej nie powinni otrzymywać od nikogo)
                    ZLECEŃ na szykanowanie, lub zaprzestanie szykanowania jakiejś konkretnej
                    spółki. Śpiewak dowiedział się o tym z protokołu Sejmowej Komisji Śledczej, a
                    więc ze źródła wiarygodnego. W zgodzie z przepisami ustawy „O dostępie do
                    informacji publicznej”, a także - zgodnie z KPA i ustawą „Prawo prasowe” -
                    wykorzystał tę informację do sporządzenia krytycznej publikacji. I żadnemu
                    urzędasowi nic do tego, pod rygorem przepisów zabraniających tłumienia krytyki.
                    Sąd postanowił jednak poważnie potraktować małp poważny pozew wniesiony przez
                    osobę zbytnio przewrażliwioną, która sobie ubrdała, że samo postawienie
                    wypowiedzianego przez nią słowa ZLECENIE obok słowa ZLECENIE z tajemniczego
                    telefonu, grożącego Rapaczyńskiej – narusza jej cześć, dobre imię, godność
                    osobistą i samopoczucie. A także poniża ją w opinii publicznej i naraża na
                    utratę zaufania potrzebnego do dalszego... ble ble ble.
                    Słusznie t1s zauważył w swym poscie, że był to proces o SKOJARZENIE. Można do
                    tego dodać, ze był to także – PROCES ZASTĘPCZY wytoczony przez Jakubowską
                    całemu „siepactwu”.

                    Basia przytoczyła fragment z „Wprost”:
                    > „... Proszę wysokiej sędzi Hanny Muranowskiej-Suchockiej, a gdybyśmy tak
                    > Jakubowską porównali do Wenus z Milo, to czy to, aby jest całkiem legalne?
                    > Mogłaby uznać, że wzywamy do obcięcia jej rąk".

                    Nie. Pani (2 w jednym) ex minister i ex v-przewodnicząca mogłaby wpaść w
                    rozpacz, że nikt już nie docenia jej „długich rąk”. I nie boi się długich rąk
                    GTW.
                    Więc padło na Śpiewaka. W cywilnym za wszystkie swe szkody ugrała
                    przeprosiny... Takie formalne, na od-się, bez treści moralnych. Ale i tak
                    Śpiewak byłby frajerem, gdyby przeprosił...
                    Czemu? Bo, po pierwsze nie ma za co, a, po drugie - w drugiej instancji zapewne
                    trafi na sędziego, który czyta orzeczenia Sądu Najwyższego i Europejskiego
                    Trybunału Praw Człowieka. Ma dobra pozycję. Nie tylko dlatego, że dochował
                    zasady staranności, wyciągał logiczne wnioski z prawdziwych przesłanek, a
                    ponadto - wyrażał się o pani polityk nad wyraz oględnie, choć nie musiał.

                    Ma wygrane z trzech powodów:
                    1- ew. bezprawne naruszenie dóbr osobistych przez felieton nie wynika z
                    prawdziwości bądź nieprawdziwości przedstawionych w nim informacji, lecz jest
                    hipotetycznym efektem sugestii, wywałanej w lutym 2003 r. u czytelników przez
                    skojarzenie dwóch osób posługujących się słowem ZLECENIE. Dziś tego się
                    sprawdzić nie da, więc dowodem wyłączającym bezprawność może być jedynie
                    prawdziwość stawianych zarzutów. A ta jest bezsporna.

                    2- rozpowszechnianie wiadomości prawdziwych nie wywołuje skutku w postaci
                    naruszenia prawa do czci w ujęciu obiektywnym, gdyż, odwrotnie, owa prawdziwość
                    zarzutu jest skutkiem właśnie braku dobra osobistego w zakresie, który mógłby
                    być przedmiotem naruszenia. Innymi słowy, – Jeśli Jakubowska w rozmowie z
                    Rapaczyńską świadomie, dla żartu, albo żeby zaszokować - posłużyła się pojęciem
                    ZLECENIE w rozumieniu zaczerpniętym z gwary przestępczej, (co stawia ją w złym
                    świetle) przypomnienie tego faktu w felietonie Śpiewaka nie jest bezprawnym
                    naruszeniem jej czci, gdyż w tym zakresie sama już swą cześć unicestwiła. A nie
                    można chronić, ani dochodzić na drodze prawnej roszczeń z tytułu naruszenia
                    czegoś (jakiegoś dobra), którego się nie ma.

                    3- W wyroku SN z 14.05.2003 r. A.Kwaśniewski v. T.Wołek, dot. art. „Wakacje z
                    agentem” (sygn. akt I CKN 463/01) czytamy, że zadania prasy i obowiązki
                    dziennikarzy modyfikują ich odpowiedzialność za naruszenie dóbr osobistych w
                    porównaniu do zasad tej odpowiedzialności, dotyczących innych osób. Prawo
                    prasowe określa cel funkcjonowania prasy tj. urzeczywistnianie prawa obywateli
                    do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i
                    krytyki społecznej. A zatem, na podstawie art. 1 prawa prasowego w zw. z art.
                    41 prawa prasowego dopuszcza się ujemną ocenę działalności publicznej,
                    chociażby powoda, jako realizację prawa obywateli do kontroli i krytyki
                    społecznej...

                    Kto by się dziś przejmował skowytem rządowego urzędnika, czy polityka z powodu
                    skojarzeń grzecznego publicysty?.. W Austrii facet w tytule i treści artykułu
                    bez ceregieli nazwał Jorga Haidera idiotą, w sądach krajowych dostał wycisk,
                    ale w Strasburgu wygrał!·

                    www.media.org.pl/etpcz17.htm
                    • basia.basia Re: Co się w istocie wydarzyło? 10.07.04, 15:31
                      Gość portalu: marynat napisał(a):

                      >
                      >
                      > Najpierw - o co poszło? Pozbierajmy fakty do kupy:
                      >
                      > Powodem procesu było opublikowany w lutym 2003 r. w „Życiu Warszawy”
                      > ; felieton,
                      > w którym Śpiewak zawarł swoje refleksje po zeznaniach prezes „Agory”
                      > ; Wandy
                      > Rapaczyńskiej przed komisją śledczą badającą sprawę Lwa Rywina.

                      Bardzo podoa mi się Twój wywód. A link z opisem sprawy "pewnego idioty"
                      należy przypominać przy każdej podobnej okazji. A ja wczoraj przeczytałam
                      w rzepie coś bardzo ciekawego na zbliżony temat:

                      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040709/prawo/prawo_a_15.html
                      fragment:
                      Są granice poznania

                      Prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk - tak
                      brzmi art. 6 ust. 1 ustawy z 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe (dalej: p.p.).
                      Przepis ten wcale nie oznacza obowiązku przedstawienia prawdy materialnej
                      (arystotelesowskiej). Dziennikarza obowiązuje prawda materialna pomniejszona o
                      granice poznania dobrego dziennikarza, tzn. dziennikarza przestrzegającego
                      ustawowych standardów prasowych. Na tak pojmowanej prawdzie oparte jest
                      przytaczane orzeczenie Trybunału ("artykuły prasowe był oparte na wystarczająco
                      obiektywnych informacjach").

                      Dziennikarz podporządkowujący się wymogom z art. 12 ust. 1 pkt 1 p.p. nie ma
                      obowiązku przeprowadzania dowodu prawdy - ani w postępowaniu cywilnym, ani w
                      karnym. Jeśli nawet poda nieprawdę i przez to naruszy czyjeś dobra osobiste,
                      będzie się mógł powoływać na prawo do błędu nieodpartego i uniknie wszelkiej
                      odpowiedzialności prawnej. Logicznie rzecz biorąc, na podstawie przepisów
                      szczególnych (p.p.) otrzymał określone prawo podmiotowe nie po to, żeby później
                      nakładać na niego sankcje zawarte w przepisach ogólnych (kodeks cywilny czy
                      kodeks karny): qui iure suo utitur neminem laedit (kto korzysta ze swojego
                      prawa, nikogo nie krzywdzi). Domaganie się dowodu prawdy od dziennikarza
                      dopełniającego wymogu szczególnej staranności jest sprzeczne też z następną
                      paremią: lex neminem cogit ad impossibilia (prawo nie może zmuszać nikogo do
                      rzeczy niemożliwych). Dla racjonalnego ustawodawcy nie do przyjęcia jest
                      twierdzenie, że nawet po wyczerpaniu dostępnych dziennikarzowi sposobów
                      sprawdzenia prawdziwości materiału prasowego można go pociągnąć do
                      odpowiedzialności prawnej. Potwierdzenie tezy o prawie dziennikarza do błędu
                      nieodpartego znajdujemy w orzecznictwie strasburskim, np. w orzeczeniu
                      Trybunału z 28 września 1999 r. w sprawie Dalban przeciwko Rumunii (skarga nr
                      28114/95). Jak w tym orzeczeniu podkreśla Trybunał, nie do zaakceptowania jest
                      sytuacja, w której dziennikarz może formułować wypowiedzi prasowe wyłącznie pod
                      warunkiem, iż wykaże ich prawdziwość.

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka