Dodaj do ulubionych

Andrej Kiska vs. Andrzej Duda

02.08.15, 16:50
Wiem, że zazdrość to paskudne uczucie, ale Czesi też zazdroszczą Słowakom i wcale się tego nie wstydzą. boję się tylko, że nasz elekt okaże się nawet gorszy od Zemana, i nie tylko Słowakom, ale nawet Czechom będziemy zazdrościć.

Prorosyjskie media ucieszyły się na wieść, że Duda został prezydentem.
wyborcza.pl/1,75477,17708139,Prezydent_Slowacji_krytykuje_Rosje_za_aneksje_Krymu.html

Zdaniem komentatorów za sprawą Kiski zmieniają się na lepsze stosunki w sądownictwie; prezydent ostro krytykuje też zły stan służby zdrowia, jednak rząd Fico nie chce przeprowadzać reform krótko przed wyborami.

W polityce zagranicznej Kiska broni praw człowieka i demokracji, które to cele do czechosłowackiej i czeskiej polityki wprowadził prezydent Vaclav Havel. Otwarcie sprzeciwia się też rosyjskiej agresji wobec Ukrainy, zajęcie Krymu nazywa "okupacją" i na wszystkich krajowych i międzynarodowych forach jednoznacznie popiera Kijów.

- Staram się być adwokatem Ukrainy i przeforsować perspektywę wejścia tego kraju do Unii Europejskiej - mówi Kiska, dodając, że w przypadku Słowacji to pomogło. - Mieliśmy tę perspektywę. Mieliśmy przed sobą światełko, za którym podążaliśmy. I to się opłaciło.

Dla Zemana gwizdy i jajka, dla Kiski burza oklasków

W Czechach Kiska jest jeszcze bardziej popularny niż na Słowacji, w wielu kwestiach jest bowiem zupełnym przeciwieństwem prezydenta Milosza Zemana. Chodzi tu nie tylko o zdrowy styl życia czy elegancję (Zeman lubi alkohol, papierosy, salceson, nosi pogniecione garnitury, a kąpielówki, w jakich pokazał się na nadmuchiwanej łódce na stawie, zawstydziły wielu Czechów) oraz godność, z jaką sprawuje swój urząd, ale także o przesłanie, jakie kieruje do obywateli.

W porównaniu z głowami obu państw przygotowanym przez czeski dziennik "Hospodárské noviny" Kiska jawi się jako znacznie większy zwolennik zachodnich wartości niż Zeman.

Cały tekst: wyborcza.pl/1,75477,18410318,czesi-podziwiaja-prezydenta-slowacji-a-wlasnego-wygwizduja.html#ixzz3hfYsGGOc
Obserwuj wątek
    • 13kisiel Re: Andrej Kiska vs. Andrzej Duda 03.08.15, 08:54
      cała rządowa propaganda anty -rosyjska przyniosła odwrotny skutek zwłaszcza wśród młodzieży :-)))
      • axyzaa Re: Andrej Kiska vs. Andrzej Duda 03.08.15, 15:06
        13kisiel napisał:

        > cała rządowa propaganda anty -rosyjska przyniosła odwrotny skutek zwłaszcza wśr
        > ód młodzieży :-)))
        >
        Teraz będzie pro-rosyjska i zobaczymy jaki skutek przyniesie.
    • axyzaa Re: Andrej Kiska vs. Andrzej Duda 06.08.15, 12:53
      Ciekawe w jakim języku panowie będą rozmawiać kiedy się spotkają. Bo chyba się spotkają? Postanowiłam zawieszać bojkot oglądania Fabrykanta kiedy będzie rozmawiał z zagranicznymi gośćmi w obcych językach. Oczywiście dotyczy to też jego wizyt za granicą.
    • axyzaa Andrej Kiska. Prezydent jak marzenie. 18.11.15, 20:19
      Wklejam całość, z wiadomych względów

      Pewnego dnia Andrej Kiska uświadomił sobie, że jako prezydent może pomagać ludziom skuteczniej niż jako filantrop. Wystartował, choć szanse miał marne. I wygrał.


      Zaskakujący wybór Andreja Kiski na prezydenta Słowacji półtora roku temu natychmiast zrodził pytanie, jak ten biznesmen i filantrop bez doświadczenia politycznego poradzi sobie w nowej roli. Na razie wszystko wskazuje na to, że słowaccy wyborcy mieli szczęśliwą rękę.

      Po pierwsze, przyzwoitość

      To był pracowity dzień. Rano wrzucił do kosza zaproszenie na paradę wojskową w Moskwie i zakręcił kołem wielkiej polityki. Po południu był w zapadłej wiosce wśród romskich dzieci. Wieczorem spotkał się w szkolnej stołówce z mieszkańcami Bardejowa, którzy przyszli wysłuchać apelu, by żyć dobrze i odnosić sukcesy.

      Teraz siedzi w miękkim fotelu w najlepszej bardejowskiej restauracji i na pytanie, co chciałby po sobie zostawić, odpowiada: - Bardzo bym się cieszył, gdyby ludzie zapamiętali mnie jako człowieka przestrzegającego zasad przyzwoitości i tego, który zrobił wszystko, żeby Słowacja posunęła się do przodu.

      Choć zdanie to brzmi banalnie, stoi za nim historia człowieka, który je wypowiedział. Kiedy został głową państwa, nawet dla ludzi, którzy wybrali go większością 60 proc., był niewiadomą.

      Dziś można powiedzieć, że jest zjawiskiem niezwykłym. Od czasu Václava Havla minęło już wiele lat i odzwyczailiśmy się od tego, że prezydent może zupełnie otwarcie, nie bojąc się wielkich słów, mówić o przynależności do Zachodu. A także od tego, że jego przemówienia to pochwały wolności, solidarności i praw człowieka.

      Czy on naprawdę wie, co robi, czy też jesteśmy świadkami gry, politycznego kiczu, który szybko rozpłynie się w szarej przeciętności?

      Milioner Kiska sprawił lanie premierowi Ficy i będzie prezydentem Słowacji


      Pracuj sto godzin

      Pod koniec lata 2012 r. do biura znanej agencji PR w centrum Bratysławy wszedł 50-latek i powiedział: - Chcę zostać prezydentem.

      Przedstawił się jako Andrej Kiska. Romanowi Krpelanowi, jednemu z szefów agencji, jego nazwisko nic nie mówiło. Postanowił jednak, że zacznie współpracę z tym dziwnym klientem - i pomógł mu zbudować profesjonalny zespół. Teraz Krpelan popija kawę w urządzonym z przepychem wnętrzu lokalu na skraju Bardejowa i czeka, aż prezydent odpocznie przed wieczorną dyskusją z mieszkańcami. Jest szefem prezydenckiego biura prasowego.

      Kim naprawdę jest ten nieznany człowiek, dla którego Krpelan porzucił dobrze płatny etat w agencji? Sam sobie często stawiał to pytanie. Wie, że odpowiedź może nie brzmieć przekonująco, ale innej nie ma: - On naprawdę myśli to, co mówi i robi.

      Kiska, inżynier z Popradu, który od młodości zajmował się przede wszystkim własnym życiem, a zaskoczony swoimi różnymi sukcesami i porażkami szukał dla siebie odpowiedzi w judaizmie czy w naukach Gandhiego i Dalajlamy (nawet się z nim spotkał), teraz złączył to życie z losem całego społeczeństwa i stara się przekazać mu swoje rozumienie dobra.

      A jeszcze na początku lat 90. był tylko jednym z wielu Słowaków, którzy ruszyli szukać szczęścia za oceanem. W domu zostawił żonę (pierwszą) z małym dzieckiem, a ponieważ w Ameryce nikogo nie interesował jego tytuł inżyniera, zakotwiczył na stacji benzynowej jako sprzedawca w małym sklepiku należącym do starego żydowskiego emigranta z Rosji. Ten niezwykle go polubił, zwolnił pozostałych pracowników i powierzył mu sklep, ale pod warunkiem że będzie w nim pracował przez sto godzin tygodniowo za 4 dol. za godzinę.

      Po półtora roku Kiska wrócił do kraju i zaoszczędzone pieniądze zainwestował w małą zagraniczną firmę, która mu zaproponowała, żeby został dyrektorem jej filii na Słowacji - pod warunkiem że kupi jej akcje. Tak zrobił; firma wkrótce zbankrutowała, a on stracił wszystko.

      Jednak już pół roku później założył z bratem własną firmę. Peter Krcho, dyrektor kreatywny agencji reklamowej Creo/Young & Rubicam, przez kilka lat współpracującej z firmą braci Kisków, wspomina Andreja jako "absolutnego realistę i zarazem człowieka, który dotrzymywał umów" - w dzikich latach 90. na Słowacji było to "wyjątkowe połączenie".

      Sukces przyszedł, kiedy bracia stworzyli firmę pożyczkową, proponującą ludziom kredyty na lepszych warunkach niż inne instytucje finansowe. W 2005 r. sprzedali biznes wielkiemu bankowi (za nieujawnioną kwotę) i Andrej Kiska zastanawiał się, co zrobić z tak zarobionymi pieniędzmi. Miał już za sobą epizod fascynacji judaizmem, potem próbował zrozumieć buddyzm i pojechał nawet medytować do klasztoru na Sri Lance. Szukał odpowiedzi na pytanie, które później zadał także w cienkiej książeczce "Droga menedżera z piekła": "Czy to sprawiedliwe, że jeżdżę drogim mercedesem, a ktoś inny nie ma pieniędzy na podstawową opiekę lekarską?".

      Później poznał ubogą matkę pięciorga dzieci, która zachorowała na raka, a on był świadkiem tego, jak prosi krewnych, żeby zaopiekowali się dziećmi, kiedy ona umrze. Stawiał sobie kolejne pytanie: "Czy bogactwem nie brukuję sobie drogi do piekła?". Miał wrażenie, że odpowiedź będzie pozytywna. Za milion euro założył więc fundację Dobry Anioł, która we współpracy z lekarzami stworzyła sieć darczyńców (dziś jest ponad 160 tys. "dobrych aniołów") pomagających biednym rodzinom, w których dzieci są chore na raka i inne śmiertelne choroby.

      Tak opowiada swą historię sam Kiska, a dziennikarze, którzy to drobiazgowo sprawdzali, nie znaleźli niczego, co by temu przeczyło.

      Normalny gość

      Pewnego dnia Kiska uświadomił sobie, że możliwości nawet tak bogatego filantropa jak on są ograniczone i że jako prezydent kraju miałby większe. Uspokajał żonę (drugą), która była temu zdecydowanie przeciwna, że on tylko spróbuje, bo szansa jest i tak niewielka.

      Jednak jako realista i biznesmen świadomy tego, jak ważna dla sprzedaży czegokolwiek jest kampania reklamowa, zrobił wszystko, co było potrzebne do sukcesu. Za własne pieniądze zaczął zapoznawać Słowaków ze swoją twarzą i nazwiskiem na wielkich billboardach, którymi obstawił cały kraj. Zaczął sprzedawać siebie jako produkt. I ten produkt od początku szedł jak woda. - Słowacy są narodem rodzinnym, więc jego projekt pomocy rodzinom w potrzebie mocno przemawiał do wyobraźni - mówi Krcho.

      Kiska wynajął profesjonalny zespół i w czasie długiej kampanii wyborczej każdy krok zawczasu dokładnie testował w badaniach opinii w różnych grupach społecznych. Fachowcy od różnych dziedzin życia przekazywali mu przed debatami telewizyjnymi niezbędne informacje.

      29 marca 2014 r. w drugiej turze z ogromną przewagą pokonał popularnego premiera Roberta Ficę. Ludzie mieli dość polityków - postawili na niepolityka. Jednak zasadniczą rolę w zwycięstwie Kiski odegrała jego historia z trudnymi początkami w USA, co w oczach wyborców zaliczało go do grona "normalnych ludzi".

      W sieci król

      Dziś na pewno można powiedzieć jedno: Kiska stara się nie zawieść zaufania. Dzięki wymianie niektórych ludzi udało mu się już wprowadzić kilka zmian na lepsze - np. w sądownictwie, którego reputacja jest katastrofalna. Jeszcze ważniejsze jest jednak to, jak wykorzystuje autorytet prezydenckiego urzędu: w dniu inauguracji zaprosił do ogrodów pałacu prezydenckiego bezdomnych i dzieci z domów dziecka; co chwila przyjmuje działaczy obywatelskich i ostro krytykuje korupcję. Według agencji badania opinii publicznej Focus darzy go zaufaniem aż 70 proc. respondentów (wobec 38 proc. premiera Ficę).

      • axyzaa cd 18.11.15, 20:21
        Kogoś, kto obserwuje prezydenta tylko w tradycyjnych mediach, np. w telewizji, jego popularność musi dziwić. Kamera go usztywnia, a wobec dziennikarzy odczuwa tremę, więc przybiera pozę dobrego wujka, który wypowiada ostrożne frazesy. Za to zupełnie innego Kiskę można zobaczyć w mediach społecznościowych. Jego facebookowy profil ma dziś ponad 180 tys. fanów (prezydent dwukrotnie większych Czech Milos Zeman ma nieco ponad 30 tys. polubień), a jego przemówienia śledzą w sieci setki tysięcy widzów. Kiska z żoną, Kiska z psem, Kiska grający na gitarze z grupą rockową, Kiska składający życzenia w Dniu Kobiet na tle białych szczytów Tatr, Kiska ściskający dziewczynkę z zespołem Downa czy Kiska besztający ministra zdrowia.

        Drugim powodem jego popularności jest to, że na razie nie popełnił jeszcze poważnego błędu. To może zasługa jego instynktu, ale też na pewno doradców. Kisce udało się stworzyć zgodny zespół wybitnych analityków politycznych. Radzi się ich we wszystkich ważnych sprawach, aż po najdrobniejsze szczegóły.

        Oczywiście sceptyk może powiedzieć, że w przemyślany sposób buduje własną popularność - ale jeśli tak, to na razie wykorzystuje ją do propagowania jasno sformułowanych i jawnych celów, często ryzykując, że może stracić część sympatyków. Wielu ludzi z ulgą przyjmuje (ale wielu - wręcz przeciwnie) słowa słowackiego prezydenta, kiedy np. podkreśla potrzebę jedności Unii Europejskiej wobec Rosji i popiera sankcje, które Fico kwestionuje.

        Martin B tora, doradca prezydenta ds. zagranicznych, mówi o Kisce, że w zasadniczych sprawach orientuje się i bez doradców; ma poczucie sprawiedliwości, dlatego sam wie, że Ukraina jest ofiarą, a Rosja - agresorem. Pewnie także dlatego szybko zaprzyjaźnił się z byłym polskim prezydentem Bronisławem Komorowskim, w marcu tego roku spotkał się z szefami NATO i Unii, a w lutym złożył wizytę w Kijowie.

        Dobry jest!

        Sverzov na wschodzie Słowacji leży na zboczu góry, za którą jest już Polska. Na rozgrzanym słońcem placyku przed urzędem gminy zgromadziło się ok. 150 mieszkańców, jedna trzecia wszystkich. Dzieci bawią się komórkami, grupka kobiet w strojach ludowych przygotowuje się do śpiewu, strażacy w hełmach też pokażą coś ze swych umiejętności. Kiedy prezydent wychodzi na dwór po rozmowach w urzędzie, wszyscy zaczynają występ, powodując lekki chaos: pompa wyrzuca wodę z takim impetem, że nieomal polewa prezydenta, panie z zapałem intonują pieśń ludową, a dzieci wszystko to fotografują.

        Krpelan przedstawia mnie dwóm dryblasom z ochrony prezydenta i od tej chwili mogę iść o krok za nimi. Na pierwszym piętrze ośrodka pomocy społecznej wciskamy się do małego pomieszczenia pełnego romskich dzieci, wśród których na małych krzesełkach siedzi piękna dziewczyna w kolorowych ciuchach, a obok równie egzotyczny chłopak, jakby przeniesieni z epoki dzieci kwiatów - to wolontariusze z Hiszpanii.

        Kiska kuca. Nagle wychodzi z oficjalnej roli; nie podaje z namaszczeniem prezydenckiej ręki, lecz chwyta drobne rączki w swoje dłonie.

        Na parterze w rogu salki konferencyjnej czeka na niego nieśmiało jakieś dziesięć osób. Na stole domowe wypieki, których nikt nawet nie dotknie, ludzie chcą tylko zrobić sobie zdjęcie z prezydentem. Ich zażenowanie znika w kilka sekund, gdy Kiska słowami i mową ciała daje im do zrozumienia, że ich lubi. Po kilku minutach wychodzi na placyk, gdzie już czeka reporter z kamerą. W jednej sekundzie Kiska zamienia się w drewnianego męża stanu, przybiera kamienny wyraz twarzy, a jego głos twardnieje.

        Kiedy czarne samochody z prezydentem odjeżdżają, ludzie zaczynają się rozchodzić, a grupka mężczyzn rusza do gospody. - Dobry jest! - mówią o Kisce, tylko najstarszy ostentacyjnie się krzywi. Kiedy chce coś powiedzieć, pozostali zdecydowanie mu przerywają.

        Nie trzeba zgadywać, co w Kisce może przeszkadzać tym 25 proc. ludzi, którzy według sondaży nie mają do niego zaufania. Wystarczy zajrzeć do dżungli mediów społecznościowych: płaszczy się przed Zachodem, broni Romów, zarobił pieniądze na lichwie, jest tajnym członkiem sekty scjentologów...

        Słowacja nie chce romskich wójtów. I zmienia ordynację wyborczą


        Zarabiaj i pomagaj

        Historyczne centrum Bardejowa wygląda trochę jak dekoracja teatralna, ale to piękno jest prawdziwe i dało miastu miejsce na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Za to przedmieścia to mieszanka sztampowych supermarketów i budynków w stylu komunistycznym.

        Miejscowe stowarzyszenie zorganizowało w szkolnej stołówce wieczorną dyskusję z prezydentem. - To pierwsza taka impreza od wyborów i nie mam pojęcia, jacy ludzie przyjdą ani ilu ich będzie - mówi lekko podenerwowany Krpelan. Pierwszy rząd krzeseł jest najwyraźniej przeznaczony dla bardejowskiej śmietanki, resztę demokratycznie zapełnia ok. 200 innych osób.

        Pytania moderatora z miejscowego radia są jeszcze grzeczniejsze niż sam moderator, ale Kiska radzi sobie sam. Jest najwyraźniej w swoim żywiole, bo ma przed sobą żywą publiczność, a nie kamery. Bierze mikrofon do ręki, spaceruje po podium i opowiada ludziom o swojej mądrej babci, z którą jako dziecko mieszkał w jednym pokoju; o karaluchach, które po nim łaziły, gdy wraz z dziesięcioma innymi Słowakami szukającymi szczęścia za oceanem sypiał w noclegowni w Ameryce; o tym, jak ważne jest uczenie się na własnych błędach i to, by nie bać się ryzyka. Wygląda i mówi jak amerykański biznesmen wykładający, jak być lubianym i osiągnąć sukces. - Sukces nie jest grzechem, lecz jego owocami należy się dzielić z tymi, którzy mają mniej szczęścia - naucza Kiska, a ludzie klaszczą.

        Godzinę później siedzę w wiklinowym fotelu w rogu bardejowskiej restauracji, a Roman Krpelan przyprowadza prezydenta. Mam godzinę na rozmowę w cztery oczy. Chciałbym zedrzeć z niego pancerz i sprawdzić, co pod nim jest. Po 60 minutach muszę dojść do wniosku, że albo ten pancerz jest zbyt mocno przyrośnięty, albo Kiska nie ma żadnego.

        Odłożył czworgu swoich dzieci jakieś pieniądze na początek ich dorosłego życia, a całą resztę chce przeznaczyć na dobro publiczne. - Ale co z naturalną logiką pieniądza? - pytam. - Przecież o pieniądze trzeba się troszczyć, żeby mogły się mnożyć. - No właśnie - odpowiada prezydent. - I potem nigdy nie ma się dość.

        Na pytanie, jak chce się obronić przed pokusami władzy i popularności, odpowiada, że wciąż chodzi - sam i bez kamer - na dziecięcą onkologię odwiedzać chore dzieci, którym pomaga fundacja Dobry Anioł. Popularność jest dobra jako środek, ale nie może być celem. Zresztą - przewiduje - pewnie mu spadnie, skoro tak wyraźnie staje po stronie Ukrainy i Zachodu w konflikcie z Rosją i wspiera Romów.

        Jaki produkt - pytam byłego przedsiębiorcę - ma być efektem jego obecnej funkcji? Po chwili odpowiada: zaufanie. Do urzędu prezydenta, ale też społeczeństwa do siebie samego, bo "Słowacy są pełni zapału i pracowitości, ale brakuje im wiary w siebie".

        Dosyć zimnych pragmatyków

        Obserwuję z boku prezydenta, kiedy je kolację ze współpracownikami. Wyglądają jak zgrany zespół ze świetnej firmy. Przysiada się do mnie prezydencki doradca ds. polityki krajowej Sergej Michalic!. U boku Kiski jest od początku kampanii. - Wtedy wyglądało na to, że zdobędzie jakieś 10 proc. I zobacz, co się stało!

        Tak, wydaje się, że taka historia jest możliwa chyba tylko na Słowacji. - Wiesz, Słowacy mają w sobie jakąś zdolność niepopadania w ekstremizmy czy zdolność autokorekty - mówi Sergej. Ma na myśli wspaniałe chwile, gdy pociągnęli za ręczny hamulec i w wyborach pokonali autokratę Vladim~ra Meciara albo gdy wybrali na premiera - choć na krótko - Ivetę Radicovą.

        Chyba ma rację. Andrej Kiska to korekta współczesnej historii Słowacji, którą do tej pory określały zdecydowanie mało romantyczne postaci: ogarnięty manią premier Mec!iar, zimnokrwiści premierzy pragmatycy Dzurinda i Fico czy prezydenci o szarych twarzach, jak Gasparovic. Do tej pory brakowało tu bohatera romantycznego z mocną życiową story i Kiska wypełnił tę lukę. W dodatku postanowił zostać prezydente
        • axyzaa Końcóweczka i linki 18.11.15, 20:25
          Chyba ma rację. Andrej Kiska to korekta współczesnej historii Słowacji, którą do tej pory określały zdecydowanie mało romantyczne postaci: ogarnięty manią premier Mec!iar, zimnokrwiści premierzy pragmatycy Dzurinda i Fico czy prezydenci o szarych twarzach, jak Gasparovic. Do tej pory brakowało tu bohatera romantycznego z mocną życiową story i Kiska wypełnił tę lukę. W dodatku postanowił zostać prezydentem idealnym.

          Nieważne, jakie motywy nim kierują i na ile są prawdziwe. W życiu publicznym znacznie ważniejsze jest to, kim polityk się wydaje, niż to, jaki jest naprawdę. Słowacy bardzo potrzebowali prezydenta formatu Kiski. Zwycięstwo takiego człowieka to wydarzenie, które może być inspiracją nie tylko dla słowackiej sceny.

          Przeł. Marian Piwowarski

          Tytuł, śródtytuły i skróty - "Wyborcza"

          Martin M. Simecka
          Ur. w 1957 r. słowacki pisarz i dziennikarz. Syn filozofa Milana Simecki, dysydenta. W czasach komunizmu opozycjonista i podziemny wydawca. Były naczelny słowackiego dziennika "SME" i czeskiego tygodnika opinii "Respekt", dziś publicysta "Respektu". Tam też ukazał się publikowany przez nas tekst.

          wyborcza.pl/magazyn/1,148050,18912821,andrej-kiska-prezydent-jak-marzenie.html
          wyborcza.pl/1,76842,16161119,Bezdomni_na_inauguracji_prezydenta_Slowacji.html
          • kotek.filemon Re: Końcóweczka i linki 18.11.15, 20:42
            Bardzo ładnie. Tylko przez to, że to stary wątek przez chwilę przeraziłem się że kisiel wrócił.
            • axyzaa Re: Końcóweczka i linki 18.11.15, 20:53
              kotek.filemon napisał:

              > Bardzo ładnie. Tylko przez to, że to stary wątek przez chwilę przeraziłem się ż
              > e kisiel wrócił.
              >
              :-D Wybacz. Jednak co by i kisielu nie mówić, miał jedną zaletę. Podbijał wątki, które wylądowały już na drugiej stronie, i w normalnych okolicznościach trafiłyby w gazetowe czeluście:-)

              A Kiska fajny, co? Nie mam na jego punkcie fiksacji, tylko chodzi mi o to, zeby jak najwięcej osób dowiedziało się, że taki wybór jest możliwy. Myślę, że Biedroń jest w pewnym sensie do niego podobny, i trzymam kciuki, żeby się do następnych wyborów prezydenckich nie zepsuł.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka