basia.basia
17.07.04, 10:58
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_040717/plus_minus_a_4.html
fragmenty:
ROZMOWA ARTYSTY Z NAUKOWCEM
Finis Poloniae?
KRZYSZTOF KŁOPOTOWSKI
Przykro obudzić się okradzionym z powodu swej głupoty. Okradzionym z państwa,
ojczyzny i nadziei. Wrażenie to zostawia zapis rozmów Kazimierza Kutza i
Jadwigi Staniszkis. W spotkaniu intuicji artysty z intelektem uczonej
powstaje taki obraz naszej sytuacji, że pada pomysł oddania Polski pod zarząd
komisaryczny zjednoczonej Europy.
(...)
Nadzieja w młodzieży
Według artysty wyczerpały się już możliwości przebudowy przez kontynuację.
Staniszkis przestrzega jednak, że to zły pomysł, bo nie mamy zdolności do
samoregulacji. Lepper może utrwalić swoje panowanie, na pewno uruchomi na
dole osobników podobnych do siebie, jak on dyszących zemstą. Nawet jeśli
epizod lepperiady będzie krótki, może skończyć się wyrzuceniem nas z Unii.
Potem wszyscy będziemy wstydzili się spojrzeć sobie w oczy.
Natomiast oboje zgadzają się, że nadzieja w młodzieży. Kutz zapowiada rewoltę
na wzór 1968 roku, która powinna zmieść zgniły establishment w Polsce.
Staniszkis jest znowu ostrożniejsza, ale ma dla młodych nową koncepcję
władzy: Twórzcie pajęczyny powiązań europejskich, które same stawiają sobie
cele i je osiągają. Polski i tak już nie ma jako spójnego organizmu
gospodarczego. Państwo jest zbyt słabe, aby samodzielnie rozwiązywać
problemy. W konflikcie o Niceę bronimy przestarzałej formuły polityki.
Przyszłość należy do biurokracji, kontaktów międzyregionalnych i myślenia w
pojęciach Wspólnoty. Zresztą, Polacy oczekują od Europy łagodnej okupacji!
Zdaniem rozmówców Jerzego S. Maca nie sprawdziła się żadna z instytucji
powstałych 15 lat temu. Wszystkie oderwały się od ludzi. Całkowicie
zaprzepaszczono szansę budowy społeczeństwa obywatelskiego. Dziś nie ma w
kraju nikogo, kto reprezentowałby wspólne dobro. Taka teza wydaje się zbyt
radykalna, ale oto fakty: w obecnym układzie 25 - 30 proc. społeczeństwa
będzie siłą dynamiczną, resztę świadomie wypycha się poza system. Skoro aż 43
proc. wpływów podatkowych pochodzi od rencistów, emerytów i najniżej
zarabiających, to jaka tu jest sprawiedliwość? Szara strefa stanowi 27 proc.
produktu krajowego brutto, panuje w niej bezlitosny wyzysk pracowników.
Na salonach władzy
Jadwiga Staniszkis sądzi, że zaczynem wybuchu społecznego może być bunt w
zamykanych zakładach pracy, który poruszy ludzi już dawno odrzuconych, bez
szans na jakąkolwiek pracę. Mocniejsza gospodarczo Argentyna eksplodowała
przy 18 proc. bezrobocia. W Polsce mamy już 20 procent. I nie ma nadziei na
szybką poprawę. Według pani profesor obecny, tak reklamowany przez rząd
wzrost gospodarczy jest skutkiem zmian kursów walutowych. Miejsc pracy od
tego nie przybywa.
Lewicujący wicemarszałek Senatu i lwica polskiej socjologii z sympatiami do
prawicy przedstawiają się czytelnikowi jako absolutni outsiderzy. Trochę w
tym kokieterii, ale też sporo racji. Kutz nie jest przecież politykiem, ma
dystans artysty do partnerów gry. Staniszkis doradza politykom prawicy, ale
porzuca ich, kiedy nie spełniają jej wysokich wymagań. Woli porządnie myśleć,
niż iść na kompromisy byle rządzić zza pleców premiera.
Obracając się na salonach władzy, dzielą się wrażeniami z osobistych
kontaktów. Jadwigę Staniszkis zdumiewa więc pustka państwa
Kwaśniewskich: "Ich nie ma", choć za nimi stoją interesy zaplecza. Kazimierz
Kutz okiem reżysera rozpoznaje ubeków w spotykanych notablach. Ona znów w
czwórce rządzącej Agorą dostrzega sytuację jak z "Biesów" Dostojewskiego. On
twierdzi, że Piłsudski musiał siłą wziąć Polaków "za mordę", żeby coś z tego
sklecić, bo nie miał możliwości medialnych. Teraz są. Skorzystał z nich
Rokita - przy okazji komisji śledczej powołanej do zbadania afery Rywina,
następny będzie Giertych.
Przy kopaniu grobu
Oboje świetnie uzupełniają się temperamentami, przeplatając abstrakcyjne
analizy konkretem obserwacji. Bizantyjskie czasem rozważania Staniszkis
nabierają życia dzięki anegdotom partnera rozmowy, a jej subtelne analizy
nadają dosadnym opiniom Kutza porządek umysłowy. Książka jest gęsta od faktów
i myśli, które zatroskany obywatel tego kraju musiałby zbierać po różnych
publikacjach. Tutaj ma podane razem w formie fascynującej narracji -
lamentacji. Wprawdzie dobrze się czyta te rozmowy przy kopaniu grobu III
Rzeczypospolitej, ale skóra cierpnie.
Książka ma duży potencjał polityczny. Pani profesor Staniszkis powinna pójść
dalej i napisać manifest: Co robić? Nie można postawić takiej diagnozy i
zostawić pacjenta. Aż się prosi o podanie kroków, jak z tego wyjść, w
zwięzłej, dla każdego zrozumiałej formie. Jak wytworzyć siłę polityczną,
zdolną do myślenia w kategoriach dobra wspólnego i na czym to dobro ma
dzisiaj polegać.
(...)
Jadwiga Staniszkis, Kazimierz Kutz w rozmowie z Jerzym S. Macem, "To nie
to... nie tak miało być". Dom Wydawniczy Ego, Warszawa 2004.