erte2
13.11.14, 23:29
Niezawodny Błaszczak wyskoczył z rewelacją na temat "bilokacji" Andrzeja Halickiego. Okazało się że paskudnie przestrzelił bo okazało się że nie doczytał do końca, nie sprawdził faktów i po prostu bezpodstawnie oskarżył Halickiego o nieuczciwość. I zawiódł się okrutnie, bo tenże miał twarde papiery z których czarno na białym wynikało że wszystko jest w porządku; nawet dieta skorygowana na skutek skrócenia delegacji.
No więc - czy prawy i sprawiedliwy Mariusz Błaszczak przeprosi Andrzeja Halickiego? Czy przyzna się do błędu? Czy wykaże się minimalną choć odwagą cywilną i powie publicznie "moja wina, pochopnie i bezpodstawnie pomówiłem pana Andrzeja Halickiego zarzucając mu nieuczciwość czego serdecznie i szczerze żałuję" - czy też zgodnie z pisowskimi "zasadami które zobowiązują" będzie dalej kręcił i chachmęcił?
W zasadzie traktuję te pytania jako retoryczne, bowiem Mariusz Błaszczak miał dziś okazję wycofać się i wyjść jako tako z twarzą (u Olejnikowej w "Kropce..." do której był zaproszony razem z Halickim). Ale stchórzył. Wymiękł. Po prostu dał dupy.