wujaszek_joe
17.05.13, 11:30
Pół roku temu, gdy Koleje Śląskie przejmowały wszystkie lokalne połączenia w naszym regionie, na chwilę zapachniało wielkim światem: na głównej trasie, z Gliwic do Katowic, pociągi kursować miały co pół godziny, a w porze szczytu jeszcze częściej. Wszyscy dobrze pamiętamy, czym to się skończyło - zanim Koleje Śląskie wyżebrały gdzie popadnie maszynistów i wagony, nie było nawet komu i czym wozić ludzi. Od czerwca, gdy w życie wejdzie nowy rozkład jazdy, zamiast wielkiego świata na kolei będziemy mieli głuchą prowincję. Przykład? Ktoś, kto spóźni się na pociąg z Katowic do Bielska-Białej o godz. 7.31, na następny będzie musiał czekać aż cztery godziny.
Podobne długie przerwy będą też na innych ważnych trasach - między Katowicami a Rybnikiem i Gliwicami a Częstochową. W dni wolne od pracy takie "czarne dziury" sięgną nawet w niektórych przypadkach ośmiu godzin. Jeszcze bardziej szokujące są plany cięć na głównych liniach. Na trasie Szybkiej Kolei Regionalnej z Sosnowca do Tychów będzie jeździć o połowę mniej pociągów niż teraz, z Gliwic przez Katowice do Częstochowy o 45 procent mniej, a z Katowic do Rybnika o 40 procent mniej. Będzie dużo gorzej niż w nieodległych czasach, gdy komunikacją kolejową zajmowała się u nas spółka Przewozy Regionalne. W ciągu doby realizowały 450 połączeń, a Koleje Śląskie od czerwca będą ich miały tylko 358.
katowice.gazeta.pl/katowice/1,72739,13927034,Koleje_Slaskie__czyli_wracamy_do_epoki_kamienia_lupanego.html#LokKatTxt
brawo panie premierze!